Archiwa tagu: Konstytucja RP

PiS wyrzuca szmal w amerykańskie błoto. PFN zatrudnia tylko pokraki

Andrzej Rozenek (Lewica Razem) i inni komentują wydatków Polskiej Fundacji Narodowej powołanej przez rząd PiS.

Polska Fundacja Narodowa zapłaciła w ciągu kilkunastu miesięcy ponad 5,5 mln dol. — czyli ponad 20 mln zł — amerykańskiej firmie PR-owskiej za wypromowanie naszego kraju w USA. Amerykanie wzięli pieniądze m.in. za stworzenie w mediach społecznościowych profili o Polsce, które na całym świecie obserwuje po kilkanaście czy kilkadziesiąt osób.

  • Firma White House Writers Group miała poprawić wizerunek Polski w USA. Płaci za to Polska Fundacja Narodowa, finansowana przez największe spółki państwowe
  • Kontrakt został zawarty niemal dwa lata temu, ale PFN utajnia jego ustalenia i rozliczenia z Amerykanami. My je poznaliśmy dzięki prawu amerykańskiemu
  • Firma WHWG początkowo otrzymywała 45 tys. dol. miesięcznie, a dziś inkasuje dwa razy tyle. Do tego PFN pokrywa zwrot kosztów firmy, które są bardzo wysokie i sięgają milionów dolarów
  • WHWG zarządza m.in. profilami o Polsce na Instagramie i YouTube. Pierwszy obserwuje 51 osób, drugi ma 13 subskrypcji. To ich widownia na całym świecie, nie tylko w USA
  • W rozliczeniu z PFN firma z Waszyngtonu przypisuje też sobie m.in. organizację spotkań z amerykańskimi oficjelami, których wcale nie organizowała

Polska Fundacja Narodowa powstała po dojściu PiS-u do władzy. Oficjalnie miała poprawić wizerunek Polski za granicą. Ale nieformalnym zadaniem, jakie prezes PiS Jarosław Kaczyński postawił przed PFN, było przekonywanie do źle ocenianych poza Polską kontrowersyjnych reform PiS, choćby zmian w sądach.

PFN to fundacja, na którą pieniądze wyłożyło 17 największych spółek skarbu państwa, dysponuje więc gigantycznym budżetem. Szkopuł w tym, że znaczących efektów działań PFN jak nie było, tak nie ma, za to w kraju fundacja dała się poznać z kontrowersyjnej kampanii atakującej sędziów. Dwukrotna zmiana prezesa PFN wskazuje na to, że nawet obóz władzy zdaje sobie sprawę, że w fundacji nie wszystko działa tak jak należy.

Człowiek Reagana i ambasador z Barbados

Jedną z podstawowych misji, jaką PFN miało wypełniać, była poprawa wizerunku Polski w USA, kraju kluczowym dla polskiej polityki zagranicznej. W tym celu fundacja podpisała umowę z waszyngtońską firmą White House Writers Group, specjalizującą się w PR, reklamie i doradztwie komunikacyjnym.

WHWG założyli Clark Judge, były doradca ds. komunikacji prezydenta Ronalda Reagana oraz Philip Hughes, były urzędnik amerykańskiej administracji i były ambasador USA na Barbadosie.

Zapytaliśmy PFN o szczegóły umowy z tą firmą. Nie usłyszeliśmy żadnego konkretu, fundacja odpisała za to, że jest rozczarowana naszymi pytaniami: „Pytaniom o kontrolę nad finansami nie towarzyszyła żadna ciekawość reporterska na temat skuteczności trwającego od ponad roku projektu z WHWG” (całą odpowiedź PFN publikujemy poniżej).

Robienie przez PFN tajemnicy z kontraktu z WHWG jest jednak nieroztropne z bardzo prostego powodu. Amerykańska ustawa o lobbingu FARA, uchwalona jeszcze przed II wojną światową, nakłada bowiem na wszystkie amerykańskie firmy, organizacje, a nawet na osoby prywatne obowiązek składania rozliczeń z pieniędzy otrzymywanych od zagranicznych rządów.

WHWG oraz jej współpracownicy szczegółowo informują Departament Sprawiedliwości USA o kolejnych rozliczeniach z Polską Fundacją Narodową. Przeanalizowaliśmy te rozliczenia, które w USA są dostępne publicznie. Znaleźliśmy w nich informacje, które pokazują, jak Amerykanie z White House Writers Group zarabiają krocie z pieniędzy polskiego podatnika za działania przynoszące znikome korzyści dla naszego kraju. I m.in. o tym, że PFN chce postawić w Waszyngtonie pomnik.

Pół miliona na początek

Współpraca WHWG z PFN ruszyła w połowie października 2017 r. Wtedy to PFN przelała na konto White House Writers Group 135 tys. dolarów (czyli ponad pół mln zł) jako depozyt na poczet przyszłych rozliczeń.

Warunki współpracy określone zostały nieco wcześniej, na przełomie września i października, w korespondencji prezesa WHWG Clarka S. Judge’a z ówczesnymi szefami PFN — ściśle powiązanymi z obecną władzą Cezarym Jurkiewiczem oraz Maciejem Świrskim. To oni podpisali 13 października 2017 r. umowę z WHWG. Wedle tej umowy, firma miesięcznie miała otrzymywać 45 tys. dol. (ok. 175 tys. zł) wynagrodzenia plus zwrot „uzasadnionych wydatków”. Teoretycznie — bez uprzedniej zgody PFN — nie powinny one przekroczyć 10 proc. miesięcznego wynagrodzenia, czyli 4,5 tys. dol.

Poza tym za organizowane przez WHWG wydarzenia, takie jak konferencje, dyskusje panelowe czy kolacje dla VIP-ów, PFN zobowiązał się płacić ekstra. W umowie WHWG zastrzegło sobie jednak, że „nie gwarantuje żadnych konkretnych rezultatów” swojej działalności dla PFN.

Jedzenie droższe niż Twitter

Już pierwsze sprawozdania WHWG dla Departamentu Sprawiedliwości USA pokazały, że honorarium miesięczne w wysokości 45 tys. dolarów to tylko drobny element przelewów, które PFN kieruje do waszyngtońskiej firmy.

Zaczęło się niewinnie. Wedle sprawozdania złożonego na koniec kwietnia 2018 r. — zawierającego informacje z poprzedzającego półrocza, a zatem od listopada 2017 r. — PFN poza miesięcznymi wpłatami dołożyło ponad 25 tys. dolarów za wydatki, które zgłosili PR-owcy z WHWG.

Najwięcej kosztował przyjazd trójki pracowników firmy do Polski: bilety lotnicze (SAS-em, nie LOT-em) 5 tys. dol. i hotele 3,5 tys. dol. Sporo — aż 6 tys. dol. — poszło dla firmy prawniczej, współpracującej w WHWG.

Fundacja zapłaciła nawet za jedzenie, które kupowali pracownicy WHWG — prawie 1 tys. dol. Nie był to catering na potrzeby konferencji czy paneli dyskusyjnych, bo w tym czasie WHWG nie zorganizowało żadnego takiego wydarzenia dla PFN. Wyżywienie pracowników WHWG kosztowało więcej niż np. reklamy na Twitterze, które firma kupowała dla PFN (350 dol.).

Koszty drastycznie rosną

Wedle kolejnego raportu, za okres maj — październik 2018 r., sumy transferów pieniędzy z Warszawy do Waszyngtonu wzrosły drastycznie, bo firma zaczęła organizować konferencje dla PFN.

W tym czasie Polska Fundacja Narodowa zapłaciła ponad 2,6 mln dol. jako honorarium dla WHWG oraz zwrot wydatków poniesionych na organizację imprez. Do tego zwrot kosztów administracyjnych i logistycznych przekraczający 1,6 mln dol.

Znaleźliśmy tam znów wydatki na jedzenie, przejazdy po mieście i parkingi pracowników firmy. Dania kosztowały od kilkunastu do 200 dol., choć jedna faktura za przelot, hotel, taksówki i jedzenie dla jednej z pracownic WHWG opiewa na ponad 5,5 tys. dol., a druga na prawie 10 tys. dol. — nie ma informacji, co to za wyjazdy.

Czas na podwyżkę

Ostatnie sprawozdanie dotyczy okresu listopad 2018 r. — kwiecień 2019 r. Według naszych ustaleń, w tym czasie stałe opłaty miesięczne wzrosły dwukrotnie do 90 tys. dol. (ponad 350 tys. zł).

Choć PFN nie odpowiedziało na nasze pytania w tej sprawie, są na to dwa dowody.

Po pierwsze, gdy Jurkiewicz został usunięty z szefostwa PFN latem 2018 r., na żądanie jego następcy Filipa Rdesińskiego Amerykanie przysłali sprawozdanie z dotychczasowej współpracy. W piśmie z października 2018 r. zachwalają swoje osiągnięcia i przekonują, że pracy jest tak dużo, że firma musi skierować do niej dodatkowe osoby. „Stąd niedawna zgoda na podwojenie naszego miesięcznego wynagrodzenia” — pisze szef WHWG.

Po wtóre, wedle wykazu złożonego w Departamencie Sprawiedliwości USA, w tym okresie opłaty miesięczne rzeczywiście rosną drastycznie — średnio PFN płaci właśnie po 90 tys. dol.

Między listopadem 2018 r. a kwietniem 2019 r. opłaty i zwroty kosztów na rzecz WHWG wynoszą łącznie niemal 800 tys. dol., zaś kwoty na pokrycie wydatków logistycznych i administracyjnych przekraczają 400 tys. dol.

Z tego dziesiątki tysięcy dolarów idą na firmy prawnicze i PR, które podnajmuje WHWG. Ale tradycyjnie firma rozlicza nawet drobne wydatki na przejazdy i jedzenie, szczególnie z restauracji Bangkok Joe’s, znajdującej się w odległości jednej minuty spaceru od waszyngtońskiej siedziby WHWG.

W rejestrze FARA nie znaleźliśmy informacji o owych dodatkowych osobach pracujących nad projektem Polskiej Fundacji Narodowej, o czym pisał szef WHWG do prezesa Rdesińskiego. A prawo amerykańskie wymaga od WHWG zgłoszenia każdego takiego pracownika.

Nikt nie ogląda, ale jest

W swych sprawozdaniach dla Departamentu Sprawiedliwości WHWG opisuje działania, jakie podejmuje w ramach kontraktu z PFN. Firma prowadzi więc m.in. promocję Polski w internecie. „Stworzyliśmy i zarządzamy stroną PolandPerspectives.org oraz kontami na portalach społecznościowych: na Twitterze (@Polish_Fndtn) oraz Instagramie (@HeartofPoland)” — pisze firma, dodając: „Na zlecenie PFN zarządzamy też na YouTube kanałem Poland Perspectives”.

Sprawdziliśmy. Anglojęzyczny serwis @Polish_Fndtn obserwuje na Twitterze niespełna 6 tys. osób, czyli mniej niż profil PFN po polsku. Ale to i tak dobry wynik, porównując go z innymi serwisami prowadzonymi przez WHWG.

Na Instagramie profil HeartofPoland ma zaledwie 51 obserwujących, w tym m.in. pracowników WHWG. Ale kompletną katastrofą jest serwis na YouTube, który subskrybuje trzynaście osób. Niemal wszystkie z prawie 40 umieszczonych tam filmów to wypowiedzi z konferencji organizowanych przez WHWG dla Polskiej Fundacji Narodowej. Najczęstsza oglądalność — poniżej 10 wyświetleń, choć materiały wiszą od kilku miesięcy.

W korespondencji z Polską Fundacją Narodową Amerykanie nazywają swe serwisy internetowe „hubem informacyjnym” dla Polski. Przekonują też, że współtworzą „strategiczną infrastrukturę informacyjną, którą Polska będzie mogła wykorzystywać przez lata”.

Pieniądze za wysłanie e-maila

W sprawozdaniach dla Departamentu Sprawiedliwości firma podaje także, że w ramach promowania Polski kontaktuje się z przedstawicielami administracji USA. Problem w tym, że owo kontaktowanie się polega głównie na wysyłaniu e-maili.

W sprawozdaniu za maj — październik 2018 r. takich pozycji jest sześć. Cztery dotyczą wymiany e-maili dotyczących organizacji konferencji „Ronald Reagan i papież Jan Paweł II: partnerstwo, które zmieniło świat”, którą WHWG prezentuje jako swoje największe osiągnięcie (jedynym przedstawicielem amerykańskiej administracji, który uczestniczył w tej konferencji, była ambasador USA w Watykanie Callista Gingrich, żona byłego republikańskiego polityka).

Dwa punkty dotyczą kontaktów e-mailowych, poświęconych relacjom Polski z USA (są tam np. e-maile pracownicy WHWG do… ambasador USA w Polsce Georgette Mosbacher).

W sprawozdaniu za listopad 2018 — kwiecień 2019 są trzy takie punkty. Jednym z nich jest spotkanie z Mary Kissel, doradczynią sekretarza stanu Mike’a Pompeo. Pozostałe dwa to znów e-maile do Gingrich i Mosbacher oraz spotkania z nimi.

Lunche na koszt ambasady

W rozliczeniu WHWD wymienia też trzy lunche zorganizowane między grudniem 2017 r. a marcem 2018 r., na których przedstawiciele firmy mieli promować Polskę. Tyle że — jak ustalił Onet — dwa z nich organizowane były nie przez WHWG, lecz przez polską ambasadę w Waszyngtonie w ramach cyklicznych spotkań, na które ambasador Piotr Wilczek zaprasza amerykańskich polityków i urzędników.

— Te nieformalne spotkania, zainicjowane, organizowane i finansowane przez ambasadę, były częścią naszej dyplomacji publicznej. Spotkania te nie były organizowane we współpracy z żadną organizacją, instytucją ani fundacją — mówi Onetowi amb. Wilczek. — Uczestniczyły w nich zazwyczaj trzy osoby pracujące dla WHWG. Firma ta nie współorganizowała tych spotkań, chyba że jej pracownicy swój udział w tych spotkaniach traktowali jako realizację zadań firmy. Jeśli takie było ich podejście do udziału w tych spotkaniach, to nie byłem tego świadomy, a traktowanie w sprawozdaniu FARA tych spotkań organizowanych przeze mnie w mojej rezydencji jako przykładów realizacji zadań zleconych firmie WHWG, stanowi dla mnie kompletne zaskoczenie – mówi ambasador.

Trzecie spotkanie, które WHWD umieściło w sprawozdaniu, także nie było organizowane przez tę firmę. Na początku stycznia 2018 r. przedstawiciel WHWD poszedł na płatny (25 dol. od osoby), dwugodzinny lunch z byłym ambasadorem USA w Polsce Danielem Friedem. Miał tam rozmawiać z Patrickiem Harveyem, urzędnikiem odpowiedzialnym za PR w Departamencie Stanu USA.

Jest i pomnik

Wedle sprawozdań firma przygotowywała i wysyłała „komentarze, informacje prasowe i zestawienia faktograficzne różnym dziennikarzom różnych redakcji”. Wśród osiągnięć wymieniony jest wywiad pracownicy WHWG dla katolickiego Ave Maria Radio, lokalnego radia nadającego w kilku miastach w stanie Michigan.

Wysłuchaliśmy tego wywiadu — to wywiad telefoniczny, w większości poświęcony polskiej historii w czasie II wojny światowej, choć rozmówczyni życzliwie wypowiada się także o obecnej władzy w Polsce.

W rozliczeniu podane są też „inne wywiady w mediach”, ale nie pada żaden konkret. Są tam też ogólnikowe informacje o tym, że WHWG organizowało lub też „ułatwiało” spotkania „amerykańskich liderów środowiska biznesowego z przedstawicielami polskiego rządu”. Nie ma też konkretów w sprawie „spotkań z think-tankami oraz fundacjami w kwestii organizacji paneli i konferencji”.

Do tego WHWD twierdzi, że „asystowało” PFN w produkcji reklamy telewizyjnej oraz w badaniach marketingowych. W ostatnich dokumentach WHWG obiecało również polskiej fundacji „zaplanowanie pomnika w Waszyngtonie, upamiętniającego zwycięstwo nad komunizmem w 1920 r. w Bitwie Warszawskiej”.

Nie pomogli w sprawie Holokaustu

Akurat gdy WHWG zaczęła inkasować duże pieniądze z PFN — czyli wiosną 2018 r. — miał miejsce najpoważniejszy od upadku komunizmu konflikt polsko-amerykański. W tym czasie PiS uchwaliło nowelizację ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, wprowadzając kary więzienia za przypisywanie Polakom współodpowiedzialności za Holocaust. Te przepisy wywołały konflikt dyplomatyczny Polski z USA.

W dokumentach nie widać, by w tamtym czasie firma WHWG podjęła jakiekolwiek działania, by pomóc polskim władzom — i reputacji Polski, która była wówczas oskarżana o unikanie współodpowiedzialności za Holokaust.

A tak się składa, że obrona dobrego imienia Polski w tej kwestii było jednym z priorytetów, jakie PFN stawiała przed amerykańską firmą przy podpisywaniu kontraktu. „Prostowanie fałszywej narracji, niebezpiecznej dla bezpieczeństwa Polski i jej roli w NATO i UE, co do polskiego udziału w Holokauście, tworzeniu obozów koncentracyjnych i innych zbrodniach wojennych. Lansowane aktywnie przez wrogich sąsiadów, kłamstwa te oczerniają reputację największych ofiar II wojny, zrównując je z największymi kryminalistami” — to fragment oficjalnej korespondencji między fundacją a WHWG.

To zresztą tylko fragment planu zadań, jakie opracowała PFN dla Amerykanów. Inne brzmią tak:

• „Budowanie zrozumienia w USA, UE i NATO, że obecne polskie reformy mają na celu osiągnięcie politycznej uczciwości poprzez usunięcie ognisk korupcji w instytucjach, strukturach i praktykach odziedziczonych po komunizmie”.

• „Wyjaśnianie, że reforma polskiego wymiaru sprawiedliwości jest kluczowa dla wyeliminowania korupcji i bezkarności oraz zatorów w rozpatrywaniu spraw, co utrudnia dostęp do sprawiedliwości tysiącom Polaków rocznie — czyli wprowadzenia, czy też przywrócenia mechanizmu kontroli i równowagi, wyeliminowanego przez wzorowany na sowieckim system sądownictwa w Polsce, odziedziczony w momencie odzyskania wolności ponad ćwierć wieku temu”.

• „Tłumaczenie, że podejście Polski do kryzysu imigracyjnego (…) odzwierciedla wolę polskich wyborców i ich prawa obywatelskie w wolnym, a nie wasalnym państwie”.

W dokumentach, wysyłanych amerykańskim władzom, WHWG napisała, że PFN to „fundacja charytatywna”.

Tajemnice fundacji

Kontrakt z WHWG to tylko drobny element finansów Polskiej Fundacji Narodowej. Choć fundacja operuje publicznymi pieniędzmi — na start dostała 100 mln zł, teraz ma ponad 200 mln zł, a w ciągu dekady ma to być pół miliarda — to ukrywa sposób, w jaki je wydaje. Można jedynie ocenić, czy jest skuteczna. A o PFN mówi się prawie wyłącznie w kontekście wpadek.

Jacht, który fundacja kupiła za ok. 1 mln euro, stoi w amerykańskim porcie. Złamał maszt, co PFN ukrywała przez kilka tygodni. „I love Poland” — jak nazwany został jacht — miał przez najbliższe lata promować Polskę na świecie. A dziś nie wiadomo, ile miesięcy jeszcze postoi i ile będzie kosztować jego naprawa.

W 2018 r. PFN zerwała kontrakt z Fundacją Navigare Mateusza Kusznierewicza, który także miał promować Polskę podczas rejsu dookoła świata. „Wynika to z faktu, że po otrzymaniu rozliczenia pierwszej transzy funduszy, które zostały przekazane z PFN do Fundacji Navigare okazało się, że pozycje zawarte w tych dokumentach finansowych budzą bardzo poważne wątpliwości — tłumaczył wówczas Maciej Świrski z zarządu PFN. Rejs miał kosztować, według różnych szacunków, 10-20 mln zł.

Fundacja chwaliła się także zasięgami swych zagranicznych kampanii informacyjnych „Today, we are still on the side of truth” („Dziś nadal jesteśmy po stronie prawdy”) i „Testimony of truth” („Świadectwo prawdy”). Przekonywała, że kampanijne filmy dotarły do prawie 180 mln osób na całym świecie, w tym w USA do ponad 75 mln osób, w Wielkiej Brytanii do ponad 27 mln, a w Niemczech – do prawie 20 mln osób. Czy to dane wiarygodne? Widać to dobrze na przykładzie Izraela. Według PFN, jej kampanie widziało tam prawie 8 mln ludzi. Tymczasem w Izraelu żyje ok. 8,5 mln osób, a dostęp do internetu ma niespełna 7 mln. Wszystko wskazuje na to, że PFN — lub firma, która to dla fundacji robiła — zliczyła odsłony klipów, a nie unikalnych użytkowników.

Odpowiedź PFN na pytania Onetu o rozliczenia z WHWG:

Z rozczarowaniem odebraliśmy zapytania od dziennikarza Onet na temat projektu PFN w Stanach Zjednoczonych, gdyż pytaniom o kontrolę nad finansami nie towarzyszyła żadna ciekawość reporterska na temat skuteczności trwającego od ponad roku projektu z WHWG. Ponieważ te dwa aspekty działań są nierozłączne, traktujemy je w poniższej odpowiedzi na pytania Onet jako całość.

Praca, rozliczenia i finanse projektu są regularnie oceniane i nadzorowane przez Biuro Finansów i Administracji Polskiej Fundacji Narodowej, Biuro Audytu i Kontroli Polskiej Fundacji Narodowej zarówno z Warszawy jak i na miejscu, w biurze WHWG w Waszyngtonie, gdzie realizowane są regularne kontrole. Wszystkie rozliczenia związane z projektem są częścią formalnej i merytorycznej oceny. Osoba wymieniona przez dziennikarza Onetu nie ma kontraktu z PFN, natomiast jak kilkudziesięciu innych znanych, wybitnych ekspertów ze Stanów Zjednoczonych, Izraela, Polski, Wielkiej Brytanii i innych krajów europejskich był uczestnikiem jednego panelu w jednej z siedmiu konferencji.

W ramach działań projektowych w USA nawiązaliśmy bliską współpracę z licznymi członkami opiniotwórczych środowisk amerykańskich, zorganizowaliśmy w partnerstwie z czołowymi think-tankami w Stanach Zjednoczonych panele dyskusyjne, konferencje eksperckie, spotkania z mediami, spoty okolicznościowe w mediach analogowych i cyfrowych oraz umieściliśmy artykuły w prasie.

Jesteśmy składową społeczeństwa obywatelskiego, fundacją której działania projektowe kształtują pozytywną percepcję Polski i tłumaczą jej rolę w historii Europy dwudziestego wieku, jej tradycje wolnościowe, tożsamość kulturową, jak również polską rację stanu, która służy nie tylko samej Polsce, ale również Stanom Zjednoczonym i Europie. Skuteczność przekazu zależy od zrozumienia go przez publiczność zachodnią posługującą się amerykańskim kodem kulturowym.

Dlatego w działaniach projektowych, WHWG współpracuje z zachodnimi ekspertami z mediów, historii, polityki energetycznej, bezpieczeństwa, politologii, socjologii, filozofii politycznej, stosunków międzynarodowych, itd. Jednocześnie wśród nich niezbędni są specjaliści dwujęzyczni i dwukulturowi, których ekspertyzę zachodnią uzupełnia wyszukane zrozumienie rzeczywistości polskiej. Poza Polską jest to oczywiście niewielka grupa. Tylko takie podejście jest skuteczne.

W ramach projektu przekazywana jest szeroko rozumiana polska narracja historyczna i polska racja stanu: poprzez panele i konferencje tematyczne, wizyty studyjne w Polsce ze środowisk dyplomatycznych, biznesu i bezpieczeństwa narodowego, spoty i kampanie reklamowe, strony internetowe i media społecznościowe, artykuły i artykuły sponsorowane, włącznie z bezprecedensową kampanią „Opowiadamy o Polsce”. Nasze spoty obejrzało ponad 100 milionów amerykańskich odbiorców, nasze konferencje były emitowane na CSPAN i FOX. Wśród uczestników naszych paneli znaleźli się wybitni intelektualiści z USA, Wielkiej Brytanii, Polski i Izraela. Stworzyliśmy Program Polski w partnerstwie z Victims of Communism Foundation, zapewniając Polsce możliwość opowiedzenia w stolicy Stanów Zjednoczonych brakujących rozdziałów historii Polski XX wieku.

Wszystkie aspekty projektu, przede wszystkim jego skuteczność, podlegają kontroli i ewaluacji. Zgodnie z procedurami i standardem działań realizowanych przez Fundację, dokonujemy bieżącej ewaluacji ex ante, on-going, ex post prac WHWG i w zależności od rezultatów podejmujemy decyzje o kontynuacji w kolejnych interwałach.

Z poważaniem, Biuro Prasowe, Polska Fundacja Narodowa

Kmicic z chesterfieldem

Na konwencji Prawa i Sprawiedliwości, która odbyła się w niedzielę 15 sierpnia w Legnicy, Jarosław Kaczyński poruszył temat zniesienia immunitetów poselskich, sędziowskich i prokuratorskich. Zauważył jednak, że zniesienie immunitetów złamałoby Konstytucję RP. A że Prawo i Sprawiedliwość nie chce tego robić, to zamierza ją po wygranych wyborach zmienić.

Do słów Kaczyńskiego odniósł się europoseł Prawa i Sprawiedliwości Adam Bielan, w rozmowie z Beatą Lubecką w Radiu ZET. Potwierdził oczywiście, że PiS chce zmienić konstytucję, jednak zauważył, że do zmiany tego dokumentu potrzeba głosów 307 posłów, co może nie być proste do osiągnięcia dla Prawa i Sprawiedliwości.

„Musielibyśmy mieć albo samodzielnie 307 głosów, co będzie bardzo trudne do wykonania, albo znaleźć sojuszników do zmiany konstytucji. Będziemy namawiać partie, które znajdą się w przyszłym parlamencie, żeby to zmienić” – powiedział.

No cóż, Jarosław Kaczyński ma również tę świadomość, ale kto mu zabroni pomarzyć: -„Przyjdzie taki dzień, że zmienimy konstytucję na potrzebną, która będzie gwarantowała prawdziwą…

View original post 2 394 słowa więcej

 

Reklamy

W gadzinówce TVP nie ma dziennikarzy

Wielowieyska zareagowała na rolę dziennikarzy TVP w aferze Ministerstwa Sprawiedliwości.

Magazyn Press opisał, jak dziennikarze publicznych mediów wspomagali hejterkę Emillę.

Emilia, która współpracowała m.in. z wiceministrem sprawiedliwości Łukaszem Piebiakiem w akcji kompromitowania sędziów krytykujących reformowanie sądów przez PiS, próbowała do współpracy wciągnąć wielu dziennikarzy. Niektórzy chętnie się zgadzali – opisuje redakcja Press.

Screeny z rozmów nie pozostawiają złudzeń. Wśród nazwisk mających kontakt z hejterką czołowi dziennikarze obecnej TVP.

Agnieszka Kublik (Gazeta Wyborcza): Nie ma już wątpliwości – TVP Jacka Kurskiego i jej dziennikarze są istotnym instrumentem grupy sterującejhejtem umiejscowionej na szczytach władzy.

– Afera Piebiaka potwierdziła to, co wiedzieliśmy wcześniej: w TVP nie ma żadnych dziennikarzy, są nieuczciwi i dewastujący życie publiczne funkcjonariusze obozu rządzącego. To część grupy hejterskiej, związanej z resortem sprawiedliwości – komentuje dziennikarka Dominika Wielowieyska.

– To nie są żadni dziennikarze, a ideologiczni lub płatni paszkwilanci, żołnierze na wojnie hybrydowej, jaką PiS prowadzi wykorzystując organy państwa- z przeciwnikami i krytykami jego reżimu – mówi o pracowniach TVP prof. Leszek Balcerowicz. 

Wojciech Kussowski (aktywista opozycyjny): Prof. Staniszkis ma rację. PiS wysługuje się ludźmi słabymi, przegranymi, z kompleksami. Wyznacza im role, których w ramach uczciwej rywalizacji nie mieliby szans pełnić, lojalizując satysfakcją odwetu. Dziennikarz, sędzia, lekarz, aktor, w każdym zawodzie ktoś taki się znajdzie.

Andrzej Bober (publicysta) o „Wiadomościach”

Najpierw połknąłem parę tabletek „positivum”, potem zacisnąłem zęby i o 19.30 włączyłem „Wiadomości” w TVP.
Początek był obiecujący: rośnie nam dobrobyt, coraz częściej wyjeżdżamy za granicę, a turyści przyjeżdżają do nas.

Ale potem już było ostro: poseł KO Brejza w swoim mateczniku w Inowrocławiu, mając podejrzenia o korupcję, zorganizował tam opłacaną „fermę trolli”, które niszczą okolicznych zasłużonych obywateli. Ten wątek miał ciąg dalszy: jakaś bliżej nieznana pani Emilia też trudniła się sraniem na innych, ale natychmiast została wytłumaczona: przeczytano b.obszerny list męża pani Emilii. Ten napisał, że jest z żoną w trakcie rozwodu, bo to notoryczna alkoholiczka wąchająca prochy, wielokrotna klientka różnych szpitali, w tym psychiatrycznych. I on, ten mąż, bardzo przeprasza tych wszystkich uczciwych obywateli, których pani Emilia skrzywdziła swoim hejtowaniem.
Dalej było już bardzo grubo i bardzo śmiesznie: propagandysta Adamczyk ogłosił triumfalnie, że rząd ogłasza właśnie program „zero hejtu w internecie”. W tym miejscu „positivum” przestało działać, i już tylko kątem oka ujrzałem zatroskaną twarz posła Eugeniusza Kłopotka, który nas poinformował, że w imię protestu nie będzie kandydować w wyborach. Zainteresowanych przepraszam, że nie wytrzymałem do końca, i walnąłem lufę wyborowej na otrzeźwienie.

Kmicic z chesterfieldem

Obserwując okładki prorządowych tygodników, można było już zobaczyć tak wielką kreatywność twórców, że rzadko kiedy w rachubę wchodzi zaskoczenie. Teraz jednak Tygodnik “Sieci” braci Karnowskich, w swoim najnowszym wydaniu przesuwa granicę kreowania wizerunku Jarosława Kaczyńskiego na wydaje się najwyższy możliwy poziom.

Lider PiS zostaje bowiem porównany do Donalda Trumpa, kiedy to obaj przywódcy niczym równi sobie liderzy świata są zestawieni ze wspólnym potężnym obozem wrogich sił, które chcą ich zniszczyć. W wiele mówiącym wydaniu “Mężowie stanu pod ostrzałem!” tygodnik stara się przekonać, że obu liderów “łączy więcej niż myślicie”, ponieważ m.in. “wygrali wbrew mediom i kastom. Rozkręcili gospodarki i wzmocnili państwa”. Karnowscy postawili tutaj na radykalny patetyzm, co oddaje zapowiedź nowego wydania tygodnika:

Tygodnik prezentuje podobieństwa drogi dojścia…

View original post 1 962 słowa więcej

 

Tusk, Donald Tusk

Prof. Jan Hartman zachwycony wystąpieniem przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska.

Depresja plemnika

„Proszę pani, Podlasie, Lubelszczyzna, Białystok, Elbląg oraz cała wschodnia Polska NIE SĄ „CZĘŚCIĄ” Rosji ani Białorusi… Jakie szkoły pani kończyła…? Proszę opanować swą POGARDĘ dla Polski. PIS szanuje WSZYSTKICH Polaków, którzy GŁOSUJĄ NA PIS” [pisownia oryg. – przyp. red.] – to odpowiedź Krystyny Pawłowicz na wpis posłanki PO Joanny Muchy. Cóż, czyli tych, którzy na tę partię nie głosują, PiS nie szanuje. Można też powiedzieć, że po części to powielenie niedawnych słów prezesa PiS, który niepełnosprawnej kobiecie powiedział: „Proszę nas popierać, a nie przeszkadzać”!

Co takiego napisała Mucha, że wywołała taką reakcję Pawłowicz? – „Polska sercem Europy” … Wschodniej. Czyli tej części, gdzie leży europejska cześć Rosji i Białoruś. Pamiętajcie o tym, kiedy po raz kolejny zobaczycie hasło wyborcze PiSu” – brzmiał wpis posłanki PO. W dyskusję na Twitterze włączyła się inna posłanka PO Krystyna Skowrońska. – „Wam ku­ry szczać pro­wadzić, a nie po­litykę robić” jak mawiał klasyk” – napisała…

View original post 2 375 słów więcej

Rosyjska agentura rządzi PiS-em, a w konsekwencji Polską?

Liczba doniesień o uzależnieniu Polski od Rosji, która na różne sposoby steruje polskimi politykami z PiS i okolic, przekroczyła już dawno masę krytyczną, powyżej której wszelki racjonalny opór ustaje. Z narracji Piątka o Macierewiczu wynika jasno, że ten szaleniec przez całe dekady monitorowany jest i inspirowany przez rosyjskich agentów. Również tropy afery taśmowej prowadzą do Falenty, pisowskich agentów w służbach, no i, rzecz jasna, do Rosji.

Ktoś był zaskoczony? Nawet żałosny Andruszkiewicz, choć tak drobnego jest sortu, obstawiony jest ruską agenturą i namierzony przez Political Capital Institute jako tzw. agent wpływu. Rasistowskie męty, przebrane za bogobojnych polonusów, dziwni sponsorzy nabożnych „dzieł” medialnych, owi wielcy przyjaciele Polski i Pana Antoniego – to samo. W mediach zatrzęsienie publikacji na ten temat, ale jako że nic z tym nie możemy zrobić ani na to poradzić, to po prostu łykamy te niusy i jedziemy dalej. Nasza bezsilność – ich bezkarność. Taki jest teraz układ sił i emocji.

W sieci aż się roi od polskojęzycznych propagandowych tożsamości agenturalnych. Niezliczone wpisy, komentarze, a nawet całe media – polska sieć staje się w coraz większym stopniu bajorem zamulanym przez ruskie boty, a raczej rynsztokiem. Trudno powiedzieć, jak daleko sięga rosyjska infiltracja, ale skoro Tomasz Piątek i Grzegorz Rzeczkowski twierdzą, że sięga najbliższych doradców Kaczyńskiego, to dlaczego mielibyśmy im nie wierzyć? To zawodowcy, wykonujący bardzo specjalistyczną i niebezpieczną pracę śledczą. Bylibyśmy niewdzięcznikami, lekceważąc efekty ich śledztw. Zresztą skoro od dawna już wiadomo, że rosyjskie służby starają się wspierać warchołów, faszystów i innych rozrabiaków na całym świecie, a nawet mieszać się do wyborów w USA i zachodniej Europie, to niby dlaczego mielibyśmy jakoś specjalnie nie dowierzać wiadomościom o dziwnych relacjach polskich polityków z dziwnymi ludźmi ze Wschodu?

Przy tym horrorze, jaki zafundował nam PiS, nasze dawne ekscytacje meczami tenisowymi Kwaśniewskiego z rosyjskim szpiegiem, a tym bardziej rewelacje o Oleksym, który jeszcze jako sekretarz wojewódzki PZPR dostarczał Ruskim jakieś materiały, wydają się dziecinadą. Dziś trzeba sobie powiedzieć jasno – Polska realizuje plan polityczny Moskwy, którego centralnym punktem jest osłabienie Unii Europejskiej. Pożytecznymi idiotami, pomagającymi Rosji dezintegrować Zachód, są różni mali faszyści i więksi dyktatorzy na obrzeżach Zachodu, tacy jak Orbán i Kaczyński. Nacjonalizm i ksenofobia są doskonałą pożywką dla kampanii nienawiści i anarchizującego „uogólnionego zbuntowania”, które Rosja stara się pobudzać wszędzie na świecie. Destabilizując świat, sama jawi się jako oaza spokoju i racjonalności – razem z Chinami, rzecz jasna. A takie kraje jak Polska to tylko pionki w tej grze. Wyizolowana, skompromitowana Polska to dla Rosji marchia, czyli ziemia niczyja, terytorium potencjalnie sporne…

O tym, jak bardzo jesteśmy już bezbronni wobec Rosji, najlepiej świadczy całkowity zanik stosunków dyplomatycznych z imperium, z którym przecież graniczymy. Putin nie potrzebuje z nikim tutaj rozmawiać. Nie ma o czym. Relacje z Polską załatwiane są na poziomie służb – dyplomacja nie odgrywa już żadnej roli. Jesteśmy jako państwo ignorowani. Miło, że chociaż KGB ma jakiś budżet na obsługę Przywiślańskiego Kraju. Pewnie oszczędnościowy, ale dobre i to. Zawsze to jakaś satysfakcja, że wydają na nas jakieś pieniądze.

Dla Kremla władze w Warszawie to banda żałosnych pętaków i idiotów, umiejących tylko skamlać o amerykańskie rakiety i łasić się do wujka Sama, który mniej więcej tak się z nimi liczy jak z Namibią i Paragwajem. Wszystko, na co możemy liczyć, to poklepanie po plecach ciężką owłosioną łapą starego Jankesa. Moskwa nie musi się przed nikim tłumaczyć, ile jabłuszek i wieprzowinki sprowadza lub nie sprowadza z Polski. Ani którędy puszcza rurkę. Jeszcze może Angela się zafrasuje czasem, bo, wiadomo, wojna była, ale Angela już kartony pakuje. Się sentymenty zaraz w Belinie skończą.

Paranoja smoleńska, którą rozpętali Kaczyński z Macierewiczem, dostarczyła Rosjanom doskonałego pretekstu do lekceważenia Polski. Niby dlaczego mieliby poważnie rozmawiać ze świrami, którzy oskarżają ich o zamordowanie prezydenta (w zmowie z polskim premierem w dodatku)? I nikt nie będzie miał do Rosji pretensji, że w takich okolicznościach traktuje Polskę jak powietrze. W dużych rozgrywkach upraszcza się pole gry – tam, gdzie chodzi o gaz, rakiety, Bliski Wschód i inne sprawy dużych chłopców, maluchy są odsyłane do domu. Jeśli go mają. Polska już nie ma.

Jesteśmy krajem sierotą. Nic ważnego nie produkujemy, nie wnosimy, nie zagrażamy nikomu. Przez jakiś czas wydawało się, że należymy do rodziny, ale to było złudzenie. Byliśmy fajni, mądrzy, postępowi, obiecujący. Było, minęło. Teraz jesteśmy „bijącym sercem Europy” – żałosną Beatą Szydło i żenującym Mateuszem Morawieckim, straszącymi na korytarzach i przeszkadzającymi na zebraniach. Śmieszni dla gojów, a wkurzający dla Żydów. Jakieś gospodarstwo pomocnicze Watykanu. Kawał przetrzebionej puszczy. Cholera wie, co jeszcze. Wstali sobie z kolan, a kolanka spod krótkich spodenek wystają, całe w jodynie. Za górami, za lasami jest Warszawa, a w Warszawie podobno jakiś przedpotopowy dziwak nazwiskiem Katschynsky, którego jednakże nikt na oczy nie widział i nie wiadomo do końca, czy naprawdę istnieje. Wszyscy pytają o niego Tuska, a Tusk się głupio uśmiecha i przeprasza. Tak se ludzie wybrali, cóż począć.

Nasza sytuacja jest przerażająca. Nie tylko wypadliśmy już z Unii Europejskiej, do której należymy jeszcze tylko formalnie, w dodatku wpadliśmy w łapy Rosjan, a USA mają to w nosie. Pies z kulawą nogą nie będzie się za nami wstawiał, gdyby „zielone ludziki” pojawiły się na Zasaniu albo na „marszu niepodległości”. Nie mamy własnych sił obronnych, żadne społeczeństwo Zachodu nie da nam swoich dzieci, żeby ginęły za Gdańsk, więc co?

Wydaje mi się, że poziom złudzeń i nieodpowiedzialności, z jakim mamy dziś w Polsce do czynienia, odpowiada temu z drugiej połowy lat 30. Wtedy też mieliśmy piękne sojusze – najpierw z Niemcami, a potem z Wielką Brytanią. I armię też mieliśmy piękną – wyszczotkowane końskie zady aż błyszczały na paradach. Marzyliśmy o koloniach i wysłaniu Żydów na Madagaskar. A potem było wiadomo co. Ale spokojnie, Rosja nie ma żadnego powodu, aby na nas napadać. Wystarczy, że będzie nas kontrolować i trzymać z dala od Zachodu. Witajcie więc w rosyjskiej strefie wpływów i uszy do góry!

Przy tym horrorze, jaki zafundował nam PiS, nasze dawne ekscytacje meczami tenisowymi Kwaśniewskiego z rosyjskim szpiegiem, a tym bardziej rewelacje o Oleksym, który jeszcze jako sekretarz wojewódzki PZPR dostarczał Ruskim jakieś materiały, wydają się dziecinadą. Dziś trzeba sobie powiedzieć jasno – Polska realizuje plan polityczny Moskwy, którego centralnym punktem jest osłabienie Unii Europejskiej.

Depresja plemnika

W plebiscycie na słowo roku 2018 wygrała „Konstytucja”. Ja stawiałam na „serce”. A na drugim miejscu na „żarówkę”. Tym bardziej, że za sprawą przedstawicieli partii aktualnie rządzącej, serce z żarówką nieoczekiwanie wpisały się nam w kontekst europejski.

Bo tak: pan premier Morawiecki, w ramach kampanii przed wyborami do PE, dokonał analizy europejskiej anatomii pod kątem etnicznym i wyszło mu, że Polska to Serce Unii. I to by się zgadzało. Bo Zachód od stuleci utożsamiany jest z Rozumem.

Serce jest też symbolem miłości, która owładnęła partią aktualnie rządzącą. To niespodziewane uczucie spadło na formację władzy akurat tuż przed wyborami. No, ale z miłością tak właśnie bywa, że kto się czubi, ten się lubi.

Gwałtowność uczucia ku Unii może też, po trosze, wynikać ze specyfiki naszego Serca, bo funkcjonuje ono nieco na przekór oficjalnej wiedzy medycznej. Mamy je – otóż – po prawej stronie, bowiem trudno, żeby cokolwiek pod rządami aktualnej władzy…

View original post 2 382 słowa więcej

Konstytucja – najbardziej popularne słowa. A najbardziej znienawidzone? Podejrzewam, że Rydzyk

Tak zdecydowali internauci i kapituła językoznawców w konkursie Słowa na Czasie, przeprowadzonym przez Instytut Języka Polskiego Uniwersytetu Warszawskiego. – „Konstytucja” to słowo, które od 2016 roku nie daje o sobie zapomnieć. Stała się hasłem, pod którym odbywają się pikiety czy demonstracje, przypomina o sobie na plakatach, na pomnikach czy na fasadach budynków, jest elementem garderoby i biżuterii. Stała się słowem, które łączy — nazywa fundamentalną wartość, wokół której ludzie się jednoczą. Wypełniła niezagospodarowaną dotąd przestrzeń w symbolice i wartościach. Wcześniej duża część społeczeństwa nie miała swojego aksjologicznego spoiwa, jakim są np. „żołnierze wyklęci” dla innej części społeczeństwa, nie miała słowa, które symbolizowałoby to, co w życiu publicznym najważniejsze: stabilność, praworządność, wolność. To właśnie za sprawą tego jednego słowa ta część społeczeństwa stała się widoczna i doszła do głosu” – powiedziała prof. Katarzyna Kłosińska z kapituły konkursu.

W plebiscycie internetowym na „Konstytucję” oddano aż 69 proc. głosów. Drugie miejsce zajął wyraz „dane” (5,71 proc.) i jego przyczyna — dyrektywa RODO (Rozporządzenie o ochronie danych osobowych), a trzecie – „niepodległość” (4,26 proc.).

Z kolei kapituła językoznawców drugie miejsce przyznała słowu „szumidło”. Przypomnijmy, że użył go były szef KNF Marek Chrzanowski w rozmowie z bankierem Leszkiem Czarneckim. Tak określił zamontowany w jego gabinecie sprzęt, który miał zagłuszyć i uniemożliwić nagrywanie rozmów. – „Słowo „szumieć” ma bardzo różne odniesienia, także metaforyczne. „Szumidło ma przeszkadzać w docieraniu treści do obywateli” – stwierdził językoznawca. prof. Jerzy Bralczyk. Trzecie miejsce w rankingu profesjonalistów zajął rzeczownik „smog”.

W 2017 r. roku Słowami Roku zostały „rezydent”, „smog”, „puszcza” oraz „Konstytucja”. Rok wcześniej wybór internautów padł na „500+”, „protest” i „edukacja”, a kapituła wskazała „trybunał”. W 2015 r. Słowem Roku był rzeczownik „uchodźca”.

Konstytucja – najbardziej popularne słowa. A najbardziej znienawidzone? Podejrzewam, że Rydzyk.

Depresja plemnika

Wszystko dlatego, że we wniosku o rejestrację nowego ugrupowania roi się od błędów formalnych… Warszawski sąd okręgowy już dwukrotnie dokument zwrócił  wnioskodawcom.

3 stycznia 2019 r.  wydał zarządzenie zobowiązujące do sprecyzowania zapisów statutu dotyczących zasad reprezentowania partii na zewnątrz, dokładnego określenia kompetencji organów partii, zgodnie z wymogiem art. 9 ust. 1 pkt 4 ustawy o partiach politycznych i „złożenia poprawionej wersji statutu – w terminie 1 miesiąca, pod rygorem odmowy rejestracji” – poinformowała Wirtualną Polskę Sylwia Urbańska, rzecznik prasowy ds. cywilnych Sądu Okręgowego w Warszawie.

Podobnie było 4 grudnia ubiegłego roku. Wtedy również wniosek o rejestrację partii zawierał błędy formalne dotyczące statutu i sąd nakazał poprawić dokument.

Proces ciągnie się od 27 listopada 2018 r,, a. jednym z wnioskodawców nowego ugrupowania jest europoseł Mirosław Piotrowski.

Oględnie mówiąc nowa inicjatywa współpracowników ojca Tadeusza Rydzyka nie zachwyciła partii rządzącej.

Według grudniowego sondażu IBRIS dla „Rzeczpospolitej” odebrałaby ona głosy  PiSowi w wyborach do…

View original post 23 słowa więcej

Morawiecki rozwiązuje problem, który stworzyli jego koledzy. Pisowskie perpetuum mobile

Więcej >>>

Morawiecki rozwiązał problem, który stworzyli jego koledzy. To się nazywa współpraca. Jeden kopie rowy, drugi je zasypuje. Oto PiS.

Depresja plemnika

Krajowa Rada Sądownictwa, w ramach swojej „pisowskiej” niezależności i niezawisłości, zakazała sędziom noszenia koszulek z napisem „konstytucja” oraz wszelkich innych emblematów, związanych z ustawą zasadniczą. KRS uznała, powołując się na art.10 Zbioru Zasad Etyki Zawodowej Sędziów i Asesorów („Sędzia powinien unikać zachowań, które mogłyby podważyć zaufanie do jego niezawisłości i bezstronności”), że „publiczne używanie infografik, symboli, które w sposób jednoznaczny są lub mogą być identyfikowane z partiami politycznymi, związkami zawodowymi, a także z ruchami społecznymi”, a to podważa wiarygodność sędziów i wiarę w ich niezawisłość.

Jak mówią sędziowie,  „Uchwała koszulkowa jest absurdalna i ociera się o groteskę. Treścią przypomina czasy słusznie minione, w których ówczesna władza zakazywała noszenia haseł czy symboli będących dla niej niewygodnymi” i nie zamierzają przejść obok niej obojętnie.

Ponieważ autorem tego zakazu ma być sędzia z Olsztyna, to właśnie jego koledzy z regionu poczuli się szczególnie uprawnieni do wyrażenia swego sprzeciwu w tej sprawie…

View original post 1 550 słów więcej

Krystyna Pawłowicz milczy, ale na Konstytucję musi się godzić. Tak zdecydował sąd

Nawet na emeryturze można ocieplać wizerunek

Aktywistka opozycyjna Alicja Cichoń poinformowała, że wspólnie z koleżankami wygrały sprawę w sądzie dotyczący oklejenia biura posłów PiS naklejkami „Konstytucja”.

Depresja plemnika

„Podpisał nowelizację do nowelizacji o nowelizacji w sprawie nowelizacji w odniesieniu do nowelizacji, która była nowelizacją nowelizacji ustawy o SN. Podpisywał klęcząc!!!” – skomentował internauta podpisanie przez Andrzeja Dudę ustawy o Sądzie Najwyższym. To rzeczywiście siódma wersja ustawy.

A tak w TVN24 o podpisie prezydenta pod tą ustawą mówił Adam Bielan: – „My nie uważamy, że to było złamanie Konstytucji. Dalej uważamy, że mieliśmy w tym sporze rację, natomiast respektujemy wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE. Skoro takie orzeczenie zabezpieczające zapadło, dzisiaj zostało podtrzymane, potwierdzone, to musimy się do tego dostosować”.  22 sędziów SN, w tym troje prezesów, przeniesionych pół roku temu poprzednią pisowską ustawą w stan spoczynku, wróciło do orzekania.

Nawet prawicowy dziennikarz Łukasz Warzecha ironizował na Twitterze: – „Towarzysze, nasza bohaterska armia, zadawszy ciężkie straty wrogowi, wycofała się na z góry zaplanowane pozycje”. Janusz Piechociński z PSL pospieszył z radą: – „Politykom PiS do nucenia piosenka Joanna Rawik…

View original post 2 328 słów więcej