Archiwa tagu: Wojciech Czuchnowski

Geniusz zła Kaczyński stoi murem za pedofilią w Kościele katolickim

Do awantury doszło po wystąpieniu Sławomira Nitrasa w Sejmie. Polityk Platformy Obywatelskiej postanowił na znak protestu przeciwko pedofilii w Kościele katolickim wręczyć prezesowi PiS Jarosławowi Kaczyńskiemu – buciki dziecięce.

Politycy i dziennikarze zareagowali na wczorajsze wydarzenia w Sejmie w czasie, których doszło do niemal przepychanek między politykami Prawa i Sprawiedliwości a posłem Sławomirem Nitrasem (PO).

Reklamy

Mateuszowi Morawieckiemu należy się Trybunał Stanu. Należy mu się zgnicie, bo jest zgniłkiem

Matołusz Morawiecki przed Trybunałem Stanu. I to jest dobra wiadomość.

Depresja plemnika

Ze zdumieniem i niedowierzaniem obserwuję informacje, które pojawiają się w mediach na temat afery pedofilskiej w domu publicznym na Podkarpaciu. Na szczęście nie jestem pełnomocnikiem ani byłego agenta CBA, ani pokrzywdzonych ani nikogo innego w tej sprawie, więc mogę się wypowiadać jako obywatel, a nie adwokat.

Czy myśmy wszyscy przez te ostatnie cztery lata tak zdziczeli, że gwałty na dzieciach organizowane przez służby specjalne (albo za ich przyzwoleniem) nas nie ruszają? Moja wiedza pochodzi wyłącznie ze źródeł medialnych, ale ponieważ nikt nikomu jeszcze procesu nie wytoczył, to mam podstawę sądzić, że prawdą jest iż od lat funkcjonował dom publiczny, który sprowadzał nieletnie dziewczynki z Ukrainy, które były gwałcone przez tysiące „Vipów”, w tym osoby z najwyższych kręgów władzy. Dodam że dla mnie jako obywatela współżycie seksualne nawet za zgodą osoby poniżej 15 roku życia, to zawsze gwałt, mimo że kategoria prawna jest nieco inna. Tak czy inaczej pedofile z najwyższych…

View original post 2 350 słów więcej

12 lat temu zamordowano Barbarę Blidę

12 lat od śmierci Barbary Blidy, tak naprawdę zamordowanej przez kołtunów – Ziobrę i Kaczyńskiego, dzisiaj ci sami mordują demokrację i Polskę.

Depresja plemnika

„Jarosław Kaczyński zobowiązuje się zapłacić na rzecz Geralda Birgfellnera kwotę 50 tys. zł wraz z odsetkami ustawowymi za opóźnienie od dnia 21 marca 2019 r. do dnia zapłaty, w terminie 7 dni od zawarcia ugody tytułem zwrotu nienależnego świadczenia, które przyjął od Geralda Birgfellnera w gotówce w dniu 7 lutego 2018 r.” – takiej treści ugodę sądową zaproponował prezesowi PiS Gerald Birgfellner i oddał sprawę w ręce wymiaru sprawiedliwości.

Jak informuje „Gazeta Wyborcza” austriacki biznesman Gerald Birgfellner złożył do sądu wniosek o wezwanie Jarosława Kaczyńskiego do dobrowolnego zwrotu 50 tys. zł.

Pieniądze, które wcześniej przekazał prezesowi PiS, miały być zapłatą dla księdza z fundacji Instytut im. Lecha Kaczyńskiego. Po duchownym ślad wszelki zaginął, a prezes z uporem nie odbiera listów poleconych z wezwaniem do zwrotu pieniędzy.

Na wezwanie sądu prezes PiS będzie musiał się już stawić. Jeśli tego nie zrobi, sąd może zaocznie nakazać mu zwrot pieniędzy.

W piśmie, które…

View original post 1 008 słów więcej

Najpierw Macierewicz, teraz Błaszczak, niszczą polską obronność

Jak będzie wyglądało pole bitwy przyszłości? Na to pytanie muszą odpowiedzieć sobie dowódcy każdej armii świata. Zdolność przygotowania personelu i wyposażenia na warunki i czas trwania potencjalnego konfliktu jest kluczowa, aby państwo mogło mówić o zdolności zapewnienia własnego bezpieczeństwa. W przypadku Polski zamiast profesjonalizmu i myślenia strategicznego mamy w tym zakresie jednak do czynienia z improwizacją, chaosem i niekończącym się pasmem organizacyjnych wpadek. Przykładem może tu być nowy kontrakt MON na wyrzutnie HIMARS, który ma opiewać na znaczącą dla budżetu resortu kwotę 1,57 mld zł netto. Deklaracja MON o warunkach umowy z Amerykanami wprawiła bowiem ekspertów w stan konsternacji. Strona Polska zamówiła sprzęt, jakby spodziewała się, że ewentualny konflikt zbrojny potrwa… niecałe 24 godziny. Takie zapasy amunicji do nowych wyrzutni przewidziało ministerstwo.

Do zamawianych 20 wyrzutni HIMARS o zdolności niszczenia celów naziemnych w odległości nawet 300 km zdecydowano się kupić zaledwie 300 pocisków. Biorąc pod uwagę, że każda wyrzutnia mieści 6 pocisków, a w każdy cel trzeba wystrzelić kilka sztuk amunicji, to łatwo policzyć, że na takich zapasach polska artyleria będzie miała zdolność ledwie kilka razy użycia pełnej siły ognia. Mogłoby to oznaczać teoretycznie nawet wyczerpanie pocisków w ciągu godziny. Jednak biorąc pod uwagę dynamikę konfliktu, gdzie nie strzela się na oślep, a w celu unikania odwetu po każdym odpaleniu zmienia lokalizację, to jak podał portal money.pl, zakupione wyrzutnie zachowałyby zdolności bojowe przez około 1 dzień walki.

Taka sytuacja dziwi, ponieważ wcześniej mówiło się o zakupie nawet 1800 pocisków. Jest to jednak element większej układanki, której punktem centralnym jest organizacyjna kompromitacja MON i Polskiej Grupy Zbrojeniowej.

Pierwotnie bowiem mówiono o zakupie 160 wyrzutni, liczba ta spadła następnie do 54, aby zatrzymać się finalnie na 20. Resort nie ograniczył jednak tylko skali zamówienia, ale wypatroszył je także jakościowo. Pierwotnie z kontaktem miał iść rozległy offset, który zagwarantowałby udział polskiego przemysłu w produkcji sprzętu i wyposażyłby go w nowoczesne technologie.Jednak rządzący z tego planu zrezygnowali, zadowalając się zakupem wyposażenia bez zdolności samodzielnego uzupełnienia jego strat i amunicji w sytuacji potencjalnego konfliktu. Tymczasem ta właśnie zdolność jest warunkiem prowadzenia samodzielnej, ale i skutecznej polityki obronnej. Tajemnicą poliszynela takiego stanu rzeczy jest sytuacja w samej Polskiej Grupie Zbrojeniowej, która będąc siedliskiem Misiewiczów, z tytułowym włącznie,  na każdym kroku pokazuje, że nie ma zdolności organizacyjnych i technicznych, aby podjąć się współpracy z partnerami zagranicznymi. Klejnot w koronie przemysłu zbrojeniowego jest tutaj obok ograniczonego finansowania kamieniem węgielnym klęski modernizacji sił zbrojnych. W przypadku omawianego zakupu oferta grupy była po prostu nieadekwatnie wygórowana cenowo.

Tymczasem trzeba mieć na uwadze, że rozwiązania pokazowe z myślą o defiladach to dla obronności za mało, ponieważ w przypadku naszego kraju wsparcie sojuszników nie nadejdzie natychmiast co sprawia, że w początkowej fazie konfliktu musimy posiadać zdolność samodzielnego prowadzenia walki.

Wszystko wskazuje na to, że zamówienie nowych wyrzutni rakietowych stanowi kolejny przykład osobliwego rozumienia narracji “dotrzymujemy słowa”. Rządzący “wywiązują” się bowiem ze swoich rozbudowanych obietnic, ale dostarczają coś, co poza nazwą ma niewiele wspólnego z obiecanym pierwowzorem. Co z tego, że kolejny kontrakt nie przyniósł transferu kluczowych technologii do Polski, co z tego, że sprzętu będzie kilkakrotnie mniej niż dla potrzeb obronnych zakładali sami planiści MON. W mediach można przecież powiedzieć, że siły zbrojne rosną w oczach, a Polska sięga po sprzęt z najwyższej półki. W warunkach wiecznej walki o słupki poparcia, fakt, że taka taktyka zamówień na niewiele się zda w chwili militarnej próby, zdaje się nikogo dziś nie obchodzić. Polak najwyraźniej wciąż woli być mądry po szkodzie.

Prezent od Kaczyńskiego z naszej wspólnej kasy. Groteskowa polityka PiS. Tylko na to ich stać – być śmiesznymi.

https://twitter.com/PanWaldemar/status/1099566326211899392

Depresja plemnika

Wór obietnic, którymi partia rządząca chce „uszczęśliwić” czy raczej kupić wyborców jest naprawdę pokaźny. Problem w tym, że aby spełnić choć część z nich będą musieli zapłacić wszyscy bez wyjątku.

Pisowskie mamienie wyborców spotkało się z ostrą krytyką dziennikarzy i opozycji. Lider partii Teraz!, Ryszard Petru napisał na Twitterze, że tylko dwie z przedstawionych przez PiS deklaracji będą kosztowały budżet państwa 56 mld złotych rocznie (500+ na pierwsze dziecko – 45 mld, a 13 emerytura – ok. 11 mld). „Dla władzy są w stanie zniszczyć gospodarkę” – twierdzi Petru.

Do wspomnianych wyżej dwóch obiecanek dodać należy jeszcze obniżenie kosztów pracy i likwidację podatku PIT dla pracowników przed 26 rokiem życia. „Będzie tak, jak musi być: jedną ręką się zabierze, żeby drugą rozdawać. A ja przez moment myślałem, że już więcej rozdawać się nie da.” – komentuje pisowskie rozdawnictwo Łukasz Warzecha.

Podobnego zdania jest Robert Gwiazdowski, twórca ruchu Polska…

View original post 605 słów więcej

Rydzyk, jedno z głównych źródeł nienawiści

Przypominam, że 1,5 miesiąca temu @MKiDN_GOV_PL zmniejszyło o 3 mln zł dotację na sztandarowy projekt Pawła Adamowicza, czyli Europejskie Centrum Solidarności. Liczą się czyny, nie słowa.

Depresja plemnika

„Po raz kolejny obecne kierownictwo telewizji publicznej uczyniło z „Wiadomości” maszynę do dzielenia Polaków, wzbudzania wzajemnej nienawiści, szczucia naszych Rodaków na polityczną opozycję. Nawiązując tym samym do najgorszych wzorców Dziennika Telewizyjnego, a po emisji wczorajszego programu – wręcz prześcigając ówczesną tubę komunistycznej propagandy. Telewizja Polska w swoim sztandarowym programie informacyjnym, zajęła się rozbijaniem narodowej solidarności – napisał w liście do prezesa PiS szef ludowców Władysław Kosiniak-Kamysz. Apeluje w nim do Jarosława Kaczyńskiego o odwołanie prezesa TVP Jacka Kurskiego. Chodzi m.in. o wyemitowany we wczorajszych „Wiadomościach” „Materiał o nienawiści, przepełniony nienawiścią…”.

Zdaniem lidera PSL, to Jarosław Kaczyński może doprowadzić do odwołania Jacka Kurskiego. – „Rzadko to robimy, ale to taka chwila, kiedy zwróciłem się do prezesa PiS, byłego premiera o spowodowanie zmian w TVP, o spowodowanie natychmiastowego odwołania…

View original post 84 słowa więcej

Pisowskie SDP zwalcza wolne media, exemplum Wojciech Czuchnowski

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich pozywa wydawcę „Wyborczej” za komentarz Wojciecha Czuchnowskiego, zatytułowany „Stowarzyszenie Donosicieli Polskich”. Pozew dotyczy tekstu dziennikarza z 26 stycznia, w którym skomentował on reakcję SDP na głośny reportaż „Superwizjera” TVN o polskich neonazistach, bowiem Stowarzyszenie w kilka dni po premierze reportażu skierowało do TVN list w tej sprawie.

W liście SDP padły pytania, dlaczego „redakcja zataiła fakt popełnienia przestępstwa” i „kto podjął decyzję o wielomiesięcznym przetrzymaniu materiału i niepoinformowaniu organów ścigania”.Czuchnowski pytania te uznał za formę donosu i „powielanie narracji głoszonej przez polityków PiS na czele z Jarosławem Zielińskim, wiceszefem MSWiA”. Jakiej? Że TVN jakoby czekał na dogodny moment, by „uderzyć w Polskę”. Oraz, że tak „żenujące” pytania zadają „ludzie, którzy – przynajmniej w teorii – są dziennikarzami, powinni zatem znać warsztat i wiedzieć, jak powstają takie filmy” Zarzucił SDP, że kolejny już raz staje po stronie PiS i nacjonalistów , na dowód przytaczając stronnicze reakcje stowarzyszenia na sprawę ujawnienia taśm Renaty Beger, czy spalenie wozu TVN w 2011. Zdaniem Czuchnowskiego SDP od wielu lat opanowane jest przez ludzi otwarcie wspierających PiS, „którzy legitymacje dziennikarskie wykorzystują do działania w służbie tej partii. Ich znakami rozpoznawczymi są służalstwo i lizusostwo”.

Wspomniany pozew wpłynął do Sądu Okręgowego w Warszawie w sierpniu, a 12 grudnia został doręczony spółce Agora, wydawcy „Wyborczej”. SDP żąda w nim (dla siebie!) 50 tys. zł (plus odsetki) tytułem zadośćuczynienia za to, że zostało „bezpodstawnie oczernione”, opublikowania przeprosin, oraz usunięcia tekstu Czuchnowskiego ze strony Wyborcza.pl, wraz z komentarzami – czytamy w portalu „Wyborczej”.

Przypomnijmy: na czele SDP stoi dziś Krzysztof Skowroński. Karierę zaczynał w Radiu ZET w latach 90. W 2006 r., po przejęciu mediów publicznych przez PiS, został dyrektorem radiowej Trójki. Po odwołaniu go z tej funkcji założył internetowe Radio Wnet. Co ciekawe, jak wynika z ustaleń „Wyborczej”, w 2012 r. PiS przekazał na stację Skowrońskiego 140 tys. zł, zaś Skowroński poprowadził dwie konferencje partii Jarosława Kaczyńskiego.

Z tego powodu członek SDP Grzegorz Cydejko (bezskutecznie) domagał się wówczas jego ustąpienia. Samo SDP natomiast milczało, także wówczas, gdy TVP Info – w którym Skowroński dostał własne programy – rozwijało swoją propisowską działalność. Jesienią 2017 r. w proteście przeciwko bierności stowarzyszenia odeszli z jego szeregów Roman Graczyk i Janusz Poniewierski.

Dopiero w tym roku, w czerwcu na Nadzwyczajnym Zjeździe Delegatów SDP przyjęło uchwałę w sprawie mediów publicznych. Delegaci wezwali prezesa TVP Jacka Kurskiego, prezesa Polskiego Radia Jacka Sobalę oraz Radę Mediów Narodowych (do „podjęcia działań zmierzających do naprawy obecnej sytuacji przede wszystkim w kwestii poszanowania ustawowej misji, zagwarantowania niezależności i godności uprawiania dziennikarstwa”. Z kolei parę dni temu Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP zaapelowało o „szczególną rozwagę” w związku z domaganiem się przez NBP sądowego zakazu publikacji tekstów o aferze KNF – o którym pisze przede wszystkim „Wyborcza”.

PiS jest lepszy od komuny choćby w SDP, nie udało sie komuchom spacyfikować Stefana Bratkowskiego, a PiS opłaca Skowrońskiego i ten chodzi na pasku.

Depresja plemnika

Żeby uniknąć głosowania nad wotum nieufności, premier Morawiecki poprosił Sejm o głosowanie nad wotum zaufania. Opozycja, zgłaszając wniosek o wotum nieufności, nie miała oczywiście szans, by obalić premiera popieranego przez prezesa.

View original post 1 873 słowa więcej

Platforma Morawieckiemu nie odpuści

Rano na rozpoczynającym się trzydniowym posiedzeniu Sejmu, ku zaskoczeniu wszystkich, premier Mateusz Morawiecki złożył wniosek o wotum zaufania. – Od decyzji Sejmu zależy, czy będzie mandat dla kontynuowania naszych reform – tłumaczył wniosek premier. Marszałek Kuchciński ekspresowo zajął się wnioskiem i już przed godz. 18 szef rządu otrzymał wotum zaufania, od posłów PiS-u oczywiście. Premier we wcześniejszym wystąpieniu mówił dużo o wzroście gospodarczym, inwestycjach, programie 500 Plus, a nawet o wzroście liczby turystów przyjeżdżających do Polski. Chwalił i dziękował ministrom, atakował opozycję. – To było wystąpienie, które trudno analizować racjonalnie, ponieważ było ono skierowane wyłącznie do swojego twardego elektoratu – mówi Jan Grabiec, rzecznik Platformy Obywatelskiej. Na piątek zaplanowano debatę nad wnioskiem PO o konstruktywne wotum nieufności dla rządu.

Wniosek o wotum zaufania

Zaskakując wszystkich, bez porozumienia z innymi klubami premier Mateusz Morawiecki złożył w Sejmie wniosek o wotum zaufania. – Od decyzji Sejmu zależy, czy będzie mandat dla kontynuowania naszych reform – powiedział premier. Tłumaczył, że musi mieć silny mandat na czwartkowy szczyt UE. Kilkanaście minut po złożonym wniosku marszałek Sejmu Marek Kuchciński dopuścił premiera na mównicę.

Po wystąpieniu Mateusza Morawieckiego i odpowiedzi na pytania posłów opozycji już przed godz. 18 Sejm udzielił rządowi wotum zaufania. Za wnioskiem głosowało 231 posłów, przeciw było 181, a dwóch (posłów niezrzeszonych) wstrzymało się od głosu.

Wotum zaufania złożone przez Morawieckiego praktycznie eliminuje debatę z opozycją, dlatego że przy wotum zaufania marszałek może zadecydować, że posłowie opozycji mogą zadawać tylko pytania. Nawet szefowie klubów nie mają przewidzianego czasu na polemikę z premierem.

To, co przejdzie do historii z dzisiejszego przemówienia premiera Morawieckiego, to pochwała Okrągłego Stołu i zapowiedź, że nie będzie podwyżek energii. Zaskakujących wypowiedzi premier miał więcej.

Najlepszy rząd pod słońcem

Morawiecki przez godzinę przemawiał i przekonywał, że jego rząd jest czymś najlepszym, co spotkało Polskę. W przerwach krytykował rządy PO-PSL, choć swoje wystąpienie zaczął od apelu o jedność i merytoryczną dyskusję.

Mówił o wzroście gospodarczym, inwestycjach, programie 500 Plus, a nawet o wzroście liczby turystów przyjeżdżających do Polski.

– Można?! – pytał retorycznie premier. – Można! – odpowiadali mu posłowie Zjednoczonej Prawicy.

W ramach ukłonu dla elektoratu premier niespodziewanie zapowiedział, że zapowiadanych od dawna podwyżek prądu nie będzie. – Nie będzie podwyżek cen energii – obiecał premier, ale już nie dopowiedział, czy dla wszystkich, czy tylko gospodarstw domowych.

Premier wytykał poprzednikom, że nie zrobili nic dla poprawy jakości powietrza w Polsce. – Mamy wprawdzie adwent, a nie Wielki Post, ale wypadałoby posypać głowę popiołem – mówił premier, po czym dodał: – Jest tu trochę amatorów ciastek, ja również. Myślę, że przy takich ciastkach, z obniżonym już VAT-em, zasiądziemy do debaty o lepszej Polsce. Wszyscy w zgodzie. Zapraszamy do tego drogą opozycję.

Jako przykład optymalnej współpracy premier podał brytyjskich laburzystów. – Opozycja ma ważną rolę do wypełnienia. Znamy to z Wielkiej Brytanii, gdzie opozycja proponuje konstruktywne rozwiązania, a nie tylko jątrzy – mówił premier, ale chyba zapomniał, że jeszcze dziś wieczorem parlament brytyjski będzie głosować wotum nieufności dla premier, co w konsekwencji prawdopodobnie doprowadzi do upadku rządu premier Theresy May.

Bon moty premiera

Premier wygłosił też długą litanię dziękczynną do ministrów, także tych, których już dziś nie ma w rządzie, jak Antoni Macierewicz. Dziękował też Mariuszowi Kamińskiemu za pracę ze służbami. – O szczegółach nie mogę mówić, bo tam są jakieś tajne akcje – mówił premier.

Minister Beacie Kempie, która „udowodniła, że najlepsza pomoc dla uchodźców jest tam na miejscu”, a szefowej MEN Annie Zalewskiej za przywrócenie ładu w szkołach, bo – jak mówił – „teraz każdy decyduje sam, czy pośle 6-latka do szkoły, czy przedszkola”.

Minister Jadwidze Emilewicz podziękował za dbałość o przedsiębiorców, a ministrowi Kowalczykowi za ustawę o jakości pieców. – To jest program na wiele lat – mówił premier. Dziękował też Elżbiecie Rafalskiej. – Za kluby seniora – to są wielkie zmiany, przeznaczamy na to trzy razy więcej – mówił premier.

– Będziemy wielu innym krajom pokazywać, jak zapewnić jednocześnie wysoki wzrost gospodarczy i poprawę losu tych, którzy są słabsi. Nam się udało to pogodzić. Filary naszego programu to: wiarygodność, skuteczność, europejskość i jedność – mówił z dumą .

Polityka zagraniczna w rozkwicie

– Jesteśmy skuteczniejsi, ale to nie jest polityka poklepywania po plecach, jak u naszych poprzedników. Potrafimy się dogadywać. W ramach grupy V4 umiemy się znakomicie dogadywać, mimo że każdy premier jest z innej grupy europejskich partii – zaznacza Morawiecki.

Szef MSZ Jacek Czaputowicz zdaniem premiera przywrócił sterowność polskiej dyplomacji, czego dowodem ma być umieszczenie polskiej flagi na Krzywej Wieży w Pizie 11 listopada.

Szkoda, że premier nie dodał, że ta „skuteczna polityka” skutkuje tym, że Polska w czasach rządów Zjednoczonej Prawicy ponad dwukrotnie częściej przegrywała głosowania w Radzie Europejskiej, niż w czasach poprzedniej koalicji PO-PSL.

Na koniec był ukłon w stronę PiS-u. – Chciałbym przywołać myśl Lecha Kaczyńskiego, że niewłaściwa jest dychotomia tradycji i modernizacji. My chcemy przede wszystkim dla młodych Polaków przełamywać szklane sufity. To jest wykonanie testamentu Lecha Kaczyńskiego – konkludował Morawiecki.

Przemowa do elektoratu

Zdaniem komentatorów wypowiedź premiera przypomina raczej cyrk niż merytoryczną dyskusję nad rządem, a całe przemówienie naszpikowane było konfabulacjami i przekłamaniami. Podając liczby, Mateusz Morawiecki nie podawał skali, w innych przypadkach zapominał dodać, że poprzednicy zmagali się z największym od dziesięcioleci kryzysem.

JUSTYNA KOĆ: Czy jako największy klub opozycyjny wiedzieliście wcześniej, że będzie wniosek o wotum zaufania dla premiera?

JAN GRABIEC: Oczywiście żadnych oficjalnych informacji nie mieliśmy, a sprawa wotum była utajniona przez marszałka Sejmu i PiS. Jakkolwiek wczorajsze popołudniowe machinacje przy harmonogramie pracy pokazywały, że coś się rano wydarzy. Mimo że żadnej oficjalnej informacji  nie mieliśmy, to oczywiście jesteśmy przygotowani do merytorycznej debaty o stanie państwa w związku z wnioskiem o wotum nieufności. Chętnie do takiej debaty byśmy przystąpili, niestety takiej debaty dziś nie było.

Premier chwalił ministrów i krytykował opozycję. Jak odniesie się pan do jego słów?
To było wystąpienie, które trudno analizować racjonalnie, ponieważ było ono skierowane wyłącznie do swojego twardego elektoratu, stałych widzów „Wiadomości” TVP czy TVP Info. Premier mówił językiem sloganów propagandowych i partyjnych przekazów, tam nie było próby nawiązania kontaktu z rzeczywistością, którą widzi większość Polaków. Nie było odwołania do tego, co dziś jest największym problemem, czyli do afer, które są wokół i w ramach rządu PiS, ani do życia codziennego: podwyżek, niskich pensji nauczycieli czy braku perspektyw i ciągle trwającego eksodusu młodych za granice. Nic na temat bieżących problemów premier nie powiedział. To były tylko przekazy oficjalne partii i propaganda sukcesu przypominające miejscami bardzo to, co działo się w latach 80. w PRL i w stanie wojennym. Wtedy też rząd chwalił się tym, że na święta będą cytrusy i że już statek z Kuby dopływa do portu w Gdyni. Dziś premier Morawiecki opowiadał, że o 3 proc. zmniejszył VAT na mandarynki, zapomniał dodać, że jednocześnie rząd PiS podniósł VAT, który miał spaść już dwa lata temu, do 23 proc., co kosztuje co roku miliardy złotych polskie rodziny.

Premier zapowiedział, że nie będzie podwyżek energii, co prawda nie podał szczegółów, ale obietnica padła. To zagranie do elektoratu w stylu 300 Plus wyprawki szkolnej dla wszystkich?
To jest wprost kłamstwo. Bardziej porównałbym to do tych wypowiedzi z kampanii wyborczej, za które premier Morawiecki musiał przepraszać, bo przegrał procesy. Podwyżki cen energii już się dzieją. Już szpitale, szkoły, polskie samorządy, które płacą za oświetlenie ulic, dostały informacje, że będą płaciły o 60-70 proc. większe rachunki. To nie jest kwestia przyszłości, tylko to już się dzieje. Oczywiście wymiar tej podwyżki będzie zależał ostatecznie od ustawowego regulatora, ale to zapewnienie premiera jest propagandą sukcesu, że być może Polacy nie zauważą, jak będą wyglądały ich rachunki po 1 stycznia.

Nie wycofujecie wniosku o konstruktywne wotum nieufności? Marszałek wyznaczył już termin: piątek, godz. 21.00.
Chcemy po 3 latach rządu poważnej debaty, ponieważ PiS, który ma większość w Sejmie, ucieka od poważnych debat na jakikolwiek temat. Jedyną możliwością debaty jest złożenie wniosku przez największą partię opozycyjną o wotum nieufności. Mamy to zagwarantowane w konstytucji i na pewno z tego skorzystamy. Będzie to okazja do tego, aby przedstawiciele opozycyjnych klubów w swoich wystąpieniach zadali pytania rządowi i przedstawili wizję tego, co naprawdę dzieje się w Polsce, co powinno się zmienić. Takich debat nie ma w Sejmie, marszałkowie wyłączają mikrofon posłom opozycji, a to daje nam gwarancję debaty. Nawet jeśli miałaby się odbyć o 2 w nocy, i tak do niej przystąpimy, bo zamierzamy realizować obowiązek opozycji.

Platforma nie odpuszcza. W piątek dojdzie do wotum nieufności dla Morawieckiego.

Depresja plemnika

Wielu komentatorów politycznych komentowało dzisiejszy zwrot akcji w Sejmie jako świetne zagranie premiera Morawieckiego. Istotnie, szef rządu Prawa i Sprawiedliwości zaskoczył szykującą się do bombardowania jego osoby opozycję, która z pewnością gotowa była przedstawić bardzo długą listę jego zaniedbań, nie tylko w aspekcie najnowszej afery w Komisji Nadzoru Finansowego. Dzięki sprytnemu zagraniu w zasadzie odwrócił przebieg tej dyskusji, dając sobie okazję do chwalenie się swoimi (także wyimaginowanymi) sukcesami zamiast się bronić przed konkretnie sformułowanymi zarzutami ze strony PO, Nowoczesnej czy PSL. To należy mu niewątpliwie zapisać na plus, tym bardziej że jednocześnie postawił do pionu wewnątrzpartyjną opozycję.

Biorąc natomiast pod uwagę, że do świąt zostało już mniej niż dwa tygodnie, taki ruch ma spore szanse przynieść profity polityczne. Premier oprócz powtórzenia w pełnej dawce tępej propagandy, którą wyborcy PiS niemal codziennie słyszą na kanałach informacyjnych TVP, rzucił też zapowiedź ręcznego powstrzymania koniecznych podwyżek cen prądu, co z pewnością zostanie pozytywnie…

View original post 420 słów więcej