Archiwa tagu: Paweł Wroński

Prywatne państwo PiS

Gazeta Wyborcza informuje o schadzkach prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, premiera rządu Mateusza Morawieckiego z pełniącą obowiązki prezesa Trybunału Konstytucyjnego – JuliąPrzyłębską. Do częstych spotkań ma dochodzić w apartamencie Przyłębskiej przy alei Szucha w Warszawie.

Zdarza się, że prezes partii Jarosław Kaczyński przyjeżdża do Przyłębskiej dwa, a nawet trzy razy w tygodniu – informuje Gazeta Wyborcza.

Prywatne państwo PiS.

Depresja plemnika

„Gazeta Wyborcza” ujawnia, że w mieszkaniu prezes Trybunału Konstytucyjnego, Julii Przyłębskiej odbywają się cykliczne spotkania, w których uczestniczy prezes PiS Jarosław Kaczyński i premier Mateusz Morawiecki. Rozmówcy z rządu w rozmowie z GW podkreślają wprost, że to ważny ośrodek władzy.  Mieszkanie mieści się w reprezentacyjnym budynku z balkonami i dużymi oknami naprzeciwko TK. Obok swoje siedziby mają Ministerstwo Spraw Zagranicznych i Ministerstwo Edukacji Narodowej, niedaleko jest kancelaria premiera. W PiS od dawna narasta niezadowolenie, że partyjna siedziba przy ul. Nowogrodzkiej nie jest jedynym centrum decyzyjnym.

Jarosław Kaczyński skomentował publiczne swoje kontakty z prezes TK 13 maja w programie „Pytanie na śniadanie” w TVP 2. Niespodziewanie ujawnił w nim, że Przyłębska „jest jego towarzyskim odkryciem ostatnich lat” i bardzo lubi u niej bywać, a spotkania mimo pełnionej przez nią funkcji mają prywatny charakter.

Wypowiedź ta (temat przyjaźni prezesa PiS miał być jednym z zaplanowanych przez jego PR-owców tematów rozmowy) padła w…

View original post 3 519 słów więcej

 

Reklamy

Morawiecki mitoman

Panie Mateuszu Morawiecki,

czytam o Panu, słuchałem Pańskich wystąpień i oczom oraz uszom nie wierzę. Jak taki człowiek może być premierem naszej ojczyzny? Przecież utrzymywanie Pana na stanowisku premiera to kompromitacja partii, która rekomendowała Pana na to stanowisko i narodu, który ma Pan prawo reprezentować.

Wątpliwości, co do Pana wartości moralnych rozpoczęły się u mnie, kiedy złożył Pan kwiaty, oficjalnie i z honorami pod tablicą Brygady Świętokrzyskiej, jedynej uzbrojonej polskiej formacji II WŚ, która współpracowała z Gestapo i innymi hitlerowcami organizacjami faszystowskimi. Szczególnie przeraził mnie termin tego skandalu, bo w czasie fali krytyki po marszach faszystów w Polsce, które były nie tylko ochraniane przez polską policję, ale i falą jej represji w stosunku do tych obywateli, którzy przeciwko temu protestowali.

Pańska rasistowska postawa stała się powszechna w codziennych komentarzach i postawie. Jaskrawym przykładem była wypowiedź o „flotylli tratw kur…, która przypłynie i coś tam zrobi, a my nie wiadomo, co wtedy zrobimy” i dalej ”Jak ja ich nienawidzę. Wszystkich ich bym zamordował.”

Panie M. Morawiecki,

każe Pan do nich strzelać, czy może tylko odpychać tratwy i topić? Czy to Pańska wrażliwość chrześcijańska każe tak postępować, czy może tylko wiara na pokaz, telewizyjna, dla kariery? Pytam, bo przeczytałem i takie zdanie: w ramach rechrystianizacji Europy „Polska nie zwycięży bronią, ale modlitwą, pokutą, wielką miłością bliźniego i różańcem. Trzeba ufać i modlić się. Jedyną bronią, której Polska, używając, odniesie zwycięstwo, jest różaniec.” Czy więc dlatego rozbraja Pan armię i zatrudnia we wszystkich instytucjach państwowych wysoko płatnych kapelanów?

Panie M. Morawiecki,

nienawidzi Pan ludzi i ma ich za… Chińczyków? Poniża Pan ich zaangażowanie w odbudowę kraju kpiąc, że „byli na tyle głupi, że pracowali za miskę ryżu i to dalej działa.”

Czy można bardziej dobitnie ubliżyć całym pokoleniom Polaków, którzy odosobnieni, bez kredytów i pomocy, sami odbudowali swój kraj z kompletniej ruiny?

Jak się okazuje, odbudowali kraj dla takich krętaczy i mitomanów, którzy z wrodzoną sobie pogardą poniżają ich wysiłek.

Panie M. Morawiecki,

regularnie ubliża Pan całym grupom społecznym. Na skale międzynarodową opowiada Pan o wszystkich polskich sędziach nazywając ich zbrodniarzami komunistycznymi i współpracownikach faszystowskich Niemiec, ubliża nauczycielom, niepełnosprawnym i wszystkim, którzy nie należą do zjednoczonej prawicy.

Pan nie rozumie także polskiej mowy, o czy świadczy chociażby ten cytat z Kochanowskiego: „Szlachetne zdrowie, prawda, ile trzeba cię trzeba cenić, jakby tak, tak, jako smakujesz, aż się zepsujesz, czyli wtedy dopiero wiemy, kiedy brakuje nam tego zdrowia”.

Ciekawe myśli przekazał Pan z trybuny mówiąc: „Gdańsk to perła, klejnot, bursztyn. Nie Amber”. To, jaki język Pan zna, bo nie wiem już, czy „amber” dalej znaczy bursztyn.

Panie M. Morawiecki,

pańskie rozumienie ekonomii wyraża się słowami, że „podatki to pewne dobro, to rozwój cywilizacyjny”, bo za PO był to haracz. Czy dlatego wprowadza się ciągle nowe podatkowe dobro, aby i tak dojść do niewyobrażalnego wręcz zadłużenia kraju?

Pod koniec pierwszego kwartału zadłużenie sektora finansów publicznych przekroczyło 989 mld zł. Żeby spłacić taki dług, każdy obywatel musiałby zasilić z własnej kieszeni państwowy budżet o około 26 tys. zł.

Pańska znajomość historii, jako wykształconego historyka jest porażająca, bo wypowiedział Pan i takie słowa: że Katyń, jak Gusen, to niemiecka zbrodnia na polskich intelektualistach. Chociaż nam całe życie wydawało się, że to akurat zbrodnia w Katyniu została dokonana przez Sowietów.

Panie M. Morawiecki,

dlaczego, nieustannie, od roku prowadzi Pan kampanie wyborcze PiS-u, zamiast kierować krajem? Wszyscy widzimy, że to nie do Pana należą najważniejsze decyzje, ale nawet te mniejszej wagi ktoś powinien podejmować.

Ponadto, jak Pan rozlicza się z partiami z kosztów na kampanie polityczne? Czy za Pańskich podwładnych ministrów też państwo dostaje od PiS-u zwrot kosztów?

Koszty są duże, czy więc nie tam widzi Pan oszczędności na program 5+, bo czas pracy całej plejady wysoko opłacanych osobistości, którzy zajmują się sprawami partii i zabezpieczeniem materiałowym i technicznym jej kampanii, to miliardy. Taka kasa to chyba więcej niż oszczędności z uszczelnienia VAT?

Panie M. Morawiecki,

zbudował Pan swoja karierę w oparciu o legendę ojca, który zdradził i podzielił Solidarność, oraz na opowiadanych bajkach o sobie, jako młodocianego patrioty. Każdy Pański awans to setki opowiadań o elektrycznych samochodach i innowacjach technologicznych, a tak naprawdę mrzonkach, a nie na otwartych głowach na przyszłość.

Tymczasem, Pańskie kłamstwa są powszechne i nawet sądy wydały w tej sprawie wyroki.

Zapoznałem się z tezami książek Tomasza Piątka „Morawiecki i jego tajemnice”, oraz Piotra Gadzińskiego i Jakuba N. Gadzińskiego „Delfin”, które właśnie wchodzą na rynek wydawniczy. Książki walą w gruzy resztę Pańskiego autorytetu. Opisują one nie tylko Pańską błyskawiczną karierę opartą na kłamstwach i manipulacjach, ale i o powiązaniach z mafią i służbami bezpieczeństwa.

Podobnie jak autorzy książek uważam, że tylko takie powiązania mogły tak zdemoralizowanego mitomana zaprowadzić na tak wysokie stanowisko w Polsce. Mało tego, jak wiadomy Antoni i Tadeusz, stanowicie elitę kadrową partii rządzącej. Jeżeli tak jest, to czyje interesy reprezentuje obecna partia władzy w Polsce?

Panie M. Morawiecki,

pędzony rozwojem kariery, budując swój wizerunek na patriotyzmie opowiedział Pan o naszych barwach narodowych: „Nasza biało-czerwona polityka nie jest biała, czyli uległa, ani czerwona, czyli komunistyczna. Jest biało-czerwona.” Mam wrażenie, że świadomie, czy tez nie, trafił Pan w sedno i opisał siebie.

Panie Mateuszu Morawiecki,

czy ma Pan jakieś zalety, jakieś zdolności, które daje się zweryfikować i uzasadni Pana wysoką pozycję społeczną? Jeśli tak, to proszę je przedstawić, jeśli nie, to nie kompromituj Pan kraju, nie ubliżaj swoją obecnością Polski.

Dość kłamstw, faszyzmu, indolencji, ubliżania Polakom, fałszywej wiary, zakłamywania historii, kompromitowania Polski na arenie międzynarodowej, przekrętów finansowych i dzielenia Polaków.

Dość kompromitacji +! Odejdź Pan i zabierz ze sobą ten wstyd.

Zawsze z życzliwa radą,

Morawiecki to przede wszystkim kłamca i mitoman.

Depresja plemnika

Wyniki trzech dzisiejszych sondaży przynoszą PiS złe wieści. We wszystkich partia rządząca wypada dużo poniżej oczekiwań rządzących. W złe notowania nie wierzy Beata Mazurek, rzeczniczka prasowa Prawa i Sprawiedliwości.

W sondażu przygotowanym przez pracownię Kantar na zlecenie „Faktów” TVN, partia rządząca jest o krok od przegranej. Według sondażu PiS zdobyłby zaledwie 34% głosów poparcia, podczas gdy Koalicja Europejska 33%.

Ostatnie miejsce na podium przypadło Wiośnie, na którą swój głos oddać chce 8% wyborców. Skrajnie prawicowa Konfederacja może liczyć na 6% głosów, a populistyczny ruch Kukiz’15 na 5%.

Jeszcze gorsze wieści dla PiS niesie sondaż Instytutu Badań Spraw Publicznych dla „Newsweeka” i Radia Zet. Koalicja Europejska zdobyła w nim 41,94%, Prawo i Sprawiedliwość zaś 39,04%. Na trzecim miejscu znalazło się ugrupowanie Roberta Biedronia z 9,57%.

Obydwa sondaże…

View original post 788 słów więcej

Brudziński dziadex? Gorzej, jego konsystencja intelektualno-estetyczna waniajet…

Czy tylko kobiety protestują i podpadają PiS-owi, albo pod paragraf? Dzisiaj Elzbieta Podleśna z tęczową Matką Boską, wczoraj Kozyra z pejczem i Natalia LL z bananem. Wcześniej Klementyna Suchanow obrzucająca jajami coś, co jaj nigdy nie miało. Przedtem Anna Zawadzka, wygarniająca w kościele swoje racje, w miejscu gdzie kobiety mogą tylko odczytywać teksty mężczyzn, albo szorować posadzki. Protestująca samotnie Gabriela Lazarek na placu małego miasta… kobiety kładące się na ulicach Warszawy w proteście przeciw przemarszowi faszystów.

Antyrządowe akty odwagi są kobietą, tak jak już od lat mówiłam: „Polska jest kobietą”. Gdzie ci mężczyźni? W partiach? Na posadach? Idą jakąś niewidzialną armią wsparcia?

PiS-owi jak każdemu patriarchalnemu dziadexowi łatwiej uderzać w pogardzane kobiety. Atak na mężczyzn jest polityczny. Na kobiety ma działać jak wiadro zimnej wody dla histeryczki. Męskie wystąpienia mają racjonalne tło, są analizowane. Kobiece – oceniane pod względem mentalnym i seksualnym. Lansująca się dziwka czy zdesperowana brakiem zainteresowania wariatka?

Jeżeli nie będziemy wspierać odważnych i mądrych kobiet, chociażby „bananami”, staną się osamotnionym, patetycznym pośmiewiskiem. I o to chodzi dziadexom.

Kiedy przydupiasty ministrant dostaje władzę bezkarnego policjanta, bawi się w inkwizycję. To już nie średniowiecze, więc kołem łamie tylko ludzkie charaktery. Przesłuchuje, zastrasza.

Brudziński, minister spraw wewnętrznych nie ma życia wewnętrznego. Ma sprawy do załatwienia. Obrazę uczuć Matki Boskiej. Naruszenie jej image’u. Za chwilę mu doniosą, że Jezus objawił się na FB i banuje katolickie trolle. Ten sam Jezus Ch., który fundował chrześcijaństwo na skale, nie na Podlasiu pałac biskupi.

Kobiety protestują bardziej, bo są bardziej inteligentne i wrażliwe? A przede wszystkim bardziej pokrzywdzone. Przez politykę i mizoginię.
Za to dziady patriarchalne nie podmywają sobie ust ani sumień.

Patriarchalne dziady wyrzuciły z Muzeum Narodowego prace dwóch artystek: Kozyry i Natalii LL. Bo kobiety i nieprzyzwoite.

Kobiety są zawsze pierwszym chłopcem do bicia przez patriarchalne dziady. Chyba że przebrani w sutanny mogą gwałcić chłopców, co nazywa się pedofilską posługą kościelną.

3 maja Tusk wygłosi na Uniwersytecie Warszawskim przemowę o Konstytucji. W marcu 68, w tym samym miejscu po zdjęciu „Dziadów” buntowali się studenci.

Paradoskalnie, jak to w naszej historii, symbolem buntu polskiej inteligencji stała się teraz „kobieta biorąca w usta” zdjęta z wystawy przez Dziady patriarchalne.

Białe róże, feminstyczne czarne parasolki, banan symbolem buntu inteligencji. Na samochodach bananowe nalepki zaczną konkurować z kotwicą Pamiętamy. Więc jedząc banana wystarczy pamiętać, gdzie żyjemy, w patriarchalnej chujni, która stała się muzealnym skansenem Europy. Oby nas z niej nie wyrzucono.

  • O wskazanie podstaw prawnych działania policji, która o godz. 6 rano wkroczyła do mieszkania kobiety podejrzewanej o to, że przetworzyła w tęczę aureolę Matki Boskiej Częstochowskiej, rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar zapytał 7 maja policję i prokuraturę.

Jak wynika z przekazu medialnego, w poniedziałek 6 maja o godz. 6 rano kilku policjantów weszło do warszawskiego mieszkania Elżbiety Podleśnej. Przeprowadzili rewizję i zarekwirowali jej sprzęt elektroniczny m.in. telefon i komputer. Po przeszukaniu zdecydowali o zatrzymaniu i przewieźli ją do Komendy Miejskiej Policji w Płocku. Postawili jej zarzut obrazy uczuć religijnych, ponieważ wiążą ją z plakatem przedstawiającym Matkę Boską Częstochowską w tęczowej aureoli.

Pojawił się on w Płocku m.in. na kościele, w którym Grób Pański w Wielkanoc został udekorowany pudłami z napisami: „LGBT”, „gender”, „chciwość”, „homozboczenia”, „pycha”, „plotki”, „odrzucenie wiary”, „egoizm”, „nienawiść”, „kradzież”, „pogarda”, „kłamstwa”.

W związku z tym Rzecznik Praw Obywatelskich prosi prokuratora rejonowego w Płocku Norberta Pęcherzewskiego o informacje o stanie sprawy i wyjaśnienie, czy to on zatwierdził przeszukanie w mieszkaniu Elżbiety Podleśnej.

Nadinspektora Pawła Dobrodzieja, komendanta stołecznego policji pyta natomiast:

  • o podstawy prawne i przesłanki zatrzymania oraz przeszukania;
  • o okoliczności realizacji zatrzymania i przeszukania (z wyjaśnieniem, czy wcześniej były podejmowane działania mające na celu zapewnienie stawiennictwa zatrzymanej oraz czy wcześniejsza postawa p.  E. Podleśnej uzasadniała podejrzenie, że nie stawi się na wezwanie lub w inny bezprawny sposób będzie utrudniała postępowanie);
  • czy podczas zatrzymania i przewożenia zatrzymanej do Komendy Miejskiej Policji w  Płocku były stosowane środki przymusu bezpośredniego i jakie, oraz ewentualnie – jaka była podstawa faktyczna i prawna stosowania tych środków;
  • czy zatrzymana złożyła zażalenie na zatrzymanie, bądź skargę na funkcjonariuszy, co do sposobu realizacji zatrzymania.

Gdyby się miało okazać, że przeszukanie w mieszkaniu Elżbiety Podleśnej nie wynikało z zarządzenia prokuratora Pęcherzewskiego, Adam Bodnar pyta nadinspektora Dobrodzieja, kto wydał taki rozkaz.

II.519.499.2019

Najpierw Macierewicz, teraz Błaszczak, niszczą polską obronność

Jak będzie wyglądało pole bitwy przyszłości? Na to pytanie muszą odpowiedzieć sobie dowódcy każdej armii świata. Zdolność przygotowania personelu i wyposażenia na warunki i czas trwania potencjalnego konfliktu jest kluczowa, aby państwo mogło mówić o zdolności zapewnienia własnego bezpieczeństwa. W przypadku Polski zamiast profesjonalizmu i myślenia strategicznego mamy w tym zakresie jednak do czynienia z improwizacją, chaosem i niekończącym się pasmem organizacyjnych wpadek. Przykładem może tu być nowy kontrakt MON na wyrzutnie HIMARS, który ma opiewać na znaczącą dla budżetu resortu kwotę 1,57 mld zł netto. Deklaracja MON o warunkach umowy z Amerykanami wprawiła bowiem ekspertów w stan konsternacji. Strona Polska zamówiła sprzęt, jakby spodziewała się, że ewentualny konflikt zbrojny potrwa… niecałe 24 godziny. Takie zapasy amunicji do nowych wyrzutni przewidziało ministerstwo.

Do zamawianych 20 wyrzutni HIMARS o zdolności niszczenia celów naziemnych w odległości nawet 300 km zdecydowano się kupić zaledwie 300 pocisków. Biorąc pod uwagę, że każda wyrzutnia mieści 6 pocisków, a w każdy cel trzeba wystrzelić kilka sztuk amunicji, to łatwo policzyć, że na takich zapasach polska artyleria będzie miała zdolność ledwie kilka razy użycia pełnej siły ognia. Mogłoby to oznaczać teoretycznie nawet wyczerpanie pocisków w ciągu godziny. Jednak biorąc pod uwagę dynamikę konfliktu, gdzie nie strzela się na oślep, a w celu unikania odwetu po każdym odpaleniu zmienia lokalizację, to jak podał portal money.pl, zakupione wyrzutnie zachowałyby zdolności bojowe przez około 1 dzień walki.

Taka sytuacja dziwi, ponieważ wcześniej mówiło się o zakupie nawet 1800 pocisków. Jest to jednak element większej układanki, której punktem centralnym jest organizacyjna kompromitacja MON i Polskiej Grupy Zbrojeniowej.

Pierwotnie bowiem mówiono o zakupie 160 wyrzutni, liczba ta spadła następnie do 54, aby zatrzymać się finalnie na 20. Resort nie ograniczył jednak tylko skali zamówienia, ale wypatroszył je także jakościowo. Pierwotnie z kontaktem miał iść rozległy offset, który zagwarantowałby udział polskiego przemysłu w produkcji sprzętu i wyposażyłby go w nowoczesne technologie.Jednak rządzący z tego planu zrezygnowali, zadowalając się zakupem wyposażenia bez zdolności samodzielnego uzupełnienia jego strat i amunicji w sytuacji potencjalnego konfliktu. Tymczasem ta właśnie zdolność jest warunkiem prowadzenia samodzielnej, ale i skutecznej polityki obronnej. Tajemnicą poliszynela takiego stanu rzeczy jest sytuacja w samej Polskiej Grupie Zbrojeniowej, która będąc siedliskiem Misiewiczów, z tytułowym włącznie,  na każdym kroku pokazuje, że nie ma zdolności organizacyjnych i technicznych, aby podjąć się współpracy z partnerami zagranicznymi. Klejnot w koronie przemysłu zbrojeniowego jest tutaj obok ograniczonego finansowania kamieniem węgielnym klęski modernizacji sił zbrojnych. W przypadku omawianego zakupu oferta grupy była po prostu nieadekwatnie wygórowana cenowo.

Tymczasem trzeba mieć na uwadze, że rozwiązania pokazowe z myślą o defiladach to dla obronności za mało, ponieważ w przypadku naszego kraju wsparcie sojuszników nie nadejdzie natychmiast co sprawia, że w początkowej fazie konfliktu musimy posiadać zdolność samodzielnego prowadzenia walki.

Wszystko wskazuje na to, że zamówienie nowych wyrzutni rakietowych stanowi kolejny przykład osobliwego rozumienia narracji “dotrzymujemy słowa”. Rządzący “wywiązują” się bowiem ze swoich rozbudowanych obietnic, ale dostarczają coś, co poza nazwą ma niewiele wspólnego z obiecanym pierwowzorem. Co z tego, że kolejny kontrakt nie przyniósł transferu kluczowych technologii do Polski, co z tego, że sprzętu będzie kilkakrotnie mniej niż dla potrzeb obronnych zakładali sami planiści MON. W mediach można przecież powiedzieć, że siły zbrojne rosną w oczach, a Polska sięga po sprzęt z najwyższej półki. W warunkach wiecznej walki o słupki poparcia, fakt, że taka taktyka zamówień na niewiele się zda w chwili militarnej próby, zdaje się nikogo dziś nie obchodzić. Polak najwyraźniej wciąż woli być mądry po szkodzie.

Prezent od Kaczyńskiego z naszej wspólnej kasy. Groteskowa polityka PiS. Tylko na to ich stać – być śmiesznymi.

https://twitter.com/PanWaldemar/status/1099566326211899392

Depresja plemnika

Wór obietnic, którymi partia rządząca chce „uszczęśliwić” czy raczej kupić wyborców jest naprawdę pokaźny. Problem w tym, że aby spełnić choć część z nich będą musieli zapłacić wszyscy bez wyjątku.

Pisowskie mamienie wyborców spotkało się z ostrą krytyką dziennikarzy i opozycji. Lider partii Teraz!, Ryszard Petru napisał na Twitterze, że tylko dwie z przedstawionych przez PiS deklaracji będą kosztowały budżet państwa 56 mld złotych rocznie (500+ na pierwsze dziecko – 45 mld, a 13 emerytura – ok. 11 mld). „Dla władzy są w stanie zniszczyć gospodarkę” – twierdzi Petru.

Do wspomnianych wyżej dwóch obiecanek dodać należy jeszcze obniżenie kosztów pracy i likwidację podatku PIT dla pracowników przed 26 rokiem życia. „Będzie tak, jak musi być: jedną ręką się zabierze, żeby drugą rozdawać. A ja przez moment myślałem, że już więcej rozdawać się nie da.” – komentuje pisowskie rozdawnictwo Łukasz Warzecha.

Podobnego zdania jest Robert Gwiazdowski, twórca ruchu Polska…

View original post 605 słów więcej

Podwładni Kaczyńskiego grożą, czym pogrążają prezesa

Prawie cały dzień zajęło PiS-owi uzgodnienie tzw. przekazu dnia w sprawie dzisiejszej publikacji przez „GW” zeznań austriackiego przedsiębiorcy Geralda Birgfellnera (więcej w artykule  „Koniec Kaczyńskiego. Taśmy Kaczyńskiego z łapówka w tle”).

Po południu rzeczniczka partii Beata Mazurek przypuściła atak i na Birgfellnera, i na „Gazetę Wyborczą”.

W opublikowanym na Twitterze oświadczeniu zagroziła dziennikowi pozwami. – „Gazeta, która kiedyś posługiwała się symbolem „Solidarności”, sięga po metody Jerzego Urbana. On też posłużył się podobnym kłamstwem – opublikował kiedyś sfałszowaną przez SB lojalkę, którą miał rzekomo podpisać Jarosław Kaczyński. Urban przegrał z kretesem w sądzie. Musiał przepraszać pana prezesa, dlatego dzisiejszą publikacją „Wyborczej” także zajmują się prawnicy” – napisała Mazurek.

O zeznaniach Austriaka wypowiedziała się tak: – „Gazeta sięgnęła po „rewelacje człowieka, który – jak podają media – nie może sobie w prokuraturze przypomnieć, kogo nagrywał z ukrycia, kiedy nagrywał, ile razy nagrywał, a nawet czym nagrywał. Pamięć mu szwankuje, ale nagle po paru tygodniach przypomina sobie o kopercie z pieniędzmi, które trzeba było wręczyć księdzu, zanim podpisał uchwałę” – napisała rzeczniczka PiS.

Nie trzeba chyba dodawać, że stanęła w obronie prezesa PiS i – oczywiście – padły zapewnienia o uczciwości Jarosława Kaczyńskiego. A ksiądz Sadzik – według Mazurek: „podpisał uchwałę rady nie stawiając jakichkolwiek warunków, tym bardziej finansowych”. A jeszcze kilka godzin wcześniej Mazurek w Sejmie mówiła dziennikarzom: – „My naprawdę nie zaczynamy dnia od czytania „Gazety Wyborczej”…

Oświadczenie Mazurek tak komentowali internauci: – „Tak, wiemy. Kujda to było zaskoczenie, Misiewicz wydawał się grzecznym chłopcem, nagrody Wam się należały, Srebrna nie chciała budować wież, Jarosław Kaczyński jest biednym posłem, TVP to sama prawda, w Szczecinie budują się promy, po ulicach śmigają polskie auta elektryczne…”; – „Jeśli po kilkunastu godzinach daliście takiego gniota, to musi być źle”; – „Kuriozalne oświadczenie. Gdyby było, jak piszecie już dziś trafiłyby wnioski do prokuratury o ściganie Austriaka za składanie fałszywych zeznań; – „Pani Marszałek, a z jakiej racji wypowiada się pani w tej kwestii jako „Rzecznik PiS”, skoro ponoć PiS jako partia nie jest w żaden sposób powiązany ze sprawą? Czy publikacjami medialnymi nie powinni zajmować się prawnicy Srebrnej?”.

Metoda reżimu pisowskiego – grozić. Z czego nic nie wyniknie, bo będzie dalsze pogrążanie się Kaczyńskiego.

Depresja plemnika

Prokuratura do zamknięcia wydania nie odpowiedziała nam na pytanie, czy minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro miał wgląd do protokołów zeznań austriackiego biznesmena Geralda Birgfellnera.

O to samo pyta Roman Giertych, jeden z pełnomocników Birgfellnera. „Rozmawiałem dzisiaj z prokuratorką prowadzącą postępowanie i zapytałem, czy przekazała protokół z wczorajszego przesłuchania do Prokuratury Generalnej. Odmówiła odpowiedzi na to pytanie. Zaprotestowałem przeciwko wyciekom do mediów materiałów z postępowania” – napisał Giertych na Twitterze.

Te „przecieki” to czwartkowa depesza PAP, od dawna opanowanego przez „dobrą zmianę”. Agencja, powołując się na „źródła zbliżone do postępowania”, napisała m.in., że Birgfellner nie pamięta okoliczności dotyczących nagrywanych rozmów w sprawie projektu budowy wieżowców przez spółkę Srebrna, nie wie, ile rozmów nagrał i co, nie pamięta też, z jakiego sprzętu korzystał ani gdzie są oryginały nagrań.

„Źródła zbliżone do postępowania” przekazały też PAP taką opinię: „kluczowa w tej kwestii jest wiarygodność samych nagrań, którą można określić na podstawie…

View original post 371 słów więcej

Największa afera w historii PiS dopiero wybuchnie

„Nie jestem zaskoczony zatrzymaniem Bartłomieja M.” – ocenił poniedziałkowe zatrzymania – rzecznik prezydenta RP Błażej Spychalski w Onet Rano uznając , że: „To na pewno dla Antoniego Macierewicza duży problem”.  Dodał: „Ja mam takie przekonanie, że organy państwa działają dobrze i skutecznie. Są różne takie historie, że państwo PiS nie działa skutecznie, nie walczy z przestępczością, a z całą pewnością nie patrzy na ręce swoim. To co się stało zupełnie temu przeczy, przeczy temu w sposób fundamentalny”/…/ „Państwo polskie działa dobrze” – oświadczył Spychalski.

Z innego punktu widzenia patrzy na to samo  zdarzenie Tomasz Piątek, autor dwóch książek o byłym ministrze obrony Antonim Macierewiczu, który mówi wprost:

„Wygląda na to, że Jarosław Kaczyński i szef CBA Mariusz Kamiński chcą poskromić Antoniego Macierewicza i powstrzymać go przed przejściem na prawo, albo do nowej partii ojca Rydzyka lub prorosyjskiej koalicji stworzonej przez Janusza Korwin-Mikkego, Grzegorza Brauna, narodowców od Roberta Winnickiego i środowiska posła Liroya”.

Jak już pisaliśmy,  CBA  zatrzymało 6 osób, w tym byłego rzecznika MON Bartłomieja M., bliskiego współpracownika Antoniego Macierewicza. M. był nie tylko rzecznikiem, ale też szefem gabinetu szefa MON i jego pełnomocnikiem ds. Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu NATO.

„Można wywnioskować, że Antoni Macierewicz na serio rozważał taki ruch, bo Jarosław Kaczyński był dla niego zbyt mało prorosyjski, zbyt słabo proputinowski”- stwierdza obecnie  Piątek.

„To może być przeciwskuteczne – przekonuje jednak i dowodzi, że „zamiast poskromić Macierewicza, wypchnie go z PiS. Radzi nie zapominać, że „wbrew wizerunkowi maniaka, Antoni Macierewicz to wyrachowany, planujący i skuteczny polityk. Może zemści się później, w dogodnym momencie, a teraz jeszcze przez jakiś czas będzie udawał, że podporządkował się Kaczyńskiemu” -.

Podążając tropem spekulacji Piątka widać, że Bartłomiej M. po raz kolejny staje się ofiarą starcia między Jarosławem Kaczyńskim a Antonim Macierewiczem. W kwietniu 2017 r. partyjna komisja usunęła M. z PiS. „To straszne, co zrobił Antoni Macierewicz temu młodemu człowiekowi, czyniąc go dygnitarzem, któremu salutują oficerowie. Mam nadzieję, że w tym śledztwie poza wątkami korupcyjnymi zostaną zbadane powiązania Antoniego Macierewicza i Bartłomieja M. z Rosją” – dodaje z nadzieją Tomasz Piątek.

O niejasnym układzie biznesowo-towarzyskim w PGZ w artykule  Misiewicz wraca na czołówki gazet i portali. Powód? CBA prześwietla PGZ” już w połowie 2018 r. Pisał o tym również prawicowy  tygodnik „Sieci”. Wówczas Antoni Macierewicz stanął w obronie Bartłomieja M. dowodząc, że „jest człowiekiem zasłużonym i niesłusznie atakowanym”. Sam zainteresowany  zapowiedział pozwanie tygodnika.

Jutro ma wybuchnąć największa afera w historii PiS.

Depresja plemnika

KGHM Polska Miedź SA to firma z udziałem skarbu państwa o dochodach ponad 20 mld zł. Nic więc dziwnego, że jest ona łakomym kąskiem dla każdej nowej władzy. Jednak PiS, przeszło wszelkie granice, obsadzając najważniejsze w niej stanowiska swoimi ludźmi w skali do tej pory niespotykanej.

Gazeta Wyborcza opisuje sytuację w której mówi się, że „nieoficjalnym kadrowym” firmy jest wiceprezes PiS i szef struktur na Dolnym Śląsku, Adam Lipiński. To podobno dzięki niemu stanowisko prezesa otrzymał Krzysztof Skóra, a dyrektorem technicznym, zajmującym się dostarczaniem infrastruktury teleinformatycznej dla kombinatu i spółek zależnych został jego chrześniak, Karol Kos. W centrali pracuje też ojciec Kosa, bliski przyjaciel Lipińskiego. Obaj panowie, Skóra i Kos znajdują się na tzw. liście Misiewiczów czyli osób powołanych na odpowiedzialne stanowiska mimo braku odpowiednich  kwalifikacji zawodowych.

Zdaniem autorów artykułu, to właśnie Karol Kos jest odpowiedzialny za próbę ustawienia trzech przetargów na sprzęt i oprogramowanie, na łączną kwotę 3,2 mln…

View original post 1 491 słów więcej

Antysemityzm pod opieką PiS

Minister J. Brudziński nie pamięta więc trzeba przypomnieć: na zdjęciu z partyjnej konwencji P. Rybak – autor wykrzyczanych dziś w Oświęcimiu słów: „Czas walczyć z żydostwem i uwolnić od niego Polskę!”.
Obok obecny minister oraz wiceminister sprawiedliwości rządu PiS.

Depresja plemnika

„Te straszne świadectwa tamtych czasów nie łatwo jest przywoływać. Państwo polskie stoi na straży prawdy, prawdy która nie może być relatywizowana w żaden sposób. Taką obietnice pełnej prawdy o tamtych czasach chcę złożyć. Musimy prawdzie patrzeć prosto w oczy. Po to żeby ta śmierć okrutna, która dotknęła wszystkich więzionych tutaj, żeby oni nie zginęli jeszcze raz” – mówił dzisiaj w muzeum Auschwitz premier Mateusz Morawiecki z okazji 74. rocznicy wyzwolenia obozu i obchodzonego na całym świecie Międzynarodowego Dnia Pamięci o Ofiarach Holokaustu.

W swoim przemówieniu Morawiecki podkreślił, że za całą zagładę nie są odpowiedzialni naziści ale hitlerowskie Niemcy, które karmiły się ideologią faszystowską. „Całe zło wzięło…

View original post 1 341 słów więcej