Archiwa tagu: Mierzeja Wiślana

Kaczyńskiego kołek podpieprzył Posejdon

Wiemy już gdzie i jak zaginął wkopany przez prezesa PiS słynny słupek na Mierzei Wiślanej 🙂Urząd Morski w Gdyni: „Z uwagi na sztormową pogodę, skutkującą obniżeniem plaży, słupek, który był niezbyt głęboko wkopany, najprawdopodobniej został zabrany przez morze” – poinformował na Twitterze Maciej Bąk z Radia Zet.

Kpinom internautów nie było końca. – „Zgłaszamy morze do prokuratury!”; – „Niech morze ma się na baczności… prezes takich zachowań nie wybacza… nawet morzu…”; – „Będzie chłostanie Bałtyku?”; – „Słupek zdradził PiS i popłynął”; – „Powołali komisję do zbadania tego?”; – „Raczej został zabrany na Żoliborz, do tego domku obok domku prezesa (ten jego instytut). Za jakiś czas będą go obwozić jako relikwię, a dzieci w szkołach będą pisać wypracowania: „Słupek, który zmienił oblicze ziemi. Tej ziemi„.

Rzeczony słupek pojawił się na plaży w Kątach Rybackich 16 października. Po kilku dniach zniknął: ”Znów trzeba będzie uroczyście rozpoczynać przekop Mierzei? Słupek wkopany przez „naczelnika” zniknął!

Dziennikarze i internauci komentują obchody państwowe z okazji 100-lecia niepodległości.

>>>

Angela Merkel ogłosiła, że nie będzie się już ubiegać o stanowisko przewodniczącej partii. Co więcej, po zakończeniu obecnej kadencji parlamentu nie zamierza ponownie startować w wyborach. Na razie nie rezygnuje z funkcji kanclerki, chce pozostać na czele rządu do 2021 r., ale i tak jej decyzja to bomba na niemieckiej scenie politycznej. Wprawdzie głosy, że powinna oddać władzę, pojawiały się od jakiegoś czasu, ale mało kto na poważnie się z liczył.

Szefową CDU Angela Merkel jest nieprzerwanie od ponad 18 lat (a dokładnie od 10 kwietnia 2000 r.). Podobno – tak powiedziała na konferencji prasowej – o rezygnacji z tej funkcji po raz pierwszy pomyślała latem. Jeżeli tak było, to nie dała tego po sobie poznać, nawet bliskim współpracownikom. Jeszcze niedawno w wywiadzie dla publicznej telewizji o kandydaturze Merkel mówiła szykowana na jej następczynię Annegret Kramp-Karrenbauer.

Kara dla wielkiej koalicji

Jeszcze parę tygodni temu, już po kilku kryzysach rządowych, sama Merkel nie wyobrażała sobie, by urząd kanclerski i funkcję szafa partii mogły pełnić dwie osoby. Zdania nie zmieniła nawet po wyborach w Bawarii, kiedy jej siostrzana partia CSU także poniosła porażkę. Ale Hesja była przełomem. Wyniki wyborów są gorzkie, rozczarowujące zarówno dla CDU, jak i SPD – przyznała Merkel na poniedziałkowej konferencji. Obie partie mogłyby osiągnąć dużo lepsze wyniki, gdyby nie wizerunek rządu w Berlinie.

Choć kanclerz prosiła, by nie karać CDU w Hesji (razem z Zielonymi tworzył on tam udaną koalicję) za sytuację w Berlinie, wyniki obu partii poleciały mocno w dół. CDU straciła 11 punktów procentowych, prawie 11 punktów straciła SPD. Zieloni zyskali ponad 9 punktów. Jasna wiadomość dla Berlina: to nie rozczarowanie rządem w Hesji, ale kara dla wielkiej koalicji.

Między Merkel a Putinem nie ma chemii

Samodzielna decyzja

Angela Merkel przyspieszyła ogłoszenie swojej decyzji – wstępnie planowała to zrobić za tydzień na posiedzeniu oceniającym rząd. „Chcę, by moja partia miała więcej swobody i przygotowała się na przyszłość, to jest najważniejsze zadanie mojej ostatniej kadencji – tłumaczyła. – Wiem, że takiego scenariusza jeszcze nie było, ale uważam, że przyniesie on więcej korzyści niż ryzyka”.

Jak podkreślają komentatorzy, Angela Merkel, nawet jeśli czuła nacisk w partii, decyzję podjęła sama. Inaczej niż jej poprzednik z CDU i mentor Helmut Kohl. W czasie konferencji była spokojna i zrównoważona, zdystansowana. Sprawiała wrażenie państwowca, który podejmuje decyzję korzystną dla kraju.

„Szlachetna decyzja” – ocenił szef rządu w Hesji. „Szkoda – skomentował Horst Seehofer, minister spraw wewnętrznych i znany przeciwnik kanclerz w rządzie. – Znamy się od czasów rządów kanclerza Kohla, prawie 30 lat, za nami wiele lat owocnej współpracy” – powiedział, zaskakując opinię publiczną. Bo to w dużej mierze Seehofer stoi za spadkiem popularności obecnego rządu Merkel.

„Takie częściowe wycofanie się z polityki jest nieskuteczne” – skrytykował z kolei Christian Lindner, szef FDP, który rok temu wycofał się z tworzenia koalicji z CDU. Dodał, że Merkel powinna ustąpić i powinny odbyć się nowe wybory.

Kto nowym kanclerzem Niemiec?

Co dalej? Zapewne nic. Brak kandydata na nowego kanclerza. Ani SPD, ani CDU nie są na rękę nowe wybory. Na rękę byłyby może zyskującym poparcie Zielonym, ale nie mogliby rządzić sami i nie mają własnego kandydata. Pewne jest, że 7 i 8 grudnia w Hamburgu na konwencji partyjnej, gdy zostanie wybrany następca Merkel na stanowisku szefa partii, nie zabraknie napięcia. CDU jest partią demokratyczną i dokonuje własnego wyboru – zapewniła Merkel i będzie pracować z każdym przewodniczącym, którego wskaże większość. Ale wiadomo, że ten wybór nie będzie jej zupełnie obojętny. Jeśli zostanie kanclerką, jak planuje, będzie potrzebować oparcia w swojej partii. A nie z każdym z kandydatów się rozumie.

Jako pierwszy zgłosił się Friedrich Merz, reprezentant frakcji konserwatywnej, który z polityki wycofał się w 2009 r. Do 2002 r. był popularnym przewodniczącym frakcji parlamentarnej CDU/CSU. Ze stanowiska wyparła go… właśnie Angela Merkel. Merz znany jest głównie z tego, że zasiadał w radach nadzorczych spółek i stowarzyszeń (m.in. Commerzbank i IVG Immobilien, ale i klubu Borussia Dortmund). Obiecywał wyborcom uproszczenie systemu podatkowego, dzięki któremu do wyliczenia podatku wystarczyłaby kartka wielkości podstawki do piwa. Dostał już poparcie CSU. Komentatorzy podkreślają tymczasem, że wybór człowieka, z którym Merkel źle się dogaduje, znacznie utrudniłby jej dalsze rządzenie.

Jej samej zapewne najbardziej pasowałaby obecna sekretarz generalna CDU Annegret Kramp-Karrenbauer. O stanowisko będą walczyć również minister zdrowia Jens Spahn i obrony Ursula von der Leyen.

Niemcy: wszystko się sypie

>>>

Reklamy

Cezary Gmyz – standard PiS

„Złodzieje używają różnych technik by kogoś okraść. Na wnuczka, na policjanta, na agenta CBA, to słyszałem, ale słyszeliście o metodzie „na Niemkę”? Tę metodę wdraża @cezarygmyz – dziennikarz (wiem, ze beka, ale jednak) TVP.” -napisał na Twitterze internauta, na wieść o tym, że „gwiazdor” prawicowych mediów Cezary Gmyz chwali się publicznie, iż dopuścił się pospolitego fałszerstwa, wykradając prenumeratę internetowego wydania „Gazety Wyborczej”.

„Od ponad miesiąca korzystam z darmowej, cyfrowej prenumeraty wyborczej dla studentów. A właściwie studentek, bo zarejestrowałem się przy użyciu generatora PESEL jako studentka Gudrun Maschingewehr czy jakoś tak” – oznajmił dziennikarz na Twitterze.

Oburzeni internauci pytają, czy po takiej deklaracji berlińskiemu korespondentowi włos z głowy nie spadnie? Czy zainteresuje się nim wymiar sprawiedliwości? Co na to Zbigniew Ziobro? I sami odpowiadają na te pytania: „PiS to sprawił, że drobni oszuści stają się dumni ze swoich oszustw; Zbudowali nowe elity na miarę kiboli. Chamstwo stało się cnotą” – komentują postawę Gmyza.

I najwyraźniej wcale się nie mylą, bo on sam oświadcza bez żenady, że nie ma tej kwestii najmniejszych wyrzutów sumienia.

Stępka Morawieckiego i kołek Kaczyńskiego, czyli jak zrobić w bambuko ciemny lud

Od pewnego czasu w mediach społecznościowych krąży wiadomość, że słynna szczecińska stępka to jedno z bardziej bezczelnych oszustw Prawa i Sprawiedliwości, osobiście firmowane przez samego szefa rządu Mateusza Morawickiego. Zaczęło się od tego, że podejrzenie bacznych obserwatorów wzbudził fakt, iż to „coś” jakoś dziwnie rdzewieje…

Czerwcowy „teatr” z premierem w roli głównej, w ramach którego uroczyście poświęcono potężny stalowy element, pod budowę promu dla Polskiej Żeglugi Morskiej okazał się w istocie nie być żadną stępką tylko na gwałt ściągniętym elementem z położonej nieopodal fabryki morskich elektrowni wiatrowych.

„Przyjechaliśmy tutaj, żeby dać z powrotem nadzieję na rozwój Stoczni Szczecińskiej i dać konkretne zamówienia, stworzyć popyt na okręty, na statki, może też na okręty, które będą tutaj budowane” – mówił bez mrugnięcia powieką Morawiecki, przybijając pamiątkową tabliczkę, po której nawiasem mówiąc wszelki ślad już zaginął.

„Pierwsze na świecie położenie stępki jeszcze przed rozpoczęciem projektowania” – już wtedy komentował internauta na Twitterze.

Dowodów na blagę daleko szukać nie trzeba. Jak ujawnił na Twitterze senator PO Tomasz Grodzki, nieszczęsny element został przywieziony na chwilę przed tym, jak Morawiecki miał wizytować stocznie.

Nie był to więc element statku, ale… rekwizyt i to z kiepskiej komedii adresowanej do „głupich ludzi”, równy tylko słynnemu słupkowi wkopanemu ostatnio przez Kaczyńskiego na Mierzei Wiślanej.

Internauci kpią bez litości: Gierek lepiej potrafił – piszą i z goryczą przypominają słowa prezydenta Francji Emmanuela Macrona o liderach Polski oraz Węgier: „Oni okłamują swoje narody”.

Kołek wkopany przez J. Kaczyńskiego w piach mierzei zniknął. (Info Wirtualnej Polski)
A ostrzegałem i radziłem, by postawić wartę w strojach regionalnych …

Pisowskie zniknięcie parówek: stępka i kołek

Jakub Stefaniak (PSL) i internauci zareagowali na kolejne słowa rzeczniczki PiS Beaty Mazurek na temat Polskiego Stronnictwa Ludowego.

Wybory samorządowe osłabiły Z. Ziobrę. W partii uważają, że gdyby nie wywołał dyskusji wokół polexitu, wynik PiS byłby lepszy. Ale Ziobro nie chce zostać kozłem ofiarnym. W najnowszym „Newsweeku” polecam tekst Renaty Grochal o powyborczych rozliczeniach w PiS.

Repolonizacja, czyli dać swoim pisolubnym

Jarosław Kaczyński od dawna nie ukrywa, że chciałby wreszcie rozwiązać problem z prywatnymi, niezależnymi od rządu, mediami. Marzy mu się model węgierski, bo przecież w jego Polsce nie ma miejsca dla tych, którzy oceniają rządy PiS krytycznie i patrzą tej partii na ręce.

Po porażce wyborczej w miastach, Krystyna Pawłowicz napisała na Twitterze, że „teraz jednak CZAS NA MEDIA!  Moim zd. OPCJA ZERO na rynku RTV! Odbudowa przez WYGASZENiE WSZYSTKICH wydanych KONCESJI rtv i budowa rynku na zasadach UE,takich,jak obowiązują np w Niemczech Repolonizacja i ucywilizowanie ! Dość zewn partii TVN czy onet!” i już wczoraj wieczorem podano informację, że na sprzedaż ma pójść Radio ZET.

https://twitter.com/PSzubartowicz/status/1055903212329406470

Radio ZET, według badania Radio Track w III kwartale br. miało 12,3 %. udziału w rynku słuchalności (inne stacje z grupy – Antyradio – 2,1%, Meloradio – 0,9%, a Chillizet – 0,3%), a według badania Gemius/PBI w sierpniu br. serwis RadioZET.pl zanotował 4,34 mln realnych użytkowników i 29,33 mln odsłon (Antyradio.pl – 1,48 mln użytkowników i 6,31 mln odsłon, a ChilliZET.pl – 1,21 mln. użytkowników i 3,63 mln odsłon).

Wśród zainteresowanych kupnem wymienia się właściciela Cyfrowego Polsatu Zygmunta Solorza, należącą do Zbigniewa Benbenka Grupę ZPR Media oraz spółkę Fratria braci Karnowskich.

Eliza Michalik zastanawia się „jak spółka braci Karnowskich (Fratria), która w 2017 roku zarobiła na czysto 3,2 mln zł, może być zainteresowana kupnem Radia Zet, którego wartość rynkowa wynosi co najmniej 73 miliony euro?’.

Odpowiedź wydaje się prosta. Bracia Karnowscy mogą dostać pożyczkę z PKO BP lub PKO SA, czyli z banków, które znajdują się pod całkowitą kontrolą PiS. Może też ich wesprzeć Polska Fundacja Narodowa lub jakiś inny podmiot, ściśle związany z „dobrą zmianą” partii rządzącej.

Jeden z internautów napisał – „Kupią PiSowcy i marka Radio Zet oficjalnie pogrzebana. Fascynujący przebieg upadku radia, które było swego czasu świetne. Ciszej nad tą trumną”.

Zniknął słupek wbity przez Jarosława Kaczyńskiego
pod budowę przekopu
Mierzei Wiślanej
😜🤣😂 i po ściemie.

Gnijący Kaczyński, kto tego kołka skradnie?

Mierzeja Wiślana będzie przekopana i wybudowany zostanie tam kanał. Inauguracją inwestycji miało być symboliczne wbicie słupka geodezyjnego przez Jarosława Kaczyńskiego. Jak jednak wynika z informacji „Gazety Wyborczej”, słupek zniknął.

O sprawie poinformował w sobotę rano użytkownik Twittera, który zniknięcie słupka zauważył podczas spaceru. – Nie ma słupka wykopanego przez Naczelnika Jarosława!!! Czy to znaczy, że trzeba będzie kolejny raz uroczyście rozpoczynać prace związane z przekopem Mierzei Wiślanej? – ironizuje zKaszebe.

Informację o zniknięciu słupka otrzymał też dziennikarz „Gazety Wyborczej”, który potwierdził, że słupka na plaży już nie ma. – Słyszałem, że zniknął już na drugi dzień po wkopaniu. (…) Nie wiadomo, kto go zabrał, ale nie ma to większego znaczenia, bo przymiarek do rozpoczęcia budowy przekopu było już kilka i zawsze kończyły się tak samo – powiedział „Wyborczej” Krzysztof Swat, burmistrz Krynicy Morskiej.

Jarosław Kaczyński: Mamy pełną suwerenność na tych ziemiach

Uroczyste wbicie ostatniego słupka geodezyjnego, który wyznaczał granice przekopu Mierzei Wiślanej odbyło się 16 października. W uroczystości wziął udział nie tylko Jarosław Kaczyński, ale również m.in. minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej Marek Gróbarczyk.

Choć nie ma jeszcze wykonawcy ani pozwolenia na budowę, symbolicznym rozpoczęciem inwestycji było właśnie wbicie ostatniego słupka geodezyjnego. – Mamy pełne prawo zakończyć proces tyczenia, a jeśli chodzi o inne dokumenty, potrzebne do rozpoczęcia budowy, to wydaje to być kwestią najbliższych tygodni. Kiedy budowa się rozpocznie, to będzie można powiedzieć, że klamka zapadła. Kanał powstanie – powiedział Jarosław Kaczyński. Dodał, że celem jest rozwój gospodarczy Elbląga, ale także pokazanie „pełnej suwerenności na tych ziemiach”. – Będziemy robić to, co jest potrzebne Polsce i nikt nam nie będzie w tym w stanie przeszkodzić – stwierdził.

Na next.gazeta.pl, obietnicami przekopu Mierzei Wiślanej nie udało się skutecznie skusić wyborców.

Jarosław Kaczyński wbija słupek i zaczyna przekop Mierzei Wiślanej. Ekspert: To zwróci się za 500 lat

Wojciech Maziarski pisze o gniciu PiS.

Wyborcza porażka w wielkich miastach ujawniła słabość PiS i nasiliła wewnętrzne podziały w obozie władzy. To jeszcze trochę potrwa, ale teraz już powinno być z górki.

Wbrew powszechnym oczekiwaniom Senat nie przyklepał bezmyślnie i mechanicznie sejmowej ustawy „Kac plus”, ustanawiającej dzień wolny po trudach świętowania 11 listopada. Wprowadził do niej poprawki i odesłał ją do Sejmu, co stawia całą inicjatywę pod znakiem zapytania. Na ponowne obradowanie i podpis prezydenta zostaje już bardzo mało czasu.

Jedną z inicjatorek dania narodowi wolnego 12 listopada była posłanka PiS Elżbieta „coś tam, coś tam” Kruk. Kto jak kto, ale ona doskonale wie, że człowiek po święcie potrzebuje czasu, by dojść do siebie i uciszyć tupot białych mew. Potrzebne mu ukojenie, zimne okłady i elektrolity. Może być też kefir albo maślanka.

Inicjatywa przeszła przez Sejm jak burza, w tempie charakterystycznym dla PiS-owskich standardów ustawodawczych, które przewidują, że ustawy o doniosłym znaczeniu uchwala się w ciągu jednej nocy w Sali Kolumnowej, bufecie albo w korytarzu prowadzącym do sejmowej kaplicy. Ma się rozumieć, nikt się nawet nie silił na sporządzenie analizy skutków finansowych tej ustawy, choć teoretycznie jest to obowiązkiem Sejmu.

I wszystko byłoby pięknie, gdyby się Senat nie zbiesił. A dlaczego się zbiesił? Nie przypadkiem nastąpiło to właśnie po wyborach samorządowych, które pokazały słabość PiS-u, zwłaszcza w dużych i średnich miastach. Gdyby nie łomot, jaki spuścili „dobrej zmianie” wielkomiejscy wyborcy, Senat pewnie nie wykazałby tyle asertywności i nie ośmieliłby się wkładać kija w tryby miażdżącego Polskę pisowskiego walca.

Perspektywa utraty władzy wywiera zbawienny wpływ na sumienie

Tak właśnie objawia się wewnętrzny ferment, który jest skutkiem porażki. Poszczególne osoby w obozie rządzącym zaczynają sobie uświadamiać, że opozycja może pewnego dnia przejąć władzę – a wówczas nadejdzie czas rozliczeń. Ci, którzy naruszali reguły przyzwoitości – nie mówiąc już o regułach prawa – muszą się liczyć z konsekwencjami. Może być bardzo nieprzyjemnie, więc we własnym dobrze pojętym interesie lepiej jest zacząć zachowywać się przyzwoicie i przestrzegać standardów przyjętych w świecie cywilizowanym.

Zauważyliście, że po wyborach w obozie rządzącym nagle rozległy się głosy krytykujące kampanię wyborczą? Nieoczekiwanie okazało się, że nie wszystkim podobał się faszystowski z ducha spot o groźnych obcoplemieńcach, zagrażających Polsce. Śmiałości nabrał Jarosław Gowin, który już od dawna wspiera „dobrą zmianę”, ale się nie zaciąga – i teraz skrytykował ten filmik. Nie zrobił tego w czasie kampanii, gdy cała Polska wyrażała oburzenie, potrzebna była dopiero porażka w wyborach, by pan wicepremier się ocknął. Ale nie narzekajmy – dobre i to. Należy sobie życzyć, by takich przebudzeń było jak najwięcej. I by miały one charakter trwały.

Obława, obława, na Jacka Kurskiego obława

Wiatr w żagle złapali też w obozie PiS ci, którzy z różnych powodów chcieliby politycznie ukatrupić Jacka Kurskiego. Od dawna już ostrzy na niego kosę Krzysztof Czabański, ale nie ma dość sił ani śmiałości, by go odwołać, choć formalnie mieści się to w zakresie jego kompetencji. Jednak pan prezes Kaczyński mu dotąd nie pozwalał. Raz już nawet Czabański zebrał się na odwagę i zdymisjonował szefa TVP – a potem musiał wejść pod stół i odszczekiwać.

Jednak teraz, po wyborczym zimnym prysznicu, może wreszcie się uda. Różne wiewiórki donoszą, że grunt usuwa się Jackowi Kurskiemu spod stóp i w partii narasta niezadowolenie z jego działalności. 

Eurowybory, czyli powtórka z łomotu

Tak właśnie objawia się erozja słabnącego obozu władzy. Następuje jego podskórna dekompozycja, nasilają się podziały i wewnętrzne konflikty, dobrze naoliwiony mechanizm zaczyna zgrzytać i zacinać się. Kolejne porażki będą ten trend podtrzymywać i wzmacniać. Można liczyć na to, że w pozornym monolicie PiS zarysują się pęknięcia. Nagle objawią się dysydenci, a osoby, których nikt dotąd nie podejrzewał o posiadanie własnego zdania, mogą zacząć je wyrażać. Do tego jednak potrzebne jest więcej bodźców. Ludzie z obozu władzy muszą zobaczyć, że koniec panowania PiS zbliża się wielkimi krokami.

Cieszmy się więc, że Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej nie odpuszcza i na listopad zapowiada posiedzenie w sprawie polskiego sądownictwa. A już wiosną odbędą się wybory do europarlamentu, w których uczestniczy w Polsce głównie elektorat wielkomiejski. Ten sam, który teraz spuścił Kaczyńskiemu przykładny łomot. Czekamy więc na powtórkę.

Fragment felietonu Waldemara Mystkowskiego.

Oddajcie demokrację Polakom – tak można interpretować słowa prezesa unijnego Trybunału Sprawiedliwości.

(…)

Po wyborach samorządowych jeszcze PiS nie ogłosiło, że suweren (czyli my, Polacy) daje mu prawo do reformowania sądownictwa, ale już ustami szefa kampanii wyborczej Tomasza Poręby stwierdziło: – „Wyniki wyborów samorządowych to gigantyczny sukces PiS”.

Ta gigantomachia PiS jest zniewalająca. W procentach PiS do Koalicji Obywatelskiej ma się jak 34 do 27, jeżeli do 27 dodamy wynik PSL, SLD bądź lokalnych komitetów to wynik ten rzeczywiście będzie się przedstawiał jak w Warszawie zwycięstwo Rafała Trzaskowskiego nad Patrykiem Jakim – 56 do 28.

Gdzie tu zatem gigantyczne zwycięstwo? A piszę o tej pisowskiej gigantomachii w kontekście autora wniosku do pisowskiego Trybunału Konstytucyjnego ministra sprawiedliwości Ziobry, który walczy z Morawieckim o schedę po Jarosławie Kaczyńskim. Zakładnikiem w tej walce o przywództwo na prawicy jest „być albo nie być” Polski w UE.

Ziobro okazuje się być za kulisami lepszy od Morawieckiego, bowiem w kluczowych sejmikach wojewódzkich dla PiS ma swoich radnych, którzy zadecydują, czy w nich będzie rządzić prawicowa większość. Ziobro szachuje Morawieckiego, który miał się pozbyć ministra sprawiedliwości. Ta walka odbywa się kosztem przyszłości Polski, stąd takie kategoryczne ostrzeżenie prezesa TSUE.

Więcej >>>

27 października 1932 roku urodziła się Sylvia Plath

Na kołku Kaczyńskiego powiewa flaga Konstytucji

Parlament Europejski przyjął dziś rezolucję wzywającą państwa członkowskie UE do wprowadzenia zakazu działalności grup neofaszystowskich i neonazistowskich oraz wszelkich innych fundacji lub stowarzyszeń, które gloryfikują nazizm i faszyzm. „Za” głosowało 355 europosłów, „przeciw” było 90, w tym europosłowie PiS. – „Trudno jest nie głosować za rezolucją, która mówi, że trzeba przeciwstawić się rosnącej fali neofaszyzmu w Europie. Nie ma co ukrywać, że wzrost liczby incydentów rasistowskich, faszystowskich i ksenofobicznych nastąpił w Polsce, jak i zresztą w innych krajach Europy, w ostatnich latach. Sam fakt, że nie słychać głosu PiS na sali plenarnej, że musimy się temu przeciwstawić, wskazuje na bierne patrzenie na to, co się dzieje. Dziwię się temu. A neofaszyści w Polsce czują się bezkarnie” – powiedziała w rozmowie z onet.pl autorka projektu rezolucji Róża Thun.

W rezolucji napisano, że „bezkarność, którą cieszą się organizacje skrajnie prawicowe w niektórych państwach członkowskich, jest jedną z przyczyn nasilenia się aktów przemocy wymierzonych w mniejszości, takie jak czarnoskórzy Europejczycy i osoby pochodzące z Afryki, Żydzi, muzułmanie, Romowie, osoby niebędące obywatelami UE, osoby LGBT i osoby niepełnosprawne”. Europosłowie krytykują brak zdecydowanych działań przeciwko ugrupowaniom neofaszystowskim i neonazistowskim. Domagają się utworzenia w siłach policyjnych jednostek do walki z przestępstwami popełnianymi z nienawiści.

Róża Thun zapytana czy Polska będzie stosować się do tej rezolucji, odpowiedziała: – „Mam nadzieję, że polskie władze wezmą pod uwagę to, że PE przyjęło tę rezolucję ogromną większością. Nawołujemy władzę wszystkich państw członkowskich, by w bardzo zdecydowany sposób podjęli walkę z falą neofaszyzmu, ksenofobii, rasizmu i homofobii zatrzymać. Trudno głosować przeciwko temu, nawet jeśli nie wszystkie zapisy są w nim idealne. Jak można się sprzeciwiać walce z neofaszyzmem?”

Krystyna Pawłowicz nawołuje do głosowania w wyborach prezydenckich na Mariusza Trynkiewicza „Polsce na złość”. Na wpis odpowiedział poseł Cezary Tomczyk: „Podaję Panią do Komisji Etyki Poselskiej”.

PiS wygrał wybory samorządowe do sejmików wojewódzkich, przegrał jednak w większości dużych miast Polski, takich jak Warszawa, Łódź czy Poznań. Krystyna Pawłowicz zauważyła w tym szkodę dla kraju, postanowiła więc zaprotestować na Twitterze.

„Trynkiewicz na prezydenta! Wielbiciele zboków, złodziejstwa, zalotnych chamów i zaprzańców wybiorą go już w pierwszej turze…Polsce na złość…” – napisała.

W komentarzu dodała: „Im bardziej odrażający zbrodzień, tym większe zaufanie wielu Polaków”.

Przypomnijmy, że Mariusz Trynkiewicz spędził 25 lat w więzieniu za gwałt i zabójstwo czterech chłopców w latach 80. Po odbyciu kary został odizolowany od społeczeństwa na mocy ustawy o postępowaniu wobec osób stwarzających zagrożenie i trafił do ośrodka w Gostyninie.

Krystyna Pawłowicz odpowie za wpis na Twitterze o Trynkiewiczu?

W komentarzach pod postem Krystyny Pawłowicz padło wiele mocnych słów, m.in. sugerujących posłance badania psychiatryczne. Uznano, że jej wpis to mowa nienawiści.

Na post zareagował również poseł PO Cezary Tomczyk. Zapowiedział, że poda Krystynę Pawłowicz do Komisji Etyki Poselskiej, a sprawę zgłosi do Marszałka Sejmu. „Uważam, że szef klubu PiS Ryszard Terlecki powinien natychmiast usunąć Panią Poseł z klubu. Warszawiaków obraził już Suski, Kowalczyk, a teraz to. Co na to Patryk Jaki?” – zapytał na Twitterze.

Odrobina Suskiego na dobranoc 😉

Śrubokręty PiS, czyli świry

Rebloguję tylko stare teksty Mystkowskiego. Tyle, to nie jest złamanie ciszy wyborczej.

Polish vodka

Trzy teksty Waldemara Mystkowskiego.

Na finiszu kampanii samorządowej słupki poparcia dla PiS spadły.

Jarosław Kaczyński nie gardzi żadną manipulacją ani kłamstwem. Na finiszu kampanii samorządowej słupki poparcia dla PiS spadły, zatem PiS stosuje sprawdzone chwyty z poprzednich kampanii. Spot wyborczy o imigrantach przypomina ostrzeżenia prezesa sprzed trzech lat o cholerze, pierwotniakach i pasożytach.

Dla dobra pisowskiej sprawy jego najważniejsi nominowani do ubiegania się o fotele prezydenckie wypierają się PiS. Ani Patryk Jaki oficjalnie nie przyznaje się do partii Kaczyńskiego, ani Małgorzata Wassermann. Św. Piotrowi kur zapiał trzy razy, faworyci Kaczyńskiego najwyżej dwa razy usłyszą kukuryku i to pod warunkiem, że wejdą do drugiej tury, a potem jak w staropolskim powiedzeniu: „myślał kogut o niedzieli (wyborczej), a w sobotę (w ciszy wyborczej) łeb mu ucięli”.

Był taki moment, że prezes starał się w demokratycznych procedurach sięgnąć po wymarzony fotel prezydenta RP, ale nie pomogła mu nawet żałoba po bracie, gdy…

View original post 1 136 słów więcej

Srebrna – złoty interes Kaczyńskiego

O spółce Srebrna pisano już wielokrotnie. Jej historia sięga lat 90-tych, kiedy to Kaczyński założył Porozumienie Centrum i wymyślił Fundację Prasową Solidarności. Kiedy w 1990 r Sejm zlikwidował koncern RSW Prasa – Książka – Ruch, Fundacja przejęła „Express Wieczorny”. Niby wygrała przetarg, ale sam Kaczyński nie ukrywa, że ówczesna władza nieco pomogła.

W 1993 r. Fundacja sprzedała gazetę szwajcarskiej spółce Marquard Media za 2,59 mln zł. Pozostają jednak nieruchomości RSWPrasa – Książka – Ruch, na których Fundacja uwłaszczyła się, kupując je bez przetargu, w czym pomogła jej ustawa Glapińskiego, dzisiaj szefa Narodowego Banku Polskiego, oczywiście z rekomendacji PiS.  W rękach Fundacji znalazło się więc 20 tys m. kw. Gruntów i tyle samo powierzchni w biurowcach na warszawskiej Woli. Stopniowo, owe nieruchomości zostały wprowadzone do nowych spółek i fundacji i z całej Fundacji Prasowej Solidarność pozostał ostatecznie  tylko parking na podwórku między dawną redakcją „Expressu Wieczornego” a siedzibą partii przy Nowogrodzkiej

Spółkę Srebrna założył Jarosław Kaczyński już w połowie lat dziewięćdziesiątych.  Jej kapitał zakładowy to dzisiaj 11,8 mln zł. Prawie 100% udziału ma w niej Instytut im. Lecha Kaczyńskiego, w którego radzie zasiada prezes Kaczyński. Spółka zlokalizowana jest na Woli, u zbiegu ulic Srebrnej i Towarowej.

Teoretycznie spółka Srebrna idzie swoją drogą, a PiS swoją, jednak związki personalne pomiędzy nimi są bardzo ścisłe. Jej prezesem jest Małgorzata Kujda, żona obecnego prezesa Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska, a w zarządzie znajduje się też przyjaciółka prezesa Janina Goss i Jacek Cieślikowski, warszawski radny PiS, terenowy asystent Kaczyńskiego. W radzie nadzorczej znalazło się też miejsce dla kuzyna prezesa Grzegorza Tomaszewskiego i jego asystenta oraz kierowcy Jacka Rudzińskiego.

Gdy Partia Centrum znalazła się poza Sejmem, Srebrna dała schronienie i pozwoliła przeczekać złe czasy m.in. Markowi Suskiemu, Adamowi Lipińskiemu, Ludwikowi Dornowi, Krzysztofowi Tchórzewskiemu i Wojciechowi Jasińskiemu. Wszyscy oni w odpowiednim momencie wrócili do polityki, zajmując eksponowane stanowiska.

Dzisiaj Srebrna płaci za ochronę prezesa, pokrywa koszty czynszu za willę, w której mieści się Instytut im. Lecha Kaczyńskiego. Jest też powiązana kapitałowo z wydawcami „Gazety Polskiej Codziennie” i tygodnika „Gazeta Polska” Tomasza Sakiewicza.

2 lutego 2018 r. rada Instytutu im. Lecha Kaczyńskiego wydaje zgodę na „podjęcie przez zarząd Fundacji czynności związanych z realizacją przedsięwzięcia deweloperskiego przez spółkę Srebrna”. Na obszarze 5,4 tys. m kw., gdzie znajduje się zabytkowa fabryka Kotłów, ma powstać potężny wieżowiec. Na rozkręcenie tej inwestycji spółka przeznacza 350 tys. zł. Pod dokumentem podpisali się Jarosław Kaczyński i Krzysztof Czabański.

Wieżowiec ma liczyć 190 m wysokości, 49 pięter i prawie 100 tys. m kw. powierzchni. Mają się w nim znaleźć sale konferencyjne, hotel, apartamenty, „sky bar” na ostatnim piętrze. Tutaj również ma mieć swoją siedzibę Instytut im. Lecha Kaczyńskiego.

Szacowany koszt przedsięwzięcia to 800 mln – 1 mld zł, a zająć ma się tym spółka Nuneaton, zakupiona przez Instytut i Srebrną.

Dziennikarze „Gazety Wyborczej” wysłali do Srebrnej pytania, na jakim etapie jest projekt biurowca, czy są już wszystkie niezbędne zezwolenia, na kiedy planowane jest rozpoczęcie prac, czy PiS przeniesie tutaj swoją siedzibę i jaki jest koszt tej inwestycji. Odpowiedź jest króka i zwięzła – „Zarząd Spółki Srebrna nie posiada żadnych pozwoleń na budowę inwestycji przy ul. Srebrnej 16, choć wniosek o wydanie decyzji o warunki zabudowy został złożony w 2015 roku, co można w ramach staranności i rzetelności dziennikarskiej sprawdzić w organach Miasta. Spółka Nuneaton nie prowadziła i nie prowadzi żadnej inwestycji przy ul. Srebrnej 16. Pozostałe pytania w tej sytuacji są całkowicie chybione i bezprzedmiotowe”.

Zastanawiam się nad jednym. Wiadomo, że od listopada 2014 roku spółka Srebrna próbuje negocjować warunki zabudowy w warszawskim ratuszu i do tej pory były to działania bezskuteczne. Wydaje się więc, że jedyną szansą na zrealizowanie planów postawienia biurowca w tak atrakcyjnym miejscu jest zmiana prezydenta stolicy i zdobycie większości w radzie miasta. To kolejny więc powód tak zaciętej walki o stolicę.

Kaczyński z kumplami buduje w Warszawie PIS-tower, wieżowiec za miliard. Czy jest w Polsce ktoś inny, kto tak się na polityce uwłaszczył? Po 30 latach walki Kaczyńskiego z patologiami III RP, okazało się, że w wielkiej patologii sam tkwi po uszy.

Raskolnikow

Trzy teksty Waldemara Mystkowskiego.

W rolach głównych tym razem wystąpili Zbigniew Ziobro i ambasador w Brukseli Andrzej Sadoś.

Dzień świstaka ponoć zdarza się raz na rok, ale jego charakterystyką jest powtarzalność i może trwać bardzo długo, jeżeli nie potrafimy sobie z nim poradzić. W Polsce dzień świstaka trwa circa 3 lata. Dzień świra – wiadomo, dzień w dzień, acz natężenie świrowania jest różne. Dzisiaj 17 października 2017 przeżywamy dzień śrubokręta, który najzgrabniej podsumował Donald Tusk, bo to on symbolicznie został zaatakowany śrubokrętem.

Najpierw wieść gruchnęła, że Zbigniew Ziobro używa śrubokręta, aby jak najszybciej odkręcić Polskę od Unii Europejskiej, bo tym jest skierowanie wniosku do pisowskiego Trybunału Konstytucyjnego o stwierdzenie niekonstytucyjności prawa polskich sędziów do zadawania pytań prejudycjalnych do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. A to znaczy, iż minister sprawiedliwości i prokurator generalny pyta o potwierdzenie, iż w Polsce nie obowiązuje prawo unijne, więc nie trzeba go przestrzegać, ani nie jest nadrzędne…

View original post 1 122 słowa więcej