Archiwa tagu: Bartosz T. Wieliński

Jędraszewski, zadufany kłamca

Muzyk Tymon Tymański o słowach (arcybiskupa – taki tytuł feudalny) Marka Jędraszewskiego na temat mniejszości seksualnych.

Jędraszewski gościł na antenie prawicowej Telewizji Republika, gdzie wypowiadał się na temat środowiska LGBT:

– Ideologia LGBT to sprowadzenie człowieka do pewnego stworzenia, które żyje tylko i wyłącznie swoją seksualnością. (…) Podobnie jak inne ideologie, czerwona, bolszewicka czy hitlerowska, to są ideologie, czyli pewne programy skierowane do naszych umysłów, do naszych serc, po to, żeby doprowadzić nas do zupełnie nowego odczytania siebie i świata i naszego przeznaczenia. W tym sensie są to ideologie niezwykle niebezpieczne, bo one dotykają istoty naszego ducha. (…) Ideologia LGBT jest zaprzeczeniem tej wizji, jaką miał Pan Bóg, stwarzając człowieka na swój obraz i swoje podobieństwo. Najgłębszym przejawem naszego podobieństwa do Pana Boga jest to, że potrafimy być odblaskiem jego miłości. A ona jest pełna dobroci, pełna życzliwości, ofiarna, bezinteresowna. Stwarzając człowieka jako kobietę i mężczyznę Pan Bóg zawarł bardzo konkretny plan, kim każdy z nas jest, w swojej strukturze, także biologicznej i jak ma swoje człowieczeństwo realizować. Natomiast wszystko to, co temu zaprzecza, jest na pewno czymś, co uderza w zamysł Boży.

– Fikcyjna ideologia przeczy wizji urojonego bytu – taki sens mają słowa hierarchy, który znów powtarza nawiązujący do repertuaru nazistów refren o „tęczowej zarazie”. Być może wierzy, że powtórzony tysiąc razy objawi prawdę – w to również wierzyli naziści – komentuje filozof Jerzy Bokłażec.

– Marek Jędraszewski to wyjątkowo nienawistny, zdemoralizowany i odrażający typ, nawet jak na niskie standardy kościelne – wypowiada się publicysta Piotr Szumlewicz.

Komentarz Tymańskiego 

Arcybiskup Jędraszewski: LGBT jest zaprzeczeniem tej wizji, jaką miał Pan Bóg, stwarzając człowieka”. Ja: Jaką dokładnie wizję miał Pan Bóg, Ty zadufany kłamco? Co Ty naprawdę wiesz o Bogu, skoro nie wypełniasz Jezusowego przykazania – kochaj bliźniego jak siebie samego?”. Proponuję wersję-ćwiczenie duchowe dla tych mniej lotnych i mniej współczujących: Szanuj bliźniego jak siebie samego”.

Reakcje internautów:

Przez ostatnie 4 lata szczujący na ludzi kler i wtórujący PiS w podburzaniu przeciwko nim, idealnie ukazał, że jest nie tylko zaprzeczeniem wizji Boga, ale również jego istnienia.

Co Jędraszewski właściwie chce tą wypowiedzią zasugerować? Że wprawdzie Bóg stworzył wszystko, jednocześnie nie ma nic wspólnego ze stworzeniem ludzi LGBT? To niby skąd oni się wzięli? Albo, że wprawdzie ich stworzył, ale gdzieś się pomylił i wcale nie jest genialnym demiurgiem?”.

Chory człowiek. Powinien być izolowany od społeczeństwa. Zło w czystej postaci”.

Dziadek w spódnicy tylko o seksie by gadał i gadał”.

Kmicic z chesterfieldem

Posłowie KO zaapelowali do prezydenta, aby ten zmienił swoją decyzję i wyznaczył kogoś innego na stanowisko marszałka seniora niż Antoniego Macierewicza. – Wierzę w to, że prezydent Duda, kierując się zgodą w Sejmie i odpowiedzialnością za polską demokrację, tę decyzję zmieni – tłumaczył wiceprzewodniczący PO Tomasz Siemoniak. Podobne pismo do prezydenta złożyła też Lewica.

Jest czas na zmianę decyzji

Posłowie Koalicji Obywatelskiej wysłali do prezydenta specjalne pismo w sprawie Antoniego Macierewicza, który ma w nowym Sejmie pełnić rolę marszałka seniora.

– Ma pan kolejny raz szansę być prezydentem nie tylko jednej partii, ale wszystkich Polaków. Do tego wymagana jest zmiana tej decyzji. Nie może być tak, że człowiek, który w ostatnich latach szkodzi polskiej racji stanu, jest nominowany na takie stanowisko – mówił Marcin Kerwiński.

Wiele powodów, aby decyzję zmienić

W obszernym, 3-stronicowym piśmie posłowie opozycji argumentują, dlaczego były szef MON nie powinien piastować tej funkcji.

Posłowie przypominają w nim niejasne powiązania Antoniego Macierewicza z obcymi służbami, miliony wydane na komisję smoleńską i budowanie kapitału politycznego na kłamstwie smoleńskim, a także demolowanie polskiej armii.

– Antoni Macierewicz kłamał z mównicy sejmowej o rzekomych “mistralach za dolara”, a teraz…

View original post 1 533 słowa więcej

Pożar w burdelu trolli

Więcej >>>

Trolling to specjalność PiS, taki był też hejt w ministerstwie Ziobry. Każde ministerstwo rządu PiS ma takie komórki do walki z „totalną” opozycją.

Xerofas

„Wszyscy o nich słyszeli. Nikt nie wie, jak naprawdę działają na Facebooku i Twitterze. Ja wiem. Przez pół roku byłam trollem” – tymi słowami zapowiada kolejne „trzęsienie ziemi” w internecie jedna z autorek artykułu „Największa znana polska farma trolli bierze państwowe dotacje. Pracowała m.in. dla TVP [ŚLEDZTWO NEWSWEEKA]” – opublikowanego na stronie internetowej newsweek.pl

Jak u Hitchcocka – „najpierw trzęsienie ziemi, a potem napięcie rośnie”. „Fałszywe konta na Twitterze i Facebooku czyszczą wizerunek prezesa TVP, prowadzą kampanie wyborcze politykom, lobbują na rzecz firm zbrojeniowych. Docierają do milionów odbiorców. Współfinansuje ten biznes państwowy fundusz. Tropy z farmy trolli prowadzą do podejrzanego o korupcję Bartłomieja Misiewicza” – rozpoczynają spektakularnie artykuł Katarzyna Pruszkiewicz, Julia Dauksza, Konrad Szczygieł oraz Wojciech Cieśla.

Jako się rzekło, jak amerykańskich filmach, dziennikarka pod przykryciem wchodzi w struktury firmy by od środka sprawdzić rządzące nią mechanizmy. Wysłała CV i dostała się na trzymiesięczny okres próbny. Na początku współpracy otrzymała…

View original post 500 słów więcej

 

Pokonać Dudę! Zadanie dla kandydatów opozycji. Nie powinno być trudne

Donald Tusk, Rafał Trzaskowski czy Małgorzata Kidawa-Błońska? Zanim największa partia opozycyjna postawi na kandydata na prezydenta, musi się rozliczyć z Grzegorzem Schetyną.

Słoneczny poranek przy Wiejskiej. W gmachu Sejmu atmosfera uroczysta, nowi posłowie zwiedzają budynek. W holu prowizoryczne atelier, parlamentarzyści robią sobie zdjęcia. Przy stoliku obok podpisują listę obecności, debiutanci szkolą się przed czteroletnią kadencją.

Godzina 18, modna ulica Foksal w centrum Warszawy. Cicha knajpka pełna gości. Gospodarzem jest nowy senator niezależny, były poseł PO Stanisław Gawłowski. Minione miesiące były dla niego pełne niespodzianek – w 2018 r. spędził czas w areszcie, ma zarzuty o korupcję.

– Dostałem zaproszenie na spotkanie Gawłowskiego. Kilkudziesięciu gości, większość baronów PO – opowiada jeden z biesiadników. – Podpisali wyrok na Schetynę. Chcieli, by to wiedział. Dlatego umówili się w centrum Warszawy, dali przecieki do tabloidów.

– Nie wszystkim się to podobało. Chcemy zmian, ale nie w takim stylu. Zależy nam, by po rewolucji nie zostały tylko zgliszcza. Rywalizacja powinna być fair play – mówi inny uczestnik biesiady.

Relację ze spotkania daje tygodnik „Wprost”. Wśród gości tzw. frakcja młodych: Borys Budka, Cezary Tomczyk, Sławomir Nitras, Bartosz Arłukowicz i szef partii w Warszawie Marcin Kierwiński, do niedawna kojarzony ze Schetyną.

Jest czołówka PO i polityczni przyjaciele: mecenas Roman Giertych, europoseł Radosław Sikorski, Cezary Grabarczyk, Michał Kamiński, Paweł Poncyljusz, Izabela Leszczyna, z Białegostoku przyjeżdża prezydent Tadeusz Truskolaski.

Lista zaproszonych jest długa, ale niektórych brakuje: Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, Tomasza Siemoniaka, Andrzeja Halickiego.

Goście Gawłowskiego sypią anegdotami, bohaterem jest Schetyna. Wznoszą toasty na pohybel przewodniczącego PO.

– Schetyna jak Balcerowicz!

– Czyli jak?

– Musi odejść!

Trzaskowski wraca do gry

Ten wieczór lider PO spędza daleko. W Strasburgu ostrzega Radę Europy o „próbie zmiany werdyktu wyborczego przez PiS”. Gdy pozuje do zdjęcia z sekretarz Rady, jego przeciwnicy liczą szable w stolicy.

– Pytali, czy dołączę. Odmówiłem, bo nawet jeśli ze Schetyną już nie wygrywamy, to jaka jest gwarancja, że wygramy z Budką? – mówi nam polityk PO.

Są różne pomysły, jak odsunąć Schetynę. Kilka osób forsuje stanowisko wicemarszałka Sejmu dla szefa PO i marginalizację jego najbliższych współpracowników. Inni chcą blokować nominatów Schetyny do Senatu.

Ale naprzeciw jastrzębi w PO stają też gołębie. Mówią, że na koniec chcieliby przybić piątkę ze Schetyną. Wszystko ma się rozegrać po 12 listopada, gdy opozycja ułoży się w Senacie. Pierwszym testem będzie wybór szefa klubu parlamentarnego. Budka już się zgłosił.

Ciszej o samego siebie walczy Schetyna. Odwołał wyjazdowe posiedzenie klubu, ale znalazł czas na spotkanie z posłami debiutantami. Natychmiast pojawiły się komentarze, że szuka sojuszników, bo parlamentarzyści z automatu wchodzą do rady krajowej PO. To zaplecze partii.

Jak opowiadają nasi rozmówcy, miał zaproponować drugiej stronie, by do gry o prezydenturę wrócił Rafał Trzaskowski związany z młodymi w PO. – Jego kandydatura upadła, gdy wyskoczył z kartą LGBT. W partii uznali, że jest za bardzo lewicowy, że nie pozbiera głosów tradycyjnych wyborców, a prezydent musi mieć jak najszersze poparcie. Ostatnio młodzi podnieśli głowy, Schetyna da im wszystko, na czym im zależy. Na ich: „Grzegorz, zabijemy cię”, odpowiedział: „Chłopaki, nie zabijajcie mnie, Trzaskowski na prezydenta” – ujawnia polityk PO.

Z prezydentem Warszawy jest pewien problem. Zwycięski scenariusz to komisarz w stołecznym ratuszu, którego wskaże premier. To oznaczałoby, że stolica – wyborczy bastion PO – dostanie się w ręce nominata PiS. Komisarz będzie rządził miastem do nowych wyborów, które muszą być rozpisane w ciągu trzech miesięcy.

Samorządowa ekipa PO jest już przyzwyczajona do kontroli wysłanych przez państwowe służby. Ostatnia to CBA, które przysłało agentów w kominiarkach, co dobrze wygląda w TVP. Zażądali dokumentów oczyszczalni ścieków Czajka. – Czytamy to jako sygnał, że druga strona obawia się kandydata Trzaskowskiego – mówi warszawski polityk PO.

Tusk mobilizuje wyborców PiS

Trzaskowski to tylko jedna z propozycji, przede wszystkim PO czeka na decyzje jej byłego lidera Donalda Tuska. Ale ma on własne plany, startuje na szefa Europejskiej Partii Ludowej. Rzecz rozstrzygnie się dopiero 21 listopada.

To opóźnienie nie było do końca po myśli Schetyny. Po przegranych wyborach do Sejmu chciał uspokoić wrzenie w Platformie, wprowadzając do partyjnej debaty temat kandydata na prezydenta. Daleko szukać nie musiał. Kidawa-Błońska, którą wcześniej zrobił twarzą kampanii wyborczej, zdobyła w Warszawie 416 tys. głosów.

Schetyna uznał, że to kapitał, który daje jej realne szanse w starciu z Andrzejem Dudą. Ludzie z otoczenia przewodniczącego zaczęli przekonywać, że czas goni i trzeba się błyskawicznie decydować. By pójść dalej, potrzebował deklaracji Tuska, ale szef Rady Europejskiej się nie zadeklarował.

Spotkali się w Brukseli, gdzie Schetyna miał usłyszeć, że Tusk niczego nie wyklucza, ale uważa, że opozycji nie stać na pomyłki i kandydaci, których wybierze PO, muszą być gruntownie przebadani.

W partii mówią też o prawyborach. Jeśli PO się na to zdecyduje, to nie pierwszy raz – w ten sposób nominację dostał Bronisław Komorowski, z którym konkurował w 2010 r. Sikorski.

Tusk wie, że wzbudza skrajne emocje. Jest mocnym kandydatem po stronie opozycji, ale po drugiej stronie barykady ma zdeklarowanych przeciwników. W PiS też to wiedzą. Sztabowcy partii doskonale zdają sobie sprawę z tego, że ich elektorat najbardziej mobilizują Tusk, Wałęsa i Giertych.

– Do 21 listopada raczej nie należy się spodziewać twardych deklaracji po naszej stronie. Jeśli wtedy Tusk zostanie szefem Europejskiej Partii Ludowej, to są marne szanse na start w Polsce. Prezydent jest apolityczny, więc musiałby zrezygnować ze stanowiska, które dopiero co zdobył – słyszymy w PO. Ale są też tacy, którzy twierdzą, że rezygnacja nie będzie problemem.

Kaczyński wskazuje Dudę

W tej politycznej układance pewny jest jeden kandydat. Wskazał go Jarosław Kaczyński. – Prezydent Andrzej Duda odnosi sukcesy, które bardzo sobie cenimy. Byłoby z naszej strony wielce nieroztropne i nierozsądne, gdybyśmy chcieli szukać kogoś innego – stwierdził we wrześniu w „Super Expressie.”

Duda czasu nie marnuje, od czterech lat jest w trasie. Przejechał 117 powiatów już jako prezydent, teraz chce dojechać tam, gdzie nie był jeszcze nigdy żaden prezydent. PiS też się już szykuje, z kampanii parlamentarnej chce przejść płynnie w prezydencką. – Dzień po wyborach parlamentarnych jesteśmy gotowi do ostatniej, czwartej i mam nadzieję zwycięskiej – to usłyszeli dziennikarze na śniadaniu prasowym, które w środę wydał PiS. Na Nowogrodzkiej pokazali szczegółowe analizy poziomu poparcia dla partii Kaczyńskiego. To one m.in. posłużą do rozpisania strategii kampanijnej Dudy.

Wcześniej Joachim Brudziński uchylił rąbka tajemnicy, że w najbliższych dniach partia przedstawi sztab wyborczy. Ponieważ nie spodobało się to w Pałacu Prezydenckim, Brudziński stwierdził, że „palnął”, bo była godzina siódma rano.

Ale niezależnie od tego, co teraz głosi europoseł PiS, partia faktycznie przymierza się do wiosennej kampanii prezydenckiej. Z kilku powodów.

Po odbiciu Senatu przez opozycję w PiS wiedzą już, że mają realnego konkurenta. – Zdaję sobie sprawę, że to nie będzie spacerek – mówił o kampanii prezydenckiej wicepremier Jacek Sasin. Bo jeśli druga strona ułoży po swojemu Senat i wybierze swojego marszałka, to on, a nie Nowogrodzka, ogłosi termin wyborów prezydenckich.

PiS chce też wykorzystać zamieszanie i wewnętrzne rozliczenia w Platformie, by w ten sposób pokazać wyborcy porządek w obozie władzy i chaos po stronie głównej partii opozycji.

PSL: Zróbmy prawybory opozycji

Bo w PSL i na Lewicy kryzysu nie ma. W grze są Robert Biedroń z Wiosny i szef ludowców Władysław Kosiniak-Kamysz.

– Schetyna ma wyjście. Może skorzystać z naszego pomysłu i odwrócić uwagę od tego, co się dzieje u niego w partii – mówi „Wyborczej” jeden z ludowców. PSL też proponuje prawybory, w których kandydatów do urzędu prezydenta wystawia cała opozycja. – To jest coś nowego, czego jeszcze w polskiej polityce nie było. Kandydaci spotykają się i debatują, śledzą to media i wyborcy, więc gra toczy się na naszym podwórku. Po trzech tygodniach robimy duże badania, który z kandydatów ma największe szanse, i tego wystawiamy – mówi „Wyborczej” Władysław Kosiniak-Kamysz.

Ale pomysł nie ma wielu zwolenników. – Jeśli faktycznie przegrani w takich prawyborach wycofaliby się ze startu, uznając jednego kandydata opozycji, byłoby to godne rozważenia. Ale jakoś sobie tego nie wyobrażam – mówi ważny polityk PO.

Tomasz Siemoniak, wiceszef PO, stronnik Schetyny, ocenia, że propozycja PSL jest nierealistyczna, bo każdy, kto zajmuje się polityką, pamięta, co się stało z Unią Wolności, gdy nie zgłosiła kandydata na prezydenta w 2000 r. – Skończyło się to fatalnie, UW praktycznie przestała istnieć – przypomina.

To wspomnienie przywołują kolejni rozmówcy od PiS po SLD. Budka uważa, że najlepsze prawybory dla opozycji to pierwsza tura wyborów prezydenckich.

W prezydenckiej grze chce zagrać też lewica, która po czterech latach wróciła do Sejmu i na nowo buduje swoją markę. – Żadnych powszechnych prawyborów a la PSL, wszystko na spokojnie. Testem będzie pierwsza tura – mówi ważny polityk Sojuszu.

Kandydatem będzie Biedroń. To będzie dla niego finał brawurowego politycznego rajdu. Lider Wiosny, eurodeputowany, który obiecał złożyć mandat, ale zmienił zdanie. Do tego krytyk SLD, który został sojusznikiem partii Włodzimierza Czarzastego.

Działacz Sojuszu: – Nie gramy w tej samej lidze co Donald Tusk, ale Biedroń weźmie swoje, a my musimy za nim stać z logo lewicy. To nazwisko na kilkanaście procent. Powiem nieelegancko, ale obrazowo: po czterech latach wyszliśmy z czarnej dziury, nikt nie chce tam wrócić. Będziemy stali za Biedroniem murem.

„Donald Tusk jest niezawodnie genialny. Lojalny i uczciwy wobec Wielkiej Brytanii, znacznie wykraczający poza to, czego można oczekiwać. Nie uciekł się do gniewnych tyrad ani nie był mechanicznym technokratą, w przeciwieństwie do innych w Brukseli. Mamy szczęście, że był tam w tym okresie z nami” – napisał wydawca jednego z angielskich serwisów poświęconych polityce, Ian Dunt.

„Gdyby pisiorki umiały czytać po angielsku trafiłby ich szlag.” – skomentował to jeden z internautów.

Kmicic z chesterfieldem

Kaczyński, Kamiński i Ziobro od dawna musieli wiedzieć o majątku Mariana Banasia i jego biznesowych konszachtach z gangsterami. A mimo to karnie podnieśli rękę za powołaniem tego „krystalicznie uczciwego” człowieka na szefa NIK. Dlaczego?

Prezes PiS, prokurator generalny, szefowie służb specjalnych jak jeden mąż zagłosowali 30 sierpnia w Sejmie za tym, by powołać Mariana Banasia na prezesa Najwyższej Izby Kontroli. Choć od miesięcy było wiadomo, że w sprawie jego majątku są niejasności, a jego byli współpracownicy z resortu finansów mają zarzuty za wyłudzenie VAT, „Pancerny Marian”, jak nazywają Banasia partyjni koledzy, jest mocniejszy, niż nam wszystkim się wydawało.

Gdy „Superwizjer” TVN ujawnił, że od lat wynajmował znanym krakowskim sutenerom kamienicę, którą ci zamienili na hotelik z pokojami na godziny, PiS bronił go jak niepodległości. Sam Banaś brylował w prorządowych mediach, pokrętnie tłumacząc się z biznesów z karanymi w przeszłości gangsterami, którzy mają do niego bezpośredni telefon. I sam się denuncjował, ujawniając…

View original post 2 490 słów więcej

 

Panowie Kuchciński z Karczewskim opływają w luksusy, bo im się należy

Marek Kuchciński – jak już wielokrotnie pisaliśmy – dalej mieszka w prezydenckiej willi. Dlaczego? Jeden z czołowych polityków Zjednoczonej Prawicy tłumaczy to… „problemami mieszkaniowymi” byłego marszałka.

W obronie partyjnego kolegi stanął Henryk Kowalczyk, minister środowiska. Polityk odniósł się do tematu w rozmowie, która została wyemitowana w jednym z programów TVP 1. „Mogę się tylko domyślać przyczyn. Jest nowa kadencja, a na początku kadencji są problemy mieszkaniowe. To może być przyczyną” – przyznał prawicowy dygnitarz.

Według informacji „Rzeczpospolitej” Kuchciński pomieszka jeszcze trochę w prestiżowym mieszkaniu, które ulokowane jest w prezydenckiej willi. Umowa na zajmowanie apartamentu została przedłużona do 8 listopada, pomimo tego, że prawo wskazuje na to, aby marszałek opuścił mieszkanie już dwa miesiące po tym, gdy pożegnał się ze sprawowanym urzędem. Kuchciński zrezygnował 8 sierpnia – miało to związek z tzw. aferą samolotową, kiedy na jaw wyszło, że traktował rządowe samoloty jak prywatne taksówki.

Sejm pomimo, że posiada w dyspozycji służbowe mieszkanie dla marszałka,  płaci 4145,28 zł za miesiąc wynajmu. Za ten dodatkowy miesiąc Kuchciński ma podobno wysupłać pieniądze z własnej kieszeni

O kolejnej aferze wokół Kuchcińskiego poinformował „Fakt”. Dziennikarze gazety wskazali na to, że – według ich informacji – Kuchciński ciągle korzysta ze służbowej limuzyny i ochrony. Służba Ochrony Państwa nie zaprzeczyła podanym przez „Fakt” informacjom.

Przecież jest hotel poselski”, „Co nie ma hotelu sejmowego??? Jak mu nie pasuje to niech sobie przyczepę kempingową wynajmie przyjemniaczek” – to tylko niektóre komentarze internautów, którzy nie kryją oburzenia i ostro ganią Kuchcińskiego.

Kmicic z chesterfieldem

Partia Jarosława Kaczyńskiego boi się wyborów prezydenckich. Ale już widać, w jaki sposób będzie walczyć o drugą kadencję dla Andrzeja Dudy.

Wbrew oficjalnemu optymizmowi PiS boi się, że przegra wybory prezydenckie wiosną 2020 r. Bo w wyborach parlamentarnych opozycja zdobyła więcej głosów niż PiS, a podczas prezydenckich mobilizacja elektoratów nie osłabnie. Dla opozycji zdobycie prezydentury będzie ostatnią szansą, by powstrzymać władzę Jarosława Kaczyńskiego. Dla PiS przegrana to paraliż i demontaż autokratycznego państwa. Taka mobilizacja daje większe szanse opozycji, PiS nie przyciągnie bowiem kolejnych rzesz wyborców.

Nie pocieszają też rządzących sondaże prezydenckie. Wprawdzie większość z nich wskazuje na zwycięstwo prezydenta Dudy, ale są one przeprowadzane w warunkach, gdy nie ma jeszcze oficjalnych kontrkandydatów, a kampania dopiero się rozkręca. Duda wygrywa, bo jest na razie jedynym oczywistym kandydatem na ten urząd. Ale wygrywa ledwo, ledwo, co powinno PiS niepokoić. W 2014 r., kilka miesięcy przed wygraną Dudy, prezydent Komorowski miał w podobnych…

View original post 3 176 słów więcej

 

Czy Banaś, Ziobro i Kamiński mają nagrania na pisowskich kumpli?

Czy boję się hejtu? Już mnie dotknął, już witałam CBA o szóstej rano w domu. Bezradności? Iwona Hartwich śpiąca na sejmowych korytarzach z niepełnosprawnymi też wyglądała na bezradną. A jej upór spowodował wiele zmian.

Aleksandra Lewińska: Czytam w komentarzach, że wygrała pani na „ładną buzię”.

Magdalena Łośko: Jeśli by tak było, to, nie ujmując oczywiście urodzie kolegów z lepszymi wynikami, w Bydgoszczy powinnam wygrać w cuglach (śmiech).

A ponad 11 z 14 tys. głosów zawdzięcza pani mieszkańcom Inowrocławia i powiatu inowrocławskiego.

– Znają mnie i jestem pewna, że nie postawili krzyżyka za ładne oczy. Od 2010 r. jestem inowrocławską radną, od kilku lat wiceprzewodniczącą rady. Jestem społeczniczką, podejmowałam wiele inicjatyw lokalnych, ważnych dla mieszkańców. Cieszy mnie, że to dostrzegli, docenili i dali mi szansę na to, by działać także dla szerszej społeczności.

Bydgoszczanie nie znają. Wielu ma wrażenie, że wchodzi pani do Sejmu jako „skrzydłowa Krzysztofa Brejzy”. Jego asystentka.

– Przez wiele lat byłam dyrektorką biura poselskiego Krzysztofa Brejzy. Tam miałam okazję przyglądać się polityce krajowej i obserwować ją „od kuchni”. Jest fascynująca. Obserwowałam poselską pracę i zaangażowanie Krzysztofa. Szybko jednak zaczęłam pracować na własny rachunek. Niemal dziesięć lat pracy w samorządzie wiele mnie nauczyło. Ale jak ktoś chce nazywać mnie „asystentką”, jego sprawa.

Asystentka w ustach złośliwych bardziej „upupia”.

– Jasne. Ale obrażalska nie jestem. I mam poczucie, że nie muszę wybijać się na niepodległość, niczego udowadniać. Ci, którzy mnie znają, wiedzą, z jakim zaangażowaniem pracowałam w samorządzie. Wśród ważnych tematów, którymi zajmowałam się przez lata, jest choćby walka o obwodnicę Inowrocławia. Ja także mam w tym swój udział. Było też wiele innych inicjatyw interesujących bardziej społeczność lokalną, więc pewnie to nie miejsce na ich wymienianie. A teraz przede mną czas rozwijania działalności, rozszerzania terytorium, na którym działam.

Ale poparcie Brejzy pomogło.

– Bardzo je sobie cenię. Zaufał mi, wierzy w moje możliwości. Dla mnie to duża nobilitacja.

Przyjaźnicie się?

– Tak zwyczajnie, po ludzku – tak. Ale przede wszystkim współpracujemy zawodowo. Poseł Brejza jest wymagający, ja zaangażowana i pracowita. Myślę, że to zdecydowało o jego wsparciu.

Nie boi się pani, że ta ścisła współpraca szybko uczyni z pani kolejną czarną postać prezentowaną regularnie w Wiadomościach?

Jako samorządowiec doświadczyłam już hejtu nie raz i nie dwa. Od opluwania mnie w internecie, po seksistowskie komentarze. Nagonka w TVP na posła Brejzę też uderzyła we mnie rykoszetem. O 6 rano otwierałam drzwi panom z CBA, którzy weszli do mieszkania na przeszukanie i po sprzęt elektroniczny.

To szalenie smutne, że telewizja, która nazywa się publiczną, która powinna realizować misję, stać na straży obiektywizmu i rzetelności przekazu, w istocie jest tubą propagandową partii rządzącej, źródłem hejtu, platformą wykluczania wszystkich, którym nie po drodze z PiS.

Coś w tym sprzęcie CBA znalazło?

– Nic, bo nie mieli czego w nich szukać. Nie mam nic do ukrycia.

Gdy CBA postanowiło grzebać w telefonach dzieci, nie miała pani ochoty rozstać się z polityką? Żeby oszczędzić takich chwil rodzinie?

– Przemknęło mi to przez głowę. Ale zaraz potem przyszła inna refleksja. Mam za sobą dziesięć lat pracy na szczeblu samorządowym, zaufanie wyborców, bliskość, chęć rozwiązywania ich problemów. Za dużo przeszłam, za dużo osiągnęłam, by myśleć o wycofywaniu się. To byłoby poddanie się. Druga sprawa: w sytuacji gdy CBA, z powodów czysto politycznych, puka do twoich drzwi o 6 rano, z jednej strony pojawia się myśl: „polityka to bagno, to nie dla mnie”. Z drugiej: „polityka potrzebuje więcej takich jak ja, by standardy w niej panujące wreszcie się zmieniły”. Przedyskutowaliśmy temat z mężem, zdecydowaliśmy, że nie kapitulujemy.

I zdobyła pani trzeci wynik na liście Koalicji w naszym okręgu. Zaskoczona?

– Jasne! Mimo że wiedziałam, że jestem poważnym zawodnikiem. Już trzecią kadencję pracuję w radzie miasta. W każdych kolejnych wyborach zdobywam coraz więcej głosów. W ostatnich – miałam najlepszy wynik w swoim okręgu, pomimo silnej konkurencji. Ale w polityce niczego nie można być pewnym. Z pokorą czekałam na wyniki w niedzielę. Spływające częściowe dane szalenie cieszyły, okazało się, że Inowrocław to bastion, w którym Koalicja wygrywała niemal dwukrotną przewagą nad kandydatami PiS.

Z naszego okręgu do Sejmu dostały się tylko trzy kobiety. Mało.

– Ale z całej Polski już 131. To nieźle, choć wciąż, oczywiście, dużo za mało. Polska polityka, co widać obecnie tak wyraźnie, jak nigdy przedtem, potrzebuje kobiet.

Tylko niech pani nie mówi, że „złagodzą obyczaje”?

– Nie zubażajmy naszej roli. Tu nie o łagodność, ale o determinację i zaangażowanie chodzi. Kobiety patrzą z innej perspektywy. Coraz donośniej upominają się o swoje prawa, o prawa najsłabszych. Mają pomysły na uzdrowienie edukacji, o której matki przecież naprawdę dużo wiedzą. Nasza wrażliwość, wyczulenie na problemy społeczne, są polskiej polityce, szczególnie dziś, bardzo potrzebne. Myślę, że najbliższe lata będą czasem kobiet.

Serio? Przy większości PiS w Sejmie?

– To nie ułatwia sprawy. Ale nie zakładam, że podczas tej kadencji będę bezradną posłanką. Wierzę, że determinacja przynosi efekty. Przykładem niech będzie pani Iwona Hartwich z Torunia, która nocowała na sejmowych korytarzach z niepełnosprawnymi. Też wyglądało na to, że jest bezradna. Ale jej upór spowodował wiele zmian.

Dziś w internecie krąży symboliczne zdjęcie, na którym Iwona Hartwich biegnie za Bernadetą Krynicką, prosząc ją o uwagę i zainteresowanie ważkim problemem niepełnosprawności. Wszyscy wiemy, jak obie panie zostały zweryfikowane w wyborach. Buta i arogancja PiS otrzyma prędzej czy później rachunek od Polaków.

Protestowała pani w ostatnich czterech latach?

– Oczywiście. Współorganizowałam Czarny Protest w Inowrocławiu, pikiety w obronie wolnych sądów i niezależnych mediów. Sprawy kobiet są mi oczywiście bliskie.

Teraz będzie pani walczyć w Sejmie, nie na ulicy. O co?

– O to, czego potrzebują ludzie. Taką strategię przyjęłam w samorządzie. I sprawdziła się. Tylko takie uprawianie polityki daje prawdziwą satysfakcję. Jako radna starałam się być tak blisko ludzi, jak to możliwe. Mam za sobą liczne spotkania, dyżury, wiele problemów, często niełatwych, które udało się rozwiązać. Słucham ludzi, nie tracę kontaktu z rzeczywistością.

Przykład?

– Choćby sprawa z masztem telekomunikacyjnym, który miał stanąć na jednym z osiedli w Inowrocławiu. Zatrzymanie tej inwestycji wymagało ogromnego zaangażowania. Rozmawiałam z ludźmi, słałam w ich imieniu pisma do urzędów, prokuratury. Stanęłam po stronie mieszkańców.

Maszty szkodzą?

– A wiemy, że na pewno nie szkodzą? Moim zdaniem prawo jest zbyt liberalne dla firm telekomunikacyjnych. Wspólnie z samorządowcami zebraliśmy 4 tys. podpisów sprzeciwiających się mieszkańców. Byliśmy skuteczni.

Czym się pani zajmie jako posłanka?

– Dla mnie bardzo ważna jest edukacja, służba zdrowia i ekologia. Wiem, że reforma edukacji, z punktu widzenia wielu rodziców, była błędem. Powinniśmy się skupić na zmianach w programie nauczania. Dzieci są niezmiernie obciążone. Ciężkimi jak ołów plecakami, ale też ciągłymi zmianami. Do tego dochodzą niepokojące zjawiska społeczne. Przecież hejt to nie tylko polityka w internecie. Dotyka też uczniów, wchodzi do szkół. To są realne problemy edukacji. Realnym problemem jest też wykształcenie odpowiedniej liczby lekarzy i zatrzymanie ich w kraju, jeśli nie chcemy zamykać kolejnych szpitalnych oddziałów. Zostając przy temacie służby zdrowia, najbardziej na sercu leży mi kwestia dostępności do nowoczesnych metod leczenia. Każdy z nas ma lub miał wśród bliskich osobę chorą onkologicznie. Ja również. I bardzo boli, że w Polsce nie mają dostępu do nowoczesnych leków. Że chory pewnie żyłby dłużej, gdyby urodził się gdzie indziej. W tym zakresie jest bardzo dużo do zrobienia.

Podobnie jak w kwestii ekologii.

– Choć partia rządząca uważa, że np. problemu smogu nie ma… Rozmawiam z ludźmi i wiem, że oni go dostrzegają. I martwią się zanieczyszczonym powietrzem. Na szczeblu samorządowym zabiegałam o to, by dotacje na wymianę „kopciuchów” były większe. I podniesiono je w Inowrocławiu z 25 do 50 proc. W Sejmie będę walczyć o to, by rząd wsparł samorządy w walce ze smogiem. Bez tego polegną. A to ostatni dzwonek, by podjąć realne działania.

Magdalena Łośko – uzyskała w wyborach do Sejmu, startując z piątego miejsca, 14 407 głosów. To trzeci wynik w Koalicji Obywatelskiej w naszym okręgu. Od 2008 była szefową biura poselskiego Krzysztofa Brejzy, dwa lata później została inowrocławską radną, a w 2014 – wiceprzewodniczącą rady miasta. Pięć lat później – naczelnikiem wydziału kultury i promocji Starostwa Powiatowego w Inowrocławiu. Ma 35 lat, jest mężatką, mamą bliźniaczek, ukończyła pedagogikę na UKW w Bydgoszczy.

Kmicic z chesterfieldem

„Mamy takiego swojego Jankowskiego teraz, w naszych czasach” – oznajmiła na antenie TOK FM posłanka opozycji Joanna Scheuring-Wielgus w rozmowie Piotrem Kraśko. – „To jest ksiądz Dymer ze Szczecina, który ma powiązania ze wszystkimi politykami, od prawa po Platformę Obywatelską, a który robi rzeczy niewyobrażalne, jeśli chodzi o przestępstwa seksualne. Jest cały czas kryty przez władzę, przez polityków, przez biznesmenów ze Szczecina. Musimy o tym mówić” – oświadczyła.

O duchownym pisała także szczecińska „Gazeta Wyborcza”, ujawniając, że prokuratura wszczynała śledztwa dwukrotnie. Oba zostały umorzone. Także kilkuletni proces, do którego w końcu doszło, zakończył się uniewinnieniem duchownego.

Polityczka zapowiedziała, że w tej sytuacji powoła zespół parlamentarny, który będzie zajmować się Kościołem. – „Mogę zagwarantować, że to będzie jeden z głównych tematów, którymi się zajmę” – zapewniła.

Przy okazji nawiązała do toczącej się obecnie w Sejmie debaty na temat edukacji seksualnej, zwracając uwagę

To ona apelowała w Sejmie, by odrzucić obywatelski projekt…

View original post 2 064 słowa więcej

 

PiS ma pomysł dla seniorów: zdychajcie

– „Prof. Józefa Hrynkiewicz: starość nie jest chorobą, jest etapem ludzkiego życia. Nie można medykalizować starości, większą wagę powinniśmy przywiązywać do tych usług, które niekoniecznie związane są z medycyną” – zacytowało na Twitterze wypowiedź posłanki PiS Polskie Radio 24. – „Jeżeli nie można medykalizować starości, to czy prezes Kaczyński nie powinien zrezygnować z operacji kolan?” – zapytał w związku z tym Bartosz Wieliński z „Gazety Wyborczej”.

Ta niesłychana wypowiedź posłanki PiS brzmi jeszcze bardziej zadziwiająco w kontekście przypadającego dziś Międzynarodowego Dnia Osób Starszych. Został ustanowiony przez ONZ w 1990 r. i ma być okazją do propagowania postulatów mających na celu poprawę sytuacji seniorów, m.in. zapewnienia im odpowiedniej opieki zdrowotnej.

– „Bezczelne stwierdzenie w momencie, gdy zapisy do lekarza są już na lata; w szpitalach tłok; wiele leków onkologicznych nie obejmuje refundacja; personel medyczny zarabia grosze; produkty i usługi drożeją; a młodzi i zdolni wyjeżdżają leczyć za granicę”; – „Stąd propozycja PiS dla seniorów: lekarstw i lekarzy nie ma, są kolejki do lekarzy i darmowe bilety na Pietrzaka”; – „Czyli na starość ludzie powinni się modlić, a nie leczyć”; – „Mój dziadek nie doczekał się operacji na zaćmę. Miał czekać 2 lata, zmarło mu się mniej więcej w połowie. W związku z powyższym, chciałbym zadedykować pani posłance szczere (staropolskie): nie pie***ol” – komentowali internauci.

Nie po raz pierwszy Józefa Hrynkiewicz szokuje swoimi wypowiedziami. Przypomnijmy jej „Niech jadą” rzucone młodym rezydentom: „Posłanka PiS radzi protestującym lekarzom, by… wyemigrowali”.

Dodajmy, że Hrynkiewicz po raz kolejny kandyduje do Sejmu z listy PiS w Rzeszowie. Jest socjologiem i ma… 74 lata.

Kmicic z chesterfieldem

Mieszkanka Sosnowca poprosiła przebywającego w tym mieście ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę „na słowo”.

Wymianę zdań zarejestrowała kamera TVN24 i pokazało „Szkło kontaktowe”. Chwilę wcześniej kilka osób dziękowało mu za przybycie, tymczasem kobieta spokojnym głosem powiedziała: – Przykro mi, że ta Polska przez was wygląda tak jak wygląda. Nie liczycie się z nikim. Proszę mi wybaczyć, ale pan szczególnie jest zero, tak jak powiedział pan (Leszek) Miller. 

Minister najpierw odpowiedział krótkim „rozumiem”, lecz po chwili zaczął się bronić (do czego ma wszak prawo).

Po jakie argumenty sięgnął? – Wie Pani, że mafiom odebraliśmy 500 plus? Czy pani wie, że mafiom odebraliśmy 500 plus? – argumentował minister. – Czy pani wie o tym, że trzynasta emerytura? Cieszę się, że mafiom odebraliśmy – uparcie powtarzał, ignorując pytanie, czy „chodzi po sklepach”.

Trudno o bardziej czytelny sygnał, co władza sama o sobie myśli.

View original post 2 217 słów więcej

 

Czy Banaś skończy w pierdlu?

Platforma Obywatelska złożyła wniosek do Krajowej Administracji Skarbowej z pytaniem, czy Marian Banaś nie zaniżał wysokości podatków w czasach, gdy był właścicielem kamienicy na krakowskim Podgórzu, w której wynajmowano pokoje na godziny. Jednocześnie posłowie opozycji domagają się pełniej informacji odnośnie do postępowań ABW i CBA wobec szefa NIK-u. Ich zdaniem służby musiały wiedzieć o działaniach Banasia bądź on te informacje zataił.

Posłowie opozycji tłumaczą, że Marian Banaś jako wysoki funkcjonariusz państwowy, członek rządu PiS i szef administracji skarbowej, musiał wypełniać ankietę bezpieczeństwa osobowego. To na jej podstawie ABW dokonuje dokładnego sprawdzenia pod kątem wydania certyfikatów do klauzuli “ściśle tajne”. Marian Banaś już jako wiceminister musiał taki certyfikat posiadać.

– Ta ankieta zawiera bardzo szczegółowe informacje dotyczące rodziny sprawdzanego, majątku oraz informacje dotyczące kwestii potencjalnych kontaktów czy też zainteresowania daną osobą przez wywiad obcego państwa i świat przestępczy – tłumaczył Marcin Kierwiński z PO-KO.

Kto mówi nieprawdę

– Marian Banaś musiał być sprawdzony przez ABW. Pytamy się, jakie były efekty tego sprawdzenia? Czy Marian Banaś zataił informację o tym, komu wynajmuje kamienicę? Czy wpisał informację o tej kamienicy? – pytał Kierwiński.

Zdaniem posłów opozycji możliwe są dwa warianty. Albo Marian Banaś zataił informację, albo ABW dokonała sprawdzenia w sposób nierzetelny, urągający przyzwoitości. – Trudno sobie wyobrazić, aby tak nieprofesjonalnie działały służby. Chyba że chodzi o to, że jest specjalny parasol ochronny nad Marianem Banasiem – podkreślił Marcin Kierwiński.

Czy Banaś oszukiwał, płacąc podatki?

Posłowie opozycji domagają się też informacji od Krajowej Administracji Skarbowej, czy kamienica Mariana Banasia nie była wynajmowana po zaniżonej cenie w stosunku do wartości rynkowej czynszu.

Sam Marian Banaś przyznał, że kamienicę wynajmował po zaniżonej wartości.

– To oświadczenie prezesa Banasia wygłoszone w jednym z mediów jest przyznaniem się do winy. Jest stwierdzeniem, że unikał płacenia podatków w wysokości wynikającej z przepisów – uważa Jan Grabiec.

– Jeśli ktoś zaniża wartość najmu nieruchomości, uszczupla dochody państwa z tego tytułu. To skandal. Minister finansów i szef Krajowej Administracji Skarbowej nie może być osobą, która unika płacenia podatków, która oszukuje państwo i oszukuje innych podatników – dodał.

Sprawa Banasia

Marian Banaś, wybrany głosami PiS-u na szefa Najwyższej Izby Kontroli, na skutek reportażu “Superwizjera” TVN zapowiedział, że uda się na bezpłatny urlop do czasu wyjaśnienia sprawy. W środę okazało się, że na urlop uda się dopiero w piątek, wcześniej chce wymienić wszystkich wiceprezesów NIK-u.

Kmicic z chesterfieldem

Nielogiczne? Nie martwcie się. Jeżeli PiS wygra wybory, to takie informacje nie będą Was więcej niepokoić. Po prostu nie będzie miał kto o tym informować. #wolneMedia

Jachira: Zdaję sobie sprawę, że tylko dzięki takim osobom jak ja, Kaczyński przegra

– Zdaje sobie sprawę, że tylko dzięki takim osobom jak ja, Kaczyński przegra. Muszę [być pewna siebie], bo gdybym w to nie wierzyła, to bym tego nie robiła. Wszystko co robię, to robię to, w co wierzę – stwierdziła Klaudia Jachira w rozmowie z Beatą Lubecką w Radiu Zet.

– Prowadzę bardzo aktywną kampanię. Codziennie jestem na ulicy. Cały czas rozmawiam z ludźmi i naprawdę wierzę w to, że my jesteśmy w stanie wygrać i uważam że tylko mocny przekaz, który pokazuje całą obłudę obecnej władzy… Po prostu marzę o wolności, o tym, żeby każdy w moim, naszym kraju mógł żyć tak, jak chce – dodała.

Jachira: Gombrowicz też byłby hejtowany tak…

View original post 2 010 słów więcej