Archiwa tagu: Piotr Lipiński

Powstanie Warszawskie – czy miało sens?

Kochani Rodacy,

błagam, nie pokazujcie Powstania Warszawskiego jako atrakcyjną przygodę młodzieży, uśmiechnięte dziewczęta z karabinami i dzieci w powstańczych hełmach. To patologia propagandy narodowo-socjalistycznej i pobudzanie mody na militaryzm. Młodzi ludzie mają się uczyć i kochać, a dzieci zagubić w zabawie i szczęściu, a nie myśleć o zabijaniu. Pokazujcie skalę zniszczeń każdej wojny, setki tysięcy zamordowanych, opowiadajcie o śmierci jako efektu politycznego wykorzystywania patriotyzmu i narodowej dumy, nie tylko naszej narodowości.

Dość uśmiechniętych przygód dzieci z karabinem w ręku, dość nienawiści, dość szukania wrogów i walki za podżegaczy i polityczne hieny. Niech nasza historia uczy nas szacunku do wszystkich, nieszukania i nietworzenia wrogów, ale również czujności na każdy przejaw nietolerancji i partyjnego zawłaszczania państwa. Musimy szkolić społeczeństwo w posługiwaniu się bronią, ale nie wolno tworzyć kultu przygody wojennej i gloryfikować bohaterów przemocy.

Niech znajomość historii czyni nas czujnymi, aby reagować zdecydowanie, zanim będzie za późno, na każdy przejaw agresji partyjnej i religijnej, na każdy akt nietolerancji i łamania konstytucyjnych zapisów naszego narodu. Niech nas uczy szacunku do prawa i wykonywania wyroków sądowych. W przeciwnym wypadku tworzy się anarchia, a jeśli czynią to władze, to jest to dyktatura partyjna, skąd jest tylko niewielki krok do kolejnej wojny szaleńców, zniszczenia i śmierci.

Dzisiaj niestety, widać wyraźnie jak bezkarność rozzuchwala i zaraża gotowością swoich wyznawców do przemocy. Jednak to nie jest czas na agresję, nienawiść, bezkarność władzy i religijnych dyktatorów. To nie jest czas na kolejną wojnę.

Rocznica Powstania Warszawskiego zmusza nas do zadumy i refleksji nad stanem agresji w naszym kraju rządzonym przez szaleńców. Odłóżcie proszę zdjęcia uśmiechniętych, atrakcyjnych i szczęśliwych dziewcząt w powstańczych mundurach na inny czas wspomnień.

W poczuciu odpowiedzialności,

Adam Mazguła

W każdą rocznicę Powstania Warszawskiego na nowo przeżywamy chwile zadumy nad heroizmem Powstańców, czego symbolicznym wyrazem jest uczczenie w milczeniu i w asyście syren godziny W. Jednak tradycją obok coraz bardziej rozbudowanych obchodów zaczyna stawać się także debata o sensie Powstania, która potrafi wywołać wielkie emocje. Zakorzenienie symboliczne bohaterskiego zrywu w mentalności społecznej i tożsamości narodowej stało się bowiem tak głębokie, że każda próba poważnego zrewidowania spojrzenia na tragiczne wydarzenia przeszłości stawia krytyków dominującej narracji w jednej linii ze skandalistami pokroju Janusza Korwin-Mikkego. To ostatnie jednak sprawia, że poza podniosłymi gestami nie potrafimy dokonać z perspektywy powstania najważniejszego – wyciągnięcia z niego lekcji, aby nigdy więcej do takiej tragedii nie doszło.

Pamiętać to bowiem coś więcej niż ubrać koszulkę z symbolem Polski Walczącej, to coś więcej niż prześcigać się w pochwalnych komentarzach.

W historii Powstania Warszawskiego znajduje się bowiem wiele ciemnych kart, których nie chcemy uznawać. Mamy bowiem heroizm i desperacką walkę szeregowych powstańców. Mamy jednak także niebotyczną niekompetencję i arogancję dowódców, którzy skazali swoimi czynami miasto na zagładę. Mamy w końcu cały los II RP, którego drogi nieuchronnie zbiegły się w wydarzeniach lata 1944 roku.

Musimy bowiem pamiętać, że Powstanie Warszawskie było możliwe także w oparciu o model wychowania patriotycznego, który funkcjonował w Polsce przed wojną. Tam także, tak jak dziś, dominowało bezrefleksyjne podejście do historii. Posiadanie moralnej racji było ważniejsze od strategicznych sukcesów. W dwudziestoleciu żyliśmy mitem powstania styczniowego, które skończyło się podobnej skali spektakularną porażką. Te podobieństwa nie były do końca przypadkowe, ponieważ wynikały z odpowiedniego ukształtowania mentalności elit, które żyły w błędnym kole podejmowania ciągle tych samych złych decyzji. Heroizm i walka przeciw wszelkim przeciwnościom jest godna szacunku wobec żołnierzy, ale rolą dowódców jest nie doprowadzać do wysyłania swoich podwładnych do tak beznadziejnej walki. W tym kontekście Powstanie Warszawskie jest symbolem heroizmu narodu, ale równocześnie klęski państwa.

Jest tutaj jednak jeszcze jedna niewygodna sprawa, którą warto poruszyć. II RP, tak jak Polska dziś, była krajem wewnętrznie skłóconym, niszczonym od środka egoistycznymi ambicjami oficjeli, a wojna polsko-polska już wtedy istniała. Polska tamtych czasów nie zdołała stać się silnym państwem, ponieważ społeczeństwo i elity nie były na tym celu skoncentrowane. Przywileje nielicznych, brak reform i konflikty zmarnowały wielki potencjał społeczny i wypchnęły wielu na emigrację. W efekcie zjednoczenie i ofiarność na rzecz kraju zostały osiągnięte i sprawdzone w chwili najcięższej z możliwych próby

Najtrudniejszym do zaakceptowania wnioskiem z Powstania Warszawskiego jest bowiem przyznanie, że o los kraju należy dbać w czasach pokoju, a nie wojny. Naszym obowiązkiem jest łagodzić, a nie zaostrzać małostkowe konflikty, które targają naszym społeczeństwem i umieć zjednoczyć się wokół budowy silnego, zdrowego państwa dobrobytu. Wymaga to jednak braku przyzwolenia na podjudzanie do nienawiści, braku przyzwolenia na korupcję i braku przyzwolenia na szkodzenie racji stanu dla realizacji swoich egoistycznych interesów.

Jeśli będziemy wierzyli, że heroizm jest wartością nadrzędną, a w trudnym dzisiejszym świecie starczy, jak to mówiła 1 września Beata Szydło “stać po właściwej” stronie, to ponownie w obliczu zagrożeń okażemy się nieprzygotowani. Dziś, zamiast zmniejszać podziały, wolimy wyrywać sobie prawo nawet do używania symboli, czego przykładem był choćby absurdalny spór o Polskę Walczącą na tęczowym tle.

Nie zapomnijmy jednak przede wszystkim o tym, o co walczyli Powstańcy. Marzyli oni o niepodległej Polsce. Chcieli, aby nasz kraj był bezpieczny, a jego mieszkańcy wolni. W Polsce nikt nie miał być  dłużej prześladowany za religię, pochodzenie, czy orientację seksualną, tak jak w swoim terrorze robili to okupanci. Dziś możemy spełnić marzenie, z którym powstańcy ruszyli do walki. To jest największy hołd, jaki moglibyśmy im kiedykolwiek oddać.

Kmicic z chesterfieldem

Politycy PiS przeprowadzili w Sejmie w ostatni dzień lipca – wieczorem – zmiany w kodeksie wyborczym.

Była premier, a obecnie europosłanka PiS Beata Szydło postanowiła uczcić 75 rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Umieściła na swoim koncie na Twitterze zdjęcie fragmentu Pomnika Bohaterów Powstania Warszawskiego. W cudzysłowie dołączyła podpis: „Wolność ja kocham i rozumiem. Wolności to ja oddać nie umiem”.

Wpis Szydło oburzył wielu internautów: – „Proszę nie zmieniać tekstu: Wolność kocham i rozumiem Wolności oddać nie umiem Wolność kocham i rozumiem Wolności oddać nie umiem!!!! autor tekstu Bogdan Łyszkiewicz”;

„Jeśli chciała Pani podać cytat, warto sprawdzić, jak on faktycznie brzmi, bo trochę wstyd. Poza tym podaje się autora. Swoją drogą, to dziwne, jak można się tak pomylić, w naszym kraju to wszystkim dokładnie w głowie gra…. Przyznam, iż ja też jej oddać nie umiem…Wam”; – „Nie ma pani wstydu, posługując się tym tekstem”.

Internauci przypominali też Szydło nieopublikowanie wyroku Trybunału…

View original post 291 słów więcej

 

Pseudochrześcijaństwo Rydzyka sprzedawane rządowi PiS jako kit

Garść refleksji pisarza i reżysera Andrzeja Saramonowicza na temat Kościoła kat. i państwa po pobiciu przedstawicieli środowiska LGBT w Białymstoku.

W chaosie poznawczym, wytwarzanym po pogromie w Białymstoku przez polskie prawactwo w jego szerokim wachlarzu od radykalnego po umiarkowany, warte objaśnienia jest kilka spraw:

Rzuca się w oczy niezwykle groźne dla wspólnoty narodowej oraz państwa jako instytucji zbudowanej na porządku prawnym, prawicowe przekonanie, że dopuszczalne – a więc legalne – jest wyłącznie to, co zgadza się z wulgarnym, neokonserwatywnym systemem wartości.

Już nie wystarczy obywatelskie prawo do wolności, swobodnych zgromadzeń i prezentowania własnych poglądów. Legalny i zgłoszony prawnie Marsz Równości staje się zatem w oczach rodzimych prawaków nielegalny (ergo – rzekomo łamiący prawo), wyłącznie dlatego, że prezentowane na nim postawy, zachowania czy hasła stoją w sprzeczności z porządkiem światopoglądowym, który polska prawica – głosem swoich liderów i ich propagandowych zauszników – uznaje za jedynie obowiązujący.

Ów światopogląd – trzeba to powiedzieć z całą ostrością – jest zaś zlepkiem wynaturzonej i całkowicie oderwanej od swojej pierwotnej istoty myśli chrześcijańskiej (większość polskiego Kościoła i jego hierarchów już od dawna pozostaje w schizmatyckim wygibasie wobec obecnego papieża i Kościoła Powszechnego) oraz endeckiego konceptu na wspólnotę narodową, który nie dba ani trochę o jej poszerzenie, za to niczym więzienny strażnik pilnuje czystości krwi”. Tę zaś sprawdza się u nas obecnie przez bezmyślną jedność myśli i czynu; przede wszystkim dlatego, iż współczesna neopolska czerń (której brakuje podglebia kultury wyższej, czyli fundamentu polskości romantycznej, jedynej, jaka istnieje) tylko to jest w stanie pojąć i pokochać. Myśl i czyn są tu jedynie odruchami instynktownymi, powstałymi nie w korze mózgowej (Mickiewicz, Słowacki, Norwid), ale gdzieś w gadzim pniu mózgu (Jakub Szela) polskości, odpowiedzialnym za bezwarunkowe impulsy.

To żałosne uwstecznienie polskości, które ogranicza ją do odruchów instynktownych, objawiających się dygotem i mimowolnymi skurczami, jest czymś, co XXI-wiecznąprawicę neopolską najbardziej obciąża, albowiem od dekad nie było nic, co by mocniej destruowało polską wspólnotę niż to właśnie. Od momentu, kiedy Jarosław Kaczyński – jako lider politycznego skrzydła – oraz Tadeusz Rydzyk – odpowiedzialny za nasząpseudochrześcijańskość – stworzyli neopolskie imaginarium religijno-wspólnotowe z jego językiem, wartościami, marzeniami i celami, trwa konsekwentna zamiana narodu w zbiegowisko narodowe. A tam, gdzie jest zbiegowisko, tam są i zbiegowiska rytuały, z których najpierwszą jest agresja na widok każdego, kto w zbiegowisku uczestniczyć nie chce. Bowiem – jak pisał Ortega y Gasset – masa nie spocznie, póki wszystkiego, co nie jest nią, nie zniszczy bądź nie zamieni w siebie samą.

Kolejną sprawą wielkiej wagi, która wymaga kilku słów objaśnienia, jest niepojęta histeria, jaką wywołuje obecnie u rządzących, lwiej części duchownych oraz propagandowych funkcjonariuszy prawicowych mediów (których nie sposób nazwać dziennikarzami) tak zwana ideologia LGBT. Wbrew ich codziennym deklaracjom nie chodzi tu o oburzenie rzekomo potężnie groźną propagandą homoseksualizmu. Homoseksualistów jest w PiS-ie, ONR czy wśród prawicowych propagandzistów tyle samo, co wszędzie indziej, a wśród duchownych katolickich ów odsetek jest znacznie wyższy niż wśród innych grup zawodowych.

Wściekłość i agresja wobec tego, co prawaccy politycy i ich kościelni współsprawcy określają jako ideologia LGBT, bierze się z tego, że ten ruch już dawno przestał byćLGBT. W jednym szeregu stają homoseksualiści i heteroseksualiści, którym chodzi po prostu o konstytucyjne prawa obywatelskie.

Nieszczęściem i przyczyną porażek ruchu liberalnego – co doskonale opisał amerykański socjolog Mark Lilla w książce Koniec liberalizmu, jaki znamy – jest tzw. polityka tożsamości, która rozbiła liberalną wspólnotę na szereg gett. Kobiety interesują się tylko losem kobiet, geje losem gejów, pszczelarze chcą walczyć wyłącznie o interesy pszczelarzy, a filateliści o swoje prawo do zbierania znaczków i nic więcej ich nie obchodzi. Piszę o tym z ironią, ale rzecz jest poważna, albowiem polityka tożsamości (czyli identyfikuję się wyłącznie z tym kim sam jestem, a na los pozostałych pozostaję obojętny) uniemożliwia stworzenie powszechnego programu liberalnego, który byłby w stanie zbudować wielką wspólnotę obywatelską, zdolną do wygrywania z populistami w wyborach powszechnych. Każdy sobie rzepkę skrobie to najlepszy sposób na wieczną porażkę.

Tymczasem podstawą naszych zachowań społecznych winno być jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”. Popieram postulaty kobiecej emancypacji społecznej nie dlatego, że jestem kobietą, ale dlatego, że prawa równościowe kobiet są ich prawami konstytucyjnymi. Nie będąc homoseksualistą, chcę by homoseksualiści nie byli ograniczani w swoich prawach obywatelskich itd. itp.

Marsze Równości stały się – któż mógł to przewidzieć? – wspólną agorą, na której w walce o prawa obywatelskie stanęli w Polsce w jednym szeregu homoseksualiści i heteroseksualiści. I tych drugich – co warte podkreślenia! – jest znacznie więcej. Tworzy się (może się utworzyć) wspólnota, która wychodzi poza partykularyzm ograniczeń tzw. polityki tożsamości. Polscy prawacy zdają sobie z tego doskonale sprawę, stąd ich wściekłość i chęć zniszczenia potencjalnie wielkiej siły w zarodku.

W zrozumieniu tego procesu politycy prawicy i ich propagandowi akolici są ciągle o krok (a może o dwa?) od polityków opozycji, mam tu na myśli zwłaszcza Platformę Obywatelską. Ich deklaracje, że nie pójdą w marszach solidarności po pogromie białostockim są przejawem obywatelskiej ślepoty i ciągłego myślenia w kategoriach polityki tożsamości, tym razem wyłącznie ze sobą. Trudno o silniejszy dowód, że partyjniactwo obecnych władz platformerskich i płynące zeń ewentualne zawodowe profity, jest dla nich ważniejsze niż poglądy i oczekiwania własnego elektoratu.

Być może warto zatem przypomnieć i dedykować liderom PO anegdotę o wielkim polskim aktorze, który – gdy tajemnicą poliszynela stało się, iż jego urocza żona obdarza swoimi wdziękami młodszego kolegę, również wspaniałego aktora – miał powiedzieć:Lepiej jeść ciastko we dwóch, niż gówno samemu”.

O ogromnym szmalu, który Rydzyk dostał z budżetu naszego od władzy pisowskiej czytaj tutaj >>>

Kmicic z chesterfieldem

Jarosław Kaczyński zdaje sobie sprawę, że nadchodzące wybory parlamentarne są dla jego obozu grą o wszystko. Choć po klęsce w eurowyborach po stronie opozycji morale uległo znacznemu obniżeniu, a Koalicja Europejska się rozpadła, to jednak prezes PiS nie traci czujności i zamierza zadać w październiku oponentom ostateczny cios. Służyć temu, poza “piątką Kaczyńskiego” i potęgą prorządowych mediów, ma także wielka metamorfoza wizerunkowa samej partii rządzącej.

Prezes PiS uświadomił sobie bowiem, że strategia rządu w postaci cementowania poparcia przez wieczny konflikt w dotychczasowej formule się wyczerpała. Wybieranie małych grup i uczynienie z nich wrogów, czy też przypisywanie oponentem najgorszych cech skonsolidowało wokół władzy miliony, jednak równocześnie obraźliwe, hejterskie wypowiedzi wielu polityków partii rządzącej nieustannie zniechęcały do rządu znaczną część wyborców politycznego centrum. Niezadowolenia grupy tej nie widzieliśmy przy urnach tylko dlatego, że w warunkach równoczesnego rozczarowania opozycją znaczna jej część została w domach, z czego wynika właśnie 7% luki między PiS…

View original post 2 044 słowa więcej

 

Faszyzm w Polsce jest faktem

Zajścia podczas wczorajszego marszu równości w Białymstoku pokazały, że nagonka na mniejszości seksualne polityków i Kościoła prowadzi wprost do przemocy. Politycy PiS od miesięcy mówią o groźnej ideologii LGBT, przywilejach osób homoseksualnych i rzekomym panującym w Polsce równouprawnieniu. Tymczasem jak mogliśmy zobaczyć wczoraj, ta równość nad Wisłą oznacza prawo do siedzenia cicho i udawanie, że się nie istnieje, ponieważ każde otwarte przyznawanie się do orientacji przez osoby ze środowisk LGBT może skończyć się krzywymi spojrzeniami, wyzwiskami i na przemocy fizycznej jaką widzieliśmy wczoraj kończąc. Tak wygląda realizacja miłosierdzia Chrystusa przez obrońców “tradycyjnych wartości” w Polsce XXI wieku. To co miało miejsce w centrum Podlasia miało jednak szerszy wymiar. Nie doszło bowiem tam tylko do ataku niezorganizowanego tłumu na uczestników pokojowego zgromadzenia. Mamy bowiem tutaj także do czynienia ze skandaliczną próbą medialnej manipulacji, która próbuje tuszować zajścia w sposób godny Josefa Goebbelsa.

W prorządowym wPolityce.pl nie przeczytamy o atakach na demonstrantów, ale o… nietolerancji osób LGBT wobec osób o innych poglądach. Kiedy bowiem po jednej stronie kopano ludzi na chodnikach, prorządowe redakcje roztkliwiały się nad narodowcem, któryskarżył się, że oberwał… jajkiem. Relacje w wykonaniu niszowych Mediów Narodowych zostały wykorzystane masowo także przez pisowską farmę trolli:

Równocześnie wiceminister cyfryzacji z duma ogłosił, że wczoraj nie udało się LGBT sprowokować zamieszek, zignorował doniesienia o przemocy i na koniec zaatakował opozycje za chęć przyjmowania imigrantów:

W tym samym czasie dziennikarz TVP info stworzył teorię spiskową, że przemoc wobec uczestników marszu to… prowokacja samych protestujących:

Niegdysiejszy “niezależny bloger”, jak później ujawniono pracownik Ministerstwa Sprawiedliwości, a dziś radny PiS Dariusz Matecki zaczął odwracać uwagę od wydarzeń poprzez wrzucanie skrajnych przypadków z zagranicy, które nie maja związku z polską rzeczywistością:

Do tego polityk ogłosił, że osoby LGBT wypowiedziały Polakom wojnę:

Do tego prawicowi dziennikarze krążyli jak sępy na marszu, próbując sprowokować uczestników i przechodniów. Liczyli oni, że uda im się zebrać głupie wypowiedzi, które będą wodą na młyn propagandy. Działa to bowiem tak, że po zebraniu kilkudziesięciu rozsądnych wywiadów wybiera się jeden czy dwa najbardziej kompromitujące, aby zrobić z nich symbol wszystkich uczestników. Jest to klasyczna forma manipulacji.

Jednak i w tym wczoraj coś poszło nie tak. W całym morzu hejtu doszło bowiem do bardzo pozytywnej sytuacji i pokazu społecznej solidarności. Media Narodowe próbowały sprowokować jedną z przechodzących i obserwujących zajścia z zewnątrz kobiet do krytyki protestujących. Ta jednak zamiast wejść w z góry założoną narrację jasno stwierdziła, że “Gdyby Jezus tu był, to byłby po stronie uciśnionych i niech Pan uważnie popatrzy, po której stronie są Ci uciśnieni”.

Dziennikarz nie dawał za wygraną i chciał drążyć narrację o “ideologii LGBT” co zostało skontrowane słowami, że “dusza nie ma orientacji seksualnej”. Także argument o adopcji dzieci przez pary jednopłciowe został rozbity w sposób nieoczekiwany przez dziennikarza: “W Polsce ogromny procent dzieci wychowuje się w rodzinach, gdzie wychowują je pary jednopłciowe, mama i babcia”

Na ostatnie koło ratunkowe w postaci oskarżeń o pedofilię padły znamienne słowa: “Nie spotkałam się z tym, ale spotkałam się natomiast z ofiarami molestowania przez księży”.

Niestety takich sytuacji jak powyżej opisana w morzu nienawiści było zdecydowanie zbyt mało.

W ogromie kłamstw i manipulacji widać zatem wyraźnie, że dla PiS mniejszości seksualne nie są częścią naszego społeczeństwa, naszymi rodakami, którzy żyją razem z nami i są częścią naszej wspólnoty narodowej. Kiedy “Gazeta Polska” ogłosiła “Strefę wolną od LGBT” rząd nie protestował, a kiedy akcję skrytykowała ambasador USA, to usłyszała od polityków PiS, aby nie wtrącała się w nasze wewnętrzne sprawy.

Przyzwolenie na przemoc i obrzydliwa próba manipulowania wczorajszymi zdarzeniami pokazuje, że polska prawica realizuje żywcem to, o co oskarżali ją latami, często wydawało się na wyrost, jej przeciwnicy. O ile do 2015 roku mówienie o faszystowskich ciągotach PiS były przesadzone, to o tyle dziś stają się one faktem. Proszę sobie porównać reakcje na wczorajsze zdarzenia do tego, co miałoby miejsce, jeśli lewicowe bojówki zaatakowałyby uczestników procesji Bożego Ciała. PiS wprowadziłby zapewne specustawę, użył całego aparatu dochodzeniowego i przymusu państwa do złapania uczestników i jeszcze miałby na koniec ponad 50% poparcia w sondażach. Jednak wśród ofiar od zawsze byli równi i równiejsi.

Nie wiemy w jakim kierunku obecne trendy pójdą, ale warto mieć świadomość, że początkowe wykluczenie i dyskryminacja panująca w III Rzeszy także wydawała się dla ludzi z poza grup na celowniku władzy niegroźna. Nikt nie spodziewał się do jakiej ostatecznej formy one doprowadzą. Stad właśnie trzeba być czujnym i reagować, ponieważ nie chodzi o to, że PiS dziś po cichu planuje zamykanie LGBT w obozach, ale że przyzwolenie na obecne wykluczenie i przemoc tworzy furtkę do coraz bardziej radykalnych form dyskryminacji, której ostatecznego wyniku dziś nikt nie potrafi przewidzieć. Bierność jest zatem ryzykiem na jakie nie możemy sobie pozwolić.

Kmicic z chesterfieldem

Po co PiS właściwie wprowadził przepisy o odpowiedzialności dyscyplinarnej i dlaczego istnieje niewielka szansa, by się z nich wycofał? Jest to instrument politycznego wpływania na sędziów, co już widać, ale być może sprawa jest poważniejsza i PiS potrzebuje izby dyscyplinarnej, by przykładowo ograniczyć do niej tylko kompetencje Sądu Najwyższego do uznawania wyborów w kraju za legalne i ważne. To bardzo niebezpieczny instrument i dlatego działania Komisji Europejskiej uważam za w pełni uzasadnione – mówi europeistka prof. Renata Mieńkowska-Norkiene z Instytutu Nauk Politycznych UW. – KE dała 2 miesiące na wycofanie się z przepisów dotyczących systemu dyscyplinowania sędziów. Niezastosowanie się do tego zalecenia KE prawdopodobnie będzie wiązało się ze skierowaniem sprawy do TSUE – dodaje

JUSTYNA KOĆ: KE rozpoczęła drugi etap postępowania o naruszenie prawa unijnego wobec Polski w sprawie nowego systemu dyscyplinarnego dla sędziów. Co to oznacza, z czym się wiąże i kiedy możemy odczuć konsekwencje?

PROF. RENATA MIENKOWSKA-NORKIENE: Komisja Europejska jest strażniczką europejskiego prawa, m.in. w tym…

View original post 3 114 słów więcej

 

Zajady Krystyny Pawłowicz

„POLSKA,aby PRZETRWAĆ MUSI być WOLNA od IDEOLOGII HOMO,TRANS,BIS itp patologii obyczaj.- seksual. PRECZ z agresją i skrajną NIENAWiŚCIĄ OSÓB chorych seksual. WOBEC Polaków i naszej wiary PRECZ z bezczelnym i wbrew woli rodziców zarażaniem patologiami polskich dzieci i młodzieży” [pisownia oryg. – przyp. red.] – napisała na Twitterze Krystyna Pawłowicz. Posłanka PiS dołączyła zdjęcie naklejki „Strefa wolna od LGBT”, która ma zostać dołączona do prawicowego tygodnika, którego redaktorem naczelnym jest Tomasz Sakiewicz.

„Kto Panią tak skrzywdził? Skąd u Pani tyle jadu i nienawiści?”; – „Zawsze mnie ciekawiło, co ksiądz może wiedzieć o współżyciu dwojga ludzi… Co może powiedzieć, ktoś kto nie ma dzieci, a mówi jak je wychowywać i wiele innych pytań…”;

„Ty masz kobieto rozdwojenie jaźni. „Precz z agresją i skrajną nienawiścią …wobec naszej wiary”…??? Plujesz jadem, szerząc wiarę??? Poważnie???”; – „Katolicy wybierają sobie dogodne rzeczy z religii i wychodzą na debili. Religia miłości, a to najwięcej katoli krzyczy „pedofilia = LGBT”, „to nie jest normalne”, „palić pedałów”. I zapytam, gdzie ta miłość?” – pisali oburzeni internauci.

Do Pawłowicz nie trafiła nawet wypowiedź osoby bliskiej jej światopoglądowo, czyli Tomasza Terlikowskiego. Prawicowy publicysta napisał na Facebooku, że naklejka „nie pomaga w głoszeniu Ewangelii ani tym bardziej nie jest wyrazem szacunku dla ludzi”.

Kmicic z chesterfieldem

Ultrakatolicka organizacja Ordo Iuris rozesłała do stowarzyszeń i fundacji, działających na rzecz środowisk LGBT czy wspierających ofiary przemocy wnioski o udostępnienie informacji publicznej. Domaga się od nich „wyszczególnienia i opisania wszystkich projektów”, którymi się zajmują i dostarczenia kopii wszystkich umów, zawartych od początku ich istnienia aż do 17 lipca 2019 r., czyli dnia wysłania wniosku przez Ordo Iuris.

„Dostaliśmy pismo od organizacji posiadającej ogromne zasoby, organizacji, która domaga się od nas przegrzebania dokumentów sprzed lat. Mamy na to 14 dni. Nikt w Fabryce Równości nie pracuje na nawet skrawku etatu. Od lat usilnie walczymy z wiatrakami i próbujemy zagwarantować podstawowe prawa człowieka osobom LGBT. Jest to w dużej mierze akcja przemyślana na dręczenie naszego środowiska, być może w jakimś stopniu próbę zastraszania. Zbiegło się to niezwykle fortunnie z akcją pewnej prawicowej gazety, która postanowiła dołączyć do swojego najnowszego numeru naklejki „Strefa wolna od LGBT+” – napisali na Facebooku działacze Stowarzyszenia…

View original post 2 426 słów więcej

Opozycjo, pora na rozwalenie skamieliny PiS, niektórych posadzić, a resztę na śmieci

Ostateczna decyzja zapadła: „Idziemy do wyrobów jako Koalicja Obywatelska, ale nie jako koalicja partii politycznych, ale jako koalicja tych wszystkich, którzy podzielają nasz pogląd, nasz pomysł na Polskę, chcą bronić praworządności, demokracji i pozycji polski w Unii Europejskiej” – oznajmił w czwartek lider Platformy Obywatelskiej Grzegorz Schetyna.

Zdradził nową formułę KO, mówiąc że będzie rozszerzona o społeczników, ekspertów, samorządowców, organizacje pozarządowe i  zapewnił, że zadba o to, aby na listach wyborczych KO znalazło się co najmniej 20 proc. miejsc dla osób o takich korzeniach politycznych. „5, 10 i ostatnie miejsce zostawimy wskazaniom samorządowców” – mówił Grzegorz Schetyna.

Decyzja PSL kończy historię Koalicji Europejskiej. To nasza odpowiedź na nową jakość życia polskiej polityki. Uważamy, że tylko nowa forma polityki ma szansę stanąć przeciwko PiS-owi. Zapraszamy do nowej formuły Koalicji Obywatelskiej – wszyscy się w niej zmieszczą” – oświadczył Grzegorz Schetyna.

Lider KO zaapelował, żeby w wyborach do Senatu, gdzie okręgi są jednomandatowe, Koalicja Obywatelska i PSL nie poszły przeciwko sobie w bratobójczej walce. „Zrobię wszystko, żeby tak się nie stało”.

Listy wyborcze Koalicji Obywatelskiej, w skład której wejdą Platforma Obywatelska, Nowoczesna i Inicjatywa Polska zostaną przedstawione w piątek 26 lipca.

Kmicic z chesterfieldem

Krystyna Pawłowicz po raz kolejny zadziwiła obserwatorów życia politycznego. Kiedy PiS dokonuje kolejnego skoku na Sąd Najwyższy, tym razem za pomocą fasadowego orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego, posłanka PiS ogłasza wszem i wobec tezę, że to sędziowie wykorzystują politycznie sądy do… nękania obozu władzy. Co jeszcze bardziej absurdalne, ta niecodzienna teza jest poparta argumentami w postaci przegranych procesów przez polityków PiS. Pawłowicz utrzymuje bowiem wypowiedzi w tonie, jakby każdy wyrok nie na rękę władzy był działaniem “stronniczym”. W myśl polityk Prawo i Sprawiedliwość, niczym niegdyś władza ludowa, jest nieomylne, a decyzje niekwestionowalne. W oczach posłanki sądy działają w celu “ochrony agresorów” – sił, jak mamy się domyślać, nękających obóz władzy – czyli “obrońców demokracji”. Obywatelski sprzeciw wobec skandalicznego skoku na instytucje wymiaru sprawiedliwości jest zatem dziś wyrazem nękania. Choć wśród protestujących znajdują się też postawy co najmniej etycznie wątpliwe, to jednak posłanka Pawłowicz jest ostatnią osoba, która może wytykać tego…

View original post 792 słowa więcej

 

Dyktatura po wyborach jesiennych? Ależ tak, gdyby zwyciężyło PiS

Adam Szostkiewicz (tygodnik „Polityka”) w najnowszym felietonie o mozliwej wygranej polityków PiS w jesiennych wyborach do Sejmu.

Felieton Szostkiewicza >>>

Kmicic z chesterfieldem

W ten weekend Koalicja Obywatelska przedstawiła zręby swojego programu gospodarczego. Wart 30 mld zł projekt obniżki podatków, szczególnie dla najmniej zarabiających (zysk dla zarabiających najniższą krajową w granicach 600 zł netto miesięcznie) stanowi pierwszy krok, aby rzucić wyzwanie wizji państwa zaproponowanej przez PiS.

Jak się można było spodziewać, rządzący postanowili zrobić co w ich mocy, aby uniemożliwić wyjście opozycji z ofensywą. O ile jednak sam merytoryczny zrąb propozycji konkurentów okazał się dla PiS medialnie nie do ruszenia, to ci postanowili użyć innej starej sztuczki, czyli oddalić argument poprzez pozbawienie wiarygodności jego autora. Stąd rząd ruszył ze specjalną stroną internetową prezentującą alternatywny “program” opozycji z wyborem cytatów polityków PO z przestrzeni ostatnich lat. Na Twitterze uaktywnili się politycy obozu władzy zarzucając KO brak wiarygodności i odpowiedzialności. Te próby uderzenia były mniej lub bardziej trafne, jednak zdarzały się przypadki niesamowicie niefortunne, jak atak w wykonaniu byłej rzeczniki PiS, dziś europoseł, Beaty…

View original post 2 599 słów więcej

 

 

Orwell i Goebbels w jednej Beacie Szydło

Beata Szydło brnie w swoje kłamstwa z weekendowej konwencji PiS, kiedy to oskarżyła opozycję o pogardę wobec obywatela w oparciu o wizytę posła PO Bartosza Arłukowicza w Węgrowie. Wideo, na którym polityk żartował razem z mieszkańcem miejscowości, zostało bowiem skandalicznie wypaczone przez propagandę obozu rządzącego. Szybko jednak kierująca tym politycznym atakiem była premier została ośmieszona, ponieważ poseł PO zgodnie z apelem Szydło wrócił do Węgrowa, ale nie żeby przeprosić bohatera materiału, ale nagrać kolejny filmik, na którym ten, którego PiS tak ochoczo bronił przed pogardą opozycji, potwierdza wersję zdarzeń Arłukowicza.

Kiedy jednak dziennikarze i osoby co bardziej zaangażowane w życie polityczne ogłosiły mistrzowskie zagranie wizerunkowe Arłukowicza i jego zwycięstwo w pojedynku, to wówczas była premier uznała, że zamiast przeprosić lepiej przysłowiowo “grać głupa”. Świeżo upieczona europoseł zaskoczyła wszystkich i mimo ewidentnych dowodów błędności swojej tezy zdecydowała się bowiem na organizację dziś w Węgrowie hucznej konferencji prasowej, gdzie ciałem stało się słynne hasło, że “Kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą”.

Polityk nie miała zamiaru cofnąć się choćby o krok mówiąc: “Są tacy politycy, którzy uważają, że polityka to taka letnia kanikuła, jakiś żarcik, jakaś prowokacja, jakaś kpina z kogoś i idziemy dalej. Byle PR i się kręci. Tak nie jest, bo polityka polega na zupełnie czymś innym”.Postawę oponentów próbowano zaś skonfrontować z idealizmem i poświęceniem polityków PiS: “My jesteśmy dla państwa, jesteśmy po to, żeby wam służyć. Tak, jak przez cztery lata razem szliśmy tą drogą zmiany, dobrej zmiany w Polsce, tak chcemy to kontynuować”.

W kontekście wspomnianej służby Szydło atakowała Bartosza Arłukowicza“Każdy, kto idzie do polityki musi o tym pamiętać. Ci politycy, którzy czasami o tym zapominają, powinni o tym sobie przypominać. Dzisiaj również chcę im o tym przypomnieć”.

Opisane zajścia są wyrazem rażącego braku klasy i zwyczajnej etyki ze strony Beaty Szydło. Dożyliśmy bowiem czasów, że politycy nie mają już strachu, ani poczucia wstydu, aby ustąpić w obliczu zdemaskowania. Była premier czuje się bowiem bezkarna, ponieważ wierzy, że niezależnie od prawdy medialna machina prorządowych mediów i tak stworzy w obywatelach wrażenie, że to opozycja gardziła obywatelem, a Beata Szydło stanęła na straży jego godności. Jest to jedna z największych zmian jakościowych w polityce jakie wprowadziło Prawo i Sprawiedliwość. Za każdej ekipy rządzącej były bowiem afery, a politycy kombinowali, ale rządy bały się osądu mediów i opinii publicznej, przez co ci, co zostali przyłapani na gorącym uczynku, byli politycznie skończeni. Dziś zaś politycy nawet przyłapani na największych niegodziwościach nic sobie nie robią, śmiejąc się zwyczajnie mediom w twarz. Jest to świadectwo nawet większego upadku standardów państwa demokratycznego niż skok Ziobry na sądy.

Kmicic z chesterfieldem

Morawiecki minął się z prawdą przy okazji ogłoszenia planu walki z zanieczyszczeniem powietrza. Polityk w trakcie konwencji PiS w Katowicach zapowiedział, że jeszcze w bieżącym roku posadzone zostanie pół miliarda drzew.

Wykonanie tego planu jest po prostu niemożliwe. Leśnicy, zakładając, że akcja zakończona ma zostać w Sylwestra, musieliby sadzić aż 33 drzewa na sekundę…

Prawo i Sprawiedliwość jest formacją antyekologiczną. PiS-owcy jak dotychczas wycięli tysiące drzew i pozbyli się elektrowni wiatrowych. Rządzący nie ustają przy tym w promocji energetyki węglowej, choć problem zanieczyszczenia środowiska jest w Polsce coraz bardziej widoczny.

Zdaniem wielu polityków partii rządzącej, problemy związane ze zmianami klimatycznymi stanowią wymysł „lewackich” mediów.

View original post 2 884 słowa więcej