Archiwa tagu: Henryk Sawka

Krzysztof Brejza pozwie gadzinówkę TVP

Zarzuty postawiono PiS-owcom, ale telewizja publiczna opisując proceder wystawiania lewych faktur w urzędzie miasta w Inowrocławiu atakuje posła PO Krzysztofa Brejzę. Pan poseł długo nie czekając zapowiedział na Twitterze, że złoży pozew przeciwko TVP, i to nie jeden.

W rozmowie z dziennikarzami powiedział, że sprawa ma przykryć aferę w resorcie sprawiedliwości. „Wymyślono, że trzeba ją przykryć czymś na Brejzę. Robi się pokazówkę. Uruchamia się aparat szczucia nienawiści i hejtu. Wszystko dla odwrócenia uwagi od wielkiej afery PiS – zorganizowanego systemu niszczenia przeciwników politycznych” – powiedział Brejza portalowi wyborcza.pl. „Przeszukania to szczucie i próba zniszczenia mojej rodziny. Wiem, że moi bliscy cierpią przeze mnie, ponoszą konsekwencje za moją czteroletnią działalność. Tak działa państwo bolszewickie” – dodał polityk PO.

Sama sprawa w zasadzie jest stara. Pierwsza kontrola CBA w ratuszu miała miejsce w 2017 r. Głównymi jej postaciami są lokalna biznesmenka Małgorzata S. oraz Agnieszka Ch. była szefowa wydziału kultury, promocji i komunikacji społecznej. S. w latach 2015 – 2017 miała wystawiać faktury za niewykonane usługi, z kolei Ch. je przyjmowała.

Straty poniesione przez miasto w związku z procederem mogą wynosić ponad 200 tys. zł. Obie kobiety są powiązane z PiS, urzędniczka należała do partii, natomiast S. startowała w wyborach do Parlamentu Europejskiego z list PiS.

Teraz TVP lansuje tezę o istniejącej w inowrocławskim urzędzie „farmie trolli” i szafuje takim określeniami, jak choćby „wydział nienawiści”. Wszystko dzięki zeznaniom Małgorzaty S., które mają obciążać Brejzę.

Portal tvp.info w piątek opublikowała ich fragmenty.

„Przy fakturach płaconych przelewem schemat był taki, że po przelaniu pieniędzy przedsiębiorca przychodził do mego biura, przychodziła też pani W. ze swoim zeszytem i ona obliczała jaką ma zostawić kwotę. […] za tę kwotę opłacała osoby, które komentowały wpisy w internecie. Były to wpisy szkalujące osoby wskazane przez posła Brejzę i prezydenta Ryszarda Brejzę” miała zeznać Ch.

W toku śledztwa padło 181 zarzutów wobec 16 osób, ale TVP. Info dyskretnie przemilcza pochodzenie polityczne  podejrzanych, w tym Małgorzaty S. Z kolei  Ireneusz Stachowiak, były wiceprezydent Inowrocławia, działacz Solidarnej Polski, obecnie kandydat PiS do Sejmu przekonuje w swoich wystąpieniach, nieustannie pokazywanych w materiałach TVP, że Brejza powinien zrezygnować ze startu do Senatu, bo „stał za zorganizowaną grupą hejterów”. Co ważne, prokuratura rozpoczęła śledztwo ws. pracowników urzędu po doniesieniu prezydenta Inowrocławia Ryszarda Brejzy, ojca posła PO.

Inny ważny wątek w tej historii, skwapliwie pomijany w mediach publicznych, to kariera Agnieszki Ch.. która przed rozpoczęciem pracy w inowrocławskim UM była dyrektorką Centrum Kultury i Sportu „Ziemowit” w Kruszwicy. W maju ubiegłego roku informował o tym TVN 24. Z doniesienia do prokuratury, które cytowała redakcja i które powstało po audycie CBA w „Ziemowicie”. wynika, że kobieta miała „podrabiać dokumenty w celu osiągnięcia korzyści majątkowej”. Tutaj również chodziło o fałszowanie faktur.

– Nie jesteśmy stowarzyszeniem aniołów, tylko ludźmi. Jeżeli paru idiotów w taki, a nie inny sposób zachowuje się w stosunku do innych osób, jest to niedopuszczalne i są reakcje – podkreślił Paweł Szefernaker, wiceminister spraw wewnętrznych i administracji w programie „Woronicza 17”. Komentował w ten sposób zarzuty opozycji dotyczące nieodpowiednich reakcji w rządzie na aferę Piebiaka.

W programie „Woronicza 17” Michała Rachonia w TVP Info jednym z głównych tematów niedzielnej dyskusji była afera Piebiaka. Doszło m.in. do konfrontacji poglądów między Dariuszem Jońskim i Pawłem Szefernakerem, sekretarzem stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji.

Dariusz Joński krytykuje reakcję PiS na aferę Piebiaka

Dariusz Joński wyraził opinię, że po śmierci Pawła Adamowicza w Gdańsku, rząd polski, a zwłaszcza Ministerstwo Sprawiedliwości, powinny jednoznacznie zareagować na doniesienia medialne o działaniach urzędników MS skierowanych przeciwko sędziom krytykującym „dobrą zmianę” w wymiarze sprawiedliwości.

– To jest dokładnie tak, jakby do pana do domu wszedł jakiś bandyta, pan by go złapał na gorącym uczynku, on by powiedział „przepraszam, ja już wychodzę, wszystko jest ok”. Wy tak zrobiliście: odwołaliście, jedziemy dalej, wszystko jest ok – skomentował reakcję Ministerstwa Sprawiedlwości i rządu na aferę Piebiaka.

Zapytał również, kto będzie wyjaśniał tę sprawę. – Prokurator generalny Ziobro będzie przesłuchiwał ministra Ziobro? To bardzo chora sytuacja – stwierdził.

Press: Emilię w „walce o dobro Polski” wspierali dziennikarze. Na liście m.in. Wenerski i Rachoń

Paweł Szefernaker: Patologiczna sytuacja kilku idiotów

Paweł Szefernaker odpowiedział, że decyzja o dymisji wiceministra sprawiedliwości zapadła niemalże od razu po upublicznieniu dyskredytujących go materiałów, podobnie jak w przypadku sędziego Jakuba Iwańca.

– Tego samego dnia była reakcja i dymisja. My nie jesteśmy stowarzyszeniem aniołów, tylko ludźmi. Jeżeli paru idiotów w taki, a nie inny sposób zachowuje się w stosunku do innych osób, jest to niedopuszczalne i są reakcje – podkreślił polityk. – To była patologiczna sytuacja kilku osób i reakcja była natychmiastowa. Tak powinna wyglądać reakcja przyzwoitych polityków – stwierdził Paweł Szefernaker.

Zwrócił też uwagę, że według niego to w Koalicji Obywatelskiej przymyka się oko na tego typu sytuacje. – W pana środowisku politycznym takich reakcji nie ma, bo szefem klubu Platformy Obywatelskiej jest Sławomir Neumann, który ma zarzuty prokuratorskie. W moim okręgu do senatu będzie z państwa poparciem startował Stanisław Gawłowski, który ma zarzuty. I jaka jest reakcja waszego środowiska? – pytał.

Szefernaker do Jońskiego: Wie pan, co każdy ratownik pisze na smartfonie?

 W dyskusji głos zabrała m.in. Anna Maria Żukowska z Lewicy. Jak zaznaczyła, „doszło do rzeczy skandalicznej”.

– Nastąpił ewidentnie błąd w nadzorze, bo nie ma takiej możliwości, żeby minister, pod którego zarządem jest Ministerstwo Sprawiedliwości, nie wiedział, co się w nim dzieje. Powinien wiedzieć, w co angażują się jego pracownicy, nawet nie szeregowi, ale jego podsekretarz stanu – podkreśliła. Zgodził się z tym również Dariusz Joński.

Paweł Szefernaker odniósł się do tego zarzutu, zwracając się Dariusza Jońskiego, który w styczniu 2019 roku został wiceprezesem łódzkiego Aquaparku Fala: – Wie pan, co każdy ratownik pisze na komunikatorze na smartfonie? – zapytał.

– Oczekuję, że będzie wszczęte postępowanie dyscyplinarne w sprawie pana Piebiaka, bo to nie może być tak, że on sobie teraz wróci do pracy w sądach powszechnych, będzie orzekał, jakby się nigdy nic nie stało – zaznaczyła Anna Maria Żukowska.

Afera Piebiaka. Wiceminister sprawiedliwości został zdymisjonowany

Na początku poprzedniego tygodnia portal Onet.pl ujawnił, że wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak miał współpracować z internetową hejterką Emilią S. w celu dyskredytowania sędziów krytykujących reformę wymiary sprawiedliwości przeprowadzoną przez PiS. Miał m.in. ujawnić adres zamieszkania prezesa Stowarzyszenia „Iustitia” prof. Krystiana Markiewicza.

W związku z tymi doniesieniami wiceminister Łukasz Piebiak został zdymisjonowany. Podobnie potraktowany został sędzia Jakub Iwaniec, który miał wyszukiwać „haki” na sędziów i przekazywać je Emilii S. Dodatkowo prokuratura wszczęła postępowanie sprawdzające. Sprawą zainteresował się również Urząd Ochrony Danych Osobowych.

Kmicic z chesterfieldem

„A może Ziobro ma już zbyt wielką wiedzę, także o ludziach obecnego układu rządzącego, aby się go pozbyć? Jeśli przesądza ten ostatni argument, znaczy to, że wszechwładny lider dał się złapać w pułapkę. Postawił na człowieka, którego niespecjalnie cenił i któremu nie ufał. Teraz jego dymisja byłaby symbolicznym podważeniem „reformy wymiaru sprawiedliwości”. A ona jest wciąż na sztandarach”– napisał jeden z prawicowych publicystów Piotr Zaremba. Jego felieton o aferze Piebiaka nosi tytuł: „Ciężko uwierzyć, że Zbigniew Ziobro nie wiedział, co dzieje się w resorcie”.

Publicysta przypomina, że to nie jedyna afera związana z Ziobrą. Wymienia nieopublikowanie list poparcia dla kandydatów do nowej KRS mimo prawomocnego wyroku NSA. – „Jeśli wśród osób zgłaszających kandydatów do KRS przeważali faktyczni urzędnicy ministerstwa, obciąża to tego ministra. Widać gołym okiem, że Ziobrze udaje się, choć pewnie połowicznie, coś, co nie udawało się poprzednikom z innych partii. Że buduje z mniejszości środowiska zwartą grupę…

View original post 2 120 słów więcej

 

Bohater na polu pedofilii – to o ks. Jankowskim, który został obalony

Skoro Jankowski dla jednych jest bohaterem, a dla innych przestępcą, konsyliacyjnie dałoby się podpisać jego pomnik: Bohater pedofil. Ale problemem jest sam pomnik. Nie można mieć i nie mieć pomnika jednocześnie, chociaż można być księdzem zaprzeczając swoimi czynami chrześcijaństwu.

Kompromisowe byłoby podzielenie figury, tak jak podzielona jest Polska, na fanów Kleru i TVTrwam. Podział powinien być w płaszczyźnie poziomej, oddzielając popiersie, od tego co poniżej pasa. Kościół waruje tylko przy kobiecych genitaliach. Metalowy ch… nie jest mu potrzebny.

Trzeba procedur by zlikwidować taki pomnik? Facet powinien być w więzieniu, a nie na cokole. Ofiary jego zboczenia dostają mdłości widząc oprawcę, który stał się łaskawcą.

Chyba, że to pomnik kościelnej hipokryzji, o czym mówi wydana dzisiaj w 20 krajach książka „Sodoma” francuskiego dziennikarza Frederica Martela. 600 stron (polskie tłumaczenie w kwietniu) wywiadów, faktów o zmowie milczenia i zakłamaniu hierarchów.

Ukrywają przestępstwa za ścianami świętości. Diabeł by tego nie wymyślił.
„Być w parafii” znaczy w ich slangu „być w seksualnym obiegu” – przynajmniej słownictwo mają kleryklane, bo życie już dawno antykatolickie.

Być bohaterem na polu pedofilii – to się udało ks. Jankowskiemu.

Depresja plemnika

Na stronie fundacji „Nie lękajcie się” pojawił się raport nt. pedofilii w polskim Kościele. W środę 20 lutego został on przekazany papieżowi Franciszkowi.

Fundacja „Nie lękajcie się”, zrzeszająca osoby, które padły ofiarami przemocy seksualnej ze strony księży, opublikowała Raport nt. naruszeń prawa świeckiego lub kanonicznego w działaniach polskich biskupów w kontekście księży sprawców przemocy seksualnej wobec dzieci i osób zależnych.

„Chcemy pokazać odpowiedzialność hierarchów”

Jak zaznaczyła fundacja, dotyczy on jedynie spraw, które trafiły do sądu i były omawiane w mediach, dlatego opisanych w raporcie przypadków jest mniej niż umieszczonych na interaktywnej Mapie kościelnej pedofilii w Polsce.

„W kontekście przytoczonych w raporcie spraw znanych i opisanych chcemy pokazać odpowiedzialność hierarchów polskiego Kościoła, którzy podejmowali konkretne decyzje służące chronieniu sprawców przed odpowiedzialnością karną – a nie dobru gwałconych i molestowanych dzieci” – czytamy na stronie fundacji. 

Raport został opracowany w trzech językach: polskim, angielskim i hiszpańskim.

Raport o pedofilii w polskim Kościele…

View original post 117 słów więcej

Pijak broni pedofila. Oto KK

Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Stanisław Gądecki w homilii wygłoszonej podczas pasterki w poznańskiej katedrze mówił o „niemoralnych modelach i stylach życia”, które są „narzucane” przez bogate, liberalne państwa i organizacje pozarządowe.

Abp Stanisław Gądecki, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, w homilii podczas pasterki w katedrze poznańskiej nawiązał do słów papieża Franciszka z 2015 r. o „kolonizacji ideologicznej”. Papież ostrzegał wówczas przed „narzucaniem niemoralnych wzorców ideologicznych i stylu życia”, do czego mogłoby dojść pod pretekstem m.in. „postępu społecznego”.

Według arcybiskupa Gądeckiego, przy pomocy czterech głównych idei dochodzi do „narzucania niemoralnych modeli i stylów życia” przez bogate, liberalne państwa i organizacje pozarządowe w Ameryce Północnej i Europie Zachodniej.

Gądecki o „kolonizacji ideologicznej”

Jakie idee miał na myśli przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski? Jako pierwszą wymienił „różne formy rodziny”.

To hasło promuje związki jednopłciowe i najróżniejsze inne związki nieformalne, stojąc w opozycji do idei rodziny opartej na małżeństwie między mężczyzną a kobietą, które jest przedstawiane jako pojęcie kontrowersyjne, staroświeckie i dyskryminujące mniejszości seksualne

– stwierdził duchowny.

Kolejna idea to „zdrowie i prawa seksualne i reprodukcyjne”. – To w istocie prawo do aborcji. Pod tą nazwą w wielu krajach europejskich i w Kanadzie świadczone są usługi aborcyjne oraz propagowane środki antykoncepcyjne i wczesnoporonne – przekonywał arcybiskup.

Przewodniczący KEP mówił także o niektórych programach edukacji seksualnej, która jego zdaniem wprowadza wiedzę „nieprzystosowaną do wieku dziecka i z pominięciem roli rodziców”. Według abpa Gądeckiego, takie programy rozbudzają potrzeby seksualne i polegają na „seksualizacji dzieci”.

Na koniec duchowny wspomniał o orientacji seksualnej i tożsamości płciowej.

Ta idea stoi w opozycji do biologicznego i holistycznego charakteru ludzkiej płciowości i stara się narzucić tzw. „ideologię gender”, według której człowiek sam sobie wybiera, jakiego jest rodzaju, w zależności od własnych pragnień i potrzeby samorealizacji

– mówił. Zdaniem przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski, „te idee przenikają do rezolucji ONZ oraz do umów międzynarodowych i konwencji europejskich”.

Przewodniczący KEP o Wigilii

Arcybiskup w innej części homilii ubolewał również nad tym, że „ponowoczesny miękki totalitaryzm” marginalizuje chrześcijan w imię „fałszywego szacunku” wobec osób, które nie wyznają wiary chrześcijańskiej.

W ostatnim czasie nawet w Poznaniu w niektórych placówkach oświatowych podjęto próby ograniczenia religijnej oprawy świąt, a dyrektorzy wyrazili zamiar zorganizowania „spotkań świątecznych” zamiast tradycyjnych jasełek oraz zamiar rezygnacji z dzielenia się opłatkiem w trakcie szkolnej Wigilii, chociaż organizowanie w szkołach takich wydarzeń jak jasełka jest zgodne z polskim prawem

– mówił Stanisław Gądecki.

– Podobne „podchody” poczyniono w niektórych instytucjach publicznych, na dodatek dzieląc się „lampką wina” zamiast opłatkiem. W ten sposób pragnie się wyrazić szacunek dla mniejszości, kosztem obrażania większości – podsumował.

Pijak broni pedofila. Na pasterce.

Depresja plemnika

Dwie sceny mogą być symbolem trzeciego roku rządów „zjednoczonej prawicy”. Konkretne do bólu. Policzek wymierzony przez funkcjonariuszkę obecnej władzy kobiecie domagającej się od prezydenta Dudy respektowania naszej konstytucji. I wyprowadzenie przez policję Władysława Frasyniuka w kajdankach z jego własnego domu.

View original post 4 890 słów więcej

Lech Wałęsa to ktoś w przeciwieństwie do Dudy, który jest zwykłym dudkiem

Duda to tylko odpad historii, chwałą Polski jest Wałęsa.

Depresja plemnika

Lech Wałęsa w rozmowie z Polsat News zdradził, o czym będzie rozmawiał na pokładzie samolotu z prezydentem Dudą podczas podróży na uroczystości pogrzebowe George’a H.W. Busha. Przyznał też, że założy koszulkę z napisem „Konstytucja”, którą zamierza nosić, dopóki Polska „nie odzyska wolności„.

W poniedziałek Lech Wałęsa poprosił Kancelarię Prezydenta o pomoc w zorganizowaniu podróży do USA. Wkrótce potem prośba została zaakceptowana, a kancelaria poinformowała, że we wtorek wieczorem Lech Wałęsa poleci na uroczystości pogrzebowe George’a Busha seniora z prezydentem Andrzejem Dudą.

Wałęsa: Nie przypuszczam, byśmy znaleźli wspólne zdania

Dziennikarka Polsat News Anna Gonia zapytała Lecha Wałęsę, czy zamierza rozmawiać z prezydentem Andrzejem Dudą podczas długiego lotu.

– Dlaczego mamy nie rozmawiać? Natomiast ja nie utożsamiam się i z tym prezydentem, i z tą opcją, więc nie przypuszczam, byśmy znaleźli wspólne zdania – odparł Wałęsa.

Jak dodał, jeśli wejdzie do samolotu pierwszy, to na początku zamierza powiedzieć prezydentowi Dudzie „Dzień dobry”. –…

View original post 2 165 słów więcej

PiS nadciąga. Takie strachy na Lachy uprawia partia patałacha K.

Do niedawna PiS jawił się jako sprawna maszyna, w której każdy miał przypisane miejsce i zadania do wykonania. Tak zwany „ciąg technologiczny PiS”, czyli system ściśle połączonych działań na linii władza polityczna–służby specjalne–prokuratura–media służył głównie ściganiu wrogów i propagandzie sukcesu partii.

Po ostatnich wyborach samorządowych coś w tej maszynie zaczęło szwankować. Doskonałym tego przykładem jest nagonka na dziennikarzy TVN. Jak wiadomo prorządowe media szeroko informowały opinię publiczną jakoby dziennikarze stacji mieli zapłacić za wyprawienie „urodzin Hitlera”, a tym samym propagować ustrój faszystowski.

Sprawa z odpowiednio sformułowanymi zarzutami trafiła do prokuratury gliwickiej. Jednak Prokuratura Krajowa wydała oświadczenie, że postawione dziennikarzowi TVN zarzuty były przedwczesne. Przy okazji ujawniono, że lider stowarzyszenia Duma i Nowoczesność Mateusz S. „Sistars” zaprosił na słynne już urodziny ponad 80 osób i to jemu, a nie dziennikarzowi, prokuratura gliwicka zamierzała postawić zarzuty.

Pomimo nacisków ze strony rządowej nie udało się wskazać winy dziennikarzy. Coraz częściej na światło dzienne wypływają afery z udziałem polityków PiS, jak chociażby ta dotycząca KNF. „Według sondażu IBRIS dla Onetu 36 proc. wyborców zmieniło zdanie na temat rządu PiS pod wpływem afery w KNF. Wyborcy PiS mogli mieć w nosie abstrakcyjny dla nich Trybunał Konstytucyjny, czy Sąd Najwyższy, ale na pewno są zainteresowani tym, czy bezpieczne są ich pieniądze” – komentuje sprawę kryzysu w PiS politolog dr Marek Migalski.

„Druga bomba to atak na TVN. Już samo zainteresowanie się prokuratury operatorem TVN było kuriozalne. Ale atak na ambasador USA, przyjaciółkę prezydenta Trumpa, który w szeregach PiS nie jest nawet powstrzymywany, pokazuje, że nad tym pożarem nikt nie panuje.”

Gdy dodamy do tego widoczny zgrzyt na linii środowiska ojca Rydzyka i rządu, związany z ustawą antyaborcyjną, to mamy jak na dłoni widoczny problem partii.

Czy przyczyną anarchii jest walka o władzę, jak opiniuje dr Migalski? Jego zdaniem cała sytuacja jest „przygotowaniem do wojny, która nastąpi po Kaczyńskim. Na pewno wezmą w niej udział Morawiecki, Ziobro, Brudziński i prezydent Duda.”

* * *

Poseł lub inny działacz PiS wskazuje. Prokurator oskarża, a pisowski Sąd skazuje. Bój się obywatelu! PiS nadciąga.

Depresja plemnika

Prawica dostała szału: ambasador Mosbacher broni TVN! A przecież to stacja „antypolska” i „antydemokratyczna”, jak przypomniała Amerykance poseł Krystyna Pawłowicz. W rzeczywistości antypolskie i antydemokratyczne jest rozpętywanie przez prawicę kampanii nienawiści przeciwko pani Mosbacher. Akurat w tej sprawie to ona reprezentuje prawo i sprawiedliwość. Prawica to wie, więc tym bardziej hejtuje. Co tam wieczna przyjaźń z Jankesami! Ważniejsze to zniszczyć wolne media w Polsce.

View original post 3 976 słów więcej

Niedzielny wysyp bredni Kaczyńskiego i Morawieckiego

Nie jestem w stanie zrozumieć, jak można być na widowni i słuchać bredni Matołusza Morawieckiego i prezesa Kaczyńskiego.

Trzeba być spaczonym!

W Krakowie puścili się prezes ze swoim nominantem Kłamczuchem wpław rynsztokiem półprawd, kłamstw i brudu moralnego, który tylko mogą oni wyprodukować. Ależ szajs.

Warto w tym miejscu przypomnieć, iż jedną z najlepiej sprzedających się gazet „Express Wieczorny” dostało Porozumienie Centrum Jarosława Kaczyńskiego i sprzedało Marquard’owi.

Schetyna: Zderzamy naszą kampanię z falą politycznego kłamstwa. Mówię do premiera Morawieckiego: proszę przestać kłamać. To nie jest język, którego oczekują Polacy

Zderzamy naszą kampanię, wielką ilość pomysłów na rozwiązywanie lokalnych problemów z falą kłamstwa politycznego, partyjnego, centralistycznego kłamstwa PiS. Dlatego tak bardo wyraźnie będziemy powtarzać do końca kampanii jak ważne jest szukanie prawdy w języku politycznym, żeby szukać prawdy w relacjach z wyborcami, żeby nie kłamać, nie oszukiwać. Mówię do premiera Morawieckiego: proszę przestać kłamać. To nie jest język, którego oczekują Polacy” – mówił podczas konwencji KO w Legnicy przewodniczący PO, Grzegorz Schetyna. 

Więcej >>>

Kaczyński będzie zmniejszał poziom życia

Na spotkanie prezesa PiS z wyborcami w małopolskich Gorlicach, nie wpuszczono niesprzyjającego mu burmistrza, więc Kaczyński mógł pozwolić sobie na całkowitą szczerość.

Mówiąc, że dobra zmiana powinna dojść do każdej gminy, do każdego powiatu oznajmił bez ogródek:

„Zależy nam na tym, aby poziom życia w poszczególnych regionach zmniejszał się, bo Polska jest jedna. Sprawiedliwość społeczna jest bardzo ważna”. Prezesa czym prędzej z dumą zacytował na Twitterze oficjalny profil PiS.

Dość szybko autorzy tego lapsusa połapali się i screen został już usunięty. W internecie jednak nic nie płonie, więc użytkownicy Twittera nie pozostawili na liderze PiS suchej nitki.

„Niesłychana szczerość prezesa Kaczyńskiego. Przebił premiera Morawieckiego z miską ryżu. /…/ Ceny pójdą jeszcze w górę. Przynajmniej nie kłamie jak Morawiecki – skomentował były szef resortu obrony Tomasz Siemoniak.

Kaczyński znalazł rozwiązanie na sprawiedliwość – najlepsi mają równać do najgorszych.

Kaczyński lepszy od miski ryżu Morawieckiego

Sędziowie z krakowskiego Sądu Apelacyjnego w przyjętej w sobotę uchwale potępiają działania prezydenta Andrzeja Dudy, który – wbrew wydanemu przez sąd zabezpieczeniu – powołał nowych sędziów do Sądu Najwyższego. Nie mogło do tego dojść – zdaniem sędziów – ponieważ procedurę wstrzymał prawomocnym orzeczeniem Naczelny Sąd Administracyjny. Kwestionują fakt, że kandydatów oceniała Krajowa Rada Sądownictwa, której sposób wyboru budzi poważne wątpliwości prawne i konstytucyjne.

Sędziowie zarzucają też głowie państwa, że nie poczekał na orzeczenie unijnego Trybunału Sprawiedliwości, który bada polską ustawę o Sądzie Najwyższym. Uważają, że działanie prezydenta „destabilizuje sytuację prawną i obniża zaufanie do sądów oraz wydawanych przez nie orzeczeń”.

„Ponadto czyni realnym problem odpowiedzialności Prezydenta przed Trybunałem Stanu” – podsumowują.

Ponadto sędziowie krytycznie oceniają działania rzecznika dyscypliny, który wzywa „na dywanik” kolejnych sędziów „niepokornych”.

Potępiają Zbigniewa Ziobrę, zarzucając ministrowi doprowadzenie do dramatycznych braków kadrowych w większości sądów.

Wzywają też swoich kolegów-sędziów do „czynnego i powszechnego zaangażowania się w promowanie wartości konstytucyjnych”.

– Taśma z premierem Morawieckim została nagrana tego samego dnia, co taśma ówczesnego szefa CBA. Myślę, że tego powodu ona w ogóle znalazła się w tym zestawie, ponieważ było to na jednym pliku – mówił Roman Giertych w programie „Tomasz Lis.”.

Giertych: afery, które będą się teraz pojawiać, będą dotkliwsze dla PiS-u

– Wiele plików nie zostało ujawnionych. One gdzieś krążą, ktoś je ma. W tym przypadku ktoś chciał uderzyć w Wojtunika i tak przy okazji premier Morawiecki załapał się na ujawnienie afery taśmowej. Wydaje mi się, że taka była przyczyna ujawnienia rozmowy premiera – mówił Giertych.

Jego zdaniem rządząca partia powoli przestaje być teflonowa. – Wszelkie afery, które będą się teraz pojawiać, będą dotkliwsze dla PiS-u z tego powodu, że ta pancerna osłona, którą mieli dotychczas, została skruszona, albo się kruszy – stwierdził adwokat.

Tusk jeździ sobie hulajnogą po Paryżu. Zestawcie tego wybitnego polityka z pokracznym Kaczyńskim obstawionym chmarą ochrony i w limuzynie za zaciemnionymi oknami.

W restauracji u „Sowy” nagrane zostały także sekstaśmy — tak wynika z akt śledztwa. Wbrew plotkom, które wciąż krążą w politycznym i biznesowym światku, nie są to jednak nagrania wideo, lecz materiały dźwiękowe.

Plotka na ten temat krąży od początku afery taśmowej — kelnerzy z restauracji „Sowa i Przyjaciele” mieli nagrywać polityków i biznesmenów nie tylko podczas rozmów, ale także w sytuacjach intymnych, z kochankami i prostytutkami.

Po lekturze kompletu akt sprawy wiemy, ile jest w tym prawdy.

„Mogło być tak, że się całowaliśmy”

Po pierwsze — nie ma sekstaśm wideo. Plotki na ten temat nie są prawdziwe. Kelner Łukasz N., który nagrywał w „Sowie” zeznał: „Ja nigdy nie dokonywałem nagrań filmowych tylko zawsze dźwięk” (To przesłuchanie kelnera prokuratura zarejestrowała na wideo. Jako pierwsi publikujemy je poniżej)

Po wtóre — takich taśm nie jest wiele. W aktach udokumentowane są trzy historie.

Pierwsza historia dotyczy bardzo znanej i wpływowej Polki, która miała w restauracji uprawiać seks z lobbistą związanym z PO. Znamy ich nazwiska, ale nie podajemy ich, ponieważ sprawa ma wymiar jedynie prywatny.

Z zeznań wynika, że para miała romans. „To były relacje prywatne i zażyłe, jest to możliwe, abyśmy w trakcie naszych spotkań okazywali sobie bliskość fizyczną” – zeznała kobieta. Dodała też, że nikt tymi nagraniami jej nigdy nie szantażował i nigdy nie otrzymała propozycji ich odkupienia. „W tym czasie ja byłem z [tu pada nazwisko] w zażyłej relacji. Mogło być tak, że się tam całowaliśmy” — zeznał jej partner. Przyznał też, że u „Sowy” spotykali się kilka razy, najczęściej sam na sam. „Nikt się ze mną nie kontaktował w sprawie takiego nagrania” — stwierdził.

„Mam w pamięci taki przebłysk”

Druga historia dotyczy zamożnego biznesmena, potentata na rynku nieruchomości, który spotkał się w „Sowie” z dwiema kobietami — 25-letnią Magdaleną oraz 35-letnią Sabiną. W spotkaniu brał też udział nieustalony przez prokuraturę „urzędnik”.

Obie kobiety zeznały w prokuraturze, że są koleżankami biznesmena, a nie prostytutkami.

Z zeznań pani Sabiny: „Ja niewiele z tego wieczoru pamiętam. Mam w pamięci taki przebłysk, że w czasie tego spotkania uprawiałam seks oralny. Jednak nie jestem tego pewna. Nie pamiętam jednak, z kim to robiłam”. Zeznała też, że wcześniej pracowała w firmie biznesmena i miała z nim romans.

Kelner stwierdził podczas przesłuchania, że nagrał owego biznesmena jeszcze raz, z innymi kobietami. Biznesmen zeznał za to, że „nie pamięta” czy uprawiał seks u „Sowy”.

„Nikt mnie nie szantażował nagraniami o charakterze intymnym” — oświadczył podczas przesłuchania, ale nie złożył wniosku o ściganie sprawców nagrywania.

W „Sowie” biznesmen bywał często — spotkał się tu m.in. z Aleksandrem Kwaśniewskim.

„Nie pamiętam seksu z wiceministrem”

Wreszcie trzecia — i politycznie najbardziej kontrowersyjna — historia dotyczy ważnego wiceministra gospodarczego w rządzie Platformy. Miał się on spotykać w restauracji z jedną ze wspomnianych kobiet, które twierdziły, że są koleżankami biznesmena od nieruchomości. To sytuacja o poważnym znaczeniu dla opinii publicznej, bowiem oznacza, że osoba podejmująca kluczowe decyzje o polityce gospodarczej rządu, stawiała się w sytuacji niezwykle łatwej do wykorzystania do celów korupcyjnych lub po prostu do szantażu.

Z zeznań kelnera: „Znam osobę o danych [tu pada nazwisko wiceministra]. Mam wiedzę, że ta osoba została nagrana w sytuacji obyczajowej, to było jedynie nagranie dźwięku. (…) Ja zarejestrowałem tę sytuację. Nie mam wiedzy czy to nagranie zostało w jakikolwiek sposób wykorzystane”.

Przesłuchiwana w prokuraturze pani Magdalena zeznała: „Nie pamiętam czy w czasie tego spotkania odbyłam z [tu pada nazwisko wiceministra] stosunek seksualny. Po zakończeniu spotkania z restauracji wyszliśmy oddzielnie”.

Przekonywała też: „Ja nie świadczę usług seksualnych. Nie jestem również osobą do towarzystwa. Ja na swoje spotkania umawiam się sama”. Prokuratura słusznie badała, czy kobieta mogła zostać ministrowi podstawiona, by zrobić nagranie i go szantażować. Pani Magdalena jednak zaprzeczyła: „Nikt mnie nie prosił, abym zarejestrowała spotkanie z [tu pada nazwisko wiceministra]. Nikt również nie nakłaniał mnie do spotkania z [tu pada nazwisko wiceministra]”.

Kelner Łukasz N. opisuje panią Magdalenę tak: „Była brunetką z długimi, do ramion włosami, była młoda i ładna”. W aktach są jej zdjęcie i dane. Wiceminister był z nią u „Sowy” dwa razy, ale raz kelner nie zdążył ich nagrać. „Ja nie mam żadnej wiedzy na temat, aby Marek Falenta szantażował kogoś nagraniami o charakterze seksualnym” — stwierdził kelner podczas przesłuchania w Centralnym Biurze Śledczym Policji.

Dlaczego nie podajemy nazwisk

Rozmawialiśmy w redakcji Onetu o tym, czy podawać nazwiska osób nagranych w sytuacjach intymnych. Mogliśmy to zrobić, bowiem wszystkie udostępnione dziennikarzom akta są formalnie dostępne dla opinii publicznej.

W sprawach znanej Polki i lobbisty związanego z PO oraz poważnego biznesmena z koleżankami sprawa jest dość prosta — to osoby prywatne, które nie zajmują funkcji państwowych i nie odpowiadają za wydawanie publicznych pieniędzy. Ich relacje seksualne są więc ich sprawą prywatną.

Inaczej ma się sprawa wiceministra. Za swej kadencji odpowiadał on za strategiczne sektory gospodarcze. Sekstaśma mogła się stać elementem szantażu wobec niego. W śledztwie wiceminister grał rolę przykładnego męża martwiąc się, że kariera jego żony cierpi z powodu jego pracy w administracji państwowej.

Zdecydowaliśmy, że podamy jego nazwisko, jeśli w aktach sprawy znajdziemy dowód, że w jakiejkolwiek kwestii poszedł on na rękę Markowi Falencie, uznanemu przez sąd za reżysera afery. To właśnie do Falenty trafiać miały, wedle zeznań kelnerów, wszystkie taśmy nagrane przez obu kelnerów, w tym także nagrania intymne.

Sprawdziliśmy kilka tropów dotyczących ewentualnych powiązań wiceministra z Falentą. Najpoważniejszy dotyczył tego, że Marek Falenta próbował naciskać na wiceministra, by państwo odkupiło jedną z przeżywających właśnie kłopoty spółek Falenty. Tyle, że presja okazała się bezskuteczna. Według ustaleń dziennikarzy Onetu, wiceminister wie o istnieniu tej taśmy, ale rzeczywiście nigdy nie był nią szantażowany.

>>>

Kaczyński będzie zmniejszał poziom życia

Na spotkanie prezesa PiS z wyborcami w małopolskich Gorlicach, nie wpuszczono niesprzyjającego mu burmistrza, więc Kaczyński mógł pozwolić sobie na całkowitą szczerość.

Mówiąc, że dobra zmiana powinna dojść do każdej gminy, do każdego powiatu oznajmił bez ogródek:

„Zależy nam na tym, aby poziom życia w poszczególnych regionach zmniejszał się, bo Polska jest jedna. Sprawiedliwość społeczna jest bardzo ważna”. Prezesa czym prędzej z dumą zacytował na Twitterze oficjalny profil PiS.

Dość szybko autorzy tego lapsusa połapali się i screen został już usunięty. W internecie jednak nic nie płonie, więc użytkownicy Twittera nie pozostawili na liderze PiS suchej nitki.

„Niesłychana szczerość prezesa Kaczyńskiego. Przebił premiera Morawieckiego z miską ryżu. /…/ Ceny pójdą jeszcze w górę. Przynajmniej nie kłamie jak Morawiecki – skomentował były szef resortu obrony Tomasz Siemoniak.

Kaczyński znalazł rozwiązanie na sprawiedliwość – najlepsi mają równać do najgorszych.

Kawa w Hiltonie. Marek Falenta uśmiechnięty, ubrany na sportowo, ale z klasą. Właśnie skończył spotkanie biznesowe, ale o tym mówi skromnie. – Nie mam już ani jednej firmy, żyję z doradzania innym. Mam doświadczenie, wiele lat na giełdzie, wiele udanych interesów, więc mam wiedzę, którą mogę się dzielić – tłumaczy.

– Ale liczy się pan z tym, że więzienia nie da się uniknąć?

– Kilkanaście miesięcy za kratami to jeszcze nie koniec świata. Jestem na to przygotowany, ale szkoda mi czasu, szkoda życia.

Więzienie dla Falenty to dwa i pół roku za nagrywanie polityków i biznesmenów. Afera taśmowa w 2014 r. wstrząsnęła Polską i wywróciła rząd PO. W warszawskich knajpach kelnerzy (jeden z nich obciążał w śledztwie Falentę) nagrali ponad 700 godzin rozmów, ponad 80 spotkań: polityków, urzędników i lobbystów. Problem w tym, że prokuratura ma tylko ułamek taśm, raptem 31 rozmów. Gdzie jest reszta?

Od Falenty nie można się tego dowiedzieć. Zapewnia, że jest tylko „kozłem ofiarnym” całej historii. – Poważnie odbiła się na moim biznesie i życiu rodzinnym. Partnerka, która w czasie gdy mnie zatrzymywano była w szóstym miesiącu ciąży, nie wytrzymała napięcia. Rozstaliśmy się – opowiada.

Wyrok jest prawomocny, jednak Falenta się nie poddaje – chce walczyć o kasację. Sąd Najwyższy zajmie się tym za kilka tygodni. Organizator afery taśmowej nie siedzi jeszcze za kratami tylko dlatego, że (przynajmniej oficjalnie) podupadł na zdrowiu.

– Jak to było z próbą samobójczą? Chciał się pan zabić?

– Nie chcę o tym mówić, ale ta afera wykończyła mnie fizycznie i psychicznie. Odchorowałem to. Trafiłem na półtora miesiąca do szpitala.

Ciekawe: odium aferzysty, człowieka, który nagrywa wszystkich dookoła, z wyrokami karnymi na koncie, nie odcięło Falenty od biznesowych kontaktów.

Znany warszawski przedsiębiorca: – Ostracyzm? Bez żartów. Opowiem wam scenkę. Początek roku, Warszawa, bankiet dla ludzi biznesu. Do sali pełnej gości wkracza Marek Falenta, facet z wyrokiem, człowiek dyktafon. I co? I momentalnie otacza go wianuszek gości. Żartuje, dobrze się bawi. Przy mnie jeden z biznesmenów próbował mu puścić w leasing bentleya. Dla sporej części biznesowej Warszawy to po prostu lepszy cwaniak. Powinno go nie być, a on wciąż na powierzchni.

Tajemnica sukcesu towarzyskiego Falenty ma drugie dno. Wielu uważa go za geniusza finansowego, który jak król Midas zmienia wszystko w złoto.

Były współpracownik Falenty: – Pracowaliśmy wspólnie przy jednym z projektów giełdowych. Widziałem go w akcji. Powiem jedno: niesamowity talent, chapeau bas!