Archiwa tagu: Komisja Europejska

Pornoafera

O pornoaferze tutaj >>>

Kmicic z chesterfieldem

„Bardzo bym prosił adwokatów z innych krajów, żeby się nie wtrącali w nasze sprawy, bo ich nie znają, nie czują, nie rozumieją ich” – pouczał „obcych prawników” prezydent Duda. Jego słowa nie pozostały niezauważone

Profesorowie prawa urażeni słowami prezydenta

Prof. Alberto Alemanno z École des hautes études commerciales de Paris (HEC), prawnik specjalizujący się w prawie UE, jeden z sygnatariuszy listu otwartego do szefowej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen w sprawie praworządności w Polsce, potraktował słowa Dudy jako osobistą zaczepkę:

„Zostałem odprawiony przez Prezydenta Andrzeja Dudę jako jeden z »obcych prawników z innego kraju wtrącających się w polskie sprawy«. To dodatkowy powód, żeby zwrócić się do Ursuli von der Leyen [szefowej KE], Very Jourovej [wiceszfowej KE) i Didiera Reyndersa [komisarza ds. sprawiedliwości], żeby pilnie działali w obronie prawnej i społecznej umowy łączącej państwa UE i ich obywateli”.

Więcej >>>

Oto 13 artykułów Konstytucji, które złamali PiS i Andrzej Duda…

View original post 197 słów więcej

 

Opowieść wigilijna

W centrum Warszawy grupa neonazistów szarpała i zaatakowała gazem aktywistów rozdających jedzenie bezdomnym. „Ataku w biały dzień, w samym centrum miasta, tuż pod komisariatem policji nikt z nas się chyba nie spodziewał. Nie ma już takiego miejsca w przestrzeni publicznej, gdzie mogę czuć się bezpiecznie”

„Jedzenie zamiast Bomb” (ang. „Food not Bombs”), to ogólnoświatowy ruch, w ramach którego wolontariusze na całym świecie rozdają ciepłe posiłki i promują idee sprawiedliwości społecznej, sprzeciwiają się marnowaniu żywności i finansowaniu zbrojeń.

W Warszawie aktywiści od kilku miesięcy co niedzielę rozdawali posiłki w samym centrum miasta, na tzw. Patelni (plac przy stacji metra „centrum”, niedaleko Pałacu Kultury). 22 grudnia 2019 zostali zaatakowani przez grupę neofaszystów. Dostało się też przechodniom, którzy próbowali pomóc albo sprzeciwiali się hajlowaniu. Część atakujących udało się zidentyfikować.

„Takie sytuacje przypominają, dlaczego to, co robimy, jest ważne. Nikt nam nie wmówi, że w Polsce nie ma problemu faszyzmu, przemocy i agresji” – mówi Burza, jedna z zaatakowanych aktywistek. Rozmowa w dalszej części tekstu.

Bo my to lubimy wojny

Dzięki filmikom przesyłanym przez świadków ataku i pomocy użytkowników mediów społecznościowych, aktywistom udało się kilku napastników zidentyfikować.

Jeden z nich na Facebooku nadał sobie pseudonim „White”, w opisie – cytat z Hitlera. „Na karku ma triskelion – symbol rasistowskich terrorystów Afrykanerskiego Ruchu Oporu – obrońców apartheidu w RPA” – informują aktywiści.

Skonfrontowany odpowiedział, „Ooo, już się boję leszczu” i „Poszczekaj podczłowieku jeszcze”.

Razem z drugim zidentyfikowanym napastnikiem – studentem prawa na UW, należeli prawdopodobnie do zdelegalizowanej grupy  „Szturmowców”.

„To ten sam stary, zły, mieszczański faszyzm, który nienawidzi biednych, „brudasów”, bezrobotnych czy bezdomnych, którym polscy nazi-skini urządzali pogromy. Stoimy po stronie społecznej solidarności, równości i siostrzaństwa przeciwko ich egoizmowi, hierarchiom i nienawiści” – komentuje Food Not Bombs.

Rozmawiamy z Klaudią „Burzą”, jedną z zaatakowanych aktywistek, w Food Not Bombs od działa od 3 lat.

Marta K. Nowak: Na nagraniu widać, jak kilku ubranych na czarno mężczyzn idzie zdecydowanym krokiem w waszą stronę i zabiera baner. Tak to się zaczęło?

Burza: To końcówka całego zdarzenia. W międzyczasie zdążyli potraktować gazem kilka osób, próbowali złapać naszych kolegów, ale im się nie udało. Wyraźnie nie wiedzieli, co tu jeszcze zrobić, więc wrócili po baner.

Nagrała to dziewczyna, która była na miejscu przypadkowo. Zachowała się bardzo odważnie, jako jedna z niewielu w tym tłumie ludzi postanowiła to udokumentować. Chwilę po tym, jak filmik się kończy, obie dostajemy gazem.

Spodziewaliście się takiego ataku? Coś go zapowiadało?

W marcu podobny atak był w Wałbrzychu [20 kiboli w kominiarkach obrzuciło aktywistów Food Not Bombs kamieniami i butelkami. Prowadzimy też jadłodzielnie – miejsce gdzie można zostawić jedzenie dla innych. Jakiś czas temu ktoś zdemolował lodówkę, namalował na niej swastyki. Wiemy, że grupy skrajnej prawicy mają nas na celowniku, głównie ze względu na nasz antyfaszystowski przekaz i środowisko anarchistów, z którym jesteśmy związani.

Zdarzały się oczywiście nieprzyjemne sytuacje, zaczepki: „jebane lewaki”, „jebana antifa”. Czasem pracowali z nami ludzie innych narodowości, to słyszeli, że mają wypierdalać do siebie. Zwykle kończyło się na wyzwiskach.

Ataku w biały dzień, w samym centrum miasta, tuż pod komisariatem policji nikt z nas się chyba nie spodziewał. Teraz mam wrażenie, że nie ma już takiego miejsca w przestrzeni publicznej, gdzie mogę czuć się bezpiecznie.

Myślicie, że to zaplanowana akcja?

Na pewno atakujący byli  do tego przygotowani i dobrze wiedzieli, kim jesteśmy.

O co im chodziło?

Podeszli do chłopaków już agresywni. Pytali, co my tu robimy, czemu dokarmiamy nierobów, porządnym ludziom byśmy pomagali. A w ogóle, to „rozdajemy hifa” [rymuje się z antifa]. Coś w tym stylu.

A wy?

Jak zawsze, zaczęliśmy spokojnie tłumaczyć: że to forma protestu przeciwko zbrojeniom i wojnom, że chcemy zwrócić uwagę na to, że ludzie na świecie głodują, a żeby ich wykarmić niewiele potrzeba. Mieliśmy już w przeszłości nieprzyjemne sytuacje, ale zawsze kończyło się na rozmowie.

A oni na to, że właśnie kochają wojny. I Hitlera. Wyciągnęli gaz i zaczęli nas szarpać i polewać.

Polewać gazem?

To był gaz żelowy, czyli nie chmura, tylko struga. Trafia precyzyjniej i boleśniej. Przez pół godziny nie byłam w stanie otworzyć oczu. Do teraz wszystko nas piecze, ale całe szczęście nic poważnego się nikomu nie stało. Poza nami ucierpiał też niestety jeden z bezdomnych, z którym znamy się od lat.

Jak zareagowało otoczenie?

Jak przestałam widzieć, byłam przerażona. Myślałam, że już po mnie – nikt mi nie pomoże. Na szczęście w pobliżu znalazł się ratownik medyczny, zaprowadził mnie do łazienki, pomógł przemyć oczy. Oczywiście większość osób nie zrobiła nic albo uciekła, ale na stacji metra, gdzie tamci dalej hajlowali i robili sobie zdjęcia z naszym banerem, jeden z przechodniów złapał najmłodszego z nich – 16 latka i przytrzymał aż do przyjazdu policji.

Policja zareagowała szybko

Nie. Ludzie dzwonili na policję, ale nikt się nie zjawił, chociaż komisariat jest na samej stacji metra. W końcu ktoś musiał mnie tam zaprowadzić. Z tego co wiem, dopiero wtedy zaczęto się tym zajmować.

Poza skrajną prawicą, jaki jest odbiór waszej inicjatywy

W naszej działalności najważniejszy jest antywojenny przekaz, zamiast ulotek wolimy po prostu rozdawać jedzenie. Odbiór jest zwykle pozytywny, ale chętnie rozmawiamy i dyskutujemy.

Nie wszyscy się z nami zgadzają. Mówią na przykład, że zbrojenia są konieczne.

I co wy na to?

Mówimy o spirali nienawiści, niebezpieczeństwie wzajemnego nakręcania na to, kto jest lepszy, kto gorszy, kto silniejszy.

To się wszystko zaczyna od podwórka, na osiedlach, między takimi chłopaczkami, jak ci, który nas zaatakowali. A kończy się na wojnach.

Inni zarzucają nam, że jak dajemy jedzenie bezdomnym, to ich zatrzymujemy w miejscu, w którym są, bo tak jest im wygodnie. Jakoś nie wierzę, żeby komuś było z bezdomnością wygodnie – polecam spróbować. To sytuacja życiowa i systemowa stawia ludzi w takiej pozycji. Nie mówię, że dawanie obiadu rozwiązuje problem. Pomocą zajmują się już inne organizacje, do których chętnie odsyłamy, ale uważamy, że jedzenie jest czymś tak podstawowym, że powinno się je zapewnić każdemu.

Nawet w Warszawie ludzie cierpią z głodu, podczas gdy sklepy codziennie marnują tony jedzenia. My wykorzystujemy właśnie to jedzenie, które normalnie by się zmarnowało.

Przez waszą działalność macie kontakt z opowieściami ludzi, których nikt nie słucha, wszyscy omijają. Jakie to historie?

Trafiają do nas czasem osoby, które właśnie wyszły z więzienia i nie mają pojęcia, co dalej. Po prostu ich wypuszczono, rodzina nie chce ich widzieć, nikt im nie pomaga.

Wiele osób ma problemy z używkami, alkoholem lub chorobami psychicznymi, ale ich bezdomność niekoniecznie się od tego zaczynała. Poznajemy wiele osób, które straciły domy przez eksmisję i od tamtej pory koczują, mieszkają w pustostanach. Niektórzy się dobrze trzymają, są zadbani, nie da się ich rozpoznać na ulicy.

Jeden pan, który został wyrzucony z domu i nawet nie bardzo mógł zabrać rzeczy, był wcześniej fotografem. Często to osoby, które mają wykształcenie, pracowały, ale nagle straciły rodzinę, przyszedł kryzys i wylądowali na ulicy. Dużo ciężkich historii.

Mamy też oczywiście fajne historie z naszej pracy – jeden z bezdomnych, który zaczął do nas przychodzić 3 lata temu, sam się w nasz ruch zaangażował. Co tydzień gotuje z nami i rozdaje jedzenie. Niestety on też został w niedzielę zaatakowany.

Co po ataku? Zrezygnujecie?

O nie! Takie sytuacje przypominają nam, dlaczego to, co robimy jest ważne. Już nikt nam nie wmówi, że w Polsce nie ma problemu faszyzmu, przemocy i agresji. Czas, żeby władza skończyła z przyzwoleniem na obnoszenie się z symboliką nazistowską, bo takich ataków będzie coraz więcej.

Z Facebooka Food Not Bombs: „Za tydzień (29.12) znowu będziemy rozdawać jedzenie i ubrania w ramach antywojennej i antyprzemocowej inicjatywy Jedzenie Zamiast Bomb! Zapraszamy wszystkie chętne wesprzeć nas osoby w niedzielę o 19:30 na ‚patelnie’ przy wejściu do metra centrum”.

Kmicic z chesterfieldem

Konrad Szymański sugerował, że ministrowie państw UE dali się przekonać polskiemu rządowi ws. praworządności. Ale OKO.press dotarło do zapisów z wtorkowego posiedzenia Rady ds. Ogólnych. Mówiono na nim o wyrokach TSUE, Izbie Dyscyplinarnej w SN i postępowaniach dyscyplinarnych wobec sędziów. Rząd utrzymywał, że dyscyplinarki są prowadzone bez jego ingerencji

Minister ds. europejskich Konrad Szymański, podsumowując dyskusję ministrów państw UE o praworządności w Polsce na Radzie ds. Ogólnych 10 grudnia 2019, podkreślał, że po prezentacji Komisji Europejskiej i polskiego rządu, delegaci nie zadali dodatkowych pytań. Niektóre media, w tym portal Niezalezna.pl, odczytały to jako dowód na rzekome znudzenie się w Brukseli sytuacją sędziów w Polsce. Nic bardziej mylnego.

Szymański powiedział po posiedzeniu Rady:

„Myślę, że Komisja Europejska podchodzi do sprawy w sposób rzeczowy i konstruktywny. Mam nadzieję, że to się utrzyma”.

Jak dokładnie miało to wyglądać wg ministra?

„Państwa członkowskie przynajmniej na tym etapie uznały, że nie ma powodów…

View original post 2 347 słów więcej

 

Zdziecinniała Polska

Kmicic z chesterfieldem

Taki dzień.

Apel do pazernych klechów

„Brak wpadek odróżnia prezydenta Dudę od Bronisława Komorowskiego – ogłosił w „Kropce nad i” Kamil Bortniczuk z Porozumienia Jarosława Gowina. To ciekawa opinia. Z tym, że nie ma oparcia w faktach

Goszcząc w programie Moniki Olejnik, poseł Porozumienia Jarosława Gowina wygłosił laurkę dla prezydenta Andrzeja Dudy – jego zdaniem to najlepszy prezydent, jaki mógł się Polsce przytrafić.

Rzeczywiście, im bliżej było końca kadencji prezydenta Bronisława Komorowskiego, tym bardziej kojarzył się on wyborcom jako chodząca gafa. Po części była to etykieta zasłużona, po części – krzywdząca.

Natomiast jeśli uznamy, że Komorowskiemu często przydarzały się wpadki, Duda z całą pewnością mu nie ustępuje.

1. Wpadki zagraniczne

Bronisławowi Komorowskiemu pamięta się niefortunną wypowiedź podczas wizyty w Stanach Zjednoczonych w grudniu 2010 r. Podczas spotkania z Barackiem Obamą Komorowski stwierdził:

„Fundamentem naszych relacji jest umiłowanie – amerykańskie i polskie – wolności. Jeśli mamy razem iść na wielkie polowanie…

View original post 2 468 słów więcej

 

Gangsterzy z PiS

Jeżeli ktoś, miałby jeszcze wątpliwości, z jaką władzą mamy do czynienia, to przypomnę tylko kilka ogólnie znanych faktów.

Pieniądze z Funduszu Sprawiedliwości mające pomagać ofiarom przestępstw, wykorzystano na zakup systemu szpiegującego obywateli Pegasus.

Pieniądze przeznaczone na walkę ze smogiem otrzymała fundacja Tadeusza Rydzyka.

Pieniądze przeznaczone na obronę dobrego imienia Polski za granicą, wykorzystano na billboardy szkalujace sędziów.

Fundusze, które miały zasilić budżet walki z chorobami nowotworowymi u dzieci, otrzymal redemptorysta z Torunia.

To są gangsterskie metody rządzenia. Tylko czekać kiedy pieniądze na budowę przedszkoli, przeznaczą na zakup karmy dla kotów Jarosława. 🙂

Pogram Koalicji Obywatelskiej – tutaj >>>

Kmicic z chesterfieldem

– Nie pisałam raportu w sprawie Amber Gold ku zadowoleniu kogokolwiek. Nie pracuję pod opinię publiczną. Jestem prawnikiem i cenię sobie swoje nazwisko – powiedziała w Radiu ZET Małgorzata Wassermann. Sam raport ma być “porażający”, ale poznamy go po wyborach.

Wassermann zapowiada raport, jakby mówiła o dobrym kryminale.

– Jak się go przeczyta, to proszę mi uwierzyć, on jest porażający bez naciągania czegokolwiek – twierdzi.

Ponadto dodaje, że nie jest on polityczny

– Jeśli oczekiwania opinii publicznej były takie, że Donald Tusk wyjdzie w kajdankach, to przykro mi. Ja nie pracuję na opinię publiczną. Jestem prawnikiem i cenię sobie swoje nazwisko – powiedziała.

Co udało się ustalić?

Jeśli ktoś wierzy Wassermann, musi zadać sobie pytanie, dlaczego ten „porażający” dokument nie ujrzy światła dziennego teraz? W końcu zapewne mógłby pozytywnie wpłynąć na pozycję PiS w wyścigu do Sejmu. W kwestii samego Donalda Tuska ponoć można mu zarzucić – ponownie…

View original post 1 545 słów więcej

 

PiS wyrzuca szmal w amerykańskie błoto. PFN zatrudnia tylko pokraki

Andrzej Rozenek (Lewica Razem) i inni komentują wydatków Polskiej Fundacji Narodowej powołanej przez rząd PiS.

Polska Fundacja Narodowa zapłaciła w ciągu kilkunastu miesięcy ponad 5,5 mln dol. — czyli ponad 20 mln zł — amerykańskiej firmie PR-owskiej za wypromowanie naszego kraju w USA. Amerykanie wzięli pieniądze m.in. za stworzenie w mediach społecznościowych profili o Polsce, które na całym świecie obserwuje po kilkanaście czy kilkadziesiąt osób.

  • Firma White House Writers Group miała poprawić wizerunek Polski w USA. Płaci za to Polska Fundacja Narodowa, finansowana przez największe spółki państwowe
  • Kontrakt został zawarty niemal dwa lata temu, ale PFN utajnia jego ustalenia i rozliczenia z Amerykanami. My je poznaliśmy dzięki prawu amerykańskiemu
  • Firma WHWG początkowo otrzymywała 45 tys. dol. miesięcznie, a dziś inkasuje dwa razy tyle. Do tego PFN pokrywa zwrot kosztów firmy, które są bardzo wysokie i sięgają milionów dolarów
  • WHWG zarządza m.in. profilami o Polsce na Instagramie i YouTube. Pierwszy obserwuje 51 osób, drugi ma 13 subskrypcji. To ich widownia na całym świecie, nie tylko w USA
  • W rozliczeniu z PFN firma z Waszyngtonu przypisuje też sobie m.in. organizację spotkań z amerykańskimi oficjelami, których wcale nie organizowała

Polska Fundacja Narodowa powstała po dojściu PiS-u do władzy. Oficjalnie miała poprawić wizerunek Polski za granicą. Ale nieformalnym zadaniem, jakie prezes PiS Jarosław Kaczyński postawił przed PFN, było przekonywanie do źle ocenianych poza Polską kontrowersyjnych reform PiS, choćby zmian w sądach.

PFN to fundacja, na którą pieniądze wyłożyło 17 największych spółek skarbu państwa, dysponuje więc gigantycznym budżetem. Szkopuł w tym, że znaczących efektów działań PFN jak nie było, tak nie ma, za to w kraju fundacja dała się poznać z kontrowersyjnej kampanii atakującej sędziów. Dwukrotna zmiana prezesa PFN wskazuje na to, że nawet obóz władzy zdaje sobie sprawę, że w fundacji nie wszystko działa tak jak należy.

Człowiek Reagana i ambasador z Barbados

Jedną z podstawowych misji, jaką PFN miało wypełniać, była poprawa wizerunku Polski w USA, kraju kluczowym dla polskiej polityki zagranicznej. W tym celu fundacja podpisała umowę z waszyngtońską firmą White House Writers Group, specjalizującą się w PR, reklamie i doradztwie komunikacyjnym.

WHWG założyli Clark Judge, były doradca ds. komunikacji prezydenta Ronalda Reagana oraz Philip Hughes, były urzędnik amerykańskiej administracji i były ambasador USA na Barbadosie.

Zapytaliśmy PFN o szczegóły umowy z tą firmą. Nie usłyszeliśmy żadnego konkretu, fundacja odpisała za to, że jest rozczarowana naszymi pytaniami: „Pytaniom o kontrolę nad finansami nie towarzyszyła żadna ciekawość reporterska na temat skuteczności trwającego od ponad roku projektu z WHWG” (całą odpowiedź PFN publikujemy poniżej).

Robienie przez PFN tajemnicy z kontraktu z WHWG jest jednak nieroztropne z bardzo prostego powodu. Amerykańska ustawa o lobbingu FARA, uchwalona jeszcze przed II wojną światową, nakłada bowiem na wszystkie amerykańskie firmy, organizacje, a nawet na osoby prywatne obowiązek składania rozliczeń z pieniędzy otrzymywanych od zagranicznych rządów.

WHWG oraz jej współpracownicy szczegółowo informują Departament Sprawiedliwości USA o kolejnych rozliczeniach z Polską Fundacją Narodową. Przeanalizowaliśmy te rozliczenia, które w USA są dostępne publicznie. Znaleźliśmy w nich informacje, które pokazują, jak Amerykanie z White House Writers Group zarabiają krocie z pieniędzy polskiego podatnika za działania przynoszące znikome korzyści dla naszego kraju. I m.in. o tym, że PFN chce postawić w Waszyngtonie pomnik.

Pół miliona na początek

Współpraca WHWG z PFN ruszyła w połowie października 2017 r. Wtedy to PFN przelała na konto White House Writers Group 135 tys. dolarów (czyli ponad pół mln zł) jako depozyt na poczet przyszłych rozliczeń.

Warunki współpracy określone zostały nieco wcześniej, na przełomie września i października, w korespondencji prezesa WHWG Clarka S. Judge’a z ówczesnymi szefami PFN — ściśle powiązanymi z obecną władzą Cezarym Jurkiewiczem oraz Maciejem Świrskim. To oni podpisali 13 października 2017 r. umowę z WHWG. Wedle tej umowy, firma miesięcznie miała otrzymywać 45 tys. dol. (ok. 175 tys. zł) wynagrodzenia plus zwrot „uzasadnionych wydatków”. Teoretycznie — bez uprzedniej zgody PFN — nie powinny one przekroczyć 10 proc. miesięcznego wynagrodzenia, czyli 4,5 tys. dol.

Poza tym za organizowane przez WHWG wydarzenia, takie jak konferencje, dyskusje panelowe czy kolacje dla VIP-ów, PFN zobowiązał się płacić ekstra. W umowie WHWG zastrzegło sobie jednak, że „nie gwarantuje żadnych konkretnych rezultatów” swojej działalności dla PFN.

Jedzenie droższe niż Twitter

Już pierwsze sprawozdania WHWG dla Departamentu Sprawiedliwości USA pokazały, że honorarium miesięczne w wysokości 45 tys. dolarów to tylko drobny element przelewów, które PFN kieruje do waszyngtońskiej firmy.

Zaczęło się niewinnie. Wedle sprawozdania złożonego na koniec kwietnia 2018 r. — zawierającego informacje z poprzedzającego półrocza, a zatem od listopada 2017 r. — PFN poza miesięcznymi wpłatami dołożyło ponad 25 tys. dolarów za wydatki, które zgłosili PR-owcy z WHWG.

Najwięcej kosztował przyjazd trójki pracowników firmy do Polski: bilety lotnicze (SAS-em, nie LOT-em) 5 tys. dol. i hotele 3,5 tys. dol. Sporo — aż 6 tys. dol. — poszło dla firmy prawniczej, współpracującej w WHWG.

Fundacja zapłaciła nawet za jedzenie, które kupowali pracownicy WHWG — prawie 1 tys. dol. Nie był to catering na potrzeby konferencji czy paneli dyskusyjnych, bo w tym czasie WHWG nie zorganizowało żadnego takiego wydarzenia dla PFN. Wyżywienie pracowników WHWG kosztowało więcej niż np. reklamy na Twitterze, które firma kupowała dla PFN (350 dol.).

Koszty drastycznie rosną

Wedle kolejnego raportu, za okres maj — październik 2018 r., sumy transferów pieniędzy z Warszawy do Waszyngtonu wzrosły drastycznie, bo firma zaczęła organizować konferencje dla PFN.

W tym czasie Polska Fundacja Narodowa zapłaciła ponad 2,6 mln dol. jako honorarium dla WHWG oraz zwrot wydatków poniesionych na organizację imprez. Do tego zwrot kosztów administracyjnych i logistycznych przekraczający 1,6 mln dol.

Znaleźliśmy tam znów wydatki na jedzenie, przejazdy po mieście i parkingi pracowników firmy. Dania kosztowały od kilkunastu do 200 dol., choć jedna faktura za przelot, hotel, taksówki i jedzenie dla jednej z pracownic WHWG opiewa na ponad 5,5 tys. dol., a druga na prawie 10 tys. dol. — nie ma informacji, co to za wyjazdy.

Czas na podwyżkę

Ostatnie sprawozdanie dotyczy okresu listopad 2018 r. — kwiecień 2019 r. Według naszych ustaleń, w tym czasie stałe opłaty miesięczne wzrosły dwukrotnie do 90 tys. dol. (ponad 350 tys. zł).

Choć PFN nie odpowiedziało na nasze pytania w tej sprawie, są na to dwa dowody.

Po pierwsze, gdy Jurkiewicz został usunięty z szefostwa PFN latem 2018 r., na żądanie jego następcy Filipa Rdesińskiego Amerykanie przysłali sprawozdanie z dotychczasowej współpracy. W piśmie z października 2018 r. zachwalają swoje osiągnięcia i przekonują, że pracy jest tak dużo, że firma musi skierować do niej dodatkowe osoby. „Stąd niedawna zgoda na podwojenie naszego miesięcznego wynagrodzenia” — pisze szef WHWG.

Po wtóre, wedle wykazu złożonego w Departamencie Sprawiedliwości USA, w tym okresie opłaty miesięczne rzeczywiście rosną drastycznie — średnio PFN płaci właśnie po 90 tys. dol.

Między listopadem 2018 r. a kwietniem 2019 r. opłaty i zwroty kosztów na rzecz WHWG wynoszą łącznie niemal 800 tys. dol., zaś kwoty na pokrycie wydatków logistycznych i administracyjnych przekraczają 400 tys. dol.

Z tego dziesiątki tysięcy dolarów idą na firmy prawnicze i PR, które podnajmuje WHWG. Ale tradycyjnie firma rozlicza nawet drobne wydatki na przejazdy i jedzenie, szczególnie z restauracji Bangkok Joe’s, znajdującej się w odległości jednej minuty spaceru od waszyngtońskiej siedziby WHWG.

W rejestrze FARA nie znaleźliśmy informacji o owych dodatkowych osobach pracujących nad projektem Polskiej Fundacji Narodowej, o czym pisał szef WHWG do prezesa Rdesińskiego. A prawo amerykańskie wymaga od WHWG zgłoszenia każdego takiego pracownika.

Nikt nie ogląda, ale jest

W swych sprawozdaniach dla Departamentu Sprawiedliwości WHWG opisuje działania, jakie podejmuje w ramach kontraktu z PFN. Firma prowadzi więc m.in. promocję Polski w internecie. „Stworzyliśmy i zarządzamy stroną PolandPerspectives.org oraz kontami na portalach społecznościowych: na Twitterze (@Polish_Fndtn) oraz Instagramie (@HeartofPoland)” — pisze firma, dodając: „Na zlecenie PFN zarządzamy też na YouTube kanałem Poland Perspectives”.

Sprawdziliśmy. Anglojęzyczny serwis @Polish_Fndtn obserwuje na Twitterze niespełna 6 tys. osób, czyli mniej niż profil PFN po polsku. Ale to i tak dobry wynik, porównując go z innymi serwisami prowadzonymi przez WHWG.

Na Instagramie profil HeartofPoland ma zaledwie 51 obserwujących, w tym m.in. pracowników WHWG. Ale kompletną katastrofą jest serwis na YouTube, który subskrybuje trzynaście osób. Niemal wszystkie z prawie 40 umieszczonych tam filmów to wypowiedzi z konferencji organizowanych przez WHWG dla Polskiej Fundacji Narodowej. Najczęstsza oglądalność — poniżej 10 wyświetleń, choć materiały wiszą od kilku miesięcy.

W korespondencji z Polską Fundacją Narodową Amerykanie nazywają swe serwisy internetowe „hubem informacyjnym” dla Polski. Przekonują też, że współtworzą „strategiczną infrastrukturę informacyjną, którą Polska będzie mogła wykorzystywać przez lata”.

Pieniądze za wysłanie e-maila

W sprawozdaniach dla Departamentu Sprawiedliwości firma podaje także, że w ramach promowania Polski kontaktuje się z przedstawicielami administracji USA. Problem w tym, że owo kontaktowanie się polega głównie na wysyłaniu e-maili.

W sprawozdaniu za maj — październik 2018 r. takich pozycji jest sześć. Cztery dotyczą wymiany e-maili dotyczących organizacji konferencji „Ronald Reagan i papież Jan Paweł II: partnerstwo, które zmieniło świat”, którą WHWG prezentuje jako swoje największe osiągnięcie (jedynym przedstawicielem amerykańskiej administracji, który uczestniczył w tej konferencji, była ambasador USA w Watykanie Callista Gingrich, żona byłego republikańskiego polityka).

Dwa punkty dotyczą kontaktów e-mailowych, poświęconych relacjom Polski z USA (są tam np. e-maile pracownicy WHWG do… ambasador USA w Polsce Georgette Mosbacher).

W sprawozdaniu za listopad 2018 — kwiecień 2019 są trzy takie punkty. Jednym z nich jest spotkanie z Mary Kissel, doradczynią sekretarza stanu Mike’a Pompeo. Pozostałe dwa to znów e-maile do Gingrich i Mosbacher oraz spotkania z nimi.

Lunche na koszt ambasady

W rozliczeniu WHWD wymienia też trzy lunche zorganizowane między grudniem 2017 r. a marcem 2018 r., na których przedstawiciele firmy mieli promować Polskę. Tyle że — jak ustalił Onet — dwa z nich organizowane były nie przez WHWG, lecz przez polską ambasadę w Waszyngtonie w ramach cyklicznych spotkań, na które ambasador Piotr Wilczek zaprasza amerykańskich polityków i urzędników.

— Te nieformalne spotkania, zainicjowane, organizowane i finansowane przez ambasadę, były częścią naszej dyplomacji publicznej. Spotkania te nie były organizowane we współpracy z żadną organizacją, instytucją ani fundacją — mówi Onetowi amb. Wilczek. — Uczestniczyły w nich zazwyczaj trzy osoby pracujące dla WHWG. Firma ta nie współorganizowała tych spotkań, chyba że jej pracownicy swój udział w tych spotkaniach traktowali jako realizację zadań firmy. Jeśli takie było ich podejście do udziału w tych spotkaniach, to nie byłem tego świadomy, a traktowanie w sprawozdaniu FARA tych spotkań organizowanych przeze mnie w mojej rezydencji jako przykładów realizacji zadań zleconych firmie WHWG, stanowi dla mnie kompletne zaskoczenie – mówi ambasador.

Trzecie spotkanie, które WHWD umieściło w sprawozdaniu, także nie było organizowane przez tę firmę. Na początku stycznia 2018 r. przedstawiciel WHWD poszedł na płatny (25 dol. od osoby), dwugodzinny lunch z byłym ambasadorem USA w Polsce Danielem Friedem. Miał tam rozmawiać z Patrickiem Harveyem, urzędnikiem odpowiedzialnym za PR w Departamencie Stanu USA.

Jest i pomnik

Wedle sprawozdań firma przygotowywała i wysyłała „komentarze, informacje prasowe i zestawienia faktograficzne różnym dziennikarzom różnych redakcji”. Wśród osiągnięć wymieniony jest wywiad pracownicy WHWG dla katolickiego Ave Maria Radio, lokalnego radia nadającego w kilku miastach w stanie Michigan.

Wysłuchaliśmy tego wywiadu — to wywiad telefoniczny, w większości poświęcony polskiej historii w czasie II wojny światowej, choć rozmówczyni życzliwie wypowiada się także o obecnej władzy w Polsce.

W rozliczeniu podane są też „inne wywiady w mediach”, ale nie pada żaden konkret. Są tam też ogólnikowe informacje o tym, że WHWG organizowało lub też „ułatwiało” spotkania „amerykańskich liderów środowiska biznesowego z przedstawicielami polskiego rządu”. Nie ma też konkretów w sprawie „spotkań z think-tankami oraz fundacjami w kwestii organizacji paneli i konferencji”.

Do tego WHWD twierdzi, że „asystowało” PFN w produkcji reklamy telewizyjnej oraz w badaniach marketingowych. W ostatnich dokumentach WHWG obiecało również polskiej fundacji „zaplanowanie pomnika w Waszyngtonie, upamiętniającego zwycięstwo nad komunizmem w 1920 r. w Bitwie Warszawskiej”.

Nie pomogli w sprawie Holokaustu

Akurat gdy WHWG zaczęła inkasować duże pieniądze z PFN — czyli wiosną 2018 r. — miał miejsce najpoważniejszy od upadku komunizmu konflikt polsko-amerykański. W tym czasie PiS uchwaliło nowelizację ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, wprowadzając kary więzienia za przypisywanie Polakom współodpowiedzialności za Holocaust. Te przepisy wywołały konflikt dyplomatyczny Polski z USA.

W dokumentach nie widać, by w tamtym czasie firma WHWG podjęła jakiekolwiek działania, by pomóc polskim władzom — i reputacji Polski, która była wówczas oskarżana o unikanie współodpowiedzialności za Holokaust.

A tak się składa, że obrona dobrego imienia Polski w tej kwestii było jednym z priorytetów, jakie PFN stawiała przed amerykańską firmą przy podpisywaniu kontraktu. „Prostowanie fałszywej narracji, niebezpiecznej dla bezpieczeństwa Polski i jej roli w NATO i UE, co do polskiego udziału w Holokauście, tworzeniu obozów koncentracyjnych i innych zbrodniach wojennych. Lansowane aktywnie przez wrogich sąsiadów, kłamstwa te oczerniają reputację największych ofiar II wojny, zrównując je z największymi kryminalistami” — to fragment oficjalnej korespondencji między fundacją a WHWG.

To zresztą tylko fragment planu zadań, jakie opracowała PFN dla Amerykanów. Inne brzmią tak:

• „Budowanie zrozumienia w USA, UE i NATO, że obecne polskie reformy mają na celu osiągnięcie politycznej uczciwości poprzez usunięcie ognisk korupcji w instytucjach, strukturach i praktykach odziedziczonych po komunizmie”.

• „Wyjaśnianie, że reforma polskiego wymiaru sprawiedliwości jest kluczowa dla wyeliminowania korupcji i bezkarności oraz zatorów w rozpatrywaniu spraw, co utrudnia dostęp do sprawiedliwości tysiącom Polaków rocznie — czyli wprowadzenia, czy też przywrócenia mechanizmu kontroli i równowagi, wyeliminowanego przez wzorowany na sowieckim system sądownictwa w Polsce, odziedziczony w momencie odzyskania wolności ponad ćwierć wieku temu”.

• „Tłumaczenie, że podejście Polski do kryzysu imigracyjnego (…) odzwierciedla wolę polskich wyborców i ich prawa obywatelskie w wolnym, a nie wasalnym państwie”.

W dokumentach, wysyłanych amerykańskim władzom, WHWG napisała, że PFN to „fundacja charytatywna”.

Tajemnice fundacji

Kontrakt z WHWG to tylko drobny element finansów Polskiej Fundacji Narodowej. Choć fundacja operuje publicznymi pieniędzmi — na start dostała 100 mln zł, teraz ma ponad 200 mln zł, a w ciągu dekady ma to być pół miliarda — to ukrywa sposób, w jaki je wydaje. Można jedynie ocenić, czy jest skuteczna. A o PFN mówi się prawie wyłącznie w kontekście wpadek.

Jacht, który fundacja kupiła za ok. 1 mln euro, stoi w amerykańskim porcie. Złamał maszt, co PFN ukrywała przez kilka tygodni. „I love Poland” — jak nazwany został jacht — miał przez najbliższe lata promować Polskę na świecie. A dziś nie wiadomo, ile miesięcy jeszcze postoi i ile będzie kosztować jego naprawa.

W 2018 r. PFN zerwała kontrakt z Fundacją Navigare Mateusza Kusznierewicza, który także miał promować Polskę podczas rejsu dookoła świata. „Wynika to z faktu, że po otrzymaniu rozliczenia pierwszej transzy funduszy, które zostały przekazane z PFN do Fundacji Navigare okazało się, że pozycje zawarte w tych dokumentach finansowych budzą bardzo poważne wątpliwości — tłumaczył wówczas Maciej Świrski z zarządu PFN. Rejs miał kosztować, według różnych szacunków, 10-20 mln zł.

Fundacja chwaliła się także zasięgami swych zagranicznych kampanii informacyjnych „Today, we are still on the side of truth” („Dziś nadal jesteśmy po stronie prawdy”) i „Testimony of truth” („Świadectwo prawdy”). Przekonywała, że kampanijne filmy dotarły do prawie 180 mln osób na całym świecie, w tym w USA do ponad 75 mln osób, w Wielkiej Brytanii do ponad 27 mln, a w Niemczech – do prawie 20 mln osób. Czy to dane wiarygodne? Widać to dobrze na przykładzie Izraela. Według PFN, jej kampanie widziało tam prawie 8 mln ludzi. Tymczasem w Izraelu żyje ok. 8,5 mln osób, a dostęp do internetu ma niespełna 7 mln. Wszystko wskazuje na to, że PFN — lub firma, która to dla fundacji robiła — zliczyła odsłony klipów, a nie unikalnych użytkowników.

Odpowiedź PFN na pytania Onetu o rozliczenia z WHWG:

Z rozczarowaniem odebraliśmy zapytania od dziennikarza Onet na temat projektu PFN w Stanach Zjednoczonych, gdyż pytaniom o kontrolę nad finansami nie towarzyszyła żadna ciekawość reporterska na temat skuteczności trwającego od ponad roku projektu z WHWG. Ponieważ te dwa aspekty działań są nierozłączne, traktujemy je w poniższej odpowiedzi na pytania Onet jako całość.

Praca, rozliczenia i finanse projektu są regularnie oceniane i nadzorowane przez Biuro Finansów i Administracji Polskiej Fundacji Narodowej, Biuro Audytu i Kontroli Polskiej Fundacji Narodowej zarówno z Warszawy jak i na miejscu, w biurze WHWG w Waszyngtonie, gdzie realizowane są regularne kontrole. Wszystkie rozliczenia związane z projektem są częścią formalnej i merytorycznej oceny. Osoba wymieniona przez dziennikarza Onetu nie ma kontraktu z PFN, natomiast jak kilkudziesięciu innych znanych, wybitnych ekspertów ze Stanów Zjednoczonych, Izraela, Polski, Wielkiej Brytanii i innych krajów europejskich był uczestnikiem jednego panelu w jednej z siedmiu konferencji.

W ramach działań projektowych w USA nawiązaliśmy bliską współpracę z licznymi członkami opiniotwórczych środowisk amerykańskich, zorganizowaliśmy w partnerstwie z czołowymi think-tankami w Stanach Zjednoczonych panele dyskusyjne, konferencje eksperckie, spotkania z mediami, spoty okolicznościowe w mediach analogowych i cyfrowych oraz umieściliśmy artykuły w prasie.

Jesteśmy składową społeczeństwa obywatelskiego, fundacją której działania projektowe kształtują pozytywną percepcję Polski i tłumaczą jej rolę w historii Europy dwudziestego wieku, jej tradycje wolnościowe, tożsamość kulturową, jak również polską rację stanu, która służy nie tylko samej Polsce, ale również Stanom Zjednoczonym i Europie. Skuteczność przekazu zależy od zrozumienia go przez publiczność zachodnią posługującą się amerykańskim kodem kulturowym.

Dlatego w działaniach projektowych, WHWG współpracuje z zachodnimi ekspertami z mediów, historii, polityki energetycznej, bezpieczeństwa, politologii, socjologii, filozofii politycznej, stosunków międzynarodowych, itd. Jednocześnie wśród nich niezbędni są specjaliści dwujęzyczni i dwukulturowi, których ekspertyzę zachodnią uzupełnia wyszukane zrozumienie rzeczywistości polskiej. Poza Polską jest to oczywiście niewielka grupa. Tylko takie podejście jest skuteczne.

W ramach projektu przekazywana jest szeroko rozumiana polska narracja historyczna i polska racja stanu: poprzez panele i konferencje tematyczne, wizyty studyjne w Polsce ze środowisk dyplomatycznych, biznesu i bezpieczeństwa narodowego, spoty i kampanie reklamowe, strony internetowe i media społecznościowe, artykuły i artykuły sponsorowane, włącznie z bezprecedensową kampanią „Opowiadamy o Polsce”. Nasze spoty obejrzało ponad 100 milionów amerykańskich odbiorców, nasze konferencje były emitowane na CSPAN i FOX. Wśród uczestników naszych paneli znaleźli się wybitni intelektualiści z USA, Wielkiej Brytanii, Polski i Izraela. Stworzyliśmy Program Polski w partnerstwie z Victims of Communism Foundation, zapewniając Polsce możliwość opowiedzenia w stolicy Stanów Zjednoczonych brakujących rozdziałów historii Polski XX wieku.

Wszystkie aspekty projektu, przede wszystkim jego skuteczność, podlegają kontroli i ewaluacji. Zgodnie z procedurami i standardem działań realizowanych przez Fundację, dokonujemy bieżącej ewaluacji ex ante, on-going, ex post prac WHWG i w zależności od rezultatów podejmujemy decyzje o kontynuacji w kolejnych interwałach.

Z poważaniem, Biuro Prasowe, Polska Fundacja Narodowa

Kmicic z chesterfieldem

Na konwencji Prawa i Sprawiedliwości, która odbyła się w niedzielę 15 sierpnia w Legnicy, Jarosław Kaczyński poruszył temat zniesienia immunitetów poselskich, sędziowskich i prokuratorskich. Zauważył jednak, że zniesienie immunitetów złamałoby Konstytucję RP. A że Prawo i Sprawiedliwość nie chce tego robić, to zamierza ją po wygranych wyborach zmienić.

Do słów Kaczyńskiego odniósł się europoseł Prawa i Sprawiedliwości Adam Bielan, w rozmowie z Beatą Lubecką w Radiu ZET. Potwierdził oczywiście, że PiS chce zmienić konstytucję, jednak zauważył, że do zmiany tego dokumentu potrzeba głosów 307 posłów, co może nie być proste do osiągnięcia dla Prawa i Sprawiedliwości.

„Musielibyśmy mieć albo samodzielnie 307 głosów, co będzie bardzo trudne do wykonania, albo znaleźć sojuszników do zmiany konstytucji. Będziemy namawiać partie, które znajdą się w przyszłym parlamencie, żeby to zmienić” – powiedział.

No cóż, Jarosław Kaczyński ma również tę świadomość, ale kto mu zabroni pomarzyć: -„Przyjdzie taki dzień, że zmienimy konstytucję na potrzebną, która będzie gwarantowała prawdziwą…

View original post 2 394 słowa więcej

 

Komisja Europejska z oszustem pisowskim w składzie

Ursula von der Leyen powierzyła Januszowi Wojciechowskiemu tekę rolnictwa w nowej Komisji Europejskiej. Praworządnością ma zajmować się Belg Didier Reynders oraz Czeszka Vera Jourowa.

Przewodnicząca elektka Komisji Europejskiej przedstawiła we wtorek podział tek pomiędzy nowych komisarzy UE, którzy – jeśli Parlament Europejski zatwierdzi w październiku cały skład nowej unijnej egzekutywy – powinni od 1 listopada zastąpić dotychczasowy skład Komisji kierowanej przez Jeana-Claude’a Junckera. Von der Leyen spełniła obietnice co do równowagi płci. W zaproponowanej przez nią Komisji jest 13 kobiet (łącznie z samą von der Leyen) oraz 14 mężczyzn. W komisji Junckera było 9 kobiet i 19 mężczyzn.

Zgodnie z wcześniejszymi informacjami polskiego rządu Janusz Wojciechowski otrzymał tekę rolnictwa – ważną oraz powiązaną z zarządzaniem dużymi funduszami ze wspólnej polityki rolnej, ale na pewno nie z kategorii tek kluczowych. Grubość unijnej koperty na politykę rolną – w tym tempo zrównywania poziomu dopłat rolnych w UE (to polski postulat) – będzie zależeć nie od komisarza, lecz głównie od międzyrządowych negocjacji unijnego budżetu na lata 2021–27. Zakończą się w przyszłym roku zapewne cięciami.

Wojciechowskiego podobnie jak byłego węgierskiego ministra sprawiedliwości Laszla Trocsanyiego (komisarz ds. rozszerzenia i polityki sąsiedztwa) oraz Rumunkę Rovanę Plumb (komisarz ds. transportu) czeka niełatwa przeprawa przez Parlament Europejski. Wojciechowski został w 2016 r. członkiem Europejskiego Trybunału Obrachunkowego (każdy kraj wspólnoty ma tu po jednym przedstawicielu) mimo braku pozytywnej opinii Parlamentu Europejskiego. Chodziło m.in. o uwikłanie Wojciechowskiego w podważanie praworządności w Polsce.

Ponadto krytycy podnosili – opisywane wówczas przez „Gazetę Wyborczą” – niejasności co do rozliczeń kosztów europoselskich podróży Wojciechowskiego. Ten przekonuje, że chodziło o już wyjaśnione nieporozumienia. Teraz ten temat odświeżył „Der Spiegel”. Rzeczniczka unijnego OLAF (urzędu do zwalczania nadużyć finansowych) potwierdza, że sprawa rozliczeń podróży Wojciechowskiego wciąż jest badana. Zastrzega, że nie oznacza to jeszcze, że zdarzyły się oszustwa. Również von der Leyen mocno dziś przypominała o zasadzie domniemania niewinności.

Czesko-belgijska praworządność

Belg Didier Reynders, obecnie szef belgijskiego MSZ i MON, ma być komisarzem UE ds. sprawiedliwości łącznie z – jak podkreśliła von der Leyen – zagadnieniami państwa prawa. Jednocześnie Czeszce Verze Jourowej powierzono rolę jednej z ośmiorga wiceprzewodniczących Komisji Europejskiej. Będzie odpowiedzialna za kwestie wartości podstawowych (i przejrzystości), a zatem i praworządności.

– To pozostaje bardzo ważnym zadaniem Komisji Europejskiej na kolejne lata – powiedziała von der Leyen. Choć Jourova jako wiceprzewodnicząca jest formalnie wyżej w Komisji od Reyndersa, to dopiero z czasem okaże się, kto będzie grał pierwsze skrzypce w kwestiach zagrożeń dla praworządności w Polsce albo na Węgrzech.

Timmermans, Vestager, Dombrovskis

Holender Frans Timmermans jako jeden z trzech głównych „wiceprzewodniczących wykonawczych” ma – o to zabiegał on sam i Holandia – nadzorować realizację zapowiadanego przez von der Leyen „zielonego dealu”. Chodzi tu głównie o kwestie transformacji energetycznej oraz gospodarki zrównowżonej. Timmersmans ma też jednocześnie być komisarzem UE ds. klimatu. – Naszym celem jest uczynienie Europy pierwszym kontynentem neutralnym klimatycznie – powiedziała von der Leyen.

Dunka Margrethe Vestager ma zostać wiceprzewodniczącą wykonawczą ds. gospodarki cyfrowej. Zachowa też obecną tekę komisarz UE ds. wolnej konkurencji. Vestager dotąd w tej roli mocno zwalczała nadużycia wielkich firm cyfrowych – od kwestii podatkowych po praktyki monopolistczne wobec mniejszych graczy. Łotysz Valdis Dombrovskiej ma być wiceprzewodniczącym wykonawczym do spraw „gospodarki na rzecz ludzi” (połącznie kwestii ekonomicznych oraz socjalnych) oraz komisarzem UE ds. usług finansowych.

Budżetem ma zajmować się Austriak Johannes Hahn. Francuzka Sylvie Goulard dostała mocną – dziedziczoną po Elżbiecie Bieńkowskiej – tekę do spraw rynku wewnętrznego łącznie z rynkiem cyfrowym, polityką przemysłową oraz obronnością, w tym Europejski Fundusz Obronny. Hiszpan Josep Borrell – już wcześniej dostał nominację szczytu UE na szefa unijnej dyplomacji, czyli z urzędu jednego z wiceprzewodniczących Komisji Europejskiej. Włoch Paolo Gentiloni (były centrolewicowy premier) ma zostać komisarzem UE do spraw gospodarczych. Polityką spójności ma zajmować się Portugalka Elisa Ferreira.

Kandydaci mają teraz kilkanaście dni na szybkie doszkolenie się z powierzonej im tematyki (w „dokształcaniu” uczestniczą urzędnicy i eksperci KE), by potem jak najlepiej wybronić się podczas wysłuchań przez komisje europarlamentarne. Wysłuchania, po których europosłowie mogą zażądać podmiany kandydatów, są wstępnie planowane na pierwszy tydzień października.

Kmicic z chesterfieldem

W zeszły wtorek Małgorzata Kidawa-Błońska została kandydatką na premiera Koalicji Obywatelskiej. Grzegorz Schetyna podczas prezentacji podkreślał, że potrzebny jest ktoś, przed kim nawet najwięksi szczekacze muszą się zacząć miarkować. Stwierdził także, że ludzie chcą nowej jakości, kogoś kto nie będzie się zajmował polityczną wojną, tylko wytrwałą pracą – “Trzeba słuchać ludzi, a Małgorzata, warszawianka, kobieta sukcesu, matka, ludzi potrafi słuchać. Z taką samą uwagą i szacunkiem rozmawia z ambasadorem w filharmonii, jak i ze sprzedawczynią na miejskim bazarku” – tłumaczył przewodniczący Platformy Obywatelskiej.

Pierwszą próbą ogniową była wczorajsza wizyta u Moniki Olejnik w “Kropce nad I”, którą Małgorzata Kidawa-Błońska zadała koncertowo. Miałem obawy przed programem, że coś pójdzie nie tak, że zostanie zaskoczona, że dojdzie do jakiejś pomyłki, ale po zakończeniu programu okazało się, że strach był na wyrost. Wczoraj zobaczyliśmy osobę kompetentną, spokojną , logicznie argumentującą oraz merytoryczną, a gdy zaszła taka potrzeba, stanowczą. I co chyba najważniejsze…

View original post 2 058 słów więcej

 

Faszyzm w Polsce jest faktem

Zajścia podczas wczorajszego marszu równości w Białymstoku pokazały, że nagonka na mniejszości seksualne polityków i Kościoła prowadzi wprost do przemocy. Politycy PiS od miesięcy mówią o groźnej ideologii LGBT, przywilejach osób homoseksualnych i rzekomym panującym w Polsce równouprawnieniu. Tymczasem jak mogliśmy zobaczyć wczoraj, ta równość nad Wisłą oznacza prawo do siedzenia cicho i udawanie, że się nie istnieje, ponieważ każde otwarte przyznawanie się do orientacji przez osoby ze środowisk LGBT może skończyć się krzywymi spojrzeniami, wyzwiskami i na przemocy fizycznej jaką widzieliśmy wczoraj kończąc. Tak wygląda realizacja miłosierdzia Chrystusa przez obrońców “tradycyjnych wartości” w Polsce XXI wieku. To co miało miejsce w centrum Podlasia miało jednak szerszy wymiar. Nie doszło bowiem tam tylko do ataku niezorganizowanego tłumu na uczestników pokojowego zgromadzenia. Mamy bowiem tutaj także do czynienia ze skandaliczną próbą medialnej manipulacji, która próbuje tuszować zajścia w sposób godny Josefa Goebbelsa.

W prorządowym wPolityce.pl nie przeczytamy o atakach na demonstrantów, ale o… nietolerancji osób LGBT wobec osób o innych poglądach. Kiedy bowiem po jednej stronie kopano ludzi na chodnikach, prorządowe redakcje roztkliwiały się nad narodowcem, któryskarżył się, że oberwał… jajkiem. Relacje w wykonaniu niszowych Mediów Narodowych zostały wykorzystane masowo także przez pisowską farmę trolli:

Równocześnie wiceminister cyfryzacji z duma ogłosił, że wczoraj nie udało się LGBT sprowokować zamieszek, zignorował doniesienia o przemocy i na koniec zaatakował opozycje za chęć przyjmowania imigrantów:

W tym samym czasie dziennikarz TVP info stworzył teorię spiskową, że przemoc wobec uczestników marszu to… prowokacja samych protestujących:

Niegdysiejszy “niezależny bloger”, jak później ujawniono pracownik Ministerstwa Sprawiedliwości, a dziś radny PiS Dariusz Matecki zaczął odwracać uwagę od wydarzeń poprzez wrzucanie skrajnych przypadków z zagranicy, które nie maja związku z polską rzeczywistością:

Do tego polityk ogłosił, że osoby LGBT wypowiedziały Polakom wojnę:

Do tego prawicowi dziennikarze krążyli jak sępy na marszu, próbując sprowokować uczestników i przechodniów. Liczyli oni, że uda im się zebrać głupie wypowiedzi, które będą wodą na młyn propagandy. Działa to bowiem tak, że po zebraniu kilkudziesięciu rozsądnych wywiadów wybiera się jeden czy dwa najbardziej kompromitujące, aby zrobić z nich symbol wszystkich uczestników. Jest to klasyczna forma manipulacji.

Jednak i w tym wczoraj coś poszło nie tak. W całym morzu hejtu doszło bowiem do bardzo pozytywnej sytuacji i pokazu społecznej solidarności. Media Narodowe próbowały sprowokować jedną z przechodzących i obserwujących zajścia z zewnątrz kobiet do krytyki protestujących. Ta jednak zamiast wejść w z góry założoną narrację jasno stwierdziła, że “Gdyby Jezus tu był, to byłby po stronie uciśnionych i niech Pan uważnie popatrzy, po której stronie są Ci uciśnieni”.

Dziennikarz nie dawał za wygraną i chciał drążyć narrację o “ideologii LGBT” co zostało skontrowane słowami, że “dusza nie ma orientacji seksualnej”. Także argument o adopcji dzieci przez pary jednopłciowe został rozbity w sposób nieoczekiwany przez dziennikarza: “W Polsce ogromny procent dzieci wychowuje się w rodzinach, gdzie wychowują je pary jednopłciowe, mama i babcia”

Na ostatnie koło ratunkowe w postaci oskarżeń o pedofilię padły znamienne słowa: “Nie spotkałam się z tym, ale spotkałam się natomiast z ofiarami molestowania przez księży”.

Niestety takich sytuacji jak powyżej opisana w morzu nienawiści było zdecydowanie zbyt mało.

W ogromie kłamstw i manipulacji widać zatem wyraźnie, że dla PiS mniejszości seksualne nie są częścią naszego społeczeństwa, naszymi rodakami, którzy żyją razem z nami i są częścią naszej wspólnoty narodowej. Kiedy “Gazeta Polska” ogłosiła “Strefę wolną od LGBT” rząd nie protestował, a kiedy akcję skrytykowała ambasador USA, to usłyszała od polityków PiS, aby nie wtrącała się w nasze wewnętrzne sprawy.

Przyzwolenie na przemoc i obrzydliwa próba manipulowania wczorajszymi zdarzeniami pokazuje, że polska prawica realizuje żywcem to, o co oskarżali ją latami, często wydawało się na wyrost, jej przeciwnicy. O ile do 2015 roku mówienie o faszystowskich ciągotach PiS były przesadzone, to o tyle dziś stają się one faktem. Proszę sobie porównać reakcje na wczorajsze zdarzenia do tego, co miałoby miejsce, jeśli lewicowe bojówki zaatakowałyby uczestników procesji Bożego Ciała. PiS wprowadziłby zapewne specustawę, użył całego aparatu dochodzeniowego i przymusu państwa do złapania uczestników i jeszcze miałby na koniec ponad 50% poparcia w sondażach. Jednak wśród ofiar od zawsze byli równi i równiejsi.

Nie wiemy w jakim kierunku obecne trendy pójdą, ale warto mieć świadomość, że początkowe wykluczenie i dyskryminacja panująca w III Rzeszy także wydawała się dla ludzi z poza grup na celowniku władzy niegroźna. Nikt nie spodziewał się do jakiej ostatecznej formy one doprowadzą. Stad właśnie trzeba być czujnym i reagować, ponieważ nie chodzi o to, że PiS dziś po cichu planuje zamykanie LGBT w obozach, ale że przyzwolenie na obecne wykluczenie i przemoc tworzy furtkę do coraz bardziej radykalnych form dyskryminacji, której ostatecznego wyniku dziś nikt nie potrafi przewidzieć. Bierność jest zatem ryzykiem na jakie nie możemy sobie pozwolić.

Kmicic z chesterfieldem

Po co PiS właściwie wprowadził przepisy o odpowiedzialności dyscyplinarnej i dlaczego istnieje niewielka szansa, by się z nich wycofał? Jest to instrument politycznego wpływania na sędziów, co już widać, ale być może sprawa jest poważniejsza i PiS potrzebuje izby dyscyplinarnej, by przykładowo ograniczyć do niej tylko kompetencje Sądu Najwyższego do uznawania wyborów w kraju za legalne i ważne. To bardzo niebezpieczny instrument i dlatego działania Komisji Europejskiej uważam za w pełni uzasadnione – mówi europeistka prof. Renata Mieńkowska-Norkiene z Instytutu Nauk Politycznych UW. – KE dała 2 miesiące na wycofanie się z przepisów dotyczących systemu dyscyplinowania sędziów. Niezastosowanie się do tego zalecenia KE prawdopodobnie będzie wiązało się ze skierowaniem sprawy do TSUE – dodaje

JUSTYNA KOĆ: KE rozpoczęła drugi etap postępowania o naruszenie prawa unijnego wobec Polski w sprawie nowego systemu dyscyplinarnego dla sędziów. Co to oznacza, z czym się wiąże i kiedy możemy odczuć konsekwencje?

PROF. RENATA MIENKOWSKA-NORKIENE: Komisja Europejska jest strażniczką europejskiego prawa, m.in. w tym…

View original post 3 114 słów więcej