Archiwa tagu: Tomasz Skory

Fallusy klechów postawić przed kościołami, jako pomniki

W nocy z poniedziałku na wtorek pomnik ks. Eugeniusza Makulskiego, byłego kustosza sanktuarium Matki Bożej Licheńskiej został zasłonięty białym materiałem. W dokumencie braci Sekielskich zacytowany został list niechcącej ujawniać tożsamości ofiary, z którego wynika, że ks. Makulski blisko 40 lat temu miał wielokrotnie wykorzystać seksualnie chłopca pomagającego w budowie sanktuarium w Licheniu.

Zasłonięty pomnik przedstawia Jana Pawła II, który z rąk klęczącego ks. Eugeniusza Makulskiego otrzymuje makietę świątyni. Makulski funkcję kustosza sanktuarium pełnił w latach 1966-2004. – W związku z pytaniami dotyczącymi pomnika znajdującego się na terenie sanktuarium, pragniemy poinformować, że decyzja o jego dalszym losie zostanie podjęta w najbliższej przyszłości. Do tego czasu pozostanie on zasłonięty. ks. Kieniewicz MIC, rzecznik polskiej prowincji marianów” – poinformowano na Twitterze Licheń Info. Wcześniej Zgromadzenie Księży Marianów wydało też oświadczenie w sprawie ks. Makulskiego. – „Decyzją przełożonych zakonnych został odsunięty od pełnienia jakiejkolwiek działalności duszpasterskiej” – napisano.

Żaden pomnik księdza pedofila nie powinien być zasłaniany, to w dalszym ciągu ukrywanie zbrodni. Te pomniki powinny być w specjalny sposób oznaczane, a nie zasłaniane”;

„Po co zaraz zasłaniać? Dodajcie tabliczkę informacyjną z prawdziwą biografią. Wypiszcie jego zasługi i zostawcie miejsce na dobrowolny wpis imion wszystkich jego ofiar. Niech zagorzali katolicy widzą, jaką instytucja jesteście. Ku przestrodze nowych pokoleń”; – „Czy nie wiedzieliście wcześniej, że przed JPII klęczy pedofil??? Hańba. Im szybciej zniknie ten pomnik, tym lepiej” – komentowali internauci.

Fallusy klechów postawić przed kościołami, jako pomniki.

Depresja plemnika

Gdy tysiąc ludzi przez miesiąc wierzy w jakąś zmyśloną opowieść jest to fake news. Gdy miliard ludzi wierzy w nią przez tysiąc lat, jest to religia – i ten, kto nazywa ją fake newsem ma tego nie robić, żeby nie ranić uczuć wierzących[…]

Yuval Noah Harari

21 lekcji na XXI wiek

Rzecznik prezydenta Andrzej Dudy – Krzysztof Szczerski był dzisiaj gościem programu Poranna rozmowa RMF. Polityk komentował m.in. pedofilię w Kościele katolickim.

Reporter Paweł Żuchowski (RMF FM) informuje ze Stanów Zjednoczonych o końcu tymczasowej oceanicznej promocji Polski. Wszystko za sprawą zniszczonego jachtu.

View original post 580 słów więcej

 

Reklamy

Mord polityczny. Paweł Adamowicz zginął na służbie

„Są wydarzenia, na które się spóźniać nie wolno, po prostu. To było takie wydarzenie” – tak senator Marek Borowski w TVN 24 skomentował nieobecność Jarosława Kaczyńskiego i wicemarszałków Sejmu Beaty Mazurek i Ryszarda Terleckiego na sali obrad podczas minuty ciszy ku pamięci prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Zasiedli w poselskich ławach dopiero po zakończeniu pożegnania zmarłego prezydenta.

Zdaniem Borowskiego, prezes PiS i wicemarszałkowie Sejmu „doskonale wiedzieli, jaki jest porządek obrad”. – „W tym przypadku nic nie stało na przeszkodzie, żeby prezes Kaczyński wziął za słuchawkę – bo przecież byli w Sejmie – zadzwonił do Kuchcińskiego i powiedział: Marek, przytrzymaj chwilę, bo my już schodzimy”– powiedział senator. Borowski uważa, że w tej sytuacji doszło do zlekceważenia. – „Trzeba było być wcześniej” – dodał.

Do sprawy odniósł się na Twitterze Lech Wałęsa. – „To zdjęcie niech będzie symbolem szczerości „kondolencji” J. Kaczyńskiego oraz uczczenia pamięci zabitego w mordzie politycznym Prezydenta Gdańska, śp. Pawła Adamowicza” – napisał były prezydent. Dołączył fotografię pustych miejsc, które zwykle zajmują Kaczyński, Mazurek i Terlecki.

Mam wrażenie strasznego chaosu komunikacyjnego. Stąd moja potrzeba uporządkowania kilku kwestii. Jest poniżej, może będzie dla kogoś przydatne.

Kaczyński to mityczna plaga egipska, która została nam zesłana, niszczy wszystko, co napotka na swojej drodze.

Depresja plemnika

„To czysty przypadek, proszę nie doszukiwać się w tym drugiego dna” – tak rzecznik Prawa i Sprawiedliwości Beata Mazurek tłumaczyła swoją nieobecność podczas minuty ciszy na cześć tragicznie zmarłego Pawła Adamowicza w Sejmie. Przesłanek, by sądzić, że absencja prezesa z przybocznymi podczas symbolicznego gestu nie była przypadkowa dostarcza przykład z terenu. Otóż radni Prawa i Sprawiedliwości w Łodzi wzięli dziś przykład z góry i nie uczestniczyli dziś w posiedzeniu Rady Miasta, na którym żegnano Pawła Adamowicza, zamordowanego prezydenta Gdańska.

Podczas sesji Rady Miasta obecny był tylko jeden radny Prawa i Sprawiedliwości. Puste krzesła łódzkich działaczy PiS zostaną w pamięci smutnym znakiem politycznej i ludzkiej małości. Chyba, że to był również czysty przypadek.

Zachowania Jarosława Kaczyńskiego trudno nie nazwać celowym. Tuż po tragicznej śmierci Pawła Adamowicza wielu wyrażało nadzieję na poprawę poziomu w polskim dyskursie politycznym. Niestety, zawistnego, jedynie słusznie cierpiącego prezesa Prawa i Sprawiedliwości nie było stać na klasę nawet…

View original post 2 583 słowa więcej

PiS ma zawiesić ustawę o Sądzie Najwyższym. Postanowienie TSUE

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej ostatecznie orzekł, że pisowska ustawa o Sądzie Najwyższym ma być bezwzględnie zawieszona. Wyrok ogłosiła Wielka Izba Trybunału, złożona z 15 sędziów, potwierdzając tym samym postanowienie Trybunału z października tego roku.

Chodzi o przywrócenie do pracy tych sędziów, którzy zostali odesłani w stan spoczynku. Sejm – głosami posłów PiS – wprawdzie wprowadził zmiany do ustawy o SN, ale nowelizacji wciąż nie podpisał prezydent. W świetle prawa obowiązuje więc ustawa, którą Komisja Europejska zaskarżyła do Trybunału.

W komunikacie TSUE napisano także, co grozi Polsce w przypadku niezastosowania się do orzeczenia. – „Jeżeli Komisja uzna, że państwo członkowskie nie zastosowało się do wyroku, może wnieść nową skargę i domagać się sankcji finansowych”. Prawnicy z TSUE zastrzegają też, że mogą nawet zdecydować o nałożeniu kar pieniężnych.

Dodajmy, że unijny Trybunał 19 marca 2019 r. zajmie się z kolei pytaniami prejudycjalnymi Sądu Najwyższego, dotyczących m.in. zdolności Krajowej Rady Sądownictwa do wykonywania konstytucyjnego zadania stania na straży niezależności sądów.

Konstytucja nie jest przestrzegana, więc zabroniona

„Zachowaniem mogącym podważyć zaufanie do niezawisłości i bezstronności sędziego jest publiczne używanie przez sędziego infografik, symboli, które w sposób jednoznaczny są lub mogą być identyfikowane z partiami politycznymi, związkami zawodowymi, a także z ruchami społecznymi, tworzonymi przez związki zawodowe, partie polityczne lub inne organizacje prowadzące działalność polityczną” – napisano w uchwale przyjętej przez nową Krajową Radę Sądownictwa. Została ona – jak wiadomo – wybrana przez PiS i Kukiz’15.

W związku z tym prawnik Oskar Sobolewski zapytał na Twitterze: – Czy to jest jedna z takich zakazanych infografik?” i dołączył napis „Konstytucja”.

Odpowiedź zastępcy rzecznika nowej KRS Jarosława Dudzicza brzmiała: – „Jest utożsamiana z określoną opcją polityczną. A sędzia – przypominam – ma być apolityczny i swoją postawą nie wzbudzać podejrzeń, że tak nie jest”.

„Przeciwnicy demokracji usiłują upolitycznić słowo „Konstytucja”. Dla nas „Konstytucja” jest aktem prawnym, który szanujemy. Koszulka z „Konstytucją” nie kojarzy się z żadnym ugrupowaniem politycznym, ale z organizacjami społeczeństwa obywatelskiego. Ja jako sędzia mam prawo taką koszulkę zakładać. Ta uchwała to przejaw bezradności politycznego organu, który jako ramię rządu próbuje pacyfikować sędziów. W naszym sądzie rozprowadziliśmy już ponad 400 takich koszulek. Po tej uchwale będziemy mieć dodatkową motywację” – powiedział „GW” sędzia Waldemar Żurek. A sędzia Bartłomiej Przymusiński, rzecznik prasowy Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia skomentował: – „Panu Dudziczowi Konstytucja kojarzy się z polityką” – skomentował.

Znacząco zabrzmiał wpis Jacka Barcika: – „Uchwała opublikowana 13 grudnia. Pseudo-KRS, duchowy dziedzic marionetek z PRON ma znakomite wyczucie czasu. Cóż, dla przypomnienia: zima wasza, wiosna nasza! 1981 r. – wolność i suwerenność; 2018 r. – KONSTYTUCJA, przyzwoitość, normalność i zdrowy rozsądek”.

Zakazane słowo Konstytucja, tak mają okupaci – zakazują. Hitlerowcy zakazywali śpiewać. Nowi okupaci zakazują t-shirtów.

Depresja plemnika

Do fundacji „Nie lękajcie się” zgłosiły się trzy kolejne ofiary księdza Henryka Jankowskiego. – Opisują, jak ksiądz Jankowski się przy nich masturbował czy dotykał ich w miejscach intymnych – mówi prezes fundacji w rozmowie z „Super Expresem”.

Jak informuje „Super Express”, do fundacji „Nie lękajcie się” od momentu nagłośnienia sprawy prałata Jankowskiego zgłaszają się kolejne ofiary, które opisują, że w przeszłości były przez niego molestowane.

Henryk Jankowski. Kolejne zarzuty o pedofilię

Zgłoszenia od kolejnych ofiar księdza Jankowskiego przychodzą do fundacji „Nie lękajcie się” między innymi w formie listów. Nie wszystkie z ofiar chcą ujawniać swoje dane osobowe. W ostatnich dniach do „Nie lękajcie się” zgłosiło się trzech mężczyzn z Gdańska, Anglii i Niemiec, którzy opisują, że byli przez niego molestowani.

– To trzech dorosłych mężczyzn, którzy na przełomie lat 80. i 90. mieli po kilkanaście lat – mówi prezes fundacji „Nie lękajcie się” Marek Lisiński w rozmowie z „Super Expressem”.

Jak dodaje…

View original post 1 251 słów więcej

Tusk o głupocie obecnie rządzących, która może nas wiele kosztować

Donald Tusk w obszernym wywiadzie, którego udzielił „Gazecie Wyborczej” mówił o historii z okazji 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości. Nie mogło jednak zabraknąć miejsca dla komentarzy, dotyczących obecnej sytuacji, w której znalazła się Polska pod rządami PiS. – „Dzisiaj, choć powodów do podziałów historycznych nie ma, to wzniecanie wzajemnej nienawiści jest jednym z najcięższych politycznych przestępstw tej ekipy. Tak jak niedopuszczalne ze względu na rację stanu jest „budowanie” pozycji Polski na konflikcie ze wszystkimi dookoła, tak moralnie i politycznie niedopuszczalne jest „budowanie” politycznej pozycji na rozniecaniu nienawiści między Polakiem a Polakiem. (…) Wpychanie Polski w izolację, skłócanie jej z sąsiadami i innymi krajami, wyprowadzanie jej z rdzenia Europy, a niebawem w ogóle z Unii, sprawią, że Polska może się stać czyjąś łatwą ofiarą i nie będzie mogła liczyć na pomoc ze strony kogokolwiek. Nie mogę patrzeć na marnotrawienie bezcennej pozycji Polski w świecie, która nie miała analogii w naszych nowożytnych dziejach. To się domaga kary” – powiedział przewodniczący Rady Europejskiej.

Zapytany, czy jego zdaniem PiS chce doprowadzić do Polexitu, Tusk powtórzył to, co mówi w tym kontekście od wielu tygodni: – „To się może wydarzyć, choć to nie jest plan ichniego komitetu centralnego. Politycy rzadko deklarują, że zamierzają zrobić coś złego czy głupiego. Ale politycy robią rzeczy i głupie, i złe. PiS być może nie ma planu wychodzenia z Unii, ale wychodzi. Tak jak Cameron. Są jak lunatycy. Nie wiedzą, że wychodzą. Grzechy, głupota obecnie rządzących mogą nas naprawdę wiele kosztować.”.

Były premier ostro podsumował prezesa PiS: – „Kaczyński jest modelowym przykładem polityka niszczącego liberalną demokrację rozumianą jako wolność słowa, wolny rynek, wolne wybory, trójpodział władzy, praworządność, prawa człowieka. Model władzy Putina i Erdogana podoba się i Kaczyńskiemu, i Orbánowi” – powiedział Tusk. Przypomniał, jak zachowywał się prezes PiS podczas niedawnej kampanii wyborczej. – „Jemu każda taktyczna teza przejdzie przez gardło. Po pierwszej turze wyborów samorządowych wybaczył SLD niemal wszystkie zbrodnie i powiedział, że można z nimi robić koalicje w sejmikach. A gdy następnego dnia się okazało, że wynik SLD jest jednak za mały i nie wystarczy do koalicji, to zmienił zdanie” – zauważył Tusk.

Odniósł się też do reakcji, a właściwiej jej braku Kościoła na obecną sytuację w Polsce. – „Dziś mamy do czynienia z agresją i pogardą wobec oponentów i wobec obcych, innych. Ile szkód ta narracja wyrządziła! A Kościół milczy. Niekiedy tylko nieśmiały szept kilku biskupów. Nigdy nie zabiegałem o polityczne poparcie Kościoła, ale dziś dopominam się, by stawał po stronie słabszych, pogardzanych, by wzywał, żeby nie było nienawiści. Ta cisza jest tak głośna, że aż nie do zniesienia” – powiedział były premier.

Nie odpowiedział na pytanie, dotyczące jego powrotu do polskiej polityki. – „Zgłaszając jakąkolwiek deklarację zaangażowania politycznego w kraju, jutro powinienem zrezygnować z pełnionej tutaj funkcji. (…) Nie mogę być dobrym organizatorem pracy Rady Europejskiej, zachowującym bezstronność, jeśli będę występował w charakterze konkurenta jednego z członków tej Rady. Niezależnie od tego, co się zdarzy za rok, dyskrecja jest jedynym dopuszczalnym sposobem postępowania” – zakończył Tusk.

Tusk: „Grzechy, głupota obecnie rządzących mogą nas naprawdę wiele kosztować”

Depresja plemnika

W piątek przed północą poinformowano o tym, że rząd i narodowcy doszli do porozumienia w sprawie organizacji wspólnego marszu w setną rocznicę odzyskania niepodległości. Do działań obu stron w tej sprawie krytycznie odniósł się Władysław Frasyniuk.

To już pewne. W niedzielę 11 listopada we wspólnym marszu pójdą rządzący oraz narodowcy. Inicjatywa to efekt rozmów obu stron, która kończy kilkudniowe zamieszanie związane z organizacją obchodów. Zachowanie rządu i Stowarzyszenia Marsz Niepodległości skrytykował w rozmowie z TVN24 Władysław Frasyniuk, który stwierdził, że „profesjonalizmu w tych uroczystościach w ogóle nie ma”. – Ze zdumieniem dowiedziałem się, że narodowcy rozmawiali siedem razy z marszałkiem Senatu i ministrem Brudzińskim w sprawie wspólnej organizacji marszu – dodał.

„Znika nam z oczu to wielkie święto”

Były opozycjonista odniósł się także do udziału w marszu głowy państwa. – Wierzę w to, że Andrzej Duda zrobi sobie zarąbiste selfie z jakimś faszystą w kominiarce. Czekam bardzo na takie selfie –…

View original post 4 642 słowa więcej

W PiS trzęsienie ziemi. Ziobro na szafocie

– Stanowisko MSZ nie jest wiążące dla Trybunału Konstytucyjnego. A wiemy, że z polskim TK dzieje się źle – mówił w TOK FM prof. Marcin Matczak. Według MSZ wniosek ministra Ziobry do TK w sprawie unijnego traktatu jest bezzasadny.

– Prawniczo to stanowisko nie jest zaskakujące, ono jest dosyć oczywiste. To stanowisko ministra Ziobry było zaskakujące –  tak prof. Matczak komentuje opinię polskiego MSZ na temat wniosku ministra Zbigniewa Ziobry. w sprawie zgodności z konstytucją traktatu unijnego.

Przypomnijmy, że dokument przygotowany przez ministra sprawiedliwości uznano za wstęp do wyprowadzenia Polski z Unii Europejskiej.

Borys Budka ostrzega: Pytania Ziobry do Trybunału Konstytucyjnego to przygotowanie do polexitu>>>

Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, MSZ w 16-stronicowym dokumencie stwierdza, że wniosek złożony przez ministra sprawiedliwości prokuratora generalnego jest bezzasadny. „Powołując się na ten konkretny wyrok, szef MSZ Jacek Czaputowicz wykazuje, że TK badał już sprawę pytań prejudycjalnych i nie kwestionował wówczas zasadności ich zadawania” – cytuje „GW”.

Prawniczo stanowisko MSZ nie jest zaskoczeniem, ale z punktu widzenia polityki może zaskakiwać. – Według mnie opinia MSZ jest dobra, bo wniosek min. Ziobry był po prostu zły. Politycznie to jest trzęsienie ziemi – ocenił w Poranku Radia TOK FM prof. Matczak.

– Czy jest możliwe, żeby Trybunał Konstytucyjny – po otrzymaniu opinii MSZ – mógł rozstrzygnąć na korzyść Zbigniewa Ziobry? – pytał Piotr Kraśko.

– Oczywiście, że to możliwe. Stanowisko ministerstwa nie jest wiążące dla Trybunału Konstytucyjnego. A wiemy, od dłuższego czasu, że z polskim TK dzieje się źle. Ta instytucja nie pełni już funkcji recenzenta działań rządu, a funkcji kogoś, kto wspiera tę władzę. Nie spodziewam się, niestety, że TK może w tej sprawie orzec zupełnie niezależnie. Nie mam więc poczucia, że bardzo sensowne argumenty ministra Czaputowicza mogą odegrać jakąś rolę. Niestety, na decyzję TK chyba będą miały wpływ kwestie polityczne niż prawne. To bardzo smutne – ocenił prawnik.

„Antysądowy amok”

Krakowski sąd uznał za zasadne odwołanie Jacka Majchrowskiego w sprawie słów premiera Morawieckiego. Szef rządu podczas konwencji wyborczej rywalki Majchrowskiego i Małgorzaty Wassermann zarzucił władzom Krakowa bezczynność ws. walki ze smogiem.

Szef KPRM Michał Dworczyk ocenił decyzję sądu w Krakowie za „całkowicie niezrozumiałą”. Mówił o „antyrządowym amoku”, który panuje w krakowskim sądzie.

– To element szerszego zjawiska, które moim zdaniem jest jednym z najbardziej smutnych aspektów kryzysu praworządności. Mamy do czynienia z sytuacją, kiedy właściwie każda decyzja sądu jest traktowana jak decyzja polityczna. Jeśli jest zgodna z oczekiwaniami polityka, to uważana jest za dobrą. A kiedy nie jest zgodna – polityk mówi o upolitycznieniu. Taka postawa jest uderzeniem w podstawy zaufania dla sądów, bo każdy następny wyrok każda ze stron może uznawać za polityczny – przestrzegał prof. Matczak w rozmowie z Piotrem Kraśką.

Według prawnika takie wypowiedzi jak słowa ministra Dworczyka powinny być krytykowane. Bo szef KPRM próbuje na siłę zrobić z decyzji prawnej – polityczną.

– Czy sędziowie powinni coś zrobić z tym, że minister mówi o decyzji politycznej? Czy też słowa o „antyrządowym amoku” powinni przyjąć do wiadomości? – pytał gospodarz „Poranka Radia TOK FM”.

– Dla mnie sprawa jest prosta, powinna interweniować Krajowa Rada Sądownictwa. To ciało, które stoi na straży niezależności sądów, niezawisłości sędziów. Normalnie KRS jest po to, żeby kiedy polityk wpada w amok antysądowy – bo tak trzeba tę wypowiedź nazwać – zaczyna tak poważnie krytykować sąd, to KRS powinna interweniować. Niestety, obecna KRS robi wszystko, a nie broni sędziów przed takimi atakami. To kolejna tragedia sporu, z którym mamy do czynienia – stwierdził prawnik.

Wolałbym mówić o koalicji prodemokratycznej. Powinni do niej dołączyć wszyscy – mówi Zbigniew Janas, legenda opozycji w PRL. – Ale powtarzam: po pierwsze, nie nerwowo. Jest jeszcze trochę czasu do wyborów europejskich, w których też można stworzyć koalicję i sprawdzić, jak zadziała. To jest bardzo dobry moment do „zwarcia” z antydemokratycznym i antyeuropejskim obozem. Niedługo zapewne przyjdzie czas na poważne rozmowy, co dalej. Muszę przyznać, że zaimponowało mi to, w jaki sposób lider PO zrealizował porozumienie z Nowoczesną. Ta partia jest w bardzo trudnej sytuacji, poza jednym aspektem – ma świetnych ludzi i walczące posłanki. Grzegorz Schetyna chyba to dostrzegł i bardzo lojalnie zrealizował to porozumienie. A to jest bardzo dobry sygnał dla innych. Te wybory jednak pokazały niektórym, w jakim są miejscu i powinni w związku z tym przestać myśleć, że sami zdobędą świat – dodaje.

KAMILA TERPIAŁ: Zacznijmy od wyniku wyborów samorządowych. PiS procentowo wygrał wybory do sejmików, ale samodzielnie będzie rządził w sześciu. Przegrał za to w większości większych miast…

ZBIGNIEW JANAS: Powiedzmy wprost: dostał łupnia!

Wybory samorządowe pokazały, że PiS jednak ma z kim przegrać?
Tak i dały opozycji trochę wiatru w żagle. Ale za wcześnie jeszcze, aby mówić, że ma PiS na widelcu. Aby ta szansa została wykorzystana w wyborach parlamentarnych, potrzeba będzie wiele pracy, zabiegów i rozmów. W międzyczasie mamy wybory europejskie, w których opozycja ma silniejszą pozycję niż PiS. To będzie kolejny krok, ale nie można go zmarnować.

Jest jeszcze ważna rzecz, która cały czas siedzi mi w głowie. To, jak społeczeństwo przez następny rok będzie postrzegało opozycję, a przede wszystkim Koalicję Obywatelską, będzie uzależnione od tego, co zrobią najważniejsi prezydenci miast. Nie tylko od tego, jakie będą mieli programy, ale także, jak wykonają swoje zapowiedzi.

Wszystkie oczy będą skierowane na Rafała Trzaskowskiego?
I na Hannę Zdanowską. To oni będą pokazywali rzeczywistą twarz opozycji. To są prezydenci dwóch największych miast. Warszawa jest miastem, które ma tak dużą potęgę, także finansową, że ona może wyznaczać i pokazywać standardy działania KO, mam nadzieję poszerzonej, w różnych ważnych dziedzinach życia. Dla mnie to jest i będzie najważniejsze. Na laurach nie mogą spocząć oczywiście także prezydenci innych miast.

Zdziwiła pana mobilizacja wyborców, także w Warszawie?
Nie zdziwiła mnie.

Przypominam, że w 2007 roku PiS rządząc, przegrał wybory i to znacząco. Wtedy też była pełna mobilizacja i PiS zapłacił cenę za swoją politykę. Dlatego byłem na to przygotowany.

W lokalu wyborczym na warszawskim Ursynowie, gdzie głosowałem, od początku było widać, że jest więcej wyborców niż zwykle.

Też stał pan w kolejce?
Tak. I to było bardzo przyjemne. Chociaż przyznam, że trzeba przemyśleć organizację wyborów. Było za mało miejsca, stolików, pracowników komisji. Mam nadzieję, że PKW to dostrzegła. W wyborach parlamentarnych mobilizacja może być jeszcze większa…

Ma pan nadzieję, że przed wyborami parlamentarnymi powstanie szeroka koalicja anty-PiS. Jak szeroka?
Wolałbym mówić o koalicji prodemokratycznej. Powinni do niej dołączyć wszyscy. Przypomnę, że jak liderzy próbowali podejmować rozmowy o jakimkolwiek porozumieniu tuż po wygranych przez PiS wyborach, mówiłem, że to za wcześnie. Wtedy jeszcze nie było wiadomo, kto jest mocny, a kto słaby. Teraz to się zmieniło, widzimy polityczną szachownicę wyraźniej.

Mam też przemyślenia dotyczące PSL-u. To „inna” partia, małomiasteczkowa, wiejska i bardzo dobrze, jest wartością na scenie politycznej. Poza ludowcami myślę, że teoretycznie wszyscy mogą się porozumieć. Są rzeczy, w których znajdą wspólny język, a w innych mogą przecież zostać przy swoich poglądach i zostawić ich realizację na „po wyborach”. Taka paleta poglądów jest potrzebna.

Dlaczego wykluczył pan z tej koalicji PSL? Nie rozumiem.
Nie mówię, że porozumienie z ludowcami jest niemożliwe. Zwracam tylko uwagę na specyfikę tej partii. Być może warto ją zachować. Pozostałe partie wygrywają w miastach, ale mają większy problem z elektoratem wiejskim. Chociaż on się też zmienia. Myślę, że wiele będzie zależało do sondaży. Gdyby PSL okazał się bardzo słaby, to zapewne nie będzie innego wyjścia.

Wybory samorządowe były swego rodzaju testem. Politycy dojrzeli do prawdziwej, merytorycznej rozmowy?
Do polityki nie idą święci anielscy, tylko często bardzo twardzi i ambitni ludzie. Trochę czasu musi zapewne upłynąć. Oni też umieją kalkulować. Muszę przyznać, że zaimponowało mi to, w jaki sposób lider PO zrealizował porozumienie z Nowoczesną. Ta partia jest w bardzo trudnej sytuacji, poza jednym aspektem – ma świetnych ludzi i walczące posłanki. Grzegorz Schetyna chyba to dostrzegł i bardzo lojalnie zrealizował to porozumienie. A to jest bardzo dobry sygnał dla innych. Te wybory jednak pokazały niektórym, w jakim są miejscu i powinni w związku z tym przestać myśleć, że sami zdobędą świat.

Mówi pan o SLD? Z Włodzimierzem Czarzastym trudniej będzie się porozumieć niż z Katarzyną Lubnauer czy Barbarą Nowacką?

Członkowie SLD mogą dokonać zmiany na fotelu przewodniczącego. Spokojnie. Poza tym on też nie jest idiotą. Ma chyba ogląd sytuacji. Zachęcam wszystkich do rozmowy.

Może na czele SLD powinna stanąć kobieta?
Nie wykluczam, że coś takiego może się wydarzyć. Ale powtarzam – po pierwsze, nie nerwowo. Jest jeszcze trochę czasu do wyborów europejskich, w których też można stworzyć koalicję i sprawdzić, jak zadziała. To jest bardzo dobry moment do „zwarcia” z antydemokratycznym i antyeuropejskim obozem. Niedługo zapewne przyjdzie czas na poważne rozmowy, co dalej.

A co dalej będzie robił PiS? Zaostrzy kurs i zacznie się „prawdziwa wojna”, czy schowa broń do kieszeni?
Myślę, że będziemy obserwowali różne fazy. Będzie faza gromkich okrzyków i podskoków, a potem faza uspokojenia. PiS będzie musiał umacniać swój elektorat, a dopiero później robić skok na resztę. Poza tym trzeba uwzględnić fakt, że władza straciła trochę kart przetargowych i ich polityczna uroda zbladła.

Opozycja pokazała, że nie da się tak łatwo wyeliminować. PiS musi zmieniać narrację, bo wyborca europejski jest inny niż samorządowy czy tym bardziej parlamentarny. Oni to niestety potrafią robić. Ale dobrze byłoby, żeby ludzie zapamiętywali cały ciąg wydarzeń. To będzie miało wpływ na ich decyzję.

Teraz czeka nas faza uspokojenia?
Nie, teraz będą kombinowali. Bez Sądu Najwyższego nie zrealizują swojego planu przejęcia wszystkiego. Opozycja i UE nie mogą na to pozwolić. Musimy sobie uświadomić, że upolitycznili już sądy niższej instancji. Przyznam, że jestem bardzo zbudowany postawą sędziów. Wcześniej myślałem, że tam idea nie jest najważniejsza, tylko własna pozycja, a okazuje się, że dla wielu jednak jest, bo złożyli przysięgę. Nie poddają się, nie ulegają szantażowi i walczą.

Pan dobrze wie, czym grozi upolitycznienie sądów.
Szczerze powiem, że ta pamięć o przeszłości jest jakaś dziwna. Ja akurat „siedziałem” krótko i to właściwie pod sam koniec. Byłem jednym z ostatnich więźniów politycznych. Ale mam przyjaciół, którzy spędzili w więzieniu kilka lat. Niektórzy z nich uważają, że to, co się dzisiaj dzieje, jest dobre. Nie rozumiem tego. Przecież byli skazani przez upolitycznionych sędziów, nie mogli im pomóc najwybitniejsi adwokaci, którzy też wiele ryzykowali. Musimy sobie przypominać, co się działo i stawiać jasne granice.

To, co robi PiS, nie jest żadną reformą, władza chce mieć po prostu nad sądami kontrolę. Ona się przydaje w pojedynczych przypadkach, ale chodzi także o efekt mrożący. Nie możemy do tego dopuścić, bo to się źle skończy. Pokazaliśmy, że PiS nie może wszystkiego. Ludzie muszą być zmobilizowani, bo walka się nie skończyła i trzeba ją wygrać. Mówię o walce politycznej oczywiście…

Często ta walka przekłada się na zwykłe życie. Niektóre rodziny się rozpadają, bo ludzie nie potrafią ze sobą rozmawiać. Jak głęboko sięga ten podział?
Ale są rodziny, które dają sobie radę.

Mój brat na przykład jest fanatycznym pisowcem. Zostaliśmy już tylko we dwóch, więc nie mamy innego wyjścia i musimy się dogadać. Co ciekawe, obaj mamy solidarnościowe korzenie, siedzieliśmy w więzieniu, a teraz on nie zgadza się ze mną, a ja z nim. Nauczyliśmy się po prostu spuszczać powietrze z balona politycznych emocji. Mam nadzieję, że inni też się tego nauczą.

Poza tym zbliża się Wszystkich Świętych, a to jest czas na wyciszenie, zbliżenie, wspominanie. Powinniśmy pomyśleć o tych, którzy byli nam bliscy. W Ursusie myślimy o naszych przyjaciołach, którzy wywalczyli nam wolność.

Później jest za to Święto Niepodległości i to wyjątkowe, bo przypada 100-lecie odzyskania niepodległości. Ale wyjątkowego świętowania nie będzie. Przykro panu?
Jak o tym myślę, to mam przed oczami obchody 25-lecia wyborów 4 czerwca. Miałem zresztą przyjemność w nich uczestniczyć, bo wtedy jeszcze był zwyczaj, że na takie uroczystości zapraszało się tzw. przywódców podziemia i „Solidarności”, ale teraz już się nas nie zaprasza. Na Placu Zamkowym przemawiał prezydent USA Barack Obama, obecni byli prezydenci lub premierzy najważniejszych państw europejskich. Wtedy tak świętowaliśmy kolejne odzyskanie wolności.

Gdzie teraz jesteśmy? Gdzie nas ta władza zaprowadziła? Pytania są retoryczne. Będziemy kisić się we własnym sosie i negatywnych emocjach. To będzie takie typowe listopadowe święto – smutne. Nie o to chodziło.

Po raz kolejny zawładną nim narodowcy?
Tak będzie. Ci, którzy rządzą, muszą zrobić poważny rachunek sumienia. Na szczęście będzie wiele obchodów lokalnych, bez narodowców. Tam, mam nadzieję, będzie inna, radosna atmosfera. To pokazuje także siłę lokalności i to, że ludzie na dole inaczej myślą i potrafią się bawić.

Dziwi się pan opozycji, że odmawia udziału w oficjalnych uroczystościach?
Nie dziwię się. Próbowałem raz przełamać ten schemat, przyjąłem zaproszenie Andrzeja Dudy i stawiłem się w Pałacu Prezydenckim. Teraz niektórzy się ze mnie podśmiewają. Nie przyniosło mi to wstydu, ale nie przyniosło także efektu. Uznałem więc obowiązujące realia.

Śmieszy pana inicjatywa ogłoszenia 12 listopada dniem wolnym od pracy?
To w sumie nic złego.

Śmiać się trzeba, ale przez łzy, z tego, w jaki sposób PiS traktuje swoich parlamentarzystów. Oni powinni przemyśleć sobie pewne rzeczy.

To było kolejne upokorzenie Pparlamentu, czyli miejsca, które kiedyś było ważne. Chwały im to nie przyniesie. A ludziom życzę po prostu, żeby się dobrze tego wolnego dnia bawili.

>>>

Ziobro dostał kopa w żyć i leci na śmietnik historii

Coraz więcej wskazuje na to, że w ostatecznym rozrachunku po kampanii wyborczej głównym winnym zostanie uznany minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. Jego wniosek do Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie zgodności traktatu o funkcjonowaniu UE z polską ustawą zasadniczą w zakresie udzielania odpowiedzi na takie pytania prejudycjalne, jak te zadane przez Sąd Najwyższy został właśnie spektakularnie zaorany przez kolegę Ziobry z rządu Morawieckiego, a mianowicie szefa MSZ Jacka Czaputowicza.

Resort dyplomacji wysłał bowiem do Prezes TK Julii Przyłębskiej pismo, w którym rozbija w pył argumentację resortu sprawiedliwości, udziela, niczym uczniakowi, łopatologicznego wykładu z prawa europejskiego i jego statusu w polskiej przestrzeni publicznej a na koniec wbija także szpilę prezydentowi, stwierdzając wprost, że TSUE miał prawo zawiesić stosowanie kontrowersyjnych zapisów ustawy o Sądzie Najwyższym, a Andrzej Duda to zawieszenie ostentacyjnie zignorował.

Urzędnicy Jacka Czaputowicza bezlitośnie przypominają, że polski Trybunał Konstytucyjny nie ma kompetencji, by badać prawo unijne, które Polska przyjęła “jako dorobek wspólnotowy” wchodząc do UE. Przypomniał także wyrok samego TK z 2015 roku, który już się w tej sprawie wypowiadał, a więc wiąże tę instytucję własnym orzeczeniem.

Jak pisze portal OKO.press, minister Czaputowicz nie zgadza się z interpretacją relacji pomiędzy unijnym prawem a polską konstytucją przedstawioną we wniosku Ziobry. Argumentuje, że:

  • kompetencje TK do badania konstytucyjności unijnych traktatów są niejasne, a według części badaczy powinny ograniczyć się tylko do traktatów akcesyjnych;
  • sam TK potwierdził, że nie bada konstytucyjności unijnych traktatów;
  • prawo UE jest specyficzne i może być traktowane inaczej niż typowe prawo międzynarodowe;
  • artykuł kwestionowany przez Ziobrę to część unijnego dorobku prawnego – zaakceptowaliśmy go z góry przystępując do UE.

„Głównym celem właściwości przyznanej Trybunałowi na podstawie art. 267 TFUE jest zapewnienie, by prawo Unii Europejskiej było stosowane w sposób jednolity przez sądy krajowe. Procedura odesłania prejudycjalnego ustanowiona w art. 267 TFUE jest instrumentem proceduralnym mającym istotne znaczenie dla zapewnienia spójnego stosowania i przestrzegania prawa Unii przed wszystkimi sądami krajowymi państw członkowskich” – możemy przeczytać w piśmie MSZ.

Komentarzy internautów w tej sprawie nie brakuje. Wielu interpretuje takie pismo szefa MSZ jako kolejny akt wojny, jaką z ministrem Ziobrą toczy premier Morawiecki.Ciekawe jest to, że tak bezpośredni atak na ministra sprawiedliwości przeprowadził akurat Czaputowicz, który w PiS wciąż jest traktowany jako ciało “obce” w PiS, a wiele miesięcy temu został nazwany przez lidera PiS “eksperymentem” na tym stanowisku. Z kolei zdaniem politologa z UW Olgierda Annusewicza, takie stanowisko MSZ to zapowiedź kolejnego przesilenia w obozie władzy.

>>>

Jedno jest jednak pewne. Komunikat z MSZ zdaje się zwiastować stopniowe wycofywanie się obozu władzy z walki o taki kształt Sądu Najwyższego, jaki przeforsowano kontrowersyjnymi ustawami i sześcioma nowelizacjami do nich. Być może prezes Kaczyński już wie, że cena ustępstw może być wysoka i być może będzie wymagała głowy głównego sprawcy tego konfliktu, czyli właśnie lidera Solidarnej Polski. Nic bowiem lepiej nie przekona wyborców centrowych, że PiS wcale nie chce “Polexitu”, jak pozbycie się z rządu osoby, która całą awanturę wokoł tej kwestii uruchomiła.

– Sądy mają prawo składać pytania prejudycjalne, ale nie w kwestii dotyczącej ustroju wymiaru sprawiedliwości – powiedział dzisiaj wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik.

  • Zbigniew Ziobro wysłał do Trybunału Konstytucyjnego wniosek o uznanie za niekonstytucyjną regulację prawa europejskiego w zakresie dopuszczalności występowania przez polskie sądy z pytaniami do TSUE
  • Zdaniem Ministerstwa Spraw Zagranicznych, wniosek został złożony bezpodstawnie. „TK badał już sprawę pytań prejudycjalnych i nie kwestionował wówczas zasadności ich zadawania” – napisał szef MZS Jacek Czaputowicz
  • Wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik nie ukrywa swojego zaskoczenia postawą MSZ. – Jeżeli Trybunał Konstytucyjny może badać cały traktat, to może badać przepis – argumentuje Wójcik

Prokurator generalny Zbigniew Ziobro wniósł do TK o uznanie za niekonstytucyjną regulacji prawa europejskiego w zakresie dopuszczalności występowania przez polskie sądy z pytaniami do Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawach dotyczących sądownictwa. Chodzi o ocenę konstytucyjności treści normatywnych zawartych w art. 267 Traktatu o funkcjonowaniu UE, który dotyczy procedury pytań prejudycjalnych.

Wniosek Ziobry do TK to rozszerzenie poprzedniego jego wniosku z sierpnia br. Wówczas Ziobro skierował do TK wniosek dotyczący przepisów, na podstawie których Sąd Najwyższy na początku sierpnia br. zawiesił niektóre zapisy nowej ustawy o SN. Wtedy – na początku sierpnia – Kancelaria Prezydenta oświadczyła, że działanie SN, polegające na zawieszeniu stosowania niektórych przepisów ustawy o SN, nastąpiło bez prawidłowej podstawy prawnej i nie wywiera skutków wobec prezydenta ani jakiegokolwiek innego organu.

Do wniosku Ziobry odniosło się Ministerstwo Spraw Zagranicznych, o czym poinformowała wczoraj wieczorem wyborcza.pl. W przesłanym do Trybunału Konstytucyjnego stanowisku – zamieszczonym na portalu – wskazano, że polskie prawo nie przesądza w sposób jednoznaczny kwestii dopuszczalności kontroli konstytucyjnej aktów prawa pierwotnego UE (czyli unijnych traktatów – w tym przypadku jest to Traktat o funkcjonowaniu UE).

Wójcik: TK badał już sprawę pytań prejudycjalnych

Szef MSZ stwierdza, że istnieją rozbieżne stanowiska prawników, czy TK ma prawo badać unijne traktaty, czy tylko traktat akcesyjny. Czaputowicz wskazuje jednocześnie, że zgodność traktatu o przystąpieniu Rzeczpospolitej do Unii Europejskiej z polską konstytucją została przez Trybunał Konstytucyjny stwierdzona w 2005 r. „TK uznał w tym wyroku, że nie jest upoważniony do dokonywania samoistnej oceny konstytucyjności prawa pierwotnego UE. Taka kompetencja służy mu natomiast wobec traktatu akcesyjnego jako ratyfikowanej umowy międzynarodowej” – napisano.

Decyzja KRS ws. postanowienia TSUE. Sędziowie: uwierzymy, jak zobaczymy, bo ta Rada straciła walor wiarygodności

Ponadto, w wyroku z 2005 r. – zauważa minister – TK badał już sprawę pytań prejudycjalnych i nie kwestionował wówczas zasadności ich zadawania. Artykuł, który ma zostać zbadany na wniosek Ziobry, to część norm prawnych, które zostały zaakceptowane, gdy Polska wchodziła do UE – wynika ze stanowiska.

„W związku z tym, że sądy krajowe stosując prawo unijne, są zobowiązane wykładać je w sposób autonomiczny, instytucja odesłania prejudycjalnego zapewnia jednolite stosowanie norm prawa UE i pozwala, jeśli nie wyeliminować, to z pewnością ograniczyć ryzyko rozbieżnej wykładni i w konsekwencji stosowania tych samych norm prawa UE w poszczególnych państwach członkowskich w odmienny sposób” – podkreślił Czaputowicz.

„Jeżeli TK może badać cały traktat, to może badać przepis”

Wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik powiedział w TVP1, że „jest bardzo zaskoczony stanowiskiem MSZ”. – Prokurator Generalny jest rzecznikiem interesu publicznego, stoi na straży praworządności. To oznacza, że kiedy jest stosowana pewna praktyka przez sądy, która budzi bardzo daleko idące wątpliwości, chodzi o składanie pytań prejudycjalnych dot. konkretnie ustroju wymiaru sprawiedliwości, to Prokurator Generalny nie tylko ma prawo, ale ma obowiązek sprawdzić, czy czasem w tym zakresie nie narusza to polskiej konstytucji – mówił.

Wójcik podkreślił, że sądy „mają prawo składać pytania prejudycjalne, ale nie w kwestii dotyczącej ustroju wymiaru sprawiedliwości”.

Ponadto wiceminister sprawiedliwości ocenił, że „jeżeli Trybunał Konstytucyjny może badać cały traktat, to może badać przepis”.

– Prokuratorowi Generalnemu nie chodzi o zmianę traktatu, czy zmianę polskiej konstytucji, jakiejkolwiek ustawy. Tu chodzi o pewną praktykę, która pojawiła się w ostatnich kilku miesiącach, kiedy sądy zaczęły składać pytania prejudycjalne dot. ustroju wymiaru sprawiedliwości – mówił wiceminister.

Wyrok na Ziobrę już zapadł? MSZ wymierza ministrowi sprawiedliwości siarczysty policzek.

PiS wziął się za produkcję kitu, aby kupić nim ciemny lud

>>>

Krystyna Pawłowicz jest już mężczyzną, skrzeczy jak pijany chłop i codziennie z rana się goli

Michał Karnowski nie może już patrzeć, jak media „znęcają się” nad Beatą Szydło. Według niego to zemsta za „niepodległość myślenia, uczciwość, rolę w zwycięskiej, przełomowej kampanii 2015 roku, pójście przeciw interesom oligarchicznych grup III RP, za skuteczne zatrzymanie wszystkich prób puczów i majdanów, za obronę dobrej zmiany naprawdę gorącym okresie”. Na Twitterze zwrócił się więc z pytaniem do kolegów partyjnych byłej pani premier – Czy pisowscy mężczyźni staną wreszcie w obronie swojej pani premier, czy też dają zgodę na takie medialne pałowanie?”.

Na zarzuty Karnowskiego odpowiedziała Krystyna Pawłowicz, która również dostrzega ten problem. Na własnej skórze przekonała się, jak wygląda wsparcie kolegów, gdy w jej „obronie po atakach Owsiaka też stanęła TYLKO nasza rzecznik Beata Mazurek. Kobiety pisowskie odważnie walczą obrażane i poniżane przez opozycję. A nasi kochani Koledzy nie bardzo reagują…Może w tv nie wypada…?”.

Na odpowiedź internautów nie trzeba było długo czekać. Jeden z nich pyta ironicznie, czy przypadkiem nie jest to „zarzut dla Jarka?”. Kolejny udowadnia, że rzeczywiście od panów z PiS nie należy oczekiwać zbyt wiele i na dowód wrzucił link do artykułu, w którym opisana jest historia bydgoskiego radnego, Rafała Piaseckiego, który terroryzował żonę, krzycząc do niej m.in. „Ciszej mów,ty pedale. Nie płacz kur..a, bo cię zaj…ię! Cały tydzień nic nie robisz leniu śmierdzący!”.

Pawłowicz żali się na kolegów, a jednak sama nie jest taka „korekt”. Komentująca jej post internautka pyta, „a która kobieta pisowska stanęła/wypowiedziała się nt. zamordowania Polki w Łodzi, gwałtów w Gdańsku i Zielonej Gorze, wy kobiety PiS milczycie… Niegodne to kobiet”.

Hm…a wyjaśnienie wydaje się proste. Kobiety PiS-u mają zdecydowanie więcej testosteronu od swoich partyjnych kolegów. To one rządzą, są bardziej wrzaskliwe, a pisowscy panowie, zdominowani przez swoje koleżanki, tylko w zaciszu domowym potrafią wyładowywać na najbliższych swoje frustracje. Jasne? Jasne….

Tak, Krystyna Pawłowicz nabywa krzepy na siłowni, nie tylko skrzeczy jak podpity chłop, ale z rana się goli. Widać to na każdym obrazku z jej osobą.