Archiwa tagu: Radosław Markowski

Cham i złamas

5 lat prezydentury Andrzeja Dudy w skrócie:

Kmicic z chesterfieldem

Jarosław Kaczyński wie, że Andrzej Duda nie wygra prezydentury w I turze wyborów. Raczej trudno się spodziewać, że nie wejdzie do II tury, ale w polityce zdarzały się nie takie cuda.

Cóż zatem będzie?

Czy w drugiej turze opozycyjni kandydaci będą w stanie przerzucić swoje głosy na rywala Dudy, którym najprawdopodobniej będzie Rafał Trzaskowski.

Czy opozycyjni kandydaci nie zabrną za daleko i nie wzbudzą w swoich elektoratach niechęci do innych opozycyjnych kandydatów?

Oby kampania nie przebiegała w nienawistnej atmosferze. Suma elektoratów Trzaskowskiego, Szymona Hołowni i Władysława Kosiniaka-Kamysza wystarczy odesłać Dudę na śmietnik historii – bo stamtąd pochodzi – a z czasem postawić go przed Trybunałem Stanu za wielokrotne złamanie Konstytucji RP.

Pytanie jeszcze ważniejsze: czy Kaczyński bezkrwawo pozwoli na objęcie prezydentury przez Trzaskowskiego?

Obawiam się, że nie.

Więcej o ostatnim sondażu >>>

Najwybitniejszy żyjący polski polityk Donald Tusk trafia w największe emocje polityczne.

Jego ciosy walą konkurencję na dechy. Ostatni…

View original post 222 słowa więcej

 

Czy Kaczyński pierdyknie z całym narodem?

Jakub Maciejewski u Karnowskich obraża Polaków, którzy nie dorośli do demokracji i nie zagłosowali na PiS. To już mała powyborcza tradycja w środowisku komentatorów mediów Fratrii.

PiS odniósł imponujący sukces, ale paradoksalnie ogromna mobilizacja wyborcza ich osłabiła – mówi prof. Radosław Markowski, politolog z Uniwersytetu SWPS

AGNIESZKA KUBLIK: Rozumie pan smuteczek prezesa Kaczyńskiego?

PROF. RADOSŁAW MARKOWSKI: Nawet boleśnie go odczuwam. Tak mi się smutno zrobiło, gdy w niedzielny wieczór patrzyłem na człowieka, który chce mieć władzę absolutną, a musi udawać demokratę. Bolszewicka tęsknota, by coś zrobić z tą większą połową społeczeństwa, która go nie poparła, choć powinna, jest widoczna.

Problem w tym, że najlepsze czasy i najwięcej zasobów, by to zrobić, właśnie minęły. A tęsknota za tym, by wszyscy się opowiedzieli za jedną opcją polityczną, jest tyleż psychologicznie zrozumiała, co całkowicie sprzeczna z doświadczeniami jakościowych demokracji tego globu.

Odczuwa pomysł: chce obalać stereotypy o PiS i przekonywać, że jego partia to ludzie dobrzy, uczciwi, patriotyczni, no i lepiej znają się na gospodarce.

– Czyli prezes musi zacząć kogoś piętnować…

Pana już napiętnował. Tuż przed wyborami w „Wiadomościach” TVP 1 nazwał pana pseudoelitą.

– Niech trenuje. Ci, którzy to widzieli, twierdzą, że do pięt nie dorasta Gomułce, gdy ten piętnował Szpotańskiego. Służę oryginałem. A tak poważnie, to ja się mam dobrze, nie mogę się opędzić od naukowych badań i zobowiązań wobec świata, pracy w kilku ważnych redakcjach europejskich czasopism… Krótko: niech pan doktor nauk prawnych się mną nie zajmuje.

Najdalej w 2021 r. okaże się, jakimi sztukmistrzami ekonomicznymi są Kaczyński i Morawiecki. Każde państwo tej wielkości co Polska przy koniunkturze światowej może przez kilka lat wyciskać pieniądze na klientelistyczne rozdawnictwo. Ale do czasu. Do ludzi pomału zaczyna docierać, że np. służba zdrowia właściwie nie funkcjonuje. Elita PiS tego jeszcze nie widzi, bo sama trafia do elitarnych placówek, tam też umieszcza swoje rodziny lub wozi lekarstwa samolotami, ale za chwilę to do nich też dotrze.

Twarde wskaźniki śmiertelności Polaków nie są iluzją. Tak jak wzrost, a nie spadek bezwzględnego ubóstwa. Obserwujemy też nieprawdopodobne osamotnienie Polski w kontaktach międzynarodowych. Otoczenie Kaczyńskiego i Morawieckiego nie jest w stanie czytać, w jakim kierunku podąża UE. Już np. wiadomo, że fundusze będą uzależnione od przestrzegania praworządności, a teraz także od gotowości do realizacji polityki klimatycznej. W obydwu przypadkach źle wypadamy i niemal nikt nas już nie wspiera.
Wreszcie PiS nie rozumie, że największym zagrożeniem w najbliższych kilku latach będą konsekwencje zmian klimatu. PiS podlizuje się swojemu elektoratowi, który w 55 proc. ma powyżej 50 lat, a co trzeci wyborca PiS jest na rencie albo emeryturze. Z takim bagażem nie dokona się skoku cywilizacyjnego.
By była jasność – ja nie oceniam, tylko opisuję fakty, które oczywiście można całkiem inaczej pokazać w medialno-partyjnej propagandzie. Ta „światła” PiS-owska elita za chwilę zderzy się z gigantycznymi problemami.

Mamy paradoks, bo PiS odniósł historyczne zwycięstwo – i w procentach, i w liczbach bezwzględnych – ale w Sejmie ma ledwie cztery mandaty powyżej większości, a w Senacie do większości zabrakło dwóch.

– Tak, PiS odniósł imponujący sukces, ale ta ogromna jak na Polskę mobilizacja dotyczyła wszystkich – miliony głosów poszły na inne ugrupowania, i siła polityczna PiS de facto została pomniejszona. W każdym razie żadnego przyrostu mandatów sejmowych nie ma, a Senat przeszedł w ręce opozycji. A to m.in. dlatego, że po raz pierwszy w historii mamy poniżej 1 proc. zmarnowanych głosów w wyborach.
Konfederacja dostała 1,2 mln głosów, i to prawie od zera. To jest dopiero sukces! To kompletnie nowy byt, bardzo radykalny, dla wielu nadal nieczytelny, bo jednocześnie nacjonalistyczno-ksenofobiczny i ekonomicznie liberalny. Połowa wyborców Konfederacji to ludzie młodzi, poniżej 30. roku.
PiS wśród młodych wypadł bardzo źle. W tych wyborach ma też elektorat bardziej niż przed czterema laty sprofilowany społeczno-demograficznie. To są tzw. klasy transferowe, ludzie, którzy żyją głównie z redystrybucji, są poza rynkiem pracy i trzeba im pomagać, bo sami nie dają sobie rady. Nie wszyscy, ale ta cecha tego elektoratu jest znacznie bardziej wyrazista niż wcześniej. Komuś trzeba będzie jeszcze bardziej zabierać.

Mała przewaga opozycji w Senacie ma znaczenie?

– Symbolicznie ma duże, ale i praktycznie też. „Kuchcikowanie” w Sejmie – czyli przyjmowanie ustaw pod dyktando władzy wykonawczej po nocach, bez dyskusji, bez ekspertów – się skończy. Jeśli tych 52 senatorów będzie miało silny kręgosłup demokratyczny, można liczyć na to, że wreszcie propozycje ustaw będą dyskutowane, eksperci będą mogli zabrać głos, a trybunały europejskie będą miały czas, by zareagować. Demokracja służy temu, by władza wykonawcza nie miała szybkiej ścieżki ustawodawczej, co pozwala czasami uniknąć kryzysu.

Obóz anty-PiS ma w sumie 900 tys. więcej niż PiS. Kandydat opozycji ma szanse wygrać wybory prezydenckie?

– Oczywiście. Mam bardzo złą opinię na temat kwalifikacji pana Andrzeja Dudy. Kompletnie nie wczytał się w konstytucję, nie rozumie, do czego służy prezydentura. Bo to nie jest element władzy wykonawczej, ale instytucja rozstrzygająca spory polityczne. Duda stał się narzędziem w ręku jednej partii, która jest w ręku jednego człowieka.

Nie o takich prezydentów nam chodzi. By była jasność, nie chodzi też o to, by preferowali obstrukcję, ale krytyczna refleksja i namysł to podstawowe mechanizmy i zasady, którymi winien się kierować. Niewiele z tego widzieliśmy w mijającym czteroleciu.

Czyli nie jest tak mocny, jak wydawało się, że był Komorowski jesienią 2014 r.?

– Liczę na rozsądek polskiego wyborcy.

Opozycja jest w stanie się dogadać i wskazać jednego kandydata w pierwszej turze?

– Tak, trzeba się zastanowić, czy ma sens zabawa w dwie tury. Czyli KO, PSL i Lewica wystawiają swojego kandydata, a dopiero w drugiej turze popierają jednego.

Donald Tusk to już przeszłość?

– Jeśli dobrze odczytuję to, co mówią politycy PO, to jest już nieaktualne. Ale kto wie? Jeśli nie Tusk, to będzie problem ze wskazaniem tego jednego. Na pewno musi to być kandydat zaakceptowany przez Koalicję Obywatelską, bo to jest największa siła polityczna, dostała 5 mln głosów. I to się powinno stać natychmiast, za dwa-trzy tygodnie.

Ale najpierw PO musi się sama rozliczyć z wyborów. Z przykrością stwierdzam, że Grzegorz Schetyna ma podstawową wadę polityczną: ludzie mu nie ufają. Ja akurat mam o nim lepsze zdanie niż wyborcy, ale trzeba przyjąć do wiadomości, że tak jest. Tego nie da się odkręcić. W dojrzałych demokracjach dobro wspólne, w tym przypadku partyjne, zawsze jest ważniejsze niż prywatne zachcianki. Więc Schetyna jako polityk odpowiedzialny powinien się podać do dymisji razem z kręgiem najbliższych współpracowników. W przeciwnym przypadku będziemy mieli scenariusz węgierski – partia rządząca celowo podtrzymująca słabą największą partię opozycyjną z jej nieakceptowanym liderem…

PO ma elektorat liberalno-demokratyczny, wykształcony, marudny, dociekliwy. Tym ludziom nie wystarczą banalne hasełka i puste wystąpienia kilku panów. Oni muszą zrobić miejsce młodszym oraz kobietom. Ich wyborcy potrzebują mądrych i niebanalnych liderów i liderek.

Kmicic z chesterfieldem

W normalnym państwie można by taki pomysł obśmiać. Ale PiS ze środowisk postulujących taką edukację zrobił wroga publicznego, niszczycieli polskiej rodziny, deprawatorów dzieci i nihilistów.

To do nich wołał prezes Kaczyński: „Ręce precz od naszych dzieci”. To także ich miał na myśli abp Jędraszewski, głosząc o „tęczowej zarazie”. W takiej sytuacji można się spodziewać, że obywatelska inicjatywa mająca błogosławieństwo Kościoła zostanie przez parlament uchwalona. Będziemy wtedy chyba jedynym krajem w Europie i ewenementem na skalę światową, gdzie edukacja seksualna nie tylko nie jest w szkołach wykładana, ale jest zakazana i karana więzieniem.

Nauczanie seksualne jako przestępstwo

Na wznowionym po wyborach posiedzeniu Sejmu jednym z punktów było pierwsze czytanie projektu obywatelskiej inicjatywy Stop Pedofilii, który wprowadza do kodeksu karnego nowe przestępstwo: nauczania seksualnego. Przepis ma brzmieć tak: „Kto propaguje lub pochwala podejmowanie przez małoletniego obcowania płciowego lub innej czynności seksualnej, działając w związku z zajmowaniem stanowiska, wykonywaniem zawodu lub działalności związanych z wychowaniem, edukacją, leczeniem małoletnich lub opieką nad nimi…

View original post 5 130 słów więcej

 

Przydupas Kaczyńskiego, Brudziński, odwrócił bieg Wisły kijem

Mylić się rzecz ludzka, ale żeby „pokręcić” strony świata i odwrócić kierunek biegu królowej polskich rzecz – to już przesada. Mamy jednak kampanię wyborczą i w imię starej PiSowskiej dewizy „ciemny lud to kupi” wszystkie chwyty z kłamstwem włącznie wydają się dozwolone.

Skorzystał z tego Joachim Brudziński, który na antenie Polsat New pytany m.in. o awarię warszawskiej oczyszczalni „Czajka”, która spowodowała kontrolowany wyciek ścieków do Wisły tak się zapędził w swojej argumentacji, iż powiedział, że warszawiacy byli świadkami fali kulminacyjnej, która docierała do Mostu Poniatowskiego. To by oznaczało, że Wisła zmieniła swój bieg.

Tymczasem ścieki spływają do Wisły przy moście Północnym na wysokości ulicy Farysa na warszawskich Bielanach. Most Poniatowskiego położony jest na południe od Bielan i łączy Śródmieście z Pragą.

„Ścieki są podobno zrzucane do Wisły na wysokości Bielan. Wisła płynie na północ. Most Poniatowskiego jest na południe od Bielan. To skąd fala kulminacyjna na jego wysokości?” – zapytał drwiąco Konrad Piasecki z TVN24.

„PiS kłamstwem stoi” odpalił polityk PO, Michał Szczerba. „Kłamca Brudziński kijem próbuje zawrócić Wisłę. Awaryjny zrzut miał miejsce na granicy W-wy i Łomianek. Płynie w kierunku północy. ‚Fala kulminacyjna’ nigdy nie dotarła do Mostu Poniatowskiego. Musiałaby wbrew fizyce i prawom natury płynąć pod prąd!” – czytamy we wpisie posła w sieci.

Po tym, jak na Twitterze wybuchła burza polityk PiS postanowił ponownie zabrać głos i próbował pomniejszyć swą wpadkę, która wygląda raczej na manipulację i PiSowskie ciągoty do hejtu. Jest kampania, więc każda garstka błota przyda się by rzucić nią w przeciwnika.

Nie ma problemu katastrofy ekologicznej i ukrywania przed opinią publiczną przez Rafała Trzaskowskiego awarii oczyszczalni ścieków, wybudowanej za miliardy i z przytupem otwieranej przez polityków PO. Mega aferą okazało się, że zamiast Most Północny powiedziałem Most Poniatowskiego” – przewrotnie usprawiedliwiał się w sieci.

We wtorek rano doszło do awarii jednego z kolektorów przesyłającego ścieki z części lewobrzeżnej Warszawy do oczyszczalni „Czajka”. Nieczystości wówczas skierowano do drugiego z kolektorów, który jednak w środę przestał funkcjonować. Zarząd Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji podjął decyzję o kontrolowanym zrzucie nieczystości do Wisły.

Przypomnijmy, że Czajka jest obecnie jedną z największych oczyszczalni ścieków w Polsce. To ona oczyszcza ścieki całej Warszawy oraz okolicznych gmin. Jej awaria spowodowała natychmiastowe zwołanie sztabu kryzysowego. Miliony litrów nieczystości wylewają się wprost do Wisły.

Kmicic z chesterfieldem

„Wszcząłem postępowania dyscyplinarne przeciwko Waldemarowi Z., SSO w Krakowie i Olimpii B.-M., SSR w Gorzowie Wlkp., w związku z niestosowaniem się do zasady powściągliwości w mediach społecznościowych” – napisał na Twitterze Przemysław Radzik, zastępca rzecznika dyscyplinarnego sędziów sądów powszechnych. – „To próba odreagowania po tym, co ujawniły media w sprawie afery Ministerstwa Sprawiedliwości, nowej KRS i nominowanych przez Ziobrę rzeczników? Ważne, by zapamiętać to trio: Radzik, Lasota, Schab” – skomentował Marek Tatała z FOR. Te trzy nazwiska to sędziowie, którzy na stanowiska rzeczników dyscyplinarnych zostali powołani przez Zbigniewa Ziobrę.

Radzik w piśmie, które dołączył do tweeta, zarzuca rzecznikowi dawnej KRS oraz sędzi z Sądu Rejonowego w Gorzowie Wlkp. „niestosowanie się do nakazu powściągliwego korzystania z mediów społecznościowych”.

Nie wiadomo, dlaczego postanowił nie używać nazwisk publicznie znanych sędziów, którzy od wielu lat krytycznie odnosili się do pisowskich zmian w sądownictwie.

„Ci Sędziowie mają nazwiska i NIE są przestępcami. Ale panie Radzik…

View original post 2 672 słowa więcej

 

Ciemnogród sami sobie fundnęliśmy i sami musimy go przegnać

Te ponad 5 mln może dać PiS-owi albo 48 proc., albo 30 proc. Wszystko zależy od tego, kogo i ilu z pozostałych 26 mln zaniepokoi to, co się w kraju dzieje. Ile osób będzie w stanie sobie uświadomić i powiedzieć, że cztery lata autorytarno-klientelistycznego reżimu, który nie ma żadnego pomysłu na przyszłość kraju, to dostateczny czas, by się opamiętać – mówi prof. Radosław Markowski, politolog, dyrektor Centrum Studiów nad Demokracją Uniwersytetu SWPS. Pytany też o strajk nauczycieli, strategię PiS, partycypację wyborczą i preferencje Polaków, a także zbliżające się wybory do Sejmu. – PiS wierzy, i pewnie ma rację, że Polak prędzej zrozumie 100 zł włożone do kieszeni, niż nawet 1000 wydane na infrastrukturę, służbę zdrowia, ścieżki rowerowe, oświatę i inne kulturowe inwestycje. Ten obraz jest nie najlepszy, ale po części sami jesteśmy winni, że tak się dzieje – mówi prof. Markowski.

JUSTYNA KOĆ: W tygodniu przedświątecznym opublikowano kolejne sondaże. W jednym przewaga PiS-u nad opozycją to zaledwie 2 punkty procentowe (38 proc. PiS, 36 proc. KE), Wiosna 10 proc., Kukiz ’15 tylko 6. W drugim sondażu z tego samego okresu z innej pracowni PiS ma 41 proc., a KE 27 proc. Jak to rozumieć?

RADOSŁAW MARKOWSKI: Większość dzisiejszych sondaży jest po prostu podłej jakości. Proponuję, żeby dyrektorzy ośrodków badania opinii publicznej, tak jak jest w dobrej tradycji demokracji, na kilka dni przed wyborami pokazali, jak są w stanie przewidzieć wynik wyborów i podali go do publicznej wiadomości. Jeżeli ten wynik będzie się różnić więcej niż 3-4 punkty, to proponuję, żeby podali się do dymisji i ustąpili pola tym, którzy mają lepsze pomysły, jak badać poparcie, jak ważyć próbę, jak stosować wielokrotne imputacje i inne metody, a czego w Polsce w ogóle się nie stosuje. Przed ostatnimi wyborami samorządowymi wyniki , szczególnie jednego ośrodka, były kompletnie rozbieżne, nawet o 10 punktów procentowych od realnego wyniku. Rzeczywiście coś trzeba z tym zrobić, bo jest to wielka niedoskonałość naszego życia publicznego. Wiadomo, że niewielkie różnice mogą wynikać z błędu badania i są dopuszczalne, ale kilkunastoprocentowe różnice to przesada. Ktoś, mówiąc kolokwialnie, powinien za to beknąć. Gdybyśmy poszli do mechanika samochodowego albo lekarza czy zaprosili elektryka do domu, który tak by wykonał swoją pracę, to zostałby pociągnięty do odpowiedzialności z kodeksu cywilnego. Tym bardziej, gdy to się dzieje za publiczne pieniądze.

Co do sondażu, gdzie różnica jest niewielka, to

wiadomo, że są dwa wielkie bloki, jeden z nich wygra w bardzo niewielkim stopniu, prawdopodobnie jeszcze Wiosna i Kukiz mają szanse wprowadzić więcej, niż jednego posła, i tyle.

Sondaże pokazują również prawie po połowie poparcie dla strajku nauczycieli. Wyborcy PiS-u są przeciw, a opozycji za?
Tu jest bardzo wyraźne rozbicie. Prawie ¾ wyborców PiS-u nie popiera strajku, jest mu przeciwna, bo słucha w telewizji rządowej, kiedyś zwanej publiczną, i kupuje te argumenty, że „nauczyciele to nieroby”. Za dużo nie czytają i sami nie korzystali za długo ze szkoły. Moim zdaniem ważniejsze jest jednak to drugie pytanie z tego sondażu: kto jest winny, że nie dochodzi do porozumienia? I tam jest już zupełnie inny wynik. Tych, którzy uważają, że rząd jest winny, jest najwięcej, że obie strony są winne – uważa podobna liczna badanych, natomiast jest znacznie mniej tych, którzy uważają, że to nauczyciele są winni. Zatem jak badani mówią, że nie popierają strajku, to dlatego, że część z nich jest indoktrynowana i zmanipulowana przez pisowską propagandę, a druga część ma codzienne kłopoty, z kim zostawić dziecko, co będzie z egzaminami, co z maturami. Powody zatem, dla których ludzie nie popierają strajku, mogą mieć różne podłoże. Mogą oni popierać postulaty nauczycieli, ale być przeciwnym strajkowi ze względu na te codzienne niedogodności.

Czy te wyniki sondaży mogą utwierdzać PiS w przekonaniu, że powinien iść na zwarcie z nauczycielami, bo nie będzie tu dużych strat społecznych dla partii?
Są dwa powody takiego zachowania rządu PiS. Po pierwsze,

ten strajk to znakomite – z ich punktu widzenia – wydarzenie, gdyż pozwala odwrócić uwagę społeczeństwa od tego, co jeszcze miesiąc temu było najważniejszym problemem, czyli Jarosław K., który jest inwestorem i biznesmenem, od całej sprawy afery z wieżami, afery KNF, sprawy zarobków w NBP i zarobków pani Martyny.

Druga przyczyna jest głębsza. Nauczyciele byli od początku rozczarowani zamysłem reformy Zalewskiej, czyli – mówiąc wprost – wprowadzaniem złych rozwiązań do oświaty. PiS od dawna wie, że nie ma co próbować się nauczycielom przypodobać, bo i tak tam nic nie zyska. W większości u nauczycieli PiS ma „krechę” za to, co zrobił z systemem oświaty. Zatem wielce prawdopodobnie, że gdyby nawet poszli na zaspokojenie ich potrzeb, i tak wyborczo niewiele by to przyniosło. Pomijam już fakt, że PiS-owi nie zależy na tym, żeby była sensowna oświata. Karygodne jest także to, co dzieje się z nauką; nowe regulacje np. zrównują publikacje w przysłowiowym „świerszczyku” ze szkoły pożarniczej z uznanymi międzynarodowymi wydawnictwami. Nowy zaproponowany system nadawania tytułów i uzyskiwania stopni naukowych pomniejsza znacząco rzeczywiste dokonania naukowe. Kompetencje i prawdziwe autorytety będą odchodzić, a miejsce jest robione dla miernot i karierowiczów. Zatrważający obraz zgłoszonych kandydatów do Rady Doskonałości Naukowej jest pierwszym przejawem upadku jakości nauki. W dyscyplinach, na których się znam, kandydują do niej osoby mające zerowy (słownie: zerowy) dorobek naukowy – kandydują tam osoby, które nigdy nigdzie nie opublikowali czegokolwiek, co miałoby naukowy sens, nie są członkami rad redakcyjnych ważnych czasopism, nie zdobyli żadnego międzynarodowego grantu itd.

Sam fakt, że bezkrytyczni karierowicze pchają się na decyzyjne stanowiska, nie dziwi, tak było zawsze, ale w tym przypadku to instytucje niejako delegują ich na nie. To jest przerażające, bo te dwa systemy – oświatowy i szkolnictwa wyższego – to są zamknięte obiegi. Za chwilę będziemy mieli takich – uzupełnionych absolwentami Rydzyka i wydziałów teologicznych – „naukowców”, którzy będą dokonywali oceny naukowej innych. To signum temporis.

Dlaczego PiS jest ciągle mocny w sondażach? Skoro eksperci zastępowani są miernotami, brakuje pieniędzy na terapię onkologiczną (ostatnio w Białymstoku), konfliktujemy się z Brukselą, Szydło przegrywa 27:1 itp.
To jest prosta matematyka; jest niewiele ponad 5 mln zdeterminowanych ludzi, którym pod żadną szerokością geograficzną i żadnym innym rządem nie mogło się zdarzyć to, co się zdarzyło, że dostają duże pieniądze za nicnierobienie, „wystarczy być” i się dostaje. Natomiast ci, którzy ciężko pracują, nie zawsze – chociażby nauczyciele czy młoda kadra naukowa. Gdyby pieniędzy było w nadmiarze i gdybyśmy mieli wzrost gospodarczy typu chińskiego sprzed 20 lat, 15 proc., to wszystkim by starczyło, ale tak nie jest, zatem trzeba się decydować, komu dać. Czy promujemy inwestycje, innowacje, czy własny elektorat. Oczywiście każdy kraj może przez kilka lat bezsensownie rozrzucać pieniądze. Pytanie jest tylko, co potem. Może dlatego ja coraz bardziej skłaniam się ku temu, choć trudno mi to powiedzieć, ale może niech PiS wygra następne wybory i zje tę żabę, niech poniesie wszystkie konsekwencje politycznego rozdawnictwa pieniędzy…

Ma pan na myśli plan rządu na OFE?
To jest czyste złodziejstwo, łapy precz od OFE. Ja zainwestowałem w ten fundusz, ponieważ gwarantuje on dziedziczenie. Teraz albo ukradną mi z tego 15 proc., albo moje środki zostaną przekazane do ZUS-u. Tylko wtedy moje dzieci nie będą mogły ich dziedziczyć…

Zastanawiam się, czy w tej sytuacji nie możemy jako obywatele wytaczać indywidualnie procesów rządowi, bo to jest kradzież.

To tak samo, jakby jutro przyszedł pan Morawiecki i narzucił mi, jakim samochodem mam jeździć. Ja mam prawo kupić sobie stary lub zawodny samochód; to jest moja decyzja i ja za nią odpowiadam. Tak samo mam prawo zadysponować swoimi oszczędnościami czy „emerytalnymi” pieniędzmi w sposób, który zdaniem rządzących jest niezbyt racjonalny. Bo to moja decyzja i moje pieniądze.

Skok na pieniądze zaszkodzi rządzącym?
Obecnie w kraju odbywają się gigantyczne transfery pieniędzy i może pora, aby ci, co to sponsorują, się obudzili.

Czyli obywatele.
Ciężko pracujący ludzie, sklepikarze, taksówkarze, kierowcy, pracujący na własny rachunek… Ciężko harujący po wiele godzin na dobę. W każdym społeczeństwie jesteśmy zobowiązani do pewnego solidaryzmu, do wyrównywania szans, zwłaszcza młodym, redystrybucji dóbr do tych, którym się gorzej powodzi, ale nie można z tego zrobić politycznej hucpy – finansowania swoich wyborców. Wracamy do wątku o poparciu. Ci, którzy liczą, że ktoś się rozczaruję, zniechęci z tych 5 mln popierających PiS, myli się. Tym bardziej, że „kropidło” też jest po tamtej stronie, zaraz z ambony popłynie szerokie poparcie, quasi-faszyści się odezwą, którzy powiedzą, kto jest dobrym, a kto złym Polakiem. Tu działa wielki, dobrze naoliwiony mechanizm i te 5 mln jest nie do ruszenia.

Te ponad 5 mln może dać PiS-owi albo 48 proc., albo 30 proc. Wszystko zależy od tego, kogo i ilu z pozostałych 26 mln zaniepokoi to, co się w kraju dzieje. Ile osób będzie w stanie sobie uświadomić i powiedzieć, że cztery lata autorytarno-klientelistycznego reżimu, który nie ma żadnego pomysłu na przyszłość kraju, to dostateczny czas, by się opamiętać.

Zatem co jest gorsze? Mówiąc językiem Donalda Tuska, dla kogo jest specjalne miejsce w piekle: dla tych, co głosują na PiS, czy dla tych, którzy na wybory w ogóle nie chodzą?
Oczywiście w tych 5 mln są i karierowicze, zresztą oni znajdą sobie miejsce przy każdej władzy, jest i duża grupa, która znacząco zyskała. Polska nadal jest biednym krajem i dla części 500 Plus było dobrym pomysłem i należało im się chociażby z punktu widzenia wyrównywania szans. Natomiast duży odsetek ludzi po prostu jest zagubiony w tym chaosie fałszu i zakłamania, które leje się codziennie z mediów publicznych. To jest powód do troski. Tak samo jak brak ogólnie uznanych autorytetów. Proszę zwrócić uwagę, że

jeszcze na razie, jak idziemy do doktora i on przepisuje lekarstwo, to się go słucha, ale już w kwestii szczepionek niekoniecznie. I jest ten przerażający fakt, że coraz mniej ludzi czyta wartościowe książki, coraz mniej osób sięga do faktów, nie umie ich odszukać, w końcu – nie wierzy w nie.

Praktycznie nikt nie sięga do roczników statystycznych, a można z nich się dowiedzieć, że od dwóch lat mamy zastraszająco zwiększającą się śmiertelność. Po raz pierwszy od transformacji długość ludzkiego życia w Polsce się skraca. Eksperci twierdzą, że tylko połowę tego wzrostu śmiertelności można przypisać tzw. demograficznym trendom. Druga połowa to dysfunkcjonalność służby zdrowia, niezrozumiała chęć dymienia z kominów węglem, to, co się dzieje na SOR-ach itd. To też wygląda na zamysł, który Orbán zaczął wprowadzać w 2010-11 roku: ograniczyć, skrócić edukację, bo po co nam studenci, wykształcone społeczeństwo. Takim przychodzą do głowy różne dziwne pomysły, aby protestować, domagać się praworządności, praw obywateli, a jeszcze naczytają się konstytucji i domagają się, by ją respektować. Rządowi takie społeczeństwo nie jest potrzebne, skoro można mieć do czynienia z subiektem wierzącym w inne racje i raz na jakiś czas zapędzać go do wyborów.

PiS wierzy, i pewnie ma rację, że Polak prędzej zrozumie 100 zł włożone do kieszeni, niż nawet 1000 wydane na infrastrukturę, służbę zdrowia, ścieżki rowerowe, oświatę i inne kulturowe inwestycje. Ten obraz jest nie najlepszy, ale po części sami jesteśmy winni, że tak się dzieje.

Jeżeli Ciemnogród wygra, na długo pogrąży Polskę!

Depresja plemnika

Poseł Marek Sowa zapytał Ministerstwo Edukacji Narodowej, ilu katechetów państwo zatrudnia w placówkach publicznych.

MEN odpowiedziało na zapytanie posła Sowy ws. zatrudniania nauczycieli religii w szkołach i  przedszkolach. 

Mieszkańcy Pruchnika (woj. podkarpacki) zorganizowali w Wielki Piątek sąd nad Judaszem.

Kukła Żyda została w pierwszej kolejności powieszona na latarni. Następnie ciągnięto ją po ziemi, okładano kijami, podpalono i wrzucono do rzeki. 

Mateusz Morawiecki w minionym tygodniu udał się z dwudniową wizytą do Stanów Zjednoczonych. W czasie rozmowy z amerykańskimi mediami kolejny raz zaatakował polskich sędziów.

Filozof prof. Jan Hartman zareagował na niedzielne wystąpienie metropolity gdańskiego abp Leszka Sławoja Głódzia w bazylice w Gdańsku-Oliwie.

Polskie władze odniosły się do zamachów…

View original post 13 słów więcej

PiS i drobny cwaniczak z Żoliborza skazali nas na prymitywną peryferyjność

W 2019r. czekają nas wybory parlamentarne – czy Koalicja Obywatelska odsunie PiS od władzy? – Jeśli Koalicja Obywatelska ma tak wygrać, że za pół roku się pokłócą i rozpadną. I będzie, jeszcze przy prezydencie Dudzie, nowe rozdanie, to lepiej żeby nie wygrywała. Ten rząd powinien odejść z rozliczeniem tych wszystkich niegodziwości, których dokonali – mówił w TOK FM prof. Radosław Markowski z SWPS. 

I dodał: – Skazaliśmy się na prymitywną peryferyjność, gdzie drobny cwaniaczek z Żoliborza, z innym cwaniaczkiem z Poznania, załatwia sprawy. Parlament, który działa jak przedszkolaki w piaskownicy, parlament, w którym nie można mówić. Skansen polityczny! 

Rozliczyć Kaczyńskiego z niegodziwości, do których posunęli się jego podwładni. Bo to on jest demonem zła!

Markowski: Ten rząd powinien odejść z rozliczeniem tych wszystkich niegodziwości, których dokonali.

Depresja plemnika

Michał Wojciechowicz, dziś pisarz, jako 17-latek strajkujący w Stoczni Gdańskiej, a jednocześnie jedna z ofiar oskarżonego o molestowanie nieletnich ks. Henryka Jankowskiego opublikował na Facebooku post, w którym domaga się usunięcia pomnika duchownego. „Weźcie ten apel do serca, bo będzie dym!!!” – napisał.

Wpis pojawił się w mediach społecznościowych 28 grudnia. O sprawie poinformował m.in. Polsat News.

Michał Wojciechowicz obiecał w nim, że były kapelan Solidarności „spadnie z cokołu”. „Mija prawie miesiąc od pojawienia się doniesień o pedofilskiej jeździe księdza, prałata Henryka Jankowskiego, proboszcza Kościoła Św. Brygidy w Gdańsku, kapelana Solidarności i niby to bohatera walki z komunizmem” – zaznaczył pisarz na Facebooku. W ironiczny sposób przywołał niejasności, które wiązały się z życiorysem duchownego, m.in. fakt, że miał współpracować ze Służbami Bezpieczeństwa PRL. Przypomniał również, że o jego skłonnościach seksualnych wiedziało wiele osób, ale nikt nie reagował.

„Jak do tej pory, nikt z rządzących miastem [Gdańskiem – przyp. red.], ani…

View original post 1 680 słów więcej

PiS zaczął systemowy proces wywłaszczania i szantażowania

Zarzuty o plagiat, „brak standardów”, niewielki dorobek naukowy – kontrowersje wokół kariery naukowej dr Marka Chrzanowskiego, byłego już przewodniczącego KNF.

Marek Chrzanowski, do środy szef Komisji Nadzoru Finansowego  zrobił błyskotliwą i szybką karierę nie tylko w polityce, zajmując wysokie stanowiska w państwowych urzędach i gremiach. Równie szybko potoczyła się jego kariera naukowa, chociaż – jak się okazuje – i na niej pojawiają się rysy. Kontrowersje dotyczą jego habilitacji, uzyskanej mimo krytycznych opinii i recenzji, a w jednym przypadku wręcz miażdżącej. Chrzanowski uzyskał tytuł mimo poważnych zarzutów o plagiat w monografii pracy habilitacyjnej.

37-letni obecnie Chrzanowski we wrześniu 2006 r. uzyskał stopień naukowy doktora nauk ekonomicznych na swojej macierzystej uczelni SGH. 10 lat później, kiedy składa wniosek o habilitację, zajmuje już ważne stanowiska – od października 2015 r. należy do zespołu koordynacyjnego Narodowej Rady Rozwoju, a od stycznia 2016 r. – jest już członkiem Rady Polityki Pieniężnej.

Według rozmówców „Rzeczpospolitej” cały czas ma „anioła stróża” w postaci Adama Glapińskiego – kiedyś prominentnego polityka PiS, a od czerwca 2016 r. wpływowego finansisty – szefa Narodowego Banku Polskiego. – Glapiński kibicował karierze Chrzanowskiego, i mocno ją wspierał. To on miał go „wymyślić” i rekomendował do Rady Polityki Pieniężnej – twierdzą rozmówcy „Rzeczpospolitej”, śledzący karierę Chrzanowskiego.

Przyjrzeliśmy się tej szybkiej karierze. Trzy recenzje monografii habilitacyjnej zawierały krytyczne uwagi co do niewielkiego dorobku naukowego Chrzanowskiego – zaledwie 30 pozycji, ani jednej publikacji za granicą, publikacje głównie w wydawnictwie własnej uczelni, zbyt mało prac w renomowanych czasopismach posiadających Impact Factor, nieimponująca liczba cytowań. Jedna z trzech recenzji zawierała tak miażdżącą ocenę dorobku naukowego i samej monografii, że jej autor negatywnie zaopiniował wniosek habilitacyjny. Chrzanowski – decyzją ówczesnej premier Beaty Szydło z października 2016 r. – od miesiąca jest już wtedy szefem Komisji Nadzoru Finansowego. – Oblanie habilitacji to już nie jest tylko kwestia honoru – mówi nam nasz rozmówca.

„Gdybym był na miejscu dr Chrzanowskiego wycofałbym wniosek (habilitacyjny – przyp. aut.)” – ocenił na posiedzeniu komisji habilitacyjnej powołanej przez Centralną Komisję Stopni i Tytułów jej przewodniczący  prof. Stanisław Owsiak z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, którego nie tylko nie przekonały tłumaczenia Chrzanowskiego w sprawie rzekomego plagiatu ale także krytycznie ocenił poziom naukowy habilitanta.” Wiele z kryteriów na stopień doktora habilitowanego nie zostało w  pełni spełnionych przez habilitanta” – tłumaczył prof. Owsiak dlaczego nie zagłosuje za „awansem”.

Ale Marek Chrzanowski nie wycofał wniosku.

Podczas posiedzenia Rady Kolegium Zarządzania i Finansów SGH (w lutym 2017 r.), kiedy ważyły się losy habilitacji Chrzanowskiego, wywiązała się burzliwa dyskusja. Z 51 głosujących aż 17 było przeciw lub wstrzymało się od głosu.

– Na Radę Wydziału przybył również Adam Glapiński, chociaż – jak zauważają nasi rozmówcy – od objęcia stanowiska w NBP bywał tu niesłychanie rzadko. – Anioł stróż był i pilnował do ostatniej chwili i kibicował, bo mogło być różnie – dodaje nasz rozmówca.

Dobór do elit i nomenklatury PiS dokonuje się głównie z zawodowych a i moralnych odrzutów. Z frustratów o ambicjach ponad potencjał, oportunistów z wymontowanymi hamulcami, głodnych znaczenia, zaszczytów i kasy. Będą „grabić” ile się da, zagryzać a uciekną dzień przed upadkiem.

Depresja plemnika

Nie wierzę w wymuszanie „indywidualnej” łapówki na sumę 40 mln, dlatego że takiej kwoty żadna osoba fizyczna nie ukryje. Wydaje się więc, że zaczął się systemowy proces wywłaszczania i szantażowania, że to jest odgórny plan, by w ten sposób gromadzić wielką fortunę na zapleczu tego obozu politycznego. To, co zobaczyliśmy, jest systemowe: władza PiS robi to, co kilka lat temu zaczął robić na Węgrzech Orbán – tam grupa skupiona wokół premiera zaczęła wywłaszczać ludzi z własności prywatnej – mówi prof. Radosław Markowski, politolog. – Od dawna tłumaczę, że ośrodki badania opinii publicznej, które pokazywały poparcie dla tej partii na poziomie 45-48 proc., mają kłopoty z bazową umiejętnością ważenia i szacowania poparcia dla partii politycznych. Takiego poparcia nigdy nie było. PiS miał w ostatnich wyborach 5 mln 700 tys. głosów, w październiku 2015, i takiego poparcia już dawno nie ma. Dziś mają ok. 5 mln, raczej z tendencją spadkową –…

View original post 3 111 słów więcej

Macierewicz obnażony przez Tomasza Piątka. Polska spadła na dno, niedługo rynsztok

Po złożeniu kwiatów przed Pomnikiem Ofiar Tragedii Smoleńskiej 2010 r. przy pl. Piłsudskiego prezes PiS Jarosław Kaczyński, premier Mateusz Morawiecki i szef MON Mariusz Błaszczak wsiedli do otoczonej przez funkcjonariuszy SOP limuzyny. Nieformalne spotkanie, które zarejestrowała kamera Polsat News, trwało kilkanaście minut. Po wszystkim politycy rozeszli się do swoich samochodów.

>>>

 

Dramatyczny spadek jakości polskiej demokracji. Opublikowany właśnie raport Fundacji Bertelsmanna wskazuje, że Polska na 41 krajów zajmuj 37 miejsce, czyli czwarte od końca. To spadek o 29 miejsc, który powoduje, że Polsce bliżej do Turcji, Rumunii czy Meksyku, niż do krajów skandynawskich, Nowej Zelandii czy Kanady. – Ten spadek powoduje dokładnie to samo, co w pozostałych rankingach. Przypominam, że to nie pierwszy ranking tego typu, który pokazuje tak dramatyczny spadek Polski – komentuje prof. Radosław Markowski, jeden ze współautorów raportu.

Bertelsmann o demokracji

Badanie organizowane przez Fundację Bertelsmanna odbyło się po raz trzeci. Poprzednie przeprowadzono w 2011 i 2014 r. W raporcie analizuje się jakość demokracji, wychodząc z założenia, że ma ona istotny wpływ na jakość sprawowanych rządów, a także na gospodarkę i sferę społeczną. To jedna z bardziej prestiżowych analiz tego typu na świecie obok analizy amerykańskiej organizacji Freedom House.

Raport Bertelsmanna to uznana inicjatywa, w której biorą udział setki ekspertów z całego świata. Przy analizie stanu demokracji w danym państwie biorą pod uwagę kryteria na kilku poziomach.

– Są trzy główne filary i kilkadziesiąt czynników, które się dokładnie bada. Jednym z nich jest jakość demokracji, w tym praworządność, i tutaj jest najgorzej. Pod tym względem

Polska spadła dramatycznie,

nie tylko ze względu na miejsce, ale i na zakres. Drugi filar to governance, czyli sposób zarządzania, i trzeci filar to polityki sektorowe, w których nie ma aż takiego dramatycznego spadku, ale też nie jest dobrze – tłumaczy prof. Radosław Markowski.

Na końcu procedury główni koordynatorzy oceniają, jak te oceny poszczególnych specjalistów mają się wzajemnie do siebie. – Jeżeli eksperci dają dziwaczne, dewiacyjne oceny, to są one usuwane. To bardzo rzetelna procedura i metodologia – dodaje prof. Markowski.

Z prymusa do oślej ławki

W poprzednich badaniach Polska była prymusem. W ostatnim badaniu z 2014 roku zajmowała 8. miejsce na 41 badanych krajów UE i OECD.

Polskę wyprzedzały tylko Dania, Finlandia, Szwecja, Norwegia, Szwajcaria, Niemcy, Nowa Zelandia.

Dziś Polska zajmuje czwarte miejsce od końca. Wyprzedziły nas takie kraje, jak Chile, Cypr, Chorwacja, Grecja i Bułgaria.

Według raportu gorzej jest tylko w Rumunii, Meksyku, na Węgrzech i w Turcji.

– Raport Bertelsmanna potwierdza tylko to, co mówią zarówno w UE, która uruchomiła artykuł 7, jak i Rada Europy, ONZ czy inne międzynarodowe organizacje. To, co już wiemy, co mówią autorytety prawnicze w Polsce, wszyscy byli szefowie Trybunału Konstytucyjnego; że praworządność jest naruszana. Tak naprawdę to nic nowego w tym raporcie nie ma – komentuje prof. Markowski.

– Ten raport jest kierowany do tych, którzy nie respektują prawa, odwołują I Prezesa SN, pomimo tego, że expressis verbis w najważniejszym akcie kraju jest napisane, że jest on nieusuwalny i jego kadencyjność nie podlega żadnej dyskusji – dodaje współautor raportu.

Kryzys demokracji liberalnej

Nikt, kto śledzi to, co się dzieje na świecie, nie dziwi się, że Polska jest w gronie krajów, które też mają kłopoty, takich jak Węgry i Turcja wśród krajów Europy, ale warto też zwrócić uwagę, że indeks Bertelsmanna bardzo krytycznie odniósł się do tego, co dzieje się w Stanach Zjednoczonych.

USA znajdują się dziś bardzo daleko w tyle za prymusami ze Skandynawii, Nowej Zelandii czy Kanady.

– To państwa, które znajdują się w czołówce, szczególnie jeśli chodzi o sposób zarządzania czy jakość demokracji. Oczywiście różne populistyczne partie pojawiły się również w Skandynawii, ale nie dochodzą one do władzy. Zresztą nawet gdyby doszły, to prawdopodobieństwo, że naruszałyby w tak oczywisty sposób konstytucję własnego kraju, jest prawie niemożliwe. Te partie istnieją od wielu lat, np. w Dani jest People’s Party, w Finlandii są tzw. Prawdziwi Finowie, są szwedzcy demokraci, którzy zyskali w ostatnich wyborach, ale nikomu tam nie przyszło do głowy, aby rujnować praworządność – konkluduje prof. Markowski.

Macierewicz już się nie podniesie

Komentatorzy są zdania, że tym razem polityk się już nie podniesie.  Autor książki „Macierewicz i jego tajemnice”, po kilkumiesięcznym śledztwie w archiwach Instytutu Pamięci Narodowej zakończył pracę nad następną książką zatytułowaną „Macierewicz. Jak to się stało”.

>>>

„Z dokumentów tych wynika – a jeden z nich stwierdza to wprost! – że Antoni Macierewicz znajdował się pod swoistą ochroną Biura Studiów SB. Była to jednostka, która specjalizowała się w perfidnej dywersji wobec ruchów opozycyjnych. Tworzyła coś na kształt pseudoopozycji, która miała przyciągać przeciwników władzy i zwodzić ich na manowce, pchać w ugodowe lub przesadnie radykalne kierunki, niebędące w stanie zagrozić władzy” – powiedział Piątek w rozmowie z wp.pl

Antoni Macierewicz karierę polityczną rozpoczął jeszcze w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, gdzie był działaczem opozycji demokratycznej. Jest jedną z najgłośniejszych i najbardziej kontrowersyjnych postaci polskiej sceny politycznej.

„Już widzę oznaki ogromnego zainteresowania nową książką. Znaczy to, że Antoni Macierewicz nadal jest przedmiotem ciekawości Polaków, a także ich obaw. Pamiętajmy, że choć teraz Macierewicz jest w odstawce, to może wrócić. Miał robić audyt w MON, później mówiło się o posadzie w Najwyższej Izbie Kontroli, ale wywołało to przerażenie w PiS. Koledzy partyjni bali się, że Antoni Macierewicz dostanie do ręki nowe dokumenty, za pomocą których będzie mógł wywierać presję na politycznych przeciwników” – komentuje Piątek.

>>>

„Z dokumentów tych wynika -a jeden z nich stwierdza to wprost! – że Antoni Macierewicz znajdował się pod swoistą ochroną Biura Studiów SB (jednostka). Tworzyła coś na kształt pseudoopozycji, która miała przyciągać przeciwników władzy i zwodzić ich na manowce”.