Archiwa tagu: Kuba Wątły

Inflacja pożera nasze pieniądze

O ryzyku rosnącej inflacji mówi się w mediach od jakiegoś czasu. Choć w maju ceny wzrosły o 2,3% rok do roku, to mimo wszystko, jak alarmowała choćby “Gazeta Wyborcza”, w sektorze żywności sytuacja była o wiele gorsza, ponieważ tu ceny wzrosły o aż 5%. Jednak wartości procentowe nie działają na wyobraźnię tak, jak sytuacja na półkach w sklepie na naszym osiedlu. Tutaj zaś wspomniane wskaźniki zaczęły być coraz bardziej zauważalne i to nawet w słynących z najniższych cen dyskontach. Jak wynika z raportu dlahandlu.pl, koszyk podstawowych produktów w wiodących sieciach sklepów podrożał w sposób istotny, a wszystko w ciągu ostatniego miesiąca.

W przypadku Lidla mowa o wzroście cen o aż 20 zł za “koszyk” produktów, a w Biedronce o 14 zł. W zestawieniu wzięto pod uwagę takie produkty pierwszej potrzeby jak jajka, śmietana, ziemniaki, cukier, chleb, masło, margaryna. W kwietniu w Lidlu za “koszyk” trzeba było zapłacić 253 zł, a w maju już 273 zł. W Biedronce analogicznie 252 i 266 zł. Co ciekawe, wzrosty cen z ostatniego miesiąca przekraczają poziom z ostatnich 12 miesięcy. Kiedy bowiem w Lidu w miesiąc wydajemy o 20 zł więcej, to w ujęciu rocznym jest to 14 zł.

Liderami już wieloletniego wzrostu cen są jajka, które w 2014 r. kosztowały średnio 3,3 zł, a dziś już prawie 4 zł. Za nimi idzie symboliczne dla inflacji masło, które w pięć lat zdrożało z 3,6 zł do 4,49 zł.

Opisane podwyżki pokazują, jak bardzo złudne są oficjalne statystyki inflacji. Ta według GUS w maju w stosunku do kwietnia wyniosła zaledwie 0,2%. W realiach polskich domów sytuacja jest zgoła odmienna. Warto mieć bowiem na uwadze, że w koszyku inflacyjnym GUS znajduje się dużo produktów niebędących towarami pierwszej potrzeby, a często o wyższej wartości niż żywność, przez co stabilność ich cen potrafi zaburzyć postrzeganie ogólnej sytuacji na rynku. Zjawiskiem zresztą od lat występującym w Polsce jest wyprzedzanie inflacji przez wzrost cen samej żywności, co najbardziej uderza w konsumentów, zwłaszcza tych najbiedniejszych, którzy największą część budżetu domowego przeznaczają na produkty spożywcze.

Rosnące ceny są w tym przypadku konsekwencją m.in. strat w rolnictwie, które dotknęła susza. Nie bez znaczenia są także same ceny paliw. W końcu i oparty na konsumpcji wzrost gospodarczy także jest czynnikiem sprzyjającym inflacji. Wysoki wzrost wynagrodzeń w Polsce przekracza obecnie tempo wzrostu wydajności pracy, co sprawia, że powstaje presja inflacyjna ze strony pracowników. Nie bez znaczenia na sytuację w przyszłości może mieć także podwyższenie płacy minimalnej, którego koszty zostaną przerzucone na konsumentów, o czym niedawno pisaliśmy.

Widać zatem wyraźnie, że jakkolwiek ogólne wskaźniki inflacji prawdopodobnie nie wyrwą się z przyjętych ram w najbliższych miesiącach, to mimo to znaczna część wzrostu wynagrodzeń Polaków może zostać pożarta przez wzrost cen podstawowych produktów. Jeśli sytuacja w rolnictwie latem ulegnie dalszemu pogorszeniu i w wyniku nieurodzaju ceny dalej będą rosły, to rząd PiS będzie musiał liczyć się z tym, że społeczeństwo może zacząć obarczać dobrą zmianę odpowiedzialnością za panującą na półkach drożyznę tuż przed samymi wyborami parlamentarnymi.

Szarańcza PiS ogołaca Polskę. Hołota.

xerofas

Eliza Michalik, dziennikarka Superstacji, postanowiła pożegnać się z kanałem po tym, jak jego zarząd zdecydował, że odtąd w stacji nie będzie miejsca na programy publicystyczne o tematyce politycznej. Michalik twierdzi, że bez tego nie wyobraża sobie dalszej pracy. Odchodzi.

Niepokojąca jest deklaracja zarządu Superstacji, w której ten powołując się na badania, stwierdza, że rezygnuje z formatów politycznych, ponieważ jego widzowie po politykę sięgać będą, ich zdaniem, gdzieś indziej.

Powiedzmy, że możemy przyjąć to wyjaśnienie za wystarczające. Czy nie jest jednak trochę tak, że ta sytuacja obrazuje początek być może niepokojącego trendu, mianowicie, wychodzenia telewizji komercyjnych z formatów politycznych w obawie budzenia ewentualnej, spodziewanej niechęci rządzących. Jest już bowiem niemal pewne, że PiS weźmie drugą kadencję i prawdopodobnie weźmie ją w cuglach, a Platformy, PSele, kulejąca lewica i rozentuzjazmowany Biedroń z Wiosną na doczepkę, ciągnąć się będą w ogonie, przez kolejne cztery lata dramatycznie usiłując być opozycją o skuteczności polskiego napastnika…

View original post 1 920 słów więcej

 

Reklamy

Eliza Michalik ofiarą właściciela Polsatu, który pochodzi z Zadupia intelektualnego, ale przeprowadza się do Kaczej Wólki

Superstacja nie będzie zajmować się polityką ani zapraszać polityków do programów publicystycznych. Ta nagła decyzja zaskoczyła pracowników telewizji, a Eliza Michalik rozstała się już z nadawcą.

Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar zareagował na zmiany w telewizji Superstacja. Władze Polsatu, które są właścicielem telewizji, zdecydowały o wyrzuceniu z ramówki programów politycznych.

Sojusz PiS z klechami

Nie udało się działaczom Wiosny wyświetlić filmu „Tylko nie mów nikomu” na Katedrze Wojska Polskiego w Warszawie.

Ancymon i jego ancymonki raczej nie zdarzą się jeszcze raz w naszej historii. To, co wyprawia Kaczyński, będzie znane jako okres Bredzącego Karła.

Depresja plemnika

„Dzisiejsza wizyta Jarosława Kaczyńskiego na Pomorzu Zachodnim dla dwóch złowionych szczupaków, była wyjątkowo szczęśliwa” – napisał na Twitterze Joachim Brudziński. Prezes PiS w towarzystwie ministra spraw wewnętrznych zajmował się łowieniem ryb, a konkretnie szczupaków, którym łaskawie darował życie, wrzucając je z powrotem do jeziora.

Nie tylko wędkowanie zajmowało szanownego prezesa. Brudziński na Twitterze zamieścił prawdziwą fotorelację z piknikowania Kaczyńskiego na łonie natury. Było więc ognisko, pieczenie kiełbasek i „świeża ryba na brzozowym ogniu”.

Internauci bezlitośnie wyśmiali Kaczyńskiego, który „ułaskawił” szczupaki: – „Ukochany Przywódca daruje życie dwóm lewackim szczupakom” – zdjęcie nadające się na czołówkę północnokoreańskiej prasy”; – „Raczej powinny czuć się wyróżnione, że to „emerytowany zbawca narodu” je złapał”; – „Co robi PiS, by zagłuszyć temat #TylkoNieMówNikomu? Zaczyna robić cyrk obwoźny z Jarosławem Kaczyńskim w roli głównej. Kaczyński na rybach, Kaczyński w Pytaniu na Śniadanie. Może jeszcze zgłoszą go do „Rolnik…

View original post 1 429 słów więcej

 

Duch Cyrankiewicza nawiedził Kaczyńskiego

>>>

Kaczyński znowu dostał głupawki i wcielił się w Cyrankiewicza.

Depresja plemnika

„Materiał o Tusku „Wiadomości” zilustrowały zdjęciem Hitlera. Naprawdę nie da się upaść niżej” – skomentował na Twitterze Wojciech Szacki z „Polityki” wczorajszy program „informacyjny” w TVP.  To wydanie prowadziła Danuta Holecka, która od niedawna jest także szefową „Wiadomości”.

Materiał przygotował Krzysztof Nowina-Konopka, który do opowiedzenia o wykładzie Donalda Tuska użył zdjęć z Hitlerem, Stalinem i defiladą żołnierzy nazistowskich Niemiec! Co istotne – tego fragmentu „dziwnym trafem” zabrakło na internetowej stronie TVP. Materiał został przemontowany i w takiej wersji umieszczony w internecie. Nie zabrakło natomiast stwierdzeń, że Tusk jest „na pasku” Angeli Merkel, której – zdaniem TVP – zawdzięcza stanowisko szefa Rady Europejskiej.

„TVP zapakowała Hitlera i Stalina do programu o Tusku. Żeby wnieść do dyskusji nieco – obiektywizmu – zdrowego rozsądku – i chrześcijańskiego pojednania” – sarkastycznie skomentował Marcin Wyrwał z onet.pl.

„Za każdym razem gdy wydaje się, że Wiadomości TVP sięgnęły dna, ludzie z placu Powstańców Warszawy pokazują, że…

View original post 2 500 słów więcej

Ciemnogród sami sobie fundnęliśmy i sami musimy go przegnać

Te ponad 5 mln może dać PiS-owi albo 48 proc., albo 30 proc. Wszystko zależy od tego, kogo i ilu z pozostałych 26 mln zaniepokoi to, co się w kraju dzieje. Ile osób będzie w stanie sobie uświadomić i powiedzieć, że cztery lata autorytarno-klientelistycznego reżimu, który nie ma żadnego pomysłu na przyszłość kraju, to dostateczny czas, by się opamiętać – mówi prof. Radosław Markowski, politolog, dyrektor Centrum Studiów nad Demokracją Uniwersytetu SWPS. Pytany też o strajk nauczycieli, strategię PiS, partycypację wyborczą i preferencje Polaków, a także zbliżające się wybory do Sejmu. – PiS wierzy, i pewnie ma rację, że Polak prędzej zrozumie 100 zł włożone do kieszeni, niż nawet 1000 wydane na infrastrukturę, służbę zdrowia, ścieżki rowerowe, oświatę i inne kulturowe inwestycje. Ten obraz jest nie najlepszy, ale po części sami jesteśmy winni, że tak się dzieje – mówi prof. Markowski.

JUSTYNA KOĆ: W tygodniu przedświątecznym opublikowano kolejne sondaże. W jednym przewaga PiS-u nad opozycją to zaledwie 2 punkty procentowe (38 proc. PiS, 36 proc. KE), Wiosna 10 proc., Kukiz ’15 tylko 6. W drugim sondażu z tego samego okresu z innej pracowni PiS ma 41 proc., a KE 27 proc. Jak to rozumieć?

RADOSŁAW MARKOWSKI: Większość dzisiejszych sondaży jest po prostu podłej jakości. Proponuję, żeby dyrektorzy ośrodków badania opinii publicznej, tak jak jest w dobrej tradycji demokracji, na kilka dni przed wyborami pokazali, jak są w stanie przewidzieć wynik wyborów i podali go do publicznej wiadomości. Jeżeli ten wynik będzie się różnić więcej niż 3-4 punkty, to proponuję, żeby podali się do dymisji i ustąpili pola tym, którzy mają lepsze pomysły, jak badać poparcie, jak ważyć próbę, jak stosować wielokrotne imputacje i inne metody, a czego w Polsce w ogóle się nie stosuje. Przed ostatnimi wyborami samorządowymi wyniki , szczególnie jednego ośrodka, były kompletnie rozbieżne, nawet o 10 punktów procentowych od realnego wyniku. Rzeczywiście coś trzeba z tym zrobić, bo jest to wielka niedoskonałość naszego życia publicznego. Wiadomo, że niewielkie różnice mogą wynikać z błędu badania i są dopuszczalne, ale kilkunastoprocentowe różnice to przesada. Ktoś, mówiąc kolokwialnie, powinien za to beknąć. Gdybyśmy poszli do mechanika samochodowego albo lekarza czy zaprosili elektryka do domu, który tak by wykonał swoją pracę, to zostałby pociągnięty do odpowiedzialności z kodeksu cywilnego. Tym bardziej, gdy to się dzieje za publiczne pieniądze.

Co do sondażu, gdzie różnica jest niewielka, to

wiadomo, że są dwa wielkie bloki, jeden z nich wygra w bardzo niewielkim stopniu, prawdopodobnie jeszcze Wiosna i Kukiz mają szanse wprowadzić więcej, niż jednego posła, i tyle.

Sondaże pokazują również prawie po połowie poparcie dla strajku nauczycieli. Wyborcy PiS-u są przeciw, a opozycji za?
Tu jest bardzo wyraźne rozbicie. Prawie ¾ wyborców PiS-u nie popiera strajku, jest mu przeciwna, bo słucha w telewizji rządowej, kiedyś zwanej publiczną, i kupuje te argumenty, że „nauczyciele to nieroby”. Za dużo nie czytają i sami nie korzystali za długo ze szkoły. Moim zdaniem ważniejsze jest jednak to drugie pytanie z tego sondażu: kto jest winny, że nie dochodzi do porozumienia? I tam jest już zupełnie inny wynik. Tych, którzy uważają, że rząd jest winny, jest najwięcej, że obie strony są winne – uważa podobna liczna badanych, natomiast jest znacznie mniej tych, którzy uważają, że to nauczyciele są winni. Zatem jak badani mówią, że nie popierają strajku, to dlatego, że część z nich jest indoktrynowana i zmanipulowana przez pisowską propagandę, a druga część ma codzienne kłopoty, z kim zostawić dziecko, co będzie z egzaminami, co z maturami. Powody zatem, dla których ludzie nie popierają strajku, mogą mieć różne podłoże. Mogą oni popierać postulaty nauczycieli, ale być przeciwnym strajkowi ze względu na te codzienne niedogodności.

Czy te wyniki sondaży mogą utwierdzać PiS w przekonaniu, że powinien iść na zwarcie z nauczycielami, bo nie będzie tu dużych strat społecznych dla partii?
Są dwa powody takiego zachowania rządu PiS. Po pierwsze,

ten strajk to znakomite – z ich punktu widzenia – wydarzenie, gdyż pozwala odwrócić uwagę społeczeństwa od tego, co jeszcze miesiąc temu było najważniejszym problemem, czyli Jarosław K., który jest inwestorem i biznesmenem, od całej sprawy afery z wieżami, afery KNF, sprawy zarobków w NBP i zarobków pani Martyny.

Druga przyczyna jest głębsza. Nauczyciele byli od początku rozczarowani zamysłem reformy Zalewskiej, czyli – mówiąc wprost – wprowadzaniem złych rozwiązań do oświaty. PiS od dawna wie, że nie ma co próbować się nauczycielom przypodobać, bo i tak tam nic nie zyska. W większości u nauczycieli PiS ma „krechę” za to, co zrobił z systemem oświaty. Zatem wielce prawdopodobnie, że gdyby nawet poszli na zaspokojenie ich potrzeb, i tak wyborczo niewiele by to przyniosło. Pomijam już fakt, że PiS-owi nie zależy na tym, żeby była sensowna oświata. Karygodne jest także to, co dzieje się z nauką; nowe regulacje np. zrównują publikacje w przysłowiowym „świerszczyku” ze szkoły pożarniczej z uznanymi międzynarodowymi wydawnictwami. Nowy zaproponowany system nadawania tytułów i uzyskiwania stopni naukowych pomniejsza znacząco rzeczywiste dokonania naukowe. Kompetencje i prawdziwe autorytety będą odchodzić, a miejsce jest robione dla miernot i karierowiczów. Zatrważający obraz zgłoszonych kandydatów do Rady Doskonałości Naukowej jest pierwszym przejawem upadku jakości nauki. W dyscyplinach, na których się znam, kandydują do niej osoby mające zerowy (słownie: zerowy) dorobek naukowy – kandydują tam osoby, które nigdy nigdzie nie opublikowali czegokolwiek, co miałoby naukowy sens, nie są członkami rad redakcyjnych ważnych czasopism, nie zdobyli żadnego międzynarodowego grantu itd.

Sam fakt, że bezkrytyczni karierowicze pchają się na decyzyjne stanowiska, nie dziwi, tak było zawsze, ale w tym przypadku to instytucje niejako delegują ich na nie. To jest przerażające, bo te dwa systemy – oświatowy i szkolnictwa wyższego – to są zamknięte obiegi. Za chwilę będziemy mieli takich – uzupełnionych absolwentami Rydzyka i wydziałów teologicznych – „naukowców”, którzy będą dokonywali oceny naukowej innych. To signum temporis.

Dlaczego PiS jest ciągle mocny w sondażach? Skoro eksperci zastępowani są miernotami, brakuje pieniędzy na terapię onkologiczną (ostatnio w Białymstoku), konfliktujemy się z Brukselą, Szydło przegrywa 27:1 itp.
To jest prosta matematyka; jest niewiele ponad 5 mln zdeterminowanych ludzi, którym pod żadną szerokością geograficzną i żadnym innym rządem nie mogło się zdarzyć to, co się zdarzyło, że dostają duże pieniądze za nicnierobienie, „wystarczy być” i się dostaje. Natomiast ci, którzy ciężko pracują, nie zawsze – chociażby nauczyciele czy młoda kadra naukowa. Gdyby pieniędzy było w nadmiarze i gdybyśmy mieli wzrost gospodarczy typu chińskiego sprzed 20 lat, 15 proc., to wszystkim by starczyło, ale tak nie jest, zatem trzeba się decydować, komu dać. Czy promujemy inwestycje, innowacje, czy własny elektorat. Oczywiście każdy kraj może przez kilka lat bezsensownie rozrzucać pieniądze. Pytanie jest tylko, co potem. Może dlatego ja coraz bardziej skłaniam się ku temu, choć trudno mi to powiedzieć, ale może niech PiS wygra następne wybory i zje tę żabę, niech poniesie wszystkie konsekwencje politycznego rozdawnictwa pieniędzy…

Ma pan na myśli plan rządu na OFE?
To jest czyste złodziejstwo, łapy precz od OFE. Ja zainwestowałem w ten fundusz, ponieważ gwarantuje on dziedziczenie. Teraz albo ukradną mi z tego 15 proc., albo moje środki zostaną przekazane do ZUS-u. Tylko wtedy moje dzieci nie będą mogły ich dziedziczyć…

Zastanawiam się, czy w tej sytuacji nie możemy jako obywatele wytaczać indywidualnie procesów rządowi, bo to jest kradzież.

To tak samo, jakby jutro przyszedł pan Morawiecki i narzucił mi, jakim samochodem mam jeździć. Ja mam prawo kupić sobie stary lub zawodny samochód; to jest moja decyzja i ja za nią odpowiadam. Tak samo mam prawo zadysponować swoimi oszczędnościami czy „emerytalnymi” pieniędzmi w sposób, który zdaniem rządzących jest niezbyt racjonalny. Bo to moja decyzja i moje pieniądze.

Skok na pieniądze zaszkodzi rządzącym?
Obecnie w kraju odbywają się gigantyczne transfery pieniędzy i może pora, aby ci, co to sponsorują, się obudzili.

Czyli obywatele.
Ciężko pracujący ludzie, sklepikarze, taksówkarze, kierowcy, pracujący na własny rachunek… Ciężko harujący po wiele godzin na dobę. W każdym społeczeństwie jesteśmy zobowiązani do pewnego solidaryzmu, do wyrównywania szans, zwłaszcza młodym, redystrybucji dóbr do tych, którym się gorzej powodzi, ale nie można z tego zrobić politycznej hucpy – finansowania swoich wyborców. Wracamy do wątku o poparciu. Ci, którzy liczą, że ktoś się rozczaruję, zniechęci z tych 5 mln popierających PiS, myli się. Tym bardziej, że „kropidło” też jest po tamtej stronie, zaraz z ambony popłynie szerokie poparcie, quasi-faszyści się odezwą, którzy powiedzą, kto jest dobrym, a kto złym Polakiem. Tu działa wielki, dobrze naoliwiony mechanizm i te 5 mln jest nie do ruszenia.

Te ponad 5 mln może dać PiS-owi albo 48 proc., albo 30 proc. Wszystko zależy od tego, kogo i ilu z pozostałych 26 mln zaniepokoi to, co się w kraju dzieje. Ile osób będzie w stanie sobie uświadomić i powiedzieć, że cztery lata autorytarno-klientelistycznego reżimu, który nie ma żadnego pomysłu na przyszłość kraju, to dostateczny czas, by się opamiętać.

Zatem co jest gorsze? Mówiąc językiem Donalda Tuska, dla kogo jest specjalne miejsce w piekle: dla tych, co głosują na PiS, czy dla tych, którzy na wybory w ogóle nie chodzą?
Oczywiście w tych 5 mln są i karierowicze, zresztą oni znajdą sobie miejsce przy każdej władzy, jest i duża grupa, która znacząco zyskała. Polska nadal jest biednym krajem i dla części 500 Plus było dobrym pomysłem i należało im się chociażby z punktu widzenia wyrównywania szans. Natomiast duży odsetek ludzi po prostu jest zagubiony w tym chaosie fałszu i zakłamania, które leje się codziennie z mediów publicznych. To jest powód do troski. Tak samo jak brak ogólnie uznanych autorytetów. Proszę zwrócić uwagę, że

jeszcze na razie, jak idziemy do doktora i on przepisuje lekarstwo, to się go słucha, ale już w kwestii szczepionek niekoniecznie. I jest ten przerażający fakt, że coraz mniej ludzi czyta wartościowe książki, coraz mniej osób sięga do faktów, nie umie ich odszukać, w końcu – nie wierzy w nie.

Praktycznie nikt nie sięga do roczników statystycznych, a można z nich się dowiedzieć, że od dwóch lat mamy zastraszająco zwiększającą się śmiertelność. Po raz pierwszy od transformacji długość ludzkiego życia w Polsce się skraca. Eksperci twierdzą, że tylko połowę tego wzrostu śmiertelności można przypisać tzw. demograficznym trendom. Druga połowa to dysfunkcjonalność służby zdrowia, niezrozumiała chęć dymienia z kominów węglem, to, co się dzieje na SOR-ach itd. To też wygląda na zamysł, który Orbán zaczął wprowadzać w 2010-11 roku: ograniczyć, skrócić edukację, bo po co nam studenci, wykształcone społeczeństwo. Takim przychodzą do głowy różne dziwne pomysły, aby protestować, domagać się praworządności, praw obywateli, a jeszcze naczytają się konstytucji i domagają się, by ją respektować. Rządowi takie społeczeństwo nie jest potrzebne, skoro można mieć do czynienia z subiektem wierzącym w inne racje i raz na jakiś czas zapędzać go do wyborów.

PiS wierzy, i pewnie ma rację, że Polak prędzej zrozumie 100 zł włożone do kieszeni, niż nawet 1000 wydane na infrastrukturę, służbę zdrowia, ścieżki rowerowe, oświatę i inne kulturowe inwestycje. Ten obraz jest nie najlepszy, ale po części sami jesteśmy winni, że tak się dzieje.

Jeżeli Ciemnogród wygra, na długo pogrąży Polskę!

Depresja plemnika

Poseł Marek Sowa zapytał Ministerstwo Edukacji Narodowej, ilu katechetów państwo zatrudnia w placówkach publicznych.

MEN odpowiedziało na zapytanie posła Sowy ws. zatrudniania nauczycieli religii w szkołach i  przedszkolach. 

Mieszkańcy Pruchnika (woj. podkarpacki) zorganizowali w Wielki Piątek sąd nad Judaszem.

Kukła Żyda została w pierwszej kolejności powieszona na latarni. Następnie ciągnięto ją po ziemi, okładano kijami, podpalono i wrzucono do rzeki. 

Mateusz Morawiecki w minionym tygodniu udał się z dwudniową wizytą do Stanów Zjednoczonych. W czasie rozmowy z amerykańskimi mediami kolejny raz zaatakował polskich sędziów.

Filozof prof. Jan Hartman zareagował na niedzielne wystąpienie metropolity gdańskiego abp Leszka Sławoja Głódzia w bazylice w Gdańsku-Oliwie.

Polskie władze odniosły się do zamachów…

View original post 13 słów więcej

Kuchcińskiego seksualny apetyt na dziewczynki

Andrzej Rozenek opisał na łamach „Nie” działania służb polegające na przykryciu afery związanej z m.in. marszałkiem Sejmu Kuchcińskim.

Pisowski marszałek Sejmu niepotrafiący złożyć zdań po polsku – nawet „dzień dobry” czyta z kartki – okazuje się być pedofilem. Lubi dziewczynki dupczyć.

Depresja plemnika

„Panie wojewodo, apeluję o to, żeby był pan urzędnikiem państwowym przestrzegającym prawa, a nie kacykiem politycznym działającym na zlecenie Prawa i Sprawiedliwości albo pana Karola Guzikiewicza” – powiedziała prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz. To reakcja władz miasta na – jak to określiła prezydent – skandaliczną decyzję Dariusza Drelicha, który przyznał „Solidarności” Stoczni Gdańskiej prawo do zgromadzenia cyklicznego 4 czerwca.

Dulkiewicz domaga się od Drelicha uchylenia tego postanowienia. Wniosek o zgodę na cykliczne zgromadzenie złożył do wojewody wiceszef stoczniowej „S” i radny PiS Karol Guzikiewicz. 4 czerwca w Gdańsku odbędą się obchody 30. rocznicy wyborów z 1989, które organizują w tym mieście samorządowcy.

Prezydent Gdańska stwierdziła, że ta decyzja wojewody dzieli społeczeństwo: – „Dzieli gdańszczan, dzieli Polaków”. Przypomniała, że „Solidarność to był 10-milionowy ruch”. – „Ruch ludzi, którzy odważnie zdecydowali się na pokojową rewolucję, bez przelewu krwi, podczas której walczyli o swoją godność, także godność moją, wtedy jako małego dziecka. Co robi…

View original post 1 019 słów więcej

Kaczyński dostał nowych zajadów w gębie

https://twitter.com/tvp_info/status/1106881475046191104

Wara? No to od jesieni będziesz warować przy drzwiach władzy. Paranoiczny, smutny, nienawistny dziadku: powiedz to katolickim klechom. Ale do tego trzeba mieć jaja, a nie ochroniarzy wokół. Poza tym jakich „naszych”? Nie masz pojęcia o dzieciach i rodzinie. Może gdybyś miał mężczyznę swojego życia, to może Twoje życie byłoby nieco lepsze, bo wtedy kochałbyś kogoś. Naprawdę. A tak zostaje ci tylko jad, którym karmisz swoich zauszników – komentuje słowa prezesa PiS w Katowicach dziennikarz Kuba Wątły.

Kaczyński, wara od nas!

Depresja plemnika

Ktoś mógłby pomyśleć, że prezydent szykuje jakiś ambitny program wyborczy, który porwie tłumy. Nie. To jest coś znacznie bardziej zaskakującego.

Andrzej Duda często podkreślał, że pokonał Bronisława Komorowskiego w walce o fotel prezydencki głównie dlatego, że był silny. Aby w nadchodzących wyborach powtórzyć ów wynik postanowił wdrożyć w życie operację „Kampania” opartą na ciężkiej pracy i wyrzeczeniach.

„Kampania” bowiem to dieta i ćwiczenia opracowane specjalnie dla prezydenta przez lekarzy z wojskowego szpitala przy ul. Szaserów w Warszawie.

Zaledwie 1000 kcal dziennie i dodatkowa aktywność fizyczna przy wyczerpującej pracy głowy państwa wydaje się prawdziwą dietą drakońską, której wyzwaniom mogą sprostać jedynie najsilniejsi.

Andrzej Duda musi zrezygnować ze słodyczy, tłuszczu, mleka, pieczywa pszennego. W diecie pozostają warzywa, płatki owsiane, pełnoziarniste pieczywo, owoce, ale tylko niskoglikemiczne, drób.

Według wskazań lekarzy prezydentowi wolno zjeść ser żółty, ale najwyżej dwa plasterki dziennie. Andrzej Duda musi również zrezygnować z alkoholu, choć kieliszek czerwonego wytrawnego wina od…

View original post 1 936 słów więcej