Archiwa tagu: przekop Mierzei Wiślanej

Do trzeciego kołka sztuka. Filozofia Kaczyńskiego

>>>

Na Mierzei Wiślanej wbicie kołka przez prezesa K. rozpoczęło dramattej partii: Łopatologia PiS.

Raskolnikow

Trzy teksty Waldemara Mystkowskiego.

Grunt to mieć strategię na życie. PiS taką ma – żyć w kłamstwie. Politykom nie przeszkadza taka amoralność, a jak jest z elektoratem partii Kaczyńskiego? Czy to ci spośród Polaków, którzy żyją w kłamstwie rodzinnym, towarzyskim, zawodowym? Jeszcze inaczej: jak ktokolwiek z nas czułby się w towarzystwie kłamcy, miał za przyjaciela chronicznego oszusta? Wydaje mi się, że z kimś takim nie można przebywać, ja nie napiłbym się piwa, bo po pierwszym łyku zwróciłbym.

Kłamcy są zdani na przebywanie wśród swoich, zdani na swoja małość, odizolowanie od innych i od świata. I to jest sposób uprawiania polityki przez PiS. Człowiek wyalienowany, alternatywny zaproponuje innym tylko taki surogat, namiastkę rzeczywistości – nierzeczywistość. Joachim Brudziński –  którego poziom intelektualno-emocjonalny raczej znamy – użycie policji podczas Marszu Równości w Lublinie tłumaczy agresją obydwu stron. Na Twitterze określił to: „chuliganeria jednej i drugiej strony”.

Faszyzujące bojówki, które zaatakowały legalny pokojowy marsz…

View original post 1 258 słów więcej

Reklamy

Duda w pocie czoła pracuje, aby stanąć przed Trybunałem Stanu. Kłamie ws. postanowień NSA

>>>

Prezydent i jego żona pojechali do Watykanu. Andrzejowi Dudzie nie udało się jednak uciec od pytań dziennikarzy, dotyczących polskiej polityki. Reporterka TVN 24 poprosiła go o komentarz do stanowiska sędziów Sądu Apelacyjnego w Krakowie. – „Wyrażamy dezaprobatę wobec działań prezydenta, który wręczył nominacje pomimo zabezpieczenia zastosowanego przez Naczelny Sąd Administracyjny” – napisali. Więcej w artykule „Krakowscy sędziowie przepowiadają Andrzejowi Dudzie Trybunał Stanu”.

„Sędziowie odnoszą się do postanowień wydanych przez NSA w sprawie, w której ja jako prezydent w ogóle nie uczestniczyłem. Ja w ogóle nie otrzymałem tych postanowień, nie byłem tam stroną” – powiedział wyraźnie zdenerwowany Duda. A ma powód do zdenerwowania, bo to nieprawda.

Jak podaje Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia”, do Kancelarii Prezydenta wpłynęły dokumenty, wśród których był między innymi odpis postanowienia NSA. Stało się to na dwa dni przed nominowaniem przez Dudę nowych sędziów Sądu Najwyższego. Pisma złożył adwokat Michał Jabłoński, który reprezentuje radcę prawnego z Katowic Mariusza Czarskiego. Radca nie został wybrany do Izby Kontroli Nadzwyczajnej SN i odwołuje się od wyników konkursu. Na złożonych w Kancelarii dokumentach widnieje pieczątka „Kancelaria Prezydenta RP. Kancelaria Główna. Wpłynęło 8 października 2018 r.”.

Konstytucjonalista prof. UW Marcin Matczak kwestionuje też słowa Dudy, że „prezydent nie jest stroną”. – „Prawomocne orzeczenie wiąże nie tylko strony i sąd, który je wydał, lecz również inne sądy organy państwowe. Czy prezydent jest organem państwowym?” – retorycznie pyta w rozmowie z „GW” prof. Matczak.

„Głosujcie na tych kandydatów, którzy nie boją się świata, którzy nie chcą was zamknąć za murem strachu. Wybierzcie wolność. Nieuczestniczenie w wyborach to tak, jakbyście pozwolili Lechowi Wałęsie decydować, z kim pójdziecie na randkę. Nie pozwólcie sobie wmówić, że wasz głos nic nie znaczy” – apeluje do młodych wyborców były prezydent.

W swoim apelu Lech Wałęsa sięga pamięcią wstecz i pisze, że sam miał dwadzieścia kilka lat, kiedy postanowił zawalczyć o swoją wolność. – „Doprowadziło to do buntu, który w efekcie zmienił świat. Taka była siła zwykłego robotnika z komunistycznej fabryki. Bardzo bym nie chciał, żebyście musieli walczyć o waszą wolność tak, jak ja to robiłem, bo za tę walkę płaci się ogromną cenę” – napisał.

Opisuje, czym jest brak wolności: „ciągłe poczucie, że ktoś cię obserwuje. To ten ścisk w brzuchu, że nie wolno ci być sobą, że musisz cały czas udawać przed światem. Wszystko podlega ocenie: jak wyglądasz, z kim się spotykasz, co mówisz, a o czym milczysz. Wkrótce tak się boisz, że sam stajesz się dla siebie strażnikiem więziennym”. 

Lech Wałęsa przyznaje, że przez ostatnie 30 lat nie wszystko potoczyło się tak, jak powinno. – „Popełnialiśmy błędy, ale nigdy nie ograniczaliśmy wolności. Dzięki temu dzisiaj wy niczym się nie różnicie od młodych ludzi z Francji, z Niemiec, z Hiszpanii. Możecie studiować, pracować, jeździć, podążać za miłością i spełnieniem po całej Europie” – napisał były prezydent. I właśnie dlatego – jak pisze Wałęsa: – „Pójście na wybory jest nie tylko waszym obywatelskim obowiązkiem, ale także powiedzeniem sobie: tak, chcę być wolny”.

>>>

Kubica może pogrążyć Morawieckiego, że puści bąbelki

Na taśmach, opublikowanych dziś przez Onet, słychać, jak ówczesny prezes BZW BK Mateusz Morawiecki … cieszy się z wypadku Roberta Kubicy. Trudno użyć innego słowa, skoro ze strony obecnego premiera padają takie: – „Na szczęście złamał rękę, raz, drugi. Ja nie chcę, k…a, co roku pięć dych płacić”.

Z nagrania z restauracji „Sowa i Przyjaciele” wynika, że ówczesny szef BZ WBK uznał dramatyczny wypadek Roberta Kubicy za zdarzenie pozytywne z punktu widzenia interesów „własnego” banku. Dlaczego?  Gdyby bowiem do wypadku nie doszło, bank BZ WBK prawdopodobnie musiałby zostać sponsorem polskiego kierowcy, czytamy w portalu Onet.

Do treści nagrań odnieśli się politycy, dziennikarze i internauci. Zarówno w tonie żartobliwym, jak i poważnym.

Były minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak: „Już powoli da się rozpoznać premiera Morawieckiego po niepowtarzalnym wulgarnym stylu. Ale żeby tak o Kubicy!?”.

Wicemarszałek Sejmu i poseł Kukiz’15 Stanisław Tyszka: „Jakim trzeba być człowiekiem, by powiedzieć »na szczęście złamał rękę, raz, drugi…«?”.

Redaktor naczelny tygodnika „Newsweek”, Tomasz Lis: „różnych polityków i premierów Polska miała, ale pan Morawiecki jest nie do obrony. Po tekstach o kontuzji Roberta Kubicy, w oczach milionów Polaków pozamiatał się na wieki wieków amen.”

Jacek Nizinkiewicz z „Rzeczpospolitej”: „Nie ważne, czy Mateusz Morawiecki był wtedy osobą prywatną, szefem zagranicznego banku, a dziś jest premierem… To jest po prostu po ludzku złe.” – pisze.

Kamil Durczok na swoim profilu napisał: „A tak po ludzku, panie Morawiecki, to co pan wygaduje o Kubicy, to regularna chamówa”.

Rzecznik Platformy Obywatelskiej Jan Grabiec przypomniał, że wypadek Kubicy, który „podsumował” Morawiecki, kwalifikował się jako „zagrażający życiu”.

Z kolei popularna na Twitterze komentatorka Kataryna celnie skwitowała postawę premiera – inną wobec narażonego na kontuzje sportowca niż względem mogącego być przydatnym polityka. Jak podkreśliła, w tym kontekście nie potrafi zrozumieć postawy premiera.

Co interesujące, politycy PiSu ten „wątek taśmowy” potraktowali nadzwyczaj poważnie. Adam Bielan powiedział dziś w rozmowie z Moniką Olejnik, że Mateusz Morawiecki spotkał się z Robertem Kubicą. Ta troska również nie umknęła uwadze komentatorów.

Dziennikarz TVN24 Konrad Piasecki:„Jeśli taśmy są »odgrzewanym kotletem« i »znaną od paru lat prywatną rozmową bez znaczenia«, to dlaczego premier spotyka się nagle z Robertem Kubicą dziś, by się z nich wytłumaczyć?”.

Michał Kolanko: „Spotkanie PMM z Kubicą o którym mówił @AdamBielan najlepiej świadczy o powadze sytuacji i próbach „damage control” w wykonaniu PiS. Po ujawnieniu innych fragmentów reakcja była inna”

Afera podsłuchowa może pogrążyć Mateusza Morawieckiego. I tylko jeden wątek – z Robertem Kubicą.

>>>

PiS w propagandzie sukcesu przeskoczył doktora Goebbelsa

Prezes przekonał mnie, że autor poniższych cytatów, to nie jest ten , który jest teraz premierem. Naprawdę. Ten, który to mówił, to był Morawiecki Tuska. A ten dzisiejszy, to Morawiecki Jarka. Zupełnie inny. Podobny, to fakt. Ale inny.

Na archiwalnym nagraniu sprzed 17 lat, opublikowanym przez posłankę Joannę Scheuring-Wielgus słyszymy, jak obecny polityk PiS-u tłumaczy, że siadanie dzieci na kolanach księdza, całowanie i głaskanie ich przed duchownego ‚nie miały podtekstu seksualnego’. ‚Oglądając tę wypowiedź, mam wrażenie, jakbym nie wyszedł z filmu Kler’ – komentuje Jarosław Kurski i dodaje: ‚Piotrowicz zrobił u boku Kaczyńskiego polityczną karierę. I słusznie. Dowiódł bowiem, że można mu powierzyć każdą brudną robotę’.

Po co nam przekop Mierzei Wiślanej? Kontenerowce nie przypłyną, bo się nie opłaci. Okręty wojenne nie przypłyną, bo za płytko. Rybacy nie przypłyną, bo już nie będzie ryb. Co przypłynie? Głosy dla PiS.

– Jestem przekonany, że pierwsza łopata pod przekop Mierzei Wiślanej zostanie wbita w trakcie tej kampanii wyborczej – zapewniał niedawno w Radiu Olsztyn prezes PiS Jarosław Kaczyński.

W trójmiejskiej „Wyborczej” Paulina Siegień od razu przypomniała, że pierwsza łopata została już w mierzeję wbita – 14 października 2015 r. Podczas ówczesnej kampanii przed wyborami do parlamentu wbił ją poseł PiS Andrzej Jaworski. – Zaczynamy kopać ten przekop, żeby ta inwestycja w końcu ruszyła – zapowiadał, szuflując piasek w Kątach Rybackich.

Państwową bumagę pomysł zyskał w ubiegłym roku, kiedy posłowie uchwalili (nie tylko głosami rządzącej prawicy, za głosował prawie cały Sejm), a prezydent podpisał specustawę dotyczącą inwestycji. Budowa miała się zacząć już w tym roku, a skończyć się w roku 2022. Ale władze centralne, które mają finansować przekop Mierzei Wiślanej, nie rozpisały jeszcze przetargu. A Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Olsztynie nie wydała decyzji środowiskowej. Inwestycji, która ma ingerować w cenne przyrodniczo obszary unijnego programu Natura 2000, nie zatwierdziła – co akurat wydaje się dla rządowego zielonego światła najmniejszą przeszkodą – Komisja Europejska.

Afera taśmowa.film z przesłuchania kelnera: „Boję się o swoje życie” >>>

– Marek Falenta pytał mnie, w jaki sposób mógłby dotrzeć do premiera Donalda Tuska. Twierdził też, że jest blisko z polską prawicą i PiS-em, i że może łatwo zorganizować spotkanie z Jarosławem Kaczyńskim – mówił w trakcie prokuratorskiego przesłuchania cztery lata temu Łukasz N., najsłynniejszy kelner w Polsce, skazany za nielegalne podsłuchiwanie polityków w warszawskiej restauracji „Sowa i Przyjaciele”. Publikujemy film nieznany dotąd opinii publicznej.

Do dziś tego nagrania nie widział nikt poza sądem i służbami prowadzącymi śledztwo w sprawie afery taśmowej. To zapis zeznań, jakie kelner skazany za nielegalne podsłuchiwanie polityków złożył w prokuraturze 23 czerwca 2014 r. Nagranie otrzymaliśmy oficjalnie od sądu wraz z aktami sprawy. Przedstawiamy 14-minutowy skrót tego nagrania.

 

Łukasz N. przyznał się do winy i współpracował z organami ścigania. W czasie przesłuchania szczegółowo opowiada o swojej roli w przestępczym procederze. Tłumaczy też m.in., w jaki sposób poznał się z Markiem Falentą.

Do ich pierwszego spotkania doszło w restauracji „Sowa i Przyjaciele”. Według zeznań Łukasza N., z propozycją podsłuchiwania biznesmenów Falenta miał się do niego zwrócić latem 2013 r. Z biegiem czasu podjęli decyzję, by nagrywać wszystkie rozmowy, także te, w których uczestniczyli znani politycy.

– Miałem zapewnienie od Falenty, że będą z tego duże pieniądze, że on może na tym zarobić miliard złotych. Ja wynegocjowałem dla siebie 10 tys. zł miesięcznie. Mówił mi, że będę bardzo bogaty – opowiadał prokuratorom Łukasz N.

Według kelnera, Falenta sugerował, że informacje pochodzące z podsłuchów może wykorzystywać także do „załatwiania jakichś spraw ze służbami”.

– Falenta twierdził też, że jest blisko z PiS-em i że może łatwo zorganizować spotkanie z Jarosławem Kaczyńskim. Że jak się zmieni władza u nas, jak PiS przejmie władzę, to mogę dostać nawet jakąś tekę, jakieś stanowisko w rządzie PiS. Ja to traktowałem jako dygresję – mówił kelner. Równocześnie zaznaczał, że Falenta szukał sposobu, by „dotrzeć do Donalda Tuska”.

Łukasz N. opowiedział także o momencie poprzedzającym wybuch afery taśmowej. Mówi, że dostał smsa od Jacka Krawca, ówczesnego prezesa PKN Orlen. – Pisał do mnie, że „chodzą słuchy na mieście”, że w restauracji „Sowa i Przyjaciele” były nagrywane rozmowy – wspomina.

– [Wtedy] napisałem do Sławomira Nowaka, że dostałem taką informację od pana Krawca, że były nagrywane spotkania u mnie w restauracji i mają być opublikowane. (..) Nowak był przerażony, że teraz to już będzie skończony – powiedział w trakcie przesłuchania Łukasz N.

W prokuraturze kelner zeznał także, że „dla wielu osób, a zwłaszcza dla Marka Falenty, stał się niewygodny”. – Przez to obawiam się, że coś się może stać z moją osobą. Po prostu boję się o swoje życie – stwierdził.

Według naszego informatora czekający na wyrok Marek Falenta ma nagranie kompromitujące premiera Morawieckiego. To jego „polisa ubezpieczeniowa”. Kto jeszcze ma dostęp do nieznanych dotąd podsłuchów?

Gdy w czwartek Onet i TVN24.pl ujawniały kolejne fragmenty 3,5-godzinnej rozmowy, którą Mateusz Morawiecki prowadził w warszawskiej restauracji Sowa & Przyjaciele z prezesem PKO BP Zbigniewem Jagiełłą, prezesem PGE Krzysztofem Kilianem i jego zastępczynią Bogusławą Matuszewską, w sukurs premierowi przyszła prorządowa TVP Info. Samuel Pereira, szef portalu tej telewizji, opublikował podsłuch z tej samej restauracji, gdzie jedynym zidentyfikowanym z nazwiska politykiem jest Sławomir Nowak, b. minister transportu w rządzie Donalda Tuska. Nagrana w 2013 r. rozmowa nie jest szczególnie sensacyjna. Ważniejsze jest to, że to kolejny zapis, którego nie ma w aktach prokuratury prowadzącej śledztwo w sprawie afery podsłuchowej.

Pereira już raz opublikował nagranie, którego nie ma w aktach. Też stało się to w chwili, gdy władza PiS przeżywała problemy. Pierwszą z nieznanych taśm Pereira „odpalił” na początku czerwca 2017 r. Opinia publiczna była wtedy wstrząśnięta ujawnionym przez TVN filmem pokazującym tortury paralizatorem, którym policja z Wrocławia poddawała Igora Stachowiaka. TVP Info wrzuciła wtedy do sieci rozmowę ks. Kazimierza Sowy z szefem BOR gen. Marianem Janickim oraz Pawłem Grasiem, prawą ręką Tuska.

„Mateusz Morawiecki został ustanowiony na pozycji premiera przez Jarosława Kaczyńskiego z taką myślą, że oto taki nobliwy narodowiec z dobrą przeszłością, dobrze wykształcony, kulturalny itd. Z tych taśm wynika, że to jest trochę farbowany lis, liberalny, farbowany lis, który w swoich wypowiedziach używa języka knajackiego” – powiedział Ryszard Bugaj w „Faktach po Faktach w TVN24.

Były doradca prezydenta Lecha Kaczyńskiego dodał, że prezes PiS kreuje Morawieckiego na Wallenroda dopiero teraz, kiedy mleko się rozlało. Wcześniej to był człowiek od dzieciństwa funkcjonujący jako niezłomny, niebudzący wątpliwości, krystaliczny, nieuwikłany w układy. W tej chwili ten obraz się załamuje”. Bugajowi nie odpowiadają też wulgaryzmy i kolokwializmy, które słychać na nagraniach. – „Morawiecki używa w swoich wypowiedziach języka knajackiego. A to nie jest prawda, że w polityce ludzie się nagminnie posługują takim językiem” – powiedział.

Drugim gościem programu był Ludwik Dorn, który użył jeszcze innego określenia na wybielanie premiera przez Jarosława Kaczyńskiego. – „PiS kreuje Morawieckiego na naszego człowieka w Abwehrze, który zakładał barwy ochronne, żeby lepiej rozpracowywać wroga. Nie można się czepiać Hansa Klossa, że miał stosunki z gestapowcami, skoro pracował dla słusznej strony” – kpił były wicepremier w poprzednim rządzie PiS.

Jego zdaniem, najważniejsze w aferze taśmowej z nagraniem Morawieckiego są zeznania kelnerów. – „One są poważne, potwierdzają się i tam jest mowa o przestępczym procederze. Zeznają, że odsłuchując taśmę słyszeli umawianie się obecnego premiera rządu z niezidentyfikowanym dżentelmenem w sprawie procederu przestępczego” – powiedział Dorn.

Tamara Olszewska pisze na koduj24.pl o tworzeniu pisowskich kadr.

Partia rządząca rozpoczęła tworzenie nowej kadry naukowej, która zmieni mentalnie cały naród na w pełni pisowski.

Życie w Polsce już od prawie trzech lat przypomina ostrą „jazdę bez trzymanki”. Nie ma dnia, by człowiek mógł się nieco ponudzić, zająć się sobą, oddać relaksowi. Polityka pcha się drzwiami i oknami, nie daje nam złapać oddechu, odpocząć. Istne wariactwo. Powiem krótko, jestem zmęczona, czuję się bezradna, a moje poczucie stabilizacji i bezpieczeństwa stało się tylko wspomnieniem. Ciekawe, jak długo jeszcze ten zawyżony poziom adrenaliny pozwoli zachować w miarę stabilną psychikę? PiS rozkręca się z każdą wręcz sekundą, przyspieszając już co najmniej do 300 km na godzinę i tylko szkoda, że za kierownicą tej rozszalałej maszyny brak myślącego kierowcy.

PiS wziął się za realizację nowego programu „PiS – Edukacja Plus”, czyli… tworzenie nowej kadry naukowej, która niebawem będzie wbijać w polskie, młode głowy treści, które zmienią mentalnie cały naród na w pełni pisowski. Na horyzoncie pojawiło się już dwóch „mentorów”. To oni przetrą szlaki i poprowadzą młodzież ku świetlanej, pisowskiej przyszłości. To panowie Zybertowicz i Waszczykowski.

Zacznijmy od Andrzeja Zybertowicza, doktora habilitowanego nauk humanistycznych, a obecnie doradcy społecznego prezydenta Andrzeja Dudy oraz szefa BBN. Często publikuje on swoje teksty na łamach „Sieci”, „Naszego Dziennika” czy „Gazety Polskiej”. To on znalazł przyczynę „antypolonizmu” w Izraelu. Nie lubią nas tam „z poczucia wstydu. […] Za bierność w czasie Holokaustu. Niektórzy tłumaczą, że brutalne rozprawianie się z Palestyńczykami czy Hezbollahem to także forma odreagowywania”. Jest entuzjastą pisowskiej władzy i ostrzega: – „Jeśli dobra zmiana przegra, to walec okołoglobalistyczny, walec demoliberalnych konwulsji, choć zwichrowany, może doprowadzić do sytuacji, w której kolejnej szansy na rekonstytucję narodu polskiego nie będzie. Może wygrać projekt Unii, która Polskę „zmodernizuje” przez depolonizację i dechrystianizację. Bez sukcesu dobrej zmiany nie będzie zatem nie tylko narodu polskiego, lecz być może nawet tkanki narodotwórczej zdolnej do kolejnego zrywu”.

Często jego wypowiedzi „powalają na kolana”. Jest w swoich poglądach niezwykle jednostronny, w osądach niezwykle subiektywny i widać, że oddał serce oraz duszę obecnej władzy. A teraz uznał, że coś mu się od życia należy, że zasłużył na uznanie, że osiągnął taki poziom intelektualny, by iść między młodych ze swoją nauką. Idealny wręcz materiał na mentora i nauczyciela. Postanowił więc sięgnąć po tytuł profesorki. Nie taki okazjonalny z racji wykładania na uczelni wyższej, ale ten prawdziwy, wieńczący jego wspaniały dorobek naukowy. 14 listopada 2017 r. do jego starań przychyliła się Rada Wydziału Humanistycznego Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu i wskazano 5 recenzentów, którzy mieli ocenić jakość jego dorobku naukowego.

I tu zaczyna się ciekawa historia. Zybertowicz zdobył uznanie i poparcie wniosku o profesurę, choć jeden z recenzentów napisał o jednej z jego prac, że to „Samobójstwo Oświecenia” i dorzucił: – „Pomysłowo pomyślana praca nad Oświeceniem cierpi, bo została tylko dotknięta i nawet nierozpoczęta. Dlatego uważam polemikę z wnioskami Zybertowicza za niemożliwą. Nie dostarcza on dostatecznego materiału do takiej polemiki”.

O pracy „Privatizing the Police State: The Case of Poland”, którą Zybertowicz napisał z Marią Woś padły słowa: – „Wnioski w niej zawarte są delikatnie mówiąc dziwaczne”. Dlaczego? Recenzent wyjaśnia: – „Twierdzenie, że w zasadzie transformacja jest ‚dziełem’ tajnych służb wydaje się dziwaczne i niemal groteskowe. A na pewno nie jest uzasadnione naukowo. A zatem praca ta zawiera wiele interesujących informacji, zwłaszcza na temat działania tajnych służb, natomiast konkluzja jest zdecydowanie na wyrost„. Kolejny profesor recenzent ocenia jego pracę, pisząc, że „Twierdzenia Zybertowicza na temat eksterminacji gatunku ludzkiego przyjmują wprost tabloidalną i karykaturalną postać”. Tak więc panowie sobie krytykują, a jednak zgadzają się na rozpoczęcie działań w kierunku uzyskania tytułu profesorskiego przez człowieka, którego sami uważają za nierzetelnego i mówiąc otwarcie, po prostu kiepskiego, w tej dziedzinie naukowej.

No i kolejna „perełka”, czyli Witold Waszczykowski, były już minister spraw zagranicznych, doktor habilitowany nauk humanistycznych. Jako właśnie ten minister spotkał się „z różnymi ministrami. Z niektórymi, jak np. na Karaibach po raz pierwszy chyba w historii naszej dyplomacji. Na przykład z takimi krajami, jak San Escobar albo Belize. Uważał, że należy „drastycznie obniżyć poziom zaufania wobec UE. Zacząć prowadzić politykę negatywną”. Piętnował poprzedni rząd, który „realizował określony program. Jakby musiał się świat według marksistowskiego wzoru poruszać automatycznie tylko w jednym kierunku – do nowej mieszanki kultur i ras, do świata rowerzystów i wegetarian, którzy stawiają tylko na energie odnawialne i walczą przeciw każdej formie religii. To nie ma nic wspólnego z tradycyjnymi, polskimi wartościami”.  Choćby człowiek nie wiem jak chciał, to nie ma szans, by znaleźć w panu Waszczykowskim coś więcej niż bezkrytyczne oddanie i podporządkowanie partii rządzącej i jej prezesowi.

I co się dzieje? Pan Waszczykowski wygrał konkurs w Instytucie Studiów Strategicznych Wydziału Bezpieczeństwa Narodowego na Akademii Sztuki Wojennej w Warszawie i został zatrudniony na stanowisku adiunkta w Katedrze Bezpieczeństwa Międzynarodowego i Dyplomacji. Władze uczelni, z której już wyrzucono wszystkich, niepasujących do pisowskiej koncepcji dydaktycznej, uznały, że „przełoży swoje doświadczenia zawodowe także na dorobek naukowo-badawczy” i będzie super. Będzie prowadził zajęcia „Współczesne zagrożenia bezpieczeństwa międzynarodowego” dla uczniów pierwszego stopnia na kierunku Bezpieczeństwo Międzynarodowe i Dyplomacja. Chyba nie muszę mówić, jak prowadzone będą te zajęcia i jakie poglądy prezentowane, prawda?

Podejrzewam, że program „PiS – Edukacja Plus” nabierze ostrego tempa. W końcu w interesie władzy jest wymiana dotychczasowej kadry naukowych „wykształciuchów” na tych poprawnych politycznie”, bardzo pisowskich, zniewolonych poglądowo, którzy bezkrytycznie zajmą się produkcją Homo PiSus. Niebawem zapewne usłyszymy o Misiewiczu, który wreszcie skończy studia u Rydzyka i wraz ze swoim guru Macierewiczem zajmą się przysposobieniem obronnym w szkołach podstawowych oraz liceach. Chłopcy narodowcy przejmą lekcje historii, lekcje religii z elementami języka polskiego będą odbywać się 7 razy w tygodniu. Uczelnie wyższe przejmie pani Sobańska z ojczulkiem Rydzykiem i to oni będą decydować, kto ma nauczać, jak i co.

Nieważne, że wiedza kadry „dobrej zmiany” będzie wołać o pomstę do nieba. Ważne, że wreszcie – trawestując Jana Zamoyskiego, „Rzeczpospolita będzie taka, jak jej młodzieży chowanie”, czyli….

Waldemar Mystkowski pisze o konsekwencjach afery podsłuchowej.

Taśmy z podsłuchu w „Sowie & Przyjaciołach” mają niecodzienną siłę kreowania polskiej polityki i wcale to dobrze nie świadczy o polskim państwie. Poniewczasie trzeba zgodzić się z jednym z inteligentniejszych podsłuchanych Bartłomiejem Sienkiewiczem, iż mamy „państwo teoretyczne” – zresztą taki tytuł nosi jego najnowsza książka.

Główny pomysłodawca podsłuchów Marek Falenta był w ścisłym kontakcie z kierownictwem PiS. Nawet się chwalił, że ma dobre dojścia do Jarosława Kaczyńskiego. Falenta liczył na tekę ministra, gdy PiS dojdzie do władzy. Tak zeznawał jeden z kelnerów Łukasz N., który na polecenia Falenty zakładał podsłuchy: – „Falenta twierdził też, że jest blisko z PiS-em i że może łatwo zorganizować spotkanie z Jarosławem Kaczyńskim. Że jak się zmieni władza u nas, jak PiS przejmie władzę, to mogę dostać nawet jakąś tekę, jakieś stanowisko w rządzie PiS”.

Co zatem się stało, że Falenta dostał wyrok do odsiadki i skończy w więzieniu? Ciąg szpiclowskiej fabuły może wiele wytłumaczyć, dalej mówi ów kelner: – „Miałem zapewnienie od Falenty, że będą z tego duże pieniądze, że on może na tym zarobić miliard złotych. Ja wynegocjowałem dla siebie 10 tys. zł miesięcznie. Mówił mi, że będę bardzo bogaty”. „Duże pieniądze” miały przyjść od obcych służb.

Jakich służb? Tylko od rosyjskich, bo Falenta był na miliony zadłużony u mafii sołncewskiej, która jest krwawymi rękami Kremla. A więc mamy w tle Władimira Putina, któremu zależy na destabilizacji Polski i przede wszystkim na rozchwianiu Unii Europejskiej.

Dlaczego zatem PiS podjął współpracę z Falentą, wszak nietrudno było sprawdzić, gdzie kręci swoje szemrane biznesy? Odpowiedzi są dwie. Kaczyński chciał za wszelką cenę odsunąć Platformę od władzy i przymykał oko na rosyjskie ślady. Albo prezesowi PiS wszystko jedno i godzi się być Targowicą. Wszak w dalszym ciągu mało wiemy o bliskim współpracowniku Kaczyńskiego Antonim Macierewiczu: jakie dokładnie ma powiązania z Kremlem. Starał się to rozwikłać Tomasz Piątek w swojej bestsellerowej książce „Macierewicz i jego tajemnice”.

Czy można zatem rzec, iż PiS doszedł do władzy z możliwą kontrasygnatą rosyjskich służb? Gdy Onet dotarł do 40 tomowych akt, dotyczących afery podsłuchowej, opublikowano wreszcie zapis jednej taśmy – na razie tylko ona jest dostępna – na której zanotowano głos Mateusza Morawieckiego, kompromitujący go jako polityka, a nawet człowieka.

Przez dwa dni PiS nie wiedział, co z tym fantem zrobić. Morawiecki nawet dał nogę do Nowego Jorku, aby dziennikarze go nie nagabywali. Wreszcie prezes Kaczyński zgodził się na występ w podległej sobie telewizji TVP i usprawiedliwił Morawieckiego. W swoim stylu stwierdził, że – w największym skrócie – Morawiecki to Konrad Wallenrod.

Wywiad z Kaczyńskim jest niewiele warty, bo prezes też może być zakładnikiem – zarówno wiadomych służb, jak i zakładnikiem tego, który ma w posiadaniu następne taśmy z Morawieckim. Podobno jeszcze jedna na pewno jest na rynku szantażu – tak twierdził „Newsweek” 2,5 roku temu.

Morawiecki wrócił z ucieczki i dał głos u najbardziej pisowskich dziennikarzy Karnowskich – konkretnie Jacka K. – w telewizji internetowej wPolsce.pl. I co mówi? Określił „swoją” taśmę jako odgrzewany kotlet: – „Te taśmy wszystkie były pokazane w „Newsweeku” 2,5 roku temu”. To jest kolejne kłamstwo Morawieckiego. Taśma owszem była opisana, ale bardzo ogólnie. Onet cytuje duże passusy o korupcji i kumoterstwie oraz powołuje się – to może jest nawet najważniejsze – na 40 tomów akt śledztwa.

Morawiecki zatem prezentuje dobre samopoczucie po zapewnieniu Kaczyńskiego o jego wallenrodyzmie i mówi: – „Ja z drogi naprawy Rzeczpospolitej, którą mam ogromny honor czynić pod rządami PiS, w tym obozie politycznym, naszym obozie, ja z tej drogi nie zejdę” (cytuję in extenso). Czyli dalej będzie demolowane sądownictwo, nasze relacje z Unią Europejską, które są zagrożone Polexitem.

Na Kremlu zacierają ręce z takiej „naprawy Rzeczpospolitej” i destrukcji UE. Tym się różni Morawiecki od Falenty, że jemu się udało, a Falenta zaliczy pryczę za kratami. Taśmy podsłuchowe będą dalej rozstrzygać o polskiej polityce, najprawdopodobniej zaciążą na bycie Polski i niestety pod władzą PiS możemy oczekiwać najgorszego. Oczekuję, że za ten temat zabiorą się najlepsi dziennikarze śledczy, acz będą narażeni, bo tak to jest z wolnym słowem i wolnymi mediami w autorytaryzmach.