Archiwa tagu: Przemysław Radzik

Duda, gdzie po Trybunale Stanu? Gdzie siedzieć?

– Pięć lat temu urzędujący prezydent miał dużo większą przewagę na starcie, a wybory przegrał – wspomina Jan Filip Libicki, poseł PSL. W programie 7×24 w rządowym Polskim Radiu politycy różnych opcji ocenili szanse Dudy w tegorocznych wyborach. Mimo, że sondaże dają mu przewagę, uzyskanie większości dającej zwycięstwo może okazać się wyjątkowo trudnym zadaniem. Prezydent podpisał właśnie skandaliczną ustawę represyjną, która może ściągnąć  na Polskę sankcje ze strony Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Wcześniej pokazał też fałszywą grę na emocjach wyborców, odbywając spotkania pod publiczkę, z których nic nie wynikało. Teraz okazuje się, że Dudzie brakuje naprawdę dużo do wygranej.

– Wszystko jest otwarte. Uważam, że szanse są wyrównane. Prezydent wcale nie jest faworytem – skomentował Libicki, polityk PSL. Faktycznie sondaże dawały Bronisławowi Komorowskiemu o wiele większą przewagę nad konkurencją niż obecnie Dudzie. Rządzący zawsze mają “bonus” w wynikach sondażowych. Nie widać go jednak w poparciu dla Dudy. Oddanie głosu na niego deklaruje tylko nieco więcej osób ponad bazę twardego elektoratu PiS.

– Dla niego druga tura będzie trudna – zauważył poseł Koalicji Obywatelskiej Grzegorz Napieralski. – Musi mobilizować swoich wyborców, będzie zwracać sie do poszczególnych partii i środowisk, żeby budować poparcie. To samo robi Małgorzata Kidawa-Błońska – relacjonował polityk opozycji. Duda faktycznie starał się ostatnio przypodobać elektoratom lewicy i centrum. Jednak radykalne działania ws. Unii Europejskiej i polskiego sądownictwa nie pozostawiają złudzeń. Duda to człowiek jednej partii, nie podjął w kończącej się kadencji żadnej decyzji, która wskazywałaby na jego niezależność od PiS i Jarosława Kaczyńskiego.

– Potrzebne jest poparcie na poziomie około 9 milionów głosów – martwił się na antenie rządowego radia Jarosław Krajewski z PiS. – W najbliższych dniach będzie można mówić o pewnym przyspieszeniu związanym z wyborami prezydenckimi – przewidywał rządowy polityk. Próg, który wskazał jest bardzo wysoki. Kandydat radykalny i narażający interes Polski tylko po to by realizować plany polityczne swojej partii może mieć bardzo poważne problemy ze zdobyciem poparcia Polaków na tak wysokim poziomie.

Kmicic z chesterfieldem

Kłopot z Andrzejem Dudą jest symptomatyczny. Ten niedojrzały człowiek kompromituje urząd, kompromituje Polskę.

Czy krytykowanie go jest działaniem na szkodę Polski, obrażaniem prezydenta? Nie!

Duda nie jest Polską, prezydent nie jest Polską, jest funkcją. Zdaje się, że ten prosty zabieg logiczny powinien być dostępny przeciętnym umysłom.

Ale nie jest! Mianowańcy Ziobry, jacyś rzecznicy dyscyplinarni – Schaby i Radziki – ścigają sędziego Jarosława Ochockiego z Poznania za to, że wyraził zatroskaną opinię na temat Dudy.

A wypowiedź Dudy w Katowicach jest iście faszyzująca, moczarowska, z gruntu totalitarna. Duda straszący górnikami, robotnikami, którzy mają załatwić problem niezależności sędziowskiej,  aby pisowcy moli chwycić naród za mordę.

Co do samego Dudy. Objawy u niego wskazują nie tylko na zieloność (gombrowiczowską), niedojrzałość, ale chorobę psychiczną schizo-paranoidalną. Nie chodzi o gesty (godne Mussoliniego), ale zespół słów i argumentację, która jest właściwa dla pacjentów.

Piszę to z zatroskaniem. Gdybym miał opisać chorobę wodzowską” wziąłbym na warsztat twarz…

View original post 708 słów więcej

 

Ziobro połamie sobie zęby na sędziach takich, jak Juszczyszyn

Sędzia Juszczyszyn >>>

PiS nie ogląda się na instytucje unijne, które wymagają trzymania się standardów demokratycznych. PiS się spieszy z zamordyzmem, aby twierdzić, że Polacy tak chcą. A co nam zrobicie? Oczywiście, zrobią Polexit.

„Prawo stron do rzetelnego procesu jest dla mnie ważniejsze od mojej sytuacji zawodowej” – ogłosił Paweł Juszczyszyn, sędzia z Olsztyna, który został w trybie natychmiastowym odwołany z delegacji po tym, jak wezwał Kancelarię Sejmu do ujawnienia list poparcia KRS. Jako pierwszy zastosował się do wyroku TSUE. Łętowska: władze próbują efektu mrożącego

(komentarz wpisu na kmicic z chesterfieldem >>>)

Rzeźnik demokracji

Po to Jarosław Kaczyński ze swoim sztabem lizusów partyjno-kościelnych zmienił Kodeks Wyborczy i cały zestaw przepisów oraz decydentów w tych sprawach, aby z niego korzystać. Wobec oczekiwań prezesa PiS, że musi mieć większość w Senacie, można teraz zrobić prawie wszystko.

Zgodnie z prawem, ponowne liczenie głosów może się odbyć tylko z przyczyn przestępczych lub naruszenia Kodeksu Wyborczego. Czy więc przegrana PiS-u jest takim powodem? Z pewnością nie, ale, od czego są ludzie Ziobry, którzy zarządzą takie liczenie i stworzą pozory udowodnienia wygranej PiS-u we wszystkich zaskarżonych przypadkach. A to dlatego, że dokumentacja poszczególnych komisji wyborczych jest w rękach komisarzy wyborczych, których powołał PiS. Dostęp do pieczęci i czystych kart do głosowania mają komisarze wyborczy z PiS. Mieli już dostatecznie wiele czasu, aby zrobić z tą dokumentacją wyborczą wszystko, podmienić karty, dopisać na kartach opozycyjnych dodatkowe skreślenia, zagubić część kart itp. Zestaw możliwości komisarzy jest nieskończenie duży. Ponadto, w razie wątpliwości zawsze jest dyżurne ciało PiS-bezprawia w krajowej izbie dyscyplinarnej SN, aby nie było wątpliwości co do tego, kto ma rację.

W tej sytuacji liczenie głosu jest profanacją wyborczą i nie może niczego wyjaśnić oprócz tego, że PiS w swoim zamordyzmie jest gotowy do wszystkiego. Stworzy pozory swojego zwycięstwa wyborczego, poprzez ponowne przeliczenie tego, co już dawno nie jest wyborem wyborców.

Czas rzeźni prawnej dopiero się zaczyna. Wstęp mamy przy odmowach prokuratury wszczęcia postępowania karnego przy oczywistym łamaniu prawa PiS-nadludzi: Kaczyńskiego, Banasia, Ziobry, Glapińskiego i całej plejady Kamińskich oraz Głódziów.

Niezależnie od tego teatru pozorów, wybory pokazały, że dopóki parafianie wsi i małych miasteczek nie będą mieli dostępu do informacji, a jedynie do propagandy Rydzyka i Kurskiego, otępienie narodu dla swobodnego sprawowania władzy przez partie faszyzmu i bezprawia nie będzie zagrożone. Ich dominacyjnej pozycji z pewnością nie wzruszą też leniwi pozoranci partyjnej opozycyjności.

Tymczasem rzeźnik sprawnym ruchem tasaka ćwiartuje Polskę i oddziela wartościowe kęski od sadła. Dla zatrzymania tego procesu potrzebna jest, już teraz silna opozycja i to na ulicach, ale ją rozbili już liderzy partyjni. Zdradzili opozycję uliczną, zakpili z ich protestów i z ich liderów. Teraz podczepiają się pod ich dokonania i pozostawiają samych w ich licznych procesach sądowych za stawianie pokojowego oporu władzy w łamaniu demokracji i wylęgu faszyzmu.

Czy więc wyjdzie ktoś jeszcze na ulice, zdeterminowany i zaangażowany?
Jednak o tym, już następnym razem.

Kmicic z chesterfieldem

Państwowa Komisja Wyborcza przeanalizowała jeden z sześciu – bliźniaczo do siebie podobnych – protestów wyborczych PiS i uznała, że nie zasługuje na uwzględnienie. – Wnosimy o pozostawienie go bez dalszego biegu – wystąpiła do Sądu Najwyższego.

Protesty wyborcze komitetu PiS ujawniło Oko.press. Serwis wydobył skargi z Sądu Najwyższego. W sześciu podobnych pismach komitet PiS kwestionuje wyniki wyborów do Senatu w sześciu okręgach wyborczych. We wszystkich wygrali kandydaci opozycji lub niezależni. Przewaga nad kandydatami PiS wyniosła od 320 głosów do 3 tys.

Rządząca partia liczy, że uwzględnienie protestów pozwoli jej na odbicie izby wyższej, w której większość będzie mieć opozycja i senatorowie niezależni.

„Wyniki wyborów niemal po połowie dzielą Senat pomiędzy partię sprawującą władzę a opozycję. W tym stanie rzeczy w interesie społecznym jest podjęcie dodatkowych działań weryfikujących” – napisał w uzasadnieniu protestów pełnomocnik komitetu PiS Krzysztof Sobolewski.

PiS myli artykuł kodeksu

„Zgłaszam protest wyborczy przeciwko ważności wyborów do Senatu RP”…

View original post 3 471 słów więcej

 

Andrzej Olechowski podpadł kołtunom z Ciemnogrodu, którzy celebrują klęski, bo nie potrafią zwyciężać

Z inicjatywy Polsko-Słowiańskiej Federalnej Unii Kredytowej, największej instytucji finansowej Polonii, na Times Square w Nowym Jorku co ok. 20 minut wyświetlany był napis „Przypominamy światu, że 80 lat temu Niemcy napadły na Polskę”, do którego dołączone było zdjęcie, przedstawiające żołnierzy niemieckich, wkraczających do Polski. W taki sposób Polonia uczciła rocznicę niemieckiej agresji i, jak twierdzi portal wpolityce.pl, wywołał on ogromne zainteresowanie przechodniów.

Jednocześnie portal ten zwraca uwagę na haniebne wręcz słowa byłego ministra spraw zagranicznych, Andrzeja Olechowskiego w studiu TVN24. Słowa, które wręcz obrażają i deprecjonują znaczenie obchodów tak ważnego dla Polaków wydarzenia jakim był atak nazistowskich Niemiec na Polskę.

Olechowski śmiał stwierdzić, że ma problem z tym świętem, bo gdy inne narody obchodzą rocznice zwycięstw, zakończenia wojen, my Polacy wciąż celebrujemy klęski. Dla niego to okropna data, bo „1 września jest momentem rozpoczęcia katastrofy Polski. I militarnej, no bo w końcu to była armia, która miała nie oddać ani guzika i politycznej, która doprowadziła do największej hekatomby Polaków w historii”.

Nie podoba mu się, że „celem praktycznym i usprawiedliwieniem dla takiego wysiłku organizacyjnego jest to, żeby powiedzieć, że Polska – może nie zamożna, może nie z silnym wojskiem, ale powinna mieć zwiększony głos w stosunkach międzynarodowych, bo była ofiarą. Ja tego nie chcę. 80 lat po wybuchu wojny, nie chcę czerpać z tragedii moich rodziców, czerpać z błędów mojego państwa”.

Mało tego, Olechowski zadrwił sobie z prezydenta mówiąc, że łatwo jest „wygłosić patetyczne przemówienie na temat tragedii II wojny światowej” i odniósł się do dzisiejszej Polski, która, jego zdaniem, jest odbierana jako kraj niemoralny. Kraj, odmawiający pomocy uchodźcom, nie angażujący się aktywnie w pomoc humanitarną. Kraj, faszystowskich marszów i prześladowania mniejszości.

Dla zwolenników prawicy taka postawa Olechowskiego jest nie do przyjęcia. Już zaczęła się nagonka na polityka, a internauci nie przebierają w słowach, pisząc „Umysłowo chory POpapraniec!”, „Olechowski, nie graj głupa, Polacy nie czczą wybuchu wojny tylko o nim przypominają. Wyjątek stanowią gdańskie platfusy pod wodzą dulkiewicz i bolka którzy chcą radośnie świętować wybuch tej wojny” czy też „Stara komunistyczna swinia”.

No rzeczywiście. Olechowski naruszył „ojczyźniane sacrum”, a tego portal wpolityce.pl i wielbiciele prawicy mu nie darują.

Kmicic z chesterfieldem

„Widzę, że zachowano protokół dyplomatyczny i zasady precedencji. Szeregowy poseł między szefami rządów, ministrami i kierownikami najważniejszych instytucji państwa. Niby w jakiej roli?” – zapytał na Twitterze Patryk Wachowiec z FOR.

Jarosław Kaczyński podczas obchodów 80 rocznicy wybuchu II wojny światowej siedział bowiem w pierwszym rzędzie trybuny honorowej. Obok niego ulokowano jego „odkrycie towarzyskie”, czyli Julię Przyłebską, a po drugiej stronie – wicepremiera Piotra Glińskiego.

„Precedencja w Polsce nie przewiduje specjalnego traktowania szefa partii rządzącej. Protokół dyplomatyczny jest trochę jak z plasteliny, ale tutaj jednak ktoś przesadził. Nie ma to żadnego uzasadnienia protokolarnego. Kogo reprezentował Kaczyński?” – dziwił się w natemat.pl dr Janusz Sibora, specjalista ds. protokołu dyplomatycznego i ceremoniału państwowego. Wspomniana precedencja reguluje porządek pierwszeństwa zajmowania miejsc podczas oficjalnych spotkań władz państwowych.

Na dodatek prezes PiS…

View original post 3 226 słów więcej

 

Przydupas Kaczyńskiego, Brudziński, odwrócił bieg Wisły kijem

Mylić się rzecz ludzka, ale żeby „pokręcić” strony świata i odwrócić kierunek biegu królowej polskich rzecz – to już przesada. Mamy jednak kampanię wyborczą i w imię starej PiSowskiej dewizy „ciemny lud to kupi” wszystkie chwyty z kłamstwem włącznie wydają się dozwolone.

Skorzystał z tego Joachim Brudziński, który na antenie Polsat New pytany m.in. o awarię warszawskiej oczyszczalni „Czajka”, która spowodowała kontrolowany wyciek ścieków do Wisły tak się zapędził w swojej argumentacji, iż powiedział, że warszawiacy byli świadkami fali kulminacyjnej, która docierała do Mostu Poniatowskiego. To by oznaczało, że Wisła zmieniła swój bieg.

Tymczasem ścieki spływają do Wisły przy moście Północnym na wysokości ulicy Farysa na warszawskich Bielanach. Most Poniatowskiego położony jest na południe od Bielan i łączy Śródmieście z Pragą.

„Ścieki są podobno zrzucane do Wisły na wysokości Bielan. Wisła płynie na północ. Most Poniatowskiego jest na południe od Bielan. To skąd fala kulminacyjna na jego wysokości?” – zapytał drwiąco Konrad Piasecki z TVN24.

„PiS kłamstwem stoi” odpalił polityk PO, Michał Szczerba. „Kłamca Brudziński kijem próbuje zawrócić Wisłę. Awaryjny zrzut miał miejsce na granicy W-wy i Łomianek. Płynie w kierunku północy. ‚Fala kulminacyjna’ nigdy nie dotarła do Mostu Poniatowskiego. Musiałaby wbrew fizyce i prawom natury płynąć pod prąd!” – czytamy we wpisie posła w sieci.

Po tym, jak na Twitterze wybuchła burza polityk PiS postanowił ponownie zabrać głos i próbował pomniejszyć swą wpadkę, która wygląda raczej na manipulację i PiSowskie ciągoty do hejtu. Jest kampania, więc każda garstka błota przyda się by rzucić nią w przeciwnika.

Nie ma problemu katastrofy ekologicznej i ukrywania przed opinią publiczną przez Rafała Trzaskowskiego awarii oczyszczalni ścieków, wybudowanej za miliardy i z przytupem otwieranej przez polityków PO. Mega aferą okazało się, że zamiast Most Północny powiedziałem Most Poniatowskiego” – przewrotnie usprawiedliwiał się w sieci.

We wtorek rano doszło do awarii jednego z kolektorów przesyłającego ścieki z części lewobrzeżnej Warszawy do oczyszczalni „Czajka”. Nieczystości wówczas skierowano do drugiego z kolektorów, który jednak w środę przestał funkcjonować. Zarząd Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji podjął decyzję o kontrolowanym zrzucie nieczystości do Wisły.

Przypomnijmy, że Czajka jest obecnie jedną z największych oczyszczalni ścieków w Polsce. To ona oczyszcza ścieki całej Warszawy oraz okolicznych gmin. Jej awaria spowodowała natychmiastowe zwołanie sztabu kryzysowego. Miliony litrów nieczystości wylewają się wprost do Wisły.

Kmicic z chesterfieldem

„Wszcząłem postępowania dyscyplinarne przeciwko Waldemarowi Z., SSO w Krakowie i Olimpii B.-M., SSR w Gorzowie Wlkp., w związku z niestosowaniem się do zasady powściągliwości w mediach społecznościowych” – napisał na Twitterze Przemysław Radzik, zastępca rzecznika dyscyplinarnego sędziów sądów powszechnych. – „To próba odreagowania po tym, co ujawniły media w sprawie afery Ministerstwa Sprawiedliwości, nowej KRS i nominowanych przez Ziobrę rzeczników? Ważne, by zapamiętać to trio: Radzik, Lasota, Schab” – skomentował Marek Tatała z FOR. Te trzy nazwiska to sędziowie, którzy na stanowiska rzeczników dyscyplinarnych zostali powołani przez Zbigniewa Ziobrę.

Radzik w piśmie, które dołączył do tweeta, zarzuca rzecznikowi dawnej KRS oraz sędzi z Sądu Rejonowego w Gorzowie Wlkp. „niestosowanie się do nakazu powściągliwego korzystania z mediów społecznościowych”.

Nie wiadomo, dlaczego postanowił nie używać nazwisk publicznie znanych sędziów, którzy od wielu lat krytycznie odnosili się do pisowskich zmian w sądownictwie.

„Ci Sędziowie mają nazwiska i NIE są przestępcami. Ale panie Radzik…

View original post 2 672 słowa więcej

 

Kaczyński dąży do modelu państwa Orbana

Już po raz drugi sędzia Igor Tuleya został przesłuchany w charakterze świadka przez zastępcę rzecznika dyscyplinarnego Przemysława Radzika. Tym razem chodziło o pytania prejudycjalne, które Tuleya wysłał do unijnego Trybunału Sprawiedliwości. Przesłuchanie trwało prawie dwie godziny.

Przed siedzibą KRS, gdzie zeznawał sędzia Tuleya, zgromadzili się ludzie, którzy przyszli go wesprzeć. – „Żeby być niezawisłym sędzią, trzeba być przede wszystkim odważnym człowiekiem. Tego się nauczyliśmy podczas protestów od obywateli. Walczymy do końca, walczymy o niezależność, niezawisłość. Bronimy takich prostych wartości wspólnych wszystkim obywatelom, jak sprawiedliwość i przyzwoitość. Słyszy się, że takich postępowań i działań jest dużo więcej. Choćbyśmy byli tu wzywani przez 365 dni w roku, nasze stanowisko nie zmieni się. Będziemy mówić to, co mówiliśmy do tej pory. Mówimy prawdę i bronimy tych wartości, które są zapisane w Konstytucji” – powiedział Tuleya po wyjściu od rzecznika dyscyplinarnego.

W przesłuchaniu sędziego nie mógł wziąć udziału jego pełnomocnik mecenas Jacek Dubois. Taką decyzję podjął rzecznik Przemysław Radzik. – To rzecz skandaliczna, ponieważ zostały naruszone prawa świadka w postępowaniu. Nigdy w całej karierze nie spotkałem się z taką sytuacją, żeby człowiek został pozbawiony obrońcy. Przepis mówi, że dopuszcza się pełnomocnika, jeżeli wymaga tego interes prawny” – powiedział mec. Dubois. Oświadczył, że złoży zażalenie na taką decyzję rzecznika.

Na początku września przez media narodowe i te sprzyjające obozowi władzy przetoczyła się wielka krucjata przeciwko Platformie Obywatelskiej oparta na tezie, że partia Grzegorza Schetyny popiera wprowadzenie cenzury treści w sieci. Było to pokłosie głosowania w Parlamencie Europejskim, gdzie deputowani skierowali do dalszych prac projekt dyrektywy o prawie autorskim dotyczącym Internetu, który popularnie nazywany jest “ACTA 2”. Projekt wzbudzał olbrzymie emocje, nic więc dziwnego, że obóz rządzący postanowił wykorzystać je na swoją korzyść. 

W akcję oskarżania PO o zamiary cenzorskie włączyli się praktycznie wszyscy rozpoznawalni politycy Prawa i Sprawiedliwości, z rzeczniczką PiS na czele. Beata Mazurek grzmiała na Twitterze, że “Europosłowie @platforma_org przeciwko wolności w internecie. #ACTA2 przyjęta przez PE przy wsparciu europosłów PO. Delegacja @pisorgpl zdecydowanie przeciw. @platforma_org tęskni do cenzury.”

 

Z ust Patryka Jakiego usłyszeliśmy atak na Rafała Trzaskowskiego, a z ust szefa sztabu wyborczego PiS europosła Tomasza Poręby, że to “czarny dzień dla wolności w Internecie”.

Jakież musiało być zdziwienie w redakcji portalu Wpolityce.pl, gdy jej pracownicy odkryli, że sprawa wcale nie jest tak jednoznaczna, a Ministerstwo Kultury Narodowej i Dziedzictwa Narodowego oraz ostatnio Ministerstwo Cyfryzacji wydały komunikat, że dyrektywę wprowadzającą ACTA2 popierają i to mimo deklarowanego sprzeciwu premiera Morawieckiego. Co gorsza, z Brukseli płyną ponoć głosy, że polski rząd jest gotów do kompromisu, a furtka do wprowadzenia cenzury w sieci pozostanie otwarta. Redakcja zadaje głośne pytania, czy w KPRM kontrolują to, co dzieje się w podległych premierowi resortach. Zarzucili też rządzącym, że obecni przedstawiciele polskiego rządu zajmujący się tą sprawą wydają się być sercem za ACTA2.

Wątpliwości medialnych sojuszników rządu postanowił rozwiać minister Piotr Gliński. Na antenie telewizji wPolsce.pl odniósł się do zarzutów podniesionych przez portal, jednak nie potrafił jednoznacznie określić, czy rząd poprze wprowadzenie kontrowersyjnej dyrektywy.

To jest trudna dyrektywa, bo ona ma znaleźć kompromis pomiędzy potężnymi grupami z obu stron – powiedział Gliński. Z wielu powodów, ale też z powodu przywiązania polskiego społeczeństwa do wolności, jesteśmy zwolennikami wolności w internecie. Nie pozwolimy na żadne zapisy, który tę wolność mogły krępować. Dlatego jesteśmy po tej stronie. (…) Będziemy bronić wolności. Tam jest montowana mniejszość blokujący, by nie było niebezpieczeństwa związanego z realizowaniem tej dyrektywy – dodał.

Inaczej mówiąc rząd kluczy i robi dobrą minę do złej gry. Awantura, jaką wywołali przeciwko europosłom Platformy Obywatelskiej może teraz uderzyć bezpośrednio w nich samych.

Piotr Guział postraszył warszawiaków, że w razie wygranej Rafała Trzaskowskiego stolica na lata będzie odcięta od funduszy z budżetu państwa na budowę metra, mostów i obwodnicy. Strach się bać. Guział, który przy Patryku Jakim zamierza być wiceprezydentem, znany jest z tego, że potrafi gadać dużo i bez sensu. Nie jest jeszcze członkiem partii rządzącej, więc niektórym wydaje się, że więcej mu wolno. Ale Patryk Jaki się od straszenia Guziała także nie odciął, nie bardzo bowiem widzi powód, dla którego miałby to robić. A poza tym jak najbardziej się ze swoim przyszłym zastępcą zgadza. Bo jego zdaniem „trudno, żeby nasz rząd finansował mosty dla Rafała Trzaskowskiego”.

Warszawiacy mają się bać

Jaki oraz Guział zaprezentowali się warszawiakom w całej okazałości. Nie ukrywając, jak bardzo gardzą tym, co o nich pomyślą. Warszawiacy nie muszą ich cenić ani lubić, mają ich wybrać ze strachu, bo w przeciwnym razie stolica zostanie pozbawiona środków na rozwój. Strumień pieniędzy, także unijnych, popłynie w stronę posłusznych, którzy wybiorą właściwie. Żeby uniknąć kary, warszawiacy mają więc być pragmatyczni.

PiS nie lubi samorządności

PiS nigdy nie ukrywało, że idea samorządności mu się nie podoba. Polska w każdym mieście i w każdej gminie ma być twardą ręką rządzona przez rząd, który wie lepiej. I to rząd będzie dzielił pieniądze z naszych podatków wedle swojego uważania, nie bardzo licząc się z głosem tych, którzy je płacą. A warszawiacy akurat płacą sporo, nie tylko na swoje miasto, ale także – w formie „Janosikowego” – dzielą się swoimi podatkami z innymi, mniej zamożnymi. I mają prawo, podobnie jak wszyscy inni, chcieć mieć wpływ na to, jak te pieniądze będą wydawane. Wybiorą więc w wyborach samorządowych takich kandydatów, którzy się z ich opinią i potrzebami będą liczyć.

Jaki lepszy od Trzaskowskiego? A w czym?

Partia rządząca najwyraźniej uważa jednak, że wybory samorządowe są po to, aby poszerzyć jej wpływy także w terenie. Mamy wybrać ludzi, którzy będą jej namiestnikami, dadzą gwarancję, że władze lokalne nie będą „warczeć” na rząd. Nie będą reprezentować interesów lokalnych społeczności, ale partii rządzącej. Jeśli ktoś uważał inaczej, jeśli miał jakieś złudzenia, to duet Jaki – Guział musiał sprowadzić go no ziemię. Więc zamiast się irytować, powinniśmy być im wdzięczni. Za szczerość.

Prawdziwa stawka wyborów samorządowych

Szef komitetu stałego rządu Jacek Sasin (PiS)w poniedziałek odwiedził Łódź, jak sam powiedział, „na prośbę premiera”. Zaczął poddawać w wątpliwość, czy Hanna Zdanowska może pozostać prezydentem miasta, nawet jeśli wygra wybory. Sondaże dają kandydatce PO zdecydowaną przewagę nad rywalami; ma szanse na zwycięstwo w pierwszej turze.

Zdanowska po raz trzeci

Sasin: Będzie brakowało prezydenta-partnera

„Sytuacja jest trudna dla Łodzi” – mówił Sasin „Expressowi Ilustrowanemu”. „Mamy wybory samorządowe, w których startuje obecna prezydent Łodzi. A jak wskazują analizy prawne, nie ma żadnej możliwości, nawet w przypadku wygranej, aby miała możliwość objąć skutecznie urząd prezydenta Łodzi. To bardzo niepokoi rząd, bo Łódź to jedno z trzech największych miast w Polsce, miasto, które potrzebuje wsparcia. Wiele programów rządowych jest kierowanych do miast takich jak Łódź. W przypadku niestabilności, jaka może wystąpić, to współdziałanie między rządem a samorządem może być trudne, bo będzie brakowało partnera-prezydenta, który może objąć urząd i zarządzać miastem”.

PiS atakuje sejmiki, PO chce utrzymać miasta

Prawomocny wyrok

Przypomnijmy, Hanna Zdanowska została oskarżona o to, że w grudniu 2008 r. złożyła do banku akt notarialny poświadczający nieprawdę. W dokumencie znalazła się informacja o 50 tys. zł, które Zdanowska miała otrzymać od swojego partnera Włodzimierza G. za sprzedaż mieszkania. Dzięki tej informacji Zdanowska otrzymała kredyt, którego normalnie nie mogłaby dostać.

Proces zakończył się uznaniem Hanny Zdanowskiej i Włodzimierza G. winnymi. Prezydent Łodzi została ukarana grzywną 25 tys. zł, a 27 września sąd okręgowy oddalił apelację, w związku z czym wyrok stał się prawomocny.

Kto zdobędzie władze w największych miastach

Dwa sprzeczne przepisy

Ponieważ sąd skazał Zdanowską tylko na karę grzywny, to na mocy kodeksu wyborczego może ona kandydować na urząd prezydenta miasta (wyklucza on kandydowanie osób skazanych na więzienie za przestępstwo umyślne ścigane z oskarżenia publicznego). Co innego mówi ustawa o pracownikach samorządowych: na jej mocy osoba skazana prawomocnym wyrokiem, także grzywny, nie może objąć funkcji prezydenta.

Laikom oba przepisy mogą wydać się sprzeczne. Do wyborów samorządowych zostały niecałe dwa tygodnie. Coraz ważniejsza staje się odpowiedź na pytanie, który przepis zostanie uznany jako ważniejszy. A jeśli ten drugi, to czy PiS zamiast Zdanowskiej będzie chciał szybko zainstalować w Łodzi swojego komisarza?

Konstytucja ważniejsza: Zdanowska może zostać prezydentem

Eksperci nie mają jednak wątpliwości, Zdanowska będzie mogła objąć urząd, jeśli wygra wybory. Przepisy ustawy o pracownikach samorządowych jej nie dotyczą, bo jako prezydent miasta z wyboru mieszkańców nie jest pracownikiem samorządowym.

 Ta sprawa jest w istocie bardzo prosta – mówi POLITYCE konstytucjonalista Marek Chmaj z Uniwersytetu SWPS w Warszawie. – To, kto ma prawa wyborcze i jak mogą być one ograniczane, reguluje art. 62 i 99 ust. 3 konstytucji. Zgodnie z nimi ograniczenia mogą dotyczyć tylko osób ubezwłasnowolnionych, pozbawionych praw publicznych albo wyborczych, lub skazanych na karę pozbawienia wolności za przestępstwo umyślne ścigane z oskarżenia publicznego.

W podobny sposób prawa wyborcze reguluje kodeks wyborczy.

A jeśli jakaś osoba ma prawo kandydować, to ma też prawo objąć funkcję, na jaką zostanie wybrana. Dlatego przepis, na który powołuje się Sasin, nie ma zastosowania w wypadku Zdanowskiej. Ustawa nie może bowiem zmieniać normy wynikającej z konstytucji jako aktu wyższego rzędu.

Jakiego partnera dla rządu chce Sasin

Znamienne, że do tej pory kontrkandydat Zdanowskiej w wyborach – poseł PiS Waldemar Buda, nie poruszał sprawy kredytu w swojej kampanii. Wynika to z dużego wsparcia, jakiego łodzianie udzielili prezydent, gdy tylko sprawa trafiła na wokandę. Sprawa kredytu Zdanowskiej jest skomplikowana, a lokalne media dość zgodnie uznały, że mowa o przewinieniu sprzed dziesięciu lat, w dodatku o bardzo niskiej szkodliwości społecznej. Również będący szanowanym profesorem prawa o ogromnym dorobku naukowym wojewoda Zbigniew Rau nie zabierał do tej pory publicznie głosu w tej sprawie.

Za słowami Sasina czai się też groźba swego rodzaju politycznego szantażu. Trudno bowiem powiedzieć, kim miałby być ten „prezydent-partner” dla rządu. O tym, że wyborcy powinni popierać kandydatów, którzy będą współpracować z rządem, mówił wcześniej premier Mateusz Morawiecki. Z kolei kandydat na wiceprezydenta Warszawy Piotr Guział stwierdził otwarcie, że rząd „nie będzie budował mostów dla Trzaskowskiego” (kandydata PO). Kandydat PiS Patryk Jaki nie odciął się od słów swojego zastępcy in spe.

Demokracja jest tylko fasadą, niezależność sądów fikcją, a wolność mediów cenzurowana

Sędzia Sławomir Jęksa, który uznał, że Joanna Jaśkowiak nie będzie musiała zapłacić grzywny za użycie podczas demonstracji niecenzuralnych słów, będzie musiał się tłumaczyć przed rzecznikiem dyscyplinarnym. Wniosek o wszczęcie wobec niego postępowania złożył Przemysław Radzik, zastępca rzecznika dyscyplinarnego dla sędziów sądów powszechnych, powołany na to stanowisko przez Zbigniewa Ziobrę – ustaliła „Gazeta Wyborcza”.

„Obwiniona użyła słów wulgarnych, które były słyszane przez dzieci, co jest oczywistym złem. Ale znacznie większym złem jest to, co dzieje się w Polsce. Mamy ciąg naruszeń Konstytucji w związku z ograniczaniem wolności zgromadzeń, przejmowaniem instytucji konstytucyjnych, czyli Trybunału Konstytucyjnego, Krajowej Rady Sądownictwa, w chwili obecnej Sądu Najwyższego, naruszaniem zasady trójpodziału władzy” – mówił sędzia Jęksa, uzasadniając swoją decyzję. Więcej na ten temat w artykule „Sąd uniewinnił żonę prezydenta Poznania za użycie słów „Jestem wk***wiona”.

Wniosek w sprawie sędziego Jęksy trafił do Marioli Głowackiej, zastępczyni rzecznika dyscyplinarnego przy poznańskim Sądzie Apelacyjnym. Głowacka poprosiła już sędziego o pisemne wyjaśnienia. – „Kraj, w którym sędziowie są ścigani za to, że wydają takie, a nie inne wyroki bądź uzasadniają je w taki, a nie inny sposób, jest krajem, w którym ludzie nie mają już pewności, że ich proces będzie toczył się rzetelnie. Zastraszanie sędziów zawsze zmierza do wydawania wyroków po myśli tych, którzy sędziów zastraszają. Oni liczą na to, że ze strachu przed konsekwencjami i dla świętego spokoju sędziowie będą działać po ich myśli. Nie jest tak, że nie wierzę w niezawisłość sędziów, bo wierzę. Ale warunki są takie, że sędziowie wydający niewygodne dla władzy wyroki mogą być w prosty sposób, dość szybko, przez upolitycznioną Izbę Dyscyplinarną Sądu Najwyższego usuwani z zawodu” – skomentował w rozmowie z „GW” Bartłomiej Przymusiński, rzecznik Stowarzyszenia Sędziów „Iustitia”.

Tomasz Piątek z Nagrodą Wolności, PiS chciał storpedować laur, jak kiedyś komuchy Nobla dla Wałęsy

Andrzej Przyłębski, ambasador RP w Berlinie, zaapelował do niemieckiej fundacji, by nie przyznawała nagrody Tomaszowi Piątkowi, autorowi książki „Macierewicz i jego tajemnice”. W uzasadnieniu apelu napisał, że „wybór laureata szkodzi dobrym stosunkom polsko-niemieckim”. I zapewniał, że wolność mediów w Polsce nie jest ograniczona.

Tomasz Piątek w swojej książce „Macierewicz i jego tajemnice” rzucił światło na nieznane wcześniej powiązania byłego ministra obrony Antoniego Macierewicza z Rosją. Polityk pozwał potem dziennikarza (m.in. o publiczne znieważenie lub poniżenie konstytucyjnego organu RP), jednak prokuratura umorzyła postępowanie.

Niemcy doceniają Piątka

Niemiecka fundacja Medienstiftung der Sparkasse Leipzig, która wyróżniła Piątka za tę właśnie publikację, co roku nagradza dziennikarzy pracujących na rzecz wolności prasy. Przewodniczący organizacji podkreślił, że wyróżnienie dla Piątka to „wyraz solidarności z dziennikarzami w Polsce, którzy domagają się prawa dla nieograniczonego dostępu do informacji oraz wolności i niezależności mediów”. Zaznaczył też, że pomimo ciężkich warunków pracy Piątek nie dał się zastraszyć.

Sam laureat zadeklarował, że otrzymane w ramach nagrody 30 tys. euro przeznaczy na wspieranie niezależnego dziennikarstwa w Polsce i poza nią. Na swoim profilu na Facebooku napisał: „Tak się składa, że w dniu przyznania nagrody uczestniczyłem w konferencji z udziałem dziennikarzy z całej Europy. Z ich relacji wynika, że wolność słowa i prawo do prawdy w wielu europejskich krajach są zagrożone. (…) Jeśli chcemy zachować w przyszłości wolne społeczeństwo i wolne media, potrzebujemy mobilizacji. Potrzebujemy niezależnych dziennikarzy”.

Przyłębski nieudolnie próbował wpływać na decyzję fundacji

Dziś „Gazeta Wyborcza” ujawniła, że przyznanie nagrody Piątkowi próbował zablokować Andrzej Przyłębski, ambasador RP w Berlinie oraz mąż prezes Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej. O sprawie pierwszy poinformował ukazujący się w Lipsku dziennik „Leipziger Volkszeitung”. W liście do fundacji przyznającej to wyróżnienie Przyłębski pisze: „Fakt, że nagroda finansowana z niemieckich środków publicznych ma służyć krytyce polskiego rządu i kwestionować demokrację w Polsce, jest w tym przypadku szczególnie oburzający”. W liście zapewniał też, że wolność mediów w Polsce nie jest ograniczona, na co dowodem ma być rola, jaką odgrywają w Polsce niemieckie koncerny medialne.

Kopię jego apelu otrzymały również władze landu Saksonii. Zignorowały go jednak, podobnie jak przedstawiciele fundacji Medienstiftung der Sparkasse Leipzig.

„Nie można krytykować kraju, w którym się pracuje”

To nie pierwsze kontrowersyjne zachowanie Przyłębskiego. Przypomnijmy, że zaraz po zaprzysiężeniu w 2016 r. udzielił wywiadu polskojęzycznej audycji publicznego radia WDR. Dyplomata zarzucił prezydentowi Niemiec niezrozumienie sytuacji w Polsce, a mediom – antypolskie fobie. Oskarżył też prezesa niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego, że przedstawił Polskę jako państwo autorytarne oraz że wzmacnia „niewspółmiernie ostrą” krytykę Polski. Ryszard Schnepf, były ambasador w USA, komentując wówczas te słowa, zauważył: – Nie można krytykować kraju, w którym się pracuje. To podstawowa i fundamentalna zasada. Wejście na wojenną ścieżkę z miejscowymi władzami uniemożliwia skuteczną pracę.

Wiceszef Komisji Europejskiej Frans Timmermans dołącza do rywalizacji o stanowisko przyszłego przewodniczącego KE – informuje we wtorek wieczorem portal „Politico”.

Portal opublikował list, jaki do szefa Partii Europejskich Socjalistów Sergeja Staniszewa wysłała przewodnicząca Socjaldemokratycznej Partii Niemiec Andrea Nahles. Deklaruje ona w nim poparcie dla kandydatury Timmermansa w wyścigu o fotel szefa KE.

>>>

Kukiz’15 testuje prawdomówność PiS – powtarza jego wniosek o sejmową komisję śledczą ds. afery podsłuchowej z 2014 r.

(…)

GRA NAGRANIAMI

Mimo upływu ponad czterech lat od opublikowania pierwszych nagrań opinia publiczna wciąż nie ma pełnej wiedzy dotyczącej m.in. tego, ile jest nagrań, kto został nagrany, na czyje zlecenie i w czyich rękach znajdują się lub znajdowały taśmy. A także czy nagrania mogą lub mogły być narzędziem szantażu – wskazuje klub Pawła Kukiza we wniosku, który jest wersją lekko zmodyfikowanego projektu PiS z września 2014 r.

(…)

Dziś Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga prowadzi nowe śledztwo dotyczące potajemnych nagrań (tzw. mała afera taśmowa). Bada nagrania, których istnienie wyszło na jaw po zamknięciu głównego śledztwa. Także w tym postępowaniu podejrzani są Falenta, jego szwagier i kelnerzy (Falenta ma już 11 zarzutów za taśmy, które ujawniły media po zamknięciu głównego śledztwa).

>>>

Duda w pośpiechu powołujący sędziów SN, żeby zdążyć przed budzącym strach werdyktem TSUE. Tak się nie zachowuje dojrzały człowiek i odpowiedzialna głowa poważnego, dumnego państwa, ale amoralny i gardzący prawem drobny cwaniak.