Archiwa tagu: Jan Hartman

Hartman o niemoralności i obłudzie PiS i Kościoła kat.

Prof. Jan Hartman na temat potencjalnej „zgody narodowej” sympatyków PiS oraz zwolenników Kościoła katolickiego z osobami o odmiennych poglądach na wiarę i Państwo.

Cały felieton Hartmana >>>

Kmicic z chesterfieldem

13-letnia Inga Zasowska zwraca uwagę polityków na fatalny wpływ ich polityki na klimat. Mimo że kilka dni temu zakończyła rok szkolny to, zamiast oddawać się beztrosce wakacji, zdecydowała udać się przed Sejm, aby zaprotestować.

Polska zablokowała europejską neutralność klimatyczną. – Zaciągnięcie hamulca w sprawie zintegrowanego, wspólnego, spójnego i intensywnego projektu dotyczącego neutralności klimatycznej to polityka samobójcza – komentuje Andrzej Halicki, europoseł PO. Poza tym KE ostrzega, że pieniądze na walkę ze smogiem są wydawane nieefektywnie i stawia ultimatum. Polska może stracić część unijnych pieniędzy.

Idea została zablokowana przez rządy Polski, Węgier, Czech i Estonii. Dlaczego? Oficjalnym powodem jest brak doprecyzowania, jak ma wyglądać droga do neutralności klimatycznej.

Unia Europejska chciała określić konkretne ramy, które pozwoliłyby osiągnąć w 2050 r. neutralność klimatyczną. Ów termin nabrał mocy pod koniec ubiegłego roku, kiedy stało się jasne, że UE chce szybciej wdrażać w życie postanowienia Porozumień Paryskich. Zwłaszcza po tym, jak wycofał się z nich prezydent USA Donald Trump.

Oczywiste jest, że taka strategia uderzy w gospodarki w sporej mierze uzależnione od węgla. Ta…

View original post 2 707 słów więcej

 

Reklamy

Sekta, smród zgnilizny, watykanskie szambo. O Kościele po filmie „Tylko nie mów nikomu”

Arcybiskup Sławoj Leszek Głódź wypowiedział się dzisiaj w Krakowie na temat filmu „Tylko nie mów nikomu” poświęconemu pedofilii w Kościele Katolickim.

Abp Marek Jędraszewski w najbliższym tygodniu ma zjawić się w Poznaniu, aby odprawić mszę z okazji 100-lecia Liceum nr 1 im. Karola Marcinkowskiego.

Manuela Gretkowska wypowiedziała się na temat filmu Tomasza Sekielskiego „Tylko nie mówi nikomu” o pedofilii w polskim Kościele katolickim. Pisarka w swoim komentarzu odniosła się do słów dziennikarza Szymona Hołowni, który obejrzał fragment dokumentu.

„Tylko nie mów nikomu” wstrząsa, boli. Konieczne pilne działania władz i organów ścigania, zdecydowana postawa instytucji publicznych i wielu, dziś wstrząśnięty katolików. Dość zaburzeń w relacjach państwo-kościół. Rozdział i jasne zasady, tego się domagamy – mówi Barbara Nowacka z Koalicji Europejskiej.

Aktor i działacz społeczny Krzysztof Pieczyński (stowarzyszenie Polska Laicka) skomentował dokument „Tylko nie mów nikomu” Tomasza Sekielskiego o pedofilii w Kościele katolickim.

Film braci Sekielskich oczywiście wstrząsający. Oprócz osobistych tragedii pokazuje systemowe mechanizmy, które sprzyjają pedofilii w kościele i pomagają w ochronie przestępców. Wykorzystajmy szok wywołany filmem jako szansę na rozprawienie się z tym koszmarnym zjawiskiem.

Wielokrotnie w wywiadach głośno podkreślałem, że kościół polski jako instytucję, ominęło Oświecenie. To nie ma nic do wspólnoty wiernych czy samej treści religii. To kościół jako instytucja wymaga reformy. Proponuję taki plan:

1. Stwórzmy państwową komisję (o szerokim autorytecie publicznym i z reprezentacją środowisk obywatelskich ) do walki z pedofilią. Zróbmy użytek ze sprawdzonych rozwiązań w innych krajach: w Stanach Zjednoczonych, Australii, Irlandii, Wielkiej Brytanii i innych. Obrona dzieci i wymierzanie sprawiedliwości to zadanie dla państwa, nie dla kościoła.

2. Niech komisja i państwowe organy ścigania uzyskają pełny dostęp do archiwów kościelnych. Niestety najpewniej kryje się tam masa informacji o przestępstwach i próbach ich tuszowania, które nie zostały ujęte w statystykach niedawno ogłoszonych przez Konferencję Episkopatu.

3. Wprowadźmy przejrzystość postępowań kościelnych w sprawach dotyczących podejrzeń o pedofilię. Oczywiście w poszanowaniu takich praw jak prywatność czy godność osobista. Zbyt często poufność wewnętrznych procedur kościelnych służy do faktycznej ochrony przestępców.

4. Zamiatanie przypadków pedofilii pod dywan przez przełożonych i innych powinno być konsekwentnie karane jako współudział w przestępstwie. Wszelkie zmiany w wewnętrznych procedurach kościoła w ostatnich latach są potrzebne i ważne. Ale indolencja i odwracanie oczu pozostaje jednym z głównych systemowych problemów, który trzeba wyeliminować. Upewnijmy się, że wykorzystujemy wszelkie narzędzia prawne, które mamy do dyspozycji.

5. Konkordat minus? Sprawdźmy, czy umowa konkordatowa nie roztacza parasola ochronnego nad przestępcami. Renegocjujmy ją, jeśli tego wymaga ochrona dzieci przed przestępstwami seksualnymi.

6. Wreszcie — wzmacniajmy programy i instytucje wsparcia dla ofiar (rządowe i pozarządowe). Stwórzmy programy edukacyjne na wzmocnienie cielesnej suwerenności dzieci (w wieku przedszkolnym i szkolnym). Na filmie widzimy, że dzieci zbyt często są bezradne wobec presji ze strony starszych, silniejszych osób, które w wielu przypadkach cieszą się niezasłużonym autorytetem.

Ruja i poróbstwo klechów to mało powiedziane.

Depresja plemnika

Przykładem cynicznej i wyrachowanej manipulacji po ujawnieniu przypadków pedofilii w polskim kościele jest postawa TVP i przyjęta narracja „Wiadomości”, przypominająca stara radziecką technikę propagandową. Na zarzut odpowiada się niewygodnym dla pytającego stwierdzeniem, które ma go zdyskredytować Kiedyś brzmiało to tak „…a w USA biją murzynów”.

Widać wyraźnie, że „argument murzyński” do dziś nie stracił na swojej aktualności i objawił się w całej krasie przy okazji premiery dokumentu braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu”.

Telewizja publiczna w materiale „Podwójne standardy opozycji”, nie wspominając o nim w ogóle, skupiła się ni z tego, ni z owego, na osobach trzech pedofilów, którzy – zdaniem PiSowskich dziennikarzy – byli związani z opozycją.

Zaprezentowano więc sylwetkę Piotra Z., byłego radnego PO ze Słupska, który został skazany w 2012 r. za czyny…

View original post 665 słów więcej

 

Burdel w Watykanie

Filozof prof. Jan Hartman na temat Kościoła katolickiego.

Tusk, Donald Tusk

Prof. Jan Hartman zachwycony wystąpieniem przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska.

Depresja plemnika

„Proszę pani, Podlasie, Lubelszczyzna, Białystok, Elbląg oraz cała wschodnia Polska NIE SĄ „CZĘŚCIĄ” Rosji ani Białorusi… Jakie szkoły pani kończyła…? Proszę opanować swą POGARDĘ dla Polski. PIS szanuje WSZYSTKICH Polaków, którzy GŁOSUJĄ NA PIS” [pisownia oryg. – przyp. red.] – to odpowiedź Krystyny Pawłowicz na wpis posłanki PO Joanny Muchy. Cóż, czyli tych, którzy na tę partię nie głosują, PiS nie szanuje. Można też powiedzieć, że po części to powielenie niedawnych słów prezesa PiS, który niepełnosprawnej kobiecie powiedział: „Proszę nas popierać, a nie przeszkadzać”!

Co takiego napisała Mucha, że wywołała taką reakcję Pawłowicz? – „Polska sercem Europy” … Wschodniej. Czyli tej części, gdzie leży europejska cześć Rosji i Białoruś. Pamiętajcie o tym, kiedy po raz kolejny zobaczycie hasło wyborcze PiSu” – brzmiał wpis posłanki PO. W dyskusję na Twitterze włączyła się inna posłanka PO Krystyna Skowrońska. – „Wam ku­ry szczać pro­wadzić, a nie po­litykę robić” jak mawiał klasyk” – napisała…

View original post 2 375 słów więcej

Ciemnogród sami sobie fundnęliśmy i sami musimy go przegnać

Te ponad 5 mln może dać PiS-owi albo 48 proc., albo 30 proc. Wszystko zależy od tego, kogo i ilu z pozostałych 26 mln zaniepokoi to, co się w kraju dzieje. Ile osób będzie w stanie sobie uświadomić i powiedzieć, że cztery lata autorytarno-klientelistycznego reżimu, który nie ma żadnego pomysłu na przyszłość kraju, to dostateczny czas, by się opamiętać – mówi prof. Radosław Markowski, politolog, dyrektor Centrum Studiów nad Demokracją Uniwersytetu SWPS. Pytany też o strajk nauczycieli, strategię PiS, partycypację wyborczą i preferencje Polaków, a także zbliżające się wybory do Sejmu. – PiS wierzy, i pewnie ma rację, że Polak prędzej zrozumie 100 zł włożone do kieszeni, niż nawet 1000 wydane na infrastrukturę, służbę zdrowia, ścieżki rowerowe, oświatę i inne kulturowe inwestycje. Ten obraz jest nie najlepszy, ale po części sami jesteśmy winni, że tak się dzieje – mówi prof. Markowski.

JUSTYNA KOĆ: W tygodniu przedświątecznym opublikowano kolejne sondaże. W jednym przewaga PiS-u nad opozycją to zaledwie 2 punkty procentowe (38 proc. PiS, 36 proc. KE), Wiosna 10 proc., Kukiz ’15 tylko 6. W drugim sondażu z tego samego okresu z innej pracowni PiS ma 41 proc., a KE 27 proc. Jak to rozumieć?

RADOSŁAW MARKOWSKI: Większość dzisiejszych sondaży jest po prostu podłej jakości. Proponuję, żeby dyrektorzy ośrodków badania opinii publicznej, tak jak jest w dobrej tradycji demokracji, na kilka dni przed wyborami pokazali, jak są w stanie przewidzieć wynik wyborów i podali go do publicznej wiadomości. Jeżeli ten wynik będzie się różnić więcej niż 3-4 punkty, to proponuję, żeby podali się do dymisji i ustąpili pola tym, którzy mają lepsze pomysły, jak badać poparcie, jak ważyć próbę, jak stosować wielokrotne imputacje i inne metody, a czego w Polsce w ogóle się nie stosuje. Przed ostatnimi wyborami samorządowymi wyniki , szczególnie jednego ośrodka, były kompletnie rozbieżne, nawet o 10 punktów procentowych od realnego wyniku. Rzeczywiście coś trzeba z tym zrobić, bo jest to wielka niedoskonałość naszego życia publicznego. Wiadomo, że niewielkie różnice mogą wynikać z błędu badania i są dopuszczalne, ale kilkunastoprocentowe różnice to przesada. Ktoś, mówiąc kolokwialnie, powinien za to beknąć. Gdybyśmy poszli do mechanika samochodowego albo lekarza czy zaprosili elektryka do domu, który tak by wykonał swoją pracę, to zostałby pociągnięty do odpowiedzialności z kodeksu cywilnego. Tym bardziej, gdy to się dzieje za publiczne pieniądze.

Co do sondażu, gdzie różnica jest niewielka, to

wiadomo, że są dwa wielkie bloki, jeden z nich wygra w bardzo niewielkim stopniu, prawdopodobnie jeszcze Wiosna i Kukiz mają szanse wprowadzić więcej, niż jednego posła, i tyle.

Sondaże pokazują również prawie po połowie poparcie dla strajku nauczycieli. Wyborcy PiS-u są przeciw, a opozycji za?
Tu jest bardzo wyraźne rozbicie. Prawie ¾ wyborców PiS-u nie popiera strajku, jest mu przeciwna, bo słucha w telewizji rządowej, kiedyś zwanej publiczną, i kupuje te argumenty, że „nauczyciele to nieroby”. Za dużo nie czytają i sami nie korzystali za długo ze szkoły. Moim zdaniem ważniejsze jest jednak to drugie pytanie z tego sondażu: kto jest winny, że nie dochodzi do porozumienia? I tam jest już zupełnie inny wynik. Tych, którzy uważają, że rząd jest winny, jest najwięcej, że obie strony są winne – uważa podobna liczna badanych, natomiast jest znacznie mniej tych, którzy uważają, że to nauczyciele są winni. Zatem jak badani mówią, że nie popierają strajku, to dlatego, że część z nich jest indoktrynowana i zmanipulowana przez pisowską propagandę, a druga część ma codzienne kłopoty, z kim zostawić dziecko, co będzie z egzaminami, co z maturami. Powody zatem, dla których ludzie nie popierają strajku, mogą mieć różne podłoże. Mogą oni popierać postulaty nauczycieli, ale być przeciwnym strajkowi ze względu na te codzienne niedogodności.

Czy te wyniki sondaży mogą utwierdzać PiS w przekonaniu, że powinien iść na zwarcie z nauczycielami, bo nie będzie tu dużych strat społecznych dla partii?
Są dwa powody takiego zachowania rządu PiS. Po pierwsze,

ten strajk to znakomite – z ich punktu widzenia – wydarzenie, gdyż pozwala odwrócić uwagę społeczeństwa od tego, co jeszcze miesiąc temu było najważniejszym problemem, czyli Jarosław K., który jest inwestorem i biznesmenem, od całej sprawy afery z wieżami, afery KNF, sprawy zarobków w NBP i zarobków pani Martyny.

Druga przyczyna jest głębsza. Nauczyciele byli od początku rozczarowani zamysłem reformy Zalewskiej, czyli – mówiąc wprost – wprowadzaniem złych rozwiązań do oświaty. PiS od dawna wie, że nie ma co próbować się nauczycielom przypodobać, bo i tak tam nic nie zyska. W większości u nauczycieli PiS ma „krechę” za to, co zrobił z systemem oświaty. Zatem wielce prawdopodobnie, że gdyby nawet poszli na zaspokojenie ich potrzeb, i tak wyborczo niewiele by to przyniosło. Pomijam już fakt, że PiS-owi nie zależy na tym, żeby była sensowna oświata. Karygodne jest także to, co dzieje się z nauką; nowe regulacje np. zrównują publikacje w przysłowiowym „świerszczyku” ze szkoły pożarniczej z uznanymi międzynarodowymi wydawnictwami. Nowy zaproponowany system nadawania tytułów i uzyskiwania stopni naukowych pomniejsza znacząco rzeczywiste dokonania naukowe. Kompetencje i prawdziwe autorytety będą odchodzić, a miejsce jest robione dla miernot i karierowiczów. Zatrważający obraz zgłoszonych kandydatów do Rady Doskonałości Naukowej jest pierwszym przejawem upadku jakości nauki. W dyscyplinach, na których się znam, kandydują do niej osoby mające zerowy (słownie: zerowy) dorobek naukowy – kandydują tam osoby, które nigdy nigdzie nie opublikowali czegokolwiek, co miałoby naukowy sens, nie są członkami rad redakcyjnych ważnych czasopism, nie zdobyli żadnego międzynarodowego grantu itd.

Sam fakt, że bezkrytyczni karierowicze pchają się na decyzyjne stanowiska, nie dziwi, tak było zawsze, ale w tym przypadku to instytucje niejako delegują ich na nie. To jest przerażające, bo te dwa systemy – oświatowy i szkolnictwa wyższego – to są zamknięte obiegi. Za chwilę będziemy mieli takich – uzupełnionych absolwentami Rydzyka i wydziałów teologicznych – „naukowców”, którzy będą dokonywali oceny naukowej innych. To signum temporis.

Dlaczego PiS jest ciągle mocny w sondażach? Skoro eksperci zastępowani są miernotami, brakuje pieniędzy na terapię onkologiczną (ostatnio w Białymstoku), konfliktujemy się z Brukselą, Szydło przegrywa 27:1 itp.
To jest prosta matematyka; jest niewiele ponad 5 mln zdeterminowanych ludzi, którym pod żadną szerokością geograficzną i żadnym innym rządem nie mogło się zdarzyć to, co się zdarzyło, że dostają duże pieniądze za nicnierobienie, „wystarczy być” i się dostaje. Natomiast ci, którzy ciężko pracują, nie zawsze – chociażby nauczyciele czy młoda kadra naukowa. Gdyby pieniędzy było w nadmiarze i gdybyśmy mieli wzrost gospodarczy typu chińskiego sprzed 20 lat, 15 proc., to wszystkim by starczyło, ale tak nie jest, zatem trzeba się decydować, komu dać. Czy promujemy inwestycje, innowacje, czy własny elektorat. Oczywiście każdy kraj może przez kilka lat bezsensownie rozrzucać pieniądze. Pytanie jest tylko, co potem. Może dlatego ja coraz bardziej skłaniam się ku temu, choć trudno mi to powiedzieć, ale może niech PiS wygra następne wybory i zje tę żabę, niech poniesie wszystkie konsekwencje politycznego rozdawnictwa pieniędzy…

Ma pan na myśli plan rządu na OFE?
To jest czyste złodziejstwo, łapy precz od OFE. Ja zainwestowałem w ten fundusz, ponieważ gwarantuje on dziedziczenie. Teraz albo ukradną mi z tego 15 proc., albo moje środki zostaną przekazane do ZUS-u. Tylko wtedy moje dzieci nie będą mogły ich dziedziczyć…

Zastanawiam się, czy w tej sytuacji nie możemy jako obywatele wytaczać indywidualnie procesów rządowi, bo to jest kradzież.

To tak samo, jakby jutro przyszedł pan Morawiecki i narzucił mi, jakim samochodem mam jeździć. Ja mam prawo kupić sobie stary lub zawodny samochód; to jest moja decyzja i ja za nią odpowiadam. Tak samo mam prawo zadysponować swoimi oszczędnościami czy „emerytalnymi” pieniędzmi w sposób, który zdaniem rządzących jest niezbyt racjonalny. Bo to moja decyzja i moje pieniądze.

Skok na pieniądze zaszkodzi rządzącym?
Obecnie w kraju odbywają się gigantyczne transfery pieniędzy i może pora, aby ci, co to sponsorują, się obudzili.

Czyli obywatele.
Ciężko pracujący ludzie, sklepikarze, taksówkarze, kierowcy, pracujący na własny rachunek… Ciężko harujący po wiele godzin na dobę. W każdym społeczeństwie jesteśmy zobowiązani do pewnego solidaryzmu, do wyrównywania szans, zwłaszcza młodym, redystrybucji dóbr do tych, którym się gorzej powodzi, ale nie można z tego zrobić politycznej hucpy – finansowania swoich wyborców. Wracamy do wątku o poparciu. Ci, którzy liczą, że ktoś się rozczaruję, zniechęci z tych 5 mln popierających PiS, myli się. Tym bardziej, że „kropidło” też jest po tamtej stronie, zaraz z ambony popłynie szerokie poparcie, quasi-faszyści się odezwą, którzy powiedzą, kto jest dobrym, a kto złym Polakiem. Tu działa wielki, dobrze naoliwiony mechanizm i te 5 mln jest nie do ruszenia.

Te ponad 5 mln może dać PiS-owi albo 48 proc., albo 30 proc. Wszystko zależy od tego, kogo i ilu z pozostałych 26 mln zaniepokoi to, co się w kraju dzieje. Ile osób będzie w stanie sobie uświadomić i powiedzieć, że cztery lata autorytarno-klientelistycznego reżimu, który nie ma żadnego pomysłu na przyszłość kraju, to dostateczny czas, by się opamiętać.

Zatem co jest gorsze? Mówiąc językiem Donalda Tuska, dla kogo jest specjalne miejsce w piekle: dla tych, co głosują na PiS, czy dla tych, którzy na wybory w ogóle nie chodzą?
Oczywiście w tych 5 mln są i karierowicze, zresztą oni znajdą sobie miejsce przy każdej władzy, jest i duża grupa, która znacząco zyskała. Polska nadal jest biednym krajem i dla części 500 Plus było dobrym pomysłem i należało im się chociażby z punktu widzenia wyrównywania szans. Natomiast duży odsetek ludzi po prostu jest zagubiony w tym chaosie fałszu i zakłamania, które leje się codziennie z mediów publicznych. To jest powód do troski. Tak samo jak brak ogólnie uznanych autorytetów. Proszę zwrócić uwagę, że

jeszcze na razie, jak idziemy do doktora i on przepisuje lekarstwo, to się go słucha, ale już w kwestii szczepionek niekoniecznie. I jest ten przerażający fakt, że coraz mniej ludzi czyta wartościowe książki, coraz mniej osób sięga do faktów, nie umie ich odszukać, w końcu – nie wierzy w nie.

Praktycznie nikt nie sięga do roczników statystycznych, a można z nich się dowiedzieć, że od dwóch lat mamy zastraszająco zwiększającą się śmiertelność. Po raz pierwszy od transformacji długość ludzkiego życia w Polsce się skraca. Eksperci twierdzą, że tylko połowę tego wzrostu śmiertelności można przypisać tzw. demograficznym trendom. Druga połowa to dysfunkcjonalność służby zdrowia, niezrozumiała chęć dymienia z kominów węglem, to, co się dzieje na SOR-ach itd. To też wygląda na zamysł, który Orbán zaczął wprowadzać w 2010-11 roku: ograniczyć, skrócić edukację, bo po co nam studenci, wykształcone społeczeństwo. Takim przychodzą do głowy różne dziwne pomysły, aby protestować, domagać się praworządności, praw obywateli, a jeszcze naczytają się konstytucji i domagają się, by ją respektować. Rządowi takie społeczeństwo nie jest potrzebne, skoro można mieć do czynienia z subiektem wierzącym w inne racje i raz na jakiś czas zapędzać go do wyborów.

PiS wierzy, i pewnie ma rację, że Polak prędzej zrozumie 100 zł włożone do kieszeni, niż nawet 1000 wydane na infrastrukturę, służbę zdrowia, ścieżki rowerowe, oświatę i inne kulturowe inwestycje. Ten obraz jest nie najlepszy, ale po części sami jesteśmy winni, że tak się dzieje.

Jeżeli Ciemnogród wygra, na długo pogrąży Polskę!

Depresja plemnika

Poseł Marek Sowa zapytał Ministerstwo Edukacji Narodowej, ilu katechetów państwo zatrudnia w placówkach publicznych.

MEN odpowiedziało na zapytanie posła Sowy ws. zatrudniania nauczycieli religii w szkołach i  przedszkolach. 

Mieszkańcy Pruchnika (woj. podkarpacki) zorganizowali w Wielki Piątek sąd nad Judaszem.

Kukła Żyda została w pierwszej kolejności powieszona na latarni. Następnie ciągnięto ją po ziemi, okładano kijami, podpalono i wrzucono do rzeki. 

Mateusz Morawiecki w minionym tygodniu udał się z dwudniową wizytą do Stanów Zjednoczonych. W czasie rozmowy z amerykańskimi mediami kolejny raz zaatakował polskich sędziów.

Filozof prof. Jan Hartman zareagował na niedzielne wystąpienie metropolity gdańskiego abp Leszka Sławoja Głódzia w bazylice w Gdańsku-Oliwie.

Polskie władze odniosły się do zamachów…

View original post 13 słów więcej

Obalić Kaczyńskiego to nasz obowiązek

Beata Szydło wypowiedziała się na temat wyboru Donalda Tuska na drugą kadencję przewodniczącego Rady Europejskiej.

Obalić Kaczyńskiego to nasz obowiązek!

Depresja plemnika

Marzy mi się, aby nauczyciele wywołali falę, która przyniesie obalenie reżimu – tak jak 30 lat temu. Obalenie w wyborach, rzecz jasna. Tylko czy nauczyciele mogą poczuć się jak stoczniowcy Gdańska i Szczecina?

View original post 1 895 słów więcej

Rosyjska agentura rządzi PiS-em, a w konsekwencji Polską?

Liczba doniesień o uzależnieniu Polski od Rosji, która na różne sposoby steruje polskimi politykami z PiS i okolic, przekroczyła już dawno masę krytyczną, powyżej której wszelki racjonalny opór ustaje. Z narracji Piątka o Macierewiczu wynika jasno, że ten szaleniec przez całe dekady monitorowany jest i inspirowany przez rosyjskich agentów. Również tropy afery taśmowej prowadzą do Falenty, pisowskich agentów w służbach, no i, rzecz jasna, do Rosji.

Ktoś był zaskoczony? Nawet żałosny Andruszkiewicz, choć tak drobnego jest sortu, obstawiony jest ruską agenturą i namierzony przez Political Capital Institute jako tzw. agent wpływu. Rasistowskie męty, przebrane za bogobojnych polonusów, dziwni sponsorzy nabożnych „dzieł” medialnych, owi wielcy przyjaciele Polski i Pana Antoniego – to samo. W mediach zatrzęsienie publikacji na ten temat, ale jako że nic z tym nie możemy zrobić ani na to poradzić, to po prostu łykamy te niusy i jedziemy dalej. Nasza bezsilność – ich bezkarność. Taki jest teraz układ sił i emocji.

W sieci aż się roi od polskojęzycznych propagandowych tożsamości agenturalnych. Niezliczone wpisy, komentarze, a nawet całe media – polska sieć staje się w coraz większym stopniu bajorem zamulanym przez ruskie boty, a raczej rynsztokiem. Trudno powiedzieć, jak daleko sięga rosyjska infiltracja, ale skoro Tomasz Piątek i Grzegorz Rzeczkowski twierdzą, że sięga najbliższych doradców Kaczyńskiego, to dlaczego mielibyśmy im nie wierzyć? To zawodowcy, wykonujący bardzo specjalistyczną i niebezpieczną pracę śledczą. Bylibyśmy niewdzięcznikami, lekceważąc efekty ich śledztw. Zresztą skoro od dawna już wiadomo, że rosyjskie służby starają się wspierać warchołów, faszystów i innych rozrabiaków na całym świecie, a nawet mieszać się do wyborów w USA i zachodniej Europie, to niby dlaczego mielibyśmy jakoś specjalnie nie dowierzać wiadomościom o dziwnych relacjach polskich polityków z dziwnymi ludźmi ze Wschodu?

Przy tym horrorze, jaki zafundował nam PiS, nasze dawne ekscytacje meczami tenisowymi Kwaśniewskiego z rosyjskim szpiegiem, a tym bardziej rewelacje o Oleksym, który jeszcze jako sekretarz wojewódzki PZPR dostarczał Ruskim jakieś materiały, wydają się dziecinadą. Dziś trzeba sobie powiedzieć jasno – Polska realizuje plan polityczny Moskwy, którego centralnym punktem jest osłabienie Unii Europejskiej. Pożytecznymi idiotami, pomagającymi Rosji dezintegrować Zachód, są różni mali faszyści i więksi dyktatorzy na obrzeżach Zachodu, tacy jak Orbán i Kaczyński. Nacjonalizm i ksenofobia są doskonałą pożywką dla kampanii nienawiści i anarchizującego „uogólnionego zbuntowania”, które Rosja stara się pobudzać wszędzie na świecie. Destabilizując świat, sama jawi się jako oaza spokoju i racjonalności – razem z Chinami, rzecz jasna. A takie kraje jak Polska to tylko pionki w tej grze. Wyizolowana, skompromitowana Polska to dla Rosji marchia, czyli ziemia niczyja, terytorium potencjalnie sporne…

O tym, jak bardzo jesteśmy już bezbronni wobec Rosji, najlepiej świadczy całkowity zanik stosunków dyplomatycznych z imperium, z którym przecież graniczymy. Putin nie potrzebuje z nikim tutaj rozmawiać. Nie ma o czym. Relacje z Polską załatwiane są na poziomie służb – dyplomacja nie odgrywa już żadnej roli. Jesteśmy jako państwo ignorowani. Miło, że chociaż KGB ma jakiś budżet na obsługę Przywiślańskiego Kraju. Pewnie oszczędnościowy, ale dobre i to. Zawsze to jakaś satysfakcja, że wydają na nas jakieś pieniądze.

Dla Kremla władze w Warszawie to banda żałosnych pętaków i idiotów, umiejących tylko skamlać o amerykańskie rakiety i łasić się do wujka Sama, który mniej więcej tak się z nimi liczy jak z Namibią i Paragwajem. Wszystko, na co możemy liczyć, to poklepanie po plecach ciężką owłosioną łapą starego Jankesa. Moskwa nie musi się przed nikim tłumaczyć, ile jabłuszek i wieprzowinki sprowadza lub nie sprowadza z Polski. Ani którędy puszcza rurkę. Jeszcze może Angela się zafrasuje czasem, bo, wiadomo, wojna była, ale Angela już kartony pakuje. Się sentymenty zaraz w Belinie skończą.

Paranoja smoleńska, którą rozpętali Kaczyński z Macierewiczem, dostarczyła Rosjanom doskonałego pretekstu do lekceważenia Polski. Niby dlaczego mieliby poważnie rozmawiać ze świrami, którzy oskarżają ich o zamordowanie prezydenta (w zmowie z polskim premierem w dodatku)? I nikt nie będzie miał do Rosji pretensji, że w takich okolicznościach traktuje Polskę jak powietrze. W dużych rozgrywkach upraszcza się pole gry – tam, gdzie chodzi o gaz, rakiety, Bliski Wschód i inne sprawy dużych chłopców, maluchy są odsyłane do domu. Jeśli go mają. Polska już nie ma.

Jesteśmy krajem sierotą. Nic ważnego nie produkujemy, nie wnosimy, nie zagrażamy nikomu. Przez jakiś czas wydawało się, że należymy do rodziny, ale to było złudzenie. Byliśmy fajni, mądrzy, postępowi, obiecujący. Było, minęło. Teraz jesteśmy „bijącym sercem Europy” – żałosną Beatą Szydło i żenującym Mateuszem Morawieckim, straszącymi na korytarzach i przeszkadzającymi na zebraniach. Śmieszni dla gojów, a wkurzający dla Żydów. Jakieś gospodarstwo pomocnicze Watykanu. Kawał przetrzebionej puszczy. Cholera wie, co jeszcze. Wstali sobie z kolan, a kolanka spod krótkich spodenek wystają, całe w jodynie. Za górami, za lasami jest Warszawa, a w Warszawie podobno jakiś przedpotopowy dziwak nazwiskiem Katschynsky, którego jednakże nikt na oczy nie widział i nie wiadomo do końca, czy naprawdę istnieje. Wszyscy pytają o niego Tuska, a Tusk się głupio uśmiecha i przeprasza. Tak se ludzie wybrali, cóż począć.

Nasza sytuacja jest przerażająca. Nie tylko wypadliśmy już z Unii Europejskiej, do której należymy jeszcze tylko formalnie, w dodatku wpadliśmy w łapy Rosjan, a USA mają to w nosie. Pies z kulawą nogą nie będzie się za nami wstawiał, gdyby „zielone ludziki” pojawiły się na Zasaniu albo na „marszu niepodległości”. Nie mamy własnych sił obronnych, żadne społeczeństwo Zachodu nie da nam swoich dzieci, żeby ginęły za Gdańsk, więc co?

Wydaje mi się, że poziom złudzeń i nieodpowiedzialności, z jakim mamy dziś w Polsce do czynienia, odpowiada temu z drugiej połowy lat 30. Wtedy też mieliśmy piękne sojusze – najpierw z Niemcami, a potem z Wielką Brytanią. I armię też mieliśmy piękną – wyszczotkowane końskie zady aż błyszczały na paradach. Marzyliśmy o koloniach i wysłaniu Żydów na Madagaskar. A potem było wiadomo co. Ale spokojnie, Rosja nie ma żadnego powodu, aby na nas napadać. Wystarczy, że będzie nas kontrolować i trzymać z dala od Zachodu. Witajcie więc w rosyjskiej strefie wpływów i uszy do góry!

Przy tym horrorze, jaki zafundował nam PiS, nasze dawne ekscytacje meczami tenisowymi Kwaśniewskiego z rosyjskim szpiegiem, a tym bardziej rewelacje o Oleksym, który jeszcze jako sekretarz wojewódzki PZPR dostarczał Ruskim jakieś materiały, wydają się dziecinadą. Dziś trzeba sobie powiedzieć jasno – Polska realizuje plan polityczny Moskwy, którego centralnym punktem jest osłabienie Unii Europejskiej.

Depresja plemnika

W plebiscycie na słowo roku 2018 wygrała „Konstytucja”. Ja stawiałam na „serce”. A na drugim miejscu na „żarówkę”. Tym bardziej, że za sprawą przedstawicieli partii aktualnie rządzącej, serce z żarówką nieoczekiwanie wpisały się nam w kontekst europejski.

Bo tak: pan premier Morawiecki, w ramach kampanii przed wyborami do PE, dokonał analizy europejskiej anatomii pod kątem etnicznym i wyszło mu, że Polska to Serce Unii. I to by się zgadzało. Bo Zachód od stuleci utożsamiany jest z Rozumem.

Serce jest też symbolem miłości, która owładnęła partią aktualnie rządzącą. To niespodziewane uczucie spadło na formację władzy akurat tuż przed wyborami. No, ale z miłością tak właśnie bywa, że kto się czubi, ten się lubi.

Gwałtowność uczucia ku Unii może też, po trosze, wynikać ze specyfiki naszego Serca, bo funkcjonuje ono nieco na przekór oficjalnej wiedzy medycznej. Mamy je – otóż – po prawej stronie, bowiem trudno, żeby cokolwiek pod rządami aktualnej władzy…

View original post 2 382 słowa więcej