Archiwa tagu: Bogdan Zdrojewski

Rydzyk kieszonkowiec

Redemptorysta Rydzyk nie należy do osób wyrażających się wprost, niemniej dobitnie mówi o atakach na Kościół katolicki. Dla niego problem ma szerokie podłoże. – Ta rewolucja kulturowa idzie przez szkoły, uniwersytety, parlamenty. Zatrute umysły, zatrute serca. Diabeł tak działa. Ta rewolucja kulturowa, to jest diabelskie – przekonywał, pytany w programie Jana Pospieszalskiego „Warto rozmawiać” o „profanację wizerunku” Matki Boskiej Częstochowskiej. Przypomnijmy: w Polsce nie milkną echa sporów związanych z protestacyjną akcją ubrania popularnego wizerunku w tęczową aureolę. – To jest nienawiść. Szatan nienawidzi Matki Najświętszej i tych, którzy ją kochają. To jest uderzenie w naszą tożsamość narodową – ocenił o. Tadeusz Rydzyk.

Duchowny został także zapytany o problem pedofilii w Kościele – Sprawy trzeba nazywać po imieniu i jeśli gdzieś takie sprawy były, to trzeba absolutnie z korzeniami wyrwać i nie można tego usprawiedliwiać – stwierdził, dodał jednak natychmiast. – Tylko to jest znalezienie maczugi, bicie w Kościół. Była już maczuga antysemityzmu, maczuga nacjonalizmu, a teraz Kościół. Chodzi o zniszczenie Kościoła. Kościół im przeszkadza. To jest walka z Kościołem, z duchowieństwem – dodał. Powołał się na historyczne doświadczenia Kościoła. – Kto walczył z Kościołem? Socjalizm nazistowski i socjalizm marksistowski – powiedział redemptorysta. – Za czasów Stalina wymordowano 200 tys. duchownych. Za czasów Hitlera, tylko w diecezji pelplińskiej, o ile dobrze pamiętam jedną trzecią księży. Komunizm to samo zrobił, ile księży zostało zamordowanych w kazamatach ubeckich – mówił, przekierowując uwagę widzów ze zjawiska pedofilii na zbrodnie totalitaryzmów. Rydzyk pominął przy tym całą sferę złożonych relacji ówczesnego kościoła ze wspomnianymi systemami, które do dziś stanowią przedmiot analiz historyków.

– Jestem optymistą i widzę bardzo dużo dobra w Polsce i w świecie. Nawet jeżeli te góry w Kościele, tam gdzie jest ten kryzys, gdzie idą w stronę protestantyzmu, to ja widzę na dole, że ludzie się modlą– skwitował rozmowę. – Ale idzie wiosna. Słuchajmy Ducha Świętego. Dziękuję panu Bogu, bo w Polsce jest bardzo dobrze, a będzie lepiej – zapewnił.

Kmicic z chesterfieldem

Zapewne zdecydowana większość wyborców Prawa i Sprawiedliwości nie ma zielonego pojęcia o tym, że partia Jarosława Kaczyńskiego to prawdopodobnie najbogatsze ugrupowanie w polskiej polityce. Osoby z otoczenia prezesa PiS ponoć od lat zarządzają gigantycznymi środkami, pochodzącymi w dużej mierze z uwłaszczenia się na majątku komunistycznym. Wygrana w 2015 roku, dająca Zjednoczonej Prawicy samodzielną większość w parlamencie i możliwość samodzielnego przejęcia kontroli nad kasą państwowych spółek, agencji i instytucji tylko tę hegemonię finansową miała wzmocnić. Opisywany dziś przez “Gazetę Wyborczą” systemowy mechanizm drenowania ich z publicznych pieniędzy ma być tej ogromnej przewagi najlepszym przykładem. Wystarczy odnotować, że choć PiS dysponuje ogromnym majątkiem własnym i otrzymuje subwencję z budżetu państwa, olbrzymią i bardzo drogą kampanię wyborczą przed wyborami samorządowymi jesienią 2018 roku sfinansowało bez udziału żadnej złotówki z partyjnej kasy.

Kto zatem za nią zapłacił? Otóż, wykorzystując nieco kulawe przepisy oraz wdzięczność za możliwość wzbogacania się przez „miernych, biernych, ale wiernych” w…

View original post 2 615 słów więcej

 

Reklamy

Donald Tusk dokładnie 2 lata temu sprawił PiS łomot 27:1

Prawo i Sprawiedliwość nękane kolejnymi aferami zdaje sobie sprawę, że narracja o “układzie III RP” już dłużej nie wystarczy do trzymania elektoratu w szachu. Kiedy bowiem swoi żerują na państwie na potęgę, coraz ciężej sprzedać przekaz, że PiS przyszedł do władzy, aby odepchnąć złodziei od koryta. Stąd z braku alternatyw po ujawnieniu taśm Jarosława Kaczyńskiego sięgnięto po kosztowny festiwal wyborczych obietnic. Kiedy jednak “piątka” prezesa PiS jest swoistą marchewką, to rządzący wciąż potrzebowali dla paranoicznej części elektoratu przysłowiowego “kija”. Tym ostatnim, nowym wrogiem ideologicznym stała się społeczność LGBT. Podpisanie przez Rafała Trzaskowskiego karty LGBT+ zostało wykorzystane wczoraj przez rządzących do rozpoczęcia kampanii nienawiści skierowanej w mniejszości seksualne. Hostel dla ofiar przemocy, pomoc psychologiczna i monitoring sytuacji młodzieży LGBT zostały nazwane przez prezesa wielkim zagrożeniem, określone jako “atak na rodzinę i to atak przeprowadzony w sposób najgorszy z możliwych, bo jest to w istocie atak na dzieci”. Słowa lidera obozu władzy były jednak wstępem do szerszej kampanii, która zalała także prawicowe media i sieć. W tej ostatniej falę oburzenia wywołał marszałek senatu Stanisław Karczewski, który opublikował grafikę przedstawiającą uśmiechniętą rodzinę osłanianą parasolem z podpisem PiS przed tęczowym deszczem – społecznością LGBT.

Do walki włączyła się tradycyjnie także Krystyna Pawłowicz, która ogłosiła wojnę kulturową o “polską tożsamość i kulturę”, w kontrze do “Agendy Sorosa, lewackich patologii obyczajowych”:

Ostro na przekaz rządzących zareagował Tomasz Lis, oceniając wpis marszałka Senatu: “Najbardziej obrzydliwa grafika jaką ostatnio widziałem. Już były takie partie, które „chroniły” narody przed zgubnymi wpływami homoseksualizmu. Kilkadziesiąt lat temu w komunizmie i jeszcze wcześniej u naszych sąsiadów na zachodzie. Tam po prostu wsadzano gejów do obozów.

Powyższe działania są pokłosiem prostej logiki Nowogrodzkiej – emocje łatwiej przemawiają do wyborców niż fakty. Takie obszary jak aborcja, prawa mniejszości od lat rozpalają debatę publiczną służąc jako podstawowe tematy zastępcze. Działania rządzących trafiają jednak na podatny grunt. Warto bowiem prześledzić komentarze w sieci nie tylko wokół Karty LGBT+, ale choćby wcześniejszej głośnej akcji Tęczowy Piątek. PiS swój przekaz zaadresował zarówno do wąskiej grupy tych, którzy nawet dziś odmawiają osobom LGBT pełni człowieczeństwa, ale przede wszystkim do większości, która zwyczajnie problemów mniejszości nie zauważa, a czuje się urażona pouczaniem ze strony autorów kampanii protolerancyjnych. Nikt nie lubi być krytykowanym, zwłaszcza jeśli nie poczuwa się do żadnej odpowiedzialności. Wynika to często z błędu poznawczego, a nie homofobii, ponieważ w przypadku niemal każdego zjawiska dyskryminacyjnego jego obserwacja w najbliższym otoczeniu przez osoby, których ono nie dotyczy, jest z reguły marginalna. Tymczasem przemoc, kłopoty psychologiczne i wykluczenie dotyka dzieci i młodzież o odmiennej orientacji i to jest atak na dzieci, którego zarówno PiS jak i większość polskiego społeczeństwa ani nie dostrzega, ani nie uznaje.

Absurd i najgorsze wzorce działań obecnej władzy można zawrzeć w drobnym, ale istotnym szczególe. Edukacja seksualna nie jest w Polsce przedmiotem obowiązkowym, co oznacza, że obojętnie co rodzice sądzą o Karcie LGBT+, to nikt ich dzieciom nie narzuci bez ich zgody jakiejkolwiek “seksualizacji”. Jest to zwyczajna manipulacja. Tak z reszta jest z cała narracja ataku na tradycyjną rodzinę. Jakież musi mieć ona wątłe fundamenty, że potrafi ją zniszczyć kilka lekcji w szkole. Paniczny strach w tym obszarze, jeśli patrzeć przez pryzmat logiki, a nie emocji, świadczyłby o zwyczajnej klęsce wychowawczej rodziców. Obecnie obserwowana awantura wpisuje się zresztą w hipokryzje stosunku społeczeństwa do polskiej szkoły. Kiedy przychodzi do odpowiedzialności za przemoc i wszelkie inne patologiczne wzorce zachowań dzieci i młodzieży, to winny jest system oświaty, a nie rodzice, a kiedy system chce w końcu problem się zająć, to nagle następuje fala oburzonych komentarzy, że za wychowanie odpowiadają rodzice. Z tego względu ciężko mówić, że kampania hejtu obozu rządzącego jest tylko i wyłącznie zjawiskiem politycznej patologi, ponieważ źródło opisanych zdarzeń sięga szeregu innych strukturalnych problemów systemowych i społecznych w naszym kraju.

Pawłowicz znów posunęła się za daleko w swoich komentarzach. Wróciła do starego, dobrego straszenia Niemcami, „seksualizacją” dzieci, „homolobby”, Unią Europejską i uchodźcami.

Pawłowicz w swoim żywiole. Szambo wybija, pławi się w nim.

Depresja plemnika

„Edukacja seksualna w szkołach to bardzo niebezpieczna pokusa szatana”

Powyższy cytat pochodzi z listu biskupa świdnickiego Ignacego Deca, który zostanie odczytany jutro w kościołach tej diecezji. Biskup postanowił przybliżyć wiernym współczesną postać rzeczonej pokusy. – „Pokusa ta przybiera dziś bardzo konkretną postać seksualizacji dzieci i to już od wczesnych lat przedszkolnych. Słyszymy o niezwykłej determinacji, z jaką niektórzy wprowadzają do szkół postulaty tzw. ruchów LGBT” – napisał biskup Dec.

Według Deca wspomniane zajęcia tak naprawdę służą demoralizacji”. – „Dzieci na tym etapie rozwoju nie wiedzą, co jest dla nich dobre, a co złe. Natomiast to, co wydaje się chwilowo przyjemne, w przyszłości może prowadzić do nieszczęść” – uważa biskup świdnicki.

Nalega więc w liście, żeby rodzicie i opiekunowie podjęli „odpowiednie” działania, które „uniemożliwią coraz śmielsze działania gorszycieli”. – „Czuwajcie więc i pilnujcie: kto i jak wychowuje Wasze pociechy. Na co zgadzacie się, podpisując podsuwane Wam dokumenty na początku roku…

View original post 643 słowa więcej

PiS ma zawiesić ustawę o Sądzie Najwyższym. Postanowienie TSUE

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej ostatecznie orzekł, że pisowska ustawa o Sądzie Najwyższym ma być bezwzględnie zawieszona. Wyrok ogłosiła Wielka Izba Trybunału, złożona z 15 sędziów, potwierdzając tym samym postanowienie Trybunału z października tego roku.

Chodzi o przywrócenie do pracy tych sędziów, którzy zostali odesłani w stan spoczynku. Sejm – głosami posłów PiS – wprawdzie wprowadził zmiany do ustawy o SN, ale nowelizacji wciąż nie podpisał prezydent. W świetle prawa obowiązuje więc ustawa, którą Komisja Europejska zaskarżyła do Trybunału.

W komunikacie TSUE napisano także, co grozi Polsce w przypadku niezastosowania się do orzeczenia. – „Jeżeli Komisja uzna, że państwo członkowskie nie zastosowało się do wyroku, może wnieść nową skargę i domagać się sankcji finansowych”. Prawnicy z TSUE zastrzegają też, że mogą nawet zdecydować o nałożeniu kar pieniężnych.

Dodajmy, że unijny Trybunał 19 marca 2019 r. zajmie się z kolei pytaniami prejudycjalnymi Sądu Najwyższego, dotyczących m.in. zdolności Krajowej Rady Sądownictwa do wykonywania konstytucyjnego zadania stania na straży niezależności sądów.

Macierewicz dostanie od Tomasza Piątka sequel o swoich tajemnicach. Taki z niego superhero

Rydzyk powinien się smażyć w swoich wodach geotermalnych

Autor książki „Macierewicz i jego tajemnice” Tomasz Piątek odebrał w Lipsku Nagrodę Wolności i Przyszłości Mediów. – „To wyraz solidarności z dziennikarzami w Polsce, którzy domagają się prawa dla nieograniczonego dostępu do informacji oraz wolności i niezależności mediów. Tomasz Piątek wyrobił sobie reputację krytycznego obserwatora zmian. Mimo coraz cięższych warunków pracy dla dziennikarzy nie dał się zastraszyć” – powiedział Harald Langenfeld, przewodniczący Fundacji Mediów Sparkasse Leipzig, która nagrodziła polskiego dziennikarza.

Piątek zapowiedział też wydanie kolejnej swojej książki o byłym szefie MON. Tym razem będzie ona traktować o losach Antoniego Macierewicza w PRL. Została ona oparta na archiwaliach zgromadzonych w IPN. Z ustaleń Piątka wynika, że Antoni Macierewicz miał być objęty ochroną specjalnej grupy SB, zajmującej się tworzeniem fikcyjnej opozycji.

Nagrodę w wysokości 30 tys. euro Piątek zamierza przeznaczyć na wsparcie niezależnego dziennikarstwa. Rozmowa Magdy Jethon z autorem książki „Macierewicz i jego tajemnice”: „Tomasz Piątek: Rosja wykorzystuje PiS”.

Polska spada w rankingu demokracji. Wśród 41 krajów OECD i UE zajmujemy 37. miejsce.

Międzynarodowe badanie na temat jakości rządów zostało opracowane po raz trzeci przez ekspertów niemieckiej Fundacji Bertelsmanna. Edycja 2018 (wcześniejsze były w 2011 i 2014 r.) będzie opublikowana we wtorek, ale „Rzeczpospolita” poznała ją wcześniej. Wyniki są bardzo niekorzystne dla naszego kraju. W grupie 41 państw OECD i UE Polska spadła aż o 29 miejsc i zajmuje teraz 37. lokatę.

– Główną przyczyną jest znaczące pogorszenie praworządności, w tym ograniczenie niezależności sądownictwa – mówi nam Daniel Schraad-Tischler, kierownik projektu badawczego. Ale raport zauważa także upartyjnienie mediów publicznych, ograniczanie prawa do zgromadzeń, rosnącą brutalność policji, próby kontroli organizacji pozarządowych, zmiany w prawie wyborczym.

Polska jest przykładem skrajnym, ale niepokojące tendencje zaobserwowano aż w 26 z 41 analizowanych państw – w tym m.in. na Węgrzech, w Rumunii, Meksyku, Turcji, ale też w USA. Największa gospodarka świata przesunęła się o dziewięć miejsc w dół pod względem demokracji i jakości rządów.

– Model liberalnej demokracji jest coraz bardziej pod presją także w OECD i UE, w niektórych krajach centralne standardy demokratyczne i konstytucyjne, takie jak wolność mediów, są już poważnie naruszone – wyjaśnia Schraad-Tischler.

Zdaniem autorów raportu niepokojące jest, że pomimo spadającej jakości demokracji w krajach takich jak Polska, Węgry i Turcja zaufanie obywateli do rządu w ciągu ostatnich kilku lat wzrosło.

– To jasno pokazuje, że w krajach tych fundamentalne wartości demokratyczne nie są zakorzenione w świadomości politycznej znacznej części społeczeństwa – mówi Schraad-Tischler.

Eksperci Bertelsmanna przekonują, że jakość demokracji ma wpływ na całość rządzenia oraz politykę, gospodarkę i społeczeństwa. Dlatego oprócz zestawienia oceniającego demokrację sporządzają dwa inne: o jakości rządzenia i o jego rezultatach. Polska pod względem jakości rządów spadła o 20 miejsc i zajmuje teraz 34. lokatę.

W niedzielę „Wiadomości” TVP posunęły się do niezwykle nieetycznego – nawet jak na standardy obecnej telewizji publicznej – ataku na kandydata opozycji na prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego. Oskarżyły go o romans, branie narkotyków i wyborczą korupcję. I nawet nie zapytały go o zdanie.

W pięciominutowym materiale pod tytułem „Kompromitacja prezydenta Legionowa” o seksistowskim wystąpieniu prezydenta tego miasta Romana Smogorzewskiego „Wiadomości” zmieściły także informację o innych „problemach obyczajowych PO”: o rzekomej „sekstaśmie” z ośrodka Western City ze Schetyną oraz o kochance, łapówce i narkotykach Rafała Trzaskowskiego.

Katastrofalny spadek – Polska 29 pozycji w dół i 37 miejsce (na 41) w rankingu demokracji wsród państw OECD i UE. „Wyspa wolności”?

W Kościele katolickim jest nawet gorzej niż opowiedziane w „Klerze”

Biskup Tadeusz Pieronek w rozmowie z Moniką Olejnik mówił m.in. o problemie pedofilii w polskim Kościele, Radiu Maryja i filmie „Kler”. Choć ma do obrazu Smarzowskiego zastrzeżenia, przyznał, że jest nim wstrząśnięty.

Bp Tadeusz Pieronek był gościem programu „Kropka nad i”. Na początku Monika Olejnik pytała biskupa o stosunek do odszkodowań wypłacanych przed duchowieństwo ofiarom księży pedofilów. Prowadząca pytała o to w kontekście głośnej sprawy odszkodowania dla ofiary ks. Romana B. Zgodnie z wyrokiem sądu Towarzystwo Chrystusowe, do którego należał B., ma wypłacić kobiecie milion zł. – Uważam, że w Polsce z punktu widzenia prawnego Kościół, jako wspólnota nie ma obowiązku płacić za cudze grzechy – powiedział bp. Pieronek.

Olejnik jednak oponowała, twierdząc, że wspólnota ponosi za to odpowiedzialność, bo „zatrudnia takiego człowieka”, a zdarza się też, że ukrywa pedofila. Ostatecznie biskup zaproponował, by problem odszkodowań zostawić prawnikom. Zgodził się jednak z publicystką, że przypadki ukrywania księży pedofilów są „wstrząsające”.

Bp. Pieronek o filmie „Kler”: Te rzeczy działy się, dzieją i trzeba je zwalczać

Następnie duchowny został zapytany o jego odbiór filmu „Kler„. Nie ukrywał, że obraz Wojciecha Smarzowskiego nim wstrząsnął. – Te rzeczy, które pokazano, są straszne. Działy się, dzieją się i trzeba to odpowiednio opisać, poznać i zwalczać wszelkimi możliwymi sposobami – powiedział bp. Pieronek, przyznając jednocześnie, że w swoim wydźwięku film jest antykościelny.

– To film nakreślony tylko czarną farbą i jeżeli tytułem jest „Kler” czyli „duchowieństwo”, to tam jestem ja, tam są inni ludzie, którzy nie popełniają takich grzechów – powiedział. W pewnym momencie Olejnik zapytała, czy dostrzega w „Klerze” sytuacje „z życia”.

– Widzę prawdziwe sytuacje, mógłbym przytoczyć nawet gorsze – odpowiedział biskup Tadeusz Pieronek.

O imperium o. Rydzyka

Następnie Olejnik odniosła się do problemu bliskich relacji Kościoła z władzą świecką. – Widzimy to nawet dzisiaj w Polsce – przyznał biskup, odnosząc się do mediów i przedsięwzięć o. Tadeusza Rydzyka. – Od lat mówimy o tym, że to imperium nie jest przeznaczone dla dobra Kościoła, czy dla dobra ludzi, tylko korzystają z tego osoby, które chcą wyjść na biznesmenów światowych – powiedział i stwierdził, że episkopat „ma niewiele do powiedzenia w tej sprawie”. – Episkopat zwraca się do Stolicy Apostolskiej, do przełożonych. To jest to co może zrobić, przecież nie ma żadnego oddziału, który by poszedł i zniszczył to Radio Maryja.

Sytuację, w której politycy przemawiają podczas uroczystości na Jasnej Górze bp. Pieronek określił mianem „gorszącej”.

>>>

„Kler” bije wszelkie rekordy popularności. Film Wojciecha Smarzowskiego zobaczyło już 2,5 miliona widzów, co sprawia, że niemal na pewno możemy mówić o najpopularniejszym polskim filmie po 1989 roku. Do poziomu rekordowego „Ogniem i mieczem” jeszcze trochę brakuje (obraz Jerzego Hoffmana z 1999 roku zobaczyło 7 151 354 widzów), ale dynamika oglądalności, rekordy otwarcia i drugiego weekendu i wreszcie – społeczne zainteresowanie i wywołana nim dyskusja sprawia, że „Kler” będzie filmem, który będzie miał największą publiczność. Co to tak naprawdę oznacza?

Na pewno to, że Wojciech Smarzowski idealnie trafił w potrzeby rynku. Zrobił film, na który czekano, który porusza bardzo ważny społecznie problem. O pedofilii w Polsce w ogóle mówiło się niestety z wstydliwie przymrużonymi oczami. Rzadko ujawniane były afery związane z osobami, które nadużywały zaufania publicznego pracując jako nauczyciele, osoby ze środowiska sportowego. Najrzadziej mówiono publicznie o księżach.

„Kler” stał się katalizatorem do wyrzucenia wszystkiego, co złe.

(…)

Są filmy dobre i są filmy ważne. Oczywiście – tak jak w przypadku „Lotu nad kukułczym gniazdem” zdarzają się filmy ważne i wielkie stricte filmowo. „Kler” jest filmem ważnym.

By oczyścić ziemię dla ukarania przestępców w sutannach, by nie zaogniać, by nie budować kolejnego świata, w którym „kto nie z nami, ten przeciwko nam”, przydałaby się umiejętność bicia się w piersi. Boję się, że zaognianie, mówienie, że ręka podniesiona na „Kler” jest ręką w obronie pedofilii, tworzy się sztuczny front, za którym obrońcy najbardziej obrzydliwych czynów naprawdę mogliby się schować. A to mogłoby sprawić, że największy w Polsce sukces stanie się też zgniłą i gorzką porażką.

Mateusz Morawiecki nie da się obalić, silniejszy niż półlitrówka? Zobaczymy

W normalnym demokratycznym państwie premier musiałby się już pakować, ale nie w PiS–owskim, które od europejskich standardów dzieli daleka droga.

Wiadomość o sądowym werdykcie, na mocy którego Mateusz Morawiecki musi zamieścić w mediach przeprosiny – po tym jak publicznie skłamał na temat budowy dróg za rządów koalicji PO-PSL – odbiła się już donośnym echem w Parlamencie Europejskim. Jeden z europosłów PO ujawnił, że panuje tam przekonanie, iż w tej sytuacji polski premier zrezygnuje ze stanowiska.

„Wasz premier odchodzi?” – zapytał mnie jeden z starszych wiekiem europosłów. „Nic o tym nie wiem” – odpowiedziałem. „Ponoć sąd stwierdził, że kłamie. Potwierdziłem: To fakt. I nic? – pytał dalej. Nic. Chyba nic – odpowiedziałem. Na koniec dodał: No to macie problem! Jakbym nie wiedział” – taką treść miała rozmowa, którą Bogdan Zdrojewski odbył w PE po wyroku Sądu Apelacyjnego w sprawie kłamstw Mateusza Morawieckiego.

No i faktycznie, nic nie wskazuje na to, by Morawiecki zamierzał opuścić swe stanowisko. Żaden zresztą przypadek z przeszłości nie wskazuje też na to, że PiS–owska polityka tym razem miałby zbliżyć się nagle do standardów zachodnioeuropejskich. Co więcej, politycy PiS już wytłumaczyli sobie treść i skutki wyroku.

Sprawa jest głośna, ale dla porządku przypomnijmy: premier ma na antenie TVP i TVN zamieścić przeprosiny za słowa z wiecu wyborczego, na którym kłamał, że poprzednicy wydawali mniej pieniędzy na budowę dróg i mostów niż obecny rząd podczas jednego roku.

Rządowy program skończył się, jeszcze zanim na dobre się zaczął.

Minęły dwa lata od uchwalenia przez Radę Ministrów programu Mieszkanie+. Choć w cyklu inwestycji budowlanych dwa lata to nie tak wiele, historia Mieszkania Plus obfitowała już w liczne zwroty akcji. Efekt finalny jest rozczarowaniem i to zapewne również dla samych inicjatorów programu.

Rządowy program miał być szybką odpowiedzią na sytuację kryzysową, w której – mimo dużej skali inwestycji prywatnych – nadal brakuje w Polsce około 900 tysięcy mieszkań, a jedynie 2,5 proc. spośród nowo wybudowanych lokali jest dostępne dla osób o średnich i niskich dochodach. Głównym celem Narodowego Programu Mieszkaniowego była interwencja podażowa – masowa budowa mieszkań na wynajem o umiarkowanych czynszach. Miało to docelowo doprowadzić też do zwiększenia konkurencji i obniżki czynszów na rynku prywatnym.

BYŁY AMBITNE PLANY

Przygotowywano utworzenie celowego funduszu inwestycyjnego oraz banku ziemi utworzonego z gruntów pozyskanych od spółek Skarbu Państwa. Ostatecznie zabrakło jednak rzeczy kluczowej – pieniędzy. Do powstania funduszu nie doszło, a ustawa o Krajowym Zasobie Nieruchomości, będąca podstawą do stworzenia banku ziemi, pozostała w dużej części martwym zapisem. W pierwotnej wersji program skończył się zatem, zanim na dobre się zaczął.

Paradoksalnie najważniejszym rezultatem pierwszego etapu Mieszkania Plus było wprowadzenie formuły najmu instytucjonalnego, który w sposób bezprecedensowy zmniejsza zakres ochrony praw lokatorów. Nowy tryb najmu pozwala na opróżnienie lokalu w ciągu dwóch tygodni od wezwania, bez wyroku eksmisyjnego. Ponadto w zawartej umowie lokator „przyjmuje do wiadomości”, że po eksmisji nie przysługuje mu nawet prawo do lokalu socjalnego i pomieszczenia tymczasowego.

>>>

„Lekcja z Mieszkania+ jest prosta: programu mieszkaniowego nie da się zrealizować bez pieniędzy.”

Hairwald

To niewiarygodne, ale PiS znowu swoją ewidentną porażkę usiłuje przekuć w sukces. Tym razem chodzi o wyrok Sądu Apelacyjnego, który nakazał Mateuszowi Morawieckiemu przeprosić za wygłoszone przez kłamstwo na wiecu wyborczym w Świebodzinie. Mówił wtedy, że za rządów PO-PSL nie budowano dróg i mostów.

Otóż szef sztabu wyborczego PiS europoseł Tomasz Poręba napisał na Twitterze, że… Sąd Apelacyjny przyznał rację premierowi Morawieckiemu! – „1. Sąd nie nakazał przeprosin. 2. Wniosek został oddalony w części dotyczącej wnioskowanego oświadczenia, jak i zakazu rozpowszechniania informacji o braku budowy przez rząd koalicji PO-PSL dróg oraz mostów. 3. Sąd Apelacyjny przyznał rację PMM w zakresie wypowiedzi „nie było dróg i mostów”. 4. PMM ma wydać jedynie oświadczenie które zostanie opublikowane” – napisał Poręba.

W internecie zawrzało. – Panie Poręba, zmiłuj się, nie zaklinaj już tej rzeczywistości. Morawiecki powiedział nieprawdę, czyli skłamał”; – „Brzydko, panie Poręba, tak manipulować. A i z czytaniem ze zrozumieniem kłopoty”…

View original post 3 351 słów więcej

Kłamstwo Morawieckiego ma krótkie nogi Kaczyńskiego

A tymczasem w Parlamencie Europejskim pytają, czy Morawiecki odejdzie, jak tak się dzieje w cywilizowanych demokracjach.

Udowodnione kłamstwo to wstyd dla państwa, które staje się niewiarygodne. Morawiecki utracił honor.

. skłamał, dlatego musi przeprosić ! KŁAMSTWO jest wszechobecne w polityce którą prowadzi . To kompromitacja i wstyd. Człowiek honoru, w takiej sytuacji, podałby się do dymisji!

Premier Mateusz Morawiecki ma sprostować swoją wypowiedź nt. budowy dróg z 15 września br. – postanowił Sąd Apelacyjny w Warszawie. Od postanowienia sądu apelacyjnego nie przysługuje skarga kasacyjna i podlega ono natychmiastowemu wykonaniu.

Sąd Apelacyjny: premier ma sprostować swoją wypowiedź nt. budowy dróg

W środę Sąd Apelacyjny w Warszawie rozpatrywał odwołanie, które politycy PO złożyli od poniedziałkowego postanowienia Sądu Okręgowego. Sąd ten oddalił wniosek w trybie wyborczym, złożony przez Komitet Wyborczy Koalicji Obywatelskiej w sprawie niedawnych słów premiera Mateusza Morawieckiego na temat braku inwestycji infrastrukturalnych za rządów PO i PSL. 15 września w Świebodzinie (woj. lubuskie) szef rządu zarzucił wówczas koalicji PO-PSL, że wbrew deklaracjom liderów tych partii, w czasie jej rządów, nie budowano dróg i mostów.

Sędzia sądu apelacyjnego Paulina Asłanowicz poinformowała w środę, że sąd postanowił zobowiązać Mateusza Morawieckiego do opublikowania w ciągu 48 godzin na antenie telewizji TVP Info i TVN, przed głównymi wydaniami programów: „Wiadomości” i „Fakty”, po blokach reklamowych, bezpośrednio poprzedzających emisję wyżej wymienionych programów, oświadczenia poprzez jego odczytanie oraz jednoczesne wyświetlenie planszy z tekstem wypełniającym cały ekran.

Treść tego oświadczenia ma brzmieć: „Nieprawdziwe są informacje podane przeze mnie w dniu 15 września 2018 r. podczas wiecu wyborczego komitetu wyborczego Prawo i Sprawiedliwość w Świebodzinie, że w ciągu jednego do półtora roku wydawana jest przez nas większa suma na drogi lokalne, niż za czasów koalicji PO i PSL w ciągu ośmiu lat. Mateusz Morawiecki, premier rządu Rzeczpospolitej Polskiej”.

Jak uzasadniała sędzia Asłanowicz, sąd apelacyjny uznał, że kluczowa w tej sprawie jest kwestia tego, czy stwierdzenia, jakie padły z ust premiera, miały charakter oceny, czy też była to informacja poddająca się weryfikacji w kategoriach prawdy i fałszu. „Sąd Apelacyjny doszedł do przekonania, że pierwsza część tej wypowiedzi – dotycząca tego, że nie było dróg i mostów – ma charakter retoryczny, takiej hiperboli, (ale) należy ją czytać w połączeniu z drugą częścią tej wypowiedzi, w której zawarte zostało stwierdzenie, że +przez osiem lat wydali 5 mld zł na drogi lokalne, tj. tyle, ile my wydajemy w ciągu jednego roku, do półtora roku+” – mówiła.

„W ocenie sądu apelacyjnego należało zgodzić się ze skarżącymi, że ta druga część wypowiedzi, poddaje się tej weryfikacji i sąd apelacyjny badał jej prawdziwość. Sąd doszedł do przekonania, że w świetle dokumentów, złożonych do akt sprawy, ta wypowiedź jest nieprawdziwa, stąd zastosował środek przewidziany w art. 111 Kodeksu wyborczego” – oświadczyła Asłanowicz. Od postanowienia sądu apelacyjnego nie przysługuje skarga kasacyjna i podlega ono natychmiastowego wykonaniu.

Sukces PO

Wniosek wobec premiera politycy PO złożyli w trybie wyborczym do warszawskiego sądu okręgowego w miniony wtorek. Dotyczy słów premiera, które padły podczas spotkania z mieszkańcami Świebodzina (woj. lubuskie) 15 września. Morawiecki zarzucił wówczas koalicji PO-PSL, że wbrew deklaracjom liderów tych partii, w czasie jej rządów, nie budowano dróg i mostów.

„Pamiętacie jak nasi poprzednicy mówili: budujmy nie politykę, tylko drogi i mosty? Pamiętacie coś takiego? Nie było ani dróg, ani mostów” – mówił wówczas premier. „Żeby nie być gołosłownym powiem tak: nasi poprzednicy, których nasi przyjaciele z kartkami, chcieliby z powrotem zaprosić do władz (…) przez 8 lat wydali 5 mld na drogi lokalne. To tyle ile my wydajemy w ciągu jednego do półtorej roku” – dodał premier.

Sąd Okręgowy w Warszawie początkowo oddalił wniosek PO, uznał, że nie podlega on rozpoznaniu w trybie wyborczym. „Sąd uznał, że uczestnik postępowania (czyli premier – PAP) nie spełnia kryteriów wskazanych w przepisie, czyli nie był kandydatem komitetu wyborczego oraz nie posiadał pisemnej zgody pełnomocnika komitetu, zaś to, że – jak twierdzi wnioskodawca – jest +twarzą kampanii samorządowej+, to w tym szczególnym trybie nie ma znaczenia” – informowała sędzia SO Sylwia Urbańska.

Więcej >>>

>>>

Kłamstwo Morawieckiego ma krótkie nogi Kaczyńskiego.

Hairwald

PiS przegrywa w sądzie. Sąd apelacyjny nakazuje Mateuszowi Morawieckiemu przeprosiny Koalicji Obywatelskiej za wypowiedź o drogach

Sąd Apelacyjny zdecydował dziś, że Mateusz Morawiecki będzie musiał przeprosić za swoją wypowiedź, która padła podczas spotkania z mieszkańcami woj. lubuskiego – podaje TVN24. Premier powiedział wówczas, że za rządów PO „nie było ani dróg, ani mostów”.

W sprawie chodzi o wypowiedź Mateusza Morawieckiego do mieszkańców Świebodzina. Premier pytał zgromadzonych o to, czy pamiętają „jak poprzednicy PiS mówili: budujmy mosty i drogi, a nie politykę”. – Nie było ani dróg, ani mostów – stwierdził szef rządu.

W poniedziałek Sąd Okręgowy w Warszawie postanowił oddalić wniosek PO przeciwko Mateuszowi Morawieckiemu. Zdaniem sądu wypowiedź premiera miała absolutnie charakter agitacji wyborczej. – To spotkanie bez wątpienia miało charakter spotkania wyborczego. Były hasła i obietnice wyborcze. Ewidentnie miało to charakter wyborczy – przyznał sędzia. Sąd wskazał jednak, że wypowiedź premiera to „opinia uczestnika i jest to jego…

View original post 25 słów więcej