Archiwa tagu: Jarosław Makowski

Bilion długu publicznego. Pisowski program Grecja Plus

Zidiocenie pisowskie.

xerofas

Europoseł PiS Jacek Saryusz Wolski (PiS) udostępnił w sieci zdjęcia zestawiające szefa Rady Europejskiej Donalda Tuska z… dyktatorem III Rzeszy Adolfem Hitlerem.

View original post

Reklamy

Ancymonek Cenckiewicz za zlecenie centrali niszczy autorytet Tischnera

Filozof prof. Tadeusz Gadacz skomentował doniesienia Instytutu Pamięci Narodowej o współpracy k. Józefa Tischnera ze Służbą Bezpieczeństwa w PRL.

Film Sekielskich jest po stronie ofiar

Adam Boniecki (zakon marianów) skomentował dla Tygodnika Powszechnego głośny film „Tylko nie mów nikomu” – o pedofilii w polskim Kościele katolickim.

>>Cały komentarz ks. Bonieckiego<<

Kapelan Wałęsy, ks. Cybula, też pedofil

Premiera filmu dokumentalnego „Tylko nie mów nikomu” Tomasza Sekielskiego, dotyczącego pedofilii w polskim Kościele, w najbliższą sobotę na YouTube. Efekt wielomiesięcznej pracy zobaczyli wcześniej dziennikarze.  – „To nie jest jeszcze jedna ważna opowieść zawierająca dramatyczne relacje ofiar księży pedofilów. To dziennikarskie śledztwo Sekielskiego, którego wyniki są druzgocące. Musicie Państwo ten film koniecznie zobaczyć” – napisał na Twitterze Janusz Schwertner z onet.pl.

W filmie jest m.in. mowa o ks. Franciszku Cybuli, który był osobistym kapelanem w czasach prezydentury Lecha Wałęsy, ale także wtedy, kiedy pierwszy przywódca „Solidarności” był internowany podczas stanu wojennego. Sekielski dotarł do ofiary jego czynów pedofilskich.

https://twitter.com/Makowski_Jaro/status/1126506721143209984

Nagrał też samego księdza Cybulę, który w konfrontacji z pokrzywdzoną przez niego osobą, do wszystkiego się przyznaje. Były kapelan Wałęsy zmarł w lutym tego roku. W filmie pojawia się wypowiedź byłego prezydenta, który mówi, że nie uwierzy, dopóki nie dostanie dowodów.

W dokumencie, który trwa dwie godziny, przedstawiono wiele przykładów molestowania dzieci przez księży. Pokazano także przypadki duchownych, którzy wciąż odprawiają nabożeństwa, choć przed laty krzywdzili dzieci. Odniesienia się do ujawnionych przypadków pedofilii w Kościele odmówili Sekielskiemu hierarchowie Kościoła katolickiego w Polsce, m.in. prymas ks. Wojciech Polak i abp Sławoj Leszek Głódź. Konferencja Episkopatu Polski już zapowiedziała, że nie zamierza w żaden sposób odnieść się do dokumentu Sekielskiego.

Więcej na temat filmu Sekielskich >>>

Sekielscy obnażają pedofilię kleru. To polskie „Spotlight”.

Depresja plemnika

Jarosław Kaczyński jest wewnętrznie zdruzgotany śmiercią przyjaciółki, brata, matki i myślę, że poczucie proporcji  i rzeczywistości jest u niego zachwiane. Bardzo mu współczuję, ale myślę, że wewnętrzna tragedia nie usprawiedliwia niszczenia wszystkiego wokół siebie – ocenia prof. Jadwiga Staniszkis, socjolog. – Moim zdaniem prawdziwa wiara to przede wszystkim szacunek do drugiego człowieka, a robienie z jakichś zmitologizowanych założeń czy symboli, jak tęcza, czegoś tak zasadniczego jest czymś absurdalnym i pokazuje tak naprawdę wewnętrzną pustkę pisiaków – mówi o zatrzymaniu Elżbiety Podleśnej

View original post 1 763 słowa więcej

Ciemnogród sami sobie fundnęliśmy i sami musimy go przegnać

Te ponad 5 mln może dać PiS-owi albo 48 proc., albo 30 proc. Wszystko zależy od tego, kogo i ilu z pozostałych 26 mln zaniepokoi to, co się w kraju dzieje. Ile osób będzie w stanie sobie uświadomić i powiedzieć, że cztery lata autorytarno-klientelistycznego reżimu, który nie ma żadnego pomysłu na przyszłość kraju, to dostateczny czas, by się opamiętać – mówi prof. Radosław Markowski, politolog, dyrektor Centrum Studiów nad Demokracją Uniwersytetu SWPS. Pytany też o strajk nauczycieli, strategię PiS, partycypację wyborczą i preferencje Polaków, a także zbliżające się wybory do Sejmu. – PiS wierzy, i pewnie ma rację, że Polak prędzej zrozumie 100 zł włożone do kieszeni, niż nawet 1000 wydane na infrastrukturę, służbę zdrowia, ścieżki rowerowe, oświatę i inne kulturowe inwestycje. Ten obraz jest nie najlepszy, ale po części sami jesteśmy winni, że tak się dzieje – mówi prof. Markowski.

JUSTYNA KOĆ: W tygodniu przedświątecznym opublikowano kolejne sondaże. W jednym przewaga PiS-u nad opozycją to zaledwie 2 punkty procentowe (38 proc. PiS, 36 proc. KE), Wiosna 10 proc., Kukiz ’15 tylko 6. W drugim sondażu z tego samego okresu z innej pracowni PiS ma 41 proc., a KE 27 proc. Jak to rozumieć?

RADOSŁAW MARKOWSKI: Większość dzisiejszych sondaży jest po prostu podłej jakości. Proponuję, żeby dyrektorzy ośrodków badania opinii publicznej, tak jak jest w dobrej tradycji demokracji, na kilka dni przed wyborami pokazali, jak są w stanie przewidzieć wynik wyborów i podali go do publicznej wiadomości. Jeżeli ten wynik będzie się różnić więcej niż 3-4 punkty, to proponuję, żeby podali się do dymisji i ustąpili pola tym, którzy mają lepsze pomysły, jak badać poparcie, jak ważyć próbę, jak stosować wielokrotne imputacje i inne metody, a czego w Polsce w ogóle się nie stosuje. Przed ostatnimi wyborami samorządowymi wyniki , szczególnie jednego ośrodka, były kompletnie rozbieżne, nawet o 10 punktów procentowych od realnego wyniku. Rzeczywiście coś trzeba z tym zrobić, bo jest to wielka niedoskonałość naszego życia publicznego. Wiadomo, że niewielkie różnice mogą wynikać z błędu badania i są dopuszczalne, ale kilkunastoprocentowe różnice to przesada. Ktoś, mówiąc kolokwialnie, powinien za to beknąć. Gdybyśmy poszli do mechanika samochodowego albo lekarza czy zaprosili elektryka do domu, który tak by wykonał swoją pracę, to zostałby pociągnięty do odpowiedzialności z kodeksu cywilnego. Tym bardziej, gdy to się dzieje za publiczne pieniądze.

Co do sondażu, gdzie różnica jest niewielka, to

wiadomo, że są dwa wielkie bloki, jeden z nich wygra w bardzo niewielkim stopniu, prawdopodobnie jeszcze Wiosna i Kukiz mają szanse wprowadzić więcej, niż jednego posła, i tyle.

Sondaże pokazują również prawie po połowie poparcie dla strajku nauczycieli. Wyborcy PiS-u są przeciw, a opozycji za?
Tu jest bardzo wyraźne rozbicie. Prawie ¾ wyborców PiS-u nie popiera strajku, jest mu przeciwna, bo słucha w telewizji rządowej, kiedyś zwanej publiczną, i kupuje te argumenty, że „nauczyciele to nieroby”. Za dużo nie czytają i sami nie korzystali za długo ze szkoły. Moim zdaniem ważniejsze jest jednak to drugie pytanie z tego sondażu: kto jest winny, że nie dochodzi do porozumienia? I tam jest już zupełnie inny wynik. Tych, którzy uważają, że rząd jest winny, jest najwięcej, że obie strony są winne – uważa podobna liczna badanych, natomiast jest znacznie mniej tych, którzy uważają, że to nauczyciele są winni. Zatem jak badani mówią, że nie popierają strajku, to dlatego, że część z nich jest indoktrynowana i zmanipulowana przez pisowską propagandę, a druga część ma codzienne kłopoty, z kim zostawić dziecko, co będzie z egzaminami, co z maturami. Powody zatem, dla których ludzie nie popierają strajku, mogą mieć różne podłoże. Mogą oni popierać postulaty nauczycieli, ale być przeciwnym strajkowi ze względu na te codzienne niedogodności.

Czy te wyniki sondaży mogą utwierdzać PiS w przekonaniu, że powinien iść na zwarcie z nauczycielami, bo nie będzie tu dużych strat społecznych dla partii?
Są dwa powody takiego zachowania rządu PiS. Po pierwsze,

ten strajk to znakomite – z ich punktu widzenia – wydarzenie, gdyż pozwala odwrócić uwagę społeczeństwa od tego, co jeszcze miesiąc temu było najważniejszym problemem, czyli Jarosław K., który jest inwestorem i biznesmenem, od całej sprawy afery z wieżami, afery KNF, sprawy zarobków w NBP i zarobków pani Martyny.

Druga przyczyna jest głębsza. Nauczyciele byli od początku rozczarowani zamysłem reformy Zalewskiej, czyli – mówiąc wprost – wprowadzaniem złych rozwiązań do oświaty. PiS od dawna wie, że nie ma co próbować się nauczycielom przypodobać, bo i tak tam nic nie zyska. W większości u nauczycieli PiS ma „krechę” za to, co zrobił z systemem oświaty. Zatem wielce prawdopodobnie, że gdyby nawet poszli na zaspokojenie ich potrzeb, i tak wyborczo niewiele by to przyniosło. Pomijam już fakt, że PiS-owi nie zależy na tym, żeby była sensowna oświata. Karygodne jest także to, co dzieje się z nauką; nowe regulacje np. zrównują publikacje w przysłowiowym „świerszczyku” ze szkoły pożarniczej z uznanymi międzynarodowymi wydawnictwami. Nowy zaproponowany system nadawania tytułów i uzyskiwania stopni naukowych pomniejsza znacząco rzeczywiste dokonania naukowe. Kompetencje i prawdziwe autorytety będą odchodzić, a miejsce jest robione dla miernot i karierowiczów. Zatrważający obraz zgłoszonych kandydatów do Rady Doskonałości Naukowej jest pierwszym przejawem upadku jakości nauki. W dyscyplinach, na których się znam, kandydują do niej osoby mające zerowy (słownie: zerowy) dorobek naukowy – kandydują tam osoby, które nigdy nigdzie nie opublikowali czegokolwiek, co miałoby naukowy sens, nie są członkami rad redakcyjnych ważnych czasopism, nie zdobyli żadnego międzynarodowego grantu itd.

Sam fakt, że bezkrytyczni karierowicze pchają się na decyzyjne stanowiska, nie dziwi, tak było zawsze, ale w tym przypadku to instytucje niejako delegują ich na nie. To jest przerażające, bo te dwa systemy – oświatowy i szkolnictwa wyższego – to są zamknięte obiegi. Za chwilę będziemy mieli takich – uzupełnionych absolwentami Rydzyka i wydziałów teologicznych – „naukowców”, którzy będą dokonywali oceny naukowej innych. To signum temporis.

Dlaczego PiS jest ciągle mocny w sondażach? Skoro eksperci zastępowani są miernotami, brakuje pieniędzy na terapię onkologiczną (ostatnio w Białymstoku), konfliktujemy się z Brukselą, Szydło przegrywa 27:1 itp.
To jest prosta matematyka; jest niewiele ponad 5 mln zdeterminowanych ludzi, którym pod żadną szerokością geograficzną i żadnym innym rządem nie mogło się zdarzyć to, co się zdarzyło, że dostają duże pieniądze za nicnierobienie, „wystarczy być” i się dostaje. Natomiast ci, którzy ciężko pracują, nie zawsze – chociażby nauczyciele czy młoda kadra naukowa. Gdyby pieniędzy było w nadmiarze i gdybyśmy mieli wzrost gospodarczy typu chińskiego sprzed 20 lat, 15 proc., to wszystkim by starczyło, ale tak nie jest, zatem trzeba się decydować, komu dać. Czy promujemy inwestycje, innowacje, czy własny elektorat. Oczywiście każdy kraj może przez kilka lat bezsensownie rozrzucać pieniądze. Pytanie jest tylko, co potem. Może dlatego ja coraz bardziej skłaniam się ku temu, choć trudno mi to powiedzieć, ale może niech PiS wygra następne wybory i zje tę żabę, niech poniesie wszystkie konsekwencje politycznego rozdawnictwa pieniędzy…

Ma pan na myśli plan rządu na OFE?
To jest czyste złodziejstwo, łapy precz od OFE. Ja zainwestowałem w ten fundusz, ponieważ gwarantuje on dziedziczenie. Teraz albo ukradną mi z tego 15 proc., albo moje środki zostaną przekazane do ZUS-u. Tylko wtedy moje dzieci nie będą mogły ich dziedziczyć…

Zastanawiam się, czy w tej sytuacji nie możemy jako obywatele wytaczać indywidualnie procesów rządowi, bo to jest kradzież.

To tak samo, jakby jutro przyszedł pan Morawiecki i narzucił mi, jakim samochodem mam jeździć. Ja mam prawo kupić sobie stary lub zawodny samochód; to jest moja decyzja i ja za nią odpowiadam. Tak samo mam prawo zadysponować swoimi oszczędnościami czy „emerytalnymi” pieniędzmi w sposób, który zdaniem rządzących jest niezbyt racjonalny. Bo to moja decyzja i moje pieniądze.

Skok na pieniądze zaszkodzi rządzącym?
Obecnie w kraju odbywają się gigantyczne transfery pieniędzy i może pora, aby ci, co to sponsorują, się obudzili.

Czyli obywatele.
Ciężko pracujący ludzie, sklepikarze, taksówkarze, kierowcy, pracujący na własny rachunek… Ciężko harujący po wiele godzin na dobę. W każdym społeczeństwie jesteśmy zobowiązani do pewnego solidaryzmu, do wyrównywania szans, zwłaszcza młodym, redystrybucji dóbr do tych, którym się gorzej powodzi, ale nie można z tego zrobić politycznej hucpy – finansowania swoich wyborców. Wracamy do wątku o poparciu. Ci, którzy liczą, że ktoś się rozczaruję, zniechęci z tych 5 mln popierających PiS, myli się. Tym bardziej, że „kropidło” też jest po tamtej stronie, zaraz z ambony popłynie szerokie poparcie, quasi-faszyści się odezwą, którzy powiedzą, kto jest dobrym, a kto złym Polakiem. Tu działa wielki, dobrze naoliwiony mechanizm i te 5 mln jest nie do ruszenia.

Te ponad 5 mln może dać PiS-owi albo 48 proc., albo 30 proc. Wszystko zależy od tego, kogo i ilu z pozostałych 26 mln zaniepokoi to, co się w kraju dzieje. Ile osób będzie w stanie sobie uświadomić i powiedzieć, że cztery lata autorytarno-klientelistycznego reżimu, który nie ma żadnego pomysłu na przyszłość kraju, to dostateczny czas, by się opamiętać.

Zatem co jest gorsze? Mówiąc językiem Donalda Tuska, dla kogo jest specjalne miejsce w piekle: dla tych, co głosują na PiS, czy dla tych, którzy na wybory w ogóle nie chodzą?
Oczywiście w tych 5 mln są i karierowicze, zresztą oni znajdą sobie miejsce przy każdej władzy, jest i duża grupa, która znacząco zyskała. Polska nadal jest biednym krajem i dla części 500 Plus było dobrym pomysłem i należało im się chociażby z punktu widzenia wyrównywania szans. Natomiast duży odsetek ludzi po prostu jest zagubiony w tym chaosie fałszu i zakłamania, które leje się codziennie z mediów publicznych. To jest powód do troski. Tak samo jak brak ogólnie uznanych autorytetów. Proszę zwrócić uwagę, że

jeszcze na razie, jak idziemy do doktora i on przepisuje lekarstwo, to się go słucha, ale już w kwestii szczepionek niekoniecznie. I jest ten przerażający fakt, że coraz mniej ludzi czyta wartościowe książki, coraz mniej osób sięga do faktów, nie umie ich odszukać, w końcu – nie wierzy w nie.

Praktycznie nikt nie sięga do roczników statystycznych, a można z nich się dowiedzieć, że od dwóch lat mamy zastraszająco zwiększającą się śmiertelność. Po raz pierwszy od transformacji długość ludzkiego życia w Polsce się skraca. Eksperci twierdzą, że tylko połowę tego wzrostu śmiertelności można przypisać tzw. demograficznym trendom. Druga połowa to dysfunkcjonalność służby zdrowia, niezrozumiała chęć dymienia z kominów węglem, to, co się dzieje na SOR-ach itd. To też wygląda na zamysł, który Orbán zaczął wprowadzać w 2010-11 roku: ograniczyć, skrócić edukację, bo po co nam studenci, wykształcone społeczeństwo. Takim przychodzą do głowy różne dziwne pomysły, aby protestować, domagać się praworządności, praw obywateli, a jeszcze naczytają się konstytucji i domagają się, by ją respektować. Rządowi takie społeczeństwo nie jest potrzebne, skoro można mieć do czynienia z subiektem wierzącym w inne racje i raz na jakiś czas zapędzać go do wyborów.

PiS wierzy, i pewnie ma rację, że Polak prędzej zrozumie 100 zł włożone do kieszeni, niż nawet 1000 wydane na infrastrukturę, służbę zdrowia, ścieżki rowerowe, oświatę i inne kulturowe inwestycje. Ten obraz jest nie najlepszy, ale po części sami jesteśmy winni, że tak się dzieje.

Jeżeli Ciemnogród wygra, na długo pogrąży Polskę!

Depresja plemnika

Poseł Marek Sowa zapytał Ministerstwo Edukacji Narodowej, ilu katechetów państwo zatrudnia w placówkach publicznych.

MEN odpowiedziało na zapytanie posła Sowy ws. zatrudniania nauczycieli religii w szkołach i  przedszkolach. 

Mieszkańcy Pruchnika (woj. podkarpacki) zorganizowali w Wielki Piątek sąd nad Judaszem.

Kukła Żyda została w pierwszej kolejności powieszona na latarni. Następnie ciągnięto ją po ziemi, okładano kijami, podpalono i wrzucono do rzeki. 

Mateusz Morawiecki w minionym tygodniu udał się z dwudniową wizytą do Stanów Zjednoczonych. W czasie rozmowy z amerykańskimi mediami kolejny raz zaatakował polskich sędziów.

Filozof prof. Jan Hartman zareagował na niedzielne wystąpienie metropolity gdańskiego abp Leszka Sławoja Głódzia w bazylice w Gdańsku-Oliwie.

Polskie władze odniosły się do zamachów…

View original post 13 słów więcej

Kościół upadnie wraz z PiS-em

Publicysta Piotr Szumlewicz (OPZZ) i inni o rozpoczynającym się 2019 r. w kontekście Kościoła katolickiego.

>>>

Autor książki poświęconej myśli papieża Franciszka nie ma wątpliwości, że w Polsce zachodzą ważne zmiany. Film „Kler” podstawił biskupów pod ścianą, ludzie nie boją się mówić o krzywdach wyrządzonych przez Kościół, który za bardzo zbliżył się do polityki.

Więcej >>>

Kościół uczyni wszystko, żeby PiS rządził jak najdłużej. Będzie go bronił, broniąc samego siebie, chociaż gardzi tym rządem tak jak każdą świecką władzą. Każdy inny rząd będzie bowiem dla Kościoła gorszy, a ten który nastąpi bezpośrednio po PiS, będzie wręcz zabójczy. Biskupi wiedzą doskonale, że gdy przyjdzie czas rozliczeń z reżimem, proces ten nie ominie ich samych. Tym razem się nie wywiną. Rewolucja demokratyczna będzie stanowcza i konsekwentna, bo inna być nie może. Po 2007 r. nie było rozliczeń z PiS, a skutkiem zaniechania tej „dekomunizacji” był powrót Kaczyńskiego do władzy w 2015 r. Drugi raz klasa polityczna nie popełni tego błędu. I nie zostawi już w spokoju Kościoła. Zbyt oczywiste jest, że nie ma demokracji i praworządności bez równości dla Kościoła, a więc bez świeckiego państwa.

Depresja plemnika

Ze zdumieniem przeczytałem życiorysy Lecha i Jarosława Kaczyńskich zamieszczone w Encyklopedii Solidarności, publikacji powstałej, jak twierdzi wydawca, we współpracy z IPN. Życiorysy te nie tylko tworzone są „metodą Adama Słodowego – czyli coś z niczego”, ale i zawierają informacje ewidentnie nieprawdziwe.

Zacznijmy od wspomnianej metody. Polega ona na tym, by nieliczne fakty z mizernej w rzeczywistości działalności obu braci w opozycji w PRL, przedstawiać tak, aby stworzyć wrażenie bohaterów pierwszej wagi. Część pierwsza tej metody polega na pracowitym wyliczeniu mało istotnych faktów, tak aby wytworzyć ich mnogość. I tak na przykład: Lech Kaczyński to „W 1976 zbierał pieniądze dla represjonowanych po wydarzeniach Czerwca robotników Ursusa i Radomia. Od 1977 współpracownik Biura Interwencyjnego KOR, nast. KSS KOR”. Czytelnik nie znający dobrze tych spraw ma wrażenie, że miały miejsce 3 fakty, podczas, gdy mowa cały czas o jednym i tym samym (współpracą z KOR). Następnie: „autor w niezależnym piśmie ‘Robotnik Wybrzeża´, […] działacz WZZ Wybrzeża, prowadził szkolenia i wykłady dla robotników z prawa pracy i historii.” I znowu jedno i to samo wymienione kilka razy innymi słowami.

View original post 651 słów więcej