Archiwa tagu: Rafał Trzaskowski

Pokonać Dudę! Zadanie dla kandydatów opozycji. Nie powinno być trudne

Donald Tusk, Rafał Trzaskowski czy Małgorzata Kidawa-Błońska? Zanim największa partia opozycyjna postawi na kandydata na prezydenta, musi się rozliczyć z Grzegorzem Schetyną.

Słoneczny poranek przy Wiejskiej. W gmachu Sejmu atmosfera uroczysta, nowi posłowie zwiedzają budynek. W holu prowizoryczne atelier, parlamentarzyści robią sobie zdjęcia. Przy stoliku obok podpisują listę obecności, debiutanci szkolą się przed czteroletnią kadencją.

Godzina 18, modna ulica Foksal w centrum Warszawy. Cicha knajpka pełna gości. Gospodarzem jest nowy senator niezależny, były poseł PO Stanisław Gawłowski. Minione miesiące były dla niego pełne niespodzianek – w 2018 r. spędził czas w areszcie, ma zarzuty o korupcję.

– Dostałem zaproszenie na spotkanie Gawłowskiego. Kilkudziesięciu gości, większość baronów PO – opowiada jeden z biesiadników. – Podpisali wyrok na Schetynę. Chcieli, by to wiedział. Dlatego umówili się w centrum Warszawy, dali przecieki do tabloidów.

– Nie wszystkim się to podobało. Chcemy zmian, ale nie w takim stylu. Zależy nam, by po rewolucji nie zostały tylko zgliszcza. Rywalizacja powinna być fair play – mówi inny uczestnik biesiady.

Relację ze spotkania daje tygodnik „Wprost”. Wśród gości tzw. frakcja młodych: Borys Budka, Cezary Tomczyk, Sławomir Nitras, Bartosz Arłukowicz i szef partii w Warszawie Marcin Kierwiński, do niedawna kojarzony ze Schetyną.

Jest czołówka PO i polityczni przyjaciele: mecenas Roman Giertych, europoseł Radosław Sikorski, Cezary Grabarczyk, Michał Kamiński, Paweł Poncyljusz, Izabela Leszczyna, z Białegostoku przyjeżdża prezydent Tadeusz Truskolaski.

Lista zaproszonych jest długa, ale niektórych brakuje: Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, Tomasza Siemoniaka, Andrzeja Halickiego.

Goście Gawłowskiego sypią anegdotami, bohaterem jest Schetyna. Wznoszą toasty na pohybel przewodniczącego PO.

– Schetyna jak Balcerowicz!

– Czyli jak?

– Musi odejść!

Trzaskowski wraca do gry

Ten wieczór lider PO spędza daleko. W Strasburgu ostrzega Radę Europy o „próbie zmiany werdyktu wyborczego przez PiS”. Gdy pozuje do zdjęcia z sekretarz Rady, jego przeciwnicy liczą szable w stolicy.

– Pytali, czy dołączę. Odmówiłem, bo nawet jeśli ze Schetyną już nie wygrywamy, to jaka jest gwarancja, że wygramy z Budką? – mówi nam polityk PO.

Są różne pomysły, jak odsunąć Schetynę. Kilka osób forsuje stanowisko wicemarszałka Sejmu dla szefa PO i marginalizację jego najbliższych współpracowników. Inni chcą blokować nominatów Schetyny do Senatu.

Ale naprzeciw jastrzębi w PO stają też gołębie. Mówią, że na koniec chcieliby przybić piątkę ze Schetyną. Wszystko ma się rozegrać po 12 listopada, gdy opozycja ułoży się w Senacie. Pierwszym testem będzie wybór szefa klubu parlamentarnego. Budka już się zgłosił.

Ciszej o samego siebie walczy Schetyna. Odwołał wyjazdowe posiedzenie klubu, ale znalazł czas na spotkanie z posłami debiutantami. Natychmiast pojawiły się komentarze, że szuka sojuszników, bo parlamentarzyści z automatu wchodzą do rady krajowej PO. To zaplecze partii.

Jak opowiadają nasi rozmówcy, miał zaproponować drugiej stronie, by do gry o prezydenturę wrócił Rafał Trzaskowski związany z młodymi w PO. – Jego kandydatura upadła, gdy wyskoczył z kartą LGBT. W partii uznali, że jest za bardzo lewicowy, że nie pozbiera głosów tradycyjnych wyborców, a prezydent musi mieć jak najszersze poparcie. Ostatnio młodzi podnieśli głowy, Schetyna da im wszystko, na czym im zależy. Na ich: „Grzegorz, zabijemy cię”, odpowiedział: „Chłopaki, nie zabijajcie mnie, Trzaskowski na prezydenta” – ujawnia polityk PO.

Z prezydentem Warszawy jest pewien problem. Zwycięski scenariusz to komisarz w stołecznym ratuszu, którego wskaże premier. To oznaczałoby, że stolica – wyborczy bastion PO – dostanie się w ręce nominata PiS. Komisarz będzie rządził miastem do nowych wyborów, które muszą być rozpisane w ciągu trzech miesięcy.

Samorządowa ekipa PO jest już przyzwyczajona do kontroli wysłanych przez państwowe służby. Ostatnia to CBA, które przysłało agentów w kominiarkach, co dobrze wygląda w TVP. Zażądali dokumentów oczyszczalni ścieków Czajka. – Czytamy to jako sygnał, że druga strona obawia się kandydata Trzaskowskiego – mówi warszawski polityk PO.

Tusk mobilizuje wyborców PiS

Trzaskowski to tylko jedna z propozycji, przede wszystkim PO czeka na decyzje jej byłego lidera Donalda Tuska. Ale ma on własne plany, startuje na szefa Europejskiej Partii Ludowej. Rzecz rozstrzygnie się dopiero 21 listopada.

To opóźnienie nie było do końca po myśli Schetyny. Po przegranych wyborach do Sejmu chciał uspokoić wrzenie w Platformie, wprowadzając do partyjnej debaty temat kandydata na prezydenta. Daleko szukać nie musiał. Kidawa-Błońska, którą wcześniej zrobił twarzą kampanii wyborczej, zdobyła w Warszawie 416 tys. głosów.

Schetyna uznał, że to kapitał, który daje jej realne szanse w starciu z Andrzejem Dudą. Ludzie z otoczenia przewodniczącego zaczęli przekonywać, że czas goni i trzeba się błyskawicznie decydować. By pójść dalej, potrzebował deklaracji Tuska, ale szef Rady Europejskiej się nie zadeklarował.

Spotkali się w Brukseli, gdzie Schetyna miał usłyszeć, że Tusk niczego nie wyklucza, ale uważa, że opozycji nie stać na pomyłki i kandydaci, których wybierze PO, muszą być gruntownie przebadani.

W partii mówią też o prawyborach. Jeśli PO się na to zdecyduje, to nie pierwszy raz – w ten sposób nominację dostał Bronisław Komorowski, z którym konkurował w 2010 r. Sikorski.

Tusk wie, że wzbudza skrajne emocje. Jest mocnym kandydatem po stronie opozycji, ale po drugiej stronie barykady ma zdeklarowanych przeciwników. W PiS też to wiedzą. Sztabowcy partii doskonale zdają sobie sprawę z tego, że ich elektorat najbardziej mobilizują Tusk, Wałęsa i Giertych.

– Do 21 listopada raczej nie należy się spodziewać twardych deklaracji po naszej stronie. Jeśli wtedy Tusk zostanie szefem Europejskiej Partii Ludowej, to są marne szanse na start w Polsce. Prezydent jest apolityczny, więc musiałby zrezygnować ze stanowiska, które dopiero co zdobył – słyszymy w PO. Ale są też tacy, którzy twierdzą, że rezygnacja nie będzie problemem.

Kaczyński wskazuje Dudę

W tej politycznej układance pewny jest jeden kandydat. Wskazał go Jarosław Kaczyński. – Prezydent Andrzej Duda odnosi sukcesy, które bardzo sobie cenimy. Byłoby z naszej strony wielce nieroztropne i nierozsądne, gdybyśmy chcieli szukać kogoś innego – stwierdził we wrześniu w „Super Expressie.”

Duda czasu nie marnuje, od czterech lat jest w trasie. Przejechał 117 powiatów już jako prezydent, teraz chce dojechać tam, gdzie nie był jeszcze nigdy żaden prezydent. PiS też się już szykuje, z kampanii parlamentarnej chce przejść płynnie w prezydencką. – Dzień po wyborach parlamentarnych jesteśmy gotowi do ostatniej, czwartej i mam nadzieję zwycięskiej – to usłyszeli dziennikarze na śniadaniu prasowym, które w środę wydał PiS. Na Nowogrodzkiej pokazali szczegółowe analizy poziomu poparcia dla partii Kaczyńskiego. To one m.in. posłużą do rozpisania strategii kampanijnej Dudy.

Wcześniej Joachim Brudziński uchylił rąbka tajemnicy, że w najbliższych dniach partia przedstawi sztab wyborczy. Ponieważ nie spodobało się to w Pałacu Prezydenckim, Brudziński stwierdził, że „palnął”, bo była godzina siódma rano.

Ale niezależnie od tego, co teraz głosi europoseł PiS, partia faktycznie przymierza się do wiosennej kampanii prezydenckiej. Z kilku powodów.

Po odbiciu Senatu przez opozycję w PiS wiedzą już, że mają realnego konkurenta. – Zdaję sobie sprawę, że to nie będzie spacerek – mówił o kampanii prezydenckiej wicepremier Jacek Sasin. Bo jeśli druga strona ułoży po swojemu Senat i wybierze swojego marszałka, to on, a nie Nowogrodzka, ogłosi termin wyborów prezydenckich.

PiS chce też wykorzystać zamieszanie i wewnętrzne rozliczenia w Platformie, by w ten sposób pokazać wyborcy porządek w obozie władzy i chaos po stronie głównej partii opozycji.

PSL: Zróbmy prawybory opozycji

Bo w PSL i na Lewicy kryzysu nie ma. W grze są Robert Biedroń z Wiosny i szef ludowców Władysław Kosiniak-Kamysz.

– Schetyna ma wyjście. Może skorzystać z naszego pomysłu i odwrócić uwagę od tego, co się dzieje u niego w partii – mówi „Wyborczej” jeden z ludowców. PSL też proponuje prawybory, w których kandydatów do urzędu prezydenta wystawia cała opozycja. – To jest coś nowego, czego jeszcze w polskiej polityce nie było. Kandydaci spotykają się i debatują, śledzą to media i wyborcy, więc gra toczy się na naszym podwórku. Po trzech tygodniach robimy duże badania, który z kandydatów ma największe szanse, i tego wystawiamy – mówi „Wyborczej” Władysław Kosiniak-Kamysz.

Ale pomysł nie ma wielu zwolenników. – Jeśli faktycznie przegrani w takich prawyborach wycofaliby się ze startu, uznając jednego kandydata opozycji, byłoby to godne rozważenia. Ale jakoś sobie tego nie wyobrażam – mówi ważny polityk PO.

Tomasz Siemoniak, wiceszef PO, stronnik Schetyny, ocenia, że propozycja PSL jest nierealistyczna, bo każdy, kto zajmuje się polityką, pamięta, co się stało z Unią Wolności, gdy nie zgłosiła kandydata na prezydenta w 2000 r. – Skończyło się to fatalnie, UW praktycznie przestała istnieć – przypomina.

To wspomnienie przywołują kolejni rozmówcy od PiS po SLD. Budka uważa, że najlepsze prawybory dla opozycji to pierwsza tura wyborów prezydenckich.

W prezydenckiej grze chce zagrać też lewica, która po czterech latach wróciła do Sejmu i na nowo buduje swoją markę. – Żadnych powszechnych prawyborów a la PSL, wszystko na spokojnie. Testem będzie pierwsza tura – mówi ważny polityk Sojuszu.

Kandydatem będzie Biedroń. To będzie dla niego finał brawurowego politycznego rajdu. Lider Wiosny, eurodeputowany, który obiecał złożyć mandat, ale zmienił zdanie. Do tego krytyk SLD, który został sojusznikiem partii Włodzimierza Czarzastego.

Działacz Sojuszu: – Nie gramy w tej samej lidze co Donald Tusk, ale Biedroń weźmie swoje, a my musimy za nim stać z logo lewicy. To nazwisko na kilkanaście procent. Powiem nieelegancko, ale obrazowo: po czterech latach wyszliśmy z czarnej dziury, nikt nie chce tam wrócić. Będziemy stali za Biedroniem murem.

„Donald Tusk jest niezawodnie genialny. Lojalny i uczciwy wobec Wielkiej Brytanii, znacznie wykraczający poza to, czego można oczekiwać. Nie uciekł się do gniewnych tyrad ani nie był mechanicznym technokratą, w przeciwieństwie do innych w Brukseli. Mamy szczęście, że był tam w tym okresie z nami” – napisał wydawca jednego z angielskich serwisów poświęconych polityce, Ian Dunt.

„Gdyby pisiorki umiały czytać po angielsku trafiłby ich szlag.” – skomentował to jeden z internautów.

Kmicic z chesterfieldem

Kaczyński, Kamiński i Ziobro od dawna musieli wiedzieć o majątku Mariana Banasia i jego biznesowych konszachtach z gangsterami. A mimo to karnie podnieśli rękę za powołaniem tego „krystalicznie uczciwego” człowieka na szefa NIK. Dlaczego?

Prezes PiS, prokurator generalny, szefowie służb specjalnych jak jeden mąż zagłosowali 30 sierpnia w Sejmie za tym, by powołać Mariana Banasia na prezesa Najwyższej Izby Kontroli. Choć od miesięcy było wiadomo, że w sprawie jego majątku są niejasności, a jego byli współpracownicy z resortu finansów mają zarzuty za wyłudzenie VAT, „Pancerny Marian”, jak nazywają Banasia partyjni koledzy, jest mocniejszy, niż nam wszystkim się wydawało.

Gdy „Superwizjer” TVN ujawnił, że od lat wynajmował znanym krakowskim sutenerom kamienicę, którą ci zamienili na hotelik z pokojami na godziny, PiS bronił go jak niepodległości. Sam Banaś brylował w prorządowych mediach, pokrętnie tłumacząc się z biznesów z karanymi w przeszłości gangsterami, którzy mają do niego bezpośredni telefon. I sam się denuncjował, ujawniając…

View original post 2 490 słów więcej

 

Politycy dzielą Polaków jak niewolników

W kurzu bitewnym kampanii wyborczej trudno jest dostrzec niuanse, mniejsze grupy, ale nade wszystko – wspólnotę Polek i Polaków. Społeczeństwo wydaje się podzielone na pół, na dwa zaciekle zwalczające się obozy. Jest to podział wykreowany przez polityków, w rzeczywistości więcej nas łączy, niż się nam wydaje

„Warto o tym pamiętać, bo po wyborach ciągle będziemy żyć w jednym kraju” – pisze socjolog, badacz trendów Paweł Ciacek. Jest on też działaczem społecznym zaangażowanym w działania profrekwencyjne, m.in. w kampanię „Zabierz głos, bo go stracisz” organizowaną przez Fundację Batorego.

Paweł Ciacek twierdzi na podstawie badań, że nie dzielimy się na dwa plemiona, tylko na pięć grup – są to:

  • łagodni tradycjonaliści
  • religijni patrioci
  • męscy tradycjonaliści
  • otwarci obywatele
  • otwarci rozważni Polacy

„Istnieje wiele fundamentalnych kwestii zarówno obyczajowych, jak i politycznych, co do których jesteśmy zgodni. Zgodność w poglądach na poziomie ponad 70 proc. to bardzo dużo” – pisze Ciacek. I apeluje:

„W imię naszych wartości  i potrzeby zapewnienia reprezentacji różnym grupom trzeba iść do urn i zagłosować 13 października. Trzeba jednak też pamiętać, że po wyborach ciągle będziemy żyć w jednym kraju i że wiele nas łączy”.

Na polaryzacji zyskują politycy

Jesteśmy różni, jednak nie możemy powiedzieć, że dzielimy się na dwa przeciwstawne obozy. Obywatele mają dobrą intuicję, gdy przypisują źródła tego poglądu politykom, dla których taka polaryzacja niewątpliwie jest korzystna. Podgrzewanie temperatury sporu, wyostrzanie różnic, piętnowanie dyskusji i odstępstw od obowiązującej linii zabija szczerą rozmowę i mobilizuje poparcie – a o to przecież w perspektywie krótkoterminowej politykom chodzi.

Tym bardziej widać, że to od samych obywateli będzie zależeć, który z poglądów się sprawdzi: czy za 100 lat Polska będzie liderem Europy, czy też jej skansenem, czy będzie nam lepiej, czy gorzej. Obecnie opinie w tej kwestii są prawie równo podzielone.

Według badań opinii publicznej rośnie przekonanie, że polaryzacja poglądów jest w Polsce coraz mocniejsza: 47 proc. Polek i Polaków zgodziło się ze stwierdzeniem, że „społeczeństwo polskie jest bardziej podzielone, skonfliktowane niż przed wyborami 2015 roku” (CBOS, 2017). W tym samym pomiarze respondenci, pytani o przyczyny narastających konfliktów, nie pozostawiają złudzeń: to politycy oraz największe partie polityczne (PiS i PO) są głównym powodem kłótni. Rzut oka na sytuację ekonomiczną Polek i Polaków zdaje się potwierdzać ten pogląd. Wskaźniki optymizmu konsumenckiego nigdy nie były tak wysokie, samoocena sytuacji materialnej jest na historycznie wysokim poziomie. Zatem przyczyn napięć społecznych, nie należy upatrywać w sytuacji ekonomicznej, lecz gdzie indziej.

Dzieli nas najnowsza historia

Odpowiedzi w sondażu kampanii społecznej „Jesteśmy różni. Jesteśmy Polską”, zorganizowanej w tym roku przez Fundację Stefana Batorego i Kulturę Niepodległą, wskazują pola kontrowersji. Na pierwszy plan wysuwa się historia i to ta najnowsza.

Nie możemy zgodzić się co do oceny wydarzeń i postaci historycznych z ostatnich lat. Aż 45 proc. Polek i Polaków wskazuje, że czasy PRL były okresem odbudowy, a prawie tyle samo (55 proc.) uznaje je za „okupację”. Co ciekawe, negatywnie ten okres oceniają młodzi, czyli grupa, która nie ma osobistego doświadczenia Polski z tamtego okresu. Ich opinia jest prawdopodobnie wynikiem sposobu przedstawiania tego czasu w mediach i słowach polityków różnych opcji, dla których stosunek do wydarzeń historii najnowszej to jeden z punktów sporu.

W tym kontekście nie dziwi fakt, że stan wojenny jest przedmiotem sprzecznych ocen. Wśród pytanych 52 proc. uznaje jego wprowadzenie za zdradę, a za konieczność – 48 proc. Okrągły stół jest przez nieznaczną większość – 64 proc. – uznawany za sukces, a nie zdradę, czyli sprzeniewierzenie się narodowym interesom.

Postać Lecha Wałęsy, jednego z głównych aktorów wydarzeń najnowszej historii, jest przedmiotem istotnych kontrowersji w ocenach. I tutaj, podobnie jak w przypadku oceny czasów komunizmu, społeczeństwo niemal idealnie podzieliło się na pół: 55 proc. uważa, że przyznanie Lechowi Wałęsie Nagrody Nobla jest powodem do dumy, a 45 proc. nie zgadza się z tym poglądem. Wciąż nie mamy jednoznacznej oceny powstania warszawskiego: według większości to niepotrzebna strata dla narodu – 57 proc. twierdzi, że powstanie pociągnęło za sobą zbyt wiele ofiar, a według 43 proc. ten zryw był potrzebny.

Jednoczy nas za to stosunek do bitwy pod Grunwaldem, którą zdecydowanie uznajemy za zwycięstwo (choć blisko 20 proc. pytanych uważa, że nie możemy tak twierdzić).

Dzieli nas stosunek do obecnego rządu (37 proc. osób twierdzi, że dba on o Polskę, reszta uznaje, że niszczy państwo), do Smoleńska (według 65 proc. pytanych był to wypadek, pozostali sądzą, że nastąpił zamach). Polacy i Polki mają też odmienny stosunek do flagowego dla polityki społecznej PiS programu 500 plus (57 proc. twierdzi, że jest szkodliwy dla budżetu, a 47 proc. – że pomaga budżetowi domowemu).

Jeśli podział, to niekoniecznie na pół

Teza o podziale na „dwie Polski” sprawdza się, kiedy pytamy o kwestie historyczne, zwłaszcza o historię najnowszą naszego kraju. Gdy jednak analizujemy odpowiedzi na sondażowe pytania o wartości, upodobania, styl życia, poglądy na związki czy na tematy religijne, to widać grupy respondentów podobnych do siebie, a jednocześnie różniących się poglądami od innych. Takich spójnych grup w polskim społeczeństwie da się wyodrębnić przynajmniej pięć. Teza o podziale naszego społeczeństwa na dwa wzajemnie zwalczające się obozy ma więc bardziej publicystyczny niż socjologiczny charakter.

Podział na pięć

Jak można opisać grupy wyłaniające się z analizy danych z sondażu „Jesteśmy różni. Jesteśmy Polską”?

Największą i najbardziej typową są „łagodni tradycjonaliści” – osoby wierzące, które jednocześnie pozwalają na odstępstwa od publicystycznej linii polskiego Kościoła katolickiego, np. w kwestii finansowania in vitro, a także uznają, że homoseksualizm to orientacja seksualna, a nie zboczenie. Grupa ta jest najbardziej pragmatycznie nastawiona do rzeczywistości, a z przyszłością nie wiąże specjalnych nadziei („jest tak, jak jest, i pewnie lepiej już nie będzie”). Pragmatycy nie żyją skrajnościami. Są zwolennikami Kościoła katolickiego, a zarazem nie odżegnują się od wspierania WOŚP.

Drugą dużą grupę stanowią „religijni patrioci”, którzy całkowicie identyfikują się z oficjalnym stanowiskiem Kościoła katolickiego, często z tym konserwatywnym, wyrażanym podczas niedzielnych kazań. Dla tej bardzo religijnej, najczęściej wiejskiej grupy imigranci stanowią zagrożenie, a 500 plus przynosi jednoznacznie pozytywne korzyści.

Wśród Polek i Polaków o bardziej konserwatywnych poglądach można wyróżnić jeszcze zdecydowanie męską grupę. „Męscy tradycjonaliści” są nastawieni zdecydowanie najmniej ekologicznie, widzą w gospodarce opartej na węglu powód do dumy, a nie zagrożenie. Uważają, że feminizm trzeba zwalczać, bo prawdopodobnie uznają go za zagrożenie dla ich własnej pozycji społecznej. Będą nas bronić przed imigrantami, którzy stanowią w ich pojęciu istotne niebezpieczeństwo.

Z analizy danych sondażowych wyłania się także grupa o zdecydowanie progresywnych poglądach. Dla „otwartych obywateli” kwestie ekologiczne mają fundamentalne znaczenie, a wegetarianizm nie jest tylko indywidualnym wyborem, lecz aktem odpowiedzialności za losy planety. Feminizm i szersza walka o prawa kobiet to akt wyrównania dziejowej niesprawiedliwości. W tym kontekście kwestie religijne schodzą na plan dalszy i stanowią raczej obiekt ataku niż coś, czym powinno kierować się w życiu.

Duży odsetek naszego społeczeństwa stanowią „otwarci rozważni Polacy” (przedstawiciele starszego pokolenia), którzy choć nie są bardzo progresywni, to jednak mają dużą tolerancję na zachowania odmienne od społecznego mainstreamu. Są zwolennikami finansowania in vitro, homoseksualizm to dla nich orientacja seksualna, a feminizm według nich niekoniecznie trzeba zwalczać. Jedzą mięso, ale ekologiczny styl życia uważają za konieczność. Choć są religijni, to nie do końca wierzą w świętość papieża, i uważają, że miejsce religii jest na plebanii, a nie w szkole.

Dużo nas łączy

Pozwolę sobie na uwagę natury generalnej (brzmi ona dosyć banalnie, ale jest ważna w kontekście omawianych analiz): w każdej grupie, niezależnie od jej wielkości, spotykamy różnych ludzi. Nawet jeśli mamy podobne poglądy, to różnimy się temperamentami. Nawet gdy zbliżają nas do siebie charaktery, mamy np. inne hobby. W różnicach nie ma nic złego, przeciwnie – mogą być one zbawienne, bo zróżnicowana grupa ma szansę wykorzystać wiele kompetencji. Z tego potencjału różnorodności da się czerpać tylko wtedy, gdy istnieją wspólnie podzielane wartości, na rzecz których można razem działać.

W badaniu „Jesteśmy różni. Jesteśmy Polską” zobaczyliśmy wiele obszarów, w których istnieją kwestie wspólne dla wszystkich Polek i Polaków. W pierwszej kolejności jest to rodzina, która dla prawie wszystkich stanowi wartość najwyższą, zdecydowanie stawianą ponad sukcesem zawodowym (uznaje tak 87,1 proc. społeczeństwa). Rodzinę tworzy związek mężczyzny i kobiety (za tym poglądem opowiedziało się 79,8 proc.) – w tym sensie Polki i Polacy są tradycjonalistami. W kwestiach związanych z prokreacją jesteśmy społeczeństwem progresywnym – chcemy używać prezerwatyw, a nie kalendarzyka, popieramy też in vitro (odpowiednio 75 proc. i 83 proc.). Jesteśmy zwolennikami badań prenatalnych (90 proc.).

Jedną z największych trosk społeczeństwa okazuje się przyszłość. Ocieplenie klimatu dla zdecydowanej większości Polek i Polaków jest faktem (76 proc.), a smog stanowi istotne zagrożenie (92 proc.). Choć zgadzamy się co do diagnozy stanu rzeczy, to jednak wyniki badania nie pozwalają stwierdzić, czy mamy podobne pomysły na wyjście z tych zagrożeń.

Badanie pokazuje, że staliśmy się odpowiedzialnymi obywatelami, dla których płacenie podatków to oczywistość (76 proc.). Jesteśmy także zgodni co do tego, że Unia Europejska przyniosła dużo korzyści Polsce (73 proc.), i choć cenimy niezależność (większość jest za utrzymaniem własnej waluty oraz prymatu prawa krajowego nad europejskim – odpowiednio 77 proc. i 71 proc.), to zasadniczo zgadzamy się, że Polska należy do rodziny krajów europejskich i powinna zostać w UE.

Istnieje wiele fundamentalnych kwestii zarówno obyczajowych, jak i politycznych, co do których jesteśmy zgodni. Zgodność w poglądach na poziomie ponad 70 proc. to bardzo dużo. Zatem nawet jeśli polskie społeczeństwo (tak zresztą jak każde inne na świecie) dzieli się na mniejsze grupy ludzi o poglądach podobnych do siebie, to jednak istnieje wiele wartości i poglądów, które Polki i Polaków łączą. W imię naszych wartości  i potrzeby zapewnienia reprezentacji różnym grupom trzeba iść do urn i zagłosować 13 października. Trzeba jednak też pamiętać, że po wyborach ciągle będziemy żyć w jednym kraju i że wiele nas łączy.

Małgorzata Kidawa-Błońska – miodzio. Czytaj tutaj >>>

Kmicic z chesterfieldem

Na Marszu Równości w Lublinie tydzień temu zatrzymano małżeństwo z domowej roboty ładunkiem wybuchowym. Miał zostać użyty przeciwko uczestnikom manifestacji. Czyżby głoszenie z ambon o „tęczowej zarazie” wywołało efekt „samotnych wilków” prowadzących prywatny dżihad po tym, czego nasłuchali się od radykalnych imamów w meczetach Londynu czy Paryża?

„Przyzwolenie na język pogardy stwarza zagrożenie dla bezpieczeństwa”

RPO Adam Bodnar czuje rosnące zagrożenie homofobicznym terroryzmem. Zaraz po zatrzymaniu małżeństwa z Lublina wydał oświadczenie „STOP homofobicznej i transfobicznej przemocy!”:

„Wzywam do zaprzestania działań, które prowadzą do realnego zagrożenia osób LGBT. (…) Nie możemy nadal tolerować wykluczania ze wspólnoty tworzonej przez wszystkich mieszkańców naszego kraju całej grupy społecznej. Pamiętajmy też, że nieprzekraczalną granicą wolności słowa jest godność drugiego człowieka. (…)

Z wielkim niepokojem obserwuję narastanie uprzedzeń, nienawiści, a także słownej i fizycznej agresji wobec osób LGBT. Moje obawy i stanowczy sprzeciw tym bardziej wzbudza fakt, że te niebezpieczne napięcia społeczne nie tylko nie są postrzegane jako wymagające reakcji i eliminacji zagrożenia…

View original post 2 674 słowa więcej

 

Kaczyńskiego program, aby Polacy zdychali

Służba zdrowia. Na tym temacie poległa dotąd w Polsce każda władza. Mało tego, nawet takie mocarstwo jak USA ma w tej kwestii problemy. Jak jednak z tym tematem poradził sobie PiS? – “W 2024 wydamy 160 mld zł na zdrowie” – zapowiedział Łukasz Szumowski podczas konwencji PiS w Opolu.

To jednak kolejne odległe obietnice. Co jednak partia rządząca zrobiła przez ostatnie cztery lata? Okazuje się, że tu nie jest już tak wesoło.

Co zrobił PiS?

PiS podszedł do systemu zdrowia ideologicznie. Skończył z finansowaniem in vitro, ograniczył dostępność do antykoncepcji awaryjnej, poważnie chyba myślał o zakazie aborcji. Myślano o likwidacji NFZ i przejściu na finansowaniu z budżetu. Krótko mówiąc: partia rządząca wiele obiecała wyborcom, nie zrobiła faktycznie nic konkretnego.

W tle zaś jest coraz gorzej. Już 92 proc. szpitali powiatowych notuje w tym roku straty. Nawet jednostki, które mogły dwa czy trzy lata temu pochwalić się „byciem na plusie”, dziś notują straty. To wnioski Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych, które płyną z raportu tego podmiotu.

To jednak jeszcze nic. Problem dot. też zarobków. Zwłaszcza młodych lekarzy oraz tych z publicznych placówek. Pensje pracowników laboratoryjnych i fizjoterapeutów wynoszą nieco więcej niż minimalna krajowa. Od przyszłego roku z kolei np. młode pielęgniarki będą zarabiać już mniej niż np. salowe czy sprzątaczki.

Kampanijne obietnice 

Co jednak na rządząca partia na taką sytuację? PiS jest z siebie dumny! – “Udało się bardzo wiele, ale jest jeszcze naprawdę bardzo wiele do zrobienia w służbie zdrowia i mamy parę priorytetów, które chcemy zaproponować na następną kadencję” – mówił dziś minister Łukasz Szumowski.

Ponadto przedstawili pomysły, które obiecują zrealizować. Przedstawili je w formie „piątki” dot. zdrowia, a są nimi:

1.     “Dwa razy więcej na zdrowie niż za czasów PO-PSL”
2.     “Fundusz Modernizacji Szpitali”
3.     “Pakiet badań kontrolnych dla każdego Polaka”
4.     “Koordynowana opieka nad seniorami i osobami niesamodzielnymi w każdym powiecie”
5.     “Miliard złotych na najnowocześniejsze centrum onkologii w Europie”.

Czy to ma przekonać wyborców? Cztery ostatnie lata obecnej kadencji, gdzie nie pochylano się nad problemami szpitali, wpływa negatywnie na dzisiejsze obietnice. Ponadto brakuje konkretów, skąd PiS weźmie na to wszystko pieniądze? Istnieje obawa, że to kolejne, pobożne życzenie, które jest oderwane od realiów.

Kmicic z chesterfieldem

Jeśli ktoś uważał wybór Małgorzaty Kidawy-Błońskiej na twarz kampanii Koalicji Obywatelskiej za kontrowersyjny, dziś musi zmienić zdanie. Kandydatka na premiera z ramienia PO i sojuszników cieszy się sporą popularnością w gronie elektoratu.

Tak przynajmniej wynika z sondażu Instytutu Badań Pollster, przeprowadzonego na zlecenie Super Expressu. “Wygląda na to, że wyznaczenie Małgorzaty Kidawy-Błońskiej jako kandydatki Koalicji Obywatelskiej na szefową rządu było strzałem w dziesiątkę – czytamy w sobotnio-niedzielnym wydaniu “Super Expressu”.

Taką premier chcemy?

Instytutu Pollster wykazał w badaniu, że na Kidawę-Błońską jako premiera chce głosować aż 20 proc. ankietowanych, zaś na Grzegorza Schetynę – 2 proc. “To prawdziwy nokaut” – twierdzą dziennikarze “SE”.

Jakby emocji było za mało, po chwili dodają: “Nie dość, że Kidawa-Błońska miażdży Schetynę, to jeszcze wytrwale goni Mateusza Morawieckiego. W naszym sondażu różnica między nią a obecnym szefem rządu wynosi 4 pkt proc”. Według Instytutu Pollster Mateusza Morawieckiego w roli szefa rządu widzi nadal 24…

View original post 1 798 słów więcej

 

Przydupas Kaczyńskiego, Brudziński, odwrócił bieg Wisły kijem

Mylić się rzecz ludzka, ale żeby „pokręcić” strony świata i odwrócić kierunek biegu królowej polskich rzecz – to już przesada. Mamy jednak kampanię wyborczą i w imię starej PiSowskiej dewizy „ciemny lud to kupi” wszystkie chwyty z kłamstwem włącznie wydają się dozwolone.

Skorzystał z tego Joachim Brudziński, który na antenie Polsat New pytany m.in. o awarię warszawskiej oczyszczalni „Czajka”, która spowodowała kontrolowany wyciek ścieków do Wisły tak się zapędził w swojej argumentacji, iż powiedział, że warszawiacy byli świadkami fali kulminacyjnej, która docierała do Mostu Poniatowskiego. To by oznaczało, że Wisła zmieniła swój bieg.

Tymczasem ścieki spływają do Wisły przy moście Północnym na wysokości ulicy Farysa na warszawskich Bielanach. Most Poniatowskiego położony jest na południe od Bielan i łączy Śródmieście z Pragą.

„Ścieki są podobno zrzucane do Wisły na wysokości Bielan. Wisła płynie na północ. Most Poniatowskiego jest na południe od Bielan. To skąd fala kulminacyjna na jego wysokości?” – zapytał drwiąco Konrad Piasecki z TVN24.

„PiS kłamstwem stoi” odpalił polityk PO, Michał Szczerba. „Kłamca Brudziński kijem próbuje zawrócić Wisłę. Awaryjny zrzut miał miejsce na granicy W-wy i Łomianek. Płynie w kierunku północy. ‚Fala kulminacyjna’ nigdy nie dotarła do Mostu Poniatowskiego. Musiałaby wbrew fizyce i prawom natury płynąć pod prąd!” – czytamy we wpisie posła w sieci.

Po tym, jak na Twitterze wybuchła burza polityk PiS postanowił ponownie zabrać głos i próbował pomniejszyć swą wpadkę, która wygląda raczej na manipulację i PiSowskie ciągoty do hejtu. Jest kampania, więc każda garstka błota przyda się by rzucić nią w przeciwnika.

Nie ma problemu katastrofy ekologicznej i ukrywania przed opinią publiczną przez Rafała Trzaskowskiego awarii oczyszczalni ścieków, wybudowanej za miliardy i z przytupem otwieranej przez polityków PO. Mega aferą okazało się, że zamiast Most Północny powiedziałem Most Poniatowskiego” – przewrotnie usprawiedliwiał się w sieci.

We wtorek rano doszło do awarii jednego z kolektorów przesyłającego ścieki z części lewobrzeżnej Warszawy do oczyszczalni „Czajka”. Nieczystości wówczas skierowano do drugiego z kolektorów, który jednak w środę przestał funkcjonować. Zarząd Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji podjął decyzję o kontrolowanym zrzucie nieczystości do Wisły.

Przypomnijmy, że Czajka jest obecnie jedną z największych oczyszczalni ścieków w Polsce. To ona oczyszcza ścieki całej Warszawy oraz okolicznych gmin. Jej awaria spowodowała natychmiastowe zwołanie sztabu kryzysowego. Miliony litrów nieczystości wylewają się wprost do Wisły.

Kmicic z chesterfieldem

„Wszcząłem postępowania dyscyplinarne przeciwko Waldemarowi Z., SSO w Krakowie i Olimpii B.-M., SSR w Gorzowie Wlkp., w związku z niestosowaniem się do zasady powściągliwości w mediach społecznościowych” – napisał na Twitterze Przemysław Radzik, zastępca rzecznika dyscyplinarnego sędziów sądów powszechnych. – „To próba odreagowania po tym, co ujawniły media w sprawie afery Ministerstwa Sprawiedliwości, nowej KRS i nominowanych przez Ziobrę rzeczników? Ważne, by zapamiętać to trio: Radzik, Lasota, Schab” – skomentował Marek Tatała z FOR. Te trzy nazwiska to sędziowie, którzy na stanowiska rzeczników dyscyplinarnych zostali powołani przez Zbigniewa Ziobrę.

Radzik w piśmie, które dołączył do tweeta, zarzuca rzecznikowi dawnej KRS oraz sędzi z Sądu Rejonowego w Gorzowie Wlkp. „niestosowanie się do nakazu powściągliwego korzystania z mediów społecznościowych”.

Nie wiadomo, dlaczego postanowił nie używać nazwisk publicznie znanych sędziów, którzy od wielu lat krytycznie odnosili się do pisowskich zmian w sądownictwie.

„Ci Sędziowie mają nazwiska i NIE są przestępcami. Ale panie Radzik…

View original post 2 672 słowa więcej

 

PiS do historycznego pierdla odesłać. Ciemniaki do Ciemnogrodu

Którzy politycy opozycji powinni być w pierwszym szeregu w czasie zbliżającej się kolejnej kampanii wyborczej? Wg redaktora naczelnego „Newsweeka” Tomasza Lisa większą rolę powinni odgrywać samorządowcy.

Donald Tusk: Zwyciężymy

Mieszkańcy Gdańska, ale także ludzie z całej Polski zjawili się dzisiaj na Długim Targu w Gdańsku, aby wziąć udział w obchodach rocznicy pierwszych wolnych wyborów, które odbyły się 4 czerwca 1989 r.

Więcej >>>

Cimoszewicz walczy z Ciemnogrodem Rydzyka

„Papież się w grobie przewraca, kiedy robią z niego złotego cielca” – tak Włodzimierz Cimoszewicz skomentował przekazanie 70 mln zł z ministerstwa kultury na tworzone przez Tadeusza Rydzyka muzeum. Ma ono nosić imię papieża Jana Pawła II i nazywać się „Pamięć i tożsamość”.

Oficjalnym założycielem muzeum jest fundacja Rydzyka Lux Veritatis. Placówka ma oczywiście mieścić się w Toruniu. W muzeum przedstawiona zostanie  „1000-letnia historia chrześcijańskiej Polski”, w tym życiorys Jana Pawła II. Dotacja z resortu kultury w wysokości wspomnianych 70 mln zł ma być wypłacona w trzech transzach. – „To jest skandal, żeby w taki sposób obchodzić się z człowiekiem, który miał zupełnie inne zasady i nigdy nie pogodziłby się z tym, żeby dla jego wizerunku wydawać takie pieniądze, zamiast przekazać je tym, którzy ich potrzebują” – mówił Cimoszewicz.

Zawiadomienie do prokuratury złożył Ryszard Nowak, przewodniczącym Ogólnopolskiego Komitetu Obrony przed Sektami i Przemocą. Wcześniej wielokrotnie stawał w obronie Tadeusza Rydzyka. Tym razem Nowak stwierdził, że Włodzimierz Cimoszewicz miał sugerować, że redemptorysta zarobi na budowie tego muzeum.

Prokuratura w Toruniu odmówiła wszczęcia postępowania, bo uznała, że słowa Cimoszewicza mieszczą się w granicach dopuszczalnej krytyki. Nowak złożył jednak zażalenie i sąd będzie musiał zająć się sprawą. Rozprawa odbędzie się w marcu.

Ciemnogród Rydzyka i Kaczyńskiego u władzy. Taka dopadła nas szarańcza.

Depresja plemnika

W piątek po południu, po ponad 2 godzinach, zakończyło się spotkanie premiera z przedstawicielami klubów i kół parlamentarnych dotyczące sytuacji po zabójstwie prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. – Oponent polityczny to nie jest wróg. Trzeba umieć rozmawiać zarówno w świecie politycznym, jak i medialnym – mówił po spotkaniu premier Mateusz Morawiecki. Opozycja jest jednak bardziej sceptyczna. – Spotkanie nie zakończyło się przełomem, ani niczym istotnym – komentował szef klubu PO-KO Sławomir Neumann. W spotkaniu uczestniczyli także m.in. Władysław Kosiniak-Kamysz i Katarzyna Lubnauer.

Morawiecki: Spotkanie w dobrej atmosferze

Spotkanie rozpoczęło się o godz. 15.30 i trwało ponad 2 godziny. – Bardzo dobrze, że to spotkanie się odbyło – podsumował Mateusz Morawiecki, dziękując wszystkim za udział.

– Chcę podkreślić dobrą atmosferę tego spotkania i moje zdanie w tej kwestii, które mam przekonanie, że podzielają uczestnicy tego spotkania, że przecież oponent polityczny to nie wróg. Że trzeba umieć rozmawiać, zarówno w tym świecie politycznym…

View original post 2 208 słów więcej