Archiwa tagu: Michał Dworczyk

Wielka Olga Tokarczuk nie dorasta krasnalowi Kaczyńskiemu

Gdy przeanalizujemy listę polskich laureatów nagrody Nobla, od razu zrozumiemy, że przyznają ją tylko po to, by pognębić Polskę i jej dumny naród.

PiS powinien stworzyć jakąś alternatywną Nagrodę Nobla, bo ta szwedzka stanowczo jest niesprawiedliwa, ba – złośliwa i lewacka! Chodzi w niej przede wszystkim o to, by prawdziwym Polakom dokuczyć.

I Sienkiewicz ją dostał, a przecież okazało się, że nie był on rodakiem pierwszego sortu, tylko litewskim tatarem, który katolicyzmu bynajmniej nie wyssał z mlekiem matki, jak to prawdziwy Polak robi.

I Miłosz, partyjniak, a do tego zdrajca, uciekinier, którego twórczość mało który prawdziwy patriota wychowany na pięknych narracjach o legionach i „żołnierzach wyklętych” zrozumie, nie wspominając o ministrze kultury, którego w ogólności czytanie męczy (notabene tenże Miłosz, wiele lat temu antycypował zagrożenia, jakie płyną dla świata z powodu złego stanu zdrowia kilku pisowskich ministrów, pisząc: „Zaiste wariat na swobodzie największą klęską jest w przyrodzie”).

I Wałęsa, którego złośliwie pomylono z innym Lechem – rzeczywistym organizatorem strajku w Stoczni Gdańskiej, twórcą 21 postulatów oraz plakatu „Solidarności”, a potem słynnym pogromcą komunistów i złodziei.

I ta Szymborska Wisława (co to w ogóle za imię?), która wiersze jakieś krótkie pisała, zupełnie niepatriotyczne (może prócz tego o kocie), w przeciwieństwie do takiego Rymkiewicza czy Wolskiego, którzy naprawdę wielkimi poetami są.

No i teraz Tokarczuk, uosobienie wszelkiego zła: ideologii LGBT, feminizmu (jest laureatką nagrody Kongresu Kobiet!), ateizmu, ba – pogaństwa! (dziecku ognisko rozpaliła, włosy obcinała, prezenty dawała, zamiast je księdzu powierzyć, jak powierzane są wszystkie polskie dzieci, i do komunii świętej posłać), ekologizmu, kosmopolityzmu, lewactwa, genderyzmu, pacyfizmu, konstytucjonalizmu. Jednym słowem: demokratka i Europejka, reprezentantka pełnej antypolskości.

Spośród jej krytyków mało kto ją czyta, ale wszyscy wiedzą, że nie warto, bo nagrodę dostała za postawę, a nie twórczość. Gdyby za twórczość dawali, kolejka polskich pretendentów byłaby ogromna, od Pietrzaka Jana zaczynając. Bo pisarz to wielki, a i format człowieka niemały.

Olga najbardziej chyba obraziła prawdziwych Polaków wypowiedzią, którą skądinąd uważam za bardzo ważną. Pisała, że kiedyś „trzeba będzie stanąć twarzą w twarz z własną historią, nie ukrywając tych wszystkich strasznych rzeczy”, które my, Polacy (jak zresztą większość narodów), mamy na sumieniu, a które (już jak mniejszość narodów) ciągle skrywamy, wypieramy, odrzucamy, a przede wszystkim przykrywany mnóstwem landrynkowych opowieści o naszej bohaterskiej unikatowości i martyrologii.

Nie wiem, kiedy, za czasu czyich rządów uda nam się stanąć twarzą w twarz z własną odlandrynkowaną historią, ale na razie warto czytać Tokarczuk – autorkę wrażliwą, mądrą, polifoniczną, lokalną i uniwersalną zarazem. Bo to w jej literaturze można poczuć się jak w innej Polsce.

W projekcie budżetu państwa na przyszły rok nie uwzględniono dwóch ważnych wydatków na 14-15 mld zł. Te pieniądze jak zwykle trzeba będzie pożyczyć.

PiS zmienił sposób postrzegania polityki przez sporą część wyborców. Jest to jedna z pierwszych partii, która wzięła władzę i w sporej mierze zrobiła to, co zapowiadała. Nie był tu ważny długofalowy interes państwa, nieważna były służba zdrowia czy edukacja, ważne było tu i teraz – my dajemy gotówkę, a wy głosujecie.

Tego wcześniej nie było, politycy składali obietnice, udając, że w nie wierzą, wyborcy ich słuchali, również udając, że w nie wierzą. A później rząd robił swoje.

Taka taktyka ułatwiła partii Jarosława Kaczyńskiego zwycięstwo, taka taktyka jednak sprawia, że wyborcy bardzo mocno będą oczekiwać, że to, co zapowiedziano, zostanie spełnione.

Gdy słucha się polityków opozycji, ale też części publicystów, można mieć wrażenie, że budżet jest tak napięty, że za chwilę się zawali, że tylko krótkie minuty dzielą nasz kraj od bankructwa, że PiS prowadzi nas tam w tempie sprinterskim.

To mit. Procesy gospodarcze trwają długo, nawet Edwardowi Gierkowi całkowite wykolejenie socjalistycznej gospodarki zabrało długie lata. A PiS na dodatek drenuje wszelkie rezerwy finansowe, jakimi dysponuje nasza gospodarka.

Będzie nowelizacja budżetu

Jeszcze pod koniec sierpnia premier Mateusz Morawiecki z dumą prezentował pierwszy od 1989 roku budżet bez deficytu. Słowo „historia” i „historyczny” odmieniane były na konferencji przez wszystkie przypadki. Morawiecki przedstawiał to jako gigantyczny sukces PiS, jako absolutny ewenement.

– Budżet państwa polskiego nie jest już bankomatem dla przestępców podatkowych – mówił premier.

Przeciętny wyborca miał odnieść wrażenie, że to efekt mądrego gospodarza stojącego na straży kasy państwa, który potrafi pieniądze zebrać, ale też umiejętnie je rozdaje, troszcząc się o los maluczkich.

Oczywiście to blaga, na tle Unii nie jest to żaden większy sukces, a ekipa PiS nie wykazała się niczym szczególnym. W 2017 roku 13 krajów UE miało nadwyżkę budżetową, a w ubiegłym roku już 14. Wśród nich Czechy, Grecja, Bułgaria, Litwa czy Chorwacja i oczywiście Niemcy (58 mld euro na plusie).

Inna sprawa, że Morawiecki, występując pod koniec sierpnia, już wiedział, że to, co zapowiada, jest nierealne.

I że budżet czeka nowelizacja, a pierwszego w historii budżetu bez deficytu nie będzie.

Że to manipulacja? Dezinformacja? PiS wychodzi z założenia, że i tak tydzień później nikt nie będzie o tym pamiętał, liczy się zaś to, co ludzie dostaną do ręki.

W budżecie na przyszły rok nie ma dwóch ważnych rzeczy:

1. Nie zapisano tam ok. 10 mld zł niezbędnych na wypłatę 13. emerytury w marcu przyszłego roku. Każdy z 9,8 mln emerytów i rencistów czy osób na świadczeniach przedemerytalnych ma otrzymać dodatkowe 1200 zł brutto. Tymczasem w kolejnym roku – 2021 – ma już być wypłacana nie tylko 13., ale też 14. emerytura. A to oznacza wydatek ok. 20 mld zł.

2. Nie ma w nim również obiecanych pod koniec września zmian w daninach dla małych firm („piątka Morawieckiego” dla firm). To 4-5 mld zł rocznie.

I tak np. firmy, które mają przychód do ponad 10 tys. zł i jednocześnie dochód do 6 tys. zł miesięcznie, będą płacić średnio o 500 zł mniejsze składki ZUS (koszt 1,5-2 mld zł). Do 2 mln euro ma też wzrosnąć limit obrotów uprawniających do ryczałtu ewidencjonowanego (koszt to miliard złotych).

Zresztą ekonomiści zwracali uwagę na to, że bez pakietu dla małych firm i bez 13. emerytury budżet i tak miałby w przyszłym roku kilka miliardów złotych deficytu.

W sumie daje to 20 mld zł na minusie. Te pieniądze jak zwykle trzeba będzie pożyczyć.

Zapłacą firmy

PiS prowadzi swoją drogą ciekawy sposób rozumowania, coraz bardziej dociska firmy i jednocześnie liczy na to, że dostanie od nich coraz więcej.

Wpływy z podatku VAT mają sięgnąć w przyszłym roku ponad 200 mld zł. Rząd PiS zakłada, że firmy również w przyszłym roku będą zarabiały duże pieniądze. Dochody z CIT mają wynieść 41,9 mld zł, w tym roku będzie to 36-37 mld zł.

Od przyszłego roku rośnie płaca minimalna do 2,6 tys. zł brutto. To bije w firmy bazujące na taniej sile roboczej.

Z drugiej – to już pewne – zniesienie limitu składek ZUS, co bije w firmy innowacyjne, które będą musiały płacić dużo większe składki na ZUS za każdego menedżera, informatyka, specjalistę zarabiającego ponad 8 tys. zł netto.

Dziś składki emerytalne płaci się do momentu, aż ktoś osiągnie limit 142 950 zł (to 30-krotność średniej pensji).

Teraz PiS ten limit chce znieść i każdy będzie płacił składki przez cały rok. Oczywiście pieniądze ekstra zostaną wydane od razu, a składki tylko wirtualnie będą dopisane do naszych kont emerytalnych jako przyszłe zobowiązanie. Ministerstwo Finansów wyliczyło, że trik ze zniesieniem limitu da budżetowi dodatkowo 5,1 mld zł rocznie.

To nie koniec.

Resort finansów zapisał w swoich planach „ograniczenie unikania płacenia składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe (da to budżetowi dodatkowe 2,54 mld zł) czy działania ZUS uszczelniające system składek (kolejne 1,7 mld zł)”.

Co to dokładnie oznacza? Otóż rząd zamierza w pełni oskładkować umowy-zlecenia. Dziś składki przy takich umowach trzeba płacić przynajmniej do wysokości pensji minimalnej. Jeśli więc ktoś ma np. dwie umowy – jedną w wysokości pensji minimalnej (2250 zł brutto, od nowego roku – 2600 zł brutto), a drugą na np. 3 tys. zł – to płaci składki tylko od tej pierwszej. Po zmianach trzeba będzie płacić składki od każdej umowy niezależnie od jej wysokości. W rządzie rozważają też oskładkowanie umów o dzieło i pracy studentów.

Na to nakłada się jeszcze jeden element. Rosną obowiązki administracyjne, rośnie papierologia, a przede wszystkim rośnie niepewność.

W rankingu najbardziej konkurencyjnych systemów podatkowych International Tax Competitiveness Index 2019 Polska zajęła kilka dni temu 35. miejsce na 36 krajów. To spadek o trzy pozycje.

Z CIT i PIT jest nieźle, ale fatalnie wypada podatek VAT. – Polska ma najgorszy wynik – pisze Tax Foundation. Firmy na obsługę podatków tzw. konsumpcyjnych muszą poświęcać aż 172 godziny w ciągu roku. Dla porównania w Szwajcarii jest to osiem godzin. Średnia dla krajów OECD to zaś 54,1 godziny.

Na co może liczyć PiS

Owszem, z tygodnia na tydzień pogarszają się prognozy dla naszej gospodarki. Rząd zakłada w 2020 r. wzrost PKB na poziomie 3,7 proc.

Owszem ekonomiści mBanku obniżyli prognozę wzrostu PKB Polski w 2020 r. do 3,2 proc. Tłumacząc język ekonomiczny na nasze: im wolniejszy wzrost, tym mniej pieniędzy do kasy państwa.

Ale przez najbliższe dwa lata kasa państwa zwiąże koniec z końcem, w czym mocno pomogą różnego rodzaju fiskalne sztuczki.

Wzrost płacy minimalnej, owszem, przyłoży się firmom, ale dosypie też pieniądze ekstra do budżetu.

Partia Jarosława Kaczyńskiego może też liczyć na jednorazowe fiskalne strzały przypominające wstrzyknięcie sterydów w dochody państwa.

Najważniejszy zastrzyk to OFE. Oszczędności w otwartych funduszach emerytalnych ma dziś 15,8 mln Polaków, którzy łącznie odłożyli 162 mld zł. Na każdego średnio przypada więc ok. 10 tys. zł.

Premier Mateusz Morawiecki już kilka miesięcy temu ogłosił, że OFE zlikwiduje.

Po zmianach każdy będzie miał wybór, czy przekazać je na nowe prywatne indywidualne konta emerytalne (IKE). Ale wówczas rząd potrąci sobie 15 proc. Druga możliwość – w 100 proc. wpłacić do ZUS.

PiS już przygotował projekt ustawy, w którym napisał, że liczy, iż 80 proc. Polaków wybierze IKE, dzięki czemu rząd zyska w ciągu dwóch lat 19,5 mld na opłacie (pierwsza rata w 2020 r., druga – w 2021).

Tyle że wiele wskazuje na to, iż IKE wybierze dużo więcej niż 80 proc. osób. To oznacza dodatkowy miliard złotych do budżetu w 2020 r. i jeszcze jeden w 2021 r. Do tego dochodzi sprzedaż uprawnień CO2 (ok. 4,6 mld zł w przyszłym roku) oraz sprzedaż częstotliwości komórkowych 5G (3,5-4,5 mld zł).

Przypomina to przejadanie zapasów ze spiżarni zebranych na złe czasy.

Co będzie za dwa lata? O tym żaden polityk nie myśli. Zresztą większość wyborców również nie.

Kmicic z chesterfieldem

– Na pewno nie był to imponujący wynik – mówiła w TVN24 Małgorzata Kidawa-Błońska o liczbie głosów zebranych przez Grzegorza Schetynę. Polityk PO zapewniała przy tym, że lider jej partii zrobił wiele dobrego w trakcie kampanii. Nie chciała za to powiedzieć, czy będzie kandydować na fotel szefa PO.

Szef Platformy Obywatelskiej Grzegorz Schetyna dostał co prawda mandat w okręgu nr 3 (Wrocław), ale jego wynik jako „jedynki” list Koalicji Obywatelskiej pozostawia wiele do życzenia. Mirosława Stachowiak-Różecka (kandydatka PiS w wyborach na prezydenta Wrocławia z 2018 roku) zdobyła ponad 91 tys. głosów, a Schetyna niecałe 67 tys.

„Kropce nad i” w TVN24 o ten wynik lidera PO pytana była Małgorzata Kidawa-Błońska, kandydatka KO na premiera w tegorocznych wyborach. – Na pewno nie był to imponujący wynik – oceniła polityk Platformy Obywatelskiej. Sama Kidawa-Błońska ma powody do zadowolenia, bo w Warszawie zgarnęła ponad 416 tys. głosów, stając się „lokomotywą” listy KO w stolicy.

View original post 844 słowa więcej

 

Biskup Flaszka do Dudy jedzie, z drogi śledzie

Gdańska policja wysłała radiowóz na sygnałach, który pilotował auto wiozące abp. Sławoja Leszka Głódzia. Celem podróży była rezydencja Andrzeja Dudy w Juracie.

Podróż w eskorcie odbyła się w sierpniu 2018 r., dopiero teraz sprawa wyszła jednak na światło dzienne. Eskorta pozwoliła duchownemu na ominięcie korków i w miarę szybkie dotarcie do celu. Odbyło się to z ewidentnym naruszeniem przepisów; arcybiskupowi nie przysługuje bowiem prawo do policyjnego pilotażu.

Co właściwie abp. Głódź robił w Juracie? Pojechał tam, jak informuje „Gazeta Wyborcza”, na osobiste zaproszenie prezydenta Dudy. Wizyta miała nieoficjalny charakter. Dziennikarze zapytali o przebieg spotkania w kancelarii prezydenta. Najpierw dowiedzieli się oni, że wizyta w ogóle nie miała miejsca… „Wyborcza” potwierdziła więc, że wizyta miała miejsce – i otrzymała wtedy kolejną odpowiedź, w której stwierdzono, że poprzednio doszło do „pomyłki pisarskiej”…

Okazało się, że Kancelaria nie dysponuje kalendarzem spotkań prezydenta za 2018 r. „Kalendarz spotkań Prezydenta RP to materiał wewnętrzny, roboczy i niewiążący. Jest narzędziem biurowym, pomocniczym, wspomagającym organizację pracy, a umieszczenie w kalendarzu terminu jakiegoś wydarzenia ma czysto techniczny charakter i nie zaświadcza o tym, czy się ono odbyło lub odbędzie. Jeśli więc spotkanie miało miejsce, nie miało charakteru uroczystości czy wizyty oficjalnej” – napisano w liście.

Dziennikarze „Wyborczej” o więcej informacji zapytali Policję. „Policjanci, którzy pełnili tego dnia służbę, ułatwili metropolicie gdańskiemu przejazd na uroczystość, która odbywała się na Półwyspie Helskim. (…) Policjanci, którzy pełnili tego dnia służbę, ułatwili metropolicie gdańskiemu przejazd na uroczystość, która odbywała się na Półwyspie Helskim” – poinformowano w oficjalnym piśmie komendy miejskiej.

„Wyborcza” o sprawę zapytała również Komendę Wojewódzką. Redaktorzy zapytali o to, czy o sytuacji wiedział nadinspektor Jarosław Rzymkowski, komendant wojewódzki. „Komendant wojewódzki nie brał udziału w podejmowaniu tej decyzji. – Decyzje o tego typu działaniach policjantów podejmowane są na niższych stopniach kierowniczych” – odpowiedziała rzeczniczka komendanta. Z treści wiadomości niewiele wynika. Rzeczniczka stwierdziła również, że „osoby rangi arcybiskupa są uprawnione do wnioskowania o eskortę” – „Wyborcza” sprawdziła, czy rzeczywiście tak jest; okazało się, że w treści rozporządzenia MSWiA z 2 września 2002 r. nie ma o tym ani słowa.

Wizyta – nieoficjalnie – mogła mieć związek z urodzinami arcybiskupa, które miały miejsce dwa dni po spotkaniu. Na imprezie zorganizowanej przy parafii pw. Św. Ignacego Loyoli pojawili się m.in. o. Tadeusz Rydzyk i Piotr Duda.

Kmicic z chesterfieldem

Politycy PiS zaatakowali profil społecznościowy – SOK Z BURAKA krytykujący ich rządy. Jest to reakcja na pisowskie afery związane z hejtem w ich obozie.

Rządzący zareagowali na artykuł Sieci w którym czytamy, że zarządzający Sokiem z Buraka pracuje w warszawskim ratuszu.

– Powszechnie uważa się za stronę z memami, żartami związanymi z polityką. Ale do śmiechu jest tam tylko tym, którzy nienawidzą PiS, uwielbiają PO, nie przeszkadza im knajacki język publicznej debaty i nie silą się na weryfikowanie prawdziwości tego, co czytają. Bo Sok z Buraka to mieszanka drwin, manipulacji i kłamstw – opisuje propisowska gazeta.

Patryk Jaki postanowił zawiadomić prokuraturę. – Warszawski ratusz wycofał się z obietnic wyborczych. Nie było pieniędzy na żłobki, czy niepełnosprawnych, ale znalazły się pieniądze dla osoby, która organizuje Sok z Buraka, największe fekalia, ściek, fabrykę fejków w internecie, finansowaną z pieniędzy warszawiaków. To jest coś nieprawdopodobnego. Jutro skieruję…

View original post 1 648 słów więcej

 

Tępawy pisowiec Dworczyk obraża Polaków

Dziennikarka, publicystka i popularyzatorka historii, Beata Maciejewska na łamach „Wyborczej” nie kryje irytacji i oburzenia. Oto na fali kampanii wyborczej Michał Dworczyk na wałbrzyskiej konwencji ogłosił, że Dolny Śląsk jest eksperymentem komunistów, którzy postanowili tu stworzyć nowego człowieka socjalistycznego, wyzutego z wszelkich właściwości. „Żaden kandydat na posła nie próbował jeszcze tak otwarcie obrazić własnych wyborców, Dworczyk robi to pierwszy. Ale prawda historyczna jest tego warta” – pisze z ironią Maciejewska.

Jak przypomina, nie pierwszy to raz, kiedy Dworczyk niebezpiecznie manipuluje historią. Kiedyś już robił to – jako student V roku historii UW – w piwnicy dziewięciopiętrowego bloku … składując tam trotyl, szrapnel, głowicę z pancerfausta i inne materiały wybuchowe, które zbierał na polach bitew z II wojny światowej. Przed sądem usprawiedliwiał się „bezmyślnością”, ale wyrok dostał adekwatny do zagrożenia, jakie stworzył sobie i współlokatorom: półtora roku więzienia z zawieszeniem na trzy lata.

W Wałbrzychu „znowu odpalił bombę. Mieszkańcy dowiedzieli się, że właściwie przypominają potwora Frankensteina. Są przecież nieszczęsnymi potomkami człowieka wyzutego z wszelkich właściwości, człowieka zastraszonego, oderwanego od religii i tradycji, inwigilowanego przez służby bezpieczeństwa i tajnych współpracowników. To może tłumaczyć fakt, że PiS w Wałbrzychu zdecydowanie przegrywa, a prezydent Roman Szełemej w ostatnich wyborach wręcz zmiażdżył pisowskiego kandydata” – pisze Maciejewska.

Dziennikarka przypomina rzecz znamienną: owszem, „komuniści eksperymentowali, ale przede wszystkim z historią. Wysyłali na ideologiczny front inżynierów pamięci, pracowicie zacierających ślady obcej przeszłości tych ziem i uczących kamienie mówić po polsku, a PiS pracowicie ich teraz naśladuje. Niczym się nie różnią”.

Podobne kłamstwa szyte grubą nicią rozpowszechnia PiS ustami Dworczyka, twierdząc, że ten (z Anną Zalewską i niejakim Aleksandrem Szwedem) „ratuje zrujnowany region”. Tymczasem – przypomina dla przykładu Maciejewska – jeśli przyłożył się dotychczas do czegokolwiek w tym regionie, to (lecąc rządowym embraerem do Wrocławia) jedynie do wynegocjowania umowy koalicyjnej z Bezpartyjnymi Samorządowcami…

Tymczasem, jak czytamy – Maciejewska podaje pierwszy z brzegu przykład, choć też historycznie osadzony – wojewódzki konserwator zabytków na Podkarpaciu rozdziela ponad 9 mln zł, a dolnośląski jedynie 2 mln zł, choć ma pod swoją pieczą najwięcej obiektów w kraju. „Długo zastanawiałam się dlaczego, ale Dworczyk mi wyjaśnił: Podkarpacie nie jest eksperymentem komunistycznym, więc można dać” – puentuje swój ostry felieton Maciejewska.

Kmicic z chesterfieldem

>>>

Powołany przez posłów PiS prezes Najwyższej Izby Kontroli Marian Banaś jutro wystąpi z wnioskiem do marszałek Sejmu o bezpłatny urlop do czasu dogłębnego wyjaśnienia sprawy przez CBA. O tej decyzji poinformował w TVP Info.

Sprawa ma związek z wyemitowanym w TVN 24 reportażem, z którego wynika, że były minister finansów i nowy szef Najwyższej Izby Kontroli Marian Banaś pominął w oświadczeniu majątkowym istotne informacje. A w kamienicy, której do niedawna był właścicielem, wynajmowano pokoje na godziny.

Centralne Biuro Antykorupcyjne poinformowało, że od kwietnia kontroluje oświadczenia majątkowe obecnego prezesa NIK Mariana Banasia. Dziwnym trafem ta kontrola ma się zakończyć w drugiej połowie października, czyli już po wyborach.

W Internecie pojawiły się pierwsze komentarze, dotyczące decyzji szefa NIK. – „Pan Banaś mówi, że jutro wystąpi do Pani marszałek o urlop bezpłatny, dopóki CBA nie zakończy kontroli, bo takie są standardy w PiS. Pan Banaś mówi, że ta kontrola CBA to potrwa…

View original post 1 140 słów więcej

 

Pisowcy kłamią, jak tylko otworzą usta

PiS zaatakowało dzisiaj polityków opozycji w kontekście hashtagu #SilniRazem (sympatycy opozycji wspierają w mediach społecznościowych pod tym hasłem antypisowskie ugrupowania i polityków).

Oto jak zakłamani Dworczyk i Fogiel przedstawiają pisowską „prawdę”. Szambonurkowie.

Pogram Koalicji Obywatelskiej czytaj tutaj >>>

Kmicic z chesterfieldem

„Chodzi o to, żeby chwycić kraj za mordę. To jest plan, który przedstawia PiS”

Do takiego komentarza Romana Giertycha skłonił m.in. jeden z punktów programu PiS. Jeśli partia Kaczyńskiego wygra wybory, zamierza złożyć w Sejmie „wniosek o zmianę treści art. 105 ust. 2-3 a także ust. 5 Konstytucji RP w ten sposób, iż poseł lub senator będzie mógł być pociągnięty do odpowiedzialności karnej, a także zatrzymany lub aresztowany, decyzją podjętą na wniosek Prokuratora Generalnego, skierowany do Sądu Najwyższego”.

Zdaniem Giertycha, chodzi tu o „zastraszanie”. – „Jasnym jest, że jeżeli parlamentarzysta będzie wiedział, że od decyzji politycznej zależy jego wolność, to zawsze będzie się wycofywał, będzie się bał. Taka jest cecha immunitetu, że ma zagwarantować pewną niezależność i brak strachu po stronie parlamentarzystów” – stwierdził w TVN24.

Zwrócił uwagę na zapis, że wniosek od Prokuratora Generalnego miałby trafiać do Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, która utworzona została na mocy pisowskiej ustawy. – „Jeżeli mamy…

View original post 1 796 słów więcej

 

PiS nawiązał do starych tradycji otwierania parasola w dupie

Kurski wysyła agentów

Były dziennikarz TVP Mariusz Kowalewski w wywiadzie dla tygodnika Polityka ujawnił, że Jacek Kurski wysyłał swoich agentów z ukrytymi mikrofonami, by udając sympatyków KOD, nagrywali na spotkaniach jego brata Jarosława Kurskiego z Gazety Wyborczej. Nie miałem pojęcia, że w przyrodzie jest taki gatunek człowieka, który nie mieści się nawet w kategorii świni. W Gdańsku o Jacku Kurskim zawsze mówiono, że to taki typ, co za pięć złotych sprzeda własną matkę. Teraz okazuje się, że jednak brata.

Wodowanie lodołamacza

W Szczecinie PiS nawiązał do starych tradycji otwierania parasola w dupie. Dawno temu otwierano szkoły, które nie były do końca zbudowane (Aleksander Kwaśniewski) i tuż po otwarciu je zamykano celem dalszej budowy. Otwierano autostrady nie do końca gotowe, a niektóre otwierano po dwa razy (politycy PO). Teraz politycy Prawa i Sprawiedliwości poszli tymi samymi, wypróbowanymi przez poprzedników ścieżkami. W Szczecinie odbyło się przedstawienie pod nazwą „wodowanie lodołamacza Puma”. Z magazynu wyciągnięto absolutnie nie nadający się do pływania kadłub. Dziury zatkane były papierem i pomalowane farbą. „Wodowanie”, w którym uczestniczyli lokalni notable PiS, odbyło się na kei, gdyż zanurzenie lodołamacza w basenie portowym groziło zatonięciem jednostki. Czekamy kiedy PiS uroczyście otworzy puszkę sardynek.

Film o szambie

Polska znowu podzielona. Tym razem z powodu nowego filmu Patryka Vegi pod tytułem „Polityka”. Jedni uważają, że film jest słaby i niezbyt udany, a inni bronią filmu twierdząc, że trudno jest zrobić dobry film o szambie. PiS czeka więc dalej na swojego Stanisława Bareję. Okazuje się, że nie wystarczy Misia Rysia, Pysia zapisać do PiS-u. Na uwagę zasługuje dobra gra aktorska, szczególnie Andrzeja Grabowskiego jako prezesa Jarosława i Janusza Chabiora jako Antoniego Macierewicza. Nawet krytycy filmu twierdzą, że Chabiorowi udało się doskonale zagrać obłęd w oczach Antoniego.

Najśmieszniejszy szef policji od czasów Louisa de Funes

PiS w trakcie kampanii wyborczej chowa potwory. Jarosław Zieliński najśmieszniejszy szef policji od czasów Louisa de Funes z serii komediowej o żandarmie, stracił stanowisko. Zieliński już od dawna był „obciążeniem wizerunkowym” resortu. Wysławił się m.in. bizantyjskim sprawowaniem władzy. To dla niego policjanci cieli konfetti, rozwijali czerwone dywany, urządzali apele i organizowali powitania niczym za komuny. Po wyborach Zieliński zapewne wypłynie na jakiejś skromniejszej, ale ciepłej posadce. Może zrobią go szefem teatru lalkowego w Białymstoku lub dyrektorem wodociągów w Lublinie?

Znaleźć kogoś kto kłamie lepiej niż Morawiecki

Grzegorz Schetyna po przeanalizowaniu sytuacji społeczno politycznej doszedł do wniosku, że ładniej uśmiecha się od niego Małgorzata Kidawa Błońska i namaścił ją na przyszłą panią premier. Teraz trzeba tylko znaleźć kogoś kto kłamie lepiej niż Mateusz Morawiecki, hejtuje sprawniej od Ziobry, donosi szybciej niż Mariusz Kamiński i krzyczy głośniej niż Krystyna Pawłowicz i wybory wygrane.

Skandal podczas meczu Polska – Słowenia

Polska przegrała ze Słowenią 2:0 mecz eliminacyjny do mistrzostw Euro 2020. Skandalem był fakt, że telewizja nie pokazała w przerwie meczu, szefa Słoweńskiej telewizji. W Polsce, gdy rozgrywany jest mecz z udziałem polskiej reprezentacji zawsze pokazywany jest szef TVP Jacek Kurski. Protest w tej sprawie do Międzynarodowego Trybunału Praw Człowieka wystosowała Krystyna Janda, Maciej Stuhr i Myszka Miki.

Kmicic z chesterfieldem

Miał być bez deficytu, a tu nagle okazuje się, że będzie nowelizowany. Wszystko dlatego, iż zauważono, że w projekcie budżetowym na 2020 rok próżno szukać 13 emerytury… Duże koszty realizacji tego flagowego programu PiS, czyli ok. 10 mld zł nie pozwoliłyby domknąć budżetu bez deficytu – czytamy w INNPoland.

Mamy jednak w najbliższej perspektywie wybory, PiS pali się do władzy, więc bez względu na wszystko będzie nowelizacja i to głównie po to, by umożliwić w 2020 r. wypłatę 13 emerytury. Na antenie radiowej jedynki Joachim Brudziński zapewnił, że dodatkowa wypłata dla emerytów „będzie zachowana”.  „Mało tego, rozszerzyliśmy ją w zapowiedzi Jarosława Kaczyńskiego: w 2021 r. ta trzynasta emerytura będzie zwiększona o kolejną, czyli czternastą” – zapowiadał.

Na antenie Radia Zet podobną deklarację złożył szef KPRM Michał Dworczyk: „Trzynastka będzie zapisana w przyszłorocznym budżecie. Jeżeli PiS wygra wybory, będzie oczywiście trzynastka (…). Środki są nawet w obecnym budżecie w…

View original post 1 961 słów więcej

 

Kaczyński podyktuje Przyłębskiej co i jak ws. Kodeksu karnego

„Nie mam wątpliwości co do treści merytorycznej tej ustawy, natomiast miałem wątpliwości co do procedury jej uchwalenia” – powiedział prezydent Andrzej Duda „Faktom” TVN, komentując swoją decyzję o skierowaniu noweli do Trybunału Konstytucyjnego.

Kancelaria Prezydenta poinformowała w piątek o decyzji Andrzeja Dudy ws. skierowania do Trybunału Konstytucyjnego noweli Kodeksu Karnego w trybie kontroli prewencyjnej.Zaznaczono, że to właśnie tryb postępowania z ustawą budzi poważne zastrzeżenia co do dochowania konstytucyjnych standardów procesu legislacyjnego.

Według prezydenta „byłoby nieodpowiedzialne gdyby, wobec zastrzeżeń konstytucyjnych, które były w różnych miejscach zgłaszane, nie poddać tego pod weryfikację przez Trybunał Konstytucyjny przed wejściem ustawy w życie […] dlatego była taka, a nie inna decyzja” – wyjaśniał.

Dodał zaś: „[…] dziwią mnie trochę te głosy o wecie dlatego, że prezydent wetuje ustawę przede wszystkim wtedy, kiedy się z nią nie zgadza” – oświadczył.

Duda zapytany o skierowaną do niego krytykę nowelizacji, wystosowaną przez 158 naukowców zajmujących się naukami penalnymi i prawem konstytucyjnym kilkunastu uniwersytetów, odparł: „Ci panowie zawsze protestują i ich protestowanie się niestety zdewaluowało”.

W przesłanej opinii naukowcy zaalarmowali w niej o ryzyku i zagrożeniach wiążących się z wejściem w życie tych zmian w prawie karnym oraz zwrócili się do prezydenta o zawetowanie ustawy.

Chodzi m.in. o wprowadzenie elastycznego wymiaru kar. Nowela eliminuje karę 25 lat pozbawienia wolności, stanowiącej odrębny rodzaj kary. Nowela zakłada natomiast zaostrzenie kary terminowego pozbawienia wolności do 30 lat, przy pozostawieniu jako dolnej granicy tej kary 1 miesiąca. Poza tym nowe przepisy wydłużają też okres przedawnienia zbrodni zabójstwa z 30 do 40 lat, a sąd mógłby także orzec bezwzględne dożywocie – bez prawa do warunkowego zwolnienia.

Być może postawę Dudy należy rozumieć jako pstryczek w nos Zbigniewa Ziobry. Niestety reputacja Dudy pozostawia wiele do życzenia. Poprzednie weta, w których doszukiwano się wcześniej oczekiwanego uniezależnienia się prezydenta nie wpłynęły ostatecznie na plany władzy. Wypowiedź „nie mam wątpliwości co do treści merytorycznej tej ustawy” oraz lekceważąca postawa wobec autorytetów prawniczych nie przystaje Dudzie, zarówno jako prezydentowi, jak i doktorowi nauk prawnych. Można sparafrazować, „weto się obecnie zdezawuowało”. Podpis pod ustawą jest jak najbardziej prawdopodobny. Andrzej Duda wszak, mimo świetnych wyników sondażowych, bez poparcia Prawa i Sprawiedliwości nie ma szans w wyścigu o drugą prezydencką kadencję.

 

Prezydent Andrzej Duda skierował do Trybunału Konstytucyjnego nowelizację Kodeksu karnego uchwaloną z inicjatywy PiS. Który, jak wskazuje doświadczenie, wyda orzeczenie skrojone pod oczekiwania partii rządzącej.

Gdyby Andrzej Duda chciał udaremnić wejście w życie tego groźnego prawnego bubla, zawetowałby ustawę, o co apelowali m.in. rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar czy naukowcy z Komitetu Nauk Prawnych PAN. W Sejmie PiS nie znalazłby większości dwóch trzecich potrzebnej do odrzucenia prezydenckiego weta.

Duda posłał jednak ustawę do Trybunału Konstytucyjnego, który – pod przewodnictwem Julii Przyłębskiej, „odkrycia towarzyskiego” prezesa Jarosława Kaczyńskiego – jak wskazuje doświadczenie, wyda orzeczenie skrojone pod oczekiwania PiS.

Trybunał Konstytucyjny wprowadza klauzulę sumienia w usługach

Bezwzględne dożywocie, kary dla lekarzy. Bubel prawny PiS

PiS jest w trudnej sytuacji, bo rzeczywiście uchwalił bubel i sam to nie tylko widzi, ale i przyznaje w wypowiedziach poszczególnych posłów. Skutki wejścia w życie tego bubla trudno przewidzieć, zwłaszcza że brak odpowiednich przepisów przejściowych. Tak czy inaczej na pewno będzie chaos.

Przypomnijmy: nowelizacja Kodeksu karnego, pod pretekstem podniesienia kar za pedofilię, znacząco zaostrzyła Kodeks karny, w tym zasady wymiaru kary, ograniczając sędziowską swobodę orzekania. Wprowadziła dożywocie bez możliwości warunkowego zwolnienia i karę do 30 lat więzienia. Protestowali prawnicy, zarzucając nowelizacji nadmierną, nieracjonalną represyjność i niezgodność kary bezwzględnego dożywocia z zakazem okrutnego karania i nakazem poszanowania godności ludzkiej, o czym kilkakrotnie wypowiadał się Trybunał Praw Człowieka. Zarzucali chaotyczność nowelizacji i liczne błędy prowadzące do sprzeczności. A przede wszystkim tryb uchwalenia był sprzeczny z regulaminem Sejmu: „z marszu”, natychmiast po wpłynięciu. Tymczasem tryb uchwalania zmian w kodeksach pozwala na procedowanie projektu najwcześniej po 14 dniach od doręczenia druku posłom.

Protestowali też lekarze – w sprawie zmian w przepisie o nieumyślnym spowodowaniu śmierci. Zmiany powodują, że za błąd lekarski nie będzie można orzec kary w zawieszeniu. Zdaniem Naczelnej Rady Lekarskiej skutek może być taki, że lekarze będą woleli nie udzielać pomocy, niż narazić się na więzienie.

Mit dożywocia

Andrzej Duda sprezentował czas rządowi PiS

Prezydent, posyłając ustawę do TK, zadeklarował, że jej represyjność nie budzi jego wątpliwości, bo „zrozumiałe jest dążenie ustawodawcy do stanowienia prawa karnego odpowiadającego wymogom sprawiedliwości”. Zaskarżył dwie rzeczy: tryb uchwalenia i przepis, którego konsekwencją jest różne traktowanie odpowiedzialności szefów spółek z większościowym i mniejszościowym udziałem skarbu państwa (rozwiązanie, o krytykę którego chciał krakowskich naukowców pozwać Zbigniew Ziobro).

Chaos, który pojawiłby się w sądach karnych po wejściu w życie nowelizacji, poszedłby na konto PiS. Więc, po pierwsze, interesem PiS jest nie dopuścić, żeby ten chaos pojawił się przed wyborami. Opóźnienie wejścia w życie nowych przepisów dzięki posłaniu jej do TK przez prezydenta jest mu więc z tego względu na rękę. Szczególnie że może kontrolować nie tylko, co orzeknie Trybunał, ale też kiedy. A Trybunał nie ma terminu, w którym musi się wnioskiem zająć. Pracuje zaś wyjątkowo mało i niespiesznie. A więc PiS zyskuje czas na namysł, co zrobić dalej.

Wejście ustawy w życie mogłoby spowodować, że sędziowie odmawialiby jej stosowania ze względu na niekonstytucyjny tryb uchwalenia. Albo zadawaliby pytania prawne Sądowi Najwyższemu, a ten mógłby orzekać nie po myśli PiS. Jeśli Trybunał orzeknie, że tryb uchwalenia ustawy był zgodny z konstytucją, w szczególności jeśli zrobi to w składzie bez dublerów, sędziowie nie będą mieli podstaw do odmowy stosowania ustawy. To może być kolejny motyw jej zaskarżenia do TK.

I śmieszno, i straszno z rządem PiS

Jak zareaguje Trybunał Julii Przyłębskiej

Ale sędziom „dobrej zmiany” w TK bardzo trudno będzie prawnie uzasadnić, że przy uchwalaniu nowelizacji Kodeksu karnego nie złamano regulaminu Sejmu. Regulamin (art. 89 ust. 2) mówi bowiem jasno: „Pierwsze czytanie projektu zmian kodeksu lub projektu zmian przepisów wprowadzających kodeks może się odbyć nie wcześniej niż czternastego dnia od doręczenia posłom druku projektu”.

Nie ma tu żadnego wyjątku, żadnej możliwości specjalnego trybu zarządzonego przez marszałka Sejmu. Trudno też dowodzić, że Kodeks karny nie jest „kodeksem”. Choć Trybunał Julii Przyłębskiej może wszystko i nie raz pokazał, że nie jest dla niego problemem przełamanie „imposybilizmu prawnego”.

Minister sprawiedliwości chce więcej więźniów w więzieniach. I na dłużej

Wszystko na rękę PiS

Uznanie przez Trybunał Konstytucyjny niekonstytucyjności trybu uchwalenia ustawy musi oznaczać, że cała ustawa nie wejdzie w życie. Ale wbrew pozorom i to może być w interesie PiS. Jego politycy przyznają, że ma wiele błędów, które powinno się naprawić.

Na przykład Naczelna Rada Lekarska już uzyskała w Ministerstwie Zdrowia zapewnienie, że przepisy dotyczące błędów lekarskich powodujących śmierć zostaną zmienione. A więc zdyskwalifikowanie przez Trybunał ustawy z powodu trybu jej uchwalenia daje PiS możliwość poprawy tego, co zechce poprawić, i wniesienia jej znowu do Sejmu tak, by uchwalić ją – jako bicz na pedofilówi zabójców dzieci – niedługo przed wyborami. Przy okazji zyska punkty za umiejętność przyznania się do błędów i troskę o jakość legislacji. Jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało w stosunku do ugrupowania notorycznie uchwalającego ustawy w kilka dni czy godzin.

Minister sprawiedliwości chce zniesienia tajemnicy adwokackiej, lekarskiej i dziennikarskiej

Kmicic z chesterfieldem

Po kilka tysięcy złotych wpłacili pracownicy państwowych spółek, ulokowanych w Bydgoszczy, na kampanię PiS przed ubiegłorocznymi wyborami samorządowymi. Złośliwcy twierdzą, że to swoisty „dowód wdzięczności” za zatrudnienie w kontrolowanych przez partię spółkach Skarbu Państwa.

Według „Gazety Wyborczej”, „rekordzistą” w Bydgoszczy jest Błażej Najdowski – przekazał ponad 21 tys. zł. To dyrektor techniczny Zespołu Elektrociepłowni Bydgoszcz, którego właścicielem jest państwowy gigant Polska Grupa Energetyczna. Zapytany o powód, dla którego wpłacił taką kwotę, Najdowski stwierdził, że musi się zastanowić nad odpowiedzią. Dodał, że powód… jest banalny. Nie wytłumaczył jednak reporterowi „GW, co miał na myśli.

Kolejny z listy Michał Krzemkowski wpłacił 14 tys. zł. Jako radca prawny obsługuje Wody Polskie, czyli spółkę powołaną przez PiS. Krzemkowski  jest też członkiem rady nadzorczej Polskiego Radia. 11,2 tys. zł wpłacił były bydgoski radny, Mirosław Jamroży, wiceprezes Enea Pomiary. Inny działacz PiS, który znalazł zatrudnienie w spółce skarbu państwa, Tomasz Rega, dyrektor oddziału Totalizatora Sportowego, wpłacił…

View original post 2 504 słowa więcej

 

Dworczyk jak Morawiecki składa fałszywe zeznania, bo kradnie. Machlojki, krętactwa to specjalność tych ancymonków

O rozmijaniu się teorii z praktyką w przypadku sztandarowego projektu PiS Mieszkanie+ piszę wielokrotnie.

PiS postawił na ideologiczny plus, czyli najprostszy sposób na wyzysk społeczeństwa z jego podatków na hasła z kampanii wyborczej. Z obietnic, które złożył większość legła w gruzach jak Mieszkania plus. Wszędzie tam, gdzie trzeba umiejętnie zarządzać, „piskomuna” wstawiła dyletantów” – skomentował jeden z internautów sytuację, opisaną przez lokalny portal podlasiak.info.pl.

„Czujemy się oszukani. Najbardziej razi nas to, że PiS obiecywał nam tanie mieszkania, żeby młode małżeństwa miały lepszy start. Tym bardziej, że mieszkamy w województwie lubelskim, gdzie zarobki sięgające 2,5 tys. zł to dobre zarobki, ba, niektórzy tyle nawet nie zarabiają. I wychodzi na to, że pracują na same opłaty. A co z pieniędzmi na życie?” – mówi jedna z lokatorek osiedla wybudowanego w ramach programu Mieszkanie+ w Białej Podlaskiej. Poważnie zastanawia się, czy nie zrezygnuje z lokum.

„Dziś piąta miesięcznica od chwili, gdy prokuratura dowiedziała się, że JK reprezentował Srebrną w procesie budowania dwóch wież. Tak ją to zdumiało, że do dziś nie wydała decyzji, czy wszcząć śledztwo, czy nie wszcząć. I to zdumienie trwać pewnie będzie do wyborów” – przypomniał wczoraj na Twitterze Roman Giertych, jeden z pełnomocników Gerarda Birgfellnera. Chodzi oczywiście o złożone przez niego zawiadomienie o popełnieniu oszustwa przez prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego.

Przypomnijmy, że prokuratura po upływie 30 dni od wpłynięcia zawiadomienia, musi zdecydować albo o wszczęciu śledztwa, albo o odmowie rozpoczęcia postępowania. To pierwsze wyjście w tym przypadku musiałoby spowodować przesłuchanie Kaczyńskiego. Jak widać, ten 30-dniowy termin został znacznie, znacznie przekroczony.

 „Szkoda tylko, że suweren ma to w d***e bo „wszyscy kradną, ale PiS daje kasę” I 40% jest”; – „Powinny być zorganizowane w miejscu niedoszłej budowy uroczystości – okolicznościowe śpiewy i przemówienia z drabinki o konieczności dochodzenia do prawdy, tzn. pozwolenia na budowę”; – „Całkiem cicho… ale wieże powstaną” – komentowali internauci.

Kmicic z chesterfieldem

Jednym z największych wyzwań XXI wieku przed którymi stoi Polska jest transformacja energetyczna. Odejście od węgla i włączenie się w walkę z globalnym ociepleniem jest obowiązkiem stojącym przed całym obecnym pokoleniem. Jest to także duża bitwa gospodarcza, ponieważ tania i dostępna energia stanowi atut w rywalizacji z innymi graczami światowej gospodarki. Nie bez znaczenia jest także cena energii dla samych konsumentów, co szczególnie pokazało desperackie dążenie rządu do refundacji podwyżek cen prądu. Do realizacji wszystkich powyższych celów potrzeba zatem wydajnego źródła energii. Tymczasem strategia rządu staje się na tle świata coraz bardziej zacofana. Głównym problemem polskich władz jest bowiem opóźnienie w czasie odchodzenia od węgla w celu zadowolenia licznego grona wyborców lobby węglowego, oraz zwalczanie z przyczyn ideologicznych energetyki wiatrowej na lądzie. Absurd obu założeń widać  szczególnie mocno na tle raportu Międzynarodowej Agencji Odnawialnych Źródeł Energii (IRENA) o kosztach produkcji odnawialnych źródeł energii.

Okazuje się bowiem, że te dynamicznie maleją…

View original post 3 701 słów więcej