Archiwa tagu: Kamil Durczok

Rydzyk, jedno z głównych źródeł nienawiści

Przypominam, że 1,5 miesiąca temu @MKiDN_GOV_PL zmniejszyło o 3 mln zł dotację na sztandarowy projekt Pawła Adamowicza, czyli Europejskie Centrum Solidarności. Liczą się czyny, nie słowa.

Depresja plemnika

„Po raz kolejny obecne kierownictwo telewizji publicznej uczyniło z „Wiadomości” maszynę do dzielenia Polaków, wzbudzania wzajemnej nienawiści, szczucia naszych Rodaków na polityczną opozycję. Nawiązując tym samym do najgorszych wzorców Dziennika Telewizyjnego, a po emisji wczorajszego programu – wręcz prześcigając ówczesną tubę komunistycznej propagandy. Telewizja Polska w swoim sztandarowym programie informacyjnym, zajęła się rozbijaniem narodowej solidarności – napisał w liście do prezesa PiS szef ludowców Władysław Kosiniak-Kamysz. Apeluje w nim do Jarosława Kaczyńskiego o odwołanie prezesa TVP Jacka Kurskiego. Chodzi m.in. o wyemitowany we wczorajszych „Wiadomościach” „Materiał o nienawiści, przepełniony nienawiścią…”.

Zdaniem lidera PSL, to Jarosław Kaczyński może doprowadzić do odwołania Jacka Kurskiego. – „Rzadko to robimy, ale to taka chwila, kiedy zwróciłem się do prezesa PiS, byłego premiera o spowodowanie zmian w TVP, o spowodowanie natychmiastowego odwołania…

View original post 84 słowa więcej

Reklamy

Katolik pyta o zarobki szparki sekretarki

„W związku z informacjami w mediach dotyczącymi zarobków miesięcznych Pana współpracowniczek w NBP, które zbulwersowały osoby zwracające się do mojego Biura Senatorskiego, zwracam się do Pana Prezesa z pytaniami, które zadają mi moi wyborcy” – napisał do Adama Glapińskiego senator PiS Jana Maria Jackowski. Nie wiedzieć czemu, pytania, które polityk PiS zamieścił na swojej stronie internetowej, zatytułował „Oświadczenie”…

A pytania brzmią następująco: – „Czy prawdą jest, że jedna z współpracowniczek Pana Prezesa zarabia 65 tysięcy zł miesięcznie. Jeżeli nie jest to prawdą, to jakie zarobki miesięcznie z uwzględnieniem wszystkich pochodnych, osiąga ta osoba w NBP. Jaki jest zakres obowiązków wzmiankowanej współpracowniczki i jakie posiada kwalifikacje merytoryczne, by realizować te zadania”. A o dochodach wspomnianej współpracowniczki Martyny Wojciechowskiej pisaliśmy w artykule „Przyboczna” Glapińskiego zarabia nie 65, a… 77-78 tys. zł miesięcznie!”.

Internauci nie kryli zdumienia. – Noooo. Pan Maria, kto by się spodziewał. Chyba, że losowali kto ma to zrobić bo prezes kazał”; – „Wygląda mi to na ustawkę. Co knują Glapiński z Jackowskim?”; – „Jak znam życie – będzie tak: zmiana umowy była 3 dni temu na 5 tys., więc na dziś będzie odpowiedź, panienki nie zarabiają 65 tys. – i zakres obowiązków z dupy – tak się to skończy :)”.

Dodajmy, że Jan Maria Jackowski wystosował też drugie „oświadczenie”, w którym pyta o zarobki wszystkich osób zatrudnionych w NBP na stanowiskach kierowniczych.

PiS zrobi wszystko, aby nie przegrać wyborów. Sfałszuje, a jak będzie trzeba – spałuje wyborców.

Depresja plemnika

Na Twitterze doszło do kłótni między Kamilem Durczokiem a Joachimem Brudzińskim. Dziennikarz zarzucił ministrowi, że „wykorzystał tragedię w Koszalinie do swoich politycznych celów”, na co szef MSWiA odpowiedział, że się za niego pomodli.

W piątek w tzw. escape roomie (lub „pokoju zagadek”) w Koszalinie doszło do pożaru. Zginęło pięć nastolatek, które brały udział w zabawie z okazji urodzin jednej z nich. Ranny został pracownik escape roomu.

Tragedia wywołała reakcje czołowych polityków. Zarówno premier, jak i prezydent składali kondolencje rodzinom ofiar. Rządzący zapowiedzieli też nie tylko wyjaśnienie tragedii, ale i kontrole w innych tego typu miejscach w Polsce. – Strażacy przegrali tę walkę nie z powodu braku profesjonalizmu, kompetencji czy doświadczenia. Tę walkę strażacy przegrali z tymi, którzy, kierując się chęcią łatwego, szybkiego zysku, narazili na śmierć Bogu ducha winne dzieci – mówił szef MSWiA Joachim Brudziński. Zapowiedział konsekwencje dla właścicieli łamiących prawo.

Sprawa jest też szeroko komentowana w mediach społecznościowych…

View original post 1 915 słów więcej

Ciul! Czy niewłaściwe jest, że zdrajcę określa się męskim członkiem po śląsku?

W Żorach odbył się protest przeciwko kandydatowi Koalicji Obywatelskiej, a obecnie radnemu PiS Wojciechowi Kałuży. W proteście wzięli udział m.in. Monika Rosa z Nowoczesnej i Borys Budka z PO.

Dzień po ogłoszeniu Koalicji Obywatelskiej, SLD i i PSL do Porozumienia Programowego prawicy dołączył radny Wojciech Kałuża. PiS zyskało tym samym 23 mandaty i to ono będzie sprawować władze w sejmiku woj, śląskiego.

Wojciech Kałuża został radnym z listy Koalicji Obywatelskiej, był rekomendowany przez Nowoczesną.

W Żorach odbył się protest, w którym uczestnicy postulowali o to, by radny PiS złożył mandat. Do zgromadzonych przemówiła posłanka Nowoczesnej Monika Rosa.

– Boli mnie serce, bo jeden z członków Nowoczesnej zdradził. Kałuża, ty ciulu, ty zdrajco. Mam nadzieję, że za rok wszystkich cholernych ciuli rozliczymy – powiedziała posłanka.

– Kałuża to nie jest męczennik. Za garść srebrników sprzedał to co jest najważniejsze, sprzedał honor i swoją twarz – powiedział Borys Budka.

„Przyzwoitość, nie pieniądze!”, „Oddaj mandat, przeproś Żory!”, „Jeżeś Ślązok, nie rób gańby!”, „Złodziej!”, „Kałuża, ty ciulu!”- takie okrzyki wznosili manifestanci na rynku w Żorach, podczas największej od 1989 roku demonstracji, wywołanej zdradzieckim manewrem kandydata Koalicji Obywatelskiej do Śląskiego Sejmiku Wojciecha Kałuży.

Dał się PiS–owi przekupić i otrzymując stanowisko wicemarszałka, przeszedł stronę partii rządzącej. Oszukani wyborcy i polityczni sojusznicy Kałuży domagali się, by oddał mandat wojewódzkiego radnego.

„Ten człowiek, który w kampanii wyborczej się kreował na Ślązaka, on po prostu to wszystko sprzedał. Nie bydzie tego. Jeżeś ślązok, oddaj mandat!” – krzyczał do mikrofonu Marcin Musiał, jeden z organizatorów manifestacji.

Wtórowało mu kilkaset osób, które przyszły na żorski rynek, by pokazać, że czują się oszukane. Na mównicę wyszła także posłanka Monika Rosa, szefowa Nowoczesnej na Śląsku.

„Boli mnie serce, że muszę stać i manifestować, bo jeden z członków Nowoczesnej zdradził. Nie traćcie wiary. Zaufajcie jeszcze raz” – prosiła Rosa i wykrzyczała na cały głos: „Kałuża, ty ciulu!”

O głos prosili też ludzie z tłumu. „Nie znałam tego pana” – zwróciła się do zgromadzonych emerytka pani Ewa – „ale zagłosowałam na niego, bo nie chciałam poprzeć kandydata PiS-u. Byłam przekonana, że jak ktoś jest jedynką na liście, to jest to kandydat najwyższego zaufania. W środę rano obudziłam się i okazało się, że jednak zagłosowałam za PiS-em! Wytrącono mi z ręki ostatnią broń dostępną dla zwykłego obywatela! Z obawą czekam na dzień, w którym obudzę się i dowiem, że nie jestem już obywatelką III RP, ale poddaną miłościwie panującego Jarosława” – mówiła pani Ewa.

Z kolei Maria Szymczyk podkreślała, że wywodzi się ze środowiska Żorskiej Samorządności, tak jak Wojciech Kałuża. „Panie Kałuża, gdzie, do cholery, są twoje ideały? Byłeś z nami w tym miejscu, gdy do Żor przyjechał prezydent Andrzej Duda. Nie stałeś wśród tych, którzy przyjechali klaskać. Wołałeś: „Konstytucja!”. Co się z tobą stało? – pytała Maria Szymczyk.

* * *

Depresja plemnika

Dialog na Twitterze między Hanną Lis a Brudzińskim z pointą.

Piątkowa nominacja Jacka Jastrzębskiego na szefa Komisji Nadzoru Finansowego – w miejsce skompromitowanego Chrzanowskiego – niesie zmianę układu sił w obozie władzy. Premier nie miał bowiem do tej pory większego wpływu na politykę KNF. Dotychczasowy jej przewodniczący, Marek Chrzanowski, był człowiekiem Adama Glapińskiego, wywodzącego się z tzw. zakonu PC, czyli pierwszej partii Kaczyńskiego, prezesa Narodowego Banku Polskiego. Z naszych informacji wynika, że na początku listopada, kiedy atmosfera wokół KNF zaczęła gęstnieć, weterani PC i PiS próbowali zapewnić sobie długofalową kontrolę nad Komisją – także na wypadek ewentualnych zmian kadrowych.

– Wraz ze słynną poprawką „bank za złotówkę”, dającą KNF prawo do wywłaszczania właścicieli banków, do Sejmu trafiły po cichu także dwie inne propozycje zmian. Chodziło o zapisy, dające marszałkom Sejmu i Senatu prawo do delegowania do władz Komisji swoich przedstawicieli – mówi osoba znająca kulisy sprawy. Poprawki były kwestionowane przez…

View original post 2 341 słów więcej

Duda w pocie czoła pracuje, aby stanąć przed Trybunałem Stanu. Kłamie ws. postanowień NSA

>>>

Prezydent i jego żona pojechali do Watykanu. Andrzejowi Dudzie nie udało się jednak uciec od pytań dziennikarzy, dotyczących polskiej polityki. Reporterka TVN 24 poprosiła go o komentarz do stanowiska sędziów Sądu Apelacyjnego w Krakowie. – „Wyrażamy dezaprobatę wobec działań prezydenta, który wręczył nominacje pomimo zabezpieczenia zastosowanego przez Naczelny Sąd Administracyjny” – napisali. Więcej w artykule „Krakowscy sędziowie przepowiadają Andrzejowi Dudzie Trybunał Stanu”.

„Sędziowie odnoszą się do postanowień wydanych przez NSA w sprawie, w której ja jako prezydent w ogóle nie uczestniczyłem. Ja w ogóle nie otrzymałem tych postanowień, nie byłem tam stroną” – powiedział wyraźnie zdenerwowany Duda. A ma powód do zdenerwowania, bo to nieprawda.

Jak podaje Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia”, do Kancelarii Prezydenta wpłynęły dokumenty, wśród których był między innymi odpis postanowienia NSA. Stało się to na dwa dni przed nominowaniem przez Dudę nowych sędziów Sądu Najwyższego. Pisma złożył adwokat Michał Jabłoński, który reprezentuje radcę prawnego z Katowic Mariusza Czarskiego. Radca nie został wybrany do Izby Kontroli Nadzwyczajnej SN i odwołuje się od wyników konkursu. Na złożonych w Kancelarii dokumentach widnieje pieczątka „Kancelaria Prezydenta RP. Kancelaria Główna. Wpłynęło 8 października 2018 r.”.

Konstytucjonalista prof. UW Marcin Matczak kwestionuje też słowa Dudy, że „prezydent nie jest stroną”. – „Prawomocne orzeczenie wiąże nie tylko strony i sąd, który je wydał, lecz również inne sądy organy państwowe. Czy prezydent jest organem państwowym?” – retorycznie pyta w rozmowie z „GW” prof. Matczak.

„Głosujcie na tych kandydatów, którzy nie boją się świata, którzy nie chcą was zamknąć za murem strachu. Wybierzcie wolność. Nieuczestniczenie w wyborach to tak, jakbyście pozwolili Lechowi Wałęsie decydować, z kim pójdziecie na randkę. Nie pozwólcie sobie wmówić, że wasz głos nic nie znaczy” – apeluje do młodych wyborców były prezydent.

W swoim apelu Lech Wałęsa sięga pamięcią wstecz i pisze, że sam miał dwadzieścia kilka lat, kiedy postanowił zawalczyć o swoją wolność. – „Doprowadziło to do buntu, który w efekcie zmienił świat. Taka była siła zwykłego robotnika z komunistycznej fabryki. Bardzo bym nie chciał, żebyście musieli walczyć o waszą wolność tak, jak ja to robiłem, bo za tę walkę płaci się ogromną cenę” – napisał.

Opisuje, czym jest brak wolności: „ciągłe poczucie, że ktoś cię obserwuje. To ten ścisk w brzuchu, że nie wolno ci być sobą, że musisz cały czas udawać przed światem. Wszystko podlega ocenie: jak wyglądasz, z kim się spotykasz, co mówisz, a o czym milczysz. Wkrótce tak się boisz, że sam stajesz się dla siebie strażnikiem więziennym”. 

Lech Wałęsa przyznaje, że przez ostatnie 30 lat nie wszystko potoczyło się tak, jak powinno. – „Popełnialiśmy błędy, ale nigdy nie ograniczaliśmy wolności. Dzięki temu dzisiaj wy niczym się nie różnicie od młodych ludzi z Francji, z Niemiec, z Hiszpanii. Możecie studiować, pracować, jeździć, podążać za miłością i spełnieniem po całej Europie” – napisał były prezydent. I właśnie dlatego – jak pisze Wałęsa: – „Pójście na wybory jest nie tylko waszym obywatelskim obowiązkiem, ale także powiedzeniem sobie: tak, chcę być wolny”.

>>>

Kubica może pogrążyć Morawieckiego, że puści bąbelki

Na taśmach, opublikowanych dziś przez Onet, słychać, jak ówczesny prezes BZW BK Mateusz Morawiecki … cieszy się z wypadku Roberta Kubicy. Trudno użyć innego słowa, skoro ze strony obecnego premiera padają takie: – „Na szczęście złamał rękę, raz, drugi. Ja nie chcę, k…a, co roku pięć dych płacić”.

Z nagrania z restauracji „Sowa i Przyjaciele” wynika, że ówczesny szef BZ WBK uznał dramatyczny wypadek Roberta Kubicy za zdarzenie pozytywne z punktu widzenia interesów „własnego” banku. Dlaczego?  Gdyby bowiem do wypadku nie doszło, bank BZ WBK prawdopodobnie musiałby zostać sponsorem polskiego kierowcy, czytamy w portalu Onet.

Do treści nagrań odnieśli się politycy, dziennikarze i internauci. Zarówno w tonie żartobliwym, jak i poważnym.

Były minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak: „Już powoli da się rozpoznać premiera Morawieckiego po niepowtarzalnym wulgarnym stylu. Ale żeby tak o Kubicy!?”.

Wicemarszałek Sejmu i poseł Kukiz’15 Stanisław Tyszka: „Jakim trzeba być człowiekiem, by powiedzieć »na szczęście złamał rękę, raz, drugi…«?”.

Redaktor naczelny tygodnika „Newsweek”, Tomasz Lis: „różnych polityków i premierów Polska miała, ale pan Morawiecki jest nie do obrony. Po tekstach o kontuzji Roberta Kubicy, w oczach milionów Polaków pozamiatał się na wieki wieków amen.”

Jacek Nizinkiewicz z „Rzeczpospolitej”: „Nie ważne, czy Mateusz Morawiecki był wtedy osobą prywatną, szefem zagranicznego banku, a dziś jest premierem… To jest po prostu po ludzku złe.” – pisze.

Kamil Durczok na swoim profilu napisał: „A tak po ludzku, panie Morawiecki, to co pan wygaduje o Kubicy, to regularna chamówa”.

Rzecznik Platformy Obywatelskiej Jan Grabiec przypomniał, że wypadek Kubicy, który „podsumował” Morawiecki, kwalifikował się jako „zagrażający życiu”.

Z kolei popularna na Twitterze komentatorka Kataryna celnie skwitowała postawę premiera – inną wobec narażonego na kontuzje sportowca niż względem mogącego być przydatnym polityka. Jak podkreśliła, w tym kontekście nie potrafi zrozumieć postawy premiera.

Co interesujące, politycy PiSu ten „wątek taśmowy” potraktowali nadzwyczaj poważnie. Adam Bielan powiedział dziś w rozmowie z Moniką Olejnik, że Mateusz Morawiecki spotkał się z Robertem Kubicą. Ta troska również nie umknęła uwadze komentatorów.

Dziennikarz TVN24 Konrad Piasecki:„Jeśli taśmy są »odgrzewanym kotletem« i »znaną od paru lat prywatną rozmową bez znaczenia«, to dlaczego premier spotyka się nagle z Robertem Kubicą dziś, by się z nich wytłumaczyć?”.

Michał Kolanko: „Spotkanie PMM z Kubicą o którym mówił @AdamBielan najlepiej świadczy o powadze sytuacji i próbach „damage control” w wykonaniu PiS. Po ujawnieniu innych fragmentów reakcja była inna”

Afera podsłuchowa może pogrążyć Mateusza Morawieckiego. I tylko jeden wątek – z Robertem Kubicą.

>>>