Archiwa tagu: Adam Bielan

Karnowscy – zaszczana i gnijąca propaganda pisowskich wlazodupców

Naukowcy z Oxfordu postanowili sprawdzić, jak przed wyborami europejskimi wygląda sytuacja rozpowszechniania dezinformacji m.in. w polskim internecie.

 

Reklamy

PiS na kolanach przed Georgette Mosbacher

Ambasadorka  USA Georgette Mosbacher wystosowała list do ministra infrastruktury  Andrzeja Adamczyka, domagając się odstąpienia od przepisów, które miałyby zamknąć polski rynek dla Ubera i zagroziła zamrożeniem amerykańskich inwestycji w Polsce – podaje „Fakt”.

Tymczasem przeciwko działalności Ubera w Polsce protestują m.in. taksówkarze. W związku z tym 17 października polski rząd wysłał do komisji prawnej Rady Ministrów projekt ustawy o transporcie drogowym, który wprowadzał m.in. konieczność posiadania przez pośrednika wpisu do ewidencji działalności gospodarczej lub posiadania numeru w KRS, co w rzeczywistości blokowało możliwość działalności Ubera w Polsce.

W amerykańskiej firmie kierowcą może zostać każdy, kto ma samochód – bez żadnej licencji, znajomości miasta czy zaświadczenia o niekaralności. Nie musi (tak jak taksówkarze) doliczać podatków, kosztów licencji i członkostwa w korporacji taksówkowej. W kilku europejskich krajach (m.in. w Danii oraz we Włoszech) działalność Ubera została zakazana.

Z ustaleń „Faktu” wynika, że pojawiły się przecieki, iż mimo sprzeciwu Adamczyka, temat ograniczenia działalności Ubera w Polsce jest zamknięty.

Pani ambasador nie po raz pierwszy „interweniuje”. W listopadzie napisała list do resortu zdrowia w sprawie firmy Genetech, która w jej opinii mogła zostać potraktowana niesprawiedliwie przy niektórych decyzjach: „Jestem zaniepokojona, że wątpliwości dotyczące sprawiedliwości lub przejrzystości tego procesu mogłyby wpływać negatywnie na warunki biznesowe dla firm, które sprowadzają innowacyjne nowe technologie do Polski” – oświadczyła Georgette Mosbacher.

Nieco wcześniej napisała też do szefa rządu, wyrażając „zdumienie” tym, że minister Joachim Brudziński oraz inni posłowie PiS oskarżają stację TVN o sfingowanie spotkania polskich neonazistów. Podkreśliła, że ważne jest dla niej wspólne wspieranie przez Polskę i USA wolności mediów i wolności słowa. Wyraziła nadzieję, iż członkowie rządu powstrzymają się od atakowania niezależnych dziennikarzy.

Pisowcy grabią państwo jak mogą, a Jankesów się boją, jak diabeł święconej wody.

Depresja plemnika

Za czasów poprzedniego prezesa NBP Marka Belki dyrektor ds. komunikacji mógł liczyć na 23 tys. zł brutto. Na tę pensję składała się podstawa w wysokości 18 tys. zł brutto oraz kwartalne premie – ok. 10 tys. zł.

Do tego dyrektor mógł dostać maksymalnie dwie roczne premie specjalne z tzw. puli prezesa po ok. 10 tys. zł brutto – ustalił Polsat News.

Przypomnijmy, że obecna szefowa ds. komunikacji Martyna Wojciechowska – wg doniesień medialnych – otrzymuje w NBP za prezesury Adama Glapińskiego ok. 65 tys. zł miesięcznie. Do tego trzeba doliczyć 11-12 tys. zł z tytułu zasiadania w radzie Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, do którego została delegowana właśnie przez Glapińskiego.

Ustalenia Polsat News stoją w sprzeczności z wypowiedziami polityków PiS, poczynając od Andrzeja Dudy.  – „Siatka płac w Narodowym Banku Polskim to nie jest decyzja pana prezesa Adama Glapińskiego, to są decyzje, które były podjęte w czasach, kiedy swoją kadencję jako…

View original post 1 331 słów więcej

Afera KNF musiała się zdarzyć. Jest wpisana w pisowski gen

„Sprawa nie kończy się na panu Chrzanowskim z Komisji Nadzoru Finansowego, ale sięga wyżej. Dotyczy prezesa NBP pana Glapińskiego, którego pan Chrzanowski był wieloletnim asystentem i człowiekiem, ta sprawa dotyczy premiera Morawieckiego” – mówił Tomasz Siemoniak w TVN24. Według wiceprzewodniczącego PO, niezbędne jest powołanie sejmowej komisji śledczej w sprawie afery.

Siemoniak stwierdził, że w całej sprawie „chodzi o to, by jeszcze bliżej nam nieznany układ finansowy, choć pewne osoby są tutaj dość wyraźne, zaczął przejmować prywatne banki”. – „To jest scenariusz węgierski, to działo się na Węgrzech kilka lat temu, gdzie bliscy władzy biznesmeni przejmowali banki od innych biznesmenów – podkreślił.

Poseł PO podkreślił, że Chrzanowski na pewno nie działał sam. – „Ta sprawa sięga tak wysoko, że każdy prokurator się boi tej sprawy jak gorącego kartofla. Jak wytłumaczyć to, że Prokuratura Krajowa nie zauważyła wejścia Romana Giertycha. Akurat jego się zauważa, gdziekolwiek się pojawia. Mamy uwierzyć w to, że prokuratorzy czekali tyle dni, żeby poinformować ministra Ziobrę? Oni się bali, bo widzą, jak ta sprawa wysoko sięga. Dotyczy szczytów władzy PiS” – komentował Siemoniak w TVN24.

Więcej o początkach PC (geneza przekrętów pisowskich) >>>

Autor analizy stawia tezę, że cała afera miała swoje korzenie w sprawie SKOKów, a więc parabankowych instytucji, z którymi związany jest prominentny senator PiS. To on miał przyjść do  banku Czarneckiego i zaproponować mu zdeponowanie 70 milionów złotych. Skąd senator je miał?

Okazuje się też, że w 2017 roku ówczesny minister finansów, Mateusz Morawiecki wydał niespodziewanie rozporządzenie, które sprowadziło kłopoty na banki udzielające kredytów walutowych. Sytuacja Czarneckiego pogarsza się. W marcu 2018 roku udaje się on na spotkanie z szefem KNF, a więc instytucji, która… odpowiada za bezpieczeństwo systemu bankowego. To taka policja bankowa. Bankowy CBŚ. Z ust szefa tej służby Czarnecki słyszy, że może zachowa bank, jak zatrudni kogoś za 40 milionów złotych. Ale nie to jest najbardziej bulwersujące.

Tuż po tym spotkaniu obaj panowie idą do Adama Glapińskiego, przyjaciela Jarosława Kaczyńskiego, szefa NBP. Podobno istnieje taśma z tego spotkania. Co się na nim działo?Czarnecki nie zatrudnił osoby polecanej mu przez szefa KNF. Ale zatrudnił go Zygmunt Solorz w swoim banku. Dlaczego? Ale to nie koniec. W całej aferze KNF pojawia się jeszcze… GetBack. Ta sprawa jest ściśle powiązana z aktualną władzą.

Więcej >>>

Afera KNF to nie najprawdopodobniej, ale na pewno największy przekręt po 1989 roku. Sięga samych szczytów.

Depresja plemnika

Wygląda na to, że w kręgach najwyższych funkcjonariuszy państwa, pod okiem niewidzącego prezesa, powstała grupa przestępcza mająca bardzo śmiały i intratny plan. Korzystając z nacjonalistycznej i etatystycznej ideologii partii rządzącej, w myśl której wszystko, co się da, powinno być polskie i państwowe, a wszystko, co obce bądź prywatne, zagraża naszej suwerenności, przekonano Jarosława Kaczyńskiegokonieczności nacjonalizacji, czyli wykupywania zagranicznych banków przez banki polskie. W tym celu usiłowano (a nawet wciąż się usiłuje) doprowadzić do przyjęcia przez Sejm – w formie poprawki do ustawy o finansowaniu Komisji Nadzoru Finansowego – przepisu umożliwiającego przejmowanie w trybie administracyjnym banków mających trudności finansowe przez inne banki. Przyjęcie tej poprawki, forsowanej przez dotychczasowego przewodniczącego KNF Marka Chrzanowskiego, stwarzałoby możliwość szantażowania właścicieli polskich i zagranicznych banków, to znaczy wyłudzania od nich pieniędzy w zamian za powstrzymanie się od przejęcia, czyli de factozaboru ich banków przez państwo.

Śledztwo pod nadzorem Zbigniewa Ziobry

Genialny pomysł został wypróbowany na szefie Getin Noble Banku Leszku Czarneckim, od którego Marek…

View original post 2 640 słów więcej

Macierewicz obnażony przez Tomasza Piątka. Polska spadła na dno, niedługo rynsztok

Po złożeniu kwiatów przed Pomnikiem Ofiar Tragedii Smoleńskiej 2010 r. przy pl. Piłsudskiego prezes PiS Jarosław Kaczyński, premier Mateusz Morawiecki i szef MON Mariusz Błaszczak wsiedli do otoczonej przez funkcjonariuszy SOP limuzyny. Nieformalne spotkanie, które zarejestrowała kamera Polsat News, trwało kilkanaście minut. Po wszystkim politycy rozeszli się do swoich samochodów.

>>>

 

Dramatyczny spadek jakości polskiej demokracji. Opublikowany właśnie raport Fundacji Bertelsmanna wskazuje, że Polska na 41 krajów zajmuj 37 miejsce, czyli czwarte od końca. To spadek o 29 miejsc, który powoduje, że Polsce bliżej do Turcji, Rumunii czy Meksyku, niż do krajów skandynawskich, Nowej Zelandii czy Kanady. – Ten spadek powoduje dokładnie to samo, co w pozostałych rankingach. Przypominam, że to nie pierwszy ranking tego typu, który pokazuje tak dramatyczny spadek Polski – komentuje prof. Radosław Markowski, jeden ze współautorów raportu.

Bertelsmann o demokracji

Badanie organizowane przez Fundację Bertelsmanna odbyło się po raz trzeci. Poprzednie przeprowadzono w 2011 i 2014 r. W raporcie analizuje się jakość demokracji, wychodząc z założenia, że ma ona istotny wpływ na jakość sprawowanych rządów, a także na gospodarkę i sferę społeczną. To jedna z bardziej prestiżowych analiz tego typu na świecie obok analizy amerykańskiej organizacji Freedom House.

Raport Bertelsmanna to uznana inicjatywa, w której biorą udział setki ekspertów z całego świata. Przy analizie stanu demokracji w danym państwie biorą pod uwagę kryteria na kilku poziomach.

– Są trzy główne filary i kilkadziesiąt czynników, które się dokładnie bada. Jednym z nich jest jakość demokracji, w tym praworządność, i tutaj jest najgorzej. Pod tym względem

Polska spadła dramatycznie,

nie tylko ze względu na miejsce, ale i na zakres. Drugi filar to governance, czyli sposób zarządzania, i trzeci filar to polityki sektorowe, w których nie ma aż takiego dramatycznego spadku, ale też nie jest dobrze – tłumaczy prof. Radosław Markowski.

Na końcu procedury główni koordynatorzy oceniają, jak te oceny poszczególnych specjalistów mają się wzajemnie do siebie. – Jeżeli eksperci dają dziwaczne, dewiacyjne oceny, to są one usuwane. To bardzo rzetelna procedura i metodologia – dodaje prof. Markowski.

Z prymusa do oślej ławki

W poprzednich badaniach Polska była prymusem. W ostatnim badaniu z 2014 roku zajmowała 8. miejsce na 41 badanych krajów UE i OECD.

Polskę wyprzedzały tylko Dania, Finlandia, Szwecja, Norwegia, Szwajcaria, Niemcy, Nowa Zelandia.

Dziś Polska zajmuje czwarte miejsce od końca. Wyprzedziły nas takie kraje, jak Chile, Cypr, Chorwacja, Grecja i Bułgaria.

Według raportu gorzej jest tylko w Rumunii, Meksyku, na Węgrzech i w Turcji.

– Raport Bertelsmanna potwierdza tylko to, co mówią zarówno w UE, która uruchomiła artykuł 7, jak i Rada Europy, ONZ czy inne międzynarodowe organizacje. To, co już wiemy, co mówią autorytety prawnicze w Polsce, wszyscy byli szefowie Trybunału Konstytucyjnego; że praworządność jest naruszana. Tak naprawdę to nic nowego w tym raporcie nie ma – komentuje prof. Markowski.

– Ten raport jest kierowany do tych, którzy nie respektują prawa, odwołują I Prezesa SN, pomimo tego, że expressis verbis w najważniejszym akcie kraju jest napisane, że jest on nieusuwalny i jego kadencyjność nie podlega żadnej dyskusji – dodaje współautor raportu.

Kryzys demokracji liberalnej

Nikt, kto śledzi to, co się dzieje na świecie, nie dziwi się, że Polska jest w gronie krajów, które też mają kłopoty, takich jak Węgry i Turcja wśród krajów Europy, ale warto też zwrócić uwagę, że indeks Bertelsmanna bardzo krytycznie odniósł się do tego, co dzieje się w Stanach Zjednoczonych.

USA znajdują się dziś bardzo daleko w tyle za prymusami ze Skandynawii, Nowej Zelandii czy Kanady.

– To państwa, które znajdują się w czołówce, szczególnie jeśli chodzi o sposób zarządzania czy jakość demokracji. Oczywiście różne populistyczne partie pojawiły się również w Skandynawii, ale nie dochodzą one do władzy. Zresztą nawet gdyby doszły, to prawdopodobieństwo, że naruszałyby w tak oczywisty sposób konstytucję własnego kraju, jest prawie niemożliwe. Te partie istnieją od wielu lat, np. w Dani jest People’s Party, w Finlandii są tzw. Prawdziwi Finowie, są szwedzcy demokraci, którzy zyskali w ostatnich wyborach, ale nikomu tam nie przyszło do głowy, aby rujnować praworządność – konkluduje prof. Markowski.

Macierewicz już się nie podniesie

Komentatorzy są zdania, że tym razem polityk się już nie podniesie.  Autor książki „Macierewicz i jego tajemnice”, po kilkumiesięcznym śledztwie w archiwach Instytutu Pamięci Narodowej zakończył pracę nad następną książką zatytułowaną „Macierewicz. Jak to się stało”.

>>>

„Z dokumentów tych wynika – a jeden z nich stwierdza to wprost! – że Antoni Macierewicz znajdował się pod swoistą ochroną Biura Studiów SB. Była to jednostka, która specjalizowała się w perfidnej dywersji wobec ruchów opozycyjnych. Tworzyła coś na kształt pseudoopozycji, która miała przyciągać przeciwników władzy i zwodzić ich na manowce, pchać w ugodowe lub przesadnie radykalne kierunki, niebędące w stanie zagrozić władzy” – powiedział Piątek w rozmowie z wp.pl

Antoni Macierewicz karierę polityczną rozpoczął jeszcze w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, gdzie był działaczem opozycji demokratycznej. Jest jedną z najgłośniejszych i najbardziej kontrowersyjnych postaci polskiej sceny politycznej.

„Już widzę oznaki ogromnego zainteresowania nową książką. Znaczy to, że Antoni Macierewicz nadal jest przedmiotem ciekawości Polaków, a także ich obaw. Pamiętajmy, że choć teraz Macierewicz jest w odstawce, to może wrócić. Miał robić audyt w MON, później mówiło się o posadzie w Najwyższej Izbie Kontroli, ale wywołało to przerażenie w PiS. Koledzy partyjni bali się, że Antoni Macierewicz dostanie do ręki nowe dokumenty, za pomocą których będzie mógł wywierać presję na politycznych przeciwników” – komentuje Piątek.

>>>

„Z dokumentów tych wynika -a jeden z nich stwierdza to wprost! – że Antoni Macierewicz znajdował się pod swoistą ochroną Biura Studiów SB (jednostka). Tworzyła coś na kształt pseudoopozycji, która miała przyciągać przeciwników władzy i zwodzić ich na manowce”.

PiS przeciw wolności obywatelskiej, wolności mediów, przeciw demokracji. Autorytaryzm

Dzisiaj powinna być miesięcznica na Krakowskim Przedmieściu, ale Kaczyński w drodze do prawdy padł. Taki job twaju mat’ z niego Mojżesz.

Sellin o ustawie dekoncentracyjnej: Mamy koncepcję, którą w każdej chwili możemy zamienić w ustawę i położyć na stole. To wymaga decyzji politycznej, która może nastąpić w każdym momencie

Ustawa ewentualnie zmierzająca do tego, żeby naprawić sytuację, która jest zepsuta w polskiej przestrzeni medialnej, czyli sytuacja, w której pozwoliliśmy w ostatnich latach, żeby bardzo duży segment mediów był w rękach kapitału zagranicznego, jest w ministerstwie opracowywana. Mamy kilka wariantów, koncepcji, wzorowanych na prawodawstwie różnych krajów Europy Zachodniej” – mówił w rozmowie z Beatą Lubecką w Radiu Zet wiceminister kultury Jarosław Sellin.

Mamy koncepcję, którą w każdej chwili możemy zamienić w ustawę i położyć na stole. Tylko to wymaga decyzji politycznej, czy już ten temat poruszamy, czy go wnosimy do debaty publicznej. Ta decyzja należy do kierownictwa mojego środowiska politycznego. To może nastąpić w każdym momencie, bo widzimy, że to nie jest normalna sytuacja” – dodawał.

Alicja Szatkowska ze Stowarzyszenia Przyjaciół Dzieci i Osób Niepełnosprawnych, Jerzy Owsiak i jego Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy oraz przedstawiciele Polskiego Forum Żydów odebrali w Brukseli tegoroczną Europejską Nagrodę Obywatelską. Jest ona przyznawana przez Parlament Europejski za działalność na rzecz lepszego wzajemnego zrozumienia i głębszej integracji między obywatelami państw UE. To wyraz uznania dla pracy osób, które swoją codzienną aktywnością promują europejskie wartości.

>>>

„Odebraliśmy tę nagrodę w imieniu milionów Polaków tworzących Orkiestrę. Nie dajmy sobie nigdy tego odebrać! Takie rzeczy mają szansę bytu w tylko krajach demokratycznych, w których siłą jest idea społeczeństwa obywatelskiego” – napisał szef WOŚP na Facebooku. Po raz kolejny zaapelował o udział w nadchodzących wyborach. – „Idźmy na wybory!!! Kochajmy ten kraj i twórzmy jak najwspanialej dla nas i przyszłych pokoleń” – napisał.

A odbierając nagrodę w Brukseli, Owsiak powiedział, że otrzymanie nagrody potwierdza, że to, co robi WOŚP, nie jest chwilową fascynacją, ale przedsięwzięciem, które funkcjonuje dzięki temu, że ludzie dobrej woli chcą pomagać.  – „To daje nam siłę do dalszego grania z furą przyjaciół do końca świata i jeden dzień dłużej” – stwierdził Owsiak.

Alicja Szatkowska, szefowa Stowarzyszenia Przyjaciół Dzieci i Osób Niepełnosprawnych z Milicza, mówiła z kolei, że nagroda jest ukoronowaniem jej 25-letniej działalności. – „Nie przypuszczałam nigdy, że Parlament Europejski zwróci uwagę na kogoś, kto działa w tak małym miasteczku. To jest nagroda dla wszystkich tych, z którymi od 25 lat współpracuję. To jest nagroda dla młodzieży, która przełamuje wszystkie swoje problemy, która walczy o to, żeby być wszędzie, jak każdy pełnosprawny obywatel. To jest nagroda dla moich terapeutów, dla każdego z pracowników, którzy realizują te marzenia” – powiedziała Szatkowska.

W poprzednich latach polskimi laureatami Europejskiej Nagrody Obywatelskiej było m.in. Mazowieckie Stowarzyszenia Pracy dla Niepełnosprawnych „De Facto”, stowarzyszenie Drogami Tischnera, Komitet Obrony Demokracji, Polska Akcja Humanitarna, Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu czy Polska Fundacja im. Roberta Schumana.

Bielan o komisji śledczej ds. afery taśmowej: Taka decyzja nie powinna zapaść przed 21 października

– Jeżeli taki wniosek wpłynie, na pewno go rozpatrzymy. Uważam, że taka decyzja nie powinna zapaść przed 21 października, czyli przed pierwszą turą wyborów samorządowych, bo emocje są w tej chwili zbyt duże by podejmować racjonalne decyzje – mówił Adam Bielan w rozmowie z Markiem Pyzą w „Kwadransie Politycznym” TVP1.

Tomasz Piątek, dziennikarz i współpracownik „Gazety Wyborczej”, autor książki „Macierewicz i jego tajemnice”, otrzymał Nagrodę Wolności i Przyszłości Mediów. Fundacja Medienstiftung der Sparkasse Leipzig przyznaje ją dziennikarzom od 2001 roku i jak powiedział przewodniczący fundacji Harald Langenfeld. „Wyróżnienie dla Tomasza Piątka to wyraz solidarności z dziennikarzami w Polsce, którzy domagają się prawa dla nieograniczonego dostępu do informacji oraz wolności i niezależności mediów”.

Przeciwko przyznaniu tej nagrody Tomaszowi Piątkowi ostro wystąpił ambasador RP w Berlinie, Andrzej Przyłębski. „Leipziger Volkszeitung”, w obszernym artykule poświęconym tej nagrodzie i jej laureatowi, pisze, że pan ambasador przesłał list do fundacji, w którym nie ukrywa, że „Fakt, że nagroda finansowana z niemieckich środków publicznych ma służyć krytyce polskiego rządu i kwestionować demokrację w Polsce, jest w tym przypadku szczególnie oburzający”.  

Przyłębski podkreśla też, iż nie rozumie, jak można uhonorować taką nagrodą dziennikarza, „któremu udowodniono kłamstwa”. Pytany o szczegóły oskarżenia dziennikarza przez Macierewicza przyznaje jednak, że prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania, czyli… zarzut o kłamstwa okazuje się bezzasadnym.

Ambasador odniósł się również do zarzutu, jakoby wolność mediów w Polsce była ograniczana. Przypomniał, że niemieckie koncerny medialne odgrywają na polskim rynku dużą rolę, a to że spadła sprzedaż „Gazety Wyborczej” nie jest winą PiS, lecz „dziennikarski i moralny upadek tego pisma”.

Pan ambasador nie pierwszy raz zasłynął tak kontrowersyjnym działaniem. W ciągu zaledwie dwóch lat pełnienia swojej funkcji, zdążył obrazić prezydenta Joachima Gaucka, zagrozić niemieckim dziennikarzom, którzy według niego obrażali PiS, pozwem przez Redutę Dobrego Imienia, skrytykować działania Berlińskiego Instytutu Polskiego, który przesadza z podkreślaniem znaczenia dialogu polsko – żydowskiego czy oskarżyć berlińskich działaczy KOD  o blokowanie projekcji filmu „Smoleńsk”.

Głos pana ambasadora, na szczęście, został całkowicie zignorowany.

Tomasz Piątek zamierza przeznaczyć nagrodę, 30 tys euro, na wsparcie niezależnego dziennikarstwa, również poza Polską.

Andrzej Duda wraz z małżonką odwiedził Szwajcarię. Wziął udział w uroczystym koncercie z okazji 100-lecia odzyskania niepodległości przez Polskę, który odbył się w genewskiej siedzibie ONZ, spotkał się z dyrektorem generalnym Biura ONZ, złożył kwiaty pod pomnikiem Ignacego Jana Paderewskiego i uczestniczył w ceremonii upamiętnienia konsula Konstantego Rokickiego, który w czasie drugiej wojny światowej w ramach tzw. grupy berneńskiej wystawiał fałszywe paszporty, ratując setki Żydów przebywających na terenie okupowanej Polski.

We wtorek wieczorem prezydent wystąpił z wykładem „Przyszłość Europy – fundamenty jedności państw Europy” na Uniwersytecie w Zurychu, który odbył się w ramach corocznego Wykładu Churchillowskiego, zorganizowanego przez Europa-Institut.

W swoim przemówieniu nie omieszkał pan prezydent przypomnieć, komu Polska zawdzięcza znalezienie się za „żelazną kurtyną” po drugiej wojnie. Podkreślił też, że wciąż panuje przekonanie, iż państwa właśnie zza tej „żelaznej kurtyny” są postrzegane jako mniej europejskie, a to jest bardzo krzywdzące dla Polski. Mówił o wzajemnym szacunku i równych prawach, podkreślał, że „Każde państwo ma równe prawo do samostanowienia, i to prawo musi być chronione w Europie (…) Europa nie może stać się ekskluzywnym klubem”.

Jednak nie do końca Duda może być zadowolony z wizyty na uniwersytecie. Kiedy wszedł na mównicę, kilka osób, obecnych na sali zaczęło skandować „Panie prezydencie, Konstytucja!”, „Konstytucja” oraz „Wolne sądy”.  Trwało to tylko chwilę. Prezydent starał się zachować twarz, uśmiechał się lekko, pomachał do kogoś ręką, ale na pewno nie było to dla niego miłe.

Jeden z internautów pyta, „a czego sie spodziewał? Wszędzie, na całym świecie powinno go prześladować skandowanie patriotów domagające się praworządności”. Jak to się mówi, „kto sieje wiatr ten zbiera burzę”, więc raczej nie powinien Duda spodziewać się innej reakcji tych, którym demokratyczna Polska leży na sercu.  Jednak jest sporo ludzi, którzy stoją za prezydentem murem. O incydencie na Uniwersytecie w Zurychu piszą, że „Jakich mamy kierowców patrz Słowacja, takich i kodowców- lezą tam gdzie ich nie proszą, PEŁNA KULTURA od słomy i pługa” czy też „Trochę nietaktowne zachowanie kogo uczciwego obchodzi Konstytucja Aleksandra K. !??? mogli krzyczeć; numery kont ss ! skrytki ze złotem III Rzeszy !”.

>>>

Waldemar Mystkowski pisze o Dudzie.

Prezydent powoła kolejnych sędziów Sądu Najwyższego, co oznacza złamanie zawieszeń przepisów nałożonych na procedurę powołania przez Sąd Najwyższy i Naczelny Sąd Administracyjny.

Nic nie wiedziałem o pewnych zdolnościach Andrzeja Dudy. Znałem jego dziwne uśmieszki, gdy nie wiedział, jak się ma zachować. Wstyd mi było za niego, gdy stał, a powinien mieć pod czterema literami krzesło, bo tak nakazuje godność sprawowanego urzędu – prezydenta RP. Dla odmiany klęczał, gdy na horyzoncie zobaczył klechę. Znam więc Dudę surrealnego, by nie napisać dadaistycznego. Duda dada.

Piszę „dada”, bo Duda to taka polityczna sztanca, został wciśnięty na siłę na urząd, do którego się nie nadaje i jest marionetką w rękach wiadomo kogo. Duda dada, cokolwiek mu wypadnie, jak rzut kostką, powtórzy mechanicznie (za prezesem): dada. Poznałem jego nową zdolność wcielania się, dawania twarzy powszechnie znanym powiedzeniom, przysłowiom, aforyzmom.

W rankingu praworządności opracowanym przez ekspertów Fundacji Bertelsmanna Polska pod władzą PiS zaliczyła spadek o 29 pozycji i na 41 krajów Unii Europejskiej i OECD znajdujemy się na 37. miejscu. Czyli 5 pozycji powyżej dna.

Widocznie nie spodobało się to Dudzie, bo oto jutro (10.10.) ma powołać kolejnych sędziów Sądu Najwyższego. To znaczy, że przyjęcie ślubowania będzie złamaniem zabezpieczeń nałożonych na procedurę powołania przez Sąd Najwyższy i Naczelny Sąd Administracyjny.

W sprawie ustawy o Sądzie Najwyższym Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wyda orzeczenie o jej zgodności z unijnym prawem. Wiemy już, kto poprowadzi sprawę – wiceprezes TSUE Hiszpanka Rosario Silva de Lapuerta. Jest ona znana pisowskim „reformatorom sądownictwa”. Już wydała orzeczenie, gdy irlandzki sąd pytał o niezawisłość sądownictwa i wstrzymywał ekstradycję Polaka. Rosario wydała werdykt: irlandzki sąd ma prawo oceniać ryzyko dla praworządności i rzetelnego procesu w innym państwie członkowskim, czyli w Polsce.

Duda zatem uwzględnił możliwość bliską pewności, iż Hiszpanka uzna niezgodność pisowskiej ustawy z prawem unijnym i unieważni wybór sędziów. A to z kolei skutkuje tym, że w rankingu praworządności spadniemy na dno.

Gdy władza PiS i dadaistyczna pacynka Duda nie zastosują się do wyroku TSUE, dojdzie do realizacji aforyzmu Stanisława Jerzego Leca. Duda będzie mógł powiedzieć o praworządności w Polsce, do upadku której walnie się przyczynił: „Sięgnąłem dna i usłyszałem pukanie od dołu”.

Duda jak echo, będzie mógł następnie zapytać i odpowiedzieć sobie: – „Kto od dołu puka? Ja, Duda”. Taki z niego aforysta prosto z pogłębionego Leca.

– Byłam jedną z pierwszych publicystek, które mówiły, że te rządy zmierzają w stronę autorytaryzmu, że mają faszystowskie elementy. Okazało się, że wszystko, przed czym ostrzegałam, to prawda – mówi w rozmowie z naTemat Eliza Michalik, publicystka Superstacji.

(…)

Ale jeśli partia Kaczyńskiego wygra, to nie będzie już niezależnych mediów – zostaną zlikwidowane albo podporządkowane władzy. Z czasem ocenzurowany zostanie internet, podobnie jak np. w Turcji. Prawa kobiet już wiszą na kołku, a zostaną ograniczone jeszcze bardziej. Myślę, że wyjdziemy z Unii, a z czasem i z NATO. Staniemy się nawet gorsi niż Węgry, bo Orban jest bardziej zrównoważonym i pragmatycznym politykiem niż histeryczny Kaczyński.

Ostatecznym celem Kaczyńskiego jest dyktatura. Stworzenie państwa, gdzie wszystkim rządzi partia. Demokracja to nie jest ustrój dla takich jak prezes PiS.

>>>

Uśmiechnijmy się z rana! NSA opublikował właśnie kolejne postanowienie o zabezpieczeniu wykonania uchwały KRS, dotyczącej powołania sędziów do Izby Cywilnej SN.

Mateusz Morawiecki nie da się obalić, silniejszy niż półlitrówka? Zobaczymy

W normalnym demokratycznym państwie premier musiałby się już pakować, ale nie w PiS–owskim, które od europejskich standardów dzieli daleka droga.

Wiadomość o sądowym werdykcie, na mocy którego Mateusz Morawiecki musi zamieścić w mediach przeprosiny – po tym jak publicznie skłamał na temat budowy dróg za rządów koalicji PO-PSL – odbiła się już donośnym echem w Parlamencie Europejskim. Jeden z europosłów PO ujawnił, że panuje tam przekonanie, iż w tej sytuacji polski premier zrezygnuje ze stanowiska.

„Wasz premier odchodzi?” – zapytał mnie jeden z starszych wiekiem europosłów. „Nic o tym nie wiem” – odpowiedziałem. „Ponoć sąd stwierdził, że kłamie. Potwierdziłem: To fakt. I nic? – pytał dalej. Nic. Chyba nic – odpowiedziałem. Na koniec dodał: No to macie problem! Jakbym nie wiedział” – taką treść miała rozmowa, którą Bogdan Zdrojewski odbył w PE po wyroku Sądu Apelacyjnego w sprawie kłamstw Mateusza Morawieckiego.

No i faktycznie, nic nie wskazuje na to, by Morawiecki zamierzał opuścić swe stanowisko. Żaden zresztą przypadek z przeszłości nie wskazuje też na to, że PiS–owska polityka tym razem miałby zbliżyć się nagle do standardów zachodnioeuropejskich. Co więcej, politycy PiS już wytłumaczyli sobie treść i skutki wyroku.

Sprawa jest głośna, ale dla porządku przypomnijmy: premier ma na antenie TVP i TVN zamieścić przeprosiny za słowa z wiecu wyborczego, na którym kłamał, że poprzednicy wydawali mniej pieniędzy na budowę dróg i mostów niż obecny rząd podczas jednego roku.

Rządowy program skończył się, jeszcze zanim na dobre się zaczął.

Minęły dwa lata od uchwalenia przez Radę Ministrów programu Mieszkanie+. Choć w cyklu inwestycji budowlanych dwa lata to nie tak wiele, historia Mieszkania Plus obfitowała już w liczne zwroty akcji. Efekt finalny jest rozczarowaniem i to zapewne również dla samych inicjatorów programu.

Rządowy program miał być szybką odpowiedzią na sytuację kryzysową, w której – mimo dużej skali inwestycji prywatnych – nadal brakuje w Polsce około 900 tysięcy mieszkań, a jedynie 2,5 proc. spośród nowo wybudowanych lokali jest dostępne dla osób o średnich i niskich dochodach. Głównym celem Narodowego Programu Mieszkaniowego była interwencja podażowa – masowa budowa mieszkań na wynajem o umiarkowanych czynszach. Miało to docelowo doprowadzić też do zwiększenia konkurencji i obniżki czynszów na rynku prywatnym.

BYŁY AMBITNE PLANY

Przygotowywano utworzenie celowego funduszu inwestycyjnego oraz banku ziemi utworzonego z gruntów pozyskanych od spółek Skarbu Państwa. Ostatecznie zabrakło jednak rzeczy kluczowej – pieniędzy. Do powstania funduszu nie doszło, a ustawa o Krajowym Zasobie Nieruchomości, będąca podstawą do stworzenia banku ziemi, pozostała w dużej części martwym zapisem. W pierwotnej wersji program skończył się zatem, zanim na dobre się zaczął.

Paradoksalnie najważniejszym rezultatem pierwszego etapu Mieszkania Plus było wprowadzenie formuły najmu instytucjonalnego, który w sposób bezprecedensowy zmniejsza zakres ochrony praw lokatorów. Nowy tryb najmu pozwala na opróżnienie lokalu w ciągu dwóch tygodni od wezwania, bez wyroku eksmisyjnego. Ponadto w zawartej umowie lokator „przyjmuje do wiadomości”, że po eksmisji nie przysługuje mu nawet prawo do lokalu socjalnego i pomieszczenia tymczasowego.

>>>

„Lekcja z Mieszkania+ jest prosta: programu mieszkaniowego nie da się zrealizować bez pieniędzy.”

Hairwald

To niewiarygodne, ale PiS znowu swoją ewidentną porażkę usiłuje przekuć w sukces. Tym razem chodzi o wyrok Sądu Apelacyjnego, który nakazał Mateuszowi Morawieckiemu przeprosić za wygłoszone przez kłamstwo na wiecu wyborczym w Świebodzinie. Mówił wtedy, że za rządów PO-PSL nie budowano dróg i mostów.

Otóż szef sztabu wyborczego PiS europoseł Tomasz Poręba napisał na Twitterze, że… Sąd Apelacyjny przyznał rację premierowi Morawieckiemu! – „1. Sąd nie nakazał przeprosin. 2. Wniosek został oddalony w części dotyczącej wnioskowanego oświadczenia, jak i zakazu rozpowszechniania informacji o braku budowy przez rząd koalicji PO-PSL dróg oraz mostów. 3. Sąd Apelacyjny przyznał rację PMM w zakresie wypowiedzi „nie było dróg i mostów”. 4. PMM ma wydać jedynie oświadczenie które zostanie opublikowane” – napisał Poręba.

W internecie zawrzało. – Panie Poręba, zmiłuj się, nie zaklinaj już tej rzeczywistości. Morawiecki powiedział nieprawdę, czyli skłamał”; – „Brzydko, panie Poręba, tak manipulować. A i z czytaniem ze zrozumieniem kłopoty”…

View original post 3 351 słów więcej