Archiwa tagu: Norman Davies

Konstytucja nie jest przestrzegana, więc zabroniona

„Zachowaniem mogącym podważyć zaufanie do niezawisłości i bezstronności sędziego jest publiczne używanie przez sędziego infografik, symboli, które w sposób jednoznaczny są lub mogą być identyfikowane z partiami politycznymi, związkami zawodowymi, a także z ruchami społecznymi, tworzonymi przez związki zawodowe, partie polityczne lub inne organizacje prowadzące działalność polityczną” – napisano w uchwale przyjętej przez nową Krajową Radę Sądownictwa. Została ona – jak wiadomo – wybrana przez PiS i Kukiz’15.

W związku z tym prawnik Oskar Sobolewski zapytał na Twitterze: – Czy to jest jedna z takich zakazanych infografik?” i dołączył napis „Konstytucja”.

Odpowiedź zastępcy rzecznika nowej KRS Jarosława Dudzicza brzmiała: – „Jest utożsamiana z określoną opcją polityczną. A sędzia – przypominam – ma być apolityczny i swoją postawą nie wzbudzać podejrzeń, że tak nie jest”.

„Przeciwnicy demokracji usiłują upolitycznić słowo „Konstytucja”. Dla nas „Konstytucja” jest aktem prawnym, który szanujemy. Koszulka z „Konstytucją” nie kojarzy się z żadnym ugrupowaniem politycznym, ale z organizacjami społeczeństwa obywatelskiego. Ja jako sędzia mam prawo taką koszulkę zakładać. Ta uchwała to przejaw bezradności politycznego organu, który jako ramię rządu próbuje pacyfikować sędziów. W naszym sądzie rozprowadziliśmy już ponad 400 takich koszulek. Po tej uchwale będziemy mieć dodatkową motywację” – powiedział „GW” sędzia Waldemar Żurek. A sędzia Bartłomiej Przymusiński, rzecznik prasowy Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia skomentował: – „Panu Dudziczowi Konstytucja kojarzy się z polityką” – skomentował.

Znacząco zabrzmiał wpis Jacka Barcika: – „Uchwała opublikowana 13 grudnia. Pseudo-KRS, duchowy dziedzic marionetek z PRON ma znakomite wyczucie czasu. Cóż, dla przypomnienia: zima wasza, wiosna nasza! 1981 r. – wolność i suwerenność; 2018 r. – KONSTYTUCJA, przyzwoitość, normalność i zdrowy rozsądek”.

Zakazane słowo Konstytucja, tak mają okupaci – zakazują. Hitlerowcy zakazywali śpiewać. Nowi okupaci zakazują t-shirtów.

Depresja plemnika

Do fundacji „Nie lękajcie się” zgłosiły się trzy kolejne ofiary księdza Henryka Jankowskiego. – Opisują, jak ksiądz Jankowski się przy nich masturbował czy dotykał ich w miejscach intymnych – mówi prezes fundacji w rozmowie z „Super Expresem”.

Jak informuje „Super Express”, do fundacji „Nie lękajcie się” od momentu nagłośnienia sprawy prałata Jankowskiego zgłaszają się kolejne ofiary, które opisują, że w przeszłości były przez niego molestowane.

Henryk Jankowski. Kolejne zarzuty o pedofilię

Zgłoszenia od kolejnych ofiar księdza Jankowskiego przychodzą do fundacji „Nie lękajcie się” między innymi w formie listów. Nie wszystkie z ofiar chcą ujawniać swoje dane osobowe. W ostatnich dniach do „Nie lękajcie się” zgłosiło się trzech mężczyzn z Gdańska, Anglii i Niemiec, którzy opisują, że byli przez niego molestowani.

– To trzech dorosłych mężczyzn, którzy na przełomie lat 80. i 90. mieli po kilkanaście lat – mówi prezes fundacji „Nie lękajcie się” Marek Lisiński w rozmowie z „Super Expressem”.

Jak dodaje…

View original post 1 251 słów więcej

Kaczyński skończy sromotnie jak Janukowycz, albo Ceaușescu

Polska na 100-lecie niepodległości jest Polską niezgody, skłóconą, rozrywaną sprzecznymi emocjami. A to wszystko jest skutkiem dążenia wybranej demokratycznie rządzącej partii PiS do zniszczenia dorobku Polaków po 1989 roku i zamiany demokracji na rodzaj miękkiej, katolicko podbudowanej dyktatury politycznej. Jednakże rządząca partia, która dysponuje większością parlamentarną, nie jest większością społeczną, nigdy nie była i mam nadzieję, nigdy nie będzie! Więc reszta społeczeństwa w coraz większym stopniu zaczyna rozumieć zagrożenie i mam nadzieję, że zacznie bardziej aktywnie działać na rzecz obrony demokratycznego państwa prawa – mówi prof. Ireneusz Krzemiński, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego

KAMILA TERPIAŁ: Z czym dzisiaj kojarzy się Święto Niepodległości?

IRENEUSZ KRZEMIŃSKI: Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Właściwie nie wiadomo, co świętujemy, poza ogólnie sformułowaną wolnością, odzyskaniem wolności i państwa. Jakiego państwa? Jakie treści się za tym kryją? Wiadomo, że centralnym punktem jest marsz nacjonalistów i przedwojenne hasło „katolickie państwo narodu polskiego”. Nie wiem, czy chcę w ten sposób czcić rocznicę odzyskania niepodległości. Nie wiem nawet, kto jest prawdziwym bohaterem, nikt nie rozpoczął dyskusji na ten temat. Właściwie nie wiem, co obchodzę, obchodząc 100-lecie niepodległości! Wobec tego: jakie wnioski mamy z tego święta wyciągnąć? Na myśl przychodzi mi tylko jeden.

Jaki?
Przechodziłem w środę przez plac Piłsudskiego i zauważyłem, że pomnik Lecha Kaczyńskiego jest nieco większy i wybija się bardziej niż pomnik Józefa Piłsudskiego.

Mamy zatem na jednym placu dwóch bohaterów – Marszałka i byłego prezydenta, którego jedyną zasługą jest to, że otworzył Muzeum Powstania Warszawskiego i zginął w katastrofie, do której nie powinno dojść. To budowanie nieprawdziwego bohatera narodowego i dość kiepska treść obchodów tego 100-lecia.

Hanna Gronkiewicz-Waltz wydała zakaz Marszu Niepodległości. Po czym prezydent objął go swoim patronatem i uczynił wydarzeniem państwowym. Nie wiem, czy śmiać się, czy płakać?
Jak wiadomo, Andrzej Duda próbował coś wcześniej negocjować z nacjonalistami, zaprosił byłych prezydentów na obchody i Marsz Niepodległości, po czym sam się z tego wycofał. Teraz mamy bardziej skomplikowaną sytuację, niż wtedy, gdy odpowiadałem bezpośrednio na pani pytanie. Jest właśnie piątek wieczór i właściwie nie wiemy, co się będzie działo! Było pewne, że sąd zakwestionuje decyzję prezydent Gronkiewicz-Waltz, lecz jej decyzja była przeciwko marszowi, który zamienić się mógł w manifestację neofaszystów europejskich! Wszak udział zapowiedzieli neofaszyści włoscy, słowaccy i z paru innych krajów! Teraz ma być marsz prezydencko-rządowy, ale może będą dwa marsze?

Mam wrażenie, jakbym oglądał przedstawienie Sławomira Mrożka, ale nie na scenie teatralnej, tylko wielkiej, publicznej scenie Polski. Tylko to chyba przerasta nawet wyobraźnię Mrożka…

Dlaczego w ogóle wcześniej próbowali się dogadać z nacjonalistami?
Od początku rządów PiS-u obserwujemy, pomimo kilku niespójności, bardzo przychylną postawę wobec radykałów nacjonalistycznych, czyli polskich faszystów. Ich hasła nie różnią się niczym od tych, które znamy z historii. Władza myślała, że uda im się przejąć akcję narodowców. Tyle że najpierw, uchwalając ustawę o zgromadzeniach cyklicznych, zapewniono im prawo do organizacji marszu, później zapewne w jakiś sposób próbowano ich przekupić, ale się nie udało. W końcu oficjalnie przejęto. Ale podstawy prawne tej decyzji są bardzo wątpliwe!

Czym może zakończyć się taki flirt władzy tymi środowiskami?
Władza podejmuje też nieliczne akcje przeciwko radykałom, ale z reguły im sprzyja. Z jednej strony jest to chęć włączenia narodowców w ogólną nutę katolickiego państwa pseudodemokratycznego, ale z drugiej chodzi też o to, aby zachować nad nimi kontrolę, tak aby nie wystawali poza hasła narodowe, ale już nie faszystowsko-nacjonalistyczne.

PiS zjednoczony z częścią episkopatu chciałby całkowicie reprezentować nurt narodowy. Koniec końców, przedwojenny ONR działał legalnie tylko kilka miesięcy.

PiS-owi trudno będzie nad nimi zapanować?
To są tak naprawdę małe grupki, ale rosną w siłę, także intelektualnie. Oni się po prostu douczają. Z własnego doświadczenia wiem, że ludzie z ONR-u są coraz bardziej intelektualnie przygotowani, sięgnęli do obrzydliwej tradycji nacjonalizmu i faszyzmu polskiego, mają argumenty i sami się organizują. Skłonni są do podejmowania dyskusji, wysuwając argumenty, które ludzi mogą skołować. Tym bardziej że nie ma intelektualnego przeciwdziałania tego rodzaju ideologii.

Jeszcze raz przytoczę wyniki badań CBOS-u, z których wynika, że tylko 7 proc. badanych czuje się nacjonalistami, ale aż ok. 20 proc. nie potrafi powiedzieć, czy tak, czy nie. To jest ogromna, niezdecydowana część społeczeństwa i terytorium do podbicia przez zorganizowane grupki nacjonalistów. To może się wymknąć spod kontroli Jarosława Kaczyńskiego i jego dworu.

A wtedy będzie bardzo niebezpieczne, dlatego że będzie antagonizowało i tak już niezwykle zantagonizowaną scenę polityczną i społeczeństwo. Emocje całkowicie dominują nad racjami i argumentami. To może prowadzić do bardzo poważnych konsekwencji.

Dlaczego historia nas niczego nie uczy? Wiele osób pyta, jak to możliwe, że w kraju tak doświadczonym podczas II wojny światowej nacjonalizm podnosi głowę.
Odpowiedź można znaleźć w wizji przeszłości, w której własne winy są zrzucane na innych. Spore zasługi ma tutaj ojciec Tadeusz Rydzyk, który stworzył ideologię odwołującą się do tradycji nacjonalistycznych, umiejętnie je rozszerzył i pogłębił, budując nowoczesną wykładnię. W konsekwencji

podczas Święta Niepodległości kwiaty składane są nie tylko przed pomnikiem Romana Dmowskiego, ale ostatnio także – Józefa Piłsudskiego. Coś, co było różnymi wizjami Polski, kompletnie rozbieżnymi światopoglądami, okazuje się być czymś tożsamym, „zjednoczonym”! Obserwujemy zatracenie istotnej różnicy i nadanie polskości z jednej strony elementom, które wypracował Roman Dmowski, ale jednocześnie odwołanie się do tradycji narodu prześladowanego, czyli wizji romantycznej, z którą on walczył.

To my jesteśmy ofiarami, a za nasze klęski cały czas odpowiedzialne są Niemcy i Rosja. Jesteśmy też gnębieni przez Europę, a chcemy wybić się na własną niezależność, bo jesteśmy potęgą samą w sobie. A to idee, które jakoś przenikały słynne miesięcznice. Owszem, mamy elementy walki z takim myśleniem, ale to ciągle jest za mało, aby było polityczną przeciwwagą dla PiS-u.

Dlaczego nie potrafimy się cieszyć z odzyskania niepodległości?
Winna jest płytkość tych obchodów, nijakość, brak odwołania się do tego, co tak naprawdę stworzyło nowoczesną Polskę, czyli ruchu „Solidarności”. To jest przecież największy sukces tego 100-lecia, który odbudował Polską suwerenność i zbudował prawdziwą demokrację, którą teraz się niszczy. W dodatku zbudował wizję niepodległej Polski opartej na niepodległych obywatelach, a więc wolnym państwie opartym na prawach człowieka i obywatela. Nie można się jednak do tego odwołać, bo

przecież nie można wspomnieć o Lechu Wałęsie czy Tadeuszu Mazowieckim lub Bronisławie Geremku i innych bohaterach, którzy dla PiS-u stali się antybohaterami. Dlatego 11 listopada będzie jeden akcent, który będzie kompromitacją Polski i będzie budził sprzeciw wielu obywateli, czyli akcent nacjonalistyczny, neofaszystowski. To bardzo przygnębiające.

Powinna zmobilizować się druga strona, która nie zgadza się z tymi hasłami?
Mam nadzieję, że się zmobilizuje i wyjdzie na ulice, bo to pokaże, w jakim stanie jesteśmy, że nie ma jednej przekonującej wykładni przeszłości, jesteśmy w trakcie walki o to, co ma być polską tradycją, prawdziwym osiągnięciem. To będzie oddawało prawdziwy sens tych obchodów. Polska na 100-lecie niepodległości jest Polską niezgody, skłóconą, rozrywaną sprzecznymi emocjami. A to wszystko jest skutkiem dążenia wybranej demokratycznie rządzącej partii PiS do zniszczenia dorobku Polaków po 1989 roku i zamiany demokracji na rodzaj miękkiej, katolicko podbudowanej dyktatury politycznej. Jednakże

rządząca partia, która dysponuje większością parlamentarną, nie jest większością społeczną, nigdy nie była i mam nadzieję, nigdy nie będzie! Więc reszta społeczeństwa w coraz większym stopniu zaczyna rozumieć zagrożenie i mam nadzieję, że zacznie bardziej aktywnie działać na rzecz obrony demokratycznego państwa prawa.

Jaka jest rola Kościoła w budowaniu tej wizji historii i państwa?
W ostatnią niedzielę czytano w kościołach list Konferencji Episkopatu Polski na temat 100-lecia odzyskania niepodległości, przygotowany zresztą parę miesięcy wcześniej. Dla mnie jest to dokument zastraszający. Pokazuje, że mamy do czynienia z nakładaniem się działania politycznego PiS-u i większości kościelnych władz. Ani razu nie pada w nim słowo demokracja, nie ma mowy o miłości do ojczyzny i między narodami, kategorii pokoju i szacunku. Nie ma też mowy o udziale Kościoła w walce o wolną, demokratyczną i obywatelską Polskę „Solidarności”. Bardzo charakterystyczne, prawda?

Polityka PiS-u w pigułce?
Mamy delikatniejszą wersję „katolickiego państwa narodu polskiego”.

Co wynik wyborów samorządowych zmienił na scenie politycznej?
Z jednej strony te wybory zostały wygrane przez PiS, a z drugiej wcale nie zostały wygrane. Pokazały, że rośnie siła oporu społecznego.

Pomimo obrzydliwej propagandy obozu władzy Polacy zachowali swój rozsądek. PiS przegrał właściwie we wszystkich miastach, a to świadczy o tym, że kwestia samorządności i porządku społecznego, który nie jest państwem scentralizowanym, jest dla ludzi ważna. Odpowiedź na dążenia PiS-u jest jednoznaczna – żadnego centralizmu nie chcemy.

Jest więc nadzieja na umocnienie się ducha walki o demokratyczne, obywatelskie państwo prawa. Państwo, w którym władza jest kontrolowana w różnoraki sposób w interesie obywateli.

Poza tym to jest jasny sygnał, że pochód narodowego populizmu PiS-u jest do zatrzymania. Powtarzam to jak mantrę, że gdyby działania opozycji były mądrzejsze, bardziej przemyślane, pokazywały pożytki z demokracji, otwierały perspektywę na przyszłość, to wyniki obozu władzy byłyby gorsze. To nie były zwykłe wybory samorządowe i element ogólnopolskiej polityki, tak jak w wyborach parlamentarnych, odgrywał bardzo ważną rolę. Przypuszczam, że tak samo będzie w przypadku wyborów do PE.

Najważniejszym zadaniem dla opozycji jest stworzenie oddolnego ruchu, który będzie przekonywał do tego, żebyśmy zostali demokracją w Europie.

Ważne, żeby opozycja razem próbowała tworzyć taki ruch?
Wyobrażam sobie, że można stworzyć taki obraz koalicji, w której każdy zachowuje swoją tożsamość, ale wskazuje wspólny cel – nie tylko pognębienie PiS-u, ale także pokazanie innej propozycji odzyskania demokratycznego i bardziej sprawiedliwego niż dotąd państwa. Do tego potrzeba inteligentnych przywódców.

Taka mobilizacja wyborców i wynik wyborów był do przewidzenia?
Wydaje mi się, że tak. Chociaż kilka wyników było zaskakujących, m.in. wygrana w I turze Rafała Trzaskowskiego. Mobilizacja dotyczyła przede wszystkim tych, którzy byli obrażeni na PO, do tego dołączył jeszcze nowy prodemokratyczny elektorat. Badania pokazują, że akceptacja liberalnej demokracji, uznanie jej za ważny ustrój, chęć angażowania się po jej stronie w ciągu dwóch lat znacząco wzrosła i utrzymuje się na wysokim poziomie. Okazało się, że deklaracje zaczynają się przekładać na społeczne zachowania.

Kaczyński skończy sromotnie jak Janukowycz, albo Nicolae Ceaușescu.

Depresja plemnika

Przemówienie Donalda Tuska iskrzyło od odniesień do współczesnej sytuacji w Polsce. Szef Rady Europejskiej mówił o „współczesnych bolszewikach” i antyeuropejskich postawach. – To dla niego początek kampanii i już widać, jakie będą jej główne kierunki – mówi w rozmowie z Gazeta.pl dr Bartłomiej Biskup z Uniwersytetu Warszawskiego.

Donald Tusk w ramach Igrzysk Wolności wygłosił wykład pod tytułem „11 Listopada 2018. Polska i Europa. Dwie rocznice, dwie lekcje”. Szef Rady Europejskiej po historycznym wprowadzeniu płynnie przeszedł do współczesności. Kreśląc obraz współczesnej Europy były premier mówił o „brunatnym, jednoznacznie antyeuropejskim” i „nacjonalistycznym” nurcie w Europie. Jednak jedno z najmocniejszych sformułowań padło, gdy mówił o Polsce:

Liczcie przede wszystkim na siebie. Józef Piłsudski, kiedy pokonywał bolszewików, a więc bronił zachodu, to miał trochę trudniejszą sytuację niż my dzisiaj. Kiedy Lech Wałęsa pokonywał bolszewików w symbolicznym sensie, to miał o wiele trudniejszą sytuację. Skoro oni dali radę pokonać bolszewików, dlaczego wy nie mielibyście…

View original post 2 515 słów więcej

Kaczyński dał wykładnię, co ciemny lud ma myśleć o taśmach z nagraniami Morawieckiego (2)

„J. Kaczyński twierdzi, że Morawiecki to „był człowiek naszej strony”. I jak mu proponowano stanowisko wicepremiera i ministra finansów to „przyszedł do mnie”. A musiał się stosownie zachowywać w środowisku, jakim przebywał. Czyli Wallenrod. Ps. JK znów „włancza” – podsumował wywiad prezesa PiS w TVP Paweł Wroński. To nie jedyny błąd językowy popełniony przez Kaczyńskiego. Według niego w USA istnieje miasto, którego nazwę wymawia się: „Czikago”…

Wątek wallenrodyzmu w wykonaniu Morawieckiego przewijał się także w komentarzach innych dziennikarzy. – „Był w tym bardzo niedobrym środowisku” – mówi Kaczyński o Morawieckim w czasach, gdy był doradcą Tuska. Ale się nawrócił. Jako i Piotrowicz, Kryże etc.

Taśmy Onetu chyba zabolały, skoro sam prezes pofatygował się do studia TVP-is. Russia Today ogląda i czerpie wzorce” – napisała Hanna Lis.

„Kaczyński wyszedł, by uciszyć bunt przeciwko Morawieckiemu w PiS. „Może coś tam kiedyś powiedział, używając męskiego słowa”, ale „robił wiele dobrego nawet jak był po tej złej stronie”. A zanim odmówił przyjęcia teki ministra finansów w rządzie PO zdał relację Kaczyńskiemu” – to komentarz Patrycji Maciejewskiej.

Dziennikarze zwracali uwagę także na inny kontekst wizyty Kaczyńskiego w studiu TVP. – „To chyba musiał być niezły pożar w wewnętrznych badaniach zamawianych przez Nowogrodzką, skoro sam prezes musiał iść do tv i wystawić PMM świadectwo moralności…” – napisał Michał Szułdrzyński. – „Czyli dwa wnioski z wystąpienia PJK. 1. Morawiecki był w środowisku PO jak Wallenrod i Stirlitz razem wzięci. 2. Musi być jednak problem, skoro sam Naczelnik daje w mediach wykładnię, jak myśleć” – dodał Łukasz Warzecha.

Na sposób przeprowadzania wywiadu przez Danutę Holecką zwrócił z kolei uwagę Marek Migalski. – „Mam nadzieję, że dzieci i młodzież nie oglądają tego, co „red.” Holecka robi przed JK. To nie jest przyzwoite. Właściwa postawa dziennikarza w wywiadzie z Naczelnikiem” – napisał i umieścił zdjęcie Holeckiej, która z uwielbieniem i pokorą wpatruje się w Kaczyńskiego.

„Ulubiona reakcja funkcjodanuśki: „No właśnie”. Prezes też to lubi. I tak sobie rozmawiają” – podsumował wywiad Krzysztof Leski.

Więcej >>>

O tym, że istnieje taśma, na której nagrano Mateusza Morawieckiego, wiadomo było od dawna, do opinii publicznej przedostały się nawet jej fragmenty. Jednak ujawnienie całości nie bez powodu rozpaliło zainteresowanie mediów. Choć na nagraniu nie słychać niczego, co obciążałoby obecnego premiera w sensie prawnym, to politycznie materiał może okazać się bardzo kłopotliwy zarówno dla samego Morawieckiego, jak i dla jego ugrupowania.

Taśma zwraca bowiem uwagę opinii publicznej na cztery kwestie niewygodne dla premiera i jego politycznego zaplecza. Po pierwsze, przypomina jak bardzo Morawiecki był częścią rządzącego Polską przez osiem lat układu. Po drugie, pokazuje, że obraz Morawieckiego jako premiera pro-społecznego, walczącego z elitami o lepsze życie zwykłych Polaków, to dość świeża autokreacja. Po trzecie, skłania do pytań o pozostałe taśmy z udziałem Morawieckiego, o istnieniu których zeznali kelnerzy. Wreszcie, nagranie z udziałem szefa rządu po raz kolejny potwierdza to, jak bardzo cała afera taśmowa od początku była zmanipulowana i nieczysta.

Gdyby się inaczej ułożyła historii sprężyna

Pierwsza kwestia – uwikłanie premiera w świat elit PO – najbardziej szkodzi samemu Morawieckiemu i jego pozycji w PiS. Na trasie kampanii samorządowej premier lubi przedstawiać się jako bicz boży na skorumpowane elity, rządzące Polską przed rokiem 2015.

Taśmy przypominają, że Morawiecki sam był częścią „układu”, który dziś – mijając się czasem z prawdą – oskarża o wszystko, od bezradności w walce z mafiami VAT-owskimi, przez nieporadność w budowaniu dróg, po klękanie przed Niemcami. Na nagraniu słychać bankowca, utrzymującego świetne stosunki z elitą PO, łącznie z Tomaszem Arabskim – znienawidzonym przez twardy elektorat PiS ministrem gabinetu Tuska, obarczanym odpowiedzialnością za katastrofę smoleńską.

Raz jeszcze widzimy, że podział PO-PiS jest tyleż intensywny i naznaczony destrukcyjną dla polskiej demokracji agresją, co w wielu kwestiach dość płytki – o czym świadczą kolejni prominenci gładko przechodzący z jednego obozu, do drugiego. O tym, kto po której znajduje się stronie decydują często czynniki zupełnie przygodne: konflikty personalne, niespełnione ambicje, klęska w zakulisowej grze. Kto wie, gdyby się inaczej ułożyła historii sprężyna, a Platforma przedstawiła Morawieckiemu propozycję na miarę jego ambicji, dziś walczyłby nie o przyszłą schedę po Jarosławie Kaczyńskim, ale po Tusku.

Za miskę ryżu!

Od tego, co premier opowiada dziś wyborcom, radykalnie różnią się także jego poglądy na gospodarkę, jakie słychać w nagraniach. W kampanii domaga się, by Polacy zarabiali więcej, wychwala „przywracające godność” rządowe programy, atakuje elity PO za podwyższenie wieku emerytalnego.

Tymczasem na taśmach narzeka, że państwo dobrobytu tak przewróciło w głowach zachodnim społeczeństwom, że te domagają się coraz więcej i więcej. Bezpłatną opiekę zdrowotną i edukację traktują jako oczywistość. Tymczasem, gdy Europa rozwijała się najbardziej dynamicznie, ludzie pracowali „za miskę ryżu”. Dlatego też premier z podziwem patrzy na prowadzących politykę austerity polityków Europy Zachodniej: Merkel, Hollande’a, Sakozy’ego. Jak potem oceniano, polityka ta wcale nie pomogła Europie uporać się z długofalowymi problemami ekonomicznymi, a nawet mogła je pogłębić.

Do tej pory z ważnych polskich publicznych postaci, takim językiem posługiwał się chyba wyłącznie Janusz Korwin-Mikke. Od ekscentryka w muszce Morawieckiego różni tylko trzeźwa refleksja, że zachodnie elity popełniają fundamentalny błąd nie dokonując redystrybucji swojego kapitału. Problem w tym, że wizja „pracy za miskę ryżu” nijak do żadnej redystrybucji nie przystaje.

Oczywiście, swobodna rozmowa przy kolacji to nie seminarium, gdzie na poważnie rozmawia się o programie politycznym. Konwencja biesiadna ma swoje prawa. Tym niemniej, nagranie premiera dostarcza opozycji całkiem sporo amunicji do użycia w nadchodzących wyborach. Jeśli uda się przekonać choć część wyborców PiS, że premier tej partii jeszcze niedawno głosił silnie anty-socjalne poglądy, to może się to przełożyć na konkretne, stracone przez Nowogrodzką mandaty.

Równie wiele przeciwnicy PiS mogą ugrać pytając o kolejne taśmy premiera. Zeznania kelnerów wskazują na istnienie co najmniej jednej – gdzie premier ma rozmawiać o kupowaniu nieruchomości na słupy. Pytanie, kto może może dysponować taśmami, potencjalnie obciążającymi szefa rządu, nie jest banalne nie tylko z punktu widzenia wyborczej dynamiki, ale także bezpieczeństwa państwa.

Taśmowy bumerang

Na ujawnienie taśmy Morawiecki i jego partia zareagowali jak zwykle – przeszli do ataku. „Ujawnienie tych nagrań to część skoordynowanej akcji, nadepnęliśmy komuś na odcisk, nie przypadkiem niemieckie media polskojęzyczne ujawniają te materiały po wizycie Grzegorza Schetyny w Berlinie, przy pomocy odgrzewanych kotletów próbuje się obalić demokratyczny rząd” – brzmi przekaz dnia.

Trudno o większy kontrast z tym, co liderzy PiS mówili o taśmach w roku 2014. Wtedy były to „taśmy prawdy”, a ujawniające sprawę media Kaczyńscy i jego ludzie wychwalali jako strażników polskiej demokracji. Jak zauważył Michał Szułdrzyński w „Rzeczpospolitej”, przekaz, że gra taśmami, to próba nielegalnego obalenia rządu, może w części wyborców umocnić, a nawet wytworzyć przekonanie, że także PiS doszedł do władzy przy pomocy „taśmowego zamachu stanu”.

Kolejna odsłona afera taśmowej pokazuje też, że państwo polskie ciągle zawodzi na odcinkach kluczowych dla jego bezpieczeństwa. Nie wszystkie taśmy są zabezpieczone, nie wiadomo w czyim są właściwie posiadaniu, kiedy pojawią się następne i jak wstrząsną polską polityką. W aferze taśmowej skazane zostały pionki, państwo albo nie jest w stanie pójść głębiej i dotrzeć do jej mocodawców albo rządzący nami obóz nie ma takiej woli. Wszystko to kompromituje rządową narrację „wstawania z kolan”.

Brutalnie rozgrywając kwestię taśm cztery lata temu, elity PiS były przekonane, że dostały do ręki kamienie, jakimi będą mogły obrzucić wrogi polityczny obóz. Teraz okazuje się, że przynajmniej część tych kamieni wraca jak bumerang. Taśmy były jednym z wielu czynników, dzięki którym obóz władzy wygrał wybory. Gdyby przez nie zaczął się sypać, można by to uznać za rodzaj dziejowej sprawiedliwości. Choć jednocześnie dostarczyłoby to kolejnego dowodu na to, jak państwo polskie pozostaje wciąż bytem wyłącznie teoretycznym.

rozmawiającego z bogatymi i ustosunkowanymi znajomymi w „Sowie i przyjaciołach” ukazują go jako aroganckiego przedstawiciela elity,

Ujawnione przez „Onet” nagranie Morawieckiego rozmawiającego z bogatymi i ustosunkowanymi znajomymi w „Sowie i przyjaciołach” pokazuje go jako aroganckiego przedstawiciela elity, doskonale ustosunkowanego w rządzie PO i tak odległego od życia zwykłych ludzi, jak to tylko możliwe. Analizujemy problem Morawieckiego i próby odpowiedzi PiS na tę bombę


Bruksela straciła w końcu do Polski cierpliwość. Komisja Europejska chce bowiem, aby Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej nakazał monitoring Polski w związku z ustawą o Sądzie Najwyższym. Jako pierwsza do informacji dotarła dziennikarka Polskiego Radia Beata Płomecka, która dowiedziała się nieoficjalnie, o co KE zwróciła się do TSUE.

Komisja oczekuje szybkiego rozprawienia się z Warszawą. Z jednej strony ma nastąpić przyspieszenie procedury w specjalnym trybie, a z drugiej Trybunał ma zabezpieczyć praworządność w Polsce poprzez zawieszenie ustawy o Sądzie Najwyższym do czasu rozpatrzenia skargi i wydania ostatecznego orzeczenia.

Jakby tego było mało, Bruksela oczekuje rzetelnego informowania o sytuacji nad Wisłą. Urzędnicy nie chcą, by rząd dłużej mydlił im oczy fałszywymi informacjami, stąd oczekują, że TSUE będzie ściśle monitorował sytuację w Polsce. Komisja chce zobowiązać instytucję do tego, aby ta co miesiąc przekazywała informacje o tym, jak Polska wykonuje postanowienie.

Na tym jednak wciąż nie koniec. Jeśli bowiem Polska nie będzie respektować dalej zasad i zwyczajnie zawieszenie działania ustawy zignoruje, to wówczas Unia sięgnie po broń ostateczną, czyli bolesne kary finansowe.

Obie strony czeka teraz trudna batalia. Najpierw wiceprezes TSUE ogłosi decyzję wstępną w sprawie, czy przychyla się do wniosku Komisji o środkach tymczasowych. Następnym krokiem jest zaś rozprawa, podczas której obie strony będą mogły przedstawić swoje racje. Co w sprawie kluczowe, od decyzji Trybunału nie będzie odwołania, stąd stawka jest wysoka i PiS będzie starał się postawić na swoim za wszelką cenę.

Widać zatem, że czas na negocjacje się skończył i w Brukseli także zapanowały bojowe nastroje. Unia nie będzie jak widać dłużej tolerować działań PiS, które zaczynają bowiem negatywnie wpływać nie tylko na sytuację w Polsce, ale nastroje w całej Europie. Wspólnota nie może sobie pozwolić, aby jeden członek nie przestrzegał wspólnie przyjętych zasad, ponieważ podważa to zaufania do projektu europejskiego jako całości.

>>>

Prezydent Andrzej Duda nie podejmuje decyzji zgodnych z treścią przysięgi, którą złożył. W mowie inaugurującej prezydenturę trzy razy podkreślał, że jest niezłomny. A ja wiedziałem, że jest złomny już wcześniej – mówił w programie „Tomasz Lis” były prezes Trybunału Konstytucyjnego prof. Andrzej Rzepliński.

>>>

„Tata bił mamę tak, że krew tryskała po ścianach. W szóstej klasie ksiądz zauważył, że płakałam. Powiedział rodzicom, że lepiej będzie mi w szkole z internatem. Zgodzili się – byli źli, że chowam butelki z wódką. Zapisał mnie do gimnazjum salezjańskiego w Szczecinie. Ale nie było internatu, tylko puste mieszkanie ” – publikujemy fragment nowej książki Justyny Kopińskiej „Z nienawiści do kobiet”.

Ksiądz pedofil odprawia dalej

Tata bił mamę tak, że krew tryskała po ścianach. W szóstej klasie ksiądz zauważył, że płakałam. Powiedział rodzicom, że lepiej będzie mi w szkole z internatem w innym województwie. Zgodzili się – byli źli, że chowam im butelki z wódką. Zapisał mnie do gimnazjum salezjańskiego w Szczecinie. Ale nie było internatu, tylko puste mieszkanie jego matki. „Jadę. Mam mszę wieczorną w Stargardzie” – rzucił po gwałcie. Jak skazany za kilkadziesiąt przestępstw seksualnych ksiądz, zaczął odprawiać msze w Puszczykowie, koło Poznania?

Minęło dziesięć lat, a ja nadal nie mogę zasnąć przy zgaszonym świetle. Koszmary wracają. Pamiętam, jak wysłał mi kartkę: ,,Gorące pozdrowienia dla mojej Kasi, za którą często się modlę!”. Miałam dwanaście lat. Kilka miesięcy później wywiózł mnie daleko od rodziców i zgwałcił po raz pierwszy.

Zaufaj, nie skrzywdzę cię

Z domu rodzinnego zapamiętała przerażający chłód. Rodzice nigdy jej nie przytulili, nie mówili, że kochają. Nie miała koleżanek. Bała się je zaprosić do domu. Jej ówczesny kolega z klasy napisał potem na forum internetowym: ,,Kasia była taka ładna i potulna. Słuchała się nauczycieli”.

Kasia opowiada mi o sobie

Tata bił mamę tak, że krew tryskała po ścianach. Mama często leżała na podłodze, zakrwawiona, w podartych ubraniach. Starałam się ich pilnować. Gdy mama chciała się powiesić, śledziłam każdy jej ruch. Czasem rodzice tak się upijali, że zapominali otworzyć mi drzwi. Musiałam spać na zewnątrz. Nie robili tego specjalnie. Po alkoholu nie panowali nad swoim zachowaniem. Za każdym razem jak wracałam autobusem do domu, z nerwów bolał mnie brzuch. Liczyłam drzewa wzdłuż drogi – sto jeden, sto dwa, sto trzy – by choć na chwilę przestać myśleć.

Któregoś dnia, byłam wtedy w szóstej klasie podstawówki, ksiądz uczący nas religii zauważył, że płakałam. Kazał mi zostać po lekcji. Nie chciałam mówić mu o problemach. Miałam zasadę: nie zwierzam się nauczycielom. Później jeszcze kilka razy zatrzymywał mnie na korytarzu i nalegał na rozmowę. Odmawiałam. Chciałam, by przestał mnie wypytywać. Po kilku tygodniach podszedł i łagodnym głosem powiedział: ,,Zaufaj mi, chcę ci pomóc, jestem księdzem, nie skrzywdzę cię”. Wcześniej nikt tak do mnie nie mówił. Po paru miesiącach przyjechał do moich rodziców. Tłumaczył, że chce ich wesprzeć. Mówił, że lepiej będzie mi w szkole z internatem w innym województwie. Wyjaśnił, że tam będę miała najlepsze warunki do edukacji. Rodzice zgodzili się bez wahania. W tym czasie byli na mnie źli, że chowam im butelki z wódką.

Mam mszę wieczorną w Stargardzie

– To nie była szkoła z internatem, tylko puste mieszkanie jego matki, która wyjechała za granicę. Zapisał mnie do gimnazjum salezjańskiego przy ulicy Witkiewicza w Szczecinie. Mówił, że pedagog z tej szkoły to najlepsza przyjaciółka jego mamy. To była szkoła dla zamożnych dzieci z dobrych rodzin. Trzeba było mieć wysoką średnią – nawet 5,0 – i pieniądze na czesne. A ja miałam raczej słabe oceny. Ale ksiądz dyrektor po rozmowie z księdzem Romanem przyjął mnie poza rekrutacją w środku roku szkolnego.

Ksiądz Roman kazał mi w szkole z nikim nie rozmawiać i od razu po lekcjach wracać do tego mieszkania. I tak nikt tam ze mną nie chciał rozmawiać. We wszystkim różniłam się od dzieci z bogatych rodzin w Szczecinie. Na lekcjach niewiele rozumiałam, bo poziom był dla mnie za wysoki. Czułam się gorsza. Raz wróciłam trochę później po szkole. Ksiądz szarpnął mnie tak mocno, że skręcił mi rękę. Musieli założyć mi szynę. Kazał powiedzieć w szpitalu, że spadłam ze schodów. Stał i pilnował, co mówię lekarzowi.

Któregoś dnia powiedział: ,,Nawet nie wiesz, jak o tym marzyłem”. ,,O czym, proszę księdza?” – zapytałam. ,,Zaraz zobaczysz, moje słoneczko”. Zasunął zasłony, mocno chwycił mnie za ręce. ,,Nie krzycz, bo wtedy będzie bolało bardziej” – powtarzał. Zaczął zdzierać ze mnie ubranie. To taki strach, że nie możesz oddychać. Był silny, ważył sto kilogramów. Krzyczałam, błagałam, by przestał. Gdy skończył, owinęłam się w koc, położyłam przy ścianie i płakałam. ,,Jadę. Mam mszę wieczorną w Stargardzie” – rzucił. Kazał mi wziąć jakieś dziwne tabletki. Otworzył usta i sprawdził, czy na pewno je połknęłam. Krew spływała mi po nogach. Weszłam do wanny. Zaczęłam spłukiwać krew, ale było jej więcej i więcej. Miałam rozciętą wargę, na udach siniaki. Zaczęłam powtarzać: ,,Mamusiu, gdzie jesteś? Pomóż mi”. W tej chwili oddałabym wszystko, aby była przy mnie. Kilka godzin siedziałam w wodzie.

W kolejnych dniach powtarzał, że jak wygadam się nauczycielom, to się dowie, bo u salezjanów zna wszystkich. I zapłaci moim koleżankom, by powiedziały, że sama tego chciałam. Zaczął mnie bić, poniżać, groził, że mnie zabije. Przychodził, kiedy chciał. Zaczął zmuszać mnie do brania leków. Nie mówił ich nazwy. Ale działały jak psychotropy. Byłam otępiała, senna. Miałam zaburzenia równowagi. Pamiętam, że zaczął powtarzać: ,,Mama i tata już cię nie chcą. Oni cię nienawidzą. Nie masz w życiu nikogo oprócz mnie”.

W sylwestra przyjechał z wódką. Pozasłaniał okna. Pił i powtarzał, że to będzie mój najlepszy sylwester w życiu. Gwałcił mnie przez całą noc. Wtedy zaczęłam się ciąć. Cały czas nasłuchiwałam, czy on nie wchodzi. Krzywdził mnie nawet kilka razy jednej nocy. Miał taki obrzydliwy zapach potu. Powtarzałam, że nie chcę, ale on robił to jeszcze mocniej. Czasem w trakcie krzyczał: ,,I Bóg cię przestał kochać!”. Gdy bardzo się wyrywałam, głodził mnie przez kilka dni.

Znajdę cię i zabiję

– Często zabierał mnie na plebanię w Stargardzie. Jedliśmy obiad ze wszystkimi księżmi, a potem brał mnie do swojego pokoju. Nie rozumiem, dlaczego nikt nie reagował. Ja byłam bardzo drobną dziewczynką, wszyscy widzieli, jaka jest między nami różnica wieku, a księża się nie dziwili, że śpię u niego. Jak chciałam skoczyć z okna z ósmego piętra, to powiedział, że opętał mnie szatan. Zabrał mnie do znajomego egzorcysty w Szczecinie i nawet tam poprosił o wspólny pokój na noc.

Któregoś dnia rzucił: ,,Mała, przytyłaś ostatnio i wymiotujesz”. Zrobił mi test ciążowy. Krzyczał: ,,Nie chcę mieć bachora”. Potem zabrał do znajomej ginekolog. Zabili moje dziecko. Długo później krwawiłam, bardzo mnie bolało. Po kilku miesiącach przestałam chodzić do szkoły, miałam lęki, myśli samobójcze. Chyba ktoś zwrócił uwagę na moją nieobecność, bo ksiądz zaczął mnie zmuszać, bym chodziła. Załatwił lekcje matematyki z jego znajomą pedagog. Ona wyglądała na bardzo dobrą osobę. Zaczęła dopytywać, dlaczego jestem smutna. Powiedziałam jej o wszystkim. Od razu zobaczyłam, że nie jest pewna, czy mówię prawdę. Pytała:,,Czy to nie był sen?”. A później powiedziała księdzu o naszej rozmowie. Przyszedł do domu i zaczął krzyczeć, że szargam jego opinię. ,,Ty sobie nie wyobrażasz, ilu ludzi w tym mieście mnie ceni, podziwia!– krzyczał. – Jak ludzie cię szanują, to nigdy nie uwierzą w takie wymysły dzieciaka. Ale jeszcze raz to zrobisz, to pożałujesz”.

Kazał mi jechać z nim do Częstochowy. On często tam bywał, bo prowadził grupy pielgrzymkowe. Tam, w kościele, kazał mi iść do konfesjonału. ,,Chodź, powiesz całą prawdę i zobaczymy, jak Bóg zareaguje” – krzyczał. Opowiedziałam księdzu w  konfesjonale wszystko. A on zwyzwał mnie od kurew. Powiedział, że nigdy nie dostanę rozgrzeszenia i mam się wynosić z kościoła. Pamiętam, że był taki zbulwersowany, czerwony. Wybiegłam z płaczem. Ksiądz Roman za mną. Uśmiechał się przez całą drogę powrotną.

Po roku i paru miesiącach zawiózł mnie do domu. Rodzice bardzo dziękowali mu za dotychczasową pomoc i liczyli na więcej. Powtórzył mi jeszcze, że jak cokolwiek ujawnię, to zrobi ze mnie kurwę. Postanowiłam sobie, że i tak powiem, ale tym razem byłam ostrożniejsza. Wiedziałam, że rodzice mogą mi nie uwierzyć, bo bardzo go cenili.

Zwierzyłam się pani pedagog w świetlicy środowiskowej. Bałam się, że jak powiem, kim on jest, to ona mi nie uwierzy. Więc powiedziałam, że zgwałcił mnie chłopak. A gdy stwierdziła, że rzeczywiście mam objawy wykorzystania seksualnego, to dodałam, że tak naprawdę to był mój nauczyciel religii, ksiądz. Od razu zgłosiła sprawę na policję. Powiedziała, że moi rodzice muszą wiedzieć, bo będę potrzebowała bardzo dużo wsparcia psychicznego podczas śledztwa i procesu. Zawiadomiła Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie i stamtąd przyszła pani, która miała wyjaśnić wszystko rodzicom. Mama uderzyła mnie wtedy w twarz. Krzyczała, że to nieprawda. Później ta pani długo z nimi rozmawiała. Po tej rozmowie zabrano mnie z domu i umieszczono w sierocińcu. Z księdzem spotkałam się w czasie procesu. Przypomniałam sobie, jak wcześniej mówił: ,,Jeśli mnie kiedyś za to wsadzą, to po wyjściu na wolność nie będę miał nic do stracenia. Znajdę cię i zabiję”.

Niewolnica księdza

Gdy prokuratura wszczęła śledztwo przeciwko księdzu, w ogłoszeniach duszpasterskich parafii św. Józefa w Stargardzie Szczecińskim zapowiedziano: ,,Decyzją władz Towarzystwa Chrystusowego księdza Romana przeniesiono do pracy w Wielkiej Brytanii. Pożegnanie odbędzie się w czwartek o 19.15. Pragniemy podziękować Bogu za wspólny czas”.

Ksiądz został aresztowany, zanim wyjechał do Anglii, w czerwcu 2008 roku. Miał wtedy trzydzieści dwa lata. W jego laptopie znaleziono treści pedofilskie i korespondencję z innymi dziećmi. Podczas rozprawy ksiądz Roman B. przyznał się do zarzucanych mu czynów. Wyjaśniał sędziemu: – Nie wiem, jak do tego doszło, że dziecko trzymałem u siebie na plebanii i też jeździłem z nią do Lichenia czy Łagiewnik. Po prostu nikogo to nie interesowało. Ojciec Kasi w sądzie: – Jak dzwoniłem do córki, to miałem wrażenie, że ona jest na jakichś lekach, jakaś zamroczona. Ksiądz Roman był tajemniczy. Nie chciał dużo rozmawiać, gdy pytałem o córkę. Później zablokował jej telefon. Nigdy nie zdawałem sobie sprawy, że on ją krzywdzi. Zwiodło mnie, że to ksiądz.

Sędzia, ówczesny prezes Sądu Rejonowego w Stargardzie, Mariusz Jasion w lutym 2009 roku skazał księdza Romana na osiem lat bezwzględnego więzienia. Podczas ogłaszania wyroku mówił: „Ksiądz Roman traktował dziewczynkę jak niewolnicę, jak rzecz. Zaplanował swoje działania. Stopniowo izolował dziecko od rodziny oraz przyjaciół. Założył jej w telefonie GPS, aby sprawdzać, gdzie się znajduje. Kontrolował jej billingi w telefonie komórkowym. Cynicznie wykorzystał jej sytuację psychiczną oraz finansową. Prawdopodobnie skutki Kasia będzie odczuwała przez całe życie.

O wysokiej demoralizacji księdza Romana może także świadczyć treść rozmów na Gadu-Gadu. Wynika z nich, że z innymi dziewczętami także utrzymywał kontakty zbyt zażyłe jak na kapłana katolickiego i opiekuna młodzieży. Używał też wulgaryzmów, opisując przełożonych, na przykład o proboszczu swojej parafii pisał ,,ten fiut”.

Ksiądz Roman miał przebywać w więzieniu do 2016 roku. Następnie mógłby zostać poddany tzw. ustawie o bestiach, stworzonej dla osób, które zagrażają życiu lub wolności seksualnej innych. Jeśli według psychiatrów nadal zagrażałby dzieciom, umieszczono by go w zamkniętym ośrodku w Gostyninie.

Wróć do księdza, on cię kocha

Na forum stargard.naszemiasto.pl znajduję list parafianki ze Stargardu: ,,Tyle teraz się słyszy o pedofilii, że pomyślałam o sprawie księdza Romana. Na początku dostał zakaz wykonywania zawodu i został usunięty z kapłaństwa. Potem osiem lat więzienia. A teraz jest księdzem w Puszczykowie. Szaleństwo! Dlaczego najpierw coś ustalają, a potem zamykają ludziom usta? Ksiądz Roman działa też w internecie, prowadzi profil na Facebooku jako Roman Bee (czyli pszczółka). Uczył moją córkę, moją siostrzenicę i wiem od nich, że ma kontakt z młodzieżą. Dlaczego nie siedzi w więzieniu? Przecież nie poszedł tam za skradziony cukierek w sklepie!”.

Sprawdzam: Roman B. rzeczywiście jest księdzem w Puszczykowie koło Poznania. Pytam w sądzie w Stargardzie, dlaczego ksiądz tak wcześnie wyszedł z więzienia. Dowiaduję się, że od wyroku sędziego Jasiona apelację złożyli jego adwokaci. Jeden opłacony przez rodzinę, drugi przez zakon Towarzystwa Chrystusowego. Ksiądz Roman był zakonowi wdzięczny za wsparcie. Przed sądem mówił: ,,Moje zgromadzenie zakonne mnie wspiera. Nie myślą o wyrzuceniu mnie z zakonu. Regularnie odwiedza mnie w więzieniu przełożony”.

To tylko fragment reportażu „Ksiądz pedofil odprawia dalej”, z książki Justyny Kopińskiej pt. „Z nienawiści do kobiet”.

>>>

Waldemar Mystkowski pisze o spiepszającym Morawieckim.

Cofamy się do czasów opisanych przez Bolesława Prusa w „Antku”, gdy leczono szturchańcami, wódką z piołunem, a wreszcie wzywano znachorki.

Ciekawie się rozwija fabuła z Mateuszem Morawieckim. Taśma z podsłuchu w „Sowie & Przyjaciołach” ma kolejne odcinki. Zawiązuje się akcja godna Hitchcocka. Poznajemy inne wątki, a nawet dochodzi do takich suspensów, jakie mógłby wymyślić słynny scenarzysta hollywoodzki Dalton Trumbo.

Ryszard Czarnecki nie był w „Sowie”, a dał się nagrać. Toż to szczyt frajerstwa. Akurat Morawiecki dał telefon na tryb głośnomówiący i Czarnecki zapisał się na taśmie ku pamięci. Europoseł PiS wciska, gdzie może swoją facjatę. Ostatnio sfotografował się z pucharem mistrzów świata wywalczonym przez siatkarzy.  Takiej dostał nadętości, że Bartosz Kurek i Michał Kubiak zrobili zdziwioną minę.

Czarnecki załatwiał u Morawieckiego posadę dla syna. Morawiecki ma pecha, bo ze wszystkich nagranych polityków najbardziej właśnie jego obciążają te taśmy. Dał się złapać na korupcji, oferując pomoc byłemu ministrowi skarbu Aleksandrowi Gradowi: – „Pięć dych czy siedem, czy stówkę mu damy na jakieś badania, czy na coś”.

Morawieckiemu grunt solidnie pali się pod nogami. Uciekł na Wall Street do Nowego Jorku, gdzie nie chciał komentować sprawy taśm, gdy poprosiła go o komentarz Magda Sakowska. O losie Morawieckiego zadecydują następne taśmy albo prezes Kaczyński, który choć nie chodzi od kilku miesięcy do pracy w Sejmie, udziela się na konwencjach wyborczych PiS i w mediach, w tym w TVP.

PiS wspiera takie ruchy społeczne, jak antyszczepionkowców, którzy dostarczyli do Sejmu projekt ustawy o dowolności szczepienia dzieci przeciw chorobom zakaźnym. Dzięki wsparciu posłów PiS i Kukiz ’15 projekt przeszedł do dalszych prac w komisjach sejmowych. Cofamy się do czasów przed wynalezieniem antybiotyków, a nawet głębiej. Może dojść do takich sytuacji, jak opisana przez Bolesława Prusa w „Antku”, gdy leczono szturchańcami, wódką z piołunem, a wreszcie wzywano szeptuchy, znachorki.

Można nazwać to syndromem matki Rozalki. Gdy już wymienione domowe sposoby zawiodły, znachorka poradziła matce, aby chorą Rozalkę dla wypocenia umieścić w rozpalonym piecu chlebowym. Niestety po wyjęciu dziecko było martwe, upieczone. Taka też jest ta próba „wolności” od szczepień, która grozi nawrotami epidemii chorób, o których świat już zapomniał.

Do Sejmu przyjechały głodujące od miesiąca pielęgniarki z Przemyśla, ale nie zostały wpuszczone przez Marka Kuchcińskiego. Po czym udały się do Ministerstwa Zdrowia, skąd musiały przejść aż do Centrum Partnerstwa Społecznego „Dialog”. Tam w końcu przyjął je minister Łukasz Szumowski. To ten facet od deklaracji wiary – mentalnie matka Rozalki.

>>>

Kaczyński dał wykładnię, co ciemny lud ma myśleć o taśmach z nagraniami Morawieckiego

PiS nie jest normalną, demokratyczną opozycją. Raczej sektą polityczną mającą swojego guru, swoich świętych. I zamknięte mózgi. To ma charakter ruchu wywrotowego, który stara się nie tyle polepszyć III RP, ile ją zburzyć. Norman Davies /2010/

Kaczyński: Dobra zmiana bez Morawieckiego byłaby niemożliwa. Atak na premiera to atak na człowieka, który zaszkodził tym, którzy dopuszczali się nadużyć, ale pomógł Polakom

Padają różne pytania. Ostatnio, nawet dzisiaj, pytanie o twarze premiera Morawieckiego. Ta prawdziwa twarz to jest twarz człowieka, który naprawił polskie finanse publiczne i który, to chcę podkreślić, umożliwił to, że przeprowadzamy różne wielkie programy społeczne, że jesteśmy w tej dziedzinie aktywni, że poziom życie tej biedniejszej części społeczeństwa wyraźnie się podnosi, chociaż oczywiście jest jeszcze bardzo daleki od tego, czego byśmy sobie życzyli i do czego dążymy. Krótko mówiąc, że w Polsce jest dzisiaj lepiej niż było, że jest dobra zmiana” – mówił w „Gościu Wiadomości” w TVP Info prezes Prawa i Sprawiedliwości, Jarosław Kaczyński.

Dobra zmiana bez tej operacji, bez kiedyś ministra finansów, a teraz premiera Mateusza Morawieckiego, byłaby niemożliwa. Jeżeli uzyskuje się tyle pieniędzy, bardzo wzbogaca się budżet, to komuś się te pieniądze zabiera. Ci, którzy są poszkodowanymi tej akcji, którzy dopuszczali się nadużyć, mają w Polsce bardzo wielkie wpływy. Ten atak na premiera Morawieckiego to jest atak na człowieka, który im zaszkodził, ale bardzo pomógł Polakom, Polsce” – dodawał.

Kaczyński: Morawiecki bardzo ciężko dla Polski pracuje, a to, że kiedyś mu zdarzało się coś powiedzieć, a nawet użyć słowa tzw. męskiego użyć, mówię o mężczyznach, niech ktoś pierwszy rzuci kamieniem

Naprawdę sprawa Mateusza Morawieckiego to jest sprawa człowieka, który uczynił coś bardzo, bardzo pożytecznego i coś bardzo dobrego dla Polski. Bardzo ciężko dla Polski pracuje, a to, że kiedyś mu zdarzało się coś powiedzieć, a nawet użyć słowa tzw. męskiego użyć, mówię o mężczyznach, niech ktoś pierwszy rzuci kamieniem” – mówił Kaczyński.

Kaczyński: Stawką w tych wyborach jest to, by dobra zmiana mogła zejść także do wielu samorządów i żeby można było wykorzystać synergię, którą da współpraca samorządów z rządem

Stawką w tych wyborach jest to, by dobra zmiana mogła zejść także do wielu samorządów i żeby można było wykorzystać synergię, którą mam nadzieję już niedługo da współpraca między samorządami różnych szczebli a także samorządami a władzą rządową. Z tej synergii naprawdę bardzo dużo dobrego może wyniknąć. Dzisiaj jej nie ma, bo w ogromnej większości wypadków nie ma tej współpracy” – mówił Kaczyński.

Kaczyński: Jesteśmy partią prosocjalną, wcale się tego nie wstydzimy

– Na pewno w kolejnych latach różnymi, nierozwiązanymi jeszcze problemami społecznymi będziemy się zajmować. Programy społeczne są bardzo potrzebne i my będziemy w tym kierunku iść. Jesteśmy partią prosocjalną, wcale się tego nie wstydzimy. Niektórzy mówią, że jesteście socjalistami. My nie jesteśmy socjalistami, ale jesteśmy ludźmi, którzy mają w sobie wiele empatii, także dla tych, którym jest gorzej. Nawet dla tych, którym się w życiu mniej udało – mówił Kaczyński w rprogramie „Gość Wiadomości” TVP Info.

Kaczyński: My po prostu chcemy, żeby Polska była w Europie tak naprawdę. Tak naprawdę to będziemy w Europie wtedy, tak do końca, kiedy portfele Polaków będą równie pełne jak portfele Niemców

My po prostu chcemy, żeby Polska była w Europie tak naprawdę. Tak naprawdę to będziemy w Europie wtedy, tak do końca, kiedy portfele Polaków będą równie pełne jak portfele Niemców, na polskich ulicach będą nowe samochody najlepszych marek, ja bym strasznie chciał, żeby wśród tych marek była także marka polska, ale to pewnie jednak odległy czas, ale w tym kierunku trzeba iść, i kiedy Polak jako turysta na Bliskim Wschodzie będzie mieszkał w takim samym hotelu co turysta niemiecki, francuski” – mówił w TVP Info prezes.

Kaczyński: Dbamy o Polaków i dlatego mamy premiera, który niszczy mafię VAT-owską jak kiedyś w Chicago pewien znany policjant niszczył Ala Capone i jego mafię

Są tacy, którzy dbają o interesy partykularne i są tacy, którzy dbają o interesy szersze. Wieś to oczywiście nie jest interes partykularny, to jest interes znacznej części polskiego społeczeństwa. My dbamy o wieś, dbamy o miasta, dbamy o Polaków i między innymi dlatego mamy takiego premiera, który niszczy mafię VAT-owską jak kiedyś w Chicago pewien znany policjant niszczył Ala Capone i jego mafię” – mówił Kaczyński.

Kaczyński o gospodarce: Chcemy przejść do wielkiej ofensywy

– Żeby można było stworzyć, ja już mówiłem o tym wiele lat temu, nową falę polskiego kapitalizmu. Nową falę polskich inicjatyw gospodarczych. Kiedyś na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych taka fala powstała. Ona miała specyficzne cechy, ale jeżeli wtedy nie poumieraliśmy z głodu, przy ówczesnej polityce, to tylko dzięki tym ludziom, którzy stworzyli sześć milionów nowych miejsc pracy. Dziś mamy pokolenie nieporównywalnie lepiej wykształcone, lepiej przygotowane. Mamy olbrzymi europejski rynek, z różnymi ograniczeniami, które narastają, bo wiadomo jak wygląda dzisiaj polityka w Unii Europejskiej, to jest oddzielny temat. Mimo wszystko ten rynek istnieje i można przejść do wielkiej ofensywy i my chcemy do tej wielkiej ofensywy przejść. Nawiązując do wyborów samorządowych, tutaj ta synergia działań różnych szczebli władzy jest bardzo, bardzo potrzebna – mówił Jarosław Kaczyński w rozmowie z Danutą Holecką w programie „Gość Wiadomości” TVP Info.

Kaczyński o Jakim: Chodzi przecież o to, żeby Warszawą rządził ktoś, kto ma pomysły i potrafi je realizować

– Czym ma się wykazać polityk, który zabiega o jakieś ważne stanowisko? Patryk Jaki wykazuje się tym, że w Warszawie robi coś bardzo dobrego. Czy to jest zły sposób zdobywania poparcia? To jest dobry sposób zdobywania poparcia, bo chodzi przecież o to, żeby Warszawą rządził ktoś, kto ma pomysły i potrafi je realizować. To są pomysły w interesie obywateli i tego rodzaju sytuację mamy. To są zarzuty (dot. pracy Jakiego w komisji podczas kampanii – red.) tych, którzy są przerażeni perspektywą, a tak perspektywa istnieje, choć oczywiście nie jest pewna, że także w Warszawie, wydawałoby się twierdzy tych sił, które nam się przeciwstawiają, dojdzie do zmiany władzy. Taka zmiana dla Warszawy byłaby wielkim szczęściem – mówił Kaczyński programie „Gość Wiadomości” TVP Info.

Kaczyński: Jeżeli pytać o miarę wolności i demokracji w Polsce i Europie, to jesteśmy w czołówce, a ja nawet bym zaryzykował, że na pierwszym miejscu

– Ja sądzę, że jeżeli pytać o miarę wolności i demokracji w Polsce i Europie, to jesteśmy w czołówce, a ja nawet bym zaryzykował, że na pierwszym miejscu. Nie ma drugiego kraju w Europie, gdzie jest tyle realnej wolności, bo przecież na zachodzie ona jest ograniczona m.in. poprawnością polityczną. Jednocześnie mechanizmy demokratyczne, mimo wszystkich swoich ułomności, pozwalają na to, żeby kraj się zmieniał, żeby choroby, patologie społeczne były odsuwane, bo właśnie my to w tej chwili robimy. To jest najlepszy dowód na to, że w Polsce funkcjonuje demokracja – mówił Kaczyński w rozmowie z Danutą Holecką.

Ależ kłamstwo Kaczyńskiego. Nie słuchać tego na taśmie, a wręćz przeciwnie Morawiecki wchodzi w tyłek politykom Platformy!

Kaczyński: Morawiecki, kiedy zaproponowano mu stanowisko wicepremiera i ministra finansów w rządzie Tuska, odmówił, a wcześnie przyszedł do mnie i rozmawialiśmy o tym

Mam oczywiście zaufanie i uważam, że premier Morawiecki to był strzał w „dziesiątkę” – mówił w TVP Info prezes Kaczyński.

Jestem przekonany, że to jest człowiek uczciwy, który przez jakiś czas swojego życia pracował w pewnym środowisku i w jakiejś mierze musiał przyjmować jego reguły. Wiem, że także w tym czasie robił bardzo wiele dobrego. Być może mówię to publicznie po raz pierwszy. Współpracował z nami, współpracował jeszcze ze śp. Grażyną Gęsicką i Aleksandrą Natalii-Świat, później z Beatą Szydło. Kiedy mu zaproponowano stanowisko wicepremiera i ministra finansów w rządzie jeszcze wtedy Donalda Tuska, to odmówił, a wcześniej przyszedł do mnie i rozmawialiśmy o tym

To jest ktoś, kogo uważamy za polityka, dziś polityka, kiedyś bankowca, naszej strony i kogoś, kto bardzo dużo dobrego robił dla Polski także wtedy, kiedy był w tym niedobrym środowisku” – dodawał Kaczyński.