Archiwa tagu: Łukasz Piebiak

Ziobro już wie, co go czeka

Zbigniew Ziobro dwa dni temu zwołał konferencję prasową jako prokurator generalny, gdzie spotkał się z gradem trudnych pytań dziennikarzy. Jedno z nich dotyczyło tego, czy polityk nie powinien skorzystać z okazji, jaką daje ostatnie posiedzenie Sejmu i pozwolić, aby pojawił się wniosek o jego odwołanie, aby mógł udzielić posłom i opinii publicznej stosownych wyjaśnień. Mogłoby to być bowiem w interesie polityka. Ziobrę pytano również o sprawę niewydania dokumentów dotyczących afery hejterskiej posłom opozycji, na co ci zareagowali zapowiedzią zwrócenia się do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Trzecim niewygodnym elementem było poruszanie sprawy postępowania dyscyplinarnego ws. byłego wiceministra sprawiedliwości Łukasza Piebiaka i możliwości jego przyspieszenia. Na powyższe strategiczne pytania dla przejrzystości funkcjonowania Ministerstwa Sprawiedliwości i rzetelnego informowania wyborców w trakcie trwającej kampanii wyborczej trudno było jednak uzyskać odpowiedź. Pełniąca funkcję konferansjera urzędnicza odmówiła bowiem odpowiedzi na powyższe pytania zanim Zbigniew Ziobro mógł nawet zabrać głos. Padły słowa, tu cytat: “Pozwoliłam zadać pytania, ale nie pozwolę na odpowiedź. Bardzo proszę o pytania dotyczące prokuratury”:

Sytuacja jest dosyć kuriozalna, ponieważ funkcjonariusze publiczni nie mogą wybierać sobie pytań, na które wygodnie im odpowiedzieć, a pozostałe zbywać milczeniem. Konferencja prasowa nie jest bowiem medialną ustawką, gdzie mają padać tylko miłe słowa i pytania pozwalające ministrowi chwalić się swoim dorobkiem.

Nagranie przypomina sesję pytań z sali podczas spotkań w terenie z Jarosławem Kaczyńskim. Tam dochodzi bowiem już od lat do rytuału w postaci “spontanicznego” pisania pytań na karteczkach, które następnie jeden z posłów PiS przegląda, odrzucając co mniej wygodne i zadając te, które zostały, albo jak można przypuszczać, z góry wcześniej przygotowany zestaw pytań.

W resorcie starano się wymigać od odpowiedzi argumentem, że pytania dziennikarzy były niezwiązane z tematem konferencji. Jednak przy unikaniu mediów przez związanych z aferami polityków,  nieliczne konferencje z ich udziałem są jedyną okazją do zadawania takich pytań, a nie ma wątpliwości, że Polacy zasługują na odpowiedź na nie. Jednak wspomniana sytuacja, która zajęła zaledwie 30 sekund, pokazuje dobitnie, jak wygląda miejsce obywatela i dziennikarzy w demokracji według Prawa i Sprawiedliwości.

W środę wieczorem Sejm będzie głosował nad wnioskiem opozycji o wotum nieufności dla Zbigniewa Ziobry. Domaga się tego Koalicja Obywatelska. Bezpośrednim powodem jest tzw. afera Piebiaka, byłego już wiceministra sprawiedliwości, który według publikacji w mediach, miał brać udział w nagonkach na sędziów. Po południu wniosek trafił pod obrady Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka.

Komisja zajmuje się wnioskiem o wotum nieufności dla Ziobry

– Bezpośrednim powodem tego wniosku była tzw. afera hejterska, czy fabryka hejtu – jak media określają ministerstwo sprawiedliwości – mówił w uzasadnieniu przed komisją Borys Budka.

Jak dodał, afera „jest sprawą bulwersującą, która nigdy w historii III RP nie miała miejsca”. – Pod okiem bezpośredniego zastępcy ministra sprawiedliwości działała zorganizowana grupa zajmująca się hejtem, atakowaniem niezawisłych sędziów, którzy wbrew linii ministerstwa i partii rządzącej ośmielali się atakować tzw. reformę wymiaru sprawiedliwości – stwierdził. – Polityczna odpowiedzialność jest oczywista – dodał. Budka w swoim wystąpieniu przypominał, że Zbigniew Ziobro domagał się dymisji Zbigniewa Ćwiąkalskiego, gdy w 2009 r. w zakładzie karnym doszło do samobójstwa mordercy Krzysztofa Olewnika.

Budka o reakcji Ziobry na aferę Piebiaka: Chowa głowę w piasek

Według posła PO w sprawie ostatniej afery Ziobro chowa „chowa głowę w piasek”. – Udaje, ze jego zastępca znalazł się w resorcie przypadkowo, został tam zesłany przez opozycję. To był taki niemalże koń trojański i tylko dzięki szybkiej reakcji nieomylnego ministra sprawiedliwości doszło do jego zwolnienia. Nawet, jeśli przyjąć te tłumaczenia, to tym bardziej świadczy o tym, że w ministerstwie sprawiedliwości na najwyższym stanowisku znalazła się osoba nieodpowiedzialna. Dlatego, że powołała na swojego zastępce osobę, której nie znała – podnosił Budka.

Polityk przypomniał, że w marcu tego roku Prokuratura Regionalna w Katowicach zabezpieczyli materiały, które mogły być obciążające dla Łukasza Piebiaka. – Czy ktokolwiek z państwa na tej sali jest w stanie uwierzyć, ze minister sprawiedliwości, który jest także prokuratorem generalnym, nie wiedział, że w materiałach zajętych przez Prokuraturę Regionalną w Katowicach znajdują się informacje, mogące obciążać jego bezpośredniego zastępcę? Jeżeli jest tak, że nie miał wiedzy w tej sprawie, to wówczas powinien zostać zdymisjonowany jako prokurator generalny – konkludował Budka.

Wiceminister: Ubolewam, że tu kawy nie ma

Na komisji obecne jest całe kierownictwo Ministerstwa Sprawiedliwości, w tym Zbigniew Ziobro. Szef resortu stwierdził, że Budka nie mówił merytorycznie. Obrony Ziobry podjął się jego zastępca Michał Wójcik. Ten zaczął od pokpiwania z Budki. – Ubolewam, że tu kawy nie ma, bo pan poseł Budka prawie mnie uśpił, nie przekazał niczego merytorycznego – powiedział Wójcik. Stwierdził, że opozycja wykorzystuje wniosek o wotum nieufności jako pretekst do ataku na jego szefa. Wójcik wymieniał wszystkie osiągnięcia rządzonego przez Ziobrę resorty – od walki z wyłudzeniami VAT-owskimi, przez utworzenie tzw. rejestru pedofilów czy prace komisji weryfikacyjnej.

Wójcik, odnosząc się do sprawy nagonki na sędziów, stwierdził, że doszło do „podziału w środowisku sędziowskim i konfrontacji”. – Część sędziów, którzy byli atakowani, uległa emocjom i na prywatnych forach użyła słów, które paść nie powinny. Ze strony ministra Zbigniewa Ziobry została podjęta natychmiastowa decyzja o dymisji wiceministra, nie przesądzając o winie – mówił wiceminister.

Po nim do uzasadnienia wniosku odniósł się Bogdan Święczkowski. Prokurator krajowy komentował zastrzeżenia opozycji dotyczące działań śledczych ws. śmierci Dawida Kosteckiego i tzw. afery podkarpackiej. Święczkowski podkreślał, że zgony w więzieniach było objęte śledztwem i ustalone zostały przyczyny śmierci. – Jest mi przykro, że były minister sprawiedliwości opowiada takie rzeczy, uzasadniając wniosek o wotum nieufności. Mówi nieprawdę – powiedział.

Kmicic z chesterfieldem

Prezes Jarosław Kaczyński zabrał głos w sprawie podniesienia płacy minimalnej; polityk uważa, że reforma jest zasadna i wszelkie głosy jej krytyki są nieuzasadnione. Swoimi przemyśleniami podzielił się w Programie 1 Polskiego Radia.

Kaczyński w pełni popiera zwiększenie płacy minimalnej do pułapu 4 tys. zł brutto. „Powtarzałem od wielu lat, że nie można bez przerwy mówić społeczeństwu, że trzeba zaciskać pasa” – stwierdził prezes Prawa i Sprawiedliwości. Prawicowy polityk twierdzi, że „jeśli zwiększą się płace, tworzy to nacisk na ulepszenie gospodarki” – z taką tezą z pewnością nie zgodzi się zdecydowana większość liberalnych ekonomistów.

Szef „dobrej zmiany” usiłował również wykreować się na obrońcę polskich pracowników, którym z pewnością nie jest. Prezes mówił m.in. o fali „fake…

View original post 1 068 słów więcej

 

Reklamy

Gabriela Lazarek, esencja protestu przeciw zachwaszczaniu Polski przez PiS

Rok 2015.
Początki protestów w Polsce

„Kodziarze” na ulicach. Dzikie tłumy, tysiące ludzi. Wśród tych ludzi byłam też ja. Fryzjerka z Cieszyna.

Pamiętam, jak odwoływałam klientki w pracy, żeby zarezerwować dzień na wyjazd na protest do Warszawy. Z dnia na dzień, tak jak tysiące innych obywateli, uczyłam się, jak w mój rozkład dnia wbijać jeszcze gdzieś wyjazd na protesty, czy jakieś spotkania w grupie ludzi, którzy są, tak samo przerażeni sytuacją w kraju, jak ja.

Ze zdumieniem obserwowałam, że nikt za bardzo z mojej okolicy się nie wybierał ze mną. Jedni kompletnie się niczym nie przejmowali albo wzruszali ramionami, inni byli zachwyceni, co było największym szokiem dla mnie w tamtym czasie.

Na fb toczyłam długie dyskusje ze znajomymi, którzy nie rozumieli, co mi się w tym kraju naraz przestało podobać na tyle, że ciągle jeżdżę na protesty i tak narzekam na ten PiS. Nieraz to byli przyjaciele jeszcze z dzieciństwa, ze szkoły z podwórka. Starałam się w tamtym czasie wyczerpująco opisywać sytuacje i motywy działań zarówno ludzi protestujących, jak i PiS.

Z większością tych osób, nie mam od tamtego czasu kontaktu. Nie mogę nawet za bardzo liczyć na „dzień dobry” na ulicy. Dawno jesteśmy poblokowani na fb, a ja z koleżanki, przyjaciółki, z fryzjerki, sąsiadki czy kogo tam jeszcze, stałam się „kodziarą” i „lewakiem”. Odgrzebałam jedną z moich wypowiedzi z tamtego okresu. Minęły cztery lata. Polska się zmieniła. Ale moje zdanie na temat sytuacji w kraju – nie. Teraz, cztery lata od tamtych wydarzeń, startuję w wyborach parlamentarnych. Często słyszę pytania – po co idziesz do polityki? Dlaczego tak narzekasz na ten PiS? O co walczysz? Dzisiaj wyborcom chciałabym powiedzieć dokładnie to, co starałam się mówić swoim znajomym praktycznie codziennie, od czterech lat, uzasadniając wyczerpująco motywy moich działań. Od tamtego czasu zmieniło się tylko tyle, że nauczyłam się już nie mieć problemu z uzewnętrznianiem się na forum. Stało się to koniecznością.

15.12.2015

Może zacznę od tego, że nie piszę tego, żeby Was do czegokolwiek przekonać. Wyrażam tylko i wyłącznie swoje zdanie. Nie lubię się zbytnio uzewnętrzniać na forum ze swoimi przemyśleniami, ale dochodzę do wniosku, że trzeba się teraz tego nauczyć, bo tylko poprzez słowo i wyrażanie własnych myśli jestem w stanie się bronić. A kto wie, jak długo będzie można to robić, skoro zaczynają funkcjonować w społeczeństwie jedyne słuszne racje.

Każdy przez całe swoje życie buduje swój własny system wartości. Miałam to szczęście wychowywać się, dorastać w demokratycznym kraju, gdzie mogłam rozwijać się w zgodzie z własną naturą. Nigdy nie było lekko. Wszyscy wiemy, że w Polsce do miodu z dla wielu Polaków, zawsze było daleko. Mój świat zawsze był zbudowany na emocjach i na tych emocjach budowałam swój światopogląd. I myślę, że wiele przez te lata się nauczyłam. Na wielu, wielu błędach, dzięki którym nauczyłam się również ponosić konsekwencje własnych decyzji. Mam zbudowany swój świat moralny. Nauczyłam się, że ludzie są różni i właśnie ta różnorodność jest piękna. Również w różny sposób starają się w życiu wyrażać siebie. Nauczyłam się, że ludzie potrafią być fascynujący we własnym odkrywaniu i wyrażaniu siebie. Nauczyłam się, że to, co nosimy wewnątrz, te wszystkie nasze doświadczenia, lekcje, porażki, radości, wspomnienia, to jest najpiękniejsze co ofiaruje nam życie. Nie nowy samochód, telefon czy mieszkanie. A najważniejszy jest ten wewnętrzny świat i własne emocje, które pozwalają to wszystko poczuć.

Ale żeby się samodzielnie rozwijać, budować swój światopogląd, nauczyć się co nas w życiu uszczęśliwia, jest potrzebna wolność wyboru, wolność przekonań ze świadomością, że za każdy popełniony błąd płacę sama. Taka mała cena wolności. I nigdy w życiu nie zamieniłabym się za cenę tego, żeby dla mojego świętego spokoju ktoś decydował za mnie, co jest dla mnie dobre, a co złe. Rodzice swoją rolę już spełnili.

Nie daję prawa żadnemu człowiekowi, żeby decydował za mnie, co mogę czytać, oglądać, słuchać. To są moje wybory. Nauczyłam się, że najpiękniejsza w życiu jest miłość. Niekoniecznie tylko ta do drugiej osoby. Ale do zwierząt, do otaczającej przyrody, do siebie, do świata, do ludzi. Ale, żeby to poczuć trzeba najpierw zaakceptować tę różnorodność. I nauczyć się paru niepodważalnych zasad, które pierwotnie niesie ze sobą każda religia, rasa, kultura. Wszystko, co w nich złe jest zbudowane właśnie przez ludzi, którym zachciało się w jakimś czasie bawić w Boga. A te niepodważalne zasady to poszanowanie godności drugiego człowieka, prawo decydowania o sobie i miłość w każdym możliwym znaczeniu. Historia pokazuje, że tylko te prawa są w stanie chronić ludzi i prowadzić do przodu, pozwalają rozwijać się i cieszyć się życiem. Ich przeciwieństwami są nienawiść, uzurpowanie sobie prawa do decydowania o tym, co dla kogo jest dobre co złe, podjudzanie do konfliktów, nieposzanowanie odmienności i prawa do własnego zdania, tworzenie podziałów rasowych wyznaniowych i ogólnopoglądowych, oskarżenia, kłamstwa, spiskowanie, wyzwiska, brak poszanowania ludzkiej godności i odmienności.

Nie obchodzi mnie kto, jaką partię popiera. Obchodzi mnie to, czym kierują się ludzie, którzy chcą decydować o losie milionów ludzi i jakie niosą ze sobą przesłanie. Ja się buntuję, bo widzę tylko oskarżenia, nienawiść, kłamstwa, manipulacje i ludzi, których rozwój emocjonalny się zatrzymał. On nie zwolnił. On się po prostu zatrzymał. A może nawet ten rozwój nigdy się nie rozpoczął? Miejsce tego rozwoju emocjonalnego zajęła pycha, żądza władzy, nienawiść i na tym skupiają całą swoją energię. I niech mi nikt nie wmawia,że to ja jestem zmanipulowana przez „lewackie media” przez „śmierdzący konsumpcyjny zachód.” Nie po to przez tyle lat budowałam swój świat, który jest dla mnie piękny i szczęśliwy, żeby ktoś przyszedł i chciał sobie teraz tym tyłek wytrzeć. Nie pozwolę na to. Podam Wam przykład. Wyobraźcie sobie ludzi, którym okradziono dom. Ich rozpacz. Wiecie, z czego ona najczęściej wynika? Nie z tego, że wyniesiono im telewizor lub komputer. Rozpaczają, bo ktoś naruszył ich prywatność! Z tym się wiąże trauma po kradzieży. Ktoś bezprawnie wdarł się w ich świat. Właśnie przez to naruszenie prywatności ludzie tracą poczucie bezpieczeństwa.

Nikt mi nie może zarzucić, że płaczę za PO i stąd panika, bo ja nawet na PO nie głosowałam. Samej przez te lata nie było mi lekko i na wiele rzeczy się wkurzałam. I też się czułam okradana. Ale to miało tylko wymiar materialny. Mogłam stracić właśnie ten telefon i telewizor. Wolałabym stracić wszystko. Zostać w samych skarpetkach. Ale nigdy nie pozwolę się okraść z prawa do własnych poglądów, z prawa do decydowania o własnym życiu. Z prawa do wolności, do popełniania własnych błędów i ponoszenia tego konsekwencji. A teraz czuję się zagrożona jak nigdy i trzeba być naprawdę zaślepionym, żeby tego nie widzieć.

Wiem, że ludzi myślących w ten sposób są miliony. I wiecie co? Tak jak nie czułam się nigdy jakoś patriotką, może inaczej – nie czułam potrzeby, żeby jakoś się specjalnie kulturowo identyfikować, bo czułam raczej się obywatelką świata, człowiekiem po prostu, to teraz zaczynam dopiero doceniać wartość patriotyzmu. Ale tego zdrowego – nie niosącego za sobą podziałów.

Wyrosło nowe pokolenie patriotów. Patriotów, którzy doceniają, czym jest prawo do wolności własnych przekonań. Bo jednak można kochać swój kraj. Takim niedoskonałym, z codziennymi problemami. Bo wszędzie są tylko ludzie. Mniej lub bardziej doskonali. Nigdzie jeszcze nie znaleziono na ten niedoskonały system recepty. Ale przez lata, które tutaj żyłam i kształtowałam się, miałam możliwość nauczyć się czym jest wolność i prawo do własnego zdania. Prawo do życia w zgodzie ze sobą. Dla wielu to może nie zbyt wielkiej wartości – jak widać. Ale dla mnie to jest WSZYSTKO. To całe moje życie. Nikt nie zmusi mnie do nienawiści, do chodzenia do kościoła wyznaczonego mi przez drugą osobę jako jedyny słuszny wybór, do czytania określonych książek i zabraniania czegokolwiek, co nie godzi w drugiego człowieka, a konsekwencje moich decyzji spadną tylko na mnie. Będę chciała oglądać, czytać „świństwa” to będę to robić! Będę robić to, na co mam ochotę, jeżeli tylko będę wiedziała, że moim działaniem nie skrzywdzę drugiego człowieka. To jest granica wyznaczająca tolerancję.

Dzisiaj jest odwrotnie. Podstawowe prawa są ukracane, a główne prawo – do poszanowania czyjejś wolności, poglądów jest naruszane. Czy nie widzicie paradoksu w tym, że ci, co to tak strasznie chcą budować Polskę dla Polaków, właśnie podzielili naród? Popatrzcie – my też znamy się od lat. Bez względu na różnice poglądów nie przyszłoby nikomu nawet do głowy, żeby z tego powodu kogoś mniej szanować. A teraz? Już znam i widzę wiele przykładów, gdzie najbliżsi sobie ludzie są politycznie skłóceni.

Wszystko, co tutaj napisałam, jest u mnie wypracowane przez lata i nie czuję żadnej sprzeczności z tym, co mówiłam rok, czy pięć lat temu. Jeszcze niedawno byłoby to wyrażanie własnego zdania, teraz dla Was to jest”lewacki bełkot” i POpłuczyny odciętych od koryta. Przepraszam, czy ja kiedykolwiek coś z tego koryta uczknęłam? Czy przez te lata cokolwiek od kogoś chciałam? Nie. Chciałam mieć tylko prawo do wolności i bez narzekania na rzeczywistość, ciężko na nią pracowałam.

Piszecie, że przesadzam. Naprawdę nie widzicie, co się dzieje? Jak ludzie są podzieleni? Jak starzy znajomi przestają ze sobą rozmawiać i patrzą na siebie z nienawiścią? Jak myślicie, do czego to prowadzi? Wiem, że interesujecie się historią. Naprawdę nie widzicie absolutnie żadnych analogii? Jeszcze trochę i nienawiść zaślepi nas wszystkich. Tylko jak się otworzą oczy, to już naprawdę nie będzie czego oglądać.

Przykro mi, ale jaśniej i bardziej szczerze nie potrafię uzasadnić moich działań i odpowiedzieć na pytanie – DLACZEGO?

Kmicic z chesterfieldem

Prawo i Sprawiedliwość ruszyło wczoraj z kontrofensywą medialną przeciwko swoim poprzednikom i konkurentom wyborczym.  Narracją akcji są środki o horrendalnej skali, które nie trafił do budżetu z powodu działalności mafii paliwowej. Oczywiście, przekaz rządzących poszedł w radykalnym kierunku oskarżenia przeciwników w zasadzie o zmowę z przestępcami i działanie na szkodę skarbu państwa.

To już prawie tradycja – Andrzej Duda często opowiada anegdoty, które praktycznie tylko jego śmieszą. Nie inaczej było i tym razem, kiedy pojechał uroczyście wmurować akt erekcyjny pod rozbudowę strzelnicy w Centralnym Ośrodku Szkolenia Straży Granicznej w Koszalinie.

– „Nie wZ jednej strony atakując politycy PiS ponownie wyjęli argumenty, jak to dzięki rządowi znalazły się środki na problemy społeczne i wsparcie choćby polskich rodzin.

W tym kontekście warto wypomnieć rządzącym ich największy własny konwój wstydu tej kadencji. I nie mowa tutaj wcale o tak głośnym temacie nagród w rządzie, ale biedzie, na którą rządzący skazali polskich emerytów.

View original post 1 252 słowa więcej

 

Gadzinówka TVP bolszewii PiS śledzi Lisów

Hanna Lis o działaniach dziennikarzy mediów publicznych, którzy robią wszystko, aby pokazać w złym świetle osoby krytykujące obóz władzy.

Kmicic z chesterfieldem

Ujawniamy, że Jarosław Kaczyński to prawdziwy Ojciec Narodu. Pomaga wszystkim, nawet „Małej Emi”… – napisał na Twitterze Wojciech Czuchnowski z „Gazety Wyborczej”.

Mowa oczywiście o internetowej hejterce Emilii, która brała udział w akcji szkalowania sędziów, krytykujących „dobrą zmianę” w sądownictwie. Artykuł w gazecie zatytułowano „Kaczyński pisał do „Emi”.

Część internautów w komentarzach kpiła z „Ojca Narodu”: – „Kaczyński pisał do Emi z dobrej woli, aby pomóc jej w reformie sądownictwa”; – „Bo w nim jest samo dobro, a o rodziny to już dba ponad życie”; – „Ziobro zdymisjonuje Kaczyńskiego?”.

Inni komentowali dosadniej: – „Za każdym razem jak myślę, że PiS jest na moralnym dnie to okazuje się, że oni jednak kopali znacznie głębiej…”; – „Pazerność na władzę zaślepia. Prezes zaczyna popełniać błędy. I do tego mściwość i chorobliwa obsesja na punkcie Tuska”.

Więcej >>>

W tym samym czasie, gdy Grzegorz Schetyna ogłosił zaskakującą decyzję o usunięciu się w cień…

View original post 1 346 słów więcej

 

Andrzej Olechowski podpadł kołtunom z Ciemnogrodu, którzy celebrują klęski, bo nie potrafią zwyciężać

Z inicjatywy Polsko-Słowiańskiej Federalnej Unii Kredytowej, największej instytucji finansowej Polonii, na Times Square w Nowym Jorku co ok. 20 minut wyświetlany był napis „Przypominamy światu, że 80 lat temu Niemcy napadły na Polskę”, do którego dołączone było zdjęcie, przedstawiające żołnierzy niemieckich, wkraczających do Polski. W taki sposób Polonia uczciła rocznicę niemieckiej agresji i, jak twierdzi portal wpolityce.pl, wywołał on ogromne zainteresowanie przechodniów.

Jednocześnie portal ten zwraca uwagę na haniebne wręcz słowa byłego ministra spraw zagranicznych, Andrzeja Olechowskiego w studiu TVN24. Słowa, które wręcz obrażają i deprecjonują znaczenie obchodów tak ważnego dla Polaków wydarzenia jakim był atak nazistowskich Niemiec na Polskę.

Olechowski śmiał stwierdzić, że ma problem z tym świętem, bo gdy inne narody obchodzą rocznice zwycięstw, zakończenia wojen, my Polacy wciąż celebrujemy klęski. Dla niego to okropna data, bo „1 września jest momentem rozpoczęcia katastrofy Polski. I militarnej, no bo w końcu to była armia, która miała nie oddać ani guzika i politycznej, która doprowadziła do największej hekatomby Polaków w historii”.

Nie podoba mu się, że „celem praktycznym i usprawiedliwieniem dla takiego wysiłku organizacyjnego jest to, żeby powiedzieć, że Polska – może nie zamożna, może nie z silnym wojskiem, ale powinna mieć zwiększony głos w stosunkach międzynarodowych, bo była ofiarą. Ja tego nie chcę. 80 lat po wybuchu wojny, nie chcę czerpać z tragedii moich rodziców, czerpać z błędów mojego państwa”.

Mało tego, Olechowski zadrwił sobie z prezydenta mówiąc, że łatwo jest „wygłosić patetyczne przemówienie na temat tragedii II wojny światowej” i odniósł się do dzisiejszej Polski, która, jego zdaniem, jest odbierana jako kraj niemoralny. Kraj, odmawiający pomocy uchodźcom, nie angażujący się aktywnie w pomoc humanitarną. Kraj, faszystowskich marszów i prześladowania mniejszości.

Dla zwolenników prawicy taka postawa Olechowskiego jest nie do przyjęcia. Już zaczęła się nagonka na polityka, a internauci nie przebierają w słowach, pisząc „Umysłowo chory POpapraniec!”, „Olechowski, nie graj głupa, Polacy nie czczą wybuchu wojny tylko o nim przypominają. Wyjątek stanowią gdańskie platfusy pod wodzą dulkiewicz i bolka którzy chcą radośnie świętować wybuch tej wojny” czy też „Stara komunistyczna swinia”.

No rzeczywiście. Olechowski naruszył „ojczyźniane sacrum”, a tego portal wpolityce.pl i wielbiciele prawicy mu nie darują.

Kmicic z chesterfieldem

„Widzę, że zachowano protokół dyplomatyczny i zasady precedencji. Szeregowy poseł między szefami rządów, ministrami i kierownikami najważniejszych instytucji państwa. Niby w jakiej roli?” – zapytał na Twitterze Patryk Wachowiec z FOR.

Jarosław Kaczyński podczas obchodów 80 rocznicy wybuchu II wojny światowej siedział bowiem w pierwszym rzędzie trybuny honorowej. Obok niego ulokowano jego „odkrycie towarzyskie”, czyli Julię Przyłebską, a po drugiej stronie – wicepremiera Piotra Glińskiego.

„Precedencja w Polsce nie przewiduje specjalnego traktowania szefa partii rządzącej. Protokół dyplomatyczny jest trochę jak z plasteliny, ale tutaj jednak ktoś przesadził. Nie ma to żadnego uzasadnienia protokolarnego. Kogo reprezentował Kaczyński?” – dziwił się w natemat.pl dr Janusz Sibora, specjalista ds. protokołu dyplomatycznego i ceremoniału państwowego. Wspomniana precedencja reguluje porządek pierwszeństwa zajmowania miejsc podczas oficjalnych spotkań władz państwowych.

Na dodatek prezes PiS…

View original post 3 226 słów więcej

 

Morawiecki dyma Polaków na oczach wszystkich. Taka jego kutaśność

Budżet 2020, który zapowiada premier, to “PiS-owski cud”. Te wysokie dochody mamy w tylko w przyszłym roku. Ani OFE, ani LTE w kolejnym roku już nie będzie. Co więcej, musi przyjść spowolnienie. Nie można liczyć na to, że będzie ciągle takie eldorado. PiS albo tego nie rozumie, albo oszukuje nas wszystkich – mówi Izabela Leszczyna, była wiceminister finansów w rządzie PO-PSL. Rozmawiamy nie tylko o przyszłorocznym budżecie, ale i o kondycji państwa. Pytamy też, czy jeżeli PO stworzy rząd, to zostawi programy socjalne PiS. – Ludzi nie można oszukiwać dwa razy. PiS już ich oszukał mówiąc, że na wszystko są pieniądze. Nie można teraz oszukać ich drugi raz, bo ludzie porobili sobie plany, myślą, że będą mieli ten dochód i trzeba go im zapewnić – dodaje

JUSTYNA KOĆ: Rząd zapowiedział, że budżet 2020 po raz pierwszy o 89 roku będzie bez deficytu. Geniusz premiera czy cud gospodarczy? 

IZABELA LESZCZYNA:  Ani geniusz premiera, ani cud gospodarczy, finansowy, ekonomiczny, tylko wybory. To wręcz wyborcza ściema. Sądzę, że

POLACY NIE ZASŁUŻYLI SOBIE NA TO, ŻEBY W TAKI CYNICZNY I PRYMITYWNY SPOSÓB NIMI MANIPULOWAĆ.

Czyli oszustwo? Dlaczego?
Zacznijmy od tego, że budżet składa się z jednej strony z dochodów, z drugiej wydatków. Ta ogromna manipulacja dotyczy obu stron. O zrównoważonym  budżecie poważni ekonomiści i politycy mówią, kiedy wydatki i wpływy są zrównoważone trwale.

To znaczy?
Trwałe dochody to takie, których z dużym prawdopodobieństwem możemy się spodziewać każdego roku. Takimi dochodami są najczęściej dochody podatkowe. Oprócz tego z drugiej strony mamy one-off, czyli jednorazowy dochód.

TAKIEGO DOCHODU NA SERIO NIE TRAKTUJE NAWET KOMISJA EUROPEJSKA, KTÓRA WYLICZA NAM TE WSZYSTKIE WSKAŹNIKI I PARAMETRY.

Czym jest one-off?
To np. niespotykany skok na OFE. Od wszystkich oszczędności, ponad 160 mld zł, rząd ściągnie 15 proc., czyli ok. 20 mld. Zalicza to do przyszłorocznych dochodów. To są, po pierwsze, dochody jednorazowe, po drugie – niepewne, bo nie wiemy, ile osób się na to zdecyduje, po trzecie ta kwota powinna być rozpisana na dwa lata, bo tak zaplanował rząd. Ale takich oszustw jest więcej. Rząd tą opłatą przekształceniową oszukuje też samorządy, bo od przyszłych dochodów emerytalnych powinniśmy zapłacić PIT. Ten podatek jest dzielony pomiędzy budżet centralny i budżety samorządów. Tymczasem z tych pieniędzy samorządy nie zobaczą nawet kawałka.

DODATKOWO RZĄD ZNIÓSŁ 30-KROTNOŚĆ SKŁADKI ZUS-OWSKIEJ. Z TEGO PLANUJE OK. 5 MLD. TO BĘDĄ PIENIĄDZE WYCIĄGNIĘTE Z KIESZENI POLSKICH PRZEDSIĘBIORCÓW SAMOZATRUDNIONYCH.

Rząd chwali się, że znosi PIT-y dla młodych osób do 26. roku życia, ale jednocześnie ma w planie ozusowanie umów zleceń studentom do 26. roku życia. Zatem zabierze im PIT, ale dołoży składkę ZUS-owską. Co więcej, wszystkie umowy zlecenia mają podlegać ZUS-owi. Platforma wprowadziła zasadę, że tylko do minimalnego wynagrodzenia pobieramy ZUS, po to, żeby ludzie mieli zabezpieczenie emerytalne. Teraz wszystkie umowy zlecenia mają podlegać ZUS-owi. Oczywiście te pieniądze nie wpłyną bezpośrednio do budżetu, ale do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, ale to oznacza, że rząd nie musi przeznaczać dotacji do ZUS-u. Zatem to dla niego cysty zysk.

I na koniec, akurat w przyszłym roku będziemy sprzedawać jako państwo częstotliwość – tzw. szerokopasmowy Internet LTE, czyli to, co PiS z pierwszego roku rządów przerzucił na następne, aby mieć na połowę 500 Plus.

Prawdopodobnie będzie też wysoki zysk NBP, bo złotówka słabo stoi, co jest oczywiście bólem dla osób, które mają kredyty frankowe, ale dla ministra finansów w gruncie rzeczy to jest zysk. NBP ma rezerwę, którą trzyma w walucie obcej, rezerwę dewizową i przy słabym złotym zysk NBP jest wyższy. Zatem

STRONA DOCHODOWA JEST ROZDĘTA DO GRANIC MOŻLIWOŚCI I WLICZONO TAM WSZYSTKIE RZECZY, KTÓRE NAWET NIE WIADOMO, CZY SIĘ ZDARZĄ.

Premier tego nie mówi, przedstawia za to budżet, w którym dzięki zaradności rządu jest 100 mld więcej.
I dodatkowo opakowuje to w narrację, że jest tak pięknie, bo uporali się z mafiami VAT-owskimi. To oczywiście bzdura i prof. Rzońca dokładnie to wyliczył. Przypominam, że ok. 50 mld to jest koniunktura gospodarcza i wzrost PKB, dzięki czemu są wyższe dochody budżetowe. 15 mld to inflacja, kolejne 15 to nowe podatki, a tylko około 20 mld z tych 100 to uszczelnienie systemu podatkowego.

Czyli taki budżet to efekt cudu roku wyborczego?
Ja bym raczej powiedziała, że PiS-owski cud. Te wysokie dochody mamy tylko w przyszłym roku. Ani OFE, ani LTE w kolejnym roku już nie będą. Co więcej, musi przyjść spowolnienie. Nie można liczyć na to, że będzie ciągle takie eldorado.

Główna narracja rządu opiera się na opowiadaniu, że mimo ogromnych programów  socjalnych udało nam się zbilansować budżet, a opozycja krzyczała, że budżet się zawali. Przyzna pani, że to chwytliwa narracja.
Prawdą jest, że rząd ograniczył mocno wydatki.

ŻYJEMY W PAŃSTWIE, GDZIE LUDZIE UMIERAJĄ NA RAKA, BO NIE MA NA LEKI ONKOLOGICZNE, GDZIE LUDZIE UMIERAJĄ NA SERCE, BO ZMIENIONO PROCEDURY KARDIOLOGICZNE.

Za naszych rządów każdy pacjent, który budził wątpliwości, był kierowany na koronografię. Dziś, jeżeli pacjent nie ma silnego stanu przedzawałowego, to nie kwalifikuje się na koronografię i idzie na koniec kolejki. Jeżeli GUS podaje, że Polacy żyją krócej, to m.in. właśnie dlatego, bo ludzie w Polsce umierają na raka i na serce.

Wydatki w przyszłym roku w stosunku do PKB mają być jedne z najniższych w ostatnich latach, nie były takie niskie od lat 90. To oznacza, że rząd sztucznie zaniża wydatki, oszukuje samorządy, nie daje podwyżek nauczycielom, jakie dać powinien.

CAŁA SFERA BUDŻETOWA W CZASACH KONIUNKTURY WŁAŚCIWIE NIE DOSTAŁA PODWYŻKI, WALORYZACJA POKRYWA W ZASADZIE TYLKO INFLACJĘ.

Nie wspomnę już, że dobrze by było uruchomić współfinansowanie publiczne, aby rozhulać inwestycje.

Czym to grozi?
Koszty społeczne będą naprawdę duże. Odpływ ludzi z administracji do gospodarki  to tylko jeden z nich. Usługi publiczne będą coraz gorsze. Widzimy już, co się dzieje z nauczycielami, lekarzami, bo za marne pieniądze młodzi, dobrze wykształceni ludzie nie chcą pracować. Przy odpowiednim zarządzaniu i dobrej koniunkturze po 4 latach rządów powinniśmy widzieć wyraźną poprawę w szpitalach, w których warunki powinny się poprawić, podobnie powinny rozwinąć się szkoły. Tymczasem mam wrażenie, że państwo przez te 4 lata się wręcz zwinęło.

MORAWIECKI NA KAŻDE PYTANIE DZIENNIKARZY – CZY O MIESZKANIA, CZY OCHRONĘ ZDROWIA, CZY CZYSTE POWIETRZE I ŚRODOWISKO – ODPOWIADA: „ALE MAMY 500 PLUS”. TYLKO ŻE ZA 500 PLUS CZŁOWIEK NIE KUPI SOBIE ANI POBYTU W SZPITALU, ANI CZYSTEGO POWIETRZA, ANI DOBREJ SZKOŁY DLA DZIECKA.

Ale stać go na korepetycje z matematyki
Ale już na korepetycje z biologii mu nie wystarczy. GUS opublikował ostatnio dane, z których wynika, że rośnie skrajne ubóstwo. Pamiętajmy, że 500 Plus dziś już nie ma tej samej wartości; dziś 500 sprzed 4 lat to bardziej 300 zł. To w naszej świadomości pozostało 500 zł, bo ludzie niestety nie rozumieją ekonomii. Sama słyszałam, jak w sklepie jedna z pań narzekała na ceny, że wszystko jest dużo droższe, a druga z pań jej odpowiedziała, jak to dobrze, że rząd dał nam 500 zł, bo inaczej nie stać by nas było na zakupy. Ludzie nie rozumieją łańcucha przyczynowo-skutkowego i nie zdają sobie sprawy, że wszystko jest drogie właśnie dlatego, że rząd rozdał te 500 zł.

Czy aby opanować inflację, nie powinien zainterweniować NBP?
Powinien zareagować już rok temu. Stopy powinny być podniesione, jednocześnie gospodarka powinna być stymulowana przez inwestycje publiczne. Tymczasem dzieje się odwrotnie. Stopy ciągle są niskie, bo głupio podnosić stopy, bo zdrożeją kredyty, więc

PIS SIĘ BOI TO ZROBIĆ, TROCHĘ JAKBY RZĄD LICZYŁ, ŻE UDA MU SIĘ OSZUKAĆ PRAWA EKONOMII I SPOWOLNIENIE DO POLSKI NIE PRZYJDZIE.

Przewodniczący komisji ds. VAT, poseł Horała z PiS, zapowiedział, że będzie wniosek o postawienie przed Trybunałem Stanu byłych premierów Tuska i Kopacz oraz ministrów finansów Rostowskiego i Szczurka. Jak PO się do tego odniesie?
PiS przeczytał raport NIK, który jednoznacznie pokazał, że kontrola nie stwierdziła świadomych zaniechań mających na celu opóźnienie lub wstrzymanie dyscypliny podatkowej. Jednocześnie NIK zwraca uwagę, że w okresie naszych rządów powstała koncepcja jednolitego pliku kontrolnego itd. Ja przeczytałam ten raport komisji i okazało się, że MF podawało fałszywe dane, tzn. zawyżali wyniki kontroli obecnej skarbówki, a zaniżali wyniki kontroli z naszych czasów. Na marginesie zastanawiamy się nad zgłoszeniem tego oszustwa do prokuratury, bo ministerstwo nie powinno w ten sposób oszukiwać, do NIK-u podając fałszywe dane. Mimo tych fałszywych danych NIK stwierdził, że oczywiście można było coś zrobić wcześniej, ale nie było zaniechań i zamierzonych działań, które miałyby opóźniać uszczelnianie. Horała wie, że nie da się postawić nikomu zarzutów prokuratorskich, próbują coś zarzucić ministrowi Rostowskiemu. Pozostał im Trybunał Stanu. Wiadomo, że nic z tego nie będzie, bo mamy za chwilę wybory.

TO POLITYCZNA HUCPA, KTÓRĄ OD POCZĄTKU JEST ZARÓWNO PRZEWODNICZĄCY HORAŁA, KTÓRY JESZCZE NIEDAWNO NIE WIEDZIAŁ, CO TO FAKTURA VAT, JAK I TA CAŁA KOMISJA.

Jeżeli opozycja stworzy rząd, to zostaną programy socjalne?
Tak jak powiedział Grzegorz Schetyna, nic, co dane, nie będzie zabrane. Ludzi nie można oszukiwać dwa razy. PiS już ich oszukał mówiąc, że na wszystko są pieniądze. Nie można teraz oszukać ich drugi raz, bo ludzie porobili sobie plany, myślą, że będą mieli ten dochód i trzeba go im zapewnić. Natomiast my stawiamy na pracę. Jak ludzie pracują i płacą podatki, to znajdą się pieniądze na politykę społeczną i usługi publiczne. Będziemy chcieli wyciągnąć ludzi z szarej strefy, bo ona ciągle istnieje.

Szara strefa będzie się powiększać, gdy przyjdzie kryzys.
Niestety, i wygląda na to, że PiS też tego nie rozumie. Luka jest zawsze większa w czasie spowolnienia, a maleje w czasie koniunktury. Niemniej chcemy przede wszystkim zachęcać ludzi, żeby pracowali i żeby opłaciło im się pracować, bardziej niż korzystać ze świadczeń socjalnych. Jak zawsze stawiamy też na przedsiębiorców, których możemy zapewnić, że fiskus nie będzie traktować ich jak złodziei i oszustów, ustawy podatkowe nie będą zmieniane kilka razy w ciągu miesiąca, bo tak też się zdarzało, że otoczenie gospodarcze będzie stabilne.

Kmicic z chesterfieldem

Prezydent USA Donald Trump odwołał wizytę w Polsce. Oficjalny powód – zbliżające się do Florydy tornado. Trump miał wziąć udział w obchodach 80 rocznicy II wojny światowej. Do Warszawy przyleci wiceprezydent Mike Pence.

Wiadomość wywołała falę komentarzy. Niektórych, jak Tomasza Lisa z „Newsweeka” nie do końca przekonał podany powód: – „Podróż Trumpa do Polski odwołana pod pretekstem huraganu, który może, podkreślić – może uderzyć we Florydę. Tia… Karczewski niech dzwoni do swego kumpla, ciepłego człowieka z Białorusi”. A jeden z internautów dodał: – „Trump również mógł powiedzieć, że pies zjadł mu paszport”.

Inni internauci zwracali uwagę na inny aspekt zagadnienia: – „Tymczasem gdzieś z okolic Nowogrodzkiej słychać pewnie wycie, bo kampania z Trumpem i kampania bez Trumpa to nie to samo…”;

„I w tym momencie sztab PiS musi przepisać scenariusze klipów wyborczych i wyliczyć naprędce, czy Pence przebija Czajkę czy jednak wciąż rozkręcamy shitstorm w przekazie dnia”; – „Kaczyński…

View original post 715 słów więcej

 

Przydupas Kaczyńskiego, Brudziński, odwrócił bieg Wisły kijem

Mylić się rzecz ludzka, ale żeby „pokręcić” strony świata i odwrócić kierunek biegu królowej polskich rzecz – to już przesada. Mamy jednak kampanię wyborczą i w imię starej PiSowskiej dewizy „ciemny lud to kupi” wszystkie chwyty z kłamstwem włącznie wydają się dozwolone.

Skorzystał z tego Joachim Brudziński, który na antenie Polsat New pytany m.in. o awarię warszawskiej oczyszczalni „Czajka”, która spowodowała kontrolowany wyciek ścieków do Wisły tak się zapędził w swojej argumentacji, iż powiedział, że warszawiacy byli świadkami fali kulminacyjnej, która docierała do Mostu Poniatowskiego. To by oznaczało, że Wisła zmieniła swój bieg.

Tymczasem ścieki spływają do Wisły przy moście Północnym na wysokości ulicy Farysa na warszawskich Bielanach. Most Poniatowskiego położony jest na południe od Bielan i łączy Śródmieście z Pragą.

„Ścieki są podobno zrzucane do Wisły na wysokości Bielan. Wisła płynie na północ. Most Poniatowskiego jest na południe od Bielan. To skąd fala kulminacyjna na jego wysokości?” – zapytał drwiąco Konrad Piasecki z TVN24.

„PiS kłamstwem stoi” odpalił polityk PO, Michał Szczerba. „Kłamca Brudziński kijem próbuje zawrócić Wisłę. Awaryjny zrzut miał miejsce na granicy W-wy i Łomianek. Płynie w kierunku północy. ‚Fala kulminacyjna’ nigdy nie dotarła do Mostu Poniatowskiego. Musiałaby wbrew fizyce i prawom natury płynąć pod prąd!” – czytamy we wpisie posła w sieci.

Po tym, jak na Twitterze wybuchła burza polityk PiS postanowił ponownie zabrać głos i próbował pomniejszyć swą wpadkę, która wygląda raczej na manipulację i PiSowskie ciągoty do hejtu. Jest kampania, więc każda garstka błota przyda się by rzucić nią w przeciwnika.

Nie ma problemu katastrofy ekologicznej i ukrywania przed opinią publiczną przez Rafała Trzaskowskiego awarii oczyszczalni ścieków, wybudowanej za miliardy i z przytupem otwieranej przez polityków PO. Mega aferą okazało się, że zamiast Most Północny powiedziałem Most Poniatowskiego” – przewrotnie usprawiedliwiał się w sieci.

We wtorek rano doszło do awarii jednego z kolektorów przesyłającego ścieki z części lewobrzeżnej Warszawy do oczyszczalni „Czajka”. Nieczystości wówczas skierowano do drugiego z kolektorów, który jednak w środę przestał funkcjonować. Zarząd Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji podjął decyzję o kontrolowanym zrzucie nieczystości do Wisły.

Przypomnijmy, że Czajka jest obecnie jedną z największych oczyszczalni ścieków w Polsce. To ona oczyszcza ścieki całej Warszawy oraz okolicznych gmin. Jej awaria spowodowała natychmiastowe zwołanie sztabu kryzysowego. Miliony litrów nieczystości wylewają się wprost do Wisły.

Kmicic z chesterfieldem

„Wszcząłem postępowania dyscyplinarne przeciwko Waldemarowi Z., SSO w Krakowie i Olimpii B.-M., SSR w Gorzowie Wlkp., w związku z niestosowaniem się do zasady powściągliwości w mediach społecznościowych” – napisał na Twitterze Przemysław Radzik, zastępca rzecznika dyscyplinarnego sędziów sądów powszechnych. – „To próba odreagowania po tym, co ujawniły media w sprawie afery Ministerstwa Sprawiedliwości, nowej KRS i nominowanych przez Ziobrę rzeczników? Ważne, by zapamiętać to trio: Radzik, Lasota, Schab” – skomentował Marek Tatała z FOR. Te trzy nazwiska to sędziowie, którzy na stanowiska rzeczników dyscyplinarnych zostali powołani przez Zbigniewa Ziobrę.

Radzik w piśmie, które dołączył do tweeta, zarzuca rzecznikowi dawnej KRS oraz sędzi z Sądu Rejonowego w Gorzowie Wlkp. „niestosowanie się do nakazu powściągliwego korzystania z mediów społecznościowych”.

Nie wiadomo, dlaczego postanowił nie używać nazwisk publicznie znanych sędziów, którzy od wielu lat krytycznie odnosili się do pisowskich zmian w sądownictwie.

„Ci Sędziowie mają nazwiska i NIE są przestępcami. Ale panie Radzik…

View original post 2 672 słowa więcej

 

Morawiecki nie ma wpływu na decyzje Kaczyńskiego, dlatego blebla, że prezes byłby lepszym premierem

Generał Mirosław Różański o wypowiedzi Mateusza Morawieckiego w programie Fakty po faktach (TVN24).

Morawiecki został zapytany przez prowadzącą Anitę Werner na temat stanowiska premiera po zbliżających się wyborach parlamentarnych.

– Kierownictwo polityczne podejmie decyzje (kto będzie premierem) w swoim czasie. Dzisiaj nie ma decyzji, co będzie po wyborach. Myślę, że pan prezes Jarosław Kaczyński byłby znakomitym i najlepszym premierem. Pokazał zresztą to jak był premierem. Myślę, że tak (byłby lepszym premierem ode mnie). Jestem przekonany, że pan prezes byłby lepszym premierem – oświadczył PMM.

Wypowiedź ta nie została niezauważona przez internautów, którzy uważają, że jeżeli Kaczyński jest lepszy od niego , to niech zrezygnuje z pełnionej przez siebie funkcji.

– Ingracjacja na najwyższym poziomie!! Premierze, skoro tak, niech się Pan poda do dymisji, jeżeli nie wierzy Pan w swoje kompetencje – komentuje gen. Mirosław Różański. 

– Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie, ponieważ wówczas mielibyśmy trudny wybór w konkursie: „Najgorszy Szef Rządu Tysiąclecia” – wypowiada się Piotr Borys (dyrektor biura krajowego PO).

Tomasz Lis (Newsweek): Skoro Kaczyński w oczywisty sposób byłby lepszym premierem niż Morawiecki, co sam Morawiecki przyznaje, to ja, chcąc, by Polska miała premiera lepszego, a nie gorszego, kategorycznie żądam od Morawieckiego dymisji, a od Kaczyńskiego podjęcia się misji.

– Byłby lepszym premierem… Pytanie tylko, czy w kwestii krycia Ziobry, czy bagatelizowania sprawy Plebiaka? – pyta poseł Mariusz Witczak. 

Tomasz Żółciak (Dziennik Gazeta Prawna): Czyli dymisja? Wszak Polska zasługuje na najlepszego premiera, a nie takiego, który wprost sądzi, że w jego środowisku jest ktoś, kto poradziłby sobie na tym stanowisku lepiej niż on sam.

– Jeżeli Morawiecki przyznaje, że nawet Kaczyński byłby od niego lepszym premierem, to powinien natychmiast podać się do dymisji – dołączył się do komentarzy publicysta i związkowiec Piotr Szumlewicz. 

Więcej >>>

Kmicic z chesterfieldem

120 tys. zł – tyle właśnie wynosi koszt postawienia stoiska podczas pikniku Rodziny Radia Maryja w Toruniu. Taką kwotę na trwającą kilka godzin imprezę przeznaczyło Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej – dowiedział się onet.pl.

To już jedenasta edycja pikniku Radia Maryja. Odbędzie się on 7 września pod hasłem „Dziękczynienie w Rodzinie”. I to podczas takiej właśnie imprezy resort zamierza promować… unijny program „Rybactwo i morze” na lata 2014-2020. To, że Toruń dzieli od morza 179 km też nie ma znaczenia dla resortu kierowanego przez Marka Gróbarczyka.

„Państwowe pieniądze, żeby na jakimś świętym pikniku się pokazać…”; – „Wypromować program na lata 2014-2020. Po co promować taki program? Przecież on już się kończy!”;

„Znając pisowskie „umiejętności i możliwości” mogliby przecież za 120 tysięcy naszych, czyli podatników złotych promować rybactwo i morze na lata 1947-1953”; – „A czy Ministerstwo Sprawiedliwości też będzie miało tam stoisko? Z łatwymi do złożenia nawet dla seniora…

View original post 1 189 słów więcej