Archiwa tagu: Jacek Dubois

Związki PiS z Rosją. Tomasz Piątek jest tego mariażu zdradzieckiego największym znawcą

Walka z Kremlem to podstawowy warunek, żeby wygrać, bo to Rosjanie dają zwycięstwa Kaczyńskiemu. To ich agenci podarowali mu aferę taśmową w 2014 r. To kremlowskie trolle i fake newsy wspierają PiS w Internecie – uważa Tomasz Piątek, dziennikarz, autor książek o tajemnicach Macierewicza i Morawieckiego. – Badałem bardzo dokładnie życie Macierewicza. O ile wiem, nigdy nie był homoseksualistą ani pedofilem. Natomiast lubi młodych chłopców z przyczyn politycznych: są bardziej posłuszni. Młody chłopiec na rozkaz ministra włamie się w nocy do Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu NATO, a człowiek trzydziestoparoletni raczej się zastanowi, zanim to zrobi – mówi

MICHAŁ RUSZCZYK: W kontekście Pańskich książek o Antonim Macierewiczu nasuwa się pytanie: czy rzeczywiście uprawniona jest opinia, że żyjemy w państwie, które jest rządzone przez zorganizowaną grupę przestępczą z rosyjskimi powiązaniami? A może raczej należałoby zapytać: od jak dawna w nim żyjemy?

TOMASZ PIĄTEK: To jest dobre pytanie. To drugie, niestety.

OD 2015 R. MAMY DO CZYNIENIA Z ANTYZACHODNIM, ANTYWOLNOŚCIOWYM OBOZEM WŁADZY, KTÓREGO NAJWAŻNIEJSI PRZEDSTAWICIELE, JAK ANTONI MACIEREWICZ CZY MATEUSZ MORAWIECKI, MAJĄ POWIĄZANIA Z MAFIĄ SOŁNCEWSKĄ.

Zostało to dokładnie udokumentowane nie tylko w moich publikacjach, ale także w publikacjach Radosława Grucy i dziennikarza śledczego „Polityki” Grzegorza Rzeczkowskiego, autora książki „Obcym alfabetem. Jak ludzie Kremla i PiS zagrali podsłuchami”.

Mafia sołncewska to jedna z najpotężniejszych organizacji przestępczych na świecie, jeszcze w latach 80. założona przez rosyjski wywiad wojskowy GRU. Tu nasuwa się pytanie, dlaczego za poprzednich rządów służby pozwalały GRU i mafii sołncewskiej penetrować polską politykę. Dlaczego pozwalały działać bezkarnie Macierewiczowi i nie przyjrzały się również Morawieckim – ojcu i synowi?

Nie mam tu na myśli kwestii rodzinnych, ale ich związki polityczno–biznesowe. Obaj mają koneksje, które należy wyjaśnić.

KORNEL MORAWIECKI M.IN. SPONSOROWANY BYŁ PRZEZ FIRMĘ CEDROB, KTÓRA IMPORTUJE PALIWA Z ROSJI I KAZACHSTANU.

Jak głęboko wg Pana sięgają powiązania rosyjskich służb w Polsce? Jak dalece te służby mogą wpływać na wyniki kolejnych wyborów?
Mogą, oczywiście. Jak udowodnił Grzegorz Rzeczkowski w książce „Obcym alfabetem”, rosyjskie służby za pośrednictwem rosyjskiej mafii założyły słynne „restauracje podsłuchowe” Lemongrass oraz Sowa i Przyjaciele. A gdy rozeszła się plotka, że w Lemongrassie są podsłuchy i trzeba było zlikwidować restaurację, to rosyjskie służby zadziałały w tej sprawie bezpośrednio. W obu lokalach podsłuchiwano polityków Platformy Obywatelskiej. Liczni informatorzy twierdzą, że w Lemongrassie podsłuchiwano również Donalda Tuska. Tego jednak nie wiemy na pewno, gdyż taśmy z Lemongrassu nie zostały upublicznione. Najprawdopodobniej są trzymane w Moskwie i w każdym momencie mogą trafić do mediów. Być może po to, żeby wpłynąć na wynik następnych wyborów.

NIE WIEMY TEŻ, CZY NADAL POLSCY POLITYCY SĄ PODSŁUCHIWANI. ALBO RACZEJ – NIE WIEMY, GDZIE W TEJ CHWILI SĄ PODSŁUCHIWANI.

Bo to, że wciąż są podsłuchiwani, jest co najmniej bardzo prawdopodobne. Nie wiemy, jakie jeszcze niespodzianki mają dla nas wrogie służby.

Jedno natomiast jest jasne: od kilku lat Rosja popiera PiS, mimo że partia rządząca przez lata używała i nadużywała antyrosyjskiej retoryki. To jednak nie jest dla Kremla wielka przeszkoda. Tym bardziej, że partia porzuciła już tę retorykę. Wzywa nas teraz do wojny kulturowej z Zachodem, a nie z Rosją. Podjęła również szereg kroków antyukraińskich, np. stworzenie listy Ukraińców, którym nie wolno wjechać do Polski.

Na koniec można dodać zwiększenie importu rosyjskiego węgla. Broniąc polskiego rynku zbytu dla tego surowca, rząd zablokował działania Unii Europejskiej na rzecz ochrony środowiska przed dalszymi zmianami klimatycznymi.

Mówi się nam, że w ten sposób chronimy nasz węgiel i nasze miejsca pracy. A równocześnie wszyscy wiemy, że w Polsce coraz więcej pali się rosyjskim węglem, dusząc Polaków smogiem i napełniając kieszeń Putinowi. Zatem blokujemy działania UE po to, by bronić interesów Kremla. Mamy więc do czynienia z jawną i jasną prorosyjskością. Rząd jest gotów niszczyć planetę tylko dlatego, żeby palić węglem. A ten węgiel jest już coraz mniej polski, a w coraz większym stopniu rosyjski.

Czy można powiedzieć, że jesteśmy w stanie wojny hybrydowej z Rosją?
Tak.

Jak długo według Pana ta wojna trwa? Kiedy się zaczęła?
Z tego, co wiem,

PIERWSZYM PRÓBNYM KROKIEM „ZACZEPNYM” BYŁA SPRAWA SENATORA KRZYSZTOFA PIESIEWICZA [Z 2009 R.]. ROSJANIE SPRAWDZALI, W JAKI SPOSÓB ZAREAGUJĄ POLSKIE ELITY NA PRZESTĘPCZE UPOKORZENIE POLITYKA, PRAWNIKA I ARTYSTY, KTÓRY CIESZYŁ SIĘ OPINIĄ AUTORYTETU MORALNEGO.

Przypomnę, jak to wyglądało. Senator Piesiewicz jechał samochodem i został zatrzymany przez nieznaną kobietę, która prosiła o podwiezienie. Ta kobieta zaczęła się z nim zaprzyjaźniać. Zapraszała do jego domu znajomych, wreszcie podała mu pigułkę gwałtu. Przebrała go w sukienkę, gdy był nieprzytomny. Zrobiono wtedy symulowane zdjęcia, mające wyglądać tak, jakby senator wciągał biały proszek do nosa. Nagrania te dostarczono do restauracji Lemongrass, do rąk Łukasza N. Tego samego, który później podsłuchiwał polskich polityków w Sowie i Przyjaciołach. Dodajmy również, że Lemongrass został założony przez dyrektora polskiego oddziału rosyjskiego koncernu paliwowego Lukoil. Na ten cel pan dyrektor dostał pieniądze od Andrija Persony, prominentnego przedstawiciela rosyjskiej mafii. Natomiast kiedy rozeszła się plotka, że w restauracji są podsłuchy, przysłano dwóch Rosjan z Kaliningradu w celu likwidacji lokalu. Jeden z nich był absolwentem szkoły FSB (rosyjskich służb specjalnych).

Spróbujmy sobie wyobrazić, co by się stało, gdyby polskie elity i instytucje opiniotwórcze zareagowały właściwie:

– gdyby media zainteresowały się nie tym, że senator jest w sukience, tylko tym, kto i jak go w nią ubrał;
– gdyby politycy stanęli w obronie ofiary;
– gdyby opinia publiczna zainteresowało się gangiem związanym z polskimi służbami i powiązanym z rosyjskimi;
– gdyby prokuratura nie próbowała zniszczyć senatora Piesiewicza, wmawiając mu, że posiadał jakieś mikroskopijne ilości kokainy.

CÓŻ, GDYBY TO WSZYSTKO SIĘ STAŁO, TO BYĆ MOŻE ROSJANIE TAK ŚMIAŁO BY SOBIE NIE POCZYNALI W POLSCE. ALE STAŁO SIĘ TAK, JAK SIĘ STAŁO. MAMY, NIESTETY, TAKIE ELITY I KRĘGI OPINIOTWÓRCZE.

Dodam jeszcze, że do Lemongrassu próbowano zaciągnąć samego senatora Piesiewicza. On sam potwierdza tę informację. Mówi, że miał w Lemongrassie przekazać pieniądze i otrzymać kompromitujące nagrania, aby uniknąć szantażu. Natomiast w Lemongrassie czekała na niego pułapka. Zamiast swoich nagrań miał dostać materiały pedofilskie. Po to, żeby można go było jeszcze skuteczniej szantażować i niszczyć. Podczas odbioru tych materiałów miał zostać nagrany (dobrze, że wcześniej zawiadomił policję o szantażu).

Najprawdopodobniej to wtedy zaczęła się polsko-rosyjska wojna hybrydowa – albo też hybrydowy podbój Polski przez Rosję. Albowiem my, niestety, okazaliśmy się łatwymi ofiarami. Zbyt rzadko myślimy o tym, co jest poważne i co jest istotne. W tej chwili w polskich mediach i w polskim Internecie toczy się dyskusja – czy Antoni Macierewicz jest homoseksualistą, czy raczej heteroseksualnym uwodzicielem? Badałem bardzo dokładnie życie Macierewicza. O ile wiem, nigdy nie był homoseksualistą ani pedofilem. Natomiast lubi młodych chłopców z przyczyn politycznych: są bardziej posłuszni. Młody chłopiec na rozkaz ministra włamie się w nocy do Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu NATO, a człowiek trzydziestoparoletni raczej się zastanowi, zanim to zrobi.

Niestety,

Z POWODU EKSCYTACJI TAKIMI KWESTIAMI JAK RZEKOMY HOMOSEKSUALIZM MACIEREWICZA MAŁO KTO ZADAJE SOBIE PYTANIA PODSTAWOWE.

Macierewicz wyrzucił z wojska ponad stu generałów i wyższych oficerów o długiej historii współpracy z NATO. Odebrał armii liczne środki, przesuwając je do amatorskich wojsk obrony terytorialnej, które przed niczym nas nie obronią. Do wojsk terytorialnych są werbowani prawicowi ekstremiści, kibole, a nawet jawni zwolennicy Putina z partii Zmiana i organizacji Falanga. Macierewicz zablokował niezbędne zakupy dla armii. Wreszcie, jak powiedział gen. Różański w wywiadzie dla „Polityki” – Antoni Macierewicz zrezygnował z jedynego planu obronnego, który w symulacjach strategicznych dawał możliwość zatrzymania Rosjan przez jakiś czas, gdyby napadli nas zbrojnie. Macierewicz zrezygnował z koncentracji wojsk na linii Wisły. Zamiast tego jednostki zostały rozproszone w taki sposób, że Rosjanie w kilka godzin mogliby je zniszczyć. Za coś takiego ludzie stawali kiedyś przed sądem wojskowym. Ale my w ogóle się tym nie zajmujemy, tylko chichoczemy o rzekomych romansach Antka z jego Misiem. To jest przerażające.

Oczywiście, media społecznościowe doprowadziły do tabloidyzacji życia publicznego i to na całym świecie. My jednak sąsiadujemy z Rosją.

W PRZESZŁOŚCI JUŻ WIELE RAZY BYLIŚMY PRZEZ KREML ATAKOWANI, WIĘC JAKO SPOŁECZEŃSTWO POWINNIŚMY ZACHOWYWAĆ SIĘ ODPOWIEDZIALNIEJ.

Czy sądzi Pan, że budzące się w Europie i Ameryce tendencje autorytarne i antydemokratyczne są indukowane przez rosyjskie służby? Czy może jednak to naturalna i niesprowokowana przez zewnętrzne oddziaływania zmiana?
Twierdzenie, że Putin jest przyczyną całego zła na świecie, byłoby absurdalne. Nie, Putin nie jest demiurgiem. Na Kremlu siedzą bardzo sprytni ludzie, ale oni nie są w stanie zrobić wszystkiego.

Tendencja do autorytaryzmu, którą obserwujemy, bierze się z tego, że niektóre społeczeństwa zbiedniały, a niemal wszystkie – także te, które się względnie bogacą – coraz boleśniej przeżywają wszelkie nierówności. Nie tylko nierówności pieniężne, ale też „godnościowe” – poczucie, że ktoś inny ma więcej mocy, władzy, decyzyjności, chwały, dostępu do mediów etc. Na pewno zostało zachwiane poczucie bezpieczeństwa społecznego. Neoliberałowie zdemontowali państwo dobrobytu, które istniało na Zachodzie i do którego my też dążyliśmy. Przecież „Solidarność” walczyła z komuną, żeby wprowadzić w Polsce państwo dobrobytu, a nie po to, żeby wprowadzić dziki kapitalizm. Chodziło o kapitalizm cywilizowany i socjaldemokratyczny. Demontaż tego cywilizowanego kapitalizmu spowodował frustrację. Wielkim źródłem frustracji był kryzys 2008 r., który całkiem już realnie zagroził podstawom bytu wielkich mas ludzi, także na Zachodzie.

DRUGA RZECZ TO POSTĘPUJĄCA DEZINTELEKTUALIZACJA NASZEGO ŻYCIA SPOŁECZNEGO. TA DEZINTELEKTUALIZACJA WIĄŻE SIĘ Z EKSPLOZJĄ NOWYCH MEDIÓW, PRZED KTÓRYMI NIE UMIEMY SIĘ BRONIĆ.

Znamy to zjawisko z historii, ale teraz mamy je w zupełnie nowym natężeniu. Gdy pojawiło się radio, to wywołało wielkie zagrożenia, ale po jakimś czasie – i po wielu tragediach – ludzie wytworzyli sobie jakieś „przeciwciała intelektualne”, które zwiększyły ich odporność na radio. Podobnie było z telewizją. W tej chwili jesteśmy bombardowani przez Internet i media społecznościowe natłokiem informacji, często bezsensownych lub nieprawdziwych. To powoduje, że ludzie przestają sobie radzić z informacjami. Przestają je analizować, przestają odróżniać prawdę od kłamstwa, a nawet dobro od zła. Na pewno trzeba wysiłku indywidualnego i zbiorowego – wysiłku znacznie większego, niż ten, który był konieczny w przypadku radia – żebyśmy wytworzyli sobie odporność na Internet i media społecznościowe. Społeczeństwa i państwa powinny stworzyć nad nimi mechanizm kontroli. Przecież dobrze wiemy, że gdy pojawia się nowe medium, a jednocześnie trwa kryzys gospodarczy, to dzieją się rzeczy niedobre. Dobrym przykładem są lata 30., epoka wielkiej kariery Hitlera. Radio rozwinęło się wtedy jako medium masowe, a jednocześnie trwał wielki kryzys gospodarczy. To pozwoliło Hitlerowi wygrać. On był „radiowym celebrytą”. Jego siłą były przemówienia, których dzisiaj się nam dziwnie słucha. Miał głos zimny, wysoki, wibrujący, a momentami piskliwy. Ale najwyraźniej to odpowiadało ludziom, którzy wówczas czuli się zagrożeni nędzą. A

HITLER SWOIM GŁOSEM I SWOIMI SŁOWAMI SKUTECZNIE WYRAŻAŁ STRES, ZAGUBIENIE, FRUSTRACJĘ I PŁYNĄCĄ Z NICH AGRESJĘ. DZISIAJ NIE MA TAKIEGO HITLERA, NA SZCZĘŚCIE. ALE NA KREMLU SIEDZĄ SPRYTNI LUDZIE, KTÓRZY OBECNE SZKODLIWE TENDENCJE POTRAFIĄ DOBRZE WYKORZYSTAĆ.

Kremlowscy kozacy zobaczyli dzikiego rumaka i wskoczyli mu na grzbiet. Teraz już nauczyli się nad nim panować. Nie mieli roli sprawczej w naszych kłopotach, ale za chwilę będą już ją mieć. Będą panami naszych kłopotów.

Niestety, wszędzie na Zachodzie mają sojuszników. Wypatrzyli ich, gdy byli jeszcze słabi i pomogli im urosnąć w siłę. Myślę o takich sprzymierzeńcach Kremla jak Matteo Salvini we Włoszech. On nie zawsze, ale często działa na korzyść Rosji. Chodząc z podobizną Putina na koszulce i chwaląc jego poczynania, niszczy autorytet demokracji w naszych krajach. A przede wszystkim dąży do zniszczenia europejskiej waluty. Byłoby to spełnienie marzeń Władimira Putina. Zdaniem wielu analityków Putin dąży do tego, by Unia Europejska się rozpadła jako organizm polityczny i gospodarczy. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta: każde państwo oddzielnie Rosja będzie mogła sobie łatwiej podporządkować.

Z kolei w Niemczech mamy AfD, która jest przez Putina wspierana, ma też związki z polskimi zwolennikami Kremla, z organizacją Falanga. Udowodniono, że niemiecki działacz AfD finansował prowokację polskich putinowców na Ukrainie (podpalenie ośrodka mniejszości węgierskiej – chodziło o podżeganie Węgrów przeciwko Ukraińcom). We Francji jest Marine Le Pen, otwarcie finansowana przez Putina. W Wielkiej Brytanii mamy brexitowców, którzy – jak się okazuje – finansowani byli przez multimilionera robiącego interesy z Rosją.

W POLSCE MAMY PIS, KTÓRY W CORAZ OCZYWISTSZY SPOSÓB JEST ZWIĄZANY Z KREMLEM. I MAMY TEŻ KONFEDERACJĘ, KTÓRA OTWARCIE PRZYZNAJE SIĘ DO PROROSYJSKOŚCI.

W USA jest Donald Trump. Jak piszą amerykańscy dziennikarze – przede wszystkim Brian Frydenborg i Craig Under – Trump sponsorowany był przez Rosjan na długo zanim został prezydentem. Działo się to wtedy, gdy był tylko ekscentrycznym przedsiębiorcą w ciągłych tarapatach finansowych, z których wyciągali go Rosjanie. Bardzo ciekawą postacią jest współpracownik prezydenta Trumpa od zadań specjalnych i tajnych, Felix Sater z firmy Bayrock, która pomagała Trumpowi jako biznesmenowi. Sater to syn Michaiła Szeferowskiego – jednego z przybocznych głównego superbossa rosyjskiej mafii, Siemiona Mogilewicza. Tego samego Mogilewicza, którego przybocznym był także Andrij Persona, czyli sponsor warszawskiej „restauracji podsłuchowej” Lemongrass. Mamy więc do czynienia z skomplikowaną, ale spójną i zwartą siatką. To rosyjskie służby działające za pośrednictwem mafii i biznesu.

Czy da się nauczyć społeczeństwo obrony przed tym natłokiem informacji tak samo jak to miało miejsce w przypadku radia i telewizji?
To wielki kłopot, ponieważ ten natłok dostarcza nam ogromnej ilości przyjemności. Z radiem i telewizją problem był mniejszy, gdyż informacje radiowo-telewizyjne przez bardzo długi czas w ogóle nie były interaktywne. I nadal są interaktywne w bardzo małym stopniu. Oglądało się to, co akurat „leciało” w telewizji – i w dużej mierze nadal tak się ogląda TV. Natomiast Internet z definicji jest interaktywny.

JEŻELI KTOŚ CHCE „PRZYJEMNOŚCI” POLEGAJĄCEJ NA NIENAWIŚCI, JEŚLI CHCE OTRZYMYWAĆ MATERIAŁY NIENAWISTNE, NP. NA TEMAT ŻYDÓW, ARABÓW, GEJÓW, NIEMCÓW ITD. – TO MOŻE JE SOBIE DOSTARCZAĆ NIEUSTANNIE.

Wobec tego o wiele trudniej jest się opamiętać, ocknąć, nabrać dystansu. Nawet za Hitlera radio nie nadawało jego przemówień bez przerwy. Teraz ktoś, kto chce słuchać przemówień Trumpa lub czytać putinowskie fake newsy na polskojęzycznych anonimowych „portalach informacyjnych”, może to robić bez przerwy.

Trudno przekonać ludzi, by zrezygnowali z czegoś, co daje im nieograniczoną ilość rozkoszy. Trudno też przekonywać miłośników nienawiści, żeby przerzucili się na inne przyjemności. Nienawiść i pogarda to emocje o szczególnej mocy. W porównaniu z nimi inne rozrywki mogą się jawić jak mdła kaszka z mleczkiem. Nawet ktoś, kto w dobrej wierze próbuje się przerzucić z kremlowskich wylęgarni nienawiści na portale hobbystyczne dla majsterkowiczów, to zawsze ma pod ręką kuszący ocean zła.

Czym dla zaplecza politycznego PiS-u jest spółka Srebrna? Dlaczego sprawa tej afery tak słabo przebija się do opinii publicznej, chociaż chyba mogłaby być głównym „paliwem” obecnej kampanii wyborczej?
Nie sądzę, żeby ta afera mogła być paliwem kampanii. Sprawa jest oczywiście skandaliczna i przez chwilę nadszarpnęła mocno wizerunek Jarosława Kaczyńskiego, co było widać w sondażach. Prezes jednak rozwiązał problem ogromną ilością pieniędzy. Wydał 40 mld zł na różnego rodzaju programy socjalne.

ZAPLECZE POLITYCZNE PIS OGŁOSIŁO, ŻE AFERA SREBRNEJ JEST MOKRYM KAPISZONEM. CÓŻ, BYŁ TO NAJDROŻSZY MOKRY KAPISZON W HISTORII ŚWIATA. GDYBY NIE TE WYDATKI SOCJALNE, TO SKANDAL ZE SREBRNĄ MÓGŁBY STAĆ SIĘ GŁÓWNYM MOTYWEM KAMPANII WYBORCZEJ.

Jarosław Kaczyński z dobrotliwego staruszka, pochylającego się nad losem emerytów, bezrobotnych młodych ludzi i „brutalnie atakowanego” Kościoła katolickiego, przeobraziłby się w cynicznego miliardera–dewelopera. Byłoby to zabójcze – gdyby nie wspomniane programy socjalne. Po ich ogłoszeniu elektorat PiS powiedział sobie: „Jedni i drudzy kradną, pisowcy nie są święci – ale pisowcy się z nami dzielą”. A kto to jest złodziej, który się z nami dzieli? To jest Robin Hood. Może pisowcy nie są święci, ale są Robin Hoodami. Dlatego – dopóki Kaczyński będzie miał pieniądze na różne programy socjalne – pisowskie afery raczej nie wzmocnią opozycji.

Natomiast powiązania z Rosją – to jest dla PiS znacznie większy problem. Według polskich badań co najmniej 50 proc. Polaków wciąż się boi Rosji. A według badań zachodnich nawet 58 proc. Wśród tych, którzy się boją, wielu jest zwolenników PiS. PiS o tym dobrze wie. Na moje publikacje media sympatyzujące z partią rządzącą reagują histerycznie. Za każdym razem, choć nagłaśnianie ich to ze strony pisowców poważny błąd.

Dlatego

DZIWI MNIE TO, ŻE WIELU PRZECIWNIKÓW PIS WCIĄŻ BOI SIĘ MÓWIĆ O EWIDENTNYCH ZWIĄZKACH TEJ PARTII Z ROSJĄ.

Dziwi mnie też milczenie, z którym spotkała się książka Piotra Maciążka „Stawka większa niż gaz”. Maciążek pisze o naszym uzależnieniu od rosyjskich paliw. To temat kluczowy ze względu na nasze przetrwanie jako Polaków – i jako ludzi. Rosja jest krajem żyjącym z paliw kopalnianych. Dlatego chce je eksportować i znacząco przyczynia się do dyskredytowania ruchów ekologicznych. Nie zważa przy tym na los planety, choć sama stanowi sporą jej część. Zatem pcha nas wszystkich ku katastrofie. Oczywiście, możemy się pocieszać, że ekologowie przesadzają. Ale nawet jeśli podzielić ich prognozy na pół czy na ćwierć, to i tak musimy się liczyć z gigantycznymi katastrofami. Kreml jednak o to nie dba.

Dlatego zachęcam wszystkich czytelników tego wywiadu, żeby nagłaśniali rosyjskie wpływy w Polsce. Chodzi nie tylko o kampanię wyborczą. Chodzi o nas, o naszą kondycję jako społeczeństwa.

ŻEBY ODEPRZEĆ ATAKI KREMLA, NIE WYSTARCZY JEDNO ZWYCIĘSTWO W WYBORACH. PRZECIEŻ LUDZIE MOSKWY SĄ NIE TYLKO NA PRAWICY. TO ONA CIESZY SIĘ TERAZ NAJWIĘKSZYM POPARCIEM PUTINA, ALE KREML WRZUCA SWOJE JAJKA DO WSZYSTKICH GNIAZD.

Musimy nad sobą pracować. Musimy więcej czytać. Musimy sprawdzać informacje, w które wierzymy. Musimy sprawdzać polityków, na których głosujemy. W miarę możności musimy bojkotować firmy i organizacje, które mają istotne powiązania z Kremlem. Musimy odrzucać łatwą nienawiść do wyimaginowanych wrogów – gejów, Niemców, Żydów, Arabów, etc. – którą podsuwa nam wróg prawdziwy. Także wtedy, gdy ktoś nam podsuwa fake newsy o rzekomym homoseksualizmie Macierewicza. Ekscytowanie się takimi sprawami nas osłabia, rozprasza i redukuje do poziomu przeciwnika. Czas to wszystko odrzucić. Jak pan słusznie zauważył, jesteśmy w stanie wojny hybrydowej z Rosją. Konieczny jest zryw, który by nas wzmocnił. Konieczny jest kolejny wielki wysiłek cywilizacyjny, który zbliżyłby nas do Zachodu. Putin wydaje miliardy na propagandę w Internecie. Cóż, my powinniśmy wydawać co najmniej miliard na blokowanie i demaskowanie tej propagandy. A drugi miliard powinniśmy wydawać na docieranie z prawdą do Rosjan, na przeciwdziałanie putinowskiej propagandzie u jej źródła. To wielkie wydatki? To wielkie inwestycje w naszą przyszłość. To kilkadziesiąt tysięcy miejsc pracy, nie tylko zresztą dla informatyków i humanistów.

ANTYKREMLOWSKI ZRYW NIE MUSI BYĆ TYLKO „ANTY”. TO MÓGŁBY BYĆ POZYTYWNY PROGRAM DLA POLSKI I EUROPY.

Jaką pozycję według Pana zajmuje Kościół w układance powiązań PiS-u z rosyjskimi służbami?
Kościół katolicki jest w Polsce podzielony. Spora część kleru odrywa się od względnie lewicującego Watykanu. A hierarchom, którzy nadają ton polskiemu Kościołowi katolickiemu, bliżej jest do moskiewskiej cerkwi „putinowskiego prawosławia”. Prawosławie to głęboka i bogata duchowość, ale kremlowska cerkiew stanowi twór zinfiltrowany przez KGB i putinowskich aparatczyków.

Warto przypomnieć, że w sierpniu 2012 roku do Warszawy przybył patriarcha Cyryl – zdaniem badaczy wieloletni konfident sowieckiego KGB. Po co Cyryl przybył do Warszawy? Spotkał się z arcybiskupem Michalikiem. Przy tej okazji wzywali, aby oprzeć życie społeczne na „wartościach”. O jakie wartości Cyryl walczy w Rosji? Jego cerkiew błogosławi Kozaków, którzy katują na ulicach homoseksualistów.

W TYM SAMYM CZASIE, W KTÓRYM DO WARSZAWY PRZYJECHAŁ CYRYL, ZACZĘŁA SIĘ U NAS „WALKA Z GENDER”. NIEDŁUGO POTEM NA UCZELNIACH I W MEDIACH ROZPOCZĘŁA SIĘ WIELKA OFENSYWA „SPECJALISTÓW” Z ORDO IURIS.

To nie są nawet katolicy – Ordo Iuris związane jest z brazylijską sektą TFP potępioną przez katolickich biskupów Brazylii już w latach 80. Przywódcy Ordo Iuris przyznają się do związków z sektą, ale wbrew brazylijskim biskupom twierdzą, że ta sekta stanowi najprawdziwszy katolicyzm… Co gorsza, Ordo Iuris jest częścią tzw. Światowego Kongresu Rodzin, który jest sponsorowany przez przyjaciela Putina – oligarchę Władimira Jakunina. Jakunin sponsoruje „wykładowców” z Ordo Iuris, dzięki czemu mogą jeździć po świecie i rozsiewać nienawiść do homoseksualistów.

W ten obraz wpisują się też niektóre homilie arcybiskupa Jędraszewskiego. Jedna z nich brzmiała jak „przeklejona” w stu procentach z rosyjskiej propagandy – tej przeznaczonej dla ludzi z Zachodu i wymierzonej w uchodźców. Mianowicie Jędraszewski ogłosił, że w przyszłości „biali ludzie” w Europie zostaną zepchnięci do rezerwatów jak Indianie w Ameryce…

Jest również biskup z Drohiczyna – Antoni Dydycz. Dydycza zdaje się łączyć niezwykła nić sympatii z Robertem Szustkowskim. Szustkowski to biznesmen związany z rosyjską mafią, który założył w Polsce deweloperską Grupę Radius za pieniądze uzyskane od oligarchów tej mafii.

TERAZ PAN SZUSTKOWSKI POZYWA LUDZI, KTÓRZY UJAWNIAJĄ JEGO ZWIĄZKI Z ROSJĄ. A DO POZWÓW DOŁĄCZA LIST POLECAJĄCY DLA SĄDU, KTÓRY DOSTAŁ OD BISKUPA DYDYCZA. DYDYCZ PISZE W NIM, ŻE SZUSTKOWSKI BYŁBY ŚWIETNYM… AMBASADOREM POLSKI W MOSKWIE!

Kim jest według Pana ojciec Tadeusz Rydzyk?
Ojciec Tadeusz Rydzyk to tajemnicza postać. Według informatorów, gdy Rydzyk w latach 80. wyjechał na Zachód, to zniknął tam na pół roku. Jego znajomi, jego kościelni przełożeni nie mieli pojęcia, gdzie jest. A gdy później rozwijał Radio Maryja w Polsce, pomagali mu Rosjanie. Dostał od nich nadajniki dla swojej stacji. To oznacza, że Rosjanie są mu przychylni. Rydzyk ma też zaskakujące kontakty z administracją prorosyjskiego prezydenta Trumpa. Opisałem to w „Gazecie Wyborczej”. Chodzi o Ralpha Reeda, przywódcę koalicji ewangelikalnych protestantów. Mimo że stacja Rydzyka obraża protestantów, Reedowi to nie przeszkadza. Ralph Reed ściśle też współpracował z przestępcą Jackiem Abramoffem, który z kolei pracował m.in. dla rosyjskiej firmy Naftasib związanej ze służbami specjalnymi Kremla.

OCZYWIŚCIE NIE MOŻNA RÓWNIEŻ POMINĄĆ TEGO, ŻE RADIO MARYJA I TV TRWAM CO TYDZIEŃ NADAJĄ WYSTĄPIENIA ANTONIEGO MACIEREWICZA. ZATEM REGULARNIE PROMUJĄ TEGO POLITYKA, KTÓREGO ZWIĄZKI Z ROSJĄ SĄ NAJDOKŁADNIEJ UDOWODNIONE.

Z teologicznego i kulturowego punktu widzenia działalność ojca Rydzyka to odciąganie polskiego katolicyzmu od chrześcijaństwa zachodniego. To przeciąganie polskiego katolicyzmu w stronę Kremla i kremlowskiego pseudochrześcijaństwa.

Albowiem Rydzykowe pseudochrześcijaństwo niezwykle przypomina kremlowskie. W jednym i drugim przypadku mamy do czynienia z czymś w rodzaju pogańskiej religii politycznej – nacjonalistycznej, nienawistnej i amoralnej, głoszącej rzekomą świętość narodu i autorytarnego państwa.

Niestety, wielu z nas wciąż woli walczyć z narzędziem wroga, z PiS-em, z Rydzykiem – zamiast z samym wrogiem. Wielu z nas nie chce przyznać, że Kreml ciągle działa w Polsce i znowu robi w niej, co chce. Wielu z nas przyznaje to tylko po cichu.

Skąd to chowanie głowy w piasek? Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Ale czasem potrzeba obserwatora zewnętrznego, żeby zobaczyć coś, czego my sami nie widzimy. Francesca Paci z „La Stampy” powiedziała mi, że może chodzić o dumę narodową. Dla Polaków powodem do chwały jest to, że mieliśmy Rosjan na swoich ziemiach, ale ich wypchnęliśmy. Dlatego czujemy się jak Dawid, który zwyciężył potężnego Goliata. Tymczasem

PUBLIKACJE GRUCY, RZECZKOWSKIEGO I MOJE POKAZUJĄ, ŻE ROSJANIE CIĄGLE TU SĄ. TO MOŻE STANOWIĆ NADMIERNY SZOK DLA WIELU POLAKÓW.

Bo trudno przyznać, że nie odnieśliśmy tego wielkiego zwycięstwa, którym się chwalimy – takie wrażenie odniosła włoska dziennikarka.

Marek Falenta w swoim liście do prezydenta napisał, że pomógł PiS-owi wygrać wybory w 2015 roku poprzez nagrywanie polityków ówczesnej koalicji PO-PSL. Jeżeli Falenta ma dowody na prawdziwość swoich słów i da radę je upublicznić, jakie mogłyby być konsekwencje tego dla PiS-u?
To, że Falenta pomógł PiS, od dawna wiadomo. Od dawna wiadomo, że zrobił to świadomie. Marek Falenta przecież przyniósł nagrania kierownictwu partii, żeby zadecydowało, jak rozkręcić aferę taśmową. Tę część intrygi dobrze opisał Wojciech Czuchnowski w „Gazecie Wyborczej”.

CZUCHNOWSKI CO PRAWDA NIE NAPISAŁ, W JAKI SPOSÓB FALENTA UZYSKAŁ TE NAGRANIA. NIE NAPISAŁ, ŻE MAREK FALENTA JE DOSTAŁ OD AGENTÓW KREMLA. TO JEDNAK OPISUJE W SWOJEJ KSIĄŻCE GRZEGORZ RZECZKOWSKI, KTÓRY UDOKUMENTOWAŁ ROSYJSKĄ STRONĘ AFERY.

Jak pisze Czuchnowski, Marek Falenta przyszedł ze swoimi nagraniami do skarbnika PiS, Stanisława Kostrzewskiego. W ten sposób trafiły one do wąskiego kręgu, który kieruje tą partią. Zgodnie z decyzją członków tego kręgu, najprawdopodobniej więc również samego Kaczyńskiego, nagrania przekazano wrocławskim funkcjonariuszom CBA związanym z PiS.

Tą drogą dotarły one do pisowskich mediów – „Wprost” i „Do Rzeczy”.

Co to wszystko znaczy dla wyborców, którzy teraz dostają pomoc socjalną od PiS? Dla wyborców, którzy przez dwadzieścia parę lat dowiadywali się od poprzednich rządów, że nic nie dostaną? Cóż, mało interesuje ich to, że PiS wygrał dzięki nielegalnym podsłuchom. Może to i brudne metody – powiedzą sobie – ale wyszło na dobre. PiS to nasi Robin Hoodowie. Szlachetni przestępcy, którzy nam dają pieniądze, choć nie zawsze używają legalnych metod.

Sprawa natomiast robi się poważniejsza, gdy wszyscy się dowiadujemy, że PiS znajduje się pod protekcją Rosjan i mógł zostać skorumpowany za pomocą „podsłuchowej” przysługi. Sprawa robi się znacznie poważniejsza, jeżeli wsparcie, które elektorat dostał od PiS, pośrednio pochodzi też od Rosjan.

KORZYŚCI, KTÓRE UZYSKUJĄ WYBORCY – TAKŻE KORZYŚCI PIENIĘŻNE – OKAZUJĄ SIĘ BRUDNE. POJAWIA SIĘ PYTANIE, CZY NIE SĄ TO RUBLE POPLAMIONE WĘGLEM, ROPĄ I KRWIĄ.

Dodam na marginesie, że w dużej mierze popieram politykę socjalną PiS. Natomiast w polityce socjalnej ważne jest, żeby jej beneficjent zachowywał się odpowiedzialnie. Odbiorca pomocy powinien zadawać sobie pytanie, jakim kosztem ją dostaje i jakiego rodzaju zobowiązania przy tej okazji zaciąga. To jest kluczowe dla dobrze działającej demokracji. A zwłaszcza dla socjaldemokracji, która nie powinna przeobrażać się w masowe kupowanie wyborców.

Czy jakakolwiek opozycja ma szanse na wygraną z tak teflonowym ugrupowaniem, jakim jest Zjednoczona Prawica? Czy nasz kraj po czteroletnich rządach obozu „dobrej zmiany” ma jeszcze szanse na powrót do normalności – bez wojny hybrydowej i Rosjan?
Jak najlepiej zakończyć wojnę? Trzeba ją wygrać! Putina raczej nie obalimy – to zadanie samych Rosjan. Możemy jednak wypchnąć Putina z Polski. Możemy obalić lub zneutralizować jego agentów i jego propagandę. W tym celu musimy nieustannie nagłaśniać najistotniejsze fakty, docierając nie tylko do naszych znajomych, którzy myślą podobnie. Pewna osoba, której tutaj bardzo dziękuję, skserowała mapy powiązań z książki „Morawiecki i jego tajemnice”. Zrobiła to w dużej ilości. Następnie powrzucała te skserowane mapy do wszystkich skrzynek pocztowych w swoim mieście (dodam od razu, że niedużym). Zaraz potem były wybory – i PiS poniósł klęskę w tym mieście.

Zatem

NA WSZELKIE MOŻLIWE SPOSOBY, TAKŻE KREATYWNE I ZASKAKUJĄCE, MUSIMY INFORMOWAĆ WSZYSTKIE POLKI I WSZYSTKICH POLAKÓW, ŻE PIS STAŁ SIĘ NARZĘDZIEM WROGIEGO MOCARSTWA.

Musimy im również przypominać, że łatwych wyimaginowanych wrogów podsuwa nam prawdziwy i trudny wróg. Kto sieje nienawiść do gejów, „lewaków”, liberałów, Niemców, Żydów czy Arabów, ten służy Kremlowi. Nawet gdy tego nie wie lub nie chce wiedzieć. Jeśli wiedza o tych kremlowskich manipulacjach się rozszerzy, Polki i Polacy zaczną zatykać sobie uszy na podszepty nienawiści – czy to pisowskiej, czy konfederackiej, czy jakiejkolwiek innej.

Walka z Kremlem to podstawowy warunek, żeby wygrać, bo to Rosjanie dają zwycięstwa Kaczyńskiemu. To ich agenci podarowali mu aferę taśmową w 2014 r. To kremlowskie trolle i fake newsy wspierają PiS w Internecie. Warto też zadać pytanie, czemu Kaczyński czuje się tak pewny siebie, jeżeli chodzi o wydatki budżetowe. Przecież lekką ręką rozdaje miliardy… Być może trwają właśnie zakulisowe rozmowy dotyczące wsparcia dla polskiego rządu w razie zachwiania się równowagi budżetowej państwa. Być może Polska otrzyma wtedy pomoc finansową od jakiegoś mocarstwa niedemokratycznego – od Rosji lub od Chin. Taka pożyczka czy inwestycja jeszcze bardziej oddaliłaby nas od Zachodu. Obawy są o tyle zasadne, że Orbán już korzysta z pomocy Chin.

MOŻNA SPYTAĆ, CZY NIE MA W POLSCE LUDZI, KTÓRZY BYLIBY GOTOWI ZIGNOROWAĆ FAKT, ŻE „DOBRA ZMIANA” TO PREZENT OD ROSJAN.

Można przypuścić, że niektórzy wyborcy powiedzieliby sobie: „Ten Putin nie jest taki zły, skoro zainstalował w Polsce taki dobry, taki hojny rząd!”. Wiemy jednak, że co najmniej połowa Polek i Polaków obawia się Rosji. Wśród nich są także wyborcy PiS. Wielka część elektoratu partii rządzącej ma problem z informacjami o rosyjskich powiązaniach PiS. Dlatego opozycja powinna o nich krzyczeć. My wszyscy powinniśmy o nich krzyczeć. Ale nie po to lub nie tylko po to, żeby pokonać PiS. Przede wszystkim dlatego, że to sprawdzone, udokumentowane fakty.

Kmicic z chesterfieldem

Lech Wałęsa skomentował kolejną porażkę Beaty Szydło w Parlamencie Europejskim. Europosłanka PiS kolejny raz została odrzucona przez polityków unijnych i nie zajmie stanowiska szefowej komisji ds. zatrudnienia.

„W świetle (nie ukrywajmy tego) totalnej klęski (19:34) ostatni wynik (21:27) był niewiarygodnym sukcesem. Podsuwam Pani jednak pomysł jak uzasadnić tę katastrofę” – napisał na Facebooku Roman Giertych w kolejnym liście do Beaty Szydło. Po poprzednim głosowaniu też się do niej odezwał („Wałęsa i Giertych podsumowali kolejny „sukces” PiS 21:27 w PE”).

Jak więc – zdaniem Giertycha – była premier powinna uzasadnić tę katastrofę? – „Otóż odpowiedź jest prosta: to była germańska zemsta. Na zimno i z premedytacją zaplanowana i wykonana właśnie w rocznicę Grunwaldu. 609 lat czekali, aby odpowiedzieć na cios zadany przez Jagiełłę. Czekali, czekali i się doczekali. I tak jak my wycięliśmy wówczas kwiat teutońskiego rycerstwa, tak oni Panią-kwiat obozu rządzącego wycięli z tej ważnej i należnej Pani funkcji i…

View original post 593 słowa więcej

 

Reklamy

Kapelan Wałęsy, ks. Cybula, też pedofil

Premiera filmu dokumentalnego „Tylko nie mów nikomu” Tomasza Sekielskiego, dotyczącego pedofilii w polskim Kościele, w najbliższą sobotę na YouTube. Efekt wielomiesięcznej pracy zobaczyli wcześniej dziennikarze.  – „To nie jest jeszcze jedna ważna opowieść zawierająca dramatyczne relacje ofiar księży pedofilów. To dziennikarskie śledztwo Sekielskiego, którego wyniki są druzgocące. Musicie Państwo ten film koniecznie zobaczyć” – napisał na Twitterze Janusz Schwertner z onet.pl.

W filmie jest m.in. mowa o ks. Franciszku Cybuli, który był osobistym kapelanem w czasach prezydentury Lecha Wałęsy, ale także wtedy, kiedy pierwszy przywódca „Solidarności” był internowany podczas stanu wojennego. Sekielski dotarł do ofiary jego czynów pedofilskich.

https://twitter.com/Makowski_Jaro/status/1126506721143209984

Nagrał też samego księdza Cybulę, który w konfrontacji z pokrzywdzoną przez niego osobą, do wszystkiego się przyznaje. Były kapelan Wałęsy zmarł w lutym tego roku. W filmie pojawia się wypowiedź byłego prezydenta, który mówi, że nie uwierzy, dopóki nie dostanie dowodów.

W dokumencie, który trwa dwie godziny, przedstawiono wiele przykładów molestowania dzieci przez księży. Pokazano także przypadki duchownych, którzy wciąż odprawiają nabożeństwa, choć przed laty krzywdzili dzieci. Odniesienia się do ujawnionych przypadków pedofilii w Kościele odmówili Sekielskiemu hierarchowie Kościoła katolickiego w Polsce, m.in. prymas ks. Wojciech Polak i abp Sławoj Leszek Głódź. Konferencja Episkopatu Polski już zapowiedziała, że nie zamierza w żaden sposób odnieść się do dokumentu Sekielskiego.

Więcej na temat filmu Sekielskich >>>

Sekielscy obnażają pedofilię kleru. To polskie „Spotlight”.

Depresja plemnika

Jarosław Kaczyński jest wewnętrznie zdruzgotany śmiercią przyjaciółki, brata, matki i myślę, że poczucie proporcji  i rzeczywistości jest u niego zachwiane. Bardzo mu współczuję, ale myślę, że wewnętrzna tragedia nie usprawiedliwia niszczenia wszystkiego wokół siebie – ocenia prof. Jadwiga Staniszkis, socjolog. – Moim zdaniem prawdziwa wiara to przede wszystkim szacunek do drugiego człowieka, a robienie z jakichś zmitologizowanych założeń czy symboli, jak tęcza, czegoś tak zasadniczego jest czymś absurdalnym i pokazuje tak naprawdę wewnętrzną pustkę pisiaków – mówi o zatrzymaniu Elżbiety Podleśnej

View original post 1 763 słowa więcej

Prokuratura nie chce podjąć decyzji w sprawie taśm Kaczyńskiego, boi się go. W kraju panoszy się bezprawie

„Prokurator nie może jeszcze podjąć decyzji o wszczęciu lub odmowie wszczęcia postępowania po zawiadomieniu Geralda Birgfellnera. Niezbędna jest kontynuacja przesłuchania” – poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie Łukasz Łapczyński. Austriacki biznesmen Gerald Birgfellner już po raz szósty stawił się w warszawskiej prokuraturze okręgowej w związku ze złożonym przez siebie zawiadomieniem o możliwości popełnienia oszustwa przez Jarosława Kaczyńskiego.

Łapczyński dodał, że „mimo żądania prokuratora dostarczenia przetłumaczonych na język polski dokumentów, do chwili obecnej strona ich nie złożyła”. – „Wobec braku stosownych tłumaczeń prokurator będzie zmuszony powołać biegłego w celu ich przetłumaczenia” – stwierdził Łapczyński.

„5 minut przerwy. Prokuratura poinformowała, że oprócz dzisiejszego terminu będzie chciała wezwać nas ponownie, ale dopiero w kwietniu, gdyż tłumaczka jest w marcu zajęta. Prokuratura potwierdziła, że żąda od świadka przetłumaczenia ok. 20000 stron dokumentów (koszt ok.1 mln zł)” – napisał na Twitterze Roman Giertych, jeden z pełnomocników Austriaka. Dodał, że „Tłumaczenie to obowiązek prokuratury. W postępowaniu nie można nawet wykorzystać dokumentów tłumaczonych przez stronę”. Giertych zapowiedział złożenie do sądu skargi na przewlekłość postępowania.

Podczas wcześniejszej przerwy drugi z pełnomocników austriackiego biznesmena mec. Jacek Dubois mówił, że ze strony prokuratury ciągle padają pytania, na które już udzielono odpowiedzi. – „Jak wychodziłem z domu, rodzina się mnie pytała, gdzie idziesz. Ja odpowiedziałem: do KOK-u. Co to jest KOK? To jest Komitet Obrony Kaczyńskiego, bo inaczej nie można potraktować sytuacji, w której nic się nie dzieje, terminy ustawowe są przekroczone i nie możemy posunąć się dalej. Ja mam takie jedno pytanie: zastanawiam się (…), czy nasz klient więcej czasu spędził na straconej pracy dla pana Kaczyńskiego czy więcej spędzi w prokuraturze, która miała mu w tej sprawie pomóc” – powiedział mec. Dubois.

Polska to republika bananowa, ośmieszona w Europie przez Kaczyńskiego i jego pokraki.

Depresja plemnika

„Wartości” Kaczyńskiego, czyli PIĄTKA KACZYŃSKIEGO

Jarosław Kaczyński ogłosił najważniejszy punkt programu PiS na wybory europejskie, to przywracanie WARTOŚCI, na których budowana była Unia Europejska. Przyjrzyjmy się więc wartościom wprowadzanym w życie przez Jarosława Kaczyńskiego od kilku już lat w naszym kraju.

1/ wykorzystywanie władzy do budowy imperium finansowego. Przykładem starania o wybudowanie dwóch „wież Kaczyńskich” w centrum Warszawy. Gdyby Emmanuel Macron prezydent Francji zrobił to, co zrobił Kaczyński nie byłby już prezydentem Francji. A afera KNF, to nie tylko afera Marka Ch., bo widać zorganizowane działania z udziałem służb specjalnych /agent CBA kierowcą właściciela Getin Group/, a nawet niewyjaśnioną rolę prezesa banku centralnego, w celu przejęcia prywatnego banku.

2/ wartości chrześcijańskie w postaci sojuszu tronu z ołtarzem. Kościół panoszy się za przyzwoleniem władzy we wszystkich sferach państwowego życia: milionowe dotacje, właściwie z każdej instytucji państwowej, specjalne prawo i przywileje dla kościoła i jego instytucji, chociażby w postaci zwolnień podatkowych. Kościół…

View original post 1 723 słowa więcej

Zastraszona pani prokurator udaje prowadzenia śledztwa ws. propozycji korupcyjnej przedstawionej przez Jarosława Kaczyńskiego

„Cytując klasyka, jesteśmy coraz bliżej prawdy. Tym razem rozmowy w prokuraturze były merytoryczne i bardzo szczegółowe. Liczymy, że efektem będzie wszczęcie śledztwa” – powiedział po dzisiejszym przesłuchaniu Geralda Birgfellnera jego pełnomocnik Jacek Dubois. Austriacki biznesmen przez prawie 8 godzin składał wyjaśnienia w sprawie oszustwa, którego miał się w stosunku do niego dopuścić Jarosław Kaczyński.

Pełnomocnik Birgfellnera zapytany czy możliwe jest przesłuchanie prezesa PiS, odpowiedział: – „Pani prokurator prowadząca dość nerwowo reaguje na pytania”. Dubois odniósł się także do kwestii kar w wysokości 6 tys. zł, które zostały nałożone na jego klienta za niestawienie się na przesłuchaniach zaplanowanych na 21 i 22 lutego. – „Złożyliśmy stosowne wyjaśnienia. Mam nadzieję, że będziemy ten wątek jutro kontynuować, ponieważ pani prokurator zażądała kolejnych dokumentów. Wydaje mi się, że mamy do czynienia bardziej z inwigilacją osoby niż próbą merytorycznej oceny sprawy” – powiedział adwokat. W piątek bowiem będzie kontynuowane przesłuchanie austriackiego biznesmena.

Mecenas Dubois w TVN24 został zapytany o żądanie prokuratury, dotyczące dostarczenia przez zawiadamiającego, czyli Birgfellnera, tłumaczenia wszystkich złożonych przez niego niemieckojęzycznych i anglojęzycznych dokumentów.  – „Złożyliśmy w tej sprawie dziś pismo tłumacząc, że prokuratura nie ma żadnej podstawy prawnej do takiego zarządzenia. Wskazaliśmy, że to jest kolejne działanie w ramach efektu mrożącego. Ma doprowadzić do zastraszenia naszego klienta, bo mówimy o olbrzymim nakładzie finansowym. Takie działania tak naprawdę pozbawia obywatela prawa do sądu” – odparł Dubois. Dodał, że jeżeli prokuratura nie zmieni decyzji w sprawie tłumaczeń, „to konsekwencje tego na pewno będą w Trybunale Europejskim”.

Bezprawie Kaczyńskiego jest wprodzane przez lichych ludzie bez charakteru, jak prokuratorka ws. skorumpowanego Kaczyńskiego.

Depresja plemnika

Małe sprostowanie, wynajęli willę. Reszta zostaje.

Ksiądz Rafał Sawicz od czasu, kiedy w „Gazecie Wyborczej” pojawiły artykuły o tzw. taśmach Kaczyńskiego, był nieuchwytny. A to właśnie ksiądz był jedną z osób, która w imieniu Instytutu im. Lecha Kaczyńskiego podpisała się pod dokumentami, umożliwiającymi rozpoczęcie budowy dwóch wież przez związaną z PiS spółkę Srebrna. Austriacki biznesmen Gerald Birgfellner zeznał w prokuraturze, że przekazał 50 tys. zł w gotówce, które miały trafić do księdza Sawicza za złożenie tegoż podpisu.

Teraz „cudem” odnaleziony ksiądz wydał oświadczenie, które rozpowszechnił jego pełnomocnik mecenas Janusz Masiak. – „Nie chcę i nie będę rozmawiać z żadnymi mediami. Jeżeli zajdzie taka konieczność, będę oczywiście do dyspozycji odpowiednich organów państwowych” – napisał ks. Sawicz.

Z oświadczenia wynika, że ks. Sawicz czuje się „ofiarą”. – „Jestem zdumiony zamieszaniem i skalą zmanipulowanych informacji wokół mojej osoby. Od lipca 2016 roku nigdy nie prowadziłem i nie prowadzę działalności publicznej i uważam, że…

View original post 789 słów więcej

Zbigniew Ziobro w nieustającym syndromie śmierci Barbary Blidy

„Cieszę się, że niezawisły sąd w sposób jednoznaczny dokonał oceny skandalicznych działań prokuratury. Wcześniej mówiłem, że ja w tej sprawie nie miałem się czego wstydzić i że na koniec to te osoby, które doprowadziły do tego skandalu będą się wstydzić” – powiedział w rozmowie z gazeta.pl były wiceprzewodniczący KNF Wojciech Kwaśniak. Szczeciński sąd stwierdził dziś, że zatrzymanie jego i b. szefa KNF Andrzeja Jakubiaka było nieuzasadnione.

Sąd uznał, że w świetle zgromadzonego materiału dowodowego nie było żadnych przesłanek do stawiania zarzutów, do zatrzymywania i stosowania środków ograniczających wolność wobec byłych szefów KNF. – „Mam przekonanie, że szczególnie takie osoby jak minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro czy prokurator krajowy Bogdan Święczkowski oraz Grzegorz Bierecki, były prezes kasy krajowej SKOK, a obecny senator, którzy w sposób skandaliczny bezpośredni się wypowiadali na temat tych zarzutów i mojej osoby, będą teraz mieli odpowiednią refleksję w tej sprawie” – dodał Kwaśniak. A więcej o wypowiedziach Ziobry, dotyczących byłego wiceszefa KNF w artykule „Kwaśniak: „Być może niedługo zostanę oskarżony o to, że to ja napadłem na przestępców”.

„Sąd zdecydował o uwzględnieniu wszystkich złożonych zażaleń, zarówno na zatrzymanie pana Andrzeja Jakubiaka, jak i postanowienia dotyczącego zastosowania środków zapobiegawczych, uznając całkowicie argumentację ujętą w obu tych zażaleniach” – powiedział z kolei obrońca byłego szefa KNF Andrzeja Jakubiaka Bartłomiej Jankowski. Jak dodał, w uzasadnieniu sąd wskazał, że w jego ocenie Jakubiak nie dopuścił się żadnego czynu zabronionego, a jest to przesłanka niezbędna do tego, by zastosować jakiekolwiek środki zapobiegawcze. – „Dotychczasowa postawa życiowa, moralna Andrzeja Jakubiaka, jako wzorowego urzędnika państwowego i menedżera wskazuje jednocześnie, że nie było choćby najmniejszej obawy tego, żeby swoim zachowaniem utrudniał przebieg prowadzonego postępowania” – dodał Jankowski.

Na wspomnianą przez Wojciecha Kwaśniaka refleksję u Zbigniewa Ziobry nie można liczyć. Minister sprawiedliwości uznał bowiem, że sąd podjął „decyzję niesłuszną, rażąco niesłuszną” – jak się wyraził. – Minister Sprawiedliwości podważa wyroki sądu, broniąc się przed zarzutami o niesłuszne zatrzymanie b. szefa KNF, dokonane przez prokuraturę podległą sobie. Następny krok: likwidacja sądów i zastąpienie ich prokuraturą?” – skomentował na Twitterze słowa Ziobry były szef MSW Bartłomiej Sienkiewicz.

Zbigniew Ziobro nie zmieni się nigdy. To beztalencie tworzy tylko syndrom Barbary Blidy. Nie poddaje, a nuż się uda, ale uda mu się Trybunał Stanu, który niechybnie go czeka.

Depresja plemnika

Super Ekspress informuje nieoficjalnie, że zaraz po majowych eurowyborach PiSowski rząd czeka rekonstrukcja.

Gazeta podaje nawet konkretne nazwiska i sugeruje, że obecny szef Kancelarii Premiera Michał Dworczyk otrzyma tekę szefa resortu obrony, a dotychczasowy minister Mariusz Błaszczak jest przymierzany do objęcia MSWiA w sytuacji, gdy mandat europosła zdobędzie minister Joachim Brudziński. „Mariusz radził sobie w MSWiA, czego nie można powiedzieć o jego aktywności w MON”– ocenił w rozmowie z dziennikiem ważny polityk PiS.

SE powołując się na niego zapewnia, że nie będzie miejsca w rządzie dla Antoniego Macierewicza, chociaż wielu widziałoby go znów w resorcie obrony.

„Nawet jeśli jego były współpracownik, Bartłomiej M. wyszedłby z aresztu, i tak Macierewicza nikt by nie wpuścił do rządu. Mielibyśmy zbyt dużo do stracenia gdybyśmy się na to zgodzili, choć dochodzą do nas słuchy, że Antoni bardzo chciałby wrócić” – tłumaczy PiSowski funkcjonariusz.

SE zapowiada też, że minister edukacji Annę Zalewską może zastąpić…

View original post 682 słowa więcej

Ciul! Czy niewłaściwe jest, że zdrajcę określa się męskim członkiem po śląsku?

W Żorach odbył się protest przeciwko kandydatowi Koalicji Obywatelskiej, a obecnie radnemu PiS Wojciechowi Kałuży. W proteście wzięli udział m.in. Monika Rosa z Nowoczesnej i Borys Budka z PO.

Dzień po ogłoszeniu Koalicji Obywatelskiej, SLD i i PSL do Porozumienia Programowego prawicy dołączył radny Wojciech Kałuża. PiS zyskało tym samym 23 mandaty i to ono będzie sprawować władze w sejmiku woj, śląskiego.

Wojciech Kałuża został radnym z listy Koalicji Obywatelskiej, był rekomendowany przez Nowoczesną.

W Żorach odbył się protest, w którym uczestnicy postulowali o to, by radny PiS złożył mandat. Do zgromadzonych przemówiła posłanka Nowoczesnej Monika Rosa.

– Boli mnie serce, bo jeden z członków Nowoczesnej zdradził. Kałuża, ty ciulu, ty zdrajco. Mam nadzieję, że za rok wszystkich cholernych ciuli rozliczymy – powiedziała posłanka.

– Kałuża to nie jest męczennik. Za garść srebrników sprzedał to co jest najważniejsze, sprzedał honor i swoją twarz – powiedział Borys Budka.

„Przyzwoitość, nie pieniądze!”, „Oddaj mandat, przeproś Żory!”, „Jeżeś Ślązok, nie rób gańby!”, „Złodziej!”, „Kałuża, ty ciulu!”- takie okrzyki wznosili manifestanci na rynku w Żorach, podczas największej od 1989 roku demonstracji, wywołanej zdradzieckim manewrem kandydata Koalicji Obywatelskiej do Śląskiego Sejmiku Wojciecha Kałuży.

Dał się PiS–owi przekupić i otrzymując stanowisko wicemarszałka, przeszedł stronę partii rządzącej. Oszukani wyborcy i polityczni sojusznicy Kałuży domagali się, by oddał mandat wojewódzkiego radnego.

„Ten człowiek, który w kampanii wyborczej się kreował na Ślązaka, on po prostu to wszystko sprzedał. Nie bydzie tego. Jeżeś ślązok, oddaj mandat!” – krzyczał do mikrofonu Marcin Musiał, jeden z organizatorów manifestacji.

Wtórowało mu kilkaset osób, które przyszły na żorski rynek, by pokazać, że czują się oszukane. Na mównicę wyszła także posłanka Monika Rosa, szefowa Nowoczesnej na Śląsku.

„Boli mnie serce, że muszę stać i manifestować, bo jeden z członków Nowoczesnej zdradził. Nie traćcie wiary. Zaufajcie jeszcze raz” – prosiła Rosa i wykrzyczała na cały głos: „Kałuża, ty ciulu!”

O głos prosili też ludzie z tłumu. „Nie znałam tego pana” – zwróciła się do zgromadzonych emerytka pani Ewa – „ale zagłosowałam na niego, bo nie chciałam poprzeć kandydata PiS-u. Byłam przekonana, że jak ktoś jest jedynką na liście, to jest to kandydat najwyższego zaufania. W środę rano obudziłam się i okazało się, że jednak zagłosowałam za PiS-em! Wytrącono mi z ręki ostatnią broń dostępną dla zwykłego obywatela! Z obawą czekam na dzień, w którym obudzę się i dowiem, że nie jestem już obywatelką III RP, ale poddaną miłościwie panującego Jarosława” – mówiła pani Ewa.

Z kolei Maria Szymczyk podkreślała, że wywodzi się ze środowiska Żorskiej Samorządności, tak jak Wojciech Kałuża. „Panie Kałuża, gdzie, do cholery, są twoje ideały? Byłeś z nami w tym miejscu, gdy do Żor przyjechał prezydent Andrzej Duda. Nie stałeś wśród tych, którzy przyjechali klaskać. Wołałeś: „Konstytucja!”. Co się z tobą stało? – pytała Maria Szymczyk.

* * *

Depresja plemnika

Dialog na Twitterze między Hanną Lis a Brudzińskim z pointą.

Piątkowa nominacja Jacka Jastrzębskiego na szefa Komisji Nadzoru Finansowego – w miejsce skompromitowanego Chrzanowskiego – niesie zmianę układu sił w obozie władzy. Premier nie miał bowiem do tej pory większego wpływu na politykę KNF. Dotychczasowy jej przewodniczący, Marek Chrzanowski, był człowiekiem Adama Glapińskiego, wywodzącego się z tzw. zakonu PC, czyli pierwszej partii Kaczyńskiego, prezesa Narodowego Banku Polskiego. Z naszych informacji wynika, że na początku listopada, kiedy atmosfera wokół KNF zaczęła gęstnieć, weterani PC i PiS próbowali zapewnić sobie długofalową kontrolę nad Komisją – także na wypadek ewentualnych zmian kadrowych.

– Wraz ze słynną poprawką „bank za złotówkę”, dającą KNF prawo do wywłaszczania właścicieli banków, do Sejmu trafiły po cichu także dwie inne propozycje zmian. Chodziło o zapisy, dające marszałkom Sejmu i Senatu prawo do delegowania do władz Komisji swoich przedstawicieli – mówi osoba znająca kulisy sprawy. Poprawki były kwestionowane przez…

View original post 2 341 słów więcej

Kaczyński dąży do modelu państwa Orbana

Już po raz drugi sędzia Igor Tuleya został przesłuchany w charakterze świadka przez zastępcę rzecznika dyscyplinarnego Przemysława Radzika. Tym razem chodziło o pytania prejudycjalne, które Tuleya wysłał do unijnego Trybunału Sprawiedliwości. Przesłuchanie trwało prawie dwie godziny.

Przed siedzibą KRS, gdzie zeznawał sędzia Tuleya, zgromadzili się ludzie, którzy przyszli go wesprzeć. – „Żeby być niezawisłym sędzią, trzeba być przede wszystkim odważnym człowiekiem. Tego się nauczyliśmy podczas protestów od obywateli. Walczymy do końca, walczymy o niezależność, niezawisłość. Bronimy takich prostych wartości wspólnych wszystkim obywatelom, jak sprawiedliwość i przyzwoitość. Słyszy się, że takich postępowań i działań jest dużo więcej. Choćbyśmy byli tu wzywani przez 365 dni w roku, nasze stanowisko nie zmieni się. Będziemy mówić to, co mówiliśmy do tej pory. Mówimy prawdę i bronimy tych wartości, które są zapisane w Konstytucji” – powiedział Tuleya po wyjściu od rzecznika dyscyplinarnego.

W przesłuchaniu sędziego nie mógł wziąć udziału jego pełnomocnik mecenas Jacek Dubois. Taką decyzję podjął rzecznik Przemysław Radzik. – To rzecz skandaliczna, ponieważ zostały naruszone prawa świadka w postępowaniu. Nigdy w całej karierze nie spotkałem się z taką sytuacją, żeby człowiek został pozbawiony obrońcy. Przepis mówi, że dopuszcza się pełnomocnika, jeżeli wymaga tego interes prawny” – powiedział mec. Dubois. Oświadczył, że złoży zażalenie na taką decyzję rzecznika.

Na początku września przez media narodowe i te sprzyjające obozowi władzy przetoczyła się wielka krucjata przeciwko Platformie Obywatelskiej oparta na tezie, że partia Grzegorza Schetyny popiera wprowadzenie cenzury treści w sieci. Było to pokłosie głosowania w Parlamencie Europejskim, gdzie deputowani skierowali do dalszych prac projekt dyrektywy o prawie autorskim dotyczącym Internetu, który popularnie nazywany jest “ACTA 2”. Projekt wzbudzał olbrzymie emocje, nic więc dziwnego, że obóz rządzący postanowił wykorzystać je na swoją korzyść. 

W akcję oskarżania PO o zamiary cenzorskie włączyli się praktycznie wszyscy rozpoznawalni politycy Prawa i Sprawiedliwości, z rzeczniczką PiS na czele. Beata Mazurek grzmiała na Twitterze, że “Europosłowie @platforma_org przeciwko wolności w internecie. #ACTA2 przyjęta przez PE przy wsparciu europosłów PO. Delegacja @pisorgpl zdecydowanie przeciw. @platforma_org tęskni do cenzury.”

 

Z ust Patryka Jakiego usłyszeliśmy atak na Rafała Trzaskowskiego, a z ust szefa sztabu wyborczego PiS europosła Tomasza Poręby, że to “czarny dzień dla wolności w Internecie”.

Jakież musiało być zdziwienie w redakcji portalu Wpolityce.pl, gdy jej pracownicy odkryli, że sprawa wcale nie jest tak jednoznaczna, a Ministerstwo Kultury Narodowej i Dziedzictwa Narodowego oraz ostatnio Ministerstwo Cyfryzacji wydały komunikat, że dyrektywę wprowadzającą ACTA2 popierają i to mimo deklarowanego sprzeciwu premiera Morawieckiego. Co gorsza, z Brukseli płyną ponoć głosy, że polski rząd jest gotów do kompromisu, a furtka do wprowadzenia cenzury w sieci pozostanie otwarta. Redakcja zadaje głośne pytania, czy w KPRM kontrolują to, co dzieje się w podległych premierowi resortach. Zarzucili też rządzącym, że obecni przedstawiciele polskiego rządu zajmujący się tą sprawą wydają się być sercem za ACTA2.

Wątpliwości medialnych sojuszników rządu postanowił rozwiać minister Piotr Gliński. Na antenie telewizji wPolsce.pl odniósł się do zarzutów podniesionych przez portal, jednak nie potrafił jednoznacznie określić, czy rząd poprze wprowadzenie kontrowersyjnej dyrektywy.

To jest trudna dyrektywa, bo ona ma znaleźć kompromis pomiędzy potężnymi grupami z obu stron – powiedział Gliński. Z wielu powodów, ale też z powodu przywiązania polskiego społeczeństwa do wolności, jesteśmy zwolennikami wolności w internecie. Nie pozwolimy na żadne zapisy, który tę wolność mogły krępować. Dlatego jesteśmy po tej stronie. (…) Będziemy bronić wolności. Tam jest montowana mniejszość blokujący, by nie było niebezpieczeństwa związanego z realizowaniem tej dyrektywy – dodał.

Inaczej mówiąc rząd kluczy i robi dobrą minę do złej gry. Awantura, jaką wywołali przeciwko europosłom Platformy Obywatelskiej może teraz uderzyć bezpośrednio w nich samych.

Piotr Guział postraszył warszawiaków, że w razie wygranej Rafała Trzaskowskiego stolica na lata będzie odcięta od funduszy z budżetu państwa na budowę metra, mostów i obwodnicy. Strach się bać. Guział, który przy Patryku Jakim zamierza być wiceprezydentem, znany jest z tego, że potrafi gadać dużo i bez sensu. Nie jest jeszcze członkiem partii rządzącej, więc niektórym wydaje się, że więcej mu wolno. Ale Patryk Jaki się od straszenia Guziała także nie odciął, nie bardzo bowiem widzi powód, dla którego miałby to robić. A poza tym jak najbardziej się ze swoim przyszłym zastępcą zgadza. Bo jego zdaniem „trudno, żeby nasz rząd finansował mosty dla Rafała Trzaskowskiego”.

Warszawiacy mają się bać

Jaki oraz Guział zaprezentowali się warszawiakom w całej okazałości. Nie ukrywając, jak bardzo gardzą tym, co o nich pomyślą. Warszawiacy nie muszą ich cenić ani lubić, mają ich wybrać ze strachu, bo w przeciwnym razie stolica zostanie pozbawiona środków na rozwój. Strumień pieniędzy, także unijnych, popłynie w stronę posłusznych, którzy wybiorą właściwie. Żeby uniknąć kary, warszawiacy mają więc być pragmatyczni.

PiS nie lubi samorządności

PiS nigdy nie ukrywało, że idea samorządności mu się nie podoba. Polska w każdym mieście i w każdej gminie ma być twardą ręką rządzona przez rząd, który wie lepiej. I to rząd będzie dzielił pieniądze z naszych podatków wedle swojego uważania, nie bardzo licząc się z głosem tych, którzy je płacą. A warszawiacy akurat płacą sporo, nie tylko na swoje miasto, ale także – w formie „Janosikowego” – dzielą się swoimi podatkami z innymi, mniej zamożnymi. I mają prawo, podobnie jak wszyscy inni, chcieć mieć wpływ na to, jak te pieniądze będą wydawane. Wybiorą więc w wyborach samorządowych takich kandydatów, którzy się z ich opinią i potrzebami będą liczyć.

Jaki lepszy od Trzaskowskiego? A w czym?

Partia rządząca najwyraźniej uważa jednak, że wybory samorządowe są po to, aby poszerzyć jej wpływy także w terenie. Mamy wybrać ludzi, którzy będą jej namiestnikami, dadzą gwarancję, że władze lokalne nie będą „warczeć” na rząd. Nie będą reprezentować interesów lokalnych społeczności, ale partii rządzącej. Jeśli ktoś uważał inaczej, jeśli miał jakieś złudzenia, to duet Jaki – Guział musiał sprowadzić go no ziemię. Więc zamiast się irytować, powinniśmy być im wdzięczni. Za szczerość.

Prawdziwa stawka wyborów samorządowych

Szef komitetu stałego rządu Jacek Sasin (PiS)w poniedziałek odwiedził Łódź, jak sam powiedział, „na prośbę premiera”. Zaczął poddawać w wątpliwość, czy Hanna Zdanowska może pozostać prezydentem miasta, nawet jeśli wygra wybory. Sondaże dają kandydatce PO zdecydowaną przewagę nad rywalami; ma szanse na zwycięstwo w pierwszej turze.

Zdanowska po raz trzeci

Sasin: Będzie brakowało prezydenta-partnera

„Sytuacja jest trudna dla Łodzi” – mówił Sasin „Expressowi Ilustrowanemu”. „Mamy wybory samorządowe, w których startuje obecna prezydent Łodzi. A jak wskazują analizy prawne, nie ma żadnej możliwości, nawet w przypadku wygranej, aby miała możliwość objąć skutecznie urząd prezydenta Łodzi. To bardzo niepokoi rząd, bo Łódź to jedno z trzech największych miast w Polsce, miasto, które potrzebuje wsparcia. Wiele programów rządowych jest kierowanych do miast takich jak Łódź. W przypadku niestabilności, jaka może wystąpić, to współdziałanie między rządem a samorządem może być trudne, bo będzie brakowało partnera-prezydenta, który może objąć urząd i zarządzać miastem”.

PiS atakuje sejmiki, PO chce utrzymać miasta

Prawomocny wyrok

Przypomnijmy, Hanna Zdanowska została oskarżona o to, że w grudniu 2008 r. złożyła do banku akt notarialny poświadczający nieprawdę. W dokumencie znalazła się informacja o 50 tys. zł, które Zdanowska miała otrzymać od swojego partnera Włodzimierza G. za sprzedaż mieszkania. Dzięki tej informacji Zdanowska otrzymała kredyt, którego normalnie nie mogłaby dostać.

Proces zakończył się uznaniem Hanny Zdanowskiej i Włodzimierza G. winnymi. Prezydent Łodzi została ukarana grzywną 25 tys. zł, a 27 września sąd okręgowy oddalił apelację, w związku z czym wyrok stał się prawomocny.

Kto zdobędzie władze w największych miastach

Dwa sprzeczne przepisy

Ponieważ sąd skazał Zdanowską tylko na karę grzywny, to na mocy kodeksu wyborczego może ona kandydować na urząd prezydenta miasta (wyklucza on kandydowanie osób skazanych na więzienie za przestępstwo umyślne ścigane z oskarżenia publicznego). Co innego mówi ustawa o pracownikach samorządowych: na jej mocy osoba skazana prawomocnym wyrokiem, także grzywny, nie może objąć funkcji prezydenta.

Laikom oba przepisy mogą wydać się sprzeczne. Do wyborów samorządowych zostały niecałe dwa tygodnie. Coraz ważniejsza staje się odpowiedź na pytanie, który przepis zostanie uznany jako ważniejszy. A jeśli ten drugi, to czy PiS zamiast Zdanowskiej będzie chciał szybko zainstalować w Łodzi swojego komisarza?

Konstytucja ważniejsza: Zdanowska może zostać prezydentem

Eksperci nie mają jednak wątpliwości, Zdanowska będzie mogła objąć urząd, jeśli wygra wybory. Przepisy ustawy o pracownikach samorządowych jej nie dotyczą, bo jako prezydent miasta z wyboru mieszkańców nie jest pracownikiem samorządowym.

 Ta sprawa jest w istocie bardzo prosta – mówi POLITYCE konstytucjonalista Marek Chmaj z Uniwersytetu SWPS w Warszawie. – To, kto ma prawa wyborcze i jak mogą być one ograniczane, reguluje art. 62 i 99 ust. 3 konstytucji. Zgodnie z nimi ograniczenia mogą dotyczyć tylko osób ubezwłasnowolnionych, pozbawionych praw publicznych albo wyborczych, lub skazanych na karę pozbawienia wolności za przestępstwo umyślne ścigane z oskarżenia publicznego.

W podobny sposób prawa wyborcze reguluje kodeks wyborczy.

A jeśli jakaś osoba ma prawo kandydować, to ma też prawo objąć funkcję, na jaką zostanie wybrana. Dlatego przepis, na który powołuje się Sasin, nie ma zastosowania w wypadku Zdanowskiej. Ustawa nie może bowiem zmieniać normy wynikającej z konstytucji jako aktu wyższego rzędu.

Jakiego partnera dla rządu chce Sasin

Znamienne, że do tej pory kontrkandydat Zdanowskiej w wyborach – poseł PiS Waldemar Buda, nie poruszał sprawy kredytu w swojej kampanii. Wynika to z dużego wsparcia, jakiego łodzianie udzielili prezydent, gdy tylko sprawa trafiła na wokandę. Sprawa kredytu Zdanowskiej jest skomplikowana, a lokalne media dość zgodnie uznały, że mowa o przewinieniu sprzed dziesięciu lat, w dodatku o bardzo niskiej szkodliwości społecznej. Również będący szanowanym profesorem prawa o ogromnym dorobku naukowym wojewoda Zbigniew Rau nie zabierał do tej pory publicznie głosu w tej sprawie.

Za słowami Sasina czai się też groźba swego rodzaju politycznego szantażu. Trudno bowiem powiedzieć, kim miałby być ten „prezydent-partner” dla rządu. O tym, że wyborcy powinni popierać kandydatów, którzy będą współpracować z rządem, mówił wcześniej premier Mateusz Morawiecki. Z kolei kandydat na wiceprezydenta Warszawy Piotr Guział stwierdził otwarcie, że rząd „nie będzie budował mostów dla Trzaskowskiego” (kandydata PO). Kandydat PiS Patryk Jaki nie odciął się od słów swojego zastępcy in spe.