Archiwa tagu: Patryk Jaki

Pisowski hejter na fundowanym przez budżet urlopie

Sędzia Łukasz Piebiak nie wrócił w grudniu do orzekania po trzymiesięcznym urlopie wypoczynkowym. Aż do teraz losy jego zawodowej kariery były tajemnicą.

Teraz przez pół roku sędzia będzie normalnie pobierał pensję. Ma teraz czas na przeprowadzenie zaleconego leczenia. Z przepisów wynika, że takiego urlopu udziela się, jeżeli leczenie wymaga powstrzymania się od pełnienia służby.

Do wniosku o urlop przedstawionego ministrowi sprawiedliwości Piebiak dołączył dokumentację medyczną. Była podstawą decyzji szefa resortu. Jak dowiedział się dziennikarz RMF FM, w tym roku z podobnych urlopów skorzystało 31 sędziów.

Piebiak, który w konsekwencji tzw. afery hejterskiej w resorcie sprawiedliwości miał powrócić do orzekania w Sądzie Rejonowym dla m.st. Warszawy, przebywał na urlopie wypoczynkowym od 5 września. Tym samym nie miał przydzielanych spraw. Okres usprawiedliwionej nieobecności sędziego Piebiaka zakończył się 6 grudnia, co oznaczało powrót sędziego do pracy w sądzie. Piebiak nie powrócił jednak do orzekania. W połowie grudnia sekcja prasowa warszawskiego sądu okręgowego informowała, że „sędzia Łukasz Piebiak od dnia 7 grudnia 2019 r. do dnia 06.06.2020 r. przebywa na usprawiedliwionej nieobecności”.

Kmicic z chesterfieldem

Prof. Antoni Dudek w rozmowie z „Rzeczpospolitą” ocenia, że nadchodzi zmierzch Prawa i Sprawiedliwości, a ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego utraciło pierwotny impet. Ostatnim sprawdzianem dla PiS mają być nadchodzące wybory prezydenckie. – Andrzej Duda nie ma reelekcji w kieszeni. Sam dla siebie jest największym zagrożeniem – ocenia politolog.

Zdaniem politologa prof. Antoniego Dudka PiS nie ma wcale wygranej w kieszeni w nadchodzących wyborach prezydenckich. – Największym zagrożeniem dla Andrzeja Dudy jest on sam. Jak patrzę na wszystkich jego potencjalnych przeciwników, to na razie tak to widzę – mówi politolog w rozmowie z „Rzeczpospolitą”. Dodaje wprost, że mimo wygranych przez partię Jarosława Kaczyńskiego wyborów parlamentarnych, dostrzega „zmierzch PiS-u”.

Prof. Dudek o sytuacji PiS-u. „Widać wyraźnie, że prezes ma problemy”

Jak wskazuje Dudek, Andrzejowi Dudzie najprawdopodobniej nie uda się wygrać wyborów prezydenckich w pierwszej turze – wszystko zależy więc od tego, z kim znajdzie się w drugiej. – Wtedy jakieś jego błędy w…

View original post 3 522 słowa więcej

 

Bądźmy razem z sędziami, których dopadła hołota pisowska

Kmicic z chesterfieldem

Pieniądze z Polskiej Fundacji Narodowej szły m.in. na przeloty i zakwaterowanie Edmunda Jannigera, byłego doradcy szefa MON Antoniego Macierewicza. OKO.press przypomina inne przypadki hojności Fundacji, a było ich wiele

Nowe fakty w sprawie PFN odkrył Andrzej Stankiewicz z Onetu.

„Za przelot do USA i zakwaterowanie Jannigera PFN zapłaciła w maju (2019 r.) 6 tys. 284 dolary, czyli niemal 25 tys. zł. Hotel kosztował ponad tysiąc dolarów (niemal 4 tys. zł), a bilet lotniczy — 5 tys. 280 dolarów (ponad 20 tys. zł)” – pisze Onet.

Według prawników wynajętych przez Jannigera, młody człowiek towarzyszył wówczas Macierewiczowi na konferencji: „Polska i USA w obronie wolności: od pokonania komunizmu do zachowania suwerenności narodowej”.

Problem w tym – jak wskazuje w Onecie Stankiewicz – że w maju br. Macierewicz od dawna nie był już ministrem.

„Nie wiadomo więc, czemu na wyjazd do USA zabrał na koszt PFN osobę towarzyszącą. Trudno też mówić o…

View original post 4 483 słowa więcej

 

Pisowski burdel

18 października 1851 roku ukazał się „Moby Dick” Hermana Melville’a

Mężczyzna z drabiną miał zainstalować kamery w każdym pokoju. Pozostali mieli czerwone zasłony, żeby było bardziej intymnie i zegar. Bo pokoje w siedzibie NIK mają być wynajmowane na godziny.

Do siedziby Najwyższej Izby kontroli w Warszawie wchodzi kilka osób. To przedstawiciele pracowni architektonicznej Lupanar. – Mamy tu przenieść wyposażenie z kamienicy z Krakowa – informuje na portierni jedna z kobiet. – Ja tu mam ulubiony kryształ Mariana, zasłonki czerwone też są – dodaje kolejna. Portierzy robią zdziwione miny. – To nie jest prywatny folwark – odpowiada im jeden, a drugi sięga po telefon. W tym czasie w drzwiach pojawia się kolejny mężczyzna. W rękach trzyma dwa materace do spania. – Dzień dobry, szefuniu, gdzie te materace zostawić? Mamy ponad trzysta – mówi.

Portierzy są coraz bardziej skonsternowani. – Pan zadzwoni do Banasia – mówi mężczyzna z drabiną, który przyszedł do siedziby NIK, by założyć kamery w pokojach. – Ja zegar przywiozłem. Bo podobno pokoje na godziny będą wynajmowane – dodaje kolejny.

„Możemy przyjechać w nocy”

– Pana Banasia dziś nie ma i nie będzie. Nie wiem, po co państwo przyjechali – pyta zdziwiony portier.

– Pokoje urządzać – odpowiada jeden z mężczyzn. – Jak się wstydzicie, to przyjedziemy w nocy – dodaje, po czym wszyscy wychodzą z budynku.

Cała akcja w siedzibie NIK to happening przygotowany przez nieformalną grupę Lotna Brygada Opozycji wyłonioną z uczestników antyrządowych protestów. – W ten sposób chcieliśmy zwrócić uwagę na niemoralne zachowanie szefa NIK i pomóc mu w podjęciu decyzji o dymisji – komentuje Arkadiusz Szczurek, opozycjonista uliczny, a na filmie człowiek z drabiną.

Prezes NIK Marian Banaś w czwartek stawił się w pracy. Wrócił z bezpłatnego urlopu, który sam sobie przyznał, gdy wybuchła afera z jego kamienicą. Dzień wcześniej Centralne Biuro Antykorupcyjne zakończyło kontrolę oświadczeń majątkowych Banasia z lat 2015-18. Biuro sprawdzało je od kwietnia 2019 r. Wyników nie ujawniło, czeka na wyjaśnienia Banasia. Prezes NIK ma na to siedem dni.

Więcej >>>

Kmicic z chesterfieldem

Dzisiaj mija 2 rocznica jak pod Pałacem Kultury w Warszawie podpalił się w akcie protestu przeciw polityce PIS Piotr Szczęsny – szary człowiek, który kochał wolność ponad wszystko. Trzeba pamiętać o tym wydarzeniu, dlatego przypominam jego list – testament.

Patriotyczni eksperci od turystyki i krajoznawstwa oferują Oldze Tokarczuk atrakcyjne destynacje.

Ze współczuciem trzeba przyznać, że Akademia Szwedzka sprawiła Oldze Tokarczuk wielki problem. Laureatka Nagrody Nobla musi sobie teraz łamać głowę, jaki kraj jako miejsce osiedlenia wybrać. Rodacy, którzy wpisują się na forach internetowych, życzliwie podsuwają jej niezliczone pomysły. Warto kilka wymienić, z szacunku zachowując oryginalną pisownię komentatorów portalu tygodnika „Sieci”.

„Jedź do iSSraela. Idealne państwo dla bydła antypolskiego”.

„Wracaj na Wzgórza Golan”.

„i ona ma taką nagrodę może powinna wyprowadzić się do niemiec”

„Proponuję wyjazd na Krym”.

„Proponuję wyjazd do KRLD”.

„Wyjazd do państw arabskich”.

Propozycji jest tak dużo, że niektórym osobom trudno coś nowego wymyślić. Stąd i taki kategoryczny…

View original post 5 180 słów więcej

 

Biskup Flaszka do Dudy jedzie, z drogi śledzie

Gdańska policja wysłała radiowóz na sygnałach, który pilotował auto wiozące abp. Sławoja Leszka Głódzia. Celem podróży była rezydencja Andrzeja Dudy w Juracie.

Podróż w eskorcie odbyła się w sierpniu 2018 r., dopiero teraz sprawa wyszła jednak na światło dzienne. Eskorta pozwoliła duchownemu na ominięcie korków i w miarę szybkie dotarcie do celu. Odbyło się to z ewidentnym naruszeniem przepisów; arcybiskupowi nie przysługuje bowiem prawo do policyjnego pilotażu.

Co właściwie abp. Głódź robił w Juracie? Pojechał tam, jak informuje „Gazeta Wyborcza”, na osobiste zaproszenie prezydenta Dudy. Wizyta miała nieoficjalny charakter. Dziennikarze zapytali o przebieg spotkania w kancelarii prezydenta. Najpierw dowiedzieli się oni, że wizyta w ogóle nie miała miejsca… „Wyborcza” potwierdziła więc, że wizyta miała miejsce – i otrzymała wtedy kolejną odpowiedź, w której stwierdzono, że poprzednio doszło do „pomyłki pisarskiej”…

Okazało się, że Kancelaria nie dysponuje kalendarzem spotkań prezydenta za 2018 r. „Kalendarz spotkań Prezydenta RP to materiał wewnętrzny, roboczy i niewiążący. Jest narzędziem biurowym, pomocniczym, wspomagającym organizację pracy, a umieszczenie w kalendarzu terminu jakiegoś wydarzenia ma czysto techniczny charakter i nie zaświadcza o tym, czy się ono odbyło lub odbędzie. Jeśli więc spotkanie miało miejsce, nie miało charakteru uroczystości czy wizyty oficjalnej” – napisano w liście.

Dziennikarze „Wyborczej” o więcej informacji zapytali Policję. „Policjanci, którzy pełnili tego dnia służbę, ułatwili metropolicie gdańskiemu przejazd na uroczystość, która odbywała się na Półwyspie Helskim. (…) Policjanci, którzy pełnili tego dnia służbę, ułatwili metropolicie gdańskiemu przejazd na uroczystość, która odbywała się na Półwyspie Helskim” – poinformowano w oficjalnym piśmie komendy miejskiej.

„Wyborcza” o sprawę zapytała również Komendę Wojewódzką. Redaktorzy zapytali o to, czy o sytuacji wiedział nadinspektor Jarosław Rzymkowski, komendant wojewódzki. „Komendant wojewódzki nie brał udziału w podejmowaniu tej decyzji. – Decyzje o tego typu działaniach policjantów podejmowane są na niższych stopniach kierowniczych” – odpowiedziała rzeczniczka komendanta. Z treści wiadomości niewiele wynika. Rzeczniczka stwierdziła również, że „osoby rangi arcybiskupa są uprawnione do wnioskowania o eskortę” – „Wyborcza” sprawdziła, czy rzeczywiście tak jest; okazało się, że w treści rozporządzenia MSWiA z 2 września 2002 r. nie ma o tym ani słowa.

Wizyta – nieoficjalnie – mogła mieć związek z urodzinami arcybiskupa, które miały miejsce dwa dni po spotkaniu. Na imprezie zorganizowanej przy parafii pw. Św. Ignacego Loyoli pojawili się m.in. o. Tadeusz Rydzyk i Piotr Duda.

Kmicic z chesterfieldem

Politycy PiS zaatakowali profil społecznościowy – SOK Z BURAKA krytykujący ich rządy. Jest to reakcja na pisowskie afery związane z hejtem w ich obozie.

Rządzący zareagowali na artykuł Sieci w którym czytamy, że zarządzający Sokiem z Buraka pracuje w warszawskim ratuszu.

– Powszechnie uważa się za stronę z memami, żartami związanymi z polityką. Ale do śmiechu jest tam tylko tym, którzy nienawidzą PiS, uwielbiają PO, nie przeszkadza im knajacki język publicznej debaty i nie silą się na weryfikowanie prawdziwości tego, co czytają. Bo Sok z Buraka to mieszanka drwin, manipulacji i kłamstw – opisuje propisowska gazeta.

Patryk Jaki postanowił zawiadomić prokuraturę. – Warszawski ratusz wycofał się z obietnic wyborczych. Nie było pieniędzy na żłobki, czy niepełnosprawnych, ale znalazły się pieniądze dla osoby, która organizuje Sok z Buraka, największe fekalia, ściek, fabrykę fejków w internecie, finansowaną z pieniędzy warszawiaków. To jest coś nieprawdopodobnego. Jutro skieruję…

View original post 1 648 słów więcej

 

Krystyna Pawłowicz, klasyk szamba

Z konwersacji hejterki Emilii z Krystyną Pawłowicz wynika, że posłanka PiS rozważała odejście z KRS. Emilia zorganizowała więc akcję wśród sędziów „dobrej zmiany”, by odwieść Pawłowicz od tego pomysłu – czytamy w portalu „Gazety Wyborczej”. Przypomnijmy: Pawłowicz działa w sejmowej komisji sprawiedliwości i zasiada w nowej KRS, gdzie reprezentuje Sejm.

O jakich okolicznościach mowa? Gdy 27 sierpnia 2018 r. upolityczniona KRS wybierała kandydatów do Sądu Najwyższego, doszło do ostrego sporu pomiędzy Pawłowicz a ministrem sprawiedliwości Zbigniewem Ziobrą. Powodem była kandydatura Kamila Zaradkiewicza, ówczesnego dyrektora z resortu sprawiedliwości, który również kandydował do SN. Pawłowicz próbowała go zablokować, gdyż – jak mu już wcześniej zarzucała – przejawiał „sympatię dla środowisk homoseksualnych”, bo stwierdził, że konstytucja nie definiuje małżeństwa jako „wyłącznie związek kobiety i mężczyzny”.

Posłance Pawłowicz blokada się nie powiodła. Zbigniew Ziobro stawił się na posiedzeniu Rady, by bronić podwładnego, na które przyniósł pisemne stanowisko Zaradkiewicza o tym, że małżeństwo jest związkiem kobiety i mężczyzny. Rada wybrała więc Zaradkiewicza do SN w uzupełniającym głosowaniu. Z rozmowy Pawłowicz z Emilią wynika, że z powodu tych wydarzeń posłanka mogła rozważać rezygnację z miejsca w Radzie.

Wówczas właśnie, jak podaje wyborcza.pl, wspierające ją oświadczenia – za pośrednictwem internetowych komunikatorów – wystosował m.in. sędzia Sądu Okręgowego w Gliwicach Arkadiusz Cichocki i Michał Lasota, sędzia Sądu Rejonowego w Nowym Mieście Lubawskim i jeden z głównych rzeczników dyscyplinarnych w kraju powołanych przez ministra sprawiedliwości. W tej właśnie roli ściga sędziów, którzy upominają się o niezależność sądownictwa. To on wysyła Emilii wiadomość „dla Pani Profesor”. „Pani Profesor, KRS i Polska Pani potrzebują. Proszę się nie przejmować Zaradkiewiczem. Walczyła Pani jak lwica. Serdecznie Panią pozdrawiam. Michał Lasota” – napisał. Dla odmiany Cichocki używa porównań historycznych: „Wczoraj była rocznica śmierci Inki, która zawsze zachowywała się jak trzeba. Nie czas, by się poddawać. Nawet jeśli bolą nas zgniłe kompromisy na szczytach władzy. Proszę się nie poddawać. Z wyrazami głębokiego szacunku Arkadiusz Cichocki, sędzia” – czytamy w jednej z wiadomości.

Jak zareagowała posłanka Pawłowicz? „Bardzo Pani dziękuję za te osobistą akcję podtrzymywania mnie na duchu. Sprawa jeszcze nie jest przesądzona” – odpisała Emilii. „Proszę podziękować ode mnie Panom Sędziom i pozdrowić ich” – dodała i zaznaczyła: „Jeszcze raz BARDZO Panią proszę o utrzymanie tych informacji tylko dla siebie”. „Ja nic nikomu nie mówiłam Pani poseł” – odpisała wówczas hejterka.

Tymczasem etyka zawodowa sędziów nakazuje „unikać wszelkiego rodzaju kontaktów osobistych, a także unikać podejmowania działań, które mogłyby rodzić konflikt interesów i przez to negatywnie wpływać na postrzeganie sędziego jako osoby bezstronnej oraz podważać zaufanie do urzędu sędziego”.

>>>

Według informatorów „Gazety Wyborczej” zarówno Cichocki, jak i Lasota działali w utworzonej na WhatsAppie grupie „Kasta”, gdzie planowano działania przeciw niepokornym sędziom. W grupie miał także działać m.in. były wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak.

Kmicic z chesterfieldem

Przed Kancelarią Premiera w Warszawie zgromadziły się tłumy. Uczestnicy demonstracji domagali się dymisji ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego. Przynieśli czerwone kartki z hasłem „Ziobro musi odejść” i „Wolna prokuratura, wolne sądy, wolni ludzie”. Składali podpisy pod symboliczną dymisją Ziobry.

Protest zorganizowała Akcja Demokracja. – „Jest wiele powodów, że tutaj jesteśmy. Ja mam wiarę, że nasze państwo może wyglądać inaczej. Mam przekonanie, że odpowiedzialnym za to, co się dzieje, jest Ziobro” – mówiła do zebranych Weronika Paszewska, dyrektorka Akcji Demokracji.

– „To nie jest jednodniowa afera, pokazuje ona stan, w jakim jest polskie państwo. Mamy problem z nienawiścią w życiu publicznym. Zbigniew Ziobro albo wiedział, co się dzieje w jego ministerstwie, o akcji zorganizowanego hejtu albo nie wiedział, nie panował nad podwładnymi, tak więc nie nadaje się na ministra” – powiedział prof. Marcin Matczak.

„Prokuratura nie może być narzędziem w rękach władzy. My, prokuratorzy nie godzimy się, abyście wy, wolni ludzie…

View original post 713 słów więcej

 

Platforma, Nowoczesna i inni. Wszyscy razem nakopiemy PiS w de

Trzeba patrzeć w przód, zakasać rękawy i wziąć się ostro do pracy. Jeszcze w czerwcu wyruszamy w Polskę, będziemy docierać do gmin i powiatów. Odwiedzimy każdy okręg wyborczy w Polsce. Bo nie ma czasu do stracenia. Bo nie ma na co się i na kogo oglądać. Pojedziemy przede wszystkim w te miejsca, gdzie ludzie nam nie zaufali. Z szacunkiem wysłuchamy ich zdania i będziemy przekonywać. Nie ma w Polsce człowieka, z którym nie warto porozmawiać. Na nikogo nie wolno się obrażać, nikogo nie wolno lekceważyć. Jeżeli kogoś nie przekonaliśmy, to znaczy, że to my musimy się bardziej postarać” – powiedział szef PO Grzegorz Schetyna podczas wspólnego posiedzenia rad krajowych Platformy i Nowoczesnej. Powołany został nowy sztab wyborczy, w którego skład weszli m.in. Krzysztof Brejza, Adam Szłapka, Jacek Karnowski.

Dopóki stoimy ramię przy ramieniu, dopóki nie rozejdziemy się każdy w swoją stronę, dopóki to, o co walczymy nie przestaje być dla nas ważne, nie da się nas pokonać. Nadal żądamy, żeby prawo było jednakowe dla wszystkich, chcemy praworządności i uczciwości. Łamanie Konstytucji nadal jest przestępstwem” – podkreślił Schetyna. Zapowiedział, że w sierpniu przedstawiony zostanie program naprawy państwa.

– „To będą wybory, w których wystawimy szeroką reprezentację młodych ludzi. Niezbędna nam jest ich energia” – powiedział lider PO. Poinformował też o połączeniu klubów parlamentarnych PO i Nowoczesnej.

Kmicic

>>>

Fragmenty.

Jednak wynik Beaty Szydło jest fenomenem. Zagłosowało na nią ponad pół miliona obywateli. Co nam to mówi?

Beata Szydło jest posłuszna i promowana przez mężczyznę. Jej kariera nie jest jej własną zasługą, a ona nie jest zagrożeniem dla kolegów z partii. Gdyby sama coś osiągnęła, przebojowo, zawdzięczając pozycję sobie samej, jak kiedyś Joanna Kluzik-Rostkowska, to byłaby niebezpieczna. A ona jest potulna i wyjmowana z szafy, a potem do niej chowana, kiedy Kaczyński zechce.

Szydło musiała wziąć na siebie największą kompromitację 27:1 i dymisję (kiedy mówiła o nagrodach dla posłów PiS, a potem została odwołana z funkcji premiera przyp. red.), czyli coś, co często robią polskie kobiety, na przykład w rodzinie, żeby mężczyzna mógł zachować twarz. To dowód współuzależnienia – czyli związku patologicznego. Kobieta świeci oczyma – wszystkim wydaje się, że są szczęśliwą rodziną, a za drzwiami dzieje się dramat. I to się może podobać, bo jest zrozumiałe i…

View original post 3 491 słów więcej

 

Patryk Jaki nie panimaju

W czwartek w rozmowie w RMF FM Patryk Jaki poinformował, że złożył doniesienie do prokuratury na facebookową stronę „Sok z buraka”. – Teraz szykuję kolejne działania, które są absolutnie konieczne. Chcę powiedzieć każdy, kto oglądał „SokzBuraka” wie, że codziennie jest tam nieprawdopodobna ilość fejków, kłamstw, manipulacji. (…) Przygotowuję również działania cywilne i to takie, które będą bolały dla ludzi którzy prowadzą tego typu fejki. Jeszcze raz chcę powiedzieć – najwyższy czas skończyć z fejkową polityką w Polsce. Codziennie pojawiają się tam nieprawdziwe informacje, w które ludzie wierzą i najwyższy czas z tym skończyć. Przy okazji – korzystając z tego, że jestem w tym studiu – każdy kto obserwuje ten profil i podaje dalej te informacje – niech się zastanowi. (…) Dlatego powiedziałem też o narzędziach cywilnych, pracuję nad tym i wkrótce naprawdę zaboli – powiedział

Do zarzutów i gróźb Jakiego odnieśli się twórcy „Soku z Buraka”.

Będziemy to powtarzać do znudzenia. Aż pewien mały mózg zrozumie…
SokzBuraka to społeczność satyryczna. Nawet do pięt nie dorastamy publicznej telewizji w szerzenie kłamstw i pomówień. A od poziomu dna gazety polskiej czy innych szmatławych tytułów braci karnowskich trzymamy się z daleka.

Wiemy, że dostaje Pan czkawki, gdy Polacy się z was śmieją. Ostatnio codziennie 😁

Wiemy też, że kłamstwo i manipulacja to środki dla was typowe. Potwierdził to już prawomocnie sąd nazywając waszego premiera kłamcą. Pan idzie dzisiaj w jego ślady!

Po tym, co powiedział pan w mediach na nasz temat internauci czekają na informację, który post Soku był sponsorowany w trakcie kampanii wyborczej?

Albo pokaże pan link, albo jesteś pan kolejnym manipulantem. Wystarczy wejść na stronę soku i sprawdzić transparentność strony. To są publiczne dane. Reklamy polityczne czy ogólnopolskie są od dawna JAWNE!
No proszę. Czekamy.
Gdzie są dowody???

Brzydzimy się tym, jak bardzo potraficie oszukiwać ludzi. Jak bezkarnie pomawiacie i oskarżacie kłamiąc.

A my wszyscy będziemy z was się śmiać.
Do końca waszych nędznych rządów i o jeden dzień dłużej.
A przy Pana nazwisku już na zawsze pozostanie hasztag #JakiWstyd

Polski burdel zrobiony przez PiS

Dziś nawet z ust polityków opozycji padają słowa o tym, że programy pokroju 500+ są potrzebne i stanowią współczesną normę w Europie. Czy jednak jest to prawda?

Program 500+ pomógł PiS-owi wygrać wybory w 2015 r. Mało tego, wprowadzenie tego pomysłu w życie w pewnym sensie narzuciło narrację całej scenie politycznej. Polacy ucieszyli się z „darmowych” pieniędzy i biada tej partii, która wpadnie na samobójczy pomysł zabrania im tych środków. Analizując jednak dane liczbowe, można dojść do wniosku, że Polska Partia Kamikadze jest nam potrzebna.

Mniej widoczne, ale lepsze rezultaty

Dotychczas na program 500+ wydano 67 mld. Jego nowa wersja, która poszerzy beneficjentów na pierwsze dzieci,  będzie już pochłaniać rocznie ok. 41 mld zł. Co można było zrobić w zamian? Np. zlikwidować podatek dochodowy PIT lub zmniejszyć VAT (jak zrobiła to w podobnym okresie Rumunia, co także mocno rozbudziło gospodarkę). W rezultacie i tak więcej pieniędzy zostałoby w kieszeniach nas WSZYSTKICH.

Głównym problemem powyższego pomysłu jest to, że w ten sposób wyborcy nie zobaczyliby „podarku” od PiS. Inaczej odbieramy bowiem niższe koszty życia (w przypadku obniżki VAT), a inaczej bezpośrednie wpływy na konto bankowe (mimo rosnącej inflacji).

Do tego dochodzi smutny fakt niskiej wiedzy ekonomicznej Polaków, z których spora część nie wie, skąd rząd bierze pieniądze. Badania z lutego br. pokazały, że aż 40% Polaków uważa, że pieniądze na program „500 plus” pochodzą z podatków płaconych przez innych ludzi, firmy lub ze środków rządowych. Co piąty ankietowany w ogóle nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie. Liderzy PiS sprytnie to wykorzystują i grają rolę współczesnego Janosika.

Idźmy jednak dalej. Dziś Polska stała się krajem z najszybciej rosnącymi wydatkami socjalnymi w Europie. W 2017 r. wydawaliśmy 16,4% PKB na socjal. Od połowy 2019 r. ta wartość wzrośnie, bowiem rząd uruchomi rozszerzone 500+ i trzynastą emeryturę. Irlandia wydaje na takie cele 9,5%, Rumunia 11,7%, Czechy 12%, Szwajcaria 13,5%. Rekordzistami pozostają: Finlandia – 24,9%, Francja – 24,3%, Włochy – 20,9% i Grecja – 19,4%.

Problemy, które (nie) rozwiązuje 500+

Czy 500+ rozwiązuje jakieś problemy? Tak! Rozwiązało problem PiS dot. tego, jak utrzymać władzę, czego ostatnim dowodem są wyniki wyborów do Parlamentu Europejskiego. Koalicja Europejska nie przedstawiła alternatywy, bo ta byłaby dla Polaków smutna – bogacić można się pracą, innowacją w gospodarce, zwiększaniem wydajności pracy i za pomocą oszczędzania. Niestety nie za pomocą socjalu.

Oczywiście 500+ pomogło wielu rodzinom, ale długoterminowo może okazać się zabójcze, czego przykładem jest np. Grecja.

Obecny wzrost gospodarczy jest widoczny w większej liczbie krajów, nie jest więc wynikiem programów socjalnych. Poza tym nie da się na dłuższą metę utrzymać pozytywnych wskaźników ekonomicznych tego typu rozdawnictwem. Tu potrzebna jest stymulacja przedsiębiorczości, na co PiS nie ma widocznie pomysłu. Właściwie partia rządząca uzyskała efekt odwrotny. Od 2016 roku pracę porzuciło i przeszło na zasiłki socjalne ponad 1 mln Polaków. Ze strefy ubóstwa wyszło tylko niecałe 4% społeczeństwa. Wskaźnik inwestycji – zawierający też inwestycje publiczne – spadł do najniższego poziomu od 1996 roku.

Niewypał?

Patrząc na powyższe dane można uznać 500+ za niewypał. Program jest wręcz groźny dla dalszego rozwoju kraju. Choć dla wielu jego beneficjentów to, co teraz napiszę może być czymś mało istotnym, warto zwrócić uwagę na potencjalne skutki np. wojny handlowej USA z Chinami oraz ogólną politykę ekonomiczną Donalda Trumpa. Nie wchodząc teraz w szczegóły, jej skutki w skali makroekonomii mogą negatywnie odbić się na europejskich gospodarkach i rynkach finansowych. Już teraz na tradycyjnych rynkach finansowych widać przegrzanie i powolne kierowanie się inwestorów w alternatywne inwestycje np. kruszce czy kryptowaluty. Gdy zaś kryzys uderzy w nasz kraj, skutki mogą być znacznie boleśniejsze niż ponad dekadę temu. Środków na stymulowanie gospodarki może zaś zabraknąć…

Rządzący chcą z Polski zrobić Psychiatrowo. Pisowskie Tworki dla wszystkich.

Depresja plemnika

#Jaki postanowił wytoczyć wojnę facebookowej stronie „Sok z Buraka”. Poinformował, że złożył donos do prokuratury. Odpowiedź twórców „Soku z Buraka” . #JakiWstyd

Twierdzę tak od jakiegoś czasu, że albo PiS zostanie odsunięty od władzy w 2019 roku, albo nigdy – mówi dr hab. Marek Migalski, politolog. A jeśli jesienią wygra? – Zapewni sobie w 2023 roku większość konstytucyjną. Zmieni prawo, media, konstytucję, prawo wyborcze, prawo o partiach politycznych, całkowicie wymieni warunki konkurencji gospodarczej, zoligarchizuje nasz system ekonomiczny, preferując tylko tych graczy, którzy będą się układali z władzą – dodaje

JUSTYNA KOĆ: Od kilku dni trwają spekulacje, kto zajmie miejsca ministrów, którzy zdobyli mandat europosła. Do Brukseli odchodzą jedni z najpopularniejszych polityków partii rządzącej. Czy to były lokomotywy, czy Jarosław Kaczyński chciał się pozbyć najpopularniejszych polityków? Wiemy, że nie lubi, jak ktoś staje się zbyt popularny – casus zamiany Beaty Szydło na Mateusza Morawieckiego. 

MAREK MIGALSKI: Myślę, że jednak chodziło o to, aby popularni politycy ciągnęli listy i zdobywali głosy. Te wybory zdecydowanie zbudowały…

View original post 979 słów więcej

 

Przynajmniej księdza z Puszczykowa zdegradować do grabarza, acz więcej klechów winno wylądować w służbie na cmentarzu

„Ksiądz podczas kazania nie odczytał listu biskupów w sprawie pedofilii, bo stwierdził, że „wymiotować mu się chce, jak to czyta”. Gdy ludzie zaczęli wychodzić z kościoła, zaczął ich obrażać. Potem pomimo ciszy wyborczej zaczął agitować. Padały konkretne nazwiska”– tak „Gazecie Wyborczej” opisuje przebieg mszy w Puszczykowie pod Poznaniem jedna z parafianek. O tych nazwiskach mówi kolejna parafianka: – „Mówił, żeby głosować na kandydatów PiS albo na Marka Jurka. Bo tylko oni będą bronić wiary katolickiej. Księdzu ambona pomyliła się z politycznym wiecem. To jest sytuacja niedopuszczalna, żeby zamiast tak ważnego i pełnego pokory listu, wygadywać takie banialuki”. Msza odbyła się wieczorem w niedzielę, kiedy trwały wybory do Europarlamentu.

„Słowo biskupów do wiernych „Wrażliwość i Odpowiedzialność” z całą pewnością powinno wybrzmieć w każdej parafii. Nie może też być zgody na wypowiedzi księży zachęcające do głosowania na konkretną partię. Zadaniem księdza jest przepowiadanie słowa Bożego, a nie szerzenie prywatnych poglądów i uprawianie polityki”– powiedział „GW” ks. Maciej Szczepaniak, rzecznik poznańskiej kurii. Ks. proboszcz z kościoła w Puszczykowie Roman Poźniak tłumaczy z kolei, że nie wiedział, o czym będzie mówił ksiądz, który był gościem parafii.

Według portalu epoznan.pl, tym gościem był ks. Waldemar Babicz, proboszcz z parafii w Żabnie. – „Nie będę zabierał głosu w tej sprawie, bo mi szkoda na to czasu” – powiedział dziennikarzowi portalu. Będzie jednak musiał rozmawiać z policją. – „Potwierdzam, że policja otrzymała zgłoszenie o złamaniu ciszy wyborczej podczas niedzielnej mszy św. w Puszczykowie. Będzie teraz prowadzone stosowne postępowanie”– zapowiedział Andrzej Borowiak, rzecznik wielkopolskiej policji.

Można dojść do takiego wniosku po tym, jak przewodniczący sejmowej komisji ds. VAT Marcin Horała zareagował na stwierdzenie Donalda Tuska, że nie będzie mógł wziąć udziału w jutrzejszym przesłuchaniu przed tą komisją. – W zeszłym tygodniu mój pełnomocnik poinformował, że jestem dokładnie od jutra na czele delegacji europejskich w kilku państwach azjatyckich. Ale jestem przekonany, że pełnomocnik znajdzie z komisją datę, która będzie możliwa. Mimo mojej negatywnej oceny co do niektórych intencji czy zamiarów, ale czy to była prokuratura czy komisje, stawiam się, gdy organy państwa polskiego mnie wzywają, ale w tym tygodniu nie będzie to możliwe. Ale na pewno znajdziemy czas taki, który będzie można uzgodnić”  powiedział Donald Tusk w Brukseli.

„Informuję, że do komisji nie wpłynęła od wezwanego Donalda Tuska żadna korespondencja (jak również od pełnomocnika). W związku z tym jutro o 10:00 otworzę obrady w celu stwierdzenia ew. niestawiennictwa dla dalszych kroków prawnych. Najwyżej komisja jutro załatwi inną kwestię” – napisał Horała na Twitterze. Po chwili dopisał, siląc się na złośliwość: – „A tak po ludzku to rozumiem. Po nokaucie trzeba ochłonąć a nie iść zeznawać przed komisją”.

Na tweet Horały zareagował natychmiast pełnomocnik Donalda Tuska. – „Przewodniczący Komisji ds. VAT stwierdził, że wniosek (którego jak twierdzi nie dostał) o usprawiedliwienie nieobecności PDT ma związek z rezultatem wyborów. Załączam dowód nadania z piątku. Może Pan Panie Pośle złoży interpelacje w sprawie powolnego działania Poczty Polskiej?” – napisał Roman Giertych. Odpowiedzi Horały nie było.

Tchórzowi Kaczyńskiemu marzy się dorwać Tuska.

Depresja plemnika

Patryk Jaki zapowiedział w TVP info, co niebawem zrobi prokuratura z internetowymi stronami, na których kwitnie satyra z PiS i jego polityków.

Minister jest przekonany, że przeciwnicy PiS wciąż mają przewagę w mediach i dodał, że są też „nowe przewagi w mediach społecznościowych”. – Instytucjonalne przewagi, nieuczciwe, uważam. To nielegalne finansowanie kampanii wyborczej, prokuratura się za to naprawdę weźmie – zapowiedział w rozmowie z Magdaleną Ogórek, dziwnie „zapominając” o działalności TVP (w tym programu, w którym gościł) i „instytucjonalnej przewagi” rządu, w którym zasiada.

„Ja też już sobie obiecałem, że po kampanii weźmiemy się za takie rzeczy jak „Sok z Buraka”. To się teraz skończy. Ja chwilę odpocznę i się tym naprawdę zajmę” – zapowiedział.

Czyżby zdecydowane zwycięstwo Zjednoczonej Prawicy dawało zdaniem wiceministra sprawiedliwości mandat, by…

View original post 1 320 słów więcej

 

Wykopać PiS

Podczas jednej z ostatnich dużych konwencji rządzącej prawicy w Krakowie, Jarosław Kaczyński powtórzył wszystkie argumenty, które do tej pory nie zapewniły jego partii żadnego „przełamania” czy „ruszenia do przodu”. A po emisji filmu Sekielskich, kiedy już nawet niektórzy konserwatywni biskupi „udają się na półroczną pokutę w klasztorze” (płocki biskup Piotr Libera, który został do takiej „dobrowolnej pokuty” zmuszony przez papieża Franciszka, stał się pierwszą ofiarą filmu Sekielskich spośród najbardziej wpływowych polskich hierarchów), strategia okopywania się PiS-u na pozycjach prawicowej wojny kulturowej jest przepisem na klęskę.

Jednak Jarosław Kaczyński albo utracił już zdolność manewrową, albo doszedł do wniosku, że mobilizację wiejskiego elektoratu (zwykle nie chodzącego na europejskie wybory) mogą mu zapewnić wyłącznie proboszczowie z tzw. Kościoła Rydzyka. W swoim wystąpieniu z nazwiska pochwalił zatem Ryszarda Legutkę, który w polskim Kościele nie zauważył żadnej pedofilii, a wyłącznie „pederastię”. Znów ostrzegał przed seksualizacją dzieci przez świecką szkołę, nie wspominając o „pracy z dziećmi” księży pedofilów. Z braku jakichkolwiek świeżych wypowiedzi Pawła Rabieja z Nowoczesnej o adopcji dzieci przez pary homoseksualne, Kaczyński zaatakował w Krakowie Platformę Obywatelską za samo przygotowywanie projektu uregulowania kwestii związków partnerskich. Jako personalny cel swojego ataku wybrał przy tym całkiem błędnie (może wybrał mu takiego przeciwnika jakiś niezbyt rozgarnięty PR-owiec) Rafała Grupińskiego, który jest akurat jednym z bardziej konserwatywnych polityków PO.

Z koszem darów przyjechał do Krakowa premier Morawiecki. Tym razem dostało się niepełnosprawnym. Te same pieniądze, których nie było, kiedy niepełnosprawni strajkowali przez wiele tygodni w Sejmie, gdzie na rozkaz Kaczyńskiego, Morawieckiego i Kuchcińskiego zamykano im okna i zakazywano wchodzenia do sejmowych toalet, znalazły się – przynajmniej wirtualnie, jako jedna z wyborczych obietnic – w ostatnim tygodniu kampanii, w której PiS po raz pierwszy zaczęło się bać. Bezpośrednią przyczyną tej szczodrobliwości władzy mogło być również to, że niepełnosprawni uczestnicy tamtego protestu od paru dni pojawiają się na spotkaniach opozycji, a dzień przed krakowską konwencją PiS-u wystąpili na marszu Koalicji Europejskiej w Warszawie.

Jarosław Kaczyński straszył w Krakowie nie tylko gejami i seksualizacją dzieci przez świeckich nauczycieli opętanych „ideologią gender”. Ostrzegał także Polaków przed euro, powtarzając PR-owy wynalazek Mateusza Morawieckiego (adresowany do tych samych odbiorców, co kiedyś clipy z Chuckiem Norrisem zachęcającym do brania kredytów z banku, którego prezesem był wówczas Morawiecki). Kaczyński obiecał zatem w Krakowie, że „przyjmiemy euro dopiero, kiedy się zrównamy z Niemcami”.

Można to nazwać makiawelizmem, bowiem pozostanie Polski na kolejne lata ze słabą, bezbronną wobec globalnych spekulantów narodową walutą, z dalszą masową ucieczką młodych, lepiej wykwalifikowanych Polaków do strefy euro w poszukiwaniu wyższych pensji wypłacanych w silniejszej walucie, wreszcie z gospodarką mogącą konkurować na globalnym rynku jedynie tanią siłą roboczą, a nie innowacyjnością – Polska nigdy się „z Niemcami nie zrówna”. I w ten sposób Jarosław Kaczyński nigdy nie będzie musiał rezygnować ze złotówki, nad której słabością dalej będzie czuwał Adam Glapiński.

Unia personalna Schetyny i Tuska

Ciekawiej było po stronie opozycji, ale przede wszystkim z racji wydarzeń o charakterze personalnym. I tak wydarzeniem sobotniego marszu opozycji w Warszawie było pojawianie się tam Donalda Tuska, który bardzo jednoznacznie i bardzo ostro wypowiedział się po stronie Koalicji Europejskiej przeciwko PiS-owi i Jarosławowi Kaczyńskiemu.

Wielu prawicowych, a także „symetrystycznych” publicystów prasy, która otrzymuje reklamowe pieniądze z kontrolowanych przez PiS spółek skarbu państwa, od wielu miesięcy szukało dowodów na to, że Donald Tusk już za chwilę odbierze Grzegorzowi Schetynie Platformę Obywatelską. Stworzy konkurencyjną dla Koalicji Europejskiej listę w wyborach do Parlamentu Europejskiego, założy własną partię, która rozbije elektorat Platformy, itp. Nic z tych rzeczy nie nastąpiło. Mimo szorstkiej przyjaźni obu panów, na warszawskim marszu opozycji wydarzył się cud. Dwaj ludzie, którzy wyznają podobne idee, mają wspólne polityczne interesy i wspólnego wroga, zamiast rzucić się sobie do gardła, wystąpili razem. Donald Tusk i Grzegorz Schetyna zachowali się racjonalnie, co w polskiej polityce należy do wyjątków.

Najbardziej precyzyjnie podsumował wyjątkowość tego zdarzenia obecny na marszu Koalicji Europejskiej prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak, który „serdecznie podziękował” Grzegorzowi Schetynie i Donaldowi Tuskowi „za to, że są razem i walczą razem”.

Faktycznie, kiedy ostatni raz Tusk i Schetyna byli naprawdę razem – czyli w pierwszej połowie pierwszej kadencji pierwszego rządu Donalda Tuska, pomiędzy 2007 i 2009 rokiem – liberalne centrum było w Polsce najsilniejsze, miało zarówno „wizje” (przed którymi wcale jeszcze nie stronił wówczas Tusk), jak też narzędzia, by te wizje realizować (tych dostarczał Tuskowi Schetyna). Od tamtego czasu zdarzyło się jednak pomiędzy oboma panami tak wiele, że ich uścisk dłoni – który wręcz ostentacyjnie zaprezentowali tysiącom uczestników marszu opozycji – miał być czymś w rodzaju publicznej gwarancji, że w kluczowym dla polskiej demokracji momencie będą wobec siebie lojalni.

Ciekawa była na warszawskim marszu Koalicji Europejskiej dystrybucja czasu przemówień. Grzegorz Schetyna, który Koalicję Europejską faktycznie zbudował, prawie zrezygnował z własnego wystąpienia. Powitał jedynie uczestników marszu, liderów Koalicji Europejskiej i uczestniczące w niej ugrupowania. Jednak później zrobił miejsce, aby to Donald Tusk zabłysnął oratorskim talentem.

Choć prawica była wystąpieniem Tuska oburzona (szczególnie czołowego specjalistę od katolickiego szariatu, Jarosława Gowina, rozsierdziło porównanie Jarosława Kaczyńskiego do ajatollaha), a „symetryści” wyrażali zblazowanie tym, że „Donald Tusk znowu kłóci się z Jarosławem Kaczyńskim” (muszę przyznać, że ja z kolei jestem już zblazowany banałami „symetrystów”), to zwolennicy i potencjalni wyborcy opozycji przyjęli przemówienie Donalda Tuska entuzjastycznie. Oni akurat nie rozumieli, dlaczego dwa pierwsze wystąpienia Donalda Tuska w tej kampanii były tak mało wyraziste i zdystansowane.

Więcej o Tusku >>>

To nie jest głosowanie na mniejsze zło. To głosowanie na większe dobro – mówił Donald Tusk na marszu „Polska w Europie”, który przeszedł ulicami Warszawy. Na jego czele oprócz szefa Rady Europejskiej przeszli liderzy Koalicji Europejskiej, a także byli prezydenci Aleksander Kwaśniewski i Bronisław Komorowski.

Marsz rozpoczął się parę minut po godzinie 12 na placu Bankowym, gdzie manifestantów powitał prezydent miasta Rafał Trzaskowski. – Są to wybory, które pozwalają nam walczyć o wartości, tak jak w Warszawie walczyliśmy o otwartość, o tolerancję, o wartości europejskie, tak właśnie dokładnie o tym samym będą te wybory europejskie za tydzień – mówił prezydent stolicy, porównując wybory w przyszłą niedzielę do referendum w sprawie akcesji Polski do Unii.

Uczestnicy marszu przeszli na plac Konstytucji, gdzie głos zabrali politycy, liderzy Koalicji Europejskiej, byli prezydenci i przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk. Wszyscy razem wcześniej szli na czele marszu ulicami stolicy.

Tusk: Nie dajcie się oszukać

– Jestem z wami, żeby powiedzieć wszystkim Polakom, jak ważne są to wybory. Stawka jest podwójna, większa niż zwykle. To wielki wybór. Stoję dzisiaj przed wami z ludźmi, którzy kiedy mówią o Polsce w Europie, gdy mówią, że Polacy to Europejczycy, a Europa jest domem dla Polski, to nie po to, by kogoś zwodzić dwa tygodnie przed wyborami. To oni planowali to wielkie przedsięwzięcie. To oni wprowadzili Polskę do UE. To oni są gwarancją mocnej Polski w Europie. Oni wierzą, podobnie jak ja, że miejsce Polski jest w Europie – mówił ze sceny Donald Tusk.

– Krzycząc „prawo”, gwałcili konstytucję, krzycząc „sprawiedliwość”, niszczyli polskie sądy, mówiąc o skromności, głośno wykrzykiwali „te pieniądze nam się po prostu nalezą”. A więc jeśli tak samo chcą potraktować naszą europejskość, jak potraktowali konstytucję, sądy i własne deklaracje dotyczące skromności i uczciwości, to znaczy, że ten wybór jest naprawdę bardzo poważny – dodał Donald Tusk.

Kaczyński jak ajatollah

Przewodniczący Rady Europejskiej namawiał do oddania głosu na demokratów.

– Mówię o tych wszystkich, którzy się zastanawiają, a którzy dobrze życzą Polsce – nie ryzykujcie. Jest jeszcze inna stawka. To jest przyszłość Europy – mówił Donald Tusk. – W wielu miejscach są ludzie, którzy odnajdują się w dobrze znanych hasłach: jedna idea, jeden naród, jeden wódz – dodał. – Nie wierzcie malkontentom, którzy mówią o Koalicji Europejskiej, że ich nic nie łączy. Ich łączy troska o wspólne dobro – zaznaczył.

Odniósł się też do słów Jarosława Kaczyńskiego, które padły na konwencji w Łodzi. Prezes PiS straszył przymusową relokacją imigrantów i potrzebą obrony przed zagrożeniami z Europy, gdzie wymieniał euro, demoralizację dzieci, ograniczenie programów społecznych oraz islam.

– Ostatnio słyszałem, że padły tu słowa o szariacie. Szariat to mniej więcej w praktyce państwo wyznaniowe. Autor tych słów, a znam go długo i dobrze, jak mówi, że chce przed czymś bronić, to z reguły o tym marzy – mówił Tusk.

– Polska osiągała wielkie zwycięstwa, kiedy Polacy potrafili się jednoczyć. To nie jest głosowanie na mniejsze zło. To głosowanie na większe dobro – dodał Donald Tusk.

Byli prezydenci ze wsparciem dla KE

Po szefie Rady Europejskiej głos zabrali byli prezydenci Aleksander Kwaśniewski i Bronisław Komorowski.

– Dziękuję wszystkim, którzy nam pomagali przed 2004 r., abyśmy weszli do UE. My z europejskiej drogi nie zejdziemy. Europa przyniosła nam postęp w wielu dziedzinach. Za to jesteśmy Europie wdzięczni i teraz możemy ją wyrazić głosując – przekonywał Aleksander Kwaśniewski.

– Wspominam ten szczególnie smutny moment, jakim było wyprowadzenie flag europejskich z kancelarii polskiego premiera, pisowskiego premiera. Można powiedzieć, że to tylko symbol, ale to aż symbol – mówił z kolei Bronisław Komorowski.

Schetyna: Prosimy o ostatni tydzień zaangażowania

– KE powstała po to, aby przywrócić nam wszystkim nadzieję, Polskę Europie – mówił Grzegorz Schetyna, który dziękował w swoim wystąpieniu wszystkim tym, dzięki którym powstała Koalicja Europejska.

– Przyjechaliśmy po to, aby powiedzieć, że jesteśmy gotowi, aby prosić o ostatni tydzień dobrych emocji, entuzjazmu i zaangażowania, żebyśmy mogli się cieszyć wieczorem 26 maja – mówił lider PO.

Katarzyna Lubnauer, szefowa Nowoczesnej, mówiła: – Zwracam się do kobiet, 100 lat temu dostałyśmy prawa wyborcze, skorzystajmy z tego! Nie pozwólmy, by zadecydował za nas wieczny kawaler!

Lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz mówił m.in. o wadze wyborów jesiennych do polskiego parlamentu: – Te wybory to rzeczywiście wielki wybór, ale to dopiero pierwsza tura. Druga będzie jesienią. Musimy wygrać wybory europejskie, żeby zwyciężyć na jesieni. Dla nas nie jest ważna tylko jedna pora roku, a cały rok.

Na scenie razem z liderami Koalicji Europejskiej przemawiali także prezydenci miast i samorządowcy, m.in. Hanna Zdanowska, prezydent Łodzi Jacek Jaśkowiak, prezydent Poznania, a także przedstawiciele organizacji pozarządowych i stowarzyszeń.

Za tydzień PiS może zaglądnąć w oczy widmo porażki i pojawić się cień krat więziennych.

Depresja plemnika

Od dziewięciu lat partia rządząca wykorzystuje katastrofę w Smoleńsku, grając na emocjach wyborców. Miesięcznice, komisje, symulacje lotu, dochodzenie prawdy, to stały element polityki PiS. Jednak jak się przekonujemy, to tylko fasada, za którą zwyczajnie nic nie ma.

Okazuje się bowiem, że ostatnim przedstawicielem rządu, który był na miejscu katastrofy jest nikt inny, jak znienawidzony przez partię rządzącą – Donald Tusk.

Było to dokładnie 10 kwietnia 2010 r., czyli w dniu tragedii. Od tamtej pory nikt wyżej postawiony nie kwapił się do tego, by w Smoleńsku oddać honor ofiarom.” Te dość bulwersujące informacje zostały pozyskane przez posła PO, Krzysztofa Brejzę, który wystosował pytanie o obecność przedstawicieli polskiego rządu w Smoleńsku w rocznice katastrofy.

Odpowiedź szokuje, bo nikt z przedstawicieli Zjednoczonej Prawicy nie oddał hołdu ofiarom w ciągu czterech minionych lat. „W tym roku jedynym oficjalnym przedstawicielem Polski w Smoleńsku, w rocznicę tragedii, był ambasador RP w Moskwie – Włodzimierz…

View original post 813 słów więcej