Archiwa tagu: Elżbieta Witek

Ziobro już wie, co go czeka

Zbigniew Ziobro dwa dni temu zwołał konferencję prasową jako prokurator generalny, gdzie spotkał się z gradem trudnych pytań dziennikarzy. Jedno z nich dotyczyło tego, czy polityk nie powinien skorzystać z okazji, jaką daje ostatnie posiedzenie Sejmu i pozwolić, aby pojawił się wniosek o jego odwołanie, aby mógł udzielić posłom i opinii publicznej stosownych wyjaśnień. Mogłoby to być bowiem w interesie polityka. Ziobrę pytano również o sprawę niewydania dokumentów dotyczących afery hejterskiej posłom opozycji, na co ci zareagowali zapowiedzią zwrócenia się do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Trzecim niewygodnym elementem było poruszanie sprawy postępowania dyscyplinarnego ws. byłego wiceministra sprawiedliwości Łukasza Piebiaka i możliwości jego przyspieszenia. Na powyższe strategiczne pytania dla przejrzystości funkcjonowania Ministerstwa Sprawiedliwości i rzetelnego informowania wyborców w trakcie trwającej kampanii wyborczej trudno było jednak uzyskać odpowiedź. Pełniąca funkcję konferansjera urzędnicza odmówiła bowiem odpowiedzi na powyższe pytania zanim Zbigniew Ziobro mógł nawet zabrać głos. Padły słowa, tu cytat: “Pozwoliłam zadać pytania, ale nie pozwolę na odpowiedź. Bardzo proszę o pytania dotyczące prokuratury”:

Sytuacja jest dosyć kuriozalna, ponieważ funkcjonariusze publiczni nie mogą wybierać sobie pytań, na które wygodnie im odpowiedzieć, a pozostałe zbywać milczeniem. Konferencja prasowa nie jest bowiem medialną ustawką, gdzie mają padać tylko miłe słowa i pytania pozwalające ministrowi chwalić się swoim dorobkiem.

Nagranie przypomina sesję pytań z sali podczas spotkań w terenie z Jarosławem Kaczyńskim. Tam dochodzi bowiem już od lat do rytuału w postaci “spontanicznego” pisania pytań na karteczkach, które następnie jeden z posłów PiS przegląda, odrzucając co mniej wygodne i zadając te, które zostały, albo jak można przypuszczać, z góry wcześniej przygotowany zestaw pytań.

W resorcie starano się wymigać od odpowiedzi argumentem, że pytania dziennikarzy były niezwiązane z tematem konferencji. Jednak przy unikaniu mediów przez związanych z aferami polityków,  nieliczne konferencje z ich udziałem są jedyną okazją do zadawania takich pytań, a nie ma wątpliwości, że Polacy zasługują na odpowiedź na nie. Jednak wspomniana sytuacja, która zajęła zaledwie 30 sekund, pokazuje dobitnie, jak wygląda miejsce obywatela i dziennikarzy w demokracji według Prawa i Sprawiedliwości.

W środę wieczorem Sejm będzie głosował nad wnioskiem opozycji o wotum nieufności dla Zbigniewa Ziobry. Domaga się tego Koalicja Obywatelska. Bezpośrednim powodem jest tzw. afera Piebiaka, byłego już wiceministra sprawiedliwości, który według publikacji w mediach, miał brać udział w nagonkach na sędziów. Po południu wniosek trafił pod obrady Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka.

Komisja zajmuje się wnioskiem o wotum nieufności dla Ziobry

– Bezpośrednim powodem tego wniosku była tzw. afera hejterska, czy fabryka hejtu – jak media określają ministerstwo sprawiedliwości – mówił w uzasadnieniu przed komisją Borys Budka.

Jak dodał, afera „jest sprawą bulwersującą, która nigdy w historii III RP nie miała miejsca”. – Pod okiem bezpośredniego zastępcy ministra sprawiedliwości działała zorganizowana grupa zajmująca się hejtem, atakowaniem niezawisłych sędziów, którzy wbrew linii ministerstwa i partii rządzącej ośmielali się atakować tzw. reformę wymiaru sprawiedliwości – stwierdził. – Polityczna odpowiedzialność jest oczywista – dodał. Budka w swoim wystąpieniu przypominał, że Zbigniew Ziobro domagał się dymisji Zbigniewa Ćwiąkalskiego, gdy w 2009 r. w zakładzie karnym doszło do samobójstwa mordercy Krzysztofa Olewnika.

Budka o reakcji Ziobry na aferę Piebiaka: Chowa głowę w piasek

Według posła PO w sprawie ostatniej afery Ziobro chowa „chowa głowę w piasek”. – Udaje, ze jego zastępca znalazł się w resorcie przypadkowo, został tam zesłany przez opozycję. To był taki niemalże koń trojański i tylko dzięki szybkiej reakcji nieomylnego ministra sprawiedliwości doszło do jego zwolnienia. Nawet, jeśli przyjąć te tłumaczenia, to tym bardziej świadczy o tym, że w ministerstwie sprawiedliwości na najwyższym stanowisku znalazła się osoba nieodpowiedzialna. Dlatego, że powołała na swojego zastępce osobę, której nie znała – podnosił Budka.

Polityk przypomniał, że w marcu tego roku Prokuratura Regionalna w Katowicach zabezpieczyli materiały, które mogły być obciążające dla Łukasza Piebiaka. – Czy ktokolwiek z państwa na tej sali jest w stanie uwierzyć, ze minister sprawiedliwości, który jest także prokuratorem generalnym, nie wiedział, że w materiałach zajętych przez Prokuraturę Regionalną w Katowicach znajdują się informacje, mogące obciążać jego bezpośredniego zastępcę? Jeżeli jest tak, że nie miał wiedzy w tej sprawie, to wówczas powinien zostać zdymisjonowany jako prokurator generalny – konkludował Budka.

Wiceminister: Ubolewam, że tu kawy nie ma

Na komisji obecne jest całe kierownictwo Ministerstwa Sprawiedliwości, w tym Zbigniew Ziobro. Szef resortu stwierdził, że Budka nie mówił merytorycznie. Obrony Ziobry podjął się jego zastępca Michał Wójcik. Ten zaczął od pokpiwania z Budki. – Ubolewam, że tu kawy nie ma, bo pan poseł Budka prawie mnie uśpił, nie przekazał niczego merytorycznego – powiedział Wójcik. Stwierdził, że opozycja wykorzystuje wniosek o wotum nieufności jako pretekst do ataku na jego szefa. Wójcik wymieniał wszystkie osiągnięcia rządzonego przez Ziobrę resorty – od walki z wyłudzeniami VAT-owskimi, przez utworzenie tzw. rejestru pedofilów czy prace komisji weryfikacyjnej.

Wójcik, odnosząc się do sprawy nagonki na sędziów, stwierdził, że doszło do „podziału w środowisku sędziowskim i konfrontacji”. – Część sędziów, którzy byli atakowani, uległa emocjom i na prywatnych forach użyła słów, które paść nie powinny. Ze strony ministra Zbigniewa Ziobry została podjęta natychmiastowa decyzja o dymisji wiceministra, nie przesądzając o winie – mówił wiceminister.

Po nim do uzasadnienia wniosku odniósł się Bogdan Święczkowski. Prokurator krajowy komentował zastrzeżenia opozycji dotyczące działań śledczych ws. śmierci Dawida Kosteckiego i tzw. afery podkarpackiej. Święczkowski podkreślał, że zgony w więzieniach było objęte śledztwem i ustalone zostały przyczyny śmierci. – Jest mi przykro, że były minister sprawiedliwości opowiada takie rzeczy, uzasadniając wniosek o wotum nieufności. Mówi nieprawdę – powiedział.

Kmicic z chesterfieldem

Prezes Jarosław Kaczyński zabrał głos w sprawie podniesienia płacy minimalnej; polityk uważa, że reforma jest zasadna i wszelkie głosy jej krytyki są nieuzasadnione. Swoimi przemyśleniami podzielił się w Programie 1 Polskiego Radia.

Kaczyński w pełni popiera zwiększenie płacy minimalnej do pułapu 4 tys. zł brutto. „Powtarzałem od wielu lat, że nie można bez przerwy mówić społeczeństwu, że trzeba zaciskać pasa” – stwierdził prezes Prawa i Sprawiedliwości. Prawicowy polityk twierdzi, że „jeśli zwiększą się płace, tworzy to nacisk na ulepszenie gospodarki” – z taką tezą z pewnością nie zgodzi się zdecydowana większość liberalnych ekonomistów.

Szef „dobrej zmiany” usiłował również wykreować się na obrońcę polskich pracowników, którym z pewnością nie jest. Prezes mówił m.in. o fali „fake…

View original post 1 068 słów więcej

 

Reklamy

Morawiecki jest trujący jak smog

Więcej >>>

W nocy z piątku na sobotę aktywiści Greenpeace wyświetlili twarz premiera Mateusza Morawieckiego na chłodni kominowej elektrowni w Bełchatowie. W ten sposób wyrazili swój sprzeciw w sprawie zablokowania przez premiera zapisów dotyczących dojścia przez państwa Unii Europejskiej do neutralności klimatycznej do 2050 roku.

Jak podkreślają lokalne media akcja Greenpeace nie wymagała wejścia na teren elektrowni, co zdarzało się przy wcześniejszych protestach aktywistów. Na swojej stronie internetowej organizatorzy akcji w Bełchatowie w sobotę umieścili komunikat, w którym mówią, że chcieli przypomnieć premierowi o „pilnej potrzebie ochrony środowiska w odpowiedzi na zablokowanie przez Polskę zobowiązania UE do osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 roku”.

Do akcji odniósł się Marek Józefiak – koordynator kampanii „Klimat i energia” w Greenpeace. Jak czytamy w komentarzu Józefiaka – „na zdjęciach z nocnej projekcji aktywistów można dojrzeć dwóch największych niszczycieli klimatu w Polsce. Pierwszy to największy europejski emitent dwutlenku węgla – elektrownia w Bełchatowie. Natomiast drugi to premier Morawiecki, który w nieodpowiedzialny sposób zablokował potrzebny Europie i Polsce cel neutralności klimatycznej”.

Józefiak również podkreślił, że premier zasłaniając się „dobrem obywateli” skazuje ich tylko na większe fale upałów, częstsze powodzie, suszę i niebezpieczne zjawiska atmosferyczne. Mateusz Morawiecki ma szansę przejść do historii jako premier, który zgodził się na niszczenie klimatu – podkreślił.

Premier do swojej decyzji o zablokowaniu zapisu o dojściu do neutralności klimatycznej odniósł się w czasie porannej rozmowy w RMF FM. Mówił w niej, że nie może być tak, żeby koszty zmian klimatycznych ponosili najbiedniejsi.

Kmicic z chesterfieldem

Kiedy Rzecznik Praw Obywatelskich, Adam Bodnar wskazał na nieprawidłowości, które miały miejsce podczas zatrzymania Jakuba A., 22-latka podejrzanego o zamordowanie kilkuletniej Kristiny, spotkał się krytyczną oceną ze strony prawicowych polityków.

Wśród nich znalazła się szefowa MSWiA, Elżbieta Witek, która stwierdziła m.in., że „sąd, decydując o areszcie dla oskarżonego, nie dopatrzył się żadnych naruszeń ze strony policji.”

Sedno tkwi w tym, że zgodnie z art, 246 kpk. są wydając nakaz aresztowania nie poddaje ocenie prawidłowości zatrzymania, o czym nowa minister nie zdążyła pewnie doczytać.

Prof. Magdalena Środa wypowiada się ws. Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara, który jest atakowany przez środowisko prawicowe, rządowe.

„Jeśli te przepisy wejdą w życie, nikt o zdrowych zmysłach nie zaryzykuje swojej wolności, by pomóc pacjentowi. Nam, położnikom, będzie groziło 15 lat więzienia, jeśli umrze matka i dziecko. To może się przydarzyć mnie albo mojemu koledze, to jest loteria” – tak między innymi mówił lekarz, Wojciech Chróściel…

View original post 1 458 słów więcej

 

Zbaranienie katolickie

W bazylice Niepokalanej Wszechpośredniczki Łask w Niepokalanowie (woj. mazowieckie) odbyła się uroczystość zaprzysiężenia Wojowników Maryi. Mszy przewodniczył salezjanin ks. Dominik Chmielewski.

Depresja plemnika

Na jednym z najlepszych uniwersytetów polskich w dużym ośrodku wielkomiejskim na kierunku biologia w ogóle studenci nie uczą się jednej z najważniejszych teorii, jakie powstały w historii nauki. Bo teoria ewolucji – próbują się bronić jej adwersarze – już dawno przestała być hipotezą roboczą, a nawet teorią i jak żadna inna idea nie zdobyła tylu poważnych argumentów i dowodów paleontologicznych.

Problem w tym, że dyskutujący z Kościołem nie znają się ani na biologii, ani filozofii, a tym bardziej – psychologii religii czy teologii, choćby własnego wyznania. Problem w tym, że spada poziom nauki i edukacji – w szkole nie usłyszysz o najnowszych ustaleniach neuroteologii, “hełmie Boga”, poważnych pracach z kosmologii, które nie tylko wykluczają “stwórcę”, czyniąc go zbędną hipotezą, ale wręcz logicznie argumentują, że kosmos stworzony nie byłby taki, jak jest i jaki poznajemy dzięki nauce, a nie dzięki religii.

Nie przeczę, że ważne są “społeczne” i socjalno-bytowe kwestie kościelne…

View original post 1 921 słów więcej

 

Platforma, Nowoczesna i inni. Wszyscy razem nakopiemy PiS w de

Trzeba patrzeć w przód, zakasać rękawy i wziąć się ostro do pracy. Jeszcze w czerwcu wyruszamy w Polskę, będziemy docierać do gmin i powiatów. Odwiedzimy każdy okręg wyborczy w Polsce. Bo nie ma czasu do stracenia. Bo nie ma na co się i na kogo oglądać. Pojedziemy przede wszystkim w te miejsca, gdzie ludzie nam nie zaufali. Z szacunkiem wysłuchamy ich zdania i będziemy przekonywać. Nie ma w Polsce człowieka, z którym nie warto porozmawiać. Na nikogo nie wolno się obrażać, nikogo nie wolno lekceważyć. Jeżeli kogoś nie przekonaliśmy, to znaczy, że to my musimy się bardziej postarać” – powiedział szef PO Grzegorz Schetyna podczas wspólnego posiedzenia rad krajowych Platformy i Nowoczesnej. Powołany został nowy sztab wyborczy, w którego skład weszli m.in. Krzysztof Brejza, Adam Szłapka, Jacek Karnowski.

Dopóki stoimy ramię przy ramieniu, dopóki nie rozejdziemy się każdy w swoją stronę, dopóki to, o co walczymy nie przestaje być dla nas ważne, nie da się nas pokonać. Nadal żądamy, żeby prawo było jednakowe dla wszystkich, chcemy praworządności i uczciwości. Łamanie Konstytucji nadal jest przestępstwem” – podkreślił Schetyna. Zapowiedział, że w sierpniu przedstawiony zostanie program naprawy państwa.

– „To będą wybory, w których wystawimy szeroką reprezentację młodych ludzi. Niezbędna nam jest ich energia” – powiedział lider PO. Poinformował też o połączeniu klubów parlamentarnych PO i Nowoczesnej.

Kmicic

>>>

Fragmenty.

Jednak wynik Beaty Szydło jest fenomenem. Zagłosowało na nią ponad pół miliona obywateli. Co nam to mówi?

Beata Szydło jest posłuszna i promowana przez mężczyznę. Jej kariera nie jest jej własną zasługą, a ona nie jest zagrożeniem dla kolegów z partii. Gdyby sama coś osiągnęła, przebojowo, zawdzięczając pozycję sobie samej, jak kiedyś Joanna Kluzik-Rostkowska, to byłaby niebezpieczna. A ona jest potulna i wyjmowana z szafy, a potem do niej chowana, kiedy Kaczyński zechce.

Szydło musiała wziąć na siebie największą kompromitację 27:1 i dymisję (kiedy mówiła o nagrodach dla posłów PiS, a potem została odwołana z funkcji premiera przyp. red.), czyli coś, co często robią polskie kobiety, na przykład w rodzinie, żeby mężczyzna mógł zachować twarz. To dowód współuzależnienia – czyli związku patologicznego. Kobieta świeci oczyma – wszystkim wydaje się, że są szczęśliwą rodziną, a za drzwiami dzieje się dramat. I to się może podobać, bo jest zrozumiałe i…

View original post 3 491 słów więcej

 

Gadzinówka Jacka Kurskiego musi przeprosić Bertolda Kittela

Bertold Kittel (TVN) wygrał kolejną sprawę sądową z TVP. Telewizja publiczna musi przeprosić za swoje kłamstwa wypowiedziane na antenie o dziennikarzu.

Kmicic

Jeśli ktoś myślał, że można nałożyć opłaty emisyjne, recyklingowe, mocowe, przejściowe, wodne, handlowe +wiele innych oraz wpuścić na rynek strumień ponad 30 mld zł niepochodzących ze wzrostu produktywności i wydajności pracy, i nie spowoduje to inflacji, to się mylił #500minus

Wzrastające ceny odbijają się na portfelach Polaków, średnio wydatki na żywność stanowią już ponad ¼ budżetu polskich rodzin. #DrożyznaPlus

Roman Giertych odniósł się do opublikowanego niedawno oświadczenia majątkowego posła PiS Jarosława Kaczyńskiego. – „Przeczytałem ze zdumieniem w tym oświadczeniu, że pełnomocnictwo zostało panu prezesowi Kaczyńskiemu wycofane i że on nie podejmował żadnych uchwał w imieniu właściciela spółki Srebrna na zgromadzeniu” – powiedział Giertych w TVN 24. W oświadczeniu Kaczyński napisał bowiem: – „Posiadałem jednorazowo pełnomocnictwo do reprezentowania Fundacji „Instytut Lecha Kaczyńskiego” oraz pozostałych wspólników na nadzwyczajnym zgromadzeniu wspólników Srebrna Sp. z o.o. oraz wykonywania prawa głosu z wszystkich przysługujących wspólnikom udziałów w kapitale zakładowym Spółki. Posiedzenie to nie odbyło się, pełnomocnictwo…

View original post 1 375 słów więcej

 

Pisowski Eligiusz Niewiadomski nie pójdzie do pierdla

Stefan W., który w styczniu w brutalny sposób zamordował prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, najprawdopodobniej nie trafi do wiezienia – do takich informacji dotarła “Gazeta Wyborcza“. Gazeta informuje, że mężczyzna może trafić do zamkniętego szpitala psychiatrycznego na leczenie.

Stefan W. może zostać uznany za osobę niepoczytalną. Przez ostatni miesiąc 27-latek był badany przez zespół psychiatrów w oddziale psychiatrii sądowej Aresztu Śledczego w Krakowie. Teraz specjaliści przygotują opinię, która trafi do śledczych z Gdańska.

Co to oznacza? Zgodnie z przepisami Kodeksu Karnego “nie popełnia przestępstwa, kto z powodu choroby psychicznej, upośledzenia umysłowego lub innego zakłócenia czynności psychicznych nie mógł w czasie czynu rozpoznać jego znaczenia lub pokierować swoim postępowaniem“.

Wyborcza” wskazuje, że w przypadkach dotyczących niepoczytalności sprawcy, prokurator zwraca się z dokumentacją medyczną i wnioskiem do sądu o umorzenie postępowania. W opiniach sądowo-lekarskich standardowym zapisem jest informacja, że “sprawca zdolny jest popełnić czyny o znacznej szkodliwości społecznej, czyli przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu“. To jest  następnie podstawą do skierowania takiej osoby na leczenie w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym.

Przypomnijmy, że Stefan W. miał stwierdzoną chorobę psychiczną już w 2016 roku, kiedy to odbywał karę więzienia za serię napadów na placówki bankowe.

Stefan W. dokonał zamachu na Pawła Adamowicza 13 stycznia w Gdańsku, podczas finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej. Przez mikrofon ze sceny krzyczał do zgromadzonych: “Nazywam się Stefan W.(…), siedziałem niewinny w więzieniu. Platforma Obywatelska mnie torturowała, dlatego właśnie zginął Adamowicz“. Za  owe”tortury” morderca mial uznać ponad pięcioletni wyrok za serię napadów na banki.

Na początku tego roku TVN24 dotarło do szokujących informacji, które o mordercy Pawła Adamowicza miała Służba Więzienna. Dyrektor zakładu w notatce na temat sprawcy podkreślał, że osadzony jest zwolennikiem PiS i cytował jego słowa. Stefan W. marzył m.in. o tym, by “Jarosław Kaczyński został dyktatorem“…

Polityczny przekaz Tuska wydaje się taki: nie dzielcie się i nie pozwólcie przypiąć sobie gęby „anty-PiS”, bo jesteście siłą pozytywną i dobrą. Nie macie mediów publicznych, ale jest internet.

To były wspaniałe dni. Atmosfera, jaką pamiętam z historycznego pierwszego zjazdu Solidarności w 1981 r. Ludzie uśmiechnięci, przyjaźni, tłumnie odwiedzający Europejskie Centrum Solidarności i wielkie namioty rozbite w „Strefie Społecznej” naprzeciwko głównego wejścia. A w nich przez cały dzień wykłady, panele dyskusyjne, spotkania. Oraz pl. Solidarności z Trzema Krzyżami ku pamięci stoczniowców poległych w grudniowej tragedii w 1980 r.

Ten sam plac, którego dzisiejsza gdańska Solidarność ostatecznie zgodziła się nie odgradzać od symbolicznego okrągłego stołu przed ECS, symbolu porozumienia, które doprowadziło do wyborów 4 czerwca 1989 r., torujących drogę do demontażu „realnego socjalizmu”.

Dla PiS podział ważniejszy od święta

Ale w samą 30. rocznicę wyborów obecna władza pokazała swym wyborcom, że z tymi obchodami nie jest solidarna. Premier Morawiecki zignorował prezyudent Gdańska, następczynię Pawła Adamowicza, która chciała go powitać jako gospodarz miasta. A na placu pojawiła się wystawa, której elementem jest potępienie Okrągłego Stołu, przy którym siedział Jarosław Kaczyński.

Tak wysłano sygnał, że podział w społeczeństwie jest dla rządzących ważniejszy niż świętowanie wolności i solidarności razem z Lechem Wałęsą, Aleksandrą Dulkiewicz, prezydentami Warszawy, Wrocławia, Poznania, Łodzi i Donaldem Tuskiem.

Donald Tusk obiecał, że pomoże

Nad obchodami unosił się duch prezydenta Adamowicza, który na długo przed zamordowaniem planował to święto wolności i solidarności. Tragicznie zmarły, patronował deklaracji samorządowców z całego kraju, ogłoszonej na pl. Solidarności 4 czerwca pod hasłem obrony wolności, solidarności i samorządności jako filarów wolnej i demokratycznej Rzeczpospolitej.

Do tej idei odwołał się na Długim Targu, szczelnie wypełnionym ludźmi, Donald Tusk. Wszędzie fetowano Wałęsę, czekając zarazem na mowę Tuska. I Tusk przemówił. Nie szukał wiecowego efektu. Dał do zrozumienia, że to sami obywatele muszą zatroszczyć się o przyszłość ojczyzny. Radził mocno wierzyć w słuszną sprawę, ciężko pracować, nikogo nie wykluczać, pamiętać, że nic nie jest dane raz na zawsze. Nie przyjął pozy zbawcy narodu, ale obiecał, że pomoże. Może nie była to mowa zagrzewająca do boju, ale była dojrzała i realistyczna.

Nieobecność Grzegorza Schetyny

Polityczny przekaz Tuska wydaje się taki: nie dzielcie się i nie pozwólcie przypiąć sobie gęby „anty-PiS”, bo jesteście siłą pozytywną i dobrą. Nie macie mediów publicznych, ale jest internet. Idźcie śladem samorządowców, spróbujcie odbić Senat. Jeśli uważacie, że formuła czysto partyjna się wyczerpuje, szukajcie innej, jeszcze szerszej i bardziej zjednoczonej. To ciekawe, bo zwracała uwagę nieobecność na Długim Targu Grzegorza Schetyny.

PiS jest partią autorytarną, i nie wartościuję teraz, tylko stwierdzam fakt. Zresztą wszyscy to wiemy i widzimy. Ruch samorządowy nie chce się podporządkować decyzjom z Nowogrodzkiej i zdecydowanie staje okoniem, w zasadzie od początku. To jest pierwszy wyraźny moment, gdzie polityka w zestawieniu z ruchem samorządowym musi liczyć się z przegraną. Mam wrażenie, że ta sytuacja będzie wpływać na wynik wyborów – mówi dr Ewa Pietrzyk-Zieniewicz, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego

JUSTYNA KOĆ: Samorządowcy wkroczyli na dobre do krajowej polityki. Łącząc siły, zorganizowali obchody rocznicy wyborów 4 czerwca, opublikowali też 21 tez, raczej odważnych, progresywnych. Czy to może być realny ruch, który zagrozi rządom PiS?

EWA PIETRZYK-ZIENIEWICZ: To może być realne zagrożenie dla obecnie rządzących, zwłaszcza że od dawna tęsknimy za wzmocnieniem struktur poziomych. Coraz częściej słychać, że powinny powstawać, ale jakoś się nie udaje. Ten ruch ma silne podtrzymanie, bo prezydenci, których oglądaliśmy na uroczystościach 4 czerwca w Gdańsku, to są samorządowcy znani, uznani, posiadający mocne wsparcie w swoich matecznikach.

Ruch samorządowy zyskał właśnie własnych liderów, którzy mówią, że muszą iść do polityki, bo bez tego samorządy znowu będą pomijane, a samorządność się rozmyje w różnego rodzaju decyzjach politycznych.

Skoro tak sytuacja wygląda, to widzę tu sporą szansę, pytanie, jak to się rozwinie.

PiS sam wyhodował ten ruch samorządowy? Jeszcze kilka lat temu mieszkaniec Krakowa nie zawsze wiedział, kim jest prezydent Gdańska czy Łodzi, i vice versa.
PiS jest partią autorytarną, i nie wartościuję teraz, tylko stwierdzam fakt. Zresztą wszyscy to wiemy i widzimy. Ruch samorządowy nie chce się podporządkować decyzjom z Nowogrodzkiej i zdecydowanie staje okoniem, w zasadzie od początku. To jest pierwszy wyraźny moment, gdzie polityka w zestawieniu z ruchem samorządowym musi liczyć się z przegraną. Mam wrażenie, że ta sytuacja będzie wpływać na wynik wyborów. Po drugie, ci samorządowcy, których wdzieliśmy 4 czerwca, stają po stronie opozycji, Koalicji Europejskiej, co zostało nawet stwierdzone expressis verbis. Samorządowcy sami zyskują też lidera, bo zgadzają się pójść pod przewodnictwem Donalda Tuska, gdyby ten zechciał wrócić i stanąć po stronie opozycyjnej. Wówczas będziemy mieć zderzenie kompletnie różnych metod rządzenia krajem, a jesteśmy przed wyborami.

Jak ocenia pani pomysł samorządowców, aby Senat przekształcić w Izbę Samorządowców?
Ta teza jest bardzo odważna, ale diabeł tkwi w szczegółach. Musiałabym bardzo dokładnie poznać przepisy, na jakich ma to być wszystko zorganizowane: jakie będą relacje Senat-Sejm i Senat-rząd-prezydent. To musi być doprecyzowane, ale to ciekawa koncepcja.

Pozostałe tezy dotyczą w dużej mierze rozproszenia władzy centralnej i przymusu konsultowania ustaw, projektów, zmian z lokalnymi społecznościami. To dobry pomysł?
Na pewno jest to odpowiedź na dzisiejszą politykę władzy, która dąży do maksymalnej centralizacji. Niektórzy nawet twierdzą, że powiało bardzo mocno PRL. Te koncepcje są sprzeczne i przy dążeniach obecnej władzy do centralizacji musi to doprowadzić do zderzenia i opowiedzenia się wyraźnie po którejś stronie. Na pewno

bardzo ciekawie w tej perspektywie zapowiada się październik.

Zobaczymy jeszcze, jak na te działania samorządowców odpowie rządząca partia, czyli PiS. Zresztą proszę zauważyć, że oni też zwierają szeregi, co pokazały nominacje rządowe. Wyraźnie widać, że prezes chce zadbać o swoich wiernych członków, ale i koalicjantów. Zarówno ziobrzyści, jak i przedstawiciele Gowina swój kawałek tortu dostali, czyli PiS dba o koalicjantów.

Czy udało się tą rekonstrukcją przykryć obchody 4 czerwca?
Nie traktowałabym tego w kategoriach przykrycia, chociaż przyznam, że trochę się skrzywiłam, że jednocześnie przemawiał prezydent Duda na uroczystości rekonstrukcji rządu w czasie, gdy trwały obchody wyborów 4 czerwca, gdzie w Gdańsku przemawiali prezydenci Komorowski i Kwaśniewski. To można było inaczej zorganizować i zgrać w czasie. Oczywiście TVP pokazywała rekonstrukcję rządu, stacje niezależne transmitowały obchody. Nawet to pokazuje, jak wielki rów został wykopany i że dwa wielkie wojska stanęły w gotowości bojowej.

Nominacje tego rządu są wielką niewiadomą, bo dostali je politycy, którzy nie są znani społeczeństwu, może z wyjątkiem pana Sasina, który ewidentnie za zasługi dostał funkcję-fuchę. Jest wicepremierem, ale chyba od niczego. Ma pilnować dobrej współpracy między resortami, a od tego jest premier. Mam wątpliwości, czy taki specjalny wicepremier jest jeszcze potrzebny. Tym bardziej, że w rządzie nie ma kłótni, bo wszyscy są z jednego nadania. Moim zdaniem to nagroda za dotychczasową ostrą prorządową postawę. Reszta nominacji wygląda tak, jakby to miał być rząd na przeczekanie do wyborów. Jeśli PiS wygra, to podejrzewam, że będzie nowe rozdanie. Jeśli przegra, to nie będzie o czym mówić, bo przyjdzie nowa władza.

Przykry jest na pewno ten czas rekonstrukcji, bo władza zachowała się, jakby w Gdańsku nic się nie działo, a jednak 4 czerwca to ważna data i powinna być świętowana także przez rządzących.

Ta rekonstrukcja pokazała też, jaką PiS ma krótką ławkę? Oprócz pana Sasina i pani Elżbiety Witek reszta jest, jak pani zauważyła, nieznana.
Zdecydowanie tak, chociaż może PiS ma plan, aby promować nowych działaczy. Dotychczasowych uznanych i znanych, którzy mają nawet swój elektorat, jak pani Szydło, wysłano do Brukseli. Podobnie zresztą zrobili gowinowcy i ziobrzyści. Prawdą jest, że do tej pory ta część sceny politycznej była mocno zacementowana i nie było drugiej linii, która by w sposób naturalny mogła wejść i zaistnieć.

Ministrem edukacji narodowej został pan Dariusz Piontkowski, który bronił „Burego”, który mówił, że LGBT oznacza seksualizację 3-latków, co jest „przygotowaniem dzieci do pedofilii”. To kontrowersyjna nominacja? Pamiętajmy, że we wrześniu czeka nas wznowienie protestu nauczycieli.
Tu mamy dwa problemy. Rzeczywiście nominacja jest nawet nie tyle kontrowersyjna, co prowokacyjna. Wszystko wskazuje na to, że partia rządząca nie tylko nie chce wyciszać sporu, ale przeciwnie – podgrzewa go. Począwszy od żołnierzy wyklętych, a skończywszy na sprawie LGBT i pedofilii pan minister już zaistniał w konkretny sposób i nawet gdyby teraz chciał się wycofywać ze swoich słów, to nie bardzo może. Zresztą mam wrażenie, że pan minister tak naprawdę myśli, co podkreśla kontrowersje tej nominacji. Inna sprawa, że chyba nikt się specjalnie nie rwał do objęcia tego stanowiska ministerialnego i nie było poważniejszych kandydatów.

Jeśli chodzi o wrzesień, to powiem z bólem, że mam wrażenie, że pan Broniarz już nie poderwie nauczycieli tak jak miało to miejsce przy strajku wiosennym. Nauczyciele jednak polegli, zostali sponiewierani i wielu machnie teraz ręką, uznając, że nie warto.

Nauczyciele będą obawiali się ponownego sponiewierania, tym bardziej, że młodzież to wszystko widziała, a to bardzo krytyczna grupa. Pewnie we wrześniu nastąpią jakieś negocjacje części środowiska nauczycielskiego z rządem, ale determinacja będzie już mniejsza.

Niezależnie od tego nowy pan minister może w pewnym momencie stać się chłopczykiem do bicia, a jak będzie trzeba, to się go poświęci, tym bardziej, że to nie jest postać sceny politycznej, bez której formacja rządząca miałaby sobie nie poradzić.

Wróćmy do samorządowców. Część prezydentów rozważa, czy wziąć udział w wyborach do Senatu. Jak pani ocenia taki pomysł?
Proszę zwrócić uwagę, że mamy postulat samorządowców, który wart jest rozważenia. To wcale nie musi być tak, że samorządowiec nie może być parlamentarzystą czy senatorem. Popatrzmy na Francję, gdzie takie rozwiązanie nie tylko nie przeszkadza, a nawet pomaga. To będzie na pewno języczek u wagi. Gdyby takie rozwiązanie wprowadzić, to na pewno znajdziemy znanych samorządowców na listach wyborczych. Wówczas w terenie nie będą wygrywać już znani działacze partyjni, tylko ci, którzy są znani i rozpoznawani w okręgach, w których kandydowali. To na pewno mocno przemodelowałoby scenę polityczną z definicji, a wszystkie partie polityczne musiałyby liczyć się z samorządami. Podkreślmy, że

wejście struktur poziomych w demokracji jest bardzo potrzebne.

Jednym z naszych zamierzeń przemiany politycznej po 89 roku było zorganizowanie mocnych i niezależnych struktur samorządnych. Tak się nie stało, ale szansa przed nami.

Prezes PiS Jarosław Kaczyński nie przecenia wyniku wyborów do PE i z troską myśli o rezultacie jesiennych głosowań do krajowego parlamentu.

Stąd pewnie decyzja o oficjalnych podziękowaniach za majową mobilizację elektoratu i list, jaki wystosował do sympatyków oraz wyborców PiS, w którym jednocześnie zachęca do głosowania na jego partię.

Prezes przekonuje w nim, że „dla pomyślności ojczyzny” sprawą kluczową jest zwycięstwo PiS, a w efekcie bezwzględna większość w Sejmie.

Komplementuje swoich wyborców:

„To właśnie dzięki Państwu, dzięki wszystkim Osobom, które doceniły naszą wiarygodność, odnieśliśmy ten jakże cenny wyborczy sukces” — czytamy w liście.

Następnie przekonuje, że w nadchodzących jesiennych wyborach do Sejmu i Senatu „rozstrzygać się będzie przyszłość naszej ojczyzny oraz dalsze losy dobrej zmiany”.

Dalej prezes PiS apeluje, by jesienią zwolennicy PiS „jeszcze tłumniej” udali się do urn i tym samym oddali jeszcze więcej głosów na jego partię. Kaczyński obiecuje „w zamian”, że partia będzie „jeszcze ciężej pracować dla Polski”.

Politycy weźcie się do roboty, aby PiS zakończył władzę w tym roku, bo inaczej Polska pójdzie z torbami.

vald2

Trzy teksty Waldemara Mystkowskiego.

Tzw. rekonstrukcja rządu służy tylko jednemu – przykryciu jednej z najważniejszych dat w naszej współczesności 4 czerwca 1989 roku.

Kto dokonał rekonstrukcji rządu Mateusza Morawieckiego? Wszak autorstwa nie może sobie przypisać obecny premier. Pytanie należy do retorycznych, bo wiadomo wszem i wobec kto. Pytanie właściwe byłoby: po co zrekonstruowano ciało administracyjne, któremu premieruje Morawiecki?

To, że niektórzy ministrowie dostali się do Europarlamentu nie jest powodem do nazywania rekonstrukcją rządu, lecz wypełnieniem braków, plombą np. po Beacie Szydło, która jedzie po sukces 27:1. Mowa jest nawet o posadzie szefowej Parlamentu Europejskiego, bo i z takim pomysłem wyskoczył jakiś akolita geniusza z Żoliborza. Nie podejrzewam, aby w Brukseli Szydło, Joachim Brudziński bądź inna/inny zagrozili europejskim kabaretom. To w Polsce kabarety nie nadążają za awangardą pisowskiego surrealizmu.

Wesoło nam nie będzie, gdy nieznająca języka angielskiego Szydło i takiż poliglota Brudziński wyskoczą z jakimś wspólnym pomysłem politycznym z Marine…

View original post 1 323 słowa więcej

 

Pisowski rząd ciemniaków

Andrzej Bober odniósł się do rekonstrukcji rządu PiS i komentarzy polityków PiS z nią związanymi.

Tzw. rekonstrukcja rządu służy tylko jednemu – przykryciu jednej z najważniejszych dat w naszej współczesności 4 czerwca 1989 roku.

Więcej >>>