Archiwa tagu: Ewa Siedlecka

Andrzej Olechowski podpadł kołtunom z Ciemnogrodu, którzy celebrują klęski, bo nie potrafią zwyciężać

Z inicjatywy Polsko-Słowiańskiej Federalnej Unii Kredytowej, największej instytucji finansowej Polonii, na Times Square w Nowym Jorku co ok. 20 minut wyświetlany był napis „Przypominamy światu, że 80 lat temu Niemcy napadły na Polskę”, do którego dołączone było zdjęcie, przedstawiające żołnierzy niemieckich, wkraczających do Polski. W taki sposób Polonia uczciła rocznicę niemieckiej agresji i, jak twierdzi portal wpolityce.pl, wywołał on ogromne zainteresowanie przechodniów.

Jednocześnie portal ten zwraca uwagę na haniebne wręcz słowa byłego ministra spraw zagranicznych, Andrzeja Olechowskiego w studiu TVN24. Słowa, które wręcz obrażają i deprecjonują znaczenie obchodów tak ważnego dla Polaków wydarzenia jakim był atak nazistowskich Niemiec na Polskę.

Olechowski śmiał stwierdzić, że ma problem z tym świętem, bo gdy inne narody obchodzą rocznice zwycięstw, zakończenia wojen, my Polacy wciąż celebrujemy klęski. Dla niego to okropna data, bo „1 września jest momentem rozpoczęcia katastrofy Polski. I militarnej, no bo w końcu to była armia, która miała nie oddać ani guzika i politycznej, która doprowadziła do największej hekatomby Polaków w historii”.

Nie podoba mu się, że „celem praktycznym i usprawiedliwieniem dla takiego wysiłku organizacyjnego jest to, żeby powiedzieć, że Polska – może nie zamożna, może nie z silnym wojskiem, ale powinna mieć zwiększony głos w stosunkach międzynarodowych, bo była ofiarą. Ja tego nie chcę. 80 lat po wybuchu wojny, nie chcę czerpać z tragedii moich rodziców, czerpać z błędów mojego państwa”.

Mało tego, Olechowski zadrwił sobie z prezydenta mówiąc, że łatwo jest „wygłosić patetyczne przemówienie na temat tragedii II wojny światowej” i odniósł się do dzisiejszej Polski, która, jego zdaniem, jest odbierana jako kraj niemoralny. Kraj, odmawiający pomocy uchodźcom, nie angażujący się aktywnie w pomoc humanitarną. Kraj, faszystowskich marszów i prześladowania mniejszości.

Dla zwolenników prawicy taka postawa Olechowskiego jest nie do przyjęcia. Już zaczęła się nagonka na polityka, a internauci nie przebierają w słowach, pisząc „Umysłowo chory POpapraniec!”, „Olechowski, nie graj głupa, Polacy nie czczą wybuchu wojny tylko o nim przypominają. Wyjątek stanowią gdańskie platfusy pod wodzą dulkiewicz i bolka którzy chcą radośnie świętować wybuch tej wojny” czy też „Stara komunistyczna swinia”.

No rzeczywiście. Olechowski naruszył „ojczyźniane sacrum”, a tego portal wpolityce.pl i wielbiciele prawicy mu nie darują.

Kmicic z chesterfieldem

„Widzę, że zachowano protokół dyplomatyczny i zasady precedencji. Szeregowy poseł między szefami rządów, ministrami i kierownikami najważniejszych instytucji państwa. Niby w jakiej roli?” – zapytał na Twitterze Patryk Wachowiec z FOR.

Jarosław Kaczyński podczas obchodów 80 rocznicy wybuchu II wojny światowej siedział bowiem w pierwszym rzędzie trybuny honorowej. Obok niego ulokowano jego „odkrycie towarzyskie”, czyli Julię Przyłebską, a po drugiej stronie – wicepremiera Piotra Glińskiego.

„Precedencja w Polsce nie przewiduje specjalnego traktowania szefa partii rządzącej. Protokół dyplomatyczny jest trochę jak z plasteliny, ale tutaj jednak ktoś przesadził. Nie ma to żadnego uzasadnienia protokolarnego. Kogo reprezentował Kaczyński?” – dziwił się w natemat.pl dr Janusz Sibora, specjalista ds. protokołu dyplomatycznego i ceremoniału państwowego. Wspomniana precedencja reguluje porządek pierwszeństwa zajmowania miejsc podczas oficjalnych spotkań władz państwowych.

Na dodatek prezes PiS…

View original post 3 226 słów więcej

 

Reklamy

Przestępcy w sutannach

Dziennikarka Paulina Młynarka o wypowiedzianych słowach przez Marka Jędraszewskiego na temat mniejszości seksualnych.

Kmicic z chesterfieldem

Prezydent Białegostoku Tadeusz Truskolaski „powinien stanąć przed sądem”- powiedział w rozmowie z „Dziennikiem Gazety Prawnej” prawicowy dziennikarz, szef Gazety Polskiej Tomasz Sakiewicz – komentując zamieszki towarzyszące Marszowi Równości w Białymstoku. Dodał, że samorządowiec sam „stworzył powszechne zagrożenie” i „sprowadził agresorów do Białegostoku”.

Prezydent miasta zapowiedział, że z publicystą spotkają się w sądzie. „Generalnie same kłamstwa i pomówienia, spotkamy się z Tomaszem Sakiewiczem w sądzie”– napisał na Twitterze.

„Dowiedziałem się o tym, że jest przygotowywana jatka co najmniej za wiedzą prezydenta Białegostoku. Niestety za późno. Choć policja i tak zrobiła wszystko, aby przy tym bezrozumnym człowieku, albo niestety rozumnym, specjalnie chcącym wywołać awanturę, ochronić marsz LGBT” – mówił Sakiewicz w rozmowie z Magdaleną Rigamonti.

Podkreślając, że zezwolenie na marsz kibiców wydał prezydent Truskolaski zapytał, jak można było do tego samego miejsca, w którym po dwóch godzinach ma przejść marsz LGBT, sprowadzić kilka tysięcy kibiców?

Dodał, że…

View original post 1 141 słów więcej

 

Zatrzymać pisowską zarazę

Uczestniczka Powstania Warszawskiego Wanda Traczyk-Stawska na temat ataków na środowisko LGBT.

Robert Biedroń (europoseł, Wiosna): Też #jestemLGBT i tak jak Wy mam gęsią skórkę, gdy śpiewam Mazurka Dąbrowskiego, łzy wzruszenia, gdy myślę o bohaterach Powstania Warszawskiego, radość, gdy widzę polską flagę za granicą. Bo kocham Polskę i chcę być – i kiedyś będę! równoprawnymobywatelem mojej Ojczyzny.

Kmicic z chesterfieldem

Katarzyna założyła profil na Facebooku i opisuje jak krzywdził ją Roman B. Do niedawna był jeszcze księdzem. Wystąpił ze stanu kapłańskiego po tym jak sprawa została nagłośniona przez media. Jako pierwsza historię ujawniła Justyna Kopińska w Dużym Formacie.

„Jest tu sama prawda, nawet jeśli przytłaczająca i męcząca, ale tak wygląda ta prawda. Tak wygląda moje życie. Przykro mi” – pisze Katarzyna. W kolejnych postach opowiada o tym jak przez dwa lata była więziona przez księdza Romana B.

Był bardzo agresywny. Ciagle zły. Nie podobało mu się wszystko, to jak siedzę, stoję, gdzie patrze. Wiecznie uważał, że go nie słucham. Kiedy przebywał w mieszkaniu ze mną na Rugiańskiej, nie wiedziałam, jak mam siedzieć, gdzie mam siedzieć, co mam ze sobą robić, żeby tylko nie był zły. Denerwowałam go sobą. Potrafił siedzieć na fotelu i czytać jakiś modlitewnik, po czym nagle potrafił podnieść głowę do góry i zaczynał na mnie krzyczeć, że…

View original post 2 843 słowa więcej

 

Podły biskup Wojda

Jeżeli dziś nie zrobimy nic, żeby powstrzymać nienawiść, przemoc i agresję, jutro rozzuchwaleni zachętami ze strony hierarchów Kościoła, bezkarni bandyci posuną się jeszcze dalej, a w kolejnych dniach może dojść do przelewu krwi” – piszą w liście do przedstawicieli Kościoła katolickiego w Polsce rodzice osób LGBT

26 lipca 2019 przedstawiciele stowarzyszenia „My rodzice!”, które zrzesza matki i ojców osób LGBT, wystosowali przejmujący list, w którym apelują do hierarchów polskiego Kościoła katolickiego o dymisję osób odpowiedzialnych za dehumanizację społeczności LGBT i podżeganie do nienawiści.

Moralną winą za sytuację w Białymstoku, która przypominała „faszystowski pogrom”, obarczają arcybiskupa Tadeusza Wojdę, który 7 lipca w odezwie do mieszkańców nawoływał do stawienia oporu „obcej ideologii wszelkimi środkami”.

„Efekty jego odezwy odczuliśmy bardzo dotkliwie (…). Zarówno my, jak nasze dzieci, znajomi, rodziny i sojusznicy byli opluwani i znieważani.

Pobito młode osoby, będące najłatwiejszym celem, zastraszano nas grożąc śmiercią. Pełne niehamowanej agresji grupy kibiców z całego kraju, zachęcone słowami duszpasterza, urządzały w mieście polowania na ludzi. Pod naszymi stopami wybuchały petardy, na plecach ludzi podpalano tęczowe flagi.

Byliśmy świadkami scen, które do złudzenia przypominały scenariuszem faszystowski pogrom”.

Obrońcy „prawdziwych chrześcijańskich wartości, prawdziwej rodziny i przeciwnicy deprawacji dzieci” pokazywali obsceniczne gesty, wykonywali ruchy frykcyjne i grozili przemocą seksualną. Nigdy wcześniej nie doświadczyliśmy tyle podłości, nie byliśmy świadkami większej obrzydliwości i agresji. Taką lekcję »prawdziwej wiary« odebraliśmy na białostockim Marszu” – piszą rodzice.

„Jeśli nie zareagujemy, dojdzie do przelewu krwi”

„Jesteśmy rodzinami, które zdecydowały się na posiadanie i wychowanie dzieci.

Nasz »ciężki grzech« polega na tym, że konsekwentnie i odpowiedzialnie nie wyrzekliśmy się dzieci i rodzin.

Dajemy naszym dzieciom wsparcie, akceptację i miłość, bez względu na ich orientację psychoseksualną i tożsamość płciową, chociaż wielu z nas usłyszało od księdza w swojej parafii, że powinniśmy się wstydzić i że najlepiej takie »jajo wyrzucić z gniazda«” – czytamy w liście.

„Eskalacja nienawiści, do której doszło w Białymstoku, pod wpływem intensywnej pracy arcybiskupa Wojdy, zmusza nas do stanowczej reakcji. Zostały przekroczone wszelkie normy moralne, naruszono prawo, podeptano Katechizm Kościoła Katolickiego. W imię miłości bliźniego i pod sztandarami Jezusa Chrystusa użyto przemocy.

Mamy poważne obawy, że jeżeli dziś nie zrobimy nic, żeby powstrzymać nienawiść, przemoc i agresję, jutro rozzuchwaleni zachętami ze strony hierarchów kościoła, bezkarni bandyci, posuną się jeszcze dalej, a w kolejnych dniach może dojść do przelewu krwi”.

Stowarzyszenie „My rodzice” – poza dymisją abp. Tadeusza Wojdy – domaga się:

  • odwołania proboszcza parafii św. Jadwigi w Białymstoku;
  • przeprosin w liście duszpasterskim odczytanym we wszystkich parafiach;
  • usunięcia z programu nauczania katechezy podręcznika dla liceów i techników pt. „Żyć aby wierzyć i kochać”, który odbierają jako „obrzydliwą próbę piętnowania i szykanowania uczniów nieheteronormatywnych”.

Pełna treść listu niżej.

Ks. Abp Salvatore Pennacchio Nuncjusz Apostolski w Polsce

Ks. Abp Stanisław Gądecki Metropolita poznański, Przewodniczący
Konferencji Episkopatu Polski

Ks. Abp Wojciech Polak, Prymas Polski, Metropolita gnieźnieński

W imieniu polskich rodzin zrzeszonych w stowarzyszeniu My, Rodzice, domagamy się stanowczej reakcji oraz wyciągnięcia konsekwencji wobec Metropolity Białostockiego Księdza Arcybiskupa Tadeusza Wojdy, proboszcza Parafii św. Jadwigi w Białymstoku oraz innych księży, którzy swoim postępowaniem, wykorzystując pozycję duszpasterza, nawoływali do nienawiści skierowanej przeciwko osobom nieheteronormatywnym przed planowanym Marszem Równości w Białymstoku.

Ksiądz Arcybiskup Tadeusz Wojda wydał „odezwę do mieszkańców” (7 lipca została odczytana w kościołach), w której dehumanizował osoby nieheteronormatywne, nawoływał do stawienia oporu „obcej ideologii wszelkimi środkami”, powołując się na sentencję „Non possumus”, przypisywał osobom LGBT cechy wrogów społecznego ładu i wartości chrześcijańskich, zepsucie moralne oraz poddawał w wątpliwość prawdziwe intencje Marszu, jakim jest walka o równe prawa.

Efekty jego odezwy odczuliśmy bardzo dotkliwie, biorąc udział w białostockim Marszu Równości. Zarówno my, jak nasze dzieci, znajomi, rodziny i sojusznicy byli opluwani i znieważani. Pobito młode osoby, będące najłatwiejszym celem, zastraszano nas grożąc śmiercią. Pełne niehamowanej agresji grupy kibiców z całego kraju, zachęcone słowami duszpasterza, urządzały w mieście polowania na ludzi. Pod naszymi stopami wybuchały petardy, na plecach ludzi podpalano tęczowe flagi. Byliśmy świadkami scen, które do złudzenia przypominały scenariuszem faszystowski pogrom.

Obrońcy „prawdziwych chrześcijańskich wartości, prawdziwej rodziny i przeciwnicy deprawacji dzieci” pokazywali obsceniczne gesty, wykonywali ruchy frykcyjne i grozili przemocą seksualną. Nigdy wcześniej nie doświadczyliśmy tyle podłości, nie byliśmy świadkami większej obrzydliwości i agresji. Taką lekcję „prawdziwej wiary” odebraliśmy na białostockim Marszu. To obraz świeckiego apostolstwa, do którego nawołują hierarchowie Kościoła Katolickiego, powołując się na krwawe cytaty ze Starego Testamentu. Sentencja Non possumus w ustach świeckich apostołów brzmiała zupełnie inaczej.

Jesteśmy rodzinami, które zdecydowały się na posiadanie i wychowanie dzieci. Nasz „ciężki grzech” polega na tym, że konsekwentnie i odpowiedzialnie nie wyrzekliśmy się dzieci i rodzin. Dajemy naszym dzieciom wsparcie, akceptację i miłość, bez względu na ich orientację psychoseksualną i tożsamość płciową, chociaż wielu z nas usłyszało od księdza w swojej parafii, że powinniśmy się wstydzić i że najlepiej takie „jajo wyrzucić z gniazda”. Odrzucenie przez rodziny, wstyd, nienawiść i przemoc jest codziennością wielu osób nieheteronormatywnych. Bardzo przykre, że za tymi aktami, stoją często księża katoliccy, deklarujący postawę afirmatywną w stosunku do rodziny.

Eskalacja nienawiści, do której doszło w Białymstoku, pod wpływem intensywnej pracy Arcybiskupa Wojdy, zmusza nas do stanowczej reakcji. Zostały przekroczone wszelkie normy moralne, naruszono prawo, podeptano Katechizm Kościoła Katolickiego. W imię miłości bliźniego i pod sztandarami Jezusa Chrystusa użyto przemocy. Mamy poważne obawy, że jeżeli dziś nie zrobimy nic, żeby powstrzymać nienawiść, przemoc i agresję, jutro rozzuchwaleni zachętami ze strony hierarchów kościoła, bezkarni bandyci, posuną się jeszcze dalej, a w kolejnych dniach może dojść do przelewu krwi.

Dlatego stanowczo domagamy się dymisji Arcybiskupa Tadeusza Wojdy, z pełnym przekonaniem, że jest osobą odpowiedzialną moralnie za zaistniałą sytuację, którą odbieramy nie tylko jako kryzys wartości chrześcijańskich, ale realne bezpośrednie zagrożenie naszego zdrowia i życia. Osoba, która nie potrafi ocenić konsekwencji swoich czynów, fałszywie świadczy przeciw bliźniemu, która nie pokazuje różnicy między dobrem a złem, która wreszcie w swoich działaniach duszpasterskich kieruje się nienawiścią, nie powinna być przewodnikiem duchowym i pełnić wysokiej funkcji kościelnej.

Domagamy się również odwołania proboszcza Parafii św. Jadwigi w Białymstoku, jako osoby niegodnej pełnienia posługi duszpasterskiej. W swoich homiliach pochwala przemoc i nienawiść w stosunku do innych ludzi, a bezpośrednio po wydarzeniach Marszu Równości pobłogosławił „obrońców wartości chrześcijańskich i ich dalsze dobre poczynania”.

Domagamy się również przeprosin w liście duszpasterskim, odczytanym we wszystkich parafiach, za znieważanie i akty przemocy, których byliśmy celem, a za które Kościół Katolicki ponosi odpowiedzialność moralną. Krótkie i zdawkowe oświadczenie wydane przez rzecznika Komisji Episkopatu Polski uważamy za niewystarczające, nieadekwatne do szkody moralnej, jaka została wyrządzona nam i naszym rodzinom oraz wiernym Polskiego Kościoła, którzy stali się narzędziem do realizacji nienawistnej ideologii, nie mającej nic wspólnego z nauką Ewangelii.

Domagamy się również usunięcia z programu nauczania katechezy podręcznika dla liceów i techników pt. „Żyć aby wierzyć i kochać”, który odbieramy jako obrzydliwą próbę piętnowania i szykanowania uczniów nieheteronormatywnych w szkołach oraz element budowania społecznego zjawiska, nazwanego piramidą nienawiści, u którego podstawy leżą negatywne komentarze i niechęć, a u szczytu jest eksterminacja.

Chcemy wierzyć, że program ten jest nieprzemyślanym „wypadkiem przy pracy”, a nie zaplanowaną strategią Polskiego Kościoła wobec nieheteronormatywnej mniejszości. Nauczanie zawarte w tym programie nie zmieni tożsamości naszych dzieci ale z pewnością zamieni ich życie w piekło.

Z wyrazami szacunku
W imieniu zarządu stowarzyszenia My, Rodzice

Ewa Miastkowska
Marek Błaszczyk

Kmicic z chesterfieldem

Jestem porażony wyjątkowo niskim stanem świadomości większości Polaków, których znam choćby z FB. Ludzie ci w znakomitej części nie mają pojęcia o tym, co aktualnie dzieje się z Polską, z całym dla nich szacunkiem. Nie dostrzegają tego, że w sposób niezauważalny, póki co jeszcze niemal bezkrwawy, nastąpiło przejęcie państwa przez „polityczną sektę” Jarosława Kaczyńskiego, Mateusza Morawieckiego, Zbigniewa Ziobry i Andrzeja Dudy. Nie wiem więc, z czego wynika tak wielki optymizm w wygraną, po tym, jak opozycja poniosła sromotną klęskę w majowych wyborach do Parlamentu Europejskiego, w których była faworytem. Dobrze to, czy nie, ale ja mam wyostrzone zmysły w zakresie bezpieczeństwa. Wynika to oczywiście z zawodu i wykształcenia, ale też ze zdrowego rozsądku i instynktu samozachowawczego. Wielu moich rodaków jak widzę, jest tego pozbawionych.

Dziś nie ma nawet najmniejszych, racjonalnych podstaw do przesadnego optymizmu. Wręcz przeciwnie; wszystkie dzwony powinny bić na alarm, a muzycy larum grać, bo Polska idzie na…

View original post 3 192 słowa więcej

 

Kaczyński podyktuje Przyłębskiej co i jak ws. Kodeksu karnego

„Nie mam wątpliwości co do treści merytorycznej tej ustawy, natomiast miałem wątpliwości co do procedury jej uchwalenia” – powiedział prezydent Andrzej Duda „Faktom” TVN, komentując swoją decyzję o skierowaniu noweli do Trybunału Konstytucyjnego.

Kancelaria Prezydenta poinformowała w piątek o decyzji Andrzeja Dudy ws. skierowania do Trybunału Konstytucyjnego noweli Kodeksu Karnego w trybie kontroli prewencyjnej.Zaznaczono, że to właśnie tryb postępowania z ustawą budzi poważne zastrzeżenia co do dochowania konstytucyjnych standardów procesu legislacyjnego.

Według prezydenta „byłoby nieodpowiedzialne gdyby, wobec zastrzeżeń konstytucyjnych, które były w różnych miejscach zgłaszane, nie poddać tego pod weryfikację przez Trybunał Konstytucyjny przed wejściem ustawy w życie […] dlatego była taka, a nie inna decyzja” – wyjaśniał.

Dodał zaś: „[…] dziwią mnie trochę te głosy o wecie dlatego, że prezydent wetuje ustawę przede wszystkim wtedy, kiedy się z nią nie zgadza” – oświadczył.

Duda zapytany o skierowaną do niego krytykę nowelizacji, wystosowaną przez 158 naukowców zajmujących się naukami penalnymi i prawem konstytucyjnym kilkunastu uniwersytetów, odparł: „Ci panowie zawsze protestują i ich protestowanie się niestety zdewaluowało”.

W przesłanej opinii naukowcy zaalarmowali w niej o ryzyku i zagrożeniach wiążących się z wejściem w życie tych zmian w prawie karnym oraz zwrócili się do prezydenta o zawetowanie ustawy.

Chodzi m.in. o wprowadzenie elastycznego wymiaru kar. Nowela eliminuje karę 25 lat pozbawienia wolności, stanowiącej odrębny rodzaj kary. Nowela zakłada natomiast zaostrzenie kary terminowego pozbawienia wolności do 30 lat, przy pozostawieniu jako dolnej granicy tej kary 1 miesiąca. Poza tym nowe przepisy wydłużają też okres przedawnienia zbrodni zabójstwa z 30 do 40 lat, a sąd mógłby także orzec bezwzględne dożywocie – bez prawa do warunkowego zwolnienia.

Być może postawę Dudy należy rozumieć jako pstryczek w nos Zbigniewa Ziobry. Niestety reputacja Dudy pozostawia wiele do życzenia. Poprzednie weta, w których doszukiwano się wcześniej oczekiwanego uniezależnienia się prezydenta nie wpłynęły ostatecznie na plany władzy. Wypowiedź „nie mam wątpliwości co do treści merytorycznej tej ustawy” oraz lekceważąca postawa wobec autorytetów prawniczych nie przystaje Dudzie, zarówno jako prezydentowi, jak i doktorowi nauk prawnych. Można sparafrazować, „weto się obecnie zdezawuowało”. Podpis pod ustawą jest jak najbardziej prawdopodobny. Andrzej Duda wszak, mimo świetnych wyników sondażowych, bez poparcia Prawa i Sprawiedliwości nie ma szans w wyścigu o drugą prezydencką kadencję.

 

Prezydent Andrzej Duda skierował do Trybunału Konstytucyjnego nowelizację Kodeksu karnego uchwaloną z inicjatywy PiS. Który, jak wskazuje doświadczenie, wyda orzeczenie skrojone pod oczekiwania partii rządzącej.

Gdyby Andrzej Duda chciał udaremnić wejście w życie tego groźnego prawnego bubla, zawetowałby ustawę, o co apelowali m.in. rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar czy naukowcy z Komitetu Nauk Prawnych PAN. W Sejmie PiS nie znalazłby większości dwóch trzecich potrzebnej do odrzucenia prezydenckiego weta.

Duda posłał jednak ustawę do Trybunału Konstytucyjnego, który – pod przewodnictwem Julii Przyłębskiej, „odkrycia towarzyskiego” prezesa Jarosława Kaczyńskiego – jak wskazuje doświadczenie, wyda orzeczenie skrojone pod oczekiwania PiS.

Trybunał Konstytucyjny wprowadza klauzulę sumienia w usługach

Bezwzględne dożywocie, kary dla lekarzy. Bubel prawny PiS

PiS jest w trudnej sytuacji, bo rzeczywiście uchwalił bubel i sam to nie tylko widzi, ale i przyznaje w wypowiedziach poszczególnych posłów. Skutki wejścia w życie tego bubla trudno przewidzieć, zwłaszcza że brak odpowiednich przepisów przejściowych. Tak czy inaczej na pewno będzie chaos.

Przypomnijmy: nowelizacja Kodeksu karnego, pod pretekstem podniesienia kar za pedofilię, znacząco zaostrzyła Kodeks karny, w tym zasady wymiaru kary, ograniczając sędziowską swobodę orzekania. Wprowadziła dożywocie bez możliwości warunkowego zwolnienia i karę do 30 lat więzienia. Protestowali prawnicy, zarzucając nowelizacji nadmierną, nieracjonalną represyjność i niezgodność kary bezwzględnego dożywocia z zakazem okrutnego karania i nakazem poszanowania godności ludzkiej, o czym kilkakrotnie wypowiadał się Trybunał Praw Człowieka. Zarzucali chaotyczność nowelizacji i liczne błędy prowadzące do sprzeczności. A przede wszystkim tryb uchwalenia był sprzeczny z regulaminem Sejmu: „z marszu”, natychmiast po wpłynięciu. Tymczasem tryb uchwalania zmian w kodeksach pozwala na procedowanie projektu najwcześniej po 14 dniach od doręczenia druku posłom.

Protestowali też lekarze – w sprawie zmian w przepisie o nieumyślnym spowodowaniu śmierci. Zmiany powodują, że za błąd lekarski nie będzie można orzec kary w zawieszeniu. Zdaniem Naczelnej Rady Lekarskiej skutek może być taki, że lekarze będą woleli nie udzielać pomocy, niż narazić się na więzienie.

Mit dożywocia

Andrzej Duda sprezentował czas rządowi PiS

Prezydent, posyłając ustawę do TK, zadeklarował, że jej represyjność nie budzi jego wątpliwości, bo „zrozumiałe jest dążenie ustawodawcy do stanowienia prawa karnego odpowiadającego wymogom sprawiedliwości”. Zaskarżył dwie rzeczy: tryb uchwalenia i przepis, którego konsekwencją jest różne traktowanie odpowiedzialności szefów spółek z większościowym i mniejszościowym udziałem skarbu państwa (rozwiązanie, o krytykę którego chciał krakowskich naukowców pozwać Zbigniew Ziobro).

Chaos, który pojawiłby się w sądach karnych po wejściu w życie nowelizacji, poszedłby na konto PiS. Więc, po pierwsze, interesem PiS jest nie dopuścić, żeby ten chaos pojawił się przed wyborami. Opóźnienie wejścia w życie nowych przepisów dzięki posłaniu jej do TK przez prezydenta jest mu więc z tego względu na rękę. Szczególnie że może kontrolować nie tylko, co orzeknie Trybunał, ale też kiedy. A Trybunał nie ma terminu, w którym musi się wnioskiem zająć. Pracuje zaś wyjątkowo mało i niespiesznie. A więc PiS zyskuje czas na namysł, co zrobić dalej.

Wejście ustawy w życie mogłoby spowodować, że sędziowie odmawialiby jej stosowania ze względu na niekonstytucyjny tryb uchwalenia. Albo zadawaliby pytania prawne Sądowi Najwyższemu, a ten mógłby orzekać nie po myśli PiS. Jeśli Trybunał orzeknie, że tryb uchwalenia ustawy był zgodny z konstytucją, w szczególności jeśli zrobi to w składzie bez dublerów, sędziowie nie będą mieli podstaw do odmowy stosowania ustawy. To może być kolejny motyw jej zaskarżenia do TK.

I śmieszno, i straszno z rządem PiS

Jak zareaguje Trybunał Julii Przyłębskiej

Ale sędziom „dobrej zmiany” w TK bardzo trudno będzie prawnie uzasadnić, że przy uchwalaniu nowelizacji Kodeksu karnego nie złamano regulaminu Sejmu. Regulamin (art. 89 ust. 2) mówi bowiem jasno: „Pierwsze czytanie projektu zmian kodeksu lub projektu zmian przepisów wprowadzających kodeks może się odbyć nie wcześniej niż czternastego dnia od doręczenia posłom druku projektu”.

Nie ma tu żadnego wyjątku, żadnej możliwości specjalnego trybu zarządzonego przez marszałka Sejmu. Trudno też dowodzić, że Kodeks karny nie jest „kodeksem”. Choć Trybunał Julii Przyłębskiej może wszystko i nie raz pokazał, że nie jest dla niego problemem przełamanie „imposybilizmu prawnego”.

Minister sprawiedliwości chce więcej więźniów w więzieniach. I na dłużej

Wszystko na rękę PiS

Uznanie przez Trybunał Konstytucyjny niekonstytucyjności trybu uchwalenia ustawy musi oznaczać, że cała ustawa nie wejdzie w życie. Ale wbrew pozorom i to może być w interesie PiS. Jego politycy przyznają, że ma wiele błędów, które powinno się naprawić.

Na przykład Naczelna Rada Lekarska już uzyskała w Ministerstwie Zdrowia zapewnienie, że przepisy dotyczące błędów lekarskich powodujących śmierć zostaną zmienione. A więc zdyskwalifikowanie przez Trybunał ustawy z powodu trybu jej uchwalenia daje PiS możliwość poprawy tego, co zechce poprawić, i wniesienia jej znowu do Sejmu tak, by uchwalić ją – jako bicz na pedofilówi zabójców dzieci – niedługo przed wyborami. Przy okazji zyska punkty za umiejętność przyznania się do błędów i troskę o jakość legislacji. Jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało w stosunku do ugrupowania notorycznie uchwalającego ustawy w kilka dni czy godzin.

Minister sprawiedliwości chce zniesienia tajemnicy adwokackiej, lekarskiej i dziennikarskiej

Kmicic z chesterfieldem

Po kilka tysięcy złotych wpłacili pracownicy państwowych spółek, ulokowanych w Bydgoszczy, na kampanię PiS przed ubiegłorocznymi wyborami samorządowymi. Złośliwcy twierdzą, że to swoisty „dowód wdzięczności” za zatrudnienie w kontrolowanych przez partię spółkach Skarbu Państwa.

Według „Gazety Wyborczej”, „rekordzistą” w Bydgoszczy jest Błażej Najdowski – przekazał ponad 21 tys. zł. To dyrektor techniczny Zespołu Elektrociepłowni Bydgoszcz, którego właścicielem jest państwowy gigant Polska Grupa Energetyczna. Zapytany o powód, dla którego wpłacił taką kwotę, Najdowski stwierdził, że musi się zastanowić nad odpowiedzią. Dodał, że powód… jest banalny. Nie wytłumaczył jednak reporterowi „GW, co miał na myśli.

Kolejny z listy Michał Krzemkowski wpłacił 14 tys. zł. Jako radca prawny obsługuje Wody Polskie, czyli spółkę powołaną przez PiS. Krzemkowski  jest też członkiem rady nadzorczej Polskiego Radia. 11,2 tys. zł wpłacił były bydgoski radny, Mirosław Jamroży, wiceprezes Enea Pomiary. Inny działacz PiS, który znalazł zatrudnienie w spółce skarbu państwa, Tomasz Rega, dyrektor oddziału Totalizatora Sportowego, wpłacił…

View original post 2 504 słowa więcej

 

Wszystkie drogi PiS prowadzą do Polexitu

Działkowiec + Ogrodnik + Deweloper Oto 3 problemy PiS….?

Publicysta „Die Welt” Sven Felix Kellerhoff zwraca uwagę na rosnącą liczbę krajów domagających się od Niemiec reparacji wojennych. Po Grecji i Polsce takie roszczenia zgłosiły Kraje Bałtyckie.

– Moraliści i populiści są zgodni (co do zasadności roszczeń), lecz skutki zaspokojenia tych roszczeń byłyby „dramatyczne” – ostrzega autor komentarza.

„Kto wyrządził szkodę, musi ją naprawić” – pisze Kellerhoff zaznaczając, że jest to rozsądna zasada obowiązująca w państwach prawa. Gdy jednak widać, że zadośćuczynienie wyrządziłoby szkody, które przewyższyłyby korzyści wynikające z naprawienia strat, wtedy rozsądniej jest poszukać kompromisu.

Polacy domagają się nierealnych sum

Dziennikarz „Die Welt” pisze, że Niemcy stały się ostatnio notorycznym celem roszczeń reparacyjnych. Grecja i Polska domagają się nierealnych sum”. Jeżeli Niemcy zgodzą się na to, wkrótce ustawi się kolejka „półtora tuzina” państw, które w czasie wojny były okupowane przez Niemcy.

Kellerhoff przypomina stanowisko niemieckiego rządu, że wszystkie roszczenia reparacyjne zostały ostatecznie zamknięte traktatem 2+4 z 1990 roku.

Nie prawo, lecz moralna presja

„Greckim i polskim populistom nie chodzi jednak o prawo międzynarodowe, lecz o moralną presję, która ma skłonić Niemcy do zmiany stanowiska” – pisze publicysta.

Zdaniem Kellerhoffa w przypadku dojścia w Niemczech do władzy rządu lewicowego (SPD-Zieloni-Lewica) istnieje niebezpieczeństwo, że ugnie się on przed żądaniami poszkodowanych krajów. Szczególnie Zielonym trudno zrozumieć, że „w polityce zagranicznej nie ma miejsca na moralność”.

Reparacje mają „dwojaki charakter” – „z jednej strony chodzi w nich o naprawę konkretnych szkód materialnych, z drugiej zaś o upokorzenie pokonanego przeciwnika”. „Krajom, które w przeszłości otrzymały reparacje, rzadko wyszły one na zdrowie” – ostrzega Kellerhoff.

Negatywne skutki reparacji

Publicysta „Die Welt” opisuje negatywne skutki reparacji, jakich w 1871 roku od pokonanej Francji zażądał kanclerz Otto von Bismarck. Paryż musiał zapłacić w ciągu kilku lat pięć miliardów franków w złocie. Kontrybucja pogłębiła odwieczną wrogość między obu krajami i doprowadziła do kolejnej wojny w 1914 roku. W Niemczech potężny zastrzyk gotówki doprowadził do przegrzania koniunktury i do krachu na rynku w 1873 roku.

Po I wojnie światowej Francja domagała się odwetu – Niemcy zostały zobowiązane do zapłacenia „astronomicznych” sum – 132 mld marek w złocie. Gospodarczy kryzys wyniósł do władzy narodowych socjalistów, którzy zlikwidowali demokrację. Skutki są dobrze znane – podkreśla Kellerhoff.

Reparacje mogą zniszczyć UE

„Miejmy nadzieję, że w Europie nie dojdzie do nowej wojny, i że nawet aktualne roszczenia Polski i Grecji tego nie zmienią. Z pewnością jednak euro i Unia Europejska rozpadłyby się, gdyby oba te kraje blokowały pracę Brukseli, dopóki Niemcy nie uznają rzekomych zobowiązań reparacyjnych” – pisze Kellerhoff.

„Równocześnie doszłoby do wzrostu resentymentów, a skutkiem byłby ogromny wzrost nacjonalizmu” – ostrzega „Die Welt”.

Niemieccy turyści przestaliby odwiedzać Grecję, a polscy pracownicy przestaliby być mile widziani w RFN, co oznaczałoby utratę możliwości atrakcyjnych zarobków. Wszystko to może stać się faktem, nawet gdy Grecja i Polska nie uzyskają od Niemiec ani jednego euro.

Gdyby Niemcy pomimo wszystko wypłaciły reparacje, w krajach będących beneficjentami doszłoby do przegrzania koniunktury, jak w Niemczech po 1871 roku. W Grecji istotną część niemieckich świadczeń i tak pochłonęłaby korupcja tak, jak w przypadku indywidualnych odszkodowań wypłacanych w latach 1950-1960.

„Tak czy siak – reparacje są błędną drogą, tym bardziej że od wojny dzielą nas już dwa pokolenia – podsumowuje Kellerhoff w komentarzu opublikowanym w „Die Welt”.

Wszystkie drogi PiS prowadzą do Polexitu.

Depresja plemnika

Joachim Brudziński otworzył filię urzędu pocztowego na jednym ze szczecińskich osiedli. Podczas uroczystości nie zabrakło także księdza, który pobłogosławił urząd. Brudziński kupił dwie lokalne gazety oraz książkę o snajperach z czasów II wojny światowej. Znaczków nie kupił, listu nie wysłał…

Przypominamy, że Brudziński twierdził, że na dwa tygodnie przez wyborami do Europarlamentu bierze urlop jako minister. W jakim więc charakterze był na rzeczonej poczcie? Dziennikarzom odpowiedział, że „jako poseł ziemi zachodniopomorskiej”. – „Oficjalnie jestem na urlopie” – stwierdził Brudziński, ale po chwili dodał, że… wciąż jest przecież ministrem!

„Dla niezorientowanych i obcokrajowców: Pokazana na filmie scenka miała miejsce w dużym państwie UE, w roku 2019! Pan w okularach to konstytucyjny minister tego państwa”;

„Proszę się jeszcze pochwalić, o ile podnieśliście ostatnio ceny znaczków”; – „Będą pobłogosławione listy polecone?”; – „Paczkomaty też pan święci? U mnie na osiedlu kilka takich się pojawiło”

View original post 2 890 słów więcej

 

Mateuszowi Morawieckiemu należy się Trybunał Stanu. Należy mu się zgnicie, bo jest zgniłkiem

Matołusz Morawiecki przed Trybunałem Stanu. I to jest dobra wiadomość.

Depresja plemnika

Ze zdumieniem i niedowierzaniem obserwuję informacje, które pojawiają się w mediach na temat afery pedofilskiej w domu publicznym na Podkarpaciu. Na szczęście nie jestem pełnomocnikiem ani byłego agenta CBA, ani pokrzywdzonych ani nikogo innego w tej sprawie, więc mogę się wypowiadać jako obywatel, a nie adwokat.

Czy myśmy wszyscy przez te ostatnie cztery lata tak zdziczeli, że gwałty na dzieciach organizowane przez służby specjalne (albo za ich przyzwoleniem) nas nie ruszają? Moja wiedza pochodzi wyłącznie ze źródeł medialnych, ale ponieważ nikt nikomu jeszcze procesu nie wytoczył, to mam podstawę sądzić, że prawdą jest iż od lat funkcjonował dom publiczny, który sprowadzał nieletnie dziewczynki z Ukrainy, które były gwałcone przez tysiące „Vipów”, w tym osoby z najwyższych kręgów władzy. Dodam że dla mnie jako obywatela współżycie seksualne nawet za zgodą osoby poniżej 15 roku życia, to zawsze gwałt, mimo że kategoria prawna jest nieco inna. Tak czy inaczej pedofile z najwyższych…

View original post 2 350 słów więcej