Archiwa tagu: Magdalena Środa

Wielka Olga Tokarczuk nie dorasta krasnalowi Kaczyńskiemu

Gdy przeanalizujemy listę polskich laureatów nagrody Nobla, od razu zrozumiemy, że przyznają ją tylko po to, by pognębić Polskę i jej dumny naród.

PiS powinien stworzyć jakąś alternatywną Nagrodę Nobla, bo ta szwedzka stanowczo jest niesprawiedliwa, ba – złośliwa i lewacka! Chodzi w niej przede wszystkim o to, by prawdziwym Polakom dokuczyć.

I Sienkiewicz ją dostał, a przecież okazało się, że nie był on rodakiem pierwszego sortu, tylko litewskim tatarem, który katolicyzmu bynajmniej nie wyssał z mlekiem matki, jak to prawdziwy Polak robi.

I Miłosz, partyjniak, a do tego zdrajca, uciekinier, którego twórczość mało który prawdziwy patriota wychowany na pięknych narracjach o legionach i „żołnierzach wyklętych” zrozumie, nie wspominając o ministrze kultury, którego w ogólności czytanie męczy (notabene tenże Miłosz, wiele lat temu antycypował zagrożenia, jakie płyną dla świata z powodu złego stanu zdrowia kilku pisowskich ministrów, pisząc: „Zaiste wariat na swobodzie największą klęską jest w przyrodzie”).

I Wałęsa, którego złośliwie pomylono z innym Lechem – rzeczywistym organizatorem strajku w Stoczni Gdańskiej, twórcą 21 postulatów oraz plakatu „Solidarności”, a potem słynnym pogromcą komunistów i złodziei.

I ta Szymborska Wisława (co to w ogóle za imię?), która wiersze jakieś krótkie pisała, zupełnie niepatriotyczne (może prócz tego o kocie), w przeciwieństwie do takiego Rymkiewicza czy Wolskiego, którzy naprawdę wielkimi poetami są.

No i teraz Tokarczuk, uosobienie wszelkiego zła: ideologii LGBT, feminizmu (jest laureatką nagrody Kongresu Kobiet!), ateizmu, ba – pogaństwa! (dziecku ognisko rozpaliła, włosy obcinała, prezenty dawała, zamiast je księdzu powierzyć, jak powierzane są wszystkie polskie dzieci, i do komunii świętej posłać), ekologizmu, kosmopolityzmu, lewactwa, genderyzmu, pacyfizmu, konstytucjonalizmu. Jednym słowem: demokratka i Europejka, reprezentantka pełnej antypolskości.

Spośród jej krytyków mało kto ją czyta, ale wszyscy wiedzą, że nie warto, bo nagrodę dostała za postawę, a nie twórczość. Gdyby za twórczość dawali, kolejka polskich pretendentów byłaby ogromna, od Pietrzaka Jana zaczynając. Bo pisarz to wielki, a i format człowieka niemały.

Olga najbardziej chyba obraziła prawdziwych Polaków wypowiedzią, którą skądinąd uważam za bardzo ważną. Pisała, że kiedyś „trzeba będzie stanąć twarzą w twarz z własną historią, nie ukrywając tych wszystkich strasznych rzeczy”, które my, Polacy (jak zresztą większość narodów), mamy na sumieniu, a które (już jak mniejszość narodów) ciągle skrywamy, wypieramy, odrzucamy, a przede wszystkim przykrywany mnóstwem landrynkowych opowieści o naszej bohaterskiej unikatowości i martyrologii.

Nie wiem, kiedy, za czasu czyich rządów uda nam się stanąć twarzą w twarz z własną odlandrynkowaną historią, ale na razie warto czytać Tokarczuk – autorkę wrażliwą, mądrą, polifoniczną, lokalną i uniwersalną zarazem. Bo to w jej literaturze można poczuć się jak w innej Polsce.

W projekcie budżetu państwa na przyszły rok nie uwzględniono dwóch ważnych wydatków na 14-15 mld zł. Te pieniądze jak zwykle trzeba będzie pożyczyć.

PiS zmienił sposób postrzegania polityki przez sporą część wyborców. Jest to jedna z pierwszych partii, która wzięła władzę i w sporej mierze zrobiła to, co zapowiadała. Nie był tu ważny długofalowy interes państwa, nieważna były służba zdrowia czy edukacja, ważne było tu i teraz – my dajemy gotówkę, a wy głosujecie.

Tego wcześniej nie było, politycy składali obietnice, udając, że w nie wierzą, wyborcy ich słuchali, również udając, że w nie wierzą. A później rząd robił swoje.

Taka taktyka ułatwiła partii Jarosława Kaczyńskiego zwycięstwo, taka taktyka jednak sprawia, że wyborcy bardzo mocno będą oczekiwać, że to, co zapowiedziano, zostanie spełnione.

Gdy słucha się polityków opozycji, ale też części publicystów, można mieć wrażenie, że budżet jest tak napięty, że za chwilę się zawali, że tylko krótkie minuty dzielą nasz kraj od bankructwa, że PiS prowadzi nas tam w tempie sprinterskim.

To mit. Procesy gospodarcze trwają długo, nawet Edwardowi Gierkowi całkowite wykolejenie socjalistycznej gospodarki zabrało długie lata. A PiS na dodatek drenuje wszelkie rezerwy finansowe, jakimi dysponuje nasza gospodarka.

Będzie nowelizacja budżetu

Jeszcze pod koniec sierpnia premier Mateusz Morawiecki z dumą prezentował pierwszy od 1989 roku budżet bez deficytu. Słowo „historia” i „historyczny” odmieniane były na konferencji przez wszystkie przypadki. Morawiecki przedstawiał to jako gigantyczny sukces PiS, jako absolutny ewenement.

– Budżet państwa polskiego nie jest już bankomatem dla przestępców podatkowych – mówił premier.

Przeciętny wyborca miał odnieść wrażenie, że to efekt mądrego gospodarza stojącego na straży kasy państwa, który potrafi pieniądze zebrać, ale też umiejętnie je rozdaje, troszcząc się o los maluczkich.

Oczywiście to blaga, na tle Unii nie jest to żaden większy sukces, a ekipa PiS nie wykazała się niczym szczególnym. W 2017 roku 13 krajów UE miało nadwyżkę budżetową, a w ubiegłym roku już 14. Wśród nich Czechy, Grecja, Bułgaria, Litwa czy Chorwacja i oczywiście Niemcy (58 mld euro na plusie).

Inna sprawa, że Morawiecki, występując pod koniec sierpnia, już wiedział, że to, co zapowiada, jest nierealne.

I że budżet czeka nowelizacja, a pierwszego w historii budżetu bez deficytu nie będzie.

Że to manipulacja? Dezinformacja? PiS wychodzi z założenia, że i tak tydzień później nikt nie będzie o tym pamiętał, liczy się zaś to, co ludzie dostaną do ręki.

W budżecie na przyszły rok nie ma dwóch ważnych rzeczy:

1. Nie zapisano tam ok. 10 mld zł niezbędnych na wypłatę 13. emerytury w marcu przyszłego roku. Każdy z 9,8 mln emerytów i rencistów czy osób na świadczeniach przedemerytalnych ma otrzymać dodatkowe 1200 zł brutto. Tymczasem w kolejnym roku – 2021 – ma już być wypłacana nie tylko 13., ale też 14. emerytura. A to oznacza wydatek ok. 20 mld zł.

2. Nie ma w nim również obiecanych pod koniec września zmian w daninach dla małych firm („piątka Morawieckiego” dla firm). To 4-5 mld zł rocznie.

I tak np. firmy, które mają przychód do ponad 10 tys. zł i jednocześnie dochód do 6 tys. zł miesięcznie, będą płacić średnio o 500 zł mniejsze składki ZUS (koszt 1,5-2 mld zł). Do 2 mln euro ma też wzrosnąć limit obrotów uprawniających do ryczałtu ewidencjonowanego (koszt to miliard złotych).

Zresztą ekonomiści zwracali uwagę na to, że bez pakietu dla małych firm i bez 13. emerytury budżet i tak miałby w przyszłym roku kilka miliardów złotych deficytu.

W sumie daje to 20 mld zł na minusie. Te pieniądze jak zwykle trzeba będzie pożyczyć.

Zapłacą firmy

PiS prowadzi swoją drogą ciekawy sposób rozumowania, coraz bardziej dociska firmy i jednocześnie liczy na to, że dostanie od nich coraz więcej.

Wpływy z podatku VAT mają sięgnąć w przyszłym roku ponad 200 mld zł. Rząd PiS zakłada, że firmy również w przyszłym roku będą zarabiały duże pieniądze. Dochody z CIT mają wynieść 41,9 mld zł, w tym roku będzie to 36-37 mld zł.

Od przyszłego roku rośnie płaca minimalna do 2,6 tys. zł brutto. To bije w firmy bazujące na taniej sile roboczej.

Z drugiej – to już pewne – zniesienie limitu składek ZUS, co bije w firmy innowacyjne, które będą musiały płacić dużo większe składki na ZUS za każdego menedżera, informatyka, specjalistę zarabiającego ponad 8 tys. zł netto.

Dziś składki emerytalne płaci się do momentu, aż ktoś osiągnie limit 142 950 zł (to 30-krotność średniej pensji).

Teraz PiS ten limit chce znieść i każdy będzie płacił składki przez cały rok. Oczywiście pieniądze ekstra zostaną wydane od razu, a składki tylko wirtualnie będą dopisane do naszych kont emerytalnych jako przyszłe zobowiązanie. Ministerstwo Finansów wyliczyło, że trik ze zniesieniem limitu da budżetowi dodatkowo 5,1 mld zł rocznie.

To nie koniec.

Resort finansów zapisał w swoich planach „ograniczenie unikania płacenia składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe (da to budżetowi dodatkowe 2,54 mld zł) czy działania ZUS uszczelniające system składek (kolejne 1,7 mld zł)”.

Co to dokładnie oznacza? Otóż rząd zamierza w pełni oskładkować umowy-zlecenia. Dziś składki przy takich umowach trzeba płacić przynajmniej do wysokości pensji minimalnej. Jeśli więc ktoś ma np. dwie umowy – jedną w wysokości pensji minimalnej (2250 zł brutto, od nowego roku – 2600 zł brutto), a drugą na np. 3 tys. zł – to płaci składki tylko od tej pierwszej. Po zmianach trzeba będzie płacić składki od każdej umowy niezależnie od jej wysokości. W rządzie rozważają też oskładkowanie umów o dzieło i pracy studentów.

Na to nakłada się jeszcze jeden element. Rosną obowiązki administracyjne, rośnie papierologia, a przede wszystkim rośnie niepewność.

W rankingu najbardziej konkurencyjnych systemów podatkowych International Tax Competitiveness Index 2019 Polska zajęła kilka dni temu 35. miejsce na 36 krajów. To spadek o trzy pozycje.

Z CIT i PIT jest nieźle, ale fatalnie wypada podatek VAT. – Polska ma najgorszy wynik – pisze Tax Foundation. Firmy na obsługę podatków tzw. konsumpcyjnych muszą poświęcać aż 172 godziny w ciągu roku. Dla porównania w Szwajcarii jest to osiem godzin. Średnia dla krajów OECD to zaś 54,1 godziny.

Na co może liczyć PiS

Owszem, z tygodnia na tydzień pogarszają się prognozy dla naszej gospodarki. Rząd zakłada w 2020 r. wzrost PKB na poziomie 3,7 proc.

Owszem ekonomiści mBanku obniżyli prognozę wzrostu PKB Polski w 2020 r. do 3,2 proc. Tłumacząc język ekonomiczny na nasze: im wolniejszy wzrost, tym mniej pieniędzy do kasy państwa.

Ale przez najbliższe dwa lata kasa państwa zwiąże koniec z końcem, w czym mocno pomogą różnego rodzaju fiskalne sztuczki.

Wzrost płacy minimalnej, owszem, przyłoży się firmom, ale dosypie też pieniądze ekstra do budżetu.

Partia Jarosława Kaczyńskiego może też liczyć na jednorazowe fiskalne strzały przypominające wstrzyknięcie sterydów w dochody państwa.

Najważniejszy zastrzyk to OFE. Oszczędności w otwartych funduszach emerytalnych ma dziś 15,8 mln Polaków, którzy łącznie odłożyli 162 mld zł. Na każdego średnio przypada więc ok. 10 tys. zł.

Premier Mateusz Morawiecki już kilka miesięcy temu ogłosił, że OFE zlikwiduje.

Po zmianach każdy będzie miał wybór, czy przekazać je na nowe prywatne indywidualne konta emerytalne (IKE). Ale wówczas rząd potrąci sobie 15 proc. Druga możliwość – w 100 proc. wpłacić do ZUS.

PiS już przygotował projekt ustawy, w którym napisał, że liczy, iż 80 proc. Polaków wybierze IKE, dzięki czemu rząd zyska w ciągu dwóch lat 19,5 mld na opłacie (pierwsza rata w 2020 r., druga – w 2021).

Tyle że wiele wskazuje na to, iż IKE wybierze dużo więcej niż 80 proc. osób. To oznacza dodatkowy miliard złotych do budżetu w 2020 r. i jeszcze jeden w 2021 r. Do tego dochodzi sprzedaż uprawnień CO2 (ok. 4,6 mld zł w przyszłym roku) oraz sprzedaż częstotliwości komórkowych 5G (3,5-4,5 mld zł).

Przypomina to przejadanie zapasów ze spiżarni zebranych na złe czasy.

Co będzie za dwa lata? O tym żaden polityk nie myśli. Zresztą większość wyborców również nie.

Kmicic z chesterfieldem

– Na pewno nie był to imponujący wynik – mówiła w TVN24 Małgorzata Kidawa-Błońska o liczbie głosów zebranych przez Grzegorza Schetynę. Polityk PO zapewniała przy tym, że lider jej partii zrobił wiele dobrego w trakcie kampanii. Nie chciała za to powiedzieć, czy będzie kandydować na fotel szefa PO.

Szef Platformy Obywatelskiej Grzegorz Schetyna dostał co prawda mandat w okręgu nr 3 (Wrocław), ale jego wynik jako „jedynki” list Koalicji Obywatelskiej pozostawia wiele do życzenia. Mirosława Stachowiak-Różecka (kandydatka PiS w wyborach na prezydenta Wrocławia z 2018 roku) zdobyła ponad 91 tys. głosów, a Schetyna niecałe 67 tys.

„Kropce nad i” w TVN24 o ten wynik lidera PO pytana była Małgorzata Kidawa-Błońska, kandydatka KO na premiera w tegorocznych wyborach. – Na pewno nie był to imponujący wynik – oceniła polityk Platformy Obywatelskiej. Sama Kidawa-Błońska ma powody do zadowolenia, bo w Warszawie zgarnęła ponad 416 tys. głosów, stając się „lokomotywą” listy KO w stolicy.

View original post 844 słowa więcej

 

Reklamy

Gadzinówka TVP bolszewii PiS śledzi Lisów

Hanna Lis o działaniach dziennikarzy mediów publicznych, którzy robią wszystko, aby pokazać w złym świetle osoby krytykujące obóz władzy.

Kmicic z chesterfieldem

Ujawniamy, że Jarosław Kaczyński to prawdziwy Ojciec Narodu. Pomaga wszystkim, nawet „Małej Emi”… – napisał na Twitterze Wojciech Czuchnowski z „Gazety Wyborczej”.

Mowa oczywiście o internetowej hejterce Emilii, która brała udział w akcji szkalowania sędziów, krytykujących „dobrą zmianę” w sądownictwie. Artykuł w gazecie zatytułowano „Kaczyński pisał do „Emi”.

Część internautów w komentarzach kpiła z „Ojca Narodu”: – „Kaczyński pisał do Emi z dobrej woli, aby pomóc jej w reformie sądownictwa”; – „Bo w nim jest samo dobro, a o rodziny to już dba ponad życie”; – „Ziobro zdymisjonuje Kaczyńskiego?”.

Inni komentowali dosadniej: – „Za każdym razem jak myślę, że PiS jest na moralnym dnie to okazuje się, że oni jednak kopali znacznie głębiej…”; – „Pazerność na władzę zaślepia. Prezes zaczyna popełniać błędy. I do tego mściwość i chorobliwa obsesja na punkcie Tuska”.

Więcej >>>

W tym samym czasie, gdy Grzegorz Schetyna ogłosił zaskakującą decyzję o usunięciu się w cień…

View original post 1 346 słów więcej

 

Gliński pieprzy jak pomylony. Taki jest rząd PiS: kłamcy i pomyleńcy

Kmicic z chesterfieldem

Prokuratura po raz kolejny chce, by tłumaczka Donalda Tuska stawiła się na przesłuchanie w sprawie tzw. zdrady dyplomatycznej.

Magdalena Fitas – Dukaczewska tłumaczyła rozmowę Donalda Tuska z Władimirem Putinem po katastrofie smoleńskiej. Jej klientami byli też inni premierzy i prezydenci m. in. Aleksander Kwaśniewski czy Bronisław Komorowski, miała też dostęp do najwyższych stopniem tajemnic NATO i Unii Europejskiej.

Na pierwsze przesłuchanie została wezwana pod koniec 2018 roku, ale odmówiła złożenia zeznań ze względu na tajemnicę zawodową. Prokuratura zwolniła ją z tego obowiązku, ale w marcu 2019 roku są uchylił postanowienie. Bartosz Biernat z prokuratury krajowej zapowiadał wówczas, że postanowienie będzie prawdopodobnie ponowione. – Sąd nie zabronił prokuraturze zwolnienia tłumaczki z tajemnicy, a tylko uchylił to konkretne zwolnienie ze względu na jego uzasadnienie – stwierdził. Teraz prokuratura chce ponownie wezwać Fitas – Dukaczewską na przesłuchanie w sprawie Donalda Tuska.

Prokuratura znowu chce przesłuchać tłumaczkę premierów i prezydentów Magdę Fitas Dukaczewską. Wydano…

View original post 1 885 słów więcej

 

Morawiecki jest trujący jak smog

Więcej >>>

W nocy z piątku na sobotę aktywiści Greenpeace wyświetlili twarz premiera Mateusza Morawieckiego na chłodni kominowej elektrowni w Bełchatowie. W ten sposób wyrazili swój sprzeciw w sprawie zablokowania przez premiera zapisów dotyczących dojścia przez państwa Unii Europejskiej do neutralności klimatycznej do 2050 roku.

Jak podkreślają lokalne media akcja Greenpeace nie wymagała wejścia na teren elektrowni, co zdarzało się przy wcześniejszych protestach aktywistów. Na swojej stronie internetowej organizatorzy akcji w Bełchatowie w sobotę umieścili komunikat, w którym mówią, że chcieli przypomnieć premierowi o „pilnej potrzebie ochrony środowiska w odpowiedzi na zablokowanie przez Polskę zobowiązania UE do osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 roku”.

Do akcji odniósł się Marek Józefiak – koordynator kampanii „Klimat i energia” w Greenpeace. Jak czytamy w komentarzu Józefiaka – „na zdjęciach z nocnej projekcji aktywistów można dojrzeć dwóch największych niszczycieli klimatu w Polsce. Pierwszy to największy europejski emitent dwutlenku węgla – elektrownia w Bełchatowie. Natomiast drugi to premier Morawiecki, który w nieodpowiedzialny sposób zablokował potrzebny Europie i Polsce cel neutralności klimatycznej”.

Józefiak również podkreślił, że premier zasłaniając się „dobrem obywateli” skazuje ich tylko na większe fale upałów, częstsze powodzie, suszę i niebezpieczne zjawiska atmosferyczne. Mateusz Morawiecki ma szansę przejść do historii jako premier, który zgodził się na niszczenie klimatu – podkreślił.

Premier do swojej decyzji o zablokowaniu zapisu o dojściu do neutralności klimatycznej odniósł się w czasie porannej rozmowy w RMF FM. Mówił w niej, że nie może być tak, żeby koszty zmian klimatycznych ponosili najbiedniejsi.

Kmicic z chesterfieldem

Kiedy Rzecznik Praw Obywatelskich, Adam Bodnar wskazał na nieprawidłowości, które miały miejsce podczas zatrzymania Jakuba A., 22-latka podejrzanego o zamordowanie kilkuletniej Kristiny, spotkał się krytyczną oceną ze strony prawicowych polityków.

Wśród nich znalazła się szefowa MSWiA, Elżbieta Witek, która stwierdziła m.in., że „sąd, decydując o areszcie dla oskarżonego, nie dopatrzył się żadnych naruszeń ze strony policji.”

Sedno tkwi w tym, że zgodnie z art, 246 kpk. są wydając nakaz aresztowania nie poddaje ocenie prawidłowości zatrzymania, o czym nowa minister nie zdążyła pewnie doczytać.

Prof. Magdalena Środa wypowiada się ws. Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara, który jest atakowany przez środowisko prawicowe, rządowe.

„Jeśli te przepisy wejdą w życie, nikt o zdrowych zmysłach nie zaryzykuje swojej wolności, by pomóc pacjentowi. Nam, położnikom, będzie groziło 15 lat więzienia, jeśli umrze matka i dziecko. To może się przydarzyć mnie albo mojemu koledze, to jest loteria” – tak między innymi mówił lekarz, Wojciech Chróściel…

View original post 1 458 słów więcej

 

Kapelan Wałęsy, ks. Cybula, też pedofil

Premiera filmu dokumentalnego „Tylko nie mów nikomu” Tomasza Sekielskiego, dotyczącego pedofilii w polskim Kościele, w najbliższą sobotę na YouTube. Efekt wielomiesięcznej pracy zobaczyli wcześniej dziennikarze.  – „To nie jest jeszcze jedna ważna opowieść zawierająca dramatyczne relacje ofiar księży pedofilów. To dziennikarskie śledztwo Sekielskiego, którego wyniki są druzgocące. Musicie Państwo ten film koniecznie zobaczyć” – napisał na Twitterze Janusz Schwertner z onet.pl.

W filmie jest m.in. mowa o ks. Franciszku Cybuli, który był osobistym kapelanem w czasach prezydentury Lecha Wałęsy, ale także wtedy, kiedy pierwszy przywódca „Solidarności” był internowany podczas stanu wojennego. Sekielski dotarł do ofiary jego czynów pedofilskich.

https://twitter.com/Makowski_Jaro/status/1126506721143209984

Nagrał też samego księdza Cybulę, który w konfrontacji z pokrzywdzoną przez niego osobą, do wszystkiego się przyznaje. Były kapelan Wałęsy zmarł w lutym tego roku. W filmie pojawia się wypowiedź byłego prezydenta, który mówi, że nie uwierzy, dopóki nie dostanie dowodów.

W dokumencie, który trwa dwie godziny, przedstawiono wiele przykładów molestowania dzieci przez księży. Pokazano także przypadki duchownych, którzy wciąż odprawiają nabożeństwa, choć przed laty krzywdzili dzieci. Odniesienia się do ujawnionych przypadków pedofilii w Kościele odmówili Sekielskiemu hierarchowie Kościoła katolickiego w Polsce, m.in. prymas ks. Wojciech Polak i abp Sławoj Leszek Głódź. Konferencja Episkopatu Polski już zapowiedziała, że nie zamierza w żaden sposób odnieść się do dokumentu Sekielskiego.

Więcej na temat filmu Sekielskich >>>

Sekielscy obnażają pedofilię kleru. To polskie „Spotlight”.

Depresja plemnika

Jarosław Kaczyński jest wewnętrznie zdruzgotany śmiercią przyjaciółki, brata, matki i myślę, że poczucie proporcji  i rzeczywistości jest u niego zachwiane. Bardzo mu współczuję, ale myślę, że wewnętrzna tragedia nie usprawiedliwia niszczenia wszystkiego wokół siebie – ocenia prof. Jadwiga Staniszkis, socjolog. – Moim zdaniem prawdziwa wiara to przede wszystkim szacunek do drugiego człowieka, a robienie z jakichś zmitologizowanych założeń czy symboli, jak tęcza, czegoś tak zasadniczego jest czymś absurdalnym i pokazuje tak naprawdę wewnętrzną pustkę pisiaków – mówi o zatrzymaniu Elżbiety Podleśnej

View original post 1 763 słowa więcej

Kler: chciwa homoseksualna kasta chowająca się za krzyżem

Aktor i lider stowarzyszenia Polska Laicka – Krzysztof Pieczyński, skomentował głośne antyklerykalne wystąpienie redaktora naczelnego magazynu „Liberte!” Leszka Jażdżewskiego na Uniwersytecie Warszawskim.

Dziennikarka Paulina Młynarska skrytykowała prowadzącą program „Kropka nad i” – Monikę Olejnik za sposób, w jaki prowadzi ona swoją audycję w telewizji TVN24.

>>>

Kaczor stchórzy, taka jego natura skunksa

Kaczyńskiego obleciał tchórz

W ostatnią środę lider Prawa i Sprawiedliwości postanowił wezwać liderów ugrupowań opozycyjnych do podpisania wspólnej deklaracji w sprawie przyszłości wprowadzenia waluty euro w naszym kraju. Jak zapewne zakładali stratedzy partii rządzącej, taki chwyt miał po raz kolejny sprowadzić debatę publiczną na wygodne dla niej tory i postawić opozycję w niewygodnym położeniu. Przy okazji taki ruch miał odwrócić uwagę od rozpalających opinię publiczną tematów czyli największego od 20 lat strajku polskich nauczycieli (z którym PiS nijak nie potrafi sobie poradzić) oraz kwestii grabieży majątku Polaków w ramach likwidacji II filaru systemu emerytalnego. 

Dziś jednak na Nowogrodzkiej mogą pożałować tamtego występu Jarosława Kaczyńskiego. Opozycja początkowo nie dała się wciągnąć w jego gierki, zauważając że temat jest w tej chwili abstrakcyjny i wobec innych ważnych kwestii dziś nieistotny, a kropkę nad i postawił niezawodny Donald Tusk, przy okazji wbijając szpilę premierowi Morawieckiemu.

Dziś natomiast Koalicja Europejska postanowiła odbić piłeczkę rzuconą przez Jarosława Kaczyńskiego, stawiając go w bardzo nieprzyjemnym położeniu. Grzegorz Schetyna zaproponował mu bowiem bezpośrednią konfrontację w debacie na tematy europejskiej przyszłości Polski, która miałaby odbyć się jeszcze w tej kampanii wyborczej.

„Byłem adresatem listu pana prezesa Kaczyńskiego ws. euro i naszej opinii w tej kwestii. Chcę powiedzieć, że to, co możemy i powinniśmy powiedzieć w tej kwestii, jesteśmy gotowi, ja osobiście jestem gotowy do tego, żeby powiedzieć opinii publicznej, prezesowi Kaczyńskiemu, twarzą w twarz, w bezpośredniej debacie. To zawsze kampania wyborcza, wybory, czas przedwyborczy jest czasem na debatę, na zderzenie opinii, na pokazanie prawdziwych stanowisk partii, które reprezentujemy. Jestem do takiej debaty gotowy” – mówił na konferencji prasowej przewodniczący PO Grzegorz Schetyna. Lider Koalicji Europejskiej wysłał też do prezesa Kaczyńskiego list, w którym zadaje trzy pytania dot. polityki prowadzonej przez PiS w ramach Unii Europejskiej.

Pytania o łamane standardy demokratyczne (które powrócą ze zdwojoną mocą po kolejnej nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym), utratę miliardów euro straconych w prowadzonych przez PiS negocjacjach nad unijnym budżetem czy poruszanie kwestii zawierania sojuszy z europejskimi ugrupowaniami, które pozostają w mocnym związku z putinowską Rosją to z pewnością nie są kwestie, z którymi Kaczyński chciałby się zmierzyć w publicznej rozmowie. Może się jednak okazać, że nie będzie miał wyjścia.

TVP ponoć odtrąbiła już sukces wizyty Morawieckiego za Oceanem, rzeczywistość jednak skrzeczy, a spostrzeżenie byłego ambasadora RP w Kanadzie obala wszelkie mity:

„Nieśmiałe pytanie: dlaczego nie doszła do skutku wizyta PMM w Waszyngtonie, nad którą ambasada pracowała miesiące? Że wiceprezydent nie chciał się spotkać – przykre, choć zrozumiałe, wziąwszy pod uwagę pozycję tego rządu. Ale nawet doradca ds. bezpieczeństwa?” – napisał na Twitterze były ambasador Polski w Kanadzie, a obecnie kandydat do europarlamentu z ramienia KE Marcin Bosacki.

„Jak to jest w ogóle możliwe, że premier 38 milionowego kraju jedzie z wizytą do innego państwa i nikt nie spotyka się z nim z władz tego państwa? nowa jakość wstawania z kolan!” – zastanawia się jeden z użytkowników Twittera.

Odpowiedź otrzymuje natychmiast, w następnym wpisie: „Przecież na świecie nikt już go nie traktuje poważnie, bo kontakt z nim to jak pocałunek śmierci. W każdym normalnym, demokratycznym państwie dla polityka, u którego sąd (kilkakrotnie) prawomocnie stwierdził posługiwanie się kłamstwem, nie byłoby miejsca w przestrzeni politycznej.”

Jakiekolwiek wątpliwości w tej kwestii rozwiewa amerykańska prasa donosząc, że spotkanie polskiego premiera w sprawach bezpieczeństwa „zostało przełożone”.