Archiwa tagu: Joachim Brudziński

Wszystkie drogi PiS prowadzą do Polexitu

Działkowiec + Ogrodnik + Deweloper Oto 3 problemy PiS….?

Publicysta „Die Welt” Sven Felix Kellerhoff zwraca uwagę na rosnącą liczbę krajów domagających się od Niemiec reparacji wojennych. Po Grecji i Polsce takie roszczenia zgłosiły Kraje Bałtyckie.

– Moraliści i populiści są zgodni (co do zasadności roszczeń), lecz skutki zaspokojenia tych roszczeń byłyby „dramatyczne” – ostrzega autor komentarza.

„Kto wyrządził szkodę, musi ją naprawić” – pisze Kellerhoff zaznaczając, że jest to rozsądna zasada obowiązująca w państwach prawa. Gdy jednak widać, że zadośćuczynienie wyrządziłoby szkody, które przewyższyłyby korzyści wynikające z naprawienia strat, wtedy rozsądniej jest poszukać kompromisu.

Polacy domagają się nierealnych sum

Dziennikarz „Die Welt” pisze, że Niemcy stały się ostatnio notorycznym celem roszczeń reparacyjnych. Grecja i Polska domagają się nierealnych sum”. Jeżeli Niemcy zgodzą się na to, wkrótce ustawi się kolejka „półtora tuzina” państw, które w czasie wojny były okupowane przez Niemcy.

Kellerhoff przypomina stanowisko niemieckiego rządu, że wszystkie roszczenia reparacyjne zostały ostatecznie zamknięte traktatem 2+4 z 1990 roku.

Nie prawo, lecz moralna presja

„Greckim i polskim populistom nie chodzi jednak o prawo międzynarodowe, lecz o moralną presję, która ma skłonić Niemcy do zmiany stanowiska” – pisze publicysta.

Zdaniem Kellerhoffa w przypadku dojścia w Niemczech do władzy rządu lewicowego (SPD-Zieloni-Lewica) istnieje niebezpieczeństwo, że ugnie się on przed żądaniami poszkodowanych krajów. Szczególnie Zielonym trudno zrozumieć, że „w polityce zagranicznej nie ma miejsca na moralność”.

Reparacje mają „dwojaki charakter” – „z jednej strony chodzi w nich o naprawę konkretnych szkód materialnych, z drugiej zaś o upokorzenie pokonanego przeciwnika”. „Krajom, które w przeszłości otrzymały reparacje, rzadko wyszły one na zdrowie” – ostrzega Kellerhoff.

Negatywne skutki reparacji

Publicysta „Die Welt” opisuje negatywne skutki reparacji, jakich w 1871 roku od pokonanej Francji zażądał kanclerz Otto von Bismarck. Paryż musiał zapłacić w ciągu kilku lat pięć miliardów franków w złocie. Kontrybucja pogłębiła odwieczną wrogość między obu krajami i doprowadziła do kolejnej wojny w 1914 roku. W Niemczech potężny zastrzyk gotówki doprowadził do przegrzania koniunktury i do krachu na rynku w 1873 roku.

Po I wojnie światowej Francja domagała się odwetu – Niemcy zostały zobowiązane do zapłacenia „astronomicznych” sum – 132 mld marek w złocie. Gospodarczy kryzys wyniósł do władzy narodowych socjalistów, którzy zlikwidowali demokrację. Skutki są dobrze znane – podkreśla Kellerhoff.

Reparacje mogą zniszczyć UE

„Miejmy nadzieję, że w Europie nie dojdzie do nowej wojny, i że nawet aktualne roszczenia Polski i Grecji tego nie zmienią. Z pewnością jednak euro i Unia Europejska rozpadłyby się, gdyby oba te kraje blokowały pracę Brukseli, dopóki Niemcy nie uznają rzekomych zobowiązań reparacyjnych” – pisze Kellerhoff.

„Równocześnie doszłoby do wzrostu resentymentów, a skutkiem byłby ogromny wzrost nacjonalizmu” – ostrzega „Die Welt”.

Niemieccy turyści przestaliby odwiedzać Grecję, a polscy pracownicy przestaliby być mile widziani w RFN, co oznaczałoby utratę możliwości atrakcyjnych zarobków. Wszystko to może stać się faktem, nawet gdy Grecja i Polska nie uzyskają od Niemiec ani jednego euro.

Gdyby Niemcy pomimo wszystko wypłaciły reparacje, w krajach będących beneficjentami doszłoby do przegrzania koniunktury, jak w Niemczech po 1871 roku. W Grecji istotną część niemieckich świadczeń i tak pochłonęłaby korupcja tak, jak w przypadku indywidualnych odszkodowań wypłacanych w latach 1950-1960.

„Tak czy siak – reparacje są błędną drogą, tym bardziej że od wojny dzielą nas już dwa pokolenia – podsumowuje Kellerhoff w komentarzu opublikowanym w „Die Welt”.

Wszystkie drogi PiS prowadzą do Polexitu.

Depresja plemnika

Joachim Brudziński otworzył filię urzędu pocztowego na jednym ze szczecińskich osiedli. Podczas uroczystości nie zabrakło także księdza, który pobłogosławił urząd. Brudziński kupił dwie lokalne gazety oraz książkę o snajperach z czasów II wojny światowej. Znaczków nie kupił, listu nie wysłał…

Przypominamy, że Brudziński twierdził, że na dwa tygodnie przez wyborami do Europarlamentu bierze urlop jako minister. W jakim więc charakterze był na rzeczonej poczcie? Dziennikarzom odpowiedział, że „jako poseł ziemi zachodniopomorskiej”. – „Oficjalnie jestem na urlopie” – stwierdził Brudziński, ale po chwili dodał, że… wciąż jest przecież ministrem!

„Dla niezorientowanych i obcokrajowców: Pokazana na filmie scenka miała miejsce w dużym państwie UE, w roku 2019! Pan w okularach to konstytucyjny minister tego państwa”;

„Proszę się jeszcze pochwalić, o ile podnieśliście ostatnio ceny znaczków”; – „Będą pobłogosławione listy polecone?”; – „Paczkomaty też pan święci? U mnie na osiedlu kilka takich się pojawiło”

View original post 2 890 słów więcej

 

Reklamy

Wykopać PiS

Podczas jednej z ostatnich dużych konwencji rządzącej prawicy w Krakowie, Jarosław Kaczyński powtórzył wszystkie argumenty, które do tej pory nie zapewniły jego partii żadnego „przełamania” czy „ruszenia do przodu”. A po emisji filmu Sekielskich, kiedy już nawet niektórzy konserwatywni biskupi „udają się na półroczną pokutę w klasztorze” (płocki biskup Piotr Libera, który został do takiej „dobrowolnej pokuty” zmuszony przez papieża Franciszka, stał się pierwszą ofiarą filmu Sekielskich spośród najbardziej wpływowych polskich hierarchów), strategia okopywania się PiS-u na pozycjach prawicowej wojny kulturowej jest przepisem na klęskę.

Jednak Jarosław Kaczyński albo utracił już zdolność manewrową, albo doszedł do wniosku, że mobilizację wiejskiego elektoratu (zwykle nie chodzącego na europejskie wybory) mogą mu zapewnić wyłącznie proboszczowie z tzw. Kościoła Rydzyka. W swoim wystąpieniu z nazwiska pochwalił zatem Ryszarda Legutkę, który w polskim Kościele nie zauważył żadnej pedofilii, a wyłącznie „pederastię”. Znów ostrzegał przed seksualizacją dzieci przez świecką szkołę, nie wspominając o „pracy z dziećmi” księży pedofilów. Z braku jakichkolwiek świeżych wypowiedzi Pawła Rabieja z Nowoczesnej o adopcji dzieci przez pary homoseksualne, Kaczyński zaatakował w Krakowie Platformę Obywatelską za samo przygotowywanie projektu uregulowania kwestii związków partnerskich. Jako personalny cel swojego ataku wybrał przy tym całkiem błędnie (może wybrał mu takiego przeciwnika jakiś niezbyt rozgarnięty PR-owiec) Rafała Grupińskiego, który jest akurat jednym z bardziej konserwatywnych polityków PO.

Z koszem darów przyjechał do Krakowa premier Morawiecki. Tym razem dostało się niepełnosprawnym. Te same pieniądze, których nie było, kiedy niepełnosprawni strajkowali przez wiele tygodni w Sejmie, gdzie na rozkaz Kaczyńskiego, Morawieckiego i Kuchcińskiego zamykano im okna i zakazywano wchodzenia do sejmowych toalet, znalazły się – przynajmniej wirtualnie, jako jedna z wyborczych obietnic – w ostatnim tygodniu kampanii, w której PiS po raz pierwszy zaczęło się bać. Bezpośrednią przyczyną tej szczodrobliwości władzy mogło być również to, że niepełnosprawni uczestnicy tamtego protestu od paru dni pojawiają się na spotkaniach opozycji, a dzień przed krakowską konwencją PiS-u wystąpili na marszu Koalicji Europejskiej w Warszawie.

Jarosław Kaczyński straszył w Krakowie nie tylko gejami i seksualizacją dzieci przez świeckich nauczycieli opętanych „ideologią gender”. Ostrzegał także Polaków przed euro, powtarzając PR-owy wynalazek Mateusza Morawieckiego (adresowany do tych samych odbiorców, co kiedyś clipy z Chuckiem Norrisem zachęcającym do brania kredytów z banku, którego prezesem był wówczas Morawiecki). Kaczyński obiecał zatem w Krakowie, że „przyjmiemy euro dopiero, kiedy się zrównamy z Niemcami”.

Można to nazwać makiawelizmem, bowiem pozostanie Polski na kolejne lata ze słabą, bezbronną wobec globalnych spekulantów narodową walutą, z dalszą masową ucieczką młodych, lepiej wykwalifikowanych Polaków do strefy euro w poszukiwaniu wyższych pensji wypłacanych w silniejszej walucie, wreszcie z gospodarką mogącą konkurować na globalnym rynku jedynie tanią siłą roboczą, a nie innowacyjnością – Polska nigdy się „z Niemcami nie zrówna”. I w ten sposób Jarosław Kaczyński nigdy nie będzie musiał rezygnować ze złotówki, nad której słabością dalej będzie czuwał Adam Glapiński.

Unia personalna Schetyny i Tuska

Ciekawiej było po stronie opozycji, ale przede wszystkim z racji wydarzeń o charakterze personalnym. I tak wydarzeniem sobotniego marszu opozycji w Warszawie było pojawianie się tam Donalda Tuska, który bardzo jednoznacznie i bardzo ostro wypowiedział się po stronie Koalicji Europejskiej przeciwko PiS-owi i Jarosławowi Kaczyńskiemu.

Wielu prawicowych, a także „symetrystycznych” publicystów prasy, która otrzymuje reklamowe pieniądze z kontrolowanych przez PiS spółek skarbu państwa, od wielu miesięcy szukało dowodów na to, że Donald Tusk już za chwilę odbierze Grzegorzowi Schetynie Platformę Obywatelską. Stworzy konkurencyjną dla Koalicji Europejskiej listę w wyborach do Parlamentu Europejskiego, założy własną partię, która rozbije elektorat Platformy, itp. Nic z tych rzeczy nie nastąpiło. Mimo szorstkiej przyjaźni obu panów, na warszawskim marszu opozycji wydarzył się cud. Dwaj ludzie, którzy wyznają podobne idee, mają wspólne polityczne interesy i wspólnego wroga, zamiast rzucić się sobie do gardła, wystąpili razem. Donald Tusk i Grzegorz Schetyna zachowali się racjonalnie, co w polskiej polityce należy do wyjątków.

Najbardziej precyzyjnie podsumował wyjątkowość tego zdarzenia obecny na marszu Koalicji Europejskiej prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak, który „serdecznie podziękował” Grzegorzowi Schetynie i Donaldowi Tuskowi „za to, że są razem i walczą razem”.

Faktycznie, kiedy ostatni raz Tusk i Schetyna byli naprawdę razem – czyli w pierwszej połowie pierwszej kadencji pierwszego rządu Donalda Tuska, pomiędzy 2007 i 2009 rokiem – liberalne centrum było w Polsce najsilniejsze, miało zarówno „wizje” (przed którymi wcale jeszcze nie stronił wówczas Tusk), jak też narzędzia, by te wizje realizować (tych dostarczał Tuskowi Schetyna). Od tamtego czasu zdarzyło się jednak pomiędzy oboma panami tak wiele, że ich uścisk dłoni – który wręcz ostentacyjnie zaprezentowali tysiącom uczestników marszu opozycji – miał być czymś w rodzaju publicznej gwarancji, że w kluczowym dla polskiej demokracji momencie będą wobec siebie lojalni.

Ciekawa była na warszawskim marszu Koalicji Europejskiej dystrybucja czasu przemówień. Grzegorz Schetyna, który Koalicję Europejską faktycznie zbudował, prawie zrezygnował z własnego wystąpienia. Powitał jedynie uczestników marszu, liderów Koalicji Europejskiej i uczestniczące w niej ugrupowania. Jednak później zrobił miejsce, aby to Donald Tusk zabłysnął oratorskim talentem.

Choć prawica była wystąpieniem Tuska oburzona (szczególnie czołowego specjalistę od katolickiego szariatu, Jarosława Gowina, rozsierdziło porównanie Jarosława Kaczyńskiego do ajatollaha), a „symetryści” wyrażali zblazowanie tym, że „Donald Tusk znowu kłóci się z Jarosławem Kaczyńskim” (muszę przyznać, że ja z kolei jestem już zblazowany banałami „symetrystów”), to zwolennicy i potencjalni wyborcy opozycji przyjęli przemówienie Donalda Tuska entuzjastycznie. Oni akurat nie rozumieli, dlaczego dwa pierwsze wystąpienia Donalda Tuska w tej kampanii były tak mało wyraziste i zdystansowane.

Więcej o Tusku >>>

To nie jest głosowanie na mniejsze zło. To głosowanie na większe dobro – mówił Donald Tusk na marszu „Polska w Europie”, który przeszedł ulicami Warszawy. Na jego czele oprócz szefa Rady Europejskiej przeszli liderzy Koalicji Europejskiej, a także byli prezydenci Aleksander Kwaśniewski i Bronisław Komorowski.

Marsz rozpoczął się parę minut po godzinie 12 na placu Bankowym, gdzie manifestantów powitał prezydent miasta Rafał Trzaskowski. – Są to wybory, które pozwalają nam walczyć o wartości, tak jak w Warszawie walczyliśmy o otwartość, o tolerancję, o wartości europejskie, tak właśnie dokładnie o tym samym będą te wybory europejskie za tydzień – mówił prezydent stolicy, porównując wybory w przyszłą niedzielę do referendum w sprawie akcesji Polski do Unii.

Uczestnicy marszu przeszli na plac Konstytucji, gdzie głos zabrali politycy, liderzy Koalicji Europejskiej, byli prezydenci i przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk. Wszyscy razem wcześniej szli na czele marszu ulicami stolicy.

Tusk: Nie dajcie się oszukać

– Jestem z wami, żeby powiedzieć wszystkim Polakom, jak ważne są to wybory. Stawka jest podwójna, większa niż zwykle. To wielki wybór. Stoję dzisiaj przed wami z ludźmi, którzy kiedy mówią o Polsce w Europie, gdy mówią, że Polacy to Europejczycy, a Europa jest domem dla Polski, to nie po to, by kogoś zwodzić dwa tygodnie przed wyborami. To oni planowali to wielkie przedsięwzięcie. To oni wprowadzili Polskę do UE. To oni są gwarancją mocnej Polski w Europie. Oni wierzą, podobnie jak ja, że miejsce Polski jest w Europie – mówił ze sceny Donald Tusk.

– Krzycząc „prawo”, gwałcili konstytucję, krzycząc „sprawiedliwość”, niszczyli polskie sądy, mówiąc o skromności, głośno wykrzykiwali „te pieniądze nam się po prostu nalezą”. A więc jeśli tak samo chcą potraktować naszą europejskość, jak potraktowali konstytucję, sądy i własne deklaracje dotyczące skromności i uczciwości, to znaczy, że ten wybór jest naprawdę bardzo poważny – dodał Donald Tusk.

Kaczyński jak ajatollah

Przewodniczący Rady Europejskiej namawiał do oddania głosu na demokratów.

– Mówię o tych wszystkich, którzy się zastanawiają, a którzy dobrze życzą Polsce – nie ryzykujcie. Jest jeszcze inna stawka. To jest przyszłość Europy – mówił Donald Tusk. – W wielu miejscach są ludzie, którzy odnajdują się w dobrze znanych hasłach: jedna idea, jeden naród, jeden wódz – dodał. – Nie wierzcie malkontentom, którzy mówią o Koalicji Europejskiej, że ich nic nie łączy. Ich łączy troska o wspólne dobro – zaznaczył.

Odniósł się też do słów Jarosława Kaczyńskiego, które padły na konwencji w Łodzi. Prezes PiS straszył przymusową relokacją imigrantów i potrzebą obrony przed zagrożeniami z Europy, gdzie wymieniał euro, demoralizację dzieci, ograniczenie programów społecznych oraz islam.

– Ostatnio słyszałem, że padły tu słowa o szariacie. Szariat to mniej więcej w praktyce państwo wyznaniowe. Autor tych słów, a znam go długo i dobrze, jak mówi, że chce przed czymś bronić, to z reguły o tym marzy – mówił Tusk.

– Polska osiągała wielkie zwycięstwa, kiedy Polacy potrafili się jednoczyć. To nie jest głosowanie na mniejsze zło. To głosowanie na większe dobro – dodał Donald Tusk.

Byli prezydenci ze wsparciem dla KE

Po szefie Rady Europejskiej głos zabrali byli prezydenci Aleksander Kwaśniewski i Bronisław Komorowski.

– Dziękuję wszystkim, którzy nam pomagali przed 2004 r., abyśmy weszli do UE. My z europejskiej drogi nie zejdziemy. Europa przyniosła nam postęp w wielu dziedzinach. Za to jesteśmy Europie wdzięczni i teraz możemy ją wyrazić głosując – przekonywał Aleksander Kwaśniewski.

– Wspominam ten szczególnie smutny moment, jakim było wyprowadzenie flag europejskich z kancelarii polskiego premiera, pisowskiego premiera. Można powiedzieć, że to tylko symbol, ale to aż symbol – mówił z kolei Bronisław Komorowski.

Schetyna: Prosimy o ostatni tydzień zaangażowania

– KE powstała po to, aby przywrócić nam wszystkim nadzieję, Polskę Europie – mówił Grzegorz Schetyna, który dziękował w swoim wystąpieniu wszystkim tym, dzięki którym powstała Koalicja Europejska.

– Przyjechaliśmy po to, aby powiedzieć, że jesteśmy gotowi, aby prosić o ostatni tydzień dobrych emocji, entuzjazmu i zaangażowania, żebyśmy mogli się cieszyć wieczorem 26 maja – mówił lider PO.

Katarzyna Lubnauer, szefowa Nowoczesnej, mówiła: – Zwracam się do kobiet, 100 lat temu dostałyśmy prawa wyborcze, skorzystajmy z tego! Nie pozwólmy, by zadecydował za nas wieczny kawaler!

Lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz mówił m.in. o wadze wyborów jesiennych do polskiego parlamentu: – Te wybory to rzeczywiście wielki wybór, ale to dopiero pierwsza tura. Druga będzie jesienią. Musimy wygrać wybory europejskie, żeby zwyciężyć na jesieni. Dla nas nie jest ważna tylko jedna pora roku, a cały rok.

Na scenie razem z liderami Koalicji Europejskiej przemawiali także prezydenci miast i samorządowcy, m.in. Hanna Zdanowska, prezydent Łodzi Jacek Jaśkowiak, prezydent Poznania, a także przedstawiciele organizacji pozarządowych i stowarzyszeń.

Za tydzień PiS może zaglądnąć w oczy widmo porażki i pojawić się cień krat więziennych.

Depresja plemnika

Od dziewięciu lat partia rządząca wykorzystuje katastrofę w Smoleńsku, grając na emocjach wyborców. Miesięcznice, komisje, symulacje lotu, dochodzenie prawdy, to stały element polityki PiS. Jednak jak się przekonujemy, to tylko fasada, za którą zwyczajnie nic nie ma.

Okazuje się bowiem, że ostatnim przedstawicielem rządu, który był na miejscu katastrofy jest nikt inny, jak znienawidzony przez partię rządzącą – Donald Tusk.

Było to dokładnie 10 kwietnia 2010 r., czyli w dniu tragedii. Od tamtej pory nikt wyżej postawiony nie kwapił się do tego, by w Smoleńsku oddać honor ofiarom.” Te dość bulwersujące informacje zostały pozyskane przez posła PO, Krzysztofa Brejzę, który wystosował pytanie o obecność przedstawicieli polskiego rządu w Smoleńsku w rocznice katastrofy.

Odpowiedź szokuje, bo nikt z przedstawicieli Zjednoczonej Prawicy nie oddał hołdu ofiarom w ciągu czterech minionych lat. „W tym roku jedynym oficjalnym przedstawicielem Polski w Smoleńsku, w rocznicę tragedii, był ambasador RP w Moskwie – Włodzimierz…

View original post 813 słów więcej

 

Sojusz PiS z klechami

Nie udało się działaczom Wiosny wyświetlić filmu „Tylko nie mów nikomu” na Katedrze Wojska Polskiego w Warszawie.

Ancymon i jego ancymonki raczej nie zdarzą się jeszcze raz w naszej historii. To, co wyprawia Kaczyński, będzie znane jako okres Bredzącego Karła.

Depresja plemnika

„Dzisiejsza wizyta Jarosława Kaczyńskiego na Pomorzu Zachodnim dla dwóch złowionych szczupaków, była wyjątkowo szczęśliwa” – napisał na Twitterze Joachim Brudziński. Prezes PiS w towarzystwie ministra spraw wewnętrznych zajmował się łowieniem ryb, a konkretnie szczupaków, którym łaskawie darował życie, wrzucając je z powrotem do jeziora.

Nie tylko wędkowanie zajmowało szanownego prezesa. Brudziński na Twitterze zamieścił prawdziwą fotorelację z piknikowania Kaczyńskiego na łonie natury. Było więc ognisko, pieczenie kiełbasek i „świeża ryba na brzozowym ogniu”.

Internauci bezlitośnie wyśmiali Kaczyńskiego, który „ułaskawił” szczupaki: – „Ukochany Przywódca daruje życie dwóm lewackim szczupakom” – zdjęcie nadające się na czołówkę północnokoreańskiej prasy”; – „Raczej powinny czuć się wyróżnione, że to „emerytowany zbawca narodu” je złapał”; – „Co robi PiS, by zagłuszyć temat #TylkoNieMówNikomu? Zaczyna robić cyrk obwoźny z Jarosławem Kaczyńskim w roli głównej. Kaczyński na rybach, Kaczyński w Pytaniu na Śniadanie. Może jeszcze zgłoszą go do „Rolnik…

View original post 1 429 słów więcej

 

Sekta, smród zgnilizny, watykanskie szambo. O Kościele po filmie „Tylko nie mów nikomu”

Arcybiskup Sławoj Leszek Głódź wypowiedział się dzisiaj w Krakowie na temat filmu „Tylko nie mów nikomu” poświęconemu pedofilii w Kościele Katolickim.

Abp Marek Jędraszewski w najbliższym tygodniu ma zjawić się w Poznaniu, aby odprawić mszę z okazji 100-lecia Liceum nr 1 im. Karola Marcinkowskiego.

Manuela Gretkowska wypowiedziała się na temat filmu Tomasza Sekielskiego „Tylko nie mówi nikomu” o pedofilii w polskim Kościele katolickim. Pisarka w swoim komentarzu odniosła się do słów dziennikarza Szymona Hołowni, który obejrzał fragment dokumentu.

„Tylko nie mów nikomu” wstrząsa, boli. Konieczne pilne działania władz i organów ścigania, zdecydowana postawa instytucji publicznych i wielu, dziś wstrząśnięty katolików. Dość zaburzeń w relacjach państwo-kościół. Rozdział i jasne zasady, tego się domagamy – mówi Barbara Nowacka z Koalicji Europejskiej.

Aktor i działacz społeczny Krzysztof Pieczyński (stowarzyszenie Polska Laicka) skomentował dokument „Tylko nie mów nikomu” Tomasza Sekielskiego o pedofilii w Kościele katolickim.

Film braci Sekielskich oczywiście wstrząsający. Oprócz osobistych tragedii pokazuje systemowe mechanizmy, które sprzyjają pedofilii w kościele i pomagają w ochronie przestępców. Wykorzystajmy szok wywołany filmem jako szansę na rozprawienie się z tym koszmarnym zjawiskiem.

Wielokrotnie w wywiadach głośno podkreślałem, że kościół polski jako instytucję, ominęło Oświecenie. To nie ma nic do wspólnoty wiernych czy samej treści religii. To kościół jako instytucja wymaga reformy. Proponuję taki plan:

1. Stwórzmy państwową komisję (o szerokim autorytecie publicznym i z reprezentacją środowisk obywatelskich ) do walki z pedofilią. Zróbmy użytek ze sprawdzonych rozwiązań w innych krajach: w Stanach Zjednoczonych, Australii, Irlandii, Wielkiej Brytanii i innych. Obrona dzieci i wymierzanie sprawiedliwości to zadanie dla państwa, nie dla kościoła.

2. Niech komisja i państwowe organy ścigania uzyskają pełny dostęp do archiwów kościelnych. Niestety najpewniej kryje się tam masa informacji o przestępstwach i próbach ich tuszowania, które nie zostały ujęte w statystykach niedawno ogłoszonych przez Konferencję Episkopatu.

3. Wprowadźmy przejrzystość postępowań kościelnych w sprawach dotyczących podejrzeń o pedofilię. Oczywiście w poszanowaniu takich praw jak prywatność czy godność osobista. Zbyt często poufność wewnętrznych procedur kościelnych służy do faktycznej ochrony przestępców.

4. Zamiatanie przypadków pedofilii pod dywan przez przełożonych i innych powinno być konsekwentnie karane jako współudział w przestępstwie. Wszelkie zmiany w wewnętrznych procedurach kościoła w ostatnich latach są potrzebne i ważne. Ale indolencja i odwracanie oczu pozostaje jednym z głównych systemowych problemów, który trzeba wyeliminować. Upewnijmy się, że wykorzystujemy wszelkie narzędzia prawne, które mamy do dyspozycji.

5. Konkordat minus? Sprawdźmy, czy umowa konkordatowa nie roztacza parasola ochronnego nad przestępcami. Renegocjujmy ją, jeśli tego wymaga ochrona dzieci przed przestępstwami seksualnymi.

6. Wreszcie — wzmacniajmy programy i instytucje wsparcia dla ofiar (rządowe i pozarządowe). Stwórzmy programy edukacyjne na wzmocnienie cielesnej suwerenności dzieci (w wieku przedszkolnym i szkolnym). Na filmie widzimy, że dzieci zbyt często są bezradne wobec presji ze strony starszych, silniejszych osób, które w wielu przypadkach cieszą się niezasłużonym autorytetem.

Ruja i poróbstwo klechów to mało powiedziane.

Depresja plemnika

Przykładem cynicznej i wyrachowanej manipulacji po ujawnieniu przypadków pedofilii w polskim kościele jest postawa TVP i przyjęta narracja „Wiadomości”, przypominająca stara radziecką technikę propagandową. Na zarzut odpowiada się niewygodnym dla pytającego stwierdzeniem, które ma go zdyskredytować Kiedyś brzmiało to tak „…a w USA biją murzynów”.

Widać wyraźnie, że „argument murzyński” do dziś nie stracił na swojej aktualności i objawił się w całej krasie przy okazji premiery dokumentu braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu”.

Telewizja publiczna w materiale „Podwójne standardy opozycji”, nie wspominając o nim w ogóle, skupiła się ni z tego, ni z owego, na osobach trzech pedofilów, którzy – zdaniem PiSowskich dziennikarzy – byli związani z opozycją.

Zaprezentowano więc sylwetkę Piotra Z., byłego radnego PO ze Słupska, który został skazany w 2012 r. za czyny…

View original post 665 słów więcej

 

Kaczyński szuka nowego wroga, bo sojusznik, kler po ujawnieniu ogromnej podofilii, jest w defensywie. Padło na Niemcy

Poseł Arkadiusz Mularczyk (PiS) był gościem Telewizji Trwam.Polityk Prawa i Sprawiedliwości wypowiadał się na temat reparacji wojennych, jakie jego zdaniem Polska powinna otrzymać od Niemiec.

Jakże trafne były słowa Leszka Jażdżewskiego o klerze przed wykładem Donalda Tuska na Uniwersytecie Warszawskim.

Morawiecki, ancymonki do dymisji

Wybory do europarlamentu już za nieco ponad dwa tygodnie, a premier Mateusz Morawiecki wydaje się kompletnie zapominać o szczegółach kodeksu wyborczego, który determinuje konieczność przeprowadzenia rekonstrukcji rządu jeszcze przed wyborami. Jak gdyby nigdy nic, zapowiedział dziś w rozmowie z mediami, że nie podjął jeszcze decyzji w sprawie zmian w rządzie i wręczenia dymisji tym z ministrów, którzy wydają się być pewniakami do objęcia mandatu posła do PE.

– Jeśli chodzi o zmiany na poziomie rządu, to tak jak zapowiadałem, planujemy je raczej w okolicach wyborów, raczej tuż po wyborach. Dlatego że chciałbym ostatecznie przecież wiedzieć, którzy ministrowie dostaną się do PE, a to zależy wyłącznie od woli wyborców – stwierdził premier na briefingu po kolejnej turze rozmów w ramach tzw. oświatowego okrągłego stołu.

Szef rządu najwyraźniej nie doczytał zapisów kodeksu wyborczego w części dotyczącej okoliczności, które prowadzą do utraty mandatu europosła. Wśród wielu przesłanek wymieniona jest także ta, która mówi o tym, że traci prawa do sprawowania swojego mandatu ten, kto w chwili wyborów do PE pełni funkcję ministra bądź sekretarza stanu w organach władzy wykonawczej. Jeśli zatem przed 25 maja tacy politycy jak Beata Szydło, Joachim Brudziński, Anna Zalewska, czy np. Patryk Jaki nie przestaną sprawować swojej funkcji, to automatycznie utracą prawo objęcia mandatu, nawet w sytuacji gdy zdobędą najwięcej głosów i zdeklasują swoją konkurencję.

Oczywiście nie można wykluczyć sytuacji, w której dymisje zostaną złożone i przyjęte przez premiera na dzień przed wyborami, tylko opinia publiczna dowie się o tym dopiero po wyborach. W końcu z transparentnością tej władzy i tak nie jest najlepiej i w razie spóźnienia zawsze można do dokumentu wpisać odpowiednią datę. Czego się w końcu nie robi dla osiągnięcia pożądanego efektu. Nie od dziś wiemy, że ta władza granic nie uznaje.

Brudziński dziadex? Gorzej, jego konsystencja intelektualno-estetyczna waniajet…

Czy tylko kobiety protestują i podpadają PiS-owi, albo pod paragraf? Dzisiaj Elzbieta Podleśna z tęczową Matką Boską, wczoraj Kozyra z pejczem i Natalia LL z bananem. Wcześniej Klementyna Suchanow obrzucająca jajami coś, co jaj nigdy nie miało. Przedtem Anna Zawadzka, wygarniająca w kościele swoje racje, w miejscu gdzie kobiety mogą tylko odczytywać teksty mężczyzn, albo szorować posadzki. Protestująca samotnie Gabriela Lazarek na placu małego miasta… kobiety kładące się na ulicach Warszawy w proteście przeciw przemarszowi faszystów.

Antyrządowe akty odwagi są kobietą, tak jak już od lat mówiłam: „Polska jest kobietą”. Gdzie ci mężczyźni? W partiach? Na posadach? Idą jakąś niewidzialną armią wsparcia?

PiS-owi jak każdemu patriarchalnemu dziadexowi łatwiej uderzać w pogardzane kobiety. Atak na mężczyzn jest polityczny. Na kobiety ma działać jak wiadro zimnej wody dla histeryczki. Męskie wystąpienia mają racjonalne tło, są analizowane. Kobiece – oceniane pod względem mentalnym i seksualnym. Lansująca się dziwka czy zdesperowana brakiem zainteresowania wariatka?

Jeżeli nie będziemy wspierać odważnych i mądrych kobiet, chociażby „bananami”, staną się osamotnionym, patetycznym pośmiewiskiem. I o to chodzi dziadexom.

Kiedy przydupiasty ministrant dostaje władzę bezkarnego policjanta, bawi się w inkwizycję. To już nie średniowiecze, więc kołem łamie tylko ludzkie charaktery. Przesłuchuje, zastrasza.

Brudziński, minister spraw wewnętrznych nie ma życia wewnętrznego. Ma sprawy do załatwienia. Obrazę uczuć Matki Boskiej. Naruszenie jej image’u. Za chwilę mu doniosą, że Jezus objawił się na FB i banuje katolickie trolle. Ten sam Jezus Ch., który fundował chrześcijaństwo na skale, nie na Podlasiu pałac biskupi.

Kobiety protestują bardziej, bo są bardziej inteligentne i wrażliwe? A przede wszystkim bardziej pokrzywdzone. Przez politykę i mizoginię.
Za to dziady patriarchalne nie podmywają sobie ust ani sumień.

Patriarchalne dziady wyrzuciły z Muzeum Narodowego prace dwóch artystek: Kozyry i Natalii LL. Bo kobiety i nieprzyzwoite.

Kobiety są zawsze pierwszym chłopcem do bicia przez patriarchalne dziady. Chyba że przebrani w sutanny mogą gwałcić chłopców, co nazywa się pedofilską posługą kościelną.

3 maja Tusk wygłosi na Uniwersytecie Warszawskim przemowę o Konstytucji. W marcu 68, w tym samym miejscu po zdjęciu „Dziadów” buntowali się studenci.

Paradoskalnie, jak to w naszej historii, symbolem buntu polskiej inteligencji stała się teraz „kobieta biorąca w usta” zdjęta z wystawy przez Dziady patriarchalne.

Białe róże, feminstyczne czarne parasolki, banan symbolem buntu inteligencji. Na samochodach bananowe nalepki zaczną konkurować z kotwicą Pamiętamy. Więc jedząc banana wystarczy pamiętać, gdzie żyjemy, w patriarchalnej chujni, która stała się muzealnym skansenem Europy. Oby nas z niej nie wyrzucono.

  • O wskazanie podstaw prawnych działania policji, która o godz. 6 rano wkroczyła do mieszkania kobiety podejrzewanej o to, że przetworzyła w tęczę aureolę Matki Boskiej Częstochowskiej, rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar zapytał 7 maja policję i prokuraturę.

Jak wynika z przekazu medialnego, w poniedziałek 6 maja o godz. 6 rano kilku policjantów weszło do warszawskiego mieszkania Elżbiety Podleśnej. Przeprowadzili rewizję i zarekwirowali jej sprzęt elektroniczny m.in. telefon i komputer. Po przeszukaniu zdecydowali o zatrzymaniu i przewieźli ją do Komendy Miejskiej Policji w Płocku. Postawili jej zarzut obrazy uczuć religijnych, ponieważ wiążą ją z plakatem przedstawiającym Matkę Boską Częstochowską w tęczowej aureoli.

Pojawił się on w Płocku m.in. na kościele, w którym Grób Pański w Wielkanoc został udekorowany pudłami z napisami: „LGBT”, „gender”, „chciwość”, „homozboczenia”, „pycha”, „plotki”, „odrzucenie wiary”, „egoizm”, „nienawiść”, „kradzież”, „pogarda”, „kłamstwa”.

W związku z tym Rzecznik Praw Obywatelskich prosi prokuratora rejonowego w Płocku Norberta Pęcherzewskiego o informacje o stanie sprawy i wyjaśnienie, czy to on zatwierdził przeszukanie w mieszkaniu Elżbiety Podleśnej.

Nadinspektora Pawła Dobrodzieja, komendanta stołecznego policji pyta natomiast:

  • o podstawy prawne i przesłanki zatrzymania oraz przeszukania;
  • o okoliczności realizacji zatrzymania i przeszukania (z wyjaśnieniem, czy wcześniej były podejmowane działania mające na celu zapewnienie stawiennictwa zatrzymanej oraz czy wcześniejsza postawa p.  E. Podleśnej uzasadniała podejrzenie, że nie stawi się na wezwanie lub w inny bezprawny sposób będzie utrudniała postępowanie);
  • czy podczas zatrzymania i przewożenia zatrzymanej do Komendy Miejskiej Policji w  Płocku były stosowane środki przymusu bezpośredniego i jakie, oraz ewentualnie – jaka była podstawa faktyczna i prawna stosowania tych środków;
  • czy zatrzymana złożyła zażalenie na zatrzymanie, bądź skargę na funkcjonariuszy, co do sposobu realizacji zatrzymania.

Gdyby się miało okazać, że przeszukanie w mieszkaniu Elżbiety Podleśnej nie wynikało z zarządzenia prokuratora Pęcherzewskiego, Adam Bodnar pyta nadinspektora Dobrodzieja, kto wydał taki rozkaz.

II.519.499.2019