Archiwa tagu: Marek Jędraszewski

Populizm PiS, który będzie skutkował Polexitem

Grecja padła ofiarą nieodpowiedzialnych i rozrzutnych rządów. Zaniedbywania edukacji, inwestycji i badań naukowych, natomiast rozdawano przeróżne przywileje socjalne – trzynaste emerytury, skracanie czasu pracy, niski wiek emerytalny i niepłacenie podatków. Idziemy bardzo podobną drogą – mówi prof. Dariusz Rosati, b. minister spraw zagranicznych, ekonomista, poseł Koalicji Obywatelskiej. – Według szacunków ZUS-u zabraknie 210-355 miliardów złotych na pokrycie wydatków emerytalnych, które są o 1/3 większe, niż gdyby tej reformy nie cofnięto – dodaje

MICHAŁ RUSZCZYK: W wyniku programów socjalnych rządu dużo ludzi, zwłaszcza kobiet, zrezygnowało z życia zawodowego. Jak pana zdaniem zaktywizować te osoby? Czy w ogóle jest to możliwe?

DARIUSZ ROSATI: Moim zdaniem tak. Badania pokazują, że

150 TYSIĘCY KOBIET ZREZYGNOWAŁO Z PRACY W WYNIKU PROGRAMU 500+. MOIM ZDANIEM WYNIKA TO Z BŁĘDÓW W PROGRAMIE, GDYŻ NIE JEST UZALEŻNIONY OD PROGU DOCHODOWEGO.

Natomiast w kontekście aktywności zawodowej uważam, że świadczenie powinno być powiązane z pracą. To nie może być świadczenie zamiast pracy, tylko uzupełnienie finansowe dla kogoś, kto pracuje i jest w stanie sobie pomóc. Uważam, że nie powinno się obejmować tym programem rodzin, w których rodzice dobrowolnie rezygnują z aktywności zawodowej.

Ostatnio pojawiła się informacja, że jeden z prominentnych przedstawicieli ZUS zakomunikował, iż albo wypłacane emerytury będą niższe, albo należy podwyższyć wiek emerytalny. Czy pana zdaniem wpływ na to ma obecnie obowiązujący wiek emerytalny, czy także stan finansów publicznych?
To jest oczywiste od kilku lat. Cała reforma polegająca na wydłużeniu wieku emerytalnego była wprowadzana w 2013 roku przez rząd PO-PSL, zresztą rozłożono ją na trzydzieści lat. Powodem jej wprowadzenia były określone trendy demograficzne, społeczne i gospodarcze. Biorąc to pod uwagę, można powiedzieć, że

ALBO BĘDZIEMY PRACOWAĆ DŁUŻEJ I BĘDZIEMY MIELI GODNE EMERYTURY, ALBO KRÓCEJ, A WÓWCZAS BĘDZIEMY MIELI GŁODOWE EMERYTURY.

Oczywiście na tę decyzję wpływ miała sytuacja budżetu państwa, które musiałoby dopłacać do emerytur w sytuacji, gdy emeryci nie mogliby przeżyć od pierwszego do pierwszego, ale to była wtórna sprawa. Najważniejsze było zapewnienie godnych emerytur, dlatego została wprowadzona ta reforma. Zresztą żyjemy dłużej niż kiedyś i jesteśmy zdrowsi.

Cofnięcie tej reformy jest chyba największym błędem, jaki popełniło PiS w czasie swoich rządów. Niestety, skutki będą odczuwalne dopiero za jakiś czas, gdyż cofnięcie tej reformy spowoduje, że obciążenia składek ZUS-u wzrosną i ten komunikat jest tylko potwierdzeniem tego, o czym mówimy od czterech czy pięciu lat.

WEDŁUG SZACUNKÓW ZUS-U ZABRAKNIE 210-355 MILIARDÓW ZŁOTYCH NA POKRYCIE WYDATKÓW EMERYTALNYCH, KTÓRE SĄ O 1/3 WIĘKSZE, NIŻ GDYBY TEJ REFORMY NIE COFNIĘTO.

Skąd te pieniądze się wezmą? Budżet będzie musiał dopłacić, opodatkowując obywateli i przedsiębiorców, a jednocześnie będzie musiał zmniejszyć inne wydatki usług publicznych, na które już teraz nie ma pieniędzy.

Niedawno w ramach kampanii wyborczej premier Morawiecki ogłosił, że po raz pierwszy w ostatnim trzydziestoleciu Polska będzie miała zrównoważony budżet. Czy jest to w ogóle możliwe w sytuacji pewnego spowolnienia gospodarczego, intensywnego rozdawnictwa socjalnego i przy obniżce PIT-u?
To jest zwykła manipulacja. Oczywiście można doprowadzić do zrównoważenia budżetu, jak się zamrozi niektóre wydatki. W tej chwili widzimy, że wydatki na inwestycje z budżetu centralnego oraz te współfinansowane z środków Unii Europejskiej uległy gwałtownemu skurczeniu. Patrząc na statystyki, to Polska znajduje się na czwartym miejscu od końca, jeżeli chodzi o statystki w PKB, dlatego że rząd nie ma pieniędzy, by inwestować, gdyż finansuje bardzo kosztowne programy socjalne oraz szykuje się do zrównoważenia budżetu w momencie, gdy idzie spowolnienie gospodarcze.

JEST TO ZDUMIEWAJĄCE, GDYŻ WIĘKSZOŚĆ PAŃSTW CZŁONKOWSKICH MA NADWYŻKĘ W BUDŻECIE I KORZYSTA Z KONIUNKTURY GOSPODARCZEJ. NATOMIAST MY MAMY DEFICYT. TA KONIUNKTURA JUŻ SIĘ KOŃCZY, A W PRZYSZŁYM ROKU BĘDZIE SPOWOLNIENIE.

Patrząc na politykę gospodarczą rządu – jak długo według pana trzeba będzie przywracać równowagę finansów publicznych po odsunięciu PiS-u od władzy?
PiS nie prowadzi żadnej polityki gospodarczej, tylko rozdaje pieniądze. Natomiast nie ma polityki w sensie z góry realizowanych celów. Przypomnę, że cztery lata temu premier Morawiecki zapowiedział wzrost inwestycji do 25 proc., wzrost PKB, rozwój przemysłu stoczniowego, rozwój produkcji samochodów elektrycznych, ogromny program mieszkaniowy itd., a nic się z tych obietnic nie zrealizowało. To wszystko są wielkie propagandowe hasła, których nie udało się zrealizować, gdyż nie ma polityki gospodarczej. Z jakiego powodu inwestycje w Polsce mają rosnąć? Rząd wstrzymuje inwestycje, bo nie ma pieniędzy, a sektor prywatny boi się inwestować z powodu gwałtownych zmian w podatkach oraz niestabilnego prawa, które jest wymierzone w biznes.

Ze wszystkich 28 państw członkowskich mamy najniższy procent inwestycji prywatnych – 14 proc. PiS wykorzystał płytkie rezerwy, czyli jednorazowe źródła dochodu, takie jak sprzedaż częstotliwości 5G, wyjątkowo wysokie zyski NBP czy też na przyszły rok 15 miliardów opłaty przekształceniowej z OFE. Mamy do czynienia z polityką gospodarczą, która polega na zaciąganiu stałych zobowiązań, gdyż te wszystkie świadczenia socjalne są wpisane w ustawę i muszą być co roku wypłacane, ale są wypłacane jednorazowymi dochodami z budżetu państwa.

SKALA LUKI BUDŻETOWEJ BĘDZIE PORÓWNYWALNA DO DZIURY BAUCA I ŹLE TO ROKUJE.

Czy uzasadniona jest teza, że grozi nam podobny kryzys, jaki pojawił się w Grecji?
Tak. To jest ten sam model gospodarowania oparty na populizmie i podlizywaniu się wyborcom. Grecja padła ofiarą nieodpowiedzialnych i rozrzutnych rządów. Zaniedbywania edukacji, inwestycji i badań naukowych, natomiast rozdawano przeróżne przywileje socjalne – trzynaste emerytury, skracanie czasu pracy, niski wiek emerytalny i niepłacenie podatków. Idziemy bardzo podobną drogą.

Mamy oczywiście dużo niższe zadłużenie, niż Grecja, ale to się zmieni ze względu na potrzeby ZUS-u lub też ze względu na potrzeby władzy i realizację obietnic wyborczych.

JEŻELI NIE DOJDZIE DO POWROTU NA NORMALNĄ ŚCIEŻKĘ POLITYKI GOSPODARCZEJ, TO RZECZYWIŚCIE ZMIERZAMY DO KATASTROFY FINANSOWEJ. JEST TYLKO KWESTIA, CZY WYDARZY SIĘ ONA ZA CZTERY CZY PIĘĆ LAT, ALE Z CAŁĄ PEWNOŚCIĄ BĘDZIEMY MIELI DO CZYNIENIA Z WIELKIMI TRUDNOŚCIAMI I PO PROSTU WIELKA SZKODA, ŻE PIS ZMARNOTRAWIŁ WYSIŁEK POPRZEDNIEGO RZĄDU.

Czy według pana w momencie kryzysu gospodarczego może dojść do podobnych wydarzeń jak w 1989 roku – wyjścia ludzi na ulice i jakiegoś okrągłego stołu w celu rozstrzygnięcia konfliktu politycznego i gospodarczego?
Kryzysy mają różną postać i przebieg, ale według mnie my nie jesteśmy jeszcze na tym etapie. Rząd jest w takiej sytuacji, że w momencie kryzysu może pożyczać pieniądze i kosztem coraz większego zadłużania budżetu takie niepokoje są mniej prawdopodobne, ale prędzej czy później, tak samo jak w przypadku rządu greckiego, może zdarzyć się sytuacja, że nikt już nie będzie chciał udzielać pożyczek.

Jeżeli będziemy prowadzili taką politykę – rozdawania pieniędzy, niedofinansowywania edukacji czy służby zdrowia oraz braku inwestycji – to prędzej czy później dojdziemy do podobnej sytuacji.

TRUDNO POWIEDZIEĆ, JAKA BĘDZIE „POSTAĆ” PROTESTÓW SPOŁECZNYCH. MAM NADZIEJĘ, ŻE DO TEGO NIE DOJDZIE.

Wielu Polaków jest przekonanych, że oferta socjalna PiS-u jest finansowana z zasobów tej partii, że to prezes Kaczyński „daje”. Czy pana zdaniem potrzebne są pewne zmiany w zakresie podstawowego kształcenia? Czy w szkole przydałyby się lekcje ekonomii choćby w zakresie podstawowych pojęć?
Oczywiście. Cały czas to podkreślam, że w szkołach powinniśmy uczyć o budżecie, długu publicznym w celu wyrabiania pewnej odpowiedzialności wśród ludzi. To, co pan mówi, rzeczywiście się słyszy od ludzi z brakiem wykształcenia i ja nad tym ubolewam. Bo to, że PiS wygrywa wybory dwa razy z rzędu i jeszcze obiecuje gruszki na wierzbie, bardzo źle świadczy o naszym systemie edukacji. Moim zdaniem ludzie byli lepiej wyedukowani trzydzieści lat temu, niż obecnie.

W TEJ CHWILI MAMY DO CZYNIENIA Z MYŚLENIEM, ŻE RZĄD ROZDAJE PIENIĄDZE Z „KASY PARTII”. MAŁO LUDZIE ROZUMIE, ŻE SĄ TO PIENIĄDZE Z NASZYCH PODATKÓW.

Patrząc na dzisiejszy system i poziom edukacji w Polsce i w PRL-u, można zadać pytanie, co według pana się stało, że 40-30 lat temu ludzie byli lepiej wyedukowani niż teraz.
W systemie socjalistycznym edukacja była naprawdę na bardzo wysokim poziomie. To był jeden z nielicznych obszarów, w których nie odstępowaliśmy od krajów zachodnich. Poziom wykształcenia mieliśmy znacznie lepszy, niż takie kraje jak Hiszpania czy Włochy. Po prostu brakowało tego, o czym pan wspomniał, a co powinno być na lekcjach WOS-u o podatkach, budżecie, o tym, na co państwo jest stać i skąd się biorą pieniądze. Tego brakuje.

Czy jesteśmy przygotowani na europejski kryzys gospodarczy? Co nas czeka w takiej sytuacji?
Nie sądzę, żebyśmy mieli kryzys porównywalny do tego z 2008/2009 roku. Będzie normalne cykliczne spowolnienie. Sądzę, że gospodarka w krajach europejskich zwolni do 0 albo do 0,5, ale nie będzie recesji. Są ryzyka, które mogą zmienić ten scenariusz. Pierwszy to wpływ wojen handlowych prezydenta USA. Drugi to brexit, którego losy nie są do końca jeszcze ustalone. Trzeci to wady systemu bankowego Europy we Włoszech i Hiszpanii.

MAMY RÓWNIEŻ RYZYKO POLITYCZNE, GDYŻ W EUROPIE ROŚNIE TENDENCJA POPARCIA DLA PARTII POPULISTYCZNYCH I EUROSCEPTYCZNYCH, CO ZAGRAŻA JEDNOLITEMU RYNKOWI.

Jeżeli nurt antyeuropejski dalej będzie zwyciężał, to możemy mieć do czynienia do powrotu barier gospodarczych. Już zresztą mamy problemy z polskimi kierowcami, różne ograniczenia do rynku itd. To jest pewien obszar ryzyka i na razie sytuacja nie wygląda aż tak źle, bo większość rządów chce iść do przodu, ale nie wiadomo, jak dalej będzie się sytuacja rozwijać.

Jak według pana walczyć z eurosceptykami?
Przede wszystkim pracą u podstaw, edukacją i informacją o Unii, bo większość tych populistów opowiada takie bzdury o wspólnocie, które nie mają z rzeczywistością nic wspólnego. Teraz przed wyborami byłem uczestnikiem debaty wraz z przedstawicielem Konfederacji, który z wykształcenia jest prawnikiem. W czasie debaty upierał się, że Polska jest płatnikiem netto w UE. Oczywiście twierdził, że przedstawiciele europarlamentu zajmują się nieistotnymi sprawami, jak krzywizna banana, i ingerują w niepodległość i suwerenność Polski.

WIDZĘ TUTAJ JAKĄŚ LUKĘ W WYKSZTAŁCENIU, GDYŻ LUDZIE NIE ROZUMIEJĄ, ŻE KRAJE EUROPEJSKIE NA TLE POTĘG TAKICH JAK USA CZY CHINY W POJEDYNKĘ NIE MAJĄ SZANS I INTEGRACJA EUROPEJSKA JEST JEDYNYM ROZWIĄZANIEM.

Donald Tusk ogłosił, że rezygnuje ze startu w wyborach prezydenckich. Czy pana zdaniem jest to dobra decyzja? Czy był pan nią zaskoczony?
Żałuję bardzo. Dla mnie nie jest to dobra decyzja, ale ją szanuję. Chciałbym, żeby był prezydentem. Uważam go za wybitnego polityka i sądzę, że byłby to prezydent, który Polsce by bardzo dużo pomógł w odróżnieniu od Andrzeja Dudy, który nas kompromituje w kraju i za granicą.

No, ale znowu Donald Tusk pewnie dokonał pewnej analizy szans i zagrożeń i uznał, że nie chce podejmować tego ryzyka, wskazując na to, że ma bardzo duży elektorat negatywny wynikający z jego „bagażu” rządzenia. Mimo to nadal uważam, że powinien starować, ale z szacunkiem odnoszę się do jego decyzji.

Czy sądzi pan, że opozycja powinna wystawić jednego kandydata na prezydenta?
Sądzę, że to nie jest realne. Owszem, gdybyśmy się wszyscy dogadali, że wystawiamy jednego kandydata i wszyscy na niego głosujemy, ale elektorat może powiedzieć, że nie będzie na tego czy innego kandydata głosował. Myślę, że

PRAGMATYCZNYM ROZWIĄZANIEM JEST WYSTAWIENIE PRZEZ KAŻDĄ PARTIĘ SWOJEGO KANDYDATA W I TURZE, A DOPIERO POTEM TRZEBA MIEĆ UZGODNIONE WCZEŚNIEJ POROZUMIENIE, ŻE OPOZYCJA POPRZE TEGO KANDYDATA, KTÓRY PRZEJDZIE DO II TURY.

W związku z tym w tym porozumieniu trzeba również zawrzeć, że kandydat – czy to będzie Kidawa-Błońska, czy Kosiniak-Kamysz – będzie brał pod uwagę interesy pozostałych partii opozycyjnych, których kandydaci nie przejdą. Tylko wtedy można zadbać, żeby kandydat opozycji dostał poparcie ze strony wyborców partii opozycyjnych. To jest jedyne realistyczne rozwiązanie.

Kmicic z chesterfieldem

Art. 190 Kpk § 1. Przed rozpoczęciem przesłuchania należy uprzedzić świadka o odpowiedzialności karnej za zeznanie nieprawdy lub zatajenie prawdy. No chyba, że słuchamy J.Kaczyńskiego. W trosce o to, by nikt jemu nigdy nie postawił zarzutów z 233 kk.

Dosłownie dwa dni przed wyborami prokurator Renata Śpiewak odmówiła dalszego prowadzenia śledztwa w głośnej sprawie „afery Dwóch Wież”. Ujawniona dziesięć dni później decyzja sprawiła, że nie trzeba było przesłuchiwać żadnych świadków, – w tym Jarosława Kaczyńskiego – na których powoływał się Gerald Birgfellner.

A jednak, jak udało się ustalić „Gazecie Wyborczej” w aktach znajduje się zapis przesłuchania prezesa PiS. Z tych zeznań wynika, że Jarosław Kaczyński padł ofiarą manipulacji austriackiego przedsiębiorcy, który wykorzystał jego „powiązania rodzinne” i wprowadził prezesa w błąd.

W trakcie przesłuchania Kaczyński stwierdził, że „może prowadzić rozmowy z przedstawicielami spółki, jednak nie posiada podstaw formalnych do wydawania im poleceń”. Słowa te są całkowitym zaprzeczeniem tego co zastało…

View original post 2 267 słów więcej

 

Jędraszewski, zadufany kłamca

Muzyk Tymon Tymański o słowach (arcybiskupa – taki tytuł feudalny) Marka Jędraszewskiego na temat mniejszości seksualnych.

Jędraszewski gościł na antenie prawicowej Telewizji Republika, gdzie wypowiadał się na temat środowiska LGBT:

– Ideologia LGBT to sprowadzenie człowieka do pewnego stworzenia, które żyje tylko i wyłącznie swoją seksualnością. (…) Podobnie jak inne ideologie, czerwona, bolszewicka czy hitlerowska, to są ideologie, czyli pewne programy skierowane do naszych umysłów, do naszych serc, po to, żeby doprowadzić nas do zupełnie nowego odczytania siebie i świata i naszego przeznaczenia. W tym sensie są to ideologie niezwykle niebezpieczne, bo one dotykają istoty naszego ducha. (…) Ideologia LGBT jest zaprzeczeniem tej wizji, jaką miał Pan Bóg, stwarzając człowieka na swój obraz i swoje podobieństwo. Najgłębszym przejawem naszego podobieństwa do Pana Boga jest to, że potrafimy być odblaskiem jego miłości. A ona jest pełna dobroci, pełna życzliwości, ofiarna, bezinteresowna. Stwarzając człowieka jako kobietę i mężczyznę Pan Bóg zawarł bardzo konkretny plan, kim każdy z nas jest, w swojej strukturze, także biologicznej i jak ma swoje człowieczeństwo realizować. Natomiast wszystko to, co temu zaprzecza, jest na pewno czymś, co uderza w zamysł Boży.

– Fikcyjna ideologia przeczy wizji urojonego bytu – taki sens mają słowa hierarchy, który znów powtarza nawiązujący do repertuaru nazistów refren o „tęczowej zarazie”. Być może wierzy, że powtórzony tysiąc razy objawi prawdę – w to również wierzyli naziści – komentuje filozof Jerzy Bokłażec.

– Marek Jędraszewski to wyjątkowo nienawistny, zdemoralizowany i odrażający typ, nawet jak na niskie standardy kościelne – wypowiada się publicysta Piotr Szumlewicz.

Komentarz Tymańskiego 

Arcybiskup Jędraszewski: LGBT jest zaprzeczeniem tej wizji, jaką miał Pan Bóg, stwarzając człowieka”. Ja: Jaką dokładnie wizję miał Pan Bóg, Ty zadufany kłamco? Co Ty naprawdę wiesz o Bogu, skoro nie wypełniasz Jezusowego przykazania – kochaj bliźniego jak siebie samego?”. Proponuję wersję-ćwiczenie duchowe dla tych mniej lotnych i mniej współczujących: Szanuj bliźniego jak siebie samego”.

Reakcje internautów:

Przez ostatnie 4 lata szczujący na ludzi kler i wtórujący PiS w podburzaniu przeciwko nim, idealnie ukazał, że jest nie tylko zaprzeczeniem wizji Boga, ale również jego istnienia.

Co Jędraszewski właściwie chce tą wypowiedzią zasugerować? Że wprawdzie Bóg stworzył wszystko, jednocześnie nie ma nic wspólnego ze stworzeniem ludzi LGBT? To niby skąd oni się wzięli? Albo, że wprawdzie ich stworzył, ale gdzieś się pomylił i wcale nie jest genialnym demiurgiem?”.

Chory człowiek. Powinien być izolowany od społeczeństwa. Zło w czystej postaci”.

Dziadek w spódnicy tylko o seksie by gadał i gadał”.

Kmicic z chesterfieldem

Posłowie KO zaapelowali do prezydenta, aby ten zmienił swoją decyzję i wyznaczył kogoś innego na stanowisko marszałka seniora niż Antoniego Macierewicza. – Wierzę w to, że prezydent Duda, kierując się zgodą w Sejmie i odpowiedzialnością za polską demokrację, tę decyzję zmieni – tłumaczył wiceprzewodniczący PO Tomasz Siemoniak. Podobne pismo do prezydenta złożyła też Lewica.

Jest czas na zmianę decyzji

Posłowie Koalicji Obywatelskiej wysłali do prezydenta specjalne pismo w sprawie Antoniego Macierewicza, który ma w nowym Sejmie pełnić rolę marszałka seniora.

– Ma pan kolejny raz szansę być prezydentem nie tylko jednej partii, ale wszystkich Polaków. Do tego wymagana jest zmiana tej decyzji. Nie może być tak, że człowiek, który w ostatnich latach szkodzi polskiej racji stanu, jest nominowany na takie stanowisko – mówił Marcin Kerwiński.

Wiele powodów, aby decyzję zmienić

W obszernym, 3-stronicowym piśmie posłowie opozycji argumentują, dlaczego były szef MON nie powinien piastować tej funkcji.

Posłowie przypominają w nim niejasne powiązania Antoniego Macierewicza z obcymi służbami, miliony wydane na komisję smoleńską i budowanie kapitału politycznego na kłamstwie smoleńskim, a także demolowanie polskiej armii.

– Antoni Macierewicz kłamał z mównicy sejmowej o rzekomych “mistralach za dolara”, a teraz…

View original post 1 533 słowa więcej

Moralna anarchia, czy demokracja?

Prof. Zbigniew Mikołejko: System moralnej anarchii

Więcej >>>

Kmicic z chesterfieldem

– „Czy Jędraszewskiego interesuje coś poza LGBT? Ryby, szachy, znaczki, stare kalendarze? Cokolwiek?” – zapytał jeden z internautów w reakcji na najnowszy wywiad z metropolitą krakowskim. Abp Marek Jędraszewski udzielił go wydawanemu przez fundację Tadeusza Rydzyka „Naszemu Dziennikowi”.

– „LGBT to prawdziwie pogańska ideologia, która odrywa nas od prawdy o człowieku i wprowadza na tory, w których jako ludzie tracimy swoją tożsamość wyrastającą z samej naszej struktury biologicznej, określającej nas czy to jako kobiety, czy jako mężczyzn” – powiedział gazecie abp Jędraszewski. Jego zdaniem, LGBT „podważa wszystko, co na temat człowieka głosi chrześcijańska wiara”.

Osoba przeprowadzająca wywiad też nie przebierała w słowach, w pytaniach zawierając tezę, że LGBT „ukrywa się pod takimi hasłami jak tolerancja, mowa nienawiści, równość, takie same prawa dla wszystkich, stop przemocy, uznając za swego największego wroga moralne nauczanie Kościoła”. A oto odpowiedź metropolity krakowskiego na tę sugestię: – „Jak się patrzy na ideologię…

View original post 949 słów więcej

 

PiS przegra?

To najprawdopodobniej ostatni sondaż, jakiego wyniki komentujemy przed wyborami. Jeśli ktoś spodziewa się przełomu, niestety go nie otrzyma.

Wspomniany sondaż zrealizowany został przez IBRiS na zlecenie „Rzeczpospolitej“. Jeśli wierzyć temu badaniu, w Sejmie kolejnej kadencji znajdą się tylko cztery siły polityczne.

Kto wygra wybory?

Liderem tego wyścigu pozostaje PiS z wynikiem 41,7 proc. Najsilniejszy komitet po stronie opozycji to nadal Koalicja Obywatelska (KO), ale chce na niego zagłosować tylko 22 proc. wyborców. Z kolei Lewica zdobywa 13,4 proc. głosów. W parlamencie spotkamy też z dużą pewnością posłów Koalicji Polskiej (PSL i Kukiz), ponieważ może ona liczyć według sondażu na 6 proc., co pozwala na przekroczenie progu wyborczego i zdobycia co najmniej kilku mandatów. Pod progiem znajduje się Konfederacja – z 4,3 proc. poparcia. Czy więc – podobnie jak miało to miejsce w czasie eurowyborów – jej kandydaci ponownie będą blisko sukcesu, ale ostatecznie komitetowi zabraknie tzw. „miejsca po przecinku”, by zdobyć mandaty?

Jak licznie pójdziemy głosować?

Wielu ekspertów wskazuje na to, że kluczową rolę może odegrać frekwencja. Ta zaś – jeśli mamy wierzyć badanym – ma wynieść co najmniej 50,9 proc. Tyle bowiem odnotowano „zdecydowanych” osób, które zamierzają wziąć udział w wyborach. Z kolei 7,1 proc. „raczej” zagłosuje. Sumarycznie daje to frekwencję na poziomie aż 58 proc., co przekłada się na bardzo wysoki wynik.

– Im bliżej wyborów, tym szybciej rośnie odsetek osób, które deklarują, że chcą głosować – mówi Marcin Duma, szef IBRiS. – Prawdopodobnie oznacza to, że będziemy mieć rekord frekwencyjny. Nie wiadomo jednak, jaki będzie rozmiar tego rekordu – czy 53, czy 57 proc. – dodaje.

Skąd te ostatnio dość wysokie dane dot. mobilizacji obywateli? Nie można mieć złudzeń. To efekt kampanii, która nie była może i merytoryczna, ale wzbudzała dość wysokie emocje w gronie żelaznych elektoratów. Wystarczy przeczytać wpisy, jakie dziś nadal dominują  w mediach społecznościowych.

Jak przełoży się to na wyniki poszczególnych partii? Odpowiedź poznamy już w niedzielę wieczorem.

Kmicic z chesterfieldem

W milczeniu kilkudziesięciu katolików protestowało przed budynkiem krakowskiej kurii. Już po raz drugi przyszli na Franciszkańską pod papieskie okno, żeby pokazać, że nie godzą się mowę nienawiści sączącą się z kościelnych ambon. Przynieśli kartki z hasłem: „Odzyskajmy nasz Kościół”. Zapalili też świece – „na znak solidarności z każdym, bez wyjątku”.

Po raz pierwszy pojawili się w tym miejscu latem tuż po wygłoszeniu przez metropolitę krakowskiego skandalicznych słów („Abp Jędraszewski znów bulwersuje – mówi o „nowej zarazie”: już nie czerwonej, a tęczowej”). Wtedy okryli się tęczową flagą, a na kartkach napisali: „tęczowa zaraza to ja”.

Po ponad dwóch miesiącach znów przyszli na Franciszkańską. – Ostatni raz byłem tu, kiedy zmarł papież Jan Paweł II. Dziś jego okno jest zamurowane. Trudno o lepszy symbol polskiego Kościoła dzisiaj” – powiedział „Wyborczej” pan Krzysztof. A pani Irena dodała: – „Wielu upatruje dzisiejszej twarzy Kościoła w postawie abpa Jędraszewskiego. Nie podoba mi się…

View original post 4 375 słów więcej

 

Politycy dzielą Polaków jak niewolników

W kurzu bitewnym kampanii wyborczej trudno jest dostrzec niuanse, mniejsze grupy, ale nade wszystko – wspólnotę Polek i Polaków. Społeczeństwo wydaje się podzielone na pół, na dwa zaciekle zwalczające się obozy. Jest to podział wykreowany przez polityków, w rzeczywistości więcej nas łączy, niż się nam wydaje

„Warto o tym pamiętać, bo po wyborach ciągle będziemy żyć w jednym kraju” – pisze socjolog, badacz trendów Paweł Ciacek. Jest on też działaczem społecznym zaangażowanym w działania profrekwencyjne, m.in. w kampanię „Zabierz głos, bo go stracisz” organizowaną przez Fundację Batorego.

Paweł Ciacek twierdzi na podstawie badań, że nie dzielimy się na dwa plemiona, tylko na pięć grup – są to:

  • łagodni tradycjonaliści
  • religijni patrioci
  • męscy tradycjonaliści
  • otwarci obywatele
  • otwarci rozważni Polacy

„Istnieje wiele fundamentalnych kwestii zarówno obyczajowych, jak i politycznych, co do których jesteśmy zgodni. Zgodność w poglądach na poziomie ponad 70 proc. to bardzo dużo” – pisze Ciacek. I apeluje:

„W imię naszych wartości  i potrzeby zapewnienia reprezentacji różnym grupom trzeba iść do urn i zagłosować 13 października. Trzeba jednak też pamiętać, że po wyborach ciągle będziemy żyć w jednym kraju i że wiele nas łączy”.

Na polaryzacji zyskują politycy

Jesteśmy różni, jednak nie możemy powiedzieć, że dzielimy się na dwa przeciwstawne obozy. Obywatele mają dobrą intuicję, gdy przypisują źródła tego poglądu politykom, dla których taka polaryzacja niewątpliwie jest korzystna. Podgrzewanie temperatury sporu, wyostrzanie różnic, piętnowanie dyskusji i odstępstw od obowiązującej linii zabija szczerą rozmowę i mobilizuje poparcie – a o to przecież w perspektywie krótkoterminowej politykom chodzi.

Tym bardziej widać, że to od samych obywateli będzie zależeć, który z poglądów się sprawdzi: czy za 100 lat Polska będzie liderem Europy, czy też jej skansenem, czy będzie nam lepiej, czy gorzej. Obecnie opinie w tej kwestii są prawie równo podzielone.

Według badań opinii publicznej rośnie przekonanie, że polaryzacja poglądów jest w Polsce coraz mocniejsza: 47 proc. Polek i Polaków zgodziło się ze stwierdzeniem, że „społeczeństwo polskie jest bardziej podzielone, skonfliktowane niż przed wyborami 2015 roku” (CBOS, 2017). W tym samym pomiarze respondenci, pytani o przyczyny narastających konfliktów, nie pozostawiają złudzeń: to politycy oraz największe partie polityczne (PiS i PO) są głównym powodem kłótni. Rzut oka na sytuację ekonomiczną Polek i Polaków zdaje się potwierdzać ten pogląd. Wskaźniki optymizmu konsumenckiego nigdy nie były tak wysokie, samoocena sytuacji materialnej jest na historycznie wysokim poziomie. Zatem przyczyn napięć społecznych, nie należy upatrywać w sytuacji ekonomicznej, lecz gdzie indziej.

Dzieli nas najnowsza historia

Odpowiedzi w sondażu kampanii społecznej „Jesteśmy różni. Jesteśmy Polską”, zorganizowanej w tym roku przez Fundację Stefana Batorego i Kulturę Niepodległą, wskazują pola kontrowersji. Na pierwszy plan wysuwa się historia i to ta najnowsza.

Nie możemy zgodzić się co do oceny wydarzeń i postaci historycznych z ostatnich lat. Aż 45 proc. Polek i Polaków wskazuje, że czasy PRL były okresem odbudowy, a prawie tyle samo (55 proc.) uznaje je za „okupację”. Co ciekawe, negatywnie ten okres oceniają młodzi, czyli grupa, która nie ma osobistego doświadczenia Polski z tamtego okresu. Ich opinia jest prawdopodobnie wynikiem sposobu przedstawiania tego czasu w mediach i słowach polityków różnych opcji, dla których stosunek do wydarzeń historii najnowszej to jeden z punktów sporu.

W tym kontekście nie dziwi fakt, że stan wojenny jest przedmiotem sprzecznych ocen. Wśród pytanych 52 proc. uznaje jego wprowadzenie za zdradę, a za konieczność – 48 proc. Okrągły stół jest przez nieznaczną większość – 64 proc. – uznawany za sukces, a nie zdradę, czyli sprzeniewierzenie się narodowym interesom.

Postać Lecha Wałęsy, jednego z głównych aktorów wydarzeń najnowszej historii, jest przedmiotem istotnych kontrowersji w ocenach. I tutaj, podobnie jak w przypadku oceny czasów komunizmu, społeczeństwo niemal idealnie podzieliło się na pół: 55 proc. uważa, że przyznanie Lechowi Wałęsie Nagrody Nobla jest powodem do dumy, a 45 proc. nie zgadza się z tym poglądem. Wciąż nie mamy jednoznacznej oceny powstania warszawskiego: według większości to niepotrzebna strata dla narodu – 57 proc. twierdzi, że powstanie pociągnęło za sobą zbyt wiele ofiar, a według 43 proc. ten zryw był potrzebny.

Jednoczy nas za to stosunek do bitwy pod Grunwaldem, którą zdecydowanie uznajemy za zwycięstwo (choć blisko 20 proc. pytanych uważa, że nie możemy tak twierdzić).

Dzieli nas stosunek do obecnego rządu (37 proc. osób twierdzi, że dba on o Polskę, reszta uznaje, że niszczy państwo), do Smoleńska (według 65 proc. pytanych był to wypadek, pozostali sądzą, że nastąpił zamach). Polacy i Polki mają też odmienny stosunek do flagowego dla polityki społecznej PiS programu 500 plus (57 proc. twierdzi, że jest szkodliwy dla budżetu, a 47 proc. – że pomaga budżetowi domowemu).

Jeśli podział, to niekoniecznie na pół

Teza o podziale na „dwie Polski” sprawdza się, kiedy pytamy o kwestie historyczne, zwłaszcza o historię najnowszą naszego kraju. Gdy jednak analizujemy odpowiedzi na sondażowe pytania o wartości, upodobania, styl życia, poglądy na związki czy na tematy religijne, to widać grupy respondentów podobnych do siebie, a jednocześnie różniących się poglądami od innych. Takich spójnych grup w polskim społeczeństwie da się wyodrębnić przynajmniej pięć. Teza o podziale naszego społeczeństwa na dwa wzajemnie zwalczające się obozy ma więc bardziej publicystyczny niż socjologiczny charakter.

Podział na pięć

Jak można opisać grupy wyłaniające się z analizy danych z sondażu „Jesteśmy różni. Jesteśmy Polską”?

Największą i najbardziej typową są „łagodni tradycjonaliści” – osoby wierzące, które jednocześnie pozwalają na odstępstwa od publicystycznej linii polskiego Kościoła katolickiego, np. w kwestii finansowania in vitro, a także uznają, że homoseksualizm to orientacja seksualna, a nie zboczenie. Grupa ta jest najbardziej pragmatycznie nastawiona do rzeczywistości, a z przyszłością nie wiąże specjalnych nadziei („jest tak, jak jest, i pewnie lepiej już nie będzie”). Pragmatycy nie żyją skrajnościami. Są zwolennikami Kościoła katolickiego, a zarazem nie odżegnują się od wspierania WOŚP.

Drugą dużą grupę stanowią „religijni patrioci”, którzy całkowicie identyfikują się z oficjalnym stanowiskiem Kościoła katolickiego, często z tym konserwatywnym, wyrażanym podczas niedzielnych kazań. Dla tej bardzo religijnej, najczęściej wiejskiej grupy imigranci stanowią zagrożenie, a 500 plus przynosi jednoznacznie pozytywne korzyści.

Wśród Polek i Polaków o bardziej konserwatywnych poglądach można wyróżnić jeszcze zdecydowanie męską grupę. „Męscy tradycjonaliści” są nastawieni zdecydowanie najmniej ekologicznie, widzą w gospodarce opartej na węglu powód do dumy, a nie zagrożenie. Uważają, że feminizm trzeba zwalczać, bo prawdopodobnie uznają go za zagrożenie dla ich własnej pozycji społecznej. Będą nas bronić przed imigrantami, którzy stanowią w ich pojęciu istotne niebezpieczeństwo.

Z analizy danych sondażowych wyłania się także grupa o zdecydowanie progresywnych poglądach. Dla „otwartych obywateli” kwestie ekologiczne mają fundamentalne znaczenie, a wegetarianizm nie jest tylko indywidualnym wyborem, lecz aktem odpowiedzialności za losy planety. Feminizm i szersza walka o prawa kobiet to akt wyrównania dziejowej niesprawiedliwości. W tym kontekście kwestie religijne schodzą na plan dalszy i stanowią raczej obiekt ataku niż coś, czym powinno kierować się w życiu.

Duży odsetek naszego społeczeństwa stanowią „otwarci rozważni Polacy” (przedstawiciele starszego pokolenia), którzy choć nie są bardzo progresywni, to jednak mają dużą tolerancję na zachowania odmienne od społecznego mainstreamu. Są zwolennikami finansowania in vitro, homoseksualizm to dla nich orientacja seksualna, a feminizm według nich niekoniecznie trzeba zwalczać. Jedzą mięso, ale ekologiczny styl życia uważają za konieczność. Choć są religijni, to nie do końca wierzą w świętość papieża, i uważają, że miejsce religii jest na plebanii, a nie w szkole.

Dużo nas łączy

Pozwolę sobie na uwagę natury generalnej (brzmi ona dosyć banalnie, ale jest ważna w kontekście omawianych analiz): w każdej grupie, niezależnie od jej wielkości, spotykamy różnych ludzi. Nawet jeśli mamy podobne poglądy, to różnimy się temperamentami. Nawet gdy zbliżają nas do siebie charaktery, mamy np. inne hobby. W różnicach nie ma nic złego, przeciwnie – mogą być one zbawienne, bo zróżnicowana grupa ma szansę wykorzystać wiele kompetencji. Z tego potencjału różnorodności da się czerpać tylko wtedy, gdy istnieją wspólnie podzielane wartości, na rzecz których można razem działać.

W badaniu „Jesteśmy różni. Jesteśmy Polską” zobaczyliśmy wiele obszarów, w których istnieją kwestie wspólne dla wszystkich Polek i Polaków. W pierwszej kolejności jest to rodzina, która dla prawie wszystkich stanowi wartość najwyższą, zdecydowanie stawianą ponad sukcesem zawodowym (uznaje tak 87,1 proc. społeczeństwa). Rodzinę tworzy związek mężczyzny i kobiety (za tym poglądem opowiedziało się 79,8 proc.) – w tym sensie Polki i Polacy są tradycjonalistami. W kwestiach związanych z prokreacją jesteśmy społeczeństwem progresywnym – chcemy używać prezerwatyw, a nie kalendarzyka, popieramy też in vitro (odpowiednio 75 proc. i 83 proc.). Jesteśmy zwolennikami badań prenatalnych (90 proc.).

Jedną z największych trosk społeczeństwa okazuje się przyszłość. Ocieplenie klimatu dla zdecydowanej większości Polek i Polaków jest faktem (76 proc.), a smog stanowi istotne zagrożenie (92 proc.). Choć zgadzamy się co do diagnozy stanu rzeczy, to jednak wyniki badania nie pozwalają stwierdzić, czy mamy podobne pomysły na wyjście z tych zagrożeń.

Badanie pokazuje, że staliśmy się odpowiedzialnymi obywatelami, dla których płacenie podatków to oczywistość (76 proc.). Jesteśmy także zgodni co do tego, że Unia Europejska przyniosła dużo korzyści Polsce (73 proc.), i choć cenimy niezależność (większość jest za utrzymaniem własnej waluty oraz prymatu prawa krajowego nad europejskim – odpowiednio 77 proc. i 71 proc.), to zasadniczo zgadzamy się, że Polska należy do rodziny krajów europejskich i powinna zostać w UE.

Istnieje wiele fundamentalnych kwestii zarówno obyczajowych, jak i politycznych, co do których jesteśmy zgodni. Zgodność w poglądach na poziomie ponad 70 proc. to bardzo dużo. Zatem nawet jeśli polskie społeczeństwo (tak zresztą jak każde inne na świecie) dzieli się na mniejsze grupy ludzi o poglądach podobnych do siebie, to jednak istnieje wiele wartości i poglądów, które Polki i Polaków łączą. W imię naszych wartości  i potrzeby zapewnienia reprezentacji różnym grupom trzeba iść do urn i zagłosować 13 października. Trzeba jednak też pamiętać, że po wyborach ciągle będziemy żyć w jednym kraju i że wiele nas łączy.

Małgorzata Kidawa-Błońska – miodzio. Czytaj tutaj >>>

Kmicic z chesterfieldem

Na Marszu Równości w Lublinie tydzień temu zatrzymano małżeństwo z domowej roboty ładunkiem wybuchowym. Miał zostać użyty przeciwko uczestnikom manifestacji. Czyżby głoszenie z ambon o „tęczowej zarazie” wywołało efekt „samotnych wilków” prowadzących prywatny dżihad po tym, czego nasłuchali się od radykalnych imamów w meczetach Londynu czy Paryża?

„Przyzwolenie na język pogardy stwarza zagrożenie dla bezpieczeństwa”

RPO Adam Bodnar czuje rosnące zagrożenie homofobicznym terroryzmem. Zaraz po zatrzymaniu małżeństwa z Lublina wydał oświadczenie „STOP homofobicznej i transfobicznej przemocy!”:

„Wzywam do zaprzestania działań, które prowadzą do realnego zagrożenia osób LGBT. (…) Nie możemy nadal tolerować wykluczania ze wspólnoty tworzonej przez wszystkich mieszkańców naszego kraju całej grupy społecznej. Pamiętajmy też, że nieprzekraczalną granicą wolności słowa jest godność drugiego człowieka. (…)

Z wielkim niepokojem obserwuję narastanie uprzedzeń, nienawiści, a także słownej i fizycznej agresji wobec osób LGBT. Moje obawy i stanowczy sprzeciw tym bardziej wzbudza fakt, że te niebezpieczne napięcia społeczne nie tylko nie są postrzegane jako wymagające reakcji i eliminacji zagrożenia…

View original post 2 674 słowa więcej

 

Ryszard Terlecki może być potomkiem tego Niemca, którego nie chciała Wanda

Czy Wanda, która nie chciała Niemca, zobaczyła taką twarz jak wyżej i rzuciła się w nurt Wisły?

Kmicic z chesterfieldem

– Mam nadzieję, że Mateusz Morawiecki będzie premierem przez bardzo wiele lat. Może nawet pobije Cyrankiewicza – mówił Jarosław Kaczyński.

Więcej o Kaczyńskim u Rydzyka tutaj >>>

Pozwani zostali:

  • Zbigniew Ziobro, który reprezentuje Skarb Państwa
  • były wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak
  • sędzia Jakub Iwaniec, któremu po publikacjach Onetu cofnięto delegację do MS
  • były Prezes Sądu Okręgowego w Gliwicach sędzia Arkadiusz Cichocki
  • były szef biura KRS Tomasz Szmydt
  • prezes Sądu Okręgowego w Rzeszowie i członek KRS Rafał Puchalski

Pozew został złożony przez prof. Krystiana Markiewicza, prezesa „Iustitii”, za „szerzenie zorganizowanej nienawiści wobec niego i środowiska sędziowskiego”.

Małgorzata Kidawa-Błońska miodzio, czytaj tutaj >>>

Profesor żąda zakazania pozwanym rozpowszechniania informacji lub twierdzeń dotyczących jego życia prywatnego oraz rozpowszechniania nieprawdziwych twierdzeń na swój temat”. Domaga się również przekazania 50 tys. zł na rzecz Fundacji Dom Sędziego Seniora oraz publikacji przeprosin w Rzeczpospolitej, Gazecie Wyborczej, TVN24, Polsat News oraz TVP Info.

– „Od miesiąca czekałem…

View original post 905 słów więcej

 

Kaczyński z Polski robi Rosję

Kmicic z chesterfieldem

Wieść o niedzielnym pobiciu księdza w zakrystii szczecińskiej bazyliki obiegła opinię publiczną lotem błyskawicy. Prawicowe media i TVP podniosły raban, że sprawcy chcieli wykraść szaty liturgiczne, gdyż chcieli odprawić “homoseksualny ślub”. Ksiądz miał im zagrodzić drogę, odmówić wydania szat, za co został przez chuliganów dotkliwie pobity. Obrażenia były na tyle poważne, że wymagały interwencji chirurgicznej.

Okazuje się jednak, że napadnięty ksiądz Aleksander Ziejewski stanowczo zaprzeczył wersji zdarzeń, którą usilnie próbują lansować TVP i cały szereg prawicowych portali.

Mianowicie, pobity duchowny w rozmowie z dziennikiem Fakt stwierdził, że: “Nie mogę tego potwierdzić, niczego takiego nie słyszałem”. 

Okazuje się zatem, że po raz kolejny kłamliwa narracja mediów narodowych zostaje z dziecinną łatwością obnażona, zaś wszystko wskazuje na to, że ksiądz został napadnięty przez chuliganów, którzy nie mają nic wspólnego z tak znienawidzonym przez władzę środowiskiem LGBT.

Dla przypomnienia TVP jak i prawicowe media opublikowały relację rzekomych świadków zdarzenia, z których…

View original post 1 532 słowa więcej