Archiwa tagu: Bartłomiej Sienkiewicz

Wykopać PiS

Podczas jednej z ostatnich dużych konwencji rządzącej prawicy w Krakowie, Jarosław Kaczyński powtórzył wszystkie argumenty, które do tej pory nie zapewniły jego partii żadnego „przełamania” czy „ruszenia do przodu”. A po emisji filmu Sekielskich, kiedy już nawet niektórzy konserwatywni biskupi „udają się na półroczną pokutę w klasztorze” (płocki biskup Piotr Libera, który został do takiej „dobrowolnej pokuty” zmuszony przez papieża Franciszka, stał się pierwszą ofiarą filmu Sekielskich spośród najbardziej wpływowych polskich hierarchów), strategia okopywania się PiS-u na pozycjach prawicowej wojny kulturowej jest przepisem na klęskę.

Jednak Jarosław Kaczyński albo utracił już zdolność manewrową, albo doszedł do wniosku, że mobilizację wiejskiego elektoratu (zwykle nie chodzącego na europejskie wybory) mogą mu zapewnić wyłącznie proboszczowie z tzw. Kościoła Rydzyka. W swoim wystąpieniu z nazwiska pochwalił zatem Ryszarda Legutkę, który w polskim Kościele nie zauważył żadnej pedofilii, a wyłącznie „pederastię”. Znów ostrzegał przed seksualizacją dzieci przez świecką szkołę, nie wspominając o „pracy z dziećmi” księży pedofilów. Z braku jakichkolwiek świeżych wypowiedzi Pawła Rabieja z Nowoczesnej o adopcji dzieci przez pary homoseksualne, Kaczyński zaatakował w Krakowie Platformę Obywatelską za samo przygotowywanie projektu uregulowania kwestii związków partnerskich. Jako personalny cel swojego ataku wybrał przy tym całkiem błędnie (może wybrał mu takiego przeciwnika jakiś niezbyt rozgarnięty PR-owiec) Rafała Grupińskiego, który jest akurat jednym z bardziej konserwatywnych polityków PO.

Z koszem darów przyjechał do Krakowa premier Morawiecki. Tym razem dostało się niepełnosprawnym. Te same pieniądze, których nie było, kiedy niepełnosprawni strajkowali przez wiele tygodni w Sejmie, gdzie na rozkaz Kaczyńskiego, Morawieckiego i Kuchcińskiego zamykano im okna i zakazywano wchodzenia do sejmowych toalet, znalazły się – przynajmniej wirtualnie, jako jedna z wyborczych obietnic – w ostatnim tygodniu kampanii, w której PiS po raz pierwszy zaczęło się bać. Bezpośrednią przyczyną tej szczodrobliwości władzy mogło być również to, że niepełnosprawni uczestnicy tamtego protestu od paru dni pojawiają się na spotkaniach opozycji, a dzień przed krakowską konwencją PiS-u wystąpili na marszu Koalicji Europejskiej w Warszawie.

Jarosław Kaczyński straszył w Krakowie nie tylko gejami i seksualizacją dzieci przez świeckich nauczycieli opętanych „ideologią gender”. Ostrzegał także Polaków przed euro, powtarzając PR-owy wynalazek Mateusza Morawieckiego (adresowany do tych samych odbiorców, co kiedyś clipy z Chuckiem Norrisem zachęcającym do brania kredytów z banku, którego prezesem był wówczas Morawiecki). Kaczyński obiecał zatem w Krakowie, że „przyjmiemy euro dopiero, kiedy się zrównamy z Niemcami”.

Można to nazwać makiawelizmem, bowiem pozostanie Polski na kolejne lata ze słabą, bezbronną wobec globalnych spekulantów narodową walutą, z dalszą masową ucieczką młodych, lepiej wykwalifikowanych Polaków do strefy euro w poszukiwaniu wyższych pensji wypłacanych w silniejszej walucie, wreszcie z gospodarką mogącą konkurować na globalnym rynku jedynie tanią siłą roboczą, a nie innowacyjnością – Polska nigdy się „z Niemcami nie zrówna”. I w ten sposób Jarosław Kaczyński nigdy nie będzie musiał rezygnować ze złotówki, nad której słabością dalej będzie czuwał Adam Glapiński.

Unia personalna Schetyny i Tuska

Ciekawiej było po stronie opozycji, ale przede wszystkim z racji wydarzeń o charakterze personalnym. I tak wydarzeniem sobotniego marszu opozycji w Warszawie było pojawianie się tam Donalda Tuska, który bardzo jednoznacznie i bardzo ostro wypowiedział się po stronie Koalicji Europejskiej przeciwko PiS-owi i Jarosławowi Kaczyńskiemu.

Wielu prawicowych, a także „symetrystycznych” publicystów prasy, która otrzymuje reklamowe pieniądze z kontrolowanych przez PiS spółek skarbu państwa, od wielu miesięcy szukało dowodów na to, że Donald Tusk już za chwilę odbierze Grzegorzowi Schetynie Platformę Obywatelską. Stworzy konkurencyjną dla Koalicji Europejskiej listę w wyborach do Parlamentu Europejskiego, założy własną partię, która rozbije elektorat Platformy, itp. Nic z tych rzeczy nie nastąpiło. Mimo szorstkiej przyjaźni obu panów, na warszawskim marszu opozycji wydarzył się cud. Dwaj ludzie, którzy wyznają podobne idee, mają wspólne polityczne interesy i wspólnego wroga, zamiast rzucić się sobie do gardła, wystąpili razem. Donald Tusk i Grzegorz Schetyna zachowali się racjonalnie, co w polskiej polityce należy do wyjątków.

Najbardziej precyzyjnie podsumował wyjątkowość tego zdarzenia obecny na marszu Koalicji Europejskiej prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak, który „serdecznie podziękował” Grzegorzowi Schetynie i Donaldowi Tuskowi „za to, że są razem i walczą razem”.

Faktycznie, kiedy ostatni raz Tusk i Schetyna byli naprawdę razem – czyli w pierwszej połowie pierwszej kadencji pierwszego rządu Donalda Tuska, pomiędzy 2007 i 2009 rokiem – liberalne centrum było w Polsce najsilniejsze, miało zarówno „wizje” (przed którymi wcale jeszcze nie stronił wówczas Tusk), jak też narzędzia, by te wizje realizować (tych dostarczał Tuskowi Schetyna). Od tamtego czasu zdarzyło się jednak pomiędzy oboma panami tak wiele, że ich uścisk dłoni – który wręcz ostentacyjnie zaprezentowali tysiącom uczestników marszu opozycji – miał być czymś w rodzaju publicznej gwarancji, że w kluczowym dla polskiej demokracji momencie będą wobec siebie lojalni.

Ciekawa była na warszawskim marszu Koalicji Europejskiej dystrybucja czasu przemówień. Grzegorz Schetyna, który Koalicję Europejską faktycznie zbudował, prawie zrezygnował z własnego wystąpienia. Powitał jedynie uczestników marszu, liderów Koalicji Europejskiej i uczestniczące w niej ugrupowania. Jednak później zrobił miejsce, aby to Donald Tusk zabłysnął oratorskim talentem.

Choć prawica była wystąpieniem Tuska oburzona (szczególnie czołowego specjalistę od katolickiego szariatu, Jarosława Gowina, rozsierdziło porównanie Jarosława Kaczyńskiego do ajatollaha), a „symetryści” wyrażali zblazowanie tym, że „Donald Tusk znowu kłóci się z Jarosławem Kaczyńskim” (muszę przyznać, że ja z kolei jestem już zblazowany banałami „symetrystów”), to zwolennicy i potencjalni wyborcy opozycji przyjęli przemówienie Donalda Tuska entuzjastycznie. Oni akurat nie rozumieli, dlaczego dwa pierwsze wystąpienia Donalda Tuska w tej kampanii były tak mało wyraziste i zdystansowane.

Więcej o Tusku >>>

To nie jest głosowanie na mniejsze zło. To głosowanie na większe dobro – mówił Donald Tusk na marszu „Polska w Europie”, który przeszedł ulicami Warszawy. Na jego czele oprócz szefa Rady Europejskiej przeszli liderzy Koalicji Europejskiej, a także byli prezydenci Aleksander Kwaśniewski i Bronisław Komorowski.

Marsz rozpoczął się parę minut po godzinie 12 na placu Bankowym, gdzie manifestantów powitał prezydent miasta Rafał Trzaskowski. – Są to wybory, które pozwalają nam walczyć o wartości, tak jak w Warszawie walczyliśmy o otwartość, o tolerancję, o wartości europejskie, tak właśnie dokładnie o tym samym będą te wybory europejskie za tydzień – mówił prezydent stolicy, porównując wybory w przyszłą niedzielę do referendum w sprawie akcesji Polski do Unii.

Uczestnicy marszu przeszli na plac Konstytucji, gdzie głos zabrali politycy, liderzy Koalicji Europejskiej, byli prezydenci i przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk. Wszyscy razem wcześniej szli na czele marszu ulicami stolicy.

Tusk: Nie dajcie się oszukać

– Jestem z wami, żeby powiedzieć wszystkim Polakom, jak ważne są to wybory. Stawka jest podwójna, większa niż zwykle. To wielki wybór. Stoję dzisiaj przed wami z ludźmi, którzy kiedy mówią o Polsce w Europie, gdy mówią, że Polacy to Europejczycy, a Europa jest domem dla Polski, to nie po to, by kogoś zwodzić dwa tygodnie przed wyborami. To oni planowali to wielkie przedsięwzięcie. To oni wprowadzili Polskę do UE. To oni są gwarancją mocnej Polski w Europie. Oni wierzą, podobnie jak ja, że miejsce Polski jest w Europie – mówił ze sceny Donald Tusk.

– Krzycząc „prawo”, gwałcili konstytucję, krzycząc „sprawiedliwość”, niszczyli polskie sądy, mówiąc o skromności, głośno wykrzykiwali „te pieniądze nam się po prostu nalezą”. A więc jeśli tak samo chcą potraktować naszą europejskość, jak potraktowali konstytucję, sądy i własne deklaracje dotyczące skromności i uczciwości, to znaczy, że ten wybór jest naprawdę bardzo poważny – dodał Donald Tusk.

Kaczyński jak ajatollah

Przewodniczący Rady Europejskiej namawiał do oddania głosu na demokratów.

– Mówię o tych wszystkich, którzy się zastanawiają, a którzy dobrze życzą Polsce – nie ryzykujcie. Jest jeszcze inna stawka. To jest przyszłość Europy – mówił Donald Tusk. – W wielu miejscach są ludzie, którzy odnajdują się w dobrze znanych hasłach: jedna idea, jeden naród, jeden wódz – dodał. – Nie wierzcie malkontentom, którzy mówią o Koalicji Europejskiej, że ich nic nie łączy. Ich łączy troska o wspólne dobro – zaznaczył.

Odniósł się też do słów Jarosława Kaczyńskiego, które padły na konwencji w Łodzi. Prezes PiS straszył przymusową relokacją imigrantów i potrzebą obrony przed zagrożeniami z Europy, gdzie wymieniał euro, demoralizację dzieci, ograniczenie programów społecznych oraz islam.

– Ostatnio słyszałem, że padły tu słowa o szariacie. Szariat to mniej więcej w praktyce państwo wyznaniowe. Autor tych słów, a znam go długo i dobrze, jak mówi, że chce przed czymś bronić, to z reguły o tym marzy – mówił Tusk.

– Polska osiągała wielkie zwycięstwa, kiedy Polacy potrafili się jednoczyć. To nie jest głosowanie na mniejsze zło. To głosowanie na większe dobro – dodał Donald Tusk.

Byli prezydenci ze wsparciem dla KE

Po szefie Rady Europejskiej głos zabrali byli prezydenci Aleksander Kwaśniewski i Bronisław Komorowski.

– Dziękuję wszystkim, którzy nam pomagali przed 2004 r., abyśmy weszli do UE. My z europejskiej drogi nie zejdziemy. Europa przyniosła nam postęp w wielu dziedzinach. Za to jesteśmy Europie wdzięczni i teraz możemy ją wyrazić głosując – przekonywał Aleksander Kwaśniewski.

– Wspominam ten szczególnie smutny moment, jakim było wyprowadzenie flag europejskich z kancelarii polskiego premiera, pisowskiego premiera. Można powiedzieć, że to tylko symbol, ale to aż symbol – mówił z kolei Bronisław Komorowski.

Schetyna: Prosimy o ostatni tydzień zaangażowania

– KE powstała po to, aby przywrócić nam wszystkim nadzieję, Polskę Europie – mówił Grzegorz Schetyna, który dziękował w swoim wystąpieniu wszystkim tym, dzięki którym powstała Koalicja Europejska.

– Przyjechaliśmy po to, aby powiedzieć, że jesteśmy gotowi, aby prosić o ostatni tydzień dobrych emocji, entuzjazmu i zaangażowania, żebyśmy mogli się cieszyć wieczorem 26 maja – mówił lider PO.

Katarzyna Lubnauer, szefowa Nowoczesnej, mówiła: – Zwracam się do kobiet, 100 lat temu dostałyśmy prawa wyborcze, skorzystajmy z tego! Nie pozwólmy, by zadecydował za nas wieczny kawaler!

Lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz mówił m.in. o wadze wyborów jesiennych do polskiego parlamentu: – Te wybory to rzeczywiście wielki wybór, ale to dopiero pierwsza tura. Druga będzie jesienią. Musimy wygrać wybory europejskie, żeby zwyciężyć na jesieni. Dla nas nie jest ważna tylko jedna pora roku, a cały rok.

Na scenie razem z liderami Koalicji Europejskiej przemawiali także prezydenci miast i samorządowcy, m.in. Hanna Zdanowska, prezydent Łodzi Jacek Jaśkowiak, prezydent Poznania, a także przedstawiciele organizacji pozarządowych i stowarzyszeń.

Za tydzień PiS może zaglądnąć w oczy widmo porażki i pojawić się cień krat więziennych.

Depresja plemnika

Od dziewięciu lat partia rządząca wykorzystuje katastrofę w Smoleńsku, grając na emocjach wyborców. Miesięcznice, komisje, symulacje lotu, dochodzenie prawdy, to stały element polityki PiS. Jednak jak się przekonujemy, to tylko fasada, za którą zwyczajnie nic nie ma.

Okazuje się bowiem, że ostatnim przedstawicielem rządu, który był na miejscu katastrofy jest nikt inny, jak znienawidzony przez partię rządzącą – Donald Tusk.

Było to dokładnie 10 kwietnia 2010 r., czyli w dniu tragedii. Od tamtej pory nikt wyżej postawiony nie kwapił się do tego, by w Smoleńsku oddać honor ofiarom.” Te dość bulwersujące informacje zostały pozyskane przez posła PO, Krzysztofa Brejzę, który wystosował pytanie o obecność przedstawicieli polskiego rządu w Smoleńsku w rocznice katastrofy.

Odpowiedź szokuje, bo nikt z przedstawicieli Zjednoczonej Prawicy nie oddał hołdu ofiarom w ciągu czterech minionych lat. „W tym roku jedynym oficjalnym przedstawicielem Polski w Smoleńsku, w rocznicę tragedii, był ambasador RP w Moskwie – Włodzimierz…

View original post 813 słów więcej

 

Reklamy

Rydzyk doi państwo za pomocą oborowej, PiS

„ARiMR wypompowała do telewizji ojca Rydzyka 1,4 mln zł. W tv o zasięgu osiedlowej kablówki wykupili programy – godzina 2 gadających głów kosztowała rolną agencję 20 tys. zł. Tą sprawą powinna zająć się prokuratura i biegły medioznawca” – poinformował na Twitterze Krzysztof Brejza. Poseł PO udostępnił pismo z Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, które otrzymał w odpowiedzi na swoje pytania.

Wynika z niego, że w latach 2016-2018 w TV Trwam nadano 75 wywiadów z urzędnikami Agencji. W 2016 r. było ich 31, za które zapłacono 537 820 zł, rok później – 28 rozmów za 537 264 zł, a w 2018 r. 16, za które telewizja Rydzyka zainkasowała 340 464 zł.

Wywiady zaczęły się być emitowane po mianowaniu prezesem ARiMR Daniela Obajtka. O jego błyskawicznej karierze po objęciu władzy przez PiS – od wójta Pcimia po prezesa PKN Orlen – wielokrotnie, m.in. „Szef Orlenu „nie kiwnie nawet palcem bez zgody prezesa PiS”. Obecnie Agencją kieruje Maria Fajger, która jest także radną PiS w Sejmiku Województwa Podkarpackiego.

„Wiadomo, że ta telewizja jest telewizją jednej opcji – PiS”. Utrzymanie tej PiS-owskiej propagandy kosztuje, a ARiMR dorzuca do tego ogromną kwotę. Wykorzystanie środków z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich na modernizację polską wieś wynosi zaledwie 15 proc., zamiast tego PiS zajmuje się bezczelnym pompowaniem kasy do mediów ojca Tadeusza Rydzyka. Tę sprawę musi zbadać prokuratora” – powiedział poseł Brejza w rozmowie z gazeta.pl.

Tomasz Sekielski: Przeprosiny to za mało

Aktor Włodzimierz Matuszak znany szerszej publiczności z roli proboszcza w serialu „Plebania” wypowiedział się na temat Kościoła katolickiego w kontekście rządów PiS.

Ponad 2 miliony wyświetleń na YouTubie w mniej niż dobę. Film Tomasza Sekielskiego o pedofilii w polskim Kościele wzbudza ogromne zainteresowanie. Po jego premierze przewodniczący KEP abp Stanisław Gądecki przeprosił osoby pokrzywdzone. Jednak zdaniem samego autora filmu – przeprosiny to za mało.

W sobotę odbyła się premiera długo zapowiadanego filmu braci Tomasza i Marka Sekielskich o pedofilii w Kościele. Dokument ujawnia nowe przypadki czynów pedofilskich przez polskich księży, traumę ofiar oraz brak reakcji Kościoła jako instytucji na tego typu zjawiska.

Film, po niecałej dobie miał na koncie blisko 2,5 mln wyświetleń.

Film Sekielskiego. Abp Gądecki i Polak wydają oświadczenie

Po premierze dokumentu głos zabrał abp Stanisław Gądecki, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski. „Ze wzruszeniem i smutkiem obejrzałem dzisiaj film pana Sekielskiego, za który pragnę podziękować reżyserowi” – oznajmił w oświadczeniu opublikowanym na stronie internetowej Episkopatu.

„W imieniu całej Konferencji Episkopatu pragnę jak najmocniej przeprosić wszystkie osoby pokrzywdzone. Zdaję sobie sprawę z tego, że nic nie jest w stanie wynagrodzić im krzywd, jakich doznali” – dodał abp Gądecki. Zaznaczył, że niektóre sprawy ukazane w filmie były już znane, inne nieznane. „Te znane trzeba raz jeszcze dokładnie przeanalizować, w przypadku nieznanych należy rozpocząć procesy tak, aby dobro pokrzywdzonych było chronione przede wszystkim i nade wszystko” – oznajmił.

Głos w sprawie filmu zabrał też abp Wojciech Polak. Podkreślił, że jest głęboko poruszony tym, co zobaczył. „Dziękuję wszystkim, którzy mają odwagę opowiedzieć o swoim cierpieniu. Przepraszam za każdą ranę zadaną przez ludzi Kościoła” – powiedział.

Jednak zdaniem samego autora filmu – przeprosiny to za mało. Jak mówi Sekielski, Kościół pokaże, że rozlicza się z tego zjawiska wtedy, gdy odpowiedzialność poniosą hierarchowie.

– Nie tylko będą wskazywani sprawcy, ale kiedy odpowiedzialność poniosą konkretni hierarchowie, którzy wiedzieli i przesyłali księdza z parafii do parafii albo z diecezji do diecezji. Ja nie słyszę dyskusji o odpowiedzialności hierarchów. Nie słyszę, aby któryś z nich zamierzał podać się do dymisji – powiedział Tomasz Sekielski.

Warto też przypomnieć, że zarówno abp Polak, jak i abp Gądecki odmówili udziału w filmie, co zostało podkreślone w napisach końcowych. Sekielski opublikował też treść odpowiedzi, jaką otrzymał z biura prasowego Konferencji Episkopatu Polski. Czytamy w niej: „Ze względu na to, iż otrzymujemy informacje o braku bezstronności ze strony Pana Redaktora w przygotowaniu materiału, korzystamy z prawa do niekomentowania”.

Teolog: Jestem przygwożdżony po obejrzeniu filmu Sekielskiego

Dokument „Tylko nie mów nikomu” komentował w niedzielę rano w TOK FM dr Sebastian Duda, filozof, teolog, redaktor miesięcznika „Więź”. – Jestem przygwożdżony po obejrzeniu tego filmu – powiedział. Podkreślił, że wszystkie zjawiska pokazane w dokumencie rodzą bardzo negatywne uczucia. Kluczowe jednak – według naszego gościa – jest pytanie, co robić dalej.

– Ja sam przyznaję się do kompletnej bezradności wobec tego, co widziałem – przyznał dr Duda. – Widzieliśmy rzeczy  bardzo tragiczne, jak choćby konfrontację z oprawcą po wielu latach, ale widzimy też, że ta konfrontacja nie przynosi ani rozwiązania ani spokoju duchowego – dopowiedział.

Zdaniem teologa, film Sekielskiego pokazuje też, że hierarchowie nie mają poczucia skruchy za to, co zrobili albo w ogóle tego nie rozumieją, co udowadnia pierwsza konfrontacja, podczas której ksiądz chciał swoją ofiarę – w ramach przeprosin – pocałować w rękę.

„Film Sekielskiego pokazuje uprzywilejowaną pozycję księży”

Dr Duda zwraca też uwagę, że w dokumencie „Tylko nie mów nikomu” doskonale widać uprzywilejowaną pozycję księży. – Nie tylko finansową, ale uprzywilejowaną pozycję kleru w samym Kościele – zaznacza i przywołuje scenę, w której jeden z molestowanych mężczyzn wyznaje, że o wykorzystywaniu go przez księdza powiedział swojej mamie, która mu nie uwierzyła.

– To jest kluczem problemu. Nie uwierzyła, bo ksiądz, czyli osoba występująca jako drugi Chrystus w jej pojęciu nie może się dopuszczać takich rzeczy. To dziecko jest winne swoich zmyśleń i ma jakiś swój interes w tym wszystkim. Tak myślało bardzo wielu bliskich ofiar – przekonywał gość TOK FM. Zaznaczył przy tym, iż oprawcy mieli świadomość, że są tak postrzegani przez społeczeństwo, a po drugie – wiedzieli, że Kościół jako instytucja – stanie w ich obronie.

– Ta zmiana jest kluczowa, że ksiądz to nie jest drugi Chrystus, tak nie można o nim myśleć – przekonywał dr Duda.

Jakie konsekwencje poniesie Kościół?

Sebastian Duda, pytany o to, czy dokument coś zmieni powiedział: „To jest dalsze pogłębianie świadomości tego, że problem jest, funkcjonuje i że właściwie nie możemy odwracać się już od niego”. – Mamy do czynienia z milczeniem, ale to milczenie jest już przełamywane. To jest realna sprawa, rzeczywiste sytuacje, krzywdy. Nie możemy sobie dać wmawiać, że takie przypadki są atakami na księży – zaznaczył.

– Trzeba się przebijać przez mur milczenia. Nie da się tego zrobić bez uczciwej reakcji wiernych i bez instytucjonalnych rozwiązań, które powinien promować Episkopat – dodał teolog. Dopytywany, czy jest możliwe, aby zdymisjonowani zostali biskupi, którzy chronili księży pedofilów przypomniał, że takie przypadki dzieją się na razie na Zachodzie.

– Ale w tej chwili, jeśli jakieś przypadki, także z tego filmu, zostaną pociągnięte dalej, to być może należy się czegoś takiego spodziewać. Jeśli będzie dowiedzione krycie sprawców, wysyłanie ich na inne placówki to jest sytuacja moralnego skandalu, która się domaga tego typu rozwiązań – podsumował.

Program PiS: Dobry Polak – martwy Polak

Powiedzieć, że sytuacja w polskiej służbie zdrowia jest dramatyczna, to nic nie powiedzieć. Nie ma praktycznie dnia, żeby to do uszu i oczu opinii publicznej nie trafiały mało fortunne doniesienia o dramatach, które rozgrywają się na szpitalnych oddziałach ratunkowych, gdzie ludzie godzinami czekają na pomoc medyczną, mimo że często trafiają tam w stanie bezpośredniego zagrożenia zdrowia lub życia. Z dostępem do badań, operacji, czy kolejkami do lekarzy specjalistów jest równie źle.

O tym, że system opieki zdrowotnej jest niedofinansowany i źle zorganizowany, wiele już napisano. Jednocześnie obawa o zdrowie i życie własne lub najbliższych jest jednym z najważniejszych emocji w życiu człowieka. Trudno się zatem dziwić, że kwestia służby zdrowia porusza serca milionów Polaków. Władza doskonale zdaje sobie z tego sprawę, dlatego jak ognia unika poważnej debaty o rozwiązaniu tego palącego problemu.

Prawo i Sprawiedliwość może nie mieć jednak dłużej możliwości unikania rozmowy o zapaści polskiej służby zdrowia. Mianowicie na ostatniej prostej kampanii wyborczej Koalicja Europejska zaczęła konsekwentnie podnosić kwestie związane ze stanem polskiego systemu leczenia.

Taka kolej rzeczy nie uszła uwadze komentatorów, którzy zastanawiają się, czy przyniesie to KE korzyści w postaci nadrobienia różnicy do PiS i w efekcie wygrania wyborów do europarlamentu.

Nie wiemy jeszcze, jak jaki efekt przyniesie ta zmiana podejścia na finiszu kampanii. Wiadomo jednak, że tematyka związana ze zdrowiem wywołuje tak skrajne emocje, że rządzący na pewno nie zyskają na takim obrocie sprawy…

– Protest, który chcę przedstawić, który od trzech lat zgłaszam na tej komisji [spraw emigracji i łączności z Polakami za granicą] polega na tym, że finansujemy również Kluby Gazety Polskiej zakładane przez pana Sakiewicza, redaktora naczelnego Gazety Polskiej poza granicami kraju i to są dosyć wysokie sumy. W latach 2017-2019 na działania Klubów Gazety Polskiej poza granicami kraju, Senat RP wydał 1 371 468 zł – mówiła Barbara Borys-Damięcka w Sejmie.

Eligiusze Niewiadomscy schodzą z propagandowej taśmy gadzinówki TVP

Telewizja Publiczna zaatakowała w głównym wydaniu Wiadomości – przewodniczącego Radu Europejskiej Donalda Tuska po tym, jak wygłosił swój wykład na Uniwersytecie Warszawskim.

Więcej >>>

Sojusz Ciemnogrodzian – Kaczyńskiego i biskupów

Jaśniej już chyba się nie da… – „Bardzo bym chciał, panie premierze, żeby czuł się pan tu, między nami, człowiekiem nie tylko akceptowanym, ale podziwianym. Jesteśmy wdzięczni za wszystko, co pan robi i robił dla Polski – razem ze swoim bratem prof. Lechem Kaczyńskim. Pańskie sukcesy są naszymi sukcesami” – tak zwrócił się do prezesa PiS biskup włocławski Wiesław Mering. Jarosław Kaczyński wygłosił referat podczas konferencji „Być Polakiem – duma i powinność”, która odbyła się w Muzeum Diecezjalnym we Włocławku.

Na tym hierarcha Kościoła bynajmniej nie poprzestał. Dodał, że „jest czymś zupełnie naturalnym wspieranie Jarosława Kaczyńskiego w wysiłkach, które mają na celu zrealizowanie wizji państwa i ojczyzny tak bliskiej obu braciom”. Podczas konferencji poza prezesem PiS swój referat wygłosił także prezenter TVP Krzysztof Ziemiec.

„Pańskie sukcesy są naszymi sukcesami” – powiedział w środę bp włocławski Wiesław Mering zwracając się do prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Trudno o większą szczerość, jeśli chodzi o polityczne wsparcie Kościoła dla PiS” – skomentował były szef MSW Bartłomiej Sienkiewicz na Twitterze. Odpowiedział mu jeden z internautów: – Z dokumentów znajdujących się w zasobach Instytutu Pamięci Narodowej wynika, że w drugiej połowie lat 70. został zarejestrowany jako tajny współpracownik Służby Bezpieczeństwa o pseudonimie Lucjan. Według Jana Żaryna współpracował z wywiadem w sposób świadomy”.

Polska pisowska stoi Ciemnogrodem.

Depresja plemnika

To wcale nie jest żart. Profesor Krzysztof Maria Szczerski, szef gabinetu prezydenta RP na stronach swojego życiowego dzieła pt „Utopia europejska. Kryzys integracji i polska inicjatywa naprawy”,wydanego w 2017 r. postuluje wprowadzenia „paszportu katolickiego”.

Powinien on zawierać „najważniejsze modlitwy i prawdy wiary”. Chodzi o to „By Polacy emigrujący z Ojczyzny do zateizowanych krajów zachodnioeuropejskich nie ulegli tamtejszym lewicującym modom intelektualnym, ale pozostali wierni Bogu i Polsce”. To jeszcze nie wszystko. Minister Szczerski liczy, że Polska będzie dla Europy tym samym, czym był Noe, dla ludzi żyjących przed biblijnym potopem.

„W naszych czasach rodzinę patriarchy i jego samego musi zastąpić grupa społeczna lub cały naród. […] Im szybciej rozpoznamy wśród nas Noego budującego arkę, tym lepiej, tym mniej szkód” – pisze Szczerski.

Jak wynika z lektury dzieła ministra, jest on święcie przekonany, że Polacy mają misję. Pisze, iż odnosi wrażenie, że „wiele krajów czeka na nas, czeka na ojczyznę św…

View original post 1 631 słów więcej