Archiwa tagu: Michał Kuczyński

Kaczyński orżnie i niestety wypuści na nas siły policyjne, specjalne, może nawet wojsko

Do wyborów europejskich zostało już mniej niż dwa tygodnie, a w sondażach wewnętrznych Prawa i Sprawiedliwości najwyraźniej nie jest zbyt różowo. Znów rozpoczęła się kampania ocieplania wizerunku prezesa Jarosława Kaczyńskiego, który wczoraj chwalił się rękami Joachima Brudzińskiego swoim relaksem nad jednym z zachodniopomorskich jezior, a dziś wystąpił nawet w telewizji śniadaniowej, by porozmawiać o swoim pozapolitycznym życiu i pasjach. W sferze polityki też jednak musi decydować się na ruchy niestandardowe i być może niezrozumiałe dla części jego elektoratu.

Pierwszym problemem jest film braci Sekielskich o pedofilii w kościele, który bije rekordy oglądalności na YouTube, w oczywisty sposób bulwersując opinię publiczną. Politycy partii rządzącej, choć od wielu lat pozostają w ścisłym sojuszu z ołtarzem, teraz zmuszeni są wyrażać swoje oburzenie ukrywanym przez najwyższych hierarchów procederem. Zaostrzenie kar za pedofilię, być może jakieś pokazowe zatrzymanie kilku księży – to wszystko musi dziś zapowiadać lider partii rządzącej, by rozgrzana do czerwoności publika nie odniosła wrażenia, że władza stoi dziś po stronie zboczeńców krzywdzących dzieci. PiS zostaje zepchnięte do narożnika w kwestii, której z pewnością nie chciał podnosić na ostatniej prostej wyborczego wyścigu.

Wraca również kwestia izraelskich roszczeń o mienie utracone w wyniku II Wojny Światowej. Temat ten na polskim podwórku bardzo mocno eksponowany jest przez rosnącą w siłę Konfederację (Korwin Mikke, Liroy i Narodowcy), co może jeszcze nie daje im pewnego przekroczenia 5% głosów w wyborach, ale skutecznie odbiera kilka procent twardego, konserwatywnego elektoratu prawicy, które mogą być na wagę złota w końcowych rozrachunku wyborczych głosów. Pewnie dlatego zapadła w ekipie dobrej zmiany decyzja o odwołaniu wizyty izraelskiej delegacji urzędników, którzy mieli w najbliższych dniach pojawić się w Warszawie. Polski MSZ na Twitterze wyraźnie wyeksponował powody takiej decyzji.

Gdy do tego dodamy także informację o tym, że polityk Konfederacji został siłą wyprowadzony ze studia rządowej TVP, a informacje o marszu narodowców pt. “Stop 447” (amerykańska ustawa JUST >>447<< dotycząca restytucji mienia pożydowskiego), to widać gołym okiem, że PiS bardzo obawia się wzrostu notowań tego ugrupowania, które opiera końcówkę kampanii na wytykaniu Prawu i Sprawiedliwości kłamstwa w kwestii “wstawania z kolan”.

Trudno nie odnieść wrażenia, że w końcówce kampanii wyborczej, partia rządząca znajduje się w głębokiej defensywie, a pomysłów na odwrócenie trendu i narzucenie korzystnej dla siebie narracji jakby brak. Najbliższe dwa tygodnie będą miały decydujące znaczenie dla finalnego wyniku.

Prezes PiS Jarosław Kaczyński był dzisiaj gościem programu „Pytanie na śniadanie”. Lider formacji rządzącej pochwalił się swoją bliską znajomością z magister Julią Przyłębską.

Reklamy

Morawiecki, ancymonki do dymisji

Wybory do europarlamentu już za nieco ponad dwa tygodnie, a premier Mateusz Morawiecki wydaje się kompletnie zapominać o szczegółach kodeksu wyborczego, który determinuje konieczność przeprowadzenia rekonstrukcji rządu jeszcze przed wyborami. Jak gdyby nigdy nic, zapowiedział dziś w rozmowie z mediami, że nie podjął jeszcze decyzji w sprawie zmian w rządzie i wręczenia dymisji tym z ministrów, którzy wydają się być pewniakami do objęcia mandatu posła do PE.

– Jeśli chodzi o zmiany na poziomie rządu, to tak jak zapowiadałem, planujemy je raczej w okolicach wyborów, raczej tuż po wyborach. Dlatego że chciałbym ostatecznie przecież wiedzieć, którzy ministrowie dostaną się do PE, a to zależy wyłącznie od woli wyborców – stwierdził premier na briefingu po kolejnej turze rozmów w ramach tzw. oświatowego okrągłego stołu.

Szef rządu najwyraźniej nie doczytał zapisów kodeksu wyborczego w części dotyczącej okoliczności, które prowadzą do utraty mandatu europosła. Wśród wielu przesłanek wymieniona jest także ta, która mówi o tym, że traci prawa do sprawowania swojego mandatu ten, kto w chwili wyborów do PE pełni funkcję ministra bądź sekretarza stanu w organach władzy wykonawczej. Jeśli zatem przed 25 maja tacy politycy jak Beata Szydło, Joachim Brudziński, Anna Zalewska, czy np. Patryk Jaki nie przestaną sprawować swojej funkcji, to automatycznie utracą prawo objęcia mandatu, nawet w sytuacji gdy zdobędą najwięcej głosów i zdeklasują swoją konkurencję.

Oczywiście nie można wykluczyć sytuacji, w której dymisje zostaną złożone i przyjęte przez premiera na dzień przed wyborami, tylko opinia publiczna dowie się o tym dopiero po wyborach. W końcu z transparentnością tej władzy i tak nie jest najlepiej i w razie spóźnienia zawsze można do dokumentu wpisać odpowiednią datę. Czego się w końcu nie robi dla osiągnięcia pożądanego efektu. Nie od dziś wiemy, że ta władza granic nie uznaje.

Tusk w Poznaniu obnaża ancymonków Kaczyńskiego

Przewodniczący Rady Unii Europejskiej Donald Tusk wystąpił dziś w Poznaniu z okazji uroczystości 100-lecia Uniwersytetu Poznańskiego. Były premier wziął udział w uroczystym posiedzeniu senatu wszystkich uczelni i zgodnie z planem wygłosił przemówienie. Miało być inne niż 3 maja, bardziej wyważone i kurtuazyjne. I tak też się stało, choć nie zabrakło odniesień do ostatnich wydarzeń politycznych.

Nie mógł nie skomentować gigantycznej burzy, jaka rozpętała się w polskiej debacie publicznej po wystąpieniu redaktora naczelnego “Liberte” Leszka Jażdżewskiego, który korzystając z wciąż jeszcze obecnej (?) wolności słowa w naszym kraju, powiedział głośno to, co wielu ludzi myśli, ale boi się ze swoimi wrażeniami uzewnętrzniać. Katastrofa polskiego kościoła instytucjonalnego jest dziś faktem, a mówienie o tym w żadnym wypadku nie może być odbierane jako atak na wierzących. Tu jednak na jaw gołym okiem wyszedł pielęgnowany sojusz tronu z kościołem, zresztą dzięki dyskusji z ostatnich dni wyeksponowany przez nich samych.

Donald Tusk nie podjął jednak tematu rozpoczętego przez Jażdżewskiego, a skupił się na reakcji stron sporu politycznego i mediów. I nie przebierał w słowach, komentując będące ewidentnym ukłonem władzy w kierunku twardego elektoratu zatrzymanie Ewy Podleśnej za stworzenie obrazu Matki Boski z tęczową aureolą.

– Kluczowe dziś pytanie brzmi: ile wolności na polskich uczelniach? Po co nam tak naprawdę uniwersytety? Czy pełnią misję organizowania ludzi o różnych poglądach? To istota europejskości, ta misja uniwersytetów – mówił szef Rady Europejskiej.  – Odnotowałem, że zatrzymana dziękując w internecie za wsparcie, napisała “jestem bardzo zmęczona”, ale powiedziała, że w głowie jej się to nie mieści. Powiem szczerze, że mi też się to w głowie nie mieści.

Po swoim wystąpieniu, były premier rozmawiał z dziennikarzami, do których zwrócił się z gorącym apelem, podkreślając, że to może być ostatni moment, by media przypomniały sobie o tym, do czego zostały stworzone.

– Mam gorący apel szczególnie do tych państwa, którzy są dziennikarzami czy zajmują się relacjami politycznymi, pracują w mediach. To jest także w waszym, i to najbardziej istotnym interesie, aby bronić wolności słowa, wolności przekonań i swobody wypowiadania poglądów, nawet jeśli się z nimi nie zgadzacie. Kłamstwo, które jest dzisiaj wszechobecne w debacie publicznej, manipulacja – to wszystko może zrujnować polską demokrację. Uwierzcie mi państwo, to już nie ma miejsca ani czasu na żarty. Dlatego mnie w dużo mniejszym stopniu uderzyło to, co usłyszałem w czasie tego wystąpienia przed moim wykładem na UW – z niektórymi tezami, z niektórymi się nie zgadzam, niektórych słów na pewno bym nie użył – ale o wiele ważniejsze dla przyszłości Polski jest to, czy będziemy zamykali ludziom usta czy będziemy wsadzali do aresztów kogoś, kto ma odrębną wizję artystyczną. Te sprawy nabrały dzisiaj rzeczywiście rangi wyjątkowej, także w Polsce. Apeluję do wszystkich mediów. Skupcie państwo uwagę na tym, co jest także fundamentem waszego posłania i waszej misji, na ile możecie w sposób swobodny, zgodny z własnym przekonaniem realizować także swoją misję, a na ile pracujecie na rzecz czasami zorganizowanego i bardzo nachalnego kłamstwa – stwierdził Donald Tusk.

Biorąc jednak pod uwagę to, co funkcjonariusze medialni państwa PiS w codziennym seansie nienawiści pod adresem przeciwników politycznych zrobili w ostatnich dniach, opisując byłego premiera, nie należy raczej spodziewać się, by dzisiejszy apel wzięli sobie do serca. Nie za to Jacek Kurski płaci im dziesiątki tysięcy złotych miesięcznie z publicznych pieniędzy.

Więcej Tuska >>>

Domy publiczne jak domy własne dla niektórych polityków?

Sprawa seks afery z udziałem prominentnych polityków partii rządzącej wraca jak bumerang, a partia rządząca wydaje się nie mieć żadnego pomysłu na to, jak tę tykającą bombę zegarową rozbroić. Wbrew temu, co próbuje opinii publicznej wmawiać obóz władzy, sprawa jest bardzo poważna, a w słynnym już raporcie byłego funkcjonariusza CBA Wojciecha Janika, oprócz kwestii próby wyciszenia sprawy rzekomej seks-taśmy z udziałem marszałka Sejmu i nieletniej Ukrainki, znajduje się jeszcze wiele kwestii, których pozostawieniem bez rozpatrzenia zainteresowanych jest jeszcze wiele innych osób, pełniących dziś ważne państwowe funkcje.

Politycy opozycji póki co nieśmiało wspominają o dotychczasowych ustaleniach mediów i relacjach agenta Janika, dopytując dlaczego organy państwa nie robią absolutnie nic w celu ustalenia prawdziwego przebiegu zdarzeń. W końcu w najbardziej pesymistycznej wersji, możemy mieć do czynienia z szantażowaniem drugiej osoby w państwie przez osoby zajmujące się na co dzień działaniami przestępczymi i wymuszanie na osobach z kręgów władzy określonych decyzji czy preferencji.

O tym, że sprawie zdecydowanie powinny przyjrzeć się inne służby, niż CBA, które stało się stroną tej sprawy, świadczyć może dzisiejsza publikacja “Rzeczpospolitej”, która z pierwszej strony papierowego wydania dziennika pyta, czy polskie państwo chroniło sutenerów z Podkarpacia. My dodajmy pytanie, czy nie robiło tego właśnie wskutek szantażu seks-taśmami?

Przypadek braci R. jest bowiem niezwykle obfity w dziwne zbiegi okoliczności, dziwną pobłażliwość organów ścigania i niskie wyroki za udowodnione przestępstwa. Jak piszą autorki publikacji w “Rz” Aleksiej i Jewgienij R. prowadzili przestępczy biznes na Podkarpaciu. Wiadomo już, że parasol ochronny nad ich działalnością roztoczyli m.in. wysoko postawieni funkcjonariusze CBŚ, którzy w rewanżu korzystali za darmo z usług prostytutek.

Dziś dowiadujemy się natomiast, że Ukraińcy otrzymali w tym czasie także polskie obywatelstwo i to w czasie, gdy zapewne za wiedzą tychże funkcjonariuszy handlowali kobietami. Dziś Kancelaria Prezydenta Andrzeja Dudy nie chce udzielić odpowiedzi na pytanie, czy decyzję o zrobieniu przestępców Polakami podjął Aleksander Kwaśniewski czy może Lech Kaczyński. Ma to znaczenie niebagatelne, bowiem by móc zrealizować pozytywnie taki wniosek, w sprawie braci R., którzy prowadzili w końcu obrzydliwą działalność przestępczą (ukraińska prokuratura przez lata próbowała alarmować w tej sprawie) opinię dla Kancelarii Prezydenta musiały wydać przecież polska policja i Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Nic dziwnego, że dziś nie chcą pokazać tych dokumentów, gdyż albo potwierdzałyby one na piśmie zakłamane opinie, albo winę za ich zignorowanie po stronie administracji prezydenta.

Depresja plemnika

„Rozumiem, że część Kościoła, w tym również hierarchów, czapkuje prezesowi Kaczyńskiemu i robi wszystko, żeby mu się przypodobać (…) Kościół, który się upartyjnia, przestaje być Kościołem Powszechnym-Katolickim” – można między innymi przeczytać w liście otwartym, jaki napisał poseł Krzysztof Brejza do biskupa Diecezji Włocławskiej.

Zamieszczony na Twitterze list jest reakcją posła PO na peany, które biskup wygłaszał z ambony pod adresem Jarosława Kaczyńskiego. Publikowane szeroko słowa duchownego wywołały lawinę oburzenia wśród internautów.

Swego zażenowania nie kryje także pochodzący z Inowrocławia poseł Brejza, zadając biskupowi istotne pytania: „Czym ksiądz biskup jest tak zachwycony? Demontażem konstytucji i instytucji odpowiedzialnych za funkcjonowanie demokratycznego państwa prawa? Zszarganą opinią Polski na arenie międzynarodowej? Szeregiem afer z działaczami PiS w roli głównej? Butą, pychą i arogancją działaczy PiS? Opłacaniem za publiczne miliardy medialnej machiny propagandy, nienawiści i pogardy?”

W alternatywnym kraju Kaczyńskiego lojalność wobec wodza i wierność jego ideom z powodzeniem zastępuje doświadczenie i…

View original post 1 701 słów więcej

 

Macierewicz wyląduje w celi Misia Misiewicza?

Antoni Macierewicz, czyli były szef MON, prawdopodobnie przekroczył swoje uprawnienia i ma z tego powodu kłopoty. Kontrowersyjny minister obrony narodowej może dołączyć wkrótce do swojego pupila Bartłomieja M. za kratami.

Antoni Macierewicz w czerwcu 2017 roku, gdy pracował jako szef MON, miał przekroczyć swoje uprawnienia. Jak podaje „Gazeta Wyborcza”, Wydział do spraw Wojskowych Prokuratury Okręgowej w Warszawie wszczął w tej sprawie śledztwo. Jeśli zostaną postawione zarzuty, a Macierewicz okaże się winny, może spędzić w więzieniu nawet 10 lat.

Macierewicz oskarża o terroryzm

Tomasz Piątek, który napisał 2 książki o Macierewiczu, powiedział „Gazecie Wyborczej”, że polityk doniósł na niego do prokuratury po publikacji dotyczącej jego powiązań z Kremlem. Polityk PiS nie oskarżył go jednak o zniesławienie, ale o „przestępstwo terrorystyczne polegające na stosowaniu przemocy i gróźb wobec urzędnika państwowego”. Piątek twierdzi, że nigdy Macierewiczowi nie groził i nie stosował wobec niego przemocy.

Kiedy Macierewicz stracił stanowisko po opublikowaniu mojej książki, po licznych innych publikacjach na temat jego powiązań i działań złożyłem zawiadomienie do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. O tym, że Macierewicz złożył fałszywe zawiadomienie o przestępstwie, nadużywając swojego stanowiska jako ministra obrony narodowej. Za to grozi do 10 lat więzienia. To jest art. 231 Kodeksu karnego, paragraf 2. – powiedział Wyborczej Piątek.

Macierewicz współpracował z SB?

Początkowo prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa, więc Piątek złożył zażalenie do sądu, który przyznał mu rację. Co więcej, prokuratura wojskowa wszczęła śledztwo przeciwko Macierewiczowi i ma status podejrzanego, chociaż nie postawiono mu zarzutów.

Tomasz Piątek w swoich książkach sugeruje, że Antoni Macierewicz współpracował w latach 70. i 80. z Rosjanami i SB, a oni trzymali go pod parasolem ochronnym. W wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” mówi też o powiązaniach z rosyjską mafią.

Były rzecznik Ministerstwa Obrony Narodowej i jeden z najbliższych współpracowników Antoniego Macierewicza Bartłomiej M. zostanie w areszcie na kolejne dwa miesiące. Tak zdecydował dziś Sąd Okręgowy w Warszawie.

O zarzutach, które postawiono byłemu rzecznikowi MON i pozostałym osobom w artykule „Dlaczego Bartłomiej M. i jego koledzy trafili do paki. Wpadli przez „Koncert Wolności”. Były rzecznik MON przebywa w areszcie od 30 stycznia.

Przypomnijmy, że osobiście poręczył za niego Tadeusz Rydzyk. – „Z tego, co znam pana Bartłomieja M. to zawsze zachowywał się odpowiednio, a przez ostatnie lata jako student WSKSiM nie tylko bez zastrzeżeń, ale bardzo przykładnie. Mam nadzieję, że powstałe niejasności zostaną szybko wyjaśnione bez krzywd dla Pana Bartłomieja i całej sprawy” – pisał redemptorysta, ale sąd nie uwzględnił tego poręczenia.

„Biedny Miś…. A Antoni w kącie płacze, kiedy Misiu cię zobaczę?”; „No cóż Czołem Panie Ministrze” – kpili internauci na Twitterze.

Nie zapominajmy o Macierewiczu, który Tworki może zamienić na wspólną celę z Misiewiczem.

Depresja plemnika

Jesienne wybory parlamentarne na wiele lat określą kierunek, jaki obierze nasz kraj w polityce wewnętrznej i zagranicznej. Wszyscy już wiemy, jaka jest alternatywa – konsekwentne utrwalanie kołtuństwa, państwa wchodzącego z butami do naszego życia, opresyjnego fiskusa, niewydolnej służby zdrowia i oświaty podlane sosem fałszywego patriotyzmu i rozdawnictwa pieniędzy albo powrót na drogę europejskości, z odpowiedzialnie prowadzoną polityką wewnętrzną, przywrócenie Polski do grona liczących się graczy na arenie międzynarodowej i traktowanie wszystkich obywateli z należytym im szacunkiem, niezależnie od poglądów czy stylu życia. O tym wszystkim zdecydujemy już tej jesieni. Nic więc dziwnego, że zarówno rządzący, jak i opozycja pracują nad strategiami na najbliższych kilka miesięcy. O tym, który scenariusz może dać demokratycznej opozycji największą szansę na sukces pisze dziś Paweł Wiejas z Wirtualnej Polski, przytaczając wyniki sondażu na panelu Ariadna.

Okazuje się bowiem, że kluczowa z punktu widzenia odsunięcia PiS od władzy może być decyzja Roberta Biedronia i jego…

View original post 851 słów więcej

Polska płonie podpalona przez PiS

Polska płonie o wiele bardziej niszczącym ogniem niż ten, który spopielił część Katedry Notre Dame w Paryżu.

Przypomnę, że podstawową wolnością człowieka we współczesnym świecie jest wolność wyznawanej wiary i praktykowanej religii. W Polsce odwrotnie, biskupi decydują, co dziecko ma się uczyć w szkole, jak naród ma obchodzić święta narodowe, kiedy pracować, kiedy robić zakupy, a nawet, kogo na urzędach awansować, a kogo zaszczuć i jak uprawiać seks.

Płonie w naszym kraju coś znacznie cenniejszego niż francuska Katedra Notre Dame. Płonie polska kultura, wiedza, historia i prawda. Płonie demokratyczny obraz współczesnej Polski, mądrej wielkością pokojowych przemian ostatnich lat. W popiół zamienia się nasza moralność, jedność narodowa i wrażliwość społeczna.

Na stosach budowanych przez nieodpowiedzialnych i skorumpowanych oszustów płonie tolerancja, wolność i prawo do posiadania obiektywnej wiedzy. Płonie ludzka inteligencja i prawo ludzi do życia w szacunku do przyrody i oddychania czystym powietrzem. Ogniem traktowane są prawa dzieci i kobiet, mniejszości narodowych, uchodźców, wszystkich ludzi o innej orientacji.

Najgorzej jednak, że nie widać na horyzoncie straży pożarnej, ani nawet zbyt wielu ludzi z wiadrami wody do gaszenia pożaru.

Mieliśmy już oficjalne wypowiedzi polityków i duchownych, nawołujących do oczyszczania społeczeństwa polskiego z ludzi niegodnych, palenie przez duchownych książek, błogosławienia faszystów na „Ciemnej” Górze, szczucie na sędziów, nauczycieli, niepełnosprawnych…

Znane są zdjęcia i filmy z aktów agresji i buty wiernych zatrudnianych do nawoływania i narzucania swojego światopoglądu całemu społeczeństwu, powołując się na wolę Boga. Bez trudu można zobaczyć zajęcia przedszkolne z nauczania dzieci krzyżowania Chrystusa, klęczenia na korytarzach i placach, albo urządzania grobów. Nawet najwyższe władze państwowe szczycą się klęczeniem publicznym przed biskupami nawołującymi do posłuszeństwa wobec Boga, a więc przed nimi w jego imieniu.

Nigdy nie zrozumiem, dlaczego rodacy dają się prowadzić do własnej zguby?

Obywatele,

odsuńcie tak rozumianą religię od wpływów na was i wasze dzieci. Czy nie widzicie, że to nie jest religia miłości, tylko religia pochwały dla męczeńskiej śmierci i obiecanek godnego życia dopiero po śmierci? Symbolem tej religii jest krzyż, narzędzie męczeńskiej śmierci, niegdyś stosowany do zemsty na niewolnikach.

Przestańcie być owieczkami, bezmyślnymi niewolnikami, którzy noszą swój krzyż dla uczty duchowej waszych oprawców.

Zapewniam Was, bez tego ciężaru śmierci człowiek żyje swobodniej, z miłością do życia, z planowaniem przyszłości na ziemi, na której jest miejsce dla wszystkich, którzy szanują nawzajem swoje prawa. Człowiek powinien żyć godnie teraz, a nie po śmierci w obiecanym niebie lub piekle, kochając życie, a nie umartwiając się i przepraszając codziennie za łaskę życia.

Szanuję prawo każdego obywatela do wyznawania swojej religii, nawet największym ortodoksyjnym zwolennikom swojej wiary, ale nie mają oni żadnego prawa narzucania jej innym, a już na pewno nie mogą budować państwa wyznaniowego, w którym wiara jest ponad państwem i prawem.

W tym miejscu chciałem przedstawić film z małej miejscowości Babienica, gdzie wykorzystuje się organizację mundurową państwa do nauki mordowania i palenia na stosie ludzi za wiarę. Niestety film nagle usunięto, ale zostało chociaż zdjęcie.

Płonie w naszym kraju coś znacznie cenniejszego niż francuska Katedra Notre Dame. Płonie polska kultura, wiedza, historia i prawda. Płonie demokratyczny obraz współczesnej Polski, mądrej wielkością pokojowych przemian ostatnich lat. W popiół zamienia się nasza moralność, jedność narodowa i wrażliwość społeczna.

Depresja plemnika

W tym samym czasie, w którym większość obserwująca trendy sondażowe przed wyborami do Parlamentu Europejskiego skupia swoją uwagę na pierwszych dwóch miejscach, bardzo ciekawe rzeczy dzieją się w okolicach progu wyborczego. Tam niespodziewanie urósł Prawie i Sprawiedliwości poważny konkurent, który skutecznie odbiera partii Jarosława Kaczyńskiego coraz większą ilość głosów. W ostatnim sondażu “Kantar Polska” dla “Polityki”, Konfederacja Korwin Braun Liroy Narodowcy mogłaby liczyć aż na 5 procent poparcia, co dałoby jej kilka mandatów w Brukseli. Niespodziewanie dobre wyniki prawicowych radykałów najwyraźniej ich rozzuchwaliły, bowiem w ostatnich dniach postanowili oni uderzyć w najczulszy punkt narodowej prawicy, czyli kwestię ochrony polskich interesów przez rząd w kontekście żądań USA i Izraela o zwrot mienia zagrabionego w czasie Holokaustu.

Według notatki, do której dotarł prawicowy publicysta Stanisław Michalkiewicz, kwestia restytucji mienia żydowskiego wróci po wyborach parlamentarnych w Polsce. Do tej pory strona amerykańska liczy na porozumienie z Żydami na stopie nieformalnej. Notatka pochodzi z 25…

View original post 1 900 słów więcej

Katolicka Polska nie chce się zająć pedofilią w Kościele

Warszawski korespondent „Sueddeutsche Zeitung” (SZ) przedstawia opisywany wcześniej przez polskie media przypadek Marka Lisińskiego – ofiary molestowania, którego papież Franciszek w lutym podczas audiencji w Watykanie w geście zadośćuczynienia pocałował w rękę. – To był nadzwyczajny moment, wyraz szacunku nie tylko dla mnie, lecz dla wszystkich, którzy byli w Polsce wykorzystywani seksualnie przez duchownych – cytuje Lisińskiego Hassel.

Marek Lisiński kieruje obecnie fundacją „Nie lękajcie się”, której głównym celem jest pomoc ofiarom przemocy seksualnej duchownych.

Powikłane losy ofiary molestowania

Niemiecki dziennikarz pisze, że Lisiński jako 13-letni chłopiec został zgwałcony przez księdza. Traktowany jak „zastępca Boga” duchowny cieszył się w liczącej 200 domów wsi Poniatowo niepodważalnym autorytetem.

Ani matka, ani dziadek, którym chłopiec po 9 miesiącach opowiedział o incydencie, nie uwierzyli mu – podkreśla autor. Chłopiec musiał wyjechać z rodzinnej wsi, wychowywał się w internacie i zszedł na złą drogę. Dopiero po upływie 25 lat rozpoczął terapię i przepracował wydarzenia z dzieciństwa – czytamy w SZ.

Katolicka Polska pozostaje daleko w tyle

Florian Hassel zaznacza, że w USA, Irlandii i Australii powstały komisje śledcze, które udokumentowały tysiące przypadków wykorzystywania seksualnego dzieci i młodzieży w minionych dziesięcioleciach. „Jeśli chodzi o wyjaśnienie takich przypadków, katolicka Polska pozostaje daleko w tyle” – ocenia autor.

Marek Lisiński mówi, że podejmowane przez jego fundację próby wyjaśnienia przypadków molestowania seksualnego, długo natrafiały na mur milczenia. Jak zaznacza, ani przedstawiciele Kościoła, ani parlamentarzyści nie chcieli się zająć tym tematem – „ze strachu przed Kościołem i w obawie przed utratą głosów”.

Florian Hassel wyjaśnia, że losy Marka Lisińskiego posłużyły za kanwę scenariusza filmu „Kler” Wojciecha Smarzowskiego. Film obejrzało ponad 5 mln widzów, a temat molestowania stał się narodowym problemem. Biskupi obiecali wyjaśnienie sprawy – czytamy w „Sueddeutsche Zeitung” .

Krytycznie o biskupach

Hassel krytycznie ocenia dotychczasowe działania polskich biskupów. „W przeciwieństwie do Niemiec, Irlandii czy Australii nie powołano niezależnych ekspertów ani świadków, nie wykorzystano też państwowych instrumentów. Okres powojenny do upadku komunizmu został pominięty” – tłumaczy.

14 marca biskupi przedstawili raport oparty na ankietach z diecezji, w którym mowa jest o 382 przypadkach molestowania nieletnich. Mniej niż połowa spraw skierowana została do sądu. Tylko jedna czwarta uznanych za winnych księży musiała zrezygnować z kapłaństwa – krytykuje SZ.

Katolicy zawiedzeni

Katolicy, którzy liczyli na pokorę ze strony biskupów, zawiedli się – pisze Hassel. Arcybiskup Stanisław Gądecki porównał „Kler” do propagandowego filmu nazistowskiego „Jud Suess”.

Przedstawiając wyniki ankiety, biskupi bagatelizowali sprawę. Pedofilia to globalny problem, termin „pedofilia w Kościele” jest „czystym ideologicznym konstruktem”, który ma podważyć autorytet Kościoła. Stanowisko biskupów wywołało u wielu katolików „szok i oburzenie” – cytuje Hassel „Tygodnik Powszechny”. Przypomina, że przed upadkiem komunizmu Kościół cieszył się zaufaniem niemal 90 proc. Polaków, obecnie tylko 54 proc.

Marek Lisiński twierdzi, że do jego fundacji zgłoszono ponad 700 przypadków molestowania przez księży. Wiele ofiar chce zeznawać dopiero po utworzeniu komisji śledczej, która byłaby w stanie ich bronić.

Posłanka partii „Teraz” Joanna Scheuring-Wielgus uważa, że komisja śledcza będzie mogła powstać dopiero po utracie władzy przez PiS. „Komisja ma szanse na powstanie tylko wtedy, gdy rząd PiS utraci na jesieni większość w parlamencie” – powiedziała parlamentarzystka cytowana przez SZ.

Depresja plemnika

Korzystając z zamieszania wokół strajku nauczycieli, Prawo i Sprawiedliwość postanowiło przeprowadzić decydujący szturm na Sąd Najwyższy tak, by jeszcze przed wyborami parlamentarnymi zapewnić sobie przejęcie tej instytucji i obsadzenie prezesów izb kandydatami, których do Sądu Najwyższego nominowała upolityczniona Krajowa Rada Sądownictwa. Wie bowiem, że dotychczasowe działania w tym zakresie nie przyniosły upragnionego władztwa nad tą najwyższą instancją wymiaru sprawiedliwości.

Jak pisze Tomasz Skory z RMF FM, przypominając że to już ósma nowelizacja ustawy o SN, rządzący planują wprowadzić w tej instytucji zmiany otwarcie sprzeczne z literalnym brzmieniem zapisów Konstytucji, przyznając prezydentowi Andrzejowi Dudzie prawo wyboru I prezesa SN oraz prezesów izb także spośród kandydatów, których Zgromadzenie Ogólne sędziów SN nie wskazało. Według obecnych przepisów kandydatów na te stanowiska wskazują zgromadzenia sędziów, przy wymaganej obecności 2/3, a jeśli to się nie uda – 3/5 liczby uprawnionych sędziów.

Nowe przypisy wprowadzają dwa kolejne stopnie. Jeśli do wskazania kandydatów na I Prezesa bądź prezesów…

View original post 676 słów więcej