Archiwa tagu: katastrofa smoleńska

PiS wepchął Polskę w ramiona Rosji

Polska polityka zagraniczna osiągnęła zdaje się punkt krytyczny. Rząd, który deklarował obronę narodowego interesu, sprzeniewierzył się mu niemal na wszystkich frontach. Dzięki Prawu i Sprawiedliwości możliwe było ominięcie Europy Środkowo-Wschodniej przy obsadzaniu kluczowych unijnych stanowisk. To dzięki Prawu i Sprawiedliwości najważniejsze funkcje unijne są w rękach przedstawicieli Niemiec, przesuwając dotychczasową równowagę władzy, dając Berlinowi wpływy we wspólnocie większą niż kiedykolwiek wcześniej. Równocześnie rząd PiS okazał się bezsilny wobec budowy Nord Stream 2, który wydaje się jest już nie do powstrzymania. Jednak na tym problemy się nie kończą, ponieważ to dzięki PiS Polska weszła w konflikt z Ukrainą i porzuciła solidarność regionalną w sprzeciwianiu się ekspansji Rosji. To ostatnie wybrzmiało szczególnie mocno, kiedy jak doniósł wczoraj portal Onet.pl, Polska miała zagłosować 17 maja za przywróceniem Rosji pełnego prawa głosu w Radzie Europy, co jest puszczeniem w niepamięć sprawy aneksji Krymu i wojny w Donbasie. Nasz kraj zostawił wówczas na lodzie Ukrainę, Litwę, Łotwę, Estonię oraz Gruzję i Armenię. Kiedy sprawa obiegła media, rząd zaczął kręcić, chcąc uchylić się od odpowiedzialności za zdradę polskiej racji stanu. Jednak dziennikarze rozłożyli nowe oświadczenie MSZ na czynniki pierwsze i obnażyli manipulacje polityków.

Resort twierdził bowiem, że przyjęta 17 maja w Helsinkach deklaracja ministrów spraw zagranicznych państw członkowskich Rady Europy nie mówiła o powrocie Rosji do Rady Europy. Posłużyła do tego ogólność pierwszego punktu deklaracji, gdzie czytamy, że „wszystkie państwa powinny na równych prawach brać udział w pracach Komitetu Ministrów i Zgromadzenia Parlamentarnego”. Choć cytowany fragment pozornie nie wymienił naszych wschodnich sąsiadów z nazwy, to jednak tylko Rosja jest w sytuacji braku posiadania pełni praw w Radzie Europy.

Wbrew narracji MSZ świadczą, jak donosi Onet.pl, nawet analizy rządowych podmiotów, takich jak choćby Ośrodek Studiów Wschodnich, który trzy dni po decyzji ministrów spraw zagranicznych opublikował analizę zatytułowaną „Rosja wraca do Rady Europy”, gdzie wprost nazywa się konsekwencje deklaracji.

Dodatkowo resort spraw zagranicznych zwyczajnie gubi się w tłumaczeniach, które okazują się sprzeczne wewnętrznie. Z jednej strony na omawianym spotkaniu miało nie być głosowania państw, a z drugiej parę zdań później okazuje się, że jednak Polska „zajęła konstruktywne stanowisko, zbieżne z 38 państwami, w tym zdecydowaną większością państw UE”Choć nie miała miejsca bowiem żadna formalna procedura, to jednak przedstawiciele państw wymienili się swoimi stanowiskami, stąd każdy wiedział, że za prorosyjską deklaracją było 39 spośród 47 państw.

Zastanawia, skąd taka nagła zmiana strategii PiS. Rządzący przecież nigdy nic sobie nie robili z bycia w mniejszości, o ile było to zgodne z ich ideologicznymi celami. Tym bardziej trudno zrozumieć postawę rządzących w kontekście ich pomnikowego wręcz podejścia do dziedzictwa Lecha Kaczyńskiego, który na taki ruch jak z 17 maja nigdy by nie dał przyzwolenia. Osiągnęliśmy chyba jednak etap, że w polskiej dyplomacji nie ma już żadnej spójnej strategii, co rodzi takie właśnie blamaże.

Kmicic z chesterfieldem

„Skarga do Trybunału w Hadze zwrotu wraku Tu 154 miała być złożona w lutym 2017. Tak zapowiadał min. Waszczykowski. Ustaliłem, że skargi nie złożyli mimo, że jest gotowa. MSZ przerzuca decyzję na „Radę Ministrów”. Premier Morawiecki nic nie wie i odmawia odp. pod absurdalnymi powodami” – napisał na Twitterze Krzysztof Brejza. Poseł PO publikuje pismo, które otrzymał z Kancelarii Premiera.

Brejza domagał się odpowiedzi w trybie ustawy o dostępie do informacji publicznej. Wcześniej poseł PO usiłował się dowiedzieć, co dzieje się ze skargą w Ministerstwie Spraw Zagranicznych.

Resort odpisał, że „trwają analizy” i odesłał Brejzę do Kancelarii Morawieckiego, twierdząc, że decyzja w tej sprawie „należy do Rady Ministrów”. Tomasz Matynia z Centrum Informacyjnego Rządu stwierdził, że KPRM „nie posiada wnioskowanych informacji”.

„Ciekawe, jaki byłby do tego komentarz „szeregowego posła” – czyżby starania o odzyskanie wraku były poza jego punktem zainteresowań?”; – „Stara dobra sowiecka spychologia… od razu widać skąd biorą…

View original post 1 307 słów więcej

 

Reklamy

Pierdy Macierewicza do odtajnienia. Ale smród

„PiS i A. Macierewicz chcieli utajnienia posiedzenia Komisji Obrony ws. Smoleńska i kosztów podkomisji, ALE przegrali głosowanie!!! Komisja będzie jawna. PiS chciał ukryć swoją kompromitację ws. Smoleńska – teraz cała Polska zobaczy, jak trwonione są publiczne środki” – poinformował na Twitterze Marcin Kierwiński. Pod nieobecność części posłów PiS udało się przegłosować odtajnienie obrad komisji obrony.

To oznacza, że Antoni Macierewicz będzie musiał ujawnić, czym od 2015 r. zajmowała i zajmuje się kierowane przez niego gremium, którego oficjalna nazwa brzmi: „Podkomisja do ponownego zbadania katastrofy samolotu Tu-154M zaistniałej w dniu 10 kwietnia 2010 r. w Smoleńsku”.

„Rząd PiS-u nie chciał dopuścić do tego, żeby opinia publiczna mogła się zapoznać z tymi informacjami. Dzisiaj po raz kolejny próbowano do tego nie dopuścić. Był wniosek złożony przez Antoniego Macierewicza o utajnienie tej komisji. Udało się go odrzucić” – powiedział poseł PO Czesław Mroczek. Dodał, że opozycja domaga się też ujawnienia kosztów prac podkomisji smoleńskiej.

Posłowie na razie nie usłyszeli od Macierewicza, co robiła jego podkomisja. Przewodniczący sejmowej komisji obrony Michał Jach z PiS zarządził bowiem… przerwę w obradach, która nie wiadomo, jak długo potrwa.

Kmicic z chesterfieldem

Podczas 82 posiedzenia Sejmu 16 nowych posłów złożyło ślubowania poselskie, zajmując pozycje polityków wybranych do Parlamentu Europejskiego.

W drodze głosowania nowym wicemarszałkiem Sejmu została Małgorzata Gosiewska w miejsce Beaty Mazurek, która udaje się do Brukseli.

Za kandydaturą Gosiewskiej głosowało 246 posłów, 121 było przeciw, 38 wstrzymało się od głosu.

Nieobsadzone pozostają nadal dwa miejsca: po posłance PiS Elżbiecie Kruk oraz pośle PO Andrzeju Halickim.

View original post 1 570 słów więcej

 

Wykopać PiS

Podczas jednej z ostatnich dużych konwencji rządzącej prawicy w Krakowie, Jarosław Kaczyński powtórzył wszystkie argumenty, które do tej pory nie zapewniły jego partii żadnego „przełamania” czy „ruszenia do przodu”. A po emisji filmu Sekielskich, kiedy już nawet niektórzy konserwatywni biskupi „udają się na półroczną pokutę w klasztorze” (płocki biskup Piotr Libera, który został do takiej „dobrowolnej pokuty” zmuszony przez papieża Franciszka, stał się pierwszą ofiarą filmu Sekielskich spośród najbardziej wpływowych polskich hierarchów), strategia okopywania się PiS-u na pozycjach prawicowej wojny kulturowej jest przepisem na klęskę.

Jednak Jarosław Kaczyński albo utracił już zdolność manewrową, albo doszedł do wniosku, że mobilizację wiejskiego elektoratu (zwykle nie chodzącego na europejskie wybory) mogą mu zapewnić wyłącznie proboszczowie z tzw. Kościoła Rydzyka. W swoim wystąpieniu z nazwiska pochwalił zatem Ryszarda Legutkę, który w polskim Kościele nie zauważył żadnej pedofilii, a wyłącznie „pederastię”. Znów ostrzegał przed seksualizacją dzieci przez świecką szkołę, nie wspominając o „pracy z dziećmi” księży pedofilów. Z braku jakichkolwiek świeżych wypowiedzi Pawła Rabieja z Nowoczesnej o adopcji dzieci przez pary homoseksualne, Kaczyński zaatakował w Krakowie Platformę Obywatelską za samo przygotowywanie projektu uregulowania kwestii związków partnerskich. Jako personalny cel swojego ataku wybrał przy tym całkiem błędnie (może wybrał mu takiego przeciwnika jakiś niezbyt rozgarnięty PR-owiec) Rafała Grupińskiego, który jest akurat jednym z bardziej konserwatywnych polityków PO.

Z koszem darów przyjechał do Krakowa premier Morawiecki. Tym razem dostało się niepełnosprawnym. Te same pieniądze, których nie było, kiedy niepełnosprawni strajkowali przez wiele tygodni w Sejmie, gdzie na rozkaz Kaczyńskiego, Morawieckiego i Kuchcińskiego zamykano im okna i zakazywano wchodzenia do sejmowych toalet, znalazły się – przynajmniej wirtualnie, jako jedna z wyborczych obietnic – w ostatnim tygodniu kampanii, w której PiS po raz pierwszy zaczęło się bać. Bezpośrednią przyczyną tej szczodrobliwości władzy mogło być również to, że niepełnosprawni uczestnicy tamtego protestu od paru dni pojawiają się na spotkaniach opozycji, a dzień przed krakowską konwencją PiS-u wystąpili na marszu Koalicji Europejskiej w Warszawie.

Jarosław Kaczyński straszył w Krakowie nie tylko gejami i seksualizacją dzieci przez świeckich nauczycieli opętanych „ideologią gender”. Ostrzegał także Polaków przed euro, powtarzając PR-owy wynalazek Mateusza Morawieckiego (adresowany do tych samych odbiorców, co kiedyś clipy z Chuckiem Norrisem zachęcającym do brania kredytów z banku, którego prezesem był wówczas Morawiecki). Kaczyński obiecał zatem w Krakowie, że „przyjmiemy euro dopiero, kiedy się zrównamy z Niemcami”.

Można to nazwać makiawelizmem, bowiem pozostanie Polski na kolejne lata ze słabą, bezbronną wobec globalnych spekulantów narodową walutą, z dalszą masową ucieczką młodych, lepiej wykwalifikowanych Polaków do strefy euro w poszukiwaniu wyższych pensji wypłacanych w silniejszej walucie, wreszcie z gospodarką mogącą konkurować na globalnym rynku jedynie tanią siłą roboczą, a nie innowacyjnością – Polska nigdy się „z Niemcami nie zrówna”. I w ten sposób Jarosław Kaczyński nigdy nie będzie musiał rezygnować ze złotówki, nad której słabością dalej będzie czuwał Adam Glapiński.

Unia personalna Schetyny i Tuska

Ciekawiej było po stronie opozycji, ale przede wszystkim z racji wydarzeń o charakterze personalnym. I tak wydarzeniem sobotniego marszu opozycji w Warszawie było pojawianie się tam Donalda Tuska, który bardzo jednoznacznie i bardzo ostro wypowiedział się po stronie Koalicji Europejskiej przeciwko PiS-owi i Jarosławowi Kaczyńskiemu.

Wielu prawicowych, a także „symetrystycznych” publicystów prasy, która otrzymuje reklamowe pieniądze z kontrolowanych przez PiS spółek skarbu państwa, od wielu miesięcy szukało dowodów na to, że Donald Tusk już za chwilę odbierze Grzegorzowi Schetynie Platformę Obywatelską. Stworzy konkurencyjną dla Koalicji Europejskiej listę w wyborach do Parlamentu Europejskiego, założy własną partię, która rozbije elektorat Platformy, itp. Nic z tych rzeczy nie nastąpiło. Mimo szorstkiej przyjaźni obu panów, na warszawskim marszu opozycji wydarzył się cud. Dwaj ludzie, którzy wyznają podobne idee, mają wspólne polityczne interesy i wspólnego wroga, zamiast rzucić się sobie do gardła, wystąpili razem. Donald Tusk i Grzegorz Schetyna zachowali się racjonalnie, co w polskiej polityce należy do wyjątków.

Najbardziej precyzyjnie podsumował wyjątkowość tego zdarzenia obecny na marszu Koalicji Europejskiej prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak, który „serdecznie podziękował” Grzegorzowi Schetynie i Donaldowi Tuskowi „za to, że są razem i walczą razem”.

Faktycznie, kiedy ostatni raz Tusk i Schetyna byli naprawdę razem – czyli w pierwszej połowie pierwszej kadencji pierwszego rządu Donalda Tuska, pomiędzy 2007 i 2009 rokiem – liberalne centrum było w Polsce najsilniejsze, miało zarówno „wizje” (przed którymi wcale jeszcze nie stronił wówczas Tusk), jak też narzędzia, by te wizje realizować (tych dostarczał Tuskowi Schetyna). Od tamtego czasu zdarzyło się jednak pomiędzy oboma panami tak wiele, że ich uścisk dłoni – który wręcz ostentacyjnie zaprezentowali tysiącom uczestników marszu opozycji – miał być czymś w rodzaju publicznej gwarancji, że w kluczowym dla polskiej demokracji momencie będą wobec siebie lojalni.

Ciekawa była na warszawskim marszu Koalicji Europejskiej dystrybucja czasu przemówień. Grzegorz Schetyna, który Koalicję Europejską faktycznie zbudował, prawie zrezygnował z własnego wystąpienia. Powitał jedynie uczestników marszu, liderów Koalicji Europejskiej i uczestniczące w niej ugrupowania. Jednak później zrobił miejsce, aby to Donald Tusk zabłysnął oratorskim talentem.

Choć prawica była wystąpieniem Tuska oburzona (szczególnie czołowego specjalistę od katolickiego szariatu, Jarosława Gowina, rozsierdziło porównanie Jarosława Kaczyńskiego do ajatollaha), a „symetryści” wyrażali zblazowanie tym, że „Donald Tusk znowu kłóci się z Jarosławem Kaczyńskim” (muszę przyznać, że ja z kolei jestem już zblazowany banałami „symetrystów”), to zwolennicy i potencjalni wyborcy opozycji przyjęli przemówienie Donalda Tuska entuzjastycznie. Oni akurat nie rozumieli, dlaczego dwa pierwsze wystąpienia Donalda Tuska w tej kampanii były tak mało wyraziste i zdystansowane.

Więcej o Tusku >>>

To nie jest głosowanie na mniejsze zło. To głosowanie na większe dobro – mówił Donald Tusk na marszu „Polska w Europie”, który przeszedł ulicami Warszawy. Na jego czele oprócz szefa Rady Europejskiej przeszli liderzy Koalicji Europejskiej, a także byli prezydenci Aleksander Kwaśniewski i Bronisław Komorowski.

Marsz rozpoczął się parę minut po godzinie 12 na placu Bankowym, gdzie manifestantów powitał prezydent miasta Rafał Trzaskowski. – Są to wybory, które pozwalają nam walczyć o wartości, tak jak w Warszawie walczyliśmy o otwartość, o tolerancję, o wartości europejskie, tak właśnie dokładnie o tym samym będą te wybory europejskie za tydzień – mówił prezydent stolicy, porównując wybory w przyszłą niedzielę do referendum w sprawie akcesji Polski do Unii.

Uczestnicy marszu przeszli na plac Konstytucji, gdzie głos zabrali politycy, liderzy Koalicji Europejskiej, byli prezydenci i przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk. Wszyscy razem wcześniej szli na czele marszu ulicami stolicy.

Tusk: Nie dajcie się oszukać

– Jestem z wami, żeby powiedzieć wszystkim Polakom, jak ważne są to wybory. Stawka jest podwójna, większa niż zwykle. To wielki wybór. Stoję dzisiaj przed wami z ludźmi, którzy kiedy mówią o Polsce w Europie, gdy mówią, że Polacy to Europejczycy, a Europa jest domem dla Polski, to nie po to, by kogoś zwodzić dwa tygodnie przed wyborami. To oni planowali to wielkie przedsięwzięcie. To oni wprowadzili Polskę do UE. To oni są gwarancją mocnej Polski w Europie. Oni wierzą, podobnie jak ja, że miejsce Polski jest w Europie – mówił ze sceny Donald Tusk.

– Krzycząc „prawo”, gwałcili konstytucję, krzycząc „sprawiedliwość”, niszczyli polskie sądy, mówiąc o skromności, głośno wykrzykiwali „te pieniądze nam się po prostu nalezą”. A więc jeśli tak samo chcą potraktować naszą europejskość, jak potraktowali konstytucję, sądy i własne deklaracje dotyczące skromności i uczciwości, to znaczy, że ten wybór jest naprawdę bardzo poważny – dodał Donald Tusk.

Kaczyński jak ajatollah

Przewodniczący Rady Europejskiej namawiał do oddania głosu na demokratów.

– Mówię o tych wszystkich, którzy się zastanawiają, a którzy dobrze życzą Polsce – nie ryzykujcie. Jest jeszcze inna stawka. To jest przyszłość Europy – mówił Donald Tusk. – W wielu miejscach są ludzie, którzy odnajdują się w dobrze znanych hasłach: jedna idea, jeden naród, jeden wódz – dodał. – Nie wierzcie malkontentom, którzy mówią o Koalicji Europejskiej, że ich nic nie łączy. Ich łączy troska o wspólne dobro – zaznaczył.

Odniósł się też do słów Jarosława Kaczyńskiego, które padły na konwencji w Łodzi. Prezes PiS straszył przymusową relokacją imigrantów i potrzebą obrony przed zagrożeniami z Europy, gdzie wymieniał euro, demoralizację dzieci, ograniczenie programów społecznych oraz islam.

– Ostatnio słyszałem, że padły tu słowa o szariacie. Szariat to mniej więcej w praktyce państwo wyznaniowe. Autor tych słów, a znam go długo i dobrze, jak mówi, że chce przed czymś bronić, to z reguły o tym marzy – mówił Tusk.

– Polska osiągała wielkie zwycięstwa, kiedy Polacy potrafili się jednoczyć. To nie jest głosowanie na mniejsze zło. To głosowanie na większe dobro – dodał Donald Tusk.

Byli prezydenci ze wsparciem dla KE

Po szefie Rady Europejskiej głos zabrali byli prezydenci Aleksander Kwaśniewski i Bronisław Komorowski.

– Dziękuję wszystkim, którzy nam pomagali przed 2004 r., abyśmy weszli do UE. My z europejskiej drogi nie zejdziemy. Europa przyniosła nam postęp w wielu dziedzinach. Za to jesteśmy Europie wdzięczni i teraz możemy ją wyrazić głosując – przekonywał Aleksander Kwaśniewski.

– Wspominam ten szczególnie smutny moment, jakim było wyprowadzenie flag europejskich z kancelarii polskiego premiera, pisowskiego premiera. Można powiedzieć, że to tylko symbol, ale to aż symbol – mówił z kolei Bronisław Komorowski.

Schetyna: Prosimy o ostatni tydzień zaangażowania

– KE powstała po to, aby przywrócić nam wszystkim nadzieję, Polskę Europie – mówił Grzegorz Schetyna, który dziękował w swoim wystąpieniu wszystkim tym, dzięki którym powstała Koalicja Europejska.

– Przyjechaliśmy po to, aby powiedzieć, że jesteśmy gotowi, aby prosić o ostatni tydzień dobrych emocji, entuzjazmu i zaangażowania, żebyśmy mogli się cieszyć wieczorem 26 maja – mówił lider PO.

Katarzyna Lubnauer, szefowa Nowoczesnej, mówiła: – Zwracam się do kobiet, 100 lat temu dostałyśmy prawa wyborcze, skorzystajmy z tego! Nie pozwólmy, by zadecydował za nas wieczny kawaler!

Lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz mówił m.in. o wadze wyborów jesiennych do polskiego parlamentu: – Te wybory to rzeczywiście wielki wybór, ale to dopiero pierwsza tura. Druga będzie jesienią. Musimy wygrać wybory europejskie, żeby zwyciężyć na jesieni. Dla nas nie jest ważna tylko jedna pora roku, a cały rok.

Na scenie razem z liderami Koalicji Europejskiej przemawiali także prezydenci miast i samorządowcy, m.in. Hanna Zdanowska, prezydent Łodzi Jacek Jaśkowiak, prezydent Poznania, a także przedstawiciele organizacji pozarządowych i stowarzyszeń.

Za tydzień PiS może zaglądnąć w oczy widmo porażki i pojawić się cień krat więziennych.

Depresja plemnika

Od dziewięciu lat partia rządząca wykorzystuje katastrofę w Smoleńsku, grając na emocjach wyborców. Miesięcznice, komisje, symulacje lotu, dochodzenie prawdy, to stały element polityki PiS. Jednak jak się przekonujemy, to tylko fasada, za którą zwyczajnie nic nie ma.

Okazuje się bowiem, że ostatnim przedstawicielem rządu, który był na miejscu katastrofy jest nikt inny, jak znienawidzony przez partię rządzącą – Donald Tusk.

Było to dokładnie 10 kwietnia 2010 r., czyli w dniu tragedii. Od tamtej pory nikt wyżej postawiony nie kwapił się do tego, by w Smoleńsku oddać honor ofiarom.” Te dość bulwersujące informacje zostały pozyskane przez posła PO, Krzysztofa Brejzę, który wystosował pytanie o obecność przedstawicieli polskiego rządu w Smoleńsku w rocznice katastrofy.

Odpowiedź szokuje, bo nikt z przedstawicieli Zjednoczonej Prawicy nie oddał hołdu ofiarom w ciągu czterech minionych lat. „W tym roku jedynym oficjalnym przedstawicielem Polski w Smoleńsku, w rocznicę tragedii, był ambasador RP w Moskwie – Włodzimierz…

View original post 813 słów więcej

 

Macierewicz przez 3 lata oszukuje polskie społeczeństwo za publiczne pieniądze i nie ma chęci rozliczenia się z tych działań

– Nie może być tak, że przez 3 lata oszukuje się polskie społeczeństwo za publiczne pieniądze i nie ma chęci rozliczenia się z tych działań – mówi Marcin Kierwiński z PO. Posłowie opozycji chcą się dowiedzieć, ile pieniędzy poszło na pracę podkomisji smoleńskiej, której cały czas przewodniczy Antoni Macierewicz, oraz kiedy zakończy się śledztwo prokuratury. Posiedzenie sejmowej komisji obrony narodowej, zwołane właśnie w tej sprawie, zostało wczoraj odwołane. Cały czas aktualne jest pytanie: co teraz właściwie robi były minister obrony narodowej?

– Antoni Macierewicz ukrywa się od kilku miesięcy przed opinią publiczną, dziennikarzami i posłami z sejmowej komisji obrony narodowej, aby o Smoleńsku było jak najciszej – mówił na konferencji prasowej poseł PO, wiceszef sejmowej komisji obrony narodowej Marcin Mroczek.

Posłowie z klubu PO-KO jeszcze w marcu złożyli wniosek o nadzwyczajne posiedzenie sejmowej komisji, aby uzyskać informacje szefa MON i przewodniczącego podkomisji, czyli Antoniego Macierewicza. Ale na kilka godzin przed trzecim już zaplanowanym posiedzeniem zostało ono odwołane. Wcześniej zresztą była próba jego utajnienia.

Przypomnijmy, podkomisja smoleńska działa już 39 miesięcy.

– Podkomisja pana Macierewicza miała budować kłamstwo smoleńskie, mamić opinię publiczną nieprawdziwymi informacjami i miała służyć robieniu polityki. Po 3 latach robienia brudnej polityki na tragicznym zdarzeniu okazuje się, że zajmowała się tylko wyciąganiem publicznych pieniędzy. Do dzisiaj nie możemy się dowiedzieć, ile pieniędzy polskiego podatnika zostało wyrzuconych w błoto na działanie pana Macierewicza i jego pseudoekspertów. Wiemy, że koszty idą w miliony – przyznaje poseł Marcin Kierwiński. Zapowiada, że posłowie PO tej sprawy nie odpuszczą i dodaje: – Nie może być tak, że podkomisja służy zakrywaniu kompetencji kilku dyletantów związanych z Antonim Macierewiczem, jego schowaniu, umożliwieniu mu rezydowania w MON i posiadania służbowej limuzyny.

Posłowie opozycji chcą się dowiedzieć także, kiedy zakończą się prace prokuratury w sprawie katastrofy smoleńskiej.

Morawiecki mitoman

Panie Mateuszu Morawiecki,

czytam o Panu, słuchałem Pańskich wystąpień i oczom oraz uszom nie wierzę. Jak taki człowiek może być premierem naszej ojczyzny? Przecież utrzymywanie Pana na stanowisku premiera to kompromitacja partii, która rekomendowała Pana na to stanowisko i narodu, który ma Pan prawo reprezentować.

Wątpliwości, co do Pana wartości moralnych rozpoczęły się u mnie, kiedy złożył Pan kwiaty, oficjalnie i z honorami pod tablicą Brygady Świętokrzyskiej, jedynej uzbrojonej polskiej formacji II WŚ, która współpracowała z Gestapo i innymi hitlerowcami organizacjami faszystowskimi. Szczególnie przeraził mnie termin tego skandalu, bo w czasie fali krytyki po marszach faszystów w Polsce, które były nie tylko ochraniane przez polską policję, ale i falą jej represji w stosunku do tych obywateli, którzy przeciwko temu protestowali.

Pańska rasistowska postawa stała się powszechna w codziennych komentarzach i postawie. Jaskrawym przykładem była wypowiedź o „flotylli tratw kur…, która przypłynie i coś tam zrobi, a my nie wiadomo, co wtedy zrobimy” i dalej ”Jak ja ich nienawidzę. Wszystkich ich bym zamordował.”

Panie M. Morawiecki,

każe Pan do nich strzelać, czy może tylko odpychać tratwy i topić? Czy to Pańska wrażliwość chrześcijańska każe tak postępować, czy może tylko wiara na pokaz, telewizyjna, dla kariery? Pytam, bo przeczytałem i takie zdanie: w ramach rechrystianizacji Europy „Polska nie zwycięży bronią, ale modlitwą, pokutą, wielką miłością bliźniego i różańcem. Trzeba ufać i modlić się. Jedyną bronią, której Polska, używając, odniesie zwycięstwo, jest różaniec.” Czy więc dlatego rozbraja Pan armię i zatrudnia we wszystkich instytucjach państwowych wysoko płatnych kapelanów?

Panie M. Morawiecki,

nienawidzi Pan ludzi i ma ich za… Chińczyków? Poniża Pan ich zaangażowanie w odbudowę kraju kpiąc, że „byli na tyle głupi, że pracowali za miskę ryżu i to dalej działa.”

Czy można bardziej dobitnie ubliżyć całym pokoleniom Polaków, którzy odosobnieni, bez kredytów i pomocy, sami odbudowali swój kraj z kompletniej ruiny?

Jak się okazuje, odbudowali kraj dla takich krętaczy i mitomanów, którzy z wrodzoną sobie pogardą poniżają ich wysiłek.

Panie M. Morawiecki,

regularnie ubliża Pan całym grupom społecznym. Na skale międzynarodową opowiada Pan o wszystkich polskich sędziach nazywając ich zbrodniarzami komunistycznymi i współpracownikach faszystowskich Niemiec, ubliża nauczycielom, niepełnosprawnym i wszystkim, którzy nie należą do zjednoczonej prawicy.

Pan nie rozumie także polskiej mowy, o czy świadczy chociażby ten cytat z Kochanowskiego: „Szlachetne zdrowie, prawda, ile trzeba cię trzeba cenić, jakby tak, tak, jako smakujesz, aż się zepsujesz, czyli wtedy dopiero wiemy, kiedy brakuje nam tego zdrowia”.

Ciekawe myśli przekazał Pan z trybuny mówiąc: „Gdańsk to perła, klejnot, bursztyn. Nie Amber”. To, jaki język Pan zna, bo nie wiem już, czy „amber” dalej znaczy bursztyn.

Panie M. Morawiecki,

pańskie rozumienie ekonomii wyraża się słowami, że „podatki to pewne dobro, to rozwój cywilizacyjny”, bo za PO był to haracz. Czy dlatego wprowadza się ciągle nowe podatkowe dobro, aby i tak dojść do niewyobrażalnego wręcz zadłużenia kraju?

Pod koniec pierwszego kwartału zadłużenie sektora finansów publicznych przekroczyło 989 mld zł. Żeby spłacić taki dług, każdy obywatel musiałby zasilić z własnej kieszeni państwowy budżet o około 26 tys. zł.

Pańska znajomość historii, jako wykształconego historyka jest porażająca, bo wypowiedział Pan i takie słowa: że Katyń, jak Gusen, to niemiecka zbrodnia na polskich intelektualistach. Chociaż nam całe życie wydawało się, że to akurat zbrodnia w Katyniu została dokonana przez Sowietów.

Panie M. Morawiecki,

dlaczego, nieustannie, od roku prowadzi Pan kampanie wyborcze PiS-u, zamiast kierować krajem? Wszyscy widzimy, że to nie do Pana należą najważniejsze decyzje, ale nawet te mniejszej wagi ktoś powinien podejmować.

Ponadto, jak Pan rozlicza się z partiami z kosztów na kampanie polityczne? Czy za Pańskich podwładnych ministrów też państwo dostaje od PiS-u zwrot kosztów?

Koszty są duże, czy więc nie tam widzi Pan oszczędności na program 5+, bo czas pracy całej plejady wysoko opłacanych osobistości, którzy zajmują się sprawami partii i zabezpieczeniem materiałowym i technicznym jej kampanii, to miliardy. Taka kasa to chyba więcej niż oszczędności z uszczelnienia VAT?

Panie M. Morawiecki,

zbudował Pan swoja karierę w oparciu o legendę ojca, który zdradził i podzielił Solidarność, oraz na opowiadanych bajkach o sobie, jako młodocianego patrioty. Każdy Pański awans to setki opowiadań o elektrycznych samochodach i innowacjach technologicznych, a tak naprawdę mrzonkach, a nie na otwartych głowach na przyszłość.

Tymczasem, Pańskie kłamstwa są powszechne i nawet sądy wydały w tej sprawie wyroki.

Zapoznałem się z tezami książek Tomasza Piątka „Morawiecki i jego tajemnice”, oraz Piotra Gadzińskiego i Jakuba N. Gadzińskiego „Delfin”, które właśnie wchodzą na rynek wydawniczy. Książki walą w gruzy resztę Pańskiego autorytetu. Opisują one nie tylko Pańską błyskawiczną karierę opartą na kłamstwach i manipulacjach, ale i o powiązaniach z mafią i służbami bezpieczeństwa.

Podobnie jak autorzy książek uważam, że tylko takie powiązania mogły tak zdemoralizowanego mitomana zaprowadzić na tak wysokie stanowisko w Polsce. Mało tego, jak wiadomy Antoni i Tadeusz, stanowicie elitę kadrową partii rządzącej. Jeżeli tak jest, to czyje interesy reprezentuje obecna partia władzy w Polsce?

Panie M. Morawiecki,

pędzony rozwojem kariery, budując swój wizerunek na patriotyzmie opowiedział Pan o naszych barwach narodowych: „Nasza biało-czerwona polityka nie jest biała, czyli uległa, ani czerwona, czyli komunistyczna. Jest biało-czerwona.” Mam wrażenie, że świadomie, czy tez nie, trafił Pan w sedno i opisał siebie.

Panie Mateuszu Morawiecki,

czy ma Pan jakieś zalety, jakieś zdolności, które daje się zweryfikować i uzasadni Pana wysoką pozycję społeczną? Jeśli tak, to proszę je przedstawić, jeśli nie, to nie kompromituj Pan kraju, nie ubliżaj swoją obecnością Polski.

Dość kłamstw, faszyzmu, indolencji, ubliżania Polakom, fałszywej wiary, zakłamywania historii, kompromitowania Polski na arenie międzynarodowej, przekrętów finansowych i dzielenia Polaków.

Dość kompromitacji +! Odejdź Pan i zabierz ze sobą ten wstyd.

Zawsze z życzliwa radą,

Morawiecki to przede wszystkim kłamca i mitoman.

Depresja plemnika

Wyniki trzech dzisiejszych sondaży przynoszą PiS złe wieści. We wszystkich partia rządząca wypada dużo poniżej oczekiwań rządzących. W złe notowania nie wierzy Beata Mazurek, rzeczniczka prasowa Prawa i Sprawiedliwości.

W sondażu przygotowanym przez pracownię Kantar na zlecenie „Faktów” TVN, partia rządząca jest o krok od przegranej. Według sondażu PiS zdobyłby zaledwie 34% głosów poparcia, podczas gdy Koalicja Europejska 33%.

Ostatnie miejsce na podium przypadło Wiośnie, na którą swój głos oddać chce 8% wyborców. Skrajnie prawicowa Konfederacja może liczyć na 6% głosów, a populistyczny ruch Kukiz’15 na 5%.

Jeszcze gorsze wieści dla PiS niesie sondaż Instytutu Badań Spraw Publicznych dla „Newsweeka” i Radia Zet. Koalicja Europejska zdobyła w nim 41,94%, Prawo i Sprawiedliwość zaś 39,04%. Na trzecim miejscu znalazło się ugrupowanie Roberta Biedronia z 9,57%.

Obydwa sondaże…

View original post 788 słów więcej

Kapelan Wałęsy, ks. Cybula, też pedofil

Premiera filmu dokumentalnego „Tylko nie mów nikomu” Tomasza Sekielskiego, dotyczącego pedofilii w polskim Kościele, w najbliższą sobotę na YouTube. Efekt wielomiesięcznej pracy zobaczyli wcześniej dziennikarze.  – „To nie jest jeszcze jedna ważna opowieść zawierająca dramatyczne relacje ofiar księży pedofilów. To dziennikarskie śledztwo Sekielskiego, którego wyniki są druzgocące. Musicie Państwo ten film koniecznie zobaczyć” – napisał na Twitterze Janusz Schwertner z onet.pl.

W filmie jest m.in. mowa o ks. Franciszku Cybuli, który był osobistym kapelanem w czasach prezydentury Lecha Wałęsy, ale także wtedy, kiedy pierwszy przywódca „Solidarności” był internowany podczas stanu wojennego. Sekielski dotarł do ofiary jego czynów pedofilskich.

https://twitter.com/Makowski_Jaro/status/1126506721143209984

Nagrał też samego księdza Cybulę, który w konfrontacji z pokrzywdzoną przez niego osobą, do wszystkiego się przyznaje. Były kapelan Wałęsy zmarł w lutym tego roku. W filmie pojawia się wypowiedź byłego prezydenta, który mówi, że nie uwierzy, dopóki nie dostanie dowodów.

W dokumencie, który trwa dwie godziny, przedstawiono wiele przykładów molestowania dzieci przez księży. Pokazano także przypadki duchownych, którzy wciąż odprawiają nabożeństwa, choć przed laty krzywdzili dzieci. Odniesienia się do ujawnionych przypadków pedofilii w Kościele odmówili Sekielskiemu hierarchowie Kościoła katolickiego w Polsce, m.in. prymas ks. Wojciech Polak i abp Sławoj Leszek Głódź. Konferencja Episkopatu Polski już zapowiedziała, że nie zamierza w żaden sposób odnieść się do dokumentu Sekielskiego.

Więcej na temat filmu Sekielskich >>>

Sekielscy obnażają pedofilię kleru. To polskie „Spotlight”.

Depresja plemnika

Jarosław Kaczyński jest wewnętrznie zdruzgotany śmiercią przyjaciółki, brata, matki i myślę, że poczucie proporcji  i rzeczywistości jest u niego zachwiane. Bardzo mu współczuję, ale myślę, że wewnętrzna tragedia nie usprawiedliwia niszczenia wszystkiego wokół siebie – ocenia prof. Jadwiga Staniszkis, socjolog. – Moim zdaniem prawdziwa wiara to przede wszystkim szacunek do drugiego człowieka, a robienie z jakichś zmitologizowanych założeń czy symboli, jak tęcza, czegoś tak zasadniczego jest czymś absurdalnym i pokazuje tak naprawdę wewnętrzną pustkę pisiaków – mówi o zatrzymaniu Elżbiety Podleśnej

View original post 1 763 słowa więcej

Pisowskie ruiny w szkolnictwie i Antoni Macierewicz zamiast w Tworkach – w limuzynie

Strajk nauczycieli trwa, a propisowski internet ogarnęło istne szaleństwo. Czas leci, trzeba więc jak najszybciej zdegradować przewodniczącego ZNP, Sławomira Broniarza w oczach narodu, podważyć jego wiarygodność, przekonać, że realizuje wrogie dzisiejszej Polsce, cele i w ogóle kawał z niego drania. Do walki z jednym człowiekiem włączyli się wszyscy: parlamentarzyści PiS, politycy tej partii spoza Sejmu, media publiczne i prawicowe, anonimowe konta w sieci. Zmasowany atak na szefa ZNP trwa…

Jaki obraz Broniarza wyłania się z tej ogromniej, zmasowanej, fali hejtu? Na Twitterze anonimowi trolle piszą o nim, że to „czerwony Bandyta, komunistyczny aktywista, ben Laden, terrorysta, parobek Schetyny, bandzior, fermenciarz na usługach polityków opozycji, postkomunistyczny śpioch, pierwszy sekretarz partii, czerwony gnój i bydlak”. Nieco delikatniej, choć przekaz jest ten sam, mówią o Broniarzu politycy PiS i prorządowe media. Z każdej strony dopadają nas zapewnienia, że to komunistyczny aparatczyk, związany z PO, strajk ma podłoże stricte polityczne i jego celem jest obalenie rządu, a wszystko to kosztem dzieci i dla kariery, która się panu przewodniczącemu marzy.

Prym w atakowaniu Broniarza wiodą takie gwiazdy prawicowych mediów jak Stanisław Janecki czy Dawid Wildstein, który nie ukrywa, że „Najgorsze, co spotkało nauczycieli, to Broniarz. Cyniczny, wykorzystujący ich do swoich gierek”.

W poniedziałek, 8 kwietnia, za pomocą podporządkowanej sobie telewizji publicznej, do ostrego ataku przystępuje rząd. Na okrągło pokazywane są te same zdjęcia, przedstawiające Broniarza w towarzystwie Grzegorza Schetyny lub jego udział w protestach opozycji ulicznej. Fotki krążą w Wiadomościach, na Twitterze i innych mediach społecznościowych, a komentarze pod nimi mogą pozwolić uwierzyć, że ludzie to kupują. Mówi się o jego, całkiem sporym, wynagrodzeniu i sympatiach politycznych zdecydowanie skierowanych w lewo. Aby mocniej tym przekazem uderzyć, dziennikarze pomijają milczeniem, pensje szefów np. Solidarności i ich powiązania polityczne.

Słuchając wypowiedzi polityków Zjednoczonej Prawicy na temat przewodniczącego ZNP, odnosi się wrażenie, że dostali oni gotowca na kartce, wykuli go na pamięć i powtarzają na okrągło, nawet nie rozumiejąc do końca, co prawda, co kłamstwo. Liczy się tylko przekaz jako taki. Liczy się przeciągnięcie jak największej liczby obywateli na swoją stronę, by wspólnie potępić strajk nauczycieli i pokazać, że większość jest zdecydowanie na nie.

Taka postawa strony rządzącej jeszcze bardziej ośmiela użytkowników mediów społecznościowych. Na 10 kont TT najczęściej wypowiadających się o Sławomirze Broniarzu aż 6 należy do przeciwników strajku, a wśród nich szczególnie wyróżniają się, niejaki @KSdoopy, nazywający strajkujących „komunistyczną hołotą”, @komiliton1, zwracający się do Broniarza per „Słuchaj, czerwony gnoju”, @ewe_kowalski, nie ukrywający swoich związków z PiS-em czy też @AndrzejPAdre1 kocha Polskę, rzucający hasłem „wszystkie hejtują Broniarza

Warto zwrócić uwagę na @Ryszard52140356. Brak zdjęcia, data utworzenia konta to 21 marca 2019r. Aktywność tego konta aż poraża. W tak krótkim czasie wrzucił już 5793 tweety czyli średnio 264 dziennie. Pracuje gość na akord czy co?

Dni mijają, nauczyciele nie odpuszczają, a ten zmasowany atak na przewodniczącego ZNP w sieci nie bardzo skutkuje. Narracja hejterów i trolli nie potrafi się jednak przebić przez poparcie i akceptację środowiska strajkujących i Broniarza. Strajk popiera 52% ankietowanych (sondaż Kantar dla „Gazety Wyborczej”).

Jednak rząd wie, co robi. Narracja z telewizji publicznej idzie coraz bardziej ostra, chaos informacyjny narasta a wszystko to po to, by przestraszyć zwolenników strajku, liczyć, że się pogubią, przestaną weryfikować informacje i wreszcie uwierzą, że tylko partia rządząca ma rację i jest w stanie wskazać właściwą drogę działania.

Antoni Macierewicz wozi się limuzyną z kierowcą i szasta naszymi pieniędzmi, stwarzając pozory, że ważna z niego osobistość. Jednak ostatnich kilkadziesiąt godzin dobitnie pokazało, jakie znaczenie dla państwa i PiS mają prace jego podkomisji smoleńskiej. Żadne!

MON nie miało ochoty zamieścić na swoich stronach internetowych nawet komunikatu tego gremium w przeddzień rocznicy katastrofy Tu-154M. Prezes Jarosław Kaczyński nawet słowem nie wspomniał o „sensacyjnych” ustaleniach komisji. I w ogóle byśmy się tym nie zajmowali, gdyby nie fakt, że to my za to wszystko płacimy!

Codziennie rano po Macierewicza przyjeżdża limuzyna z kierowcą i ochroną Żandarmerii Wojskowej. Prace komisji kosztują kilka milionów złotych, a efektów nie ma. Informację o pracach podkomisji Macierewicz opublikował na swojej prywatnej stronie internetowej. Twierdził, że „zaistniały problemy z serwerami MON”.

Prawda jest jednak taka, że podkomisja nie pracuje i nie ma żadnych nowych ustaleń. Przez długie tygodnie ustalaliśmy, czym się zajmuje to gremium. – Nie będę rozmawiał o pracy komisji ani udzielał informacji. Takie mamy założenie, bo prace trwają. Do widzenia – rzucił wiceszef komisji Kazimierz Nowaczyk (67 l.), gdy próbowaliśmy uzyskać od niego informację choćby o tym, kiedy było ostatnie posiedzenie.

W Centrum Operacyjnym MON słyszymy, że kontaktują się z podkomisją „telefonicznie lub mejlowo” – w sierpniu ubiegłego roku została ona przeniesiona do biur na ul. Kolskiej. Do komisji nie można się dodzwonić, choć teoretycznie działa od 8.30 do 16.30. Ostatni wpis na stronie internetowej pochodzi z 20 września. Budżet podkomisji na 2018 r. wyniósł 6 mln zł. Ile wydano i na co? Nie wiadomo. Już najwyższy czas, by Macierewicz przesiadł się do prywatnego auta i przestał udawać, że jego podkomisja cokolwiek wyjaśnia.