Archiwa tagu: Robert Kubica

Szydło i Duda. Swoista para pokraczności

>>>

Dzienikarz RM FM Tomasz Skory zapytał, co robi Szydło w rządzie?

>>>

Wyraziłam swoją gotowość do startu w wyborach do Parlamentu Europejskiego – powiedziała w Polskim Radiu 24 wicepremier Beata Szydło. Przy okazji zaznaczyło, że decyzja o jej starcie zapadnie w gronie komitetu wyborczego.

Wicepremier Beata Szydło komentując dziś w rozmowie z Polskim Radiem 24 wyniki niedzielnych wyborów samorządowych została także zapytana o zbliżające się wybory parlamentarne oraz wybory do Parlamentu Europejskiego, które odbędą się w przyszłym roku. Szydło oceniła, że wybory samorządowe rządzą się innymi prawami niż wybory parlamentarne. – Weszliśmy w czas, kiedy przed nami już bardzo poważne potyczki i rozgrywki, najważniejsza w przyszłym roku jesienią – wybory parlamentarne – wskazała.

Na pytanie, czy podtrzymuje swoją decyzję o starcie w wyborach do Parlamentu Europejskiego, Szydło odparła: „zobaczymy”. Przyznała jednak, że już wcześniej wyraziła taką gotowość i bardzo poważnie rozważa tę możliwość. Oceniła, że wybory do PE są bardzo ważne i – jak powiedziała – „na pewno będziemy musieli przygotować bardzo mocne listy”, ponieważ „nasza reprezentacja w PE powinna być silna”. – Ostateczne decyzje zawsze zapadają w gronie komitetu politycznego (…), natomiast ja swoją gotowość oczywiście wyraziłam – zapowiedziała.

W niedzielnych wyborach samorządowych do sejmików wojewódzkich najwięcej mandatów zdobyło PiS – 254. Koalicja Obywatelska (PO, Nowoczesna, Inicjatywa Polska) otrzymała 194 mandaty, PSL – 70, Bezpartyjni Samorządowcy – 15, a SLD-Lewica Razem – 11 mandatów.

– Po pierwsze sukces, bo przy ciężkiej pracy udało nam się osiągnąć bardzo dobry rezultat, jeżeli chodzi o sejmiki wojewódzkie – powiedziała wicepremier Szydło pytana o wnioski, jakie obóz Zjednoczonej Prawicy oraz PiS wyciągnęło z niedzielnych wyborów samorządowych.

Jednak, w jej ocenie, „na pewno nie jest też tak, że trzeba dzisiaj powiedzieć »jest dobrze i już nic nie robić«”, tylko – jak wskazała – teraz jest czas na wyciągnięcie wniosków z tego, co trzeba jeszcze poprawić, by wyniki były lepsze.

Szydło została także zapytana o to, czy komitet polityczny Prawa i Sprawiedliwości rozmawiając po wyborach samorządowych wskazuje na potrzeby zmian personalnych w rządzie. – Takiej rozmowy nie było i absolutnie nie ma takiej potrzeby – powiedziała.

Podkreśliła, że do wyborów parlamentarnych został jeszcze rok, a w praktyce kilka miesięcy, aby wejść w rytm kampanijny, więc – jak mówiła – w tej chwili trzeba się konsolidować i myśleć o przyszłości. – Zmian personalnych nie zakładamy – podkreśliła.

Duda kolejny raz okazał się tylko dudkiem

Spotkanie Andrzeja Dudy z Frankiem W. Steinmeierem jest od kilku dni omawiane jest zarówno w polskich, jak w niemieckich mediach. Zdenerwowanie polskiego prezydenta po serii pytań dziennikarzy oraz słynna już kwestia żarówek to, jak się okazuje, tylko wierzchołek góry lodowej. Kulisy organizacji polsko-niemieckiego spotkania pokazują jeszcze większą kompromitację strony polskiej.

Kulisy organizacji polsko-niemieckiego spotkania poznał dziennikarz „Gazety Wyborczej” Bartosz Wieliński. Okazuje się, że przygotowania do debaty z udziałem Andrzeja Dudy z Frankiem Walterem Steinmeierem przebiegały burzliwie, choć zamierzenia niemieckich gospodarzy były zupełnie inne.

– Od początku chodziło o to, by prezydenci mieli bardzo dobre spotkanie. Stosunki bilateralne nie są najlepsze i w naszym interesie leżało, by je poprawić, a nie pogorszyć – powiedział „Wyborczej” informator z niemieckich kręgów dyplomatycznych.

Jednak prawdziwą skalę kompromitacji pokazuje pewne żądania strony polskiej. Niemcy zgodzili się wbrew protokołowi na warunek Polaków, że debata ma być współprowadzona przez polskiego dziennikarza. Jednak to nie wyczerpało żądań polskiej strony.

Polskim dziennikarzem okazał się Piotr Legutko z TVP. Przesłał organizatorom listę pytań dotyczących historii. I poprosił o listę pytań niemieckiej koleżanki Rosalii Romaniec, z którą miał współprowadzić debatę. Niemieccy organizatorzy odmówili, twierdząc, że nie będą ingerować w pracę niezależnej dziennikarki. I wtedy polscy dyplomaci zażądali ustalenia, kto z publiczności ma zadawać prezydentowi Dudzie pytania.

– Zapytaliśmy w żartach, czy mamy przedstawić życiorysy – mówi rozmówca „GW”. Odpowiedź była na poważnie. Strona polska chciała znać imię, nazwisko, instytucję, w której pracuje pytający. – Odmówiliśmy, przecież nie można było robić ustawki – dodaje.

Przypomnijmy, na Forum Polsko-Niemieckim, Andrzej Duda „zabłysnął” wypowiedziami o zwykłych żarówkach, których podobno nie może kupić, a których zakaz sprzedaży nałożony przez UE miałby być jedną z przyczyn Brexitu. Polski prezydent agresywnie opowiadał też o zmianach w polskim sądownictwie oraz zarzucał niemieckim mediom wybiórczość i poprawność polityczną.

Kaczyński: „W Polsce mamy wojnę totalną, którą wypowiedziała opozycja, my chcemy zgody i współpracy”. W tym SUPERFAŁSZU jest odpowiedź na pytanie co zrobi PiS po wyborach. WOJNA TOTALNA z większością narodu, by jak „nasze województwa” cała Polska stała się „nasza”, pisowska.

Reklamy

Gronkiewicz-Waltz, Tusk, Komorowski to politycy z klasą

Klasa, kultura, poczucie humoru i dystans do samych siebie – to wszystko, co można powiedzieć o rzadkiej – w tonie – wymianie zdań polityków na Twitterze.

Hanna Gronkiewicz-Waltz tuż po ogłoszeniu wyników exit poll w Warszawie pogratulowała Rafałowi Trzaskowskiemu wygranej. Oceniła na Twitterze, że kandydat uzyskał „fenomenalny wynik”. „Ja swój bieg ukończyłam i oddaję Warszawę w dobre ręce” – napisała ustępująca prezydent stolicy i dodała „#BhawoTy”.

W podobnym tonie odniósł się do wygranej Trzaskowskiego szef Rady Europy były polski premier – Donald Tusk. Napisał w sieci, że „dołączając się do gratulacji dla Trzaskowskiego, chciałby też podziękować Hannie Gronkiewicz-Waltz za 12 lat świetnej prezydentury”. W tym przypadku również pojawił się hashtag #BhawoTy.

Hanna Gronkiewicz Waltz kontynuowała korespondencję w taki sam żartobliwy sposób, odpowiadając Tuskowi: „Dziękuję! Sehdecznie, rzecz jasna 😉

Odezwali się na to internauci. W komentarzach piszą między innymi: „Bhawo za dystans”, „Dystans, dystans, dystans! BHAWO!”

O co chodzi z tym hasztagiem #BhawoTy” nietrudno się domyślić.

Zaczęło się w jeszcze 2014 r., wraz ze stroną „Hozmówki z Hanną” na Facebooku, gdzie w humorystyczny sposób przedstawiane były poczynania prezydent stolicy. Autorka umieszcza na niej grafiki, które w sympatyczny sposób śmieją się z wady wymowy Hanny Gronkiewicz-Waltz.

Hanna Gronkiewicz-Waltz świetnie wykorzystała stronę do swoich własnych, marketingowych celów. Po ogłoszeniu wyników wyborów samorządowych w 2014 roku na swoim profilu na FB napisała „Bhawo Wy!!! Dziękuję bardzo”. Dodała też swoje zdjęcie z koszulką z napisem „Bhawo ja”.

PiS-owi się odmawia za te wszystkie mordy zdradzieckie wyplute przez otwór gębowy Jarosława Kaczyńskiego

>>>

PBK o wypadku PBS: To jest najdroższa pani premier. Koszty tych wszystkich kolizji są poważne

– Ja wiem, że wypadki się po prostu zdarzają, ale jeżeli zdarzają się drugi, a podobno i trzeci raz, to coś jest dziwnego. To jest nie tylko seria wypadków kolumn rządowych, ale także seria wypadków pani premier. To jest najdroższa pani premier. Koszty tych wszystkich kolizji są poważne – mówił Bronisław Komorowski w rozmowie z Beatą Lubecką w „Rozmowie Radia Zet”.

– Ten wypadek jest w jakiejś mierze ogólną ilustracją sytuacji w państwie. Uczy gamoń gamonia, bo mamy ewidentnie do czynienia ze skutkami złego przygotowywania ludzi – dodał były prezydent.

PBK o 11 listopada: Iść, żeby słuchać jakichś inwektyw albo udawać, że się nie słyszało wcześniej inwektyw. Szczerze mówiąc, nie bardzo mam na to ochotę

– Mam z tym problem bardzo poważny. Z jednej strony takie obchody zdarzają się raz na 100 lat, ale iść, żeby słuchać jakichś inwektyw albo udawać, że się nie słyszało wcześniej inwektyw pod swoim własnym adresem, pod adresem całego obozu politycznego, który został zdefiniowany jaki drugi sort obywateli, jako zdradzieckie mordy. Szczerze mówiąc, nie bardzo mam na to ochotę – mówił Bronisław Komorowski w „Rozmowie Radia Zet”.

Żaden przyzwoity człowiek obok pisowskich złodziei nienależnej im władzy, obok tej uzurpatorskiej kliki stanąć nie powinien, bo zbeszcześci tym stulecie odrodzenia Polski po rozbiorach.

Macierewiczowi poluzowali kaftan

Dominik Tarczyński już raz musiał przepraszać kandydata na prezydenta Kielc Bogdana Wentę – europosła PO. Został też zmuszony do wpłacenia 20 tys. zł na konto WOŚP. Przypomnijmy, że w pierwszej turze Wenta wygrał (37,62 proc. głosów) z popieranym przez PiS obecnym prezydentem miasta Wojciechem Lubawskim (29,20 proc.).

Przed drugą turą wyborów Tarczyński znów się uaktywnił. Na swoim profilu na Twitterze umieścił przerobiony plakat Bogdana Wenty, w którym część napisów została napisana po niemiecku. Poseł PiS swój wpis opatrzył podpisem „Hände hoch!”. W kolejnych wpisach przyznał, że plakat jest tzw. fake newsem, ale to nie przeszkodziło Tarczyńskiemu w jego powielaniu.

„Tytuł najbardziej żenującego posła października rozstrzygnięty”;

„Żeby tylko października. Ten pan jest liderem w wyścigu po nagrodę za całą kadencję. Choć posłanka Pawłowicz też jest mocna w tej konkurencji”; – „Kolejna wpłata na WOŚP? No w sumie… kto bogatemu zabroni…” – komentowali internauci.

Jeden z twitterowiczów napisał: – „Może poseł zająłby się w końcu ustawą o fake news, którą obiecywał już z 1,5 roku temu a nie traci cenny czas na zabawę w memy, trochę to żałosne”.  Artykuł na ten temat z lipca 2017 r. „Tarczyński idzie na wojnę z „fake newsami”.

Kampania wyborcza powoli wytraca tempo, więc niektórzy politycy PiS – mniej od pewnego czasu widoczni – wychodzą z ukrycia. Jedną z takich „schowanych” osób wydawał się być Antoni Macierewicz, co nie powinno dziwić – przed wyborami w 2015 r. właściwie nie było go widać.

Teraz były szef MON wraca i znowu słyszymy, że raport o przyczynach katastrofy smoleńskiej zostanie przedstawiony „w czasie nie dłuższym niż za rok”. Trudno właściwie zliczyć, który to już raz szef powołanej przez siebie komisji to obiecuje.

Podczas spotkania na warszawskim Bemowie (organizowały je stowarzyszenia: Polska Jest Najważniejsza i Akcja Katolicka) Macierewicz odniósł się też do rezolucji Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy, wzywającej Rosję do oddania wraku Tupolewa. Stwierdził, że Rada Europy „przywołuje jednoznacznie nasze konkluzje opublikowane w raporcie technicznym, stwierdzające, że przyczyną śmierci była eksplozja samolotu w powietrzu, która doprowadziła w ostateczności do katastrofy”. Macierewicz już wcześniej powielał tę informację. – „To nie jest prawda – Raport Rady Europy nie potwierdza, że samolot rozpadł się w powietrzu” – pisał na Twitterze Maciej Sokołowski z TVN24.

Prof. Kazimierz Nowaczyk, wiceszef podkomisji, który także uczestniczył w tym spotkaniu, zapowiedział z kolei przeprowadzenie wielu „dodatkowych eksperymentów, modelowań i symulacji”. Jeden z internautów pospieszył z „radą”: – „Ja tak z dobrego serca przypomnę… postawili parówki w rondelku na gazie, bo śniadanko i takie tam… zagadali się, woda się wygotowała i parówki wybuchły… a potem cały samolot… Powinni ludzie uwierzyć…”.

Nastąpiło przełamanie beznadziei ogromnej części polskiego społeczeństwa. Polacy zobaczyli, że PiS nie jest teflonowy – wyniki wyborów samorządowych komentuje psycholog społeczny prof. Janusz Czapiński z UW. – Podstawowym instrumentem opozycji jest jednoczenie się. Sukces polegający na tym, że w przypadku PO utracono mniej władzy terenowej, niż można było utracić, wynikał głównie z połączenia sił z Nowoczesną i Barbarą Nowacką. Przewodnicząca stowarzyszenia Inicjatywa Polska była wyśmienitym „nabytkiem” Grzegorza Schetyny. Pozostaje pytanie, co z resztą przeciwników PiS-u? Jeżeli nadal będą forsować hasło, że liczy się tylko program i własna tożsamość, to tylko zmarnują kolejne wyborcze głosy – dodaje. Rozmawiamy też o tym, co „wkurzyło” Polaków, o tym, że opozycja „zatrzymała PiS przed triumfalnym marszem po wszechwładzę”. – Wydaje mi się, że PiS cofnie się w przypadku Sądu Najwyższego, czyli wykona orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej – prognozuje prof. Czapiński. Kto wygra wybory parlamentarne? Według niego PiS, ale nie będzie już miał większości.

KAMILA TERPIAŁ: Triumfalny pochód PiS po władzę został zatrzymany?

JANUSZ CZAPIŃSKI: Zdecydowanie tak. PiS wygrał, ale znacznie poniżej oczekiwań, chcieli przecież zdobyć władzę w większości sejmików.

Powiększyli stan posiadania, w tym sensie odnieśli wyborczy sukces, ale im chodziło o coś innego – przejęcie samorządów. A to im się nie udało.

Nie udało się też przejąć miast.
Myślę, że liczyli jednak przede wszystkim na sejmiki. One w wymiarze finansowym, czyli podziału pieniędzy, odgrywają ważniejszą rolę…

Ludzie wkurzyli się na kogoś czy na coś?
Zależy od miejsca, w którym głosowanie się odbywało. W Warszawie niewątpliwie wkurzyło ich to, że agresywny opolanin próbuje opanować stołeczne miasto. Próbował udawać kogoś innego, ale mieszkańcy stolicy nie dali się nabrać. Rzeczywiście w wielu województwach i dużych miastach Polacy pomyśleli, że muszą wykazać pewną aktywność, aby zablokować triumfalny marsz PiS po wszechwładzę w kraju. Dlatego

frekwencja była wyjątkowa wysoka jak na Polskę, w wyborach samorządowych nigdy się taka nie przytrafiła. To świadczy o mobilizacji nie zwolenników PiS-u, bo oni są zawsze zmobilizowani, ale ich przeciwników.

Czyli jest o kogo walczyć?
To, czy PiS odnowi mandat za dwa lata, zależeć będzie od tego, w jakim stopniu zmobilizują się przeciwnicy obecnych rządów. To będzie główny czynnik, który zdecyduje o tym, jak się będą rozwijały przypadki związane z władzą w kolejnych latach.

PiS dysponuje doskonałymi instrumentami do tego, aby przy władzy pozostać. Z wyjątkiem większości samorządów przejął najważniejsze instytucje w państwie.

Jakie instrumenty może wykorzystać opozycja do walki o głosy?
Podstawowym instrumentem opozycji jest jednoczenie się. Sukces polegający na tym, że w przypadku PO utracono mniej władzy terenowej, niż można było utracić, wynikał głównie z połączenia sił z Nowoczesną i Barbarą Nowacką. Przewodnicząca stowarzyszenia Inicjatywa Polska była wyśmienitym „nabytkiem” Grzegorza Schetyny. Pozostaje pytanie, co z resztą przeciwników PiS-u? Jeżeli nadal będą forsować hasło, że liczy się tylko program i własna tożsamość, to tylko zmarnują kolejne wyborcze głosy.

Może wynik wyborów samorządowych da niektórym liderom do myślenia?
Być może SLD pójdzie po rozum do głowy. Ale

na takie partie jak Partia Razem czy Zieloni nie ma co liczyć. One są za bardzo zideologizowane, zachowują się trochę jak marksiści, czyli myślą tylko o tym, jak sprawić, aby „nasze” było na wierzchu.

A co z PSL-em?
PSL powinien się cieszyć, bo nie zostali zatopieni przez PiS. Uratowali się i nadal mogą tworzyć koalicję razem z PO, tym bardziej, że jest to tandem sprawdzony przez ostatnie 8 lat.

To może zdecyduje się dołączyć do KO?
PSL nie wejdzie do Koalicji Obywatelskiej. Rozważać to mogą ci, którzy mają niewielkie szanse na przekroczenie progu wyborczego.

PSL przecież przekroczy próg i nie będzie chciał się chować pod skrzydła Platformy.

Sondaże przedwyborcze znowu się nie sprawdziły. Na przykład w Warszawie niektóre wskazywały na wygraną Patryka Jakiego. Tymczasem Rafał Trzaskowski zmiażdżył kandydata PiS-u już w I turze. Dlaczego wynik wyborczy różni się od wcześniejszych przewidywań?
Zacznijmy od tego, że ci, którzy wróżyli wgraną Patryka Jakiego, chyba urodzili się poza Warszawą, a przynajmniej tu nie mieszkali. Taki wynik był od początku niewiarygodny, dlatego nie przywiązywałem do niego żadnej wagi. Większość badań wskazywała jednak na drugą turę, ale przed godziną zero, kiedy nastąpiła rzeczywista mobilizacja.

Prawdopodobnie wielu respondentów kilka dni przed wyborami na pytanie, na kogo oddadzą głos mówili, że nie pójdą do wyborów. Ale jak obudzili się w niedzielę, to zaczęli robić rachunek politycznego sumienia i to ich zdopingowało. Dlatego poszli i zagłosowali przeciwko PiS-owi.

W kampanii przed wyborami parlamentarnymi zadziałało straszenie uchodźcami. Teraz wręcz przeciwnie? Ostatni spot wypuszczony przez sztab wyborczy PiS-u i Patryka Jakiego mógł im zaszkodzić?
Przed triumfalnym marszem po wszechwładzę mogło ich powstrzymać kilka czynników, które także zmobilizowały przeciwników partii władzy.

Jednym z nich był ten spot, przy czym on wpisywał się w ogólniejszy nurt prezentowany w propagandzie PiS-u. Jaki? Sączący się jad, nienawiść do wszystkich innych i zapowiedzi, które mogły przestraszyć Polaków prawdopodobnym Polexitem.

Rzutem na taśmę, ostatniego dnia kampanii, doszła decyzja TSUE. On zmusił polityków PiS-u do zajęcia stanowiska, a niektórzy zbagatelizowali postanowienie Trybunału, więc pojawiły się komentarze, że szykują się do wyjścia z UE. Myślę, że te dwa czynniki przyczyniły się do większej niż przypuszczano mobilizacji przeciwników Prawa i Sprawiedliwości.

Polacy chcą być w UE i mają dość negatywnej kampanii?
Ona jest wyjątkowo niesmaczna przez to, że jest okropnie kłamliwa. Wielu Polaków to razi, zadają sobie pytanie, jak można tak fałszować rzeczywistość.

Muszę tu wspomnieć o budzącej ostatnio wiele emocji sprawie żarówek. Prezydent Polski, pan z doktoratem, mówi publicznie o tym, że tęskni za żarówkami, które zżerają 70 proc. więcej prądu. Można to potraktować w kategoriach kabaretowych, ale to jest poważna polityka. Tak nie można jej uprawiać.

Jaki wniosek z wyborów wyciągnie PiS? Zwolni, odpuści czy przyspieszy?
Wydaje mi się, że cofnie się w przypadku Sądu Najwyższego, czyli wykona orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Przynajmniej w takim sensie, że nie będą dalej toczyć walki z UE na tym tle. Może nawet dojść do jakiegoś kompromisu, który będzie bliższy stanowisku TSUE niż ministra Zbigniewa Ziobry.

PiS powinien też radykalnie zmienić przekaz i utemperować TVP. Propaganda nie będzie już tak nachalna i tak agresywna.

Przekaz będzie bardziej pozytywny?
Do swoich był pozytywny i taki pozostanie – obietnice i szukanie pieniędzy, żeby komuś dorzucić. Z tym może być jednak kłopot. Myślę, że skończy się na warstwie słownej. Będą jednak starali się pozbyć skrajności w przekazie, stonować polityczny klimat w kraju.

Temu mogą posłużyć też zmiany w partii?
Można byłoby oczekiwać dwóch zmian, ale chyba żadna z nich nie nastąpi. Po pierwsze zmiany premiera, ale nie ma kim go zastąpić. To on jest odpowiedzialny za to, co jest podstawowym warunkiem możliwości wygranej w wyborach parlamentarnych, czyli za gospodarkę. On ma dbać o to, żeby do dnia wyborów ani złotówka nie ubyła z portfeli Polaków.

Druga zmiana to Zbigniew Ziobro, ale on chyba jest już za mocny. Nie boi się nawet Jarosława Kaczyńskiego.

To on grał tzw. taśmami Morawieckiego?
To jest bardzo możliwe… Jemu chodziło o to, aby osłabić PiS w wyborach. On przecież nie jest z PiS-u. Chce, żeby to Solidarna Polska wyszła na czoło, a to pozwoliłoby mu przejąć władzę w całej formacji prawicowej. Od dawna chciał także osłabić swojego głównego wroga, czyli Mateusza Morawieckiego.

Skłócony PiS może przegrać wybory parlamentarne?
Wydaje mi się, że wygra…

I znowu będzie mógł rządzić samodzielnie?

Na pewno nie zdobędzie większości konstytucyjnej. Jest też mało prawdopodobne, że uzyska możliwość samodzielnych rządów, ale będzie próbował dobierać koalicjantów na przykład od Kukiza.

Słuchając tego, co mówił pan wcześniej myślałam, że przewiduje pan możliwość przegranej partii rządzącej…
Do tego potrzeba czasu, a nie jest go wcale aż tak dużo. Najważniejsze, że nastąpiło przełamanie takiej beznadziei ogromnej części polskiego społeczeństwa. Polacy zobaczyli, że PiS nie jest teflonowy.

>>>

Waldemar Mystkowski pisze o ostrzeżeniach TSUE.

Oddajcie demokrację Polakom – tak można interpretować słowa prezesa unijnego Trybunału Sprawiedliwości.

Nieprzypadkowo prezes Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej Koen Lenaerts sformułował pod adresem Polski (ciągle trzeba podkreślać przymiotnikiem: pisowskiej) kategoryczne ostrzeżenie: – „Państwo, które nie jest gotowe do dalszego podporządkowywania się orzeczeniom TSUE, wpisuje się w proces podobny do brexitowego, w proces wyjścia. To decyzja o tym, czy być, czy nie być w UE”.

Hamlet z czaszką Yoricka wypowiada najsłynniejszy dylemat: „być albo nie być”. Tą czaszką jest Polska, są aspiracje cywilizacyjne Polaków.

Prezes Koen Lenaerts odbiera niepokojące sygnały z Warszawy, która zwleka z podporządkowaniem się decyzji TSUE o zawieszeniu czystki emerytalnej w Sądzie Najwyższym. „Orły” w Polsce, jak Jarosław Gowin, nawet wyrażają się na temat negocjowania z TSUE. Ależ Trybunał nie jest stroną, wydaje postanowienia, jak wszystkie sądy na świecie, które są niezależne. Prezes Kaczyński nawet zapowiedział odwołanie się. Do kogo? Nie ma w tym wypadku takiej instancji odwoławczej.

PiS kradnie Polsce jeden z trzech filarów demokracji – niezależność sądownictwa – i jako złodziej demokracji będzie sądzony przez TSUE. Na razie mamy do czynienia z apelem pod adresem PiS po dobroci: oddajcie demokrację Polakom. Trudne to do pojęcia? Złodziejowi zawsze jest trudno oddać łup, tym bardziej, że ma możliwość salwowania się poza działanie wymiaru sprawiedliwości, w tym wypadku mówimy o Polexicie.

Taką zapowiedzią Polexitu było skierowanie pytania przez Zbigniewa Ziobrę do polskiego Trybunału Konstytucyjnego: czy TSUE ma w ogóle prawo ingerować w sądownictwo krajów członkowskich? Równie dobrze złodziej mógłby zapytać swojego Trybunału: owszem, ukradłem, ale wniosek o ekstradycję u nas nie działa, bo ty Trybunale jesteś z naszego nadania – i co mi zrobicie?

Po wyborach samorządowych jeszcze PiS nie ogłosiło, że suweren (czyli my, Polacy) daje mu prawo do reformowania sądownictwa, ale już ustami szefa kampanii wyborczej Tomasza Poręby stwierdziło: – „Wyniki wyborów samorządowych to gigantyczny sukces PiS”.

Ta gigantomachia PiS jest zniewalająca. W procentach PiS do Koalicji Obywatelskiej ma się jak 34 do 27, jeżeli do 27 dodamy wynik PSL, SLD bądź lokalnych komitetów to wynik ten rzeczywiście będzie się przedstawiał jak w Warszawie zwycięstwo Rafała Trzaskowskiego nad Patrykiem Jakim – 56 do 28.

Gdzie tu zatem gigantyczne zwycięstwo? A piszę o tej pisowskiej gigantomachii w kontekście autora wniosku do pisowskiego Trybunału Konstytucyjnego ministra sprawiedliwości Ziobry, który walczy z Morawieckim o schedę po Jarosławie Kaczyńskim. Zakładnikiem w tej walce o przywództwo na prawicy jest „być albo nie być” Polski w UE.

Ziobro okazuje się być za kulisami lepszy od Morawieckiego, bowiem w kluczowych sejmikach wojewódzkich dla PiS ma swoich radnych, którzy zadecydują, czy w nich będzie rządzić prawicowa większość. Ziobro szachuje Morawieckiego, który miał się pozbyć ministra sprawiedliwości. Ta walka odbywa się kosztem przyszłości Polski, stąd takie kategoryczne ostrzeżenie prezesa TSUE.

>>>

Śrubokręty PiS, czyli świry

Rebloguję tylko stare teksty Mystkowskiego. Tyle, to nie jest złamanie ciszy wyborczej.

Polish vodka

Trzy teksty Waldemara Mystkowskiego.

Na finiszu kampanii samorządowej słupki poparcia dla PiS spadły.

Jarosław Kaczyński nie gardzi żadną manipulacją ani kłamstwem. Na finiszu kampanii samorządowej słupki poparcia dla PiS spadły, zatem PiS stosuje sprawdzone chwyty z poprzednich kampanii. Spot wyborczy o imigrantach przypomina ostrzeżenia prezesa sprzed trzech lat o cholerze, pierwotniakach i pasożytach.

Dla dobra pisowskiej sprawy jego najważniejsi nominowani do ubiegania się o fotele prezydenckie wypierają się PiS. Ani Patryk Jaki oficjalnie nie przyznaje się do partii Kaczyńskiego, ani Małgorzata Wassermann. Św. Piotrowi kur zapiał trzy razy, faworyci Kaczyńskiego najwyżej dwa razy usłyszą kukuryku i to pod warunkiem, że wejdą do drugiej tury, a potem jak w staropolskim powiedzeniu: „myślał kogut o niedzieli (wyborczej), a w sobotę (w ciszy wyborczej) łeb mu ucięli”.

Był taki moment, że prezes starał się w demokratycznych procedurach sięgnąć po wymarzony fotel prezydenta RP, ale nie pomogła mu nawet żałoba po bracie, gdy…

View original post 1 136 słów więcej

Srebrna – złoty interes Kaczyńskiego

O spółce Srebrna pisano już wielokrotnie. Jej historia sięga lat 90-tych, kiedy to Kaczyński założył Porozumienie Centrum i wymyślił Fundację Prasową Solidarności. Kiedy w 1990 r Sejm zlikwidował koncern RSW Prasa – Książka – Ruch, Fundacja przejęła „Express Wieczorny”. Niby wygrała przetarg, ale sam Kaczyński nie ukrywa, że ówczesna władza nieco pomogła.

W 1993 r. Fundacja sprzedała gazetę szwajcarskiej spółce Marquard Media za 2,59 mln zł. Pozostają jednak nieruchomości RSWPrasa – Książka – Ruch, na których Fundacja uwłaszczyła się, kupując je bez przetargu, w czym pomogła jej ustawa Glapińskiego, dzisiaj szefa Narodowego Banku Polskiego, oczywiście z rekomendacji PiS.  W rękach Fundacji znalazło się więc 20 tys m. kw. Gruntów i tyle samo powierzchni w biurowcach na warszawskiej Woli. Stopniowo, owe nieruchomości zostały wprowadzone do nowych spółek i fundacji i z całej Fundacji Prasowej Solidarność pozostał ostatecznie  tylko parking na podwórku między dawną redakcją „Expressu Wieczornego” a siedzibą partii przy Nowogrodzkiej

Spółkę Srebrna założył Jarosław Kaczyński już w połowie lat dziewięćdziesiątych.  Jej kapitał zakładowy to dzisiaj 11,8 mln zł. Prawie 100% udziału ma w niej Instytut im. Lecha Kaczyńskiego, w którego radzie zasiada prezes Kaczyński. Spółka zlokalizowana jest na Woli, u zbiegu ulic Srebrnej i Towarowej.

Teoretycznie spółka Srebrna idzie swoją drogą, a PiS swoją, jednak związki personalne pomiędzy nimi są bardzo ścisłe. Jej prezesem jest Małgorzata Kujda, żona obecnego prezesa Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska, a w zarządzie znajduje się też przyjaciółka prezesa Janina Goss i Jacek Cieślikowski, warszawski radny PiS, terenowy asystent Kaczyńskiego. W radzie nadzorczej znalazło się też miejsce dla kuzyna prezesa Grzegorza Tomaszewskiego i jego asystenta oraz kierowcy Jacka Rudzińskiego.

Gdy Partia Centrum znalazła się poza Sejmem, Srebrna dała schronienie i pozwoliła przeczekać złe czasy m.in. Markowi Suskiemu, Adamowi Lipińskiemu, Ludwikowi Dornowi, Krzysztofowi Tchórzewskiemu i Wojciechowi Jasińskiemu. Wszyscy oni w odpowiednim momencie wrócili do polityki, zajmując eksponowane stanowiska.

Dzisiaj Srebrna płaci za ochronę prezesa, pokrywa koszty czynszu za willę, w której mieści się Instytut im. Lecha Kaczyńskiego. Jest też powiązana kapitałowo z wydawcami „Gazety Polskiej Codziennie” i tygodnika „Gazeta Polska” Tomasza Sakiewicza.

2 lutego 2018 r. rada Instytutu im. Lecha Kaczyńskiego wydaje zgodę na „podjęcie przez zarząd Fundacji czynności związanych z realizacją przedsięwzięcia deweloperskiego przez spółkę Srebrna”. Na obszarze 5,4 tys. m kw., gdzie znajduje się zabytkowa fabryka Kotłów, ma powstać potężny wieżowiec. Na rozkręcenie tej inwestycji spółka przeznacza 350 tys. zł. Pod dokumentem podpisali się Jarosław Kaczyński i Krzysztof Czabański.

Wieżowiec ma liczyć 190 m wysokości, 49 pięter i prawie 100 tys. m kw. powierzchni. Mają się w nim znaleźć sale konferencyjne, hotel, apartamenty, „sky bar” na ostatnim piętrze. Tutaj również ma mieć swoją siedzibę Instytut im. Lecha Kaczyńskiego.

Szacowany koszt przedsięwzięcia to 800 mln – 1 mld zł, a zająć ma się tym spółka Nuneaton, zakupiona przez Instytut i Srebrną.

Dziennikarze „Gazety Wyborczej” wysłali do Srebrnej pytania, na jakim etapie jest projekt biurowca, czy są już wszystkie niezbędne zezwolenia, na kiedy planowane jest rozpoczęcie prac, czy PiS przeniesie tutaj swoją siedzibę i jaki jest koszt tej inwestycji. Odpowiedź jest króka i zwięzła – „Zarząd Spółki Srebrna nie posiada żadnych pozwoleń na budowę inwestycji przy ul. Srebrnej 16, choć wniosek o wydanie decyzji o warunki zabudowy został złożony w 2015 roku, co można w ramach staranności i rzetelności dziennikarskiej sprawdzić w organach Miasta. Spółka Nuneaton nie prowadziła i nie prowadzi żadnej inwestycji przy ul. Srebrnej 16. Pozostałe pytania w tej sytuacji są całkowicie chybione i bezprzedmiotowe”.

Zastanawiam się nad jednym. Wiadomo, że od listopada 2014 roku spółka Srebrna próbuje negocjować warunki zabudowy w warszawskim ratuszu i do tej pory były to działania bezskuteczne. Wydaje się więc, że jedyną szansą na zrealizowanie planów postawienia biurowca w tak atrakcyjnym miejscu jest zmiana prezydenta stolicy i zdobycie większości w radzie miasta. To kolejny więc powód tak zaciętej walki o stolicę.

Kaczyński z kumplami buduje w Warszawie PIS-tower, wieżowiec za miliard. Czy jest w Polsce ktoś inny, kto tak się na polityce uwłaszczył? Po 30 latach walki Kaczyńskiego z patologiami III RP, okazało się, że w wielkiej patologii sam tkwi po uszy.

Raskolnikow

Trzy teksty Waldemara Mystkowskiego.

W rolach głównych tym razem wystąpili Zbigniew Ziobro i ambasador w Brukseli Andrzej Sadoś.

Dzień świstaka ponoć zdarza się raz na rok, ale jego charakterystyką jest powtarzalność i może trwać bardzo długo, jeżeli nie potrafimy sobie z nim poradzić. W Polsce dzień świstaka trwa circa 3 lata. Dzień świra – wiadomo, dzień w dzień, acz natężenie świrowania jest różne. Dzisiaj 17 października 2017 przeżywamy dzień śrubokręta, który najzgrabniej podsumował Donald Tusk, bo to on symbolicznie został zaatakowany śrubokrętem.

Najpierw wieść gruchnęła, że Zbigniew Ziobro używa śrubokręta, aby jak najszybciej odkręcić Polskę od Unii Europejskiej, bo tym jest skierowanie wniosku do pisowskiego Trybunału Konstytucyjnego o stwierdzenie niekonstytucyjności prawa polskich sędziów do zadawania pytań prejudycjalnych do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. A to znaczy, iż minister sprawiedliwości i prokurator generalny pyta o potwierdzenie, iż w Polsce nie obowiązuje prawo unijne, więc nie trzeba go przestrzegać, ani nie jest nadrzędne…

View original post 1 122 słowa więcej

Morawiecki – kołek Kaczyńskiego – dyma rolników

Wbrew powszechnemu wrażeniu, że główny front wyborczej walki w niedzielnych wyborach obejmuje pojedynek partii rządzącej z Koalicją Obywatelską, na wsiach sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Tu zacięta walka toczy się pomiędzy ugrupowaniem Jarosława Kaczyńskiego a Polskim Stronnictwem Ludowym. Walka o głosy rolników jest bardzo zacięta, tym bardziej że Prawo i Sprawiedliwość przez ostatnie trzy lata dało wiele powodów, by rolnicy uznali, że głos oddany na tę partią nie przysłuży się interesowi polskiej wsi. Coraz więcej mieszkańców zaczyna zdawać sobie sprawę, że główne źródło poprawy ich finansowej sytuacji czyli unijne dopłaty bezpośrednie mogą być zagrożone przez nieodpowiedzialną konfrontację rządu z unijnymi instytucjami.

Dzisiejsze doniesienia dziennika “Super Express” mogą natomiast ostatecznie pogrzebać nadzieje na dobry wynik partii rządzącej. Okazuje się bowiem, że już w przyszłym roku wiele rodzin na wsi może stracić flagowe rządowe świadczenie na pierwsze dziecko, bowiem większość rodziców jedynaków przekroczy kryterium dochodowe i wypadnie z programu. Jak podał ostatnio GUS w 2017 r. znacząco, wzrósł bowiem dochód z jednego hektara, a właśnie według tego przelicznika oblicza się budżet jakim dysponuje rodzina rolnika. Wskaźnik za ubiegły rok wynosi już 3399 zł czyli jest wyższy o ponad 800 zł niż przed rokiem. Dla rządu takie okoliczności są sprzyjające, gdyż pozwoli zaoszczędzić spore pieniądze na flagowym świadczeniu, które w przyszłym, wyborczym roku będzie można wykorzystać na kolejne programy z plusem. Dla mieszkańców wsi, do których płynie 60% środków z programu “Rodzina 500+” oznacza to jednak spory zawód.

Sprawę dla “SE” skomentował prezes Polskiego Stronnictwa Ludowego, Władysław Kosiniak-Kamysz.

– To oznacza, że próg dochodowy przekroczy większość rodzin na wsi posiadających jedno dziecko. Świadczenie wcześniej utraciło już 250 tys. dzieci, a teraz dołączą do nich kolejne tysiące ubogich rodzin na wsi. Wciąż nie rozumiem, dlaczego 500 plus przysługuje rodzinie z dwójką dzieci, która ma 20 tys. zł dochodu miesięcznie, a nie może otrzymać go rodzic jedynaka w zdecydowanie gorszej sytuacji finansowej. Jeżeli rząd nie podniesie progu dochodowego dla wszystkich, niedługo milion Polaków znajdzie się poza programem – oburzył się.

Sytuację mogłoby zmienić wprowadzenie progu dochodowego dla najbogatszych lub waloryzacja progów dochodowych przy świadczeniu na pierwsze dziecko. Resort rodziny, pracy i polityki społecznej pozostaje jednak głuchy na takie postulaty.

Tysiące godzin w IPN, Bibliotece Narodowej i Archiwum Akt Nowych. Dziesiątki rozmów ze świadkami historii. Ponad 400 dni spędzonych nad starymi dokumentami, pisanymi niejednym alfabetem.

Tomasz Piątek kontynuuje swoje śledztwo. Szuka odpowiedzi na pytanie: jak to się stało? Skąd na polskiej scenie politycznej i w gabinetach ministerialnych wziął się Antoni Macierewicz?

To, co Piątek odkrywa, zaskoczy nawet tych, którzy przeczytali książkę „Macierewicz i jego tajemnice”. Jak się okazuje, w komunistycznej Służbie Bezpieczeństwa działała grupa wybitnie inteligentnych i bezwzględnych funkcjonariuszy ściśle związanych z Moskwą. Ich specjalnością było rozbijanie opozycji i tworzenie posłusznej łże-prawicy na komunistycznej smyczy. Otaczali szczególną opieką niektórych młodych buntowników.

Czy liczne koincydencje, które łączą byłego ministra obrony z ludźmi Kremla, powstały ot tak? Czy są wynikiem przypadku? Nie zrozumiemy dzisiejszej działalności Macierewicza, jej istoty i przyczyn, jeśli nie sięgniemy do przeszłości. To właśnie zrobił Tomasz Piątek, który przedstawia swoje ustalenia w nowej książce „Macierewicz. Jak to się stało”.

Czyżbysmy wreszcie widzieli na horyzoncie koniec władzy PiS. Wybory to zweryfikują. Jeżeli PiS osiągnie kiepski wynik, zacznie się wzajemne oskarżanie – rebelia w PiS.

vald2

Trzy teksty Waldemara Mystkowskiego.

Pisowska gra nie jest obliczona na żaden dialog ani dogadanie się z kimkolwiek.

Mamy prawo się śmiać z tego, że Jarosław Kaczyński – chory na kolano – uskutecznia na Mierzei Wiślanej filozofię PiS: do trzech kołków sztuka. Bo trzeci raz wbijana jest łopata w przyszły przekop, choć nie ma dokumentacji na budowę, nie rozpisano żadnego przetargu, zaś ekonomiści uważają, że inwestycja zwróci się za 500 lat.

Pisowskie teatrum trwa, żaden Bareja tego by nie wymyślił, a Mrożek poległby przy tak kreowanej przez PiS grotesce. Mateusz Morawiecki naprawia swój wizerunek za państwowe pieniądze – 40 baniek (milionów) popłynie do jakiejś stajni wyścigowej, bo Morawiecki cieszył się na taśmie z podsłuchu w „Sowie…”, że Robert Kubica złamał rękę.

PiS jednak przymierza się do długiego trwania przy korycie. Politycy tej partii władzy nie oddadzą ot tak za pomocą kartki wyborczej, gdy przegrają. Testują różne metody, jak choćby w…

View original post 1 170 słów więcej

Pisowcy jak stalinowcy poprawiają historię na swoje kopyto. Vide: Tusk

„Polska przepisuje historię”- oznajmił na swoich łamach Playbook, codzienny biuletyn informacyjny POLITICO, informując o zniknięciu tablicy upamiętniającej uroczyste otwarcie stałego polskiego przedstawicielstwa w Brukseli.

Przez lata, poczynając od 23 maja 2011 widniała tuż przy wejściu do placówki. Tego dnia bowiem ówczesny premier Rzeczpospolitej Donald Tusk w obecności Jerzego Buzka – przewodniczącego Parlamentu Europejskiego, Hermana Van Rompuya – przewodniczącego Rady Europejskiej i José Manuela Barroso – przewodniczącego Komisji Europejskiej, otworzyli siedzibę stałego przedstawicielstwa Polski przy Unii Europejskiej.

Teraz raziło w niej nazwisko było premiera i przewodniczącego Rady Europy Donalda Tuska, więc w poniedziałek po tablicy pozostały tylko otwory na kołki, a we wtorek nie było już po niej śladu.

Co najmniej dwóch świadków widziało jak polski przedstawiciel w Unii Europejskiej Ambasador Andrzej Sadoś, osobiście ją odkręcał.

„Zbrodnia ze strony tablicy polega na tym, że widnieje tam nazwisko @donaldtusk i mógłby ją dzisiaj zobaczyć PMM” – napisał Michał Broniatowski na Twitterze

Playbook, czytany przez unijnych polityków, dyplomatów i urzędników w Brukseli, nazwał ambasadora „utalentowanym rzemieślnikiem” i dodał: „Wtedy, w 2011 roku Polska była wielkim unijnym graczem”.

Florian Eder, redaktor Playbooka napisał: „Sądzić należy, że tablica nie podoba się jego /ambasadora/ nowym szefom. Zadanie to wykonał w samą porę, bo przed kolejną wizytą premiera Mateusza Morawieckiego w Brukseli na dzisiejszy szczyt ws. brexitu”.

Na pytanie, dlaczego do tego doszło i czy może jest to próba przepisywania historii, czy też odrzucenie estetyki z początków XXI wieku? – polskie przedstawicielstwo odmówiło komentarza.

Morawiecki ma przyjechać do Brukseli, więc tablica upamiętniająca otwarcie polskiego przedstawicielstwa z nazwiskiem Donalda Tuska została osobiście odkręcona i zdjęta przez ambasadora Sadosia. Hańba!

Polish vodka

Trzy teksty Waldemara Mystkowskiego.

Premier zyskuje wizerunek człowieka, który nie ma ludzkich odruchów.

Jedyny nasz kierowca jeżdżący w Formule 1 Robert Kubica nie dorósł do patriotyzmu Mateusza Morawieckiego, a przynajmniej nie cieszył się jego sympatią, gdy jeszcze nie uległ wypadkowi. Taśma z podsłuchu z „Sowy & Przyjaciele” odkrywa psychologiczną prawdę o premierze. Już wcześniej poznaliśmy jego knajacki język – kiedyś nazywany: spod budki z piwem – a teraz także brak empatii do ciężko poszkodowanego kierowcy. W tym kontekście zrozumiałe jest, iż Morawiecki ma gdzieś niepełnosprawnych, którzy protestowali w Sejmie oraz głodujące pielęgniarki.

Ależ bezwzględnym okazuje się być człowiekiem. Gdy Kubica uległ wypadkowi, a przed wypadkiem załatwiono jego przejście do teamu Ferrari, Morawiecki cieszył się jak dziecko, że jednak do tego nie dojdzie: – „Na szczęście złamał rękę, raz, drugi”. Taka radość zapanowała u Morawieckiego, ówczesnego prezesa BZ WBK, który to bank w wyniku sprzedaży stał się częścią hiszpańskiego banku…

View original post 1 092 słowa więcej