Archiwa tagu: wybory parlamentarne 2019

PiS szykuje podwyższenie składki emerytalnej, pieniądz straci wartość. PiS gwarantem katastrofy

Prezydent Nowej Soli Wadim Tyszkiewicz skomentował plany polityków PiS, którzy chcą po wyborach podnieść składki na ZUS.

 

PiS można tylko wysłać w kosmos – w Pisdu. Leć Kaczyński w Pisdu, pisdzielcu.

Xerofas

– Pan Marszałek nie złamał prawa ani istniejących w tej dziedzinie obyczajów – podkreślił prezes PiS. – Skoro Państwo mają inne zdanie, mogę powiedzieć, że decyzja Pana Marszałka jest dowodem postawy związanej z naszym hasłem: słuchać Polaków, służyć Polsce – stwierdził Jarosław Kaczyński. – Trzeba słuchać opinii publicznej – dodał.

Polacy chcieli dymisji marszałka Kuchcińskiego

„Czy w związku z ujawnieniem informacji o lotach rodziny marszałka Sejmu rządowymi samolotami. Marek Kuchciński powinien podać się do dymisji?” – takie pytanie zadano uczestnikom sondażu SW Research dla rp.pl.

Az 67,7 proc. uczestników sondażu odpowiedziało: „tak”. Przeciw dymisji marszałka Sejmu jest 14,7 proc. ankietowanych. 17,5 proc. badanych stwierdziło, że „nie ma zdania na ten temat”.

– Częściej za dymisją Kuchcińskiego są mężczyźni (73%), osoby powyżej 50 lat (75%) oraz respondenci o wykształceniu wyższym (71%). Tego zdania są też ankietowani o dochodzie od 2001 do 3000 zł (76%) oraz osoby z miast od 100 do 199…

View original post 234 słowa więcej

 

Reklamy

Zgniłek Kuchciński jest lepszy w zgniliźnie od zgniłka Karczewskiego

Nadużywają władzy i obrzydliwie ściemniają. Są tchórzami i krętaczami. A jak już się wyda, to chcą brać na litość. Nowe elity „władzy” …

Okazuje się, że nie tylko Kuchciński, ale też marszałek Karczewski latał z rodziną. W marcu 2018 roku Stanisław Karczewski zabrał na pokład rządowego samolotu żonę i wnuki. Polecieli na uroczystości do Budapesztu.

Na pytanie Wyborczej „czy brał na pokład rządowego samolotu rodzinę”, odpowiedział: „nie”.  Zmienił zdanie kilka godzin później na konferencji prasowej. – „Owszem zdarzały się sytuacje, w których byłem zapraszany do złożenia wizyty z małżonką. Było kilka wizyt zagranicznych, które odbyłem w towarzystwie swojej żony. Jeden wyjazd odbywał się również z całą moją rodziną”.

To dopiero nieśmiały początek, co powie za kilka dni, zobaczymy. Dziś otoczenie marszałka potwierdziło Wyborczej, że Karczewski poleciał do Budapesztu z żoną i wnukami.

Piotrowicz dla odmiany przyznaje się do lotu z Kuchcińskim, ale zaklina, że „to był wypadek losowy”

Jak wyjaśnia Wirtualnej Polsce: – „Moja żona tego dnia była w Instytucie Hematologii i Transfuzjologii w Warszawie. Potrzebowaliśmy przewieźć wyprodukowany tam lek dla mojej małżonki, który może być przewożony tylko w stanie zamrożenia. Musiałem to zrobić. Starałem się o bilety na rejs LOT-u do Rzeszowa, jednak bilety były „obłożone” i ich nie dostaliśmy. Dowiedziałem się, że jest możliwość lotu z marszałkiem do Rzeszowa. I z tej możliwości z małżonką skorzystaliśmy”.

Kolejny podróżnik Karol Karski tłumaczy: „Miałem wracać do Warszawy rejsowym samolotem LOT. Lot opóźniał się, a w pewnym momencie była informacja, że może zostać odwołany. Pan marszałek Sejmu podjął decyzję, że będziemy wracać razem”.

Przyznał, że za lot nie płacił, bo towarzyszył marszałkowi. „Bez decyzji marszałka nic by się nie dokonało”

Pytany przez dziennikarza tvn24, czy był częścią oficjalnej delegacji, odparł: – „To jest kwestia do potwierdzenia w różnych miejscach. Jeśli towarzyszyłem marszałkowi, to znaczy, że byłem częścią tej grupy, która mu towarzyszyła”.

Brawo wy!

Sprawa lotów Marka Kuchcińskiego rządowymi samolotami nie tylko nie umarła, ale zyskała nowe życie. Dziś ciężko prognozować, kiedy dobiegnie końca. Mimo tego, na Nowogrodzkiej daleko do paniki, chociaż kolejnej odsłony lotniczej telenoweli nikt nie bagatelizuje.

Mówi poseł Zjednoczonej Prawicy: – Musimy zachować spokój, uniknąć gwałtownych ruchów. Jestem szachistą, więc powiem tak: nie sztuką jest być spokojnym, gdy rozgrywka dobrze się układa, sztuką jest zachować spokój, gdy na szachownicy wszystko idzie nie tak, jak byśmy chcieli.

Wielu jego kolegów i koleżanek z obozu władzy o problemach marszałka Sejmu rozmawiać nie chce. Inni zasłaniają się urlopami, nieobecnością z powodów prywatnych albo… nieznajomością tematu, który od dwóch tygodni rozgrzewa debatę publiczną w Polsce.

Musimy stanąć wyprostowani i po męsku wziąć to na klatę

– przyznaje polityk prawicy, którego udało nam się nakłonić do rozmowy o lotach Kuchcińskiego.

Lepsze loty niż leki i edukacja

Sprawa lotów marszałka Sejmu oznacza dla PiS-u trudne wejście w oficjalną część kampanii parlamentarnej. Uwaga mediów i opinii publicznej od kilkunastu dni koncentruje się bowiem na Kuchcińskim. PiS już na starcie jest więc w defensywie i musi tłumaczyć się z „dokonań” swojego marszałka. Jak przyznają nasi rozmówcy, partia władzy traci w ten sposób inicjatywę oraz kontrolę nad agendą tematów poruszanych w kampanii, a to nigdy nie jest dobre.

– Sprawa jest rozwojowa – z ironią zauważa senator PiS-u, którego pytamy o tzw. aferę samolotową. Pytany o jej wpływ na polityczne plany Zjednoczonej Prawicy, odpowiada: – Zamiast wejść w kampanię z ciekawymi listami i dobrym programem, cała uwaga na starcie skupia się na lotach marszałka Kuchcińskiego. To dla nas spory problem.

Spory problem, ale na pewno nie katastrofa. Nasi rozmówcy podkreślają, że partia na bieżąco monitoruje, jak skandal wokół drugiej osoby w państwie odbierają wyborcy, zwłaszcza wyborcy PiS-u.

Mamy badania, które pokazują, że ludzie co prawda oceniają zachowanie Kuchcińskiego źle, ale kiedy pytamy ich, czy marszałek powinien mieć prawo korzystania z samolotu czy śmigłowca, odpowiadają, że tak

– tłumaczy nam bliski współpracownik premiera. Sondażowego zagrożenia dla Zjednoczonej Prawicy nie ma. Przynajmniej na razie.

Jeśli ktoś myśli, że temat lotów Kuchcińskiego zmiecie PiS, to jest głupi. To nie był gejmczendżer, nie jest gejmczendżer i nie będzie gejmczendżer

– dodaje.

To dlatego część polityków obozu rządzącego pozwala sobie na odważne, a nawet buńczuczne wypowiedzi. Przoduje w tym wicemarszałek Ryszard Terlecki z PiS-u. – Trwa bardzo intensywna rywalizacja na najgłupszego posła i najgłupszą wypowiedź – powiedział dziennikarzom w Sejmie, pytany o reakcje opozycji na tzw. aferę samolotową. – Niech politycy opozycji wyjdą na ulice i zapytają, czym żyją ludzie – dodał, bagatelizując znaczenie całej sprawy.

Wszyscy myślą, że temat Kuchcińskiego to dla nas tragedia, ale naprawdę dla nas jest wygodniej dyskutować o jego lotach niż o braku leków w aptekach czy podwójnym roczniku w szkołach

– przekonuje nasz rozmówca z KPRM, nawiązując do tematów, z którymi PiS musiało mierzyć się przed wybuchem afery wokół Kuchcińskiego.

To wszystko sprawia, że w PiS-ie wciąż nie ma obawy, że loty marszałka Sejmu staną się dla partii tym, czym dla Platformy Obywatelskiej stały się słynne ośmiorniczki z warszawskich restauracji. – Stale rozmawiam z ludźmi, z naszymi wyborcami i myślę, że jeden błąd, nawet jeśli poważny, nie przekreśli czterech lat naszej pracy i programu, który zrealizowaliśmy – zapewnia nas jeden z posłów „dobrej zmiany”.

Karma wraca

W samym PiS-i nie brakuje też jednak głosów, że Kuchciński sam zgotował sobie taki los. Nie chodzi tutaj o loty rządowymi maszynami w prywatnych celach, ale jego podejście do dziennikarzy. Od początku kadencji próbował pozbyć się ich z Sejmu (w tym celu zbudowano Centrum Medialne poza głównym budynkiem Sejmu) lub przynajmniej ograniczyć im możliwości wykonywania pracy przy Wiejskiej (m.in. grodzenie korytarzy czy zasłanianie sejmowych gabinetów kotarami).

Dziennikarze ostro cisną temat lotów Kuchcińskiego i będą to robić jeszcze tydzień albo nawet dwa. Chcą go sczyścić, bo od początku kadencji utrudniał im życie i zwalczał ich w Sejmie. Karma wraca

– przyznaje w rozmowie z Gazeta.pl polityk PiS-u. Inny z naszych rozmówców dorzuca: – Nie zazdroszczę Markowi, bo jest na niego ostra jazda w mediach w tej chwili. Na niego, jego żonę i jego dzieci.

Choć teoretycznie Nowogrodzka mogłaby liczyć na wyczerpanie się tematu i jego naturalną śmierć, jest pewien problem. Kolejne kłamstwa serwowane dziennikarzom i społeczeństwu przez Centrum Informacyjne Sejmu oraz samego marszałka zaczęły obozowi władzy nie tyle szkodzić, co po prostu go ośmieszać. Odzierają PiS z powagi i miru potężnej, wszechmocnej partii, która rządzi państwem twardą ręką. Przyprawiają za to gębę bazarowego cwaniaczka, którego jednak każdy potrafi bez trudu przejrzeć i przyłapać na gorącym uczynku.

Prezes Kaczyński wielokrotnie mówił nam na spotkaniach klubu czy partii o potrzebie skromności i umiaru. Słyniemy z tego, że rozliczamy innych z etyki i moralności, ale żeby to robić, w pierwszej kolejności sami musimy być bez zarzutu. Teraz już nie jesteśmy

– irytuje się nasz rozmówca z Nowogrodzkiej.

Kolejne rysy na wizerunku partii i odebranie powagi mogą zacząć ciążyć przede wszystkim samym politykom PiS-u, z prezesem Kaczyńskim na czele. Tym bardziej, że media nie ustają w wyciąganiu nowych wątków tzw. afery samolotowej. Tylko w ciągu ostatniej doby dowiedzieliśmy się, że wraz z marszałkiem Kuchcińskim rządowymi samolotami latali także inny politycy prawicy (niektórzy wraz z małżonkami), że lotów wojskowym śmigłowcem do podkarpackich Huwnik było znacznie więcej, niż pierwotnie zakładano, a także, że lot żony marszałka rządowym samolotem z Rzeszowa do Warszawy, wbrew słowom Kuchcińskiego, jednak został specjalnie zamówiony.

Dzisiaj już nikt nie zastanawia się, czy sprawa będzie miała swój dalszy ciąg, tylko jaki ten dalszy ciąg będzie. Na Nowogrodzkiej są tego świadomi. To dlatego prezes Kaczyński zarządził spotkanie kierownictwa partii, na którym pojawili się też m.in. premier Mateusz Morawiecki i wicemarszałek Terlecki. Jak napisał nam w SMS-ie jeden z uczestników tego spotkania: „Analizujemy sprawę”. Wynik tej analizy zaważy na przyszłości marszałka Kuchcińskiego.

Mówi senator Zjednoczonej Prawicy: – Marek zawsze był wierny naszej formacji, jest dla niej zasłużony, ale tutaj nie może być zmiłuj. Naruszył zasady. Nadużył przywilejów i będzie musiał ponieść konsekwencje.

Kmicic z chesterfieldem

Polityk PSL podzielił się tymi informacjami w programie Poranek Radia TOK FM. „Jeżeli dzisiaj dyskutujemy o demoralizacji marszałka Kuchcińskiego, to może warto by było zapytać, gdzie mieszka pracujący syn marszałka. Czy w mieszkaniu sejmowym, które marszałek Kuchciński ma ze środków sejmowych, nie zamieszkuje cała jego rodzina? Zapytajcie państwo, czy przypadkiem w mieszkaniu służbowym Kuchcińskiego nie mieszka cała jego rodzina. Jeśli osoba pracująca, korzysta z mieszkania, które należy do posła, to jest kolejne nadużycie władzy” – stwierdził poseł.

Doniesienia Sawickiego wywołały spore zamieszanie na Twitterze. Większość internautów jest po prostu oburzona postawą Kuchcińskiego. „Panie Krzysztofie Brejza czy można sprawdzić kto mieszka w służbowym mieszkaniu, marszałka Kuchcińskiego? Jak podaje Radio TOK FM podobno lokal na nasz koszt zamieszkuje syn marszałka z rodziną. Czy ich też podatnik ma utrzymywać” – zapytała jedna z użytkowniczek serwisu.

To nie koniec szokujących doniesień. Jak się okazuje, „afera samolotowa” marszałka jeszcze się nie…

View original post 2 568 słów więcej

 

Kosztem Polaków pasie się brzuch Rydzyka

Były europoseł Dariusz Rosati na temat finansów publicznych w kontekście rządów polityków PiS.

Kmicic z chesterfieldem

Nie milkną echa ostatniego wystąpienia Jarosława Kaczyńskiego, w którym zachęcał do zakończenia wojny polsko-polskiej. Abstrahując od wiarygodności tej tezy, warto zwrócić uwagę, że coraz więcej osób głośno komentuje pogodne usposobienie lidera Zjednoczonej Prawicy

Jedną z takich osób jest jest Joanna Kluzik-Rostkowska, była szefowa sztabu Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich w 2010 roku, która swego czasu zaliczana była to tzw “aniołków prezesa“. To właśnie jej wpis na Twitterze zdradza czarne kulisy tamtej kampanii wyborczej.

Kluzik-Rostkowska w następujących słowach odniosła się do całej sytuacji:

Halo PiS? Pamiętacie kampanię prezydencką 2010r? Ja pamiętam. Jarosław Kaczyński deklarował trwałą zmianę (wierzyłam w nią). Skończyła się w wieczór wyborczy. Okazało się, że miękką retorykę JK zawdzięczamy farmakologii. W 2015 była powtórka. Kogo chcecie nabrać po raz trzeci?!”

Była szefowa sztabu prezesa PiS podczas wyborów prezydenckich w 2010 roku twierdzi, że za potulnym i spokojnym wizerunkiem Kaczyńskiego stoi farmakologia. Co więcej polityczka zasugerowała,  że podobna…

View original post 1 259 słów więcej

 

Pseudochrześcijaństwo Rydzyka sprzedawane rządowi PiS jako kit

Garść refleksji pisarza i reżysera Andrzeja Saramonowicza na temat Kościoła kat. i państwa po pobiciu przedstawicieli środowiska LGBT w Białymstoku.

W chaosie poznawczym, wytwarzanym po pogromie w Białymstoku przez polskie prawactwo w jego szerokim wachlarzu od radykalnego po umiarkowany, warte objaśnienia jest kilka spraw:

Rzuca się w oczy niezwykle groźne dla wspólnoty narodowej oraz państwa jako instytucji zbudowanej na porządku prawnym, prawicowe przekonanie, że dopuszczalne – a więc legalne – jest wyłącznie to, co zgadza się z wulgarnym, neokonserwatywnym systemem wartości.

Już nie wystarczy obywatelskie prawo do wolności, swobodnych zgromadzeń i prezentowania własnych poglądów. Legalny i zgłoszony prawnie Marsz Równości staje się zatem w oczach rodzimych prawaków nielegalny (ergo – rzekomo łamiący prawo), wyłącznie dlatego, że prezentowane na nim postawy, zachowania czy hasła stoją w sprzeczności z porządkiem światopoglądowym, który polska prawica – głosem swoich liderów i ich propagandowych zauszników – uznaje za jedynie obowiązujący.

Ów światopogląd – trzeba to powiedzieć z całą ostrością – jest zaś zlepkiem wynaturzonej i całkowicie oderwanej od swojej pierwotnej istoty myśli chrześcijańskiej (większość polskiego Kościoła i jego hierarchów już od dawna pozostaje w schizmatyckim wygibasie wobec obecnego papieża i Kościoła Powszechnego) oraz endeckiego konceptu na wspólnotę narodową, który nie dba ani trochę o jej poszerzenie, za to niczym więzienny strażnik pilnuje czystości krwi”. Tę zaś sprawdza się u nas obecnie przez bezmyślną jedność myśli i czynu; przede wszystkim dlatego, iż współczesna neopolska czerń (której brakuje podglebia kultury wyższej, czyli fundamentu polskości romantycznej, jedynej, jaka istnieje) tylko to jest w stanie pojąć i pokochać. Myśl i czyn są tu jedynie odruchami instynktownymi, powstałymi nie w korze mózgowej (Mickiewicz, Słowacki, Norwid), ale gdzieś w gadzim pniu mózgu (Jakub Szela) polskości, odpowiedzialnym za bezwarunkowe impulsy.

To żałosne uwstecznienie polskości, które ogranicza ją do odruchów instynktownych, objawiających się dygotem i mimowolnymi skurczami, jest czymś, co XXI-wiecznąprawicę neopolską najbardziej obciąża, albowiem od dekad nie było nic, co by mocniej destruowało polską wspólnotę niż to właśnie. Od momentu, kiedy Jarosław Kaczyński – jako lider politycznego skrzydła – oraz Tadeusz Rydzyk – odpowiedzialny za nasząpseudochrześcijańskość – stworzyli neopolskie imaginarium religijno-wspólnotowe z jego językiem, wartościami, marzeniami i celami, trwa konsekwentna zamiana narodu w zbiegowisko narodowe. A tam, gdzie jest zbiegowisko, tam są i zbiegowiska rytuały, z których najpierwszą jest agresja na widok każdego, kto w zbiegowisku uczestniczyć nie chce. Bowiem – jak pisał Ortega y Gasset – masa nie spocznie, póki wszystkiego, co nie jest nią, nie zniszczy bądź nie zamieni w siebie samą.

Kolejną sprawą wielkiej wagi, która wymaga kilku słów objaśnienia, jest niepojęta histeria, jaką wywołuje obecnie u rządzących, lwiej części duchownych oraz propagandowych funkcjonariuszy prawicowych mediów (których nie sposób nazwać dziennikarzami) tak zwana ideologia LGBT. Wbrew ich codziennym deklaracjom nie chodzi tu o oburzenie rzekomo potężnie groźną propagandą homoseksualizmu. Homoseksualistów jest w PiS-ie, ONR czy wśród prawicowych propagandzistów tyle samo, co wszędzie indziej, a wśród duchownych katolickich ów odsetek jest znacznie wyższy niż wśród innych grup zawodowych.

Wściekłość i agresja wobec tego, co prawaccy politycy i ich kościelni współsprawcy określają jako ideologia LGBT, bierze się z tego, że ten ruch już dawno przestał byćLGBT. W jednym szeregu stają homoseksualiści i heteroseksualiści, którym chodzi po prostu o konstytucyjne prawa obywatelskie.

Nieszczęściem i przyczyną porażek ruchu liberalnego – co doskonale opisał amerykański socjolog Mark Lilla w książce Koniec liberalizmu, jaki znamy – jest tzw. polityka tożsamości, która rozbiła liberalną wspólnotę na szereg gett. Kobiety interesują się tylko losem kobiet, geje losem gejów, pszczelarze chcą walczyć wyłącznie o interesy pszczelarzy, a filateliści o swoje prawo do zbierania znaczków i nic więcej ich nie obchodzi. Piszę o tym z ironią, ale rzecz jest poważna, albowiem polityka tożsamości (czyli identyfikuję się wyłącznie z tym kim sam jestem, a na los pozostałych pozostaję obojętny) uniemożliwia stworzenie powszechnego programu liberalnego, który byłby w stanie zbudować wielką wspólnotę obywatelską, zdolną do wygrywania z populistami w wyborach powszechnych. Każdy sobie rzepkę skrobie to najlepszy sposób na wieczną porażkę.

Tymczasem podstawą naszych zachowań społecznych winno być jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”. Popieram postulaty kobiecej emancypacji społecznej nie dlatego, że jestem kobietą, ale dlatego, że prawa równościowe kobiet są ich prawami konstytucyjnymi. Nie będąc homoseksualistą, chcę by homoseksualiści nie byli ograniczani w swoich prawach obywatelskich itd. itp.

Marsze Równości stały się – któż mógł to przewidzieć? – wspólną agorą, na której w walce o prawa obywatelskie stanęli w Polsce w jednym szeregu homoseksualiści i heteroseksualiści. I tych drugich – co warte podkreślenia! – jest znacznie więcej. Tworzy się (może się utworzyć) wspólnota, która wychodzi poza partykularyzm ograniczeń tzw. polityki tożsamości. Polscy prawacy zdają sobie z tego doskonale sprawę, stąd ich wściekłość i chęć zniszczenia potencjalnie wielkiej siły w zarodku.

W zrozumieniu tego procesu politycy prawicy i ich propagandowi akolici są ciągle o krok (a może o dwa?) od polityków opozycji, mam tu na myśli zwłaszcza Platformę Obywatelską. Ich deklaracje, że nie pójdą w marszach solidarności po pogromie białostockim są przejawem obywatelskiej ślepoty i ciągłego myślenia w kategoriach polityki tożsamości, tym razem wyłącznie ze sobą. Trudno o silniejszy dowód, że partyjniactwo obecnych władz platformerskich i płynące zeń ewentualne zawodowe profity, jest dla nich ważniejsze niż poglądy i oczekiwania własnego elektoratu.

Być może warto zatem przypomnieć i dedykować liderom PO anegdotę o wielkim polskim aktorze, który – gdy tajemnicą poliszynela stało się, iż jego urocza żona obdarza swoimi wdziękami młodszego kolegę, również wspaniałego aktora – miał powiedzieć:Lepiej jeść ciastko we dwóch, niż gówno samemu”.

O ogromnym szmalu, który Rydzyk dostał z budżetu naszego od władzy pisowskiej czytaj tutaj >>>

Kmicic z chesterfieldem

Jarosław Kaczyński zdaje sobie sprawę, że nadchodzące wybory parlamentarne są dla jego obozu grą o wszystko. Choć po klęsce w eurowyborach po stronie opozycji morale uległo znacznemu obniżeniu, a Koalicja Europejska się rozpadła, to jednak prezes PiS nie traci czujności i zamierza zadać w październiku oponentom ostateczny cios. Służyć temu, poza “piątką Kaczyńskiego” i potęgą prorządowych mediów, ma także wielka metamorfoza wizerunkowa samej partii rządzącej.

Prezes PiS uświadomił sobie bowiem, że strategia rządu w postaci cementowania poparcia przez wieczny konflikt w dotychczasowej formule się wyczerpała. Wybieranie małych grup i uczynienie z nich wrogów, czy też przypisywanie oponentem najgorszych cech skonsolidowało wokół władzy miliony, jednak równocześnie obraźliwe, hejterskie wypowiedzi wielu polityków partii rządzącej nieustannie zniechęcały do rządu znaczną część wyborców politycznego centrum. Niezadowolenia grupy tej nie widzieliśmy przy urnach tylko dlatego, że w warunkach równoczesnego rozczarowania opozycją znaczna jej część została w domach, z czego wynika właśnie 7% luki między PiS…

View original post 2 044 słowa więcej

 

Pisowscy czynownicy z Białegostoku Sebastian Łukaszewicz i Robert Jabłoński

Rafał Rudnicki, wiceprezydent Białegostoku pokazał zdjęcie, na którym widoczny jest polityk PiS Sebastian Łukaszewicz, uczestniczący w protestach przeciwko marszowi równości. O udział w wydarzeniu podejrzewany jest również p.o. dyrektora gabinetu marszałka województwa Robert Jabłoński.

Muszę publicznie zadać to pytanie: Czy radny wojewódzki PiS Sebastian Łukaszewicz i p.o. dyrektora gabinetu marszałka województwa Robert Jabłoński kierowali w sobotę zamieszkami pod białostocką Katedrą, w wyniku czego Policja musiała użyć środków przymusu bezpośredniego?” – napisał na Twitterze białostocki polityk.

Policja upubliczniła w sieci wizerunki najbardziej agresywnych uczestników kontrdemonstracji. Pośród poszukiwanych chuliganów znalazła się osoba, która podejrzewana jest o pobicie 14-letniego dziecka. Osoby, które rozpoznają sprawców przestępstw, proszone są o kontakt z Wydziałem Kryminalnym KMP w Białymstoku.

Marsz równości odbył się w stolicy Podlasia po raz pierwszy. Wydarzenie zgromadziło wyjątkowo agresywnych kontrdemonstrantów. Faszystowscy bandyci i kibole atakowali niewinnych ludzi, którzy uczestniczyli w paradzie na rzecz tolerancji. 25 ultraprawicowych zadymiarzy zostało zatrzymanych przez policję.

Kmicic z chesterfieldem

Nie milkną echa tego, co wydarzyło się podczas sobotniej Parady Równości w Białymstoku. Kibole i chuligani próbowali blokować jej przemarsz, rzucali kamieniami i butelkami, doszło do bijatyk i przepychanek. – Kibole, antysemici, homofobia – nic nowego. Tragedią jest władza, która jest ich patronem. Wszyscy przyzwoici Polacy, niezależnie od poglądów, muszą powiedzieć: dość przemocy”– skomentował na Twitterze przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk.

A co mówi jeden z przedstawicieli obecnej władzy, czyli obecny szef resortu edukacji Dariusz Piontkowski? Zamiast ostro potępić zachowanie kiboli, wygłosił kuriozalny komentarz. – „Tego typu marsze, wywoływane przez środowiska próbujące forsować niestandardowe zachowania seksualne, budzą ogromny opór nie tylko na Podlasiu, także w innych częściach Polski. W związku z tym warto się zastanowić, czy w przyszłości tego typu imprezy powinny być organizowane” – stwierdził w TVN 24. Tylko tyle miał do powiedzenia w tej sprawie Piontkowski…

A na stronie internetowej parafii św. Jadwigi Królowej w…

View original post 1 474 słowa więcej

 

Faszyzm w Polsce jest faktem

Zajścia podczas wczorajszego marszu równości w Białymstoku pokazały, że nagonka na mniejszości seksualne polityków i Kościoła prowadzi wprost do przemocy. Politycy PiS od miesięcy mówią o groźnej ideologii LGBT, przywilejach osób homoseksualnych i rzekomym panującym w Polsce równouprawnieniu. Tymczasem jak mogliśmy zobaczyć wczoraj, ta równość nad Wisłą oznacza prawo do siedzenia cicho i udawanie, że się nie istnieje, ponieważ każde otwarte przyznawanie się do orientacji przez osoby ze środowisk LGBT może skończyć się krzywymi spojrzeniami, wyzwiskami i na przemocy fizycznej jaką widzieliśmy wczoraj kończąc. Tak wygląda realizacja miłosierdzia Chrystusa przez obrońców “tradycyjnych wartości” w Polsce XXI wieku. To co miało miejsce w centrum Podlasia miało jednak szerszy wymiar. Nie doszło bowiem tam tylko do ataku niezorganizowanego tłumu na uczestników pokojowego zgromadzenia. Mamy bowiem tutaj także do czynienia ze skandaliczną próbą medialnej manipulacji, która próbuje tuszować zajścia w sposób godny Josefa Goebbelsa.

W prorządowym wPolityce.pl nie przeczytamy o atakach na demonstrantów, ale o… nietolerancji osób LGBT wobec osób o innych poglądach. Kiedy bowiem po jednej stronie kopano ludzi na chodnikach, prorządowe redakcje roztkliwiały się nad narodowcem, któryskarżył się, że oberwał… jajkiem. Relacje w wykonaniu niszowych Mediów Narodowych zostały wykorzystane masowo także przez pisowską farmę trolli:

Równocześnie wiceminister cyfryzacji z duma ogłosił, że wczoraj nie udało się LGBT sprowokować zamieszek, zignorował doniesienia o przemocy i na koniec zaatakował opozycje za chęć przyjmowania imigrantów:

W tym samym czasie dziennikarz TVP info stworzył teorię spiskową, że przemoc wobec uczestników marszu to… prowokacja samych protestujących:

Niegdysiejszy “niezależny bloger”, jak później ujawniono pracownik Ministerstwa Sprawiedliwości, a dziś radny PiS Dariusz Matecki zaczął odwracać uwagę od wydarzeń poprzez wrzucanie skrajnych przypadków z zagranicy, które nie maja związku z polską rzeczywistością:

Do tego polityk ogłosił, że osoby LGBT wypowiedziały Polakom wojnę:

Do tego prawicowi dziennikarze krążyli jak sępy na marszu, próbując sprowokować uczestników i przechodniów. Liczyli oni, że uda im się zebrać głupie wypowiedzi, które będą wodą na młyn propagandy. Działa to bowiem tak, że po zebraniu kilkudziesięciu rozsądnych wywiadów wybiera się jeden czy dwa najbardziej kompromitujące, aby zrobić z nich symbol wszystkich uczestników. Jest to klasyczna forma manipulacji.

Jednak i w tym wczoraj coś poszło nie tak. W całym morzu hejtu doszło bowiem do bardzo pozytywnej sytuacji i pokazu społecznej solidarności. Media Narodowe próbowały sprowokować jedną z przechodzących i obserwujących zajścia z zewnątrz kobiet do krytyki protestujących. Ta jednak zamiast wejść w z góry założoną narrację jasno stwierdziła, że “Gdyby Jezus tu był, to byłby po stronie uciśnionych i niech Pan uważnie popatrzy, po której stronie są Ci uciśnieni”.

Dziennikarz nie dawał za wygraną i chciał drążyć narrację o “ideologii LGBT” co zostało skontrowane słowami, że “dusza nie ma orientacji seksualnej”. Także argument o adopcji dzieci przez pary jednopłciowe został rozbity w sposób nieoczekiwany przez dziennikarza: “W Polsce ogromny procent dzieci wychowuje się w rodzinach, gdzie wychowują je pary jednopłciowe, mama i babcia”

Na ostatnie koło ratunkowe w postaci oskarżeń o pedofilię padły znamienne słowa: “Nie spotkałam się z tym, ale spotkałam się natomiast z ofiarami molestowania przez księży”.

Niestety takich sytuacji jak powyżej opisana w morzu nienawiści było zdecydowanie zbyt mało.

W ogromie kłamstw i manipulacji widać zatem wyraźnie, że dla PiS mniejszości seksualne nie są częścią naszego społeczeństwa, naszymi rodakami, którzy żyją razem z nami i są częścią naszej wspólnoty narodowej. Kiedy “Gazeta Polska” ogłosiła “Strefę wolną od LGBT” rząd nie protestował, a kiedy akcję skrytykowała ambasador USA, to usłyszała od polityków PiS, aby nie wtrącała się w nasze wewnętrzne sprawy.

Przyzwolenie na przemoc i obrzydliwa próba manipulowania wczorajszymi zdarzeniami pokazuje, że polska prawica realizuje żywcem to, o co oskarżali ją latami, często wydawało się na wyrost, jej przeciwnicy. O ile do 2015 roku mówienie o faszystowskich ciągotach PiS były przesadzone, to o tyle dziś stają się one faktem. Proszę sobie porównać reakcje na wczorajsze zdarzenia do tego, co miałoby miejsce, jeśli lewicowe bojówki zaatakowałyby uczestników procesji Bożego Ciała. PiS wprowadziłby zapewne specustawę, użył całego aparatu dochodzeniowego i przymusu państwa do złapania uczestników i jeszcze miałby na koniec ponad 50% poparcia w sondażach. Jednak wśród ofiar od zawsze byli równi i równiejsi.

Nie wiemy w jakim kierunku obecne trendy pójdą, ale warto mieć świadomość, że początkowe wykluczenie i dyskryminacja panująca w III Rzeszy także wydawała się dla ludzi z poza grup na celowniku władzy niegroźna. Nikt nie spodziewał się do jakiej ostatecznej formy one doprowadzą. Stad właśnie trzeba być czujnym i reagować, ponieważ nie chodzi o to, że PiS dziś po cichu planuje zamykanie LGBT w obozach, ale że przyzwolenie na obecne wykluczenie i przemoc tworzy furtkę do coraz bardziej radykalnych form dyskryminacji, której ostatecznego wyniku dziś nikt nie potrafi przewidzieć. Bierność jest zatem ryzykiem na jakie nie możemy sobie pozwolić.

Kmicic z chesterfieldem

Po co PiS właściwie wprowadził przepisy o odpowiedzialności dyscyplinarnej i dlaczego istnieje niewielka szansa, by się z nich wycofał? Jest to instrument politycznego wpływania na sędziów, co już widać, ale być może sprawa jest poważniejsza i PiS potrzebuje izby dyscyplinarnej, by przykładowo ograniczyć do niej tylko kompetencje Sądu Najwyższego do uznawania wyborów w kraju za legalne i ważne. To bardzo niebezpieczny instrument i dlatego działania Komisji Europejskiej uważam za w pełni uzasadnione – mówi europeistka prof. Renata Mieńkowska-Norkiene z Instytutu Nauk Politycznych UW. – KE dała 2 miesiące na wycofanie się z przepisów dotyczących systemu dyscyplinowania sędziów. Niezastosowanie się do tego zalecenia KE prawdopodobnie będzie wiązało się ze skierowaniem sprawy do TSUE – dodaje

JUSTYNA KOĆ: KE rozpoczęła drugi etap postępowania o naruszenie prawa unijnego wobec Polski w sprawie nowego systemu dyscyplinarnego dla sędziów. Co to oznacza, z czym się wiąże i kiedy możemy odczuć konsekwencje?

PROF. RENATA MIENKOWSKA-NORKIENE: Komisja Europejska jest strażniczką europejskiego prawa, m.in. w tym…

View original post 3 114 słów więcej

 

Zajady Krystyny Pawłowicz

„POLSKA,aby PRZETRWAĆ MUSI być WOLNA od IDEOLOGII HOMO,TRANS,BIS itp patologii obyczaj.- seksual. PRECZ z agresją i skrajną NIENAWiŚCIĄ OSÓB chorych seksual. WOBEC Polaków i naszej wiary PRECZ z bezczelnym i wbrew woli rodziców zarażaniem patologiami polskich dzieci i młodzieży” [pisownia oryg. – przyp. red.] – napisała na Twitterze Krystyna Pawłowicz. Posłanka PiS dołączyła zdjęcie naklejki „Strefa wolna od LGBT”, która ma zostać dołączona do prawicowego tygodnika, którego redaktorem naczelnym jest Tomasz Sakiewicz.

„Kto Panią tak skrzywdził? Skąd u Pani tyle jadu i nienawiści?”; – „Zawsze mnie ciekawiło, co ksiądz może wiedzieć o współżyciu dwojga ludzi… Co może powiedzieć, ktoś kto nie ma dzieci, a mówi jak je wychowywać i wiele innych pytań…”;

„Ty masz kobieto rozdwojenie jaźni. „Precz z agresją i skrajną nienawiścią …wobec naszej wiary”…??? Plujesz jadem, szerząc wiarę??? Poważnie???”; – „Katolicy wybierają sobie dogodne rzeczy z religii i wychodzą na debili. Religia miłości, a to najwięcej katoli krzyczy „pedofilia = LGBT”, „to nie jest normalne”, „palić pedałów”. I zapytam, gdzie ta miłość?” – pisali oburzeni internauci.

Do Pawłowicz nie trafiła nawet wypowiedź osoby bliskiej jej światopoglądowo, czyli Tomasza Terlikowskiego. Prawicowy publicysta napisał na Facebooku, że naklejka „nie pomaga w głoszeniu Ewangelii ani tym bardziej nie jest wyrazem szacunku dla ludzi”.

Kmicic z chesterfieldem

Ultrakatolicka organizacja Ordo Iuris rozesłała do stowarzyszeń i fundacji, działających na rzecz środowisk LGBT czy wspierających ofiary przemocy wnioski o udostępnienie informacji publicznej. Domaga się od nich „wyszczególnienia i opisania wszystkich projektów”, którymi się zajmują i dostarczenia kopii wszystkich umów, zawartych od początku ich istnienia aż do 17 lipca 2019 r., czyli dnia wysłania wniosku przez Ordo Iuris.

„Dostaliśmy pismo od organizacji posiadającej ogromne zasoby, organizacji, która domaga się od nas przegrzebania dokumentów sprzed lat. Mamy na to 14 dni. Nikt w Fabryce Równości nie pracuje na nawet skrawku etatu. Od lat usilnie walczymy z wiatrakami i próbujemy zagwarantować podstawowe prawa człowieka osobom LGBT. Jest to w dużej mierze akcja przemyślana na dręczenie naszego środowiska, być może w jakimś stopniu próbę zastraszania. Zbiegło się to niezwykle fortunnie z akcją pewnej prawicowej gazety, która postanowiła dołączyć do swojego najnowszego numeru naklejki „Strefa wolna od LGBT+” – napisali na Facebooku działacze Stowarzyszenia…

View original post 2 426 słów więcej