Archiwa tagu: 100 lecie odzyskania niepodległości

PiS jak małpa z brzytwą i odbezpieczonym granatem

Legislacja PiSu, to tak jakby dać małpie brzytwę lub odbezpieczony granat

Depresja plemnika

Jak rządzi PiS? Afera za aferą, pazurki i inne szumidła

W 2018 r. pozycja obozu PiS w oczach opinii publicznej dwa–trzy razy się zachwiała w wyniku afer. Zaczęło się w marcu, kiedy poseł PO Krzysztof Brejza dostał w końcu odpowiedź na pytanie o zarobki premier Beaty Szydło i jej ekipy w 2017 r. Okazało się, że ministrowie dostawali w premiach drugą pensję. W sumie bonusy kosztowały prawie 2 mln zł, rekordzista Mariusz Błaszczak zebrał ponad 80 tys. zł, sama premier 60 tys., a najniższe premie wynosiły po 50 tys. zł na osobę.

Wybuchła afera. Jarosław Kaczyński, jak sam przyznał, powiedział wtedy Szydło, żeby „pokazała pazurki” i – była już wówczas – premier poszła na całość. „Te nagrody nam się po prostu należą” – te słowa z sejmowej mównicy musiały nieźle wkurzyć wyborców, bo PiS zaczął tracić poparcie. Wyborcom nie podobała się pazerność władzy, która obiecywała przecież służyć skromnie Polakom. Kryzys musiał przeciąć sam Kaczyński, który ogłosił, że jak suweren chce taniego państwa…

View original post 2 388 słów więcej

Afera KNF musiała się zdarzyć. Jest wpisana w pisowski gen

„Sprawa nie kończy się na panu Chrzanowskim z Komisji Nadzoru Finansowego, ale sięga wyżej. Dotyczy prezesa NBP pana Glapińskiego, którego pan Chrzanowski był wieloletnim asystentem i człowiekiem, ta sprawa dotyczy premiera Morawieckiego” – mówił Tomasz Siemoniak w TVN24. Według wiceprzewodniczącego PO, niezbędne jest powołanie sejmowej komisji śledczej w sprawie afery.

Siemoniak stwierdził, że w całej sprawie „chodzi o to, by jeszcze bliżej nam nieznany układ finansowy, choć pewne osoby są tutaj dość wyraźne, zaczął przejmować prywatne banki”. – „To jest scenariusz węgierski, to działo się na Węgrzech kilka lat temu, gdzie bliscy władzy biznesmeni przejmowali banki od innych biznesmenów – podkreślił.

Poseł PO podkreślił, że Chrzanowski na pewno nie działał sam. – „Ta sprawa sięga tak wysoko, że każdy prokurator się boi tej sprawy jak gorącego kartofla. Jak wytłumaczyć to, że Prokuratura Krajowa nie zauważyła wejścia Romana Giertycha. Akurat jego się zauważa, gdziekolwiek się pojawia. Mamy uwierzyć w to, że prokuratorzy czekali tyle dni, żeby poinformować ministra Ziobrę? Oni się bali, bo widzą, jak ta sprawa wysoko sięga. Dotyczy szczytów władzy PiS” – komentował Siemoniak w TVN24.

Więcej o początkach PC (geneza przekrętów pisowskich) >>>

Autor analizy stawia tezę, że cała afera miała swoje korzenie w sprawie SKOKów, a więc parabankowych instytucji, z którymi związany jest prominentny senator PiS. To on miał przyjść do  banku Czarneckiego i zaproponować mu zdeponowanie 70 milionów złotych. Skąd senator je miał?

Okazuje się też, że w 2017 roku ówczesny minister finansów, Mateusz Morawiecki wydał niespodziewanie rozporządzenie, które sprowadziło kłopoty na banki udzielające kredytów walutowych. Sytuacja Czarneckiego pogarsza się. W marcu 2018 roku udaje się on na spotkanie z szefem KNF, a więc instytucji, która… odpowiada za bezpieczeństwo systemu bankowego. To taka policja bankowa. Bankowy CBŚ. Z ust szefa tej służby Czarnecki słyszy, że może zachowa bank, jak zatrudni kogoś za 40 milionów złotych. Ale nie to jest najbardziej bulwersujące.

Tuż po tym spotkaniu obaj panowie idą do Adama Glapińskiego, przyjaciela Jarosława Kaczyńskiego, szefa NBP. Podobno istnieje taśma z tego spotkania. Co się na nim działo?Czarnecki nie zatrudnił osoby polecanej mu przez szefa KNF. Ale zatrudnił go Zygmunt Solorz w swoim banku. Dlaczego? Ale to nie koniec. W całej aferze KNF pojawia się jeszcze… GetBack. Ta sprawa jest ściśle powiązana z aktualną władzą.

Więcej >>>

Afera KNF to nie najprawdopodobniej, ale na pewno największy przekręt po 1989 roku. Sięga samych szczytów.

Depresja plemnika

Wygląda na to, że w kręgach najwyższych funkcjonariuszy państwa, pod okiem niewidzącego prezesa, powstała grupa przestępcza mająca bardzo śmiały i intratny plan. Korzystając z nacjonalistycznej i etatystycznej ideologii partii rządzącej, w myśl której wszystko, co się da, powinno być polskie i państwowe, a wszystko, co obce bądź prywatne, zagraża naszej suwerenności, przekonano Jarosława Kaczyńskiegokonieczności nacjonalizacji, czyli wykupywania zagranicznych banków przez banki polskie. W tym celu usiłowano (a nawet wciąż się usiłuje) doprowadzić do przyjęcia przez Sejm – w formie poprawki do ustawy o finansowaniu Komisji Nadzoru Finansowego – przepisu umożliwiającego przejmowanie w trybie administracyjnym banków mających trudności finansowe przez inne banki. Przyjęcie tej poprawki, forsowanej przez dotychczasowego przewodniczącego KNF Marka Chrzanowskiego, stwarzałoby możliwość szantażowania właścicieli polskich i zagranicznych banków, to znaczy wyłudzania od nich pieniędzy w zamian za powstrzymanie się od przejęcia, czyli de factozaboru ich banków przez państwo.

Śledztwo pod nadzorem Zbigniewa Ziobry

Genialny pomysł został wypróbowany na szefie Getin Noble Banku Leszku Czarneckim, od którego Marek…

View original post 2 640 słów więcej

Państwo mafijne na telefon

Sejmowa komisja finansów publicznych przyjęła w ekspresowym tempie poprawkę pozwalającą jednym bankom przejmować inne w złej kondycji finansowej.

8 listopada poprawkę przyjęli posłowie. Według RMF naciskał na to były już szef KNF Marek Chrzanowski – czytamy w portalu „Gazety Wyborczej”.

Dodajmy, że dokument został podpisany przez szefa klubu PiS marszałka Ryszarda Terleckiego.

Co ciekawe, marszałek zmiany do ustawy o kontroli systemu finansowego wniósł 7 listopada… z telefonem przy uchu.

Cóż, nie musi się znać na prawie bankowym, ale – jak zauważają internauci, nie zaszkodziłoby wizerunkowi partii nieco finezji. A tak – mamy marszałka na telefon. Czy coś nam to przypomina?

Chronologia zdarzeń dotycząca afery KNF. Również ciekawostka, o której wspomniał Bartosz Arłukowicz: za zmianami w prawie stoi wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki.

Depresja plemnika

W miarę jak kolejne media ujawniają bulwersujące kulisy afery korupcyjnej w Komisji Nadzoru Finansowego, odsłaniając elementy przeprowadzanego z całą bezwzględnością procesu doprowadzania prywatnych banków na skraj upadku, by następnie je “uratować” poprzez przejęcie przez państwo, rośnie napięcie wewnątrz obozu władzy, a oczom obserwatorów ukazuje się bezwzględna walka frakcji walczących o wpływy. Oderwanie obozu władzy od rzeczywistości jest totalne – moment ujawnienia skandalicznego procederu i idącej w dziesiątki milionów rocznie łapówki wykorzystują nie do zdiagnozowania problemu i jego zwalczenia, a do zabezpieczenia własnych interesów, najlepiej kosztem politycznych rywali wewnątrz obozu Zjednoczonej Prawicy.

Dobro państwa już dawno nie jest najważniejsze – liczy się władza i jej utrzymanie za wszelką cenę. Nie ma nawet cienia szansy na powołanie komisji śledczej czy rzetelne śledztwo, na które naciska opozycja oraz pewnie już wkrótce opinia publiczna. Do tej pory PiS był teflonowy i ujawnianie mniejsze lub większe afery (w sieci krąży już nawet lista 100 takich…

View original post 3 631 słów więcej

Afera pisowskiej grupy trzymającej władzę

Leszek Czarnecki – jak informuje „Gazeta Wyborcza” – twierdzi, że szef KNF oferował przychylność dla Getin Noble Banku w zamian za około 40 milionów złotych. Jeden z najbogatszych Polaków tę rozmowę nagrał i poinformował o wszystkim prokuraturę.

Szef KNF, Marek Chrzanowski – jak pisze „Gazeta Wyborcza” – zaprosił 28 marca na spotkanie jednego z najbogatszych Polaków. Jako, że rozmowa miała być w cztery oczy, Leszek Czarnecki zabrał ze sobą dyktafon, by nagrać rozmowę. Mim, że w gabinecie włączono antypodsłuchowe urządzenia i jedna z nagrywarek Czarneckiego przestała działać, druga jednak funkcjonowała bez problemu.

Szef KNF – jak pisze „Gazeta Wyborcza” – zapewniał o tym, że jest życzliwy wobec banków Czarneckiego. Potem opowiadał o planach członka KNF, rekomendowanego przez prezydenta, Zdzisława Sokala. Między nami, to Zdzisław ma swój plan, który wygląda w ten sposób, że on uważa, że Getin powinien upaść, za złotówkę zostać przejęty przez jeden z tych dużych banków i on chciałby dokapitalizować to kwot dwóch miliardów złotych. Czyli już ten bank, który to przejmie -tłumaczy. Obaj rozmówcy oceniają ten plan, jako niezgodny z prawem. Po prostu się zastanawiam, że tak powiem jaki jest cel działania drugiej strony. Bo jeżeli celem jest przejęcie tego banku za złotówkę i przekazanie go czy też znacjonalizowanie, to nazywam rzecz po imieniu: to jest po prostu kradzież. Coś nieprawdopodobnego – twierdził w odpowiedzi Leszek Czarnecki.

Podczas rozmowy – jak pisze „Wyborcza” – szef KNF zapytał założyciela Getin Banku „czy nie widzi jakiejś potrzeby zwiększenia swoich zasobów, jeżeli chodzi o prawników”. Zasugerował też, że wynagrodzenie tego prawnika, który miałby się zająć restrukturyzacją, powinno być powiązane z wynikami banków. Jak pisze „Wyborcza”, Chrzanowski miał pokazać wtedy kartkę z napisem „1 proc”. Wylądowała też wtedy na stole wizytówka radcy prawnego Grzegorza Kowalczyka, który przez cztery miesiące był członkiem rady nadzorczej GPW, rekomendowanym przez PKO BP.

Na koniec rozmowy Chrzanowski stwierdził, że w interesie polskiego systemu bankowego jest to, żeby ten bank [Getin Noble Bank] działałI tak, jak panu podkreśliłem, ja nie rozumiem tego, że w pewnych kręgach banki, które funkcjonują z kapitałem niemieckim, są lepiej traktowane niż banki, które funkcjonują z kapitałem polskim – miał powiedzieć szef KNF.

Po tej rozmowie Leszek Czarnecki nie spotkał się z prawnikiem, którego polecał mu jego rozmówca. Nie brałem tego w ogóle pod uwagę. To mogła być prowokacja, czy dam się skorumpować – tłumaczy „Gazecie Wyborczej”. Sugeruje też, że kontrola, która weszła do jego banku dwa miesiące po rozmowie z szefem KNF, to ostrzeżenie, by wreszcie porozmawiał z radcą prawnym.

Dopiero w maju przekazuje też nagrana swojemu prawnikowi, Romanowi Giertychowi, który wysyła zawiadomienie do prokuratury w listopadzie. Dlaczego tak długo zwlekano? To była bardzo trudna decyzja. Wiem, że po tym nastąpi burza. Musiałem przygotować banki, których jestem właścicielem – podsumował.

KNF: To próba wywierania wpływu

Na artykuł zareagowała już KNF. „Urząd KNF odczytuje opisane w artykule działania p. Leszka Czarneckiego jako próbę wywierania wpływu na Komisję Nadzoru Finansowego poprzez szantaż, o czym świadczy brak niezwłocznego powiadomienia prokuratury przez p. Czarneckiego w marcu br., do czego był zobowiązany w przypadku uzasadnionego podejrzenia popełnienia przestępstwa przez Przewodniczącego KNF. Informacje te pojawiają się w momencie, kiedy media donoszą o problemach związanych z procesem dystrybucji instrumentów finansowych spółki GetBack SA
przez Idea Bank SA i potencjalnych działaniach Komisji Nadzoru Finansowego w tym zakresie. Przewodniczący KNF Marek Chrzanowski podjął kroki prawne w związku z fałszywymi oskarżeniami wysuwanymi przez p. Czarneckiego oraz w związku ze zniesławieniem mającym na celu utratę zaufania publicznego” – czytamy w oświadczeniu, opublikowanym na stronie Komisji.

Urzędnicy dodają, że podczas spotkania, Leszek Czarnecki proponował zatrudnienie byłego zastępcy szefa KNF, Filipa Świtały w roli człowieka, który miał nadzorować restrukturyzację banku. „Wobec zgłaszania tych propozycji oraz ze względu na dobro banków i bezpieczeństwo ich klientów, Przewodniczący KNF wskazał, jako jedną z możliwości, zatrudnienie p. Grzegorza Kowalczyka, posiadającego odpowiednią wiedzę i doświadczenie” – tłumaczą. KNF zapewnia też w oświadczeniu, że nie padły żadne „konkretne kwoty” dotyczące jego wynagrodzenia, nie było też „obietnic, które miałyby wiązać się z działaniami organu nadzoru wobec banków p. Czarneckiego nie pozostającymi w zgodzie  z obowiązującymi przepisami prawa oraz nieadekwatnymi do ich rzeczywistej sytuacji”.

⚠️⚠️⚠️ Zobaczcie, co zaoferował Marek , przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego Getin Noble Bankowi w zamian za 40 mln zł „łapówki”.

Oczywiscie rozmowa nie byłaby kompletna bez tego typu wątków.

No to jak wezwał szefa KNF celem wyjaśnienia podejrzeń o korupcję, to ja jestem spokojny.

Jako szef banku Morawiecki „tylko” chciał skorumpować za stówkę (100 tys. zł) – z taśmy z podsłuchu w „Sowie & Przyjaciele”.

W zeszłym tygodniu miałem okazję pojeździć trochę po Polsce i spędzić sporo czasu na rozmowach z wyborcami. Bezcenne doświadczenie. Szczególnie gdy najświeższe obserwacje zestawia się z tymi sprzed, powiedzmy, dwóch lat. Wtedy dominowały desperacja, bezradność, a nawet poczucie beznadziei. Najczęściej padało pytanie: „jak długo to potrwa”, czasem w wersji „kiedy to się skończy”. Pytanie było w gruncie rzeczy prośbą o dodanie otuchy i o zapewnienie, że kiedyś, może nawet niedługo, „to” może się skończyć. Otóż dziś takie pytanie nie pada. Z prostego powodu. Ludzie czują, że perspektywa końca „tego” jest całkiem realna. Pytają więc, co zrobić, by ten koniec naprawdę nastąpił, a jeszcze częściej o to, jak poukładać Polskę po ewentualnym zwycięstwie. Nikt, absolutnie nikt, nie uważa, że zwycięstwo jest pewne. I jednocześnie wszyscy mają przekonanie, że jest możliwe. To zupełnie nowy przełom.

Autorytarna władza potrzebuje mitu. Najważniejszym mitem jest to, że jest niezwyciężona. Przeciwnik ma być sparaliżowany, jakby zahipnotyzowany przez gotową go ukąsić kobrę. Gdy jednak widzi on, że kobra dalej strzela jadem, ale jad nie zabija, odzyskuje poczucie mocy. Nie było większego pokazu niemocy PiS niż wystąpienie prezesa Kaczyńskiego, w którym twierdził, że „zwycięstwo PiS nie podlega żadnej dyskusji”. A już wymiar groteskowy miała sytuacja, gdy za chwilę okazało się, że nie można mu zadawać pytań. Podobny sens miałaby konferencja w sprawie niepodlegającego dyskusji fantastycznego sukcesu władzy w dziele organizacji obchodów Stulecia Niepodległości. Jasne, prezes tradycyjnie nie mówi do wszystkich Polaków, tylko do widzów TVP, którzy mają usłyszeć, że PiS wygrało. Skoro najważniejszy PKW (Prezes Kaczyński Wygrywa) ogłasza, że PiS wygrywa, to znaczy, że wygrywa. To zwycięstwo nie podlega jednak dyskusji tylko w tym sensie, że Kaczyński prawa do dyskusji oponentom odmawia. W sumie dość poruszający wyraz bezradności lidera PiS i jego podsycanej przez partyjnych współtowarzyszy wiary w magiczną moc własnych słów, które to przekonanie społeczeństwo podziela w stopniu coraz mniejszym. To słowo ciałem się nie stanie i między nami nie zamieszka.

Nie pozwolić PiS-owi na oddech, leży już na ringu, jest liczony, tak walnąć w papę, aby już się nie podniósł, aby nie hańbił imienia Polski.

Depresja plemnika

Eliza Michalik na koduj24.pl pisze o pisowskich politykach legitymizujących faszystów

Ulicami stolicy maszerowali ludzie, których jedynym celem jest odebranie głosu, prawa do istnienia i swobodnej ekspresji i zniszczenie każdego, kto nie podziela ich fanatycznych poglądów.

Niezależnie od propagandowych przekazów prawda jest oczywista – po trzech latach przygotowań na 100-lecie Niepodległości PiS zafundował nam marsz z faszystami. Można bawić się w dzielenie włosa na czworo i kombinować, mówić o „incydentach” z nacjonalistami, rasistami, narodowcami w tle, dwóch sektorach, dwóch oddzielonych od siebie częściach pochodu (tym lepszym i tym gorszym – jakie to charakterystyczne dla PiS), bagatelizować napaść na dziennikarkę „Gazety Wyborczej” – i próbować złagodzić w ten sposób wydźwięk tego bezprecedensowego wydarzenia, jak robi to rząd i jego satelickie media, tylko że to nie zmienia faktów.

A fakty są dokładnie takie, jak opisał i podał dalej w świat Francis Fukuyama, jeden z najbardziej znanych i liczących się filozofów politycznych na…

View original post 5 116 słów więcej

PiS boi się sztuki, bo ta siłą ekspresji obnaża ich zakłamanie

Warszawska artystka Ada Zielińska umieściła na Facebooku zdjęcie, które być może przejdzie do historii. Na fotografii widać młodą kobietę w przytulnym pokoju opartą o okno, za którym widać łuny rac z marszu narodowców. Zdjęcie opatrzone zostało podpisem „Dzień Niepodległości”.

Fotografia zrobiona została w pokoju w hotelu Novotel (dawnym Forum) w centrum Warszawy. Zdjęcie stało się hitem w internecie. Sama artystka przyznała, że jest tym zaskoczona. – „Nie spodziewałam się takiego zainteresowania. Zdjęcie było inscenizowane. Chciałam w jednym kadrze pokazać dwie Polski. Wiedziałam, że z okna Novotelu będzie dobrze widać marsz. Zabrałam ze sobą koleżankę i zrobiłam zdjęcie” – powiedziała „GW” Zielińska.

Artystka jest też autorką słynnego zdjęcia z Czarnego Protestu z 2016 r., na którym widać tysiące parasolek. Schroniły się pod nimi uczestniczki demonstracji przeciw zaostrzeniu przez PiS przepisów ustawy dopuszczającej aborcję.

>>>

Siła sztuki. Ada Zieliński potrafi uchwycić grozę oszalałego tłumu, który jest zagrożeniem dla jednostki, czyli dla życia. Państwo jest matwe, tylko życie godne uwiecznienia.

Depresja plemnika

Za sprawą polityki, za sprawą różnic ideowych, za sprawą faktów dokonanych i zapowiadanych wspólnota polska zamieniła się w zbiór kilku wspólnot, wobec siebie często wrogich. Można było ten dzień świętować w ramach tych wspólnot przede wszystkim, a czasami w przestrzeni otwartej (chociażby przy okazji odsłaniania pomników Ignacego Daszyńskiego czy Wincentego Witosa), na koncertach, na ulicach, w samorzutnej radości obywatelskiej i patriotycznej. Lecz w centrum uwagi pozostał galimatias i chaos, jaki wyprodukował obóz rządzący, na łapu-capu próbując uratować majestat państwa, powagę jego dostojników i najwyższych reprezentantów, uratować swoją legendę i politykę historyczną. Pojawiły się też w kontrze bądź w tle inicjatywy inne, odczytujące historię w inny sposób, a przede wszystkim całkowicie inaczej odczytujące sensy dzisiejszej polityki Polski i jej przyszłość.

Innym udało się świętować bez partyjnej młócki

Haniebna kapitulacja przed nacjonalistami

W tym nieuporządkowanym zbiorze zdarzeń, gestów i słów można wychwycić kilka silnych znaków i znamion.

Państwo zarządzane przez Jarosława Kaczyńskiego w sposób doprawdy niezrozumiały skompromitowało się na kilka sposobów (choć nie brakuje opinii, że to jest cecha jego…

View original post 1 856 słów więcej

Sprzątanie po PiS

>>>

Sprzątanie po PiS to będzie ogromny problem. Nie tylko w kraju. Kto jest w stanie podołać temu gigantycznemu wyzwaniu?

Chyba tylko Donald Tusk.

Piłsudski i Wałęsa mieli trudniejszą sytuację. Jeśli oni mogli pokonać bolszewików, to dlaczego wy nie mielibyście dać rady pokonać współczesnych bolszewików? – mówił w Łodzi Donald Tusk. Szef Rady Europejskiej w ramach Igrzysk Wolności wygłosił wykład pod tytułem „11 listopada 2018. Polska i Europa. Dwie rocznice, dwie lekcje”. To właśnie słowa o „współczesnych bolszewikach” obudziły najwięcej emocji. Coraz częściej mówi się o tym, że to zapowiedź powrotu byłego premiera do polskiej polityki. W niedzielę o 8.45 razem z Grzegorzem Schetyną, liderem PO, złoży kwiaty przed pomnikiem Józefa Piłsudskiego.

Więcej >>>

Kaczyński skończy sromotnie jak Janukowycz, albo Ceaușescu

Polska na 100-lecie niepodległości jest Polską niezgody, skłóconą, rozrywaną sprzecznymi emocjami. A to wszystko jest skutkiem dążenia wybranej demokratycznie rządzącej partii PiS do zniszczenia dorobku Polaków po 1989 roku i zamiany demokracji na rodzaj miękkiej, katolicko podbudowanej dyktatury politycznej. Jednakże rządząca partia, która dysponuje większością parlamentarną, nie jest większością społeczną, nigdy nie była i mam nadzieję, nigdy nie będzie! Więc reszta społeczeństwa w coraz większym stopniu zaczyna rozumieć zagrożenie i mam nadzieję, że zacznie bardziej aktywnie działać na rzecz obrony demokratycznego państwa prawa – mówi prof. Ireneusz Krzemiński, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego

KAMILA TERPIAŁ: Z czym dzisiaj kojarzy się Święto Niepodległości?

IRENEUSZ KRZEMIŃSKI: Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Właściwie nie wiadomo, co świętujemy, poza ogólnie sformułowaną wolnością, odzyskaniem wolności i państwa. Jakiego państwa? Jakie treści się za tym kryją? Wiadomo, że centralnym punktem jest marsz nacjonalistów i przedwojenne hasło „katolickie państwo narodu polskiego”. Nie wiem, czy chcę w ten sposób czcić rocznicę odzyskania niepodległości. Nie wiem nawet, kto jest prawdziwym bohaterem, nikt nie rozpoczął dyskusji na ten temat. Właściwie nie wiem, co obchodzę, obchodząc 100-lecie niepodległości! Wobec tego: jakie wnioski mamy z tego święta wyciągnąć? Na myśl przychodzi mi tylko jeden.

Jaki?
Przechodziłem w środę przez plac Piłsudskiego i zauważyłem, że pomnik Lecha Kaczyńskiego jest nieco większy i wybija się bardziej niż pomnik Józefa Piłsudskiego.

Mamy zatem na jednym placu dwóch bohaterów – Marszałka i byłego prezydenta, którego jedyną zasługą jest to, że otworzył Muzeum Powstania Warszawskiego i zginął w katastrofie, do której nie powinno dojść. To budowanie nieprawdziwego bohatera narodowego i dość kiepska treść obchodów tego 100-lecia.

Hanna Gronkiewicz-Waltz wydała zakaz Marszu Niepodległości. Po czym prezydent objął go swoim patronatem i uczynił wydarzeniem państwowym. Nie wiem, czy śmiać się, czy płakać?
Jak wiadomo, Andrzej Duda próbował coś wcześniej negocjować z nacjonalistami, zaprosił byłych prezydentów na obchody i Marsz Niepodległości, po czym sam się z tego wycofał. Teraz mamy bardziej skomplikowaną sytuację, niż wtedy, gdy odpowiadałem bezpośrednio na pani pytanie. Jest właśnie piątek wieczór i właściwie nie wiemy, co się będzie działo! Było pewne, że sąd zakwestionuje decyzję prezydent Gronkiewicz-Waltz, lecz jej decyzja była przeciwko marszowi, który zamienić się mógł w manifestację neofaszystów europejskich! Wszak udział zapowiedzieli neofaszyści włoscy, słowaccy i z paru innych krajów! Teraz ma być marsz prezydencko-rządowy, ale może będą dwa marsze?

Mam wrażenie, jakbym oglądał przedstawienie Sławomira Mrożka, ale nie na scenie teatralnej, tylko wielkiej, publicznej scenie Polski. Tylko to chyba przerasta nawet wyobraźnię Mrożka…

Dlaczego w ogóle wcześniej próbowali się dogadać z nacjonalistami?
Od początku rządów PiS-u obserwujemy, pomimo kilku niespójności, bardzo przychylną postawę wobec radykałów nacjonalistycznych, czyli polskich faszystów. Ich hasła nie różnią się niczym od tych, które znamy z historii. Władza myślała, że uda im się przejąć akcję narodowców. Tyle że najpierw, uchwalając ustawę o zgromadzeniach cyklicznych, zapewniono im prawo do organizacji marszu, później zapewne w jakiś sposób próbowano ich przekupić, ale się nie udało. W końcu oficjalnie przejęto. Ale podstawy prawne tej decyzji są bardzo wątpliwe!

Czym może zakończyć się taki flirt władzy tymi środowiskami?
Władza podejmuje też nieliczne akcje przeciwko radykałom, ale z reguły im sprzyja. Z jednej strony jest to chęć włączenia narodowców w ogólną nutę katolickiego państwa pseudodemokratycznego, ale z drugiej chodzi też o to, aby zachować nad nimi kontrolę, tak aby nie wystawali poza hasła narodowe, ale już nie faszystowsko-nacjonalistyczne.

PiS zjednoczony z częścią episkopatu chciałby całkowicie reprezentować nurt narodowy. Koniec końców, przedwojenny ONR działał legalnie tylko kilka miesięcy.

PiS-owi trudno będzie nad nimi zapanować?
To są tak naprawdę małe grupki, ale rosną w siłę, także intelektualnie. Oni się po prostu douczają. Z własnego doświadczenia wiem, że ludzie z ONR-u są coraz bardziej intelektualnie przygotowani, sięgnęli do obrzydliwej tradycji nacjonalizmu i faszyzmu polskiego, mają argumenty i sami się organizują. Skłonni są do podejmowania dyskusji, wysuwając argumenty, które ludzi mogą skołować. Tym bardziej że nie ma intelektualnego przeciwdziałania tego rodzaju ideologii.

Jeszcze raz przytoczę wyniki badań CBOS-u, z których wynika, że tylko 7 proc. badanych czuje się nacjonalistami, ale aż ok. 20 proc. nie potrafi powiedzieć, czy tak, czy nie. To jest ogromna, niezdecydowana część społeczeństwa i terytorium do podbicia przez zorganizowane grupki nacjonalistów. To może się wymknąć spod kontroli Jarosława Kaczyńskiego i jego dworu.

A wtedy będzie bardzo niebezpieczne, dlatego że będzie antagonizowało i tak już niezwykle zantagonizowaną scenę polityczną i społeczeństwo. Emocje całkowicie dominują nad racjami i argumentami. To może prowadzić do bardzo poważnych konsekwencji.

Dlaczego historia nas niczego nie uczy? Wiele osób pyta, jak to możliwe, że w kraju tak doświadczonym podczas II wojny światowej nacjonalizm podnosi głowę.
Odpowiedź można znaleźć w wizji przeszłości, w której własne winy są zrzucane na innych. Spore zasługi ma tutaj ojciec Tadeusz Rydzyk, który stworzył ideologię odwołującą się do tradycji nacjonalistycznych, umiejętnie je rozszerzył i pogłębił, budując nowoczesną wykładnię. W konsekwencji

podczas Święta Niepodległości kwiaty składane są nie tylko przed pomnikiem Romana Dmowskiego, ale ostatnio także – Józefa Piłsudskiego. Coś, co było różnymi wizjami Polski, kompletnie rozbieżnymi światopoglądami, okazuje się być czymś tożsamym, „zjednoczonym”! Obserwujemy zatracenie istotnej różnicy i nadanie polskości z jednej strony elementom, które wypracował Roman Dmowski, ale jednocześnie odwołanie się do tradycji narodu prześladowanego, czyli wizji romantycznej, z którą on walczył.

To my jesteśmy ofiarami, a za nasze klęski cały czas odpowiedzialne są Niemcy i Rosja. Jesteśmy też gnębieni przez Europę, a chcemy wybić się na własną niezależność, bo jesteśmy potęgą samą w sobie. A to idee, które jakoś przenikały słynne miesięcznice. Owszem, mamy elementy walki z takim myśleniem, ale to ciągle jest za mało, aby było polityczną przeciwwagą dla PiS-u.

Dlaczego nie potrafimy się cieszyć z odzyskania niepodległości?
Winna jest płytkość tych obchodów, nijakość, brak odwołania się do tego, co tak naprawdę stworzyło nowoczesną Polskę, czyli ruchu „Solidarności”. To jest przecież największy sukces tego 100-lecia, który odbudował Polską suwerenność i zbudował prawdziwą demokrację, którą teraz się niszczy. W dodatku zbudował wizję niepodległej Polski opartej na niepodległych obywatelach, a więc wolnym państwie opartym na prawach człowieka i obywatela. Nie można się jednak do tego odwołać, bo

przecież nie można wspomnieć o Lechu Wałęsie czy Tadeuszu Mazowieckim lub Bronisławie Geremku i innych bohaterach, którzy dla PiS-u stali się antybohaterami. Dlatego 11 listopada będzie jeden akcent, który będzie kompromitacją Polski i będzie budził sprzeciw wielu obywateli, czyli akcent nacjonalistyczny, neofaszystowski. To bardzo przygnębiające.

Powinna zmobilizować się druga strona, która nie zgadza się z tymi hasłami?
Mam nadzieję, że się zmobilizuje i wyjdzie na ulice, bo to pokaże, w jakim stanie jesteśmy, że nie ma jednej przekonującej wykładni przeszłości, jesteśmy w trakcie walki o to, co ma być polską tradycją, prawdziwym osiągnięciem. To będzie oddawało prawdziwy sens tych obchodów. Polska na 100-lecie niepodległości jest Polską niezgody, skłóconą, rozrywaną sprzecznymi emocjami. A to wszystko jest skutkiem dążenia wybranej demokratycznie rządzącej partii PiS do zniszczenia dorobku Polaków po 1989 roku i zamiany demokracji na rodzaj miękkiej, katolicko podbudowanej dyktatury politycznej. Jednakże

rządząca partia, która dysponuje większością parlamentarną, nie jest większością społeczną, nigdy nie była i mam nadzieję, nigdy nie będzie! Więc reszta społeczeństwa w coraz większym stopniu zaczyna rozumieć zagrożenie i mam nadzieję, że zacznie bardziej aktywnie działać na rzecz obrony demokratycznego państwa prawa.

Jaka jest rola Kościoła w budowaniu tej wizji historii i państwa?
W ostatnią niedzielę czytano w kościołach list Konferencji Episkopatu Polski na temat 100-lecia odzyskania niepodległości, przygotowany zresztą parę miesięcy wcześniej. Dla mnie jest to dokument zastraszający. Pokazuje, że mamy do czynienia z nakładaniem się działania politycznego PiS-u i większości kościelnych władz. Ani razu nie pada w nim słowo demokracja, nie ma mowy o miłości do ojczyzny i między narodami, kategorii pokoju i szacunku. Nie ma też mowy o udziale Kościoła w walce o wolną, demokratyczną i obywatelską Polskę „Solidarności”. Bardzo charakterystyczne, prawda?

Polityka PiS-u w pigułce?
Mamy delikatniejszą wersję „katolickiego państwa narodu polskiego”.

Co wynik wyborów samorządowych zmienił na scenie politycznej?
Z jednej strony te wybory zostały wygrane przez PiS, a z drugiej wcale nie zostały wygrane. Pokazały, że rośnie siła oporu społecznego.

Pomimo obrzydliwej propagandy obozu władzy Polacy zachowali swój rozsądek. PiS przegrał właściwie we wszystkich miastach, a to świadczy o tym, że kwestia samorządności i porządku społecznego, który nie jest państwem scentralizowanym, jest dla ludzi ważna. Odpowiedź na dążenia PiS-u jest jednoznaczna – żadnego centralizmu nie chcemy.

Jest więc nadzieja na umocnienie się ducha walki o demokratyczne, obywatelskie państwo prawa. Państwo, w którym władza jest kontrolowana w różnoraki sposób w interesie obywateli.

Poza tym to jest jasny sygnał, że pochód narodowego populizmu PiS-u jest do zatrzymania. Powtarzam to jak mantrę, że gdyby działania opozycji były mądrzejsze, bardziej przemyślane, pokazywały pożytki z demokracji, otwierały perspektywę na przyszłość, to wyniki obozu władzy byłyby gorsze. To nie były zwykłe wybory samorządowe i element ogólnopolskiej polityki, tak jak w wyborach parlamentarnych, odgrywał bardzo ważną rolę. Przypuszczam, że tak samo będzie w przypadku wyborów do PE.

Najważniejszym zadaniem dla opozycji jest stworzenie oddolnego ruchu, który będzie przekonywał do tego, żebyśmy zostali demokracją w Europie.

Ważne, żeby opozycja razem próbowała tworzyć taki ruch?
Wyobrażam sobie, że można stworzyć taki obraz koalicji, w której każdy zachowuje swoją tożsamość, ale wskazuje wspólny cel – nie tylko pognębienie PiS-u, ale także pokazanie innej propozycji odzyskania demokratycznego i bardziej sprawiedliwego niż dotąd państwa. Do tego potrzeba inteligentnych przywódców.

Taka mobilizacja wyborców i wynik wyborów był do przewidzenia?
Wydaje mi się, że tak. Chociaż kilka wyników było zaskakujących, m.in. wygrana w I turze Rafała Trzaskowskiego. Mobilizacja dotyczyła przede wszystkim tych, którzy byli obrażeni na PO, do tego dołączył jeszcze nowy prodemokratyczny elektorat. Badania pokazują, że akceptacja liberalnej demokracji, uznanie jej za ważny ustrój, chęć angażowania się po jej stronie w ciągu dwóch lat znacząco wzrosła i utrzymuje się na wysokim poziomie. Okazało się, że deklaracje zaczynają się przekładać na społeczne zachowania.

Kaczyński skończy sromotnie jak Janukowycz, albo Nicolae Ceaușescu.

Depresja plemnika

Przemówienie Donalda Tuska iskrzyło od odniesień do współczesnej sytuacji w Polsce. Szef Rady Europejskiej mówił o „współczesnych bolszewikach” i antyeuropejskich postawach. – To dla niego początek kampanii i już widać, jakie będą jej główne kierunki – mówi w rozmowie z Gazeta.pl dr Bartłomiej Biskup z Uniwersytetu Warszawskiego.

Donald Tusk w ramach Igrzysk Wolności wygłosił wykład pod tytułem „11 Listopada 2018. Polska i Europa. Dwie rocznice, dwie lekcje”. Szef Rady Europejskiej po historycznym wprowadzeniu płynnie przeszedł do współczesności. Kreśląc obraz współczesnej Europy były premier mówił o „brunatnym, jednoznacznie antyeuropejskim” i „nacjonalistycznym” nurcie w Europie. Jednak jedno z najmocniejszych sformułowań padło, gdy mówił o Polsce:

Liczcie przede wszystkim na siebie. Józef Piłsudski, kiedy pokonywał bolszewików, a więc bronił zachodu, to miał trochę trudniejszą sytuację niż my dzisiaj. Kiedy Lech Wałęsa pokonywał bolszewików w symbolicznym sensie, to miał o wiele trudniejszą sytuację. Skoro oni dali radę pokonać bolszewików, dlaczego wy nie mielibyście…

View original post 2 515 słów więcej