Archiwa tagu: Ewa Siedlecka

Czy Kaczyński pierdyknie z całym narodem?

Jakub Maciejewski u Karnowskich obraża Polaków, którzy nie dorośli do demokracji i nie zagłosowali na PiS. To już mała powyborcza tradycja w środowisku komentatorów mediów Fratrii.

PiS odniósł imponujący sukces, ale paradoksalnie ogromna mobilizacja wyborcza ich osłabiła – mówi prof. Radosław Markowski, politolog z Uniwersytetu SWPS

AGNIESZKA KUBLIK: Rozumie pan smuteczek prezesa Kaczyńskiego?

PROF. RADOSŁAW MARKOWSKI: Nawet boleśnie go odczuwam. Tak mi się smutno zrobiło, gdy w niedzielny wieczór patrzyłem na człowieka, który chce mieć władzę absolutną, a musi udawać demokratę. Bolszewicka tęsknota, by coś zrobić z tą większą połową społeczeństwa, która go nie poparła, choć powinna, jest widoczna.

Problem w tym, że najlepsze czasy i najwięcej zasobów, by to zrobić, właśnie minęły. A tęsknota za tym, by wszyscy się opowiedzieli za jedną opcją polityczną, jest tyleż psychologicznie zrozumiała, co całkowicie sprzeczna z doświadczeniami jakościowych demokracji tego globu.

Odczuwa pomysł: chce obalać stereotypy o PiS i przekonywać, że jego partia to ludzie dobrzy, uczciwi, patriotyczni, no i lepiej znają się na gospodarce.

– Czyli prezes musi zacząć kogoś piętnować…

Pana już napiętnował. Tuż przed wyborami w „Wiadomościach” TVP 1 nazwał pana pseudoelitą.

– Niech trenuje. Ci, którzy to widzieli, twierdzą, że do pięt nie dorasta Gomułce, gdy ten piętnował Szpotańskiego. Służę oryginałem. A tak poważnie, to ja się mam dobrze, nie mogę się opędzić od naukowych badań i zobowiązań wobec świata, pracy w kilku ważnych redakcjach europejskich czasopism… Krótko: niech pan doktor nauk prawnych się mną nie zajmuje.

Najdalej w 2021 r. okaże się, jakimi sztukmistrzami ekonomicznymi są Kaczyński i Morawiecki. Każde państwo tej wielkości co Polska przy koniunkturze światowej może przez kilka lat wyciskać pieniądze na klientelistyczne rozdawnictwo. Ale do czasu. Do ludzi pomału zaczyna docierać, że np. służba zdrowia właściwie nie funkcjonuje. Elita PiS tego jeszcze nie widzi, bo sama trafia do elitarnych placówek, tam też umieszcza swoje rodziny lub wozi lekarstwa samolotami, ale za chwilę to do nich też dotrze.

Twarde wskaźniki śmiertelności Polaków nie są iluzją. Tak jak wzrost, a nie spadek bezwzględnego ubóstwa. Obserwujemy też nieprawdopodobne osamotnienie Polski w kontaktach międzynarodowych. Otoczenie Kaczyńskiego i Morawieckiego nie jest w stanie czytać, w jakim kierunku podąża UE. Już np. wiadomo, że fundusze będą uzależnione od przestrzegania praworządności, a teraz także od gotowości do realizacji polityki klimatycznej. W obydwu przypadkach źle wypadamy i niemal nikt nas już nie wspiera.
Wreszcie PiS nie rozumie, że największym zagrożeniem w najbliższych kilku latach będą konsekwencje zmian klimatu. PiS podlizuje się swojemu elektoratowi, który w 55 proc. ma powyżej 50 lat, a co trzeci wyborca PiS jest na rencie albo emeryturze. Z takim bagażem nie dokona się skoku cywilizacyjnego.
By była jasność – ja nie oceniam, tylko opisuję fakty, które oczywiście można całkiem inaczej pokazać w medialno-partyjnej propagandzie. Ta „światła” PiS-owska elita za chwilę zderzy się z gigantycznymi problemami.

Mamy paradoks, bo PiS odniósł historyczne zwycięstwo – i w procentach, i w liczbach bezwzględnych – ale w Sejmie ma ledwie cztery mandaty powyżej większości, a w Senacie do większości zabrakło dwóch.

– Tak, PiS odniósł imponujący sukces, ale ta ogromna jak na Polskę mobilizacja dotyczyła wszystkich – miliony głosów poszły na inne ugrupowania, i siła polityczna PiS de facto została pomniejszona. W każdym razie żadnego przyrostu mandatów sejmowych nie ma, a Senat przeszedł w ręce opozycji. A to m.in. dlatego, że po raz pierwszy w historii mamy poniżej 1 proc. zmarnowanych głosów w wyborach.
Konfederacja dostała 1,2 mln głosów, i to prawie od zera. To jest dopiero sukces! To kompletnie nowy byt, bardzo radykalny, dla wielu nadal nieczytelny, bo jednocześnie nacjonalistyczno-ksenofobiczny i ekonomicznie liberalny. Połowa wyborców Konfederacji to ludzie młodzi, poniżej 30. roku.
PiS wśród młodych wypadł bardzo źle. W tych wyborach ma też elektorat bardziej niż przed czterema laty sprofilowany społeczno-demograficznie. To są tzw. klasy transferowe, ludzie, którzy żyją głównie z redystrybucji, są poza rynkiem pracy i trzeba im pomagać, bo sami nie dają sobie rady. Nie wszyscy, ale ta cecha tego elektoratu jest znacznie bardziej wyrazista niż wcześniej. Komuś trzeba będzie jeszcze bardziej zabierać.

Mała przewaga opozycji w Senacie ma znaczenie?

– Symbolicznie ma duże, ale i praktycznie też. „Kuchcikowanie” w Sejmie – czyli przyjmowanie ustaw pod dyktando władzy wykonawczej po nocach, bez dyskusji, bez ekspertów – się skończy. Jeśli tych 52 senatorów będzie miało silny kręgosłup demokratyczny, można liczyć na to, że wreszcie propozycje ustaw będą dyskutowane, eksperci będą mogli zabrać głos, a trybunały europejskie będą miały czas, by zareagować. Demokracja służy temu, by władza wykonawcza nie miała szybkiej ścieżki ustawodawczej, co pozwala czasami uniknąć kryzysu.

Obóz anty-PiS ma w sumie 900 tys. więcej niż PiS. Kandydat opozycji ma szanse wygrać wybory prezydenckie?

– Oczywiście. Mam bardzo złą opinię na temat kwalifikacji pana Andrzeja Dudy. Kompletnie nie wczytał się w konstytucję, nie rozumie, do czego służy prezydentura. Bo to nie jest element władzy wykonawczej, ale instytucja rozstrzygająca spory polityczne. Duda stał się narzędziem w ręku jednej partii, która jest w ręku jednego człowieka.

Nie o takich prezydentów nam chodzi. By była jasność, nie chodzi też o to, by preferowali obstrukcję, ale krytyczna refleksja i namysł to podstawowe mechanizmy i zasady, którymi winien się kierować. Niewiele z tego widzieliśmy w mijającym czteroleciu.

Czyli nie jest tak mocny, jak wydawało się, że był Komorowski jesienią 2014 r.?

– Liczę na rozsądek polskiego wyborcy.

Opozycja jest w stanie się dogadać i wskazać jednego kandydata w pierwszej turze?

– Tak, trzeba się zastanowić, czy ma sens zabawa w dwie tury. Czyli KO, PSL i Lewica wystawiają swojego kandydata, a dopiero w drugiej turze popierają jednego.

Donald Tusk to już przeszłość?

– Jeśli dobrze odczytuję to, co mówią politycy PO, to jest już nieaktualne. Ale kto wie? Jeśli nie Tusk, to będzie problem ze wskazaniem tego jednego. Na pewno musi to być kandydat zaakceptowany przez Koalicję Obywatelską, bo to jest największa siła polityczna, dostała 5 mln głosów. I to się powinno stać natychmiast, za dwa-trzy tygodnie.

Ale najpierw PO musi się sama rozliczyć z wyborów. Z przykrością stwierdzam, że Grzegorz Schetyna ma podstawową wadę polityczną: ludzie mu nie ufają. Ja akurat mam o nim lepsze zdanie niż wyborcy, ale trzeba przyjąć do wiadomości, że tak jest. Tego nie da się odkręcić. W dojrzałych demokracjach dobro wspólne, w tym przypadku partyjne, zawsze jest ważniejsze niż prywatne zachcianki. Więc Schetyna jako polityk odpowiedzialny powinien się podać do dymisji razem z kręgiem najbliższych współpracowników. W przeciwnym przypadku będziemy mieli scenariusz węgierski – partia rządząca celowo podtrzymująca słabą największą partię opozycyjną z jej nieakceptowanym liderem…

PO ma elektorat liberalno-demokratyczny, wykształcony, marudny, dociekliwy. Tym ludziom nie wystarczą banalne hasełka i puste wystąpienia kilku panów. Oni muszą zrobić miejsce młodszym oraz kobietom. Ich wyborcy potrzebują mądrych i niebanalnych liderów i liderek.

Kmicic z chesterfieldem

W normalnym państwie można by taki pomysł obśmiać. Ale PiS ze środowisk postulujących taką edukację zrobił wroga publicznego, niszczycieli polskiej rodziny, deprawatorów dzieci i nihilistów.

To do nich wołał prezes Kaczyński: „Ręce precz od naszych dzieci”. To także ich miał na myśli abp Jędraszewski, głosząc o „tęczowej zarazie”. W takiej sytuacji można się spodziewać, że obywatelska inicjatywa mająca błogosławieństwo Kościoła zostanie przez parlament uchwalona. Będziemy wtedy chyba jedynym krajem w Europie i ewenementem na skalę światową, gdzie edukacja seksualna nie tylko nie jest w szkołach wykładana, ale jest zakazana i karana więzieniem.

Nauczanie seksualne jako przestępstwo

Na wznowionym po wyborach posiedzeniu Sejmu jednym z punktów było pierwsze czytanie projektu obywatelskiej inicjatywy Stop Pedofilii, który wprowadza do kodeksu karnego nowe przestępstwo: nauczania seksualnego. Przepis ma brzmieć tak: „Kto propaguje lub pochwala podejmowanie przez małoletniego obcowania płciowego lub innej czynności seksualnej, działając w związku z zajmowaniem stanowiska, wykonywaniem zawodu lub działalności związanych z wychowaniem, edukacją, leczeniem małoletnich lub opieką nad nimi…

View original post 5 130 słów więcej

 

Politycy dzielą Polaków jak niewolników

W kurzu bitewnym kampanii wyborczej trudno jest dostrzec niuanse, mniejsze grupy, ale nade wszystko – wspólnotę Polek i Polaków. Społeczeństwo wydaje się podzielone na pół, na dwa zaciekle zwalczające się obozy. Jest to podział wykreowany przez polityków, w rzeczywistości więcej nas łączy, niż się nam wydaje

„Warto o tym pamiętać, bo po wyborach ciągle będziemy żyć w jednym kraju” – pisze socjolog, badacz trendów Paweł Ciacek. Jest on też działaczem społecznym zaangażowanym w działania profrekwencyjne, m.in. w kampanię „Zabierz głos, bo go stracisz” organizowaną przez Fundację Batorego.

Paweł Ciacek twierdzi na podstawie badań, że nie dzielimy się na dwa plemiona, tylko na pięć grup – są to:

  • łagodni tradycjonaliści
  • religijni patrioci
  • męscy tradycjonaliści
  • otwarci obywatele
  • otwarci rozważni Polacy

„Istnieje wiele fundamentalnych kwestii zarówno obyczajowych, jak i politycznych, co do których jesteśmy zgodni. Zgodność w poglądach na poziomie ponad 70 proc. to bardzo dużo” – pisze Ciacek. I apeluje:

„W imię naszych wartości  i potrzeby zapewnienia reprezentacji różnym grupom trzeba iść do urn i zagłosować 13 października. Trzeba jednak też pamiętać, że po wyborach ciągle będziemy żyć w jednym kraju i że wiele nas łączy”.

Na polaryzacji zyskują politycy

Jesteśmy różni, jednak nie możemy powiedzieć, że dzielimy się na dwa przeciwstawne obozy. Obywatele mają dobrą intuicję, gdy przypisują źródła tego poglądu politykom, dla których taka polaryzacja niewątpliwie jest korzystna. Podgrzewanie temperatury sporu, wyostrzanie różnic, piętnowanie dyskusji i odstępstw od obowiązującej linii zabija szczerą rozmowę i mobilizuje poparcie – a o to przecież w perspektywie krótkoterminowej politykom chodzi.

Tym bardziej widać, że to od samych obywateli będzie zależeć, który z poglądów się sprawdzi: czy za 100 lat Polska będzie liderem Europy, czy też jej skansenem, czy będzie nam lepiej, czy gorzej. Obecnie opinie w tej kwestii są prawie równo podzielone.

Według badań opinii publicznej rośnie przekonanie, że polaryzacja poglądów jest w Polsce coraz mocniejsza: 47 proc. Polek i Polaków zgodziło się ze stwierdzeniem, że „społeczeństwo polskie jest bardziej podzielone, skonfliktowane niż przed wyborami 2015 roku” (CBOS, 2017). W tym samym pomiarze respondenci, pytani o przyczyny narastających konfliktów, nie pozostawiają złudzeń: to politycy oraz największe partie polityczne (PiS i PO) są głównym powodem kłótni. Rzut oka na sytuację ekonomiczną Polek i Polaków zdaje się potwierdzać ten pogląd. Wskaźniki optymizmu konsumenckiego nigdy nie były tak wysokie, samoocena sytuacji materialnej jest na historycznie wysokim poziomie. Zatem przyczyn napięć społecznych, nie należy upatrywać w sytuacji ekonomicznej, lecz gdzie indziej.

Dzieli nas najnowsza historia

Odpowiedzi w sondażu kampanii społecznej „Jesteśmy różni. Jesteśmy Polską”, zorganizowanej w tym roku przez Fundację Stefana Batorego i Kulturę Niepodległą, wskazują pola kontrowersji. Na pierwszy plan wysuwa się historia i to ta najnowsza.

Nie możemy zgodzić się co do oceny wydarzeń i postaci historycznych z ostatnich lat. Aż 45 proc. Polek i Polaków wskazuje, że czasy PRL były okresem odbudowy, a prawie tyle samo (55 proc.) uznaje je za „okupację”. Co ciekawe, negatywnie ten okres oceniają młodzi, czyli grupa, która nie ma osobistego doświadczenia Polski z tamtego okresu. Ich opinia jest prawdopodobnie wynikiem sposobu przedstawiania tego czasu w mediach i słowach polityków różnych opcji, dla których stosunek do wydarzeń historii najnowszej to jeden z punktów sporu.

W tym kontekście nie dziwi fakt, że stan wojenny jest przedmiotem sprzecznych ocen. Wśród pytanych 52 proc. uznaje jego wprowadzenie za zdradę, a za konieczność – 48 proc. Okrągły stół jest przez nieznaczną większość – 64 proc. – uznawany za sukces, a nie zdradę, czyli sprzeniewierzenie się narodowym interesom.

Postać Lecha Wałęsy, jednego z głównych aktorów wydarzeń najnowszej historii, jest przedmiotem istotnych kontrowersji w ocenach. I tutaj, podobnie jak w przypadku oceny czasów komunizmu, społeczeństwo niemal idealnie podzieliło się na pół: 55 proc. uważa, że przyznanie Lechowi Wałęsie Nagrody Nobla jest powodem do dumy, a 45 proc. nie zgadza się z tym poglądem. Wciąż nie mamy jednoznacznej oceny powstania warszawskiego: według większości to niepotrzebna strata dla narodu – 57 proc. twierdzi, że powstanie pociągnęło za sobą zbyt wiele ofiar, a według 43 proc. ten zryw był potrzebny.

Jednoczy nas za to stosunek do bitwy pod Grunwaldem, którą zdecydowanie uznajemy za zwycięstwo (choć blisko 20 proc. pytanych uważa, że nie możemy tak twierdzić).

Dzieli nas stosunek do obecnego rządu (37 proc. osób twierdzi, że dba on o Polskę, reszta uznaje, że niszczy państwo), do Smoleńska (według 65 proc. pytanych był to wypadek, pozostali sądzą, że nastąpił zamach). Polacy i Polki mają też odmienny stosunek do flagowego dla polityki społecznej PiS programu 500 plus (57 proc. twierdzi, że jest szkodliwy dla budżetu, a 47 proc. – że pomaga budżetowi domowemu).

Jeśli podział, to niekoniecznie na pół

Teza o podziale na „dwie Polski” sprawdza się, kiedy pytamy o kwestie historyczne, zwłaszcza o historię najnowszą naszego kraju. Gdy jednak analizujemy odpowiedzi na sondażowe pytania o wartości, upodobania, styl życia, poglądy na związki czy na tematy religijne, to widać grupy respondentów podobnych do siebie, a jednocześnie różniących się poglądami od innych. Takich spójnych grup w polskim społeczeństwie da się wyodrębnić przynajmniej pięć. Teza o podziale naszego społeczeństwa na dwa wzajemnie zwalczające się obozy ma więc bardziej publicystyczny niż socjologiczny charakter.

Podział na pięć

Jak można opisać grupy wyłaniające się z analizy danych z sondażu „Jesteśmy różni. Jesteśmy Polską”?

Największą i najbardziej typową są „łagodni tradycjonaliści” – osoby wierzące, które jednocześnie pozwalają na odstępstwa od publicystycznej linii polskiego Kościoła katolickiego, np. w kwestii finansowania in vitro, a także uznają, że homoseksualizm to orientacja seksualna, a nie zboczenie. Grupa ta jest najbardziej pragmatycznie nastawiona do rzeczywistości, a z przyszłością nie wiąże specjalnych nadziei („jest tak, jak jest, i pewnie lepiej już nie będzie”). Pragmatycy nie żyją skrajnościami. Są zwolennikami Kościoła katolickiego, a zarazem nie odżegnują się od wspierania WOŚP.

Drugą dużą grupę stanowią „religijni patrioci”, którzy całkowicie identyfikują się z oficjalnym stanowiskiem Kościoła katolickiego, często z tym konserwatywnym, wyrażanym podczas niedzielnych kazań. Dla tej bardzo religijnej, najczęściej wiejskiej grupy imigranci stanowią zagrożenie, a 500 plus przynosi jednoznacznie pozytywne korzyści.

Wśród Polek i Polaków o bardziej konserwatywnych poglądach można wyróżnić jeszcze zdecydowanie męską grupę. „Męscy tradycjonaliści” są nastawieni zdecydowanie najmniej ekologicznie, widzą w gospodarce opartej na węglu powód do dumy, a nie zagrożenie. Uważają, że feminizm trzeba zwalczać, bo prawdopodobnie uznają go za zagrożenie dla ich własnej pozycji społecznej. Będą nas bronić przed imigrantami, którzy stanowią w ich pojęciu istotne niebezpieczeństwo.

Z analizy danych sondażowych wyłania się także grupa o zdecydowanie progresywnych poglądach. Dla „otwartych obywateli” kwestie ekologiczne mają fundamentalne znaczenie, a wegetarianizm nie jest tylko indywidualnym wyborem, lecz aktem odpowiedzialności za losy planety. Feminizm i szersza walka o prawa kobiet to akt wyrównania dziejowej niesprawiedliwości. W tym kontekście kwestie religijne schodzą na plan dalszy i stanowią raczej obiekt ataku niż coś, czym powinno kierować się w życiu.

Duży odsetek naszego społeczeństwa stanowią „otwarci rozważni Polacy” (przedstawiciele starszego pokolenia), którzy choć nie są bardzo progresywni, to jednak mają dużą tolerancję na zachowania odmienne od społecznego mainstreamu. Są zwolennikami finansowania in vitro, homoseksualizm to dla nich orientacja seksualna, a feminizm według nich niekoniecznie trzeba zwalczać. Jedzą mięso, ale ekologiczny styl życia uważają za konieczność. Choć są religijni, to nie do końca wierzą w świętość papieża, i uważają, że miejsce religii jest na plebanii, a nie w szkole.

Dużo nas łączy

Pozwolę sobie na uwagę natury generalnej (brzmi ona dosyć banalnie, ale jest ważna w kontekście omawianych analiz): w każdej grupie, niezależnie od jej wielkości, spotykamy różnych ludzi. Nawet jeśli mamy podobne poglądy, to różnimy się temperamentami. Nawet gdy zbliżają nas do siebie charaktery, mamy np. inne hobby. W różnicach nie ma nic złego, przeciwnie – mogą być one zbawienne, bo zróżnicowana grupa ma szansę wykorzystać wiele kompetencji. Z tego potencjału różnorodności da się czerpać tylko wtedy, gdy istnieją wspólnie podzielane wartości, na rzecz których można razem działać.

W badaniu „Jesteśmy różni. Jesteśmy Polską” zobaczyliśmy wiele obszarów, w których istnieją kwestie wspólne dla wszystkich Polek i Polaków. W pierwszej kolejności jest to rodzina, która dla prawie wszystkich stanowi wartość najwyższą, zdecydowanie stawianą ponad sukcesem zawodowym (uznaje tak 87,1 proc. społeczeństwa). Rodzinę tworzy związek mężczyzny i kobiety (za tym poglądem opowiedziało się 79,8 proc.) – w tym sensie Polki i Polacy są tradycjonalistami. W kwestiach związanych z prokreacją jesteśmy społeczeństwem progresywnym – chcemy używać prezerwatyw, a nie kalendarzyka, popieramy też in vitro (odpowiednio 75 proc. i 83 proc.). Jesteśmy zwolennikami badań prenatalnych (90 proc.).

Jedną z największych trosk społeczeństwa okazuje się przyszłość. Ocieplenie klimatu dla zdecydowanej większości Polek i Polaków jest faktem (76 proc.), a smog stanowi istotne zagrożenie (92 proc.). Choć zgadzamy się co do diagnozy stanu rzeczy, to jednak wyniki badania nie pozwalają stwierdzić, czy mamy podobne pomysły na wyjście z tych zagrożeń.

Badanie pokazuje, że staliśmy się odpowiedzialnymi obywatelami, dla których płacenie podatków to oczywistość (76 proc.). Jesteśmy także zgodni co do tego, że Unia Europejska przyniosła dużo korzyści Polsce (73 proc.), i choć cenimy niezależność (większość jest za utrzymaniem własnej waluty oraz prymatu prawa krajowego nad europejskim – odpowiednio 77 proc. i 71 proc.), to zasadniczo zgadzamy się, że Polska należy do rodziny krajów europejskich i powinna zostać w UE.

Istnieje wiele fundamentalnych kwestii zarówno obyczajowych, jak i politycznych, co do których jesteśmy zgodni. Zgodność w poglądach na poziomie ponad 70 proc. to bardzo dużo. Zatem nawet jeśli polskie społeczeństwo (tak zresztą jak każde inne na świecie) dzieli się na mniejsze grupy ludzi o poglądach podobnych do siebie, to jednak istnieje wiele wartości i poglądów, które Polki i Polaków łączą. W imię naszych wartości  i potrzeby zapewnienia reprezentacji różnym grupom trzeba iść do urn i zagłosować 13 października. Trzeba jednak też pamiętać, że po wyborach ciągle będziemy żyć w jednym kraju i że wiele nas łączy.

Małgorzata Kidawa-Błońska – miodzio. Czytaj tutaj >>>

Kmicic z chesterfieldem

Na Marszu Równości w Lublinie tydzień temu zatrzymano małżeństwo z domowej roboty ładunkiem wybuchowym. Miał zostać użyty przeciwko uczestnikom manifestacji. Czyżby głoszenie z ambon o „tęczowej zarazie” wywołało efekt „samotnych wilków” prowadzących prywatny dżihad po tym, czego nasłuchali się od radykalnych imamów w meczetach Londynu czy Paryża?

„Przyzwolenie na język pogardy stwarza zagrożenie dla bezpieczeństwa”

RPO Adam Bodnar czuje rosnące zagrożenie homofobicznym terroryzmem. Zaraz po zatrzymaniu małżeństwa z Lublina wydał oświadczenie „STOP homofobicznej i transfobicznej przemocy!”:

„Wzywam do zaprzestania działań, które prowadzą do realnego zagrożenia osób LGBT. (…) Nie możemy nadal tolerować wykluczania ze wspólnoty tworzonej przez wszystkich mieszkańców naszego kraju całej grupy społecznej. Pamiętajmy też, że nieprzekraczalną granicą wolności słowa jest godność drugiego człowieka. (…)

Z wielkim niepokojem obserwuję narastanie uprzedzeń, nienawiści, a także słownej i fizycznej agresji wobec osób LGBT. Moje obawy i stanowczy sprzeciw tym bardziej wzbudza fakt, że te niebezpieczne napięcia społeczne nie tylko nie są postrzegane jako wymagające reakcji i eliminacji zagrożenia…

View original post 2 674 słowa więcej

 

Andrzej Olechowski podpadł kołtunom z Ciemnogrodu, którzy celebrują klęski, bo nie potrafią zwyciężać

Z inicjatywy Polsko-Słowiańskiej Federalnej Unii Kredytowej, największej instytucji finansowej Polonii, na Times Square w Nowym Jorku co ok. 20 minut wyświetlany był napis „Przypominamy światu, że 80 lat temu Niemcy napadły na Polskę”, do którego dołączone było zdjęcie, przedstawiające żołnierzy niemieckich, wkraczających do Polski. W taki sposób Polonia uczciła rocznicę niemieckiej agresji i, jak twierdzi portal wpolityce.pl, wywołał on ogromne zainteresowanie przechodniów.

Jednocześnie portal ten zwraca uwagę na haniebne wręcz słowa byłego ministra spraw zagranicznych, Andrzeja Olechowskiego w studiu TVN24. Słowa, które wręcz obrażają i deprecjonują znaczenie obchodów tak ważnego dla Polaków wydarzenia jakim był atak nazistowskich Niemiec na Polskę.

Olechowski śmiał stwierdzić, że ma problem z tym świętem, bo gdy inne narody obchodzą rocznice zwycięstw, zakończenia wojen, my Polacy wciąż celebrujemy klęski. Dla niego to okropna data, bo „1 września jest momentem rozpoczęcia katastrofy Polski. I militarnej, no bo w końcu to była armia, która miała nie oddać ani guzika i politycznej, która doprowadziła do największej hekatomby Polaków w historii”.

Nie podoba mu się, że „celem praktycznym i usprawiedliwieniem dla takiego wysiłku organizacyjnego jest to, żeby powiedzieć, że Polska – może nie zamożna, może nie z silnym wojskiem, ale powinna mieć zwiększony głos w stosunkach międzynarodowych, bo była ofiarą. Ja tego nie chcę. 80 lat po wybuchu wojny, nie chcę czerpać z tragedii moich rodziców, czerpać z błędów mojego państwa”.

Mało tego, Olechowski zadrwił sobie z prezydenta mówiąc, że łatwo jest „wygłosić patetyczne przemówienie na temat tragedii II wojny światowej” i odniósł się do dzisiejszej Polski, która, jego zdaniem, jest odbierana jako kraj niemoralny. Kraj, odmawiający pomocy uchodźcom, nie angażujący się aktywnie w pomoc humanitarną. Kraj, faszystowskich marszów i prześladowania mniejszości.

Dla zwolenników prawicy taka postawa Olechowskiego jest nie do przyjęcia. Już zaczęła się nagonka na polityka, a internauci nie przebierają w słowach, pisząc „Umysłowo chory POpapraniec!”, „Olechowski, nie graj głupa, Polacy nie czczą wybuchu wojny tylko o nim przypominają. Wyjątek stanowią gdańskie platfusy pod wodzą dulkiewicz i bolka którzy chcą radośnie świętować wybuch tej wojny” czy też „Stara komunistyczna swinia”.

No rzeczywiście. Olechowski naruszył „ojczyźniane sacrum”, a tego portal wpolityce.pl i wielbiciele prawicy mu nie darują.

Kmicic z chesterfieldem

„Widzę, że zachowano protokół dyplomatyczny i zasady precedencji. Szeregowy poseł między szefami rządów, ministrami i kierownikami najważniejszych instytucji państwa. Niby w jakiej roli?” – zapytał na Twitterze Patryk Wachowiec z FOR.

Jarosław Kaczyński podczas obchodów 80 rocznicy wybuchu II wojny światowej siedział bowiem w pierwszym rzędzie trybuny honorowej. Obok niego ulokowano jego „odkrycie towarzyskie”, czyli Julię Przyłebską, a po drugiej stronie – wicepremiera Piotra Glińskiego.

„Precedencja w Polsce nie przewiduje specjalnego traktowania szefa partii rządzącej. Protokół dyplomatyczny jest trochę jak z plasteliny, ale tutaj jednak ktoś przesadził. Nie ma to żadnego uzasadnienia protokolarnego. Kogo reprezentował Kaczyński?” – dziwił się w natemat.pl dr Janusz Sibora, specjalista ds. protokołu dyplomatycznego i ceremoniału państwowego. Wspomniana precedencja reguluje porządek pierwszeństwa zajmowania miejsc podczas oficjalnych spotkań władz państwowych.

Na dodatek prezes PiS…

View original post 3 226 słów więcej

 

Przestępcy w sutannach

Dziennikarka Paulina Młynarka o wypowiedzianych słowach przez Marka Jędraszewskiego na temat mniejszości seksualnych.

Kmicic z chesterfieldem

Prezydent Białegostoku Tadeusz Truskolaski „powinien stanąć przed sądem”- powiedział w rozmowie z „Dziennikiem Gazety Prawnej” prawicowy dziennikarz, szef Gazety Polskiej Tomasz Sakiewicz – komentując zamieszki towarzyszące Marszowi Równości w Białymstoku. Dodał, że samorządowiec sam „stworzył powszechne zagrożenie” i „sprowadził agresorów do Białegostoku”.

Prezydent miasta zapowiedział, że z publicystą spotkają się w sądzie. „Generalnie same kłamstwa i pomówienia, spotkamy się z Tomaszem Sakiewiczem w sądzie”– napisał na Twitterze.

„Dowiedziałem się o tym, że jest przygotowywana jatka co najmniej za wiedzą prezydenta Białegostoku. Niestety za późno. Choć policja i tak zrobiła wszystko, aby przy tym bezrozumnym człowieku, albo niestety rozumnym, specjalnie chcącym wywołać awanturę, ochronić marsz LGBT” – mówił Sakiewicz w rozmowie z Magdaleną Rigamonti.

Podkreślając, że zezwolenie na marsz kibiców wydał prezydent Truskolaski zapytał, jak można było do tego samego miejsca, w którym po dwóch godzinach ma przejść marsz LGBT, sprowadzić kilka tysięcy kibiców?

Dodał, że…

View original post 1 141 słów więcej

 

Zatrzymać pisowską zarazę

Uczestniczka Powstania Warszawskiego Wanda Traczyk-Stawska na temat ataków na środowisko LGBT.

Robert Biedroń (europoseł, Wiosna): Też #jestemLGBT i tak jak Wy mam gęsią skórkę, gdy śpiewam Mazurka Dąbrowskiego, łzy wzruszenia, gdy myślę o bohaterach Powstania Warszawskiego, radość, gdy widzę polską flagę za granicą. Bo kocham Polskę i chcę być – i kiedyś będę! równoprawnymobywatelem mojej Ojczyzny.

Kmicic z chesterfieldem

Katarzyna założyła profil na Facebooku i opisuje jak krzywdził ją Roman B. Do niedawna był jeszcze księdzem. Wystąpił ze stanu kapłańskiego po tym jak sprawa została nagłośniona przez media. Jako pierwsza historię ujawniła Justyna Kopińska w Dużym Formacie.

„Jest tu sama prawda, nawet jeśli przytłaczająca i męcząca, ale tak wygląda ta prawda. Tak wygląda moje życie. Przykro mi” – pisze Katarzyna. W kolejnych postach opowiada o tym jak przez dwa lata była więziona przez księdza Romana B.

Był bardzo agresywny. Ciagle zły. Nie podobało mu się wszystko, to jak siedzę, stoję, gdzie patrze. Wiecznie uważał, że go nie słucham. Kiedy przebywał w mieszkaniu ze mną na Rugiańskiej, nie wiedziałam, jak mam siedzieć, gdzie mam siedzieć, co mam ze sobą robić, żeby tylko nie był zły. Denerwowałam go sobą. Potrafił siedzieć na fotelu i czytać jakiś modlitewnik, po czym nagle potrafił podnieść głowę do góry i zaczynał na mnie krzyczeć, że…

View original post 2 843 słowa więcej

 

Podły biskup Wojda

Jeżeli dziś nie zrobimy nic, żeby powstrzymać nienawiść, przemoc i agresję, jutro rozzuchwaleni zachętami ze strony hierarchów Kościoła, bezkarni bandyci posuną się jeszcze dalej, a w kolejnych dniach może dojść do przelewu krwi” – piszą w liście do przedstawicieli Kościoła katolickiego w Polsce rodzice osób LGBT

26 lipca 2019 przedstawiciele stowarzyszenia „My rodzice!”, które zrzesza matki i ojców osób LGBT, wystosowali przejmujący list, w którym apelują do hierarchów polskiego Kościoła katolickiego o dymisję osób odpowiedzialnych za dehumanizację społeczności LGBT i podżeganie do nienawiści.

Moralną winą za sytuację w Białymstoku, która przypominała „faszystowski pogrom”, obarczają arcybiskupa Tadeusza Wojdę, który 7 lipca w odezwie do mieszkańców nawoływał do stawienia oporu „obcej ideologii wszelkimi środkami”.

„Efekty jego odezwy odczuliśmy bardzo dotkliwie (…). Zarówno my, jak nasze dzieci, znajomi, rodziny i sojusznicy byli opluwani i znieważani.

Pobito młode osoby, będące najłatwiejszym celem, zastraszano nas grożąc śmiercią. Pełne niehamowanej agresji grupy kibiców z całego kraju, zachęcone słowami duszpasterza, urządzały w mieście polowania na ludzi. Pod naszymi stopami wybuchały petardy, na plecach ludzi podpalano tęczowe flagi.

Byliśmy świadkami scen, które do złudzenia przypominały scenariuszem faszystowski pogrom”.

Obrońcy „prawdziwych chrześcijańskich wartości, prawdziwej rodziny i przeciwnicy deprawacji dzieci” pokazywali obsceniczne gesty, wykonywali ruchy frykcyjne i grozili przemocą seksualną. Nigdy wcześniej nie doświadczyliśmy tyle podłości, nie byliśmy świadkami większej obrzydliwości i agresji. Taką lekcję »prawdziwej wiary« odebraliśmy na białostockim Marszu” – piszą rodzice.

„Jeśli nie zareagujemy, dojdzie do przelewu krwi”

„Jesteśmy rodzinami, które zdecydowały się na posiadanie i wychowanie dzieci.

Nasz »ciężki grzech« polega na tym, że konsekwentnie i odpowiedzialnie nie wyrzekliśmy się dzieci i rodzin.

Dajemy naszym dzieciom wsparcie, akceptację i miłość, bez względu na ich orientację psychoseksualną i tożsamość płciową, chociaż wielu z nas usłyszało od księdza w swojej parafii, że powinniśmy się wstydzić i że najlepiej takie »jajo wyrzucić z gniazda«” – czytamy w liście.

„Eskalacja nienawiści, do której doszło w Białymstoku, pod wpływem intensywnej pracy arcybiskupa Wojdy, zmusza nas do stanowczej reakcji. Zostały przekroczone wszelkie normy moralne, naruszono prawo, podeptano Katechizm Kościoła Katolickiego. W imię miłości bliźniego i pod sztandarami Jezusa Chrystusa użyto przemocy.

Mamy poważne obawy, że jeżeli dziś nie zrobimy nic, żeby powstrzymać nienawiść, przemoc i agresję, jutro rozzuchwaleni zachętami ze strony hierarchów kościoła, bezkarni bandyci, posuną się jeszcze dalej, a w kolejnych dniach może dojść do przelewu krwi”.

Stowarzyszenie „My rodzice” – poza dymisją abp. Tadeusza Wojdy – domaga się:

  • odwołania proboszcza parafii św. Jadwigi w Białymstoku;
  • przeprosin w liście duszpasterskim odczytanym we wszystkich parafiach;
  • usunięcia z programu nauczania katechezy podręcznika dla liceów i techników pt. „Żyć aby wierzyć i kochać”, który odbierają jako „obrzydliwą próbę piętnowania i szykanowania uczniów nieheteronormatywnych”.

Pełna treść listu niżej.

Ks. Abp Salvatore Pennacchio Nuncjusz Apostolski w Polsce

Ks. Abp Stanisław Gądecki Metropolita poznański, Przewodniczący
Konferencji Episkopatu Polski

Ks. Abp Wojciech Polak, Prymas Polski, Metropolita gnieźnieński

W imieniu polskich rodzin zrzeszonych w stowarzyszeniu My, Rodzice, domagamy się stanowczej reakcji oraz wyciągnięcia konsekwencji wobec Metropolity Białostockiego Księdza Arcybiskupa Tadeusza Wojdy, proboszcza Parafii św. Jadwigi w Białymstoku oraz innych księży, którzy swoim postępowaniem, wykorzystując pozycję duszpasterza, nawoływali do nienawiści skierowanej przeciwko osobom nieheteronormatywnym przed planowanym Marszem Równości w Białymstoku.

Ksiądz Arcybiskup Tadeusz Wojda wydał „odezwę do mieszkańców” (7 lipca została odczytana w kościołach), w której dehumanizował osoby nieheteronormatywne, nawoływał do stawienia oporu „obcej ideologii wszelkimi środkami”, powołując się na sentencję „Non possumus”, przypisywał osobom LGBT cechy wrogów społecznego ładu i wartości chrześcijańskich, zepsucie moralne oraz poddawał w wątpliwość prawdziwe intencje Marszu, jakim jest walka o równe prawa.

Efekty jego odezwy odczuliśmy bardzo dotkliwie, biorąc udział w białostockim Marszu Równości. Zarówno my, jak nasze dzieci, znajomi, rodziny i sojusznicy byli opluwani i znieważani. Pobito młode osoby, będące najłatwiejszym celem, zastraszano nas grożąc śmiercią. Pełne niehamowanej agresji grupy kibiców z całego kraju, zachęcone słowami duszpasterza, urządzały w mieście polowania na ludzi. Pod naszymi stopami wybuchały petardy, na plecach ludzi podpalano tęczowe flagi. Byliśmy świadkami scen, które do złudzenia przypominały scenariuszem faszystowski pogrom.

Obrońcy „prawdziwych chrześcijańskich wartości, prawdziwej rodziny i przeciwnicy deprawacji dzieci” pokazywali obsceniczne gesty, wykonywali ruchy frykcyjne i grozili przemocą seksualną. Nigdy wcześniej nie doświadczyliśmy tyle podłości, nie byliśmy świadkami większej obrzydliwości i agresji. Taką lekcję „prawdziwej wiary” odebraliśmy na białostockim Marszu. To obraz świeckiego apostolstwa, do którego nawołują hierarchowie Kościoła Katolickiego, powołując się na krwawe cytaty ze Starego Testamentu. Sentencja Non possumus w ustach świeckich apostołów brzmiała zupełnie inaczej.

Jesteśmy rodzinami, które zdecydowały się na posiadanie i wychowanie dzieci. Nasz „ciężki grzech” polega na tym, że konsekwentnie i odpowiedzialnie nie wyrzekliśmy się dzieci i rodzin. Dajemy naszym dzieciom wsparcie, akceptację i miłość, bez względu na ich orientację psychoseksualną i tożsamość płciową, chociaż wielu z nas usłyszało od księdza w swojej parafii, że powinniśmy się wstydzić i że najlepiej takie „jajo wyrzucić z gniazda”. Odrzucenie przez rodziny, wstyd, nienawiść i przemoc jest codziennością wielu osób nieheteronormatywnych. Bardzo przykre, że za tymi aktami, stoją często księża katoliccy, deklarujący postawę afirmatywną w stosunku do rodziny.

Eskalacja nienawiści, do której doszło w Białymstoku, pod wpływem intensywnej pracy Arcybiskupa Wojdy, zmusza nas do stanowczej reakcji. Zostały przekroczone wszelkie normy moralne, naruszono prawo, podeptano Katechizm Kościoła Katolickiego. W imię miłości bliźniego i pod sztandarami Jezusa Chrystusa użyto przemocy. Mamy poważne obawy, że jeżeli dziś nie zrobimy nic, żeby powstrzymać nienawiść, przemoc i agresję, jutro rozzuchwaleni zachętami ze strony hierarchów kościoła, bezkarni bandyci, posuną się jeszcze dalej, a w kolejnych dniach może dojść do przelewu krwi.

Dlatego stanowczo domagamy się dymisji Arcybiskupa Tadeusza Wojdy, z pełnym przekonaniem, że jest osobą odpowiedzialną moralnie za zaistniałą sytuację, którą odbieramy nie tylko jako kryzys wartości chrześcijańskich, ale realne bezpośrednie zagrożenie naszego zdrowia i życia. Osoba, która nie potrafi ocenić konsekwencji swoich czynów, fałszywie świadczy przeciw bliźniemu, która nie pokazuje różnicy między dobrem a złem, która wreszcie w swoich działaniach duszpasterskich kieruje się nienawiścią, nie powinna być przewodnikiem duchowym i pełnić wysokiej funkcji kościelnej.

Domagamy się również odwołania proboszcza Parafii św. Jadwigi w Białymstoku, jako osoby niegodnej pełnienia posługi duszpasterskiej. W swoich homiliach pochwala przemoc i nienawiść w stosunku do innych ludzi, a bezpośrednio po wydarzeniach Marszu Równości pobłogosławił „obrońców wartości chrześcijańskich i ich dalsze dobre poczynania”.

Domagamy się również przeprosin w liście duszpasterskim, odczytanym we wszystkich parafiach, za znieważanie i akty przemocy, których byliśmy celem, a za które Kościół Katolicki ponosi odpowiedzialność moralną. Krótkie i zdawkowe oświadczenie wydane przez rzecznika Komisji Episkopatu Polski uważamy za niewystarczające, nieadekwatne do szkody moralnej, jaka została wyrządzona nam i naszym rodzinom oraz wiernym Polskiego Kościoła, którzy stali się narzędziem do realizacji nienawistnej ideologii, nie mającej nic wspólnego z nauką Ewangelii.

Domagamy się również usunięcia z programu nauczania katechezy podręcznika dla liceów i techników pt. „Żyć aby wierzyć i kochać”, który odbieramy jako obrzydliwą próbę piętnowania i szykanowania uczniów nieheteronormatywnych w szkołach oraz element budowania społecznego zjawiska, nazwanego piramidą nienawiści, u którego podstawy leżą negatywne komentarze i niechęć, a u szczytu jest eksterminacja.

Chcemy wierzyć, że program ten jest nieprzemyślanym „wypadkiem przy pracy”, a nie zaplanowaną strategią Polskiego Kościoła wobec nieheteronormatywnej mniejszości. Nauczanie zawarte w tym programie nie zmieni tożsamości naszych dzieci ale z pewnością zamieni ich życie w piekło.

Z wyrazami szacunku
W imieniu zarządu stowarzyszenia My, Rodzice

Ewa Miastkowska
Marek Błaszczyk

Kmicic z chesterfieldem

Jestem porażony wyjątkowo niskim stanem świadomości większości Polaków, których znam choćby z FB. Ludzie ci w znakomitej części nie mają pojęcia o tym, co aktualnie dzieje się z Polską, z całym dla nich szacunkiem. Nie dostrzegają tego, że w sposób niezauważalny, póki co jeszcze niemal bezkrwawy, nastąpiło przejęcie państwa przez „polityczną sektę” Jarosława Kaczyńskiego, Mateusza Morawieckiego, Zbigniewa Ziobry i Andrzeja Dudy. Nie wiem więc, z czego wynika tak wielki optymizm w wygraną, po tym, jak opozycja poniosła sromotną klęskę w majowych wyborach do Parlamentu Europejskiego, w których była faworytem. Dobrze to, czy nie, ale ja mam wyostrzone zmysły w zakresie bezpieczeństwa. Wynika to oczywiście z zawodu i wykształcenia, ale też ze zdrowego rozsądku i instynktu samozachowawczego. Wielu moich rodaków jak widzę, jest tego pozbawionych.

Dziś nie ma nawet najmniejszych, racjonalnych podstaw do przesadnego optymizmu. Wręcz przeciwnie; wszystkie dzwony powinny bić na alarm, a muzycy larum grać, bo Polska idzie na…

View original post 3 192 słowa więcej

 

Kaczyński podyktuje Przyłębskiej co i jak ws. Kodeksu karnego

„Nie mam wątpliwości co do treści merytorycznej tej ustawy, natomiast miałem wątpliwości co do procedury jej uchwalenia” – powiedział prezydent Andrzej Duda „Faktom” TVN, komentując swoją decyzję o skierowaniu noweli do Trybunału Konstytucyjnego.

Kancelaria Prezydenta poinformowała w piątek o decyzji Andrzeja Dudy ws. skierowania do Trybunału Konstytucyjnego noweli Kodeksu Karnego w trybie kontroli prewencyjnej.Zaznaczono, że to właśnie tryb postępowania z ustawą budzi poważne zastrzeżenia co do dochowania konstytucyjnych standardów procesu legislacyjnego.

Według prezydenta „byłoby nieodpowiedzialne gdyby, wobec zastrzeżeń konstytucyjnych, które były w różnych miejscach zgłaszane, nie poddać tego pod weryfikację przez Trybunał Konstytucyjny przed wejściem ustawy w życie […] dlatego była taka, a nie inna decyzja” – wyjaśniał.

Dodał zaś: „[…] dziwią mnie trochę te głosy o wecie dlatego, że prezydent wetuje ustawę przede wszystkim wtedy, kiedy się z nią nie zgadza” – oświadczył.

Duda zapytany o skierowaną do niego krytykę nowelizacji, wystosowaną przez 158 naukowców zajmujących się naukami penalnymi i prawem konstytucyjnym kilkunastu uniwersytetów, odparł: „Ci panowie zawsze protestują i ich protestowanie się niestety zdewaluowało”.

W przesłanej opinii naukowcy zaalarmowali w niej o ryzyku i zagrożeniach wiążących się z wejściem w życie tych zmian w prawie karnym oraz zwrócili się do prezydenta o zawetowanie ustawy.

Chodzi m.in. o wprowadzenie elastycznego wymiaru kar. Nowela eliminuje karę 25 lat pozbawienia wolności, stanowiącej odrębny rodzaj kary. Nowela zakłada natomiast zaostrzenie kary terminowego pozbawienia wolności do 30 lat, przy pozostawieniu jako dolnej granicy tej kary 1 miesiąca. Poza tym nowe przepisy wydłużają też okres przedawnienia zbrodni zabójstwa z 30 do 40 lat, a sąd mógłby także orzec bezwzględne dożywocie – bez prawa do warunkowego zwolnienia.

Być może postawę Dudy należy rozumieć jako pstryczek w nos Zbigniewa Ziobry. Niestety reputacja Dudy pozostawia wiele do życzenia. Poprzednie weta, w których doszukiwano się wcześniej oczekiwanego uniezależnienia się prezydenta nie wpłynęły ostatecznie na plany władzy. Wypowiedź „nie mam wątpliwości co do treści merytorycznej tej ustawy” oraz lekceważąca postawa wobec autorytetów prawniczych nie przystaje Dudzie, zarówno jako prezydentowi, jak i doktorowi nauk prawnych. Można sparafrazować, „weto się obecnie zdezawuowało”. Podpis pod ustawą jest jak najbardziej prawdopodobny. Andrzej Duda wszak, mimo świetnych wyników sondażowych, bez poparcia Prawa i Sprawiedliwości nie ma szans w wyścigu o drugą prezydencką kadencję.

 

Prezydent Andrzej Duda skierował do Trybunału Konstytucyjnego nowelizację Kodeksu karnego uchwaloną z inicjatywy PiS. Który, jak wskazuje doświadczenie, wyda orzeczenie skrojone pod oczekiwania partii rządzącej.

Gdyby Andrzej Duda chciał udaremnić wejście w życie tego groźnego prawnego bubla, zawetowałby ustawę, o co apelowali m.in. rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar czy naukowcy z Komitetu Nauk Prawnych PAN. W Sejmie PiS nie znalazłby większości dwóch trzecich potrzebnej do odrzucenia prezydenckiego weta.

Duda posłał jednak ustawę do Trybunału Konstytucyjnego, który – pod przewodnictwem Julii Przyłębskiej, „odkrycia towarzyskiego” prezesa Jarosława Kaczyńskiego – jak wskazuje doświadczenie, wyda orzeczenie skrojone pod oczekiwania PiS.

Trybunał Konstytucyjny wprowadza klauzulę sumienia w usługach

Bezwzględne dożywocie, kary dla lekarzy. Bubel prawny PiS

PiS jest w trudnej sytuacji, bo rzeczywiście uchwalił bubel i sam to nie tylko widzi, ale i przyznaje w wypowiedziach poszczególnych posłów. Skutki wejścia w życie tego bubla trudno przewidzieć, zwłaszcza że brak odpowiednich przepisów przejściowych. Tak czy inaczej na pewno będzie chaos.

Przypomnijmy: nowelizacja Kodeksu karnego, pod pretekstem podniesienia kar za pedofilię, znacząco zaostrzyła Kodeks karny, w tym zasady wymiaru kary, ograniczając sędziowską swobodę orzekania. Wprowadziła dożywocie bez możliwości warunkowego zwolnienia i karę do 30 lat więzienia. Protestowali prawnicy, zarzucając nowelizacji nadmierną, nieracjonalną represyjność i niezgodność kary bezwzględnego dożywocia z zakazem okrutnego karania i nakazem poszanowania godności ludzkiej, o czym kilkakrotnie wypowiadał się Trybunał Praw Człowieka. Zarzucali chaotyczność nowelizacji i liczne błędy prowadzące do sprzeczności. A przede wszystkim tryb uchwalenia był sprzeczny z regulaminem Sejmu: „z marszu”, natychmiast po wpłynięciu. Tymczasem tryb uchwalania zmian w kodeksach pozwala na procedowanie projektu najwcześniej po 14 dniach od doręczenia druku posłom.

Protestowali też lekarze – w sprawie zmian w przepisie o nieumyślnym spowodowaniu śmierci. Zmiany powodują, że za błąd lekarski nie będzie można orzec kary w zawieszeniu. Zdaniem Naczelnej Rady Lekarskiej skutek może być taki, że lekarze będą woleli nie udzielać pomocy, niż narazić się na więzienie.

Mit dożywocia

Andrzej Duda sprezentował czas rządowi PiS

Prezydent, posyłając ustawę do TK, zadeklarował, że jej represyjność nie budzi jego wątpliwości, bo „zrozumiałe jest dążenie ustawodawcy do stanowienia prawa karnego odpowiadającego wymogom sprawiedliwości”. Zaskarżył dwie rzeczy: tryb uchwalenia i przepis, którego konsekwencją jest różne traktowanie odpowiedzialności szefów spółek z większościowym i mniejszościowym udziałem skarbu państwa (rozwiązanie, o krytykę którego chciał krakowskich naukowców pozwać Zbigniew Ziobro).

Chaos, który pojawiłby się w sądach karnych po wejściu w życie nowelizacji, poszedłby na konto PiS. Więc, po pierwsze, interesem PiS jest nie dopuścić, żeby ten chaos pojawił się przed wyborami. Opóźnienie wejścia w życie nowych przepisów dzięki posłaniu jej do TK przez prezydenta jest mu więc z tego względu na rękę. Szczególnie że może kontrolować nie tylko, co orzeknie Trybunał, ale też kiedy. A Trybunał nie ma terminu, w którym musi się wnioskiem zająć. Pracuje zaś wyjątkowo mało i niespiesznie. A więc PiS zyskuje czas na namysł, co zrobić dalej.

Wejście ustawy w życie mogłoby spowodować, że sędziowie odmawialiby jej stosowania ze względu na niekonstytucyjny tryb uchwalenia. Albo zadawaliby pytania prawne Sądowi Najwyższemu, a ten mógłby orzekać nie po myśli PiS. Jeśli Trybunał orzeknie, że tryb uchwalenia ustawy był zgodny z konstytucją, w szczególności jeśli zrobi to w składzie bez dublerów, sędziowie nie będą mieli podstaw do odmowy stosowania ustawy. To może być kolejny motyw jej zaskarżenia do TK.

I śmieszno, i straszno z rządem PiS

Jak zareaguje Trybunał Julii Przyłębskiej

Ale sędziom „dobrej zmiany” w TK bardzo trudno będzie prawnie uzasadnić, że przy uchwalaniu nowelizacji Kodeksu karnego nie złamano regulaminu Sejmu. Regulamin (art. 89 ust. 2) mówi bowiem jasno: „Pierwsze czytanie projektu zmian kodeksu lub projektu zmian przepisów wprowadzających kodeks może się odbyć nie wcześniej niż czternastego dnia od doręczenia posłom druku projektu”.

Nie ma tu żadnego wyjątku, żadnej możliwości specjalnego trybu zarządzonego przez marszałka Sejmu. Trudno też dowodzić, że Kodeks karny nie jest „kodeksem”. Choć Trybunał Julii Przyłębskiej może wszystko i nie raz pokazał, że nie jest dla niego problemem przełamanie „imposybilizmu prawnego”.

Minister sprawiedliwości chce więcej więźniów w więzieniach. I na dłużej

Wszystko na rękę PiS

Uznanie przez Trybunał Konstytucyjny niekonstytucyjności trybu uchwalenia ustawy musi oznaczać, że cała ustawa nie wejdzie w życie. Ale wbrew pozorom i to może być w interesie PiS. Jego politycy przyznają, że ma wiele błędów, które powinno się naprawić.

Na przykład Naczelna Rada Lekarska już uzyskała w Ministerstwie Zdrowia zapewnienie, że przepisy dotyczące błędów lekarskich powodujących śmierć zostaną zmienione. A więc zdyskwalifikowanie przez Trybunał ustawy z powodu trybu jej uchwalenia daje PiS możliwość poprawy tego, co zechce poprawić, i wniesienia jej znowu do Sejmu tak, by uchwalić ją – jako bicz na pedofilówi zabójców dzieci – niedługo przed wyborami. Przy okazji zyska punkty za umiejętność przyznania się do błędów i troskę o jakość legislacji. Jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało w stosunku do ugrupowania notorycznie uchwalającego ustawy w kilka dni czy godzin.

Minister sprawiedliwości chce zniesienia tajemnicy adwokackiej, lekarskiej i dziennikarskiej

Kmicic z chesterfieldem

Po kilka tysięcy złotych wpłacili pracownicy państwowych spółek, ulokowanych w Bydgoszczy, na kampanię PiS przed ubiegłorocznymi wyborami samorządowymi. Złośliwcy twierdzą, że to swoisty „dowód wdzięczności” za zatrudnienie w kontrolowanych przez partię spółkach Skarbu Państwa.

Według „Gazety Wyborczej”, „rekordzistą” w Bydgoszczy jest Błażej Najdowski – przekazał ponad 21 tys. zł. To dyrektor techniczny Zespołu Elektrociepłowni Bydgoszcz, którego właścicielem jest państwowy gigant Polska Grupa Energetyczna. Zapytany o powód, dla którego wpłacił taką kwotę, Najdowski stwierdził, że musi się zastanowić nad odpowiedzią. Dodał, że powód… jest banalny. Nie wytłumaczył jednak reporterowi „GW, co miał na myśli.

Kolejny z listy Michał Krzemkowski wpłacił 14 tys. zł. Jako radca prawny obsługuje Wody Polskie, czyli spółkę powołaną przez PiS. Krzemkowski  jest też członkiem rady nadzorczej Polskiego Radia. 11,2 tys. zł wpłacił były bydgoski radny, Mirosław Jamroży, wiceprezes Enea Pomiary. Inny działacz PiS, który znalazł zatrudnienie w spółce skarbu państwa, Tomasz Rega, dyrektor oddziału Totalizatora Sportowego, wpłacił…

View original post 2 504 słowa więcej