Archiwa tagu: Polexit

PiS wyrzuca szmal w amerykańskie błoto. PFN zatrudnia tylko pokraki

Andrzej Rozenek (Lewica Razem) i inni komentują wydatków Polskiej Fundacji Narodowej powołanej przez rząd PiS.

Polska Fundacja Narodowa zapłaciła w ciągu kilkunastu miesięcy ponad 5,5 mln dol. — czyli ponad 20 mln zł — amerykańskiej firmie PR-owskiej za wypromowanie naszego kraju w USA. Amerykanie wzięli pieniądze m.in. za stworzenie w mediach społecznościowych profili o Polsce, które na całym świecie obserwuje po kilkanaście czy kilkadziesiąt osób.

  • Firma White House Writers Group miała poprawić wizerunek Polski w USA. Płaci za to Polska Fundacja Narodowa, finansowana przez największe spółki państwowe
  • Kontrakt został zawarty niemal dwa lata temu, ale PFN utajnia jego ustalenia i rozliczenia z Amerykanami. My je poznaliśmy dzięki prawu amerykańskiemu
  • Firma WHWG początkowo otrzymywała 45 tys. dol. miesięcznie, a dziś inkasuje dwa razy tyle. Do tego PFN pokrywa zwrot kosztów firmy, które są bardzo wysokie i sięgają milionów dolarów
  • WHWG zarządza m.in. profilami o Polsce na Instagramie i YouTube. Pierwszy obserwuje 51 osób, drugi ma 13 subskrypcji. To ich widownia na całym świecie, nie tylko w USA
  • W rozliczeniu z PFN firma z Waszyngtonu przypisuje też sobie m.in. organizację spotkań z amerykańskimi oficjelami, których wcale nie organizowała

Polska Fundacja Narodowa powstała po dojściu PiS-u do władzy. Oficjalnie miała poprawić wizerunek Polski za granicą. Ale nieformalnym zadaniem, jakie prezes PiS Jarosław Kaczyński postawił przed PFN, było przekonywanie do źle ocenianych poza Polską kontrowersyjnych reform PiS, choćby zmian w sądach.

PFN to fundacja, na którą pieniądze wyłożyło 17 największych spółek skarbu państwa, dysponuje więc gigantycznym budżetem. Szkopuł w tym, że znaczących efektów działań PFN jak nie było, tak nie ma, za to w kraju fundacja dała się poznać z kontrowersyjnej kampanii atakującej sędziów. Dwukrotna zmiana prezesa PFN wskazuje na to, że nawet obóz władzy zdaje sobie sprawę, że w fundacji nie wszystko działa tak jak należy.

Człowiek Reagana i ambasador z Barbados

Jedną z podstawowych misji, jaką PFN miało wypełniać, była poprawa wizerunku Polski w USA, kraju kluczowym dla polskiej polityki zagranicznej. W tym celu fundacja podpisała umowę z waszyngtońską firmą White House Writers Group, specjalizującą się w PR, reklamie i doradztwie komunikacyjnym.

WHWG założyli Clark Judge, były doradca ds. komunikacji prezydenta Ronalda Reagana oraz Philip Hughes, były urzędnik amerykańskiej administracji i były ambasador USA na Barbadosie.

Zapytaliśmy PFN o szczegóły umowy z tą firmą. Nie usłyszeliśmy żadnego konkretu, fundacja odpisała za to, że jest rozczarowana naszymi pytaniami: „Pytaniom o kontrolę nad finansami nie towarzyszyła żadna ciekawość reporterska na temat skuteczności trwającego od ponad roku projektu z WHWG” (całą odpowiedź PFN publikujemy poniżej).

Robienie przez PFN tajemnicy z kontraktu z WHWG jest jednak nieroztropne z bardzo prostego powodu. Amerykańska ustawa o lobbingu FARA, uchwalona jeszcze przed II wojną światową, nakłada bowiem na wszystkie amerykańskie firmy, organizacje, a nawet na osoby prywatne obowiązek składania rozliczeń z pieniędzy otrzymywanych od zagranicznych rządów.

WHWG oraz jej współpracownicy szczegółowo informują Departament Sprawiedliwości USA o kolejnych rozliczeniach z Polską Fundacją Narodową. Przeanalizowaliśmy te rozliczenia, które w USA są dostępne publicznie. Znaleźliśmy w nich informacje, które pokazują, jak Amerykanie z White House Writers Group zarabiają krocie z pieniędzy polskiego podatnika za działania przynoszące znikome korzyści dla naszego kraju. I m.in. o tym, że PFN chce postawić w Waszyngtonie pomnik.

Pół miliona na początek

Współpraca WHWG z PFN ruszyła w połowie października 2017 r. Wtedy to PFN przelała na konto White House Writers Group 135 tys. dolarów (czyli ponad pół mln zł) jako depozyt na poczet przyszłych rozliczeń.

Warunki współpracy określone zostały nieco wcześniej, na przełomie września i października, w korespondencji prezesa WHWG Clarka S. Judge’a z ówczesnymi szefami PFN — ściśle powiązanymi z obecną władzą Cezarym Jurkiewiczem oraz Maciejem Świrskim. To oni podpisali 13 października 2017 r. umowę z WHWG. Wedle tej umowy, firma miesięcznie miała otrzymywać 45 tys. dol. (ok. 175 tys. zł) wynagrodzenia plus zwrot „uzasadnionych wydatków”. Teoretycznie — bez uprzedniej zgody PFN — nie powinny one przekroczyć 10 proc. miesięcznego wynagrodzenia, czyli 4,5 tys. dol.

Poza tym za organizowane przez WHWG wydarzenia, takie jak konferencje, dyskusje panelowe czy kolacje dla VIP-ów, PFN zobowiązał się płacić ekstra. W umowie WHWG zastrzegło sobie jednak, że „nie gwarantuje żadnych konkretnych rezultatów” swojej działalności dla PFN.

Jedzenie droższe niż Twitter

Już pierwsze sprawozdania WHWG dla Departamentu Sprawiedliwości USA pokazały, że honorarium miesięczne w wysokości 45 tys. dolarów to tylko drobny element przelewów, które PFN kieruje do waszyngtońskiej firmy.

Zaczęło się niewinnie. Wedle sprawozdania złożonego na koniec kwietnia 2018 r. — zawierającego informacje z poprzedzającego półrocza, a zatem od listopada 2017 r. — PFN poza miesięcznymi wpłatami dołożyło ponad 25 tys. dolarów za wydatki, które zgłosili PR-owcy z WHWG.

Najwięcej kosztował przyjazd trójki pracowników firmy do Polski: bilety lotnicze (SAS-em, nie LOT-em) 5 tys. dol. i hotele 3,5 tys. dol. Sporo — aż 6 tys. dol. — poszło dla firmy prawniczej, współpracującej w WHWG.

Fundacja zapłaciła nawet za jedzenie, które kupowali pracownicy WHWG — prawie 1 tys. dol. Nie był to catering na potrzeby konferencji czy paneli dyskusyjnych, bo w tym czasie WHWG nie zorganizowało żadnego takiego wydarzenia dla PFN. Wyżywienie pracowników WHWG kosztowało więcej niż np. reklamy na Twitterze, które firma kupowała dla PFN (350 dol.).

Koszty drastycznie rosną

Wedle kolejnego raportu, za okres maj — październik 2018 r., sumy transferów pieniędzy z Warszawy do Waszyngtonu wzrosły drastycznie, bo firma zaczęła organizować konferencje dla PFN.

W tym czasie Polska Fundacja Narodowa zapłaciła ponad 2,6 mln dol. jako honorarium dla WHWG oraz zwrot wydatków poniesionych na organizację imprez. Do tego zwrot kosztów administracyjnych i logistycznych przekraczający 1,6 mln dol.

Znaleźliśmy tam znów wydatki na jedzenie, przejazdy po mieście i parkingi pracowników firmy. Dania kosztowały od kilkunastu do 200 dol., choć jedna faktura za przelot, hotel, taksówki i jedzenie dla jednej z pracownic WHWG opiewa na ponad 5,5 tys. dol., a druga na prawie 10 tys. dol. — nie ma informacji, co to za wyjazdy.

Czas na podwyżkę

Ostatnie sprawozdanie dotyczy okresu listopad 2018 r. — kwiecień 2019 r. Według naszych ustaleń, w tym czasie stałe opłaty miesięczne wzrosły dwukrotnie do 90 tys. dol. (ponad 350 tys. zł).

Choć PFN nie odpowiedziało na nasze pytania w tej sprawie, są na to dwa dowody.

Po pierwsze, gdy Jurkiewicz został usunięty z szefostwa PFN latem 2018 r., na żądanie jego następcy Filipa Rdesińskiego Amerykanie przysłali sprawozdanie z dotychczasowej współpracy. W piśmie z października 2018 r. zachwalają swoje osiągnięcia i przekonują, że pracy jest tak dużo, że firma musi skierować do niej dodatkowe osoby. „Stąd niedawna zgoda na podwojenie naszego miesięcznego wynagrodzenia” — pisze szef WHWG.

Po wtóre, wedle wykazu złożonego w Departamencie Sprawiedliwości USA, w tym okresie opłaty miesięczne rzeczywiście rosną drastycznie — średnio PFN płaci właśnie po 90 tys. dol.

Między listopadem 2018 r. a kwietniem 2019 r. opłaty i zwroty kosztów na rzecz WHWG wynoszą łącznie niemal 800 tys. dol., zaś kwoty na pokrycie wydatków logistycznych i administracyjnych przekraczają 400 tys. dol.

Z tego dziesiątki tysięcy dolarów idą na firmy prawnicze i PR, które podnajmuje WHWG. Ale tradycyjnie firma rozlicza nawet drobne wydatki na przejazdy i jedzenie, szczególnie z restauracji Bangkok Joe’s, znajdującej się w odległości jednej minuty spaceru od waszyngtońskiej siedziby WHWG.

W rejestrze FARA nie znaleźliśmy informacji o owych dodatkowych osobach pracujących nad projektem Polskiej Fundacji Narodowej, o czym pisał szef WHWG do prezesa Rdesińskiego. A prawo amerykańskie wymaga od WHWG zgłoszenia każdego takiego pracownika.

Nikt nie ogląda, ale jest

W swych sprawozdaniach dla Departamentu Sprawiedliwości WHWG opisuje działania, jakie podejmuje w ramach kontraktu z PFN. Firma prowadzi więc m.in. promocję Polski w internecie. „Stworzyliśmy i zarządzamy stroną PolandPerspectives.org oraz kontami na portalach społecznościowych: na Twitterze (@Polish_Fndtn) oraz Instagramie (@HeartofPoland)” — pisze firma, dodając: „Na zlecenie PFN zarządzamy też na YouTube kanałem Poland Perspectives”.

Sprawdziliśmy. Anglojęzyczny serwis @Polish_Fndtn obserwuje na Twitterze niespełna 6 tys. osób, czyli mniej niż profil PFN po polsku. Ale to i tak dobry wynik, porównując go z innymi serwisami prowadzonymi przez WHWG.

Na Instagramie profil HeartofPoland ma zaledwie 51 obserwujących, w tym m.in. pracowników WHWG. Ale kompletną katastrofą jest serwis na YouTube, który subskrybuje trzynaście osób. Niemal wszystkie z prawie 40 umieszczonych tam filmów to wypowiedzi z konferencji organizowanych przez WHWG dla Polskiej Fundacji Narodowej. Najczęstsza oglądalność — poniżej 10 wyświetleń, choć materiały wiszą od kilku miesięcy.

W korespondencji z Polską Fundacją Narodową Amerykanie nazywają swe serwisy internetowe „hubem informacyjnym” dla Polski. Przekonują też, że współtworzą „strategiczną infrastrukturę informacyjną, którą Polska będzie mogła wykorzystywać przez lata”.

Pieniądze za wysłanie e-maila

W sprawozdaniach dla Departamentu Sprawiedliwości firma podaje także, że w ramach promowania Polski kontaktuje się z przedstawicielami administracji USA. Problem w tym, że owo kontaktowanie się polega głównie na wysyłaniu e-maili.

W sprawozdaniu za maj — październik 2018 r. takich pozycji jest sześć. Cztery dotyczą wymiany e-maili dotyczących organizacji konferencji „Ronald Reagan i papież Jan Paweł II: partnerstwo, które zmieniło świat”, którą WHWG prezentuje jako swoje największe osiągnięcie (jedynym przedstawicielem amerykańskiej administracji, który uczestniczył w tej konferencji, była ambasador USA w Watykanie Callista Gingrich, żona byłego republikańskiego polityka).

Dwa punkty dotyczą kontaktów e-mailowych, poświęconych relacjom Polski z USA (są tam np. e-maile pracownicy WHWG do… ambasador USA w Polsce Georgette Mosbacher).

W sprawozdaniu za listopad 2018 — kwiecień 2019 są trzy takie punkty. Jednym z nich jest spotkanie z Mary Kissel, doradczynią sekretarza stanu Mike’a Pompeo. Pozostałe dwa to znów e-maile do Gingrich i Mosbacher oraz spotkania z nimi.

Lunche na koszt ambasady

W rozliczeniu WHWD wymienia też trzy lunche zorganizowane między grudniem 2017 r. a marcem 2018 r., na których przedstawiciele firmy mieli promować Polskę. Tyle że — jak ustalił Onet — dwa z nich organizowane były nie przez WHWG, lecz przez polską ambasadę w Waszyngtonie w ramach cyklicznych spotkań, na które ambasador Piotr Wilczek zaprasza amerykańskich polityków i urzędników.

— Te nieformalne spotkania, zainicjowane, organizowane i finansowane przez ambasadę, były częścią naszej dyplomacji publicznej. Spotkania te nie były organizowane we współpracy z żadną organizacją, instytucją ani fundacją — mówi Onetowi amb. Wilczek. — Uczestniczyły w nich zazwyczaj trzy osoby pracujące dla WHWG. Firma ta nie współorganizowała tych spotkań, chyba że jej pracownicy swój udział w tych spotkaniach traktowali jako realizację zadań firmy. Jeśli takie było ich podejście do udziału w tych spotkaniach, to nie byłem tego świadomy, a traktowanie w sprawozdaniu FARA tych spotkań organizowanych przeze mnie w mojej rezydencji jako przykładów realizacji zadań zleconych firmie WHWG, stanowi dla mnie kompletne zaskoczenie – mówi ambasador.

Trzecie spotkanie, które WHWD umieściło w sprawozdaniu, także nie było organizowane przez tę firmę. Na początku stycznia 2018 r. przedstawiciel WHWD poszedł na płatny (25 dol. od osoby), dwugodzinny lunch z byłym ambasadorem USA w Polsce Danielem Friedem. Miał tam rozmawiać z Patrickiem Harveyem, urzędnikiem odpowiedzialnym za PR w Departamencie Stanu USA.

Jest i pomnik

Wedle sprawozdań firma przygotowywała i wysyłała „komentarze, informacje prasowe i zestawienia faktograficzne różnym dziennikarzom różnych redakcji”. Wśród osiągnięć wymieniony jest wywiad pracownicy WHWG dla katolickiego Ave Maria Radio, lokalnego radia nadającego w kilku miastach w stanie Michigan.

Wysłuchaliśmy tego wywiadu — to wywiad telefoniczny, w większości poświęcony polskiej historii w czasie II wojny światowej, choć rozmówczyni życzliwie wypowiada się także o obecnej władzy w Polsce.

W rozliczeniu podane są też „inne wywiady w mediach”, ale nie pada żaden konkret. Są tam też ogólnikowe informacje o tym, że WHWG organizowało lub też „ułatwiało” spotkania „amerykańskich liderów środowiska biznesowego z przedstawicielami polskiego rządu”. Nie ma też konkretów w sprawie „spotkań z think-tankami oraz fundacjami w kwestii organizacji paneli i konferencji”.

Do tego WHWD twierdzi, że „asystowało” PFN w produkcji reklamy telewizyjnej oraz w badaniach marketingowych. W ostatnich dokumentach WHWG obiecało również polskiej fundacji „zaplanowanie pomnika w Waszyngtonie, upamiętniającego zwycięstwo nad komunizmem w 1920 r. w Bitwie Warszawskiej”.

Nie pomogli w sprawie Holokaustu

Akurat gdy WHWG zaczęła inkasować duże pieniądze z PFN — czyli wiosną 2018 r. — miał miejsce najpoważniejszy od upadku komunizmu konflikt polsko-amerykański. W tym czasie PiS uchwaliło nowelizację ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, wprowadzając kary więzienia za przypisywanie Polakom współodpowiedzialności za Holocaust. Te przepisy wywołały konflikt dyplomatyczny Polski z USA.

W dokumentach nie widać, by w tamtym czasie firma WHWG podjęła jakiekolwiek działania, by pomóc polskim władzom — i reputacji Polski, która była wówczas oskarżana o unikanie współodpowiedzialności za Holokaust.

A tak się składa, że obrona dobrego imienia Polski w tej kwestii było jednym z priorytetów, jakie PFN stawiała przed amerykańską firmą przy podpisywaniu kontraktu. „Prostowanie fałszywej narracji, niebezpiecznej dla bezpieczeństwa Polski i jej roli w NATO i UE, co do polskiego udziału w Holokauście, tworzeniu obozów koncentracyjnych i innych zbrodniach wojennych. Lansowane aktywnie przez wrogich sąsiadów, kłamstwa te oczerniają reputację największych ofiar II wojny, zrównując je z największymi kryminalistami” — to fragment oficjalnej korespondencji między fundacją a WHWG.

To zresztą tylko fragment planu zadań, jakie opracowała PFN dla Amerykanów. Inne brzmią tak:

• „Budowanie zrozumienia w USA, UE i NATO, że obecne polskie reformy mają na celu osiągnięcie politycznej uczciwości poprzez usunięcie ognisk korupcji w instytucjach, strukturach i praktykach odziedziczonych po komunizmie”.

• „Wyjaśnianie, że reforma polskiego wymiaru sprawiedliwości jest kluczowa dla wyeliminowania korupcji i bezkarności oraz zatorów w rozpatrywaniu spraw, co utrudnia dostęp do sprawiedliwości tysiącom Polaków rocznie — czyli wprowadzenia, czy też przywrócenia mechanizmu kontroli i równowagi, wyeliminowanego przez wzorowany na sowieckim system sądownictwa w Polsce, odziedziczony w momencie odzyskania wolności ponad ćwierć wieku temu”.

• „Tłumaczenie, że podejście Polski do kryzysu imigracyjnego (…) odzwierciedla wolę polskich wyborców i ich prawa obywatelskie w wolnym, a nie wasalnym państwie”.

W dokumentach, wysyłanych amerykańskim władzom, WHWG napisała, że PFN to „fundacja charytatywna”.

Tajemnice fundacji

Kontrakt z WHWG to tylko drobny element finansów Polskiej Fundacji Narodowej. Choć fundacja operuje publicznymi pieniędzmi — na start dostała 100 mln zł, teraz ma ponad 200 mln zł, a w ciągu dekady ma to być pół miliarda — to ukrywa sposób, w jaki je wydaje. Można jedynie ocenić, czy jest skuteczna. A o PFN mówi się prawie wyłącznie w kontekście wpadek.

Jacht, który fundacja kupiła za ok. 1 mln euro, stoi w amerykańskim porcie. Złamał maszt, co PFN ukrywała przez kilka tygodni. „I love Poland” — jak nazwany został jacht — miał przez najbliższe lata promować Polskę na świecie. A dziś nie wiadomo, ile miesięcy jeszcze postoi i ile będzie kosztować jego naprawa.

W 2018 r. PFN zerwała kontrakt z Fundacją Navigare Mateusza Kusznierewicza, który także miał promować Polskę podczas rejsu dookoła świata. „Wynika to z faktu, że po otrzymaniu rozliczenia pierwszej transzy funduszy, które zostały przekazane z PFN do Fundacji Navigare okazało się, że pozycje zawarte w tych dokumentach finansowych budzą bardzo poważne wątpliwości — tłumaczył wówczas Maciej Świrski z zarządu PFN. Rejs miał kosztować, według różnych szacunków, 10-20 mln zł.

Fundacja chwaliła się także zasięgami swych zagranicznych kampanii informacyjnych „Today, we are still on the side of truth” („Dziś nadal jesteśmy po stronie prawdy”) i „Testimony of truth” („Świadectwo prawdy”). Przekonywała, że kampanijne filmy dotarły do prawie 180 mln osób na całym świecie, w tym w USA do ponad 75 mln osób, w Wielkiej Brytanii do ponad 27 mln, a w Niemczech – do prawie 20 mln osób. Czy to dane wiarygodne? Widać to dobrze na przykładzie Izraela. Według PFN, jej kampanie widziało tam prawie 8 mln ludzi. Tymczasem w Izraelu żyje ok. 8,5 mln osób, a dostęp do internetu ma niespełna 7 mln. Wszystko wskazuje na to, że PFN — lub firma, która to dla fundacji robiła — zliczyła odsłony klipów, a nie unikalnych użytkowników.

Odpowiedź PFN na pytania Onetu o rozliczenia z WHWG:

Z rozczarowaniem odebraliśmy zapytania od dziennikarza Onet na temat projektu PFN w Stanach Zjednoczonych, gdyż pytaniom o kontrolę nad finansami nie towarzyszyła żadna ciekawość reporterska na temat skuteczności trwającego od ponad roku projektu z WHWG. Ponieważ te dwa aspekty działań są nierozłączne, traktujemy je w poniższej odpowiedzi na pytania Onet jako całość.

Praca, rozliczenia i finanse projektu są regularnie oceniane i nadzorowane przez Biuro Finansów i Administracji Polskiej Fundacji Narodowej, Biuro Audytu i Kontroli Polskiej Fundacji Narodowej zarówno z Warszawy jak i na miejscu, w biurze WHWG w Waszyngtonie, gdzie realizowane są regularne kontrole. Wszystkie rozliczenia związane z projektem są częścią formalnej i merytorycznej oceny. Osoba wymieniona przez dziennikarza Onetu nie ma kontraktu z PFN, natomiast jak kilkudziesięciu innych znanych, wybitnych ekspertów ze Stanów Zjednoczonych, Izraela, Polski, Wielkiej Brytanii i innych krajów europejskich był uczestnikiem jednego panelu w jednej z siedmiu konferencji.

W ramach działań projektowych w USA nawiązaliśmy bliską współpracę z licznymi członkami opiniotwórczych środowisk amerykańskich, zorganizowaliśmy w partnerstwie z czołowymi think-tankami w Stanach Zjednoczonych panele dyskusyjne, konferencje eksperckie, spotkania z mediami, spoty okolicznościowe w mediach analogowych i cyfrowych oraz umieściliśmy artykuły w prasie.

Jesteśmy składową społeczeństwa obywatelskiego, fundacją której działania projektowe kształtują pozytywną percepcję Polski i tłumaczą jej rolę w historii Europy dwudziestego wieku, jej tradycje wolnościowe, tożsamość kulturową, jak również polską rację stanu, która służy nie tylko samej Polsce, ale również Stanom Zjednoczonym i Europie. Skuteczność przekazu zależy od zrozumienia go przez publiczność zachodnią posługującą się amerykańskim kodem kulturowym.

Dlatego w działaniach projektowych, WHWG współpracuje z zachodnimi ekspertami z mediów, historii, polityki energetycznej, bezpieczeństwa, politologii, socjologii, filozofii politycznej, stosunków międzynarodowych, itd. Jednocześnie wśród nich niezbędni są specjaliści dwujęzyczni i dwukulturowi, których ekspertyzę zachodnią uzupełnia wyszukane zrozumienie rzeczywistości polskiej. Poza Polską jest to oczywiście niewielka grupa. Tylko takie podejście jest skuteczne.

W ramach projektu przekazywana jest szeroko rozumiana polska narracja historyczna i polska racja stanu: poprzez panele i konferencje tematyczne, wizyty studyjne w Polsce ze środowisk dyplomatycznych, biznesu i bezpieczeństwa narodowego, spoty i kampanie reklamowe, strony internetowe i media społecznościowe, artykuły i artykuły sponsorowane, włącznie z bezprecedensową kampanią „Opowiadamy o Polsce”. Nasze spoty obejrzało ponad 100 milionów amerykańskich odbiorców, nasze konferencje były emitowane na CSPAN i FOX. Wśród uczestników naszych paneli znaleźli się wybitni intelektualiści z USA, Wielkiej Brytanii, Polski i Izraela. Stworzyliśmy Program Polski w partnerstwie z Victims of Communism Foundation, zapewniając Polsce możliwość opowiedzenia w stolicy Stanów Zjednoczonych brakujących rozdziałów historii Polski XX wieku.

Wszystkie aspekty projektu, przede wszystkim jego skuteczność, podlegają kontroli i ewaluacji. Zgodnie z procedurami i standardem działań realizowanych przez Fundację, dokonujemy bieżącej ewaluacji ex ante, on-going, ex post prac WHWG i w zależności od rezultatów podejmujemy decyzje o kontynuacji w kolejnych interwałach.

Z poważaniem, Biuro Prasowe, Polska Fundacja Narodowa

Kmicic z chesterfieldem

Na konwencji Prawa i Sprawiedliwości, która odbyła się w niedzielę 15 sierpnia w Legnicy, Jarosław Kaczyński poruszył temat zniesienia immunitetów poselskich, sędziowskich i prokuratorskich. Zauważył jednak, że zniesienie immunitetów złamałoby Konstytucję RP. A że Prawo i Sprawiedliwość nie chce tego robić, to zamierza ją po wygranych wyborach zmienić.

Do słów Kaczyńskiego odniósł się europoseł Prawa i Sprawiedliwości Adam Bielan, w rozmowie z Beatą Lubecką w Radiu ZET. Potwierdził oczywiście, że PiS chce zmienić konstytucję, jednak zauważył, że do zmiany tego dokumentu potrzeba głosów 307 posłów, co może nie być proste do osiągnięcia dla Prawa i Sprawiedliwości.

„Musielibyśmy mieć albo samodzielnie 307 głosów, co będzie bardzo trudne do wykonania, albo znaleźć sojuszników do zmiany konstytucji. Będziemy namawiać partie, które znajdą się w przyszłym parlamencie, żeby to zmienić” – powiedział.

No cóż, Jarosław Kaczyński ma również tę świadomość, ale kto mu zabroni pomarzyć: -„Przyjdzie taki dzień, że zmienimy konstytucję na potrzebną, która będzie gwarantowała prawdziwą…

View original post 2 394 słowa więcej

 

Reklamy

Misiu Macierewicza w swych brudnych majtkach ma kolejną aferę „praca za seks”

Wielką karierę w stylu Nikodema Dyzmy, Bartłomiej Misiewicz ma już za sobą. Jego „wybitna” działalność w MON, pod czułym okiem Antoniego Macierewicza zakończyła się postawieniem zarzutów o działanie na szkodę Polskiej Grupy Zbrojeniowej, za co grozi mu 8 lat więzienia.

Wraz z byłym już posłem PiS Antonim K. miał on, powołując się na wpływy „w instytucji państwowej i pośredniczyć w załatwieniu określonych spraw celem uzyskania korzyści majątkowej w kwocie ponad 90 tys. zł” oraz doprowadzić wspólnie z pracownicą resortu obrony narodowej, Agnieszką M. do wyrządzenia PGZ szkody w wysokości 491 964 zł.

Jak donosi „Gazeta Wyborcza” teraz śledczy badają kolejny wątek, który dotyczy oferowania „pracy za seks” i niegospodarności przy zakupie Stoczni Marynarki Wojennej. Podczas pobytu w Bełchatowie, u swojego kolegi Sławomira Z., również działacza PiS oraz prezesa spółki PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna, obaj panowie po sporej dawce alkoholu, rozpoczęli w ramach zabawy, rekrutację do pracy. Jednej z kandydatek mieli zaproponować zatrudnienie w zamian za usługi seksualne. Kobieta nie zgodziła się i napisała skargę do prezesa Kaczyńskiego.

Ciekawe, czy Macierewicz wspomaga swojego pupila, czy PiS obroni chłopaka czy też pozostanie on pozostawiony sam sobie i przykładnie ukarany.

Chwilami odnoszę wrażenie, że w całej tej sprawie wcale nie chodzi o sprawiedliwość, a Misiewicz stał się ofiarą własnej formacji politycznej, która wystawiła go na pożarcie, by pokazać swój nieskazitelny wizerunek uczciwości i prawości. Takich Misiewiczów w PiS-ie przecież sporo, ale mogą spać spokojnie. Ten jeden zapewne wystarczy, by naród uwierzył, że partia rządząca jest krystalicznie czysta i kieruje się właściwym systemem wartości.

Kmicic z chesterfieldem

„Hymn Unii na pierwszym posiedzeniu PE. Partia Brexit tyłem. Waszczykowski i Zalewska nawet nie wstali” – napisał na Twitterze Bartosz Wieliński z „GW”. Byli ministrowie w rządzie PiS, a obecnie europosłowie tak się zachowali podczas inauguracji obrad Parlamentu Europejskiego w Strasburgu.

Podczas odgrywania „Ody do radości” była minister edukacji Anna Zalewska i były minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski nawet nie podnieśli się z foteli. Ociągając się, wstali Anna Fotyga i Patryk Jaki. Natomiast Jacek Saryusz-Wolski robił sobie podczas hymnu UE selfie.

Internauci z oburzeniem komentowali zachowanie europosłów PiS: – „Zalewska i Waszczykowski siedzą podczas hymnu UE. Partia Brexit UK stoi tyłem. Co towarzystwo miernot. Idziemy w bardzo złym kierunku. Hasło Polska sercem Europy to pic na wodę i kłamstwo. PiS właśnie pokazał to „tętniące” serce z kampanii. PiS to Polexit!”;

Robić cyrk i strzelać focha potrafią, ale euro im nie śmierdzi. Jak im tak bardzo UE nie pasuje, to…

View original post 1 233 słowa więcej

 

Kaczyński podyktuje Przyłębskiej co i jak ws. Kodeksu karnego

„Nie mam wątpliwości co do treści merytorycznej tej ustawy, natomiast miałem wątpliwości co do procedury jej uchwalenia” – powiedział prezydent Andrzej Duda „Faktom” TVN, komentując swoją decyzję o skierowaniu noweli do Trybunału Konstytucyjnego.

Kancelaria Prezydenta poinformowała w piątek o decyzji Andrzeja Dudy ws. skierowania do Trybunału Konstytucyjnego noweli Kodeksu Karnego w trybie kontroli prewencyjnej.Zaznaczono, że to właśnie tryb postępowania z ustawą budzi poważne zastrzeżenia co do dochowania konstytucyjnych standardów procesu legislacyjnego.

Według prezydenta „byłoby nieodpowiedzialne gdyby, wobec zastrzeżeń konstytucyjnych, które były w różnych miejscach zgłaszane, nie poddać tego pod weryfikację przez Trybunał Konstytucyjny przed wejściem ustawy w życie […] dlatego była taka, a nie inna decyzja” – wyjaśniał.

Dodał zaś: „[…] dziwią mnie trochę te głosy o wecie dlatego, że prezydent wetuje ustawę przede wszystkim wtedy, kiedy się z nią nie zgadza” – oświadczył.

Duda zapytany o skierowaną do niego krytykę nowelizacji, wystosowaną przez 158 naukowców zajmujących się naukami penalnymi i prawem konstytucyjnym kilkunastu uniwersytetów, odparł: „Ci panowie zawsze protestują i ich protestowanie się niestety zdewaluowało”.

W przesłanej opinii naukowcy zaalarmowali w niej o ryzyku i zagrożeniach wiążących się z wejściem w życie tych zmian w prawie karnym oraz zwrócili się do prezydenta o zawetowanie ustawy.

Chodzi m.in. o wprowadzenie elastycznego wymiaru kar. Nowela eliminuje karę 25 lat pozbawienia wolności, stanowiącej odrębny rodzaj kary. Nowela zakłada natomiast zaostrzenie kary terminowego pozbawienia wolności do 30 lat, przy pozostawieniu jako dolnej granicy tej kary 1 miesiąca. Poza tym nowe przepisy wydłużają też okres przedawnienia zbrodni zabójstwa z 30 do 40 lat, a sąd mógłby także orzec bezwzględne dożywocie – bez prawa do warunkowego zwolnienia.

Być może postawę Dudy należy rozumieć jako pstryczek w nos Zbigniewa Ziobry. Niestety reputacja Dudy pozostawia wiele do życzenia. Poprzednie weta, w których doszukiwano się wcześniej oczekiwanego uniezależnienia się prezydenta nie wpłynęły ostatecznie na plany władzy. Wypowiedź „nie mam wątpliwości co do treści merytorycznej tej ustawy” oraz lekceważąca postawa wobec autorytetów prawniczych nie przystaje Dudzie, zarówno jako prezydentowi, jak i doktorowi nauk prawnych. Można sparafrazować, „weto się obecnie zdezawuowało”. Podpis pod ustawą jest jak najbardziej prawdopodobny. Andrzej Duda wszak, mimo świetnych wyników sondażowych, bez poparcia Prawa i Sprawiedliwości nie ma szans w wyścigu o drugą prezydencką kadencję.

 

Prezydent Andrzej Duda skierował do Trybunału Konstytucyjnego nowelizację Kodeksu karnego uchwaloną z inicjatywy PiS. Który, jak wskazuje doświadczenie, wyda orzeczenie skrojone pod oczekiwania partii rządzącej.

Gdyby Andrzej Duda chciał udaremnić wejście w życie tego groźnego prawnego bubla, zawetowałby ustawę, o co apelowali m.in. rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar czy naukowcy z Komitetu Nauk Prawnych PAN. W Sejmie PiS nie znalazłby większości dwóch trzecich potrzebnej do odrzucenia prezydenckiego weta.

Duda posłał jednak ustawę do Trybunału Konstytucyjnego, który – pod przewodnictwem Julii Przyłębskiej, „odkrycia towarzyskiego” prezesa Jarosława Kaczyńskiego – jak wskazuje doświadczenie, wyda orzeczenie skrojone pod oczekiwania PiS.

Trybunał Konstytucyjny wprowadza klauzulę sumienia w usługach

Bezwzględne dożywocie, kary dla lekarzy. Bubel prawny PiS

PiS jest w trudnej sytuacji, bo rzeczywiście uchwalił bubel i sam to nie tylko widzi, ale i przyznaje w wypowiedziach poszczególnych posłów. Skutki wejścia w życie tego bubla trudno przewidzieć, zwłaszcza że brak odpowiednich przepisów przejściowych. Tak czy inaczej na pewno będzie chaos.

Przypomnijmy: nowelizacja Kodeksu karnego, pod pretekstem podniesienia kar za pedofilię, znacząco zaostrzyła Kodeks karny, w tym zasady wymiaru kary, ograniczając sędziowską swobodę orzekania. Wprowadziła dożywocie bez możliwości warunkowego zwolnienia i karę do 30 lat więzienia. Protestowali prawnicy, zarzucając nowelizacji nadmierną, nieracjonalną represyjność i niezgodność kary bezwzględnego dożywocia z zakazem okrutnego karania i nakazem poszanowania godności ludzkiej, o czym kilkakrotnie wypowiadał się Trybunał Praw Człowieka. Zarzucali chaotyczność nowelizacji i liczne błędy prowadzące do sprzeczności. A przede wszystkim tryb uchwalenia był sprzeczny z regulaminem Sejmu: „z marszu”, natychmiast po wpłynięciu. Tymczasem tryb uchwalania zmian w kodeksach pozwala na procedowanie projektu najwcześniej po 14 dniach od doręczenia druku posłom.

Protestowali też lekarze – w sprawie zmian w przepisie o nieumyślnym spowodowaniu śmierci. Zmiany powodują, że za błąd lekarski nie będzie można orzec kary w zawieszeniu. Zdaniem Naczelnej Rady Lekarskiej skutek może być taki, że lekarze będą woleli nie udzielać pomocy, niż narazić się na więzienie.

Mit dożywocia

Andrzej Duda sprezentował czas rządowi PiS

Prezydent, posyłając ustawę do TK, zadeklarował, że jej represyjność nie budzi jego wątpliwości, bo „zrozumiałe jest dążenie ustawodawcy do stanowienia prawa karnego odpowiadającego wymogom sprawiedliwości”. Zaskarżył dwie rzeczy: tryb uchwalenia i przepis, którego konsekwencją jest różne traktowanie odpowiedzialności szefów spółek z większościowym i mniejszościowym udziałem skarbu państwa (rozwiązanie, o krytykę którego chciał krakowskich naukowców pozwać Zbigniew Ziobro).

Chaos, który pojawiłby się w sądach karnych po wejściu w życie nowelizacji, poszedłby na konto PiS. Więc, po pierwsze, interesem PiS jest nie dopuścić, żeby ten chaos pojawił się przed wyborami. Opóźnienie wejścia w życie nowych przepisów dzięki posłaniu jej do TK przez prezydenta jest mu więc z tego względu na rękę. Szczególnie że może kontrolować nie tylko, co orzeknie Trybunał, ale też kiedy. A Trybunał nie ma terminu, w którym musi się wnioskiem zająć. Pracuje zaś wyjątkowo mało i niespiesznie. A więc PiS zyskuje czas na namysł, co zrobić dalej.

Wejście ustawy w życie mogłoby spowodować, że sędziowie odmawialiby jej stosowania ze względu na niekonstytucyjny tryb uchwalenia. Albo zadawaliby pytania prawne Sądowi Najwyższemu, a ten mógłby orzekać nie po myśli PiS. Jeśli Trybunał orzeknie, że tryb uchwalenia ustawy był zgodny z konstytucją, w szczególności jeśli zrobi to w składzie bez dublerów, sędziowie nie będą mieli podstaw do odmowy stosowania ustawy. To może być kolejny motyw jej zaskarżenia do TK.

I śmieszno, i straszno z rządem PiS

Jak zareaguje Trybunał Julii Przyłębskiej

Ale sędziom „dobrej zmiany” w TK bardzo trudno będzie prawnie uzasadnić, że przy uchwalaniu nowelizacji Kodeksu karnego nie złamano regulaminu Sejmu. Regulamin (art. 89 ust. 2) mówi bowiem jasno: „Pierwsze czytanie projektu zmian kodeksu lub projektu zmian przepisów wprowadzających kodeks może się odbyć nie wcześniej niż czternastego dnia od doręczenia posłom druku projektu”.

Nie ma tu żadnego wyjątku, żadnej możliwości specjalnego trybu zarządzonego przez marszałka Sejmu. Trudno też dowodzić, że Kodeks karny nie jest „kodeksem”. Choć Trybunał Julii Przyłębskiej może wszystko i nie raz pokazał, że nie jest dla niego problemem przełamanie „imposybilizmu prawnego”.

Minister sprawiedliwości chce więcej więźniów w więzieniach. I na dłużej

Wszystko na rękę PiS

Uznanie przez Trybunał Konstytucyjny niekonstytucyjności trybu uchwalenia ustawy musi oznaczać, że cała ustawa nie wejdzie w życie. Ale wbrew pozorom i to może być w interesie PiS. Jego politycy przyznają, że ma wiele błędów, które powinno się naprawić.

Na przykład Naczelna Rada Lekarska już uzyskała w Ministerstwie Zdrowia zapewnienie, że przepisy dotyczące błędów lekarskich powodujących śmierć zostaną zmienione. A więc zdyskwalifikowanie przez Trybunał ustawy z powodu trybu jej uchwalenia daje PiS możliwość poprawy tego, co zechce poprawić, i wniesienia jej znowu do Sejmu tak, by uchwalić ją – jako bicz na pedofilówi zabójców dzieci – niedługo przed wyborami. Przy okazji zyska punkty za umiejętność przyznania się do błędów i troskę o jakość legislacji. Jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało w stosunku do ugrupowania notorycznie uchwalającego ustawy w kilka dni czy godzin.

Minister sprawiedliwości chce zniesienia tajemnicy adwokackiej, lekarskiej i dziennikarskiej

Kmicic z chesterfieldem

Po kilka tysięcy złotych wpłacili pracownicy państwowych spółek, ulokowanych w Bydgoszczy, na kampanię PiS przed ubiegłorocznymi wyborami samorządowymi. Złośliwcy twierdzą, że to swoisty „dowód wdzięczności” za zatrudnienie w kontrolowanych przez partię spółkach Skarbu Państwa.

Według „Gazety Wyborczej”, „rekordzistą” w Bydgoszczy jest Błażej Najdowski – przekazał ponad 21 tys. zł. To dyrektor techniczny Zespołu Elektrociepłowni Bydgoszcz, którego właścicielem jest państwowy gigant Polska Grupa Energetyczna. Zapytany o powód, dla którego wpłacił taką kwotę, Najdowski stwierdził, że musi się zastanowić nad odpowiedzią. Dodał, że powód… jest banalny. Nie wytłumaczył jednak reporterowi „GW, co miał na myśli.

Kolejny z listy Michał Krzemkowski wpłacił 14 tys. zł. Jako radca prawny obsługuje Wody Polskie, czyli spółkę powołaną przez PiS. Krzemkowski  jest też członkiem rady nadzorczej Polskiego Radia. 11,2 tys. zł wpłacił były bydgoski radny, Mirosław Jamroży, wiceprezes Enea Pomiary. Inny działacz PiS, który znalazł zatrudnienie w spółce skarbu państwa, Tomasz Rega, dyrektor oddziału Totalizatora Sportowego, wpłacił…

View original post 2 504 słowa więcej

 

Dworczyk jak Morawiecki składa fałszywe zeznania, bo kradnie. Machlojki, krętactwa to specjalność tych ancymonków

O rozmijaniu się teorii z praktyką w przypadku sztandarowego projektu PiS Mieszkanie+ piszę wielokrotnie.

PiS postawił na ideologiczny plus, czyli najprostszy sposób na wyzysk społeczeństwa z jego podatków na hasła z kampanii wyborczej. Z obietnic, które złożył większość legła w gruzach jak Mieszkania plus. Wszędzie tam, gdzie trzeba umiejętnie zarządzać, „piskomuna” wstawiła dyletantów” – skomentował jeden z internautów sytuację, opisaną przez lokalny portal podlasiak.info.pl.

„Czujemy się oszukani. Najbardziej razi nas to, że PiS obiecywał nam tanie mieszkania, żeby młode małżeństwa miały lepszy start. Tym bardziej, że mieszkamy w województwie lubelskim, gdzie zarobki sięgające 2,5 tys. zł to dobre zarobki, ba, niektórzy tyle nawet nie zarabiają. I wychodzi na to, że pracują na same opłaty. A co z pieniędzmi na życie?” – mówi jedna z lokatorek osiedla wybudowanego w ramach programu Mieszkanie+ w Białej Podlaskiej. Poważnie zastanawia się, czy nie zrezygnuje z lokum.

„Dziś piąta miesięcznica od chwili, gdy prokuratura dowiedziała się, że JK reprezentował Srebrną w procesie budowania dwóch wież. Tak ją to zdumiało, że do dziś nie wydała decyzji, czy wszcząć śledztwo, czy nie wszcząć. I to zdumienie trwać pewnie będzie do wyborów” – przypomniał wczoraj na Twitterze Roman Giertych, jeden z pełnomocników Gerarda Birgfellnera. Chodzi oczywiście o złożone przez niego zawiadomienie o popełnieniu oszustwa przez prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego.

Przypomnijmy, że prokuratura po upływie 30 dni od wpłynięcia zawiadomienia, musi zdecydować albo o wszczęciu śledztwa, albo o odmowie rozpoczęcia postępowania. To pierwsze wyjście w tym przypadku musiałoby spowodować przesłuchanie Kaczyńskiego. Jak widać, ten 30-dniowy termin został znacznie, znacznie przekroczony.

 „Szkoda tylko, że suweren ma to w d***e bo „wszyscy kradną, ale PiS daje kasę” I 40% jest”; – „Powinny być zorganizowane w miejscu niedoszłej budowy uroczystości – okolicznościowe śpiewy i przemówienia z drabinki o konieczności dochodzenia do prawdy, tzn. pozwolenia na budowę”; – „Całkiem cicho… ale wieże powstaną” – komentowali internauci.

Kmicic z chesterfieldem

Jednym z największych wyzwań XXI wieku przed którymi stoi Polska jest transformacja energetyczna. Odejście od węgla i włączenie się w walkę z globalnym ociepleniem jest obowiązkiem stojącym przed całym obecnym pokoleniem. Jest to także duża bitwa gospodarcza, ponieważ tania i dostępna energia stanowi atut w rywalizacji z innymi graczami światowej gospodarki. Nie bez znaczenia jest także cena energii dla samych konsumentów, co szczególnie pokazało desperackie dążenie rządu do refundacji podwyżek cen prądu. Do realizacji wszystkich powyższych celów potrzeba zatem wydajnego źródła energii. Tymczasem strategia rządu staje się na tle świata coraz bardziej zacofana. Głównym problemem polskich władz jest bowiem opóźnienie w czasie odchodzenia od węgla w celu zadowolenia licznego grona wyborców lobby węglowego, oraz zwalczanie z przyczyn ideologicznych energetyki wiatrowej na lądzie. Absurd obu założeń widać  szczególnie mocno na tle raportu Międzynarodowej Agencji Odnawialnych Źródeł Energii (IRENA) o kosztach produkcji odnawialnych źródeł energii.

Okazuje się bowiem, że te dynamicznie maleją…

View original post 3 701 słów więcej

 

Kim jest Duda? Długopisem, prezydentem, dupą?

Skierowanie ustawy nowelizującej Kodeks Karny do Trybunału Konstytucyjnego jest przesądzone – przekonuje Wirtualna Polska. Mało tego portal dodaje, że wcale jeszcze nie jest pewne czy Andrzej Duda nie zawetuje kontrowersyjnego dokumentu, bo – jak zapewnia – rozmowy na ten temat jeszcze się nie zakończyły.

Sugeruje, iż wiele wskazuje na to, że głowa państwa wkracza na wojenną ścieżkę z własnym środowiskiem, bo jest zdania, że PiS uchwalając nowe prawo złamało regulamin Sejmu. „To podeptanie regulaminu Sejmu” – przyznał w rozmowie z TVN24 prezydencki minister Andrzej Dera.

Na dodatek, prawie 200 prawników z kilkudziesięciu uniwersytetów zwróciło się do głowy państwa o zawetowanie zmian w dokumencie, wskazując na duże wady w przyjętych przez Sejm przepisach. „To największy bubel w historii polskiego prawa” – komentują prawnicy apelujący do Dudy. Podobnego zdania jest nawet szef PiSowskiej Krajowej Rady Sądownictwa.

Ferment na prawicy podsyca opozycja, wskazując: „to jest ogromne zagrożenie dla polskiego systemu karnego (…) przestrzegamy tak, jak przestrzegaliśmy przed wysłaniem sędziów Sądu Najwyższego w stan spoczynku. Wtedy również mówiliśmy, że jest to niezgodne z Konstytucją” – mówił w Sejmie Robert Kropiwnicki z PO.

Podkreślił: „Postawa prezydenta Dudy w tej sprawie pokaże, czy jest prawnikiem, czy jednak wyłącznie PiS-owskim długopisem.”

„Poza panami Ziobrą, Warchołem, Piebiakiem i paroma innymi wiceministrami ten Kodeks Karny się nie podoba” – ocenił Arkadiusz Myrcha z PO, a jego wywód tylko potwierdza ogólne przekonanie, że w jego nowelizacji Ziobro upatruje osobistego sukcesu. Ryzykuje, bo równie dobrze rozgrywka może się okazać sromotną klęską pana ministra.

WP przypomina, że nowelizacja od dawna leżała odłogiem w ministerstwie i rząd się nie kwapił do jej zaakceptowania. Okazja nadarzyła się wraz filmem Braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu”. Szef resortu sprawiedliwości nagle zadecydował, by zaostrzyć prawo wobec zwyrodnialców. Zrobił to „w pakiecie” z nowelizacją całego Kodeksu Karnego. Zaaprobował ten ruch zarówno Kaczyński jak i Morawiecki.

Prezydent decyzję ws. Kodeksu Karnego ma podjąć w pierwszych dniach lipca. W PiSie zrobiło się co prawda nieco nerwowo, ale nie wszyscy tracą nadzieję:

„Po cholerę to odsyłać do Trybunału Konstytucyjnego, skoro skład uzna naszą rację” – zżyma się przedstawiciel Zjednoczonej Prawicy. „Ale rozumiem, że to znów taka gra: pokazać niezależność, pogrozić palcem. Politycznie to wkładanie kija w szprychy” – cytuje wypowiedź polityka WP.

Kmicic z chesterfieldem

„Powinien powstrzymać swój antysądowy temperament, bo to może odwrócić się przeciwko niemu. Od polityka wymagamy wyważenia, a jak on już nie ma co do powiedzenia na temat łamania Konstytucji przez ustawy przez niego firmowane, to nie może stale mówić o tym, że to są zbrodnie komunistyczne i to jest powód tej zmiany. To nie godzi się politykowi” – skomentowała wypowiedź Zbigniewa Ziobry Pierwsza Prezes Sądu Najwyższego prof. Małgorzata Gersdorf w RMF FM. Minister sprawiedliwości stwierdził bowiem, że dzisiejsza opinia rzecznika generalnego TSUE jest „obroną patologii w polskim sądownictwie”.

Przypomnijmy – rzecznik generalny Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w swojej opinii uznał, że Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego – nie spełnia wymogów niezawisłości sędziowskiej. Poza tym według rzecznika TSUE „sposób powoływania członków KRS ujawnia nieprawidłowości, które mogą zagrozić jej niezależności od organów ustawodawczych i wykonawczych”. Wyrok unijnego Trybunału spodziewany jest jesienią – najczęściej opinia wydana przez rzecznika jest zbieżna z werdyktem TSUE.

View original post 2 532 słowa więcej

 

Rydzyk kieszonkowiec

Redemptorysta Rydzyk nie należy do osób wyrażających się wprost, niemniej dobitnie mówi o atakach na Kościół katolicki. Dla niego problem ma szerokie podłoże. – Ta rewolucja kulturowa idzie przez szkoły, uniwersytety, parlamenty. Zatrute umysły, zatrute serca. Diabeł tak działa. Ta rewolucja kulturowa, to jest diabelskie – przekonywał, pytany w programie Jana Pospieszalskiego „Warto rozmawiać” o „profanację wizerunku” Matki Boskiej Częstochowskiej. Przypomnijmy: w Polsce nie milkną echa sporów związanych z protestacyjną akcją ubrania popularnego wizerunku w tęczową aureolę. – To jest nienawiść. Szatan nienawidzi Matki Najświętszej i tych, którzy ją kochają. To jest uderzenie w naszą tożsamość narodową – ocenił o. Tadeusz Rydzyk.

Duchowny został także zapytany o problem pedofilii w Kościele – Sprawy trzeba nazywać po imieniu i jeśli gdzieś takie sprawy były, to trzeba absolutnie z korzeniami wyrwać i nie można tego usprawiedliwiać – stwierdził, dodał jednak natychmiast. – Tylko to jest znalezienie maczugi, bicie w Kościół. Była już maczuga antysemityzmu, maczuga nacjonalizmu, a teraz Kościół. Chodzi o zniszczenie Kościoła. Kościół im przeszkadza. To jest walka z Kościołem, z duchowieństwem – dodał. Powołał się na historyczne doświadczenia Kościoła. – Kto walczył z Kościołem? Socjalizm nazistowski i socjalizm marksistowski – powiedział redemptorysta. – Za czasów Stalina wymordowano 200 tys. duchownych. Za czasów Hitlera, tylko w diecezji pelplińskiej, o ile dobrze pamiętam jedną trzecią księży. Komunizm to samo zrobił, ile księży zostało zamordowanych w kazamatach ubeckich – mówił, przekierowując uwagę widzów ze zjawiska pedofilii na zbrodnie totalitaryzmów. Rydzyk pominął przy tym całą sferę złożonych relacji ówczesnego kościoła ze wspomnianymi systemami, które do dziś stanowią przedmiot analiz historyków.

– Jestem optymistą i widzę bardzo dużo dobra w Polsce i w świecie. Nawet jeżeli te góry w Kościele, tam gdzie jest ten kryzys, gdzie idą w stronę protestantyzmu, to ja widzę na dole, że ludzie się modlą– skwitował rozmowę. – Ale idzie wiosna. Słuchajmy Ducha Świętego. Dziękuję panu Bogu, bo w Polsce jest bardzo dobrze, a będzie lepiej – zapewnił.

Kmicic z chesterfieldem

Zapewne zdecydowana większość wyborców Prawa i Sprawiedliwości nie ma zielonego pojęcia o tym, że partia Jarosława Kaczyńskiego to prawdopodobnie najbogatsze ugrupowanie w polskiej polityce. Osoby z otoczenia prezesa PiS ponoć od lat zarządzają gigantycznymi środkami, pochodzącymi w dużej mierze z uwłaszczenia się na majątku komunistycznym. Wygrana w 2015 roku, dająca Zjednoczonej Prawicy samodzielną większość w parlamencie i możliwość samodzielnego przejęcia kontroli nad kasą państwowych spółek, agencji i instytucji tylko tę hegemonię finansową miała wzmocnić. Opisywany dziś przez “Gazetę Wyborczą” systemowy mechanizm drenowania ich z publicznych pieniędzy ma być tej ogromnej przewagi najlepszym przykładem. Wystarczy odnotować, że choć PiS dysponuje ogromnym majątkiem własnym i otrzymuje subwencję z budżetu państwa, olbrzymią i bardzo drogą kampanię wyborczą przed wyborami samorządowymi jesienią 2018 roku sfinansowało bez udziału żadnej złotówki z partyjnej kasy.

Kto zatem za nią zapłacił? Otóż, wykorzystując nieco kulawe przepisy oraz wdzięczność za możliwość wzbogacania się przez „miernych, biernych, ale wiernych” w…

View original post 2 615 słów więcej

 

Wszystkie drogi PiS prowadzą do Polexitu

Działkowiec + Ogrodnik + Deweloper Oto 3 problemy PiS….?

Publicysta „Die Welt” Sven Felix Kellerhoff zwraca uwagę na rosnącą liczbę krajów domagających się od Niemiec reparacji wojennych. Po Grecji i Polsce takie roszczenia zgłosiły Kraje Bałtyckie.

– Moraliści i populiści są zgodni (co do zasadności roszczeń), lecz skutki zaspokojenia tych roszczeń byłyby „dramatyczne” – ostrzega autor komentarza.

„Kto wyrządził szkodę, musi ją naprawić” – pisze Kellerhoff zaznaczając, że jest to rozsądna zasada obowiązująca w państwach prawa. Gdy jednak widać, że zadośćuczynienie wyrządziłoby szkody, które przewyższyłyby korzyści wynikające z naprawienia strat, wtedy rozsądniej jest poszukać kompromisu.

Polacy domagają się nierealnych sum

Dziennikarz „Die Welt” pisze, że Niemcy stały się ostatnio notorycznym celem roszczeń reparacyjnych. Grecja i Polska domagają się nierealnych sum”. Jeżeli Niemcy zgodzą się na to, wkrótce ustawi się kolejka „półtora tuzina” państw, które w czasie wojny były okupowane przez Niemcy.

Kellerhoff przypomina stanowisko niemieckiego rządu, że wszystkie roszczenia reparacyjne zostały ostatecznie zamknięte traktatem 2+4 z 1990 roku.

Nie prawo, lecz moralna presja

„Greckim i polskim populistom nie chodzi jednak o prawo międzynarodowe, lecz o moralną presję, która ma skłonić Niemcy do zmiany stanowiska” – pisze publicysta.

Zdaniem Kellerhoffa w przypadku dojścia w Niemczech do władzy rządu lewicowego (SPD-Zieloni-Lewica) istnieje niebezpieczeństwo, że ugnie się on przed żądaniami poszkodowanych krajów. Szczególnie Zielonym trudno zrozumieć, że „w polityce zagranicznej nie ma miejsca na moralność”.

Reparacje mają „dwojaki charakter” – „z jednej strony chodzi w nich o naprawę konkretnych szkód materialnych, z drugiej zaś o upokorzenie pokonanego przeciwnika”. „Krajom, które w przeszłości otrzymały reparacje, rzadko wyszły one na zdrowie” – ostrzega Kellerhoff.

Negatywne skutki reparacji

Publicysta „Die Welt” opisuje negatywne skutki reparacji, jakich w 1871 roku od pokonanej Francji zażądał kanclerz Otto von Bismarck. Paryż musiał zapłacić w ciągu kilku lat pięć miliardów franków w złocie. Kontrybucja pogłębiła odwieczną wrogość między obu krajami i doprowadziła do kolejnej wojny w 1914 roku. W Niemczech potężny zastrzyk gotówki doprowadził do przegrzania koniunktury i do krachu na rynku w 1873 roku.

Po I wojnie światowej Francja domagała się odwetu – Niemcy zostały zobowiązane do zapłacenia „astronomicznych” sum – 132 mld marek w złocie. Gospodarczy kryzys wyniósł do władzy narodowych socjalistów, którzy zlikwidowali demokrację. Skutki są dobrze znane – podkreśla Kellerhoff.

Reparacje mogą zniszczyć UE

„Miejmy nadzieję, że w Europie nie dojdzie do nowej wojny, i że nawet aktualne roszczenia Polski i Grecji tego nie zmienią. Z pewnością jednak euro i Unia Europejska rozpadłyby się, gdyby oba te kraje blokowały pracę Brukseli, dopóki Niemcy nie uznają rzekomych zobowiązań reparacyjnych” – pisze Kellerhoff.

„Równocześnie doszłoby do wzrostu resentymentów, a skutkiem byłby ogromny wzrost nacjonalizmu” – ostrzega „Die Welt”.

Niemieccy turyści przestaliby odwiedzać Grecję, a polscy pracownicy przestaliby być mile widziani w RFN, co oznaczałoby utratę możliwości atrakcyjnych zarobków. Wszystko to może stać się faktem, nawet gdy Grecja i Polska nie uzyskają od Niemiec ani jednego euro.

Gdyby Niemcy pomimo wszystko wypłaciły reparacje, w krajach będących beneficjentami doszłoby do przegrzania koniunktury, jak w Niemczech po 1871 roku. W Grecji istotną część niemieckich świadczeń i tak pochłonęłaby korupcja tak, jak w przypadku indywidualnych odszkodowań wypłacanych w latach 1950-1960.

„Tak czy siak – reparacje są błędną drogą, tym bardziej że od wojny dzielą nas już dwa pokolenia – podsumowuje Kellerhoff w komentarzu opublikowanym w „Die Welt”.

Wszystkie drogi PiS prowadzą do Polexitu.

Depresja plemnika

Joachim Brudziński otworzył filię urzędu pocztowego na jednym ze szczecińskich osiedli. Podczas uroczystości nie zabrakło także księdza, który pobłogosławił urząd. Brudziński kupił dwie lokalne gazety oraz książkę o snajperach z czasów II wojny światowej. Znaczków nie kupił, listu nie wysłał…

Przypominamy, że Brudziński twierdził, że na dwa tygodnie przez wyborami do Europarlamentu bierze urlop jako minister. W jakim więc charakterze był na rzeczonej poczcie? Dziennikarzom odpowiedział, że „jako poseł ziemi zachodniopomorskiej”. – „Oficjalnie jestem na urlopie” – stwierdził Brudziński, ale po chwili dodał, że… wciąż jest przecież ministrem!

„Dla niezorientowanych i obcokrajowców: Pokazana na filmie scenka miała miejsce w dużym państwie UE, w roku 2019! Pan w okularach to konstytucyjny minister tego państwa”;

„Proszę się jeszcze pochwalić, o ile podnieśliście ostatnio ceny znaczków”; – „Będą pobłogosławione listy polecone?”; – „Paczkomaty też pan święci? U mnie na osiedlu kilka takich się pojawiło”

View original post 2 890 słów więcej