Archiwa tagu: Niemcy

Kaczyński szuka nowego wroga, bo sojusznik, kler po ujawnieniu ogromnej podofilii, jest w defensywie. Padło na Niemcy

Poseł Arkadiusz Mularczyk (PiS) był gościem Telewizji Trwam.Polityk Prawa i Sprawiedliwości wypowiadał się na temat reparacji wojennych, jakie jego zdaniem Polska powinna otrzymać od Niemiec.

Jakże trafne były słowa Leszka Jażdżewskiego o klerze przed wykładem Donalda Tuska na Uniwersytecie Warszawskim.

Reklamy

Czy ks. Oko jest ćpunem?

Czy ks. Dariusz Oko jest ćpunem? O to podejrzewa go ks. Stanisław Walczak.

Przyłębska hańbi imię Polski

Mimo wielkich starań męża – PiS–owskiego ambasadora w Berlinie – Andrzeja Przyłębskiego, ustanowiona przez partię rządzącą na stanowisku prezesa Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska, jest w stolicy Niemiec – persona non grata – podaje wyborcza. pl.

„Nie chcemy robić niczego, co mogłoby świadczyć, że uznajemy panią Przyłębską jako prezesa polskiego Trybunału Konstytucyjnego. W tej sprawie są zbyt wielkie wątpliwości” – powiedział „Wyborczej” rozmówca z berlińskich kręgów dyplomatyczno-rządowych. Podkreślił, że jej mąż, Andrzej Przyłębski, nie ustaje w wysiłkach, by to zmienić.

O pozycji PiS–owskiej prezes w świecie europejskiej dyplomacji najlepiej świadczy fakt, jej zaproszenie do Warszawy na zorganizowaną z okazji 100-lecia niepodległości uroczystą dyskusję pt. „Rola sądu konstytucyjnego we współczesnym państwie” przyjęli jedynie prezesi sądów konstytucyjnych z Mołdawii, Ukrainy, Litwy, Węgier i Gruzji.

Oficjalnych kontaktów Przyłębskiej z zachodnimi środowiskiem prawników konstytucyjnych nie ma, bo powszechnie wiadomo, że to jej rękami PiS wygaszał w 2016 r. Trybunał Konstytucyjny, od czego zaczął się spór z Komisją Europejską o naruszenie praworządności. Kwestionowany jest też przez wielu prawników jej wybór na prezesa TK.

PiS–owska prezes spędza dużo czasu w Berlinie, ale jak można sądzić z informacji pochodzących ze strony internetowej ambasady, jej oficjalna działalność w Niemczech jest dość ograniczona. Pani prezes może się wylegitymować dość antyeuropejskim wykładem wygłoszonym rok temu na Uniwersytecie Nauk Stosowanych we Frankfurcie…

We wrześniu Przyłębska zorganizowała w ambasadzie spotkanie poświęcone nierównościom ekonomicznym. Wzięły w niej udział m.in. żony ambasadorów kilkunastu krajów, m.in. z Ukrainy, Gruzji, Ghany.

W stolicy Niemiec Przyłębska jest jednak głównie, żeby nie powiedzieć wyłącznie żona ambasadora. We wrześniu władze Berlina zaprosiły A. Przyłębskiego na uroczystości związane z obchodzoną 3 października rocznicą zjednoczenia Niemiec. Organizatorzy poprosili, by przybył jednak sam. Oficjalnie tłumaczyli się brakiem wolnych miejsc. Rozmówcy dziennika twierdzą, że powodem odmowy była funkcja Przyłębskiej i oceniają, że „Odmówić ambasadorowi sąsiedniego kraju? To więcej niż afront. Tego nie robi się bez powodu”.

Ale to nie koniec wiele mówiących afrontów.

Andrzej Przyłębski proponował ponoć co najmniej dwóm fundacjom niemieckich partii politycznych zorganizowanie debaty z jego żoną na temat sytuacji w Polsce. Jej partnerami mieli być politycy zajmujący się stosunkami polsko-niemieckimi i zasiadający w polsko-niemieckiej grupie parlamentarnej. Fundacje odmówiły, bo nie chciały legitymizować Przyłębskiej.

Oboje Przyłębscy niestrudzenie, ale i bezowocnie próbują jednak nawiązywać inne kontakty, takie jak np. ostatnio z sędziami Federalnego Trybunału Konstytucyjnego i Trybunału Federalnego (odpowiednik naszego Sądu Najwyższego) – obie te instytucje mają siedziby w Karlsruhe.

„Tymczasem „na oficjalne spotkanie nie ma w obecnej sytuacji żadnych szans – mówi źródło „Wyborczej” w Federalnym Trybunale Konstytucyjnym. Oficjalnie jego rzecznik napisał: „kontakty ze stroną polską są utrzymywane”, jednak spotkań z prezes Przyłębską się nie planuje w najbliższej przyszłości. Podobnie ma się rzecz z Trybunałem Federalnym. Trudno się temu wszystkiemu dziwić.

Kiedy w lipcu, PiS przepychał przez Sejm kolejne ustawy pozwalające na przejęcie Sądu Najwyższego, Trybunał Federalny w Karlsruhe gościł pierwszą prezes SN Małgorzatę Gersdorf. Wówczas Przyłębska przyłączyła się do nagonki na prezes prowadzonej przez polityków PiS i wspierające ich media publiczne.

Na dobitkę, jej mąż jesienią 2016 r. zaatakował szefa niemieckiego TK Andreasa Vosskuhle, zarzucając mu mieszanie się w wewnętrzne sprawy Polski, jako że Vosskuhle w wywiadzie ostro skrytykował wygaszanie polskiego TK. Nie przybył on też na organizowane w polskiej ambasadzie spotkanie z polskimi prawnikami wspierającymi rząd PiS.

Biuro prasowe Ministerstwa Spraw Zagranicznych i Trybunału Konstytucyjnego poproszone o komentarz do tej sytuacji nabrało wody w usta i milczy.

Julia Przyłębska w Berlinie persona non grata … Instytucje Unii Europejskiej NIE UZNAJĄ ŻADNYCH wyroków i orzeczeń fasadowego Trybunału Konstytucyjnego …

Depresja plemnika

11 listopada zapowiada się na wielką kompromitację Polski pisowskiej.

„Proponuję wyłączyć Święto Niepodległości spod ustawy o zgromadzeniach. Przywróćmy Polsce jej święto zanim ekstremiści i prawica nie zniszczą do reszty, i święta, i Polski” – pisze b. minister Bartłomiej Sienkiewicz.

Obywatele RP, KOD i Strajk Kobiet będą tego dnia blokować narodowców z Konstytucją w ręku.

Jak obchodzić 11 listopada?

„To jest święto państwa i państwo powinno wziąć za nie odpowiedzialność” – pisze Bartłomiej Sienkiewicz w apelu, który 2 listopada 2018 opublikował na Facebooku. „Żadnych innych pochodów i manifestacji – wolności manifestowania w jednym zgromadzeniu nie gwarantuje Ruch Narodowy – on ją nam, obywatelom, odbiera. Jeden pochód w każdym…

View original post 3 663 słowa więcej

Przyłębska zeszmaca polską sprawiedliwość i Konstytucję

>>>

Andrzej Przyłębski, ambasador w Berlinie, bardzo zabiega, by uwiarygodnić w Niemczech Julię Przyłębską, swoją żonę, która dzięki poparciu PiS została prezes Trybunału Konstytucyjnego. Niemcy jednak konsekwentnie jej unikają.

– Nie chcemy robić niczego, co mogłoby świadczyć, że uznajemy panią Przyłębską jako prezesa polskiego Trybunału Konstytucyjnego. W tej sprawie są zbyt wielkie wątpliwości – tłumaczy rozmówca „Wyborczej” z berlińskich kręgów dyplomatyczno-rządowych. Mówi też, że jej mąż, Andrzej Przyłębski, nie ustaje w wysiłkach, by to zmienić.

Potwierdzono to w innych niemieckich źródłach, dyplomatycznych i związanych z niemieckim wymiarem sprawiedliwości.

Przyłębska zeszmaciła polską sprawiedliwość i Konstytucję.

„Kaszubi z Kostkowa gm. Gniewino z okazji 100-lecia odzyskania niepodległości oraz w podzięce dla prezydenta Lecha Wałęsy za doprowadzenie do wycofania wojsk radzieckich z Polski postawili pomnik. Olbrzymi głaz wysiłkiem wielu ludzi i sprzętu został wydobyty z pola jednego z rolników” – napisał na swoim profilu facebookowym marszałek Senatu Bogdan Borusewicz. Na ogromnym 20-tonowym głazie znajduje się napis: „Bóg Honor Ojczyzna. W 100. rocznicę odzyskania niepodległości Prezydentowi Lechowi Wałęsie, dla upamiętnienia Jego wkładu w odzyskanie suwerenności przez Polskę, inne kraje Europy oraz doprowadzenie do wycofania wojsk byłego ZSRR, które ostatecznie opuściły Polskę 17 września 1993 r. W uznaniu Kaszubi”.

W rozmowie z „Gazetą Wyborczą” Zygmunt Pałasz, rolnik z Kostkowa, powiedział, że chodziło o lekcję dla PiS. – „Wspólnie ze znajomymi stwierdziliśmy, że wykorzystamy kamień do wyedukowania elit PiS. Marszałek Sejmu Marek Kuchciński mówił właśnie w tym czasie o rocznicy wyprowadzenia wojsk rosyjskich w Polsce, ale zapomniał wspomnieć, kto do tego doprowadził. No to postanowiliśmy mu przypomnieć najnowszą historię” – stwierdził Pałasz.

Internauci komentowali inicjatywę Kaszubów. – „Brawo ROLNICY!!! Zawsze twierdzę, że inteligencja jest wrodzona. Porównajcie z pisowskimi ,,profesorami”. Ręce opadają”; – „Kaczyński tyle lat już w polityce – a rolnik z Kostkowa w jeden dzień zrobił dla Polski więcej niż ten najprawdziwszy z prawdziwych Polaków – jak sam o sobie myśli”; – „Lech Wałęsa jest to człowiek symbol dla Polski i nikt tego nie zmieni, nawet PiS”; – „Kaszub to Kaszub i nie ugnie się przed jakimś tam PiS-em. Wielkie brawa”.

Kaszubi mocno odcięli się PiS. Na 100-lecie postawili głaz z wymowną dedykacją dla Lecha Wałęsy.

Depresja plemnika

Jarosław Kaczyński jest dziś jak ten stary lew, który nikomu już nie zagraża, lecz jeszcze ryczy. Młode lwy czekają przyczajone – żadnemu nie chce się skakać byłemu samcowi alfa do gardła, bo po co ryzykować zranienie, skoro można poczekać? Młode podchodzą bliżej i bliżej, zaczepiają samice, znaczą terytorium. A stary tylko ogonem macha i grzywą potrząsa.

View original post 4 199 słów więcej

Kaczyńskiego kołek podpieprzył Posejdon

Wiemy już gdzie i jak zaginął wkopany przez prezesa PiS słynny słupek na Mierzei Wiślanej 🙂Urząd Morski w Gdyni: „Z uwagi na sztormową pogodę, skutkującą obniżeniem plaży, słupek, który był niezbyt głęboko wkopany, najprawdopodobniej został zabrany przez morze” – poinformował na Twitterze Maciej Bąk z Radia Zet.

Kpinom internautów nie było końca. – „Zgłaszamy morze do prokuratury!”; – „Niech morze ma się na baczności… prezes takich zachowań nie wybacza… nawet morzu…”; – „Będzie chłostanie Bałtyku?”; – „Słupek zdradził PiS i popłynął”; – „Powołali komisję do zbadania tego?”; – „Raczej został zabrany na Żoliborz, do tego domku obok domku prezesa (ten jego instytut). Za jakiś czas będą go obwozić jako relikwię, a dzieci w szkołach będą pisać wypracowania: „Słupek, który zmienił oblicze ziemi. Tej ziemi„.

Rzeczony słupek pojawił się na plaży w Kątach Rybackich 16 października. Po kilku dniach zniknął: ”Znów trzeba będzie uroczyście rozpoczynać przekop Mierzei? Słupek wkopany przez „naczelnika” zniknął!

Dziennikarze i internauci komentują obchody państwowe z okazji 100-lecia niepodległości.

>>>

Angela Merkel ogłosiła, że nie będzie się już ubiegać o stanowisko przewodniczącej partii. Co więcej, po zakończeniu obecnej kadencji parlamentu nie zamierza ponownie startować w wyborach. Na razie nie rezygnuje z funkcji kanclerki, chce pozostać na czele rządu do 2021 r., ale i tak jej decyzja to bomba na niemieckiej scenie politycznej. Wprawdzie głosy, że powinna oddać władzę, pojawiały się od jakiegoś czasu, ale mało kto na poważnie się z liczył.

Szefową CDU Angela Merkel jest nieprzerwanie od ponad 18 lat (a dokładnie od 10 kwietnia 2000 r.). Podobno – tak powiedziała na konferencji prasowej – o rezygnacji z tej funkcji po raz pierwszy pomyślała latem. Jeżeli tak było, to nie dała tego po sobie poznać, nawet bliskim współpracownikom. Jeszcze niedawno w wywiadzie dla publicznej telewizji o kandydaturze Merkel mówiła szykowana na jej następczynię Annegret Kramp-Karrenbauer.

Kara dla wielkiej koalicji

Jeszcze parę tygodni temu, już po kilku kryzysach rządowych, sama Merkel nie wyobrażała sobie, by urząd kanclerski i funkcję szafa partii mogły pełnić dwie osoby. Zdania nie zmieniła nawet po wyborach w Bawarii, kiedy jej siostrzana partia CSU także poniosła porażkę. Ale Hesja była przełomem. Wyniki wyborów są gorzkie, rozczarowujące zarówno dla CDU, jak i SPD – przyznała Merkel na poniedziałkowej konferencji. Obie partie mogłyby osiągnąć dużo lepsze wyniki, gdyby nie wizerunek rządu w Berlinie.

Choć kanclerz prosiła, by nie karać CDU w Hesji (razem z Zielonymi tworzył on tam udaną koalicję) za sytuację w Berlinie, wyniki obu partii poleciały mocno w dół. CDU straciła 11 punktów procentowych, prawie 11 punktów straciła SPD. Zieloni zyskali ponad 9 punktów. Jasna wiadomość dla Berlina: to nie rozczarowanie rządem w Hesji, ale kara dla wielkiej koalicji.

Między Merkel a Putinem nie ma chemii

Samodzielna decyzja

Angela Merkel przyspieszyła ogłoszenie swojej decyzji – wstępnie planowała to zrobić za tydzień na posiedzeniu oceniającym rząd. „Chcę, by moja partia miała więcej swobody i przygotowała się na przyszłość, to jest najważniejsze zadanie mojej ostatniej kadencji – tłumaczyła. – Wiem, że takiego scenariusza jeszcze nie było, ale uważam, że przyniesie on więcej korzyści niż ryzyka”.

Jak podkreślają komentatorzy, Angela Merkel, nawet jeśli czuła nacisk w partii, decyzję podjęła sama. Inaczej niż jej poprzednik z CDU i mentor Helmut Kohl. W czasie konferencji była spokojna i zrównoważona, zdystansowana. Sprawiała wrażenie państwowca, który podejmuje decyzję korzystną dla kraju.

„Szlachetna decyzja” – ocenił szef rządu w Hesji. „Szkoda – skomentował Horst Seehofer, minister spraw wewnętrznych i znany przeciwnik kanclerz w rządzie. – Znamy się od czasów rządów kanclerza Kohla, prawie 30 lat, za nami wiele lat owocnej współpracy” – powiedział, zaskakując opinię publiczną. Bo to w dużej mierze Seehofer stoi za spadkiem popularności obecnego rządu Merkel.

„Takie częściowe wycofanie się z polityki jest nieskuteczne” – skrytykował z kolei Christian Lindner, szef FDP, który rok temu wycofał się z tworzenia koalicji z CDU. Dodał, że Merkel powinna ustąpić i powinny odbyć się nowe wybory.

Kto nowym kanclerzem Niemiec?

Co dalej? Zapewne nic. Brak kandydata na nowego kanclerza. Ani SPD, ani CDU nie są na rękę nowe wybory. Na rękę byłyby może zyskującym poparcie Zielonym, ale nie mogliby rządzić sami i nie mają własnego kandydata. Pewne jest, że 7 i 8 grudnia w Hamburgu na konwencji partyjnej, gdy zostanie wybrany następca Merkel na stanowisku szefa partii, nie zabraknie napięcia. CDU jest partią demokratyczną i dokonuje własnego wyboru – zapewniła Merkel i będzie pracować z każdym przewodniczącym, którego wskaże większość. Ale wiadomo, że ten wybór nie będzie jej zupełnie obojętny. Jeśli zostanie kanclerką, jak planuje, będzie potrzebować oparcia w swojej partii. A nie z każdym z kandydatów się rozumie.

Jako pierwszy zgłosił się Friedrich Merz, reprezentant frakcji konserwatywnej, który z polityki wycofał się w 2009 r. Do 2002 r. był popularnym przewodniczącym frakcji parlamentarnej CDU/CSU. Ze stanowiska wyparła go… właśnie Angela Merkel. Merz znany jest głównie z tego, że zasiadał w radach nadzorczych spółek i stowarzyszeń (m.in. Commerzbank i IVG Immobilien, ale i klubu Borussia Dortmund). Obiecywał wyborcom uproszczenie systemu podatkowego, dzięki któremu do wyliczenia podatku wystarczyłaby kartka wielkości podstawki do piwa. Dostał już poparcie CSU. Komentatorzy podkreślają tymczasem, że wybór człowieka, z którym Merkel źle się dogaduje, znacznie utrudniłby jej dalsze rządzenie.

Jej samej zapewne najbardziej pasowałaby obecna sekretarz generalna CDU Annegret Kramp-Karrenbauer. O stanowisko będą walczyć również minister zdrowia Jens Spahn i obrony Ursula von der Leyen.

Niemcy: wszystko się sypie

>>>

Zastraszanie sędziego Waldemara Żurka. Państwo PiS z kartonu

Zaplanowane na środę przesłuchanie sędziego Waldemara Żurka przez krakowskiego zastępcę rzecznika dyscyplinarnego zostało odwołane, a jego akta zostały przekazane do Warszawy. To decyzja głównego rzecznika dyscypliny Piotra Schaba „z uwagi na pojawiające się wątpliwości, czy prowadzenie tej sprawy w ramach apelacji krakowskiej będzie wolne od presji środowiska”. Według sędziego Żurka wniosek o przekazanie akt świadczy o tym, „jak zmierzamy do centralizacji państwa i centralizacji decyzji”.

Na tym jednak nie koniec. Okazało się, że Schab nakazał dokładne skontrolowanie akt sędziego Żurka. Sprawdzone mają być pod kątem stabilności orzecznictwa, terminowości sporządzania uzasadnień, wpływu spraw oraz czasu ich rozpoznawania. Pod uwagę mają być wzięte wszystkie prowadzone przez niego sprawy przez ostatnie cztery lata!

Przypomnijmy, że wniosek do rzecznika dotyczący sędziego Żurka złożyła mianowana przez Ziobrę prezes Sądu Okręgowego w Krakowie Dagmara Pawełczyk-Woicka. Ale zarzuty, które mu stawia dotyczą jedynie ostatnich dwóch miesięcy jego działalności. – „Chodzi o zwykłe „trałowanie”. W prawniczym żargonie to zwykłe rycie w aktach, jak najszersza kontrola prowadzona na zasadzie: „a nuż coś znajdziemy?” – powiedział w rozmowie z onet.pl sędzia Żurek.

Sędzia przypomina, że od trzech lat doświadcza nękania ze strony rządzących. – „Próbowano przez CBA, próbowano przez prokuraturę, teraz będą próbować, starannie i z uporem grzebiąc w moich aktach.  To przypomina mi czasy systemu „słusznie minionego”, kiedy, np. robotnikowi podrzucano do szafki jakiś przedmiot, by potem oskarżyć go, że ukradł i wyrzucić z pracy. Tak samo mnie próbują wziąć „na widelec” – powiedział Onetowi Żurek.

Do trzech razy sztuka? Nie wykluczałbym, bo u nich wszystko jest możliwe.

Antyniemiecka retoryka obecnych władz to standard. Pani wicepremier społeczna Szydło po prostu idzie dalej i niszczy niemieckie produkty.

Raskolnikow

Dwa teksty Waldemara Mystkowskiego.

Oddajcie demokrację Polakom – tak można interpretować słowa prezesa unijnego Trybunału Sprawiedliwości.

Nieprzypadkowo prezes Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej Koen Lenaerts sformułował pod adresem Polski (ciągle trzeba podkreślać przymiotnikiem: pisowskiej) kategoryczne ostrzeżenie: – „Państwo, które nie jest gotowe do dalszego podporządkowywania się orzeczeniom TSUE, wpisuje się w proces podobny do brexitowego, w proces wyjścia. To decyzja o tym, czy być, czy nie być w UE”.

Hamlet z czaszką Yoricka wypowiada najsłynniejszy dylemat: „być albo nie być”. Tą czaszką jest Polska, są aspiracje cywilizacyjne Polaków.

Prezes Koen Lenaerts odbiera niepokojące sygnały z Warszawy, która zwleka z podporządkowaniem się decyzji TSUE o zawieszeniu czystki emerytalnej w Sądzie Najwyższym. „Orły” w Polsce, jak Jarosław Gowin, nawet wyrażają się na temat negocjowania z TSUE. Ależ Trybunał nie jest stroną, wydaje postanowienia, jak wszystkie sądy na świecie, które są niezależne. Prezes Kaczyński nawet zapowiedział odwołanie się. Do kogo? Nie ma w tym wypadku…

View original post 843 słowa więcej

Zniewolony nienawiścią umysł PiS

Odrażający spot, jakim Prawo i Sprawiedliwość w ostatnich dniach przed ciszą wyborczą chciał zmobilizować swój najtwardszy elektorat może zaprowadzić szefostwo sztabu wyborczego przed oblicze Temidy. Trwający minutę filmik, w którym przypomniano słowa polityków Platformy Obywatelskiej oraz części samorządowców o przyjmowaniu uciekających z terenów objętych działaniami wojennymi uchodźców powiązane z wizją 2020 roku, gdy krwiożerczy uchodźcy będą terroryzować lokalne społeczności nie wywołał spodziewanego efektu – wyborcy centrowi wyrazili masowe oburzenie uciekaniem się do antyuchodźczej retoryki i straszenia wizją wykrzywionej rzeczywistości, a środowiska narodowe wytknęły rządzącym niebywałą hipokryzję, przypominając że wbrew temu co mówi rząd Prawa i Sprawiedliwości, Polska otworzyła granicę na napływających w dużej ilości imigrantów z Bliskiego Wschodu czy Azji. 

Dziś natomiast Rzecznik Praw Obywatelskich poinformował, że wystąpił do prokuratury o wszczęcie śledztwa ws. spotu wyborczego PiS mającego – w jego ocenie – “jednoznacznie antyuchodźczy i antymuzułmański charakter”. Zdaniem Adama Bodnara spot wymaga analizy pod kątem przestępstwa nawoływania do nienawiści.

“W ocenie RPO film ten, zgodnie z zamierzeniem autorów, miał przedstawić społeczność migrantów, a przede wszystkim uchodźców pochodzących z krajów arabskich i wyznających religię muzułmańską w negatywnym świetle i zmierzał do wywołania u odbiorców lęku oraz niechęci wobec tej społeczności” – zaznaczono w komunikacie RPO.

Bodnar nie miał zatem innego wyjścia jak skierować do Prokuratora Okręgowego w Warszawie wniosek o wszczęcie z urzędu postępowania w kierunku ustalenia, czy spot nie miał na celu wzbudzenia wśród odbiorców nienawiści lub innych silnych negatywnych emocji wobec migrantów, uchodźców, osób pochodzenia arabskiego i wyznawców islamu, a tym samym czy nie doszło do popełnienia przestępstwa publicznego nawoływania do nienawiści ze względu na pochodzenie narodowe, etniczne lub wyznanie. W komunikacie możemy też przeczytać, że w przypadku takiego wniosku prokuratura ma obowiązek wszcząć postępowanie niezwłocznie.

Co ciekawe, w Prawie i Sprawiedliwości dziś nie ma odważnych, którzy przyznaliby się do poparcia emisji tego skandalicznego spotu, ani do wyjaśnienia motywów, jakie kierowały twórcami. Wicepremier Gowin przyznał, że się go wstydził (oczywiście deklaracja padła już po wyborach), a pani minister od uchodźców Beata Kempa wyraźnie bała się publicznie wyrazić zdanie w tej sprawie, co skrzętnie wykorzystała wczoraj Monika Olejnik w Kropce nad i.

Podejrzenie naruszenia przepisu art. 256 kodeksu karnego wydaje się uzasadnione, a ukaranie pomysłodawców powinno być normą w państwie demokratycznym, uznającym europejskie wartości. Niestety, biorąc pod uwagę ostatnie trzy lata, najbardziej prawdopodobne jest wykonanie nieprawdopodobnego szpagatu podległych Zbigniewowi Ziobrze prokuratorów, by udowodnić, że spot wcale nie był tym, co wszyscy jego odbiorcy widzieli.

— NOWE PSL ODPORNE NA MIŁOŚĆ PIS – Agata Kondzińska i Iwona Szpala w GW: “Ile ugra PSL – nie wiadomo. Poza mikrofonem politycy PO mają żal do ludowców, że nie umieli rozhuśtać nastrojów w terenie. – Nie chcieli być twardym anty-PiS-em, choć im to doradzaliśmy. Jaka była ich kampania? Pokazuje to wynik– niecałe 13 proc. W porównaniu do tego, co mieli, dostali zwyczajnie łomot od PiS – mówi ważny polityk PO. Ale PSL ma odpowiedź: bez ludowców obóz Kaczyńskiego miałby 40 proc. poparcia. Dariusz Klimczak, wiceszef PSL: – Jesteśmy odporni na miłość, którą nagle obdarzył nas PiS. Pluli na nas, kłamali, szkalowali, atakowali, tego „nowe PSL” nie zapomina”. wyborcza.pl >>>

— SYLWESTER RUSZKIEWICZ W WP O ODPOWIEDZIALNOŚCI ZA SPOT PIS O UCHODŹCACH: “Jak wynika z informacji Wirtualnej Polski, pomysłodawcami spotu wyborczego o uchodźcach są ludzie związani z firmą Solvere – tą, samą, która ma na swoim koncie kampanię Sprawiedliwe Sądy. To właśnie spot o imigrantach miał przyczynić się do słabszego wyniku wyborczego PiS. (…) Informację o udziale tych osób potwierdziliśmy w źródłach związanych z kierownictwem PiS. A także w rozmowach z osobami z Kancelarii Premiera. Oni również uważają, że spot był największym błędem tej kampanii.– Kierownictwo PiS uważa, że przez ten spot partia straciła władzę w 2-3 sejmikach. I dostała o kilka procent mniej w skali całego kraju. Jednak najbardziej bolesna była porażka Patryka Jakiego w pierwszej turze. To była pokazowa kampania, wszyscy w PiS byli przekonani, że Jaki wejdzie do drugiej tury. Spot zmobilizował mieszkańców Warszawy, żeby zagłosować na Rafała Trzaskowskiego – mówi nam nasz informator, członek sztabu wyborczego PiS”.
wp.pl >>>

— WŁADYSŁAW FRASYNIUK O BEZPARTYJNYCH SAMORZĄDOWCACH – MENTALNOŚĆ KACYKÓW – mówi w rozmowie z Jackiem Harłukowiczem: “To nic innego, jak mentalność lokalnych kacyków, odwzorowująca myślenie kacyków krajowych. Czas powiedzieć głośno: ktoś ponosi za to odpowiedzialność”.

— ZDANIEM FRASYNIUKA ODPOWIEDZIALNOŚĆ ZA EWENTUALNE PRZEJĘCIE SEJMIKU DOLNEGO ŚLĄSKA SPOCZYWA NA SCHETYNIE: “Grzegorz Schetyna. To przecież on osobiście poniósł porażkę, nie tylko w swoim własnym regionie, ale i w mateczniku Platformy Obywatelskiej. A zrobił to właśnie przez zajmowanie się własnymi partykularnymi interesami. W polityce jest taka zasada, że nie ma rzeczy, których nie dałoby się spieprzyć. I przewodniczący Platformy jest tego przykładem. (…) Gdyby Schetyna dołączył Platformę do koalicji Dutkiewicza, gdyby wystawili wspólną listę sejmikową, toby wyborów na Dolnym Śląsku nie przegrał. Mam nadzieję, że ktoś mądry pokusi się kiedyś o analizę i wyliczy, ile mandatów straciły siły prodemokratyczne w sejmiku w wyniku ambicji przewodniczącego PO, który z osobistej niechęci nie zgodził się nawet na start z jego list Rafała Dutkiewicza. Ewentualne zdobyte przez niego głosy na pewno dałyby Platformie kolejny mandat. Ale uznał, że to mu do niczego niepotrzebne. Dramat”.

— SCHETYNA NIE WZBUDZA ZAUFANIA – DALEJ FRASYNIUK U HARŁUKOWICZA: “Przy tak ogromnym negatywnym elektoracie, jaki ma Grzegorz Schetyna, nie ma takich pieniędzy, które pozwoliłyby mu wygrywać. I jeśli chce trwać, to powinien choć uczyć się od prezesa Kaczyńskiego, że na czas wyborów musi się chować. Wybory potrzebują lidera, który wzbudza zaufanie. Schetyna nie wzbudza. Za kilka miesięcy czeka go kolejny sprawdzian – wybory do Parlamentu Europejskiego. Nasza strona musi wystawić w nich wspólną, proeuropejską listę ludzi, którzy zapobiegną wyprowadzeniu Polski z UE. A potem, dalej razem, odbiorą PiS-owi władzę nad Polską. I tak jak mówiłem, że w polityce nie ma rzeczy, której nie dałoby się spieprzyć, tak nie ma też takiej, której nie dałoby się poprawić”.
wroclaw.wyborcza.pl >>>

— SŁAWOMIR SIERAKOWSKI W ZAUWAŻA ROLĘ SCHETYNY: “Zamiast tego są spektakularne zwycięstwa w największych miastach (więcej wygranych w pierwszych rundach niż cztery lata temu) i obrona pozycji w większości Polski przed partią rządzącą, która rzuciła wszystkie siły, w tym media publiczne, cały rząd i obiecywała cuda wszystkim. To nie była równa walka, a jednak Koalicja Obywatelska i PSL razem wygrywają z PiS. Warto więc przynajmniej zauważyć obok Trzaskowskiego, Zdanowskiej, Jaśkowiaka i innych, także odpowiedzialnego za całość Schetynę”.

 SIERAKOWSKI ODBIJA ARGUMENTY O BRAKU CHARYZMY SCHETYNY: “A co ze słynnym brakiem charyzmy u Schetyny? Przecież bez tego nie pojedziesz w polityce. Prawda jest taka, że nic tak dobrze nie robi na charyzmę jak procenty wyborcze. Masz sukces, to masz charyzmę, a nie odwrotnie. Charyzmy nie miał Miller, a jak zaczął zwyciężać zaczęto do niego mówić „kanclerz” z podziwem i obawą. Zanim Tusk zaczął wzbudzać powszechne zachwyty, był chłopcem w krótkich spodenkach, leniuchem i autorem książek o urokach Gdańska”.
onet.pl >>>

>>>

Do oksymoronu – PiS i demokracja – należy dorzucić nienawiść do wolnej Polski i Polaków. Takie ich zniewolenie umysłu, świetnie opisane przez Czesława Miłosza.

vald2

Trzy teksty Waldemara Mystkowskiego.

Oddajcie demokrację Polakom – tak można interpretować słowa prezesa unijnego Trybunału Sprawiedliwości.

Nieprzypadkowo prezes Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej Koen Lenaerts sformułował pod adresem Polski (ciągle trzeba podkreślać przymiotnikiem: pisowskiej) kategoryczne ostrzeżenie: – „Państwo, które nie jest gotowe do dalszego podporządkowywania się orzeczeniom TSUE, wpisuje się w proces podobny do brexitowego, w proces wyjścia. To decyzja o tym, czy być, czy nie być w UE”.

Hamlet z czaszką Yoricka wypowiada najsłynniejszy dylemat: „być albo nie być”. Tą czaszką jest Polska, są aspiracje cywilizacyjne Polaków.

Prezes Koen Lenaerts odbiera niepokojące sygnały z Warszawy, która zwleka z podporządkowaniem się decyzji TSUE o zawieszeniu czystki emerytalnej w Sądzie Najwyższym. „Orły” w Polsce, jak Jarosław Gowin, nawet wyrażają się na temat negocjowania z TSUE. Ależ Trybunał nie jest stroną, wydaje postanowienia, jak wszystkie sądy na świecie, które są niezależne. Prezes Kaczyński nawet zapowiedział odwołanie się. Do kogo? Nie ma w tym wypadku…

View original post 1 266 słów więcej

Szydło i Duda. Swoista para pokraczności

>>>

Dzienikarz RM FM Tomasz Skory zapytał, co robi Szydło w rządzie?

>>>

Wyraziłam swoją gotowość do startu w wyborach do Parlamentu Europejskiego – powiedziała w Polskim Radiu 24 wicepremier Beata Szydło. Przy okazji zaznaczyło, że decyzja o jej starcie zapadnie w gronie komitetu wyborczego.

Wicepremier Beata Szydło komentując dziś w rozmowie z Polskim Radiem 24 wyniki niedzielnych wyborów samorządowych została także zapytana o zbliżające się wybory parlamentarne oraz wybory do Parlamentu Europejskiego, które odbędą się w przyszłym roku. Szydło oceniła, że wybory samorządowe rządzą się innymi prawami niż wybory parlamentarne. – Weszliśmy w czas, kiedy przed nami już bardzo poważne potyczki i rozgrywki, najważniejsza w przyszłym roku jesienią – wybory parlamentarne – wskazała.

Na pytanie, czy podtrzymuje swoją decyzję o starcie w wyborach do Parlamentu Europejskiego, Szydło odparła: „zobaczymy”. Przyznała jednak, że już wcześniej wyraziła taką gotowość i bardzo poważnie rozważa tę możliwość. Oceniła, że wybory do PE są bardzo ważne i – jak powiedziała – „na pewno będziemy musieli przygotować bardzo mocne listy”, ponieważ „nasza reprezentacja w PE powinna być silna”. – Ostateczne decyzje zawsze zapadają w gronie komitetu politycznego (…), natomiast ja swoją gotowość oczywiście wyraziłam – zapowiedziała.

W niedzielnych wyborach samorządowych do sejmików wojewódzkich najwięcej mandatów zdobyło PiS – 254. Koalicja Obywatelska (PO, Nowoczesna, Inicjatywa Polska) otrzymała 194 mandaty, PSL – 70, Bezpartyjni Samorządowcy – 15, a SLD-Lewica Razem – 11 mandatów.

– Po pierwsze sukces, bo przy ciężkiej pracy udało nam się osiągnąć bardzo dobry rezultat, jeżeli chodzi o sejmiki wojewódzkie – powiedziała wicepremier Szydło pytana o wnioski, jakie obóz Zjednoczonej Prawicy oraz PiS wyciągnęło z niedzielnych wyborów samorządowych.

Jednak, w jej ocenie, „na pewno nie jest też tak, że trzeba dzisiaj powiedzieć »jest dobrze i już nic nie robić«”, tylko – jak wskazała – teraz jest czas na wyciągnięcie wniosków z tego, co trzeba jeszcze poprawić, by wyniki były lepsze.

Szydło została także zapytana o to, czy komitet polityczny Prawa i Sprawiedliwości rozmawiając po wyborach samorządowych wskazuje na potrzeby zmian personalnych w rządzie. – Takiej rozmowy nie było i absolutnie nie ma takiej potrzeby – powiedziała.

Podkreśliła, że do wyborów parlamentarnych został jeszcze rok, a w praktyce kilka miesięcy, aby wejść w rytm kampanijny, więc – jak mówiła – w tej chwili trzeba się konsolidować i myśleć o przyszłości. – Zmian personalnych nie zakładamy – podkreśliła.

Duda kolejny raz okazał się tylko dudkiem

Spotkanie Andrzeja Dudy z Frankiem W. Steinmeierem jest od kilku dni omawiane jest zarówno w polskich, jak w niemieckich mediach. Zdenerwowanie polskiego prezydenta po serii pytań dziennikarzy oraz słynna już kwestia żarówek to, jak się okazuje, tylko wierzchołek góry lodowej. Kulisy organizacji polsko-niemieckiego spotkania pokazują jeszcze większą kompromitację strony polskiej.

Kulisy organizacji polsko-niemieckiego spotkania poznał dziennikarz „Gazety Wyborczej” Bartosz Wieliński. Okazuje się, że przygotowania do debaty z udziałem Andrzeja Dudy z Frankiem Walterem Steinmeierem przebiegały burzliwie, choć zamierzenia niemieckich gospodarzy były zupełnie inne.

– Od początku chodziło o to, by prezydenci mieli bardzo dobre spotkanie. Stosunki bilateralne nie są najlepsze i w naszym interesie leżało, by je poprawić, a nie pogorszyć – powiedział „Wyborczej” informator z niemieckich kręgów dyplomatycznych.

Jednak prawdziwą skalę kompromitacji pokazuje pewne żądania strony polskiej. Niemcy zgodzili się wbrew protokołowi na warunek Polaków, że debata ma być współprowadzona przez polskiego dziennikarza. Jednak to nie wyczerpało żądań polskiej strony.

Polskim dziennikarzem okazał się Piotr Legutko z TVP. Przesłał organizatorom listę pytań dotyczących historii. I poprosił o listę pytań niemieckiej koleżanki Rosalii Romaniec, z którą miał współprowadzić debatę. Niemieccy organizatorzy odmówili, twierdząc, że nie będą ingerować w pracę niezależnej dziennikarki. I wtedy polscy dyplomaci zażądali ustalenia, kto z publiczności ma zadawać prezydentowi Dudzie pytania.

– Zapytaliśmy w żartach, czy mamy przedstawić życiorysy – mówi rozmówca „GW”. Odpowiedź była na poważnie. Strona polska chciała znać imię, nazwisko, instytucję, w której pracuje pytający. – Odmówiliśmy, przecież nie można było robić ustawki – dodaje.

Przypomnijmy, na Forum Polsko-Niemieckim, Andrzej Duda „zabłysnął” wypowiedziami o zwykłych żarówkach, których podobno nie może kupić, a których zakaz sprzedaży nałożony przez UE miałby być jedną z przyczyn Brexitu. Polski prezydent agresywnie opowiadał też o zmianach w polskim sądownictwie oraz zarzucał niemieckim mediom wybiórczość i poprawność polityczną.

Kaczyński: „W Polsce mamy wojnę totalną, którą wypowiedziała opozycja, my chcemy zgody i współpracy”. W tym SUPERFAŁSZU jest odpowiedź na pytanie co zrobi PiS po wyborach. WOJNA TOTALNA z większością narodu, by jak „nasze województwa” cała Polska stała się „nasza”, pisowska.