Archiwa tagu: Leszek Czarnecki

Gadzinówka Jacka Kurskiego musi przeprosić Bertolda Kittela

Bertold Kittel (TVN) wygrał kolejną sprawę sądową z TVP. Telewizja publiczna musi przeprosić za swoje kłamstwa wypowiedziane na antenie o dziennikarzu.

Kmicic

Jeśli ktoś myślał, że można nałożyć opłaty emisyjne, recyklingowe, mocowe, przejściowe, wodne, handlowe +wiele innych oraz wpuścić na rynek strumień ponad 30 mld zł niepochodzących ze wzrostu produktywności i wydajności pracy, i nie spowoduje to inflacji, to się mylił #500minus

Wzrastające ceny odbijają się na portfelach Polaków, średnio wydatki na żywność stanowią już ponad ¼ budżetu polskich rodzin. #DrożyznaPlus

Roman Giertych odniósł się do opublikowanego niedawno oświadczenia majątkowego posła PiS Jarosława Kaczyńskiego. – „Przeczytałem ze zdumieniem w tym oświadczeniu, że pełnomocnictwo zostało panu prezesowi Kaczyńskiemu wycofane i że on nie podejmował żadnych uchwał w imieniu właściciela spółki Srebrna na zgromadzeniu” – powiedział Giertych w TVN 24. W oświadczeniu Kaczyński napisał bowiem: – „Posiadałem jednorazowo pełnomocnictwo do reprezentowania Fundacji „Instytut Lecha Kaczyńskiego” oraz pozostałych wspólników na nadzwyczajnym zgromadzeniu wspólników Srebrna Sp. z o.o. oraz wykonywania prawa głosu z wszystkich przysługujących wspólnikom udziałów w kapitale zakładowym Spółki. Posiedzenie to nie odbyło się, pełnomocnictwo…

View original post 1 375 słów więcej

 

Reklamy

Afery PiS krojone przez ancymonki Kaczyńskiego. Teokracja PiS 3

Czy prokuratura ukrywa przed opinią publiczną prawdę o aferze KNF? Takie pytanie można zadać sobie po tym, jak okazało się, że wyniki badania Marka Chrzanowskiego wykrywaczem kłamstw nie zostaną ujawnione. Gdyby chodziło tylko o media, to można by postawę zasłaniających się “dobrem śledztwa” prokuratorów zrozumieć, ale dostępu nie otrzymał nawet pełnomocnik Leszka Czarneckiego, który jednoznacznie ocenia postawę organów państwa: “Nawet ustnie prokurator nie chce ze mną rozmawiać”. Ukrywanie informacji przed stroną postępowania jest tutaj zaś co najmniej niepokojące. Kuriozalności dodaje tutaj fakt, że badanie wariografem przeszedł zarówno Leszek Czarnecki jak i Marek Chrzanowski, co odbyło się na wniosek właściciela Getin Noble Banku.

Roman Giertych stawia mocną tezę, że brak odpowiedzi na jego wnioski stanowi potwierdzenie wersje jego klienta. Ciężko bowiem zrozumieć, jakie mogłyby być inne powody postawy śledczych. Dlatego też mecenas zapowiedział, że będzie domagać się zmiany zarzutu dla Marka Chrzanowskiego z przekroczenia uprawnień (do 10 lat więzienia) na żądanie łapówki (do 12 lat).

Na tym jednak problemy z przejrzystością jednego z najważniejszych dla funkcjonowania państwa śledztw się nie kończą. Co ciekawe, jak donoszą źródła “Gazety Wyborczej” w prokuraturze, wątek prezesa NBP Adama Glapińskiego “ma nie być drążony“. Gazeta stwierdza wręcz, że premier Morawiecki na konwencji PiS w Lublinie wysłał prezesowi NBP sygnał, że ten nie musi niczego się obawiać. Podczas tamtego wydarzenia szef rządu z uznaniem wyrażał się bowiem o działaniach banku centralnego w kontekście sprawy wprowadzaniu w Polsce euro.

Afera KNF, jeśli zarzuty się potwierdzą, będzie największym tego typu skandalem w historii III RP, stąd wyjaśnianie jej powinno być nie tylko dla stron, ale i samego państwa i opinii publicznej priorytetowe. Stawką jest wiarygodność sytemu finansowego w Polsce, w którą informacje o korupcyjnym szantażu organów nadzorczych wobec właściciela prywatnego banku mocno uderzyły. W przypadku bierności i bezkarności uczestników tego typu afer cena dla naszej gospodarki może być wysoka.

Minister ds. humanitarnych Beata Kempa wspólnie z Patrykiem Jakim była gościem w Radiu Opole. Politycy obozu rządzącego wypowiedzieli się m.in. na temat Kościoła katolickiego w kontekście wystąpienia Leszka Jażdżewskiego na Uniwersytecie Warszawskim 3 maja.

Więcej o aresztownaiu Elżbiety Podleśnej >>>

Morawiecki, wyrób politykopodobny i polakopodobny rodem z PRL-u

Afera KNF nie cichnie, a jednym z najważniejszych wątków do wyjaśnienia pozostaje ewentualny osobisty udział w sprawie premiera Mateusza Morawieckiego. Doniesienia “Newsweeka” dowiodły bowiem, że premier spotkał się tuż przed wybuchem afery z Zygmuntem Solorzem-Żakiem. Tym samym, w którego Plus Banku na stanowisku członka rady nadzorczej zasiada Grzegorz Kowalczyk – prawnik, którego Marek Ch. “rekomendował” Leszkowi Czarneckiemu za 40 mln zł. W związku z tym z zapytaniem o związki szefa rządu i Kowalczyka do Kancelarii Premiera zwrócił się poseł PO, Krzysztof Brejza.

Parlamentarzysta skupił się na wyjaśnieniu konkretnego tropu w potencjalnym udziale Morawieckiego w aferze. Grzegorz Kowalczyk nie tylko zasiada w banku, ale był także powołany do Rady Giełdy Papierów Wartościowych S.A. Jego kandydaturę zgłosiła przedstawicielka banku PKO BP, którego prezesem jest Zbigniew Jagiełło, prywatnie przyjaciel Mateusza Morawieckiego, wtedy wicepremiera i ministra rozwoju oraz finansów. Co bardzo ważne, ruch ten, jak donosiła “Gazeta Wyborcza”, zaskoczył przedstawicieli Ministerstwa Rozwoju. Poprosili oni o 20-minutową przerwę na konsultację, którą następnie przedłużyli o kolejne 10 minut. Nie było zatem wątpliwości, że wówczas rozdzwoniły się telefony do kogoś na szczycie władzy, kto kazał kandydaturę Kowalczyka poprzeć. Obserwując hierarchię urzędniczą, najbardziej zdroworozsądkowe jest, że nakaz wyszedł jeśli nie osobiście od obecnego premiera, to z pewnością z jego najbliższego otoczenia.

Jednak mimo takich poważnych wątpliwości i wyraźnego przepływu informacji Kancelaria Premiera odpowiedziała bezczelnie posłowi Brejzie, że sprawy nie ma, a o kandydaturze Skarb Państwa nic nie wiedział:

“Przedmiotowa kandydatura nie była znana Skarbowi Państwa przed rozpoczęciem Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia (NWZ) Spółki”.

Czytając odpowiedź KPRM można odnieść wrażenie, jakby to z inicjatywy i głosami osób trzecich umieszczono Kowalczyka w Radzie, podczas gdy bez wsparcia spółek i delegatów ministerstwa do takiego obrotu sprawy nigdy by nie doszło.

Jest to ordynarny przykład, jak w biały dzień politycy mówią, że czarne jest białe, a białe jest czarne. Premier czuje się tak bezkarny, że zbywa tak oczywistymi kłamstwami pytania, do których wyjaśnienia obliguje go polskie prawo.

Rządzący najwyraźniej przyjęli taktykę, że lepiej nie mówić nic, niż stosować marne wymówki. O ile bowiem nawet fałszywa odpowiedź Kancelarii pojawiłaby się we wszystkich mediach, o tyle taka ordynarna negacja znajomości sprawy już mało kogo poza środowiskiem dziennikarzy zainteresuje.

Tym samym obserwujemy, jak prawo staje się niewolnikiem woli politycznej władzy, działając coraz bardziej wybiórczo. Dla jednych ostentacyjne zatrzymania, dla innych całkowita ślepota organów państwa. Jednak z każdym dniem wiemy o aferze coraz więcej, stąd desperackie metody obrony władzy wciąż mogą okazać się za mało skuteczne w starciu z opinią publiczną.

Morawiecki – wyrób polityko- i polskopodobny.

Depresja plemnika

Pierwszy taki sondaż.

Według sondażu IBRIS dla dziennika „Rzeczpospolita” w wyborach do Parlamentu Europejskiego największym poparciem Polaków cieszy się Koalicja Obywatelska z wynikiem 34 punktów procentowych i PiS z takim samym wynikiem. Na trzecim miejscu znalazł się Ruch Biedronia z wynikiem 8 pp. Pod podium znalazł się SLD (5 pp.), Kukiz (5 pp.), PSL (4 pp.). Najniższe poparcie zyskała partia Rydzyka – Ruch Prawdziwa Europa – 2 pp.

Co ciekawe – przeprowadzone też drugie badanie bez uwzględnienia partii Rydzyka. Tu wyniki są już inne: PiS 37, KO 34, RB 7, SLD 5, Kukiz 5, PSL 4. Wyniki sondaży wywołał spore zaskoczenie wśród polityków zarówno opozycji jak i rządu.

Samorządowa konwencja PiS w Szczecinie. Na sali słychać gromki śmiech. To reakcja działaczy na dowcip opowiedziany przez Mateusza Morawieckiego. – Znacie pewnie tę anegdotę, jak do tego premiera, który rządził siedem lat chudych, niedawno dzwoni kuzyn i pyta: „Co robisz?”. „Nic…

View original post 2 833 słowa więcej

PiS realizuje zasady leninowskie. Jak mówił Lenin, kadry są najważniejsze

Tydzień temu Gazeta Wyborcza opublikowała artykuł “40 milionów i nie będzie kłopotów”. W marcu tego roku były już przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego Marek Chrzanowski miał zaoferować układ właścicielowi Getin Noble Banku Leszkowi Czarneckiemu. Czarnecki twierdzi, że w zamian za przychylność szef KNF oczekiwał zatrudnienia wskazanego prawnika z wynagrodzeniem w wysokości około 40 mln. Podczas rozmowy pada również nazwisko Zdzisława Sokala, przedstawiciela prezydenta w KNF i prezesa Bankowego Funduszu Gwarancyjnego.

Z doniesień medialnych wynika, że obóz władzy wybrał strategię “na przeczekanie” całej afery. Dymisja Marka Chrzanowskiego miała być – według przekazów dnia – zakończeniem sprawy. Jednak nic takiego nie ma miejsca, a dziennikarze drążą coraz głębiej temat propozycji złożonej Czarneckiemu. Rzeczpospolita opisała szybką i kontrowersyjną karierę naukową szefa KNF. Z kolei Gazeta Wyborcza przejrzała zapisy wideo z dziwnego głosowania nad radcą Grzegorzem Kowalczykiem, zgłoszonego do rady nadzorczej Giełdy Papierów Wartościowych, którego Chrzanowski zaproponował Czarneckiemu. Kowalczyk zasiada w radzie nadzorczej Plus Banku Zygmunta Solorza.

Lenin mawiał – kadry są najważniejsze. Wtedy rewolucja może być udana. Rewolucja Prawa i Sprawiedliwości obnaża po raz kolejny nowego Misiewicza. W historii Marka Chrzanowskiego jest wiele podobieństw do kariery najbardziej zaufanego podwładnego Antoniego Macierewicza. Przykładem pierwszym z brzegu jest wpływanie przez Misiewicza na dymisje zasłużonych wojskowych, w przypadku Chrzanowskiego jest to delegowanie do banków swojego człowieka. Proces habilitacji Chrzanowskiego pozostawia wiele do życzenia, u Bartłomieja Misiewicza też miały miejsce małe krętactwa odnośnie wykształcenia.

Bartłomiej Misiewicz stał się symbolem kadr Prawa i Sprawiedliwości, które jak szarańcza rzuciły się za aprobatą swoich protegowanych na państwo. Zarówno wypromowany przez byłego szefa MON Misiewicz, jak i Chrzanowski, którego politycznym “ojcem chrzestnym” jest aktualny prezes Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński, działali w bardzo newralgicznych z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa sektorach. Jeden z zerowym doświadczeniem w obszarze wojskowości, drugi z pomysłami koropcjogennymi w finansach i bankowości. Nie wiemy, czy to był tylko jeden numer Chrzanowskiego, ale można przypuszczać, że bank Zygmunta Solorza usłyszał coś podobnego.

Tego typu ludzie jak były szef KNF, to wspaniała pożywka dla wywiadów niekoniecznie przychylnie nastawionych do Polski. Wizja ingerencji obcego państwa w bądź co bądź stabilny system bankowy w Polsce, jest uprawdopodobniona w tym momencie w bardzo wysokim stopniu. Biorąc pod uwagę ciągoty, jakie cechują Marka Chrzanowskiego, dzisiaj powinien być pod stałą opieką ABW, ponieważ wyniósł w swojej głowie wiele dokumentów oraz rozmów do domu.

Nakładając na to bardzo newralgiczny sektor energetyki, gdzie doszło do prowokacjidziennikarskiej i wymyślony ekspert zaczął publikować na branżowych portalach teksty dezinformujące oraz zdobywać niejawne informacje o gazociągu Baltic Pipe, to mamy dopełnienie obrazu działania państwa na szczególnie ważnych polach. Nie wiem czy odpowiednie służby wciągnęły jakiekolwiek wnioski z energetycznej prowokacji, ale jednoznacznie widać, że w przypadku Chrzanowskiego należy podjąć nadzwyczajne środki.

Kadry są najważniejsze. Pierwsza zasada leninowska.

Depresja plemnika

Polska gospodarka stale rośnie i jest to jeden z najbardziej dynamicznych wzrostów w Unii Europejskiej. Przez londyńską giełdę papierów wartościowych Polska została uznana za gospodarkę rozwiniętą jako pierwszy kraj w regionie. W istocie należymy do najszybciej rozwijających się krajów świata i od 1989 r. dokonaliśmy skoku porównywalnego z takim tygrysem światowej gospodarki jak Korea Południowa.

Giertych twierdzi, że istnieje kolejne nagranie kompromitujące szefa KNF

Polska jak Włochy czy Grecja

Z pewnością Polska świetnie wykorzystała szansę, jaką dało wejście do gospodarki światowej ze stosunkowo wykwalifikowaną i tanią siłą roboczą. Moment, jaki ma dziś, w latach 80. miały Włochy i Grecja. Dziś oba te państwa są dotknięte długoletnią stagnacją, a ich współfinansowana w przeszłości przez UE infrastruktura zaczyna się sypać. Włoskie lotniska wyglądają starzej niż Terminal 1 na Okęciu, a wielu greckim rodzinom nie wystarczyło środków na budowę domów, które zatrzymują się dziś na pierwszym piętrze, strasząc strzelającymi w niebo prętami. Czasy prosperity dobiegają końca w każdym dorabiającym się kraju. Pytanie na dziś brzmi: czy wpadniemy w grecką…

View original post 2 294 słowa więcej

Afera KNF zatacza coraz szersze kręgi. PiS w wirze korupcji

Afera KNF zatacza coraz szersze kręgi i teraz pojawił się w niej nowy, niezwykle ważny wątek. Dotyczy on „Fundacji Grzegorza Biereckiego Kocham Podlasie”, która prawdopodobnie chciała wyprowadzić całkiem sporą kwotę z Kasy Krajowej SKOK. Wspominał o tym Leszek Czarnecki, podczas nagranej rozmowy z Chrzanowskim, szefem KNF. Chodziło o 60 -70 mln zł.

Grzegorz Bierecki idzie w zaparte i już szykuje pozew dla Leszka Czarneckiego oraz ,,Gazety Wyborczej” za rozpowszechnianie kłamstw. Jak mówi, „nigdy nie byłem w Getin Banku. Nigdy nie zamierzałem być klientem Getin Banku. I biorąc pod uwagę moją opinię o tym banku i panu Czarneckim, nigdy nie będę klientem tego banku”

Fakt, nigdy pan senator nie odwiedził Getin Noble Banku. Kiedy w 2011 roku dostał się do parlamentu, założył „Fundację Grzegorza Biereckiego Kocham Podlasie” i to właśnie ona zwróciła się do Getin Banku z prośbą o założenie lokaty.  W zarządzie tej fundacji zasiada syn Biereckiego, Dominik. Jest on też członkiem rady nadzorczej Kasy Krajowej SKOK.

Z materiałów, do których miała dostęp „Wyborcza” wynika, że to właśnie Kasa Krajowa SKOK, 13 października 2015 r, nawiązała kontakt z bankiem Czarneckiego i chciała otworzyć lokatę dla fundacji. Ponieważ wobec fundacji toczyło się wcześniej postępowanie prokuratorskie, które dotyczyło podejrzenia, że „od 4 grudnia 2010 r. do 31 października 2012 r. procesu likwidacji Fundacji na rzecz Polskich Związków Kredytowych z siedzibą w Sopocie majątek zlikwidowanej fundacji, szacowany na ponad 77 mln zł, w wyniku różnego rodzaju transferów i przekształceń podmiotowych, zamiast zasilić fundusz stabilizacyjny Krajowej Spółdzielczej Kasy Oszczędnościowo-Kredytowej (SKOK), finalnie znalazł się we władaniu prywatnego podmiotu gospodarczego z siedzibą w Sopocie”, prośba o otwarcie lokaty została potraktowana odmownie.

Departament uznał, że „Przyjęcie lokaty na rzecz „Fundacji Grzegorza Biereckiego Kocham Podlasie”, na którą mają zostać przelane środki z Kasy Krajowej SKOK, może zostać przez nadzorcę [czyli KNF] potraktowane jako pomoc przy wyprowadzeniu środków Kasy Krajowej SKOK do prywatnej fundacji. Współpraca z tymi podmiotami może negatywnie wpłynąć na wizerunek Banku”. Leszek Czarnecki twierdzi, że może w każdej chwili udostępnić dokumenty, związane z tą sprawą.

Trzeba przyznać, że robi się coraz ciekawiej. Kolejne wątki, nowi „bohaterowie” afery KNF i pytanie, czy możemy liczyć na obiektywne, wolne od politycznych wpływów, śledztwo? Obserwując powiązania, dotychczasowe działania, słuchając polityków PiS, mam co do tego mnóstwo wątpliwości.

Pisowscy politycy to V kolumna – i to świadoma.

Depresja plemnika

Tydzień rozpocznie się od kolejnej taśmy. Ale PiS liczy na to, że aferę KNF uda się przeczekać, jeśli jej treść nie okaże się kolejną sensacją.

Mecenas Roman Giertych zapowiedział w poniedziałek złożenie do prokuratury kolejnego nagrania, tym razem z lipca bieżącego roku. To rozmowa Leszka Czarneckiego z Markiem Chrzanowskim i innymi przedstawicielami KNF. „Na taśmie słychać i widać (to nagranie video), jak przedstawiciele urzędu państwowego bez żenady potwierdzają, że wiedzą o planie przejęcia banku za złotówkę” – napisał na Facebooku, określając całe nagranie jako „Taśmę numer 2″, Giertych. Zaznaczył jednak, że wbrew plotkom rozmowa Leszka Czarneckiego z prezesem NBP Adamem Glapińskim nie została nagrana.

To właśnie tej taśmy najbardziej obawia się PiS. Jak wynika z naszych rozmów, przyjęta strategia na Nowogrodzkiej to próba przeczekania sprawy. Politycy PiS liczą na to, że jeśli zawartość kolejnej taśmy i wszystkich następnych nie będzie sensacyjna, to ta strategia się sprawdzi. Zwłaszcza że w PiS…

View original post 3 283 słowa więcej

PiS zaczął systemowy proces wywłaszczania i szantażowania

Zarzuty o plagiat, „brak standardów”, niewielki dorobek naukowy – kontrowersje wokół kariery naukowej dr Marka Chrzanowskiego, byłego już przewodniczącego KNF.

Marek Chrzanowski, do środy szef Komisji Nadzoru Finansowego  zrobił błyskotliwą i szybką karierę nie tylko w polityce, zajmując wysokie stanowiska w państwowych urzędach i gremiach. Równie szybko potoczyła się jego kariera naukowa, chociaż – jak się okazuje – i na niej pojawiają się rysy. Kontrowersje dotyczą jego habilitacji, uzyskanej mimo krytycznych opinii i recenzji, a w jednym przypadku wręcz miażdżącej. Chrzanowski uzyskał tytuł mimo poważnych zarzutów o plagiat w monografii pracy habilitacyjnej.

37-letni obecnie Chrzanowski we wrześniu 2006 r. uzyskał stopień naukowy doktora nauk ekonomicznych na swojej macierzystej uczelni SGH. 10 lat później, kiedy składa wniosek o habilitację, zajmuje już ważne stanowiska – od października 2015 r. należy do zespołu koordynacyjnego Narodowej Rady Rozwoju, a od stycznia 2016 r. – jest już członkiem Rady Polityki Pieniężnej.

Według rozmówców „Rzeczpospolitej” cały czas ma „anioła stróża” w postaci Adama Glapińskiego – kiedyś prominentnego polityka PiS, a od czerwca 2016 r. wpływowego finansisty – szefa Narodowego Banku Polskiego. – Glapiński kibicował karierze Chrzanowskiego, i mocno ją wspierał. To on miał go „wymyślić” i rekomendował do Rady Polityki Pieniężnej – twierdzą rozmówcy „Rzeczpospolitej”, śledzący karierę Chrzanowskiego.

Przyjrzeliśmy się tej szybkiej karierze. Trzy recenzje monografii habilitacyjnej zawierały krytyczne uwagi co do niewielkiego dorobku naukowego Chrzanowskiego – zaledwie 30 pozycji, ani jednej publikacji za granicą, publikacje głównie w wydawnictwie własnej uczelni, zbyt mało prac w renomowanych czasopismach posiadających Impact Factor, nieimponująca liczba cytowań. Jedna z trzech recenzji zawierała tak miażdżącą ocenę dorobku naukowego i samej monografii, że jej autor negatywnie zaopiniował wniosek habilitacyjny. Chrzanowski – decyzją ówczesnej premier Beaty Szydło z października 2016 r. – od miesiąca jest już wtedy szefem Komisji Nadzoru Finansowego. – Oblanie habilitacji to już nie jest tylko kwestia honoru – mówi nam nasz rozmówca.

„Gdybym był na miejscu dr Chrzanowskiego wycofałbym wniosek (habilitacyjny – przyp. aut.)” – ocenił na posiedzeniu komisji habilitacyjnej powołanej przez Centralną Komisję Stopni i Tytułów jej przewodniczący  prof. Stanisław Owsiak z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, którego nie tylko nie przekonały tłumaczenia Chrzanowskiego w sprawie rzekomego plagiatu ale także krytycznie ocenił poziom naukowy habilitanta.” Wiele z kryteriów na stopień doktora habilitowanego nie zostało w  pełni spełnionych przez habilitanta” – tłumaczył prof. Owsiak dlaczego nie zagłosuje za „awansem”.

Ale Marek Chrzanowski nie wycofał wniosku.

Podczas posiedzenia Rady Kolegium Zarządzania i Finansów SGH (w lutym 2017 r.), kiedy ważyły się losy habilitacji Chrzanowskiego, wywiązała się burzliwa dyskusja. Z 51 głosujących aż 17 było przeciw lub wstrzymało się od głosu.

– Na Radę Wydziału przybył również Adam Glapiński, chociaż – jak zauważają nasi rozmówcy – od objęcia stanowiska w NBP bywał tu niesłychanie rzadko. – Anioł stróż był i pilnował do ostatniej chwili i kibicował, bo mogło być różnie – dodaje nasz rozmówca.

Dobór do elit i nomenklatury PiS dokonuje się głównie z zawodowych a i moralnych odrzutów. Z frustratów o ambicjach ponad potencjał, oportunistów z wymontowanymi hamulcami, głodnych znaczenia, zaszczytów i kasy. Będą „grabić” ile się da, zagryzać a uciekną dzień przed upadkiem.

Depresja plemnika

Nie wierzę w wymuszanie „indywidualnej” łapówki na sumę 40 mln, dlatego że takiej kwoty żadna osoba fizyczna nie ukryje. Wydaje się więc, że zaczął się systemowy proces wywłaszczania i szantażowania, że to jest odgórny plan, by w ten sposób gromadzić wielką fortunę na zapleczu tego obozu politycznego. To, co zobaczyliśmy, jest systemowe: władza PiS robi to, co kilka lat temu zaczął robić na Węgrzech Orbán – tam grupa skupiona wokół premiera zaczęła wywłaszczać ludzi z własności prywatnej – mówi prof. Radosław Markowski, politolog. – Od dawna tłumaczę, że ośrodki badania opinii publicznej, które pokazywały poparcie dla tej partii na poziomie 45-48 proc., mają kłopoty z bazową umiejętnością ważenia i szacowania poparcia dla partii politycznych. Takiego poparcia nigdy nie było. PiS miał w ostatnich wyborach 5 mln 700 tys. głosów, w październiku 2015, i takiego poparcia już dawno nie ma. Dziś mają ok. 5 mln, raczej z tendencją spadkową –…

View original post 3 111 słów więcej

System PiS złodziejsko-oligarchiczny-kumoterski

„A jednak to Leszek Czarnecki mówił prawdę. „Fundacja Grzegorza Biereckiego Kocham Podlasie” chciała wpłacić ogromną sumę do Getin Bank. Depozyt nie został przyjęty z braku pewności, czy pieniądze nie pochodzą z przestępstwa” – napisał na Twitterze Jarosław Kurski, wicenaczelny „Gazety Wyborczej”. – „Mamy dowód, że fundacja senatora PiS Grzegorza Biereckiego chciała w kwietniu 2015 r. zdeponować w Getin Banku pieniądze z Kasy Krajowej SKOK” – dodał dziennikarz „GW” Wojciech Czuchnowski.


A jeszcze wczoraj senator PiS Grzegorz Bierecki, współzałożyciel osławionych SKOK-ów, w rozmowie z reporterką TVN 24 twierdził: -„Nie byłem z pieniędzmi u Leszka Czarneckiego”.  Według bankiera, chodziło o 60-70 mln zł. – „Ja się po prostu boję tych pieniędzy, nie wiem, co będzie dalej, czy przypadkiem nie będę gdzieś tam miał podejrzenia o współudział w praniu brudnych pieniędzy” – mówił podczas nagranego spotkania z szefem KNF Czarnecki. Bierecki podważa też wiarygodność bankiera, o czym w artykule „Senator PiS Bierecki już wie, że Leszkowi Czarneckiemu postawione zostaną zarzuty?”.

Jeden z internautów próbował otworzyć stronę „Fundacji Grzegorza Biereckiego Kocham Podlasie”.  Nie udało się, bo na ekranie pojawił się komunikat: „Serwer tymczasowo nie może obsłużyć Twojego żądania z powodu przestojów związanych z konserwacją lub problemów z pojemnością. Spróbuj ponownie później. Dodatkowo napotkano błąd 503 Service Tymczasowo niedostępny podczas próby użycia”.

>>>

Senator Bierecki zaprzecza, że chciał założyć lokatę w banku Leszka Czarneckiego. Owszem, nie on o to zabiegał, lecz „Fundacja Grzegorza Biereckiego Kocham Podlasie”. Bank odmówił – w obawie, że może chodzić o „pranie pieniędzy”.

Grzegorz Bierecki, szef senackiej komisji budżetu i finansów publicznych, jest twórcą SKOK-ów. Stał na ich czele do października 2012 r. – wtedy te Kasy oraz Kasa Krajowa SKOK zostały objęte nadzorem Komisji Nadzoru Finansowego.

W wyborach 2015 r. Bierecki wszedł do Senatu z własnego komitetu, bo przed wyborami został zawieszony w klubie PiS, gdy wyszedł na jaw transfer ponad 60 mln zł z fundacji SKOK do spółki senatora. Mimo to na finiszu kampanii wsparcia Biereckiemu udzielił Jarosław Kaczyński, bo PiS i SKOK-i od lat żyją w symbiozie, w parlamencie partia strzegła finansowego imperium SKOK-ów. Senator wspiera zaś propisowskie media, jest w radzie nadzorczej spółki Apella – udziałowca Fratrii, która wydaje tygodnik „Sieci” braci Karnowskich.

Czarnecki o 60-70 milionach

13 listopada wybuchła afera KNF. Miliarder Leszek Czarnecki, właściciel m.in. Getin Noble Banku, twierdzi, że szef KNF Marek Chrzanowski 28 marca br. zaoferował mu przychylność w zamian za 40 mln zł i zatrudnienie w jego banku prawnika Grzegorza Kowalczyka. Bankier nagrał rozmowę i 7 listopada zawiadomił prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa przez szefa KNF. Chrzanowski podał się do dymisji, prokuratura wszczęła śledztwo.

Tusk zasugerował, że PIS to bolszewicy. Może i tak, ale specyficzni. Oni bowiem postanowili znacjonalizować co się da, ale tylko po to, by to sprywatyzować, czyli wziąć dla siebie. Docelowy system miałby więc charakter złodziejsko – oligarchiczny – kumoterski.

Depresja plemnika

Jest już po pierwszej rozprawie przed Trybunałem Sprawiedliwości UE dotyczącej skargi Komisji Europejskiej przeciwko Polsce. Chodzi o zgodność z unijną zasadą niezależności sądownictwa posłania sędziów Sądu Najwyższego i NSA na wcześniejszą emeryturę i uzależnienie możliwości dalszego ich orzekania od arbitralnej decyzji władzy politycznej, czyli prezydenta. Rozprawa nie przyniosła nic nowego. A cała dyskusja, która się na niej odbyła, powtórzy się za kilka dni.

Czy Trybunał Sprawiedliwości może oceniać polskie sądownictwo?

Rozprawa w sprawie Polski

Rozprawa odbyła się przed Wielka Izbą i dotyczyła zabezpieczenia tymczasowego, jakie wiceprezes Trybunału Rosario Silva de Lapuerta nałożyła na Polskę w tej sprawie. Do czasu rozpatrzenia skargi KE zawiesiła zaskarżone przepisy, przywracając do orzekania sędziów SN i NSA przymusowo odesłanych na emeryturę, i to na ich dawne stanowiska – np. prezesów izb w Sądzie Najwyższym czy Małgorzaty Gersdorf na urząd pierwszego prezesa. Prezes TSUE uznała, że niezawieszenie tych przepisów spowoduje „nieodwracalne szkody” ze względu na „przymiot sądu ostatniej instancji przynależny Sądowi Najwyższemu oraz powagę rzeczy…

View original post 3 739 słów więcej