Archiwa tagu: Poznań

Twarze Kaczyńskiego zawsze kłamliwe

Niezależnie od trudności z ukształtowaniem ostatecznych list w wyborach do PE, doprowadzenie do utworzenia Koalicji Europejskiej to niewątpliwie sukces Grzegorza Schetyny. Tak szerokie porozumienie nie udało się wcześniej żadnemu liderowi partii opozycyjnej i wygląda na to, że działania przewodniczącego Platformy Obywatelskiej budzą respekt nawet wśród osób jednoznacznie kojarzonych z obecnym obozem rządzącym.

Sukces lidera KE komentował były rzecznik prezydenta Andrzeja Dudy Krzysztof Łapiński. – Grzegorz Schetyna zrobił dość istotną rzecz. Zjednoczył opozycję. Będzie jedna, główna lista opozycji i to przede wszystkim jego sukces, bo on na to pracował, on w tej sprawie chyba najwięcej zrobił. Pewnie w jakiś sposób to zjednoczenie odbyło się na jego warunkach. Nie chcę mówić, czy podporządkował czy nie, bo aż tego tak nie znam, ale na pewno to zjednoczenie odbyło się na jego warunkach i pewnie on był tą osobą, której i najbardziej zależało na tej koalicji i która też pewnie najwięcej na tę chwilę na tym zyskuje – stwierdził w rozmowie z Jackiem Prusinowskim w Radiu Plus.

fekty stworzenia tak szerokiego porozumienia wyborczego widać także w sondażach. W kolejnym regionalnym sondażu, tym razem z Pomorza, KE gromi PiS, co niewątpliwie wprowadzi dużą nerwowość na Nowogrodzkiej. Opozycja prodemokratyczna nie zamierza jednak poprzestawać w swoich działaniach i opublikowała spot wyborczy, w którym kładzie tamę kłamstwom lidera Prawa i Sprawiedliwości o tym, że to PiS jest partią, która nie dzieli Polaków na lepszych i gorszych. 

Spot obejrzycie tutaj >>>

Przypomniane zostały najbardziej znane wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego, które pokazują coś zupełnie innego. “My jesteśmy tam gdzie wtedy, oni tam gdzie stało ZOMO”, “To nie są ludzie, którzy mają sprawne głowy”, “Bo jesteśmy panami, w przeciwieństwie do niektórych innych”, “… tego najgorszego sortu Polaków. I ten najgorszy sort, właśnie w tej chwili jest niesłychanie aktywny”, “Nie wycierajcie sobie swoich mord zdradzieckich (…), jesteście kanaliami”, “aferzyści, gangsterzy”, “z jednej strony ból tej lepszej części narodu”, “cała Polska z Was się śmieje, komuniści i złodzieje”, “jesteśmy jednak z troszeczkę innej półki, tej wyższej trochę”. Spot kończy podsumowanie fałszywego obrazu Jarosława Kaczyńskiego, który po raz kolejny przed wyborami próbuje pokazywać się z lepszej strony licząc na to, że Polacy znów dadzą mu się nabrać. “Udaje świętego, bo idą wybory. Nie daj się oszukać” – apeluje Koalicja Europejska do polskiego wyborcy.

Już za niewiele ponad miesiąc możemy pójść do urny wyborczej i pokazać, że kłamstwa lidera PiS już na Polaków nie działają. Idźmy więc tłumnie.

PiS trzeba znokautować i posłać drani do sądu, aby zwyciężyło prawo i sprawiedliwość.

Depresja plemnika

Wszystko zaczęło się w lutym 2016 roku. Wówczas funkcjonariusze ABW dokonała spektakularnego nalotu na agencje towarzyskie, prowadzone przez dwóch braci Ukraińców.

Panowie zostali zatrzymani, a wraz z nimi dwaj naczelnicy Centralnego Biura Śledczego Policji, w tym i Daniel Ś., szef wydziału gospodarczego, oskarżony o ochronę biznesu obu braci, czerpanie korzyści majątkowych, pomoc w czerpaniu korzyści z nierządu.

Sprawa wydawałaby się prosta, gdyby nie taśmy, na których zarejestrowano 4 tysiące nagrań wizyt w agencjach towarzyskich m. in. polityków, wiceministra obrony, arcybiskupa i szefa jednej z komend policji. Do jednej z tych taśm dotarł były agent CBA, Wojciech J. i teraz trwa wojna na argumenty między nim a szefami CBA.

Pełnomocniczka Wojciecha J., mec. Bosak-Kruczek potwierdza, że jej klient „widział nagranie. Był to oryginał. Kopia zapewne jest zabezpieczona, ale dla dobra śledztwa nie możemy udzielić żadnych informacji”. To właśnie na tej taśmie widać znanego polityka PiS, który korzysta…

View original post 890 słów więcej

Reklamy

Kaczyński ma powód do Polexitu – europejskie choroby

– Idziemy do przodu po to, by Polska stała się państwem europejskim w całym tego słowa znaczeniu, bo my nie musimy przyjmować europejskich chorób – mówił dziś prezes PiS Jarosław Kaczyński. Podkreślał, że Polska musi doganiać, a nawet przeganiać te kraje, które zostały bardziej uprzywilejowane przez historię.

Choroba Kaczyńskiego się pogłębia, rozwija. PiS nie zamierza respektować wyroków Trybunału Sprawiedliwości UE, a zatem będą nałożone sankcje, co spowoduje Polexit. Oprócz tego zaczął się kryzys ekonomiczny, bardzo szybko odbije się to na polskiej gospodarce.

>>>

W setną rocznicę odzyskania niepodległości – wbrew zapowiedziom – nie odbędzie się w Warszawie ponadpolityczny marsz. Alternatywne obchody organizuje prezydent Poznania. Pojawi się tam Bronisław Komorowski, a teraz zaproszenie otrzymał Donald Tusk. Dzień wcześniej będzie on w Łodzi.

Więcej >>>

Morawiecki kulawą kaczką

„Przed 22 w sztabie PiS pojawił się Zbigniew Ziobro. W kuluarach słychać, że został wezwany przez prezesa Kaczyńskiego” – napisał na Twitterze Patryk Michalski z RMF FM. Podobną informację podał Jacek Gądek z gazeta.pl.

„Po zakończeniu wieczoru wyborczego w siedzibie PiS na Nowogrodzkiej nagle pojawił się minister Zbigniew Ziobro. Nie był chętny do rozmowy z dziennikarzami. W szeregach PiS jest nieskrywana pretensja do Patryka Jakiego i Zbigniewa Ziobry o porażkę w I turze” – napisał Gądek.

Przypomnijmy, że oficjalnie Jaki jest bezpartyjny. Tydzień przed wyborami złożył rezygnację z członkostwa w Solidarnej Polsce – partii Ziobry. Trudno jednak wierzyć w jego apolityczność, choćby z tego powodu, że tuż po debacie telewizyjnej wsiadł do autokaru z napisem „PiS”.

Internauci oczywiście komentowali nieoczekiwaną wizytę Ziobry na Nowogrodzkiej. – „Ależ panie prezesie! To nie moja wina – Patryk Jaki nie należy do mojej partii. On przecież jest bezpartyjny!”;

„Dostanie polecenie przygotowania wniosku do TK w sprawie niezgodności wyników wyborów z Konstytucją”; – „Znajomy wróbelek z Nowogrodzkiej: Gowinowcy już zacierają ręce. Zbychu i Mateusz w niełasce, a Patryk – pstryk! i znikł”; – „Pan Migalski przewiduje, że prezes kogoś poświęci: albo Morawieckiego, albo Ziobro. Stawiam na Ziobro”.

Sędziowie wysłani przez Andrzeja Dudę na przedwczesną emeryturę stawili się w poniedziałek w Sądzie Najwyższym. – Wracam do pracy – zapowiedział prezes Izby Karnej Stanisław Zabłocki. – Życie jest piękne – mówiła pierwsza prezes Małgorzata Gersdorf.

Na wracających czekało kilkadziesiąt osób. Skandowali „Konstytucja”. Trzymali flagi Obywateli RP. – Witamy wybranych zgodnie z konstytucją sędziów – mówili. – Pierwszą noc od trzech lat dobrze przespałam – stwierdziła mieszkanka Warszawy, nawiązując do wyników wyborów samorządowych. PiS przegrał je w największych miastach.

– Dzień dobry, dziękuję – witał manifestujących prezes Izby Karnej Stanisław Zabłocki, wjeżdżając na teren sądu. – Wracam do pracy, oczywiście. Jeśli tylko będziemy mogli pracować, będziemy pracować – dodał.

– Życie jest piękne – usłyszała na powitanie pierwsza prezes Małgorzata Gersdorf. – Życie jest piękne – zgodziła się. – Na razie jesteśmy wygrani. Zobaczymy, co będzie potem, ale na razie jest dobrze – powiedziała.

Ilu sędziów wróciło dziś do pracy? – Nie ze wszystkimi udało nam się skontaktować. To nie będzie nawałnica. Na razie muszę spotkać się z prezesami – powiedziała Gersdorf.

Kaczyński zjeżdża z górki na pazurki wprost do kuwety

TVN 24 podało wyniki late pool. Różnią się one od tych opublikowanych tuż po zamknięciu lokali wyborczych.

Czytaj relację na żywo

Jak pokazują wstępne wyniki, frekwencja wyniosła 53,4 proc. Całościowe wyniki wyborów poznamy we wtorek lub środę.

W Warszawie w pierwszej turze – pokazują sondaże – zwyciężył kandydat Koalicji Obywatelskiej Rafał Trzaskowski (54,1 proc.). Podobnie jak kandydaci Koalicji Obywatelskiej w innych miastach: Hanna Zdanowska w Łodzi (70,1 proc.) czy Jacek Jaśkowiak w Poznaniu (56,6 proc.).

Koalicja Obywatelska zwycięża w dużych miasta, często w I turze, z drugiej strony Zjednoczona Prawica wygrywa w sejmikach, choć opcja koalicyjna KO i PSL ma większe poparcie. – PiS ma poważny problem strukturalny w dużych miastach, nie tylko w Warszawie. A to jest przyczynek do bardzo poważnych rozważań, czy my nie pękamy jako społeczeństwo. Być może zaczyna przypominać społeczeństwo amerykańskie, które jest całkowicie podzielone na Republikanów i Demokratów – komentuje dr Marek Migalski.

JUSTYNA KOĆ: Bardzo dobry wynik w Warszawie dla Rafała Trzaskowskiego. To dobry prognostyk dla Koalicji Obywatelskiej?

DR MAREK MIGALSKI: To pokazuje, że nawet bardzo dobra kampania Patryka Jakiego była bez znaczenia, bo dostał zaledwie 4 punkty procentowe więcej niż Sasin 4 lata temu. Strukturalnie jest tak, że nie da się pewnych rzeczy przeskoczyć, bo to jest taki, a nie inny elektorat. Widać, że nastąpiła ogromna mobilizacja warszawiaków, bo to zwycięstwo Trzaskowskiego trzeba połączyć z wysoką frekwencją wyborczą w Warszawie. To pokazuje, że

na warszawiaków nie zadziałał ten szantaż, który całkiem otwarcie zastosował pan Guział odnośnie do funduszy dla samorządów. Warszawiacy pokazali, że w ten sposób z nimi postępować nie można i nie będą akceptować tego rodzaju polityki.

Sondaże dają wygraną KO w pierwszej turze w dużych miastach. Oprócz Warszawy to Łódź, Lublin, Poznań, prawdopodobnie Wrocław. 4 lata temu liberalni kandydaci nie mogli liczyć na takie poparcie. Co to oznacza?
To pokazuje, że PiS ma poważny problem strukturalny w dużych miastach, nie tylko w Warszawie. A to jest przyczynek do bardzo poważnych rozważań, czy my nie pękamy jako społeczeństwo. Z jednej strony są duże miasta, w których PiS nie ma szans, a z drugiej strony jest polski interior, polska prowincja, gdzie w wielu miejscach liberalni kandydacie nie mają szans z PiS-em. To pokazuje, że

nasze społeczeństwo, być może, zaczyna przypominać społeczeństwo amerykańskie, które jest całkowicie podzielone na Republikanów i Demokratów.

Ten przykład Warszawy to pokazuje. Duże miasta, aglomeracje są liberalne, a prowincja konserwatywna.

32,3 dla PiS, 24,7 dla Koalicji Obywatelskiej, 16,6 dla PSL (to bardzo dobry wynik ludowców). Prezes Kaczyński mówił: wygraliśmy po raz czwarty.
To było przewidywane i mówiłem o tym już wcześniej, że PiS dostanie 1/3 a KO 1/4 głosów. To oznacza, że obydwie partie będą mogły ogłosić sukces. Z jednej strony PiS wygrało te wybory, a z drugiej KO powstrzymała marsz PiS-u w samorządach, bo większość w większości sejmików będzie oparta o dotychczasową współpracę KO czy PO z PSL. Wysoki wynik PSL to zapewni. Tu obydwie strony będą mogły ogłosić swoje zwycięstwo.

PiS wygrało w liczbach bezwzględnych, a KO będzie mówiła, że obroniła Polskę przed marszem PiS, ponieważ w zdecydowanej większości z 16 województw przetrwa koalicja PO-PSL.

5,7 proc. dla SLD. To dobry wynik dla partii Czarzastego?
Bardzo słaby. Apetyty SLD były znacznie większe. O ile PSL dostało więcej głosów niż się spodziewało, to SLD dostało mniej niż wszyscy się spodziewali. SLD miało nadzieje na 7-8, być może nawet 10 proc. Jedyne, z czego mogą się cieszyć, że są ciągle hegemonem na lewicy, dlatego że ich konkurenci, czyli partia Razem, dostała od nich jeszcze mniej. W jakimś sensie wygrali więc walkę o dominację na lewicy. Niemniej

SLD na pewno jest rozczarowane, że ich radni nie zawsze będą potrzebni do stworzenia koalicji.

W sztabie PiS-u zaraz po prezesie Kaczyńskim przemawiał premier Mateusz Morawiecki, twarz tej kampanii. To oznacza, że wynik PiS-u jest zadowalający, a akcje premiera ciągle wysoko stoją?
Rzeczywiście w ostatniej części kampanii wyborczej widać było, że szukają winnego, pewnie wiedzieli, jaki wynik osiągną. Widać było, że Morawiecki zastawia pułapki na Zbigniewa Ziobrę, a minister sprawiedliwości na Morawieckiego. Zatem

od woli Jarosława Kaczyńskiego będzie zależało, kto poniesie konsekwencje za ten jednak słabszy wynik niż oczekiwano.

Przez ostatnie kilka dni w konflikcie wewnątrz PiS-u widać było, że prezes stoi za premierem Morawieckim. To, że pozwolił mu wystąpić na konwencji, oznacza, że w dalszym ciągu będzie go popierał.

Teraz Kaczyński zjedzie z górki na pazurki – wprost do kuwety. Miau, miau.

Jerzy Zelnik na chwilę otrzeźwiał z PiS. Historia kołka w płocie

Ładny tytuł i zdjęcie

>>>

Krystyna Pawłowicz wykonała łamane salto do tyłu z podwójną śrubą z pozycji kucznej, niestety w basenie wody nie było. Pis jej mać

Gdy mamy do czynienia z taką sytuacją, jak po wczorajszym ogłoszeniu prognozowanych wyników wyborów, czyli gdy wszyscy są pozornie zadowoleni i wszyscy główni gracze ogłaszają wyborczy sukces, należy do sprawy podejść w sposób niestandardowy. Bo choć deklaracje zwycięstwa padają zarówno ze strony Prawa i Sprawiedliwości, Koalicji Obywatelskiej oraz Polskiego Stronnictwa Ludowego, to tylko jedno ugrupowanie zachowuje się jak rozkapryszone dziecko, które wyraźnie z przegraną poradzić sobie nie potrafi. 

Politolodzy nie mają wątpliwości – wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego po ogłoszeniu sondażowych wyników nie brzmiała jak mowa zwycięska.

– Musimy zachować spokój, ale jeśli to, co jest w tej chwili, będzie potwierdzone, przynajmniej generalnie (…), to będziemy mogli starać o władze w wielu miejscach, jeżeli chodzi o sejmiki samorządowe. Będziemy mogli w pewnych ważnych miastach walczyć w drugiej rundzie i jednocześnie będziemy musieli, i to jest mój główny przekaz, bardzo ciężko pracować w ciągu kolejnego roku, także po to, by w ostatnich momentach przed wyborami nie spadały na nas różne ciosy – mówił po ogłoszeniu sondażowych wyników wyborów prezes PiS.

W sieci natomiast aż roi się od komentarzy pełnych rozczarowania werdyktem wyborców, obrażających wyborców w dużych miastach czy wręcz doszukujących się spisku czy potencjalnego fałszerstwa. Takie głosy można przeczytać zarówno z ust redaktor naczelnej portalu wpolityce.pl Marzeny Nykiel, marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego czy posłanki PiS Krystyny Pawłowicz.

Nic dziwnego, że politycy partii rządzącej oraz funkcjonariusze zależnych od nich mediów czują rozczarowanie. “Dobra zmiana” wczoraj poległa, a rozmiary tej porażki dopiero ujrzą światło dzienne, gdy spłyną ostateczne wyniki z sejmików. Choć wyniki exit poll pokazują ich wygraną w 9 sejmikach wojewódzkich (w 2014 roku w 5), to dosyć płaskie wyniki oznaczają, że w zdecydowanej większości z nich PiS będzie zmuszone szukać koalicjanta., Biorąc natomiast pod uwagę kolejny świetny wynik PSL (ponad 16% w skali kraju, w większości zapewne tak jak w 2014 roku na wschodzie) oraz deklarację prezes Władysława Kosiniaka-Kamysza, że z PiS w żadne koalicje nie wejdą, władza w sejmikach pozostanie w rękach niepisowskich.

Marsz po władzę na najniższym poziomie ogólnopolskim został powstrzymany, a planowanego Budapesztu w Warszawie (czyli ekspansji władzy do większości konstytucyjnej) już nie będzie. W przeciwieństwie do Węgier, władzy centralnej, mimo gigantycznych środków finansowych oraz nieprawdopodobnie ofensywnej polityki wewnętrznej nie udało się zlikwidować opozycji ani zyskać nowych wyborców. Wśród najbardziej krewkich polityków obozu rządzącego musi panować poczucie wielkiego rozczarowania, być może też przekonanie, że użyto zbyt łagodnych środków w zwalczaniu przeciwników politycznych. I właśnie w takie tony uderzyła Krystyna Pawłowicz, z której wpisu wynika, że za klęskę swojego ugrupowania obwinia media prywatne, dlatego pierwszym krokiem po wyborach powinno być właśnie uderzenie w takie redakcje jak Onet czy TVN24.

Wygląda zatem na to, że czekają nas bardzo gorące miesiące w polskiej polityce. Obóz władzy może bowiem albo spróbować “domknąć” otwarte fronty sporu politycznego, nawet wbrew zdrowemu rozsądkowi, opinii publicznej i działaniom instytucji unijnych (tak jak w przypadku Sądu Najwyższego), albo zrobić wielki krok wstecz, wycofać się z toczonej wojny polsko-polskiej i liczyć na najniższy wymiar kary. Każdy z wybranych scenariuszy napotka na opór nawet wewnątrz Prawa i Sprawiedliwości. I to chyba najważniejszy skutek wczorajszych wyborów.

Głupawka pisowskich polityków nieoceniona. Pawłowicz: „Kody przewodniczyły komisjom chuliganeria i zadymiarze liczyli w Warszawie głosy.Nie mam zaufania do ich uczciwości.”

PiS z pewnością przegrał wybory samorządowe, teraz tylko obsuwa

„Chcę podziękować mieszkańcom Warszawy za tak wielki kredyt zaufania, którym mnie obdarzyli”– powiedział Rafał Trzaskowski.

Rafał Trzaskowski wygrał wybory prezydenckie w Warszawie już w pierwszej turze. Uzyskał 54,1 proc. poparcia. Jaki uzyskał 30,9 proc.

W Łodzi Hanna Zdanowska zdetronizowała kandydata PiS i uzyskała 70,1 procW Poznaniu też wygrał w pierwszej turze Jacek Jaśkowiak 56,6 proc.

Według sondażu Ipsos dla w wyborach do sejmików wojewódzkich w skali kraju: PiS – 32,3 proc. ; Koalicja Obywatelska – 24,7 proc.; PSL – 16,6 proc.; Kukiz’15 – 6,3 proc.; Bezpartyjni Samorządowcy – 6,3 proc.; SLD-Lewica Razem – 5,7 proc.

Frekwencja według sondażu wyniosła 51, 3 proc.

„To nie jest komunikat o zwycięstwie” – tak politolodzy w studiu TOK FM komentowali słowa Jarosława Kaczyńskiego wypowiedziane tuż po ogłoszeniu sondażowych wyników wyborów samorządowych.

W skali kraju wyniki do sejmików wojewódzkich wyglądają tak: PiS – 32,3, KO- 24,7, PS L- 16.6, Kukiz 6,3, Bezpartyjni – 6,3, SLD – Lewica Razem 5,7 proc, Wolność – 1,5, Razem – 1,4.

– Musimy zachować spokój, ale jeśli to, co jest w tej chwili, będzie potwierdzone, przynajmniej generalnie (…), to będziemy mogli starać o władze w wielu miejscach, jeżeli chodzi o sejmiki samorządowe. Będziemy mogli w pewnych ważnych miastach walczyć w drugiej rundzie i jednocześnie będziemy musieli, i to jest mój główny przekaz, bardzo ciężko pracować w ciągu kolejnego roku, także po to, by w ostatnich momentach przed wyborami nie spadały na nas różne ciosy – mówił po ogłoszeniu sondażowych wyników wyborów prezes PiS, Jarosław Kaczyński.

Słowa o tym, że „należy zachować spokój”, komentowali politolodzy obecni z studiu TOK FM. – To nie jest komunikat o zwycięstwie – stwierdził prof. Andrzej Rychard, a prof. Antoni Dudek powiedział tylko: To znaczy, że jest źle.

– Powiedzmy sobie jasno: PiS startował z poziomu jednego sejmiku na 16, czyli gdyby nawet w tylko trzech przejął władzę, prezes ogłosi: trzykrotnie zwiększyliśmy nasze siły w sejmikach – komentował prof. Dudek.

– Po trzech latach bardzo agresywnej polityki, walki o te samorządy (…) nagle się może okazać, że PiS ugrał bardzo niewiele. Zdobycie przy tej skali zaangażowanych sił i środków, powiedzmy – dwóch, góra trzech województw, to nie jest sukces, tylko to jest porażka

– podsumował politolog.

Eksperci odnosili się również do słów prezesa PiS na temat ciosów, jakie spadać miały na Prawo i Sprawiedliwość na ostatnim etapie kampanii wyborczej. Zdaniem Antoniego Dudka, partii rządzącej nie pomógł np. zaprezentowany na ostatnim etapie wyścigu przedwyborczego spot, odnoszący się do uchodźców.

Zdaniem prof. Dudka, to wideo nie pomogło PiS, zwłaszcza w dużych miastach. – Mam wrażenie, że tu będzie spiskowa teoria – że to chodziło o taśmy z udziałem premiera Morawieckiego, że pewnie ten Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej był tu czynny – wyliczał.

Morawiecki zostanie oceniony surowo

„Jednym z najlepszych wyników w historii III RP” – tak Mateusz Morawiecki ocenił wynik komitatu PiS. Jednak zdaniem prof. Dudka, premier, który był twarzą kampanii partii rządzącej, zostanie oceniony surowo. – To nie jest sukces i prezes doskonale o tym wie – stwierdził. Jarosław Flis wprost wskazał, że za wynik wyborczy PiS odpowiedzialny jest Jarosław Kaczyński. – Teraz pan prezes się będzie musiał zastanowić, czy z tym nieco zużytym koniem Morawieckim iść w bój przez najbliższy rok, czy go jednak wymieniać. To będzie najciekawsze i to się, moim zdaniem, rozstrzygnie w ciągu miesiąca – dodał Antoni Dudek.

Eksperci zgodzili się, że PiS będzie musiało tłumaczyć, dlaczego mimo wygranej, wynik jest niższy niż ten, którego się spodziewano. Zdaniem Antoniego Dudka – jest ekwilibrystyka, która polega na wmawianiu, że wynik procentowy do sejmików jest ważniejszy od tego, w ilu sejmikach się rządzi. – Ja nie wykluczam, że za rok PiS dostanie w wyborach parlamentarnych najwięcej głosów, ale nie będzie rządził, bo powstanie „kordonowa koalicja” – stwierdził prof. Dudek.

Prof. Jarosław Flis stwierdził za to, że fundamentalne znaczenie ma to, iż w Polsce – przy takim rozbiciu partyjnym – nie da się samodzielnie wygrać wyborów. – To, że się ma zamknięte wszystkie drzwi do wszystkich potencjalnych koalicjantów, w szczególności do PSL, jest różnicą w stosunku do Orbana. Jego Fidesz jest w koalicji z Partią Drobnych Rolników, czyli tamtejszym PSL-em i na tym się m.in. opiera jego siła – podkreślał.

Wyniki wyborów samorządowych 2018 według sondaży

„Po wojnie, którą rozpętał ze wszystkimi ugrupowaniami – przede wszystkim z Koalicją Obywatelską, ale także z Polskim Stronnictwem Ludowym – wiadomo, że tutaj nie ma możliwości współpracy. To jest to, co spotkało PiS cztery lata temu – nie będą rządzić w sejmikach wojewódzkich, to już dzisiaj widać” – powiedział Grzegorz Schetyna w Polsat News. Wygrana PiS w sejmikach wcale nie oznacza, że będzie w nich rządził. Trzeba przypomnieć rok 2014 r. Wtedy PiS wygrał w pięciu województwach: łódzkim, małopolskim, mazowieckim, podlaskim i podkarpackim. Jednak koalicję, która pozwalała na rządzenie, zbudował tylko na Podkarpaciu, o którym mówi się, że jest bastionem PiS.

W obecnych wyborach PiS wygrał wybory do sejmików w 9 województwach: dolnośląskim, lubelskim, łódzkim, małopolskim, mazowieckim, podkarpackim, podlaskim, śląskim i świętokrzyskim. Koalicja Obywatelska z kolei wygrała w województwach: kujawsko-pomorskim, lubuskim, opolskim, pomorskim, warmińsko-mazurskim, wielkopolskim i zachodniopomorskim – wynika z sondażu Ipsos.

Grzegorz Schetyna już zapowiedział, że dotychczasowa współpraca z PSL w sejmikach województw będzie kontynuowana. – „Będziemy budować koalicję, jestem umówiony z prezesem PSL Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem. Zrobimy wszystko, by móc kontynuować tę koalicję, która od 12 lat funkcjonuje w sejmikach” – powiedział lider PO.

Rafał Trzaskowski, kandydat Koalicji Obywatelskiej, wygrywa w I turze i został prezydentem Warszawy. Uzyskał 54 proc. poparcia, a jego konkurent Patryk Jaki z PiS-u tylko 30 proc. To nie jedyne zaskoczenie tych wyborów. Na Hannę Zdanowską z PO w Łodzi zagłosowało aż 70 proc. wyborców. Kandydaci opozycji nokautują PiS w miastach. W wyborach do sejmików partia rządząca zdobyła najwięcej głosów, ale Koalicja Obywatelska razem z PSL-em i tak o 9 proc. więcej. To dane z pierwszych wyników sondażu exit poll dla TVN, Polsat i TVP. Frekwencja wyniosła 51,3 proc., a to najlepszy wynik w historii wyborów samorządowych od 1990 roku. – To wielki dzień, ale to początek drogi. To pierwszy krok ku zwycięstwu. Zbudowaliśmy skuteczną koalicję anty-PiS – cieszył się podczas wieczoru wyborczego KO lider PO Grzegorz Schetyna. Prezes PiS prosi za to o „zachowanie spokoju”.

Trzaskowski prezydentem Warszawy

– Chciałem podziękować warszawiakom i warszawiankom, bo to dzięki nim mogę świętować ten sukces. Mam nadzieję, że te wyniki się potwierdzą. Dzięki setkom rozmów udało się zarobić na ten wielki kredyt zaufania, który zobowiązuje do bardzo ciężkiej pracy – mówił podczas wieczoru wyborczego KO Rafał Trzaskowski.

Wedle sondażowych wyników kandydat Koalicji Obywatelskiej na prezydenta Warszawy zdobył 54,1 proc. głosów. Jego główny rywal, czyli Patryk Jaki, który kandydował z list PiS, otrzymał 30,9 proc. głosów.

Rafał Trzaskowski podziękował też liderom i liderkom Koalicji Obywatelskiej, bo „bez nich nie byłoby tego sukcesu”. Podziękował też Grzegorzowi Schetynie: – Rok temu ta osoba zapytała, czy będę ciężko pracował przez cały czas. Powiedziałem „tak”, a on „no dobra, to jedziemy dalej”. Tą osobą jest Grzegorz Schetyna.

„To wielki dzień. Współpraca ma sens”

– To wielki dzień, ale to początek drogi. To pierwszy krok ku zwycięstwu. Zbudowaliśmy skuteczną koalicję anty-PiS. Dziękuję Polakom, którzy wzięli udział w tym święcie demokracji. Dziękuję też wszystkim, którzy kandydowali – mówił podczas wieczoru wyborczego lider PO Grzegorz Schetyna. Pogratulował też wszystkim, którzy wygrali.

Według Katarzyny Lubnauer „miasta zostały bastionem wolności”. – Mamy niezłomną Warszawę i Łódź. Dziękuję wszystkim wyborcom i kandydatom. Zrobiliście wielką pracę, to wasza zasługa – mówiła przewodnicząca Nowoczesnej.

– I co, współpraca ma sens! – cieszyła się także Barbara Nowacka, szefowa stowarzyszenia Inicjatywa Polska. Według niej „tylko zjednoczeni zwyciężymy PiS”.

Wyniki w miastach. Historyczne zwycięstwo Zdanowskiej

Hanna Zdanowska z PO zdobyła w Łodzi aż 70 proc. głosów. To jeden z wyższych wyników w kraju. PiS przez ostatni czas kampanii wyborczej próbował straszyć, że nawet jeżeli obecna prezydent Łodzi wygra wybory, to nie będzie mogła rządzić, bo ma na koncie wyrok grzywny. Jak widać, straszenie łodzian nic nie dało, a wręcz przeciwnie.

Jacek Jaśkowiak, kandydat KO i obecny prezydent Poznania, na stanowisku pozostanie. Uzyskał 56,6 proc. głosów mieszkańców Poznania.

Tadeusz Truskolaski po raz kolejny został prezydentem Białegostoku z wynikiem 51,6 proc.

Wszystko wskazuje na to, że prezydentem Wrocławia zostanie kandydat PO Jacek Sutryk. Według sondażowych wyników uzyskał 50,1 proc.

II tura będzie musiała się odbyć w Krakowie, gdzie Jacek Majchrowski, wspierany przez KO, zdobył 43,7 proc. głosów, a kandydatka PiS-u Małgorzata Wassermann 33,6 proc.

Podobnie w Gdańsku, wybory na prezydenta tego miasta nie zostały rozstrzygnięte w I turze. Z wyścigu odpadł kandydat KO Jarosław Wałęsa. Wyścig rozstrzygnie się pomiędzy obecnym prezydentem Pawłem Adamowiczem i Kacprem Płażyńskim, który kandyduje z listy PiS-u.

Sejmiki – pierwsze miejsce to nie wygrana

Według sondażu exit poll w głosowaniu do sejmików zwyciężył PiS z wynikiem 32,3 proc. Na drugim miejscu Koalicja Obywatelska z wynikiem 24,7 proc., a PSL zdobyło 16,6 proc.

W przypadku tych wyborów liczy się nie największa liczba głosów, tylko zdolność koalicyjna, której PiS nie posiada. Teraz rządzi w jednym województwie, zyskać może niewiele więcej.

Dwuprocentowy wynik KO i PSL-u i tak daje im zwycięstwo, czyli w sumie 41 proc. Ta koalicja, podobnie jak teraz, może rządzić w większości województw.

Nerwowa reakcja Jarosława Kaczyńskiego

PiS musi przegraną zamienić w zwycięstwo, a to nie jest proste. Reakcja Jarosława Kaczyńskiego wskazuje na nerwowość w sztabie PiS-u.

– Kończymy wybory wynikiem, który dobrze wróży, jeśli chodzi o przyszłość. To jest dobra wróżba – mówił Jarosław Kaczyński w pierwszym powyborczym wystąpieniu. – Musimy tutaj zachować spokój, ale jeśli to, co jest w tej chwili, będzie potwierdzone, to będziemy mogli starać się o władzę w wielu miejscach, jeśli chodzi o sejmiki samorządowe. Będziemy mogli walczyć o władzę w ważnych miastach – zaklinał rzeczywistość prezes PiS-u.

Nie było uśmiechów, była za to zachęta do ciężkiej pracy. – Będziemy musieli bardzo ciężko pracować w ciągu kolejnego roku, to jest mój główny przekaz – mówił Jarosław Kaczyński.

Komentatorzy podkreślają, że PiS przestał być teflonowy, a wyniki wyborów samorządowych mogą zwiastować początek końca „dobrej zmiany”, ale też zbrutalizowanie kampanii w następnych krokach wyborczych. Kampania wciąż trwa.

Wynik wyborów 2018. Paweł Kowal: Wynik PiS jest zły

Paweł Kowal w rozmowie z Łukaszem Kijkiem w Gazeta.pl ocenił, że wynik PiS w wyborach samorządowych wcale nie jest tak dobry, jak mogłoby się wydawać. – To zwycięstwo jest w rzeczywistości złym wynikiem, powiedziałbym nawet, że bardzo złym – mówił Kowal.

Paweł Kowal dodał, że pomimo iż sondaże exit poll pokazują, że PiS wygrał w dziewięciu województwach, ostatecznie może okazać się, że wpływ polityków Prawa i Sprawiedliwości będzie znacznie mniejszy.

– Zobaczymy, ile ostatecznie zostanie na stole. Jeśli to będzie tylko dwa czy trzy województwa, bo tak też może być, to sytuacja PiS-u może być bardzo kłopotliwa – tłumaczył.

Chodzi o spekulacje dotyczące tego, że głosy współpracujących ze sobą Koalicji Obywatelskiej i PSL mogą przeważyć nad politykami PiS.

W wyborach samorządowych w Warszawie zwyciężył kandydat Koalicji Obywatelskiej Rafał Trzaskowski – wynika z sondażu Ipsos dla TVP, TVN i Polsatu. W starciu przegrał popierany przez PiS Patryk Jaki. Telewizja Polska nie wyemitowała jednak w „Jedynce” powyborczego przemówienia polityka. 

Prezydentem Warszawy zostanie Rafał Trzaskowski – tak wynika ze wstępnych wyników exit poll pracowni Ipsos dla TVP, TVN i Polsatu. Kandydata Koalicji Obywatelskiej poparło 54,1 proc. badanych.

Główny kontrkandydat Trzaskowskiego – wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki popierany przez Prawo i Sprawiedliwość – uzyskał poparcie na poziomie 30,9 proc.

Wszystko wskazuje na to, że w Warszawie nie dojdzie więc do II tury.

Na wieczorze wyborczym Prawa i Sprawiedliwości przemówienia wygłosili prezes PiS Jarosław Kaczyński i premier Mateusz Morawiecki, którzy dziękowali wyborcom za głosy na partię w wyborach do sejmików. Tu PiS wygrał, zdobywając 32,3 proc. głosów. Przemówienia transmitował m.in. kanał TVP1.

TVP1 bez przemówienia Patryka Jakiego

Później w siedzibie swojego sztabu przemówienie wygłosił były kandydat na prezydenta Warszawy Patryk Jaki. Przemówienie rozpoczęło się ok. 21.21. Wówczas na „Jedynce” trwał jeszcze program wyborczy, jednak nie przeniesiono się do sztabu kandydata PiS.

Podczas gdy Jaki dziękował wyborcom i gratulował kontrkandydatowi, dziennikarz Michał Adamczyk w TVP1 komentował ogólnopolskie wyniki.

Transmisję z przemówienia byłego kandydata PiS na prezydenta stolicy emitowało za to m.in. TVN24. – Chciałbym powiedzieć, że mogłem zrobić coś więcej, ale to byłaby nieprawda. Zrobiliśmy wszystko, co dało się zrobić – mówił Patryk Jaki.

Wszystko wskazuje na to, że o przegranej Jakiego nie chciało informować również w mediach społecznościowych Prawo i Sprawiedliwość. Godzinę po ogłoszeniu wyników exit poll na oficjalnych kanałach partii na Facebooku i Twitterze nie umieszczono ani zdjęcia, ani cytatów z wypowiedzi Patryka Jakiego.

Kto po zamknięciu urn może czuć się wygrany? Na pewno Rafał Trzaskowski i kandydaci na prezydentów miast, którzy wygrali w pierwszej turze. Wszyscy z antypisowskiego rozdania.

Wygranym jest też PSL, które zdobyło dwucyfrowy wynik w sejmikach, choć sondaże wieszczyły ludowcom utratę terenu na rzecz PiS o znacznie większej skali. A także partia Kaczyńskiego zdobywająca większość w wyborach do sejmików i (teoretyczną) szansę na przejęcie władzy w dziewięciu sejmikach. Teoretyczną, bo zdolność koalicyjna PiS jest mała.

Dla Rafała Trzaskowskiego to awans do politycznej ekstraklasy. Zwycięstwo w pierwszej turze otwiera nowy rozdział jego kariery politycznej i kreuje na nowego lidera antypisowskiej opozycji. I, szerzej, liberalno-demokratycznej Polski.

Trzaskowski bierze Warszawę, PiS wygrywa w sejmikach [WYNIKI EXIT POLL]

Po stronie PiS te wybory także zaowocowały namaszczeniem na delfina. Jarosław Kaczyński nie pozostawił cienia wątpliwości, czyją zasługą jest wygrana PiS w sejmikach. Twarzą zwycięstwa dla prezesa jest Mateusz Morawiecki. I, analogicznie, milczenie Kaczyńskiego na temat Patryka Jakiego i jego koncertowej przegranej w Warszawie jest równoznaczne z wydaniem na niego wyroku. W roszadach na Nowogrodzkiej Jaki już nie istnieje.

Pierwsze wybory po przejęciu władzy przez PiS w 2015 roku są też ważną prognozą na nadchodzące lata wyborów parlamentarnych, europejskich i prezydenckich. Owszem wybieraliśmy w wyborach samorządowych wójtów, burmistrzów, prezydentów miast i radnych (często bezpartyjnych), ale w ostatecznym rozrachunku decydowaliśmy, czy PiS ma społeczne przyzwolenie na kontynuowanie swojej rewolucji czy nadchodzi czas kontrrewolucji.

Opozycja obywatelska mogła się dotychczas policzyć tylko na ulicach podczas demonstracji przeciwko łamaniu konstytucji i niszczeniu demokracji. Dziś policzyła się przy urnach. Pierwsze powyborcze prognozy pokazują przecięcie Polski na pół. Oznacza to walkę o każdy głos. Do przekucia warszawskiego sukcesu w ogólnopolskie zwycięstwo nie wystarczy zjednoczenie dwóch partii. Koalicja Obywatelska musi oznaczać sojusz wszystkich pozostających w opozycji do władzy.

PiS wpadł we własną pułapkę

Przewaga nad najbliższym konkurentem Tadeuszem Zyskiem kandydującym z PiS (wynik sondażowy 22,2 proc.), a także duży margines ponad granicę sondażowego błędu pozwalają zakładać, że obecny prezydent Poznania będzie kierował miastem przez kolejne 5 lat. Wszystko wskazuje też na to, że województwo wielkopolskie, w którym wygrała Koalicja Obywatelska, będzie rządzone przez opozycję, co ułatwi choćby realizację projektów z udziałem środków europejskich.

Jaśkowiak w drodze po reelekcję

PiS stracił kontakt z miastami

Wygrana Jaśkowiaka nie zaskakuje, choć były takie momenty w kampanii, kiedy wydawało się, że zwycięstwo nie będzie takie oczywiste. Zaskakuje na pewno skala sukcesu, bo ujawnia nie tylko potencjał polityczny samego kandydata, ale także katastrofalne błędy PiS na finiszu wyborczych zmagań. Próba dyskredytacji Jaśkowiaka jako prezydenta „tęczowego miasta”, który brata się z gejami i promuje homoseksualizm, a także szczucie przez lokalną TVP, która stała się tubą ohydnej ksenofobicznej propagandy, odniosły odwrotny efekt. Podobnie jak rasistowski spot antyuchodźczy wyemitowany przez PiS w ostatnim tygodniu kampanii.

Pyrrusowe zwycięstwo PiS

Po prostu PiS po trzech latach zapatrzenia w niezmiennie dobre ogólnopolskie sondaże polityczne stracił kontakt ze społeczną rzeczywistością. A już na pewno z rzeczywistością społeczną polskich miast. Te nawet jeśli są konserwatywne, to pokazały, że brzydzą się bigoterią i coraz bardziej faszyzującą retoryką państwowej propagandy. A mieszkańcy Poznania, podobnie jak innych metropolii, pokazali, iż nie boją się pogróżek ze strony Jarosława Kaczyńskiego i Mateusza Morawieckiego grożących samorządom „warczącym” na rząd.

Premia za polaryzację

W wyniku Jaśkowiaka jest więc na pewno premia za polaryzację politycznej sceny w Polsce, co przełożyło się na kampanię wyborczą w największych polskich miastach. W efekcie niewielkie szanse miały w tym roku alternatywne propozycje, np. ruchów miejskich (Dorota Bonk-Hammermeister z „Prawa do miasta” zdobyła 3,6 proc. i 2,3 proc. w wyborach do rady miasta). W rezultacie, o ile w kończącej się kadencji Jaśkowiak korzystał z poparcia ruchów, a ich przedstawiciel Maciej Wudarski był wiceprezydentem, to obecnie prezydent będzie dysponował znacznie mocniejszym mandatem.

Wybory, szansa dla ruchów miejskich

Jaki model kierowania miastem wybierze? Oczywiście, wiele jeszcze zależy od składu rady miasta – zgodnie z sondażem telewizji WTK Koalicja Obywatelska zdobyła 47 proc., a więc będzie miała większość, drugi PiS ma 21,5 proc. Na pewno możemy się spodziewać bardzo ciekawej kadencji. Jeśli Jaśkowiak dotrzyma zapewnień, że nie chce rządzić dłużej miastem niż przez dwie kadencje, wówczas wolny od konieczności walki o reelekcję i dysponując silnym demokratycznym mandatem, będzie mógł prowadzić odważną autorską politykę, nie przejmując się zbytnio nie tylko opozycją, ale nawet partyjnym zapleczem.

Czy ktoś może powiedzieć, że to są wyniki SONDAŻOWE, a komisje jeszcze nie podały wyników? Bo nadal liczą! Kryśka, zlituj się! Niedziela! Dzień święty! 🙂

W miastach ponad 500 tysięcy: 46% 22% Dlaczego? Bo w dużych miastach wyborcy nie są skazani tylko na , jak na wsiach. To jest ważny sygnał dla liberalnej sceny politycznej.

NEWSWEEK: Tuż po opublikowaniu wyników sondażu exit poll. Zwycięstwo ogłosili Jarosław Kaczyński, Grzegorz Schetyna i Władysław Kosiniak-Kamaysz. Ale kto faktycznie wygrał w niedzielę?

JAROSŁAW FLIS: Łatwiej powiedzieć kto przegrał, bo nie mam wątpliwości, że największym przegranym jest Prawo i Sprawiedliwość. Niezależnie od procentowego wyniku w skali kraju, to jeśli spojrzymy na aspiracje rządzący spodziewali się po tych wyborach znacznie więcej. Owszem PiS w porównaniu z wynikiem sprzed czterech lat poszedł do przodu i w skali kraju ma największe poparcie, ale przekonanie, że będzie nowe rozdanie w samorządach i że w Polsce lokalnej nastanie nowy porządek się nie potwierdziło.

Z kolej najbardziej pozytywnie zaskoczony wynikiem jest na pewno PSL. Gdyby przed wyborami ktoś dał przewodniczącemu tej partii 12 proc. to ten zapewne brałby taki wynik w ciemno. Tymczasem, o ile potwierdzą się wyniki sondaży ludowcy będą mieli ponad 16 proc. Wreszcie o wygranej w sensie wyborów w dużych miastach może mówić Koalicja Obywatelska. Okazało się, że potrafi wygrywać w pierwszej turze nawet tam, gdzie nie walczy urzędujący prezydent. Tak jak w Warszawie. Moim zdaniem zwycięstwo Trzaskowskiego już w pierwszej turze to największe zaskoczenie tych wyborów.

Jak bardzo dla wyniku PiS istotne było to, że są to wybory lokalne, a nie ogólnokrajowe.

– Wybory samorządowe są o wiele mniej spolaryzowane niż krajowe i jak się ma 40 proc. poparcia w ogólnopolskich sondażach, to wcale nie znaczy, że dostaje się te 40 proc. w wyborach do sejmiku. PiS popadł we własną pułapkę zamieniając te wybory w plebiscyt poparcia dla partii rządzącej. Owszem, trzeba prężyć muskuły by mobilizować elektorat, ale wtedy rosną też oczekiwania i coś może pójść nie tak. Widać to zwłaszcza w dużych miastach, gdzie zdecydowanie łatwiej było mobilizować ludzi przeciw PiS.

Niespodziewanie dobry wynik PSL i niezły Koalicji Obywatelskiej mogą sprawić, że PiS nie zrealizuje też planów przejęcia sejmików po prawej stronie Wisły.

– Z takim wynikiem rządzący utrzymają Podkarpacie i być może dostanie się najwyżej Małopolska Lubelskie i Podlasie. Natomiast o łódzkim i Mazowszu mogą zapomnieć. Rozkład sił w sejmikach będzie też bardzo zależał od tego, ile realnie mandatów zdobędzie Kukiz i bezpartyjni samorządowcy. Ci ostatni to też zwycięzcy tej kampanii. Jeśli ten komitet został wychwycony w sondażach a przecież zarejestrował listy tylko w 11 województwach to znaczy, że może być istotnym graczem w układaniu koalicji rządzących województwami. SLD takiej roli nie odegra bo i tak jeśli już wejdą to i tak przyłączą się do Koalicji Obywatelskiej i PSL, jak to wcześniej robili.

Jak ocenić wynik SLD? Liczyli chyba na więcej?

– Tak, moim zdaniem są raczej wśród przegranych. Wydaje się, że Sojusz nie będzie się liczyć w samorządach, a 5,6 proc. poparcia to jest jednak słaby prognostyk przed wyborami ogólnokrajowymi. Musimy tu jednak poczekać na wyniki, a nie sondaże z poszczególnych województw.

Wieczór wyborczy Newsweeka, Onetu i Faktu

Waldemar Mystkowski pisze o tym, co po wyborach jest najważniejsze – sądownictwo.Kleofas Wieniawa

W środowisku sędziowskim raczej nie było konfliktu między togą a liberią, bo sędziowie zachowali się nad wyraz poprawnie, oprócz niedużego odsetka służalców, których PiS wykorzystał do tzw. reformy sądownictwa.

Ta pisowska łyżka dziegciu jednak na długo zepsuła polskie prawo. Będzie ta okoliczność wykorzystywana przez przestępców, którzy z ochotą powołają na PiS, a do partii Kaczyńskiego i rządu należy też Mariusz Kamiński, do którego nieprawnie prawo łaski zastosował Andrzej Duda. Najprawdopodobniej Kamiński kiedyś pójdzie za kraty na swoje zasłużone 3 lata. O ile nie na więcej, bo to on może stać za wieloma aferami PiS, w tym podsłuchową.

Trybunał Sprawiedliwości UE przez zamrożenie przepisów ustawy o Sądzie Najwyższym o wysyłaniu sędziów SN i NSA na wcześniejszą emeryturę przywraca wiarę, że sądownictwa obroni niezależność w takiej mierze, w jakiej kodyfikuje prawo unijne.

W poniedziałkowym jazgocie wyników głosowania do samorządów zagłuszony zostanie powrót sędziów odesłanych przez PiS na emeryturę. I tak – do Naczelnego Sądu Administracyjnego wraca 8 sędziów. Prezes NSA Marek Zirk-Sadowski zapowiedział już, że będzie im wyznaczał normalne posiedzenia sądu.

I prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf nie może być usunięta. Nieważne jest ślubowanie sędziów w liberiach, które przyjął prezydent Duda, gdyż nie mogą być powołani nowi sędziowie na miejsca tych, którzy wracają do orzekania. Jasne?!

Do tej pory wiadomo o tym, że wraca siedmiu sędziów Sądu Najwyższego, pisze o tym na Facebooku sędzia Stanisław Zabłocki, prezes Izby Karnej SN.

Jak zachowa się PiS w stosunku do powracających sędziów? Będzie to bardzo ciekawe, bo jakiekolwiek rozwiązanie siłowe, zdegraduje jeszcze bardziej Polskę w  Unii Europejskiej.

Środowiska sędziowskie do tej pory zachowują się bardzo porządnie, wszak cztery najważniejsze stowarzyszenia sędziowskie Themis, Iustitia, Pro Familia i Stowarzyszenie Sędziów Rodzinnych zajęły stanowcze i jasne stanowisko o tym, że ustawy PiS i postawa prezydenta Dudy wskazują, że weszli na ścieżkę Polexitu.

W walce togi (niezależność) z liberią (służalczość) ci pierwsi wygrywają zdecydowanie. Polacy mają się z czego cieszyć, elity prawnicze ich nie zawodzą. A jeżeli tak jest, to wynik przegranej PiS jest przesądzony, niewiadomym jest tylko, kiedy Kaczyński i jego towarzystwo polegną i jak efektownie, bo może być tak, jak podobny autokrata Janukowycz na Ukrainie, który salwował się ucieczką do Rosji.

Równe prawo do wiwatów mają Grzegorz Schetyna, i Katarzyna Lubnauer, i Władysław Kosiniak Kamysz. Ten ostatni bodaj największe, bo PSL miało być w tych wyborach starte z powierzchni ziemi, więc niemal 17-procentowe poparcie to sukces i dowód, że wieś nie należy wyłącznie do PiS-u.

Od początku tej kampanii było wiadomo, że Platforma i Nowoczesna są w defensywie. Ich liderzy i wyborcy modlili się, by rozpędzony walec PiS-u nie zmiażdżył ich w mateczniku, czyli w wielkich miastach. PiS miał zresztą ku temu nieporównywalnie większe, niż wszyscy dotąd środki. Nikt przecież do tej pory w najnowszej historii wolnej Polski nie dysponował takim arsenałem. Prezydent, rząd, większość parlamentarna, spora część kościoła, na koniec upartyjnione w stopniu dotąd nie spotykanym media publiczne. Wszystko to pracowało na sukces partii Jarosława Kaczyńskiego. Jeśli dodać do tego wigor kandydatów takich jak Patryk Jaki i pracowitość „twarzy kampanii”, czyli Mateusza Morawieckiego, Koalicja Obywatelska mogła naprawdę czuć się zagrożona, a Grzegorz Schetyna miał pełną wiadomość, że walczy o życie.

Polacy wybrali

Celem więc minimum i prawdziwą stawką tych wyborów były wielkie miasta. Polska liberalna musiała je utrzymać, Polska solidarna odwojować. I właśnie to tym ostatnim się nie udało. Sukces w pierwszej turze kandydatów Koalicji Obywatelskiej w Warszawie, Poznaniu, Łodzi, Wrocławiu, Lublinie i Białymstoku, na dodatek potencjalna i prawdopodobna porażka kandydatów PiS w Gdańsku i Krakowie to sukces, który dla Schetyny i Lubnauer jeszcze dziś rano był szczytem marzeń. Swoistym fenomenem jest wygrana Trzaskowskiego w Warszawie i frekwencja, która jest dowodem wyjątkowej mobilizacji liberalnego elektoratu w Warszawie. To zarazem fantastyczna zapowiedź dla Koalicji Obywatelskiej przed serią kolejnych wyborów.

Do powyborczych problemów PiS trzeba zaliczyć także kwestię możliwości budowy większościowych koalicji w sejmikach wojewódzkich. Mimo, iż nominalnie partia prezesa Kaczyńskiego wygrała na Podlasiu, Mazowszu, czy Dolnym Śląsku, ze względu na układ sił trudno im tam będzie przejąć władzę.

Najważniejsze zarówno dla PiS, jak i jego antagonistów pytanie brzmi: dlaczego walec wyborczy nie zmiażdżył  nieruchawych i mało charyzmatycznych przeciwników? Nie mam wątpliwości, że błędem było straszenie wyborców, iż niewybranie wskazanych przez partię Prezesa kandydatów będzie skutkowało brakiem wsparcia finansowego. To był wyborczy szantaż, a te zwykle budzą opór. Swoje zrobiło kompletnie nietrafione w czasie pytanie ministra Zbigniewa Ziobry do Trybunału Konstytucyjnego i decyzja TSUE o zawieszeniu przepisów ustawy o SN. Bardzo pomieszał PiS-owi szyki odświeżony kotlet taśm od Sowy z premierem. I premiera pewnego filmu, który obejrzały trzy miliony wystraszonych ludzi. Ale najważniejsza była (to już nie błąd) strategia Schetyny, który zrobił z wyborów plebiscyt. Ten plebiscyt wygrał tam gdzie było można. To dla PiS ważna lekcja przed kolejnymi wyborami.

PiS – spocony chaos i nienawiść

Sędziowie Sądu Okręgowego w Poznaniu przyjęli specjalną uchwałę, w której sprzeciwiają się działaniom rzecznika dyscyplinarnego wobec sędziego Sławomira Jęksy. Opisywalna sprawa w artykule Sędzia, który uniewinnił żonę prezydenta Poznania, dostanie dyscyplinarkę?”*.

W uchwale krytykują „pospieszne inicjowanie działań dyscyplinarnych”, które może wskazywać, że „jego faktycznym celem jest wyłącznie szykanowanie i zastraszanie sędziego”. Napisali, że sędzia Jęksa jedynie „zaprezentował inną ocenę konstytucyjności działań władzy wykonawczej i ustawodawczej, niż wyrażana przez jej przedstawicieli”. – „Niedopuszczalne jest ograniczanie swobody ocen wyrażanych przez sąd przy wykonywaniu powierzonej im władzy” – czytamy w uchwale.

Sędziowie Sądu Okręgowego z Poznania bronią nie tylko Sławomira Jęksy.  W uchwale jest też mowa o innych sędziach z tego miasta – Monice Frąckowiak i Bartłomieju Przymusińskim, którzy także muszą stawać przed rzecznikiem dyscyplinarnym.

Poznańscy sędziowie ocenili również działalność nowej Krajowej Rady Sądownictwa, wybranej przez PiS i Kukiz’15. Uważają, że KRS nie stoi na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów. Ich zdaniem sędziowie – członkowie tej Rady powinni podać się do dymisji.

* Sędzia Sławomir Jęksa, który uznał, że Joanna Jaśkowiak nie będzie musiała zapłacić grzywny za użycie podczas demonstracji niecenzuralnych słów, będzie musiał się tłumaczyć przed rzecznikiem dyscyplinarnym. Wniosek o wszczęcie wobec niego postępowania złożył Przemysław Radzik, zastępca rzecznika dyscyplinarnego dla sędziów sądów powszechnych, powołany na to stanowisko przez Zbigniewa Ziobrę – ustaliła „Gazeta Wyborcza”.

„Obwiniona użyła słów wulgarnych, które były słyszane przez dzieci, co jest oczywistym złem. Ale znacznie większym złem jest to, co dzieje się w Polsce. Mamy ciąg naruszeń Konstytucji w związku z ograniczaniem wolności zgromadzeń, przejmowaniem instytucji konstytucyjnych, czyli Trybunału Konstytucyjnego, Krajowej Rady Sądownictwa, w chwili obecnej Sądu Najwyższego, naruszaniem zasady trójpodziału władzy” – mówił sędzia Jęksa, uzasadniając swoją decyzję. Więcej na ten temat w artykule „Sąd uniewinnił żonę prezydenta Poznania za użycie słów „Jestem wk***wiona”**.

Wniosek w sprawie sędziego Jęksy trafił do Marioli Głowackiej, zastępczyni rzecznika dyscyplinarnego przy poznańskim Sądzie Apelacyjnym. Głowacka poprosiła już sędziego o pisemne wyjaśnienia. – „Kraj, w którym sędziowie są ścigani za to, że wydają takie, a nie inne wyroki bądź uzasadniają je w taki, a nie inny sposób, jest krajem, w którym ludzie nie mają już pewności, że ich proces będzie toczył się rzetelnie. Zastraszanie sędziów zawsze zmierza do wydawania wyroków po myśli tych, którzy sędziów zastraszają. Oni liczą na to, że ze strachu przed konsekwencjami i dla świętego spokoju sędziowie będą działać po ich myśli. Nie jest tak, że nie wierzę w niezawisłość sędziów, bo wierzę. Ale warunki są takie, że sędziowie wydający niewygodne dla władzy wyroki mogą być w prosty sposób, dość szybko, przez upolitycznioną Izbę Dyscyplinarną Sądu Najwyższego usuwani z zawodu” – skomentował w rozmowie z „GW” Bartłomiej Przymusiński, rzecznik Stowarzyszenia Sędziów „Iustitia”.

** „Obwiniona użyła słów wulgarnych, które były słyszane przez dzieci, co jest oczywistym złem. Ale znacznie większym złem jest to, co dzieje się w Polsce. Mamy ciąg naruszeń Konstytucji w związku z ograniczaniem wolności zgromadzeń, przejmowaniem instytucji konstytucyjnych, czyli Trybunału Konstytucyjnego, Krajowej Rady Sądownictwa, w chwili obecnej Sądu Najwyższego, naruszaniem zasady trójpodziału władzy i odmową publikowania orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego. Sąd Okręgowy musiał zmierzyć się z problemem społecznym, gdzie z jednej strony mamy co czynienia z ciężkim naruszeniem najwyższego prawa, czyli Konstytucji przez przedstawicieli władzy wykonawczej i ustawodawczej, a z drugiej strony z zachowaniami obywateli, szczególnie obwinionej, które wyczerpują znamiona czy to wykroczenia, czy też przestępstwa. (…) Jeśli zestawimy ten czyn z czynami, w stosunku, do których stanowił on reakcję, to jedynym możliwym stwierdzeniem Sądu Okręgowego było to, że ten czyn obwinionej z takiego punktu widzenia pozbawiony był społecznej szkodliwości w rozumieniu czynu karnego” – tak uzasadniał sędzia Sławomir Jęksa uniewinnienie żony prezydenta Poznania. Joanna Jaśkowiak została wcześniej ukarana przez sąd rejonowy za użycie słów „Jestem wk…wiona” grzywną w wysokości 1000 złotych.

Sędzia wyraził jednak nadzieję, że wyrok uniewinniający Jaśkowiak nie będzie traktowany jako „szerokie upoważnienie do stosowania wulgaryzmów w Polsce”. – „Raz się to zdarzyło, być może było to potrzebne. Ale jeżeli będziemy chcieli jeszcze raz wyrażać wściekłość, to mamy olbrzymie ułatwienie. Nie trzeba już używać tych słów, wystarczy powiedzieć, że się jest tak zdenerwowanym, jak pierwsza dama Poznania w dniu 8 marca 2017 roku” – powiedział sędzia Jęksa. Wyrok jest prawomocny.

„Jestem pod wrażeniem przeprowadzonego procesu. Obojętnie jaki byłby wyrok – jest to prawo, które mnie uczono” – stwierdziła Joanna Jaśkowiak. Jej mąż powiedział, że żywi wielki szacunek dla sędziego orzekającego. – „Nie mam wątpliwości, że zapłaci on za to cenę. Wielki szacunek, że są sędziowie, którzy nie boją się Ziobry i w takich trudnych sytuacjach potrafią zachować się tak, jak sędzia Sławomir Jęksa. Jednocześnie jest to o tyle ważne, że daje wiarę w wymiar sprawiedliwości, który mimo tylu działań PiS-u, nie został jeszcze złamany” – stwierdził Jacek Jaśkowiak.

– Dzisiaj niektóre decyzje polskiego rządu powodują, że Polska znajduje się na peryferiach politycznych Unii Europejskiej. Nie wiem, czy to jest świadoma decyzja, ale jestem pewien, że dla polskich interesów jest bardzo niekorzystna – mówi Donald Tusk.

Prokurator generalny chce, by Trybunał Konstytucyjny zbadał, czy jeden z artykułów traktatu o funkcjonowaniu UE jest zgodny z polską konstytucją.

Zbigniew Ziobro skarży art. 267 traktatu, który umożliwia sądom krajowym zadawanie Trybunałowi Sprawiedliwości UE pytania prejudycjalne – o wykładnię traktatów unijnych. Od sierpnia takie pytania kilkakrotnie zadawał Sąd Najwyższy oraz sądy z Warszawy, Łodzi i Gorzowa.

Ziobro strzela Kaczyńskiemu w kolano. Głupota czy sabotaż?

Do sprawy odniósł się w czwartek szef Rady Europejskiej Donald Tusk: – Nie analizuję szczegółowo postępowania pana ministra Zbigniewa Ziobro, ale generalnie atmosfera, jeśli chodzi o polskie władze, nie jest szczególnie proeuropejska, niczego tu nie odkrywam. Liderzy partii rządzącej PiS nie ukrywali swojego co najmniej dwuznacznego stosunku do Unii Europejskiej jako takiej. I to, co wydaje mi się najważniejsze, to nie deklaracje tego czy innego polityka, czy jest za czy przeciw Unii, tylko konkretne działania.

 

Polska wygrywała bardzo dużo wtedy, kiedy była bardzo aktywnym proeuropejskim głównym graczem w Brukseli i na kontynencie. Dzisiaj niektóre decyzje polskiego rządu powodują, że Polska znajduje się na politycznych peryferiach UE. Przestrzegałbym wszystkich przed takim pochodem lunatyków, którzy nie zdają sobie czasami sprawy z konsekwencji swoich działań. Mają inne plany, a coś zupełnie innego na końcu wychodzi” – powiedział  Tusk, Donald Tusk w Brukseli.

Zasraniec Jacek Kurski.

Pamiętajmy jakie przesłanie pozostawił nam ,,Szary Człowiek”.

Wiele osób tłumaczy, że nie pójdzie na wybory, bo nie ma na kogo głosować, bo nie widzi kogoś, kto jest w stanie go w pełni reprezentować. Ale polityka to nie jest świat ideałów, takie myślenie jest utopią. Wyborca ma ofertę, z której trzeba coś wybrać. Czy to będzie mniejsze zło? Zawsze jest zło mniejsze i większe, ale można też myśleć „większe dobro”. To jest tak, jak ktoś bardzo głodny idzie do restauracji, gdzie ma konkretne menu, z którego musi coś wybrać, bo inaczej nic nie zje i w końcu umrze z głodu. Takie myślenie o wyborach jest zwykłym infantylizmem społecznym. Nie można zdezerterować – mówi  wybitna reżyserka Agnieszka Holland

AGNIESZKA HOLLAND: Złapała mnie pani w przerwie podróży…

KAMILA TERPIAŁ: Lubi pani wracać do „tego kraju”?
W określeniu „ten kraj” jest najczęściej ból. Chciałoby się go kochać bezgranicznie i bezwarunkowo, ale okazuje się, że jest bardzo trudnym obiektem miłości. Mieszkam w trzech miejscach świata. Większość czasu mnie w Polsce nie ma, ale z drugiej strony jest to kraj, który mnie najbardziej obchodzi i czuję się z nim najbardziej związana. Ale jakbym miała określić swoją tożsamość, to oprócz Polki mieści się tam wiele innych pojęć: obywatelka świata, Europejka, Żydówka, matka, córka, przyjaciółka, reżyserka. Zredukowanie do jednego określenia byłoby jednak ograniczeniem.

Teraz przyjeżdżam do Polski z mniejszą przyjemnością, towarzyszy temu ściśnięcie gardła. Forma, jaką stosuje obecna władza, sposób traktowania współobywateli, którzy się z nią nie zgadzają albo mają inne poglądy, traktowanie państwowości jako prywatnego folwarku, w którym można przejmować instytucje, łamać prawo i konstytucję, nie myśląc o przyszłości Polski i naszej pozycji geopolitycznej – to wszystko powoduje, że przyjeżdżając do Polski ma się wrażenie spoconego chaosu i nienawiści.

Spotyka się pani z hejtem?
Bezpośrednio nie spotykam się z przejawami nienawiści. Na ulicy spotykam się raczej z wyrazami sympatii i wdzięczności. Zdarza się, że już na lotnisku Polacy podchodzą do mnie i dziękują za to, że jestem z nimi, że się wypowiadam i zabiegam o wolność. To mnie też zobowiązuje, bo jeżeli ludzie potrzebują, żebym była i mówiła to, co mówię, to znaczy, że warto.

Czym jest według pani w dzisiejszych czasach patriotyzm?
To jest trudne pytanie, bo nie istnieje jedna definicja patriotyzmu. Ogólnie rzecz biorąc, patriotyzm to miłość do własnego kraju, ale można ją różnie definiować. Ja to robię przede wszystkim poprzez język, kulturę i historię, czyli to, co należy do sfery symbolicznej. Czy podoba mi się architektura, pejzaż i klimat? Tak, jestem przywiązana do polskich pejzaży, ale są miejsca na świecie, które pociągają mnie jeszcze bardziej. Pierwszym miastem, które mnie zachwyciło, była czeska Praga. Do dzisiaj jest to dla mnie najpiękniejsze miasto Europy.

Patriotyzm to jest też zabieganie o dobro wspólne, dzielenie się tym, co się umie, myślenie o Polakach i Polsce. Jest jeszcze cała sfera emocjonalna. W momencie wielkiego zwycięstwa identyfikuję się z sukcesem polskim bardziej niż francuskim, włoskim czy amerykańskim.

A w momencie zagrożenia?
Tym bardziej. Niczyja głupota, podłość, lenistwo umysłowe i moralne nie boli mnie tak, jak to polskie. Emocjonalność ma podświadome działanie. Przyznam, że jak słyszę polski hymn, to czuję emocje. Ważne, żeby się ich nie pozbywać i nie wstydzić, bo one współtworzą wspólnotę.

Coś z niej jeszcze pozostało?
Niestety,

nasza wspólnota została rozbita w dużym stopniu przez polityków i częściowo przez Kościół. Rozłam wspólnoty jest zresztą zjawiskiem globalnym, podobne obserwujemy w Stanach Zjednoczonych, do pewnego stopnia we Francji i innych krajach.

Normalne jest to, że ludzie są różni, mają różne poglądy polityczne, wyznają różne religie, mają różne wykształcenie i sytuację ekonomiczną. W Polsce podział nie przebiega w sposób racjonalny, ale endemiczny. Jeżeli zanalizujemy poszczególne grupy „wyznawców” PiS oraz liberałów i demokratów, to zauważymy, że jest bardzo dużo punktów zbieżnych, podobnych interesów, wartości, nawyków kulturowych. A mimo to poziom emocjonalny konfliktu jest taki, jakby dzieliło ich wszystko, jakby to były dwa wrogie plemiona. Wytwarzają się opisane przez socjologów „bańki tożsamościowe” i znika coś takiego jak Agora, czyli przestrzeń do debaty i wymiany informacji.

Jednym z kilku największych niebezpieczeństw dzisiejszego świata jest to, że nie potrafimy się już komunikować. To może niestety doprowadzić do bezpośredniej konfrontacji albo przeciwnie, do alienacji.

Może powstaną państwa podzielone na kasty. Może zmierzamy z powrotem do średniowiecza, gdzie ci, którzy mają władzę, traktują podwładnych jak kastę niewolniczą.

Boi się pani konfrontacji? Nagromadzenie emocji i agresji jest chyba coraz większe.
Agresja bierze się z frustracji i wrażenia, że stoimy w miejscu. Wykonujemy ruchy, ale nie posuwamy się do przodu dlatego, że zerwane zostały nici komunikacyjne. To komunikacja jest tym, co człowieka dynamicznie sytuuje w czasie – ja coś powiem, później pani coś powie, ja odpowiem, wyciągniemy jakieś wnioski, zrobimy wspólny projekt. W przypadku braku komunikacji wszyscy poruszają się w jakiejś dziwnej mazi.

Niestety, widzę potencjał na fizyczną konfrontację. Niektórzy mają przekonanie, że Polacy tylko gadają, a niewiele robią. Nie wiem, skąd taki wniosek. Dla mnie przełomowym momentem była sytuacja, w której pracownica wojewody dolnośląskiego spoliczkowała inną kobietę za to, że krzyczała „Konstytucja!” i domagała się jej przestrzegania.

Przykre jest też to, że atakującą była kobieta…
Która zresztą stała się bohaterką swojej „bańki”. Nie mogli jej przecież potępić, bo systemy wartości są aż tak zgwałcone i spotworniałe. Przypomnę, że podobne rzeczy zdarzały się w historii.

I jak zwykle nie dają do myślenia.
Nie wyciągamy wniosków z historii, to wiadomo od dawna. Istnieje jednak pewien stopień postępu, ale on nie jest linearny. Żyjemy w trudnej epoce, dlatego że przestały działać szczepionki, które uruchomiło doświadczenie II wojny światowej.

Owocem świadomości niebezpieczeństwa powrotu nacjonalizmów i totalitaryzmów jest przecież Unia Europejska. Ale ta szczepionka przestała działać. Niestety, nigdy nie powstała mocna szczepionka na autorytaryzm, bolszewizm czy stalinizm. Te mechanizmy nigdy nie zostały dobrze opisane, nie stały się powszechnym doświadczeniem ludzkości.

Część Polaków chce powrotu do przeszłości?
Podświadomie widocznie tego chcą, bo w czasach PRL-u czuli się bezpieczni. Poza tym ludziom odpowiada feudalny egalitaryzm, czyli podział na władzę i resztę społeczeństwa.

A co z wolnością, o którą tak walczyliśmy?
Nie dla wszystkich wolność jest cenna, dla niektórych jest czymś trudnym, bo jest koniecznością wyboru. A

ludzie mają kłopot z wyborem, nie mają odpowiednich narzędzi i boją się odpowiedzialności. Wolność trzeba ćwiczyć i się jej uczyć.

Jeszcze się nie nauczyliśmy?
Oczywiście, że się nie nauczyliśmy. Świadczy o tym chociażby to, jak łatwo udało się rozmontowywać ważne dla państwa instytucje. One nie stały się częścią obywatelskiej świadomości. Wolna Polska była stwarzana w sposób imitacyjny, przejmowaliśmy pomysły krajów zachodnich, ale jak widać się nie zakorzeniły. Dopiero teraz, pod presją PiS-u widać, że ludzie zaczynają mieć świadomość, do czego one służą i jak są ważne.

Podobnie jest z feminizmem, on też był intelektualnym pomysłem.

Do tej pory, jak zapytamy Polkę, czy jest feministką, to powie, że nie, ale przecież chce mieć prawo do wolnego wyboru, decydowania o swoim ciele czy równej płacy. Jak ktoś nie chce używać określenia feminizm, proponuję „prokobiecość”, to jest ładne polskie tłumaczenie.

„Może nam, kobietom, też potrzeba kilku pokoleń, aby nauczyć się żyć w wolności. A na pewno droga do niej będzie kręta, pełna przeszkód, upadków, postojów” – powiedziała pani w jednym z wywiadów. Dużo czasu potrzebujemy?
Nic nie wydarzy się od razu. Ruch #MeToo na przykład był reakcją na zwycięstwo Donalda Trumpa. Kobiety w Stanach Zjednoczonych poczuły się zagrożone, nawet w tych ograniczonych wolnościach, które już mają. To wywołało wielki gniew i poczucie solidarności. Nawet jeżeli #MeToo przygasa, to i tak kobiecy ruch w USA nie da się już zepchnąć na margines. Nieodwracalna jest także zmiana świadomości. Problem w tym, że taka postawa powoduje backlash ze strony środowisk konserwatywnych, a to z kolei radykalizację ruchu feministycznego. Walka klas i dojście do pewnego rodzaju solidarności społecznej zajęło w sumie kilkaset lat.

Walka płci też musi mieć swój czas.

Kobiety w Polsce też protestują ze strachu?
Nazwałabym to raczej buntem przeciwko temu, że zostaną nam odebrane –  wciąż bardzo niepełne, ale Polki nauczyły się jakoś sobie radzić – wolność i podmiotowość. Oczywiście świadomość, że to jest realne, budzi strach. W tym kontekście ciekawa jest historia książki Margaret Atwood „Opowieść podręcznej”, która została wydana w połowie lat 90. XX wieku. Wtedy historia Republiki Gilead i sprowadzenia kobiet do roli inkubatorów była przyjęta jako jedna z dystopii i nie wywołała wielkiego zainteresowania. Niedawno powstał serial, który stał się globalnym symbolem. To pokazuje, jak zmienia się świadomość, także w Polsce.

Setki kobiet nie tylko wychodzą na ulice, ale uaktywniają się także w swoich środowiskach. To nie jest jednak ruch, który ma jedno imię.

A powinien mieć? Powinna powstać kobieca partia polityczna?
Były już takie pomysły. W 2007 roku Manuela Gretkowska założyła Partię Kobiet, ale to nie był dobry czas. Czy teraz miałaby szansę? Może… Jako część jakiejś lewicowej koalicji.

Problem w tym, że lewica jest raczej mało koalicyjna.
To się musi zmienić, bo inaczej zniknie. Na razie partie lewicowe chętniej pielęgnują różnice, niż szukają punktów wspólnych. Nieumiejętność koalicyjności, kompromisu i porozumienia jest też owocem postkomunizmu. Słowo kompromis w polskiej polityce ma znaczenie negatywne, a w kulturze zachodniej jest czymś pozytywnym.

Cała UE oparta jest na sztuce kompromisu. W Polsce niestety ten strach przed kompromisem przenosi się także na wyborców.

Dlaczego nie chcą chodzić na wybory?
Wiele osób tłumaczy, że nie pójdzie na wybory, bo nie ma na kogo głosować, bo nie widzi kogoś, kto jest w stanie go w pełni reprezentować. Ale polityka to nie jest świat ideałów, takie myślenie jest utopią. Wyborca ma ofertę, z której trzeba coś wybrać. Czy to będzie mniejsze zło? Zawsze jest zło mniejsze i większe, ale można też myśleć „większe dobro”. To jest tak, jak ktoś bardzo głodny idzie do restauracji, gdzie ma konkretne menu, z którego musi coś wybrać, bo inaczej nic nie zje i w końcu umrze z głodu. Takie myślenie o wyborach jest zwykłym infantylizmem społecznym. Nie można zdezerterować.

Sztukę kompromisu w polityce próbuje realizować Barbara Nowacka. Zdecydowała się przyłączyć do Koalicji Obywatelskiej.
Nie mogła pogodzić się z tym, że nie można się pogodzić…

Taki ruch przekona wyborców?
Nie wiem, wyborcy mają w głowach ogromny chaos. Bez wątpienia to jest dla niej wyzwanie. Jest oczywiście niebezpieczeństwo, że „rozpłynie” się w konserwatywnym środowisku.

Doszła jednak do wniosku, że woli być w partii, która nie jest z jej bajki, ale będzie mogła zrealizować przynajmniej kilka swoich postulatów. Wydaje mi się, że ona się w tej grupie bardzo dobrze czuje. Przynajmniej takie wrażenie robi podczas wystąpień medialnych.

Wierzy pani w mądrość Polaków?
Raczej nie wierzę. W ogóle nie wierzę w zbiorową mądrość. Człowiek jest istotą dwubiegunową, ma w sobie wielkie zło i wielkie dobro, wielką mądrość i wielką głupotę. W konkretnych sytuacjach wyzwala się jedno albo drugie. Najciekawsza walka odbywa się wewnątrz człowieka. Jestem egzystencjalnym pesymistą, wiem, że łatwiej jest wygenerować zło niż dobro. Dobro jest czymś trudnym, bo wiąże się z odpowiedzialnością.

Aby wydać Żyda podczas wojny, potrzebny był minimalny wysiłek, ale aby go uratować, trzeba było się poświęcić.

PiS daje przyzwolenie na zło?
Tak i dlatego nie znoszę obecnej władzy. Jeżeli takie przyzwolenie idzie z góry, to zło bardzo łatwo rośnie. Przykładem jest chociażby wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego o uchodźcach podczas ostatniej kampanii wyborczej, która zadziałała ekspresowo. Jak mogę wierzyć w mądrość Polaków, skoro mając kraj, który się rozwija, rośnie, jest szanowany w świecie, przyciąga zainteresowanie i sympatię, wybrali władzę, która to wszystko niszczy?

Władza daje także przyzwolenie na takie zło jak antysemityzm i nacjonalizm?
Ta władza karmi się takimi złymi emocjami.

Prezes PiS-u jest mistrzem rozpoznawania najciemniejszych stron polskiej duszy i na tym gra. Problem w tym, że może się przeliczyć, bo u jego boku rosną prawdziwi faszyści, którzy nie zawahają się przed niczym.

W stronę ostatniego Marszu Równości w Lublinie poleciały kamienie i wyzwiska. To się kiedyś zmieni? Staniemy się społeczeństwem, które zaakceptuje różnorodność?
Na świecie i tak jest już ogromny postęp. Nie jest co prawda linearny marsz ku pięknej przyszłości, bo robimy dwa kroki w przód i jeden w tył. W latach 60. w wielu krajach Europy Zachodniej homoseksualizm był karalny. Od kilkudziesięciu lat mieszkam w Stanach Zjednoczonych i w tym czasie stosunek do homoseksualistów zmienił się diametralnie. Ogromną rolę odegrała kultura popularna, która oswajała i pokazywała, że to są nasi bracia i siostry. Wbrew pozorom dużo w tej sprawie zrobił AIDS, pobudził empatię i coś się zmieniło.

W Polsce też coś się kiedyś zmieni?
Marsze Równości są już wielotysięcznymi kolorowymi marszami, w których czuć siłę.

Lecą jeszcze kamienie, bo ludzkiej mentalności tak łatwo nie da się zmienić. Na marsze kobiet już nie lecą. Za 10 lat może przestaną rzucać także w stronę homoseksualistów.

Wierz pani w to, że kiedyś możliwe będą w Polsce małżeństwa homoseksualne?
Nasze prawodawstwo jest w tych sprawach bardzo restrykcyjne, dlatego że Kościół cały czas odgrywa ogromną rolę. Mamy przecież de facto państwo wyznaniowe, z prezydentem i premierem, którzy nie wstają z kolan. Ale wydaje mi się, że narasta wkurw ludzi na Kościół.

Swoją cegiełkę dorzucił Wojciech Smarzowski. Ludzie przestają się bać i zaczynają mówić o pedofilii w Kościele. Ta instytucja musi się zmienić?
Trudno sobie wyobrazić, aby Polska pozostała ostatnim skansenem, w którym pozwala się księżom gwałcić dzieci. Z drugiej strony wyczuwam tęsknotę skrajnej prawicy do talibizacji Kościoła katolickiego. Na jakiś czas może się to nawet udać. Tamta strona się radykalizuje, bo radykalizują się też postawy antyklerykalne.

Najgorzej wychodzi na tym tzw. Kościół środka. Znam kilku bardzo fajnych księży, ale nie widzę jednak ludzi, którzy mogliby od środka zmienić Kościół.

Władza potrzebuje takiego Kościoła?
Władza i Kościół są ze sobą w „szczepie”, traktują się nawzajem instrumentalnie. Przy okazji władza daje Kościołowi dużo pieniędzy. To jest czysta korupcja. Polacy to widzą, ale dają cały czas na tacę i jakoś to znoszą.

„Znoszą” też PiS, poparcie dla partii władzy nie spada.
To jest ciekawe. Lęki i zagrożenia są realne, a PiS populistycznym językiem mówi, że nas ochroni. To są bardzo skomplikowane sprawy, na które politycy demokratyczni nie mają prostych odpowiedzi.

Na tym poziomie nie mogą rywalizować z populistami typu Kaczyński, Trump czy Orbán. Ich lekarstwa są gorsze od choroby, ale potrafią je w odpowiedni sposób podać.

Takim lekiem ma być wyjście z UE?
PiS zachowuje się, jakbyśmy byli wyspą. A my przecież nie możemy być sami. Kraje Trójmorza nigdy się nie zjednoczą, zawsze będą miały swoje interesy. Znowu zostaniemy na lodzie. Nie wiem, jak można być patriotą i tego nie widzieć.

A jak można być zwolennikiem UE i głosować na PiS?
Ludzie widzą wszystko oddzielnie, nie są w stanie dokonać syntezy. Nie zostali wyposażeni w odpowiednie narzędzia poznawcze. Wielkim wyzwaniem jest też rewolucja internetowa, która powoduje całkowity rozpad tradycyjnej komunikacji i obiegu informacji.

Nie ma autorytetów powszechnych dla wszystkich, fake newsy i alternatywna rzeczywistość mają równe prawo istnienia. To jest wyzwanie przede wszystkim dla młodych. A to pokolenie jest akurat bezmyślnie prawicowe. Ostatnio bardzo zaciekawiły mnie badania, które pokazują, że zupełnie inaczej głosują młode kobiety i młodzi mężczyźni.

Te badania, które pokazały, że gdyby głosowały tylko kobiety, PiS straciłoby władzę?
Tak. Wniosek z tego taki, że to kobiety muszą wziąć wszystko w swoje ręce. Młode Polki są mądre, młodzi Polacy są zagubieni. Mówię o statystycznej masie… W Czechach na przykład to przede wszystkim młodzi walczą o wolność.

Jest takie zdjęcie autorstwa Marty Bogdanowicz, jak stoi pani sama naprzeciwko kordonu policji. Zresztą ilustrujemy nim tę rozmowę. Dla mnie to symbol walki o wolność, dla pani to był ważny moment?
To była przypadkowa sytuacja, w przeddzień miesięcznicy smoleńskiej. Miałam spotkanie na Krakowskim Przedmieściu, gdzie wszystko było już otoczone metalowymi barierkami. Zaciekawili się tym cudzoziemcy, więc próbowałam im tłumaczyć, co się dzieje, ale patrzyli z niedowierzaniem. Pojawił się niepełnosprawny na wózku, którego policjanci nie chcieli przepuścić na drugą stronę barierek. Poprosiłam, żeby mu pomogli, ale to nic nie dało. Zaczęłam więc ich przekonywać, że służą złej sprawie, że to wszystko jest absurdalnym kaprysem jednego nieszczęśliwego człowieka. Poza tym zobaczyłam, że na dachu hotelu Bristol instalują się snajperzy. W pewnym momencie przyszedł dowódca i wycofał policjantów, z którymi rozmawiałam, a na ich miejsce przyszli nowi. Postanowiłam już nic nie mówić, tylko stanąć i popatrzeć. I tak stałam mniej więcej kwadrans. W takich okolicznościach powstało to zdjęcie…