Archiwa tagu: Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego

O pisowskich dziadach: Spieprzajcie!

Dostałem od osoby podpisującej się w imieniu tzw. Izby Dyscyplinarnej SN zaproszenie na wtorek.

Z radością przybędę na zaproszenie tak znamienitych przedstawicieli obecnej władzy. A jako zagajenie naszej bez wątpienia miłej konwersacji chciałbym panom sędziom, którzy prowadzą jakieś postępowanie w mojej, zbrodniczej sprawie (za słowa, że nie ma podstaw do zarzutów dla Tuska za katastrofę smoleńską, a kto by Tuskowi zarzuty postawił to sam będzie mieć kiedyś zarzuty ) opowiedzieć anegdotę.

Gdy zaczynałem aplikację adwokacką mój patron, mec. Zdzisław Krzemiński opowiedział na wykładzie dla aplikantów (a było nas niecałe 30 osób) historię sprzed lat.

Otóż pewnego razu dwóch aplikantów adwokackich protokołowało na zmianę na posiedzeniu sądu karnego w sprawię o znęcanie się. Protokołowanie w tamtych czasach (kto pamięta, to wie o czym mówię) łatwe nie było, gdyż pisało się wszystko ręcznie. Nudzili się więc młodzi adepci prawa setnie.

Około godziny 13 sędzia odroczył o godzinę wydanie wyroku i udał się do baru na obiad, a aplikanci (kiesa pewnie była pusta) zostali na sali. Czekali i się nudzili. Aż postanowili zrobić numer. Jeden ubrał się w togę i łańcuch, a drugi wywołał sprawę trochę wcześniej. Weszli znowu na salę oskarżony i pokrzywdzona, a „sędzia” odczytał od razu wyrok. I „orzekł” że oskarżony zostaje skazany na karę śmierci. Oskarżony zemdlał, a pokrzywdzona zaczęła krzyczeć, że wycofuje zeznania i nie chce, aby oskarżonego „Wysoki Sąd” jej wieszał. Na ten moment wrócił sędzia.

I tu mec. Zdzisław Krzemiński zawiesił głos. Wszyscy czekaliśmy na pointę opowieści. Po chwili milczenia powiedział: „może niektórych dowcip ten rozśmieszył, ale aplikanci ci zostali wydaleni z adwokatury, skazani na dwa lata w zawieszeniu na trzy, a ostatnio jednego z nich spotkałem jak wydawał grzecznie palta w szatni sądowej. Widać ciągnęło go do sądu” – zakończył mec. Krzemiński.

Do zobaczenia we wtorek!

Język dyplomacji w wydaniu senatora PiS. Niebywałe. W co ja wdepnąłem?

Kiedy zadawałem pytanie ministrowi, w czasie debaty dotyczącej blisko 2 mld zł na media narodowe z naszych kieszeni, i mówiłem o „zapisie” na mnie (zakaz wstępu do TVP i Radia), jeden z senatorów PiS krzyknął: „i dobrze”.

Po zakończeniu wypowiedzi podszedłem do senatora PiS i grzecznie zapytałem, czy ma do mnie jakieś pytania i czy chce coś mi powiedzieć? Zmroziło mnie, kiedy w odpowiedzi usłyszałem: spieprzaj.
I tak dobrze, że nie „spieprzaj dziadu”.

Osobiście się nie znamy, nie jestesmy na „ty”, co nie przeszkodziło senatorowi PiS użyć wobec mnie knajackiego języka podczas obrad Senatu.

Szok. I po co mi to było? Jeśli taki ma być poziom debaty publicznej, to… ręce opadają. Jaki Pan, taki kram.

P.S. Nazwiska póki co nie podaję. Senatorowie je znają. Rozważam skierowanie sprawy do Komisji Etyki Senatu. Owy „kulturalny” senator PiS jest widoczny na załączonym zdjęciu.

W pisdoo tutaj >>>

Kmicic z chesterfieldem

Wchodzimy w decydujące momenty dla naszego kraju. Albo demokracja w Polsce powróci do obowiązujących standardów w Unii Europejskiej, albo nastąpi to, co najgorsze – Polexit, a w jakiejś perspektywie utrata niepodległości.

PiS zniszczył nam ojczyznę, jest jednak ona do odbudowania, myślę o prestiżu i godnym miejscu w Europie.

Skierowanie przez Komisję Europejska do Trybunału Sprawiedliwości UE w Luksemburgu o zastosowanie  wstrzymania w Polsce działania ustaw sądowniczych, które są kagańcem na wolność władzy sądowniczej, są radykalnym krokiem Brukseli.

Sytuacją mamy albo-albo. Albo demokracja, albo autokracja.

„Komisja zwróci się do Trybunału Sprawiedliwości UE o zarządzenie środka tymczasowego ws. reżimu dyscyplinarnego dla sędziów” – ogłosiła KE po spotkaniu komisarzy 14 stycznia. Środkiem ma być zawieszenie funkcjonowania Izby Dyscyplinarnej SN. „Jeśli TSUE się zgodzi, postępowania w Izbie powinny zostać wstrzymane” – tłumaczy dr hab. Piotr Bogdanowicz z UW.

„Kolegium komisarzy dało zielone światło służbom prawnym Komisji, by wnioskowały do TSUE o zarządzenie tzw. środka…

View original post 558 słów więcej

 

 

Krystyna Pawłowicz na pewno jest osobą niezrównoważoną. Czy normalną?

Prof. Marcin Matczak jak i m.in. mecenas Roman Giertych odnieśli się do słów Krystyny Pawłowicz w stosunku do Małgorzaty Kidawy-Błońskiej.

Pawłowicz odpowiedziała na post Małgorzaty Kidawy-Błońskiej na Twitterze.

– Wstyd to pojęcie obce dla prezydentury Andrzeja Dudy. Jej symbolem będzie wielokrotne złamanie konstytucji, przyjęcie ślubowania od Piotrowicza i Pawłowicz, skandaliczne ataki na sędziów. I te słowa, że nie jest Prezydentem wszystkich Polaków. Wstyd! – napisała polityczka Platformy Obywatelskiej.

– Wstydem, proszę pani Kidawy-Błońskiej to jest pani BEZWSTYD; bezwstyd bezkrytycznej marionetki, bezwstyd nieudanego socjologa z infantylnymi pretensjami do bycia „prezydentem”…Litość – odpowiedziała Pawłowicz.

– Pani to pisze jako sędzia Trybunału Konstytucyjnego? Zgodnie z nowymi przepisami, powinno to być karane – zaragował jeden z internautów.

– Piszę jako sędzia TK zaczepiona chamsko przez wicemarszałek Sejmu panią Kidawę – zripostowała Pawłowicz.

– Krystyna Pawłowicz złamała kodeks etyczny sędziów Trybunału Konstytucyjnego. § 16.3. Sędzia nie uczestniczy w debacie publicznej dotyczącej spraw politycznych ani nie angażuje się w działania partii politycznych i ruchów społecznych zajmujących się bieżącą polityką. Składamy skargę w tej sprawie – czytamy w oświadczeniu Ośrodka Monitorującego Zachowania Rasistowskie i Ksenofobiczne.

Jacek Nizinkiewicz (dziennikarz, Rzeczpospolita): PiS łamie narzucone przez siebie reguły. Krystyna Pawłowicz, zgodnie z forsowanymi przepisami przez PiS, powinna przestać być sędzią TK. PiS upartyjnił TK, Andrzej Duda podważa funkcjonowanie I Prezes Sądu Najwyższego. Władza podważa narzucany przez siebie nowy porządek prawny”.

– Wyobraźcie sobie, że sędzia Marek Safjan pisze publicznie do Lecha Kaczyńskiego startującego w wyborach prezydenckich: „Jest Pan bezwstydem, jest Pan marionetką, infantylnym prawnikiem od prawa pracy, z pretensjami do bycia prezydentem”. Pawłowicz w Trybunale Konstytucyjnym to Martyniuk w filharmonii – komentuje prof. Marcin Matczak (Uniwersytet Warszawski).

Kmicic z chesterfieldem

Premiera „Szczerze” Donalda Tuska 12 grudnia. Już dziś publikujemy fragmenty bardzo osobistych dzienników byłego przewodniczącego Rady Europejskiej i obecnego szefa Europejskiej Partii Ludowej (EPP).

Książka autorstwa Donalda Tuska ma formę osobistego dziennika. Są to zapiski z lat 2014-2019 uzupełnione i wzbogacone późniejszymi przemyśleniami. Były premier Polski opisuje kolejne dni na stanowisku przewodniczącego Rady Europejskiej (czy, jak woli jego wnuk, Króla Europy). Relacjonuje spotkania z Angelą Merkel, Petrem Poroszenką, Francois Hollande’em, Barackiem Obamą czy Davidem Cameronem. Ujawnia kulisy narad na szczytach europejskich władz. Możemy wraz z nim śledzić m.in. pierwsze przymiarki do referendum brexitowego czy narastający konflikt w UE w sprawach dotyczących sankcji na Rosję, wsparcia dla Ukrainy oraz kryzysu w Grecji. Tusk dużo miejsca poświęca też swoim bliskim i sprawom polskim, do których jako szef RE musiał zachowywać dyplomatyczny dystans.

Poniżej pierwsze fragmenty książki Donalda Tuska. Premiera książki zaplanowana jest na 12 grudnia, a 14 grudnia w sobotę w Centrum…

View original post 2 269 słów więcej

 

Pisowskie patologie w sądach i Trybunale Konstytucyjnym

Więcej >>>

Ziobro chce dyscyplinować adwokatów

Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego, wbrew wieloletniej linii orzeczniczej, przyznała Prokuratorowi Generalnemu możliwość kasacji jakichkolwiek orzeczeń organów dyscyplinarnych adwokatury. Pretekstem była sprawa Romana Giertycha, który od trzech lat ścigany jest za słowa o „kłamliwej prokuraturze”. To nowy bat na adwokatów

W grudniu 2016 roku Bogdan Święczkowski, I Zastępca Prokuratora Generalnego, zaufany współpracownik Zbigniewa Ziobry, wystąpił do rzecznika dyscyplinarnego Okręgowej Rady Adwokackiej w Warszawie o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego wobec Romana Giertycha.

Giertych, były minister edukacji w pierwszym rządzie PiS Jarosława Kaczyńskiego (potem Kazimierza Marcinkiewicza), współzałożyciel Młodzieży Wszechpolskiej, po zakończeniu kariery politycznej powrócił do zawodu adwokata. Powodem interwencji prokuratury było kilka wypowiedzi medialnych Giertycha, który krytykował jej działania w związku ze śledztwem smoleńskim.

Rzecznik dyscyplinarny stołecznej adwokatury umorzył sprawę, uznając wypowiedzi za dopuszczalne. Od decyzji rzecznika odwołał się Minister Sprawiedliwości i Prokurator Generalny, ale adwokacki sąd dyscyplinarny odwołania nie uznał i sprawę ponownie umorzył.

Wtedy Bogdan Święczkowski złożył kasację do Sądu Najwyższego. Po zmianach wprowadzonych przez PiS sprawa trafiła do nowopowołanej Izby Dyscyplinarnej.

Na pierwszym posiedzeniu Izby w maju 2019 r. Roman Giertych, powołując się na wątpliwości konstytucyjne co do prawomocności Izby wybranej przez neo-KRS, wnioskował o wyłączenie całego składu sędziowskiego (czyli Tomasza Przesławskiego, Adama Rocha i Konrada Wytrykowskiego).

Argumentował również, że sprawa dotyczy granic obrony klientów przez adwokatów i kasację Święczkowskiego odbiera jako próbę zastraszenia i zamach na niezależność adwokatury.

Co z tą kasacją?

Wniosek Giertycha pozostawiono bez rozpoznania. Izba stanęła jednak przed poważniejszym dylematem: czy działanie Święczkowskiego w ogóle było uprawnione?

Według prawa o adwokaturze Minister Sprawiedliwości posiada prawo do kasacji do SN, ale tylko w stosunku do orzeczeń sądów dyscyplinarnych drugiej instancji.

Zastępca Ziobry złożył jednak kasację powołując się na art. 521 kodeksu postępowania karnego (kpk można stosować w przypadku, gdy przepisy postępowania dyscyplinarnego są niepełne), który mówi, że Prokurator Generalny taką kasację może wnieść od każdego prawomocnego orzeczenia sądu, które kończy postępowanie.

Kolejną wątpliwością był fakt, że orzeczenie w kodeksie postępowania karnego i orzeczenia w postępowaniu dyscyplinarnym nie oznaczają tego samego.

Podczas posiedzenia trzyosobowy skład Izby Dyscyplinarnej zdecydowała, że zada pytanie prawne do składu 7-osobowego Izby, bo „przepisy nie są jednoznaczne” i brak jest przepisów wyłączających artykuł 521 kpk z postępowań dyscyplinarnych adwokatów.

Co ciekawe, w tej sprawie zdanie odrębne, na korzyść adwokatów złożył Adam Roch, referent tej sprawy. W jego ocenie interpretacja prawa jest jasna i nie ma przesłanek do zadania pytania prawnego.

Izba Dyscyplinarna zbiera się ponownie

Podczas posiedzenie siedmioosobowego składu 27 listopada 2019 sędzia sprawozdawca (Adam Tomczyński) zapowiedział, że choć cała sprawa rozpoczęła się od wpisu mecenasa Giertycha w mediach społecznościowych, to sąd skoncentruje się na aspekcie proceduralnym.

A mianowicie – czy istnieje możliwość składania kasacji od orzeczeń sądów dyscyplinarnych dla adwokatów w pierwszej instancji.

„Gdybyśmy zajmowali się tylko art. 91a prawo o adwokaturze odpowiedź byłaby oczywista – nie ma możliwości kasacji od orzeczenia w I instancji. Ale zgodnie z art. 521 kodeksu postępowania karnego Prokurator Generalny może wnieść kasację od każdego prawomocnego orzeczenia” – argumentował.

Sąd stwierdził, że podstawową sprawą do rozstrzygnięcia jest problem, czy przepisy ustawy prawo o prokuraturze są przepisami pełnymi, czy regulują tylko kwestie w obrębie 91a, czyli orzeczeń sądów II instancji. A gdy do czynienia mamy z orzeczeniem sądu I instancji można używać art. 521 kodeksu postępowania karnego.

Przypomniano, że postępowanie w sprawie wypowiedzi Giertycha było bardziej postępowaniem przygotowawczym, niż karnym. Istnieją również uchwały SN, w których stwierdzano, że nie ma możliwości składania kasacji od postanowień w fazie przygotowawczej.

Dlaczego zatem sędziowie Izby Dyscyplinarnej roztrząsają tę sprawę? Wymieniono aż pięć powodów:

  1. Prokurator Generalny ma specjalną pieczę nad adwokaturą – „organy państwa mogą do pewnego stopnia kontrolować to, co dzieje się w korporacji adwokackiej, czy radcowskiej. Przede wszystkim mają uprawnienia dotyczące kontrolowania nieprawidłowości”. Z tego powodu sąd chce rozważyć, czy „piecza Ministra Sprawiedliwości nie powoduje, że powinna być dopuszczalna kasacja od wszystkich postanowień sądów”.
  2. Prawo do sądu (art. 45 i 175 Konstytucji). „Na ile sąd korporacyjny niezłożony z sędziów gwarantuje prawo do sądu? Gdyby nie ta kasacja, to postępowanie dyscyplinarne odbywałoby się tylko przed sądem korporacyjnym, nie państwowym”.
  3. Brak możliwości złożenia kasacji może zdaniem sądu uderzać w uprawnienia pokrzywdzonych. Sąd powołał się na pisma Andrzeja Jezuska, który twierdzi, że pokrzywdzony może mieć zamkniętą drogę do doprowadzenia do skazania osoby winnej. „Korporacja potencjalnie może być bardziej zainteresowana ochroną swojego członka, niż interesem pokrzywdzonego.
  4. Trzeba rozstrzygnąć stosunek art. 91a prawa o adwokaturze i art. 521 kpk.
  5. Trzeba wzięć pod uwagę, że w postępowaniu dyscyplinarnym stosuje się odpowiednio nie tylko przepisy kodeksu postępowania karnego, ale i zasady etyczne, normy deontologiczne.

Giertych złożył wniosek formalny o uzupełnienie referatu o stanowisko rzecznika dyscyplinarnego adwokatury. Wniosek odrzucono. Kolejnym wnioskiem Giertycha był wniosek o zawieszenie postępowania do czasu rozstrzygnięcia przez Izbę Pracy Sądu Najwyższego kwestii legalności powołania Izby Dyscyplinarnej, zgodnie z wyrokiem TSUE z 19 listopada.

„Posiedzenia Izby Pracy ma przesądzić o tym, czy Izba Dyscyplinarna w tym składzie może w ogóle rozstrzygać. Ponieważ to posiedzenie odnosi się od przełamania wieloletniej linii orzeczniczej, to zgodnie z ekonomiką procesową należałoby poczekać na orzeczenie, czy ta Izba ma do tego w ogóle prawo”.

„Rozstrzygnięcie tego pytania prawnego może mieć miejsce dopiero, o ile w ogóle Izba Dyscyplinarna przetrwa to orzeczenie”.

Stanowisko zastępcy rzecznika i prokurator

Prokurator reprezentująca Święczkowskiego wniosła o podjęcie przez Izbę Dyscyplinarną uchwały, że Prokurator Generalny ma prawo wnosić takie kasacje na etapie, które kończą postępowanie. Argumentowała tym, że powinien mieć „możliwość prawnego reagowania na oczywiście niezasadne postanowienia”.

Zastępca rzecznika dyscyplinarnego adwokatury, Grzegorz Fertak, zwrócił uwagę, że „piecza” o której wspominał sąd, wygląda bardziej jak „kontrola”. I ta piecza-kontrola musi znajdować uzasadnienie w przepisach prawa.

Tymczasem sam Sąd Najwyższy wielokrotnie podkreślał zasadnicze różnice w postępowaniu karnym i dyscyplinarnym. I to nie tylko Izba Karna SN (która kiedyś zajmowała się dyscyplinarkami), ale nawet sama Izba Dyscyplinarna.

Fertak przywołał jej orzeczenie z lipca 2019 roku (I DS 1/19), w którym stwierdzono, że o ile w postępowaniu karnym pokrzywdzony może być oskarżycielem, to w postępowaniu dyscyplinarnym oskarżycielem może być tylko rzecznik. Przenoszenie uprawnień pokrzywdzonego w postępowaniu karnym na postępowanie dyscyplinarne jest po prostu nieuprawnione.

„Sąd wyszedł z roli organu interpretującego prawo i wszedł w rolę organu kreującego prawo. To niedopuszczalne. Nie można sobie od tak przenosić instytucji z jednej ustawy do drugiej. Sam SN powiedział, że orzeczenie w postępowaniu karnym i w postępowaniu dyscyplinarnym to dwie różne rzeczy”.

Giertych podtrzymuje swoje słowa

Podczas posiedzenia sądu głos zabrał również Roman Giertych. Podkreślał, że nie można, wbrew poglądowi sędziego sprawozdawcy, abstrahować od istoty całego sporu. Zdaniem Giertycha sprawa dotyczy bowiem istoty zawodu adwokata:

„Adwokatura jest po to, żeby realizować interesy swojego klienta. Prokurator Krajowy zgłosił mnie (!) za to, że ośmieliłem się skrytykować prokuraturę za działania w sprawie mojego mocodawcy, Donalda Tuska (…)

Ja ten pogląd całkowicie podtrzymuję. Nie ma żadnych dowodów na tezy, które osoby sprawujące władzę uporczywie, bezczelnie powtarzają – że mój mocodawca rzekomo popełnił zbrodnię polegającą na doprowadzeniu do katastrofy w Smoleńsku.

Te działania doprowadziły do pojawienia się w przestrzeni publicznej przeświadczenia, które mojego mocodawcę oczernia i odziera z godności. To wbrew zasadom prawa i etyki. Nie wolno takich rzeczy głosić”.

Giertych dodał, że czas potwierdził jego słowa. Minęły cztery lata i nie przedstawiono Tuskowi żadnych zarzutów. A prokuratura miałaby taki obowiązek, gdyby były jakiekolwiek dowody.

„A tak mówili ci ludzie, którzy twierdzili na różnych wiecach, że »dochodzą do prawdy«. Te osoby robiły to dla celów politycznych. By dyskredytować mojego mocodawcę, dojść do władzy. Taka jest prawda i za tę prawdę próbuje się mnie teraz pociągnąć do odpowiedzialności dyscyplinarnej”. I tę prawdę nazwano »godzeniem w powagę prokuratury«”.

Giertych podkreślał wielokrotnie, że wszystkie jego wypowiedzi były tylko obroną interesu jego klienta. Nie obyło się też bez odwołań do ostatnich wydarzeń, a nawet złośliwości pod adresem sądu:

„Jeśli będzie to oceniał sąd przyjmijmy, że niezależny, to rozpozna w tym zwyczajny atak na adwokaturę. Tu nie chodzi o pieczę, a o kontrolę (…)

W mediach społecznościowych napisałem ironicznie, że wolałbym kopać rowy, niż służyć władzy. Jak ktoś chce służyć władzy, to idzie do policji albo prokuratury. A jeśli ktoś chce służyć państwu i obywatelom, to zostaje adwokatem albo pełni inne funkcje publiczne.

Spór jest o to, czy adwokatura będzie zbrojnym narzędziem prokuratury i rządu, czy będzie służyć obywatelom, bronić ich przed władzą (…)

Tak próbują już krępować sędziów – zły wyrok, to się go odwołuje z delegacji. I to samo rząd próbuje teraz robić z adwokaturą. Właśnie poprzez takie opresyjne działania wobec adwokatów”.

Giertych dodał też, że według słów I Prezes SN Małgorzaty Gersdorf Izba Pracy zbierze się już niedługo, żeby orzec w sprawie statusu Izby Dyscyplinarnej:

„Trzeba trochę poczekać, żeby zobaczyć, czy te wszystkie wypowiadane z kurtuazji słowa »wysoki sądzie« nie były na wyrost”.

Izba Dyscyplinarna przełamuje linię orzeczniczą

Wniosek o zawieszenie postępowania Giertycha do czasu rozstrzygnięcia statusu ID został pozostawiony bez rozpoznania. Uznano, że to rozstrzygnięcie abstrakcyjne, a nie indywidualne i w takim wypadku nie ma zastosowania kodeks postępowania karnego.

Zaznaczono także, że jakiekolwiek rozstrzygnięcie Izby Pracy nie będzie miało wpływu na Izbę Dyscyplinarną. Sędzia sprawozdawca stwierdził, że w wyroku TSUE nie ma żadnych przesłanek dotyczących statusu ID.

Zobacz: TSUE daje Sądowi Najwyższemu kryteria oceny, czy Izba Dyscyplinarna SN jest niezawisłym sądem

Izba Dyscyplinarna podjęła ostatecznie uchwałę, że Prokuratorowi Generalnemu przysługuje kasacja przewidziana w art. 521 kpk do wszystkich orzeczeń w postępowaniu dyscyplinarnym.

Sędzia sprawozdawca powoływał się na orzecznictwo Trybunału Konstytucyjnego, który już w 2004 stwierdził, że ministrowi przysługuje „pewna punktowa kontrola nad samorządem adwokackim”.

Podkreślano wielokrotnie, że obywatelom nie można zabrać prawa do sądu, dochodzenia swoich praw. „Pokrzywdzeni nie są profesjonalistami, a stają przeciwko profesjonaliście i stają przed sądem korporacyjnym”.

Warto pamiętać, że choć sędziowie Izby Dyscyplinarnej powtarzali, że zagadnienie jest abstrakcyjne, to tym pokrzywdzonym obywatelem w sprawie Romana Giertycha była prokuratura. Co więcej, postępowanie dyscyplinarne nie tylko nie jest jedyną, ale nie jest podstawową metodą dochodzenia swoich praw przez obywateli. Od tego są przecież procesy karne i cywilne.

Ale sędzia Tomczyński powtarzał: „My nie zajmujemy się tym, czy kasacja w pana sprawie jest słuszna. My zajmujemy się tym, czy powinno istnieć takie narzędzie kontroli. Pana sprawę rozstrzygnie sąd, my tylko podjęliśmy uchwałę”.

Zdanie odrębne złożył sędzia Paweł Zubert. Argumentował, że

  • z przyczyn formalnych Izba powinna była odmówić uchwały, od 2017 składy sędziowskie nie mogą podejmować takich abstrakcyjnych kwestii;
  • linia orzecznicza jest już ugruntowana (I KZP 6/16) – po prostu nie można do postanowień sądu rozstrzygających zażalenia, umorzenia, odmowy wszczęcia, zarówno w fazie in rem jak i ad personam stosować kasacji Prokuratora Generalnego.

Posiedzenie zakończył sędzia przewodniczący Ryszard Witkowski zwracając się bezpośrednio do Giertycha: „Padły tu słowa, że jeśli ktoś chce służyć państwu, to idzie do adwokatury, a jeśli władzy to do policji i prokuratury. To przejaw braku szacunku do wszystkich, którzy chcą służyć państwo u obywatelom. Panie mecenacie, prosiłbym, żeby takie słowa nie padały. Z takimi tezami się nie zgadzamy”.

W obronie pokrzywdzonych czy w interesie prokuratora?

Po zakończeniu posiedzenia uchwałę komentował Grzegorz Fertak: „Oznacza to, że jeśli nie było deliktu dyscyplinarnego i postępowanie zostało umorzone, nie było podstaw do wszczęcia postępowania dyscyplinarnego, prokurator może wnieść kasację dzięki tej uchwale. I domagać się prowadzenia tego postępowania”.

Ta kasacja, jak podkreślali sędziowie Izby Dyscyplinarnej prowadzić będzie jednak do reaktywacji postępowania przez rzecznikiem dyscyplinarnym adwokatów. Ale:

„Jeśli rzecznik uzna, że nie ma powodów do wszczęcia, a minister-sprawiedliwości-prokurator-generalny złoży kasację, to trzeba przyznać, że dochodzi do zasadniczej rozbieżności. Rozbieżności między intencją ministerstwa, a rolą procesową adwokatury”

– wyjaśniał Fertak.

I dodawał, że minister ma i tak różne narzędzia, takie jak np. polecenie prowadzenia postępowania, z których wobec adwokatury korzysta w dużej ilości.

„Najbardziej zadziwiające jest opieranie tego orzeczenia na »lansowaniu« osoby pokrzywdzonej, skoro art. 521 kpk w ogóle nie mówi o pokrzywdzonych. Mówimy o pokrzywdzonych, a dajemy uprawnienia prokuratorowi-ministrowi. Nie jestem w stanie tego pojąć”.

Przypomniał, że w ramach postępowania dyscyplinarnego, odmiennie niż w postępowaniu karnym, osoba pokrzywdzona jest stroną, nie musi składać wniosku o udział w charakterze oskarżyciela posiłkowego tak jak w postępowaniu karnym.

Zdaniem Fertaka uchwała Izby Dyscyplinarnej wprowadzi tylko więcej chaosu prawnego.

Kmicic z chesterfieldem

– Prezydent Andrzej Duda od początku umywa ręce od decyzji wyboru pięciu sędziów do Trybunału Konstytucyjnego. Twierdzi, że wykonał „decyzję polityczną”. Tyle że prezydent stoi na straży Konstytucji i miał w ręku narzędzia, które mogłyby zweryfikować legalność decyzji ws. nowych sędziów – pisze prof. Stanisław Biernat, były wiceprezes Trybunału Konstytucyjnego i analizuje rozmowę, w której prezydent – jak uważa autor – przyznał się do złamania Konstytucji.

Cały wywód prof. Bernata o złamasie Dudzie tutaj >>>

Lotna Brygada Opozycji pojawiła się przez Ministerstwem Sprawiedliwości z nietypowym bałwanem – nie z kul śniegowych, a z główek kapusty. Po decyzji prokuratury o umorzeniu śledztwa w sprawie powieszenia zdjęć europosłów na szubienicach, członkowie Brygady przyszli zapytać Zbigniewa Ziobrę, jaka jest „jedynie słuszna wykładnia” happeningu.

Przynieśli rekwizyty, które okazywali ministrowi – a to zdjęcia prominentnych polityków PiS, a to taczki, a to drabinkę… – „Panie prokuratorze, panie ministrze. Nie wiem, jak się zwracać do tego…

View original post 2 239 słów więcej

 

Kaczyński krzyczy do Witek: – Anuluj

Zapis też jest!

#TrzebaAnulowaćBoPrzegramy

W opublikowanym dziś stenogramie z nocnych i burzliwych obrad Sejmu brakuje słów Dariusza Salamończyka, zastępcy szefa Kancelarii Sejmu. W brakującym fragmencie urzędnik zwraca marszałek Elżbiecie Witek uwagę dot. trybu ponownego głosowania nad kandydatami do KRS.

Ze stenogramu zniknął poniższy fragment.

Dariusz Salamończyk, zastępca szefa Kancelarii Sejmu: – Nie, nie, nie. To musi być wniosek (o reasumpcję – red.). Nie można tak, pani marszałek. Ja melduję, że wszyscy posłowie zagłosowali, ci którzy są na sali. Wszyscy oddali głosy.

Ale to trzeba albo zakończyć… Nie można odłożyć. Trzeba albo podjąć decyzję, że pani anuluje, albo pokazać wyniki i uznać.

Wczoraj, w wieczornym bloku głosowań Sejm wybierał czterech posłów do Krajowej Rady Sądownictwa. Klub PiS zgłosił kandydatury: Marka Asta, Bartosza Kownackiego, Arkadiusza Mularczyka i Kazimierza Smolińskiego. Klub KO – Kamilę Gasiuk-Pihowicz, a klub Lewicy – Joannę Senyszyn. W rezultacie powtórzonego głosowania Sejm wybrał do KRS posłów PiS.

Na stronie internetowej Sejmu pojawił się stenogram z burzliwych obrad Sejmu, w tym głosowania dot. KRS. Wynika z niego, że marszałek Witek przed głosowaniem przedstawiła instrukcję. Wskazała, że głosowanie odbędzie się za pomocą urządzenia do liczenia głosów. Dodała, że należy wykorzystać „funkcję tego urządzenia umożliwiającą dokonanie wyboru z listy”.

„Czy wszyscy posłowie są już gotowi do przeprowadzenia głosowania? Proszę sprawdzić, czy wszystkie karty działają, czy światełka się nie świecą” – pytała Witek posłów.

„Wszystko działa? Przechodzimy wobec tego do głosowania (…). Proszę obecnie panie i panów posłów o podejmowanie decyzji w sprawie wyboru posłów członków Krajowej Rady Sądownictwa” – oświadczyła chwilę później marszałek.

W stenogramie pojawia się „głos z sali” mówiący: „Nie działa”.

„Proszę państwa, u kogo nie działa czytnik?” – pytała marszałek Witek.

„Czy u kogoś z państwa jeszcze nie działa karta? Działa. Proszę państwa, nie może być tak, że u jednych działa, a u innych nie działa. Działa?” – dopytywała Witek.

W stenogramie czytamy, że z sali pojawiają się głosy: „Działa, działa”.

„Proszę państwa, ja widzę, że nowi posłowie mają problemy z głosowaniem w czytniku, chociaż nie tylko nowi… Nie ma problemów?” – pyta dalej marszałek Witek. Na to odzywa się szef klubu KO Borys Budka: „Nie, my nie mamy”.

„Jest problem?” – dopytuje Witek. Z sali pojawiają się głosy, że „jest problem” i „nie działa”.

„Kto ma problem?” – pyta marszałek.

„Możemy jeszcze raz?” – mówił głos z sali. „Nie ma nowych maszynek” – kolejny głos z sali. Jak czytamy w stenogramie kolejny głos z sali mówi: „Prezes ma”.

„Dobrze. Proszę państwa, w takim razie, jeżeli nie działają, mogę anulować to głosowanie, powtórzyć” – oświadcza Witek. Na co z sali ktoś mówi: „Tak, anulować”. Inny głos stwierdza: „Nie”.

Następnie pojawia się głos z sali. Jeden z posłów zwraca się do Witek, że nie może być tak, że jednym działa, a drugim nie działa. „Pytam właśnie, czy jednym działa, a drugim nie działa” – odpowiada marszałek.

Kolejny głos z sali stwierdza: „Pani marszałek, trzeba anulować, bo my przegramy. Za dużo osób po prostu jest. Naprawdę”.

„Proszę państwa, jest prośba posłów Platformy Obywatelskiej… I tu, że państwo, że nie działa i że państwo…” – mówiła Witek.

Ze stenogramu wynika, że sali padają głosy: „Działa. Działa” oraz „Wszystkim działa”.

„Pani poseł przed chwileczką od państwa była z taką samą prośbą” – mówiła Witek.

„Ale już działa” – mówi głos z sali.

W tym momencie część posłów skanduje: „Wyniki, wyniki, wyniki”. Z kolei marszałek Witek informuje, że decyzję o tym, czy dokonać reasumpcji głosowania, można podjąć gdy wniosek złoży 30 posłów. Dodaje, że za chwilę w sprawie głosowania zarządzi przerwę i Konwent Seniorów. „Więc czekam na wniosek 30 posłów chcących dokonać reasumpcji głosowania” – mówi.

Część posłów – jak czytamy w stenogramie – uderza w pulpity i skanduje: „Wyniki! Wyniki! Wyniki!”.

„Proszę państwa, zgodnie z decyzją marszałka anuluję to głosowanie na prośbę posłów, na prośbę posłów opozycji” – oświadcza marszałek Witek co skutkuje okrzykami z sali: „Skandal!” oraz „Hańba!”, „Dyktatura!”.

Powtórne głosowanie w Sejmie. Wybrano czterech posłów PiS do KRS

Następnie zostało przeprowadzone powtórne głosowanie, w którym wybrano czterech posłów PiS do KRS. Powtórzenie głosowania wywołało oburzenie posłów opozycji, którzy krzyczeli: Fałszerze, Skandal oraz Hańba.

„Ponieważ był wniosek o reasumpcję tamtego głosowania ogłoszę krótką przerwę i zwołam konwent seniorów” – mówiła Witek po ogłoszeniu wyników. Jak dodała, że na pytanie na jakiej podstawie anulowała głosowanie powiedziała, że na takiej samej jak poprzednie, gdy poseł Borys Budka stwierdził, że nie działa mu karta do głosowania.

Kmicic z chesterfieldem

W nocy z czwartku na piątek marszałek Elżbieta Witek nie podała w Sejmie wyników głosowania na czterech posłów członków Krajowej Rady Sądownictwa. Jak przyznaje jedna z posłanek na zarejestrowanym przypadkowo nagraniu, przegraliby je kandydaci PiS. „To łamanie zasad parlamentaryzmu. Żądamy ogłoszenia wyników!” – apelowała opozycja. Bezskutecznie

„Oszustwo, oszustwo!” – skandowali politycy opozycji na zakończenie I posiedzenia IX kadencji Sejmu w nocy z czwartku na piątek 22 listopada.

Marszałek Sejmu Elżbieta Witek odmówiła podania wyników głosowania na posłów członków KRS. „Anulowała” je i zarządziła na nowo, choć takiej procedury nie przewiduje Regulamin Sejmu.

Dlaczego? Wszystko przez specjalne maszynki do głosowania, których obsługa nastręczyła trudności części posłów. Po głosowaniu w szeregach PiS zapanował chaos, a do mównicy sejmowej podszedł nawet Jarosław Kaczyński.

„Trzeba anulować, bo my przegramy” – mówi w opublikowanym nagraniu jedna z posłanek PiS, najpewniej Joanna Borowiak.

View original post 6 167 słów więcej