Archiwa tagu: Jarosław Kurski

W sprawie pedofilii w Kościele kat. tylko Komisja Prawdy jest w stanie oczyścić tę stajnię Augiasza

Komisja Prawdy do spraw pedofilii w Kościele powinna powstać jak najszybciej – przekonują posłowie PO. W poniedziałek Grzegorz Schetyna przedstawił założenia projektu. Na biurko marszałka Sejmu ma trafić w czerwcu. Liczy na poparcie wszystkich sił politycznych, także partii rządzącej. – Dzisiaj mówimy sprawdzam prezesowi Jarosławowi Kaczyńskiemu. Jeśli PiS chce wyjaśnić tę kwestię, oczekujemy, że będzie głosował za tym projektem – mówił na konferencji prasowej lider PO.

Grzegorz Schetyna przedstawił założenia projektu dotyczącego powołania świeckiej, niezależnej komisji badającej przypadki pedofilii w Kościele. To reakcja m.in. na film braci Sekielskich pt. „Tylko nie mów nikomu”.

– Opinia publiczna oczekuje od klasy politycznej i państwa polskiego zaangażowania się w te sprawy, powołania specjalnej, niezależnej, państwowej komisji. Musi być złożona z ekspertów, musi dotyczyć aktywności służb państwowych, które badałyby zaniechania i aktywności Kościoła oraz związków wyznaniowych, ale także organów państwa w sprawie przeciwdziałania pedofilii – mówił na konferencji prasowej Grzegorz Schetyna.

Komisja Prawdy:

  • Miałaby się składać z 9 osób (3 prokuratorów w stanie spoczynku, 3 sędziów w stanie spoczynku, 3 przedstawicieli ofiar przestępstw pedofilskich)
  • Miałaby mieć uprawnienia śledcze i dostęp do archiwów kościelnych

– Jesteśmy gotowi, żeby w najbliższych dniach przedstawić projekt ustawy, który jeszcze w czerwcu złożymy do laski marszałkowskiej, żeby o nim rozmawiać i zbudować wokół niego parlamentarną większość – dodaje przewodniczący Platformy.

Grzegorz Schetyna liczy na poparcie partii rządzącej: – Dzisiaj mówimy sprawdzam prezesowi Jarosławowi Kaczyńskiemu. Jeśli PiS chce wyjaśnić tę kwestię, oczekujemy, że będzie głosował za tym projektem.

Politycy PO nie mają wątpliwości, że powołanie takiej komisji jest niezbędne i to jak najszybciej. – Ten rząd, Prokurator Generalny, rząd i premier nie są w stanie rzetelnie i obiektywnie wyjaśnić tego, o czym od dłuższego czasu opinię publiczną informują ofiary tych haniebnych przestępstw – mówi wiceszef PO i były minister sprawiedliwości, Borys Budka.

Powołania Komisji Zadośćuczynienia i Prawdy domaga się także fundacja „Nie lękajcie się” oraz stowarzyszenie „Lepszy Gdańsk”. W poniedziałek zaprezentowali założenia własnego projektu. Lider PO jest gotowy do „wspólnej pracy”.

PO wzywa premiera Mateusza Morawieckiego do publicznych wyjaśnień w sprawie jego majątku. „Gazeta Wyborcza” napisała, że w 2002 roku Mateusz Morawiecki kupił grunty od Kościoła. Za działki warte 4 mln zł zapłacił 700 tys. zł, a dzisiaj wyceniane są na sto razy więcej. Poza tym nie ma po nich śladu w oświadczeniu majątkowym szefa rządu. Kancelaria Premiera zapowiada pozew i przekonuje, że to „kłamstwa i manipulacje”.

Uwłaszczenie na kościelnych gruntach?

Sprawa dotyczy gruntów na podwrocławskim Oporowie o powierzchni 15 ha. W 1999 roku dostała ją parafia pw. św. Elżbiety. W 2002 roku właścicielami działki zostali Mateusz i Iwona Morawieccy. Ziemię kupili za 700 tys. zł, chociaż już w 1999 roku warta była prawie 4 mln zł. A dzisiaj wyceniane są na 100 razy więcej, czyli 70 mln zł, dlatego że przebiegać ma przez nie trasa szybkiego ruchu.

O możliwości zakupu ziemi miał dowiedzieć się od kardynała Henryka Gulbinowicza. „Gazeta Wyborcza” zapytała kurię, dlaczego działka została sprzedana za tak niską kwotę, jednak okazuje się, że dokumenty dotyczące tej transakcji zniknęły. Mateusz Morawiecki w momencie nabycia działki był radnym sejmiku dolnośląskiego z ramienia rządzącej wówczas AWS. Miał dostęp do planów związanych z inwestycjami miasta i województwa.

Co ciekawe, w oświadczeniu majątkowym szefa rządu nie ma po tych gruntach śladu. Oficjalnie ich właścicielką jest żona premiera, z którą podpisał rozdzielność majątkową.

CIR: To kłamstwa i manipulacje

Jak poinformowało Centrum Informacyjne Rządu, premier Mateusz Morawiecki zamierza pozwać „Gazetę Wyborczą”, bo tekst „narusza dobra osobiste premiera Mateusza Morawieckiego i jego żony”.

„»Gazeta Wyborcza« po raz kolejny łamie podstawowe standardy dziennikarskiej rzetelności. Dzisiejszy tekst red. Jacka Harłukowicza opiera się o niedopowiedzenia, domysły, spekulacje i nieprawdziwe sformułowania. Służy to przedstawieniu premiera i jego żony w złym świetle – gdy w rzeczywistości sam artykuł jest pełen manipulacji i nierzetelności” – czytamy w oświadczeniu CIR.

„Gazeta Wyborcza” odpowiada, że wszystkie opisane w artykule fakty mają oparcie w dokumentach.

PO żąda wyjaśnień

– Wzywamy premiera do publicznych wyjaśnień. Niech otwartym tekstem, patrząc dziennikarzom prosto w oczy powie, jaka jest prawda dotycząca jego majątku. Wzywamy premiera do publicznych wyjaśnień, niech nie chowa się za Kancelarią Premiera i za własną żoną. Niech wystąpi na konferencji prasowej i precyzyjnie wszystko wyjaśni – mówił na konferencji prasowej Mariusz Witczak z PO.

Posłowie opozycji nie mają wątpliwości, że chodziło o to, aby Polacy nigdy nie dowiedzieli się o majątku premiera. – Kiedyś dużo mówiło się o przepisywaniu majątku na żonę. Wydaje się, że z tym mamy do czynienia właśnie, po to, aby Polacy nigdy nie dowiedzieli się, że małżeństwo Morawieckich posiada tak wielki majątek. Mamy do czynienia z sytuacją wyjątkową – tłumaczył poseł Cezary Tomczyk.

Takie informacje rzucają się cieniem także na zapewnienia rządzących, że chcą wyjaśnić sprawy dotyczące patologii w Kościele katolickim.

– Morawiecki robił interesy z Kościołem katolickim, w dziwnych i nietransparentnych okolicznościach zarobił gigantyczne pieniądze, które później stały się własnością jego żony. Wiadomo, że determinacji w walce z patologiami w Kościele nie będzie. (…) Mamy specjalną kastę ludzi, która wiele mówi o uczciwości i ma wiele sloganów na ustach, a widzimy, jak to wszystko wygląda w praktyce – dodaje Marcin Kierwiński.

Przypomnijmy, Platforma Obywatelska domaga się powołania świeckiej komisji dotyczącej przypadków pedofilii w Kościele katolickim.

Składamy projekt ustawy „Czyste ręce”. Zakłada on, że także współmałżonkowie najważniejszych osób w państwie muszą składać oświadczenia majątkowe – poinformował na konferencji prasowej lider PO Grzegorz Schetyna. Zaapelował do Jarosława Kaczyńskiego o zwołanie posiedzenia Sejmu jeszcze w tym tygodniu, przyjęcie tego projektu i „wyjaśnienie wszelkich wątpliwości”. Politycy PO złożyli też w Kancelarii Premiera gotowe oświadczenie majątkowe dla żony Mateusza Morawieckiego. Oczekują, że zostanie wypełnione jak najszybciej.

Co z majątkiem premiera?

Propozycja lidera PO to reakcja na poniedziałkowy artykuł w „Gazecie Wyborczej”. Gazeta napisała, że szef rządu wraz z żoną w 2002 roku kupili we Wrocławiu 15 ha gruntów od Kościoła za 700 tys. zł. Tymczasem rzeczoznawca ocenił, że nieruchomość już w 1999 roku warta była prawie 4 mln zł. Teraz warta jest nawet 70 mln zł, w związku z tym, że przez środek działki dzisiejszego premiera przebiegać ma trasa szybkiego ruchu.

W poniedziałek Centrum Informacyjne Rządu poinformowało, że tekst to „kłamstwa i manipulacje”, narusza dobra osobiste premiera i jego żony, dlatego zamierzają skierować sprawę na drogę sądową z żądaniem sprostowania.

We wtorek po południu na konferencji prasowej zadeklarował, że wraz z małżonką jest w stanie ujawnić pełny majątek.

Schetyna: Mówimy sprawdzam

– Rzecz dotyczy premiera polskiego rządu, trzeba reagować i podjąć twarde decyzje. To jest wyzwanie dla klasy politycznej – mówił przewodniczący PO.

Dlatego przedstawił projekt ustawy „Czyste ręce”, który zakłada, że oświadczenia majątkowe muszą składać także współmałżonkowie najważniejszych osób w państwie.

Zaapelował też do prezesa Jarosława Kaczyńskiego: – Proszę, zwołajmy posiedzenie Sejmu w tym tygodniu i przyjmijmy ten projekt uchwały, abyśmy byli pewni, że raz na zawsze wyjaśniamy wszelkie wątpliwości i że nikt nigdy nie będzie mógł oskarżyć polskiego premiera o niejasności w oświadczeniach majątkowych.

Projekt dotyczy prezydenta, premiera, ministrów rządu, prezydium Sejmu i Senatu.

Oświadczenie majątkowe Iwony Morawieckiej

Politycy PO przygotowali także i złożyli w Kancelarii Premiera oświadczenie majątkowe dla żony Mateusza Morawieckiego. Oczekują, że wypełni i opublikuje je jak najszybciej.

– Jeżeli pan premier Morawiecki deklaruje, że jest gotowy w każdej chwili ujawnić rodzinny majątek, to składamy niewypełnione, ale wierzymy, że jeszcze dzisiaj zostanie wypełnione, oświadczenie majątkowe dla żony pana premiera. Polacy mają prawo, a pan premier ma obowiązek ujawnić cały swój majątek. Zarówno ten, który znajduje się w jego posiadaniu, jak i ten, który został przepisany na żonę – tłumaczył poseł PO Sławomir Nitras.

Przekonuje, że czas w tej sprawie jest bardzo ważny. Zwłaszcza że PiS-owi nie spieszy się z przyjęciem zaproponowanej przez lidera PO ustawy. – Stan majątkowy pana Morawieckiego może być za kilka tygodni albo miesięcy inny, niż jest dzisiaj. A nam zależy na tym, aby poznać w tej sprawie prawdę, którą jak widać premier Morawiecki zamierza przed opinią publiczną ukryć – mówił Nitras.

Posłowie opozycji oczekują, że oświadczenie majątkowe żony szefa rządu zostanie jak najszybciej wypełnione i opublikowane jeszcze przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. Przypomnijmy, te odbędą się w niedzielę.

Brudasy moralne rządzą Polakami.

Depresja plemnika

Proboszcz z Tylawy – skazany przez sąd za molestowanie 6 dziewczynek – wciąż codziennie odprawia msze – tak wynika z ustaleń reportera TVN 24 Leszka Dawidowicza. Ks. Michał M. w każdy piątek dzwoni też do Radia Maryja, by przeprowadzić poranny różaniec ze słuchaczami rozgłośni Tadeusza Rydzyka.

To ten sam ksiądz, którego sprawę umorzyła prokuratura w Krośnie. Jej ówczesny szef prokurator Stanisław Piotrowicz tak w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” tłumaczył księdza pedofila– „Dla dzieci nocowanie w obcym domu jest atrakcją. Kąpiel wynikała zaś z tego, że dzieci były brudne. Całowanie w usta według niego było na zasadzie „daj ciumka” czy „gilgotanie brodą”.

Proboszcz z Tylawy ostatecznie został skazany w 2004 roku na 2 lata więzienia. Ksiądz w rozmowie z reporterem TVN stwierdził, że Piotrowicz miał mu powiedzieć już po wyroku, że uważa, iż jest niewinny. – „Do dziś jest…

View original post 849 słów więcej

 

Reklamy

Morawiecki, człowiek bez honoru. Takiego ancymonka potrzebuje Kaczyński

Mateusz Morawiecki ustami swoich współpracowników zareagował na poniedziałkowe doniesienia Gazety Wyborczej na swój temat.

Według Gazety Wyborczej Mateusz Morawiecki wraz z żoną kupił od Kościoła działkę na wrocławskim Oporowie. Zapłacił za nią 700 tys. zł, kiedy była ona warta 4 mln zł. 17 lat od transakcji, ze względu na planowane inwestycje, grunty te są warte sto razy więcej, nawet 70 milionów złotych.

Reakcja Morawieckiego 

Tekst „Gazety Wyborczej” narusza dobra osobiste premiera Mateusza Morawieckiego i jego żony. Podjęli oni decyzję o skierowaniu sprawy na drogę sądową z żądaniem sprostowania zawartych w nim kłamstw i manipulacji – oświadczyło Centrum Informacji Rządu. 

Jarosław Kurski (wicenaczelny Gazety Wyborczej): W 2002 r. PMM kupił grunty od Kościoła. Za działki warte 4 mln zł zapłacił 700 tys. Dziś warte są sto razy więcej, ok. 70 mln. Nie ma po nich śladu w oświadczeniu majątkowym szefa rządu. Gdy pytamy o to premiera, przyłapujemy Morawieckich na kłamstwie.Działka dostępna była dla wąskiej elity ówczesnej lokalnej władzy, ludzi poinformowanych i zaprzyjaźnionych z wrocławską kurią. Zarabiał i Kościół, i Morawieccy. Tracił skarb. PMM to modelowy przykład uwłaszczonej na majątku państwa nomenklatury III RP. Premier Morawiecki grozi nam Gazecie Wyborczej pozwem. Ufamy, że dotrzyma słowa. Wprost nie możemy doczekać się procesu. Powołamy świadków, zażądamy dokumentów, zadamy PMM pytania, na które nie chciał nam odpowiedzieć. Panie Premierze, czekamy!

Mateusz Morawiecki w poniedziałek rano odgrażał się Gazecie Wyborczej, że pozwie ją za tekst dotyczący zakupu przez niego i jego żonę działki we Wrocławiu. Kilka godzin później żona Morawieckiego żapowiedziała, że działka zostanie sprzedana.

>>>

Stanisław Tym skomentował w najnowszym wydaniu tygodnika „Polityka” reakcję Kościoła i obozu władzy na sprawę pedofilii w Kościele Katolicki po filmie „Tylko nie mów nikomu” braci Sekielskich.

Więcej Cezarego Michalskiego >>>

Państwowa komisja ds. pedofilii w Kościele kat. jest niezbędna

15 członków: prawników, seksuologów, psychiatrów, psychologów i ekspertów organizacji pozarządowych. Fundacja „Nie lękajcie się” przedstawia w Sejmie projekt państwowej komisji ds. pedofilii w Kościele

W Sejmie, podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Przeciwdziałania Mowie Nienawiści i Ochrony Praw Człowieka, trwa prezentacja założeń prawnych funkcjonowania państwowej komisji, która miałaby badać przypadki nadużyć seksualnych w Kościele katolickim.

Liczyłaby ona 15 członków. Wnioskodawcy proponują, żeby powoływał ich Sejm większością 3/5 głosów. Prawo do przedstawiania kandydatów miałyby samorządy zawodowe i organizacje pozarządowe, a w skład zespołu weszliby między innymi: prawnicy, psychiatrzy, psychologowie, seksuolodzy, eksperci rekomendowani przez co najmniej 3 organizacje pozarządowe, które mogą udokumentować co najmniej 5-letnie doświadczenie w pomocy ofiarom przestępstw seksualnych oraz dwóch ekspertów ze strony Kancelarii Premiera i prezydenta.

W pracach komisji mogliby brać udział przedstawiciele kościołów i związków wyznaniowych, ale bez prawa głosu.

Jesteśmy w zwrotny punkcie jeśli chodzi o fundację i samych ocalonych. Od lat głównym celem było powołanie takiej niezależnej komisji, bez wpływu polityki i strony kościelnej. W ostatnim czasie narasta potrzeba powołania takiej komisji z powodów politycznych. Ocaleni, którzy dzwonią do fundacji, są bardzo wystraszeni tym, co się dzieje. Ich traumą są rozgrywane rzeczy, które nie powinny mieć miejsca. W Polsce prawo obowiązuje. Jest dobrym prawem, tylko kwestia respektowania i wykonywania tego prawa na co dzień. Od soboty, od kiedy ukazał się film braci Sekielskich, mamy w fundacji polski Spotlight. Telefony dzwonią non stop, setki mejli. To pokazuje skalę” – mówił podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Przeciwdziałania Mowie Nienawiści i Ochrony Praw Człowieka szef fundacji „Nie lękajcie się” Marek Lisiński.

Potrzebne są dwie komisje państwowe: ds. pedofilii w Kościele i oszustw Morawieckiego.

Depresja plemnika

Jeszcze nie tak dawno Mateusz Morawiecki mówił, że „Wielu ludziom, w tym i mnie, oczy otwierały się coraz szerzej, kiedy patrzyliśmy, jak pod płaszczykiem haseł wolnego rynku następuje uwłaszczenie postkomunistów i osób dokooptowanych do systemu III RP”, piętnował uprzywilejowaną pozycję elit z epoki PRL i wspaniale wpisywał się w retorykę PiS, który na każdym kroku podkreśla nową „dobrą zmianę”, która walczy z reliktami złej przeszłości.

Zdecydowanie bardziej woli pokazywać twarz premiera, zatroskanego o losy zwykłego obywatela, więc bardzo niechętnie mówi o własnym majątku.

Na krótko przed wejściem do polityki dokonał podziału majątku i to jego żona jest współwłaścicielem kilku mieszkań we Wrocławiu oraz willi w Warszawie, której zakup sfinansowano częściowo z kredytu z BZ WBK, gdy to właśnie on był jego prezesem.

Teraz „Gazeta Wyborcza” wpadła na trop kolejnej inwestycji premiera. To działki, w sumie 15 ha gruntu, które Morawiecki kupił w 2002 roku od Sławomira Żarskiego, proboszcza…

View original post 1 445 słów więcej

 

Wykopać PiS

Podczas jednej z ostatnich dużych konwencji rządzącej prawicy w Krakowie, Jarosław Kaczyński powtórzył wszystkie argumenty, które do tej pory nie zapewniły jego partii żadnego „przełamania” czy „ruszenia do przodu”. A po emisji filmu Sekielskich, kiedy już nawet niektórzy konserwatywni biskupi „udają się na półroczną pokutę w klasztorze” (płocki biskup Piotr Libera, który został do takiej „dobrowolnej pokuty” zmuszony przez papieża Franciszka, stał się pierwszą ofiarą filmu Sekielskich spośród najbardziej wpływowych polskich hierarchów), strategia okopywania się PiS-u na pozycjach prawicowej wojny kulturowej jest przepisem na klęskę.

Jednak Jarosław Kaczyński albo utracił już zdolność manewrową, albo doszedł do wniosku, że mobilizację wiejskiego elektoratu (zwykle nie chodzącego na europejskie wybory) mogą mu zapewnić wyłącznie proboszczowie z tzw. Kościoła Rydzyka. W swoim wystąpieniu z nazwiska pochwalił zatem Ryszarda Legutkę, który w polskim Kościele nie zauważył żadnej pedofilii, a wyłącznie „pederastię”. Znów ostrzegał przed seksualizacją dzieci przez świecką szkołę, nie wspominając o „pracy z dziećmi” księży pedofilów. Z braku jakichkolwiek świeżych wypowiedzi Pawła Rabieja z Nowoczesnej o adopcji dzieci przez pary homoseksualne, Kaczyński zaatakował w Krakowie Platformę Obywatelską za samo przygotowywanie projektu uregulowania kwestii związków partnerskich. Jako personalny cel swojego ataku wybrał przy tym całkiem błędnie (może wybrał mu takiego przeciwnika jakiś niezbyt rozgarnięty PR-owiec) Rafała Grupińskiego, który jest akurat jednym z bardziej konserwatywnych polityków PO.

Z koszem darów przyjechał do Krakowa premier Morawiecki. Tym razem dostało się niepełnosprawnym. Te same pieniądze, których nie było, kiedy niepełnosprawni strajkowali przez wiele tygodni w Sejmie, gdzie na rozkaz Kaczyńskiego, Morawieckiego i Kuchcińskiego zamykano im okna i zakazywano wchodzenia do sejmowych toalet, znalazły się – przynajmniej wirtualnie, jako jedna z wyborczych obietnic – w ostatnim tygodniu kampanii, w której PiS po raz pierwszy zaczęło się bać. Bezpośrednią przyczyną tej szczodrobliwości władzy mogło być również to, że niepełnosprawni uczestnicy tamtego protestu od paru dni pojawiają się na spotkaniach opozycji, a dzień przed krakowską konwencją PiS-u wystąpili na marszu Koalicji Europejskiej w Warszawie.

Jarosław Kaczyński straszył w Krakowie nie tylko gejami i seksualizacją dzieci przez świeckich nauczycieli opętanych „ideologią gender”. Ostrzegał także Polaków przed euro, powtarzając PR-owy wynalazek Mateusza Morawieckiego (adresowany do tych samych odbiorców, co kiedyś clipy z Chuckiem Norrisem zachęcającym do brania kredytów z banku, którego prezesem był wówczas Morawiecki). Kaczyński obiecał zatem w Krakowie, że „przyjmiemy euro dopiero, kiedy się zrównamy z Niemcami”.

Można to nazwać makiawelizmem, bowiem pozostanie Polski na kolejne lata ze słabą, bezbronną wobec globalnych spekulantów narodową walutą, z dalszą masową ucieczką młodych, lepiej wykwalifikowanych Polaków do strefy euro w poszukiwaniu wyższych pensji wypłacanych w silniejszej walucie, wreszcie z gospodarką mogącą konkurować na globalnym rynku jedynie tanią siłą roboczą, a nie innowacyjnością – Polska nigdy się „z Niemcami nie zrówna”. I w ten sposób Jarosław Kaczyński nigdy nie będzie musiał rezygnować ze złotówki, nad której słabością dalej będzie czuwał Adam Glapiński.

Unia personalna Schetyny i Tuska

Ciekawiej było po stronie opozycji, ale przede wszystkim z racji wydarzeń o charakterze personalnym. I tak wydarzeniem sobotniego marszu opozycji w Warszawie było pojawianie się tam Donalda Tuska, który bardzo jednoznacznie i bardzo ostro wypowiedział się po stronie Koalicji Europejskiej przeciwko PiS-owi i Jarosławowi Kaczyńskiemu.

Wielu prawicowych, a także „symetrystycznych” publicystów prasy, która otrzymuje reklamowe pieniądze z kontrolowanych przez PiS spółek skarbu państwa, od wielu miesięcy szukało dowodów na to, że Donald Tusk już za chwilę odbierze Grzegorzowi Schetynie Platformę Obywatelską. Stworzy konkurencyjną dla Koalicji Europejskiej listę w wyborach do Parlamentu Europejskiego, założy własną partię, która rozbije elektorat Platformy, itp. Nic z tych rzeczy nie nastąpiło. Mimo szorstkiej przyjaźni obu panów, na warszawskim marszu opozycji wydarzył się cud. Dwaj ludzie, którzy wyznają podobne idee, mają wspólne polityczne interesy i wspólnego wroga, zamiast rzucić się sobie do gardła, wystąpili razem. Donald Tusk i Grzegorz Schetyna zachowali się racjonalnie, co w polskiej polityce należy do wyjątków.

Najbardziej precyzyjnie podsumował wyjątkowość tego zdarzenia obecny na marszu Koalicji Europejskiej prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak, który „serdecznie podziękował” Grzegorzowi Schetynie i Donaldowi Tuskowi „za to, że są razem i walczą razem”.

Faktycznie, kiedy ostatni raz Tusk i Schetyna byli naprawdę razem – czyli w pierwszej połowie pierwszej kadencji pierwszego rządu Donalda Tuska, pomiędzy 2007 i 2009 rokiem – liberalne centrum było w Polsce najsilniejsze, miało zarówno „wizje” (przed którymi wcale jeszcze nie stronił wówczas Tusk), jak też narzędzia, by te wizje realizować (tych dostarczał Tuskowi Schetyna). Od tamtego czasu zdarzyło się jednak pomiędzy oboma panami tak wiele, że ich uścisk dłoni – który wręcz ostentacyjnie zaprezentowali tysiącom uczestników marszu opozycji – miał być czymś w rodzaju publicznej gwarancji, że w kluczowym dla polskiej demokracji momencie będą wobec siebie lojalni.

Ciekawa była na warszawskim marszu Koalicji Europejskiej dystrybucja czasu przemówień. Grzegorz Schetyna, który Koalicję Europejską faktycznie zbudował, prawie zrezygnował z własnego wystąpienia. Powitał jedynie uczestników marszu, liderów Koalicji Europejskiej i uczestniczące w niej ugrupowania. Jednak później zrobił miejsce, aby to Donald Tusk zabłysnął oratorskim talentem.

Choć prawica była wystąpieniem Tuska oburzona (szczególnie czołowego specjalistę od katolickiego szariatu, Jarosława Gowina, rozsierdziło porównanie Jarosława Kaczyńskiego do ajatollaha), a „symetryści” wyrażali zblazowanie tym, że „Donald Tusk znowu kłóci się z Jarosławem Kaczyńskim” (muszę przyznać, że ja z kolei jestem już zblazowany banałami „symetrystów”), to zwolennicy i potencjalni wyborcy opozycji przyjęli przemówienie Donalda Tuska entuzjastycznie. Oni akurat nie rozumieli, dlaczego dwa pierwsze wystąpienia Donalda Tuska w tej kampanii były tak mało wyraziste i zdystansowane.

Więcej o Tusku >>>

To nie jest głosowanie na mniejsze zło. To głosowanie na większe dobro – mówił Donald Tusk na marszu „Polska w Europie”, który przeszedł ulicami Warszawy. Na jego czele oprócz szefa Rady Europejskiej przeszli liderzy Koalicji Europejskiej, a także byli prezydenci Aleksander Kwaśniewski i Bronisław Komorowski.

Marsz rozpoczął się parę minut po godzinie 12 na placu Bankowym, gdzie manifestantów powitał prezydent miasta Rafał Trzaskowski. – Są to wybory, które pozwalają nam walczyć o wartości, tak jak w Warszawie walczyliśmy o otwartość, o tolerancję, o wartości europejskie, tak właśnie dokładnie o tym samym będą te wybory europejskie za tydzień – mówił prezydent stolicy, porównując wybory w przyszłą niedzielę do referendum w sprawie akcesji Polski do Unii.

Uczestnicy marszu przeszli na plac Konstytucji, gdzie głos zabrali politycy, liderzy Koalicji Europejskiej, byli prezydenci i przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk. Wszyscy razem wcześniej szli na czele marszu ulicami stolicy.

Tusk: Nie dajcie się oszukać

– Jestem z wami, żeby powiedzieć wszystkim Polakom, jak ważne są to wybory. Stawka jest podwójna, większa niż zwykle. To wielki wybór. Stoję dzisiaj przed wami z ludźmi, którzy kiedy mówią o Polsce w Europie, gdy mówią, że Polacy to Europejczycy, a Europa jest domem dla Polski, to nie po to, by kogoś zwodzić dwa tygodnie przed wyborami. To oni planowali to wielkie przedsięwzięcie. To oni wprowadzili Polskę do UE. To oni są gwarancją mocnej Polski w Europie. Oni wierzą, podobnie jak ja, że miejsce Polski jest w Europie – mówił ze sceny Donald Tusk.

– Krzycząc „prawo”, gwałcili konstytucję, krzycząc „sprawiedliwość”, niszczyli polskie sądy, mówiąc o skromności, głośno wykrzykiwali „te pieniądze nam się po prostu nalezą”. A więc jeśli tak samo chcą potraktować naszą europejskość, jak potraktowali konstytucję, sądy i własne deklaracje dotyczące skromności i uczciwości, to znaczy, że ten wybór jest naprawdę bardzo poważny – dodał Donald Tusk.

Kaczyński jak ajatollah

Przewodniczący Rady Europejskiej namawiał do oddania głosu na demokratów.

– Mówię o tych wszystkich, którzy się zastanawiają, a którzy dobrze życzą Polsce – nie ryzykujcie. Jest jeszcze inna stawka. To jest przyszłość Europy – mówił Donald Tusk. – W wielu miejscach są ludzie, którzy odnajdują się w dobrze znanych hasłach: jedna idea, jeden naród, jeden wódz – dodał. – Nie wierzcie malkontentom, którzy mówią o Koalicji Europejskiej, że ich nic nie łączy. Ich łączy troska o wspólne dobro – zaznaczył.

Odniósł się też do słów Jarosława Kaczyńskiego, które padły na konwencji w Łodzi. Prezes PiS straszył przymusową relokacją imigrantów i potrzebą obrony przed zagrożeniami z Europy, gdzie wymieniał euro, demoralizację dzieci, ograniczenie programów społecznych oraz islam.

– Ostatnio słyszałem, że padły tu słowa o szariacie. Szariat to mniej więcej w praktyce państwo wyznaniowe. Autor tych słów, a znam go długo i dobrze, jak mówi, że chce przed czymś bronić, to z reguły o tym marzy – mówił Tusk.

– Polska osiągała wielkie zwycięstwa, kiedy Polacy potrafili się jednoczyć. To nie jest głosowanie na mniejsze zło. To głosowanie na większe dobro – dodał Donald Tusk.

Byli prezydenci ze wsparciem dla KE

Po szefie Rady Europejskiej głos zabrali byli prezydenci Aleksander Kwaśniewski i Bronisław Komorowski.

– Dziękuję wszystkim, którzy nam pomagali przed 2004 r., abyśmy weszli do UE. My z europejskiej drogi nie zejdziemy. Europa przyniosła nam postęp w wielu dziedzinach. Za to jesteśmy Europie wdzięczni i teraz możemy ją wyrazić głosując – przekonywał Aleksander Kwaśniewski.

– Wspominam ten szczególnie smutny moment, jakim było wyprowadzenie flag europejskich z kancelarii polskiego premiera, pisowskiego premiera. Można powiedzieć, że to tylko symbol, ale to aż symbol – mówił z kolei Bronisław Komorowski.

Schetyna: Prosimy o ostatni tydzień zaangażowania

– KE powstała po to, aby przywrócić nam wszystkim nadzieję, Polskę Europie – mówił Grzegorz Schetyna, który dziękował w swoim wystąpieniu wszystkim tym, dzięki którym powstała Koalicja Europejska.

– Przyjechaliśmy po to, aby powiedzieć, że jesteśmy gotowi, aby prosić o ostatni tydzień dobrych emocji, entuzjazmu i zaangażowania, żebyśmy mogli się cieszyć wieczorem 26 maja – mówił lider PO.

Katarzyna Lubnauer, szefowa Nowoczesnej, mówiła: – Zwracam się do kobiet, 100 lat temu dostałyśmy prawa wyborcze, skorzystajmy z tego! Nie pozwólmy, by zadecydował za nas wieczny kawaler!

Lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz mówił m.in. o wadze wyborów jesiennych do polskiego parlamentu: – Te wybory to rzeczywiście wielki wybór, ale to dopiero pierwsza tura. Druga będzie jesienią. Musimy wygrać wybory europejskie, żeby zwyciężyć na jesieni. Dla nas nie jest ważna tylko jedna pora roku, a cały rok.

Na scenie razem z liderami Koalicji Europejskiej przemawiali także prezydenci miast i samorządowcy, m.in. Hanna Zdanowska, prezydent Łodzi Jacek Jaśkowiak, prezydent Poznania, a także przedstawiciele organizacji pozarządowych i stowarzyszeń.

Za tydzień PiS może zaglądnąć w oczy widmo porażki i pojawić się cień krat więziennych.

Depresja plemnika

Od dziewięciu lat partia rządząca wykorzystuje katastrofę w Smoleńsku, grając na emocjach wyborców. Miesięcznice, komisje, symulacje lotu, dochodzenie prawdy, to stały element polityki PiS. Jednak jak się przekonujemy, to tylko fasada, za którą zwyczajnie nic nie ma.

Okazuje się bowiem, że ostatnim przedstawicielem rządu, który był na miejscu katastrofy jest nikt inny, jak znienawidzony przez partię rządzącą – Donald Tusk.

Było to dokładnie 10 kwietnia 2010 r., czyli w dniu tragedii. Od tamtej pory nikt wyżej postawiony nie kwapił się do tego, by w Smoleńsku oddać honor ofiarom.” Te dość bulwersujące informacje zostały pozyskane przez posła PO, Krzysztofa Brejzę, który wystosował pytanie o obecność przedstawicieli polskiego rządu w Smoleńsku w rocznice katastrofy.

Odpowiedź szokuje, bo nikt z przedstawicieli Zjednoczonej Prawicy nie oddał hołdu ofiarom w ciągu czterech minionych lat. „W tym roku jedynym oficjalnym przedstawicielem Polski w Smoleńsku, w rocznicę tragedii, był ambasador RP w Moskwie – Włodzimierz…

View original post 813 słów więcej

 

12 lat temu zamordowano Barbarę Blidę

12 lat od śmierci Barbary Blidy, tak naprawdę zamordowanej przez kołtunów – Ziobrę i Kaczyńskiego, dzisiaj ci sami mordują demokrację i Polskę.

Depresja plemnika

„Jarosław Kaczyński zobowiązuje się zapłacić na rzecz Geralda Birgfellnera kwotę 50 tys. zł wraz z odsetkami ustawowymi za opóźnienie od dnia 21 marca 2019 r. do dnia zapłaty, w terminie 7 dni od zawarcia ugody tytułem zwrotu nienależnego świadczenia, które przyjął od Geralda Birgfellnera w gotówce w dniu 7 lutego 2018 r.” – takiej treści ugodę sądową zaproponował prezesowi PiS Gerald Birgfellner i oddał sprawę w ręce wymiaru sprawiedliwości.

Jak informuje „Gazeta Wyborcza” austriacki biznesman Gerald Birgfellner złożył do sądu wniosek o wezwanie Jarosława Kaczyńskiego do dobrowolnego zwrotu 50 tys. zł.

Pieniądze, które wcześniej przekazał prezesowi PiS, miały być zapłatą dla księdza z fundacji Instytut im. Lecha Kaczyńskiego. Po duchownym ślad wszelki zaginął, a prezes z uporem nie odbiera listów poleconych z wezwaniem do zwrotu pieniędzy.

Na wezwanie sądu prezes PiS będzie musiał się już stawić. Jeśli tego nie zrobi, sąd może zaocznie nakazać mu zwrot pieniędzy.

W piśmie, które…

View original post 1 008 słów więcej

Prokurator Śpiewak to przedstawicielka bezprawia PiS

Sprawa z aferą wokół tkwi w prokuraturze. Do tej pory nie wezwano J.Kaczyńskiego na przesłuchanie. Czy dlatego, że jak sam stwierdził: „śledztwo w sprawie Srebrnej nie ma sensu”? A prokurator prowadząca tę sprawę otrzymała awans od Z. Ziobry. Za jakie zasługi?

PO domaga się odsunięcia prokurator Śpiewak od sprawy Kaczyńskiego z zawiadomienia Birgfellnera. Tomczyk: Państwo zostało sparaliżowane przez srebrny układ polityczny

Składamy dzisiaj z posłem Tomczykiem wniosek o wyłączenie prokurator Śpiewak z postępowania sprawdzającego, z racji tego, że zachodzi uzasadnione podejrzenie co do braku jej obiektywizmu i bezstronności w sprawie. Do prokuratorów stosuje się odpowiednio przepisy dot. sędziów. Pani prokurator powinna być wyłączona z postępowania” – mówił na konferencji prasowej w Sejmie Krzysztof Brejza z PO – „Jesteśmy ciekawi, co jest zawarte w uzasadnieniu awansu dla pani Śpiewak, jakie decyzje albo brak jakich decyzji”.

Dzisiaj prokuratura nie zajmuje się stawaniem po stronie obywatela, po stronie interesu publicznego. Dziś te instytucje stają po stronie srebrnego układu Kaczyńskiego. Państwo zostało sparaliżowane przez układ polityczny, który działa, a my musimy zrobić wszystko, żeby państwo uchronić, dlatego mówimy o wielkim wyborze w maju i na jesieni” – dodawał Tomczyk.

Kaczyński beknie za korupcję, a prokurator Śpiewak ostatecznie jest skompromitowana. Powinna być odsunięta od wykonywania zawodu.

Depresja plemnika

Austriacki biznesmen Gerald Birgfellner po raz pierwszy publicznie zabrał głos w sprawie afery Srebrnej. „Gazecie Wyborczej” ujawnił szczegóły współpracy z prezesem PiS, którego oskarża o oszustwo przy projekcie budowy bliźniaczych wież na działce spółki Srebrna w centrum stolicy.

 „Kaczyński zabiegał o to, by nikt mnie nie znał. Nawet premier. Żałuję, że mu zaufałem” – powiedział biznesmen. – „Wiedział, że jego ludzie nie są w stanie podołać takiemu zadaniu. Mówił mi, że to jego wielka idea. Że próbował ruszyć tę inwestycję od 15 lat, ale nikt nie był w stanie jej zrealizować. Jego ludzie tylko o tym gadali”. Dlatego o projekcie wielokrotnie rozmawiał z nim sam na sam. – „Raporty zawsze składałem bezpośrednio Kaczyńskiemu, nie ludziom ze Srebrnej” – ujawnił. „Czasami musiałem czekać w kuchni, by ludzie w poczekalni mnie nie widzieli” – dodał, relacjonując szczegóły współpracy z Kaczyńskim.

To nie wszystko. Austriak twierdzi, że prezes PiS w 2017 r…

View original post 2 110 słów więcej