Archiwa tagu: Janusz Schwertner

Eligiusze Niewiadomscy schodzą z propagandowej taśmy gadzinówki TVP

Telewizja Publiczna zaatakowała w głównym wydaniu Wiadomości – przewodniczącego Radu Europejskiej Donalda Tuska po tym, jak wygłosił swój wykład na Uniwersytecie Warszawskim.

Więcej >>>

Reklamy

Krystyna Pawłowicz pozdrawia strzelającego Dominika Tarczyńskiego. Tworki PiS

Pisowski kandydat do Parlamentu Europejskiego z okręgu świętkorzysko-małopolskiego, Dominik Tarczyński postanowił pochwalić się wyborcą swoją pełną gotowością do obrony kraju.

Na Twitterze pojawił się filmik przedstawiający Tarczyńskiego na strzelnicy. Polityk oddaje na nim serię strzałów z karabinka maszynowego, po czym spogląda walecznie w kamerkę.

Pod nagraniem umieszczono wymowny wpis: „aby być gotowym do obrony Ojczyzny trzeba się szkolić, szkolić i jeszcze raz szkolić. #DlaPolski.”  Na prośbę koleżanki z partyjnej ławy – Krystyny Pawłowicz – dzielny Tarczyński pochwalił się także swoją celnością, prezentując tarczę. „To były 3 cele. Zlikwidowane” – napisał z dumą.

Poseł znany do tej pory z bardzo niewybrednego języka i obrażania wszystkich mających odmienne zdanie, postawił w tej kampanii na rolę gotowego na wszystko obrońcy.

Cóż, jakie czasy, taki wojownik.

>>>

Depresja plemnika

Politycy Prawa i Sprawiedliwości nie lubią odpowiadać na niewygodne i trudne pytania. Całkowite przejęcie kontroli nad pracami Sejmu i najważniejszych sejmowych komisji przez twardogłowych działaczy tej partii oraz przekształcenie TVP w telewizję, w której to gość dziennikarza, nie niepokojony niezaplanowanymi pytaniami, narzuca temat rozmowy bardzo rozpuściły posłów i ministrów. Na tych drugich jednak ciąży konstytucyjnie umocowany obowiązek odpowiadania na każde pytanie, jakie każdy z 460 posłów na Sejm ma prawo zadać przedstawicielom władzy i w ciągu 21 dni oczekiwać na nie odpowiedzi. I choć z odpowiedziami na interpelacje poselskie bywało różnie w poprzednich latach, to jednak dopiero za rządów Zjednoczonej Prawicy stały się one w zasadzie jedynym skutecznym narzędziem opozycji do kontroli nad rządzącymi. Naruszanie konstytucyjnych obowiązków przez premiera, czy szereg ministrów musi być nagłaśniane, a w przyszłości surowo ukarane.

Jak pisze Tomasz Skory z RMF FM, w wielu przypadkach dochodzi nie tylko do opieszałości w odpowiadaniu na pytania posłów…

View original post 1 818 słów więcej

 

Krystyna Pawłowicz ma pomysła na strajk nauczycieli, uczniowie nie muszą posiadać wiedzy, zaliczyć im na wiarę

Nie pomogły „genialne” propozycje i pomysły partii rządzącej skierowane do nauczycieli, nie pomogła oddelegowana do negocjacji Beata Szydło. Nauczyciele w poniedziałek rozpoczynają strajk i trudno w obecnej chwili powiedzieć do kiedy może on potrwać. Pod wielkim znakiem zapytania stoją egzaminy gimnazjalistów i ósmoklasistów.

Rozwiązanie wszystkich wątpliwości znalazła posłanka Krystyna Pawłowicz i w swoim jedynym stylu ogłosiła je na Twitterze. Według Pawłowicz zachowanie nauczycieli jest nieetyczne i antyuczniowskie, dlatego zwróciła się ona swoim wpisem bezpośrednio do minister Zalewskiej z prośbą o odgórne zaliczenie wszystkich egzaminów.

Ale na tym nie kończy się kuriozalny wpis Pawłowicz, bo w dalszej części namawia rodziców, by za brak opieki nad dziećmi składali wnioski do prokuratury. „Dyrektorzy muszą przyjąć wszystkie dzieci i zapewnić im opiekę. Nie bierzcie ich do pracy. W razie odmowy i braku lekcji – składajcie wnioski do prokurator i skargi do kuratorów przeciw organizatorom i dyrektorom szkół” – pisze Pawłowicz.

Nauka jest niepotrzebna, wystarczy wiara w polski Kościół. Takiego dna nie sięgaliśmy w historii, jak za czasów PiS i sojuszu partii Kaczyńskiego z Kościołem.

Depresja plemnika

Od lat zastanawiałam się co też uczą w seminariach duchownych przyszłych „władców dusz”. Kiedyś chodziło mi o jeden temat: o przemoc domową. Czy w seminariach duchownych mają jakąś psychologię? Czy poznają dane dotyczące przemocy i uczą się wrażliwości, która pomaga reagować?

Myślałam, ile mógłby zrobić taki ksiądz dobrego, gdyby raz na miesiąc podczas kazania potępił przemoc wobec słabszych: kobiet, dzieci, zwierząt. W żadnym kościele tego nie robią. Nie uczą ich tego, a czego uczą? Egzorcyzmów? Nacjonalizmu? Nietolerancji? Są pazerni i nie dają sobie rady z własną seksualnością (przy takiej liczbie przesądów nie trudno o różne dewiacje).

Księży bardziej wzrusza abstrakcyjne cierpienie Jezusa (pozór tego wzruszenia) niż realne cierpienie wiernych, bardziej się przejmują ile wezmą na tacę i jaką mają władzę niż co zrobić, by pomóc ludziom.

Kto ich kształci? Czego się tam uczą? Kto tam chodzi? Myślę, że odpowiedzi na te pytania są kluczem do zrozumienia średniowiecznej kondycji naszego kleru…

View original post 2 040 słów więcej

Strajk nauczycieli czas zacząć

Beata Szydło, która ponoć została zmuszona przez premiera Morawieckiego do rozmów z nauczycielami, przyszła na dzisiejsze spotkanie z nowym pakietem propozycji. Zwiększenie pensum do 24 godzin tygodniowo i w jednym z wariantów, podwyżki, nawet do 8 tys. zł dla nauczycieli dyplomowanych, ale dopiero od 2023 roku.

Sławomir Broniarz nie ukrywa, że związki zastanawiają się „nad tym, po co była wobec tego pierwotna propozycja rządu, skoro ta dzisiejsza tylko zaognia konflikt, a nie łagodzi”. Jak widać, propozycje rządowe nie usatysfakcjonowały przedstawicieli związków. Rozmowy na chwilę obecną zakończyły się fiaskiem, a teraz przyszedł czas na konferencje prasowe.

Na konferencji strony rządzącej zabrakło minister Zalewskiej. Jej miejsce zajęła Beata Szydło. Przysłuchując się wypowiedziom przedstawicieli rządu na ich konferencji, odniosłam wrażenie, że tak naprawdę chodzi tutaj tylko o jedno.  O przedłużenie w czasie negocjacji na tyle, by w poniedziałek do strajku nie doszło. Oby na czas egzaminów i matur, protest zawiesić lub ograniczyć. Była więc znowu prośba do nauczycieli, by pamiętali o dzieciach.

Były piękne slajdy, porównanie do sytuacji nauczycieli w świecie i obietnica budowy nowego systemu, który będzie bardzo „światowy” i w pełni zadowalający dla nauczycieli. Nie ukrywam, że zastanawiam się, skąd PiS wziął niektóre z prezentowanych na slajdach, dane. Mówienie, że nauczyciele w Polsce mają pod swoją opieką tylko 11 uczniów to dla mnie szok. Skąd te liczby? Jak się ma ta wiedza do realiów, czyli klas, liczących ok. 30 uczniów i więcej? To kto się opiekuje tą nadwyżką?

Beata Szydło podtrzymała też dotychczasowe propozycje i obszerniej omówiła kontrakt społeczny, który ma zagwarantować podwyżki dla nauczycieli i zapewnić wzrost wynagrodzeń w oświacie. Oczywiście tylko na zasadach, które do tej pory rząd przedstawił.

Na konferencji prasowej przedstawicieli związków, Sławomir Broniarz przyznał, że nie ma żadnych przesłanek, by wstrzymać decyzję o strajku. Związki przedstawiły swój projekt, ale strona rządowa nawet się do niego nie odniosła. Szef ZNP podkreślił, że związki są gotowe do pewnych ustępstw, ale rząd nie chce ustąpić nawet o krok.  Natomiast słowa o podwyżce pensji to dla niego tylko puste deklaracje. Nie kupuje również obietnic, że przez najbliższe dwa miesiące rząd będzie pracował nad nową regulacją.

Stanowisko Broniarza poparł całkowicie Sławomir Wittkowicz z Forum Związków Zawodowych. On również nie widzi żadnych przesłanek, by zawiesić decyzję o strajku.  Rząd nie przedstawił pisemnie żadnej propozycji, a na stół rzucono tylko ochłapy. Wszystko opiera się tylko na słowach. Dzisiaj wydaje się na 90%, że strajk się rozpocznie. Zwrócił też uwagę, że zwiększenie godzin pensum ma na celu tylko jedno. Ratowanie się przed zarzutem o zwalnianie nauczycieli, które ma objąć 20 – 30% środowiska. O ileż lepiej brzmi, że to nauczyciele sami odchodzą, bo znaleźli lepszą pracę czy też idą na zasłużoną emeryturę.  Wittkowicz zaprosił też dziennikarzy na kolejne spotkanie z rządem, jeśli w ogóle takie się jeszcze odbędzie. Wówczas będą oni mogli sami przekonać się, jak rozmowy z rządem rzeczywiście wyglądają.

Możliwości odejścia od strajku nie widzi też Ryszard Proksa z Solidarności nauczycielskiej.  Nie ukrywa, że trudno nie mieć wątpliwości co do rzetelności propozycji rządu, gdy związkowcy nie dostali żadnej informacji na piśmie. Zgadza się, że trzeba zmienić system edukacji, ale podstawą powinny być pensje, które zatrzymają dobrych nauczycieli w zawodzie. Przyznam się, że nie rozumiem, jak to jest. Beata Szydło twierdzi, że NSZZ Solidarność przystała na propozycje rządu, ale z wypowiedzi pana Proksy wynika, że tak nie jest. Wynika, że Solidarność nauczycielska stoi ramię w ramię z pozostałymi związkami.

Na konferencji zabrał też głos Wojciech Warski, wiceprezes BCC. W imieniu przedsiębiorców zaproponował, by 10 mld zł, zgromadzonych w Funduszu Pracy przekazać oświacie. Jest taka możliwość, tym bardziej, że nie wszystkie środki zostały wykorzystane do „trzynastki” dla emerytów i rencistów.

Jak widać, spotkanie ostatniej szansy nie przyniosło żadnego rozwiązania. Nadzieja jeszcze w spotkaniu, które ma odbyć się w niedzielę. Może wówczas rząd stanie się bardziej elastyczny?

Ciemnotę wprowadzili do szkół, aby już na tym poziomie kształtować przyszły elektorat.

Depresja plemnika

Minister Beacie Kempie, która z takim wielkim oddaniem poświęca się pomocy humanitarnej, nieco puściły nerwy w programie „Tłit”.

Wystarczyło, że dziennikarz Marek Kacprzak powołał się w rozmowie na Krzysztofa Brejzę, który porównał dzisiejszą Polskę do zawirusowanego komputera, stąd „potrzebny jest głęboki restart. I montaż dobrego antywirusa”, by minister Kempa natychmiast odbiła piłeczkę, mówiąc, żeby poseł „Antywirusa to niech sobie zamontuje w Inowrocławiu, tam gdzie wybuchła gigantyczna afera”.

Czyżby miała na myśli aferę fakturową w mieście, gdzie prezydentem jest ojciec Krzysztofa Brejzy i to on sam złożył zawiadomienie w tej sprawie do prokuratury? No cóż, śledztwo jeszcze się toczy, ale pani Kempa już wie, kto tu jest winny i wykorzystuje sytuację, by zdyskredytować posła w oczach Polaków.

Sama natomiast dość lekceważąco podchodzi do pytania o afery, jakie tropi Krzysztof Brejza. Gdy dziennikarz przypomina sprawę Srebrnej, stanowczo stwierdza, że to żadna afera, a celem działań posła jest tylko…

View original post 1 250 słów więcej

Największa afera w historii PiS dopiero wybuchnie

„Nie jestem zaskoczony zatrzymaniem Bartłomieja M.” – ocenił poniedziałkowe zatrzymania – rzecznik prezydenta RP Błażej Spychalski w Onet Rano uznając , że: „To na pewno dla Antoniego Macierewicza duży problem”.  Dodał: „Ja mam takie przekonanie, że organy państwa działają dobrze i skutecznie. Są różne takie historie, że państwo PiS nie działa skutecznie, nie walczy z przestępczością, a z całą pewnością nie patrzy na ręce swoim. To co się stało zupełnie temu przeczy, przeczy temu w sposób fundamentalny”/…/ „Państwo polskie działa dobrze” – oświadczył Spychalski.

Z innego punktu widzenia patrzy na to samo  zdarzenie Tomasz Piątek, autor dwóch książek o byłym ministrze obrony Antonim Macierewiczu, który mówi wprost:

„Wygląda na to, że Jarosław Kaczyński i szef CBA Mariusz Kamiński chcą poskromić Antoniego Macierewicza i powstrzymać go przed przejściem na prawo, albo do nowej partii ojca Rydzyka lub prorosyjskiej koalicji stworzonej przez Janusza Korwin-Mikkego, Grzegorza Brauna, narodowców od Roberta Winnickiego i środowiska posła Liroya”.

Jak już pisaliśmy,  CBA  zatrzymało 6 osób, w tym byłego rzecznika MON Bartłomieja M., bliskiego współpracownika Antoniego Macierewicza. M. był nie tylko rzecznikiem, ale też szefem gabinetu szefa MON i jego pełnomocnikiem ds. Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu NATO.

„Można wywnioskować, że Antoni Macierewicz na serio rozważał taki ruch, bo Jarosław Kaczyński był dla niego zbyt mało prorosyjski, zbyt słabo proputinowski”- stwierdza obecnie  Piątek.

„To może być przeciwskuteczne – przekonuje jednak i dowodzi, że „zamiast poskromić Macierewicza, wypchnie go z PiS. Radzi nie zapominać, że „wbrew wizerunkowi maniaka, Antoni Macierewicz to wyrachowany, planujący i skuteczny polityk. Może zemści się później, w dogodnym momencie, a teraz jeszcze przez jakiś czas będzie udawał, że podporządkował się Kaczyńskiemu” -.

Podążając tropem spekulacji Piątka widać, że Bartłomiej M. po raz kolejny staje się ofiarą starcia między Jarosławem Kaczyńskim a Antonim Macierewiczem. W kwietniu 2017 r. partyjna komisja usunęła M. z PiS. „To straszne, co zrobił Antoni Macierewicz temu młodemu człowiekowi, czyniąc go dygnitarzem, któremu salutują oficerowie. Mam nadzieję, że w tym śledztwie poza wątkami korupcyjnymi zostaną zbadane powiązania Antoniego Macierewicza i Bartłomieja M. z Rosją” – dodaje z nadzieją Tomasz Piątek.

O niejasnym układzie biznesowo-towarzyskim w PGZ w artykule  Misiewicz wraca na czołówki gazet i portali. Powód? CBA prześwietla PGZ” już w połowie 2018 r. Pisał o tym również prawicowy  tygodnik „Sieci”. Wówczas Antoni Macierewicz stanął w obronie Bartłomieja M. dowodząc, że „jest człowiekiem zasłużonym i niesłusznie atakowanym”. Sam zainteresowany  zapowiedział pozwanie tygodnika.

Jutro ma wybuchnąć największa afera w historii PiS.

Depresja plemnika

KGHM Polska Miedź SA to firma z udziałem skarbu państwa o dochodach ponad 20 mld zł. Nic więc dziwnego, że jest ona łakomym kąskiem dla każdej nowej władzy. Jednak PiS, przeszło wszelkie granice, obsadzając najważniejsze w niej stanowiska swoimi ludźmi w skali do tej pory niespotykanej.

Gazeta Wyborcza opisuje sytuację w której mówi się, że „nieoficjalnym kadrowym” firmy jest wiceprezes PiS i szef struktur na Dolnym Śląsku, Adam Lipiński. To podobno dzięki niemu stanowisko prezesa otrzymał Krzysztof Skóra, a dyrektorem technicznym, zajmującym się dostarczaniem infrastruktury teleinformatycznej dla kombinatu i spółek zależnych został jego chrześniak, Karol Kos. W centrali pracuje też ojciec Kosa, bliski przyjaciel Lipińskiego. Obaj panowie, Skóra i Kos znajdują się na tzw. liście Misiewiczów czyli osób powołanych na odpowiedzialne stanowiska mimo braku odpowiednich  kwalifikacji zawodowych.

Zdaniem autorów artykułu, to właśnie Karol Kos jest odpowiedzialny za próbę ustawienia trzech przetargów na sprzęt i oprogramowanie, na łączną kwotę 3,2 mln…

View original post 1 491 słów więcej

Lech Kaczyński a podwyżka za prąd

Prowizoryczna ustawa prądowa oznacza nie tylko kłamstwo wyborcze i postępujący drenaż publicznych środków, ale też otwarcie kolejnego frontu walki z Unią Europejską. Według polityków opozycji ustawa w dwóch punktach jest niezgodna z unijnymi regulacjami. Jak mówi poseł PiS Bartosz Kownacki „Nie ma takiego ryzyka”, jak jednak wkrótce dodaje, z jednym zastrzeżeniem: „Jak nie będzie donosu na Polskę, to nic się nie stanie”.

Ustawa, po pierwsze, zakłada rekompensaty dla spółek energetycznych, co może stanowić nieuprawnioną pomoc publiczną. Tempo i tryb pracy nad ustawą pozwala mieć obawy, iż rząd nie wykazał należytej staranności w zbadaniu tej kwestii. Kluczowe regulacje w przedmiocie pomocy publicznej zawarte zostały w art. 107 – 109 Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej. Uznana będzie jedynie „pomoc przeznaczona na ułatwianie rozwoju niektórych działań gospodarczych lub niektórych regionów gospodarczych, o ile nie zmienia warunków wymiany handlowej w zakresie sprzecznym ze wspólnym interesem”. Rozpatrzenie tej kwestii jest jednak bardzo skomplikowane i wymaga czasu.

Drugi punkt zaczepny jest jednak dużo bardziej oczywisty. Według ustawy, Fundusz Wypłaty Różnicy Cen ma być zasilany ze sprzedaży uprawnień do emisji CO2, z dyrektywy unijnej wynika zaś, iż połowa pieniędzy z uprawnień powinna zasilać zieloną energię. “U nas 80 procent pójdzie na zbijanie rachunków za prąd z węgla […] a tylko 20 procent, czyli jedna piąta, ma pójść na odnawialne źródła energii. Co oznacza, że nie 50 a 20 procent – co jest jawnym pogwałceniem dyrektywy Unii Europejskiej” – powiedziała liderka Nowoczesnej Katarzyna Lubnauer.

Oczywiście eksperci ministerstwa energii, na których nazwiska nie chce powołać się żaden z polityków Prawa i Sprawiedliwości, mają własne analizy, które mówią coś całkiem innego. Stara śpiewka, jak „szuflady pełne projektów ustaw”. A poza tym, Bartosz Kownacki liczy, że Unia Europejska nie zauważy wprowadzenia do polskiego prawodawstwa kuriozum w postaci tzw. ustawy prądowej. “Ktoś będzie donosił, próbował zainteresować tych urzędników, to siłą rzeczy będą musieli to sprawdzić. Apeluję więc – nie donośmy” – mówił poseł PiS.

No tak… Zrobiliśmy bałagan, a za ewentualną awanturę weźmie odpowiedzialność opozycja. Bo kto inny miałby donieść do Brukseli? Sęk w tym, że nikt już nie musi donosić. Prawo i Sprawiedliwość uczyniło dość, by Polskę kontrolowano niczym nieokrzesanego dzieciaka. Jak naiwnym trzeba być, żeby wierzyć, że, szczególnie teraz, cokolwiek może przejść niezauważone przez machinę unijnej biurokracji.

3 lata nieudolności, głupoty, braku wyobraźni, buty, chamstwa, kłamstwa, poronionych projektów, pseudopatriotycznej fanfaronady, przelewów dla Rydzyka, asystentek za 65 tys, ciemnoty i ośmieszania Polski absolutnie wystarczą. Za 10 miesięcy może być po wszystkim. Tego nam życzę.

Depresja plemnika

Dawno temu, w państwie zwanym PRL, opresyjne prawo skłoniło ludzi do szukania możliwości skutecznego oporu. Tak powstały rozliczne instrukcje postępowania szarego obywatela w razie konfrontacji z czerwonym państwem. Najsłynniejsza z nich, to „Obywatel a Służba Bezpieczeństwa”. Niniejsza praca jest próbą nawiązania do tamtej światłej tradycji piśmienniczej, tak jak Polska PiS jest próbą powrotu do mroków PRL.

I. Prawo stanowione i prawo ludowe

Podstawą działania sądów, prokuratury oraz rozmaitych służb policyjnych jest, jak na razie, Kodeks Postępowania Karnego. Chociaż niektóre jego zapisy wydają się uniwersalne, jednak ich rozumienie, a co za tym idzie, interpretacja, może ulegać gwałtownej ewolucji. Przykładowo: instytucja ułaskawienia przez Prezydenta do niedawna wiązała się z koniecznością prawomocnego skazania. Ułaskawić można było tylko uznanego przez sąd za winnego. Wydawało się to całkiem logiczne, jednak dziś już takie nie jest. Obecnie Prezydent może ułaskawić każdego, kto popadł w konflikt z prawem lub jest o to podejrzany. Bez czekania na wyrok…

View original post 4 037 słów więcej

CBA bada aferę SKOK Wołomin, w której jej funkcjonariusz jest umoczony

Rzecznik Centralnego Biura Antykorupcyjnego Piotr Kaczorek zaczął pracować w tych służbach po dojściu PiS do władzy. Biuro – jak wiadomo – zajmuje się badaniem nieprawidłowości właśnie w SKOK Wołomin. – „Czynny pracownik CBA, które bierze udział w śledztwie w sprawie SKOK Wołomin, ma tam kredyt i go nie spłaca? To przecież ewidentny konflikt interesów. Wobec Kaczorka powinno zostać wszczęte przynajmniej postępowanie dyscyplinarne. Powinien także zostać zawieszony przynajmniej do czasu wyjaśnienia sprawy. Poza tym to wstyd dla CBA, że jest on twarzą instytucji, która zajmuje się śledzeniem nieprawidłowości w państwie i sama powinna być czysta jak łza” – powiedział Onetowi funkcjonariusz CBA, który prosił o zachowanie anonimowości.

„Nie zamierzam rozmawiać o moich sprawach prywatnych. Nigdy w życiu nie brałem żadnej pożyczki na zasadzie nielegalnej działalności” – stwierdził Kaczorek w rozmowie z onet.pl. Zapytany, czy wziął kredyt w SKOK Wołomin i go nie spłaca, odpowiedział: – „Nie mam zamiaru na ten temat rozmawiać”.

Były szef CBA Paweł Wojtunik nie ma wątpliwości. – „To sytuacja co najmniej dwuznaczna, jeśli nie korupcyjna. Sprawa powinna być już dawno temu znana biuru spraw wewnętrznych CBA i dogłębnie zbadana. To kolejny przykład na podwójne standardy. Rzecznik powinien być świętszy od papieża, tym bardziej rzecznik instytucji antykorupcyjnej . Obawiam się, a nawet jestem pewny, że ta sprawa nie zostanie obiektywnie wyjaśniona, a opinia publiczna usłyszy kolejne już oświadczenie o pełnym zaufaniu kierownictwa partii oraz CBA do tego funkcjonariusza” – powiedział Wojtunik. Onet cytuje paragraf 10 Kodeksu etyki funkcjonariusza CBA: „Aby nie budzić podejrzeń o stronniczość czy interesowność funkcjonariusz Centralnego Biura Antykorupcyjnego nie dopuszcza do konfliktu interesów, czyli sytuacji, gdy prywatne sprawy kolidują z obowiązkami służbowymi”.

Funkcjonariusz od kontaktów z mediami w CBA, które prowadzi śledztwo SKOK Wołomin, ma niespłacony kredyt w SKOK Wołomin… Ta władza stoi po szyję w ryhnsztoku powiązań i bagnie korupcji!

Depresja plemnika

Piotr Kaczorek w 2013 r. pożyczył w SKOK Wołomin 160 tys. zł, ale przez kolejne co najmniej cztery lata nie spłacał zaciągniętego kredytu. Według raportu przygotowanego przez biegłego, który wyceniał majątek SKOK Wołomin, do 1 lipca 2017 r. Kaczorek zalegał – łącznie z odsetkami karnymi – na kwotę ponad 200 tys. zł. Dziś pracuje w CBA, które bada nieprawidłowości w SKOK-u.

Więcej >>>

Wojciech Mazowiecki, syn byłego premiera, złożył zawiadomienie do prokuratury w sprawie podpalenia przez Jacka Międlara fotografii Tadeusza Mazowieckiego.

Były ksiądz obrażał także polityka w wulgarny sposób, o czym pisaliśmy w artykule Międlar spalił zdjęcie premiera Mazowieckiego, nazywając go…

View original post 280 słów więcej