Archiwa tagu: Lech Kaczyński

Zdziecinnienie Polaków podczas 3 Króli. Ciemnogród trzyma się mocno

Oto Polska zdziecinniała. Kiepski mit 3 Króli sprzed dwóch tysięcy lat ma wzięcie wśród niedouczonych Polaków.

Depresja plemnika

Wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, uznający, że Polska przeprowadzając ekshumację Arkadiusza Rybickiego i Leszka Solskiego wbrew woli ich żon naruszały art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, uzyskał statut prawomocnego. Państwo polskie nie odwoływało się od wyroku.

>>>

Awantura wokół nominacji Adama Andruszkiewicza na wiceministra cyfryzacji doprowadziła do ponownego przywołania w mediach równie skandalicznych nominacji, których symbolem stał się Bartłomiej Misiewicz. Ten ostatni poczuł się jednak porównaniami do byłego szefa Młodzieży Wszechpolskiej głęboko urażony i postanowił zabrać w sprawie głos. Można powiedzieć, że doszło między politykami do pewnej licytacji, kto bardziej nadaje się do pełnienia funkcji wiceministra. Pupil Antoniego Macierewicza jest przekonany, że to on o wiele bardziej nadaje się na takie stanowisko.

Andruszkiewicz ukończył stosunki międzynarodowe na Uniwersytecie w Białymstoku i bardzo podkreślał, że posiadanie wyższego wykształcenia jest niezwykle ważną kompetencją na stanowisku wiceministra. Bartłomiej Misiewicz pochwalił się jednak znacznie dłuższą listą “osiągnięć”:

“Widzę, że znów brakuje arg. i wyciera…

View original post 1 532 słowa więcej

Reklamy

Asystentki od libido Glapińskiego – Pixi i Dixi. Zarabiają jak metresa Ludwika XV de Pompadour

Wystarczy studiować filologię rosyjsko-ukraińską i już można zasiadać w radzie Bankowego Funduszu Gwarancyjnego… A i oczywiście trzeba jeszcze pracować u szefa NBP Adama Glapińskiego… Do takich wniosków można dojść po doniesieniach portalu oko.press, który informuje, że dyrektorka departamentu komunikacji i promocji NBP Martyna Wojciechowska w banku zarabia ok 65 tys. zł miesięcznie a dodatkowo z BFG co miesiąc otrzymuje 11 -12 tys. zł.

Wojciechowską do rady Bankowego Funduszu Gwarancyjnego delegował Glapiński. Od  połowy 2017 r. jest ona tam przedstawicielką NBP. Według oko.press, dostawała za to w 2017 r. ponad 11 tys. zł miesięcznie (łącznie przez sześć miesięcy 66 054 zł), a w zeszłym roku – prawie 12 tys. zł miesięcznie (w sumie 142 184 zł).

Więcej o niej i drugiej „przybocznej” szefa NBP Kamili Sukiennik w artykule „Folwark Glapińskiego? Zadziwiające kariery w Narodowym Banku Polskim”. Wynagrodzeniom współpracowniczek szefa banku centralnego przyjrzy się NIK, która właśnie rozpoczęła kontrolę w NBP.

Świetne określenie dwórek zaspakajających libido Adama Glapińskiego – Pixi i Dixi.

Depresja plemnika

Na początku roku, w którym odbędą się wybory do europarlamentu, nominację na stanowisko wiceministra cyfryzacji uzyskał Adam Andruszkiewicz: narodowiec, prymitywny homofob i przeciwnik UE. A w przyszłym tygodniu do Warszawy – na zaproszenie prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego – przybywa Matteo Salvini, lider włoskiej Ligi Północnej, minister spraw wewnętrznych Włoch, przeciwnik „elit brukselskich” i sankcji wobec Rosji.

Andruszkiewicz jest pierwszym ministrem polskiego rządu, który uznał za konieczne oświadczyć w „Super Expressie”, że „nigdy nie był faszystą”. Salvini, który przez część przywódców unijnych jest oskarżany o faszyzm, m.in. za swój stosunek do uchodźców, już na to określenie się nie obraża. „To nie faszyzm, to stosowanie prawa” – mówi.

Te dwa zdarzenia obrazują ideową ewolucję PiS. Kończy się „eksperyment”, w ramach którego szef MSZ Jacek Czaputowicz miał poprawić relacje z Unią, zabagnione za czasów jego poprzednika Witolda Waszczykowskiego. Dziś Czaputowicz publicznie obraża szefa Rady Europejskiej Donalda Tuska oraz europejskich partnerów takich jak Francja.

View original post 2 082 słowa więcej

Rydzyk dostał z budżetu państwa od PiS 510 mln. Mało mu

Kościół za rządów Prawa i Sprawiedliwości nie może narzekać na brak pieniędzy, w latach 2016-2018 otrzymał z budżetu państwa łącznie około 510 mln złotych. W ramach programu “Infrastruktura kultury”, Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego przyznało 4 mln zł na budowę Centrum Opatrzności Bożej, a 170 mln zł z budżetu państwa wsparło organizację Światowych Dni Młodzieży. Fundacja ojca Rydzyka Lux Veritas dostała także ponad 26 mln rekompensaty za decyzję poprzedniego rządu, który cofnął dotację na odwierty geotermalne. Olbrzymi zastrzyk gotówki dostały też fundacje, spółki, uczelnia i media powiązane z toruńskim redemptorystą, łącznie niemal 100 mln złotych.

Osobną, budzącą wiele kontrowersji, sprawą jest preferencyjne traktowanie instytucji kościelnej w ramach ustawy o obrocie ziemią. Rząd wyłączył z niej związki wyznaniowe, przez co Kościół nie musi spełniać restrykcyjnych warunków przy zakupie państwowych gruntów. Przypadków ukłonów PiS w stronę duchowieństwa jest więcej. Pod koniec stycznia 2016 roku poprawka o odebraniu 20 mln złotych z finansowania hospicjów w województwie łódzkim. Pieniądze miały być przekazane na Fundusz Kościelny, jednak pod wpływem nacisków i oburzenia pozostałych posłów z głosowania nad poprawką zrezygnowano.

Tygodnik Wprost donosi, że w obozie dobrej zmiany zaczyna narastać niechęć do hierarchów kościelnych – “Tyle pieniędzy, ile Kościół dostaje za naszych rządów, nigdy wcześniej nie otrzymywał i ciągle im mało” – mówi rozmówca tygodnika. Politycy Zjednoczonej Prawicy mają spory ból głowy z powodu nacisku kościelnych dostojników w sprawie aborcji. Hierarchowie życzyliby sobie zakazania przerywania ciąży z powodów eugenicznych, czyli gdy płód jest ciężko i nieodwracalnie uszkodzony.Na niecały rok przed wyborami, stawia to w kłopotliwej sytuacji rządzących, którzy mając w pamięci Czarne Protesty, woleliby uniknąć kolejnych manifestacji.  – “Oni wiedzą, że to jest działanie na osłabienie PiS przed wyborami, a jednak ciągle to podnoszą” – pisze Wprost cytując polityka z obozu rządzącego.

Z tego co mówi rozmówca Wprost, można wywnioskować, że pieniądze płynące szerokim strumieniem do kasy Kościoła miały załatwić zamknięcie tematu aborcji. Tak się jednak nie stało. Nie ma dnia, by w mediach kontrolowanych przez ojca Rydzyka nie pojawiały się materiały atakujące partię Jarosława Kaczyńskiego, za nie wywiązanie się z obietnic wyborczych i brak chęci do zaostrzenia prawa antyaborcyjnego. Oliwy do ognia dolewa sam ojciec dyrektor. Dla nowo powstałej partii stworzonej przez ludzi z jego otoczenia, kwestia aborcji eugenicznej jest jednym z priorytetów. Najwyraźniej płynąca od 3 lat rzeka pieniędzy to za mało, żeby zahamować polityczne dążenia duchownych…

Rządzi szarańcza PiS, ale ma konkurencję nowotwór Kościoła, który drenuje państwo i osłabia.

Depresja plemnika

Od dłuższego już czasu co niektórzy politycy zastanawiają się nad deglomeracją czyli przeniesieniem niektórych instytucji rządowych poza Warszawę. Jednym z orędowników tego pomysłu jest Jarosław Gowin, który już na konwencji PiS rzucił taką propozycję, tłumacząc, że ma to jakiś sens, bo „nie wszyscy Polacy się w Warszawie pomieszczą”. Zaproponował wówczas, by część instytucji przenieść do dawnych miast wojewódzkich, np. Chełma czy Jeleniej Góry. Dokładniej i w szczegółach omówi Gowin ten temat na najbliższym kongresie swojej partii Porozumienie.

Koncepcja ta ma swoich zwolenników. Pozytywnie wypowiadają się o niej m. in. Sasin z PiS, Andrzej Duda czy też Robert Biedroń. Według Piotra Trudnowskiego, prezesa prezes think tanku Klubu Jagiellońskiego, którego członkiem honorowym jest też Jarosław Gowin, wszystkie partie są za deglomeracją. Klub Jagielloński już jakiś czas temu zbierał podpisy za deglomeracją w Krakowie, licząc na przychylny stosunek do sprawy Witolda Kozłowskiego, nowego marszałka województwa małopolskiego, który nie ukrywał, że pomysł…

View original post 1 004 słowa więcej

Wpier…ol plus chwilowo odwołany

Albert Einstein w 1932 r.: „największym problemem, przeszkadzającym uporządkowaniu stosunków międzynarodowych, jest potwornie wybujały nacjonalizm, posługujący się też pięknie brzmiącym, lecz nadużywanym pojęciem patriotyzmu”. Historia się powtarza?

Depresja plemnika

Prawo i Sprawiedliwość zrobiło wiele, aby ugrać polityczny kapitał wokół sprawy cen prądu. Rząd oskarżany o sprowadzenie drożyzny wierzył, że znalazł drogę do populizmu doskonałego, aby raz na zawsze przypieczętować przekaz “dotrzymujemy słowa”. Tu na drodze Nowogrodzkiej stanowcze “nie” lada moment może powiedzieć Komisja Europejska. PiS swoją hucpą wokół prądu złamał bowiem panujące we wspólnocie reguły gry. Rząd zignorował unijne zasady udzielania pomocy publicznej i o swoim planie Brukseli nawet nie poinformował, co zostało zauważone. Rzeczniczka KE powiedziała:

“Państwa członkowskie są zobowiązane do notyfikowania Komisji Europejskiej o wszelkich działaniach o pomocy publicznej przed ich wdrożeniem. Do tej pory nie otrzymaliśmy notyfikacji od polskich władz, ale tego byśmy oczekiwali”.

Powyższe słowa nie są może mocne, ale kryje się za nimi realna groźba. Władze unijne mają bowiem narzędzia, aby blokować łamiące nasze zobowiązania formy publicznej interwencji. Dlatego choćby rząd PO-PSL z niesamowitą ostrożnością musiał negocjować wsparcie dla polskich stoczni.

Uległości…

View original post 346 słów więcej

Kryminałek u Czarneckich

Radosną noc sylwestrową posła PiS Przemysława Czarneckiego, syna eurodeputowanego Ryszarda Czarneckiego – także z Prawa i Sprawiedliwości, zakłócił krwawy incydent.

Do zdarzenia doszło w warszawskim mieszkaniu w dzielnicy Wilanów. Jak podają media doszło tam do dźgnięcia nożem jednego z uczestników spotkania. Poszkodowany twierdzi, że został zaatakowany przez samego pana domu. Ten w rozmowie z Onetem zaprzecza temu.

Według ustaleń portalu awantura miała podłoże osobiste. W sprawie przesłuchana została już żona Czarneckiego.

„Potwierdzam, że w moim domu interweniowała policja, którą sam wezwałem. W sylwestrowy wieczór byliśmy we trójkę. Ja, moja żona i nasz znajomy, chrzestny córki. Mężczyzna według mojej wiedzy rozciął sobie dłoń. Podobno mnie za to obwinia, ale to nieprawda, gdyż nawet nie byłem bezpośrednim świadkiem zdarzenia. Był pijany, gdy przyjechała policja, miał bodajże 2,3 promila. A ja byłem całkowicie trzeźwy. Nie chcę opowiadać, jak wyglądała ta sytuacja, gdyż jestem świadkiem w tej sprawie. Zresztą to dotyczy moich osobistych rodzinnych spraw, więc nie chcę się na ten temat wypowiadać publicznie” – powiedział Przemysław Czarnecki w rozmowie z Onetem.

Tego typu wydarzenia standardowo bada policja oraz prokuratura rejonowa, czyli najniższy prokuratorski szczebel. Tym razem jednak sprawa została od razu przejęta przez prokuraturę wyższego szczebla — Prokuraturę Okręgową w Warszawie.

Gdy Onet zaczął sprawdzać informacje o awanturze w domu posła, okazało się, że organy ścigania mają już przygotowaną procedurę, jak unikać podawania informacji w tej sprawie. Biuro prasowe Komendy Stołecznej Policji z miejsca odesłało nas do Prokuratury Okręgowej. A rzecznik Prokuratury Okręgowej stwierdził, że przekaże informacje w późniejszym terminie, bo nie ma kontaktu z prokuratorem prowadzącym sprawę.

Tutaj reportaż o Wałęsie, który dowartościował Kaczyńskich >>>

Kościół upadnie wraz z PiS-em

Publicysta Piotr Szumlewicz (OPZZ) i inni o rozpoczynającym się 2019 r. w kontekście Kościoła katolickiego.

>>>

Autor książki poświęconej myśli papieża Franciszka nie ma wątpliwości, że w Polsce zachodzą ważne zmiany. Film „Kler” podstawił biskupów pod ścianą, ludzie nie boją się mówić o krzywdach wyrządzonych przez Kościół, który za bardzo zbliżył się do polityki.

Więcej >>>

Kościół uczyni wszystko, żeby PiS rządził jak najdłużej. Będzie go bronił, broniąc samego siebie, chociaż gardzi tym rządem tak jak każdą świecką władzą. Każdy inny rząd będzie bowiem dla Kościoła gorszy, a ten który nastąpi bezpośrednio po PiS, będzie wręcz zabójczy. Biskupi wiedzą doskonale, że gdy przyjdzie czas rozliczeń z reżimem, proces ten nie ominie ich samych. Tym razem się nie wywiną. Rewolucja demokratyczna będzie stanowcza i konsekwentna, bo inna być nie może. Po 2007 r. nie było rozliczeń z PiS, a skutkiem zaniechania tej „dekomunizacji” był powrót Kaczyńskiego do władzy w 2015 r. Drugi raz klasa polityczna nie popełni tego błędu. I nie zostawi już w spokoju Kościoła. Zbyt oczywiste jest, że nie ma demokracji i praworządności bez równości dla Kościoła, a więc bez świeckiego państwa.

Depresja plemnika

Ze zdumieniem przeczytałem życiorysy Lecha i Jarosława Kaczyńskich zamieszczone w Encyklopedii Solidarności, publikacji powstałej, jak twierdzi wydawca, we współpracy z IPN. Życiorysy te nie tylko tworzone są „metodą Adama Słodowego – czyli coś z niczego”, ale i zawierają informacje ewidentnie nieprawdziwe.

Zacznijmy od wspomnianej metody. Polega ona na tym, by nieliczne fakty z mizernej w rzeczywistości działalności obu braci w opozycji w PRL, przedstawiać tak, aby stworzyć wrażenie bohaterów pierwszej wagi. Część pierwsza tej metody polega na pracowitym wyliczeniu mało istotnych faktów, tak aby wytworzyć ich mnogość. I tak na przykład: Lech Kaczyński to „W 1976 zbierał pieniądze dla represjonowanych po wydarzeniach Czerwca robotników Ursusa i Radomia. Od 1977 współpracownik Biura Interwencyjnego KOR, nast. KSS KOR”. Czytelnik nie znający dobrze tych spraw ma wrażenie, że miały miejsce 3 fakty, podczas, gdy mowa cały czas o jednym i tym samym (współpracą z KOR). Następnie: „autor w niezależnym piśmie ‘Robotnik Wybrzeża´, […] działacz WZZ Wybrzeża, prowadził szkolenia i wykłady dla robotników z prawa pracy i historii.” I znowu jedno i to samo wymienione kilka razy innymi słowami.

View original post 651 słów więcej

Lech Kaczyński a podwyżka za prąd

Prowizoryczna ustawa prądowa oznacza nie tylko kłamstwo wyborcze i postępujący drenaż publicznych środków, ale też otwarcie kolejnego frontu walki z Unią Europejską. Według polityków opozycji ustawa w dwóch punktach jest niezgodna z unijnymi regulacjami. Jak mówi poseł PiS Bartosz Kownacki „Nie ma takiego ryzyka”, jak jednak wkrótce dodaje, z jednym zastrzeżeniem: „Jak nie będzie donosu na Polskę, to nic się nie stanie”.

Ustawa, po pierwsze, zakłada rekompensaty dla spółek energetycznych, co może stanowić nieuprawnioną pomoc publiczną. Tempo i tryb pracy nad ustawą pozwala mieć obawy, iż rząd nie wykazał należytej staranności w zbadaniu tej kwestii. Kluczowe regulacje w przedmiocie pomocy publicznej zawarte zostały w art. 107 – 109 Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej. Uznana będzie jedynie „pomoc przeznaczona na ułatwianie rozwoju niektórych działań gospodarczych lub niektórych regionów gospodarczych, o ile nie zmienia warunków wymiany handlowej w zakresie sprzecznym ze wspólnym interesem”. Rozpatrzenie tej kwestii jest jednak bardzo skomplikowane i wymaga czasu.

Drugi punkt zaczepny jest jednak dużo bardziej oczywisty. Według ustawy, Fundusz Wypłaty Różnicy Cen ma być zasilany ze sprzedaży uprawnień do emisji CO2, z dyrektywy unijnej wynika zaś, iż połowa pieniędzy z uprawnień powinna zasilać zieloną energię. “U nas 80 procent pójdzie na zbijanie rachunków za prąd z węgla […] a tylko 20 procent, czyli jedna piąta, ma pójść na odnawialne źródła energii. Co oznacza, że nie 50 a 20 procent – co jest jawnym pogwałceniem dyrektywy Unii Europejskiej” – powiedziała liderka Nowoczesnej Katarzyna Lubnauer.

Oczywiście eksperci ministerstwa energii, na których nazwiska nie chce powołać się żaden z polityków Prawa i Sprawiedliwości, mają własne analizy, które mówią coś całkiem innego. Stara śpiewka, jak „szuflady pełne projektów ustaw”. A poza tym, Bartosz Kownacki liczy, że Unia Europejska nie zauważy wprowadzenia do polskiego prawodawstwa kuriozum w postaci tzw. ustawy prądowej. “Ktoś będzie donosił, próbował zainteresować tych urzędników, to siłą rzeczy będą musieli to sprawdzić. Apeluję więc – nie donośmy” – mówił poseł PiS.

No tak… Zrobiliśmy bałagan, a za ewentualną awanturę weźmie odpowiedzialność opozycja. Bo kto inny miałby donieść do Brukseli? Sęk w tym, że nikt już nie musi donosić. Prawo i Sprawiedliwość uczyniło dość, by Polskę kontrolowano niczym nieokrzesanego dzieciaka. Jak naiwnym trzeba być, żeby wierzyć, że, szczególnie teraz, cokolwiek może przejść niezauważone przez machinę unijnej biurokracji.

3 lata nieudolności, głupoty, braku wyobraźni, buty, chamstwa, kłamstwa, poronionych projektów, pseudopatriotycznej fanfaronady, przelewów dla Rydzyka, asystentek za 65 tys, ciemnoty i ośmieszania Polski absolutnie wystarczą. Za 10 miesięcy może być po wszystkim. Tego nam życzę.

Depresja plemnika

Dawno temu, w państwie zwanym PRL, opresyjne prawo skłoniło ludzi do szukania możliwości skutecznego oporu. Tak powstały rozliczne instrukcje postępowania szarego obywatela w razie konfrontacji z czerwonym państwem. Najsłynniejsza z nich, to „Obywatel a Służba Bezpieczeństwa”. Niniejsza praca jest próbą nawiązania do tamtej światłej tradycji piśmienniczej, tak jak Polska PiS jest próbą powrotu do mroków PRL.

I. Prawo stanowione i prawo ludowe

Podstawą działania sądów, prokuratury oraz rozmaitych służb policyjnych jest, jak na razie, Kodeks Postępowania Karnego. Chociaż niektóre jego zapisy wydają się uniwersalne, jednak ich rozumienie, a co za tym idzie, interpretacja, może ulegać gwałtownej ewolucji. Przykładowo: instytucja ułaskawienia przez Prezydenta do niedawna wiązała się z koniecznością prawomocnego skazania. Ułaskawić można było tylko uznanego przez sąd za winnego. Wydawało się to całkiem logiczne, jednak dziś już takie nie jest. Obecnie Prezydent może ułaskawić każdego, kto popadł w konflikt z prawem lub jest o to podejrzany. Bez czekania na wyrok…

View original post 4 037 słów więcej