Archiwa tagu: Marek Kuchciński

Morawiecki i Piotrowicz. Dwie strony tej samej pisowskiej monety z tombaku

Mateusz Morawiecki postanowił stanąć w obronie Stanisława Piotrowicza, kandydata PiS na sędziego Trybunału Konstytucyjnego. – „My nie odcinamy od nas ludzi, którzy chcą reformować Polskę, kochają Polskę, nikomu tego prawa nie odmawiamy. Co do Stanisława Piotrowicza – zapoznałem się z jego działalnością w pierwszych latach stanu wojennego. Rzeczywiście był prokuratorem, ale w tych sprawach, które przez jego ręce przechodziły zachował się przyzwoicie” – stwierdził premier w Polsat News.

Morawiecki dodał, że dokładnie sprawdził przeszłość Piotrowicza, który był także członkiem PZPR, więc – jak to określił – „nie skreśla człowieka”. – W PZPR pod koniec epoki Gierka było ok. 3 mln osób. Pewnie, żebym chciał, żeby wszyscy byli patriotami po 1945 r., po 1981 r. i żeby zero ludzi należało do PZPR-u, ale rzeczywistość była inna” – powiedział dodał Morawiecki.

– „Mateusz, jesteś hipokrytą, jeździłeś po świecie i opowiadałeś bajki o komunistach w SN, a kiedy masz w swoich szeregach aparatczyka, oportunistę, Piszczyka, to go bronisz i chcesz go na sędziego TK”; – „Dobry komuch, bo nasz komuch”; – „Komuchy z PZPR uważały podobnie, jak Morawiecki, i dlatego komuchy dawały tow. Piotrowiczowi pochwały, nagrody i medale. Teraz PZPR+ również docenia służalczość” – komentowali internauci słowa Morawieckiego.

Dodajmy, że podczas posiedzenia sejmowej komisji sprawiedliwości, opiniującej kandydaturę Pawłowicz i Piotrowicza do TK, posłanka PiS Anna Milczanowska wręcz wychwalała byłego prokuratora.

Zacytujmy fragment, który wywołał salwy śmiechu posłów opozycji: – „Po wprowadzeniu stanu wojennego był szykanowany. W konsekwencji tego złożył wypowiedzenie z pracy na piśmie. Jako „uciekinier” z prokuratury w stanie wojennym nie mógł jednak znaleźć żadnej pracy. Za namową bliskich autorytetów cofnął wypowiedzenie”. Zaiste, pusty śmiech ogarnia…

Przed Gwiazdką dostajemy od PIS-u prezent w postaci sędziów TK. Komitet polityczny PiS uznał, że duet Pawłowicz-Piotrowicz nąjlepiej pokaże charakter, cele i wiarygodność partii Kaczyńskiego. A przy okazji zniszczy do końca reputację Trybunału. Dżuma i cholera! Cieszycie się lewaki?

Kmicic z chesterfieldem

Europa doceniła Donalda Tuska. Stając do wyborów na szefa europejskiej Partii Ludowej, jako jedyny kandydat, mówił: „Wierzę, że tylko ci, którzy dają ludziom poczucie bezpieczeństwa i jednocześnie przestrzegają praw i wolności, mają prawo sprawować władzę. Jestem gotowy do walki, mam nadzieję, że wy też”

20 listopada 2019 w Zagrzebiu Donald Tusk został wybrany szefem Europejskiej Partii Ludowej. 491 osób było za, 37 – przeciw. Zastąpił na stanowisku Francuza Joseph Daula. Były polski premier jest pierwszym przedstawicielem Europy Wschodniej na czele największej partii politycznej w Unii Europejskiej.

„Stańmy razem na tym najważniejszym polu politycznej bitwy, przeciwstawiając się nieodpowiedzialnym populistom, będąc partią odpowiedzialną i popularną.

Po pięciu latach mam dość bycia głównym europejskim biurokratą. Jestem gotowy do walki, mam nadzieję, że wy też”,

mówił Tusk podczas przemówienia przed głosowaniem.

„Wierzę, że tylko ci, którzy dają ludziom poczucie bezpieczeństwa i jednocześnie przestrzegają praw i wolności, mają prawo sprawować władzę. Pod żadnym pozorem nie…

View original post 4 098 słów więcej

 

Panowie Kuchciński z Karczewskim opływają w luksusy, bo im się należy

Marek Kuchciński – jak już wielokrotnie pisaliśmy – dalej mieszka w prezydenckiej willi. Dlaczego? Jeden z czołowych polityków Zjednoczonej Prawicy tłumaczy to… „problemami mieszkaniowymi” byłego marszałka.

W obronie partyjnego kolegi stanął Henryk Kowalczyk, minister środowiska. Polityk odniósł się do tematu w rozmowie, która została wyemitowana w jednym z programów TVP 1. „Mogę się tylko domyślać przyczyn. Jest nowa kadencja, a na początku kadencji są problemy mieszkaniowe. To może być przyczyną” – przyznał prawicowy dygnitarz.

Według informacji „Rzeczpospolitej” Kuchciński pomieszka jeszcze trochę w prestiżowym mieszkaniu, które ulokowane jest w prezydenckiej willi. Umowa na zajmowanie apartamentu została przedłużona do 8 listopada, pomimo tego, że prawo wskazuje na to, aby marszałek opuścił mieszkanie już dwa miesiące po tym, gdy pożegnał się ze sprawowanym urzędem. Kuchciński zrezygnował 8 sierpnia – miało to związek z tzw. aferą samolotową, kiedy na jaw wyszło, że traktował rządowe samoloty jak prywatne taksówki.

Sejm pomimo, że posiada w dyspozycji służbowe mieszkanie dla marszałka,  płaci 4145,28 zł za miesiąc wynajmu. Za ten dodatkowy miesiąc Kuchciński ma podobno wysupłać pieniądze z własnej kieszeni

O kolejnej aferze wokół Kuchcińskiego poinformował „Fakt”. Dziennikarze gazety wskazali na to, że – według ich informacji – Kuchciński ciągle korzysta ze służbowej limuzyny i ochrony. Służba Ochrony Państwa nie zaprzeczyła podanym przez „Fakt” informacjom.

Przecież jest hotel poselski”, „Co nie ma hotelu sejmowego??? Jak mu nie pasuje to niech sobie przyczepę kempingową wynajmie przyjemniaczek” – to tylko niektóre komentarze internautów, którzy nie kryją oburzenia i ostro ganią Kuchcińskiego.

Kmicic z chesterfieldem

Partia Jarosława Kaczyńskiego boi się wyborów prezydenckich. Ale już widać, w jaki sposób będzie walczyć o drugą kadencję dla Andrzeja Dudy.

Wbrew oficjalnemu optymizmowi PiS boi się, że przegra wybory prezydenckie wiosną 2020 r. Bo w wyborach parlamentarnych opozycja zdobyła więcej głosów niż PiS, a podczas prezydenckich mobilizacja elektoratów nie osłabnie. Dla opozycji zdobycie prezydentury będzie ostatnią szansą, by powstrzymać władzę Jarosława Kaczyńskiego. Dla PiS przegrana to paraliż i demontaż autokratycznego państwa. Taka mobilizacja daje większe szanse opozycji, PiS nie przyciągnie bowiem kolejnych rzesz wyborców.

Nie pocieszają też rządzących sondaże prezydenckie. Wprawdzie większość z nich wskazuje na zwycięstwo prezydenta Dudy, ale są one przeprowadzane w warunkach, gdy nie ma jeszcze oficjalnych kontrkandydatów, a kampania dopiero się rozkręca. Duda wygrywa, bo jest na razie jedynym oczywistym kandydatem na ten urząd. Ale wygrywa ledwo, ledwo, co powinno PiS niepokoić. W 2014 r., kilka miesięcy przed wygraną Dudy, prezydent Komorowski miał w podobnych…

View original post 3 176 słów więcej

 

Tępawy pisowiec Dworczyk obraża Polaków

Dziennikarka, publicystka i popularyzatorka historii, Beata Maciejewska na łamach „Wyborczej” nie kryje irytacji i oburzenia. Oto na fali kampanii wyborczej Michał Dworczyk na wałbrzyskiej konwencji ogłosił, że Dolny Śląsk jest eksperymentem komunistów, którzy postanowili tu stworzyć nowego człowieka socjalistycznego, wyzutego z wszelkich właściwości. „Żaden kandydat na posła nie próbował jeszcze tak otwarcie obrazić własnych wyborców, Dworczyk robi to pierwszy. Ale prawda historyczna jest tego warta” – pisze z ironią Maciejewska.

Jak przypomina, nie pierwszy to raz, kiedy Dworczyk niebezpiecznie manipuluje historią. Kiedyś już robił to – jako student V roku historii UW – w piwnicy dziewięciopiętrowego bloku … składując tam trotyl, szrapnel, głowicę z pancerfausta i inne materiały wybuchowe, które zbierał na polach bitew z II wojny światowej. Przed sądem usprawiedliwiał się „bezmyślnością”, ale wyrok dostał adekwatny do zagrożenia, jakie stworzył sobie i współlokatorom: półtora roku więzienia z zawieszeniem na trzy lata.

W Wałbrzychu „znowu odpalił bombę. Mieszkańcy dowiedzieli się, że właściwie przypominają potwora Frankensteina. Są przecież nieszczęsnymi potomkami człowieka wyzutego z wszelkich właściwości, człowieka zastraszonego, oderwanego od religii i tradycji, inwigilowanego przez służby bezpieczeństwa i tajnych współpracowników. To może tłumaczyć fakt, że PiS w Wałbrzychu zdecydowanie przegrywa, a prezydent Roman Szełemej w ostatnich wyborach wręcz zmiażdżył pisowskiego kandydata” – pisze Maciejewska.

Dziennikarka przypomina rzecz znamienną: owszem, „komuniści eksperymentowali, ale przede wszystkim z historią. Wysyłali na ideologiczny front inżynierów pamięci, pracowicie zacierających ślady obcej przeszłości tych ziem i uczących kamienie mówić po polsku, a PiS pracowicie ich teraz naśladuje. Niczym się nie różnią”.

Podobne kłamstwa szyte grubą nicią rozpowszechnia PiS ustami Dworczyka, twierdząc, że ten (z Anną Zalewską i niejakim Aleksandrem Szwedem) „ratuje zrujnowany region”. Tymczasem – przypomina dla przykładu Maciejewska – jeśli przyłożył się dotychczas do czegokolwiek w tym regionie, to (lecąc rządowym embraerem do Wrocławia) jedynie do wynegocjowania umowy koalicyjnej z Bezpartyjnymi Samorządowcami…

Tymczasem, jak czytamy – Maciejewska podaje pierwszy z brzegu przykład, choć też historycznie osadzony – wojewódzki konserwator zabytków na Podkarpaciu rozdziela ponad 9 mln zł, a dolnośląski jedynie 2 mln zł, choć ma pod swoją pieczą najwięcej obiektów w kraju. „Długo zastanawiałam się dlaczego, ale Dworczyk mi wyjaśnił: Podkarpacie nie jest eksperymentem komunistycznym, więc można dać” – puentuje swój ostry felieton Maciejewska.

Kmicic z chesterfieldem

>>>

Powołany przez posłów PiS prezes Najwyższej Izby Kontroli Marian Banaś jutro wystąpi z wnioskiem do marszałek Sejmu o bezpłatny urlop do czasu dogłębnego wyjaśnienia sprawy przez CBA. O tej decyzji poinformował w TVP Info.

Sprawa ma związek z wyemitowanym w TVN 24 reportażem, z którego wynika, że były minister finansów i nowy szef Najwyższej Izby Kontroli Marian Banaś pominął w oświadczeniu majątkowym istotne informacje. A w kamienicy, której do niedawna był właścicielem, wynajmowano pokoje na godziny.

Centralne Biuro Antykorupcyjne poinformowało, że od kwietnia kontroluje oświadczenia majątkowe obecnego prezesa NIK Mariana Banasia. Dziwnym trafem ta kontrola ma się zakończyć w drugiej połowie października, czyli już po wyborach.

W Internecie pojawiły się pierwsze komentarze, dotyczące decyzji szefa NIK. – „Pan Banaś mówi, że jutro wystąpi do Pani marszałek o urlop bezpłatny, dopóki CBA nie zakończy kontroli, bo takie są standardy w PiS. Pan Banaś mówi, że ta kontrola CBA to potrwa…

View original post 1 140 słów więcej

 

PiS szykuje podwyższenie składki emerytalnej, pieniądz straci wartość. PiS gwarantem katastrofy

Prezydent Nowej Soli Wadim Tyszkiewicz skomentował plany polityków PiS, którzy chcą po wyborach podnieść składki na ZUS.

 

PiS można tylko wysłać w kosmos – w Pisdu. Leć Kaczyński w Pisdu, pisdzielcu.

Xerofas

– Pan Marszałek nie złamał prawa ani istniejących w tej dziedzinie obyczajów – podkreślił prezes PiS. – Skoro Państwo mają inne zdanie, mogę powiedzieć, że decyzja Pana Marszałka jest dowodem postawy związanej z naszym hasłem: słuchać Polaków, służyć Polsce – stwierdził Jarosław Kaczyński. – Trzeba słuchać opinii publicznej – dodał.

Polacy chcieli dymisji marszałka Kuchcińskiego

„Czy w związku z ujawnieniem informacji o lotach rodziny marszałka Sejmu rządowymi samolotami. Marek Kuchciński powinien podać się do dymisji?” – takie pytanie zadano uczestnikom sondażu SW Research dla rp.pl.

Az 67,7 proc. uczestników sondażu odpowiedziało: „tak”. Przeciw dymisji marszałka Sejmu jest 14,7 proc. ankietowanych. 17,5 proc. badanych stwierdziło, że „nie ma zdania na ten temat”.

– Częściej za dymisją Kuchcińskiego są mężczyźni (73%), osoby powyżej 50 lat (75%) oraz respondenci o wykształceniu wyższym (71%). Tego zdania są też ankietowani o dochodzie od 2001 do 3000 zł (76%) oraz osoby z miast od 100 do 199…

View original post 234 słowa więcej

 

Kaczyński przejął od Kuchcińskiego przegraną gębę

Po czwartkowym „spektaklu” na Nowogrodzkiej, podczas którego Marek Kuchciński zrezygnował ze stanowiska marszałka Sejmu, można by sądzić, że żyjemy w swego rodzaju „zaawansowanej demokracji”.

Oto szeregowy poseł zdymisjonował marszałka Sejmu. Opisując kulisy tej „operacji” gazeta.pl dowodzi, że Kuchciński wcale nie chciał opuścić swojego wygodnego fotela. Kuchciński się bronił, ale prezes PiS „był surowy”, bo marszałek zataił informacje o lotach.

Komentując rezygnację marszałka prof. Sławomir Sowiński, ekspert z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, powiedział w Radiu TOK FM: „Byliśmy świadkami szczególnej, osobliwej sceny politycznej, do której pewnie będziemy nie raz wracali. Ta scena była próbą ucieczki do przodu. Próbą odzyskania przewagi politycznej, którą do niedawna PiS miał nad swoimi przeciwnikami. Ale to próba ryzykowna – stwierdził i dodał, że przekaz prezesa był „bardzo szczególny”. „Prezes mówi nam – opinii publicznej: właściwie nie macie racji; wasza krytyka marszałka jest nieuzasadniona – ale ustępujemy. To rodzaj znanego zwrotu „przepraszamy tych, którzy czują się urażeni”, choć nie ma za co przepraszać. Część wyborców może to lekko zirytować” –ocenił gość stacji.

Kaczyński faktycznie zarzekał się, że w przypadku podróży marszałka nie doszło do złamania prawa. „Ale skoro państwo najwyraźniej mają inne zdanie (…) to w związku z tym mogę powiedzieć, iż decyzja pana marszałka jest dowodem postawy, która jest związana z naszym hasłem: „Słuchać Polaków, służyć Polsce” – oznajmił.

Na tym prezes nie skończył, wskazał natomiast na „nadużycia”, jakich miał dopuścić się Donald Tusk, gdy pełnił funkcję premiera. „Nie da się wygrać dwóch kampanii, odgrzewając tego samego kotleta” – ocenił profesor.

Wysiłki PiS na rzecz ratowania twarzy skrytykował też dr Tomasz Słomka z Katedry Systemów Politycznych UW.

Przekonywał, że cała ta afera może być początkiem końca partii rządzącej. „Nagle może się okazać, że ludzie dostrzegają szereg rzeczy, które były marginalizowane, pomijane i mogą urosnąć do rangi czegoś ważnego” – ocenił na antenie TOK FM.

„Odniosłem wrażenie, że wystąpienie prezesa jest, pierwszy raz od dawna, wystąpieniem przegranego.  Przebijało z niego poczucie, że coś się zmieniło, urwało. W tej kadencji nie było dymisji, która byłaby następstwem doniesień medialnych. To znak, że obóz władzy ma świadomość głębokiego kryzysu i może to być problemem w kampanii” – podsumował.

Kmicic z chesterfieldem

Czy poseł Stanisław Piotrowicz kłamał? Być może minął się on z prawdą przy swoich tłumaczeniach dotyczących podniebnych rejsów w towarzystwie marszałka Kuchcińskiego?

Piotrowicz twierdził, że leciał samolotem tylko ze względu na chorą żonę, która miała mieć ze sobą leki otrzymane w warszawskim Instytucie Hematologii i Transfuzjologii. Lek – zdaniem Piotrowicza – znajdował się w stanie silnego zamrożenia. Podróż motywowana była więc jak najszybszą potrzebą umieszczenia cennego lekarstwa w zamrażarce.

Portal gazeta.pl o zasadność tłumaczeń Piotrowicza zapytał doktora Pawła Grzesiowskiego, specjalistę z zakresu terapii zakażeń i immunologii. „Wyobrażam sobie, że w grę wchodzą jakieś preparaty stosowane w chorobach krwi. Obecnie nie wydaje się pacjentowi preparatów krwiopochodnych w stanie zamrożonym. Osocze czy krioprecypitat są przechowywane w stanie zamrożenia, ale stosowane wyłącznie w obszarze medycznym, bo może to zrobić jedynie uprawniona służba krwi” – stwierdził dr Grzesiowski.

Nie wydajemy leków pacjentom w postaci niegotowej do użycia (…). Natomiast są wyjątki, biorąc pod…

View original post 2 219 słów więcej

Kuchciński to wrzód na dupie Kaczyńskiego. Ropieje jak diabli

Marszałek Sejmu nie jest jedyną osobą w obozie rządzącym, która nadużywała przywilejów władzy. Kaczyński, broniąc kolegi, zaprzecza partyjnym wartościom.

– Kłamaliśmy rano, nocą i wieczorem – mówił w 2006 r. urzędujący premier Węgier Ferenc Gyurcsány, przyznając się, że jego rząd kłamał tylko po to, aby wygrać wybory i zdobyć władzę w kraju. Podobnie, po obnażeniu kolejnych kłamstw drugiej osoby w państwie, wygląda dzisiaj sytuacja w Polsce. Jarosław Kaczyński chciał mieć w Polsce Budapeszt, to ma. Tylko nie o taki Budapeszt chodziło prezesowi.

Kampania PiS z lotami marszałka Kuchcińskiego

Kampania wyborcza PiS miała wyglądać inaczej. Narzucanie tematów, partyjne pikniki, spotkania parlamentarzystów z wyborcami, spijanie śmietanki z programów socjalnych, z 500+ na czele. Dzisiaj politycy PiS chowają się przed mediami, a wśród Polaków też jest ich mniej. I bynajmniej problemem nie są wakacje. Afera marszałka Kuchcińskiego zatacza coraz szerszy krąg. Drugiej osobie w państwie nie mogą już nawet wierzyć partyjni koledzy. Codziennie opinia publiczna zaskakiwana jest obnażaniem kłamstw marszałka Sejmu. Marszałek Kuchciński oszczędne gospodarowanie prawdą podniósł do rangi sztuki. Rzecznik Centrum Informacyjnego Sejmu i sam marszałek zachowują się, jakby byli w sztabie opozycji. PiS, broniąc w Sejmie notorycznego kłamcy, osłabi się wyborczo. Obrazki z Kuchcińskim będą wracać we wrześniu i październiku.

Kuchcińskich w PiS jest wielu. Marszałek Senatu zaprzeczył, że zabierał w delegacje swoją rodzinę. Zmianę zdania ogłosił kilka godzin później podczas konferencji. Czy ministrowie rządu Beaty Szydło i Mateusza Morawieckiego traktowali rządowe samoloty jak taksówki? Czy rządowe samoloty były używane do kampanii samorządowej, europejskiej i parlamentarnej PiS? Wkrótce się dowiemy, tak jak wiemy już, że premier Szydło wojskową Casą latała do domu. Bulwersowały już loty szefa Kancelarii Premiera, który w listopadzie poleciał do stolicy Dolnego Śląska, by namawiać Bezpartyjnych Samorządowców do podpisania umowy koalicyjnej z PiS. Kiedy media pytały o cel i koszt lotu, a także prosiły o wykaz służbowych lotów ministrów, odpowiedzi nie otrzymały. Dopiero kiedy do Kancelarii z interpelacją wystąpili posłowie opozycji, KPRM udzielił odpowiedzi w sprawie lotu ministra.

Dzisiaj problemem PiS nie są już nawet same loty marszałka, ale notoryczne okłamywanie opinii publicznej. Kto ma wierzyć marszałkowi Sejmu, Kancelarii Sejmu i politykom PiS, którzy jeszcze tydzień temu zapewniali o krystalicznej uczciwości Kuchcińskiego, który ma być „jedynką” PiS w Krośnie?

Jarosław Kaczyński nie zdecyduje się teraz na pozbawienie Kuchcińskiego funkcji marszałka Sejmu ze względów lojalnościowych. Kuchciński był wierny Kaczyńskiemu jak mało kto, kiedy prezes był na politycznym marginesie. Kaczyński poświeci druha, gdy temat będzie żył medialnie przez kolejne tygodnie. Jeśli Polacy wrócą z wakacji, a afera marszałka wciąż będzie rozpalać opinię publiczną, wewnętrzne sondaże partii pokażą, że Kuchciński ciągnie partię w dół, wtedy prezes zetnie marszałka. I tu pojawi się kolejny problem. Takich Kuchcińskich, nadużywających władzy, jest w PiS więcej. Kaczyński grzebiąc zaufanego druha, musiałby pogrzebać wielu z PiS, a to zdziesiątkowałoby listy wyborcze partii. PiS ma większy problem niż się wydaje, tym bardziej że temat jest rozwojowy. Kolejne przypadki będą wypływać również jesienią.

W środę odbyły się dwie narady w siedzibie PiS z udziałem najważniejszych osób w partii. Jedną z obecnych osób był premier Mateusz Morawiecki. Jak podaje „Fakt”, polityk miał czekać dwie godziny na spotkanie z Jarosławem Kaczyńskim. Rzecznik prasowy rządu Piotr Müller.

Pierwsze spotkanie kierownictwa PiS rozpoczęło się o godzinie 14.00 w środę. Jak powiedziała potem rzeczniczka partii Anita Czerwińska, nie miało ono charakteru nadzwyczajnego i dotyczyła tegorocznych wyborów parlamentarnych.

Nieoficjalne źródła donoszą jednak, że druga narada – wieczorna – dotyczyła lotów rządowymi samolotami, które wykonał Marek Kuchciński. Udział w niej wzięli najważniejsi członkowie PiS, m.in. Beata Szydło, Stanisław Karczewski, Mariusz Błaszczak czy Mateusz Morawiecki. Jak donosi „Fakt”, ten ostatni miał spędzić dwie godziny pod siedzibą PiS, czekając na spotkanie z Jarosławem Kaczyńskim.

Zaprzecza temu rzecznik prasowy rządu Piotr Müller. „Informacja „Faktu” dot. rzekomego oczekiwania Premiera na spotkanie w siedzibie PiS jest perfidnym kłamstwem. Gdy wczoraj redakcja mnie o to zapytała jednoznacznie zdementowałem ten fakenews” – napisał.

Kaczyński zapowiada czwartkowe oświadczenie

Po zakończeniu wieczornej narady Jarosław Kaczyński zapowiedział, że w czwartek o 12.30 wygłosi oświadczenie. Oficjalnie jego temat nie jest znany, wiele jednak wskazuje na to, że będzie dotyczył kwestii poruszonej podczas spotkania przy ul. Nowogrodzkiej.

Kuchciński latał rządowymi samolotami

W środę dziennikarze TVN 24 ujawnili listę osób, z której wynika, że wśród pasażerów rządowych lotów o statusie HEAD latających z marszałkiem Sejmu Markiem Kuchcińskim byli: Zbigniew Ziobro, Stanisław Piotrowicz i jego żona Maria, minister infrastruktury Andrzej Adamczyk, Zdzisław Krasnodębski z małżonką oraz Karol Karski i szefowa Kancelarii Sejmu Agnieszka Kaczmarska.

Marek Kuchciński w poniedziałek przeprosił wszystkich, „którzy poczuli się urażeni” doniesieniami o jego lotach, jednak zaznaczył, że działał zgodnie z prawem.

Przyznał również, że zdarzyło się, że samolotem leciała również jego żona – lot nie miał statusu HEAD i miał nie być specjalnie zamówiony. Marszałek Sejmu postanowił w związku z tym wpłacić kwotę pokrywającą pełen koszt lotu, a wyliczoną przez Ministerstwo Obrony Narodowej, tj. 28 tysięcy złotych na Fundusz Modernizacji Sił Zbrojnych. Jak jednak ujawnił TVN 24, dzień przed jego wykonaniem zostało złożone zamówienie na lot dla Doroty Kuchcińskiej.

W ramach zadośćuczynienia Marek Kuchciński w ubiegłym tygodniu przekazał również 15 tysięcy złotych rekompensaty na cele charytatywne – Caritas i fundację „Budzik” Ewy Błaszczyk.

Fakt opisał wczorajszą naradę polityków PiS w siedzibie partii rządzącej przy ulicy Nowogrodzkiej w Warszawie.

Po krótkim briefingu prasowym, podczas którego marszałek Sejmu Marek Kuchciński odniósł się do zarzutów o nadużywanie prawa do rządowego samolotu, nie brakowało opinii, że brak dymisji prominentnego polityka Prawa i Sprawiedliwości może się tej partii odbić czkawką. Dziś już gołym okiem widać, że opublikowana lista przelotów formalnie drugiej osoby w państwie potwierdziła jedynie, że ujawnione przez media przy pomocy posła PO Sławomira Nitrasa rewelacje to wierzchołek góry lodowej.

– “Do listy pasażerów dołączane były, moim zdaniem kompletnie nieuprawnione, osoby takie jak Stanisław Piotrowicz, Maria Piotrowicz, Zdzisław Krasnodębski, Anna Krasnodębska, wielokrotnie poseł Bogdan Rzońca, wielokrotnie posłanka Wróblewska i wielu innych, w tym asystenci marszałka Kuchcińskiego. Żadna z tych osób nie spełnia kryterium instrukcji HEAD, która wyraźnie mówi o członkach oficjalnych delegacji” – mówił Robert Kropiwnicki podczas konferencji prasowej w Sejmie.

– “Informacje, które…

View original post 448 słów więcej

Zgniłek Kuchciński jest lepszy w zgniliźnie od zgniłka Karczewskiego

Nadużywają władzy i obrzydliwie ściemniają. Są tchórzami i krętaczami. A jak już się wyda, to chcą brać na litość. Nowe elity „władzy” …

Okazuje się, że nie tylko Kuchciński, ale też marszałek Karczewski latał z rodziną. W marcu 2018 roku Stanisław Karczewski zabrał na pokład rządowego samolotu żonę i wnuki. Polecieli na uroczystości do Budapesztu.

Na pytanie Wyborczej „czy brał na pokład rządowego samolotu rodzinę”, odpowiedział: „nie”.  Zmienił zdanie kilka godzin później na konferencji prasowej. – „Owszem zdarzały się sytuacje, w których byłem zapraszany do złożenia wizyty z małżonką. Było kilka wizyt zagranicznych, które odbyłem w towarzystwie swojej żony. Jeden wyjazd odbywał się również z całą moją rodziną”.

To dopiero nieśmiały początek, co powie za kilka dni, zobaczymy. Dziś otoczenie marszałka potwierdziło Wyborczej, że Karczewski poleciał do Budapesztu z żoną i wnukami.

Piotrowicz dla odmiany przyznaje się do lotu z Kuchcińskim, ale zaklina, że „to był wypadek losowy”

Jak wyjaśnia Wirtualnej Polsce: – „Moja żona tego dnia była w Instytucie Hematologii i Transfuzjologii w Warszawie. Potrzebowaliśmy przewieźć wyprodukowany tam lek dla mojej małżonki, który może być przewożony tylko w stanie zamrożenia. Musiałem to zrobić. Starałem się o bilety na rejs LOT-u do Rzeszowa, jednak bilety były „obłożone” i ich nie dostaliśmy. Dowiedziałem się, że jest możliwość lotu z marszałkiem do Rzeszowa. I z tej możliwości z małżonką skorzystaliśmy”.

Kolejny podróżnik Karol Karski tłumaczy: „Miałem wracać do Warszawy rejsowym samolotem LOT. Lot opóźniał się, a w pewnym momencie była informacja, że może zostać odwołany. Pan marszałek Sejmu podjął decyzję, że będziemy wracać razem”.

Przyznał, że za lot nie płacił, bo towarzyszył marszałkowi. „Bez decyzji marszałka nic by się nie dokonało”

Pytany przez dziennikarza tvn24, czy był częścią oficjalnej delegacji, odparł: – „To jest kwestia do potwierdzenia w różnych miejscach. Jeśli towarzyszyłem marszałkowi, to znaczy, że byłem częścią tej grupy, która mu towarzyszyła”.

Brawo wy!

Sprawa lotów Marka Kuchcińskiego rządowymi samolotami nie tylko nie umarła, ale zyskała nowe życie. Dziś ciężko prognozować, kiedy dobiegnie końca. Mimo tego, na Nowogrodzkiej daleko do paniki, chociaż kolejnej odsłony lotniczej telenoweli nikt nie bagatelizuje.

Mówi poseł Zjednoczonej Prawicy: – Musimy zachować spokój, uniknąć gwałtownych ruchów. Jestem szachistą, więc powiem tak: nie sztuką jest być spokojnym, gdy rozgrywka dobrze się układa, sztuką jest zachować spokój, gdy na szachownicy wszystko idzie nie tak, jak byśmy chcieli.

Wielu jego kolegów i koleżanek z obozu władzy o problemach marszałka Sejmu rozmawiać nie chce. Inni zasłaniają się urlopami, nieobecnością z powodów prywatnych albo… nieznajomością tematu, który od dwóch tygodni rozgrzewa debatę publiczną w Polsce.

Musimy stanąć wyprostowani i po męsku wziąć to na klatę

– przyznaje polityk prawicy, którego udało nam się nakłonić do rozmowy o lotach Kuchcińskiego.

Lepsze loty niż leki i edukacja

Sprawa lotów marszałka Sejmu oznacza dla PiS-u trudne wejście w oficjalną część kampanii parlamentarnej. Uwaga mediów i opinii publicznej od kilkunastu dni koncentruje się bowiem na Kuchcińskim. PiS już na starcie jest więc w defensywie i musi tłumaczyć się z „dokonań” swojego marszałka. Jak przyznają nasi rozmówcy, partia władzy traci w ten sposób inicjatywę oraz kontrolę nad agendą tematów poruszanych w kampanii, a to nigdy nie jest dobre.

– Sprawa jest rozwojowa – z ironią zauważa senator PiS-u, którego pytamy o tzw. aferę samolotową. Pytany o jej wpływ na polityczne plany Zjednoczonej Prawicy, odpowiada: – Zamiast wejść w kampanię z ciekawymi listami i dobrym programem, cała uwaga na starcie skupia się na lotach marszałka Kuchcińskiego. To dla nas spory problem.

Spory problem, ale na pewno nie katastrofa. Nasi rozmówcy podkreślają, że partia na bieżąco monitoruje, jak skandal wokół drugiej osoby w państwie odbierają wyborcy, zwłaszcza wyborcy PiS-u.

Mamy badania, które pokazują, że ludzie co prawda oceniają zachowanie Kuchcińskiego źle, ale kiedy pytamy ich, czy marszałek powinien mieć prawo korzystania z samolotu czy śmigłowca, odpowiadają, że tak

– tłumaczy nam bliski współpracownik premiera. Sondażowego zagrożenia dla Zjednoczonej Prawicy nie ma. Przynajmniej na razie.

Jeśli ktoś myśli, że temat lotów Kuchcińskiego zmiecie PiS, to jest głupi. To nie był gejmczendżer, nie jest gejmczendżer i nie będzie gejmczendżer

– dodaje.

To dlatego część polityków obozu rządzącego pozwala sobie na odważne, a nawet buńczuczne wypowiedzi. Przoduje w tym wicemarszałek Ryszard Terlecki z PiS-u. – Trwa bardzo intensywna rywalizacja na najgłupszego posła i najgłupszą wypowiedź – powiedział dziennikarzom w Sejmie, pytany o reakcje opozycji na tzw. aferę samolotową. – Niech politycy opozycji wyjdą na ulice i zapytają, czym żyją ludzie – dodał, bagatelizując znaczenie całej sprawy.

Wszyscy myślą, że temat Kuchcińskiego to dla nas tragedia, ale naprawdę dla nas jest wygodniej dyskutować o jego lotach niż o braku leków w aptekach czy podwójnym roczniku w szkołach

– przekonuje nasz rozmówca z KPRM, nawiązując do tematów, z którymi PiS musiało mierzyć się przed wybuchem afery wokół Kuchcińskiego.

To wszystko sprawia, że w PiS-ie wciąż nie ma obawy, że loty marszałka Sejmu staną się dla partii tym, czym dla Platformy Obywatelskiej stały się słynne ośmiorniczki z warszawskich restauracji. – Stale rozmawiam z ludźmi, z naszymi wyborcami i myślę, że jeden błąd, nawet jeśli poważny, nie przekreśli czterech lat naszej pracy i programu, który zrealizowaliśmy – zapewnia nas jeden z posłów „dobrej zmiany”.

Karma wraca

W samym PiS-i nie brakuje też jednak głosów, że Kuchciński sam zgotował sobie taki los. Nie chodzi tutaj o loty rządowymi maszynami w prywatnych celach, ale jego podejście do dziennikarzy. Od początku kadencji próbował pozbyć się ich z Sejmu (w tym celu zbudowano Centrum Medialne poza głównym budynkiem Sejmu) lub przynajmniej ograniczyć im możliwości wykonywania pracy przy Wiejskiej (m.in. grodzenie korytarzy czy zasłanianie sejmowych gabinetów kotarami).

Dziennikarze ostro cisną temat lotów Kuchcińskiego i będą to robić jeszcze tydzień albo nawet dwa. Chcą go sczyścić, bo od początku kadencji utrudniał im życie i zwalczał ich w Sejmie. Karma wraca

– przyznaje w rozmowie z Gazeta.pl polityk PiS-u. Inny z naszych rozmówców dorzuca: – Nie zazdroszczę Markowi, bo jest na niego ostra jazda w mediach w tej chwili. Na niego, jego żonę i jego dzieci.

Choć teoretycznie Nowogrodzka mogłaby liczyć na wyczerpanie się tematu i jego naturalną śmierć, jest pewien problem. Kolejne kłamstwa serwowane dziennikarzom i społeczeństwu przez Centrum Informacyjne Sejmu oraz samego marszałka zaczęły obozowi władzy nie tyle szkodzić, co po prostu go ośmieszać. Odzierają PiS z powagi i miru potężnej, wszechmocnej partii, która rządzi państwem twardą ręką. Przyprawiają za to gębę bazarowego cwaniaczka, którego jednak każdy potrafi bez trudu przejrzeć i przyłapać na gorącym uczynku.

Prezes Kaczyński wielokrotnie mówił nam na spotkaniach klubu czy partii o potrzebie skromności i umiaru. Słyniemy z tego, że rozliczamy innych z etyki i moralności, ale żeby to robić, w pierwszej kolejności sami musimy być bez zarzutu. Teraz już nie jesteśmy

– irytuje się nasz rozmówca z Nowogrodzkiej.

Kolejne rysy na wizerunku partii i odebranie powagi mogą zacząć ciążyć przede wszystkim samym politykom PiS-u, z prezesem Kaczyńskim na czele. Tym bardziej, że media nie ustają w wyciąganiu nowych wątków tzw. afery samolotowej. Tylko w ciągu ostatniej doby dowiedzieliśmy się, że wraz z marszałkiem Kuchcińskim rządowymi samolotami latali także inny politycy prawicy (niektórzy wraz z małżonkami), że lotów wojskowym śmigłowcem do podkarpackich Huwnik było znacznie więcej, niż pierwotnie zakładano, a także, że lot żony marszałka rządowym samolotem z Rzeszowa do Warszawy, wbrew słowom Kuchcińskiego, jednak został specjalnie zamówiony.

Dzisiaj już nikt nie zastanawia się, czy sprawa będzie miała swój dalszy ciąg, tylko jaki ten dalszy ciąg będzie. Na Nowogrodzkiej są tego świadomi. To dlatego prezes Kaczyński zarządził spotkanie kierownictwa partii, na którym pojawili się też m.in. premier Mateusz Morawiecki i wicemarszałek Terlecki. Jak napisał nam w SMS-ie jeden z uczestników tego spotkania: „Analizujemy sprawę”. Wynik tej analizy zaważy na przyszłości marszałka Kuchcińskiego.

Mówi senator Zjednoczonej Prawicy: – Marek zawsze był wierny naszej formacji, jest dla niej zasłużony, ale tutaj nie może być zmiłuj. Naruszył zasady. Nadużył przywilejów i będzie musiał ponieść konsekwencje.

Kmicic z chesterfieldem

Polityk PSL podzielił się tymi informacjami w programie Poranek Radia TOK FM. „Jeżeli dzisiaj dyskutujemy o demoralizacji marszałka Kuchcińskiego, to może warto by było zapytać, gdzie mieszka pracujący syn marszałka. Czy w mieszkaniu sejmowym, które marszałek Kuchciński ma ze środków sejmowych, nie zamieszkuje cała jego rodzina? Zapytajcie państwo, czy przypadkiem w mieszkaniu służbowym Kuchcińskiego nie mieszka cała jego rodzina. Jeśli osoba pracująca, korzysta z mieszkania, które należy do posła, to jest kolejne nadużycie władzy” – stwierdził poseł.

Doniesienia Sawickiego wywołały spore zamieszanie na Twitterze. Większość internautów jest po prostu oburzona postawą Kuchcińskiego. „Panie Krzysztofie Brejza czy można sprawdzić kto mieszka w służbowym mieszkaniu, marszałka Kuchcińskiego? Jak podaje Radio TOK FM podobno lokal na nasz koszt zamieszkuje syn marszałka z rodziną. Czy ich też podatnik ma utrzymywać” – zapytała jedna z użytkowniczek serwisu.

To nie koniec szokujących doniesień. Jak się okazuje, „afera samolotowa” marszałka jeszcze się nie…

View original post 2 568 słów więcej