Archiwa tagu: Marek Chmaj

Donald Tusk na szefa Komisji Europejskiej? To polityk wagi najcięższej, światowej. Numer jeden w naszej historii

Jak wynika z nieoficjalnych informacji „Rzeczpospolitej” Donald Tusk jest poważnie rozważany jako jeden z kandydatów na szefa Komisji Europejskiej.

– To był ważny wieczór – mówi nasz rozmówca z Brukseli. – Informacje o kandydaturze Donalda Tuska obiegła Brukselę – mówi nasz inny rozmówca. Czwartkowy szczyt nie przyniósł rozstrzygnięcie, jeśli chodzi o najwyższe stanowiska w UE.

Polska zablokowała porozumienie klimatyczne

Morawiecki: Zabezpieczyliśmy interesy polskich obywateli

Jak wynika z naszych rozmów, rozmowa o nowej posadzie dla Donalda Tuska była jednym z tematów dyskusji kanclerz Niemiec Angeli Merkel, Donalda Tuska, prezydenta Francji Emmanuela Macrona i premiera Hiszpanii Pedro Sancheza. Żadne rozstrzygnięcie nie jest jednak pewne.

Scenariusz, w którym to Tusk byłby szefem KE po Jean-Claudzie Junckerze, krążył w Brukseli od kilku tygodni, ale dopiero po dzisiejszych rozmowach nabrał nowej dynamiki.

Kmicic z chesterfieldem

To oczywiste, że kalendarz spotkań agentów nie może być jawny” – złośliwie komentują internauci decyzję Naczelnego Sądu Administracyjnego, który nie zgodził się na ujawnienie terminarza spotkań prezes TK Julii Przyłębskiej.

Gdy wyszło na jaw, że kierownictwo TK przyjmuje polityków PiS, walcząca o dostęp do informacji publicznej Sieć Obywatelska Watchdog zapytała Trybunał Konstytucyjny o kalendarz spotkań prezes TK Julii Przyłębskiej oraz wiceprezesa TK Mariusza Muszyńskiego.

Skończyło się na niczym, choć nie jest tajemnicą, że jeszcze w pierwszych siedmiu miesiącach rządów Przyłębskiej w Trybunale „około trzech razy” (tak określiło to biuro TK) gościł m.in. koordynator służb specjalnych Mariusz Kamiński. Z ministrem sprawiedliwości Zbigniewem Ziobrą i wiceministrem Marcinem Warchołem spotykał się Mariusz Muszyński. Przyłębską i Muszyńskiego odwiedził poseł PiS Arkadiusz Mularczyk, który reprezentuje Sejm przed Trybunałem. Oboje mieli też bywać w siedzibie PiS, chociaż TK powinien stać na straży konstytucji, a sami sędziowie być apolityczni.

W maju „Wyborcza” ujawniła…

View original post 4 572 słowa więcej

 

Duda sprzeniewierzył się słowom przysięgi prezydenckiej, więc będzie siedział

Tak wynika z ustaleń senackiego zespołu do spraw monitorowania praworządności. Senator Tomasz Grodzki PO zapowiedział, że zwieńczeniem prac zespołu będzie „biała księga naruszeń prawa przez rządzących”. Ma być ona gotowa przed wyborami parlamentarnymi w 2019 roku.

– „PiS i prezydent Andrzej Duda złamali co najmniej 13 artykułów Konstytucji; niektóre wielokrotnie” – powiedział senator Bogdan Klich. Działo się to m.in. podczas dokonywania zmian w Trybunale Konstytucyjnym, Sądzie Najwyższym, Krajowej Radzie Sądownictwa czy podczas prac nad ustawą o ustroju sądów powszechnych.

Konstytucjonalista prof. Marek Chmaj wyliczył poszczególne artykuły, które złamał prezydent. – „Duda złamał zasadę demokratycznego państwa prawnego określoną w art. 2, art. 7, stanowiący o tym, że „organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa”, art. 10, określający trójpodział władz, a także część przepisów rozdziału 5 określającego uprawnienia głowy państwa” – powiedział Chmaj. Poza tym Duda, wysyłając Pierwszą Prezes SN na emeryturę, złamał też art. 183, w którym zapisano sześcioletnią jej kadencję. Prof. Chmaj podkreślił, że Andrzej Duda sprzeniewierzył się słowom przysięgi prezydenckiej, w której ślubował, że „dochowa wierności postanowieniom Konstytucji”.

„Należy zdiagnozować nie tylko które artykuły są łamane, ważne jest też zdiagnozowanie, ilu osób i gdzie to dotyczy;  w jaki sposób stosowany i widoczny jest tzw. efekt mrożący, np. w środowisku sędziowskim” – mówił uczestniczący w posiedzeniu sędzia Waldemar Żurek. Jego zdaniem, oprócz opinii polskich prawników, w „białej księdze” należy uwzględnić analizy instytucji międzynarodowych o pisowskiej „reformie” sądownictwa w Polsce, m.in.  raporty Komisji Weneckiej.

Na posiedzenie zespołu zostali zaproszeni przedstawiciele Ministerstwa Sprawiedliwości, ale nikt z resortu się nie pojawił.

Wyrażam kategoryczny sprzeciw” – prof. Marek Safjan broni swojej reputacji jako sędziego oraz autorytetu Trybunału Sprawiedliwości UE przed insynuacjami Andrzeja Dudy. Wcześniej krytykował m.in wypowiedzi Mariusza Muszyńskiego, wiceprezesa TK, dziś stanowczo sprzeciwia się słowom prezydenta. Za Safjanem wstawiał się sam Prezes Trybunału, Koen Lenaerts

Profesor Marek Safjan  wybitny prawnik, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, sędzia Trybunału Sprawiedliwości UE  wystosował do Prezydenta Andrzeja Dudy oświadczenie, w którym „wyraża kategoryczny sprzeciw” wobec sugestii prezydenta, że on i inni sędziowie Trybunału są stronniczy, a wyroki TSUE  ferowane zgodnie z prywatnymi politycznymi poglądami sędziów.

Prezydent Andrzej Duda 3 października na antenie Telewizji Polsat stwierdził, że „w Trybunale zasiada Marek Safjan, który nie ukrywa swoich poglądów”.

W wydanym dziś oświadczeniu, prof. Safjan kategorycznie sprzeciwia się sugestii prezydenta Dudy, że wyrażanie opinii na temat zmian w sądownictwie przeprowadzanych przez PiS wpływa na jego pracę jako sędziego TSUE.

Safjan oskarża Dudę o sugerowanie, że toczące się przed TSUE postępowania w sprawach polskich, dotyczące zmian w wymiarze sprawiedliwości, są przenoszone na płaszczyznę polityczną.

We wrześniu Komisja Europejska skierowała do Trybunału Sprawiedliwości ustawę o Sądzie Najwyższym, który rozstrzygnie o jej zgodności z prawem unijnym. Trybunał będzie też odpowiadał na pytania prejudycjalne stawiane przez polskie sądy, w tym Sąd Najwyższy.

Sędzia Safjan przypomina, że w czasie 70 lat funkcjonowania Trybunału Sprawiedliwości UE:

  • instytucja ta uzyskała niepodważalny autorytet i pełne zaufanie wszystkich państw członkowskich,
  • postępowania przed Trybunałem toczą się zawsze przy poszanowaniu najwyższych standardów niezależności i bezstronności,
  • a ich wynik zależy wyłącznie od oceny argumentacji prawnej prezentowanej przez strony uczestniczące w postępowaniu.

„Nie ma żadnej wątpliwości, że tak się będzie działo także w postępowaniach, które dotyczą spraw polskich.”  podsumowuje Marek Safjan.

Sędzia już wcześniej był obiektem nagonki. W jego obronie stawał m.in. Prezes Trybunału Sprawiedliwości Koen Lenaerts, który w 2017 roku odpowiadał na zarzuty o „brak bezstronności” i „polityczne zaangażowanie” stawiane przez europosłów PiS.

„Doprawdy, nic nie sugeruje, by sędzia Safjan kierował się osobistym albo narodowym interesem, bądź prosił o instrukcje albo postępował według instrukcji spoza Trybunału Sprawiedliwości, zajmując się sprawami toczącymi się przed Trybunałem” – ocenił Lenaerts.

Marek Safjan zabierał głos w debatach dotyczących rozumienia podstawowych zasad europejskiego i polskiego porządku prawnego. Polemizował m.in. z Mariuszem Muszyńskim, wiceprezesem TK, który na łamach „Rzeczpospolitej” przedstawiałdyskusyjne tezy na temat „państwa prawa” oraz personalnie oskarżał Lenaertsa i Safjana o sprzeniewierzanie się zasadom niezawisłości i apolityczności sędziowskiej przez zabieranie głosu na temat przeprowadzanych przez Prawo i Sprawiedliwość zmian w sądownictwie.

Wykład prof. Marka Safjana pt. „Państwo prawa czy prawo państwa?”, którego zapis opublikowało Archiwum Osiatyńskiego.

prof. Marek Safjan – urodzony w 1949 r.; doktor prawa (Uniwersytet Warszawski, 1980); doktor habilitowany nauk prawnych (Uniwersytet Warszawski, 1990); profesor prawa (1998); dyrektor Instytutu Prawa Cywilnego Uniwersytetu Warszawskiego (1992-1996); prorektor Uniwersytetu Warszawskiego (1994-1997); sekretarz generalny sekcji polskiej Association Henri Capitant des amis de la culture juridique française (1994-1998); przedstawiciel Polski w Komitecie ds. Bioetyki Rady Europy (1991-1997); sędzia Trybunału Konstytucyjnego (1997-1998), następnie prezes tego trybunału (1998-2006); członek Académie internationale de droit comparé (od 1994), a następnie jej wiceprzewodniczący (od 2010); członek Association internationale droit, éthique et science (od 1995), członek Komitetu Helsińskiego w Polsce; członek Polskiej Akademii Umiejętności; odznaczony medalem Pro Merito przez sekretarza generalnego Rady Europy (2007); autor licznych publikacji z zakresu prawa cywilnego, prawa medycznego i prawa europejskiego; doktor honoris causa Europejskiego Instytutu Uniwersyteckiego (Florencja, 2012); sędzia Trybunału Sprawiedliwości od dnia 7 października 2009 r.

Polacy w Trybunale Sprawiedliwości UE

Dzisiaj na prestiżowe stanowisko Pierwszego Rzecznika Generalnego Trybunału Sprawiedliwości został wybrany inny Polak, prof. Maciej Szpunar. Będzie przydzielał sprawy pozostałym rzecznikom generalnym i stał na straży prawa UE. Profesor Szpunar od 2013 roku sprawował funkcję rzecznika generalnego.

Jak podaje strona TSUE: „W skład Trybunału Sprawiedliwości wchodzi 28 sędziów i 11 rzeczników generalnych. Sędziowie i rzecznicy generalni są mianowani za wspólnym porozumieniem przez rządy państw członkowskich, po konsultacji z komitetem, którego zadaniem jest opiniowanie, czy kandydaci są odpowiedni do pełnienia danej funkcji. Mandat jest sześcioletni i odnawialny.

Są oni wybierani spośród osobistości o niekwestionowanej niezależności i mających wymagane w ich państwach kwalifikacje do zajmowania najwyższych stanowisk sądowych, lub są prawnikami o uznanych kompetencjach.

Rzecznicy generalni wspomagają Trybunał. Ich zadaniem jest przedstawianie, w sposób całkowicie bezstronny i niezależny, opinii prawnej, określanej jako „opinia rzecznika generalnego” w sprawach, które zostaną im przydzielone.”

W praktyce, sędziowie bardzo często podzielają opinie rzeczników generalnych. Tak było m.in. w sprawie Celmer (irlandzki Wysoki Sąd pytał, czy może odesłać Polaka na podstawie Europejskiego Nakazu Aresztowania do Polski, jeśli istnieją obawy co do niezależności polskich sądów). Opinię rzecznika Tanczewa w dużej mierze podzielili sędziowie orzekający w sprawie.

Prof, Wojciech Sadurski – wykładowca Uniwersyetu w Sydney – uważa, że Duda będzie siedział.

>>>

Pedofilia, Morawiecki i Sasin. Szambo po polsku

>>>

– Hanna Zdanowska, nawet jeśli zostanie wybrana, nie będzie mogła objąć mandatu prezydenta i nie będzie mogła sprawować funkcji. Wojewoda zwróci się do premiera o ustanowienie zarządu komisarycznego – powiedział na konferencji prasowej poseł PiS Jacek Sasin. – To kłamstwo – komentuje krótko w rozmowie z wiadomo.co prof. Marek Chmaj, specjalista w zakresie prawa administracyjnego. Według niego za taką wypowiedź polityk powinien zostać pozwany w trybie wyborczym. Hanna Zdanowska jest prezydentem Łodzi i kandydatką KO na ten urząd.

Konferencja prasowa Jacka Sasina

– Nie ma żadnych wątpliwości co do tego, że pani prezydent Hanna Zdanowska, nawet jeśli zostanie wybrana prezydentem Łodzi, nie będzie mogła objąć mandatu prezydenta i nie będzie mogła tej funkcji sprawować – powiedział na konferencji prasowej w Łodzi poseł PiS Jacek Sasin.

Poseł partii rządzącej nie ma wątpliwości, że „jeśli zostanie wybrana, nie będzie mogła objąć funkcji”. – W tej sytuacji wojewoda będzie zmuszony zwrócić się do Prezesa Rady Ministrów o ustanowienie zarządu komisarycznego w Łodzi. Apeluję również o jasne stanowisko Państwowej Komisji Wyborczej w tej sprawie, ponieważ pani prezydent, nawet w przypadku uzyskania największej liczby głosów w tych wyborach, nie powinna uzyskać zaświadczenia o wyborze na urząd prezydenta – tłumaczył.

A to jeszcze nie wszystko. Przy okazji uderza także w opozycję. – Sytuacja pokazuje również podwójne standardy, jakie stosuje Koalicja Obywatelska, w tym przypadku PO, wspierając panią Hannę Zdanowską. To PO mówi, że szanuje praworządność, szanuje wyroki sądów – dodawał Sasin.

Sprawa Hanny Zdanowskiej

27 września Sąd Okręgowy w Łodzi ogłosił decyzję w sprawie Hanny Zdanowskiej i podtrzymał wyrok Sądu Rejonowego uznający prezydent Łodzi winną poświadczenia nieprawdy. Wyrok jest prawomocny.

Przypomnijmy, w marcu Sąd Rejonowy Łódź-Śródmieście orzekł, że prezydent Łodzi Hanna Zdanowska oraz jej partner życiowy Włodzimierz G. są winni i wymierzył im kary finansowe – mają zapłacić po 20 tysięcy złotych.

Chodzi o przedstawienie nieprawdy w akcie notarialnym sprzedaży mieszkania, umowie przedwstępnej i potwierdzeniu odbioru pieniędzy jako zaliczki na poczet kupna mieszkania. Prezydent Łodzi od początku utrzymywała, że jest niewinna, nie zrobiła niczego złego i nie ma nic do ukrycia.

Chmaj: Jacek Sasin kłamie

– Poseł Sasin powinien dokładnie przeczytać Kodeks wyborczy, tam jest jasno wskazane, kto ma bierne prawo wyborcze, czyli może kandydować w wyborach. Nie może kandydować osoba, która została skazana za przestępstwo umyślne, ścigane z oskarżenia publicznego na karę pozbawienia wolności – tłumaczy w rozmowie z wiadomo.co prawnik, prof. Marek Chmaj.

Hanna Zdanowska została skazana wyrokiem sądowym, ale na karę grzywny.

Według Marka Chmaja sama Hanna Zdanowska albo Platforma Obywatelska mogą pozwać posła PiS w trybie wyborczym, dlatego że to, co powiedział, jest kłamstwem.

Platforma na razie rozważa, czy podjąć taki krok. Chociaż rzecznik PO Jan Grabiec nie ma wątpliwości, że to „manipulacja procesem wyborczym oparta na fałszywych przesłankach”.

Inny poseł PO, Mariusz Witczak, przypomina ocenę szefa PKW Wojciecha Hermelińskiego po tym, jak Jarosław Kaczyński i inni politycy PiS mówili wprost o tym, że pieniądze będą dostawać te samorządy, które będą współpracowały z rządem. – Wtedy Wojciech Hermeliński wyraził opinię, że to jest forma korupcji politycznej. Chodzi bowiem o wywieranie presji na wyborców w sposób nieuprawniony. To jest inna sytuacja, ale intencje mają podobny charakter – komentuje w rozmowie z wiadomo.co Witczak.

Faktycznie Sasin już jedną Hankę wygasił swego czasu. Mało kto pamięta. Było to 2007 roku, ale przegrał w sądzie.

Neumann o komisarzu w Łodzi po ewentualnej wygranej Zdanowskiej: To, co mówi Sasin, jest typowe dla PiS-u. Nie potrafią wygrywać, mają słabych kandydatów, więc myślą jak wprowadzić komisarza

Nie ma problemu. Wierzę, że Hanna Zdanowska wygra w I turze i że będzie mogła normalnie funkcjonować jako prezydent miasta Łodzi, jeżeli wyborcy będą tego chcieli, a wierzę, że będą tego chcieli. Dostała grzywnę, nie została skazana na areszt czy więzienie, czyli zgodnie z Kodeksem wyborczym może być prezydentem, może kandydować. Mówił o tym przewodniczący PKW. To, co mówi Sasin, jest typowe dla PiS-u. Nie potrafią wygrywać, mają słabych kandydatów, więc myślą jak wprowadzić komisarza do poszczególnych miast. Ani Sasin, ani nikt inny nie będzie miał prawa wprowadzać komisarza do Łodzi. To jest element kampanii wyborczej PiS, ale to pokazuje ich stosunek do samorządu” – mówił w Radiu Zet przewodniczący klubu PO, Sławomir Neumann.

Katarzyna, której sąd przyznał milion złotych zadośćuczynienia za to, że była gwałcona przez księdza, pozwie Stanisława Michalkiewicza. Publicysta Radia Maryja stwierdził, że „żadne k…wy nie są tak wysoko wynagradzane.

Michalkiewicz w felietonie opublikowanym w serwisie YouTube odniósł się do wyroku, jaki zapadł kilka dni temu. Katarzynie, która jako 13-latka była brutalnie gwałcona przez księdza Romana B. z Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej, zasądzono milion złotych odszkodowania.

„Dostać milion złotych, za to, że ktoś kiedyś wsadził rękę pod spódniczkę, no któż by nie chciał” – mówi na wideo zamieszczonym na YouTubie. I dodaje: „Jestem pewien, że teraz panienki, jedna przez drugą, na wyścigi będą sobie przypominać, jak to były molestowane. (…) Miliona złotych to taka panienka jedna z drugą przez całe życie może nie zarobić, a tutaj za jednego sztosa. No to żadne k…wy nie są tak wysoko wynagradzane na całym świecie, a cóż do tego nasz biedny kraj.”

Fundacja pomagająca ofiarom pedofilii w Kościele opublikowała mapę sprawców i pokrzywdzonych. Marek Lisiński – prezes stowarzyszenia, w dzieciństwie ofiara księdza pedofila, mówi o gigantycznym odzewie. Ale w postawie Kościoła zmiany nie widzi. Czego oczekuje od polityków?

Bożena Chlabicz-Polak na portalu koduj24.pl pisze o znikających pieniądzach Morawieckiego.

Uwaga, uwaga…  jakiś czas temu wyszło z budżetu i dotąd nie wróciło 400 miliardów euro. Ta kasa – odzyskana przez ekipę „dobrej zmiany” w ciężkim boju z mafią VAT-owską, czyli „bandytami, którzy swobodnie działali dotąd na terenie Polski”, niepostrzeżenie dla nikogo opuściła Ministerstwo Finansów i oddaliła się w nieznanym kierunku, zostawiając po sobie wielką dziurę budżetową. Uczciwego znalazcę prosi się o zwrot zaginionej kwoty lub wskazanie miejsca jej aktualnego pobytu. Sprawa jest bardzo pilna.

Pilna, bo to z tych właśnie pieniędzy – jak zapewnia pan premier w kampanii – mają być finansowane wszystkie ambitne plany rządu, który od wyborów (o ile, w co chyba nikt nie wątpi, wypadną one korzystnie dla formacji władzy) zdejmie ciężar troski o sprawy gmin i powiatów z barków przychylnych patii władzy samorządowców. A na Unię przecież, z tymi jej skąpo wydzielanymi dotacjami po dwadzieścia parę miliardów euro rocznie, to naprawdę nie ma co liczyć. I bez łaski.

Przecież „dobra zmiana” ma górę kasy odebranej „mafii VAT–owskiej”, która płynie wartkim strumieniem do budżetu. Jest tego – jak szacował pan premier podczas spotkania z wyborcami w Rykach – dwa razy więcej niż brukselskich srebrników. Więc sami sobie zbudujemy te wszystkie mosty i drogi, co to ich PO z PSL-em przez osiem lat nie zbudowała. Stać nas, bo jak zaraz wyliczyli internauci, od początku „dobrej zmiany” do państwowej kasy trafiło górką jakieś 400 mld euro. Góra pieniędzy!

No, ale zaraz ktoś popsuł premierowi zabawę. Niejaki Piotr Skwirowski (cytowany przez portal NaTemat) zauważył bowiem: „Serio? (…) Ciekawe, gdzie w takim razie podziały się te pieniądze, bo w budżecie ich nie ma. Tam co roku duży deficyt”. Fakt – o deficycie wszystkim wiadomo…

Czyli mamy problem. Pieniądze VAT-owskiej mafii gdzieś się (chwilowo) zapodziały. Może ktoś zapłacił nimi za nagrania w „aferze taśmowej” i teraz leżą w sejfie, gdzieś w Donbasie? Może „poszły” na nowe posady dla synów znajomych polityków oraz wsparcie kolegów w potrzebie? I na nagrody, które „się należały? Wiadomo tylko, że wszelki ślad po nich zaginął.

Teraz tych mitycznych miliardów szuka – jak się domyślamy – „komisja VAT-owska”, ale chyba bez rezultatu, bo jak już partia rządząca pospłacała długi wdzięczności w spółkach skarbu państwa i na parafiach, to na podwyżki w budżetówce oraz obiecane Pięćset Plus dla emerytów kasy już nie wystarczyło. Nie ma środków na policjantów. Nie ma na szpitale. Nie ma na chore dzieci. No i dług publiczny znowu pobił rekord, już w czerwcu niebezpiecznie zbliżając się do biliona złotych. Tyle kasy jeszcze nigdy nie „wisieliśmy” ani sobie, ani zagranicy.

Sprawa jest więc poważna, a od uczciwości obywateli zależą nie tylko losy obiecanych suwerenowi dróg powiatowych, ale także nasza wypłacalność. No, bo po deklaracji, że czego, jak czego, ale kasy to nam absolutnie nie brakuje, na Unię nie ma już chyba co liczyć. Gorzej, jeśli zaginione miliardy odnajdą się gdzieś za granicą. Bo żaden sąd nam ich teraz nie wyda, ze względu na wątpliwości w kwestii prawa ich znalazcy do uczciwego procesu. Niewykluczone więc, że cała robota z uszczelnianiem VAT-u poszła na marne i drogi powiatowe będą jeszcze musiały poczekać na remont. Chociaż może trzeba by najpierw dobrze poszukać w papierach, bo te brakujące miliardy mogą przebiegle kryć się w księgach rachunkowych. Ot, taka „kreatywna księgowość”.

Waldemar Mystkowski pisze o Noblu dla Morawieckiego.

Według premiera, PiS odzyskał więcej pieniędzy niż dała Polsce Unia Europejska – zaiste zasługuje na tę nagrodę.

Zbyt długo Mateusz Morawiecki zwlekał z ogłoszeniem rewelacji ekonomicznych, iż PiS odzyskało więcej pieniędzy niż dała Unia Europejska. Dlaczego takim ekscytującym odkryciem dzieli się w Dębicy na Podkarpaciu, a nie w Sztokholmie, gdzie przyznawane są Noble z ekonomii…

Polacy zdobywali Noble literackie i pokojowy, ale nie mamy ekonomicznego. Może tym ogłoszeniem o wyższości środków pisowskich nad unijnymi premier aspiruje do najgodniejszego lauru, jaki nakłada Szwedzka Akademia Nauk. Jakieś ciało kolegialne powinno go najpierw zgłosić, Komitet Polityczny PiS albo Rada Polityki Pieniężnej. A tak laurem z ekonomii w tym roku podzielili się William Nordhaus i Paul Romer.

Geniusz Morawiecki zakomunikował nam, iż „z uszczelnienia podatków w przyszłym roku będziemy mieli może nawet 50 mld zł”, a na „programy dla rolników, programy drogowe czy kolejowe wpłynie z Unii około 25-27 mld złotych”. Krótko pisząc, PiS jest dwukrotnie lepszy niż Unia Europejska. Mniejsza z tym, iż w projekcie budżetu zapisano wzrost wpływów VAT o 13,6 mld zł, która to wielkość nijak się ma do 50 mld.

Morawiecki twierdzi, że pieniądze odzyskuje od mafii VAT-owskich. Dlaczego jednak nikt w kraju nie słyszał o rozbijaniu gangów, o procesach mafiosów, którzy siedzieliby na sali sądowej w specjalnych kuloodpornych klatkach? Dlaczego magister Zbigniew Ziobro nie zleca służbom specjalnym wchodzenia o szóstej rano do tych zakapiorów, a kipisz robi się w mieszkaniach obywateli, którzy na pomnikach zawieszają t-shirty z napisem „Konstytucja”?

Ogłoszenie swojego geniuszu ekonomicznego przez Morawieckiego od razu spowodowało podejrzenie, że nie warto być w Unii i spodziewać się należy wyjścia z niej – Polexitu. PiS przecież więcej odzyskuje pieniędzy z uszczelniania niż płynie do nas z Brukseli. Gdy wreszcie granice zostaną zamknięte, uszczelnianie przynosić będzie jeszcze większe profity dla budżetu.

PiS tak się zapędził z mafiami VAT-owskimi, iż powołał do ich ścigania sejmową komisję śledczą. Miał być przesłuchiwany Jacek Rostowski, były minister finansów rządu PO-PSL, lecz z tego zrezygnowano, bo mamy czas kampanii wyborczej, a przesłuchanie mogłoby się potoczyć nie po myśli PiS. I pewnie tak byłoby, bo Rostowski pisowskich śledczych przewyższa o kilka pięter.

Wszystkie jednak dane wskazują, że istotnie Morawiecki może liczyć na Nobla, z innego jednak umysłowego kruszcu, alternatywnego IG Nobla (ignoble – niegodziwy). To taki Nobel, który mógłby wręczać Stanisław Bareja. Przyznawany jest w Cambridge w Massachusetts. Laureat – zamiast miliona dolarów wręczanych w Sztokholmie – dostaje w tym słynnym mieście uniwersyteckim np. 10 bilionów dolarów Zimbabwe (odpowiednik 20 zł – nie wiem, czy zwracane są koszta podróży).

W tym kontekście stają się zrozumiałe aspiracje Morawieckiego ogłoszone w Dębicy. Może pretenduje do IG Nobla, którego zdobycia należy mu życzyć jako rodakowi i trzymać kciuki.

Kaczyński odchodzi. Znowu wylądował w szpitalu na chore kolano

Trwa walka o głosy w wyborach samorządowych, którą aktywnie wspiera prezes PiS. Jednak w całym zgiełku może umknąć, że Jarosław Kaczyński wciąż zmaga się z chorobą. W poniedziałek (24.09.2018) również pojawił się w szpitalu.

Batalia w wyborach samorządowych 2018 trwa w najlepsze, a kandydatów Prawa i Sprawiedliwości co jakiś czas wspiera Jarosław Kaczyński. Prezes PiS jednak wciąż pozostaje pod opieką lekarzy i wciąż pojawia się na leczeniu.

Jak donosi Wirtualna Polska, Jarosław Kaczyński pojawił się w szpitalu w poniedziałek, by kontynuować, jak podawano oficjalnymi kanałami, „leczenie ambulatoryjne”. WP opublikowała też zdjęcia sprzed szpitala:

Zdarza się też, że Jarosław Kaczyński pojawia się na konferencjach z kulami, co także świadczy o tym, że kolano wciąż może mu doskwierać.

Choroba prezesa PiS. „Stan był taki, że nieprzyjęcie zagrażałoby życiu”

Od czerwca wiadomo, że prezes PiS leczył się w Wojskowym Instytucie Medycznym na chorobę zwyrodnieniową stawów. Od tamtego czasu wciąż potrzebuje opieki medycznej, choć nie musi przebywać cały czas w szpitalu. Intensywny okres kampanii przed wyborami samorządowymi może podwójnie dawać mu się we znaki.

Jak poważny był stan prezesa PiS? Minister zdrowia Łukasz Szumowski kilka miesięcy temu stwierdził w RMF FM wprost: – Stan zdrowia Jarosława Kaczyńskiego był taki, że nieprzyjęcie go do szpitala zagrażałoby jego życiu.

Planowana operacja kolana Jarosława Kaczyńskiego

Już wcześniej ustalił dziennikarz Gazeta.pl Jacek Gądek, by poprawić stan zdrowia Jarosława Kaczyńskiego potrzebna jest operacja kolana. „Pierwotnie operacja kolana miała się odbyć w wakacje. Wszystko jest jednak przełożone i odbędzie się dopiero w nowym roku” – pisał wówczas.

Ta sytuacja działa na niekorzyść PiS. Wybory samorządowe 2018 to początek maratonu wyborczego przez najbliższe dwa lata. Natomiast jeśli do operacji dojdzie w 2019 roku, to prezes PiS – według informacji Gazeta.pl – będzie po niej dochodził do siebie około trzech miesięcy.

Komisja Europejska skarży pisowskie władze do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Skarga dotyczy naruszenia prawa unijnego przez ustawę o Sądzie Najwyższym autorstwa PiS. KE wniosła o tryb przyśpieszony i zawieszenie przepisów ustawy do czasu rozpatrzenia wniosku przez TSUE. Jednocześnie TSUE zdecydował, że w trybie przyśpieszonym rozpozna sprawę pierwszych pytań prejudycjalnych Sądu Najwyższego.

KE: Sędziowie powinni orzekać dalej

Komisja ogłosiła swoją decyzję ws. postępowania wobec zmian w polskim sądownictwie: zdecydowała o zaskarżeniu polskich władz do Trybunału Sprawiedliwości. Stwierdziła, że nowa ustawa dotycząca Sądu Najwyższego „nie jest kompatybilna z prawem unijnym” i narusza to prawo, chodzi m.in. o tryb przechodzenia sędziów w stan spoczynku. Komisja wnioskuje też do TSUE o zajęcie się sprawą Polski w trybie przyspieszonym.

KE skierowała wniosek o rozpatrzenie sprawy polskiej w trybie przyspieszonym, jednocześnie chce, by Trybunał w Luksemburgu wydał tymczasową decyzję zabezpieczającą, aby do czasu wydania ostatecznego orzeczenia niektóre przepisy ustawy o Sądzie Najwyższym pozostały zawieszone. Podobne zabezpieczenie TSUE wydało w przypadku sprawy dotyczącej wycinki Puszczy Białowieskiej.

Komisja chce przywrócenie sytuacji sprzed wejścia w życie przepisów. – KE postuluje umożliwienie sędziom, na których ustawa wpłynęła, dalszego pełnienia swoich obowiązków i wstrzymanie mianowania nowych sędziów – tłumaczyła Mina Andreeva, rzeczniczka Komisji.

Ustawa niezgodna z prawem unijnym

KE uważa, że ustawa jest niezgodna z prawem unijnym, ponieważ podważa zasadę niezawisłości sędziów, w tym także nieusuwalności sędziów. Jak tłumaczyła rzeczniczka KE, nowelizacja PiS-u jest niezgodna z art. 19 Traktatu o UE i 47 Praw Europejskich.

Skarga jest ostatnim etapem procedury, którą KE rozpoczęła w lipcu. Komisja uznała wówczas, że przepisy odsyłające sędziów Sądu Najwyższego w stan spoczynku grożą upolitycznieniem SN.

Polski rząd przedstawił Brukseli tzw. Białą Księgę, odpowiadał też na pytania KE, jednak cały czas twierdził, że Unia Europejska nie ma kompetencji, by zajmować się tym zagadnieniem.

TSUE rozpozna pytania sędziów SN

Prezes Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu poinformował dziś, że TSUE w trybie przyśpieszonym zajmie się sprawą pięciu pierwszych pytań prejudycjalnych wysłanych przez SN. Pytania dotyczą niezależności sądów, niezawisłości sędziów, a także unijnego zakazu dyskryminacji ze względu na wiek.

– Ważne, aby nie stwarzać nieodwracalnych skutków w Sądzie Najwyższym – komentował dzisiejsze wydarzenia sędzia SN prof. Krzysztof Rączka.

2 sierpnia SN wysłał do TSUE pięć pytał prejudycjalnych i jednocześnie do czasu ich rozpatrzenia zawiesił stosowanie niektórych przepisów. Rząd od początku używał przekazu, że SN nie ma prawa zawieszać przepisów ustawy i bagatelizował decyzję SN.

Wydając wyrok, TSUE może zobowiązać władze do odpowiedniej nowelizacji ustaw. Do momentu dokonania takiej nowelizacji może nałożyć karę za każdy dzień, który upłynie od wyroku do nowelizacji. Ile ta kara będzie wynosić, trudno powiedzieć, ale jeżeli w drobnej dość sprawie, jak sprawa Rospudy, ta kara wynosiła 100 tys. euro dziennie, to w przypadku ustaw sądowych może wynieść wielokrotnie więcej.

Rzeczniczka KE mówiła, że najlepiej, aby przepisy wróciły do stanu sprzed reformy. To w ogóle jest możliwe?
To wszystko zależy, o których przepisach mówimy, bo mamy jedną całkowicie nową ustawę o SN i nowelizację ustawy o KRS. Nie wszystkie przepisy są tu niekonstytucyjne, ale one razem tworzą niekonstytucyjną całość. Można oczywiście nawet te nowe regulacje w przypadku SN dostosować do wartości, które są w traktatach unijnych, natomiast większy problem będzie z KRS. W jej wyniku członkom KRS skrócono kadencję określoną w konstytucji ustawą i wybrano nowy skład. Tutaj trzeba by wprowadzić nowe zasady wyboru sędziowskich członków, powtórzyć wybory i podziękować obecnie funkcjonującym sędziowskim członkom za ich pracę. Podziękować, czyli wygasić ich mandat.

A można przywrócić starą Radę?
Hipotetycznie można, ale wtedy to by oznaczało konieczność kontynuacji kadencji członków KRS i sukcesywny wybór nowych członków. Pamiętajmy, że nawet gdyby przywrócono starą KRS, to niekoniecznie stanowiska sędziowskie zostaną obsadzone, ponieważ prezydent prawdopodobnie nie będzie chciał powoływać sędziów przez nich wybranych. Przecież prezydent nie wręczył do tej pory aktu powołania kilkunastu sędziów, których stara KRS wybrała.

Jaki jest obecnie status 27 sędziów przeniesionych w stan spoczynku na mocy nowych przepisów?
Tu jest duży problem, bo jeżeli sędziowie zostali odesłani w stan spoczynku wbrew swojej woli, oznacza to złamanie konstytucji, zatem w tym zakresie powinni oni dalej orzekać.

Czy muszą poczekać na wydanie środków zabezpieczających lub orzeczenie, czy już mogą wrócić do orzekania?
Moim zdaniem część z nich może orzekać, mówię o tej części, której dotyczą pytania prejudycjalne, które wystosował SN do TSUE. W stosunku do tych sędziów SN zawiesił obowiązywanie niektórych przepisów ustawy o SN. Ale mamy duży chaos prawny, a prezydent niestety do tego chaosu w znaczący sposób się przyczynił.

Co będzie oznaczać niewykonanie orzeczenia TSUE?
Nie było jeszcze takiej sytuacji, żeby ktoś nie respektował orzeczenia TSUE. Wstępując do UE, wzięliśmy na siebie zobowiązanie do przestrzegania traktatów. Jeżeli ich nie przestrzegamy, to oznacza, że przestajemy być częścią wspólnoty.

Rządzący tłumaczą, że inne kraje również nie przestrzegały orzeczeń Trybunału.
To zależy, jakie orzeczenie i w jakim zakresie. Nie mieszajmy tutaj spraw. To, że jakieś orzeczenie pozostaje w zawieszeniu, nie oznacza, że w innym przypadku dane państwo nie ma w określonym terminie innego orzeczenia wykonać. To są zupełnie inne sprawy.

Prezes TSUE zapowiedział, że w trybie przyśpieszonym Trybunał rozpatrzy pierwsze pytania prejudycjalne. To się zbiegło w czasie z decyzją KE. To oznacza, że UE przestaje się cackać z polskim rządem?
Oczywiście. Czas, kiedy relacje były dobre, się zakończył. Co więcej, ostatnie kroki premiera Morawieckiego oznaczały absolutne lekceważenie KE i jej przewodniczącego. Zakładam, że w tej chwili premier Morawiecki jest postrzegany przez przewodniczącego KE jako osoba niewiarygodna.

Grzegorz Schetyna spotkał się w poniedziałek z kanclerz Niemiec Angelą Merkel. Jak twierdzi lider Platformy Obywatelskiej, chodzi o „ocalenie miejsca Polski w Europie”.

https://twitter.com/NewsweekPolska/status/1044300437749358592

– Nie będziemy stać, gdy inni siedzą – tak zapowiadał przed wizytą spotkanie z niemiecką kanclerz Grzegorz Schetyna. Nawiązywał do słynnego zdjęcia prezydenta Andrzeja Dudy zgiętego przy biurku obok siedzącego prezydenta USA Donalda Trumpa.

Spotkanie odbyło się w berlińskiej siedzibie CDU. Obie partie należą do frakcji chrześcijańsko-ludowej w Parlamencie Europejskim.

Rozmowy dotyczyły kolejnego budżetu UE, w tym finansowania polskich samorządów. Jak podkreślał Schetyna, Platforma chciałaby, aby kolejna perspektywa budżetowa Unii zakładała, że Polska dostanie tyle samo pieniędzy, ile w poprzedniej, a nie – jak zakłada projekt – o 25 proc. mniej (przy wzroście budżetu Unii).

Kolejnym tematem był Nord Stream 2, rosyjsko-niemiecki gazociąg pod dnem Bałtyku. Platforma uważa, że jego budowa jest sprzeczna z długofalowym interesem Unii i narusza solidarności energetyczną kontynentu.

Przedstawiciele partii Kornela Morawieckiego, którzy złożyli listę wyborczą z podpisami zmarłych, sfałszowali też podpis Jana Mencwela, lidera stowarzyszenia Miasto Jest Nasze – podał portal tvn24.pl. – Nie byli w stanie przepisać poprawnie nazwiska – mówi Mencwel.

Termin składania wniosków o rejestrację komitetów wyborczych do rady Warszawy upłynął w zeszły poniedziałek. Warunkiem rejestracji w każdym z dziewięciu okręgów było m.in. zdobycie 150 podpisów poparcia z numerami PESEL tych osób.

Wolnym i Solidarnym, partii założonej przez Kornela Morawieckiego, marszałka seniora Sejmu i ojca obecnego premiera, udało się zarejestrować w trzech na dziewięć okręgów. Co z pozostałymi sześcioma?

Z informacji „Wyborczej” wynika, że brak rejestracji w pozostałych okręgach wynika z tego, że WiS złożyło do Miejskiej Komisji Wyborczej listy zawierające nieistniejące numery PESEL albo należące do osób zmarłych. W jednym z okręgów na 200 numerów PESEL miało być aż 198 nieważnych. W innym 157.

Członkowie WiS nieudolnie sfałszowali podpis Mencwela

W poniedziałek portal tvn24 podał, że Wolni i Solidarni podrobili podpisy m.in. lidera stowarzyszenia Miasto Jest Nasze Jana Mencwela. Mencwel przyznał, że spotkał przedstawicieli WiS na korytarzu i złożył podpis pod ich listą, bo „nikomu w takiej sytuacji nie odmawia”. W rozmowie z „Wyborczą” dodał, że działacze WiS chcieli, by podpisał się również na kolejnych kartach.

PMM: Media w ogromnym stopniu nie należą do Polaków. Proszę popatrzeć na Francję i Niemcy, na Hiszpanię i na Włochy

– Zresztą media w ogromnym stopniu nie [są] należące do Polaków. Proszę popatrzeć na Francję i Niemcy, na Hiszpanię i na Włochy. Na kraje duże, kraje UE. Tam media są w rękach różnych narodowych koncernów. Jak Berliner Zeitung miało być wykupione przez amerykanów, to sobie prześledźcie w internecie, jaka była awantura w Niemczech, a to nie jest największa gazeta w Niemczech. U nas jest inaczej. Bo do tego doprowadziły lata III RP i lata transformacji Nie dajmy się w związku z tym zahukać. Nie dajmy się zastraszyć. Nasza aktywność jest ważna. To, co mówimy innym ludziom, jest kluczowe. Mówmy o tych pięciu głównych punktach dla samorządu – stwierdził premier Mateusz Morawiecki w Płońsku.

>>>

Piotr Szczęsny – zwykły szary człowiek dobrowolnie oddał wszystko, co miał najcenniejszego w męczeński sposób.

Jego publiczne samospalenie i dziesięciodniowe konanie w mękach było aktem protestu wobec PiS-owskiej władzy bezprawia. Jego aktowi poświecenia dla idei wolności Polaków, szacunku do Konstytucji RP i zatrzymania zawłaszczania partyjnego państwa towarzyszyła piosenka „Wolność kocham i rozumiem”, a w pozostawionym liście oprócz wyjaśnienia swojego czynu apeluje: „Wzywam Was – obudźcie się”!

Rok po tym tragicznym zdarzeniu nie obudziliśmy się.

Dalej rządzi w Polsce fanatyczny rząd bezprawia i kłamstwa. Ludzie zastanawiają się, czy warto protestować i prezentować swoją postawę sprzeciwu wobec tej władzy. Obawiają się represji, utraty pracy, zdobywanej latami pozycji społecznej, oraz odgrywania się władzy wobec rodzin.

Piotr Szczęsny się nie wahał. Nie chciał się bać.

Na taki krok może zdobyć się tylko niezwykle odważny człowiek honoru. Przyznam, że nie stać by mnie było na taki czyn, przede wszystkim dlatego, że jestem żołnierzem i jeśli miałbym zapłacić życiem za przywilej dotrzymania treści przysięgi wojskowej, to w walce. Piotr nie był żołnierzem, ale zrobił niezwykle wiele dla świadomości społecznej. Poruszył nasze serca, wskazał cel i go uzasadnił, w końcu zaapelował do nas o sprzeciw wobec rosnącego zła.

Nikt nie osiągnie swoich celów bez potrzebnego zaangażowania, entuzjazmu i głębokiej motywacji.

Piotr Szczęsny zrobił więcej niż mógł, aby pobudzić naszą świadomość i potrzebę wyrażania sprzeciwu wobec ideologii „dobrej zmiany”.

W rocznicę jego samospalenia, 19 października, wspólnie z Gabriela Lazarek, Katarzyna Knapik i Małgorzata Tokarczyk podejmujemy inicjatywę upamiętniania tego niezwykle odważnego „zwykłego szarego człowieka” wszędzie tam, gdzie znajdzie się chociaż jeden człowiek, który zechce zapalić znicz, umieścić klepsydrę, zorganizować wiec, lub apel pamięci, czy też zamówić mszę za duszę zmarłego.

To, że policja polska coraz bardziej staje się Policja Obywatelska, z sukcesami przywracająca do życia metody wspaniałej Milicji Obywatelskiej jest prawda tyleż oczywistą co i niepokojącą. Nie wszystkim to się podoba, można nawet zaryzykować twierdzenie, że nie podoba się to zdecydowanej większości. 

Ryba jak to zwykle bywa psuje się od głowy i o ile zdecydowana większość dowódców różnego szczebla do reszty zidiociała, bezwolnie podporządkowując się władzy, o tyle policyjne doły ciągle jeszcze posłuszne, w myślach i powoli w czynach coraz częściej i coraz bardziej grzeszą. Nie ma sensu już tego pudrować, bo jak na dłoni widać, że smród i bezład ewidentnie wyziera spoza drzwi posterunków.

Rozłazi nam się w szwach nasza kochana, z mozołem dźwigająca się kolan policja.

Aby się przekonać jak jest, wystarczy pogadać z policjantami. Poziom frustracji zaczyna być i zastanawiający i niepokojący. Oto co mówi i czym żyje policyjna masa krytyczna.

>>>

>>>