Archiwa tagu: Mateusz Morawiecki

Kaczyński przejął od Kuchcińskiego przegraną gębę

Po czwartkowym „spektaklu” na Nowogrodzkiej, podczas którego Marek Kuchciński zrezygnował ze stanowiska marszałka Sejmu, można by sądzić, że żyjemy w swego rodzaju „zaawansowanej demokracji”.

Oto szeregowy poseł zdymisjonował marszałka Sejmu. Opisując kulisy tej „operacji” gazeta.pl dowodzi, że Kuchciński wcale nie chciał opuścić swojego wygodnego fotela. Kuchciński się bronił, ale prezes PiS „był surowy”, bo marszałek zataił informacje o lotach.

Komentując rezygnację marszałka prof. Sławomir Sowiński, ekspert z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, powiedział w Radiu TOK FM: „Byliśmy świadkami szczególnej, osobliwej sceny politycznej, do której pewnie będziemy nie raz wracali. Ta scena była próbą ucieczki do przodu. Próbą odzyskania przewagi politycznej, którą do niedawna PiS miał nad swoimi przeciwnikami. Ale to próba ryzykowna – stwierdził i dodał, że przekaz prezesa był „bardzo szczególny”. „Prezes mówi nam – opinii publicznej: właściwie nie macie racji; wasza krytyka marszałka jest nieuzasadniona – ale ustępujemy. To rodzaj znanego zwrotu „przepraszamy tych, którzy czują się urażeni”, choć nie ma za co przepraszać. Część wyborców może to lekko zirytować” –ocenił gość stacji.

Kaczyński faktycznie zarzekał się, że w przypadku podróży marszałka nie doszło do złamania prawa. „Ale skoro państwo najwyraźniej mają inne zdanie (…) to w związku z tym mogę powiedzieć, iż decyzja pana marszałka jest dowodem postawy, która jest związana z naszym hasłem: „Słuchać Polaków, służyć Polsce” – oznajmił.

Na tym prezes nie skończył, wskazał natomiast na „nadużycia”, jakich miał dopuścić się Donald Tusk, gdy pełnił funkcję premiera. „Nie da się wygrać dwóch kampanii, odgrzewając tego samego kotleta” – ocenił profesor.

Wysiłki PiS na rzecz ratowania twarzy skrytykował też dr Tomasz Słomka z Katedry Systemów Politycznych UW.

Przekonywał, że cała ta afera może być początkiem końca partii rządzącej. „Nagle może się okazać, że ludzie dostrzegają szereg rzeczy, które były marginalizowane, pomijane i mogą urosnąć do rangi czegoś ważnego” – ocenił na antenie TOK FM.

„Odniosłem wrażenie, że wystąpienie prezesa jest, pierwszy raz od dawna, wystąpieniem przegranego.  Przebijało z niego poczucie, że coś się zmieniło, urwało. W tej kadencji nie było dymisji, która byłaby następstwem doniesień medialnych. To znak, że obóz władzy ma świadomość głębokiego kryzysu i może to być problemem w kampanii” – podsumował.

Kmicic z chesterfieldem

Czy poseł Stanisław Piotrowicz kłamał? Być może minął się on z prawdą przy swoich tłumaczeniach dotyczących podniebnych rejsów w towarzystwie marszałka Kuchcińskiego?

Piotrowicz twierdził, że leciał samolotem tylko ze względu na chorą żonę, która miała mieć ze sobą leki otrzymane w warszawskim Instytucie Hematologii i Transfuzjologii. Lek – zdaniem Piotrowicza – znajdował się w stanie silnego zamrożenia. Podróż motywowana była więc jak najszybszą potrzebą umieszczenia cennego lekarstwa w zamrażarce.

Portal gazeta.pl o zasadność tłumaczeń Piotrowicza zapytał doktora Pawła Grzesiowskiego, specjalistę z zakresu terapii zakażeń i immunologii. „Wyobrażam sobie, że w grę wchodzą jakieś preparaty stosowane w chorobach krwi. Obecnie nie wydaje się pacjentowi preparatów krwiopochodnych w stanie zamrożonym. Osocze czy krioprecypitat są przechowywane w stanie zamrożenia, ale stosowane wyłącznie w obszarze medycznym, bo może to zrobić jedynie uprawniona służba krwi” – stwierdził dr Grzesiowski.

Nie wydajemy leków pacjentom w postaci niegotowej do użycia (…). Natomiast są wyjątki, biorąc pod…

View original post 2 219 słów więcej

Reklamy

Kuchciński to wrzód na dupie Kaczyńskiego. Ropieje jak diabli

Marszałek Sejmu nie jest jedyną osobą w obozie rządzącym, która nadużywała przywilejów władzy. Kaczyński, broniąc kolegi, zaprzecza partyjnym wartościom.

– Kłamaliśmy rano, nocą i wieczorem – mówił w 2006 r. urzędujący premier Węgier Ferenc Gyurcsány, przyznając się, że jego rząd kłamał tylko po to, aby wygrać wybory i zdobyć władzę w kraju. Podobnie, po obnażeniu kolejnych kłamstw drugiej osoby w państwie, wygląda dzisiaj sytuacja w Polsce. Jarosław Kaczyński chciał mieć w Polsce Budapeszt, to ma. Tylko nie o taki Budapeszt chodziło prezesowi.

Kampania PiS z lotami marszałka Kuchcińskiego

Kampania wyborcza PiS miała wyglądać inaczej. Narzucanie tematów, partyjne pikniki, spotkania parlamentarzystów z wyborcami, spijanie śmietanki z programów socjalnych, z 500+ na czele. Dzisiaj politycy PiS chowają się przed mediami, a wśród Polaków też jest ich mniej. I bynajmniej problemem nie są wakacje. Afera marszałka Kuchcińskiego zatacza coraz szerszy krąg. Drugiej osobie w państwie nie mogą już nawet wierzyć partyjni koledzy. Codziennie opinia publiczna zaskakiwana jest obnażaniem kłamstw marszałka Sejmu. Marszałek Kuchciński oszczędne gospodarowanie prawdą podniósł do rangi sztuki. Rzecznik Centrum Informacyjnego Sejmu i sam marszałek zachowują się, jakby byli w sztabie opozycji. PiS, broniąc w Sejmie notorycznego kłamcy, osłabi się wyborczo. Obrazki z Kuchcińskim będą wracać we wrześniu i październiku.

Kuchcińskich w PiS jest wielu. Marszałek Senatu zaprzeczył, że zabierał w delegacje swoją rodzinę. Zmianę zdania ogłosił kilka godzin później podczas konferencji. Czy ministrowie rządu Beaty Szydło i Mateusza Morawieckiego traktowali rządowe samoloty jak taksówki? Czy rządowe samoloty były używane do kampanii samorządowej, europejskiej i parlamentarnej PiS? Wkrótce się dowiemy, tak jak wiemy już, że premier Szydło wojskową Casą latała do domu. Bulwersowały już loty szefa Kancelarii Premiera, który w listopadzie poleciał do stolicy Dolnego Śląska, by namawiać Bezpartyjnych Samorządowców do podpisania umowy koalicyjnej z PiS. Kiedy media pytały o cel i koszt lotu, a także prosiły o wykaz służbowych lotów ministrów, odpowiedzi nie otrzymały. Dopiero kiedy do Kancelarii z interpelacją wystąpili posłowie opozycji, KPRM udzielił odpowiedzi w sprawie lotu ministra.

Dzisiaj problemem PiS nie są już nawet same loty marszałka, ale notoryczne okłamywanie opinii publicznej. Kto ma wierzyć marszałkowi Sejmu, Kancelarii Sejmu i politykom PiS, którzy jeszcze tydzień temu zapewniali o krystalicznej uczciwości Kuchcińskiego, który ma być „jedynką” PiS w Krośnie?

Jarosław Kaczyński nie zdecyduje się teraz na pozbawienie Kuchcińskiego funkcji marszałka Sejmu ze względów lojalnościowych. Kuchciński był wierny Kaczyńskiemu jak mało kto, kiedy prezes był na politycznym marginesie. Kaczyński poświeci druha, gdy temat będzie żył medialnie przez kolejne tygodnie. Jeśli Polacy wrócą z wakacji, a afera marszałka wciąż będzie rozpalać opinię publiczną, wewnętrzne sondaże partii pokażą, że Kuchciński ciągnie partię w dół, wtedy prezes zetnie marszałka. I tu pojawi się kolejny problem. Takich Kuchcińskich, nadużywających władzy, jest w PiS więcej. Kaczyński grzebiąc zaufanego druha, musiałby pogrzebać wielu z PiS, a to zdziesiątkowałoby listy wyborcze partii. PiS ma większy problem niż się wydaje, tym bardziej że temat jest rozwojowy. Kolejne przypadki będą wypływać również jesienią.

W środę odbyły się dwie narady w siedzibie PiS z udziałem najważniejszych osób w partii. Jedną z obecnych osób był premier Mateusz Morawiecki. Jak podaje „Fakt”, polityk miał czekać dwie godziny na spotkanie z Jarosławem Kaczyńskim. Rzecznik prasowy rządu Piotr Müller.

Pierwsze spotkanie kierownictwa PiS rozpoczęło się o godzinie 14.00 w środę. Jak powiedziała potem rzeczniczka partii Anita Czerwińska, nie miało ono charakteru nadzwyczajnego i dotyczyła tegorocznych wyborów parlamentarnych.

Nieoficjalne źródła donoszą jednak, że druga narada – wieczorna – dotyczyła lotów rządowymi samolotami, które wykonał Marek Kuchciński. Udział w niej wzięli najważniejsi członkowie PiS, m.in. Beata Szydło, Stanisław Karczewski, Mariusz Błaszczak czy Mateusz Morawiecki. Jak donosi „Fakt”, ten ostatni miał spędzić dwie godziny pod siedzibą PiS, czekając na spotkanie z Jarosławem Kaczyńskim.

Zaprzecza temu rzecznik prasowy rządu Piotr Müller. „Informacja „Faktu” dot. rzekomego oczekiwania Premiera na spotkanie w siedzibie PiS jest perfidnym kłamstwem. Gdy wczoraj redakcja mnie o to zapytała jednoznacznie zdementowałem ten fakenews” – napisał.

Kaczyński zapowiada czwartkowe oświadczenie

Po zakończeniu wieczornej narady Jarosław Kaczyński zapowiedział, że w czwartek o 12.30 wygłosi oświadczenie. Oficjalnie jego temat nie jest znany, wiele jednak wskazuje na to, że będzie dotyczył kwestii poruszonej podczas spotkania przy ul. Nowogrodzkiej.

Kuchciński latał rządowymi samolotami

W środę dziennikarze TVN 24 ujawnili listę osób, z której wynika, że wśród pasażerów rządowych lotów o statusie HEAD latających z marszałkiem Sejmu Markiem Kuchcińskim byli: Zbigniew Ziobro, Stanisław Piotrowicz i jego żona Maria, minister infrastruktury Andrzej Adamczyk, Zdzisław Krasnodębski z małżonką oraz Karol Karski i szefowa Kancelarii Sejmu Agnieszka Kaczmarska.

Marek Kuchciński w poniedziałek przeprosił wszystkich, „którzy poczuli się urażeni” doniesieniami o jego lotach, jednak zaznaczył, że działał zgodnie z prawem.

Przyznał również, że zdarzyło się, że samolotem leciała również jego żona – lot nie miał statusu HEAD i miał nie być specjalnie zamówiony. Marszałek Sejmu postanowił w związku z tym wpłacić kwotę pokrywającą pełen koszt lotu, a wyliczoną przez Ministerstwo Obrony Narodowej, tj. 28 tysięcy złotych na Fundusz Modernizacji Sił Zbrojnych. Jak jednak ujawnił TVN 24, dzień przed jego wykonaniem zostało złożone zamówienie na lot dla Doroty Kuchcińskiej.

W ramach zadośćuczynienia Marek Kuchciński w ubiegłym tygodniu przekazał również 15 tysięcy złotych rekompensaty na cele charytatywne – Caritas i fundację „Budzik” Ewy Błaszczyk.

Fakt opisał wczorajszą naradę polityków PiS w siedzibie partii rządzącej przy ulicy Nowogrodzkiej w Warszawie.

Po krótkim briefingu prasowym, podczas którego marszałek Sejmu Marek Kuchciński odniósł się do zarzutów o nadużywanie prawa do rządowego samolotu, nie brakowało opinii, że brak dymisji prominentnego polityka Prawa i Sprawiedliwości może się tej partii odbić czkawką. Dziś już gołym okiem widać, że opublikowana lista przelotów formalnie drugiej osoby w państwie potwierdziła jedynie, że ujawnione przez media przy pomocy posła PO Sławomira Nitrasa rewelacje to wierzchołek góry lodowej.

– “Do listy pasażerów dołączane były, moim zdaniem kompletnie nieuprawnione, osoby takie jak Stanisław Piotrowicz, Maria Piotrowicz, Zdzisław Krasnodębski, Anna Krasnodębska, wielokrotnie poseł Bogdan Rzońca, wielokrotnie posłanka Wróblewska i wielu innych, w tym asystenci marszałka Kuchcińskiego. Żadna z tych osób nie spełnia kryterium instrukcji HEAD, która wyraźnie mówi o członkach oficjalnych delegacji” – mówił Robert Kropiwnicki podczas konferencji prasowej w Sejmie.

– “Informacje, które…

View original post 448 słów więcej

Zgniłek Kuchciński jest lepszy w zgniliźnie od zgniłka Karczewskiego

Nadużywają władzy i obrzydliwie ściemniają. Są tchórzami i krętaczami. A jak już się wyda, to chcą brać na litość. Nowe elity „władzy” …

Okazuje się, że nie tylko Kuchciński, ale też marszałek Karczewski latał z rodziną. W marcu 2018 roku Stanisław Karczewski zabrał na pokład rządowego samolotu żonę i wnuki. Polecieli na uroczystości do Budapesztu.

Na pytanie Wyborczej „czy brał na pokład rządowego samolotu rodzinę”, odpowiedział: „nie”.  Zmienił zdanie kilka godzin później na konferencji prasowej. – „Owszem zdarzały się sytuacje, w których byłem zapraszany do złożenia wizyty z małżonką. Było kilka wizyt zagranicznych, które odbyłem w towarzystwie swojej żony. Jeden wyjazd odbywał się również z całą moją rodziną”.

To dopiero nieśmiały początek, co powie za kilka dni, zobaczymy. Dziś otoczenie marszałka potwierdziło Wyborczej, że Karczewski poleciał do Budapesztu z żoną i wnukami.

Piotrowicz dla odmiany przyznaje się do lotu z Kuchcińskim, ale zaklina, że „to był wypadek losowy”

Jak wyjaśnia Wirtualnej Polsce: – „Moja żona tego dnia była w Instytucie Hematologii i Transfuzjologii w Warszawie. Potrzebowaliśmy przewieźć wyprodukowany tam lek dla mojej małżonki, który może być przewożony tylko w stanie zamrożenia. Musiałem to zrobić. Starałem się o bilety na rejs LOT-u do Rzeszowa, jednak bilety były „obłożone” i ich nie dostaliśmy. Dowiedziałem się, że jest możliwość lotu z marszałkiem do Rzeszowa. I z tej możliwości z małżonką skorzystaliśmy”.

Kolejny podróżnik Karol Karski tłumaczy: „Miałem wracać do Warszawy rejsowym samolotem LOT. Lot opóźniał się, a w pewnym momencie była informacja, że może zostać odwołany. Pan marszałek Sejmu podjął decyzję, że będziemy wracać razem”.

Przyznał, że za lot nie płacił, bo towarzyszył marszałkowi. „Bez decyzji marszałka nic by się nie dokonało”

Pytany przez dziennikarza tvn24, czy był częścią oficjalnej delegacji, odparł: – „To jest kwestia do potwierdzenia w różnych miejscach. Jeśli towarzyszyłem marszałkowi, to znaczy, że byłem częścią tej grupy, która mu towarzyszyła”.

Brawo wy!

Sprawa lotów Marka Kuchcińskiego rządowymi samolotami nie tylko nie umarła, ale zyskała nowe życie. Dziś ciężko prognozować, kiedy dobiegnie końca. Mimo tego, na Nowogrodzkiej daleko do paniki, chociaż kolejnej odsłony lotniczej telenoweli nikt nie bagatelizuje.

Mówi poseł Zjednoczonej Prawicy: – Musimy zachować spokój, uniknąć gwałtownych ruchów. Jestem szachistą, więc powiem tak: nie sztuką jest być spokojnym, gdy rozgrywka dobrze się układa, sztuką jest zachować spokój, gdy na szachownicy wszystko idzie nie tak, jak byśmy chcieli.

Wielu jego kolegów i koleżanek z obozu władzy o problemach marszałka Sejmu rozmawiać nie chce. Inni zasłaniają się urlopami, nieobecnością z powodów prywatnych albo… nieznajomością tematu, który od dwóch tygodni rozgrzewa debatę publiczną w Polsce.

Musimy stanąć wyprostowani i po męsku wziąć to na klatę

– przyznaje polityk prawicy, którego udało nam się nakłonić do rozmowy o lotach Kuchcińskiego.

Lepsze loty niż leki i edukacja

Sprawa lotów marszałka Sejmu oznacza dla PiS-u trudne wejście w oficjalną część kampanii parlamentarnej. Uwaga mediów i opinii publicznej od kilkunastu dni koncentruje się bowiem na Kuchcińskim. PiS już na starcie jest więc w defensywie i musi tłumaczyć się z „dokonań” swojego marszałka. Jak przyznają nasi rozmówcy, partia władzy traci w ten sposób inicjatywę oraz kontrolę nad agendą tematów poruszanych w kampanii, a to nigdy nie jest dobre.

– Sprawa jest rozwojowa – z ironią zauważa senator PiS-u, którego pytamy o tzw. aferę samolotową. Pytany o jej wpływ na polityczne plany Zjednoczonej Prawicy, odpowiada: – Zamiast wejść w kampanię z ciekawymi listami i dobrym programem, cała uwaga na starcie skupia się na lotach marszałka Kuchcińskiego. To dla nas spory problem.

Spory problem, ale na pewno nie katastrofa. Nasi rozmówcy podkreślają, że partia na bieżąco monitoruje, jak skandal wokół drugiej osoby w państwie odbierają wyborcy, zwłaszcza wyborcy PiS-u.

Mamy badania, które pokazują, że ludzie co prawda oceniają zachowanie Kuchcińskiego źle, ale kiedy pytamy ich, czy marszałek powinien mieć prawo korzystania z samolotu czy śmigłowca, odpowiadają, że tak

– tłumaczy nam bliski współpracownik premiera. Sondażowego zagrożenia dla Zjednoczonej Prawicy nie ma. Przynajmniej na razie.

Jeśli ktoś myśli, że temat lotów Kuchcińskiego zmiecie PiS, to jest głupi. To nie był gejmczendżer, nie jest gejmczendżer i nie będzie gejmczendżer

– dodaje.

To dlatego część polityków obozu rządzącego pozwala sobie na odważne, a nawet buńczuczne wypowiedzi. Przoduje w tym wicemarszałek Ryszard Terlecki z PiS-u. – Trwa bardzo intensywna rywalizacja na najgłupszego posła i najgłupszą wypowiedź – powiedział dziennikarzom w Sejmie, pytany o reakcje opozycji na tzw. aferę samolotową. – Niech politycy opozycji wyjdą na ulice i zapytają, czym żyją ludzie – dodał, bagatelizując znaczenie całej sprawy.

Wszyscy myślą, że temat Kuchcińskiego to dla nas tragedia, ale naprawdę dla nas jest wygodniej dyskutować o jego lotach niż o braku leków w aptekach czy podwójnym roczniku w szkołach

– przekonuje nasz rozmówca z KPRM, nawiązując do tematów, z którymi PiS musiało mierzyć się przed wybuchem afery wokół Kuchcińskiego.

To wszystko sprawia, że w PiS-ie wciąż nie ma obawy, że loty marszałka Sejmu staną się dla partii tym, czym dla Platformy Obywatelskiej stały się słynne ośmiorniczki z warszawskich restauracji. – Stale rozmawiam z ludźmi, z naszymi wyborcami i myślę, że jeden błąd, nawet jeśli poważny, nie przekreśli czterech lat naszej pracy i programu, który zrealizowaliśmy – zapewnia nas jeden z posłów „dobrej zmiany”.

Karma wraca

W samym PiS-i nie brakuje też jednak głosów, że Kuchciński sam zgotował sobie taki los. Nie chodzi tutaj o loty rządowymi maszynami w prywatnych celach, ale jego podejście do dziennikarzy. Od początku kadencji próbował pozbyć się ich z Sejmu (w tym celu zbudowano Centrum Medialne poza głównym budynkiem Sejmu) lub przynajmniej ograniczyć im możliwości wykonywania pracy przy Wiejskiej (m.in. grodzenie korytarzy czy zasłanianie sejmowych gabinetów kotarami).

Dziennikarze ostro cisną temat lotów Kuchcińskiego i będą to robić jeszcze tydzień albo nawet dwa. Chcą go sczyścić, bo od początku kadencji utrudniał im życie i zwalczał ich w Sejmie. Karma wraca

– przyznaje w rozmowie z Gazeta.pl polityk PiS-u. Inny z naszych rozmówców dorzuca: – Nie zazdroszczę Markowi, bo jest na niego ostra jazda w mediach w tej chwili. Na niego, jego żonę i jego dzieci.

Choć teoretycznie Nowogrodzka mogłaby liczyć na wyczerpanie się tematu i jego naturalną śmierć, jest pewien problem. Kolejne kłamstwa serwowane dziennikarzom i społeczeństwu przez Centrum Informacyjne Sejmu oraz samego marszałka zaczęły obozowi władzy nie tyle szkodzić, co po prostu go ośmieszać. Odzierają PiS z powagi i miru potężnej, wszechmocnej partii, która rządzi państwem twardą ręką. Przyprawiają za to gębę bazarowego cwaniaczka, którego jednak każdy potrafi bez trudu przejrzeć i przyłapać na gorącym uczynku.

Prezes Kaczyński wielokrotnie mówił nam na spotkaniach klubu czy partii o potrzebie skromności i umiaru. Słyniemy z tego, że rozliczamy innych z etyki i moralności, ale żeby to robić, w pierwszej kolejności sami musimy być bez zarzutu. Teraz już nie jesteśmy

– irytuje się nasz rozmówca z Nowogrodzkiej.

Kolejne rysy na wizerunku partii i odebranie powagi mogą zacząć ciążyć przede wszystkim samym politykom PiS-u, z prezesem Kaczyńskim na czele. Tym bardziej, że media nie ustają w wyciąganiu nowych wątków tzw. afery samolotowej. Tylko w ciągu ostatniej doby dowiedzieliśmy się, że wraz z marszałkiem Kuchcińskim rządowymi samolotami latali także inny politycy prawicy (niektórzy wraz z małżonkami), że lotów wojskowym śmigłowcem do podkarpackich Huwnik było znacznie więcej, niż pierwotnie zakładano, a także, że lot żony marszałka rządowym samolotem z Rzeszowa do Warszawy, wbrew słowom Kuchcińskiego, jednak został specjalnie zamówiony.

Dzisiaj już nikt nie zastanawia się, czy sprawa będzie miała swój dalszy ciąg, tylko jaki ten dalszy ciąg będzie. Na Nowogrodzkiej są tego świadomi. To dlatego prezes Kaczyński zarządził spotkanie kierownictwa partii, na którym pojawili się też m.in. premier Mateusz Morawiecki i wicemarszałek Terlecki. Jak napisał nam w SMS-ie jeden z uczestników tego spotkania: „Analizujemy sprawę”. Wynik tej analizy zaważy na przyszłości marszałka Kuchcińskiego.

Mówi senator Zjednoczonej Prawicy: – Marek zawsze był wierny naszej formacji, jest dla niej zasłużony, ale tutaj nie może być zmiłuj. Naruszył zasady. Nadużył przywilejów i będzie musiał ponieść konsekwencje.

Kmicic z chesterfieldem

Polityk PSL podzielił się tymi informacjami w programie Poranek Radia TOK FM. „Jeżeli dzisiaj dyskutujemy o demoralizacji marszałka Kuchcińskiego, to może warto by było zapytać, gdzie mieszka pracujący syn marszałka. Czy w mieszkaniu sejmowym, które marszałek Kuchciński ma ze środków sejmowych, nie zamieszkuje cała jego rodzina? Zapytajcie państwo, czy przypadkiem w mieszkaniu służbowym Kuchcińskiego nie mieszka cała jego rodzina. Jeśli osoba pracująca, korzysta z mieszkania, które należy do posła, to jest kolejne nadużycie władzy” – stwierdził poseł.

Doniesienia Sawickiego wywołały spore zamieszanie na Twitterze. Większość internautów jest po prostu oburzona postawą Kuchcińskiego. „Panie Krzysztofie Brejza czy można sprawdzić kto mieszka w służbowym mieszkaniu, marszałka Kuchcińskiego? Jak podaje Radio TOK FM podobno lokal na nasz koszt zamieszkuje syn marszałka z rodziną. Czy ich też podatnik ma utrzymywać” – zapytała jedna z użytkowniczek serwisu.

To nie koniec szokujących doniesień. Jak się okazuje, „afera samolotowa” marszałka jeszcze się nie…

View original post 2 568 słów więcej

 

Ancymonki pisowskie kosztują nas wielkrotność tego, co poprzednie rządy

O prawie 216 mln zł zwiększyły się wydatki Kancelarii Prezesa Rady Ministrów między rokiem 2011 a 2018 r. (z 126,6 mln do 342,5 mln zł). W latach 2011-2015 wzrost wyniósł 20,2 mln zł,podczas gdy w latach 2015-2018 – 195,7 mln zł (wzrost ponad 2-krotny).

22% zwiększyła się liczba osób zatrudnionych w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów między 2011 a 2018 r. (z 559 osób do 680). W latach 2011-2015 nastąpił spadek zatrudnienia o 4 osoby, natomiast między 2015 a 2018 r. zatrudnienie wzrosło o 125 osób.

Zobacz więcej danych NIK dotyczących analizy wykonania budżetu państwa i założeń polityki pieniężnej

Kmicic z chesterfieldem

Podczas wczorajszej komedii, szeroko nazywanej oświadczeniem marszałka Marka Kuchcińskiego, zapowiedziano publikację wykazu lotów. Późnym wieczorem na stronach Sejmu dumnie umieszczono listę 85 połączeń z datami, przebytą trasą, celem podróży i liczbą pasażerów. Wykaz zawiera informacje o podróżach marszałka od marca 2016 r. do lipca 2019 r. Farsa jaka się odbyła na naszych oczach miała prawdopodobnie w zamyśle zamknąć sprawę, bo Kuchciński zadeklarował nawet wpłatę 28 tys. na Fundusz Modernizacji Sił Zbrojnych, która ma pokryć jeden z jego lotów. Zapewnienia o ciężkiej pracy i urwaniu głowy jakie ma marszałek z konsultowaniem w terenie przyjmowanych ustaw, miały dopełnić obrazu praktycznie nieskazitelnego polityka.

Miało być pięknie i cudownie, wszyscy rozeszli się do domów, a Marek Kuchciński udał się do prorządowej TVP, gdzie zapewniał o swojej boskości. Komentatorzy w studiu pletli o ataku na marszałka kochanego i opozycji, która nie ma nic ciekawszego do roboty tylko patrzy władzy na ręce. Sęk w tym…

View original post 2 966 słów więcej

 

PiS dociera do Ciemnogrodu i go tworzy w Polsce be. Duże miasta poza zasięgiem kacyka Kaczyńskiego

Narodowo-katolicki obóz PiS zajmuje się nieustannymi, brutalnymi atakami na władze Gdańska. Obrażana jest prezydent miasta Aleksandra Dulkiewicz i jej rodzina, rządzący przejęli też kontrolę nad obchodami rocznicy Westerplatte. Czym spowodowana jest nienawiść prawicy do Gdańska i jego mieszkańców? Chodzi o kalkulacje wyborcze – Gdańsk jest jednym z niewielu miejsc, gdzie PiS z pewnością nie odniesie wyborczego sukcesu.

Marcin Palade opublikował badanie na temat wyborczych tendencji z lipca bieżącego roku. Okazuje się, że kilka polskich miast ma skrajnie antyPiS-owskie nastawienie i politycy „dobrej zmiany” nie mają tam czego szukać.

Wśród najbardziej opozycyjnych miast znajdują się Warszawa, Gdańsk i Poznań. Miasta te stanowią jedyne okręgi wyborcze, gdzie Koalicja Obywatelska odnosi zwycięstwo nad połączonymi siłami prawicy.

W Gdańsku aż 43% wyborców deklaruje chęć oddania głosu na KO, PiS popiera 37%, Lewicę 9%, reszta partii (PSL, Kukiz’15 i ekstremistyczna Konfederacja) cieszy się marginalnym poparciem. KO prawdopodobnie otrzyma 6-7 mandatów, PiS 5-6, a Lewica 1.

Jeszcze bardziej antyPiS-owska okazuje się stolica kraju. Wśród warszawiaków jest 41% sympatyków KO, 32,5% PiS i 15% Lewicy. KO może tym samym liczyć na 9-11 mandatów, PiS 7-9, Lewica 3-4.

Również Poznań odgrywa ważną rolę na opozycyjnej mapie Polski. 46% jego mieszkańców to zdeklarowani wyborcy KO, 27,5% PiS, 14,5% Lewicy. Największe ugrupowanie demokratyczne liczyć może na 6-7 mandatów, PiS na 3-4, a blok SLD, Razem i Wiosny na 1-2.

Łączne poparcie dla opozycji jest również większe w miastach, takich jak: Szczecin, Katowice, Łódź, Gdynia i Wrocław. PiS wysuwa się jednak na pierwsze miejsce, ze względu na osobny start PSL i Lewicy.

Słabe wyniki rządzących w Warszawie, Gdańsku i Poznaniu tłumaczą nieustającą furię, z jaką atakowani są przez nich samorządowcy z tych miast.

Jak ustaliliśmy, Aleksandra Dulkiewicz, prezydent Gdańska, dostaje więcej wiadomości z groźbami i obelgami niż Paweł Adamowicz. Po ostatnich materiałach TVP wyzwiska łączone są z ideologią nazistowską. Jeden z listów przyszedł do zakładu karnego, gdzie osadzony był Stefan W., zabójca Adamowicza. O sprawie zawiadomiono ABW.

Źródło

Więcej >>>

Kmicic z chesterfieldem

O tym, jaka przyszłość czeka marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego, który z przysługujących mu przywilejów postanowił wycisnąć najwięcej jak się tylko da, dowiemy się pewnie na początku nowego tygodnia. “Na mieście” mówi się, że najbardziej prawdopodobny scenariusz to jego rezygnacja “ze względów osobistych”, bowiem każde inne rozwiązanie byłoby dla PiS fatalne w skutkach. Odwołać go nie mogą, bo przyznaliby opozycji rację, bronić z mównicy sejmowej w najbliższy piątek, gdy odbędzie się debata nad jego odwołaniem też nie, bo jego zachowania tłumaczyć po prostu nie sposób. Wyborcy Prawa i Sprawiedliwości są jednak powoli przygotowywani na szok, jakim będzie odejście formalnie drugiej osoby w państwie i dziś w ten proces włączył się także premier Mateusz Morawiecki.

Podczas odbywającego się w Bojszowach na Śląsku pikniku PiS, szef rządu przekonywał swoich sympatyków że drobne błędy, jakie popełnia ekipa rządząca nie mogą przesłonić wielkich sukcesów, jakie odniosła.

“Chcę żeby Polska rozwijała się w najszybszym możliwym tempie…

View original post 2 013 słów więcej

 

Kosztem Polaków pasie się brzuch Rydzyka

Były europoseł Dariusz Rosati na temat finansów publicznych w kontekście rządów polityków PiS.

Kmicic z chesterfieldem

Nie milkną echa ostatniego wystąpienia Jarosława Kaczyńskiego, w którym zachęcał do zakończenia wojny polsko-polskiej. Abstrahując od wiarygodności tej tezy, warto zwrócić uwagę, że coraz więcej osób głośno komentuje pogodne usposobienie lidera Zjednoczonej Prawicy

Jedną z takich osób jest jest Joanna Kluzik-Rostkowska, była szefowa sztabu Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich w 2010 roku, która swego czasu zaliczana była to tzw “aniołków prezesa“. To właśnie jej wpis na Twitterze zdradza czarne kulisy tamtej kampanii wyborczej.

Kluzik-Rostkowska w następujących słowach odniosła się do całej sytuacji:

Halo PiS? Pamiętacie kampanię prezydencką 2010r? Ja pamiętam. Jarosław Kaczyński deklarował trwałą zmianę (wierzyłam w nią). Skończyła się w wieczór wyborczy. Okazało się, że miękką retorykę JK zawdzięczamy farmakologii. W 2015 była powtórka. Kogo chcecie nabrać po raz trzeci?!”

Była szefowa sztabu prezesa PiS podczas wyborów prezydenckich w 2010 roku twierdzi, że za potulnym i spokojnym wizerunkiem Kaczyńskiego stoi farmakologia. Co więcej polityczka zasugerowała,  że podobna…

View original post 1 259 słów więcej

 

Pseudochrześcijaństwo Rydzyka sprzedawane rządowi PiS jako kit

Garść refleksji pisarza i reżysera Andrzeja Saramonowicza na temat Kościoła kat. i państwa po pobiciu przedstawicieli środowiska LGBT w Białymstoku.

W chaosie poznawczym, wytwarzanym po pogromie w Białymstoku przez polskie prawactwo w jego szerokim wachlarzu od radykalnego po umiarkowany, warte objaśnienia jest kilka spraw:

Rzuca się w oczy niezwykle groźne dla wspólnoty narodowej oraz państwa jako instytucji zbudowanej na porządku prawnym, prawicowe przekonanie, że dopuszczalne – a więc legalne – jest wyłącznie to, co zgadza się z wulgarnym, neokonserwatywnym systemem wartości.

Już nie wystarczy obywatelskie prawo do wolności, swobodnych zgromadzeń i prezentowania własnych poglądów. Legalny i zgłoszony prawnie Marsz Równości staje się zatem w oczach rodzimych prawaków nielegalny (ergo – rzekomo łamiący prawo), wyłącznie dlatego, że prezentowane na nim postawy, zachowania czy hasła stoją w sprzeczności z porządkiem światopoglądowym, który polska prawica – głosem swoich liderów i ich propagandowych zauszników – uznaje za jedynie obowiązujący.

Ów światopogląd – trzeba to powiedzieć z całą ostrością – jest zaś zlepkiem wynaturzonej i całkowicie oderwanej od swojej pierwotnej istoty myśli chrześcijańskiej (większość polskiego Kościoła i jego hierarchów już od dawna pozostaje w schizmatyckim wygibasie wobec obecnego papieża i Kościoła Powszechnego) oraz endeckiego konceptu na wspólnotę narodową, który nie dba ani trochę o jej poszerzenie, za to niczym więzienny strażnik pilnuje czystości krwi”. Tę zaś sprawdza się u nas obecnie przez bezmyślną jedność myśli i czynu; przede wszystkim dlatego, iż współczesna neopolska czerń (której brakuje podglebia kultury wyższej, czyli fundamentu polskości romantycznej, jedynej, jaka istnieje) tylko to jest w stanie pojąć i pokochać. Myśl i czyn są tu jedynie odruchami instynktownymi, powstałymi nie w korze mózgowej (Mickiewicz, Słowacki, Norwid), ale gdzieś w gadzim pniu mózgu (Jakub Szela) polskości, odpowiedzialnym za bezwarunkowe impulsy.

To żałosne uwstecznienie polskości, które ogranicza ją do odruchów instynktownych, objawiających się dygotem i mimowolnymi skurczami, jest czymś, co XXI-wiecznąprawicę neopolską najbardziej obciąża, albowiem od dekad nie było nic, co by mocniej destruowało polską wspólnotę niż to właśnie. Od momentu, kiedy Jarosław Kaczyński – jako lider politycznego skrzydła – oraz Tadeusz Rydzyk – odpowiedzialny za nasząpseudochrześcijańskość – stworzyli neopolskie imaginarium religijno-wspólnotowe z jego językiem, wartościami, marzeniami i celami, trwa konsekwentna zamiana narodu w zbiegowisko narodowe. A tam, gdzie jest zbiegowisko, tam są i zbiegowiska rytuały, z których najpierwszą jest agresja na widok każdego, kto w zbiegowisku uczestniczyć nie chce. Bowiem – jak pisał Ortega y Gasset – masa nie spocznie, póki wszystkiego, co nie jest nią, nie zniszczy bądź nie zamieni w siebie samą.

Kolejną sprawą wielkiej wagi, która wymaga kilku słów objaśnienia, jest niepojęta histeria, jaką wywołuje obecnie u rządzących, lwiej części duchownych oraz propagandowych funkcjonariuszy prawicowych mediów (których nie sposób nazwać dziennikarzami) tak zwana ideologia LGBT. Wbrew ich codziennym deklaracjom nie chodzi tu o oburzenie rzekomo potężnie groźną propagandą homoseksualizmu. Homoseksualistów jest w PiS-ie, ONR czy wśród prawicowych propagandzistów tyle samo, co wszędzie indziej, a wśród duchownych katolickich ów odsetek jest znacznie wyższy niż wśród innych grup zawodowych.

Wściekłość i agresja wobec tego, co prawaccy politycy i ich kościelni współsprawcy określają jako ideologia LGBT, bierze się z tego, że ten ruch już dawno przestał byćLGBT. W jednym szeregu stają homoseksualiści i heteroseksualiści, którym chodzi po prostu o konstytucyjne prawa obywatelskie.

Nieszczęściem i przyczyną porażek ruchu liberalnego – co doskonale opisał amerykański socjolog Mark Lilla w książce Koniec liberalizmu, jaki znamy – jest tzw. polityka tożsamości, która rozbiła liberalną wspólnotę na szereg gett. Kobiety interesują się tylko losem kobiet, geje losem gejów, pszczelarze chcą walczyć wyłącznie o interesy pszczelarzy, a filateliści o swoje prawo do zbierania znaczków i nic więcej ich nie obchodzi. Piszę o tym z ironią, ale rzecz jest poważna, albowiem polityka tożsamości (czyli identyfikuję się wyłącznie z tym kim sam jestem, a na los pozostałych pozostaję obojętny) uniemożliwia stworzenie powszechnego programu liberalnego, który byłby w stanie zbudować wielką wspólnotę obywatelską, zdolną do wygrywania z populistami w wyborach powszechnych. Każdy sobie rzepkę skrobie to najlepszy sposób na wieczną porażkę.

Tymczasem podstawą naszych zachowań społecznych winno być jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”. Popieram postulaty kobiecej emancypacji społecznej nie dlatego, że jestem kobietą, ale dlatego, że prawa równościowe kobiet są ich prawami konstytucyjnymi. Nie będąc homoseksualistą, chcę by homoseksualiści nie byli ograniczani w swoich prawach obywatelskich itd. itp.

Marsze Równości stały się – któż mógł to przewidzieć? – wspólną agorą, na której w walce o prawa obywatelskie stanęli w Polsce w jednym szeregu homoseksualiści i heteroseksualiści. I tych drugich – co warte podkreślenia! – jest znacznie więcej. Tworzy się (może się utworzyć) wspólnota, która wychodzi poza partykularyzm ograniczeń tzw. polityki tożsamości. Polscy prawacy zdają sobie z tego doskonale sprawę, stąd ich wściekłość i chęć zniszczenia potencjalnie wielkiej siły w zarodku.

W zrozumieniu tego procesu politycy prawicy i ich propagandowi akolici są ciągle o krok (a może o dwa?) od polityków opozycji, mam tu na myśli zwłaszcza Platformę Obywatelską. Ich deklaracje, że nie pójdą w marszach solidarności po pogromie białostockim są przejawem obywatelskiej ślepoty i ciągłego myślenia w kategoriach polityki tożsamości, tym razem wyłącznie ze sobą. Trudno o silniejszy dowód, że partyjniactwo obecnych władz platformerskich i płynące zeń ewentualne zawodowe profity, jest dla nich ważniejsze niż poglądy i oczekiwania własnego elektoratu.

Być może warto zatem przypomnieć i dedykować liderom PO anegdotę o wielkim polskim aktorze, który – gdy tajemnicą poliszynela stało się, iż jego urocza żona obdarza swoimi wdziękami młodszego kolegę, również wspaniałego aktora – miał powiedzieć:Lepiej jeść ciastko we dwóch, niż gówno samemu”.

O ogromnym szmalu, który Rydzyk dostał z budżetu naszego od władzy pisowskiej czytaj tutaj >>>

Kmicic z chesterfieldem

Jarosław Kaczyński zdaje sobie sprawę, że nadchodzące wybory parlamentarne są dla jego obozu grą o wszystko. Choć po klęsce w eurowyborach po stronie opozycji morale uległo znacznemu obniżeniu, a Koalicja Europejska się rozpadła, to jednak prezes PiS nie traci czujności i zamierza zadać w październiku oponentom ostateczny cios. Służyć temu, poza “piątką Kaczyńskiego” i potęgą prorządowych mediów, ma także wielka metamorfoza wizerunkowa samej partii rządzącej.

Prezes PiS uświadomił sobie bowiem, że strategia rządu w postaci cementowania poparcia przez wieczny konflikt w dotychczasowej formule się wyczerpała. Wybieranie małych grup i uczynienie z nich wrogów, czy też przypisywanie oponentem najgorszych cech skonsolidowało wokół władzy miliony, jednak równocześnie obraźliwe, hejterskie wypowiedzi wielu polityków partii rządzącej nieustannie zniechęcały do rządu znaczną część wyborców politycznego centrum. Niezadowolenia grupy tej nie widzieliśmy przy urnach tylko dlatego, że w warunkach równoczesnego rozczarowania opozycją znaczna jej część została w domach, z czego wynika właśnie 7% luki między PiS…

View original post 2 044 słowa więcej