Archiwa tagu: Piotr Gliński

W pisowcu mało człowieka, za to wiele rakotwórczego diabelstwa

Na trzy dni przed wyborami do Parlamentu Europejskiego odbędzie się wielki protest osób niepełnosprawnych oraz ich opiekunów. Jedna z inicjatorek protestu Iwona Hartwich szacuje, że w Warszawie zjawi się ok. 2 tys. osób, które poczuły się wykluczone po ogłoszeniu przez kierownictwo partii rządzącej tzw. “nowej piątki”.

23 maja w południe protestujący spotkają się przed Pałacem Prezydenckim, przejdą przed Kancelarię Premiera i zakończą manifestację przed Sejmem. Mają przedstawić 14 postulatów, w tym główny aktualny od czasu sejmowego protestu, czyli dodatek 500 zł na życie. Słyszeliśmy, że państwo zbankrutuje, jeżeli niepełnosprawni dostaną dodatek, przed wyborami pieniądze w budżecie się znalazły. W piątce Kaczyńskiego nie znalazły się pieniądze dla najsłabszej grupy – powiedziała Hartwich w rozmowie z RMF FM. Mamy kilka gorzkich słów do powiedzenia panu prezydentowi, który był u nas w Sejmie i tak naprawdę osoby niepełnosprawne czują się bardzo oszukane, bo on wlał wiele nadziei w nasze serca, choć później nic się nie wydarzyło. Później ruszymy przed Kancelarię Premiera, będziemy mówili, jak zostaliśmy potraktowani, przedstawimy nasze postulaty. Następnie ruszymy przed Sejm, do którego mamy zakaz wejścia, tam zakończymy manifestację dużą konferencją – dodała.

Liderka obnażającego bezduszność ekipy rządzącej protestu, jaki miał miejsce w zeszłym roku w Sejmie, zauważa, że w przeciwieństwie do policjantów czy nauczycieli, osoby niepełnosprawne nie mają skutecznego narzędzia nacisku na rząd. Nie mogą wziąć zwolnień chorobowych, czy zaprzestać wykonywania swoich obowiązków, bowiem w takich sytuacjach głównym pokrzywdzonym byliby ich najbliżsi.

My tak naprawdę wypełniamy służbę przez całą dobę, nie obarczając państwa, bo trzeba przypomnieć, że jeżeli rodzic oddałby swoje niepełnosprawne dziecko do Domu Pomocy Społecznej, to państwo ponosi koszt około 6000 zł. Nie rozumiemy tego, że państwo nie chce dołożyć tej drobnej kwoty, żeby osoba niepełnosprawna nie trafiła do Domu Pomocy Społecznej – podkreśla Hartwich.

Czy planowany protest zrobi wrażenie na rządzących? Nic na to nie wskazuje. Już w ubiegłym roku ekipa Prawa i Sprawiedliwości pokazała swoją gorszą twarz, przez wiele tygodni ostentacyjnie lekceważąc postulaty tego marginalizowanego przez wszystkich rządzących środowiska. Tylko czekać, aż jeden lub drugi przedstawiciel Zjednoczonej Prawicy stwierdzi: “Nie mają powodów do protestu, bo przecież dostaną 500+” albo “Na opiekunów osób niepełnosprawnych nikt nie nakłada celibatu”. Ich głos i tak nie ma znaczenia w kontekście wyborczych szans Zjednoczonej Prawicy.

W Kaczyńskim jest mało człowieka, jest złożony z rakotwórczych tkanek zła – diabelstwa.

Hairwald

Jedno jest dziś pewne: bezpieczna, przyjazna i przewidywalna rzeczywistość lat dziewięćdziesiątych, a może i pierwszego dziesięciolecia naszego wieku, należy do bezpowrotnej przeszłości. Przemija postać świata. Niebo się chmurzy – pisze Jerzy Surdykowski w miesięczniku „Odra”, gdzie pierwotnie się ukazał (3/19). „Nasz wiek zaczął się może w 2005 roku, kiedy narody Zachodu odrzuciły projekt dalszej integracji Unii Europejskiej, może w 2016, z chwilą zwycięstwa Trumpa w USA, a może trochę wcześniej, gdy na Węgrzech zwyciężył Orbán, w Grecji „Syriza”, a wkrótce potem w Polsce rządząca dziś partia” – podkreśla autor

Powiada się, że miniony wiek XX wcale nie zaczął się w 1900 roku, lecz czternaście lat później, z chwilą wybuchu pierwszej wielkiej wojny. Wtedy dopiero zaczął odsłaniać swe prawdziwe, ludobójcze i totalitarne oblicze. Nie inaczej z obecnym stuleciem, które bynajmniej nie rozpoczęło się w roku 2000, ani nawet 11 września 2001, kiedy tak tragicznie i spektakularnie ujawnił się światowy terroryzm. Nie on jednak zadecyduje o nadchodzącej przyszłości. Nasz wiek zaczął się może w 2005 roku, kiedy…

View original post 2 456 słów więcej

Reklamy

Nowa strategia PiS: Polexit po cichu

DW: Przed piętnastoma laty wprowadził Pan Polskę do UE. Jaka były wtedy atmosfera w kraju?

Leszek Miller: Pełna oczekiwań, ale także walk politycznych. W czerwcu 2003 roku zorganizowaliśmy referendum, które miało pokazać, czy Polacy życzą sobie przystąpienia do UE na wynegocjowanych warunkach. Musieliśmy ciężko pracować, żeby uzyskać dobry wynik. Wszyscy członkowie rządu jeździli po Polsce, spotykali się z młodzieżą w szkołach, z robotnikami w fabrykach i z rolnikami, którzy mieli największe wątpliwości. Ten wysiłek się opłacił, ponieważ prawie 80 procent uczestników referendum opowiedziało się za wstąpieniem do UE. Było to zwycięstwo sił proeuropejskich.

Czego obawiali się przeciwnicy przystąpienia Polski do UE?

Przeciwnicy przystąpienia Polski do UE, którzy przekonywali do głosowania na „nie”, używali podobnych argumentów jak dzisiejsi eurosceptycy. Chodziło im głównie o to, że Polska utraci suwerenność, że nasza tożsamość rozpłynie się w wielkiej UE, i że Polska przestanie być Polską. Poza tym utrzymywały się obawy rolników, że Niemcy całkowicie legalnie wykupią należące do nich wcześniej tereny, ponieważ ziemia jest w Polsce tańsza niż w Niemczech.

Trzeci argument był taki, że wysokowydajne rolnictwo na Zachodzie zniszczy nasze rolnictwo i nie będziemy mogli niczego eksportować. Były także obawy przed obniżeniem się jakości życia w Polsce.

Większość tych obaw się nie sprawdziła, ale niektóre aspekty ówczesnej walki politycznej są poruszane także dziś, przede wszystkim zarzuty dotyczące utraty suwerenności oraz propagowanie wrogiego wizerunku Niemiec.

Czy oznacza to, że polska polityka nie znalazła w minionych latach zadowalającej odpowiedzi na te obawy?

Mamy mocne kontrargumenty. Bardzo wiele skorzystaliśmy w ciągu ubiegłych 15 lat i dokonaliśmy cywilizacyjnego skoku do przodu. Nasz kraj otrzymał (w formie dotacji, red.) 110 mld euro netto, co oznacza kwotę po odjęciu naszych składek w wysokości 60 mld euro. Gdy jedzie się przez Polskę, te pieniądze widać dosłownie wszędzie. Widzi się je na drogach, dworcach, w miastach i w przedsiębiorstwach.

Nie chodzi tu jedna tylko o pieniądze, chodzi także o swobodę podróżowania, możność wyboru miejsca zamieszkania i miejsca pracy. Wolałbym, oczywiście, żeby młodzi Polacy pracowali w Polsce, ale nikt nie może im zabronić poszukać sobie pracy za granicą.

Polska stoi przez to w obliczu wielkiego problemu demograficznego. Młodzież emigruje, a Polki rodzą w innych krajach unijnych więcej dzieci niż w kraju ojczystym.

Wynika to z różnego poziomu życia. Gdy 15 lat temu wstępowaliśmy do UE polski PKB na głowę mieszkańcy wynosił około 42, 43 procent średniego PKB w UE. Po 15 latach mamy około 70 procent średniego PKB w UE. Średnie zarobki w Polsce są dwa do dwóch i pół raza niższe niż, wynosi unijna średnia. Dlatego część naszych obywateli w dalszym ciągu szuka pracy za granicą i będzie to trwało tak długo, jak długo te różnice będą się utrzymywać. Zmieni się to tylko wtedy, gdy poziom życia i świadczenia państwowe, takie jak opieka lekarska i poziom oświaty, się wyrównają.

Prawicowo-nacjonalistyczna partia PiS odkryła tę lukę, która zwiększyła się po przystąpieniu Polski do UE. Wygrała wybory dzięki swojej polityce socjalnej.

Tak, PiS wystartował z wieloma płatnościami transferowymi, które w oczywisty sposób pomogły wielu Polakom, ale PiS mógł uruchomić te świadczenia socjalne także dlatego, że do Polski wpłynęło te 110 mld euro.

Z danych Eurobarometru wynika, że znaczna część Polaków popiera członkostwo Polski w UE, ale w prognozach przed majowymi wyborami do Parlamentu Europejskiego PiS nadal znajduje się na pierwszym miejscu. Prowadzi w nich zatem partia, która często popada w konflikt z Brukselą. Jakiej UE zatem chcą Polacy?

Są różne wizje Unii Europejskiej. W Polsce nie ma jednej, dominującej. Można spotkać się z wizją euroentuzjastów, którzy życzą sobie jeszcze większej integracji UE, nadania jeszcze większego znaczenia unijnym instytucjom oraz wspólnej, unijnej polityki zagranicznej, finansowej, podatkowej i płacowej. Inni są temu przeciwni i prezentują poglądy zbliżone do wysuniętej przez Charlesa de Gaulle’a koncepcji „europy ojczyzn”, opartej na nadaniu większego znaczenia państwom narodowym i ich znacznie luźniejszej integracji.

Z punktu widzenia partii PiS, najlepszą byłaby integracja oparta wyłącznie na płaszczyźnie ekonomicznej. To znaczy – współpracujemy ze sobą na płaszczyźnie gospodarczej, ale nie mamy wspólnych wartości, nie mamy zasady trójpodziału władzy i nie mamy niezależnego wymiaru sprawiedliwości.

Co pomyślał Pan, gdy Emmanuela Macrona uznano nagle za nowego przywódcę UE?

Podoba mi się jego manifest, w którym pisze, że Europa musi się wyzwolić z impasu dzięki nowym ideom. Szkoda, że ten dokument nie wzbudził żadnej, szerszej dyskusji. Ani premier, ani prezydent nie zajęli wobec niego stanowiska. Manifest Macrona nie wzbudził większego echa w Polsce. Macron jest w tej chwili nieformalnym liderem ruchu proeuropejskiego.

Macron jest zwolennikiem koncepcji Europy dwóch prędkości, to jest Europy opartej na osi Paryż – Berlin, w której nie ma miejsca na Polskę.

Muszę przyznać, że moim zdaniem nie da się uniknąć Europy dwóch prędkości. Europę pierwszej prędkości będą tworzyć państwa strefy euro posiadające wspólny budżet. Polska, niestety, należy do Europy drugiej prędkości.

Jeśli wyobrazimy sobie pociąg jadący w kierunku wspólnej Europy, Polacy będą w nim siedzieć w drugiej klasie. Bardzo mnie to niepokoi, ale liczę na to, że po rządach partii PiS do władzy dojdzie inna orientacja polityczna, która uczyni wszystko, żeby Polska znalazła się w Europie pierwszej prędkości.

W ubiegłych miesiącach w polskich mediach wciąż na nowo pojawiało się hasło „polexitu”. Czy uważa Pan, że wyjście Polski z UE jest realnym scenariuszem?

Sądzę, że stratedzy PiS nie wykluczają „polexitu”. Być może rozumieją przez to coś innego niż Wielka Brytania przez jej brexit. To, co zdarzyło się w Wielkiej Brytanii, ma działanie odstraszające dla jej naśladowców. Ruchy prawicowo-populistyczne, związane z takimi politykami jak Marine Le Pen we Francji, czy Matteo Salvini we Włoszech, nie chcą wyprowadzić tych państw z UE. Uczynią jednak wszystko, żeby zmienić UE w myśl swoich wyobrażeń i zakłócić proces integracji europejskiej. W przyszłości może to doprowadzić do rozpadu UE. Jest to większe zagrożenie niż wyjście tych państw z UE, w której mogą teraz odgrywać rolę konia trojańskiego.

PiS różni się od ruchów politycznych we Francji, czy we Włoszech. Historia polskiej polityki jest inna. Skąd biorą się dziś w Polsce wątpliwości wobec UE?

Wątpliwości te najlepiej oddaje slogan: dawniej Moskwa, dziś Bruksela. Nic się zatem nie zmieniło. My, biedni Polacy, powstaliśmy wreszcie z kolan, na których klęczeliśmy przez cały czas przed Brukselą, tylko dzięki Prawu i Sprawiedliwości. Chęć wyrwania się spod uzależnienia, prawdziwego czy rzekomego, jest w Polsce bardzo silna i wielu Polaków wierzy, że jest tak, jak powiedziałem przed chwilą. Dochodzi do tego problem uchodźców. Kilka lat temu Angela Merkel popełniła błąd. Nie skonsultowała się z innymi przywódcami w UE i obeszła obowiązujące prawo, otwierając na własną rękę granice przed uchodźcami. To silnie wstrząsnęło całą UE.

>>>

Polexit po cichu – nowa strategia PiS.

Depresja plemnika

Europoseł Jacek Saryusz-Wolski (dawniej PO, obecnie pupilek prezesa) przyznał niedawno, że to bracia Kaczyńscy wprowadzili Polskę do Unii Europejskiej. Teraz twierdzi, że jego słowa zostały zmanipulowane przez „Rzeczpospolitą”.

(…) również bracia Kaczyńscy, jako architekci naszej drogi do niepodległości, wprowadzali Polskę do UE, będąc aktywnymi uczestnikami tego długiego procesu, od NSZZ Solidarność poczynając. Już w 1991 roku ówczesne PC (Porozumienie Centrum) poprzednie wcielenie dzisiejszego PiS, jako pierwsza partia deklarowało wejście Polski do struktur NATO i EWG, jako priorytet w swoich postulatach politycznych, w przeciwieństwie do wielu polityków dzisiejszej Koalicji Europejskiej, optujących wówczas za zakonserwowaniem starego porządku geopolitycznego w postaci NATO-bis i EWG-bis” – mówił w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” Saryusz-Wolski.

Teraz europoseł twierdzi, że jego słowa zostały zmanipulowane. W rzeczywistości – jak twierdzi Saryusz-Wolski – treść niektórych pytań została zmieniona.

Było 12 pisemnych pytań i odpowiedzi. Zamiast: 1/3 wywiadu, dot.4 oryg pytań > teraz 7 pytań 1,2,4,5 zmienione, 6,7…

View original post 1 565 słów więcej

Mateuszowi Morawieckiemu należy się Trybunał Stanu. Należy mu się zgnicie, bo jest zgniłkiem

Matołusz Morawiecki przed Trybunałem Stanu. I to jest dobra wiadomość.

Depresja plemnika

Ze zdumieniem i niedowierzaniem obserwuję informacje, które pojawiają się w mediach na temat afery pedofilskiej w domu publicznym na Podkarpaciu. Na szczęście nie jestem pełnomocnikiem ani byłego agenta CBA, ani pokrzywdzonych ani nikogo innego w tej sprawie, więc mogę się wypowiadać jako obywatel, a nie adwokat.

Czy myśmy wszyscy przez te ostatnie cztery lata tak zdziczeli, że gwałty na dzieciach organizowane przez służby specjalne (albo za ich przyzwoleniem) nas nie ruszają? Moja wiedza pochodzi wyłącznie ze źródeł medialnych, ale ponieważ nikt nikomu jeszcze procesu nie wytoczył, to mam podstawę sądzić, że prawdą jest iż od lat funkcjonował dom publiczny, który sprowadzał nieletnie dziewczynki z Ukrainy, które były gwałcone przez tysiące „Vipów”, w tym osoby z najwyższych kręgów władzy. Dodam że dla mnie jako obywatela współżycie seksualne nawet za zgodą osoby poniżej 15 roku życia, to zawsze gwałt, mimo że kategoria prawna jest nieco inna. Tak czy inaczej pedofile z najwyższych…

View original post 2 350 słów więcej

Komunistka Pawłowicz przeciw demokratom, w tym przeciw Włodzimierzowi Czarzastemu

Posłanka PiS Krystyna Pawłowicz – mimo zapowiedzi, że przestanie być bardzo aktywna w mediach społecznościowych – jednak nie daje o sobie zapomnieć. Tym razem nie spodobało jej się wejście SLD do szerokiej Koalicji Europejskiej przed nadchodzącymi wyborami do Europarlamentu. Dała temu wyraz na Twitterze: – „PO dla „odbicia władzy” weszło w SOJUSZ z SLD. Pos. Brejza, Tomczyk, Kierwiński, Gasiuki, Myrcha i reszta „niewinnych” demokratów- właśnie ZOSTALIŚCIE POSTKOMUNISTAMI. Macie teraz u siebie kulturalnych ze stanu wojennego, TW, sędziów PRL. Krwawa tradycja komuny już nie przeszkadza…”.

Posłance PiS postanowił odpowiedzieć szef SLD Włodzimierz Czarzasty. – „Szanowna Pani. Robiłem niedawno zbiórkę komuny w harcówce. Zabrakło Piotrowicza, Kryże, Jasińskiego, Czabańskiego, Muszyńskiego, Wolskiego, Przyłębskiego – komuny historycznej oraz mentalnej – Pawłowicz, Kaczyńskiego, Ziobry, Macierewicza. A nie usprawiedliwialiście się pisowskie komuszki”. Wpis Pawłowicz skomentował też Cezary Tomczyk z PO: – „Piotrowicz, Kryże, Jasiński, Kujda, Czabański itd. Najciemniej pod latarnią. Proszę się uważnie rozglądać po własnej partii. Dziś razem z SLD i każdą prodemokratyczną siłą rozpoczynamy drogę do normalności”.

„A Pani Poseł znowu swoje. Bez przemyślenia tak jakoś… Długą listę Waszych komunistów Pani przecież doskonale zna. Dumnie otwiera ją Towarzysz Prokurator Piotrowicz. Usiłuje Pani niezgrabnie zakłamać rzeczywistość. No nie wychodzi to najlepiej.”; – „Mocne słowa, jak na posłankę z obozu z Kryże, Piotrowiczem, TW Wolfgangiem i TW Ryszardem”; – „Zaprawdę powiadasz Krystyno. Trza rozgonić te wszystkie Kujdy, Przyłębskie i Piotrowicze! Precz z komuną! Polska murem za kryształem! Wodzu prowadź!” – komentowali i kpili internauci ze słów posłanki PiS.

Czarzasty ma rację. Dzisiaj przejrzałym, kiczowatym estetycznie komuchem jest Krystyna Pawłowicz, osoba tak niesmaczna i intelektualnie podła, że wymieniając jej nazwisko, należy popluć 3 razy za plecy. Herbert o takich komuchach pisał w „Potędze smaku”.

Depresja plemnika

Po rzekomej wypowiedzi premiera Izraela Benjamina Netanjahu dotyczącej kolaboracji Polaków z nazistami planowany od dawna szczyt Grupy Wyszehradzkiej w Jerozolimie stanął pod znakiem zapytania. I choć wydawało się, że spór został zażegnany, a na premier Morawiecki uda się na spotkanie, to stało się inaczej. Szef polskiego rządu odwołał swój wyjazd w ostatniej chwili.

– Premier Mateusz Morawiecki przekazał informacje premierowi Netanjahu, że Polskę na spotkaniu V4 w Izraelu będzie reprezentował minister spraw zagranicznych pan Jacek Czaputowicz – powiedział szef kancelarii premiera Michał Dworczyk na antenie TVP Info. Szczyt premierów Polski, Czech, Słowacji i Węgier z udziałem Netnajahu miał się odbyć w Jerozolimie w dniach 18-19 lutego.

– Premier Benjamin Netanjahu dziękował premierowi Morawieckiemu za zorganizowanie szczytu (bliskowschodniego – przyp. red.), który odbył się w ostatnich dniach. Jego współorganizatorem, wraz ze Stanami Zjednoczonymi była Polska – mówił Dworczyk. – Były podziękowania. Była też informacja na temat zmiany reprezentacji polskiej na spotkaniu V4…

View original post 1 920 słów więcej

PiS na kolanach przed Georgette Mosbacher

Ambasadorka  USA Georgette Mosbacher wystosowała list do ministra infrastruktury  Andrzeja Adamczyka, domagając się odstąpienia od przepisów, które miałyby zamknąć polski rynek dla Ubera i zagroziła zamrożeniem amerykańskich inwestycji w Polsce – podaje „Fakt”.

Tymczasem przeciwko działalności Ubera w Polsce protestują m.in. taksówkarze. W związku z tym 17 października polski rząd wysłał do komisji prawnej Rady Ministrów projekt ustawy o transporcie drogowym, który wprowadzał m.in. konieczność posiadania przez pośrednika wpisu do ewidencji działalności gospodarczej lub posiadania numeru w KRS, co w rzeczywistości blokowało możliwość działalności Ubera w Polsce.

W amerykańskiej firmie kierowcą może zostać każdy, kto ma samochód – bez żadnej licencji, znajomości miasta czy zaświadczenia o niekaralności. Nie musi (tak jak taksówkarze) doliczać podatków, kosztów licencji i członkostwa w korporacji taksówkowej. W kilku europejskich krajach (m.in. w Danii oraz we Włoszech) działalność Ubera została zakazana.

Z ustaleń „Faktu” wynika, że pojawiły się przecieki, iż mimo sprzeciwu Adamczyka, temat ograniczenia działalności Ubera w Polsce jest zamknięty.

Pani ambasador nie po raz pierwszy „interweniuje”. W listopadzie napisała list do resortu zdrowia w sprawie firmy Genetech, która w jej opinii mogła zostać potraktowana niesprawiedliwie przy niektórych decyzjach: „Jestem zaniepokojona, że wątpliwości dotyczące sprawiedliwości lub przejrzystości tego procesu mogłyby wpływać negatywnie na warunki biznesowe dla firm, które sprowadzają innowacyjne nowe technologie do Polski” – oświadczyła Georgette Mosbacher.

Nieco wcześniej napisała też do szefa rządu, wyrażając „zdumienie” tym, że minister Joachim Brudziński oraz inni posłowie PiS oskarżają stację TVN o sfingowanie spotkania polskich neonazistów. Podkreśliła, że ważne jest dla niej wspólne wspieranie przez Polskę i USA wolności mediów i wolności słowa. Wyraziła nadzieję, iż członkowie rządu powstrzymają się od atakowania niezależnych dziennikarzy.

Pisowcy grabią państwo jak mogą, a Jankesów się boją, jak diabeł święconej wody.

Depresja plemnika

Za czasów poprzedniego prezesa NBP Marka Belki dyrektor ds. komunikacji mógł liczyć na 23 tys. zł brutto. Na tę pensję składała się podstawa w wysokości 18 tys. zł brutto oraz kwartalne premie – ok. 10 tys. zł.

Do tego dyrektor mógł dostać maksymalnie dwie roczne premie specjalne z tzw. puli prezesa po ok. 10 tys. zł brutto – ustalił Polsat News.

Przypomnijmy, że obecna szefowa ds. komunikacji Martyna Wojciechowska – wg doniesień medialnych – otrzymuje w NBP za prezesury Adama Glapińskiego ok. 65 tys. zł miesięcznie. Do tego trzeba doliczyć 11-12 tys. zł z tytułu zasiadania w radzie Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, do którego została delegowana właśnie przez Glapińskiego.

Ustalenia Polsat News stoją w sprzeczności z wypowiedziami polityków PiS, poczynając od Andrzeja Dudy.  – „Siatka płac w Narodowym Banku Polskim to nie jest decyzja pana prezesa Adama Glapińskiego, to są decyzje, które były podjęte w czasach, kiedy swoją kadencję jako…

View original post 1 331 słów więcej

Zdziecinnienie Polaków podczas 3 Króli. Ciemnogród trzyma się mocno

Oto Polska zdziecinniała. Kiepski mit 3 Króli sprzed dwóch tysięcy lat ma wzięcie wśród niedouczonych Polaków.

Depresja plemnika

Wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, uznający, że Polska przeprowadzając ekshumację Arkadiusza Rybickiego i Leszka Solskiego wbrew woli ich żon naruszały art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, uzyskał statut prawomocnego. Państwo polskie nie odwoływało się od wyroku.

>>>

Awantura wokół nominacji Adama Andruszkiewicza na wiceministra cyfryzacji doprowadziła do ponownego przywołania w mediach równie skandalicznych nominacji, których symbolem stał się Bartłomiej Misiewicz. Ten ostatni poczuł się jednak porównaniami do byłego szefa Młodzieży Wszechpolskiej głęboko urażony i postanowił zabrać w sprawie głos. Można powiedzieć, że doszło między politykami do pewnej licytacji, kto bardziej nadaje się do pełnienia funkcji wiceministra. Pupil Antoniego Macierewicza jest przekonany, że to on o wiele bardziej nadaje się na takie stanowisko.

Andruszkiewicz ukończył stosunki międzynarodowe na Uniwersytecie w Białymstoku i bardzo podkreślał, że posiadanie wyższego wykształcenia jest niezwykle ważną kompetencją na stanowisku wiceministra. Bartłomiej Misiewicz pochwalił się jednak znacznie dłuższą listą “osiągnięć”:

“Widzę, że znów brakuje arg. i wyciera…

View original post 1 532 słowa więcej

PiS realizuje zasady leninowskie. Jak mówił Lenin, kadry są najważniejsze

Tydzień temu Gazeta Wyborcza opublikowała artykuł “40 milionów i nie będzie kłopotów”. W marcu tego roku były już przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego Marek Chrzanowski miał zaoferować układ właścicielowi Getin Noble Banku Leszkowi Czarneckiemu. Czarnecki twierdzi, że w zamian za przychylność szef KNF oczekiwał zatrudnienia wskazanego prawnika z wynagrodzeniem w wysokości około 40 mln. Podczas rozmowy pada również nazwisko Zdzisława Sokala, przedstawiciela prezydenta w KNF i prezesa Bankowego Funduszu Gwarancyjnego.

Z doniesień medialnych wynika, że obóz władzy wybrał strategię “na przeczekanie” całej afery. Dymisja Marka Chrzanowskiego miała być – według przekazów dnia – zakończeniem sprawy. Jednak nic takiego nie ma miejsca, a dziennikarze drążą coraz głębiej temat propozycji złożonej Czarneckiemu. Rzeczpospolita opisała szybką i kontrowersyjną karierę naukową szefa KNF. Z kolei Gazeta Wyborcza przejrzała zapisy wideo z dziwnego głosowania nad radcą Grzegorzem Kowalczykiem, zgłoszonego do rady nadzorczej Giełdy Papierów Wartościowych, którego Chrzanowski zaproponował Czarneckiemu. Kowalczyk zasiada w radzie nadzorczej Plus Banku Zygmunta Solorza.

Lenin mawiał – kadry są najważniejsze. Wtedy rewolucja może być udana. Rewolucja Prawa i Sprawiedliwości obnaża po raz kolejny nowego Misiewicza. W historii Marka Chrzanowskiego jest wiele podobieństw do kariery najbardziej zaufanego podwładnego Antoniego Macierewicza. Przykładem pierwszym z brzegu jest wpływanie przez Misiewicza na dymisje zasłużonych wojskowych, w przypadku Chrzanowskiego jest to delegowanie do banków swojego człowieka. Proces habilitacji Chrzanowskiego pozostawia wiele do życzenia, u Bartłomieja Misiewicza też miały miejsce małe krętactwa odnośnie wykształcenia.

Bartłomiej Misiewicz stał się symbolem kadr Prawa i Sprawiedliwości, które jak szarańcza rzuciły się za aprobatą swoich protegowanych na państwo. Zarówno wypromowany przez byłego szefa MON Misiewicz, jak i Chrzanowski, którego politycznym “ojcem chrzestnym” jest aktualny prezes Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński, działali w bardzo newralgicznych z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa sektorach. Jeden z zerowym doświadczeniem w obszarze wojskowości, drugi z pomysłami koropcjogennymi w finansach i bankowości. Nie wiemy, czy to był tylko jeden numer Chrzanowskiego, ale można przypuszczać, że bank Zygmunta Solorza usłyszał coś podobnego.

Tego typu ludzie jak były szef KNF, to wspaniała pożywka dla wywiadów niekoniecznie przychylnie nastawionych do Polski. Wizja ingerencji obcego państwa w bądź co bądź stabilny system bankowy w Polsce, jest uprawdopodobniona w tym momencie w bardzo wysokim stopniu. Biorąc pod uwagę ciągoty, jakie cechują Marka Chrzanowskiego, dzisiaj powinien być pod stałą opieką ABW, ponieważ wyniósł w swojej głowie wiele dokumentów oraz rozmów do domu.

Nakładając na to bardzo newralgiczny sektor energetyki, gdzie doszło do prowokacjidziennikarskiej i wymyślony ekspert zaczął publikować na branżowych portalach teksty dezinformujące oraz zdobywać niejawne informacje o gazociągu Baltic Pipe, to mamy dopełnienie obrazu działania państwa na szczególnie ważnych polach. Nie wiem czy odpowiednie służby wciągnęły jakiekolwiek wnioski z energetycznej prowokacji, ale jednoznacznie widać, że w przypadku Chrzanowskiego należy podjąć nadzwyczajne środki.

Kadry są najważniejsze. Pierwsza zasada leninowska.

Depresja plemnika

Polska gospodarka stale rośnie i jest to jeden z najbardziej dynamicznych wzrostów w Unii Europejskiej. Przez londyńską giełdę papierów wartościowych Polska została uznana za gospodarkę rozwiniętą jako pierwszy kraj w regionie. W istocie należymy do najszybciej rozwijających się krajów świata i od 1989 r. dokonaliśmy skoku porównywalnego z takim tygrysem światowej gospodarki jak Korea Południowa.

Giertych twierdzi, że istnieje kolejne nagranie kompromitujące szefa KNF

Polska jak Włochy czy Grecja

Z pewnością Polska świetnie wykorzystała szansę, jaką dało wejście do gospodarki światowej ze stosunkowo wykwalifikowaną i tanią siłą roboczą. Moment, jaki ma dziś, w latach 80. miały Włochy i Grecja. Dziś oba te państwa są dotknięte długoletnią stagnacją, a ich współfinansowana w przeszłości przez UE infrastruktura zaczyna się sypać. Włoskie lotniska wyglądają starzej niż Terminal 1 na Okęciu, a wielu greckim rodzinom nie wystarczyło środków na budowę domów, które zatrzymują się dziś na pierwszym piętrze, strasząc strzelającymi w niebo prętami. Czasy prosperity dobiegają końca w każdym dorabiającym się kraju. Pytanie na dziś brzmi: czy wpadniemy w grecką…

View original post 2 294 słowa więcej