Archiwa miesięczne: Luty 2019

Eliza Michalik o Kościele: moralne kreatury

(…) Świat, uosabiany przez kler katolicki stojący ponad prawem, przez księży pedofilów i biskupów zapewniających im bezkarność odejdzie w nicość, ale to co się dzieje, to właśnie próba, by do tego nie dopuścić. (…) Co z nas za ludzie, że dyskutujemy z przestępcami i oczekujemy, że sami się rozliczą? (…)  To my musimy ich powstrzymać i pokazać, jak kochamy nasze dzieci – komentuje Michalik.

>>> cały artykuł >>>

Obrońcy pedofilów krzywdzą dzieci podobnie jak pedofile, bo rozmywają ich straszną winę i tworzą dzieciom piekło

Depresja plemnika

Jarosław Kaczyński „błysnął” na gali Strefy Wolnego Słowa „Gazety Polskiej”. Nie wiedział zapewne, jak lepiej i dosadniej podkreślić rolę środowiska gazety i jej klubów, znaczenia dla swojej partii, więc nazwał ich „oddziałami szturmowymi”.

Na te słowa obruszył się nawet prawicowy historyk Jan Żerko przyznając, że „po niemiecku Sturmabteilungen, w skrócie SA. Niedobrze się kojarzy”. Rzeczywiście, dla każdego, kto choć trochę zna historię to pojęcie budzi niesmak i jednoznaczne skojarzenia.

Jednak prezes Kaczyński nie dostrzega niczego złego w swojej wypowiedzi. Mało tego, na łamach portalu Niezależna.pl rozwinął swoją myśl, mówiąc, że „kiedyś to był taki oddział szturmowy, który przedzierał się przez pozycje, które w gruncie rzeczy niemal wyłącznie zajmowali wrogowie. Dzisiaj to jest oddział szturmowy potężnej już armii, która idzie ku zwycięstwu. Jestem o tym przekonany. Każda armia potrzebuje takiego oddziału uderzeniowego, szturmowego i dzisiaj Kluby „Gazety Polskiej” takim oddziałem są”.

Jak widać, „oddziały” PiS się rozwijają, bo…

View original post 517 słów więcej

Zbigniew Ziobro w nieustającym syndromie śmierci Barbary Blidy

„Cieszę się, że niezawisły sąd w sposób jednoznaczny dokonał oceny skandalicznych działań prokuratury. Wcześniej mówiłem, że ja w tej sprawie nie miałem się czego wstydzić i że na koniec to te osoby, które doprowadziły do tego skandalu będą się wstydzić” – powiedział w rozmowie z gazeta.pl były wiceprzewodniczący KNF Wojciech Kwaśniak. Szczeciński sąd stwierdził dziś, że zatrzymanie jego i b. szefa KNF Andrzeja Jakubiaka było nieuzasadnione.

Sąd uznał, że w świetle zgromadzonego materiału dowodowego nie było żadnych przesłanek do stawiania zarzutów, do zatrzymywania i stosowania środków ograniczających wolność wobec byłych szefów KNF. – „Mam przekonanie, że szczególnie takie osoby jak minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro czy prokurator krajowy Bogdan Święczkowski oraz Grzegorz Bierecki, były prezes kasy krajowej SKOK, a obecny senator, którzy w sposób skandaliczny bezpośredni się wypowiadali na temat tych zarzutów i mojej osoby, będą teraz mieli odpowiednią refleksję w tej sprawie” – dodał Kwaśniak. A więcej o wypowiedziach Ziobry, dotyczących byłego wiceszefa KNF w artykule „Kwaśniak: „Być może niedługo zostanę oskarżony o to, że to ja napadłem na przestępców”.

„Sąd zdecydował o uwzględnieniu wszystkich złożonych zażaleń, zarówno na zatrzymanie pana Andrzeja Jakubiaka, jak i postanowienia dotyczącego zastosowania środków zapobiegawczych, uznając całkowicie argumentację ujętą w obu tych zażaleniach” – powiedział z kolei obrońca byłego szefa KNF Andrzeja Jakubiaka Bartłomiej Jankowski. Jak dodał, w uzasadnieniu sąd wskazał, że w jego ocenie Jakubiak nie dopuścił się żadnego czynu zabronionego, a jest to przesłanka niezbędna do tego, by zastosować jakiekolwiek środki zapobiegawcze. – „Dotychczasowa postawa życiowa, moralna Andrzeja Jakubiaka, jako wzorowego urzędnika państwowego i menedżera wskazuje jednocześnie, że nie było choćby najmniejszej obawy tego, żeby swoim zachowaniem utrudniał przebieg prowadzonego postępowania” – dodał Jankowski.

Na wspomnianą przez Wojciecha Kwaśniaka refleksję u Zbigniewa Ziobry nie można liczyć. Minister sprawiedliwości uznał bowiem, że sąd podjął „decyzję niesłuszną, rażąco niesłuszną” – jak się wyraził. – Minister Sprawiedliwości podważa wyroki sądu, broniąc się przed zarzutami o niesłuszne zatrzymanie b. szefa KNF, dokonane przez prokuraturę podległą sobie. Następny krok: likwidacja sądów i zastąpienie ich prokuraturą?” – skomentował na Twitterze słowa Ziobry były szef MSW Bartłomiej Sienkiewicz.

Zbigniew Ziobro nie zmieni się nigdy. To beztalencie tworzy tylko syndrom Barbary Blidy. Nie poddaje, a nuż się uda, ale uda mu się Trybunał Stanu, który niechybnie go czeka.

Depresja plemnika

Super Ekspress informuje nieoficjalnie, że zaraz po majowych eurowyborach PiSowski rząd czeka rekonstrukcja.

Gazeta podaje nawet konkretne nazwiska i sugeruje, że obecny szef Kancelarii Premiera Michał Dworczyk otrzyma tekę szefa resortu obrony, a dotychczasowy minister Mariusz Błaszczak jest przymierzany do objęcia MSWiA w sytuacji, gdy mandat europosła zdobędzie minister Joachim Brudziński. „Mariusz radził sobie w MSWiA, czego nie można powiedzieć o jego aktywności w MON”– ocenił w rozmowie z dziennikiem ważny polityk PiS.

SE powołując się na niego zapewnia, że nie będzie miejsca w rządzie dla Antoniego Macierewicza, chociaż wielu widziałoby go znów w resorcie obrony.

„Nawet jeśli jego były współpracownik, Bartłomiej M. wyszedłby z aresztu, i tak Macierewicza nikt by nie wpuścił do rządu. Mielibyśmy zbyt dużo do stracenia gdybyśmy się na to zgodzili, choć dochodzą do nas słuchy, że Antoni bardzo chciałby wrócić” – tłumaczy PiSowski funkcjonariusz.

SE zapowiada też, że minister edukacji Annę Zalewską może zastąpić…

View original post 682 słowa więcej

Krystyna Pawłowicz, desperatka Kaczyńskiego

Jak tu nie mówić o języku pogardy w PiSowskiej narracji? Wystarczy „zajrzeć” do Tiwttera, wystarczy „kliknąć”: „Pawłowicz” i mamy.

Teraz pani poseł nie wytrzymała na wieść o poszerzającym się gronie Koalicji Europejskiej. Za cel swoich niewyszukanych komentarzy obrała Polskie Stronnictwo Ludowe, które jako kolejne dołączyło do KE. W dyskusji z internautami padła jednak.

Wyśmiewała PSL, które jej zdaniem, promuje między innymi kiełki, podczas gdy – jak akcentowała – PiS „stawia na” produkcję mięsa i wędlin.

Zwracając się na Twitterze do rolników, twierdziła, że PSL ich zdradziło. „Przeszło na stronę nowych sojuszników dla stołków” – oceniła posłanka PiS. Po czym nie wiedząc już jak dotknąć ludowców zaczęła „sypać” nazwami produktów nazywanych „zdrową żywnością”.

„Promują jedzenie korzonków, kiełków, serków tofu, kotletów sojowych i podobnych smacznych wynalazków” – drwiła. I dodała, że „tylko PiS popiera produkcję tradycyjnej polskiej żywności”.

Szczególnie tym ostatnim stwierdzeniem pani poseł ściągnęła na swoją głowę lawinę nieprzyjemnych komentarzy: „Tak, tylko PIS popiera zdrową, tradycyjną polską żywność – wołowinę z padłych krów” – złośliwie podpowiedział pani Krystynie internauta.

„Znaczy, że PSL propaguje zdrową żywność i zdrowe życie” – tłumaczył inny i dodał: „Za to pani prof. i PiS próbuje wymordować Polaków. Na razie tylko smogiem, ale widzę, że stawiamy teraz też na wylewy, zawały i nowotwory”.

Inni użytkownicy Twittera nie pozostawali w tyle: „Tradycyjną polską żywność jedzą już dzisiaj tylko tłuściochy” – podkreślali.

Nie dając za wygraną internauci usiłowali uzmysłowić posłance, że np. „Tradycyjną polską żywnością, pani posłanko, to są kasze. Smaczny wynalazek w postaci mięsa to większość polskich rolników poznała stosunkowo późno”.

Krystyna Pawłowicz miała zamilknąć, ale w PiS nikt już nie panuje nad choasem, więc ten produkt kobietopodobny pluje na całego.

Depresja plemnika

To objaw desperacji i hazardowa zagrywka obliczona na to, że dobry wynik w eurowyborach przełoży się na sukces jesienią” – tak ostatnie deklaracje Jarosława Kaczyńskiego komentuje ekonomista prof. Witold Orłowski.

Na sobotniej konwencji lider PiS osobiście złożył kilka bardzo atrakcyjnych dla wyborców, ale kosztownych dla budżetu obietnic.

W rozmowie z money.pl, Orłowski z obawą podchodzi do ich realizacji. Komentując sytuację gospodarczą mówi: „Trudno szacować, jak bardzo, ale wzrost spowolni. Po pierwsze przez brexit, ale też przez spowolnienie w Niemczech”. Przekonuje, że budżet państwa może mieć problem z udźwignięciem PiSowskich deklaracji.

Jak wynika z szacunków money.pl – tylko kilka punktów z długiej listy owych obietnic może kosztować nawet 35 miliardów złotych.

„Najbardziej zastanawiające jest to obniżenie kosztów pracy” – ocenia prof. Orłowski – przekonując, że nie wiadomo o co w tym chodzi i że chyba sam Kaczyński nie rozumie tego. „To niejasna obietnica rzucona tym nie najbiedniejszym, pozostałe skierowane są…

View original post 140 słów więcej

Kaczyński skończy jak Janukowycz, czy jak Nicolae Ceaușescu?

Panie Jarosławie Kaczyński, 
znowu przez Hajnówkę maszerowali wielbiciele ludobójców. Najpierw nadaktywny Wojewoda, a później policja dokonywała wysiłków, aby zapewnić nacjonalistom „godne” świętowanie morderstw na cywilach, również na kobietach i dzieciach z okolicznych miejscowości.

Policja już w Warszawie, a potem po całej trasie dojazdu przeciwników faszyzmu do Hajnówki dokonywała nadgorliwej długiej kontroli pojazdów, a potem z bronią w ręku, z pełnym zabezpieczeniem bojowym blokowała zwolenników białej róży na ulicach miasta. Prowokowali, spisywali, przetrzymywali, blokowali pokojowo protestujących ludzi i chronili miłośników mordów.

Dlaczego nie przyzna Pan oficjalnie, że buduje faszystowski ustrój w Polsce?

Przecież wszyscy widzą, że jest Pan niekwestionowanym autokratą. Samodzielnie sprawuje Pan nieograniczoną władzę będącą poza jakąkolwiek kontrolą społeczną. Pewnie Pan wie, że to się nazywa autokratyzm w stylu wodzowskim i jest jednym z podstawowych cech faszyzmu. Zobaczmy, co z innymi cechami tego ustroju.

Militaryzuje Pan kraj. Przy pomocy swoich ministrów w niebywały sposób rozwija i upolitycznia Pan jednostki WOT, tak samo jak policję, która stoi na straży partyjnych interesów PiS-u, rozwija uzbrojone służby i dąży do powszechnego dostępu do broni.

Buduje Pan styl młodzieży patriotycznej, ubierającej się w mundury wojskowe, noszącej emblematy militarne i bawiącej się w wojsko. Wyraźnie szykuje Pan kolejne zwady z krajami ościennymi i Unią Europejską. Pewnie Pan dokładnie wie, że to się nazywa militaryzmem.

Panie Prezesie,
jak tylko zdobył Pan władzę dla swojej partii PiS, rozpoczął Pan walkę ze wszystkimi instytucjami demokratycznego państwa. Nie ma potrzeby się wysilać, aby dawać przykłady, wszyscy wiedzą o zniszczeniu Trybunału Konstytucyjnego, po to, by następnie rozmontować cały demokratyczny system konstytucyjny.

Znalazł Pan szybko wrogów w PRL, czyli jak określają to Pańscy ludzie — w komunie, chociaż Pan i pańscy współpracownicy pochodzą właśnie z tego okresu naszej historii.

To Pan swoją aktywnością sprawił, że w zasadzie posiada Pan pełną kontrolę partii rządzącej nad dużą częścią aspektów naszego życia społecznego i gospodarczego. Wymienia Pan zarządy spółek i ich rady nadzorcze, stara się Pan podporządkować wszystkie przedsiębiorstwa, a wiele z nich upaństwowić. Przejął Pan środki medialnego przekazu dla swojej propagandy, której misją jest wzmacnianie przewodniej roli PiS w narodzie, a nie obiektywne informowanie społeczeństwa i pełnienie demokratycznych misji społecznych. Tak wypełnił Pan następną cechę faszyzmu.

Panie J. Kaczyński,
od trzech lat ujawniam Pańskie osobiste wybitne zdolności w ubliżaniu i dzieleniu Polaków. Wszyscy znamy te Pańskie chamskie krzyki i wyzwiska. Podzielił Pan nas na prawdziwych Polaków i nie Polaków, religijnych patriotów i wrogów ojczyzny, komunistów i złodziei oraz Pańskiej „rasy panów”.

To Pan odpowiada za wywołanie rasizmu i szowinizmu w społeczeństwie. Osobiście rozwinął Pan nienawiść do uchodźców, obcych nacji, Niemców, Żydów, muzułmanów i dalej Pan wysyła sygnały do dzielenia i selekcjonowania ludzi. Stworzył Pan pożywkę do szczucia ustawą represyjną ludzi dawnych służb. Na nich skierował Pan nienawiść PiS-owskiej „rasy” zbiorowo, nie poprzez udowodnienie winy, ale według zasady stalinowskiej, że niech zginą tysiące, bo wśród nich może być jeden winny. Pozbawia Pan ludzi godności i ma Pan ich krew na rękach.

Panie Prezesie,
to była ostatnia cecha faszyzmu do udowodnienia. Zapytam, więc wprost, czy w czymś przesadziłem, czy może jakąś cechę charakterystyczną dla faszyzmu pominąłem?

Chciałem tylko Panu uświadomić, że wiem, że budując faszyzm, nie trzeba popularyzować symboli hitlerowskich, od których pański obóz polityczny i tak nie chce się odżegnać, ale wystarczy określony cel, styl i forma zawłaszczania państwa oraz budowania Pańskiej „rasy panów” PiS.

Z uwagi na konieczność zwięzłego wyrażania myśli nie rozwijam przykładów, bo zakładam, że są ogólnie znane. Nie rozwijałem rasizmu religijnego, kulturowego, medycznego czy historycznego, chociaż to dopiero kopalnia przykładów.

Panie J. Kaczyński,
dlaczego Pan nie ujawnia celu swojej polityki? Dlaczego oszukuje Pan społeczeństwo i organizuje im państwo faszyzmu, które, jak uczy historia, niesie śmierć zarówno rodakom jak i innym narodom?

Dlaczego urządza nam Pan znienawidzony ustrój, który wymordował miliony Polaków, zniszczył życie pozostałym, zburzył miasta, wioski i zapoczątkował kolejnych 50 lat niewoli?

Jeśli Panu, przy pomocy KK i niedouczonych parafian uda się utrwalić faszyzm w Polsce, będziemy się wstydzić i przepraszać inne narody przez wiele pokoleń? Czy na tym ma polegać pamięć o dokonaniach ambitnego Polaka?

Panie Jarosławie Kaczyński,
posmakował Pan władzy tak bardzo, że nie kryje się z przekupstwem przedwyborczym. Zabiera Pan wolność, demokrację, izoluje nasz kraj w świecie na lata, dla całych pokoleń Polaków. Wszystko to za cenę „pełnych kieszeni”, oczywiście, przede wszystkich swoich.

Jednak przychodzi czas, że Polacy przejrzą na oczy i wspólnie zatrzymamy budowę tego Pańskiego marzenia o faszyzmie. Dla Pana zostanie jedynie rola upadłego dyktatora.

Kaczyński buduje ustrój totalitarny. Czy mu się uda? Wątpię.

Depresja plemnika

W piątek 15 lutego Jarosław Kaczyński wezwał premiera na rozmowę w cztery oczy.

– Oskarżył Morawieckiego za organizowanie „irańskiego szczytu” za plecami prezesa. Powiadomił go dopiero wtedy, gdy przygotowania szły pełną parą i nie dało się odwołać szczytu – mówi ważny polityk PiS. Kaczyński, tak jak opozycja, jest przekonany, że szczyt był klapą. Polacy zapamiętają ponaglenia amerykańskich polityków dotyczące restytucji mienia żydowskiego i opinię szefa izraelskiego MSZ, że że Polacy wyssali antysemityzm z mlekiem matki.

Według źródeł „Newsweeka” po raz pierwszy, odkąd Morawiecki objął funkcję, jego premierostwo wisiało na włosku. W PiS krążyły nawet nazwiska następców – minister pracy Elżbiety Rafalskiej, szefa MSWiA Joachima Brudzińskiego i marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego.

Co sprawiło, że polityka tak radykalnie zmieniła swoje oblicze w ostatnich latach?

Prawicowe media donosiły o naradzie na Nowogrodzkiej, podczas której najbliżsi współpracownicy Kaczyńskiego mieli zażądać głowy premiera.

Morawiecki bronił się, zwalając winę na Jacka Czaputowicza. Powiedział Kaczyńskiemu, że to szef…

View original post 860 słów więcej

Najpierw Macierewicz, teraz Błaszczak, niszczą polską obronność

Jak będzie wyglądało pole bitwy przyszłości? Na to pytanie muszą odpowiedzieć sobie dowódcy każdej armii świata. Zdolność przygotowania personelu i wyposażenia na warunki i czas trwania potencjalnego konfliktu jest kluczowa, aby państwo mogło mówić o zdolności zapewnienia własnego bezpieczeństwa. W przypadku Polski zamiast profesjonalizmu i myślenia strategicznego mamy w tym zakresie jednak do czynienia z improwizacją, chaosem i niekończącym się pasmem organizacyjnych wpadek. Przykładem może tu być nowy kontrakt MON na wyrzutnie HIMARS, który ma opiewać na znaczącą dla budżetu resortu kwotę 1,57 mld zł netto. Deklaracja MON o warunkach umowy z Amerykanami wprawiła bowiem ekspertów w stan konsternacji. Strona Polska zamówiła sprzęt, jakby spodziewała się, że ewentualny konflikt zbrojny potrwa… niecałe 24 godziny. Takie zapasy amunicji do nowych wyrzutni przewidziało ministerstwo.

Do zamawianych 20 wyrzutni HIMARS o zdolności niszczenia celów naziemnych w odległości nawet 300 km zdecydowano się kupić zaledwie 300 pocisków. Biorąc pod uwagę, że każda wyrzutnia mieści 6 pocisków, a w każdy cel trzeba wystrzelić kilka sztuk amunicji, to łatwo policzyć, że na takich zapasach polska artyleria będzie miała zdolność ledwie kilka razy użycia pełnej siły ognia. Mogłoby to oznaczać teoretycznie nawet wyczerpanie pocisków w ciągu godziny. Jednak biorąc pod uwagę dynamikę konfliktu, gdzie nie strzela się na oślep, a w celu unikania odwetu po każdym odpaleniu zmienia lokalizację, to jak podał portal money.pl, zakupione wyrzutnie zachowałyby zdolności bojowe przez około 1 dzień walki.

Taka sytuacja dziwi, ponieważ wcześniej mówiło się o zakupie nawet 1800 pocisków. Jest to jednak element większej układanki, której punktem centralnym jest organizacyjna kompromitacja MON i Polskiej Grupy Zbrojeniowej.

Pierwotnie bowiem mówiono o zakupie 160 wyrzutni, liczba ta spadła następnie do 54, aby zatrzymać się finalnie na 20. Resort nie ograniczył jednak tylko skali zamówienia, ale wypatroszył je także jakościowo. Pierwotnie z kontaktem miał iść rozległy offset, który zagwarantowałby udział polskiego przemysłu w produkcji sprzętu i wyposażyłby go w nowoczesne technologie.Jednak rządzący z tego planu zrezygnowali, zadowalając się zakupem wyposażenia bez zdolności samodzielnego uzupełnienia jego strat i amunicji w sytuacji potencjalnego konfliktu. Tymczasem ta właśnie zdolność jest warunkiem prowadzenia samodzielnej, ale i skutecznej polityki obronnej. Tajemnicą poliszynela takiego stanu rzeczy jest sytuacja w samej Polskiej Grupie Zbrojeniowej, która będąc siedliskiem Misiewiczów, z tytułowym włącznie,  na każdym kroku pokazuje, że nie ma zdolności organizacyjnych i technicznych, aby podjąć się współpracy z partnerami zagranicznymi. Klejnot w koronie przemysłu zbrojeniowego jest tutaj obok ograniczonego finansowania kamieniem węgielnym klęski modernizacji sił zbrojnych. W przypadku omawianego zakupu oferta grupy była po prostu nieadekwatnie wygórowana cenowo.

Tymczasem trzeba mieć na uwadze, że rozwiązania pokazowe z myślą o defiladach to dla obronności za mało, ponieważ w przypadku naszego kraju wsparcie sojuszników nie nadejdzie natychmiast co sprawia, że w początkowej fazie konfliktu musimy posiadać zdolność samodzielnego prowadzenia walki.

Wszystko wskazuje na to, że zamówienie nowych wyrzutni rakietowych stanowi kolejny przykład osobliwego rozumienia narracji “dotrzymujemy słowa”. Rządzący “wywiązują” się bowiem ze swoich rozbudowanych obietnic, ale dostarczają coś, co poza nazwą ma niewiele wspólnego z obiecanym pierwowzorem. Co z tego, że kolejny kontrakt nie przyniósł transferu kluczowych technologii do Polski, co z tego, że sprzętu będzie kilkakrotnie mniej niż dla potrzeb obronnych zakładali sami planiści MON. W mediach można przecież powiedzieć, że siły zbrojne rosną w oczach, a Polska sięga po sprzęt z najwyższej półki. W warunkach wiecznej walki o słupki poparcia, fakt, że taka taktyka zamówień na niewiele się zda w chwili militarnej próby, zdaje się nikogo dziś nie obchodzić. Polak najwyraźniej wciąż woli być mądry po szkodzie.

Prezent od Kaczyńskiego z naszej wspólnej kasy. Groteskowa polityka PiS. Tylko na to ich stać – być śmiesznymi.

https://twitter.com/PanWaldemar/status/1099566326211899392

Depresja plemnika

Wór obietnic, którymi partia rządząca chce „uszczęśliwić” czy raczej kupić wyborców jest naprawdę pokaźny. Problem w tym, że aby spełnić choć część z nich będą musieli zapłacić wszyscy bez wyjątku.

Pisowskie mamienie wyborców spotkało się z ostrą krytyką dziennikarzy i opozycji. Lider partii Teraz!, Ryszard Petru napisał na Twitterze, że tylko dwie z przedstawionych przez PiS deklaracji będą kosztowały budżet państwa 56 mld złotych rocznie (500+ na pierwsze dziecko – 45 mld, a 13 emerytura – ok. 11 mld). „Dla władzy są w stanie zniszczyć gospodarkę” – twierdzi Petru.

Do wspomnianych wyżej dwóch obiecanek dodać należy jeszcze obniżenie kosztów pracy i likwidację podatku PIT dla pracowników przed 26 rokiem życia. „Będzie tak, jak musi być: jedną ręką się zabierze, żeby drugą rozdawać. A ja przez moment myślałem, że już więcej rozdawać się nie da.” – komentuje pisowskie rozdawnictwo Łukasz Warzecha.

Podobnego zdania jest Robert Gwiazdowski, twórca ruchu Polska…

View original post 605 słów więcej

Pisowska dialektyka Koryta Plus

„Dotrzymujemy słowa, realizujemy wszystkie propozycje, które przedstawiliśmy Polakom” czy „Z rzekomej bomby zrobił się niewypał i teraz opozycja musi histerycznie szukać innego paliwa politycznego” – te zdania słyszymy z ust właściwie każdego polityka PiS. I nie ma się czemu dziwić, bo to tzw. przekazy dnia, którymi mają się posługiwać w kontaktach z mediami.

Reporterzy TVN24 dotarli do haseł, którymi posługiwać się mieli politycy PiS 14, 18 i 20 lutego. Podzielone są one na cztery kategorie: „wybory do PE”, „realizacja 5 Morawieckiego”, „fake newsy totalnej opozycji i TVN24” oraz „relacje Polska-Izrael”.

I tak na przykład ujawnione przez „Gazetę Wyborczą” nagranie rozmowy, podczas której Jarosław Kaczyński mówi o zbudowaniu dwóch wież w Warszawie, politycy PiS mają bagatelizować. – „Z rzekomej bomby zrobił się niewypał. Opozycja oraz wspierające ją media muszą histerycznie szukać innego paliwa politycznego poprzez pisanie wniosków do prokuratury, domaganie się sprawdzania oświadczeń majątkowych, masowych dymisji oraz tworzenia coraz bardziej sensacyjnych historyjek opartych na spekulacjach, domysłach i przeciekach” – brzmi pisowski przekaz dnia.

Według PiS, Koalicja Europejska to „egzotyczna koalicja, zbudowana na strachu przed PiS, która będzie stała się nas wciągać w emocjonalne, agresywne starcia”. Politycy PiS mogą też skorzystać z takiego zdania na temat jednoczącej się przed wyborami opozycji: – „To pospolite ruszenie. Trudno znaleźć przestrzeń do współpracy pomiędzy np. PSL a skrajnie antyklerykalną Barbarą Nowacką, czy działaczami wywodzącymi się z partii komunistycznej i działaczami NZS. Nie usłyszycie państwo od nich żadnych propozycji, które miałyby wzmocnić gospodarkę, czy polskie rodziny”. A co mają mówić o samych sobie? To jeden z przykładów: – „Wiarygodność jest naszym znakiem firmowym. Dotrzymujemy słowa, realizujemy wszystkie propozycje, które przedstawiliśmy Polakom”.

Politycy PiS dostają także wytyczne, o czym mają… nie mówić. Jednym z takich tematów jest sprawa wynagrodzeń dla przybocznych prezesa NBP Adama Glapińskiego. – „Sprawa zarobków NBP tak jak obiecaliśmy zostanie wyjaśniona, jesteśmy zwolennikami pełnej jawności w życiu publicznym, nie będziemy komentować ocen i stwierdzeń prezesa NBP, jakie pojawiają się w tej sprawie” – brzmi obowiązująca w PiS wykładnia.

Dialektyka koryta PiS sprowadza się do propagandy wszelkiego kłamstwa. Prawda jest zboczeniem.

Depresja plemnika

To zasady rodem z Moskwy. To traktowanie dróg jak PiS-pasów, gdzie władza może nie stosować się do przepisów ruchu drogowego – mówi Krzysztof Brejza z PO, komentując prasowe doniesienia, z których wynika, że prokuratura Zbigniewa Ziobry umorzyła śledztwo w sprawie kolizji limuzyny byłego ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza. Jego kierowca nie miał uprawnień do prowadzenia pojazdu.

Pędząca limuzyna, czyli od Rydzyka na galę Kaczyńskiego

Do wypadku doszło pod koniec stycznia 2017 roku. Ówczesny szef MON Antoni Macierewicz wracał z sympozjum u ojca Tadeusza Rydzyka, minister śpieszył się do Warszawy na galę wręczenia Jarosławowi Kaczyńskiemu tytułu Człowieka Roku przez jeden z prorządowych tygodników.

W Lubiczu Dolnym k. Torunia samochód Antoniego Macierewicza, które prowadził osobisty kierowca ministra Kazimierz Bartosik, uderzyło w samochody stojące na czerwonym świetle.

Z wypadku Antoni Macierewicz wyszedł bez szwanku, jednak ucierpiały inne osoby z aut, które brały udział w zdarzeniu; u jednej wykryto pęknięcie kręgosłupa.

Minister Macierewicz razem…

View original post 437 słów więcej

Bohater na polu pedofilii – to o ks. Jankowskim, który został obalony

Skoro Jankowski dla jednych jest bohaterem, a dla innych przestępcą, konsyliacyjnie dałoby się podpisać jego pomnik: Bohater pedofil. Ale problemem jest sam pomnik. Nie można mieć i nie mieć pomnika jednocześnie, chociaż można być księdzem zaprzeczając swoimi czynami chrześcijaństwu.

Kompromisowe byłoby podzielenie figury, tak jak podzielona jest Polska, na fanów Kleru i TVTrwam. Podział powinien być w płaszczyźnie poziomej, oddzielając popiersie, od tego co poniżej pasa. Kościół waruje tylko przy kobiecych genitaliach. Metalowy ch… nie jest mu potrzebny.

Trzeba procedur by zlikwidować taki pomnik? Facet powinien być w więzieniu, a nie na cokole. Ofiary jego zboczenia dostają mdłości widząc oprawcę, który stał się łaskawcą.

Chyba, że to pomnik kościelnej hipokryzji, o czym mówi wydana dzisiaj w 20 krajach książka „Sodoma” francuskiego dziennikarza Frederica Martela. 600 stron (polskie tłumaczenie w kwietniu) wywiadów, faktów o zmowie milczenia i zakłamaniu hierarchów.

Ukrywają przestępstwa za ścianami świętości. Diabeł by tego nie wymyślił.
„Być w parafii” znaczy w ich slangu „być w seksualnym obiegu” – przynajmniej słownictwo mają kleryklane, bo życie już dawno antykatolickie.

Być bohaterem na polu pedofilii – to się udało ks. Jankowskiemu.

Depresja plemnika

Na stronie fundacji „Nie lękajcie się” pojawił się raport nt. pedofilii w polskim Kościele. W środę 20 lutego został on przekazany papieżowi Franciszkowi.

Fundacja „Nie lękajcie się”, zrzeszająca osoby, które padły ofiarami przemocy seksualnej ze strony księży, opublikowała Raport nt. naruszeń prawa świeckiego lub kanonicznego w działaniach polskich biskupów w kontekście księży sprawców przemocy seksualnej wobec dzieci i osób zależnych.

„Chcemy pokazać odpowiedzialność hierarchów”

Jak zaznaczyła fundacja, dotyczy on jedynie spraw, które trafiły do sądu i były omawiane w mediach, dlatego opisanych w raporcie przypadków jest mniej niż umieszczonych na interaktywnej Mapie kościelnej pedofilii w Polsce.

„W kontekście przytoczonych w raporcie spraw znanych i opisanych chcemy pokazać odpowiedzialność hierarchów polskiego Kościoła, którzy podejmowali konkretne decyzje służące chronieniu sprawców przed odpowiedzialnością karną – a nie dobru gwałconych i molestowanych dzieci” – czytamy na stronie fundacji. 

Raport został opracowany w trzech językach: polskim, angielskim i hiszpańskim.

Raport o pedofilii w polskim Kościele…

View original post 117 słów więcej