Archiwa tagu: Krzysztof Mądel

Suski reprezentuje poziom PiS. Dno, spod którego pukają ancymonki

Marek Suski (sekretarz w kancelarii Mateusza Morawieckiego) zareagował rysunkiem na problemy koalicyjne opozycji.

Opluwanie to sport PiS. Kaczyński jest rekordzistą Polski w pluciu w twarz Polaka. Suski to tylko głąb, liga amatorska.

Depresja plemnika

Sąd Rejonowy Gdańsk-Południe skazał na 5 miesięcy pozbawienia wolności Marcina L., który po tragicznej śmierci prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza groził, że zabije przewodniczącego Rady Europejskiej. O sprawie w artykule „Policja zatrzymała mężczyznę, który groził śmiercią Donaldowi Tuskowi”.

Oprócz kary więzienia, Marcin L. ma „zakaz kontaktowania się oraz zbliżania do pokrzywdzonego na odległość krótszą niż 150 metrów, przez okres 5 lat od daty uprawomocnienia się wyroku” – „Nadto orzeczono wobec oskarżonego obowiązek poddania się psychoterapii lub psychoedukacji w celu poprawy jego funkcjonowania w społeczeństwie” – poinformował rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Gdańsku Tomasz Adamski.

Adamski dodał, że „na poczet orzeczonej kary zaliczono oskarżonemu tymczasowe aresztowanie od 16 stycznia 2019 r. do 30 maja 2019 r”. Wyrok nie jest prawomocny.

5 380 000 zł oszczędności, dwa domy, mieszkania, uprawnienia do akcji banku – to niektóre elementy majątku premiera Mateusza Morawieckiego. W Biuletynie Informacji Publicznej Kancelarii Premiera opublikowano właśnie jego oświadczenie…

View original post 1 027 słów więcej

 

Wszystkie drogi PiS prowadzą do Polexitu

Działkowiec + Ogrodnik + Deweloper Oto 3 problemy PiS….?

Publicysta „Die Welt” Sven Felix Kellerhoff zwraca uwagę na rosnącą liczbę krajów domagających się od Niemiec reparacji wojennych. Po Grecji i Polsce takie roszczenia zgłosiły Kraje Bałtyckie.

– Moraliści i populiści są zgodni (co do zasadności roszczeń), lecz skutki zaspokojenia tych roszczeń byłyby „dramatyczne” – ostrzega autor komentarza.

„Kto wyrządził szkodę, musi ją naprawić” – pisze Kellerhoff zaznaczając, że jest to rozsądna zasada obowiązująca w państwach prawa. Gdy jednak widać, że zadośćuczynienie wyrządziłoby szkody, które przewyższyłyby korzyści wynikające z naprawienia strat, wtedy rozsądniej jest poszukać kompromisu.

Polacy domagają się nierealnych sum

Dziennikarz „Die Welt” pisze, że Niemcy stały się ostatnio notorycznym celem roszczeń reparacyjnych. Grecja i Polska domagają się nierealnych sum”. Jeżeli Niemcy zgodzą się na to, wkrótce ustawi się kolejka „półtora tuzina” państw, które w czasie wojny były okupowane przez Niemcy.

Kellerhoff przypomina stanowisko niemieckiego rządu, że wszystkie roszczenia reparacyjne zostały ostatecznie zamknięte traktatem 2+4 z 1990 roku.

Nie prawo, lecz moralna presja

„Greckim i polskim populistom nie chodzi jednak o prawo międzynarodowe, lecz o moralną presję, która ma skłonić Niemcy do zmiany stanowiska” – pisze publicysta.

Zdaniem Kellerhoffa w przypadku dojścia w Niemczech do władzy rządu lewicowego (SPD-Zieloni-Lewica) istnieje niebezpieczeństwo, że ugnie się on przed żądaniami poszkodowanych krajów. Szczególnie Zielonym trudno zrozumieć, że „w polityce zagranicznej nie ma miejsca na moralność”.

Reparacje mają „dwojaki charakter” – „z jednej strony chodzi w nich o naprawę konkretnych szkód materialnych, z drugiej zaś o upokorzenie pokonanego przeciwnika”. „Krajom, które w przeszłości otrzymały reparacje, rzadko wyszły one na zdrowie” – ostrzega Kellerhoff.

Negatywne skutki reparacji

Publicysta „Die Welt” opisuje negatywne skutki reparacji, jakich w 1871 roku od pokonanej Francji zażądał kanclerz Otto von Bismarck. Paryż musiał zapłacić w ciągu kilku lat pięć miliardów franków w złocie. Kontrybucja pogłębiła odwieczną wrogość między obu krajami i doprowadziła do kolejnej wojny w 1914 roku. W Niemczech potężny zastrzyk gotówki doprowadził do przegrzania koniunktury i do krachu na rynku w 1873 roku.

Po I wojnie światowej Francja domagała się odwetu – Niemcy zostały zobowiązane do zapłacenia „astronomicznych” sum – 132 mld marek w złocie. Gospodarczy kryzys wyniósł do władzy narodowych socjalistów, którzy zlikwidowali demokrację. Skutki są dobrze znane – podkreśla Kellerhoff.

Reparacje mogą zniszczyć UE

„Miejmy nadzieję, że w Europie nie dojdzie do nowej wojny, i że nawet aktualne roszczenia Polski i Grecji tego nie zmienią. Z pewnością jednak euro i Unia Europejska rozpadłyby się, gdyby oba te kraje blokowały pracę Brukseli, dopóki Niemcy nie uznają rzekomych zobowiązań reparacyjnych” – pisze Kellerhoff.

„Równocześnie doszłoby do wzrostu resentymentów, a skutkiem byłby ogromny wzrost nacjonalizmu” – ostrzega „Die Welt”.

Niemieccy turyści przestaliby odwiedzać Grecję, a polscy pracownicy przestaliby być mile widziani w RFN, co oznaczałoby utratę możliwości atrakcyjnych zarobków. Wszystko to może stać się faktem, nawet gdy Grecja i Polska nie uzyskają od Niemiec ani jednego euro.

Gdyby Niemcy pomimo wszystko wypłaciły reparacje, w krajach będących beneficjentami doszłoby do przegrzania koniunktury, jak w Niemczech po 1871 roku. W Grecji istotną część niemieckich świadczeń i tak pochłonęłaby korupcja tak, jak w przypadku indywidualnych odszkodowań wypłacanych w latach 1950-1960.

„Tak czy siak – reparacje są błędną drogą, tym bardziej że od wojny dzielą nas już dwa pokolenia – podsumowuje Kellerhoff w komentarzu opublikowanym w „Die Welt”.

Wszystkie drogi PiS prowadzą do Polexitu.

Depresja plemnika

Joachim Brudziński otworzył filię urzędu pocztowego na jednym ze szczecińskich osiedli. Podczas uroczystości nie zabrakło także księdza, który pobłogosławił urząd. Brudziński kupił dwie lokalne gazety oraz książkę o snajperach z czasów II wojny światowej. Znaczków nie kupił, listu nie wysłał…

Przypominamy, że Brudziński twierdził, że na dwa tygodnie przez wyborami do Europarlamentu bierze urlop jako minister. W jakim więc charakterze był na rzeczonej poczcie? Dziennikarzom odpowiedział, że „jako poseł ziemi zachodniopomorskiej”. – „Oficjalnie jestem na urlopie” – stwierdził Brudziński, ale po chwili dodał, że… wciąż jest przecież ministrem!

„Dla niezorientowanych i obcokrajowców: Pokazana na filmie scenka miała miejsce w dużym państwie UE, w roku 2019! Pan w okularach to konstytucyjny minister tego państwa”;

„Proszę się jeszcze pochwalić, o ile podnieśliście ostatnio ceny znaczków”; – „Będą pobłogosławione listy polecone?”; – „Paczkomaty też pan święci? U mnie na osiedlu kilka takich się pojawiło”

View original post 2 890 słów więcej

 

Ciemnogród sami sobie fundnęliśmy i sami musimy go przegnać

Te ponad 5 mln może dać PiS-owi albo 48 proc., albo 30 proc. Wszystko zależy od tego, kogo i ilu z pozostałych 26 mln zaniepokoi to, co się w kraju dzieje. Ile osób będzie w stanie sobie uświadomić i powiedzieć, że cztery lata autorytarno-klientelistycznego reżimu, który nie ma żadnego pomysłu na przyszłość kraju, to dostateczny czas, by się opamiętać – mówi prof. Radosław Markowski, politolog, dyrektor Centrum Studiów nad Demokracją Uniwersytetu SWPS. Pytany też o strajk nauczycieli, strategię PiS, partycypację wyborczą i preferencje Polaków, a także zbliżające się wybory do Sejmu. – PiS wierzy, i pewnie ma rację, że Polak prędzej zrozumie 100 zł włożone do kieszeni, niż nawet 1000 wydane na infrastrukturę, służbę zdrowia, ścieżki rowerowe, oświatę i inne kulturowe inwestycje. Ten obraz jest nie najlepszy, ale po części sami jesteśmy winni, że tak się dzieje – mówi prof. Markowski.

JUSTYNA KOĆ: W tygodniu przedświątecznym opublikowano kolejne sondaże. W jednym przewaga PiS-u nad opozycją to zaledwie 2 punkty procentowe (38 proc. PiS, 36 proc. KE), Wiosna 10 proc., Kukiz ’15 tylko 6. W drugim sondażu z tego samego okresu z innej pracowni PiS ma 41 proc., a KE 27 proc. Jak to rozumieć?

RADOSŁAW MARKOWSKI: Większość dzisiejszych sondaży jest po prostu podłej jakości. Proponuję, żeby dyrektorzy ośrodków badania opinii publicznej, tak jak jest w dobrej tradycji demokracji, na kilka dni przed wyborami pokazali, jak są w stanie przewidzieć wynik wyborów i podali go do publicznej wiadomości. Jeżeli ten wynik będzie się różnić więcej niż 3-4 punkty, to proponuję, żeby podali się do dymisji i ustąpili pola tym, którzy mają lepsze pomysły, jak badać poparcie, jak ważyć próbę, jak stosować wielokrotne imputacje i inne metody, a czego w Polsce w ogóle się nie stosuje. Przed ostatnimi wyborami samorządowymi wyniki , szczególnie jednego ośrodka, były kompletnie rozbieżne, nawet o 10 punktów procentowych od realnego wyniku. Rzeczywiście coś trzeba z tym zrobić, bo jest to wielka niedoskonałość naszego życia publicznego. Wiadomo, że niewielkie różnice mogą wynikać z błędu badania i są dopuszczalne, ale kilkunastoprocentowe różnice to przesada. Ktoś, mówiąc kolokwialnie, powinien za to beknąć. Gdybyśmy poszli do mechanika samochodowego albo lekarza czy zaprosili elektryka do domu, który tak by wykonał swoją pracę, to zostałby pociągnięty do odpowiedzialności z kodeksu cywilnego. Tym bardziej, gdy to się dzieje za publiczne pieniądze.

Co do sondażu, gdzie różnica jest niewielka, to

wiadomo, że są dwa wielkie bloki, jeden z nich wygra w bardzo niewielkim stopniu, prawdopodobnie jeszcze Wiosna i Kukiz mają szanse wprowadzić więcej, niż jednego posła, i tyle.

Sondaże pokazują również prawie po połowie poparcie dla strajku nauczycieli. Wyborcy PiS-u są przeciw, a opozycji za?
Tu jest bardzo wyraźne rozbicie. Prawie ¾ wyborców PiS-u nie popiera strajku, jest mu przeciwna, bo słucha w telewizji rządowej, kiedyś zwanej publiczną, i kupuje te argumenty, że „nauczyciele to nieroby”. Za dużo nie czytają i sami nie korzystali za długo ze szkoły. Moim zdaniem ważniejsze jest jednak to drugie pytanie z tego sondażu: kto jest winny, że nie dochodzi do porozumienia? I tam jest już zupełnie inny wynik. Tych, którzy uważają, że rząd jest winny, jest najwięcej, że obie strony są winne – uważa podobna liczna badanych, natomiast jest znacznie mniej tych, którzy uważają, że to nauczyciele są winni. Zatem jak badani mówią, że nie popierają strajku, to dlatego, że część z nich jest indoktrynowana i zmanipulowana przez pisowską propagandę, a druga część ma codzienne kłopoty, z kim zostawić dziecko, co będzie z egzaminami, co z maturami. Powody zatem, dla których ludzie nie popierają strajku, mogą mieć różne podłoże. Mogą oni popierać postulaty nauczycieli, ale być przeciwnym strajkowi ze względu na te codzienne niedogodności.

Czy te wyniki sondaży mogą utwierdzać PiS w przekonaniu, że powinien iść na zwarcie z nauczycielami, bo nie będzie tu dużych strat społecznych dla partii?
Są dwa powody takiego zachowania rządu PiS. Po pierwsze,

ten strajk to znakomite – z ich punktu widzenia – wydarzenie, gdyż pozwala odwrócić uwagę społeczeństwa od tego, co jeszcze miesiąc temu było najważniejszym problemem, czyli Jarosław K., który jest inwestorem i biznesmenem, od całej sprawy afery z wieżami, afery KNF, sprawy zarobków w NBP i zarobków pani Martyny.

Druga przyczyna jest głębsza. Nauczyciele byli od początku rozczarowani zamysłem reformy Zalewskiej, czyli – mówiąc wprost – wprowadzaniem złych rozwiązań do oświaty. PiS od dawna wie, że nie ma co próbować się nauczycielom przypodobać, bo i tak tam nic nie zyska. W większości u nauczycieli PiS ma „krechę” za to, co zrobił z systemem oświaty. Zatem wielce prawdopodobnie, że gdyby nawet poszli na zaspokojenie ich potrzeb, i tak wyborczo niewiele by to przyniosło. Pomijam już fakt, że PiS-owi nie zależy na tym, żeby była sensowna oświata. Karygodne jest także to, co dzieje się z nauką; nowe regulacje np. zrównują publikacje w przysłowiowym „świerszczyku” ze szkoły pożarniczej z uznanymi międzynarodowymi wydawnictwami. Nowy zaproponowany system nadawania tytułów i uzyskiwania stopni naukowych pomniejsza znacząco rzeczywiste dokonania naukowe. Kompetencje i prawdziwe autorytety będą odchodzić, a miejsce jest robione dla miernot i karierowiczów. Zatrważający obraz zgłoszonych kandydatów do Rady Doskonałości Naukowej jest pierwszym przejawem upadku jakości nauki. W dyscyplinach, na których się znam, kandydują do niej osoby mające zerowy (słownie: zerowy) dorobek naukowy – kandydują tam osoby, które nigdy nigdzie nie opublikowali czegokolwiek, co miałoby naukowy sens, nie są członkami rad redakcyjnych ważnych czasopism, nie zdobyli żadnego międzynarodowego grantu itd.

Sam fakt, że bezkrytyczni karierowicze pchają się na decyzyjne stanowiska, nie dziwi, tak było zawsze, ale w tym przypadku to instytucje niejako delegują ich na nie. To jest przerażające, bo te dwa systemy – oświatowy i szkolnictwa wyższego – to są zamknięte obiegi. Za chwilę będziemy mieli takich – uzupełnionych absolwentami Rydzyka i wydziałów teologicznych – „naukowców”, którzy będą dokonywali oceny naukowej innych. To signum temporis.

Dlaczego PiS jest ciągle mocny w sondażach? Skoro eksperci zastępowani są miernotami, brakuje pieniędzy na terapię onkologiczną (ostatnio w Białymstoku), konfliktujemy się z Brukselą, Szydło przegrywa 27:1 itp.
To jest prosta matematyka; jest niewiele ponad 5 mln zdeterminowanych ludzi, którym pod żadną szerokością geograficzną i żadnym innym rządem nie mogło się zdarzyć to, co się zdarzyło, że dostają duże pieniądze za nicnierobienie, „wystarczy być” i się dostaje. Natomiast ci, którzy ciężko pracują, nie zawsze – chociażby nauczyciele czy młoda kadra naukowa. Gdyby pieniędzy było w nadmiarze i gdybyśmy mieli wzrost gospodarczy typu chińskiego sprzed 20 lat, 15 proc., to wszystkim by starczyło, ale tak nie jest, zatem trzeba się decydować, komu dać. Czy promujemy inwestycje, innowacje, czy własny elektorat. Oczywiście każdy kraj może przez kilka lat bezsensownie rozrzucać pieniądze. Pytanie jest tylko, co potem. Może dlatego ja coraz bardziej skłaniam się ku temu, choć trudno mi to powiedzieć, ale może niech PiS wygra następne wybory i zje tę żabę, niech poniesie wszystkie konsekwencje politycznego rozdawnictwa pieniędzy…

Ma pan na myśli plan rządu na OFE?
To jest czyste złodziejstwo, łapy precz od OFE. Ja zainwestowałem w ten fundusz, ponieważ gwarantuje on dziedziczenie. Teraz albo ukradną mi z tego 15 proc., albo moje środki zostaną przekazane do ZUS-u. Tylko wtedy moje dzieci nie będą mogły ich dziedziczyć…

Zastanawiam się, czy w tej sytuacji nie możemy jako obywatele wytaczać indywidualnie procesów rządowi, bo to jest kradzież.

To tak samo, jakby jutro przyszedł pan Morawiecki i narzucił mi, jakim samochodem mam jeździć. Ja mam prawo kupić sobie stary lub zawodny samochód; to jest moja decyzja i ja za nią odpowiadam. Tak samo mam prawo zadysponować swoimi oszczędnościami czy „emerytalnymi” pieniędzmi w sposób, który zdaniem rządzących jest niezbyt racjonalny. Bo to moja decyzja i moje pieniądze.

Skok na pieniądze zaszkodzi rządzącym?
Obecnie w kraju odbywają się gigantyczne transfery pieniędzy i może pora, aby ci, co to sponsorują, się obudzili.

Czyli obywatele.
Ciężko pracujący ludzie, sklepikarze, taksówkarze, kierowcy, pracujący na własny rachunek… Ciężko harujący po wiele godzin na dobę. W każdym społeczeństwie jesteśmy zobowiązani do pewnego solidaryzmu, do wyrównywania szans, zwłaszcza młodym, redystrybucji dóbr do tych, którym się gorzej powodzi, ale nie można z tego zrobić politycznej hucpy – finansowania swoich wyborców. Wracamy do wątku o poparciu. Ci, którzy liczą, że ktoś się rozczaruję, zniechęci z tych 5 mln popierających PiS, myli się. Tym bardziej, że „kropidło” też jest po tamtej stronie, zaraz z ambony popłynie szerokie poparcie, quasi-faszyści się odezwą, którzy powiedzą, kto jest dobrym, a kto złym Polakiem. Tu działa wielki, dobrze naoliwiony mechanizm i te 5 mln jest nie do ruszenia.

Te ponad 5 mln może dać PiS-owi albo 48 proc., albo 30 proc. Wszystko zależy od tego, kogo i ilu z pozostałych 26 mln zaniepokoi to, co się w kraju dzieje. Ile osób będzie w stanie sobie uświadomić i powiedzieć, że cztery lata autorytarno-klientelistycznego reżimu, który nie ma żadnego pomysłu na przyszłość kraju, to dostateczny czas, by się opamiętać.

Zatem co jest gorsze? Mówiąc językiem Donalda Tuska, dla kogo jest specjalne miejsce w piekle: dla tych, co głosują na PiS, czy dla tych, którzy na wybory w ogóle nie chodzą?
Oczywiście w tych 5 mln są i karierowicze, zresztą oni znajdą sobie miejsce przy każdej władzy, jest i duża grupa, która znacząco zyskała. Polska nadal jest biednym krajem i dla części 500 Plus było dobrym pomysłem i należało im się chociażby z punktu widzenia wyrównywania szans. Natomiast duży odsetek ludzi po prostu jest zagubiony w tym chaosie fałszu i zakłamania, które leje się codziennie z mediów publicznych. To jest powód do troski. Tak samo jak brak ogólnie uznanych autorytetów. Proszę zwrócić uwagę, że

jeszcze na razie, jak idziemy do doktora i on przepisuje lekarstwo, to się go słucha, ale już w kwestii szczepionek niekoniecznie. I jest ten przerażający fakt, że coraz mniej ludzi czyta wartościowe książki, coraz mniej osób sięga do faktów, nie umie ich odszukać, w końcu – nie wierzy w nie.

Praktycznie nikt nie sięga do roczników statystycznych, a można z nich się dowiedzieć, że od dwóch lat mamy zastraszająco zwiększającą się śmiertelność. Po raz pierwszy od transformacji długość ludzkiego życia w Polsce się skraca. Eksperci twierdzą, że tylko połowę tego wzrostu śmiertelności można przypisać tzw. demograficznym trendom. Druga połowa to dysfunkcjonalność służby zdrowia, niezrozumiała chęć dymienia z kominów węglem, to, co się dzieje na SOR-ach itd. To też wygląda na zamysł, który Orbán zaczął wprowadzać w 2010-11 roku: ograniczyć, skrócić edukację, bo po co nam studenci, wykształcone społeczeństwo. Takim przychodzą do głowy różne dziwne pomysły, aby protestować, domagać się praworządności, praw obywateli, a jeszcze naczytają się konstytucji i domagają się, by ją respektować. Rządowi takie społeczeństwo nie jest potrzebne, skoro można mieć do czynienia z subiektem wierzącym w inne racje i raz na jakiś czas zapędzać go do wyborów.

PiS wierzy, i pewnie ma rację, że Polak prędzej zrozumie 100 zł włożone do kieszeni, niż nawet 1000 wydane na infrastrukturę, służbę zdrowia, ścieżki rowerowe, oświatę i inne kulturowe inwestycje. Ten obraz jest nie najlepszy, ale po części sami jesteśmy winni, że tak się dzieje.

Jeżeli Ciemnogród wygra, na długo pogrąży Polskę!

Depresja plemnika

Poseł Marek Sowa zapytał Ministerstwo Edukacji Narodowej, ilu katechetów państwo zatrudnia w placówkach publicznych.

MEN odpowiedziało na zapytanie posła Sowy ws. zatrudniania nauczycieli religii w szkołach i  przedszkolach. 

Mieszkańcy Pruchnika (woj. podkarpacki) zorganizowali w Wielki Piątek sąd nad Judaszem.

Kukła Żyda została w pierwszej kolejności powieszona na latarni. Następnie ciągnięto ją po ziemi, okładano kijami, podpalono i wrzucono do rzeki. 

Mateusz Morawiecki w minionym tygodniu udał się z dwudniową wizytą do Stanów Zjednoczonych. W czasie rozmowy z amerykańskimi mediami kolejny raz zaatakował polskich sędziów.

Filozof prof. Jan Hartman zareagował na niedzielne wystąpienie metropolity gdańskiego abp Leszka Sławoja Głódzia w bazylice w Gdańsku-Oliwie.

Polskie władze odniosły się do zamachów…

View original post 13 słów więcej

Bohater na polu pedofilii – to o ks. Jankowskim, który został obalony

Skoro Jankowski dla jednych jest bohaterem, a dla innych przestępcą, konsyliacyjnie dałoby się podpisać jego pomnik: Bohater pedofil. Ale problemem jest sam pomnik. Nie można mieć i nie mieć pomnika jednocześnie, chociaż można być księdzem zaprzeczając swoimi czynami chrześcijaństwu.

Kompromisowe byłoby podzielenie figury, tak jak podzielona jest Polska, na fanów Kleru i TVTrwam. Podział powinien być w płaszczyźnie poziomej, oddzielając popiersie, od tego co poniżej pasa. Kościół waruje tylko przy kobiecych genitaliach. Metalowy ch… nie jest mu potrzebny.

Trzeba procedur by zlikwidować taki pomnik? Facet powinien być w więzieniu, a nie na cokole. Ofiary jego zboczenia dostają mdłości widząc oprawcę, który stał się łaskawcą.

Chyba, że to pomnik kościelnej hipokryzji, o czym mówi wydana dzisiaj w 20 krajach książka „Sodoma” francuskiego dziennikarza Frederica Martela. 600 stron (polskie tłumaczenie w kwietniu) wywiadów, faktów o zmowie milczenia i zakłamaniu hierarchów.

Ukrywają przestępstwa za ścianami świętości. Diabeł by tego nie wymyślił.
„Być w parafii” znaczy w ich slangu „być w seksualnym obiegu” – przynajmniej słownictwo mają kleryklane, bo życie już dawno antykatolickie.

Być bohaterem na polu pedofilii – to się udało ks. Jankowskiemu.

Depresja plemnika

Na stronie fundacji „Nie lękajcie się” pojawił się raport nt. pedofilii w polskim Kościele. W środę 20 lutego został on przekazany papieżowi Franciszkowi.

Fundacja „Nie lękajcie się”, zrzeszająca osoby, które padły ofiarami przemocy seksualnej ze strony księży, opublikowała Raport nt. naruszeń prawa świeckiego lub kanonicznego w działaniach polskich biskupów w kontekście księży sprawców przemocy seksualnej wobec dzieci i osób zależnych.

„Chcemy pokazać odpowiedzialność hierarchów”

Jak zaznaczyła fundacja, dotyczy on jedynie spraw, które trafiły do sądu i były omawiane w mediach, dlatego opisanych w raporcie przypadków jest mniej niż umieszczonych na interaktywnej Mapie kościelnej pedofilii w Polsce.

„W kontekście przytoczonych w raporcie spraw znanych i opisanych chcemy pokazać odpowiedzialność hierarchów polskiego Kościoła, którzy podejmowali konkretne decyzje służące chronieniu sprawców przed odpowiedzialnością karną – a nie dobru gwałconych i molestowanych dzieci” – czytamy na stronie fundacji. 

Raport został opracowany w trzech językach: polskim, angielskim i hiszpańskim.

Raport o pedofilii w polskim Kościele…

View original post 117 słów więcej

Polska PiS zmierza do autorytaryzmu. Widzą to już za Oceanem

Amerykański dziennik „Washington Post” opisuje Polskę jako kraj, który zmierza w stronę autorytaryzmu. „Unia Europejska może to zatrzymać, a Donald Trump powinien przemyśleć swoją umowę z nacjonalistami” – uważają autorzy.

„Od kilku lat grupa państw europejskich, które z powodzeniem przeszły transformację z sowieckich satelit do demokratycznych członków Unii Europejskiej, jest  zaangażowana w coś, co wygląda jak przymusowy marsz wstecz w kierunku autorytaryzmu” – czytamy w „Washington Post”.

„Głodne władzy rządy Węgier, Polski i Rumunii zlikwidowały kontrolę i równowagę w sądach, wyciszyły niezależne media i cynicznie skierowały nacjonalistów przeciwko osobom z zewnątrz, od organów unijnych, po finansistę George’a Sorosa. Pocieszające było to, że w tym tygodniu partia rządząca w Polsce, pod presją Brukseli i własnych obywateli, zdecydowała o odwrocie” – piszą autorzy.

Dziennik przypomina, że jeszcze niedawno prezydent Andrzej Duda mówił o Unii Europejskiej jako o „wyimaginowanej wspólnocie”, a teraz podpisał nowelizację ustawy o SN. 

„Demokracja w Polsce jest w niebezpieczeństwie. Trwa upolitycznienie służb bezpieczeństwa, przekształcanie państwowych mediów w organy propagandowe oraz nacisk na niezależnych dziennikarzy i społeczeństwo obywatelskie”.

Więcej >>>

Nikt nie ma złudzeń, konserwatywny „Washington Post” pisze o wyprowadzaniu Polski z zachodnich standardów i wprowadzaniu autorytaryzmu. Wschodniego.

Depresja plemnika

Najważniejsze zadanie polityczne demokratycznej opozycji w nadchodzącym roku to jej wygrana w wyborach.

View original post 6 187 słów więcej

Duda wyznaczony przez Kaczyńskiego do wyprowadzenia Polski z Unii Europejskiej

Więcej >>>

Duda został wyznaczony przez Kaczyńskiego do Polexitu. Duda wyprowadza Polskę z Unii Europejskiej.

Depresja plemnika

Minister Adam Lipiński, jeden z najbliższych współpracowników Jarosława Kaczyńskiego, też szykuje się do Świąt. Wybrał się w związku z tym na zakupy. Do warszawskiej galerii handlowej zawiozła go służbowa limuzyna!

Już wcześniej „Super Express” donosił, że Lipiński służbowym autem jeździł po… papierosy. Tym razem kierowca zawiózł go, aby minister w rządzie PiS mógł zrobić świąteczne zakupy. Jak ustalił se.pl, Lipińskiego zainteresowała biżuteria, galanteria skórzana i wędzone wędliny.

Kiedy Lipiński robił świąteczne zakupy, limuzyna czekała na niego na parkingu. – „Do galerii zajechałem po drodze, gdy wracałem do domu” – tłumaczył się se.pl. Dodajmy, że Lipiński jest pełnomocnikiem rządu PiS do spraw… równego traktowania.

Więcej >>>

Akt Odnowy Rzeczpospolitej

View original post 191 słów więcej