Archiwa tagu: Emilia Szmydt

Klesza instrukcja pedofilska

Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych złożył zawiadomienie do prokuratury w sprawie ks. Romana Kneblewskiego. Chodzi o jego wpis umieszczony w sieci w ubiegłym roku. Pod zdjęciem dziecka przyjmującego komunię, ks. Kneblewski napisał: – „Po katolicku: na kolanach i do ust. A na rękę co najwyżej trzciną”.

Według Ośrodka, to nawoływanie do przemocy wobec dzieci. – „Ksiądz chce, by dziecko było przy tej czynności dodatkowo poniżane i upokarzane. Zgodnie z instrukcją dziecko ma przy wymierzaniu takiej kary klęczeć i ma być bite kijem trzcinowym po wyciągniętych rękach. W naszej opinii ksiądz Kneblewski, który opublikował instrukcje znęcania się nad dziećmi, powinien stanąć przed sądem za publiczne nawoływanie i pochwalanie przestępstwa” – napisano na Facebooku Ośrodka. Przypomniano, że duchowny był zatrudniony w szkole i pracował z dziećmi.

Szef Ośrodka Konrad Dulkowski tłumaczy „GW”, dlaczego dopiero teraz zawiadamiają prokuraturę. – „Podobnie jak większość odbiorców, w pierwszym momencie zwróciliśmy uwagę na podtekst seksualny wypowiedzi. Później dotarło do nas, że druga jej część jest równie ważna. Zachęca do znęcania się nad dziećmi, co jest nawoływaniem do przestępstwa” – powiedział Dulkowski.

– „Księdza to ja sama mogłabym potraktować tak, jak on chce traktować dzieci”; – „Chodzące miłosierdzie z trzciną w ręku”; – „Oj, obiłbym po tym ryju skur***na… Serio… Już nawet nie za tą trzcinę, a za coś znacznie gorszego, bo godzącego w dopiero rozwijające się poczucie własnej wartości małego człowieka – za owo poniżanie i upokarzanie!” – komentowali internauci.

Kneblewski – bydgoski kapłan ksenofobii i nacjonalizmu”. On też zrównał pary żyjące bez ślubu kościelnego i homoseksualistów z pedofilami.

Kmicic z chesterfieldem

BEATA I MAŁOLATA

Jeśli matka powie swojej 17-letniej córce o tym, co to jest prezerwatywa i że niekoniecznie używa się jej podczas balu maskowego, może dostać pięć lat więzienia. Takie kary za „edukację seksualną skierowaną do osoby poniżej 18 roku życia” przewiduje popierany przez PiS projekt, fałszywie przedstawiany jako oręż do „walki z pedofilią”.

Ciekawe, co na ten temat powie Beata „Brocha” Szydło, której syn ksiądz, jak głosi internetowa „wieść gminna”, uwiódł 16-letnią parafiankę i zrobił jej dzidziusia?

W rodzinie Szydło pewne zamieszanie, ale przecież z księdzem to nie grzech, a poza tym jaka radość, bo w Brzeszczach urodzi się kolejny wyborca PiS! Może Prezes, dla ocieplenia swego wizerunku zgodzi się być matką chrzestną potomstwa?

JANUSZ W RUI

Zakała polskiej polityki Janusz Korwin Mikke, po latach wraca do parlamentu i to w otoczeniu dziarskiej młodzieży. Gdy po ogłoszeniu wyników wyborów TVN nadawał relacje z siedziby Konfederacji, byłem przekonany, że to…

View original post 2 213 słów więcej

Ryszard Terlecki może być potomkiem tego Niemca, którego nie chciała Wanda

Czy Wanda, która nie chciała Niemca, zobaczyła taką twarz jak wyżej i rzuciła się w nurt Wisły?

Kmicic z chesterfieldem

– Mam nadzieję, że Mateusz Morawiecki będzie premierem przez bardzo wiele lat. Może nawet pobije Cyrankiewicza – mówił Jarosław Kaczyński.

Więcej o Kaczyńskim u Rydzyka tutaj >>>

Pozwani zostali:

  • Zbigniew Ziobro, który reprezentuje Skarb Państwa
  • były wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak
  • sędzia Jakub Iwaniec, któremu po publikacjach Onetu cofnięto delegację do MS
  • były Prezes Sądu Okręgowego w Gliwicach sędzia Arkadiusz Cichocki
  • były szef biura KRS Tomasz Szmydt
  • prezes Sądu Okręgowego w Rzeszowie i członek KRS Rafał Puchalski

Pozew został złożony przez prof. Krystiana Markiewicza, prezesa „Iustitii”, za „szerzenie zorganizowanej nienawiści wobec niego i środowiska sędziowskiego”.

Małgorzata Kidawa-Błońska miodzio, czytaj tutaj >>>

Profesor żąda zakazania pozwanym rozpowszechniania informacji lub twierdzeń dotyczących jego życia prywatnego oraz rozpowszechniania nieprawdziwych twierdzeń na swój temat”. Domaga się również przekazania 50 tys. zł na rzecz Fundacji Dom Sędziego Seniora oraz publikacji przeprosin w Rzeczpospolitej, Gazecie Wyborczej, TVN24, Polsat News oraz TVP Info.

– „Od miesiąca czekałem…

View original post 905 słów więcej

 

Ziobro już wie, co go czeka

Zbigniew Ziobro dwa dni temu zwołał konferencję prasową jako prokurator generalny, gdzie spotkał się z gradem trudnych pytań dziennikarzy. Jedno z nich dotyczyło tego, czy polityk nie powinien skorzystać z okazji, jaką daje ostatnie posiedzenie Sejmu i pozwolić, aby pojawił się wniosek o jego odwołanie, aby mógł udzielić posłom i opinii publicznej stosownych wyjaśnień. Mogłoby to być bowiem w interesie polityka. Ziobrę pytano również o sprawę niewydania dokumentów dotyczących afery hejterskiej posłom opozycji, na co ci zareagowali zapowiedzią zwrócenia się do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Trzecim niewygodnym elementem było poruszanie sprawy postępowania dyscyplinarnego ws. byłego wiceministra sprawiedliwości Łukasza Piebiaka i możliwości jego przyspieszenia. Na powyższe strategiczne pytania dla przejrzystości funkcjonowania Ministerstwa Sprawiedliwości i rzetelnego informowania wyborców w trakcie trwającej kampanii wyborczej trudno było jednak uzyskać odpowiedź. Pełniąca funkcję konferansjera urzędnicza odmówiła bowiem odpowiedzi na powyższe pytania zanim Zbigniew Ziobro mógł nawet zabrać głos. Padły słowa, tu cytat: “Pozwoliłam zadać pytania, ale nie pozwolę na odpowiedź. Bardzo proszę o pytania dotyczące prokuratury”:

Sytuacja jest dosyć kuriozalna, ponieważ funkcjonariusze publiczni nie mogą wybierać sobie pytań, na które wygodnie im odpowiedzieć, a pozostałe zbywać milczeniem. Konferencja prasowa nie jest bowiem medialną ustawką, gdzie mają padać tylko miłe słowa i pytania pozwalające ministrowi chwalić się swoim dorobkiem.

Nagranie przypomina sesję pytań z sali podczas spotkań w terenie z Jarosławem Kaczyńskim. Tam dochodzi bowiem już od lat do rytuału w postaci “spontanicznego” pisania pytań na karteczkach, które następnie jeden z posłów PiS przegląda, odrzucając co mniej wygodne i zadając te, które zostały, albo jak można przypuszczać, z góry wcześniej przygotowany zestaw pytań.

W resorcie starano się wymigać od odpowiedzi argumentem, że pytania dziennikarzy były niezwiązane z tematem konferencji. Jednak przy unikaniu mediów przez związanych z aferami polityków,  nieliczne konferencje z ich udziałem są jedyną okazją do zadawania takich pytań, a nie ma wątpliwości, że Polacy zasługują na odpowiedź na nie. Jednak wspomniana sytuacja, która zajęła zaledwie 30 sekund, pokazuje dobitnie, jak wygląda miejsce obywatela i dziennikarzy w demokracji według Prawa i Sprawiedliwości.

W środę wieczorem Sejm będzie głosował nad wnioskiem opozycji o wotum nieufności dla Zbigniewa Ziobry. Domaga się tego Koalicja Obywatelska. Bezpośrednim powodem jest tzw. afera Piebiaka, byłego już wiceministra sprawiedliwości, który według publikacji w mediach, miał brać udział w nagonkach na sędziów. Po południu wniosek trafił pod obrady Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka.

Komisja zajmuje się wnioskiem o wotum nieufności dla Ziobry

– Bezpośrednim powodem tego wniosku była tzw. afera hejterska, czy fabryka hejtu – jak media określają ministerstwo sprawiedliwości – mówił w uzasadnieniu przed komisją Borys Budka.

Jak dodał, afera „jest sprawą bulwersującą, która nigdy w historii III RP nie miała miejsca”. – Pod okiem bezpośredniego zastępcy ministra sprawiedliwości działała zorganizowana grupa zajmująca się hejtem, atakowaniem niezawisłych sędziów, którzy wbrew linii ministerstwa i partii rządzącej ośmielali się atakować tzw. reformę wymiaru sprawiedliwości – stwierdził. – Polityczna odpowiedzialność jest oczywista – dodał. Budka w swoim wystąpieniu przypominał, że Zbigniew Ziobro domagał się dymisji Zbigniewa Ćwiąkalskiego, gdy w 2009 r. w zakładzie karnym doszło do samobójstwa mordercy Krzysztofa Olewnika.

Budka o reakcji Ziobry na aferę Piebiaka: Chowa głowę w piasek

Według posła PO w sprawie ostatniej afery Ziobro chowa „chowa głowę w piasek”. – Udaje, ze jego zastępca znalazł się w resorcie przypadkowo, został tam zesłany przez opozycję. To był taki niemalże koń trojański i tylko dzięki szybkiej reakcji nieomylnego ministra sprawiedliwości doszło do jego zwolnienia. Nawet, jeśli przyjąć te tłumaczenia, to tym bardziej świadczy o tym, że w ministerstwie sprawiedliwości na najwyższym stanowisku znalazła się osoba nieodpowiedzialna. Dlatego, że powołała na swojego zastępce osobę, której nie znała – podnosił Budka.

Polityk przypomniał, że w marcu tego roku Prokuratura Regionalna w Katowicach zabezpieczyli materiały, które mogły być obciążające dla Łukasza Piebiaka. – Czy ktokolwiek z państwa na tej sali jest w stanie uwierzyć, ze minister sprawiedliwości, który jest także prokuratorem generalnym, nie wiedział, że w materiałach zajętych przez Prokuraturę Regionalną w Katowicach znajdują się informacje, mogące obciążać jego bezpośredniego zastępcę? Jeżeli jest tak, że nie miał wiedzy w tej sprawie, to wówczas powinien zostać zdymisjonowany jako prokurator generalny – konkludował Budka.

Wiceminister: Ubolewam, że tu kawy nie ma

Na komisji obecne jest całe kierownictwo Ministerstwa Sprawiedliwości, w tym Zbigniew Ziobro. Szef resortu stwierdził, że Budka nie mówił merytorycznie. Obrony Ziobry podjął się jego zastępca Michał Wójcik. Ten zaczął od pokpiwania z Budki. – Ubolewam, że tu kawy nie ma, bo pan poseł Budka prawie mnie uśpił, nie przekazał niczego merytorycznego – powiedział Wójcik. Stwierdził, że opozycja wykorzystuje wniosek o wotum nieufności jako pretekst do ataku na jego szefa. Wójcik wymieniał wszystkie osiągnięcia rządzonego przez Ziobrę resorty – od walki z wyłudzeniami VAT-owskimi, przez utworzenie tzw. rejestru pedofilów czy prace komisji weryfikacyjnej.

Wójcik, odnosząc się do sprawy nagonki na sędziów, stwierdził, że doszło do „podziału w środowisku sędziowskim i konfrontacji”. – Część sędziów, którzy byli atakowani, uległa emocjom i na prywatnych forach użyła słów, które paść nie powinny. Ze strony ministra Zbigniewa Ziobry została podjęta natychmiastowa decyzja o dymisji wiceministra, nie przesądzając o winie – mówił wiceminister.

Po nim do uzasadnienia wniosku odniósł się Bogdan Święczkowski. Prokurator krajowy komentował zastrzeżenia opozycji dotyczące działań śledczych ws. śmierci Dawida Kosteckiego i tzw. afery podkarpackiej. Święczkowski podkreślał, że zgony w więzieniach było objęte śledztwem i ustalone zostały przyczyny śmierci. – Jest mi przykro, że były minister sprawiedliwości opowiada takie rzeczy, uzasadniając wniosek o wotum nieufności. Mówi nieprawdę – powiedział.

Kmicic z chesterfieldem

Prezes Jarosław Kaczyński zabrał głos w sprawie podniesienia płacy minimalnej; polityk uważa, że reforma jest zasadna i wszelkie głosy jej krytyki są nieuzasadnione. Swoimi przemyśleniami podzielił się w Programie 1 Polskiego Radia.

Kaczyński w pełni popiera zwiększenie płacy minimalnej do pułapu 4 tys. zł brutto. „Powtarzałem od wielu lat, że nie można bez przerwy mówić społeczeństwu, że trzeba zaciskać pasa” – stwierdził prezes Prawa i Sprawiedliwości. Prawicowy polityk twierdzi, że „jeśli zwiększą się płace, tworzy to nacisk na ulepszenie gospodarki” – z taką tezą z pewnością nie zgodzi się zdecydowana większość liberalnych ekonomistów.

Szef „dobrej zmiany” usiłował również wykreować się na obrońcę polskich pracowników, którym z pewnością nie jest. Prezes mówił m.in. o fali „fake…

View original post 1 068 słów więcej

 

PiS nawiązał do starych tradycji otwierania parasola w dupie

Kurski wysyła agentów

Były dziennikarz TVP Mariusz Kowalewski w wywiadzie dla tygodnika Polityka ujawnił, że Jacek Kurski wysyłał swoich agentów z ukrytymi mikrofonami, by udając sympatyków KOD, nagrywali na spotkaniach jego brata Jarosława Kurskiego z Gazety Wyborczej. Nie miałem pojęcia, że w przyrodzie jest taki gatunek człowieka, który nie mieści się nawet w kategorii świni. W Gdańsku o Jacku Kurskim zawsze mówiono, że to taki typ, co za pięć złotych sprzeda własną matkę. Teraz okazuje się, że jednak brata.

Wodowanie lodołamacza

W Szczecinie PiS nawiązał do starych tradycji otwierania parasola w dupie. Dawno temu otwierano szkoły, które nie były do końca zbudowane (Aleksander Kwaśniewski) i tuż po otwarciu je zamykano celem dalszej budowy. Otwierano autostrady nie do końca gotowe, a niektóre otwierano po dwa razy (politycy PO). Teraz politycy Prawa i Sprawiedliwości poszli tymi samymi, wypróbowanymi przez poprzedników ścieżkami. W Szczecinie odbyło się przedstawienie pod nazwą „wodowanie lodołamacza Puma”. Z magazynu wyciągnięto absolutnie nie nadający się do pływania kadłub. Dziury zatkane były papierem i pomalowane farbą. „Wodowanie”, w którym uczestniczyli lokalni notable PiS, odbyło się na kei, gdyż zanurzenie lodołamacza w basenie portowym groziło zatonięciem jednostki. Czekamy kiedy PiS uroczyście otworzy puszkę sardynek.

Film o szambie

Polska znowu podzielona. Tym razem z powodu nowego filmu Patryka Vegi pod tytułem „Polityka”. Jedni uważają, że film jest słaby i niezbyt udany, a inni bronią filmu twierdząc, że trudno jest zrobić dobry film o szambie. PiS czeka więc dalej na swojego Stanisława Bareję. Okazuje się, że nie wystarczy Misia Rysia, Pysia zapisać do PiS-u. Na uwagę zasługuje dobra gra aktorska, szczególnie Andrzeja Grabowskiego jako prezesa Jarosława i Janusza Chabiora jako Antoniego Macierewicza. Nawet krytycy filmu twierdzą, że Chabiorowi udało się doskonale zagrać obłęd w oczach Antoniego.

Najśmieszniejszy szef policji od czasów Louisa de Funes

PiS w trakcie kampanii wyborczej chowa potwory. Jarosław Zieliński najśmieszniejszy szef policji od czasów Louisa de Funes z serii komediowej o żandarmie, stracił stanowisko. Zieliński już od dawna był „obciążeniem wizerunkowym” resortu. Wysławił się m.in. bizantyjskim sprawowaniem władzy. To dla niego policjanci cieli konfetti, rozwijali czerwone dywany, urządzali apele i organizowali powitania niczym za komuny. Po wyborach Zieliński zapewne wypłynie na jakiejś skromniejszej, ale ciepłej posadce. Może zrobią go szefem teatru lalkowego w Białymstoku lub dyrektorem wodociągów w Lublinie?

Znaleźć kogoś kto kłamie lepiej niż Morawiecki

Grzegorz Schetyna po przeanalizowaniu sytuacji społeczno politycznej doszedł do wniosku, że ładniej uśmiecha się od niego Małgorzata Kidawa Błońska i namaścił ją na przyszłą panią premier. Teraz trzeba tylko znaleźć kogoś kto kłamie lepiej niż Mateusz Morawiecki, hejtuje sprawniej od Ziobry, donosi szybciej niż Mariusz Kamiński i krzyczy głośniej niż Krystyna Pawłowicz i wybory wygrane.

Skandal podczas meczu Polska – Słowenia

Polska przegrała ze Słowenią 2:0 mecz eliminacyjny do mistrzostw Euro 2020. Skandalem był fakt, że telewizja nie pokazała w przerwie meczu, szefa Słoweńskiej telewizji. W Polsce, gdy rozgrywany jest mecz z udziałem polskiej reprezentacji zawsze pokazywany jest szef TVP Jacek Kurski. Protest w tej sprawie do Międzynarodowego Trybunału Praw Człowieka wystosowała Krystyna Janda, Maciej Stuhr i Myszka Miki.

Kmicic z chesterfieldem

Miał być bez deficytu, a tu nagle okazuje się, że będzie nowelizowany. Wszystko dlatego, iż zauważono, że w projekcie budżetowym na 2020 rok próżno szukać 13 emerytury… Duże koszty realizacji tego flagowego programu PiS, czyli ok. 10 mld zł nie pozwoliłyby domknąć budżetu bez deficytu – czytamy w INNPoland.

Mamy jednak w najbliższej perspektywie wybory, PiS pali się do władzy, więc bez względu na wszystko będzie nowelizacja i to głównie po to, by umożliwić w 2020 r. wypłatę 13 emerytury. Na antenie radiowej jedynki Joachim Brudziński zapewnił, że dodatkowa wypłata dla emerytów „będzie zachowana”.  „Mało tego, rozszerzyliśmy ją w zapowiedzi Jarosława Kaczyńskiego: w 2021 r. ta trzynasta emerytura będzie zwiększona o kolejną, czyli czternastą” – zapowiadał.

Na antenie Radia Zet podobną deklarację złożył szef KPRM Michał Dworczyk: „Trzynastka będzie zapisana w przyszłorocznym budżecie. Jeżeli PiS wygra wybory, będzie oczywiście trzynastka (…). Środki są nawet w obecnym budżecie w…

View original post 1 961 słów więcej

 

Morawiecki, notoryczny kłamca

„Czuję się troszeczkę jak na gali Oskarów. Bardzo serdecznie dziękuję, za tą laudację taką bardzo ciepłą” – powiedział Morawiecki odbierając tytuł. Setki powtarzanych uparcie kłamstw i manipulacji – o sądach, szkołach, uchodźcach, Żydach, gospodarce i klimacie – nie zagroziły kandydaturze premiera. Biznes w Krynicy docenia „wpływ na rzeczywistość”

„Tak się zastanawiałem, czy się rzeczywiście udało tyle zrobić w tak krótkim czasie, w tych 4 latach. Brzmiało to, jakby miało zająć co najmniej 14 lat” – stwierdził Morawiecki po wysłuchaniu laudacji od Zygmunta Berdychowskiego, organizatora Forum Ekonomicznego w Krynicy-Zdroju.

Forum to doroczna impreza, na którą zjeżdżają przedstawiciele świata polityki i biznesu, a także eksperci i dziennikarze. W 2019 roku odbyło się już po raz 27.

Rada Programowa Forum niejednokrotnie podlizywała się rządzącym politykom. W 2000 roku nagrodę Człowieka Roku otrzymał Aleksander Kwaśniewski, w 2007 Donald Tusk, w 2011 Bronisław Komorowski, w 2014 Jarosław Kaczyński, a w 2016 Beata Szydło. Członkowie Rady nie omieszkali uhonorować także kontrowersyjnych polityków z zagranicy – nagrody otrzymali węgierski autokrata Viktor Orbán (w 2015) i słowacki premier Robert Fico (w 2012).

„To nigdy nie była nagroda ekonomiczna. To zawsze była nagroda polityczna. To politycy na przestrzeni ostatnich lat najbardziej wpływali na naszą rzeczywistość” – tłumaczył w 2018 roku założyciel Forum Zygmunt Berdychowski.

Morawiecki był nominowany już dwukrotnie. W 2016 minimalnie przegrał z Beatą Szydło, a w 2017 miał poprosić, by jego kandydatury nie brać pod uwagę. Rok później najwyraźniej nie miał już żadnych obiekcji.

Przypominamy, co o Mateuszu Morawieckim pisaliśmy w OKO.press. Ten artykuł to jednak tylko fragment bogatej antologii jego kłamstw i manipulacji, którą zgromadziliśmy w ostatnich latach. Premierowi chętniej nadalibyśmy tytuł Przodownika Fałszu.

Mistrz kłamstwa

Bo polskiemu premierowi z prawdą nie jest po drodze. W lipcu 2018 roku podsumowaliśmy siedem najbardziej bezczelnych (do tamtej pory) kłamstw szefa rządu.

Jak zaznaczyliśmy – bezczelnych – bo Morawiecki mógł z łatwością dotrzeć do prawdziwych danych. Postanowił jednak tworzyć alternatywną rzeczywistość. I tak premier kłamał, gdy

  • podawał liczbę czeczeńskich uchodźców w Polsce – zawyżając ją, zgodnie z ówczesną strategią polityczną PiS, ponad sześciokrotnie;
  • kłamał i manipulował w sprawie świadczeń dla osób z niepełnosprawnością, mówiąc, że za rządów PiS wzrosły o 50 proc. Tymczasem w latach 2015-2018 świadczenia wzrosły o 28 proc., ale tylko niektóre. Potrzebujących jest znacznie więcej;
  • z ukraińskich migrantów celowo robił uchodźców, by na forum międzynarodowym móc bronić „polityki uchodźczej” rządu PiS. I odpierać krytykę europejskich partnerów, którzy domagali się polskiej pomocy w rozbrajaniu kryzysu uchodźczego;
  • kręcił, gdy mówił o polskiej „pomocy na miejscu”, jako rozwiązaniu lepszym od relokacji uchodźców. Jak pisaliśmy wydatki na ten cel były w 2017 roku śmiesznie małe;
  • kłamał w sprawie luki VAT, która miała zmniejszyć się o 40 mld zł. W rzeczywistości zmalała o 13 mld;
  • twierdził, że płace w Polsce pod rządami PiS wzrosły najbardziej od 25 lat. Tymczasem wyższy wzrost notowano co najmniej kilkakrotnie;
  • znacznie przeszacowywał liczbę nowych miejsc pracy, które powstały w polskim przemyśle w 2017 roku. Twierdził, że było to aż 2/3 takich miejsc pracy w Europie. Utrzymywał, że Polskę chwalą za to w prywatnych rozmowach komisarze UE. Liczba, którą podawał była jednak zwyczajnie fałszywa.

Niezrozumiani przez świat

Premier jest też niezłomnym obrońcą „dobrej zmiany” w polskim sądownictwie. Główna linia argumentacji? Zachód i Unia Europejska reform Zbigniewa Ziobry po prostu nie rozumieją. Bo kraje, które nie doświadczyły komunizmu, nie są w stanie pojąć skali patologii, która dotknęła polskie sądy.

Stąd krytyczne głosy partnerów w UE i stąd konflikt z Komisją Europejską i TSUE.

W OKO.press relacjonowaliśmy m.in. wywiad Morawieckiego dla Polsat News z sierpnia 2018 roku. W tym 33-minutowym wystąpieniu kłamał i manipulował ponad 20 razy, bagatelizując skalę konfliktu z Unią o polską praworządność.

W grudniu 2018 roku oznajmił radośnie, że rząd PiS wniósł „fundamentalne zmiany dla podniesienia niezawisłości sędziów” i że „wystarczy spytać sędziów, czy zwiększyło to ich niezależność”.

Jak pisaliśmy odmiennego zdania jest KE, zaprzeczają polskie stowarzyszenia sędziowskie. Wszystkie wskazują na uparte próby podporządkowania wymiaru sprawiedliwości woli polityków PiS.

Swoje kłamstwa Morawiecki chętnie eksportuje. Podczas wizyty w USA w październiku 2018 udzielił wywiadu telewizji CNN. Powtarzał tam argument o czyszczeniu sądów z postkomunistów. Oraz kłamał bez żadnych ogródek, mówiąc, że polska Krajowa Rada Sądownictwa po reformach PiS jest wybierana w większości przez sędziów. Jak pisaliśmy – jest zupełnie odwrotnie.

W prawicowym francuskim dzienniku „Le Figaro” szkalował sędziów przeciwnych „dobrej zmianie” w lutym 2019. Tłumaczył, że 100 proc. sędziów zostało na stanowiskach po upadku PRL, a polskie sądownictwo jest najmniej wydajne w Europie. „Reformy” Ziobry mają tylko je uleczyć.

Na uniwersytecie nowojorskim w kwietniu 2019 porównał sędziów sprzeciwiających się niekonstytucyjnym zmianom do kolaborantów z Vichy. Potem dementował swoją własną wypowiedź.

W OKO.press wielokrotnie i drobiazgowo demaskowaliśmy kłamliwą narrację premiera.

Jasna Góra – symbol polskości

„Jasna Góro, Czarna Madonno, nasza matko, miej w opiece naród cały, który żyje dla Twej chwały” – tak modlił się Morawiecki w grudniu 2018 roku na 27. urodzinach Radia Maryja. Jak relacjonowaliśmy, pokazał wówczas, że jedyną wersją patriotyzmu i w ogóle wartości w życiu publicznym jest dla niego trójca: ojczyzna-tradycja-katolicyzm. A wszystko inne to „podkop pod Polskę”.

Swoje modlitwy premier kierował do tych „którzy nie kochają Polski aż tak mocno, jak my tutaj, jak Rodzina Radia Maryja”.

„Tradycyjnych wartości” Morawiecki bronił niejednokrotnie. W sierpniu 2019 pisaliśmy, że podczas pikniku rodzinnego premier wychwalał „nasze polskie kobiety”, które tworzą mur przed „fanaberiami ideologicznymi”. Tymczasem z sondaży OKO.press wynika jasno, że „polskie kobiety” mają poglądy znacznie bardziej rewolucyjne niż mężczyźni.

Szef rządu kreuje się na żarliwego katolika. Wiemy np., że ściśle przestrzega cotygodniowego postu. Znana anegdota mówi, że w podróży służbowej odmówił zjedzenia ukraińskich pielmieni. Bo akurat był piątek, a pierożki były z wieprzowiną. Przyszły premier miał obgryźć samo ciasto, nadzienie zostawić.

Ale wiara Morawieckiego, pod pozorem „wszechogarniającej dobroci” nosi znamiona fanatyzmu, a sam premier wyklucza z polskiego społeczeństwa tych, którzy nie podzielają jego religijnych uczuć.

Skromny biznesmen

Bogobojny Morawiecki pokazał też swoją mniej skromną twarz.

Na początku października 2018 roku Onet ujawnił nagranie z restauracji „Sowa i Przyjaciele” z 2013 roku. Rozmówcami byli prezes PKO BP Zbigniew Jagiełło (przyjaciel Morawieckiego), prezes PGE Krzysztof Kilian (wieloletni przyjaciel Tuska), jego zastępczyni Bogusława Matuszewska i… Mateusz Morawiecki, wówczas od pięciu lat prezes banku BZ WBK.

Przytoczone wypowiedzi przeczą obrazowi pokornego i skromnego polityka. Jak się okazało, przyszły premier potrafi soczyście zakląć – nie gorzej niż podsłuchani biznesmeni i politycy PO.

Na jednym z nagrań Morawiecki obiecuje też, że załatwi pracę Aleksandrowi Gradowi z PO. „Pięć dych czy siedem, czy stówkę mu damy na jakieś badania czy na coś” – mówi. Chodziło oczywiście o 50-100 tys. złotych.

Morawicki ukrywał też zasobność własnego portfela, który powiększył się znacznie dzięki akcjom BZ WBK. Premier zachował je po tym, jak wszedł do rządu PiS, co pozwoliło mu wzbogacić się o 1,23 mln zł. Część miał przekazać na cele charytatywne – nie ujawnił jednak, na jakie. Akcje sprzedał dopiero po dwóch latach w fotelu ministra, bo, jak tłumaczył, „nie zdążył”.

Na cele charytatywne miał pójść także zysk ze sprzedaży działki, którą w 2002 roku Morawiecki kupił znacznie poniżej rynkowej ceny od proboszcza podwrocławskiej parafii garnizonowej. Wykryta dzięki śledztwu „Wyborczej” afera poważnie nadszarpnęła wizerunek premiera, który stara się ukryć fakt, że jest człowiekiem majętnym, zaprzyjaźnionym ze światem wielkiego biznesu.

Drzewko dla Polski

W 2017 roku Morawiecki stwierdził, że ma żydowskie pochodzenie (jego ojciec stwierdził natomiast, że nic mu o tym nie wiadomo). Ta deklaracja nie przeszkadza Morawieckiemu przekłamywać polskiej historii tak, by wybielać udział Polaków w Zagładzie.

„Kiedy mówimy o antysemityzmie, to też przychodzi mi do głowy, że coraz częściej spotykamy się z antypolonizmem. Ja chcę walczyć z tym antypolonizmem, tak jak skutecznie nasi żydowscy bracia walczą z antysemityzmem” – rozwodził się premier w rocznicę Marca ’68.

Ofiarą narodowej megalomanii padła prof. Barbara Engelking, którą skreślono Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej w maju 2018 roku. Engelking, wybitna badaczka, która odsłaniała skalę udziału polskiej ludności w Zagładzie, straciła stanowisko, bo zabrakło jej „polskiej wrażliwości”.

Premier, za przykładem ojca, domaga się też międzynarodowego uznania dla polskich zasług w walce z Holokaustem. W 2017 roku stwierdził, że „Instytut Yad Vashem powinien docenić odwagę Polaków i cały naród polski powinien mieć jedno wielkie drzewo Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata”.

W lutym 2019 w OKO.press pisaliśmy, że premier o żydowskich korzeniach został bohaterem polskich antysemitów – gdy odmówił wyjazdu na szczyt Grupy Wyszehradzkiej do Izraela.

Miłość własna mimo wszystko

Ale to nie koniec „sukcesów” rządu, z których musiał tłumaczyć się przed opinią publiczną w Polsce i Europie. I nie koniec kłamstw.

  • Wziął w obronę katastrofalną w skutkach reformę edukacji, którą zafundowała polskim szkołom była już minister Anna Zalewska. Podczas strajku nauczycieli grał też pierwsze skrzypce w deprecjonowaniu żądań protestujących. „Pracują mniej, a chcą zarabiać więcej” – mówił Morawiecki, rozpowszechniając niebezpieczny mit. Rezultat? Rozjuszeni nauczyciele, zmanipulowane społeczeństwo.
  • Kolejnym „sukcesem” było zablokowanie przyjęcia przez UE deklaracji dążenia do pełnej neutralności klimatycznej w czerwcu 2019. „Nie mamy sobie nic do zarzucenia” – skwitował wówczas Morawiecki, pokazując jasno, że jego rząd nie bierze na poważnie zbliżającej się katastrofy.
  • Bronił też Zbigniewa Ziobry, gdy wybuchła tzw. afera Piebiaka. W kuriozalnym wywiadzie dla TVN24 Morawiecki stwierdził, że Ziobro o aferze nic „nie wiedział, bo tak mu powiedział”. Koronny argument!
  • Premier kłamał też obficie o sukcesach polityki demograficznej PiS. Wbrew zapewnieniom Morawieckiego 500 plus nie sprawiło, że w Polsce rodzi się więcej dzieci. Wręcz przeciwnie, liczba urodzeń spada.
  • Okazją do wielu przekłamań były wybory – samorządowe jesienią 2018 i europejskie w maju 2019. I tak we wrześniu 2018 pisaliśmy m.in. o 3000 km drogowych kłamstw Morawieckiego, a w marcu 2019 demaskowaliśmy fałsz, gdy zapewniał, że PiS nie zamierza budować sojuszy z antyeuropejskimi partiami. Zamierzał i zbudował.

Choć jego praca zdaje się polegać na upartym powtarzaniu postprawd i tłumaczeniu się z kolejnych wtop, premier zachowuje sporo uznania dla samego siebie. Pochwał nie szczędzą mu przychylne PiS media, a także – jak się dziś przekonaliśmy – świat biznesu.

Kmicic z chesterfieldem

>>>

Więcej >>>

„Tak działa kombajn nienawiści i hejtu. A w tajnej grupie atakującej mnie i moją rodzinę DWÓCH DYREKTORÓW SĄDÓW nominatów Z. Ziobry – dyr. Sądu Rejonowego w Inowrocławiu i dyr. Sądu Okręgowego w Bydgoszczy” – podsumował Krzysztof Brejza doniesienia gazeta.pl. Portal zamieścił fragmenty rozmów z 2018 r., które prowadzili działacze Solidarnej Polski i PiS z Inowrocławia na komunikatorze WhatsApp.

Administratorem tej grupy był Ireneusz Stachowiak, polityk Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobry. Należeli do niej m.in. dwaj dzisiejsi dyrektorzy sądów: Karol Adamski (dyrektor Sądu Rejonowego w Inowrocławiu) oraz Szymon Kosmalski (zastępca dyrektora Sądu Okręgowego w Bydgoszczy). A także pracująca obecnie w Urzędzie Wojewódzkim w Bydgoszczy była redaktor naczelna wydawanego przez ratusz miesięcznika „Nasze Miasto Inowrocław” – Beata Zarzycka.

Według gazeta.pl, członkowie grupy publikowali komentarze i produkowali memy atakujące posła Brejzę. Jeden z nich napisał: – „Zrobię z niego [Krzysztofa Brejzy – przyp.] Misiewicza lepszego niż z Bartka Misiewicza zrobili”. Uczestników…

View original post 1 173 słowa więcej

 

Gadzinówka TVP bolszewii PiS śledzi Lisów

Hanna Lis o działaniach dziennikarzy mediów publicznych, którzy robią wszystko, aby pokazać w złym świetle osoby krytykujące obóz władzy.

Kmicic z chesterfieldem

Ujawniamy, że Jarosław Kaczyński to prawdziwy Ojciec Narodu. Pomaga wszystkim, nawet „Małej Emi”… – napisał na Twitterze Wojciech Czuchnowski z „Gazety Wyborczej”.

Mowa oczywiście o internetowej hejterce Emilii, która brała udział w akcji szkalowania sędziów, krytykujących „dobrą zmianę” w sądownictwie. Artykuł w gazecie zatytułowano „Kaczyński pisał do „Emi”.

Część internautów w komentarzach kpiła z „Ojca Narodu”: – „Kaczyński pisał do Emi z dobrej woli, aby pomóc jej w reformie sądownictwa”; – „Bo w nim jest samo dobro, a o rodziny to już dba ponad życie”; – „Ziobro zdymisjonuje Kaczyńskiego?”.

Inni komentowali dosadniej: – „Za każdym razem jak myślę, że PiS jest na moralnym dnie to okazuje się, że oni jednak kopali znacznie głębiej…”; – „Pazerność na władzę zaślepia. Prezes zaczyna popełniać błędy. I do tego mściwość i chorobliwa obsesja na punkcie Tuska”.

Więcej >>>

W tym samym czasie, gdy Grzegorz Schetyna ogłosił zaskakującą decyzję o usunięciu się w cień…

View original post 1 346 słów więcej

 

Kaczyński i jego przydupas Morawiecki chcą orżnąć Niemców

Za sprawą obchodów 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej na agendę polityczną wrócił temat reparacji. Nie byłoby w tym nic dziwnego, wszak takie uroczystości nierozerwalnie wiążą się ze wspomnieniami o milionach ofiar, zniszczonych miastach i wywiezionych zabytkach. Cieżko odnieść inne wrażenie niż takie, że reparacje są zagadnieniem wybitnie służącym Prawu i Sprawiedliwości do prowadzenia polityki wewnętrznej, bo na otwartych dla mediów konferencjach prasowych ten temat nie istnieje. Za przykład może służyć przedostatnia wizyta Angeli Merkel w Polsce, gdy kilka dni wcześniej sprawa pojawiła się w mediach, ale Mateusz Morawiecki podczas spotkania z dziennikarzami nawet o niej nie wspomniał.

Do tej pory rząd w Warszawie twardo używał określenia “reparacje”, jednak od kilku dni następuje widoczna zmiana retoryki i do obiegu medialnego politycy PiS wprowadzają słowa “zadośćuczynienie” i “odszkodowania”. Szef MSZ Jacek Czaputowicz w wywiadzie dla niemieckiej agencji prasowej DPA mówił o wypłacie odszkodowań, podczas przemówienia Mateusza Morawieckiego na Westerplatte nie padło słowo “reparacje” tylko “trzeba domagać się odszkodowań”. Ryszard Czarnecki podczas wczorajszej porannej wizyty w TVN24 nawet zwrócił uwagę prowadzącemu wywiad, że woli mówić o “odszkodowaniach”, a nie o “reparacjach”.

Media powiązane z obozem rządzącym wyliczały już kwoty reparacji na poziomie miliardów dolarów, a politycy PiS potem powtarzali w mediach te wszystkie szacunkowe kwoty. Nowe światło na kwestie finansowe rzucił wczoraj Witold Waszczykowski w Polsat News – “Nie jesteśmy naiwni, nie spodziewajmy się bilionów”. Dodał również, że Niemcy mogliby wybudować szpitale lub zespół ośrodków dla seniorów, którzy przeżyli drugą wojnę światową. Dzisiejsze wydanie Dziennika Gazety Prawnej pisze o pomyśle dofinansowania przez sąsiada zza Odry budowy metra w polskich miastach.

Trudno określić czym jest spowodowany ten nagły zwrot. Być może wpływ na taki stan rzeczy miało udzielenie poparcia Ursuli von der Leyen na szefową Komisji Europejskiej i dogadywanie się w sprawie teki komisarza z Niemcami. W tle jest także nowy budżet unijny, nad którym pełną parą zaraz ruszą prace, a zwolenników powiązania wypłaty funduszy z przestrzeganiem praworządności jest bardzo wielu w Unii Europejskiej i tu Angela Merkel może wyciągnąć pomocną dłoń do rządu w Warszawie. To tylko przypuszczenia, których może być dziesiątki. Nie zmienia to jednak tego, że stanowisko reparacyjne wobec Berlina jest łagodzone oraz zmienia się język jakim operuje Zjednoczona Prawica.

Raport zespołu posła Arkadiusza Mularczyka na temat odszkodowań nie zobaczy światła dziennego przed wyborami, chociaż podobno jest już praktyczne gotowy. To sprawozdanie miało być perłą w koronie polskiego rządu w rozmowach z Niemcami oraz hitem dla prorządowych mediów, które raportowi poświęciłyby wydania specjalne oraz okładki tygodników. Nic takiego nie będzie miało miejsca, a z ostatnich informacji medialnych wynika, że nie będzie tam wyliczonej kwoty, jaką Polska chciałaby uzyskać. Niemcy przez ostatnie cztery lata bardzo wstrzemięźliwie podchodziły do ataków, jakie rząd PiS-u przeprowadzał na arenie krajowej na naszego największego partnera handlowego. Wszystkie krytyczne słowa były przez Berlin puszczane mimo uszu i nie przykładano do nich większej uwagi. Dzisiaj pod koniec kadencji polskiego rządu Niemcy stoją tam gdzie stały, a Prawo i Sprawiedliwość musi spuszczać powietrze z balonika, który już nie jest reparacjami, tylko odszkodowaniem i zadośćuczynieniem.

Kmicic z chesterfieldem

„W związku z nieprawdziwymi informacjami na temat rzekomego zaginięcia korespondencji hejterki Emilii Sz. sugerującymi, że miałyby one zaginąć w prokuraturze, wobec onet.pl i adwokata, który tego rodzaju insynuacje przekazuje – zostanie wytoczony pozew” – napisał na Twitterze Jan Kanthak, rzecznik Zbigniewa Ziobry.

O sprawie w artykule „Ważne pliki, mające związek z aferą hejterską w resorcie Ziobry, „wyparowały” w prokuraturze?”. – „Pozew się składa, wytacza się proces. PS Porada gratis…” – podsumował Borys Budka, były minister sprawiedliwości w rządzie PO-PSL.

„Kanthaku, ja nie sądziłem, że waść taki interdyscyplinarny jest. Przedwczoraj o ściekach, wczoraj o IIWŚ, dzisiaj o papierach Emi. Fiu, fiu. Jeśli pozew będzie, proszę go pokazać. Macierewicz Piątka też miał pozywać i finał wszyscy znamy”; – „Prom, elektryczne auta, mierzeja przekopana i miliard pozwów. A wszystko „zostanie wytoczone”;

„Borze zielony… Wytoczyć można proces. Pozew się wnosi. Na podstawie wniesionego pozwu, zostanie wytoczony proces, o ile prokuratura uzna pozew…

View original post 464 słowa więcej